Między łapami miał prezent od ojca – ostatnio kocur zaczął przynosić takie prezenty też Nurowi, a nie tylko Łabądce. Van był z siebie dumny, bo według niego prezent od jego ojca równał się, z tym że zrobił coś dobrze. Nie do końca był pewien co, ale ważne, że nie objawiał żadnych cech zdrajcy. Trzcinowy Szmer opowiadała mu o jego przodkach, a kocurek bał się, że zdrada może płynąć we krwi i jego krew też może być zakażona. Dlatego musiał zachowywać się jak najlepiej i wyplenić to ziarenko, zanim będzie za późno!
— Dzień dobry, braciszku! — z letargu jego myśli wyrwała go siostra.
Spojrzał na nią i kiwnął głową na przywitanie.
— Ładny dziś dzień, nieprawdaż? — uśmiechnęła się, na co Nur przewrócił oczyma.
Chciałby, żeby dzień był ładny. Wtedy mógłby popływać albo polować na mech! Może nawet namówiłby mamę na jakiś spacer po obozie?
— O! A co tam masz pomiędzy łapami? Nigdy czegoś takiego nie widziałam, mogę zobaczyć? — zapytała, trzepocząc rzęsami.
Kocurek znał te jej tanie sztuczki, ale nie mógł się z nią przecież kłócić. Takie zachowanie nie było dostojne. Podniósł więc łapy ujawniać kamień.
— Dostałem od taty — wypiął dumnie pierś. — Pewnie za to, jak dobrze pływam!
Zauważył wzrok kotki i od razu zakrył kamyk łapkami.
— Jest prezentem dla mnie.
Łabądka jednak nadal patrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczami. Nur spodziewał się, że kotka może go zaraz o coś posądzić… A nie chciał problemów. Skrzywił się na samą myśl. Nie powinien być zachłanny… To była raczej zła cecha. Westchnął więc cicho.
— Chcesz go tylko zobaczyć? — zapytał.
Czarna arlekinka pokiwała energicznie głową. Rudzielec nie do końca jej wierzył – widział, ile miała kamieni w swojej kolekcji. On właściwie nie potrzebował nawet tego kamienia, ale był prezentem od ojca, więc miał największą wartość. Mimo to rudzielec odsunął się od kamienia, pozwalając siostrze się przyjrzeć. Łabądka jednak wzięła kamień w swoje łapy, na co Nur się zjeżył.
— Zostaw — syknął.
< Łabądku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz