BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naparstnicowa Kołysanka x Hortensjowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naparstnicowa Kołysanka x Hortensjowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 lutego 2024

Od Naparstnicowej Łapy (Naparstnicowej Kołysanki) CD. Hortensjowej Łapy

Dziwiła się siostrze, że chciała zataić informację dotyczące tego czego dopuścił się Lwia Grzywa. On miał być przydatny? Szylkretka nie była w stanie tego pojąć. Jednak widząc, jak bardzo jej siostrze zależało na tym, postanowiła jej zaufać. Może też dlatego, że chciała zobaczyć w jakiś sposób według dymnej kocur niby miał być przydatny? Czas miał to szybko zweryfikować.

***

Lwia Grzywa okazał się nie być przydatny. I nie tylko on. Jej siostra nie miała racji. Trzeba było już wtedy poinformować wyżej postawione koty, a może by udało się uchronić więcej zagubionych dusz przed głupotą czarnego kocura. Naparstnicowa Kołysanka dzisiejszego dnia skończyła się zajmować już dwójką pacjentów, Chłodnym Omenem, któremu dokuczało przegrzanie oraz Szeleszczącym Wiązem, który od samego wejścia do legowiska medyka kichał co uderzenie serca. Szylkretka zirytowana syknęła na pacjenta, gdy ten zajął miejsce obok śpiącej Ważkowe Skrzydło, nakazując mu już po chwili się przesiąść. Widziała, że kocica była osłabiona. Nie chciała, aby poza wyczerpaniem coś jeszcze jej doskwierało. Kolejne zioła zamiast pomagać mogłyby jej zaszkodzić.
W południe do legowiska medyków zajrzała Różany Step wraz ze swoją córką, Lód, którą od paru dni bolał ząb. Była ciekawa co taki malec jak czarna vanka musiała robić, aby rozbolał ją ząb. Piszczki w końcu nie były twarde, chyba, że potomkini Mrocznej Gwiazdy zdecydowała się jeść pokryjomu kamienie.
Gdy zajęła się kociakiem, w legowisku pojawiła się Olszowa Kora wraz ze swoją uczennicą, a siostrą Napartstnicy - Hortensjową Łapą. Już na pierwszy rzut oka medyczka zauważyła, że jej siostra ma problem z okien; mrużyła je i zauważyła, że w kąciku zaczęła się zbierać klejąca maź. Musiała zakłuć oko gałązką, bądź przetarła je brudną łapą, stąd pojawiła się infekcja. Nim jednak udała się po potrzebne zioła na okład oraz mech nasączony wodą, zajęła się usztywnieniem ogona kultystki, bo chciała z nią zamienić kilka słów.
— Jak przebiega trening mojej siostry? — szepnęła cichutko, dociskając do ogona pacjentki papkę z ziół — Kiedy będzie mogła stoczyć walkę? 
— Niebawem. — miauknęła kocica, nieco krzywiąc mordkę w trakcie badania. — Poprawiła się od czasu, kiedy przejęłam jej trening. 
Kocica skinęła głową, dając znać, że przetworzyła zasłyszaną informację. Na dobrą sprawę, od dnia, w której wcześniejszy mentor siostra umarł, nie zamieniła ani słowa z nią, bojąc się, że mogłaby coś wypaplać na ten temat. Nie chciała, czy też właściwie nie mogła się przyznać, że uczestniczyła w zadaniu powierzonym przez lidera. Błękitna Gwiazda zabronił jej mówić o tym komukolwiek. Dlatego postanowiła zabrać prawdę o tym, co stało za śmiercią Lwiej Grzywy do grobu. 
Wilgotnym mchem przetarła okolice wokół morskiego oka siostry, zbierając przy tym nadmiar mazi, dzięki czemu siostra mogła w końcu szerzej otworzyć oko. Wciąż było lekko zaczerwienione, ale wyglądało o wiele lepiej. Naparstnicowa Kołysanka uśmiechnęła się lekko, jednak jej uśmiech był niemalże niezauważalny przez trzymany w pysku mech.
— Poza ziołami na infekcję, dam ci zioła na wzmocnienie, aby cię żadne choróbsko w międzyczasie nie rozłożyło. — zwróciła się do siostry. Odłożyła brudny mech na bok, po czym sięgnęła łapą po papkę na liściu buku, która miała posłużyć za okład — Musisz być w pełni sił podczas walki. Nawet najmniejsze przeziębienie nie może ci doskwierać. Musisz wygrać. Wiesz co czeka koty w naszym wieku, które nie wygrały żadnej walki… Ty nie stoczyłaś jeszcze ani jednej, więc możesz być srogo potraktowana przez Błękita
Zmartwiła się i to nie na żarty. Hortensjowa Łapa słaba nie była, a ten kopniak podczas sparingu, wciąż miała w pamięci. Na pewno jeśli znowu użyje tego ataku, to jak nic wygra i powali swojego przeciwnika. O ile będzie zdrowa i nic jej nie będzie przeszkadzać.

Wyleczeni: Olszowa Kora, Szeleszczący Wiąz, Chłodny Omen, Hortensjowa Łapa, Lód 

<Tensja?>

05 grudnia 2023

Od Hortensjowej Łapy CD. Naparstnicowej Łapy

 - O co ci chodzi? - Kotka odzyskała równowagę po odepchnięciu, stając bardziej stabilnie na łapach. Nie przepadała za starciami frontowymi, więc na chwilę obecną skupiała się bardziej na unikach. Naparstnica wydawała się jakaś narwana. Przecież dymna nic nie zrobiła! Znaczy, drogą dedukcji szło się domyślić i było to dość proste. Jednak Tensja miała problemy ze zrozumieniem sposobu myślenia siostry. 
- Uczy cię nasz wróg. To okropne. Powinnaś to zgłosić liderce. Jeszcze skazi twoją główkę i sama zaczniesz wierzyć w te paskudne Gwiazki. Szakal musi ci go zmienić.
- Rusz głową - burknęła dymna już jakby zmęczona i zdenerwowana (żadna nowość), po czym zamachnęła się łapą, rzucając w pysk szylkretki piach - Może być przydatny.
- Ugh! - Zmrużyła oczy, mając widoczne problemy z wizją - W jaki niby sposób? Głupoty Tensjo gadasz. Wróg to wróg, powinno się go w najlepszym wypadku przegonić. Chyba, że zdążył już skazić twoją główkę... - Przetarła łapką pysk pozbywając się piasku - Ktoś taki jak on nigdy nie będzie przydatny. Chude to i pokraczne. I głupie!
- Jęczysz. - burknęła znudzona, chociaż nadal słuchać było poddenerwowanie, kiedy to zamachnęła się łapą. Pomimo iż rozmowa odbywała się cicho i w momentach, w których dodatkowy hałas wytwarzały podczas walki, to i tak uczennica uznała ten ruch za zwyczajnie głupi. - W końcu przeganianie losowych kotów na pewno zostanie dobrze przyjęte przez ogół.
- On nie jest losowy. A Wielcy Przodkowie na pewno nam będą wdzięczni, że pilnujemy porządku w klanie. Ja pilnuję. I mi to wychodzi. Ty też powinnaś. -
Odtrąciła łapę siostry i wykorzystując moment, złapała zębami za kępkę dłuższej sierści Hortensji na policzku, w którą jeszcze nie tak dawno temu chowała swoją kolorową mordkę. Pociągnięta za pasma sierści kotka znalazła się pod szylkretką, która nie miała zamiaru jej wypuścić spod łapek.
- Masz porozmawiać z liderką i poprosić o zmianę mentora. Na kogoś komu możemy ufać. Słyszysz? - nadęła policzki wściekła. Tensja się natomiast nie odezwała już więcej, a jedynie patrzyła bez wyrazu w lustrzane odbicie swoich ślepi, zaraz potem przyciągając do siebie tylne łapy, by kopnąć nimi w jasny, puchaty, Naparstnicowy brzuch, co poskutkowało, jednak prowadziło do kolejnych uników i próby ataku. Czekoladowa nie mogła zrozumieć jej chęci obserwacji. Analizy. Zobaczenia jak mogłoby się to rozwinąć. Wróg? Owszem, wierzył w Gwiazdki, nadufane w sobie koty, które wmówiły innym swoją wielkość. Ale co on niby może jej zrobić? Całemu kultowi? Nic. Nic, do momentu w którym nie wsadzi się kija w mrowisko. Klan nie był bezpieczny, byli inni wierzący, którzy mogliby wyczuć co się święci, uciec do innej grupy i zdradzić ich sekrety. Trzeba było działać ostrożnie… poza tym, kotka nawet lubiła towarzystwo tego nic nieznaczącego pyłu, który ją szkolił. Był czymś innym, odmianą. Ale żeby się przyznać? Ha! W życiu. Jeśli uzna, że jej trening idzie mozolnie, to po prostu poprosi o zmianę mistrza, w czym problem? Nie spieszyło jej się, wszystko ładnie rozplanuje. A na razie, trzeba było chyba zmienić taktykę. 
- Na razie koniec! - usłyszała, gdy mignęły jej białe kiełki siostry, widocznie nastawione do ataku. Ogon jeszcze kilka razy smagnął powietrze, kiedy ta w sztywnej pozycji z napiętymi mięśniami oceniała, czy Naparstnica rzeczywiście polecenie usłyszała, czy odbiło jej się jedynie o uszy. Dopiero po upewnieniu się o braku możliwości zyskania kolejnego zadrapania, stanęła luźno, jednym uchem filtrując komentarze na temat ich pojedynku i polecenia do dalszego ruszenia w stronę granic, drugim rejestrując kroki Naparstnicy, z którą to Tensja zrównała krok, idąc tak, jak skończyła walkę - wyglądając jakby przebiegło ją stado borsuków. 
- Nie jestem naiwna Naparstnico, uwierz w to w końcu. Nie możesz mi zaufać w tej jednej kwestii? Naprawdę nie trzeba się o mnie martwić… Proszę…? - Na pysku kotki pojawiła się prosząca, uległa mina, mająca na celu przekonać siostrę, że Tensja wcale nie jest debilem i wie co robi. Nie była w końcu kociakiem, no! 

[615 słów] 
[Uczestnictwo w pojedynku uczniów] 

<Naparstnica?>
[Przyznano 17%]

03 grudnia 2023

Od Naparstnicy (Naparstnicowej Łapy) CD. Hortensji (Hortensjowej Łapy)

 Po co chciała cicho chodzić? To było bardzo dobre pytanie, na które z radością miała zamiar odpowiedzieć swojej siostrze.
— Jak to po co Tensjo! Dzięki temu będziemy wspaniałymi dzikusami, które potrafią bezszelestnie się skradać! Arbuzika i Raczek też nauczę cichego chodu — oznajmiła z radością w głosie, dzięki temu każde z jej rodzeństwa będzie wspaniałe, a ojciec na pewno będzie z nich dumny
Na pyszczku Tensji pojawił się wyraz jakiegoś niezrozumienia i zmęczenia. 
— Eh... No dobrze — mruknęła, niezbyt zadowolona
Naparstnica była wielce rozczarowana, że jej siostra nie podziela jej entuzjazmu na ten jakże wspaniały pomysł nauki reszty rodzeństwa cichego chodu – kotka uważała to za bardzo przydatną umiejętność. Dzięki bezszelestnemj poruszaniu się mogli mieć przewagę nad złymi kotami, które chciałaby im wyrządzić krzywdę. A poza tym mogliby zaskoczyć przeciwnika, tak jak to Hortensja nie raz zaskoczyła Naparstnicę w żłobku. Czarna tonkijka powinna się cieszyć, że cała ich czwórka mogła w przyszłości dumnie reprezentować Klan Wilka. Tylko musieli się postarać i nabyć potrzebnych umiejętności.
— Co to za mina?! — wykrzyknęła poirytowana i skoczyła na siostrę, przyciskając ją do ziemi. Nie mogła pozwolić, aby Hortensja była tak zobojętniała na przyszłość swoich bliskich.


***

Zostały uczennicami. Miały nawet okazję uczestniczyć na zgromadzeniu. Czy jej się na nim podobało? I tak, i nie. A to wszystko wina tego, że na zgromadzeniu pojawiły się również wyznawcy Klanu Gwiazdy, co uważała za chore. Na jednego nawet wpadła, starszego ucznia, który co chwilę rzucał nawiązanie do Klanu Gwiazdy. Gdyby nie to, mogłaby rzec, że z Judy był całkiem miły kocur. Bo w końcu zajął się jej nie–zranioną łapą, jak i polecił jej lizać ją przez kolejne dni. Stosowała się więc do zaleceń kocura, rozmyślając nad tym czy naprawdę dobrze uczyniła. Dopiero po dwóch dniach dotarło do niej, że to całe lizanie łapki mógło być jakaś ceremonią, poprzez którą mogła się oddalać od Mrocznej Puszczy. 
— Ach! — wykrzyknęła uderzając łapką w legowisku, czując się niczym Naiwna Łapa. To ona powinna się tak nazywać, a nie syn Ważkowego Skrzydła. Bo wykazała się jeszcze większą naiwnością niż van. Niepotrzebnie zaufała kotu z Klanu Klifu, a tym bardziej niepotrzebnie z nim rozmawiała. — Aaaaaaaa!
Poderwała się na równe łapki i wybiegła z legowiska uczniów, pozostawiając za sobą w tyle zdziwionych uczniów, którzy szykowali się na własne treningi. Ona natomiast spanikowana popędziła do Bieliczego Pióra. A gdy udało jej się zlokalizować kotkę, padła przed nią chyląc głowę i wyznała jej wszystkie grzechy, których się dopuściła na zgromadzeniu. Oczywiście wspomniała również o tym jak wychwalała wspaniałą Szakalą Gwiazdę. 


***

Wpatrywała się z szeroko otwartymi oczami w Lwią Grzywę. Tego majestatycznego zwierzęcia, o którym kiedyś słyszała kocur ani trochę nie przypominał. Był jakiś taki chudy, i nie wyglądał groźnie czy elegancko. 
Zamyślona przeniosła spojrzenie na Mętnego Zawilca. Może nie była aż tak bardzo ze swojego mentora zadowolona, ale cieszyła, że nie trafiła na kogoś takiego jak czarny kocur. 
— Wiesz, co Tensjo... nie chcę się przechwalać, ale uważam, że mam lepszego mentora. Z nas wszystkich to Raczek ma najlepszego, ale w drugiej kolejności to jestem ja... — rzuciła cicho podczas drogi, kiedy to kierowali się we wskazane miejsce, w którym młode kotki mogły ćwiczyć walkę — Grzywek jest ojcem Rozwydrzeńca prawda? To nie wróży dobrze twoim treningom... — przedłużyła zdanie kołysząc się na boki — Bo widzisz, mój Zawilc mimo, że nie jest tak wspaniały, to jest ojcem mistrzyni!
Hortensjowej Łapie zapewne nie spodobała się ta uwaga, bo na jej pysku pojawił się grymas. Strzepnęła uchem i nie wdając się w dyskusję z siostrą przyspieszyła, wychodząc na prowadzenie, zostawiając szylkretkę w tyle.
— Dobrze, jesteśmy na miejscu. Tutaj będziecie trenować. Tylko proszę, to was pierwszy raz, więc niech was lepiej nie poniesie... Pamiętajcie, aby nie używać pazurów. To nie prawdziwa walka — przypomniał Lwia Grzywa, na co Naparstnica wywróciła oczkami — Niech Gwiezdny Klan rozjaśnia waszą drogę!
Kocur pożyczył uczennicą powodzenia i wycofał się w bok, dając znać, że mogą rozpocząć walkę. Naparstnica była pewna, że się przesłyszała. Co on takiego właśnie powiedział na głos?! Była za bardzo wstrząśnięta słowami kocura, że z łatwością została przewrócona przez Hortensjową Łapę, która sama również wyglądała na zaskoczoną własną siłą. Spojrzała się na czarną oskarżycielsko. Czy ona wiedziała, że jej mentor czcił te parszywe Gwiazdki, które były zagrożeniem dla kociąt? I zachowała to w tajemnicy?! Czy Szakala Gwiazda zdawała sobie sprawę, że mieli zdrajcę wśród członków? Jeśli nie, to trzeba było ją poinformować. Nie mogła pozwolić, aby głowa Hortensjowej Łapy przesiąkła bredniami.
— Jak mogłaś... — wysyczała odpychając siostrę, po czym sama przystąpiła do ataku
I pomimo próśb Lwiej Grzywy, nie zamierzała nie używać pazurów.

<Tensjo?>
[742 słów, udział w pojedynkach uczniów]
[Przyznano 20%]

17 października 2023

Od Hortensji CD. Naparstnicy


Były jeszcze inne kocięta w żłobku. Prócz niej i rodzeństwa oraz mamy Alby, która właśnie z niezwykłą dokładnością czyściła futerko pointki, pomimo zapewnień ze strony kocięcia, że jest całkowicie czyste i nie potrzebuje dodatkowego szorowania, były jeszcze trzy kociaki i jakaś lilowa kotka. Czasem chciała się z nimi pobawić, ale wyglądali na większych i silniejszych, poza tym, sama się trochę bała. A zewnętrzny świat na chwilę obecną był zbyt przerażający. Niezwykle ciekawy, to fakt, tyle wiedzy do zgarnięcia! Z drugiej jednak strony, kiedy widziała cienie przechodzących kotów oraz ich wielkich, wytrenowanych łap, które z taką łatwością mogłyby zrobić jej krzywdę, zaraz chowała się za mamą. Teraz natomiast z marudnym jękiem protestu wykręciła się  by odepchnąć od siebie pysk mamy, a potem wyślizgnąć z ciepłych objęć. Była już wystarczająco czysta, a teraz czuła wręcz wilgoć. Otrzepała się, powodując, że kocięcy wilgotny puszek poleciał na boki, tworząc z niej jeża. 
Przez następne minuty kręciła się po żłobku bez celu, tocząc zawziętą bitwę z kłębkiem mchu, z którym widocznie przegrywała walkę, będąc końcowo pokonana przez zielony kawałek. Jakim sposobem doszło do tego zdarzenia? Nie miała pojęcia, jednak mech ją nagle zaatakował! Uderzył w bok, a ta odskoczyła niezgrabnie w tył, zaraz potem lądując na plecach. Jak jej się nie chciało. Z żałością zerknęła w górę, po czym wstała ciężko, po dostrzegnięciu innego znajomego futerka. Nie miała ochoty na zabawę, jednak miękkie futro Naparstnicy było świetnym zamiennikiem poduszki. 
Podeszła więc do niej, jak na swój gust całkiem normalnie, a gdy ta krzyknęła jakby ze strachem, dymna niemal sama odskoczyła, zaskoczona reakcją siostry. Stała tak przez chwilę najeżona, z wielkimi oczami patrząc na czekoladową, kiedy ta akurat coś tam mówiła. Dopiero kiedy skończyła, walące serce się uspokoiło a ona sama pozwoliła sobie na wypuszczenie powietrza, wstrzymywane go przez całą przemowę. 
Jeszcze zanim odpowiedziała, wyciągnęła język przed siebie, chcąc spróbować samodzielnie zrobił rurkę z języka i chociaż był on niezwykle gibliwy, to jedyne co zdołała to zgiąć go w pół. Zmarszczyła więc nos i zerknęła jakby niepewnie na Naparstnicę. 
- Ale ja pszeciesz nolmalnie chodzę - odpowiedziała jakby nie rozumiejąc, szukając odpowiedzi w lustrzanym odbiciu swoich oczu, należącego do czekoladowej. 
- Normalnie to chodzę ja. Tap-tap-tap. - zaprezentowała siostra poruszając się w miejscu i naśladując głosem dźwięk swoich kroków - Tak brzmią moje kroki. Za to twoich nie słychać. Tak jakbyś wcale nie dotykała ziemi... - tu nachyliła się do łapek siostry, chcąc się upewnić czy dotyka nimi podłoża - Hmmm... - zmrużyła oczka chcąc wyostrzyć swój wzrok. Hortensja również się nachyliła, chcąc popatrzeć na swoje łapy, jednak dokładnie czuła ziemię. Nawet uniosła jedną z nich i od nowa położyła jakby chcąc się upewnić czy aby na pewno czuje dobrze, jednak no, czuła. Zamyśliła się przez chwilę. 
- Mosze musisz stawiać dłuszsze i baldziej płynne kloki? - spytała, używając słowa którego nauczyła się niedawno. - To mosze wtedy nie będzie ,,tap tap tap"
- Jakoś tak? - klasycznie pręgowana spróbowała postawić krok, zgodnie z instrukcjami siostry, nie do końca będąc pewna czy jej wyszło - Nie słychać tap tap tap...  miauknęła z żalem w głosie spoglądając na swoją małą łapkę, po czym znowu zrobiła kolejny krok, dłuższy i płynniejszy
- To chcesz szeby było tap tap? - dociekiwała czarna, już całkiem zbita z tropu. Nie rozumiała czy to dobrze że jest tap tap czy nie.
- Sama nie wiem. -  siostra nadęła policzki, nie mogąc się zdecydować nad wyborem typu swojego chodu. - Może jakby czasami było słychać moje kroki, nie tak głośno jak teraz to by było dobrze... wiesz, żeby inni wiedzieli, że to ja idę, a nie żaden inny kot! 
Ruszyła naprzód starając się kroczyć z lekkością i elegancją, jednak również tak by było słychać chociaż odrobinę odgłos jej kroków.
Dymna obserwowała starania Naparstnicy. Naprawdę tak wyglądała podczas chodzenia? Hortensja wyglądała i czuła się zazwyczaj mało zgrabnie, do tego ze zagarbieniem. Na pewno nie tak dumnie, poza tym... Uhhh na zaokrąglonym pyszczku pojawił się wyraz zmieszania. 
- To mosze jakoś po środku coś wylobić? No i też głośność będzie zaleszeć od powieszchni na jakiej stąpasz... - mruknęła zamyślona.
- Skoro tak mówisz... W takim razie będę testować każdą powierzchnię! Dziękuję. - podjęła jeszcze szylkretka, a na jej pyszczku zagościł uśmiech. Przytuliła się do swojej siostry, chowając swoją małą mordkę w pasmach jej dłuższej sierści na policzkach. 
- A po co chcesz cicho chodzić? - Hortensja zerknęła na “chowającą” się kulkę. To było aż takie szczególne i ważne? 

<Naparstnica?>

10 października 2023

Od Naparstnicy do Hortensji

Córka Gęsiego Wrzasku jak zaklęta siedziała przy wyjściu z żłobka i przyglądała się spadającym tuż przed nią białym gwiazdką z nieba, które pokrywały bielą teraz calutki obóz. Ciekawość wzięła górę, tak też już po chwili lekko dotknęła swą łapką tego dziwnego tworu, który się okazał się być zimny w dotyku. I to jak! Wzdrygnęła się niezadowolona, że biały puch zamienił się w wodę. Nie długo myśląc, wytarła łapkę o siedzącego obok niej starszego kocurka, który tak naprawdę miał na imię Śnieżek. A Naparstnica przechrzciła go na Puch, bo pamiętała, by imię kolegi ze żłobka właśnie sobie kojarzyć z białym puchem, który to pokrył obóz. 
Starszy już miał wymierzyć jej pstryczka w nos, za to że zmoczyła mu futerko, gdy do legowiska zajrzała chuda uczennica. W pysku trzymała mech, a jej zielone oczy wyrażały zaskoczeniem na widok dwójki kociąt, uniemożliwiających jej normalne wejście do żłobka.
— Nie siedźcie tak w wejściu, bo się przeziębicie. — odezwała się niezbyt wyraźnie, delikatnie przesunęła córkę Alby w głąb żłobka 
Szylkretka zmierzyła podejrzliwym spojrzeniem Jutrzenkową Łapę. Nie wiedziała co o niej myśleć, wyglądała jakoś tak mizernie, ale skoro dbała o to by się nie przeziębiła to chyba była w porządku. Już miała podjąć rozmowę z burą uczennicą, chcąc zasypać ją milionem pytań o tym jak to jest być uczniem, kiedy to usłyszała dźwięk, który sprawiły, że jej uszy zaczęły drżeć z ekscytacji. Swoje morskie oczka przeniosła momentalnie na Albę i Ananasika. Oboje śpiewali piękne melodie, które wypełniały kociarnię radością. 
Naparstnica usiadła cichutko niedaleko nich, przysłuchując się piosence o ptaszkach i słodkich kamieniach, o których to mama im nie raz opowiadała. Jej ogon poruszał się rytmicznie w takt piosenki. 
W miarę jak piosenka trwała, pointka zaczęła mruczeć ledwo słyszalnie. Kołysała się na boki, nie przestając ruszać swym ogonkiem, bo piosenka naprawdę przypadła jej do gustu. Tak też pewnie nie raz sama będzie w trakcie zabawy nucić ją pod noskiem.
— Tensjo! — wykrzyknęła nagle zaprzestając nucenia, gdy dostrzegła przemykający cień za sobą, którym się okazała być jej własna siostra. Nie raz już czarna zrobiła jej takiego psikusa, pojawiając się nagle tuż za jej plecami. — Gdybym nie była pół-dzikusem, to bym powiedziała, że mnie wystraszyłaś. Ale tego nie zrobiłaś! — wytłumaczyła przekręcają się całym ciałkiem w jej stronę. — Wiesz, że bardzo cichutko chodzisz...? Musisz mnie tego nauczyć! A ja w zamian nauczę cię, jak zwijać język w rurkę.

<Siostro?>