— Zdaje mi się, że skoro Rezedowa Łapa jest tak oporny na wiedzę, to nawet ja go nie przekonam! Coś wiem trochę o upartych charakterach — jego siostrzyczka, Urodziwy Szafirek, nadal mu nie wierzyła, że koty czekoladowe przynosiły pecha. Musiał chyba to dzień i w nocy jej to mówić, żeby nakłoniła się do refleksji, ale taki wojownik i szpieg specjalny nie miał czasu na takie pierdoły. Wypełnianie obowiązków i przejrzenie Rosiczkowej Kropli było dla niego cenniejszym zajęciem.
***
Przed ślubem Trzcinowego Szmeru i Żmijowej Wici, jak kotka już siedziała z kociakami w żłobku z rangą namiestnika
— Uważaj, gdzie łazisz, brudasie, jeszcze mnie czymś zarazisz — posłał jej ostre spojrzenie, następnie, gdy kotka zniknęła w podskokach, to udał się do żłobka.
— Witaj, Trzcinowy Szmerze, przyniosłem ci rybę — spojrzał na bawiącego się Nura i Łabądka ze sobą.
— Dziękuję, Szkwale, ale już wcześniej Żmijowa Wić przyniósł mi coś do jedzenia, ale rybę możesz dać kociakom, na pewno będą zadowolone — młodzieniec odłożył rybę obok bawiących się kociąt i od razu przerwały zabawę, zaciekawione upominkiem.
— Zatem twój partner musi się bardzo troszczyć o ciebie i twoje kocięta — mruknął.
— I to jak, on jest dobrym ojcem, niczego mi nie brakuje, jak i kociętom przy jego obecności — zatem kocur musiał być porządnym kotem, musiał się kiedyś z nim poznać, szkolił w końcu jego siostrę, był blisko z Mandarynkową Gwiazdą, jeszcze był partnerem Trzcinowego Szmeru. Trochę wstyd, że się nie znali.
— Cieszę się to słyszeć, przyszedłem ci też pogratulować miana namiestniczki. Należy ci się i twoim pociechom, klan potrzebuje takich kotów jak ty i Żmijowa wić. Trzeba teraz bardziej niż wcześniej pilnować porządku w tym klanie, wiesz, żeby taki czekoladowy kot nie przyniósł borsuka do obozu albo żeby po prostu wszystko funkcjonowało płynnie — do jego uszu przypływał ponowny pisk kociąt, zapewne znudzone rybą zaczęły znowu się bawić.
<Trzcinowy Szmerze, to znaczy, szanowna namiestniczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz