BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Ogon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Ogon. Pokaż wszystkie posty

09 sierpnia 2016

Od Cętkowanego Ogona CD Brzozowego Potoku

Co ten kot sobie wyobrażał?! Że tak po prostu mu pomogę? Teraz był idealny moment by go wydać, lecz coś w jego zachowaniu wydawało się niepokojące. Trząsł się jak osika, był wręcz przerażony. W jego głosie słyszałam błagalny ton. Nie mogłam odmówić. Przewróciłam oczami i westchnęłam. Kazałam kotu podążać za mną, ten szybko skoczył w moim kierunku. Biegliśmy szybko przez pole pełne wysokich traw które nas kryły. Po chwili stanęłam i wskazałam kotu małą, borsuczą jamę.
- Borsucza jama, chcesz mnie zabić?!- spytał oskarżycielsko kot. Zmierzyłam go chłodnym wzrokiem i wręcz wepchnęłam do norki.
- Chcę ci pomóc mysi móżdżku, znam ją dobrze, nie ma tam nikogo! Bywałam w niej wiele razy!- parsknęłam w jego kierunku i ściągnęłam uszy do tyłu. Powoli mnie denerwował.
- A niby czemu tam chodziłaś?- zapytał badawczo wystawiając swój łaciaty łeb.
- Jak się jest matką to ciężko znaleźć prywatny zakątek dla siebie i swojego partnera tak by zaraz któreś z twoich dzieciaków cię nie znalazł, więc wiem co robię!- syknęłam i wepchnęłam go głębiej do nory. Zapach borsuka przyćmił smród kocura z klanu Klifu. Nagle zarośla zaszeleściły i po chwili ujrzałam patrol klanu Wilka składający się z Mysiego Wąsa i Popielatego Futra. Przywitałam ich skinieniem łebka i usiadłam naprzeciw.
- Witaj Cętkowany Ogonie, co tutaj robisz?- zapytała mnie Mysi Wąs. Machnęłam łapą i prychnęłam cicho.
- A wiesz, poluje, klan musi coś jeść, nieprawdaż?- wyszczerzyłam kły w milutki uśmiech. Wojownicza wymieniła spojrzenie ze swym partnerem z patrolu po czym wzruszyli ramionami. Odchodząc powiedzieli coś w stylu ,,udanych łowów". Gdy upewniłam się, że poszli wyciągnęłam kocura z norki. Wygrzebał się powolnie brudząc swe białe futerko. Kaszlnął dławiąc się suchym pyłem. Kocur w końcu stał na równych łapach, wytrzepał się i przeciągnął.
- Dziękuje ci bardzo!- uśmiechnął się przyjaźnie. Ja jednak nadal miałam zmieszaną minę mówiącą coś w stylu ,,bardzo fajnie, a teraz wyjdź". Kot zauważył to i lekko podkulił ogon.
- Słuchaj, to, że cię nie wsypałam jest wręcz cudem, więc zrób mi przysługę i odejdź. Wiem, że nie brałeś udziału w tej ,,bitwie". Nigdzie cię nie widziałam a tym bardziej nie wyczułam- mruknęłam cicho idąc przed siebie- chodź, odprowadzę cię.
Kocur podreptał za mną z uniesionym ogonem. Gdy tak mu się przyglądałam nie widziałam nic niepokojącego, od to kotek. Chyba naprawdę nie był niebezpieczny.
- Brzozowy Potok, to moje imię- przerwał ciszę i zrównał ze mną krok. Kiwnęłam łebkiem i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Cętkowany Ogon...chodź teraz bardziej Cętka- zaśmiałam się i pomachałam żałosną końcówką ogona. Brzozowy Potom zaciekawił się tym i już wiedziałam jak będzie brzmiało jego kolejne pytanie.
- Jak go straciłaś?
- Potwór mi odgryzł. Dlatego nigdy nie przekraczaj Drogi Grzmotu z głową w chmurach- zażartowałam i uśmiechnęłam się serdecznie. Kot odwzajemnił uśmiech drepcząc obok mnie. Wydawał się naprawdę miłym gościem, mogłabym mu nawet córkę powierzyć. Zaśmiałam się w duchu na sam ten pomysł. Szliśmy w ciszy patrząc przed siebie na szczere pola i wysokie drzewa rosnące naprzeciw. Droga Grzmotu była coraz bliżej.

<<Brzozowy Ogonie? Wybacz za opóźnienie, brak weny>>

21 lipca 2016

Od Cętkowanego Ogona

Ah jak to pięknie budzić się w legowisku wojowników a nie w żłobku z rozwrzeszczaną bandą rozpuszczonych kociąt. Wychowałam podrząd dwa mioty, jestem z siebie dumna, jednak nie chce powtórki z rozrywki, jak na razie. Wstałam i przeciągnęłam się. Obok mnie nie zastałam nikogo, no tak Mglisty poszedł na trening z naszym ,,synkiem" Gęsią Łapą. Z tego co słyszałam jest to potwornie niesforny i chamski kociak, no cóż, wdał się w matkę, chociaż ona jest milsza. Postanowiłam ją odwiedzić, bo czemu nie? Spytam o mojego syna, tak przy okazji. Wyszłam powolnie z legowiska i podążyłam w stronę medyków. Słońce wisiało jeszcze nisko nad horyzontem, do dobrze, nie jestem takim śpiochem. Przeszłam przez przejście i znalazłam się już u nich. Sowie Skrzydło mieszała jakieś liście, lecz przestała patrząc na mnie. Przywitałam się skinieniem głowy i wzrokiem przemierzyłam lecznicę.
- Witaj Cętkowany Ogonie, czegoś potrzebujesz?- zapytała miło kotka.
- Nie, przyszłam was odwiedzić. Gdzie mój syn?- spytałam wciąż szukając go wzrokiem. Sowie Skrzydło westchnęła i usiadła naprzeciw mnie. W jej oczach koloru świeżej, nowej trawy widać było cień smutku.
- Wysłałam go po zioła. On w ogóle się nie uczy, nie wykazuje żadnego entuzjazmu, Cętkowany Ogonie. Nie wiem co mam z nim zrobić. Zna jakieś podstawy, ale to wciąż za mało. A co jak mnie zabraknie? Co wtedy? Klan sobie poradzi?- Sowa zaczęła miotać we mnie ciężkie pytania. Wieść, że mój syn nie uczy się dobrze była niczym cios wymierzony prosto w moje serce. To straszne, że nic nie robi! Nie chciał zostać wojownikiem, rozumiem, ale skoro nie, to ma się skupić na byciu dobrym medykiem! Muszę z nim pomówić, to niedopuszczalne...chociaż nie, nie mam zamiaru.
- Sowo, jest mi okropnie przykro. Nie wiedziałam, że mój syn to taki leń. Porozmawiasz z nim? Jeżeli nie będzie chciał pracować każ mu się wynosić. My się nim zajmiemy i zostanie wojownikiem czy chce czy nie- powiedziałam. Kotka spojrzała na mnie zaszokowana, chyba nie spodziewała się po mnie takich rzeczy. Odwróciłam się i podziękowałam jej za rozmowę. Wyszłam dość szybko z lecznicy i poszłam w stronę wyjścia z obozu. Do moich oczu napłynęły łzy, nie wiem dlaczego. Potwornie się zestresowałam tą sprawą. Wyszłam z obozu i usiadłam pod jednym z samotnych drzew. Musiałam przemyśleć całą sprawę. Nagle usłyszałam szelest krzaków. Podniosłam się gwałtownie, lecz po chwili wyczułam znajomy zapach. Przed moimi oczami stanęli Mglisty Cień i naburmuszony Gęsia Łapa. Mój partner spojrzał ma nie trochę zaszokowany.
- Cętkowany Ogonie, co tutaj robisz?- spytał wpatrując się we mnie. Gęsia Łapa siedział obok niewzruszony rozglądając się po lesie.
- Chciałam z tobą pomówić, no i przy okazji pójść na polowanie...- mruknęłam cicho. Kocur kiwnął głową i polecił młodemu wrócić do obozu, który znajdował się dosłownie minutę drogi stąd. Kotek zgodził się i posłusznie wrócił. Mglisty Cień podszedł do mnie z wypiętą piersią i dumnie podniesioną głową.
- Nareszcie nauczyłem go pokory, ha!- zaśmiał się, lecz widząc smutek na moim pysku spoważniał- co się stało?
- Chodzi o naszego syna...nie uczy się dobrze. W sumie, w ogóle się nie uczy- odpowiedziałam i ściągnęłam uszy do tyłu- myślałam, że jak zostanie medykiem to...będzie szczęśliwy, a teraz nie wiem!
- Cętkowany Ogonie, to okropne, że nic nie robi, ale nie możemy wiele poradzić. Mogę spróbować z nim porozmawiać, czy coś...- odpowiedział Mglisty Cień a na jego pysku pojawiło się zdenerwowanie- myślałem, że jest mądrzejszy!
- Bo wygląda jak ty?- spytałam i mimo wili uśmiechnęłam się. Kocur z początku się zdziwił ale zauważyłam, że właśnie w tym tkwił problem, syn był bardzo podobny do ojca, to dlatego Mglisty Cień chciał aby on był najlepszy, widział w nim siebie.
- Nie wiem, może. Jestem dumny z Lisiego Ogona i Słonecznego Deszczu, ale to co robi Widomowa Łapa...ni jak mi się podoba- odparł i położył ogon na swoich łapach. Wydawał się potwornie przybity, w tym momencie złapały mnie wyrzuty sumienia. Po co mu to mówiłam? Siedzieliśmy razem w ciszy słuchając śpiewu ptaków i szumu drzew. Po chwili zniżyłam się do niego i liznęłam go w polik. Mimo woli odwrócił łepek w moją stronę i oto ukazał mi się strapiony, koci pyszczek. Uśmiechnęłam się do niego i wsunęłam łepek pod jego głowę i uniosłam ją trochę do góry.
- No dawaj, Cienias, nie smuć się tak!- mruknęłam starając się go podnieść.


<<Mglisty Cieniu? ;3;>>

02 czerwca 2016

Od Cętkowanego Ogona CD Widomowego Kocięta

Mały szary kociak skulił się przerażony. Poczułam się winna, jak mogłam być tak ostra dla takiego ślicznego kociak?! Zabrałam dzieciaki do żłobka i każde liznęłam po główce. Oczywiście Słoneczko i Lisek rozbiegli się zaraz znów hasając i zostałam tylko z Widemkiem. Mały kotek leżał mi na łapkach a ja właśnie kończyłam go myć.
- Dlaczego ja nie jestem jak rodzeństwo?- zapytał mnie nagle. Zdziwiło mnie to pytanie. Obróciłam go na plecy i spojrzałam w zielone oczka.
- A co z tobą nie tak?
- No, oni biegają i są silni, a ja jestem taki słaby i mały- wymamrotał przygaszony i wziął uszka do tyłu. Faktycznie, wyróżniał się. Był szary kiedy jego rodzeństwo było rudawe. Był także mniejszy od Liska, a o Słoneczku już nie mówię. Jednak nie mógł siebie winić, widoczni tak chciał klan Gwiazd.
- Synku, kochanie moje, to część ich planu. Będziesz bardzo ważny, tak sądzę. Zobacz na nich, oni są duzi i silni a może to ty odznaczasz się sprytem albo większym intelektem?- zaśmiałam się pod nosem. Kociak od razu się ożywił i wtulił w moje futerko. Wymamrotał ,,dziękuje" i usiadł przytulony do mnie. Zawsze był takim mamisynkiem, i dobrze. Potrzebowałam takiego małego zwierzaczka do pieszczenia i kochania, a że pozostała dwójka nie lubi pieszczoch i ucieka to został mi on. Nagle koty na zewnątrz zaczęły miauczeć głośniej niż powinny. Przerażona wstałam i wyjrzałam na zewnątrz. Czyżby...nie. To niemożliwe!
- Dzieci, proszę zostańcie tutaj- poprosiłam je. Cała trójka spojrzała na mnie zdziwiona. Wybiegłam z legowiska i zobaczyłam coś czego nienawidziłam, coś co mnie prześladowało. Wojna. Klan Klifu rzucił się na nas od wejścia. Czemu oni. Zanim się spostrzegłam jakiś obcy kot wskoczył na mnie. Zauważyłam tylko jakiś szary błysk po czym ból w tylnej łapie. Syknęłam i ugryzłam go w szyję zrzucając z siebie. Kot odpuścił i pobiegł pomóc innym. Widziałam tylko tumany kurzu i kłaków latających w powietrzu. Byłam tak zdezorientowana, że nawet na chwilę zapomniałam gdzie jestem. Nagle koło mnie pojawiła się Szczurza Łapa która uciekała.
- Nakrapiany Ogonie, idź do dzieci!- zawołała. Otrząsnęłam się i przypomniałam sobie o nich. Biegłam w stronę legowiska ile sił w łapach kiedy drogę zagrodził mi rudy kot z białym krawatem i dwukolorowymi oczami. Zaczął syczeć i warczeć.  Groził mi. Stał przed legowiskiem w którym były moje dzieci. Widziałam jak wystawiają łepki przez zarośla by patrzeć na tą rzeź. Moje źrenice się zwężały. Zamiauczałam i rzuciłam się do ataku. Nim kot zdążył zrobić unik ja udrapałam go w ramię. Parłam na niego najszybciej jak umiałam, chciałam go zranić i pokazać, że z mamuśką się nie zadziera. Przybiłam go do skały i skoczyłam na jego grzbiet wgryzając się w szyję. Przewróciłam na bok i szarpnęłam. Rudy kot wylądował trochę dalej poplamiony krwią. Podniósł się i ze strachem w oczach spojrzał na mnie. Wyszczerzyłam kły i zasyczałam. Nie dał jednak za wygraną. Jednak w tej chwili naprała na niego inna kotka. Skorzystałam z okazji i pobiegłam do żłobka.
Weszłam i zobaczyłam moje dzieci skulone przy Szczurzej Łapie która z trudem sama powstrzymywała się od drgania ze strachu. Siadłam przy nich i otuliłam ich wszystkich.
- Już spokojnie dzieciaki, wszystko będzie dobrze- wymamrotałam. Nie wiedziałam czy to będzie prawda, czy też kłamstwo. Walki trwały nadal. Bardzo bałam się o mojego partnera, czy on to przeżyje?! Nagle ktoś wrzasnął imię naszej liderki. Wyszłam ze wszystkimi na zewnątrz i usiadłam przyglądając się zbiegowisku. Podniosłam wzrok i zobaczyłam leżącą Wojenną Gwiazdę. Czy to koniec? Przeraziłam się widząc nakrapianą wojowniczkę leżącą u jej boku.
– Wojenna Gwiazdo! –zagrzmiał rudy kot wcześniej walczący z liderką.
– Kim jesteś? – zasyczała nieufnie i wbiła spojrzenie w kocura. – Gdzie Niespodziewana Gwiazda i Ametystowa Chmura?!
– Niespodziewana Gwiazda i Ametystowa Chmura nie żyją – oznajmił kot – Klan Gwiazd wybrał mnie na nowego lidera Klanu Klifu.
– Jakim prawem łamiesz sojusz zawarty przez twoją poprzedniczkę i mojego ojca? –była wściekła. Płomienie tańczyły w jej zielonych oczach. Także byłam obunożna, Klan Klifu śmiał naruszyć sojusz i narazić moje młode!
Wielki kocur wziął głęboki wdech. Nagle liderka otworzyła oczy i ociężale podniosła się z ziemi.
– Wojenna Gwiazdo! – zagrzmiał lider po raz kolejny – Pokonaliśmy twój klan w walce. Musicie odejść z tej części terytorium i zamieszkać po drugiej stronie Drogi Grzmotu.
– Dlaczego? – wychrypiała szara kotka słabym głosem.
– Klan Klifu przejmuje wszystkie tereny po tej stronie Drogi Grzmotu – wyjaśnił. – Każda wasza próba odbicia tej części terenów zostanie odparta. Odejdźcie po dobroci, inaczej wygnam was siłą.
– Czemu złamałeś sojusz? – mruknęła Wojenna Gwiazda.
– Klan Klifu nie potrzebuje już waszej pomocy, a terytorium. Wynoście się. Już!
Liderka wstała bez słowa, otarła się pyszczkiem o wojowniczkę i wyszła z obozu, jeszcze ostatni raz odwracając się w wyjściu. Oczy zaświeciły mi. Czyżby się poddała?! Cały klan zaczął iść za nią. Kulejąc poszłam do moich dzieci i wzięłam Widemko. Szczurza Łapa złapała Liska a Słoneczko zabrał szary wojownik o przepięknych niebieskich oczach głębokich jak tafla jeziora.
- Mglisty Cień!- wymamrotałam przez sierść syna. Mój partner uśmiechnął się i otarł o mnie. Byłam taka szczęśliwa, że nic mu nie jest! Kiedy ostatni kot wyszedł z obozu Klan Klifu zaczął się śmiać i radować. To koniec.
Wszyscy przeszliśmy przez Drogę Grzmotu i osialiśmy obok Wielkiego Jaworu. Nie było to raczej nasze stałe miejsce. Usiadłam i zaczęłam lizać swoją łapę. Po chwili jednak przestałam, to na nic. Niech tak zostanie. Położyłam się i oparłam o Mglistego Cienia który usiadł obok. Dzieciaki grzecznie leżały wtulone w nasze futra jak najbliżej siebie.
- Co teraz będzie?- spytałam go. Kot nic nie odpowiedział, jakby sam nie wiedział. Spojrzałam na Sowie Skrzydło. Siedziała wpatrzona w drugą stronę drogi Grzmotu. Była smutna, wręcz przybita. Coś musiało się stać. Ale na razie mnie to nie obchodziło. Siedziałam obok partnera który był cały i zdrowy, tak samo nasze dzieci.
- Mglisty Cieniu, martwiłam się.

<<Mglisty Cieniasie...znaczy Cieniu XD <3?>>

28 kwietnia 2016

Od Cętkowanego Ogona

Dni mijały a ja nadal chodziłam z ogromnym brzuchem w którym siedziały moje przyszłe kocięta. Dużo odpoczywałam i od jakiegoś czasu nie wypuszczano mnie ze żłobka. Mglisty Cień przychodził codziennie i rozmawiał ze mną przez godziny. Był bardzo zestresowany i poddenerwowany. Niby starał się tego nie pokazywać, ale gdy wychodził to cały drżał. Za każdym razem gdy wspominałam o kociętach on kręcił się niespokojnie. Zastanawiałam się czy czegoś nie ukrywa. Może ma inną, albo jest jakimś tyranem? Ilekroć o tym myślałam to i ja byłam bardziej zestresowana, chodź wiedziałam, że to jest złe dla młodych. Więc starałam się czymś zająć. Zazwyczaj układałam mech ponownie i ponownie. Nie miałam tu dużo zajęć. Nudziłam się.
Lecz pewnego dnia obudziłam się obolała. Ledwo wstałam na łapy. Miałam okropne skurcze, które na chwile przestawały by ponownie zaatakować. Nagle zrozumiałam, że ja przecież rodzę! Położyłam się powoli na posłaniu i miauknęłam najgłośniej jak umiałam. Nie miałam pojęcia która godzina, ale przez wejście nie wpadało żadne światło, co mogło oznaczać iż jest ciągle noc. Nikt niestety nie przyszedł więc ponowiłam próbę. Za drugim razem ktoś mnie usłyszał. Do żłobka zajrzał jakiś kot, przez to w jakim byłam stanie nie mogłam rozpoznać kim był.
- Idź po Suchą Paproć- rzuciłam w jego stronę. Kot od razu zrozumiał i pognał ile sił w łapach po medyczkę. Po chwili i ona pojawiła się w przejściu razem z Swoim Skrzydłem. Podeszły do mnie po czym medyczka obejrzała mój stan.
- Nie jest źle, spokojnie, oddychaj. Nic się nie dzieje, tylko rodzisz- rzuciła w moją stronę. Nie był to nieprzyjazny ton, bardziej stonowany. Kiwnęłam głową i głęboko odetchnęłam. Sowie Skrzydło przyglądała mi się bacznie. Gdy spojrzałam w jej stronę uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Nagle przez przejście wpadł kolejny kot. Po zapachu poznałam, że to Mglisty Cień. Jego błękitne oczy przeświecały mrok. Cały drżał, czułam to. Sowie Skrzydło odwróciła się do niego.
- Mglisty Cieniu, wyjdź. Nie jesteś tu potrzebny, tylko ją stresujesz- mruknęła w jego stronę. Kot nadal stał jak pień. W końcu Sucha Paproć wyszła z nim na zewnątrz.
- Zajmiesz się nią?- rzuciła do drugiej medyczki, a ta kiwnęła głową.
- Więc...spokojnie, jestem tutaj- szepnęła- wszystko będzie dobrze...
Uwierzyłam jej, bo jakie inne miałam wyjście?
------------------------------------------------------------------------
Długo się męczyłam, nie ma co. Kiedy było już po wszystkim obok mnie leżały trzy małe robaczki. Szturchnęłam je nosem i popatrzyłam z dumą na nie. Sowie Skrzydło odetchnęła z ulgą.
- Słuchaj...nie wiem czy to dobry moment, ale czy nasza umowa dalej obowiązuje?- spytała mnie z dziwnym, tajemniczym uśmiechem. Odpowiedziałam jej tym samym.
- Tak moja droga. A co? Spodziewasz się kociąt?- zapytałam badawczo. Medyczka pokręciła przecząco głową.
- Nie. Ale któż powiedział, że nie zamierzam?- zaśmiała się. Wydawała się bardzo wesoła mimo tego iż spędziła ze mną pół nocy. Do legowiska zajrzała Sucha Paproć. Gdy zobaczyła obok mnie moje kocięta kiwnęła głową w stronę innego kota aby wszedł. Okazał się to być Mglisty Cień, bo jakby inaczej. Od razu podbiegł do mnie i wręcz upadł na ziemię. Wydawał się nieobecny, jakby trawiła go choroba.
- Wszystko w porządku?- spytałam go niepewnie. Kocur spojrzał na mnie i kiwnął łbem.
- Jeżeli w porządku oznacza to, że mało nie zszedłem na zawał, to tak- zaśmiał się i zwrócił wzrok na kotki- jakie śliczne maleństwa...
- I są nasze- dokończyłam jego wypowiedź. Mglisty Cień otarł się łebkiem o mój. Ukradkiem spojrzałam na dwie medyczki. Sucha Paproć wyglądała na...zadowoloną? Czy ten uśmiech mógł być prawdziwy? Natomiast Sowie Skrzydło była dość przygnębiona. Rozumiałam ją, nie może mieć kociąt, zabrania jej kodeks. Mimo to chce go złamać. Ponownie spojrzałam na kotki, były takie malutkie. Otuliłam je łapą i przyciągnęłam bliżej.
------------------------------------------------------------------------
Minęło kilka dni. Kotki zaczęły już powoli się wiercić i pokrywać widoczną sierścią. Mieliśmy jednego rudzielca, białą kotkę z rudymi akcentami i śnieżnego kociaka z szarymi przebłyskami. Mglisty Cień odwiedził mnie dziś ponownie. Mieliśmy nadać imiona naszym kociakom. Kocur położył się obok mnie. Przyglądał się bacznie każdemu z kociąt. Jego wzrok przystanął na szaro-białym kociaku.
- Co powiesz na imię, Widmowe Kocię?- zapytał nagle. Zdziwiła mnie ta propozycja. To dość...dziwne imię. Ale pasowało mi do tego cichego i spokojnego kotka.
- Jestem za. A spójrz na tego rudego, wygląda jak samo słońce....hej! W sumie pasuje! Co powiesz na imię, Słońce?
- Cóż to ciekawe imię- zaśmiał się mój partner za co oberwał ogonem po tylej łapie. Gdy przestał się śmiać spojrzał na małą biało-rudą kotkę.
- A to będzie Lisek. Ma taki...lisi ogonek- mruknął Mglisty Cień. Ponownie trafił w mój gust. Otarłam się o niego i spojrzałam znów na nasze kocięta, które aktualnie drzemały.
Teraz to dopiero się zacznie....

26 kwietnia 2016

Od Cętkowanego Ogonu CD Mglistego Cienia

Zaśmiałam się. Jak zawsze był głodny. Wstałam i poszłam z nim do stosu. Wzięłam najdorodniejszą mysz jaką znalazłam i przysiadłam gdzieś z boku. Zaczęłam ją jeść słysząc jak kości biednej nornicy pękają pod naporem kłów Mglistego Cienia. Gdy skończyłam oblizałam pysk i popatrzyłam na niego.
- Skończyłeś?
- Już..tak- mruknął i spojrzał w moją stronę- smakowało?
- Nie ma nic lepszego niż tłusta mysz- zaśmiałam się- chodź, pójdziemy na spacer.
Wstałam z ziemi i podreptałam w stronę wyjścia. Mój partner ruszył za mną bez cienia zwłoki.
Ptaki śpiewały i latały nad naszymi głowami, drzewa szumiały, ogółem wszystko żyło. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wciągnęłam wiosenne powietrze. Było takie czyste i świeże. Szliśmy dalej po polach otoczeni wysokimi trawami. Czasem widywaliśmy drobne gryzonie przebiegające pod naszymi łapami. Dzień był piękny, słońce świeciło tak jasno, że nawet z moim jasnym futrem było mi gorąco. Przysiedliśmy więc przy Mokrych Oczach by chodź na chwilę odpocząć i powygrzewać się w tym blasku. Położyłam łeb na łapkach Mglistego Cienia i cicho zamruczałam.
- Co tam mamroczesz?- spytał mnie mój partner.
- A nic. Tak sobie- odparłam. Nie miałam ochoty rozmawiać, chciałam napawać się tą ciszą którą mogłam z nim spędzić. Obróciłam się na plecy tak byśmy stykali się pyszczkami. Szary kocur mruknął coś pod nosem i polizał mnie w brodę.
- Co tak się wiercisz?- zaśmiał się mrucząc cicho z zadowolenia.
- Ja? Po prostu chciałam na ciebie popatrzeć. Twoje łapy nie wystarczą- uśmiechnęłam się i sama polizałam go w pysk. Mglisty Cień otarł się o moją szyję i zamruczał głośno. Nadal z uśmiechem na pysku sama objęłam go łapką.
- Kocham cię- mruknęłam do niego. Nic nie odpowiedział, jedynie położył mi łeb na szyi.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minęło kilka tygodni a ja zaczęłam niebezpiecznie przybierać na masie. Sądziłam, że to wina tego głodomora Mglistego Cienia gdyż wciąż kazał mi jeść. Zaniepokojona szybkim przyrostem masy skierowałam się w stronę medyka. Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się a za mną stał szary kocur.
- Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej- stwierdził rzucając na mnie wzrokiem.
- Wiesz..nie mówi się takich rzeczy- zaśmiałam się- ale tak czuje się średnio. Chodź ze mną do medyczki. Poszliśmy więc razem. Sucha Paproć od razu nas wyczuła.
- Co się stało?- spytała od progu, jak zawsze swym suchym głosem. Kiwnęłam w jej stronę łebkiem.
- Trochę za szybko tyję...i ogólnie źle się czuje- mruknęłam. Medyczka wskazała mi posłanie. Położyłam się i czekałam aż podejdzie. Sucha Paproć spojrzała na mnie dokładnie i po chwili wygłosiła swój werdykt.
- Brawo, jesteś w ciąży- mruknęła beznamiętnie. Z kąta wyłoniła się Sowie Skrzydło która wszystko słyszała. Mglisty Cień stał jak wryty. Nie potrafił nic powiedzieć. Ja w sumie też nie.

<<Mglisty Cieniu? XD>>

04 kwietnia 2016

Od Spottedtail CD Mistyshade

Mój partner wyszedł na nocny patrol, postanowiłam na niego poczekać. Ułożyłam się wygodnie na posłaniu i wlepiłam wzrok w przejście. Wiedziałam, że wróci późno, a nawet bardzo, więc zastanawiałam się czy to ma sens. Po kilku minutach oczy zaczęły mi się same zamykać. Potrząsnęłam łebkiem i wstałam na równe łapy, nie mogę spać. Po cichu wyszłam z legowiska i stanęłam na dworze. Cichy szmer liści na wietrze koił moje skołatane myśli. Westchnęłam i zeszłam niżej na skraje obozu. Urządziłam sobie nocną przechadzkę. Zwiedziłam ciemne zakamarki i zajrzałam w każdy kąt. Gdy spojrzałam na księżyc by zobaczyć ile czasu już minęło ten jakby nieznacznie się ruszył, jednak nie daleko. W końcu poddałam się i wróciłam do legowiska. Na dworze wciąż było chłodno, zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Właśnie wtedy pomyślałam o Mistyshade. ,,Nie jest mu za zimno? Może się przeziębi?!" zaczęłam panikować. Jednak po chwili postarałam się uspokoić, to twardy kot, byle wietrzyk mu nie zaszkodzi! Ponownie skoczyłam na posłanie ugniatając je łapkami. Położyłam łepek na łapkach i przykryłam się ogonem, a przynajmniej połówką. Zerknęłam na niego ze smutkiem w oczach, widocznie tak już musiało być. Przez kilka minut obserwowałam jeszcze wejście, potem już tylko słuchałam, a następnie zasnęłam. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam z tego świata w moją rzeczywistość.
Nagle coś mnie obudziło. Leniwie otworzyłam oczy i zobaczyłam szarego kota który gramoli się na moje posłanie.
-Mistyshade?- szepnęłam na wpół przytomna. Kocur zesztywniał i spojrzał na mnie świecącymi, niebieskimi oczami.
- Obudziłem cię?- spytał cicho. Zaśmiałam się przeciągając na posłaniu.
- Nie, znaczy chyba nie. Czekałam na ciebie.
- Po co?
- A nie wiem, tak jakoś- otarłam się z nim nosem. Uważaliśmy na każdy szmer by nie obudzić reszty. Ponownie położyliśmy się na posłaniu z próbą zaśnięcia. Ja oczywiście padłam niemal od razu.
Po kilku minutach znów się zbudziłam. Okazało się, że to powiew chłodnego powietrza wyrwał mnie ze świata snów. Ziewnęłam i zorientowałam się, że szarego kocura nie ma w pobliżu. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po czym zauważyłam go na zewnątrz. Wstałam i po cichu wyszłam na dwór. Mistyshade zwrócił na mnie uwagę i z troską w głosie spytał:
- Znowu cię obudziłem?
- Nie, tym razem to był wiatr- zaśmiałam się- czemu nie śpisz?
- Ja jakoś...nie mogę- przyznał się- ale spójrz jakie piękne niebo.
Podniosłam główkę do góry by zobaczyć pięknie świecące gwiazdy które pokryły niemalże całe granatowe, nocne niebo. Szturchnęłam kocura i wskazałam wyjście.
- Nocny wypad na pola?- zaproponowałam. Wiedziałam, że dziś już je zwiedzał, no ale chyba minie odmówi. Mistyshade kiwnął łebkiem i razem wyszliśmy w stronę Suchego Drzewa.
Gdy się tam znaleźliśmy, tak jak kiedyś, po prostu siedliśmy i oglądaliśmy dalej nocne niebo. W końcu znudziło mnie to więc szturchnęłam kocura łapą. Nic nie zrobił, chyba był zbyt oczarowany przyrodą. Warknęłam i rzuciłam się na niego. Przez przypadek wpadliśmy do jakiejś norki pod drzewem, oczywiście Misty zamortyzował mi upadek.
- Spotted, co ty wyprawiasz?!- zaśmiał się nagle wyrwany z transu.
- Ja? Chcę się tylko zabawić- uśmiechnęłam się podejrzanie w stronę kocura który znajdował się pode mną.
- Co-o?- wydukał zbity z tropu. Ugryzłam go lekko w ucho i odskoczyłam w bok. Zaśmiałam się uroczo i zmierzyłam go tajemniczym wzrokiem w którym kryło się przesłanie moich czynów. Kocur wstał i rzucił mi rozbawione spojrzenie. Powoli podeszłam do niego i otarłam się o jego bok. Obeszłam go dookoła by znów znaleźć się z przodu, oko w oko z szarym kotem. Szturchnęłam go noskiem i cofnęłam się krok, a on podążył za mną. Zaśmiałam się i przewróciłam go na plecy.
- Widzę, że wiesz o co mi chodzi kochany- szepnęłam do niego.

<< Mistyshade? Jełopie jak nie załapałeś albo uciekniesz to cię znajdę i sama wszystko zrobię ( ͡° ͜ʖ ͡ °)>>

29 marca 2016

Od Spottedtail

Spacerowałam sobie aktualnie po obozie. Była piękna pogoda, słońce świeciło tak mocno, jak nigdy. Wiele kotów wyszło z legowisk by chodź na chwilę spojrzeć na czyste niebo. Usiadłam na środku obozu i zamknęłam oczy. Wiatr przyjemnie targał mi białe futerko. Nagle wyczułam niedaleko uczennicę medyczki. Spojrzałam na nią, wyglądała na lekko przygnębioną. Niosła w pyszczku zawiniątko z leczniczymi ziołami. Jednym susem znalazłam się obok. Kotka spojrzała na mnie swoimi zielonymi, jak świeża trawa, oczami. Świecił z nich dziwny blask.
- Dobrze się czujesz?- zapytałam ją. Owlpaw kiwnęła łebkiem.
- Tak...ja po porostu...a w sumie co cię to obchodzi!- nagle uczennica się ożywiła, machnęła ogonem i odeszła kilka kroków by ponownie się zatrzymać. Spojrzała na mnie po czym kiwnęła łebkiem bym szła za nią.
- Chodź, miałam ci spojrzeć na ten...ogon- wychrypiała. Ruszyłam za nią do nory medyków. O dziwo, nie spotkałam tam Dryfern. Nawet mnie ten fakt ucieszył, pamiętając jaka to ona jest ,,milutka". W sumie, Owlpaw zaczynała ją przypominać. Uczennica wskazała mi jedno z posłań. Wskoczyłam na nie i położyłam się kładąc blisko niej to co pozostało z mojego ogona, czyli nie za wiele. Owl przyjrzała się mu dokładnie i kiwnęła głową.
- I co?- spytałam zaciekawiona swym stanem. Nie czułam się źle, ale wolałam się upewnić.
- Cóż...um...- widać było, że Owlpaw jest dość zmieszana- ugh! Nie wiem! Nie widzę żadnego zakażenia, ani nic! Ja po prostu...
Tutaj kotka urwała. Usiadła i zakryła łapy swym brązowym ogonem z białą końcówką. Znowu posmutniała i zanim się odezwała minęła chwila.
- Po prostu wiem, że mogę ci zaufać. No bo, jak zaufał ci ten kołek, Mistyshade, to ja też mogę- zaśmiała się po raz pierwszy w tym dniu. Odwzajemniłam uśmiech i kiwnęłam głową ze zrozumieniem.
- Tak, Mistyshade naprawdę jest cudowny. Taki czuły i kochany! Uwielbiam z nim chodzić na polowania, tylko on i ja. Nie odtrącił mnie mimo mojego braku ogona, troszczy się o mnie i kocha całym sercem, ja jego też.
Nagle przestałam mówić bo wyczułam, że Owl aż kipi ze złości.
-Myślisz, że to miłe dla medyczki!? HA! może dla tych głupiutkich, ale i ja mam kogoś, Immortalspirit to mój partner i nic tego nie zimni, nawet moje zakichane stanowisko!- wybuchła. W pewnym momencie zrozumiała, wyjawiła swą tajemnice. Skuliła się lekko i położyła uszy.
-Ja...nic nie słyszałaś!- syknęła do mnie i odwróciła łeb. Otrząsnęłam się z szoku i trąciłam ją łapą.
-Owlpaw...rozumiem, że wbrew sobie zostałaś medykiem, tak jak rozumiem, że kochasz Immortalspirit. Nie zakazuje ci, jednak to łamanie kodeksu!- wyjaśniłam powoli spokojnym głosem. Kotka nie odzywała się, patrzyła tylko na swoje łapy.
- Spotted...wiem. Ale ja go kocham, po za tym i tak jest za późno. Zrobiłam wszystko by był moim partnerem, nie cofnę się. Proszę...nie mów nikomu- poprosiła mnie Owlpaw. W jej oczach widziałam smutek i rozdarcie. Nie mogłam jej zostawić trąciłam ją przyjaźnie nosem.
-Spokojnie, możesz mi ufać- mruknęłam do niej. Na jej pyszczku pojawił się uśmiech.
-Dziękuje. Ah i Spotted...jeżeli kiedykolwiek miałabym kociaki...
-Będę przy tobie, będę cię kryła, obiecuje- zaśmiałam się i wstałam z posłania. Wiedziałam, że kotka łamie kodeks, jednak rozumiałam ją. Spojrzałam na nią i czekałam aż coś odpowie.

<< Owlpaw? :3>>

28 marca 2016

Od Spottedtail CD Mistyshade

Minęło kilka dni od czasu kiedy Mistyshade został moim partnerem. W klanie ta informacja rozeszła się z prędkością wiatru. Rodzeństwo kocura szturchało go i zaczepiało co raz patrząc na niego tym dziwnym wzrokiem kiedy to siedział ze mną i rozmawiał. Nocami usypialiśmy obok siebie na jednym posłaniu. Ogółem, jakoś się żyło.
W końcu pewnego, słonecznego dnia wybraliśmy się razem na polowanie. Wybraliśmy Mokre Oczy, gdyż od dawna tego miejsca nie odwiedzaliśmy. Biegliśmy przez budzące się do życia pola a nad naszymi głowami latały rozśpiewane ptaki. Słońce świeciło z góry i grzało mi grzbiet. Jak ja kocham wiosnę! Nareszcie mnóstwo zwierzyny do połowu, a nie jakieś nędzne resztki. O dziwo, cały klan przeżył zimę, żadnych chorób ni nawet kichania. Gdyby mój były klan był na tyle odporny...Odrzuciłam tamte wspomnienia, teraz miałam nowy dom. Mam tutaj przyjaciół no i partnera. Znalazłam dom.
- Spottedtail! Co tak się wleczesz, wszystko dobrze?- spytał mnie Mistyshade który był już daleko przede mną. Potrząsnęłam głową i podbiegłam do niego. Szturchnęłam go nosem i zamruczałam.
- Nie, spokojnie. Zamyśliłam się tylko- mruknęłam i podreptałam dalej. W końcu znaleźliśmy się nad jeziorkami. Przysunęłam na brzeg i wpatrzyłam się w wodę. Czekałam na jakąś rybkę. W końcu wypatrzyłam ją, śliczna, pomarańczowa rybka. Wyczekiwałam momentu w którym będę mogła ją schwytać. W końcu rybka ustawiła się idealnie a ja jednym ruchem łapy złowiłam go wbijając w niego pazury. Ryba zakleszczyła się na nich. Wyjęłam go z wody i przycisnęłam do ziemi, kończąc jego żywot przegryzieniem go. Mistyshade spojrzał na mnie z podziwem. Trzymał on w zębach średniej wielkości, srebrną rybkę, która jeszcze się ruszała. Rzucił ją na ziemię obok mojej i przycisnął łapą, jakby nie chciał pozwolić im uciec.
- No, no! Nieźle jak na poturbowanego kota!- zażartował Mistyshade. Warknęłam przyjaźnie i rzuciłam się na niego. Przygniotłam go do ziemi, nie dając szansy na ucieczkę.
- Zobaczymy kto tu jest poturbowany!- zaśmiałam się i ugryzłam go w łapę. Kocur miauknął i zrzucił mnie. Wstał pośpiesznie i skoczył. Wylądował mi na karku lekko muskając mnie pazurami. Zaśmiałam się i zrzuciłam go prostu do jeziorka. Zanim zdążył się wygramolić z wody skoczyłam do niego. Wylądowałam idealnie na kocurze. Postarałam się go nie podtopić. Kot przebierał łapkami tak by jego głowa nie zanurzyła się. Zeszłam z niego i wygramoliłam się na brzeg. Otrzepałam się z wody i ległam na trawie. Mistyshade położył się obok mnie i otarł się o mnie pyszczkiem.
-Musiałaś mnie wepchnąć do tej wody? Będziemy się teraz suszyć kupę czasu!- warknął przez uśmiech. Spojrzałam na niego rozbawiona.
- Oh, wiesz, że lubię dobrą zabawę!- mruknęłam w jego stronę. Przytuliliśmy się do siebie i czekaliśmy aż chodź trochę się wysuszymy. Mistyshade machał ogonem w prawo i lewo, jakby się nudził. Ziewnął potężnie i położył łeb na łapkach. Zamknął swoje niebieskie oczka i zaczął spokojnie oddychać. Szturchnęłam go łapą i zaczęłam miauczeć.
- Nie śpij! Nie pora na to!- zaprotestowałam po czym wstałam na równe łapy- idziemy!
Kocur podniósł się ociężale i złapał w zęby rybkę.
Zanieśliśmy je do obozu po czym ponownie poszliśmy na krótki spacerek. Nie oddalaliśmy się daleko, raptem kilka ogonów. Siedliśmy przy samotnym drzewie ciesząc się piękną pogodą. Oparłam się o kocura i mruknęłam do niego:
- Jak ty sobie wyobrażasz naszą przyszłość?
- Wiesz...będziemy chodzić, polować, jeść i spać- wyjaśnił bardzo prostu. Przewróciłam oczami ciut rozbawiona jego odpowiedzią.
- No tak. Ale wiesz, że po tym przyjdzie kiedyś czas na młode- zaśmiałam się szyderczo. Mistyshade znowu zmarł.
- Jak to...kocięta?- wychrypiał przestraszony. Rozśmieszyło mnie jego zachowanie. Zaczęłam się śmiać.
- Nie teraz, kiedyś!- wyjaśniłam.

<< Mistyshade? XD>>

26 marca 2016

Od Spottedtail CD Mistyshade

Westchnęłam ze smutkiem. Przyziemne zwierzęta nie są takim wyzwaniem jak te mieszkające w koronach drzew, jednak Mistyshade miał racje. Był dla mnie taki dobry i troskliwy.
- Dzięki- mruknęłam- przyda mi się twoja pomoc. No i będę polować na te małe stworzonka chodzące po ziemi.
Kocur uśmiechnął się i podszedł do mnie przy okazji trąciliśmy się nosami.
- Cieszę się, że mnie posłuchałaś- odparł i odwrócił się powoli. Obrócił łepek by zobaczyć czy za nim idę, albo czy się czołgam. Zaczęłam powoli stawiać łapy i uważać na każdy krok. Po chwili jednak zaczęłam biec. Mistyshade przyśpieszył i znalazł się obok.
- Ty tak nie szarżuj, dobrze? Zwolnij- polecił. Przewróciłam oczami i zwolniłam tępo do wolnego truchtu. Czasem mi się łapki myliły, ale to przez ból głowy, jeszcze nie ustał. Kocur chyba zobaczył mój wykrzywiony pysk bo jednym susem znalazł się obok mnie pytając:
- Wszystko ok? Może wrócisz do medyczki....
- Nie, nie, nie! Dam sobie radę! To tylko lekki ból głowy...przejdzie zaraz- skłamałam. Trzymało się to już od kilku dni, nieprzerwanie. Chyba naprawdę powinnam odpocząć.
- Skoro tak mówisz księżniczko- miauknął Mistyshade- to spróbuj złapać tamtą nornicę.
Wskazał łapą małe stworzonko które ledwo szło. Widać było, że jest schorowane.
- Naprawdę chcesz jeść chore zwierze?! Nie wiadomo czy to nie zaraźliwe!- zaprotestowałam. Kot potrząsnął łbem przecząco.
- To tylko tak dla treningu. Nie jestem tak szalony by jeść chore zwierze- zaśmiał się po czym usiadł pod jednym z rozłożystych drzew. Westchnęłam i przybrałam postawę do łowienia. Przywarłam do ziemi i powoli sunęłam w stronę nornicy. Jej mały nosek poruszał się niespokojnie próbując wyczuć obecność jakiejś kreatury, jednak nic nie zwęszył. Oczka błyszczały trawione chorobą. Położyła się na boku, nie mając siły już dalej żyć. Zdenerwowało mnie to trochę, czy kocur myślał, że jestem jakimś inwalidą?! Uspokoiła oddech po czym skoczyłam na rozchorowaną nornicę. Ta podniosła się tylko na łapki po czym zginęła przebita mymi pazurami. Podniosłam łapę na której ugrzęzło małe truchło i potrząsnęłam nim by spadło. Mistyshade siadł obok mnie, jego pysk rozpromienił uśmiech.
- Brawo!
- Czuje się jak mały kociak chwalony przez swego mentora- prychnęłam z niezadowoleniem. Kocur położył mi swoją łapę na mojej.
- To wiesz jak ja się czułem- zaśmiał się- przy okazji złapałem tą myszkę.
Teraz to już naprawdę było mi przykro, czy kiedyś zaczną mnie normalnie traktować? Mimo wszystko uśmiechnęłam się, ktoś o mnie się troszczy i tym kimś był właśnie on. Podwójne szczęście. Zaśmiałam się i wtuliłam się w niego.
- Dziękuje, że jesteś przy mnie.
Poczułam nagłą zmianę w zachowaniu Mistyshade, serce zaczęło mu mocniej bić. Wyczułam lekki strach jak i zmieszanie.
- Uh...ja...no wiesz...nie mógłbym cię zostawić samej- jąkał się szukając słów.
- Mógłbyś. To nie takie ciężkie zostawić kogoś, prawda?- spytałam ocierając się o niego łebkiem. Kocur powoli się uspokajał.
- Nie mógłbym....nie ciebie- mruknął cicho i wstał. Poszedł i siadł obok drzewa. Kiwnął na mnie bym przyszła. Usiadłam obok i położyłam łepek na nim.
- Jestem ciekawy jak Gwiezdny Klan nas widzi...- mruknął i sam położył łeb na moim. Uśmiechnęłam się w duchu.
- Nie wiem...Mistyshade...- zaczęłam niepewnie.
- Tak?- zapytał i spojrzał na mnie. Kiedy czułam jego wzrok na sobie ciężko mi było zebrać myśli.
- Ja...- przysunęłam swój pysk do jego i stuknęłam go nosem- ja ciebie kocham..

<< Mistyshade, dziku? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>>

Od Spottedtail CD Mistyshade

Udałam, że się zastanawiam po czym zaśmiałam się.
- Do ciebie pasuje po prostu Dzik- odparłam i lekko szturchnęłam go w bok. Kocur zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Aha, ja cię nazywam księżniczką a ty mnie jakimś prostackim dzikiem!- oburzył się i z udawaną złością tupnął łapą. Zaśmiałam się i otarłam się o jego bok.
- no już, już. Chodź książę bo jestem głodna- mocniej złapałam zdobycz w zęby i pognałam przez las. Słyszałam jak Mistyshade biegnie za mną, a niedługo zrównał się ze mną. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, był już naprawdę duży! Praktycznie zaraz mnie przerośnie. W jednej chwili wpadłam na pomysł. Zatrzymałam się i dałam mu biec do przodu. Zatoczyłam łuk i znalazłam się z boku, czyhając w krzakach.
-Spottedtail? Gdzie jesteś?- zawołał mnie trochę zagubiony. Wyczuwał mój zapach, lecz nie wiedział gdzie znikłam. Zakradłam się i skoczyłam na niego. Widać było, że zaskoczyło go to, lecz szybko zdobył kontrolę i przewrócił mnie na plecy.
- A to za co niby?- zapytał rozbawiony. Zaśmiałam się po czym odpowiedziałam:
- Tak dla zabawy.
Szturchnęłam go swoim nosem i zaczęłam mruczeć. Wstałam, otrzepując się ze śniegu. Przyśpieszyłam chód dzięki czemu wróciliśmy szybko do obozu. Odłożyliśmy zdobycze i siedliśmy by pogadać.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Otworzyłam powolnie oczy i rozejrzałam się. Byłam u medyczki już czwarty dzień. Nie czułam bólu, gdyż nie miałam czucia. Otępiona spróbowałam wstać na łapy, bezskutecznie. Przystałam na wiszeniu w połowie podniesiona. Czułam wiosenną woń kwiatów, która z wiatrem dostała się do ten nory. Przeklinałam los za to co się stało, gdybym była uważniejsza....
Nigdzie nie widziałam Dryfern ani Owlpaw. ,,Chyba poszły po zioła" pomyślałam. Nagle zza rogu wyłoniła się uczennica, jednak była. Widząc, że nie śpię podeszła do mnie.
- Jak się czujesz?- spytała z troską w głosie, może jednak nie była taka zimna.
-Ja? Dobrze...trochę jest mi słabo- przyznałam po czym padłam na posłanie.
- Może chcesz ziarna maku na ból...
- Nie, nie obejdzie się. Nic mnie nie boli, po prostu czuje rozbicie- wyjaśniłam. Owlpaw kiwnęła łebkiem i znowu zniknęła mi z pola widzenia. Zamknęłam oczy chcąc pójść spać kiedy do moich nozdrzy wbił mi się znajomy zapach, jakby zapach leśnych jeżyn. Mimowolnie odwróciłam łeb i zobaczyłam Mistyshade. Niósł w pyszczku kwiaty. Widząc, że nie śpię przestał się skradać. Usiadł obok i położył kwiaty.
- Ja...przyniosłem je dla ciebie- zaczął nieśmiało- jak się czujesz?
- Jak kot potrącony przez samochód- odpowiedziałam bezpośrednio. Mistyshade zaśmiał się mimo wyrazu strachu jaki gościł na jego pysku.
- Bałem się….że nie przeżyjesz- przyznał się i spuścił łeb. Pacnęłam go łapą i uśmiechnęłam się od niego serdecznie.
- Hej, nie tak prosto mnie zabić, zapamiętaj to sobie- zaśmiałam się mimo bólu jaki rozsadzał mi głowę. Zamknęłam oczy by chwilę odpocząć. Nagle poczułam na sobie ciepłe futro. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że kocur leży obok mnie z łebkiem przysuniętym do mojego. Obserwował mnie swoimi błękitnymi oczami. W końcu się uśmiechnął. Westchnęłam i wtuliłam się w jego futro.
- Dziękuje…- mruknęłam. Cieszyłam się, że jest obok, potrzebowałam go. Słyszałam jak Mistyshade mruczy, od razu zrobiło mi się milej. Zamknęłam oczy i po chwili zasnęłam.
<< Mistyshade? :3>>

21 marca 2016

Od Spottedtail CD Leafstripe

Rzuciłam obok niej swojego wróbla. Kotka wydawała mi się przyjazna, polubiłam ją. Była dość szalona i nie bała się wyzwań, była taka jak ja! Powoli jadłam co raz spoglądając na kotkę która już połknęła swoją mysz. Oblizała pysk i usiadła wyczekując. Pochłonęłam swoje jedzenie i szybko dołączyłam do niej.
- To co teraz robimy?- spytałam patrząc na kotkę. Ta tylko polizała swoją łapkę. Chyba nie była skora do odpowiedzi. Westchnęłam i już miałam odejść kiedy kotka szturchnęła mnie łapą.
- A ty gdzie? Może załapiemy się na nocny patrol?- miauknęła i wyszczerzyła kły w uśmiech. Kiwnęłam głową i razem z nią pobiegłam do liderki. Ta aktualnie kończyła rozmowę z jakimś kotem.
- Warstar, czy jest ktoś na patrol nocny?- zapytała uroczo Leafstripe. Liderka pokręciła przecząco głową i pomachała ogonem.
- Nie. Jeżeli chcecie możecie iść. Wiecie kiedy wrócić- odparła po czym odwróciła się i odeszła. Zawsze dziwiła mnie jej chłodna postawa i znudzenie. Razem z Leafstripe czekałyśmy aż słońce zajdzie za horyzont. Siedziałyśmy przy wyjściu z obozu wyglądając za innym patrolem. Nie lubiłam tej ciszy która wisiała nad nami. Słychać było tylko nasze oddechy i cichy szmer gałęzi. Zima powoli odpuszczała, jednak nadal był widoczny śnieg. Po tej długiej, cichej przerwie w końcu odważyłam się odezwać:
- Leafstripe, od jak dawna jesteś w tym klanie?- zapytałam szukając jakiegokolwiek tematu. Wojowniczka odwróciła się w moją stronę i zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Powiedzmy, że pamiętam czasy kiedy nie było tych młodzików- tu kiwnęła łebkiem na Immortalspirit który krzątał się po obozie, latając w prawo i lewo- pamiętam też jak Wolfstar tutaj rządził. Stare czasy...
Kotka posmutniała i skuliła się, jednak szybko ponownie wróciła do starego stanu rzeczy.
- Ah rozumiem...Wolfstar naprawdę był dobrym liderem- mruknęłam bardziej do siebie. Leafstripe usłyszała to i szturchnęła mnie łapką.
- Jestem pewna, że by ciebie polubił- odparła i wyskoczyła z obozu- chodź, widzę zbliżający się patrol.
Ruszyłam za nią i po chwili minęliśmy kilka kotów, które tylko mruknęły coś o ,,braku zagorzenia". Niczym dwie błyskawice puściłyśmy się galopem przez podmokłe równiny. Naszym celem były dziś granice z klanem Nocy. Jakoś ostatnio nie mamy z nimi zbyt dobrych relacji, chyba zawsze tak było.
Biegłyśmy przez równiny, bez odpoczynku. Dopiero kilka metrów przed Drogą Grzmotu przysiadłyśmy na mały odpoczynek. Leafstripe była bardzo szybka, co mnie zdziwiło. Kotka była bardzo puchata i sądziłam, że futro ją spowalnia, a w rzeczywistości było odwrotnie. Po chwili przerwy znalazłyśmy się idealnie przed drogą.
-Przechodziłaś kiedyś?- zapytała mnie nagle kotka i rzuciła mi rozbawione spojrzenie. Machnęłam przecząco głową. Wojowniczka westchnęła i odwróciła się do mnie.
-Kiedy usłyszysz mój sygnał biegnij ile sił w łapach, nie odwracaj się- przedstawiła mi po czym wyjrzała na Drogę. Po chwili usłyszałam sygnał, czyli głośne miauknięcie. Ruszyłam prędko i wbiegłam na drogę. Tak jak kazała, nie patrzyłam w tył. Biegłam tak póki nie przyjrzałam się z bliska drzewu. Wpadłam na nie i uderzyłam się w łeb. Syknęłam po czym usłyszałam za sobą śmiech. Spojrzałam do tyłu i zobaczyłam rozbawioną kotkę.
- To takie śmieszne?
- A żebyś wiedziała!- odparła i pobiegła do przodu.
W końcu znalazłyśmy się obok granicy. Pod osłoną nocy przemieszczaliśmy się po lasku niezauważalne. Zaczęłyśmy węszyć w poszukiwaniu obcych kotów, jednak niczego nie wyczułyśmy. Po chwili Leafstripe poderwała się na równe łapy. Sierść zjeżyła jej się na karku i pobiegła na skraj naszego terenu. Podreptałam za nią i zauważyłam inny patrol, klanu Nocy. Trzy, ogromne koty spacerowały sobie po Słonecznych Skałach, jakby nigdy nic. Oczy Leafstripe zważyły się, kotka odsłoniła kły. Patrzyłam na nią ze zmieszanym wyrazem psyka, o co jej chodziło?
- Wiesz czyje były kiedyś te Skały?- zapytała mnie retorycznie. Od razu pojęłam, oni je nam zagarnęli. Chodź jestem nowa w klanie, to i tak w żyłach zaczęła burzyć mi się krew. Sierść na karku stanęła mi niemal od razu. W pewnym momencie Klan Nocy zaczął węszyć podejrzliwie. Po chwili zwrócili oczy w naszą stronę. Obrzucili nas zimnym spojrzeniem, pełnym zdenerwowania i determinacji. Leafstripe machnęła ogonem i odeszła z gracją. Teraz patrol patrzył tylko na mnie. Nie zaatakują mnie, jestem na własnych terenach, mam prawo je patrolować. Spojrzałam na nich z brakiem zaufania i pobiegłam za kotką. Szła ona cała spięta i z zaciętym wyrazem pyska.
- Czasem chciałabym się ich po prostu pozbyć- syknęła. Przytaknęłam ze wzrokiem wbitym w ziemie. Coraz bardziej czułam się jak pełnoprawny członek tego klanu. Odczuwałam wściekłość na wieść o zagarnięci terenów, których nawet nie pamiętam, nawet źle myślałam teraz o Klanie Nocy. Niegdyś neutralny dla mnie, teraz był mi wrogi. To chyba dobrze.
Nawet nie zauważyłam jak znalazłam się obok Drogi Grzmotu. Leafstripe przebiegła pierwsza, a ja, nieumyślnie, ruszyłam chwilę za nią. Kotka była po drugiej stronie a ja nadal biegłam zamyślona po asfalcie. Po chwili jednak zaczęłam zwalniać. A co się stanie jak Klan Nocy zagarnie i inne nasze tereny? Co jak rozpęta się wojna? Czy podołam jako obrońca klanu? Te pytania mnie zadręczały...
-SPOTTEDTAIL!- do moich uszu przedarł się przeraźliwy krzyk Leafstripe. Ogarnęłam iż stoję na drodze a na mnie zmierza potwór. Wciąż przyśpieszał. Ze strachu nie mogłam się ruszyć. Czekałam. Gdy potwór był już na długość kociego ogona uchyliłam się. Usłyszałam tylko głośny zgrzyt. Po chwili otworzyłam oczy. Żyłam. Nie wiele myśląc wstałam i zeszłam oszołomiona z ulicy. Przyszłam do Leafstripe trzęsąc się ze strachu. Spojrzałam na kotkę. Miała utkwiony wzrok w mojej tylnej części. Zaskoczona poruszyłam tylimi łapami, były całe, jednak dy chciałam poruszyć ogonem, nic się nie stało. Nie czułam go. Przerażona odwróciłam się by go zobaczyć. Był kompletnie zmasakrowany, nawet nie przypominał ogona.
- Sp-spotted?- jęknęła Leafstripe patrząc na mnie oszołomiona.
- Ja...ja go nie czuję....- mruknęłam. Spróbowałam przejść kawałek i od razu się zachwiałam. Jakbym szła po nierównej nawierzchni. Przysiadłam w końcu i wbiłam wzrok w ziemię.

<<Leafstripe?>>

13 marca 2016

Od Spottedtail CD Mistyshade

Wstałam wczesnym rankiem obudzona snem. Przedstawiał on ceremonię nadania imion wojownika. Widziałam tam Mistyshade, stał dumny ale jakoś smutny. Gdy wreszcie otworzyłam oczy usiadłam na posłaniu i spojrzałam w dół. Mistyshade. To kot który przyprawia mnie o dreszcze gdy tylko na mnie spojrzy swymi pięknymi błękitnymi oczami. Zaczyna mi się robić ciepło kiedy siedzę obok nie mówiąc nic, po prostu trwając obok. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że mogę być chora, więc zeszłam z posłania z zamiarem odwiedzenia medyczki. Może ona ma coś na tą przypadłość. Gdy tylko wyszłam z obozu dostrzegłam falujące na wietrze, szare futro, u bram obozu. Mistyshade. Zapomniałam o mojej misji i ruszyłam w jego stronę. Podkradłam się cicho i wlepiłam w niego ciepłe spojrzenie.
-Skończyła się warta, co?- zapytałam radośnie. Kot zerknął tylko na mnie, nie odzywając się. No tak, czuwanie.
-Możesz już mówić, patrol poszedł- odparłam przyjaźnie. Mistyshade odetchnął z ulgą.
-Nareszcie! Myślałem, że tu zamarznę!- zaczął się skarżyć. Wstał i przeciągnął się. Usłyszałam jak kilka kości w jego ciele strzeliło. W jednej chwili przypomniało mi się moje czuwanie. Zaśmiałam się w duchu.
-Spokojnie, masz wystarczająco tłuszczu, nie zamarzniesz - dogryzł mu biały kot i uśmiechnął się szyderczo. Mistyshade rzucił mu udawane wściekłe spojrzenia. Dwa koty oddaliły się i zostałam sama z Mistyshade.
-Oh! Musisz być śpiący- zreflektowałam się- chodź, zaprowadzę cię do legowiska!
Kot kiwnął głową i poszedł za mną. Po chwili zdałam sobie sprawę iż on musi wiedzieć gdzie jest legowisko wojowników, to oczywiste! Skarciłam siebie za taką głupotę, lecz nic nie powiedziałam.
-Ta noc była chyba najchłodniejszą w całym roku!- prychnął kot.
-Nie wiem, może nie byłeś na dworze w środku Pory Nagich Drzew?- zaśmiałam się.
-A co, ty byłaś?- zainteresował się nagle. Uśmiechnęłam się tajemniczo i rzuciłam mu szybkie spojrzenie.
-Może...- odparłam cicho specjalnie przeciągając ostatnią literę.
-No ej! Powiedz!- błagał Mistyshade. Zaśmiałam się i odwróciłam łepek w jego stronę. W jednej chwili kit skoczył na mnie i przyszpilił do podłoża. Zaczęłam się cicho śmiać. Czułam jego ciepłe spojrzenie na sobie.
-No powiedz! Nie wygadam!- prosił dalej z uśmiechem na pysku. Uspokoiłam się wciąż wpatrując się w jego niebieskie oczy.
-Wiesz...czasem nie mogę spać to sobie wychodzę, posiedzieć i pomyśleć- ujawniłam swą tajemnice. Mistyshade rzucił mi podejrzliwe spojrzenie i dał mi wstać.
-Oh Spottedtail, nie wiedziałem, że masz problemy ze snem. Obiecuje, od teraz będziesz spać spokojnie, ja będę czuwał przy tobie, nie dopuszczę abyś była zmęczona na kolejny dzień!- zażartował sobie. Szturchnęłam go nosem w bok.
-Dzięki. No a teraz leć spać!- rozkazałam. Mistyshade kiwnął głową i skoczył do legowiska. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z obozu. Czas zapolować.
--------------------------------------------
Wróciłam do obozu niosąc królika i myszkę w pysku. Rzuciłam je na stertę i poczekałam aż każdy weźmie po czym zabrałam dla siebie ziębę. Usiadłam w kącie obozu i rozpoczęłam jedzenie.
-Mogę?- usłyszałam znajomy głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Mistyshade z królikiem w pysku. Wyglądał bardzo uroczo. Z uśmiechem na pysku kiwnęłam łebkiem. Kot od razu rzucił się na jedzenie i pożarł je w kilka kęsów. Oblizał pysk i usiadł wyczekując na mnie. Kilka sekund potem i aj dokończyłam posiłek. Oblizałam swój pyszczek i spojrzałam na Mistyshade. Ten podszedł bliżej i zmierzył mnie wzrokiem. Czy mi się wydaje, czy on bardziej urósł?! Przymknęłam oczy i liznęłam go za uszami następnie po karku. Był czas dzielenia języków. Czułam się trochę dziwnie i nieswojo czyszcząc Mistyshade, jednak było to miłe. Gdy upewniłam się że kark jest odpowiednio czysty przeszłam do pleców. Usłyszałam ciche mruczenie kocura. Zaśmiałam się ucieszona tą wiadomością. Po chwili przestałam i odsunęłam się. Zauważyłam że Mistyshade miał przymknięte oczy. Kot zbliżył się do mnie i teraz on czyścił mi kark.

<< Mistyshade, ,,przyjacielu"? ^3^>>

12 marca 2016

Od Spottedtail

Minął księżyc od pamiętnej wichury. Śnieg nadal padał, jednak ziemia już powoli wyglądała spod śniegu. Moja nadzieja na zakończenie tej pory roku wciąż rosła. Nie lubiłam jej, zapewne przez chłód oraz małą ilość zwierzyny. Także podatność na choroby wzrastała, a ja już za dużo straciłam przez nieznaną chorobę. Na wspomnienie o starym domu powróciły wspomnienia. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie widząc w wyobraźni małego, białego kotka z plamkami na całym ciele, który usilnie próbuje złapać swoją pierwszą zdobycz, w tym przypadku ogon własnej matki. Zaśmiałam się cicho po czym wstałam z posłania. Wyszłam na dwór i wciągnęłam mroźne powietrze, aż poczułam je w płucach. Mimo wszystko, uwielbiałam ten zapach, taki orzeźwiający. Przeszłam na środek obozu i rozejrzałam się za pożywieniem. Była wczesna pora, a więc czas na posiłek. Podeszłam do sterty i wzięłam myszkę. Usiadłam gdzieś w kącie i zjadłam ja. Oblizałam pysk i rzuciłam okiem za kimś z kim mogłabym zamienić chodź jedno zdanie. Niestety jakoś nikogo nie znalazłam. Posmutniałam trochę, w moim starym domu każdy mnie znał i wszyscy mnie lubili. Zawsze miałam do kogo otworzyć pysk i podzielić się nowinkami, a tu? Mam tylko Mistypaw, przepraszam to teraz Mistyshade. Niestety jest aktualnie zbyt porywany przez tłum, wczoraj została mu nadana ranga wojownika i nowe imię. Rzuciłam w jego stronę smutne spojrzenie po czym odeszłam do bram obozu. Usiadłam przy nich i wyjrzałam na zewnątrz. To tą drogą uciekałam przed chorobą, która zabrała mi rodzinę, ech dzisiaj jakoś łapią mnie wspomnienia. Czy moje życie ma jakiś sens? Codziennie tylko polowanie, jedzenie, spanie i tak w kółko! Nagle otrząsnęłam się z tego kryzysu egzystencjalnego. Moje życie ma sens! Jestem wojownikiem i w razie potrzeby mam bronić klanu! Moim domem są te terany a rodziną klan! Trwając w tym przekonaniu znowu przemieściłam się w inne miejsce w klanie, nudziłam się. Do następnego polowania jeszcze trochę zostało, a aktualnie nie miałam z kim rozmawiać. Położyłam się na śniegu i zamknęłam oczy. Widziałam mojego ojca który przemierzał ze mną nasze tereny w poszukiwaniu obcych kotów. Jednak to nie przeszkadzało mu rozmawiać ze mną i śmiać się. Nie wiem czy to było dobre, jednak nie można iść tak cicho obok siebie, przynajmniej w mojej rodzinie się nie dało. Nagle poczułam jak ktoś szturchnął mnie łapą. Otworzyłam oczy i wizja znikła. Spojrzałam w górę i zobaczyłam szare oblicze liderki. Ostrożnie podniosłam się z ziemi nie spuszczając z niej oczu.
-Czy coś się stało, Warstar?- zapytałam z ciekawością, liderka nie rozmawiała ze mną za dużo. Liderka zmierzyła mnie chłodnym wzrokiem.
-Nie powinnaś tak siedzieć samotnie. Dlaczego nie rozmawiasz z innymi z klanu?- spytała swoim zimnym głosem. Spuściłam głowę ciut speszona. Kotka zauważyła ten gest i odparła już cieplejszym głosem:
-W klanie każdy jest jak rodzina. Czy bałaś się rozmawiać z rodziną?- ponowienie zadała mi pytanie. Na dźwięk słowa ,,rodzina” zjeżyła mi się sierść na karku. Nie lubię jak ktoś wymawia to słowo.
-N-nie- jąknęłam się- ale ja zawsze miałam problem z nawiązaniem pierwszego kontaktu.
-Mam nadzieję, że nie przekłada się to na lojalność- liderka znowu powróciła do chłodnego i ostrego tonu głosu. Potrząsnęłam przecząco głową a w moich oczach błysnęło zdenerwowanie.
-Nie! Nie wiem jak możesz tak sądzić, wątpisz w moje oddanie?- wypaliłam nagle. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego jakim tonem to powiedziałam. Nim zdążyłam wyjaśnić, Warstar odezwała się:
-Nie daj mi powodu by wątpić. Idź, zapoznaj się z innymi, to ci dobrze zrobi.
Liderka machnęła ogonem i odeszła. Widziałam w jej oczach, że zyskałam jakiś szacunek. Westchnęłam i ruszyłam za nią w stronę centrum obozu. Rozejrzałam się za kimś, jednak chyba wszyscy poszli na polowanie. Nie myśląc wiele i ja ruszyłam. Kątem oka zobaczyłam jak Warstar wchodzi do swojego legowiska. Kotka była niesamowicie twarda oraz zimna, lecz bardzo przekonująca. Miała mój respekt i poszanowanie. Dałam nura na polany i pobiegłam na moje ulubione miejsce polowań czyli Mokre Oczy. Woda w tym bagnie nie specjalnie mi przeszkadzała, a co to trochę zamoczyć łapy by zdobyć rybę! Pobiegłam tam od razu. Brnęłam przez ostatni śnieg w szaleńczym galopie, nie powinnam zużywać tyle energii. Po chwili zwolniłam by nabrać trochę sił. Byłam już praktycznie przy Mokrych Oczach. Weszłam na tereny i od razu poczułam wilgotny zapach. Jednym susem znalazłam się przy jeziorku. Wypatrzyłam rybę i zaczaiłam się na nią. Powoli przymierzałam się by schwycić ją w łapy. Gdy w końcu już odpowiednio się ustawiłam usłyszałam jakiś szelest. Zignorowałam to, gdyż nie mogłam wypaść z rytmu. Kiedy uznałam, że to idealny moment rzuciłam się na rybę. Nagle poczułam piekący ból w łapie. Wydałam z siebie głośne warknięcie i automatycznie zabrałam łapę. Odskoczyłam od jeziora jak oparzona i dopiero teraz moim oczom ukazał się kot. Miał mokrą od wody łapkę i zjeżoną sierść.
-Udrapałeś mnie!- rzuciłam oskarżeniem w jego stronę, raczej ryba by tego nie zrobiła. Sierść mi się zjeżyła i mimowolnie wydawałam z siebie ciche warczenie niezadowolenia.
-Wybacz. Widocznie zaczailiśmy się na tą samą rybę- odparł bez żadnych emocji. Zaczął powoli mnie interesować. Nie widziałam go wcześniej, albo po prostu zapomniałam.
-Jestem Spottedtail…-zaczęłam, w końcu liderka kazała mi się z kimś zapoznać- a ty?
Kot spojrzał na mnie ze zmieszanym wyrazem pyska. Ma zamiar coś powiedzieć, czy po prostu odejdzie?

<< Ktoś? :3>>

11 marca 2016

Od Spottedtail CD Mistypaw

Od Spottedtail CD Mistypaw

Kotek spojrzał na mnie oczami przepełnionymi nadzieją ale i iskrą zaintrygowania. Zatrzymał się i stanął przede mną.
-Ty ch-chiałabyś być moim me-entorem?- wychrypiał. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko, a małe, dzielne serduszko biło z dużą prędkością. Jego źrenice rozszerzyły się i zaczął szybciej oddychać. Zaśmiałam się rozbawiona postawą kotka.
- Pewnie! Polubiłam cię młody, i o ile mam jakieś doświadczenie to ty nie, a z chęcią bym spędzała więcej czasu z tobą. Mimo iż nie jestem długo w tym klanie, można mi zaufać. Szkolił mnie najlepszy wojownik w moim...klanie- zawiesiłam się na chwilę na wspomnienie o nim. Blueclaw...dlaczego choroba musiała i ciebie dopaść. Mistypaw zauważył nagłą zmianę mojego zachowania. Szturchnął mnie łapką sprawdzając czy jestem przytomna. Potrząsnęłam łebkiem i wstałam ze śniegu. Nie zwracając uwagi na kociaka zaczęłam iść w stronę klanu. W mojej głowie pojawił się wir wspomnień. Ojciec, siostry, matka, mój klan, przyjście choroby, śmierć bliskich...cierpiący Blueclaw. Zacisnęłam powieki i skuliłam się słysząc błagalny ton byłego mentora. ,,Uciekaj mój Nakrapiany skarbie, nie patrz w tył. Musisz żyć, dla nas". Nigdy nie byłam pewna czy łączyło nas coś więcej niż tylko relacja ,,mistrz i uczeń". Zawsze miałam co do niego mieszane uczucia. W końcu westchnęłam i otworzyłam ślepia. Byliśmy już prawie w obozie. Mistypaw skakał przez zaspy, wlekąc się za mną. Było mi szkoda tego kociaka więc podeszłam do młodzika i chwyciłam go w zęby. Był już dość ciężki, więc ból karku dość szybko zaczął mi doskwierać.
- Puść mnie! Umiem sam chodzić!- awanturował się szary kotek. Jakoś specjalnie nie zwracałam uwagi na jego niezadowolenie i wiercenie się. Mistypaw obijał się o moje przednie łapy, co też ani mi ani jemu się nie podobało. Gdy śnieg był już dość ,,płytki" pomyślałam by odłożyć młodego. Postawiłam go delikatnie na ziemi i pogładziłam po główce. Mistypaw wydał z siebie syk niezadowolenia i zaatakował mnie. Udałam, że przewracam się na plecy, co oznaczało uległość. Kotek stanął na moim brzuchu i przeskoczył na prawą stronę. Przyjął bojową postawę czekając na mój ruch. Podniosłam się z ziemi i nawet nie zdążyłam się otrzepać ze śniegu, kiedy kociak mnie zaatakował. Rzucił się na mój kark, jednak zrobiłam szybko unik w bok. Gdy Mistypaw lądował w śniegu ja obróciłam się gwałtownie i jedną łapą przycisnęłam go do ziemi. Byłam już prawie pewna tryumfu, kiedy kotek ugryzł mnie w łapę i wydostał się spot ucisku. Wydałam z siebie warknięcie, to naprawdę zabolało! Mistypaw w jednej chwili rzucił się na mnie i udrapał mnie w drugą łapę. Odskoczyłam i uniosłam łapki, ten kociak zaczął walczyć naprawdę! Już poddenerwowana wydałam cichy pomruk po czym uniknęłam kolejnego natarcia. Mistypaw wylądował obok drzewa i nim wstał pochwyciłam go w zęby i potrząsnęłam nim delikatnie a następnie rzuciłam w dużą zaspę śniegu. Gdy kociak leciał słyszałam jak miauczał niezadowolony. Gdy wylądował w zaspie jednym skokiem znalazłam się obok i nawet nie dałam mu się z niej wygramolić. Ponownie porwałam go w zęby i podrzuciłam do góry. Mistypaw wylądował w śniegu, a ja stanęłam nad nim. Kotek dyszał ze zmęczenia, nic mu nie było. Podniósł się na łapki i rzucił mi wściekłe spojrzenie, nie było ono jednak wrogie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i polizałam swoją łapę. Sączyła się z niej mała stróżka krwi. Kotek podrapał mnie dość głęboko.
-Masz zamiar długo tak nade mną stać i pokazywać jaka to ty jesteś wspaniała i wielka? Już zrozumiałem, nie mam szans- fuknął zdenerwowany, jednak dało się wyczuć w jego głosie smutek. Odsunęłam się na długość łapy i siadłam nadal wpatrując się w Mistypaw.
-Powiem szczerze jestem pod wrażeniem twoich umiejętności. Nawet jako młody kot wykazujesz niebywałe zdolności. Odznaczasz się szybkim podejmowaniem trafnych decyzji oraz siłą. Tak dalej!- odparłam z uśmiechem na mordce. Moja wypowiedź zbiła z tropu kotka. Siedział z osłupiałym wzrokiem wbitym w śnieg, jednak po chwili wyprężył się i odparł z dumą w głosie:
-No a jak! Przecież jestem przyszłym wojownikiem!
Zaśmiałam się i powstałam. Przechodząc obok napuszonego kotka szturchnęłam go nosem w bok i wskazałam głową obóz.
-Chodź wojowniku, pójdźmy się ogrzać zanim zamarzniemy- odparłam i skierowałam się w stronę obozu.
-Pf! Ja nigdy nie zamarznę, mam ciepłe futro!- żachnął się uczeń idąc za mną. Po chwili zrównaliśmy się i razem wkroczyliśmy do obozu. Niektóre koty rzuciły na nas okiem, jednak nie wzbudzaliśmy sensacji.
-Myślisz, że Warstar pozwoli ci zostać moim mentorem?- spytał nagle kiedy przechodziliśmy obok legowiska wojowników. Zamyśliłam się chwilę, może zbyt szybko wyskoczyłam z tym ,,mentorem"? Jednak naprawdę polubiłam kotka i z chęcią bym go uczyła.
-Prawdopodobnie mi pozwoli, aczkolwiek nie jestem pewna.
-Ale zapytasz ją, prawda?- młodzik znowu zadał pytanie. Kiwnęłam tylko głową na znak iż wykonam to zadanie. Znaleźliśmy się obok legowiska uczniów. Mistypaw wszedł do środka rzucając mi ostatnie spojrzenie. Gdy jego szary ogonek zniknął za zaroślami odwróciłam się i wyszłam z obozu. Był czas na polowanie więc wybiegłam w poszukiwaniu pożywienia. Chodź moje łapy odmawiały mi posłuszeństwa to starałam się jednak zmusić ich do maksimum wysiłku. Szybko wytropiłam zająca. Przyczaiłam się na niego. Przywarłam do ziemi pod wiat, by stworzenie mnie nie wyczuło. Powoli sunęłam w jego stronę, szurając przy okazji brzuchem o zimny śnieg. Nagle skoczyłam na zająca i zakończyłam jego życie.
---------------------------------------*---------------------------------------
Przywlekłam do obozu jednego tłustego zająca i dwie myszki, to dobry wynik jak na porę Nagich Drzew. Rzuciłam je na stertę pożywienia i siadłam obok. Gdy praktycznie każdy wziął zdobycz dla siebie, ja wzięłam tłustą myszkę, która została. Byłam zmęczona i jedyne o czym marzyłam to sen. Gdy już miałam wgryźć się w soczystą myszkę obok mnie pojawił się Mistypaw. Rzucił on swoją ziębę niedaleko mnie i siadł.
-Mogę?- zapytał swym głosikiem. Kiwnęłam łebkiem na znak iż się zgadzam. W końcu zatopiłam kły w stworzonku. Bardzo było mi miło iż kotek chciał ze mną zjeść posiłek. Gdy skończyliśmy usieliśmy obok siebie i zaczęliśmy rozmawiać. Zmęczenie mnie nie opuściło, jednak nie chciałam by Mistypaw odszedł.
-Powiedz mi młody, Wolfstar był dobrym liderem?- zapytałam z czystej ciekawości. Oczka kotka zapłonęły wściekłością.
- Oczywiście! To był najlepszy kot jakiego znałem! Jak można pytać o tak oczywiste rzeczy!- wybuchnął nagle. Położyłam uszy i skuliłam się. Ton głosu kotka nie spodobał mi się, jednak wiedziałam ile łączyło go z Wolfstar.
-Przepraszam...ja po prostu nie znam całej historii tego klanu, jestem świeżuchem. Może mógłbyś mi ją opowiedzieć?- poprosiłam. Mistypaw rzucił mi smutne spojrzenie, to chyba naprawdę dla niego ciężkie wspominać o byłym mentorze.
- Dobrze, zatem słuchaj. Nie mam zamiaru powtarzać!- warknął z udawaną złością. Kiwnęłam głową i nadstawiłam uszy.

<< Mistypaw, przyjacielu?>>

07 marca 2016

Od Spottedtail CD Mistypaw

Młodzik dziwnie się zachowywał. Wydawał się jakiś przygaszony. Czułam zapach kotów z mojego klanu więc jakoś było mi raźniej, jednak świadomość iż ich nie widziałam przyprawiała mnie o uczucie strachu. Powoli podeszłam do suchego drzewa. Położyłam na nim łapkę. Kora była sucha i szorstka, normalne. Stuknęłam w nie i przyłożyłam ucho. Drzewo częściowo było zjedzone przez korniki. Z zasuszonych gałęzi spadały małe płatki śniegu które oprószyły mi nosek. Strząchnęłam je i usiadłam pod drzewem. Wciągnęłam mroźne powietrze i wypuściłam je. Mistypaw usiadł obok mnie. Jego futerko było mięciutkie, nawet jak na dzikiego kota. Czułam jak leciutko drgnął.
- Zimno ci Mistypaw?- zapytałam tak dla kontroli.
- Nie! Jestem wojownikiem, mi nie straszne takie temperatury!- żachnął się kotek i cichutko fuknął na mnie przyjaźnie. Zaśmiałam się i podniosłam głowę w górę. Popatrzyłam na niebo zasłonięte ciężkimi chmurami z których zazwyczaj spadał śnieg, w sumie chyba właśnie na niego się zbierało. Chodź słońce jeszcze było na niebie to ja wolałam już wrócić. Obawiałam się, że złapie nas śnieżyca. Wstałam z miejsca i otrzepałam ogon ze śniegu. Kiwnęłam głową na Mistypaw.
- Chodź. Chmury zaczynają się zbierać, jak nic spadnie śnieg- rzuciłam do niego. Kotek popatrzył na mnie z niedowierzaniem, ale po chwili podskoczył do mnie.
- A ty skąd to wiesz? Masz jakieś zdolności?!- spytał zdziwiony. Wyczułam nutkę zaintrygowania. Wyszczerzyłam zęby w uśmiech.
- Nie, po prostu znam się na pogodzie- szturchnęłam go łapką i zaczęłam iść w stronę obozu. Śnieg cicho skrzypiał pod moimi łapkami. Zimowy wiatr hulał na pustym polu, nie mając o co się rozbić. Zmrużyłam oczy pod jego naporem. Już niedługo będziemy w obozie. Wnet zerwała się nawałnica. Na początku było dość spokojnie, trochę śniegu i mocniejszy wiaterek. Lecz im później tym gorzej. Śnieg wręcz zaczął spadać kulami z nieba, a wiatr zerwał się tak wielki, że sama ledwo stałam na łapach. Nagle przypomniałam sobie, że jest ze mną Mistypaw. Odwróciłam głowę i spojrzałam za siebie.
- Mistypaw!- krzyknęłam. Kociak w odpowiedzi miauknął. Rzuciłam się skokiem do tyłu i okryłam go własnym futrem.
- Nie potrzebuje!- warknął kotek. Udałam, że tego nie słyszę.
- Chodź młody, do drzewa! Chyba, że chcesz zamienić się w lód- odparłam i zaczęłam się czołgać. Mistypaw poszedł w moje ślady. Kilka chwil potem byliśmy razem przy drzewie. Znalazłam w nim małą dziuplę w której się zmieściliśmy. Było dość ciepło, jednak my byliśmy skostniali. Przysunęłam się do Mistypaw i lekko nakryłam go ogonem. Spojrzał tylko w moje oczy. Sam przysunął się bliżej i wtulił w moje futro. Spróbowaliśmy razem się ogrzać. Co rusz patrzyłam czy śnieżyca przypadkiem nie przeszła. Nagle zauważyłam, że Mistypaw zasnął. Było już ciemno, jednak śnieg nadal sypał. I mnie sen zaczął łapać w swe objęcia. Powieki same mi się zamknęły a głowa niczym kamień puszczony w wodę pomknęła na dół gdzie napotkała łepek kociaka. Zasnęłam, a na dworze zaczęły pokazywać się gwiazdy. Śnieżyca ustała.
Pośród cichego szmeru wiatru dało się dosłyszeć ciche oddechy dwóch kotów, które dochodziły z Suchego Drzewa pełniącego ich schronienie.

<< Mistypaw, kociaku? :3>>

29 lutego 2016

Od Spottedtail CD Mistypaw

Dzisiejszy dzień był już drugim odkąd tu przybyłam. Rany powoli się zasklepiały więc miałam czas zapolować. Wyszłam z samego rana z obozu i pokierowałam się przed siebie, nie znałam jeszcze za dobrze terenów. Śnieg skrzypiał pod moimi łapkami i świecił jasno co raz mnie oślepiając. Światło przedzierało się przez nagie gałęzie drzew obciążone śniegiem. Nagle jedna z nich złamała się i upadłą wprost na mnie. Na szczęście w porę zrobiłam unik dzięki czemu ani gałąź, ani śnieg nie zleciały na mnie, nie licząc kilku płatków które niefortunnie znalazły się na mej główce. Strząsnęłam je jednym szybkim ruchem i poszłam dalej.
Po krótkiej wędrówce znalazłam się na Wilgotnych równinach, chodź dziś przypominały poniekąd ,,Lodowe równiny". Ciężko było utrzymać równowagę, jednak to nawet lepiej. W pewniej chwili zauważyłam małego ssaka. Przywarłam do ziemi, w pozycji do skoku. Powoli przysuwałam się zdobyczy, pozostając cicho, tak jak ona. Szłam pod wiatr, by myszka mnie nie zwęszyła. Gdy byłam ostatecznie blisko skoczyłam. Nim stworzonko zorientowało się, że jest w niebezpieczeństwie, ja już miałam ją w zębach. Jej ciepła krew spłynęła mi po pysku i kilka kropel upadło na nieskazitelnie biały śnieg tworząc małe krwiste korytka. Westchnęłam i powędrowałam dalej, nie wrócę tylko z myszką! Zostawiłam ją w bezpiecznym miejscu i ruszyłam dalej.
W końcu wracałam z czymś konkretnym. Niosłam w pysku królika i trzy myszy, nie były to zdobycze mojego życia, ale jak na kulawą kotkę wystarczyły. Weszłam do obozu i spotkałam się niemal od razu z ciekawskimi spojrzeniami. Jeden kot kiwnął głową i pokazał mi skrytkę. Odłożyłam tam pożywienie po czym odeszłam. Łapczywie oblizałam pyszczek oczyszczając go z krwi zwierząt. Mimo wszystko czerwień długo utrzymuje się na białym futrze. Przysiadłam gdzieś w kącie obozu i bacznym wzrokiem obserwowałam każdego kota który krzątał się po obozie. Byłam przestraszona i samotna, cieszyłam się, że mam dom. Jednak nie znałam prawie nikogo, a ciężko mi nawiązać znajomość.
-Cześć!- nagle jakiś cichy głosik odezwał się obok mnie. Spojrzałam odruchowo w bok lecz niczego nie znalazłam, dopiero gdy mój wzrok powędrował w dół zauważyłam małego kociaka, z szarym, pręgowanym ogonkiem. Spoglądał na mnie swymi wielkimi, błękitnymi niczym tafla jeziora oczami. Zniżyłam się i powąchałam malca. Zapach znajomy.
- Hej - odparłam i zdobyłam się na uśmiech. Nie chciałam wyjść na sztywniarę, a szczególnie przy takim kociaku. Łatwo stracić szacunek w ich oczach.
- Jesteś tu nowa? Nie widziałem cię wcześniej - młody niecierpliwie machnął ogonem- Nazywam się Mistypaw, jestem uczniem klanu Wilka.
Kiwnęłam głową, pozdrawiając go. Zniżyłam się do jego poziomu i spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Nazywam się Spottedtail. Jestem tu nowa, zapewne mnie nie znasz- odparłam przyjacielsko i podniosłam się z ośnieżonej ziemi- byłabym wdzięczna jak pokazałbyś mi obóz. Gubię się w tej plątaninie korytarzy i kotów.
Mistypaw aż wstrzymał oddech. Widziałam dumę odbijającą się w jego ogromnych oczach. Wstał i wypiął klatkę piersiową do przodu, wyglądał bardzo zabawnie. Wiem, że chciał zgrywać dumniejszego i lepszego, jednak widok kociaka który tak się stara jest po prostu zabawny.
<MIstypaw?>