Przed zostaniem uczennicą
Ten komplement bardzo ją ucieszył. W ogóle lubiła komplementy, ale szczególnie te dotyczące jej wysokiego statusu (był wysoki przynajmniej w jej mniemaniu). W ogóle mianowanie na namiestniczkę było dla niej bardzo miłą niespodzianką. Co z tego, że w praktyce do mianowania na wojowniczkę nie dawało jej to niczego oprócz znaczków na pysku? Może Żabia Łapa nie była wcale taka zła? Powstrzymała się od skakania jak jakiś głupi kociak pokroju… Wesołej Łapy… Wyprostowała się tylko jeszcze bardziej i zademonstrowała swój elegancki krok. Uczennicy wąsy zadrżały z rozbawienia. Oburzona Łabądek już miała zrobić scenę, ale wtedy usłyszała głos matki.
– Dzieci, wracajcie do środka, bo jeszcze się przeziębicie!
Posłała tylko pomarańczowookiej wymowne spojrzenie i podreptała do Trzcinowego Szmeru.
***
Na dzisiejszym treningu było okropnie wietrznie. Okropnie w znaczeniu “bardzo” i “tragicznie” jednocześnie. No bo jak miała się skupić na łowieniu ryb, jeżeli grzywka co chwilę zwisała jej przed oczami? Tkwiła w pozycji nad brzegiem jakiegoś strumyka. Obok niej siedział Błękitna Laguna. Kazał jej czekać, a gdy tylko zobaczy cień ryby, zanurzyć łapę w wodzie i bardzo szybko ją wyciągnąć. Niestety wiatr targający jej futrem, oprócz bycia bardzo nieprzyjemnym, okazał się dużą przeszkodą. Przy jednym z mocniejszych podmuchów, grzywka przestała trzymać się w jednym miejscu i opadła jej na oko. Pod wpływem ruchu, sięgnęła łapą do wody. Niestety nic nie wyczuła.
– To nie była ryba – poinformował ją mentor. Miała ochotę prychnąć albo fuknąć, ale na księcia zastępcę nie wypadało. Zaczęła bardziej skupiać się na wodzie, zapamiętując, aby tym razem szukać kształtu ryby, a nie samego ruchu. Niestety to również było utrudnione przez wicher. Przez niego, grzywka raz zasłaniała jej lewe oko, a raz prawe. Nic dobrze nie widziała. Tak się na to zirytowała, że nie zauważyła, kiedy ryba przepłynęła tuż przed jej nosem. Zarejestrowała to dopiero w ostatniej chwili, ale nie była w stanie wyrzucić ryby na brzeg. Zahaczyła ją tylko pazurami, przez co ta zaczęła się miotać pod wodą, barwiąc ją na czerwono swoją krwią. Łabędzia Łapa z piskiem odskoczyła z obrzydzenia. Zastępca schylił się do wody, złapał ranne zwierzę w szczęki, wyrzucił je na brzeg i dobił.
– Poćwiczymy to jeszcze kiedyś – mruknął, podnosząc piszczkę.
***
Kiedy dotarli do obozu, praktycznie od razu pobiegła na brzeg wyspy, żeby przejrzeć się w wodzie i poprawić futro. Wtedy okazało się, że wyglądała tragicznie. Grzywka była potargana, z kryzą to samo, futro szło w kilka różnych stron, a jedna z jej łap nadal była troszkę różowawa od krwi ryby. W tym momencie miała ochotę się rozpłakać. To był najgorszy dzień! Nie dość, że wygłupiła się przed Błękitną Laguną, trening jej się nie udał, to jeszcze wyglądała, jakby ją pies przeżuł i wypluł! Jednak przyszłej namiestniczce nie wypadało płakać. Zamiast tego od razu wzięła się do roboty. Opłukała łapę z krwi, przemyła futro, wygładziła kryzę i naprawiła grzywkę. Zajęło to dużo dłużej, niż według większości kotów układanie futra zajmować powinno. Mimo naprawienia swojego wizerunku nadal była na skraju płaczu. Pewnie pomogłoby jej patrzenie na swoją kolekcję pięknych skarbów… Nie. To by tylko pogorszyło sprawę. Chciałaby wtedy włożyć sobie jakieś piórko w futro, ale wiatr wyrwałby je i poniósł gdzieś daleko tak, żeby przepadło na zawsze. Z tego powodu zdecydowała się po prostu na zjedzenie czegoś. Dzisiaj nawet nie chciała już patrzeć na ryby, dlatego wzięła ze sterty jakąś sierpówkę. Usiadła tuż przy źródełku i rozpoczęła posiłek. Na chwilę jej to pomogło, lecz uderzenie serca później znowu jej humor się zepsuł. Mianowicie do obozu weszła Żabie Oko z Liliową Łapą. Naprawdę ten głupi rybi móżdżek nie mógł wrócić z treningu trochę później?! Musiał akurat wtedy, kiedy próbowała się uspokoić?! Odepchnęła ptaka trochę na bok, wbiła pazury w ziemię i nienawistne spojrzenie w tę dwójkę.
<Żabo?>
[604 słów + łowienie ryb]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz