BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Iskrzącej Nadziei

Jakoś po starej ucieczce zdrajców

Roztargniony Koperek leżało w legowisku medyka z boku. Cisowego Tchnienia nie było, a miało dziwne wrażenie, że jak teraz wyjdzie, zostanie uznane za kolejnego zdrajcę. W końcu liliowy trzymał się Kosaćcową Grzywą i mimo wszystko było asystentem medyka, tak jak Jarzębinowy Żar. Zapewne było pierwszym kotem, który był na celowniku przywódcy. Starało się więc ograniczyć nocne, a nawet poranne spacery, gdy cały klan jeszcze spał. Obóz spowijał mrok, jednak nie pomagał on Koprowi w zaśnięciu. Wręcz przeciwnie, nie wiedziało, co może w tym mroku ujrzeć. Zamrugało kilkukrotnie, widząc zbliżający się obiekt. Zastanawiało się, czy ma zwidy, ale kot, który podchodził do jeno, nie wyglądał na Cisowe Tchnienie. Zadrżało lekko, ale już po chwili poczuło znajomy zapach… Iskrzącej Nadziei? Kotka wyglądała, jakby lada chwila mogła zemdleć.
— Ro-oz… ztar-rgnio-iony Ko… pe-rku… Po… Pom-móż… — wydusiła, nie mogąc nabrać powietrza.
Z jej pyszczka uchodziły płytkie, ciężkie oddechy, a wdechy były łapczywe i kurczowe. Koper nie było asystentem medyka od wczoraj, więc szybko rozpoznało w zachowaniu kotki atak paniki.
“Co mogło się stać o tak późnej porze?” pomyślało, szperając w ziołach z minimalną paniką w oczach.
Powinno dać kotce coś na uspokojenie, ale sam mak zdawał się nie wystarczać. Zmrużyło oczy, wysilając umysł, aby przypomnieć sobie, co jeszcze prócz maku mogłoby podać kotce. Nagle przypomniało sobie o macierzance i jej działaniu uspokajającym. Oprócz podawania jej przy chorobach psychicznych można było również podać ją kotu o niespokojnym zachowaniu. Podeszło do kotki i podsunęło jej ziarno maku i trochę macierzanki. Zaczęło się zastanawiać czy nie powinno samo podać jej ziół, jednak w tym samym momencie kotka połknęła podane jej lekarstwo. Koper odetchnęło uspokojone. Położyło ogon na grzbiecie kotki, starając się pokazać, że jest przy niej. Przełknęło nerwowo ślinę. Iskrząca Nadzieja… Nie tylko ono w klanie straciło kogoś bliskiego. Miodowa Kora był w końcu partnerem kotki. I ona była tak samo blisko bycia wyrzuconą z klanu… Uśmiechnęło się łagodnie i przymknęło oczy. Chyba mogło już poznać powód tego ataku. Przysunęło się do kotki i zamruczało cicho.
— No już… Nie jesteś sama Iskrząca Nadzieja. Jestem tu. I nigdzie się nie wybieram — miauknęło uspokajającym tonem głosu.

W dniu zaginięcia Cykoriowego Cykora i Wilgowej Goryczy

Roztargniony Koperek zostało zbudzone przez czyjeś krzyki. Wyszło z legowiska medyka, powoli przyzwyczajając się do światła. Miało mieć krótką drzemkę, jednak najwyraźniej nici z tego planu. Usłyszało w końcu czyjeś słowa wołające Zalotną Gwiazdę. Chwilę po tym padły dwa imiona. Wilgowa Gorycz oraz…czy na pewno słyszało dobrze? Usłyszenie imienia jeno córki musiało być jakimś błędem w jeno rozumie. Przełknęło ślinę, a jeno futro przeszły dreszcze.
“Cykoria uciekła?” zapytało samo siebie i przymknęło oczy.
Odwróciło się i weszło z powrotem do legowiska medyka chwiejnym krokiem. Położyło się z boku i zakryło pyszczek łapami.
“Czemu zawsze, gdy zaczyna dziać się dobrze, wszystko musi się psuć?” pomyślało, szukając wzrokiem Chudego Grzbietu.
Miało nadzieję, że chociaż Chudzielec i druga córeczka Aksamitkowy Nos nie opuszczą jeno i Klanu Wilka.

***

Leżało tak jakiś czas, aż zobaczyło przed sobą znajome czekoladowe futro.
— Dzień dobry Iskrząca Nadziejo. Co cię tu sprowadza? — zapytało cicho z łagodnym, lecz wymuszonym uśmiechem.
— Mam coś w łapie. Musiałam ustać na jakiś cierń — miauknęła kotka, a Koper odwróciło się, szukając potrzebnych ziół.
Z jeno oczu wydobyło się kilka łez, ale mimo zamglonych patrzałek nadal szukał trybuli, a także odrobinę pajęczyny. Westchnęło cicho, a jeno ciało przeszły dreszcze.
— Koperku… Wszystko dobrze? — zapytała w końcu troskliwie Iskierka.
— Ah… Tak, nic mi nie jest — odmruknęło smętnie, odwracając się z powrotem do kotki. Wyjęło kolec z łapy czekoladowej i nałożyło na ranę okład, przytrzymując wszystko pajęczyną.
— Dziękuję — miauknęła ciepło kotka, a Koper odetchnęło cicho.
Usiadło obok, ale kotka zdawała się nigdzie nie wybierać.
— Coś jeszcze? — zapytało niespokojne, a Iskierka uśmiechnęła się ciepło.
— Martwisz się o Cykoriowy Cykor, prawda? — zapytała w końcu, lecz po tym zapytaniu nastała cisza.
Siedzące obok Koper przymknęło oczy, choć nie pozwoliło to jeno uspokoić się. Z jeno oczu znowu wydobyło się kilka łez. Z czasem zaczęło być ich nawet więcej.
— I-Iskierko… — mruknęło cicho, próbując otrzeć łzy łapami. — Czemu mnie to spotyka? Jestem złym przyjacielem? Rodzicem? — zapytało, łkając nerwowo.


<Iskrząca Nadziejo?>

17 sierpnia 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Księżycowej Łapy (Rozbitego Księżyca)

Koper od samego rana nie czuło się najlepiej. Miało rozgrzane czoło, a łapy uginały się pod jeno ciężarem. Brakowało jeno sił, a chorych nie brakowało. O ironio, Roztargniony nie miało zielonego pojęcia, dlaczego miał akurat te przypadłości. Pora Zielonych Drzew uderzyła pełną parą, a ono miało każdy możliwy przejaw gorączki. W jeno legowisku powtykało już lawendę, chociaż ta zdawała się mieć słabe skutki. Fakt, faktem może odrobinę mniej bolała jeno głowa, ale osłabienie organizmu nie dawało powoli żyć liliowemu. Nie chciało zużywać zbyt wiele ziół ze stosu, jednak przez stan, do jakiego doprowadziła go choroba, zmuszone było przygotować i zjeść trochę liści ogórecznika. Schowało się gdzieś z boku i stwierdziło, że zrobi sobie drzemkę.

***

Cętkowany zastrzygł uchem, słysząc, jak ktoś deptał po podłożu legowiska medyka. Otworzyło powoli oczy, aby ujrzeć przed sobą białe futro.
— Już nie śpisz? — miauknął cicho młodszy kocur, patrząc na liliowego skrzywiony.
Koper zamrugał kilkukrotnie. Na szczęście ból głowy już trochę minął, a temperatura wyraźnie spadła. Nadal nie było jednak w najlepszym stanie.
— Hmm? Co się stało Rozbity Księżycu? — zapytało sennym głosem, przeciągając się.
— Pomóż mi gardłem — wychrypiał, a pręgus cicho westchnął.
— Jasne… — wymruczało, szukając potrzebnych ziół.
Szperało jakiś czas w ziołach, aż w końcu znalazło aksamitkę, ale też odrobinę miodu. Wręczyło je Księżycowi, który zgodnie z poleceniem przyjął lekarstwo. Miód wyraźnie złagodził zainfekowane gardło, to też biały przestał się aż tak krzywo uśmiechać.
— Co u ciebie Rozbity Księżycu? Wyglądasz na…świetnego wojownika — stwierdziło Koperek, a Rozbity skrzywił się nieznacznie.
— Czy ja wiem… Te plotki. One wszystkie przyprawiają mnie o bóle głowy. Nie mam już nawet z kim gadać — parsknął, a cętkowany spojrzał na niego pytająco.
— Niezbyt je kojarzę… Te o tym rudzielca i tobie? Przyjaźni…liście się, prawda? Dawno nie widziałem, jak rozmawiacie — wymamrotało cicho.

<Rozbity Księżycu?>

Wyleczeni: Roztargniony Koperek, Rozbity Księżyc

11 sierpnia 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Brukselkowej Zadry

W dniu znalezienia Kukułki i Kryształki

Liliowy zajął się maluchami przyniesionymi przez jej siostrę. Nie wyglądały najgorzej, chociaż jednej z nich dokuczał katar. Odrobinę kaszlały, ale odrobina ziół powinna to naprawić. Gdy zajęło się kociętami, spojrzało na swoją siostrę.
— Nie uważasz, że w Klanie Wilka… źle się ostatnio dzieje? — szepnęła do jeno, jednocześnie łypiąc podejrzliwie na wyjście z legowiska. — Tak bardzo chciałabym tu coś zmienić, ale… nawet nie wiem, od czego zacząć. Ja już nie wiem, komu powinnam ufać, a komu nie — kontynuowała ściszonym głosem, patrząc na brata ze smutkiem w oczach. Potem przeniosła wzrok na dwójkę kociąt. — Boję się, że te dzieci skończą tak samo, jak Zaćmiony Horyzont i Mglisty Sen i w ogóle to… nie wiem, czy jest jakiś sens kontynuować… — umilkła, po czym pokręciła głową. — Zresztą, nieważne.
Wtem do legowiska weszła Barczatkowy Świt oraz Cisowe Tchnienie. Koper westchnęło cicho i skinęła kotce ogonem na pożegnanie.

Ostatnie zgromadzenie

Roztargniony wyszło z obozu, idąc wraz z Cisowym Tchnieniem i Chudym Grzbietem. Gdy dotarli na zgromadzenie, usiadło niedaleko skały, co jakiś czas rozmawiając z resztą medyków Klanu Wilka. Po jakimś czasie westchnęło, przeciągając się odrobinę. Zmrużyło lekko oczy i rozejrzało się dookoła, szukając interesującego pyska. I wreszcie znalazło. Miało dziwne wrażenie, że skądś kojarzyło tę kotkę. Podeszło do niej i kiwnęło lekko głową.
— Dobry wieczór...Klifiaczko — mruknęło niezbyt głośno. — Jak cię zwą? — zapytało, cały czas zastanawiając się, skąd mogło dokładnie ją kojarzyć.
Pysk był wyjątkowo znajomy, miało to na końcu języka. Nagle otworzyło nieco szerzej oczy.
— Czekaj...! Zaćmiony Horyzont? — miauknęło dosyć cicho zaskoczone.
Ciało kotki było pokryte bliznami. Trochę się zmieniła od czasu, gdy widziało ją po raz ostatni.
— Nie wiem, o kim mówisz, jestem Rozżarzona Pieśń — powiedziała, spinając lekko mięśnie w swoim ciele.
Koper widziało zakłopotanie kotki i samo spojrzało w bok niepewne. Wiedziało, że to ona, ale najwyraźniej musiało podejść do tego inaczej.
— Rozżarzona Pieśń? Rozumiem — miauknęła spokojnie, łagodnie się uśmiechając. — Uhh... Przepraszam. Ja... Brukselka się o ciebie martwiła. Ja z resztą też — szepnęło cicho. — Cieszę się, że jesteś bezpieczna — mówiło spokojnie, chociaż nadal nie było pewne czy w jakiś sposób jej nie wystraszy.
Było nawet bardziej pewne że to ona. Może kiedyś nie miało najlepszych kontaktów z siostrą, ale starało się czasem zajrzeć do żłobka, aby sprawdzić stan kociąt. Poza tym ich relacje już się poprawiły.
— Czemu uciekłaś? Czułaś się źle w Klanie Wilka, prawda...? — mruknęło bardzo cicho. — Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz…
— Roztargniony Koperku, proszę nie tutaj... Odpowiem na wszystkie pytania, jednak nie przy innych Wilczakach... Chciałabym teraz jedynie wiedzieć, czy Bruskelkowa Zadra ma się dobrze. Jak odpowiesz, to udawaj, że mnie nie znasz z Klanu Wilka... To dla mnie ważne — wyjaśniła, prosząc starszego kocura o to, by nie drążył tematu jej przeszłości wśród Wilczaków.
Roztargniony Koperek otrząsnęło się lekko.
— Jasne, wybacz. Brukselkowa Zadra ma się dobrze. Znalazła też dwójkę kociąt... — miauknęło cicho. — Jak się czujesz Rozżarzona Pieśnio? Czy Klan Klifu traktuje cię dobrze? A może nawet i lepiej... — miauknęło dosyć cicho, ale zaraz pokręciło główką. — Nie jestem pewne czy powinni widzieć naszą dwójkę razem. W końcu nie chcesz być rozpoznana.
— Spokojnie, raczej mało kto mnie pamięta. Chyba. A co do Klanu Klifu to początkowo było bardzo dobrze, nawet jeśli czułam bijącą niechęć do mnie od innych. Potem zostałam wojowniczką i czułam się jak we właściwym miejscu, lecz... — przerwała, ściszając głos z obawy, że jakiś Klifiak w pobliżu ich usłyszy.
— A-Ah możliwe — miauknęło, liżąc się nerwowo po piersi.
— Lśniąca Gwiazda od jakiegoś czasu wprowadza tytuły dla zasłużonych wojowników, którzy otrzymują jednocześnie przywileje. Mam wrażenie, że obawia się jakichś spisków pod własnym nosem, dlatego wyznacza pewne koty, by miała oczy i uszy szeroko otwarte, aby później mu o wszystkim mówić w razie czego. Zamiast czuć się bezpiecznie to mam wrażenie bycia obserwowaną i szpiegowaną niemal non stop.
Słuchało słów kotki i zjeżyło lekko futro, słysząc informacje o Lśniącej Gwieździe.
— Czyli macie coś w rodzaju szpiegów w klanie? To trochę smutne. Czyżby nie lubili Lśniącej Gwiazdy? A może właśnie teraz będą próbowali dotrzeć do jego łask... — mruczało cicho pod nosem. — I tak jestem asystentem medyka. Mnie te informacje niepotrzebne. Planujesz coś? — zapytało cicho.
— Nie wiem. Może obawia się kolejnych odejść z klanu. Ostatnio zniknęła wojowniczka oraz sama zastępczyni klanu. Jestem w stanie zrozumieć takie obawy, ale według mnie to już trochę przesada... Nie jestem pewna czy nadal pozostanę w Klanie Klifu, jeśli wszystko będzie zmierzać w takim, a nie innym kierunku. Odeszłam od rodziny, wybierając własne dobro i ucieczkę od możliwej kontroli przez innych, a teraz znowu to samo…
— Tylko do Klanu Wilka już raczej nie wracaj. Wątpię, że Zalotna Gwiazda przyjmie cię z otwartymi ramionami... — westchnęło. — Jeśli uważasz że gdzie indziej będzie ci lepiej, to nawet się nie zastanawiaj. Tylko...bądź bezpieczna, dobrze? — uśmiechnęło się leciutko.
— O ile jeszcze pamięta pojedynczego kota, który odszedł. I spokojnie Roztargniony Koperku, będę uważać. Lepiej powiedz, jak tam w klanie, bo pewnie trochę się zmieniło — odparła, mówiąc ostatnie zdanie nieco głośniej niż wcześniej.
— Przybyło do nas dużo kotów. Oh i miałom ucznia! Ten...wariat. Chudy Grzbiet. Właściwie jest moim synem — wymruczało, chichocząc cicho. — Kilka może kilkanaście księżyców temu na naszych terenach widziano Potwory i obalone drzewa... Teraz wydaje mi się, że jest dobrze. Sprawa chyba trochę ucichła — miauczało nadal dosyć cicho. — Klan Wilka jest jak zwykle...nietypowy
— Rozumiem. Wspominałoś wcześniej coś o jakiś znajdkach, które znalazła Bruskelkowa Zadra, są może na zgromadzeniu? Czemu w ogóle jej nie widuje?
— Są. Obie z nich — odparło. — Właściwie nie wiem czemu... Zalotna Gwiazda od wielu zgromadzeń nie chciała zabierać jej na zgromadzenia. Ciekawe z jakiego powodu? — zamyśliło się przez chwilę, ale pokręciło główką. — Może kiedyś poznasz którąś z młodszych znalezionych sióstr — mruknęło, przerywając na chwilę wypowiedź. — Wiesz może co z Mglistym Snem?
— Może. Mam nadzieję, że spotkam ją może na granicy... Tak dawno jej nie widziałam. A ze Snem to nie mam bladego pojęcia, co się dzieje.
— Liczę na wasze spotkanie. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiła... Dobrze widzieć cię całą i zdrową. Oby on był również bezpieczny. Ciekawe, może też tutaj jest...? — miauknęło. — Muszę już raczej iść. Cisowe Tchnienie chyba wydaje się trochę zbyt szczęśliwa, będąc sama — parsknęło cicho i odeszło.
Rozżarzona Pieśń skinęła głową.
— Że też Cis jeszcze dycha, tyle księżyców minęło, a ona nadal medyczka — mruknęła pod nosem, co dotarło jeszcze do uszu Kopra.
Uśmiechnęło się lekko.
“Faktycznie. Mam szczęście, że Cisowe Tchnienie tak długo żyje” pomyślało.

Księżyc temu

Od zgromadzenia minęło już trochę czasu, jednak Koper nadal nie miało dobrej okazji na rozmowę ze swoją siostrą.
Chciało już zacząć szukać Zadry, jednak przeszkodził jeno w tym Krucze Pióro. Koper uniosło brwi sceptycznie nastawiona do tego spotkania. Nie od dziś było wiadomo, że kocur nie był fanem medyków.
— Chyba mam infekcję rany na grzbiecie — mruknął w końcu, gdy już zdecydował się przestać posyłać wrogie spojrzenia Koprowi.
Liliowy skrzywił się, jednak przygotował okład dla kocura.
— Nie ma za co — mruknęło chłodno kocurowi na odchodne.
“Może i jest zastępcą, ale nie sądzę, aby to dawało mu prawo do zachowania się w taki sposób…” pomyślało, jeżąc lekko futerko. Zaraz po Kruczym Piórze ujrzało także nowy nabytek Klanu Wilka. Dziki Berberys, wygnaniec Klanu Burzy. Koper nie do końca znało jego sytuację, ale nie przepadało za nim. Nie rozmawiali zbyt wiele, dlatego Berberys szybko wyszedł z legowiska medyków. Koper odetchnęło cicho i wychyliło łebek na obóz. Widząc swoją siostrę, podeszło, witając się z nią skinięciem głowy.
— Brukselkowa Zadro czy mogłabyś pomóc mi w szukaniu ziół? Może porozmawiamy…? — zasugerowało ostrożnie z łagodnym uśmiechem.

<Brukselko?>

Wyleczeni: Krucze Pióro, Dziki Berberys

20 lipca 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Chudego Grzbietu

Jakiś czas temu

Liliowy widział, jak Chudy Grzbiet usiłował wtargać sowę do obozu, a nawet jego późniejsze starania z Grubą Rybą. Nie miało jednak zielonego pojęcia, o co z tą sową chodziło. Trochę przerażało jeno to, że spało z martwą sową obok, zamiast Badyla. Zmarszczyło brwi. Widziało także ubytki w ziołach. Zaczęło się zastanawiać czy to nie czasem sprawka burego. Może nie widziało bezpośrednio, jak cokolwiek podkradał, ale było prawie pewne, że widziało, jak przeżuwał pokrzywy.

***

Postanowiło w końcu zaczepić młodszego asystenta. Nie mogło znieść ostatnich sytuacji, a także tego, że budził jeno każdej nocy kasłaniem. W końcu, gdy próbowało zasnąć któregoś wieczora, wstało ze swojego legowiska i samo wepchało byłemu uczniowi zioła na biały kaszel do pyska. Napomknęło coś o sowie, ale na razie postanowiło odpuścić. Stwierdziło, że zapyta innego dnia.

***

Koper przygotowało mieszankę ziół i zrobiło okład dla młodej wojowniczki.
— Mogłaś przyjść trochę wcześniej Seradelowy Nektarze. Może nie zdążyłaby się wydać infekcja. Przyjdź, jeśli infekcja się nawróci. Tylko tym razem szybciej. Nie chciałobym później musieć zrobić ci amputacji — mruknęło, odsyłając kotkę na bok.
Korzystając z tego, że Chudzielec był w tej chwili w legowisku medyka, postanowiło zacząć rozmowę. Nie było jeno to jednak dane, gdyż przyszedł kolejny pacjent. W rudym futrze niemal natychmiast rozpoznało Tygrysią Noc. Zaglądał tu na tyle często, że Koper zdążyło go nawet odrobinę poznać. Już po tym, jak mówił, rozpoznał, że ma coś z gardłem. Najprawdopodobniej infekcja. Przygotował mieszankę ziół i podał ją kocurowi. Pożegnał się z nim i wrócił do Chudzielca.
— Ej, młody. Synu… — zaczął powoli nieco gniewnym tonem. — Możesz mi właściwie powiedzieć, co ty tworzysz? I gdzie się podziały pokrzywy? I lawenda? To twoja sprawka, prawda? — zapytało, przesuwając łapą po swoim pysku. — Czy ty aby na pewno jesteś zdrowy na umyśle?


<Chudzielcu?>

Wyleczeni: Tygrysia Noc, Seradelowa Łapa (Seradelowy Nektar)

14 czerwca 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Chudej Łapy (Chudego Grzbietu)

Jakiś czas temu

Roztargniony Koperek nie było na zbiorze ziół od dłuższego czasu, nie mówiąc już o zapuszczaniu się w dalsze tereny, aby zdobyć nieco bardziej wykwintne medykamenty. Co za tym szło, od pewnego czasu jeno pyszczek nie zawitał w progach siedliska dwunożnych jego brata, Brokuła. Nadal rozmyślało nad tym, czy nie powinno powiedzieć o spotkaniach z radioaktywnym kocurem Brukselce, swojej najdroższej, irytującej siostrze, która pomimo bardzo podobnego wyglądu nie była na szczęście jeno bliźniaczką. Nie było też jednak możliwości wyjścia z obozu na dłuższą chwilę. Słońce prażyło, a gdyby wyruszyło się na zbiór nawet o świcie, zapewne nie zdążyłoby się trafić z powrotem przed palącymi promieniami Wysokiego Słońca. Nie wspominając już o braku wody, który wyraźnie doskwierał klanowiczom. Jak na taką pogodę liliowy był wyraźnie zdziwiony stanem wilczaków. Choć byli osłabieni przez bóle głowy czy inne dolegliwości nie mieli ogromnego problemu z odwodnieniem. Przyszło kilka kotów, które potrzebowały pomocy, jednak na szczęście nie były w bardzo ciężkim stanie. Przygotowało już ziółka na kolejny dzień, gdy do legowiska wpadła Tropiąca Łaska. Wysłuchało kotki i już po chwili zaczął rozglądać się za składnikami do maści na nieco bardziej zaawansowaną, irytującą infekcję. Już po chwili kotka odeszła na bok, przygotowując miejsce dla następnego kota, który już oburzony stał w wejściu do lecznicy. Liliowy zmarszczył brwi, widząc Seradelową Łapę. Westchnęła zmęczone, widząc, jak ta nerwowo tuptała łapą, tak jakby bardzo się niecierpliwiła. Zamiast się odezwać, najwyraźniej wolała mieć Kopra głęboko w poważaniu, więc pokazała tylko opuszki swoich łap. Cętkowany zajął się tym najszybciej, jak potrafił, byle żeby tylko pozbyć się kotki z legowiska, a gdy już zakończył na jakiś czas swoją pracę, położył się z boku na krótką drzemkę.

***

Liliowy zbierał właśnie rozsypane ziarenka maku, gdy poczuł, że ktoś stał za nim. Dokończyło swoje zajęcie i odwróciło się w stronę stojącego za nim chudzielca.
— Hej — miauknął z chrypą Chudy. — P-Pójdziemy po zioła? — zapytał zaraz, a Koper kiwnęło głową.
— Wyglądasz strasznie. Wszystko dobrze? — zapytało troskliwie, strzygąc uszami. — Witaj Chudy Grzbiecie. Możemy iść po zioła, oczywiście — uśmiechnęło się lekko.

<Badylu?>

Wyleczeni: Tropiąca Łaska, Seradelowa Łapa


03 maja 2026

Od Roztargnionego Koperku

Roztargniony Koperek jak prawie każdego dnia wstało już przed świtem. Przeciągnęło się lekko i rozpoczęło poranną higienę. Spojrzało na Cisowe Tchnienie i Chudy Grzbiet, mrucząc cicho, a następnie przeniosło swój wzrok na stos zwierzyny. Prędko stwierdziło, że brakuje im pewnych ziół, w tym kocimiętki. Długo się nie zastanawiając, postanowiło przygotować się do podróży w stronę legowisk dwunożnych. Uznało, że przy okazji może także odwiedzić swojego brata.
“Brokuł z pewnością ucieszy się na te odwiedziny. Dawno tam nie byłom” pomyślało z lekkim uśmiechem na pyszczku i po krótkich przygotowaniach wyszło z obozu.

***

Rozglądało się już przez pewien czas dookoła miejsca, w którym ostatnim razem widziało się z radioaktywnym kocurem, ale nadal nigdzie nie zauważało charakterystycznego futra. W końcu zostało zaczepione przez kotkę z sąsiedztwa. Zmarszczyło lekko brwi, odsuwając się kilka kroków od nieznajomej. Miała dziwny zapach. Definitywnie była kotką, ale pachniała dwunożnymi i ich żarciem. Do tego nie wyglądała na zbyt inteligentną, choć na pewno była ciekawska. Pobiegła do swojego domu i rzuciła Koprowi dziwny, piszczący obiekt pod łapy. Liliowy wzdrygnął się lekko i westchnął.
— Hm… Czy znasz może takiego…trawiastego kocura? Gdzieś tu mieszka. Chyba — zaczęło nieco nerwowo.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się jeno rozmawiać z zupełnie obcym kotem, którego pierwszy raz widzi na oczy.
— Mówisz o Żabce? — zapytała z zainteresowaniem kotka. — Jesteś bezdomny? Cuchniesz jakimś dziwnym zielskiem — stwierdziła, liżąc się po łapce.
— Jaka Żabka? — zmarszczyło brwi.
— Brokuł. Mój przyjaciel — odparła po chwili i pokręciło głową. — Na pytanie mi odpowiedz!
— Zgadza się. Jestem medykiem. Jeśli chcesz, kiedyś o tym opowiem. Wiesz może, gdzie on jest? — zapytało, już odrobinę zirytowane.
— Zabrali go właściciele, ale niedługo pewnie wróci — mruknęła, bawiąc się swoją zabawką. — I nie trzeba. Nie muszę wiedzieć nic o bezdomnych kotach — uśmiechnęła się, zapewne sugerując, że po prostu ją to nie obchodzi.
Koper wzruszyło tylko ramionami i odeszło nieco dalej na tyle, aby więcej nie rzucać się w oczy. Słysząc dźwięk potwora, a następnie głosy dwunożnych, schowało się w okoliczne krzaki, licząc na zobaczenie swojego brata. Przyszedł dopiero po jakimś czasie, jednak wyglądał na nieco wyczerpanego i zdenerwowanego. Do tego na jego łapie był bandaż.
— Brokuł! — miauknęło, witając się z bratem.
— Koperek! Dawno cię nie widziałem. Co u ciebie? — zapytał już znacznie bardziej rozpogodzony.
— Właściwie… Nic ciekawego? Przyszłom po kocimiętkę i przy okazji wpadłom w odwiedziny. A co z tobą? Wyglądasz na zdenerwowanego. I co masz na łapie? Wygląda jak…czy to coś jak pajęczyna? — zapytało, wąchając z zainteresowaniem łapę białego.
— To tylko rana. Nic wielkiego. Pajęczyna? Nie wydaje mi się. To akurat jak dobrze pamiętam, nazywamy bandażem — uśmiechnął się lekko. — Byłem u Obcinacza. Tym razem jednak skończyło się na samym badaniu i wyleczeniu. Spotkałem za to ciekawą towarzyszkę. Wydaje mi się…że mogła być kiedyś też z klanu, ale mogę się mylić. Miała zabawną rybkę na czole. Nazywała się Oświeconą. Nieco dziwna kotka… Brzmiała, jakby miała coś z głową. I podobno widziała jeszcze w do niedawna rzeczy, które nie istnieją…uwierzyłobyś? Jakieś zmutowane króliki — wyjaśnił, a Koper uniosło ogon zaintrygowane.
— Musiała mieć halucynacje. Oby ci…dwunożni dobrze się nią zajmowali — stwierdziło, a następnie przejrzało się dookoła. — Chyba muszę się już zbierać. Do zobaczenia Brokule! — zawołało, zabierając jeszcze ze sobą kocimiętkę.
Zjeżyło się lekko. Rozmowa zdecydowanie zajęła mi za długo i teraz zapewne będzie musiało wracać już po zachodzie słońca. Wzruszyło tylko ramionami i prędkim krokiem ruszyli w stronę terenów Klanu Wilka.

Wyleczeni: Rybkowa Łapa (Oświecona)

27 marca 2026

Od Roztargnionego Koperka CD. Chudej Łapy

Jakiś czas temu

Roztargniony Koperek postanowiło wybrać się z samego rana na zbiór ziół. Nie było to jakieś nowe postanowienie, bo robiło to niemal codziennie. Czasem nie przynosiło zbyt wiele, wolało raczej wychodzić tylko dla samej idei spaceru. Tym razem znalazło przynajmniej trochę pajęczyn. Poranek był jak zwykle spokojny. Dopiero w okolicach południa zaczęli przychodzić z jakimiś skargami. A to drzazga w łapie, a to łapa skręcona. Taka była codzienność medyczki i jej asystenta. I tak było, dopóki nie zawitała do nich dwójka uczniów wojownika. Koper z pobłażliwym uśmieszkiem na ustach obserwowało, jak Chuda Łapa ciągnął za sobą cielsko Grubej Łapy. Sytuacja wyglądała na co najmniej komiczną, dopóki nie zobaczyło stanu łapy rudzielca. Pokiwało głową na boki z niedowierzaniem. Obserwowało jeszcze przez chwilę przezabawną scenkę między braćmi. Wiedziało z boku jak Chudy z trudem łapię powietrze i niemal się zaśmiało.
“Interesujący kandydaci na wojowników” prychnęło w myślach.
Podeszło do Grubej Łapy, oglądając jego stan. Zanim jednak zaczęło brać się do roboty, zauważyło drugiego ucznia. Spojrzało w stronę podchodzącego do niego burasa i zmarszczyło lekko brwi.
— CHCĘ ZOSTAĆ UCZNIEM MEDYKA! Zrób go ze mnie byle szybko! — zawył uczeń. Koper nieszczególnie spodziewało się słów, które wypowiedział. Zmrużyło oczy nieco bardziej, a następnie zaczęło się śmiać.
— Z czego się śmiejesz! — zawołał Chuda Łapa, a Koper wytarło łezkę rozbawienia z kącika oka.
— Nie, nie, nic takiego. Jesteś tylko przezabawnym uczniem — odparło, już odrobinę się uspokajając.
Chuda Łapa skrzywił się niechętnie.
— Obawiam się, że z tym to nie do mnie — dodało, kierując swój wzrok na Cisowe Tchnienie.
Kotka wzruszyła tylko ramionami.
— Jak sobie chcesz, ale to ty go uczysz — mruknęła, dalej zajmując się jednym z pacjentów.
— Chuda Łapo… Prawdopodobnie zaczynasz już wkrótce — miauknęło, kładąc swoją ogon przed łapy. — Tylko nie myśl, że to takie proste. Jesteśmy w Klanie Wilka, więc niestety musisz pobrać też wiedzę wojowniczą — mruknęło powoli. — Chociaż być może ja będę mogło czegoś cię nauczyć… — dodało szeptem.
Bury kiwnął głową.
— A teraz idź. Dopóki nie jesteś uczniem medyka, wykonuj swoje obowiązki jak najlepiej — kiwnęło głową na pożegnanie.

Po mianowaniu Chudej Łapy na ucznia medyka

Roztargniony Koperek poklepała swojego ucznia po barku.
— No to teraz czeka cię więcej nauki. Powinieneś już mieć opanowane jakąś część ziół… — miauknęło. — Wiesz może, jak leczyć bezsenność? — zapytało, wpatrując się w Chudego.
I być może dostałoby nawet odpowiedzieć, gdyby nie wejście Kryształowej Łapy. Uczennica zaczęła mówić o swojej dolegliwości, a Koper niemal od razu rozpoznało w jej opisie ból stawu. Tym bardziej że nie wyglądało to na złamanie, a nie miało też rany. Spojrzało bokiem na ucznia i wysunęło go do przodu.
— Nie widać żadnej rany na łapie, prawda? Złamania również nie ma — zaczęło. — Jak sądzisz, co jej dolega? I w jaki sposób ją wyleczyć? — zapytało, drapiąc się przez moment za uchem. — To jest, jak na razie coś, co jeszcze trochę wykracza za twoją wiedzę, więc jeśli odpowiesz źle lub niedokładnie to nic. Wytłumaczę — zapewniało z łagodnym uśmiechem.

<Chudy?>

[471 słów]

[5%]

Wyleczeni: Kryształowa Łapa


20 marca 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Księżycka (Księżycowej Łapy)

Jakiś czas temu

Roztargniony Koperek jak zwykle wstało już o świcie. Głównie dlatego, że późniejsza upalna pogoda nie będzie się nadawać do zbierania ziół. Mimo to typowym dla jeno było wstawanie tak wcześnie, więc i po tych swoich kilku godzinach snu czuło się prawie jak nowo narodzone. Umyło futerko, zjadło drobną mysz, a także jedno z ziół wspomagających trakcie wycieczki. Nadstawiło uszy, słysząc kasłanie gdzieś z boku. Stwierdziło, że poszuka przed podróżą chorego, aby nie roznosił choroby. Chorym okazał się Tygrysia Noc. Szkoda tylko, że wszystkie zioła na biały kaszel dolegający kocurowi właśnie się skończyły lub ewentualnie uschły. Liliowy zaklął cicho pod nosem, stwierdzając, że jednak będzie musiał wybrać się także do legowiska dwunożnych, co znaczyło również, że będzie musiał pokonać rzekę, a także cholerną Drogę Grzmotu. Z reguły nie chodziło na spacery po zioła w tamte strony, robiła to raczej Cisowe Tchnienie. Dziś jednak nie najlepiej się czuła, więc Koper ostatecznie postanowiło wybrać się w tę okropną podróż same. Wyszło z obozu i ruszyli w stronę Ciernistego Drzewa. Gdy było już nieopodal, rozejrzało się za wszelkim niebezpieczeństwem, czy potrzebnymi w klanie ziołami. Jaki Wielki był jeno zawód, gdy obok drzewa nie wyrosła magicznie żadna kocimiętka. Ruszyło w stronę rzeki, mrucząc cicho niezadowolone, gdy było wystarczająco blisko, aby słyszeć jej głośny szum. Przeskoczyło na drugą stronę przy pomocy kamieni. Ja jednym z nich oczywiście omsknęła się jeno noga i już myślało, że może zacząć modlitwy, ale na szczęście wyszło z tego całe. Woda postanowiła jednak nie oszczędzić jego łap, które aktualnie były doszczętnie zmoczone. Wytrzepało futro, myśląc, że taka kąpiel jednak się jeno przyda. Podeszło bliżej Drogi Grzmotu i tak przed wejściem na nią wylizało trochę swoje łapy. Gdy skończyło, zauważyło jadącego Potwora. Po chwili nie widząc już żadnych przeszkód w pobliżu, szybko przebiegło przez ciepłą jezdnię. Pręgowany szybko stwierdził, że chętnie zaznałoby kolejnej kąpieli łap, które aktualnie były aż za ciepłe po przejściu przez drogę. Szło dumnym krokiem jeszcze kawałek dalej, gdy nareszcie dotarło do domostw dwunożnych. Przedostało się, skacząc na płot, który nie stanowił dla jeno żadnej przeszkody. Przeciągnęło się i zaczęło węszyć w poszukiwaniu ziół, dopóki nie usłyszało za sobą czyjegoś głosu. Podskoczyło przerażone i schowało się w krzakach, mając nadzieję, że niebezpieczeństwo szybko odejdzie. Zagrożenie siedziało jednak przed nim, przechylając głowę w bok.
— Co ty robisz? — zapytał nieznajomy o dziwnym według Kopra zapachu.
Niby było w nim coś znajomego, jednak słaby węch nie pozwalał odgadnąć liliowemu, co konkretnie było z nim nie tak. Zapach kota, który pachnie trawą.
— Zioła. Masz tu kocimiętkę — mruknęło bardzo cicho, a po chwili usłyszało, jak kocur się drapie za uchem.
— A po co? — zapytał nieznajomy i to był ten moment, w którym Koper zdecydowało się wyjść z krzaków.
Widząc białe futro całe w zielonej barwie, a także niebieskie oczy, tak podobne do tych jeno cętkowany drgnął lekko, odsuwając się nieznacznie.
— Wybacz. Chyba nie powinno mnie tu być — szepnęło, a w jego oku zakręciła się łezka.
Kocur tak bardzo przypominał jego zaginionego brata, że asystent medyczki zaczął się nagle zastanawiać czy nie był to on.
— Coś się stało? Jak masz na imię? Jesteś…dziki? — zapytał radioaktywny kocur z lekkim, przyjaznym uśmiechem na pyszczku. — Dziwnie pachniesz. To te całe zioła? — zainteresował się.
— Ja… Nic się nie stało. Nazywam się Roztargniony Koperek. Co ma znaczyć, że jestem dzikie? — zmarszczyło lekko brwi.
— No wiesz. Czy jesteś…z lasu — zaśmiał się biały, a liliowy mógł niemal zauważyć jak w oku kocura przebiegła podejrzana iskra, gdy wypowiedziało swoje imię.
— Ach! Zgadza się — mruknęło. — Pachnę ziołami, to prawda. Jestem medykiem Klanu Wilka — uśmiechnęło się słabo.
Pręgus wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł zemdleć lub nawet gorzej, uciec.
— Ktoś mi kiedyś o tym opowiadał. Bardzo słabo to pamiętam — zaśmiał się trawiasty. — Dziwne, że cię kojarzę? — spytał nieco ciszej, marszcząc lekko nosek. — Jestem Brokuł — dodał po chwili, a Roztargnionemu aż zakręciła się łezka w oku.
— Nie to nie może być aż tak wielki zbieg okoliczności — wymamrotało, pocierając nerwowo nos. — Od zawsze tu jesteś? — zapytał liliowy, nerwowo wbijając pazury ziemię.
— Nie sądzę. Chili mówiła mi, że któregoś dnia po prostu przyjechałem tu autem ze swoimi właścicielami — miauknął, a po chwili się otrząsnął. — Ale po co właściwie te pytania? — uniósł lekko brwi.
— Jesteś Brokuł. Ja…byłom Koper — zaczęło powoli, próbując wyjaśnić. — Mam siostrę Brukselkę. Brukselkową Zadrę. Pamiętasz swoją mamę? Miała na imię Kalafior? Ona teraz… nie żyje — rozkręcało się powoli, a jeno głos zdawał się coraz bardziej nerwowy.
— Czyli sugerujesz, że możemy być rodzeństwem? — podsumował, kładąc ogon przed swoje łapy. — To całkiem możliwe. Kojarzę cię. Wiesz, teraz nawet lepiej. Pamiętam, ale…jako kociak był…oś inne? Bardziej skryte, ciche — mruknął, sięgając pamięcią gdzieś w zakamarki swojego móżdżku.
— Niektóre wydarzenia mnie zmieniły. Pamiętasz moje kłótnie z Brukselką? Aktualnie się dogadujemy — uśmiechnęło się słabo. — Jestem asystentem medyka, wiesz? Moje marzenie się spełniło. Co prawda miałom po drodze pewną przeszkodę, ale już jest dobrze. I mam dwie córeczki — skróciło, uśmiechając się nieco szerzej, gdy wspomniało o Cykorii i Aksamitce. — Nie chciałbyś…wrócić? — spojrzało bratu w oczy z nadzieją, której same się po sobie nie spodziewało.
— Wolniej. Chcesz, żebym wrócił? — widocznie zmarkotniał. — Nie mogę. Straciłem…to coś. Trafiłem do Obcinacza. Ucieczka nie jest już czymś, co mnie interesuje — dodał, uśmiechając się lekko. — Ale cieszę się twoim szczęściem. Przyprowadź kiedyś ze sobą kogoś z rodziny. Chętnie zobaczę, kim są teraz. I oczywiście chętnie poznam kiedyś twoje córki. Myślę, że powinnoś już wracać. Niedługo będzie zbyt upalnie, aby bez strat przejść przez jezdnię — miauknął. — Odwiedź mnie kiedyś jeszcze! I do zobaczenia! — rzucił jeszcze, chowając się w legowisku dwunożnych chwilę po tym, gdy usłyszał ich głos.
Koper zabrało trochę kocimiętki i kilka innych ziół, które znalazło po drodze, po czym wróciło do obozu.

***

Od razu po powrocie, widząc Tygrysią Noc, zabrało go do legowiska medyka, żeby wyleczyć go z białego kaszlu. Gdy wojownik odszedł w inną część lecznicy, położyło się w kącie, chwilę odpoczywając. Cisowego Tchnienia nie było, więc szybko uznało, że wyszła po zioła. Miało tylko nadzieję, że poszła z kimś. Było same tylko przez chwilę. Wkrótce legowisko odwiedziła Jaskółcze Ziele wraz z Księżyckiem. Widząc białe futro i wielkie niebieskie oczy nagle prychnęło. Spojrzało na kotkę i zaczęło się zastanawiać czy to aby na pewno jej kocię. Koprowi przeszło nawet przez myśl, że niebieskooki nadawałby się na ucznia medyka. Posłało więc w stronę Jaskółki pytające spojrzenie. Zaczęli też rozmowę. Słysząc pytanie, czy należy do złych kotków, parsknęło śmiechem.
— Pff, przepraszam, co? — uśmiechnęło się, podchodząc do białego. — Nie za bardzo. Znaczy, nie wydaje mi się — zamotało się przez moment. — Więc jeszcze raz, co ci dolega? Masz zachrypnięty głos. Czyżby kaszel? — zapytało, unosząc brwi.
— Kaszel? Chyba? — spojrzał na kota załzawionymi oczkami. — Tu coś wypadło — mruknął, wskazując na swoją klatkę piersiową.
Liliowy nagle wybuchnął śmiechem.
— Jestem Roztargniony Koperek. Dla ciebie może być…asystent Koper. Byle nie pan. I rany! Zabawny jesteś kociaku — miauknęło, wycierając wyimaginowaną łezkę z kącika oka. — Nic nie wypadło. To normalne. Kaszel jest w płucach. Odrywa się, dlatego czasem boli. To nic. Zaraz się tym zajmiemy — miauknęło, podając kociakowi odpowiednie zioła.
Spojrzało na Jaskółcze Ziele i uśmiechnęło się słabo.
— To twój kociak prawda? — zapytało, a kotka kiwnęła tylko głową. — Zostanie wojownikiem? — uniosło lekko brwi.
— Z całą pewnością. Nie pozwolę mu gnić i marnować się tutaj — odparła kotka, wychodząc z legowiska wraz z kociakiem.
— Rozumiem. Do zobaczenia — odmruknęło tak samo oschłym tonem.

<Księżycku?>

Wyleczeni: Tygrysia Noc, Księżycek (Księżycowa Łapa)

Od Roztargnionego Koperku

Jakiś czas temu

Po odwiedzinach jednego z jakiś czas temu mianowanych uczniów wojownika zaczęło poważnie rozważać nad tym, czy nie powinno znaleźć kogoś, kto pomoże w legowisku medyków. Wiedziało, że Cisowe Tchnienie ma już swoje księżyce i nie jest tak samo wydajna, jak dawniej. Ostatnio coraz częściej musiała odpoczywać przy pracy, choć zarzekała się, że daje sobie radę. Wiedziało jednak, że kotka posiada pokłady wiedzy, której jeno brakuje. W końcu była mentorka była lepsza w rozpoznawaniu ziół. To też, gdy Chuda Łapa zajrzał ostatnio do legowiska medyka, zaczęło wykazywać nim nieco większe zainteresowanie. Mizernie wyglądający, zapewne łamią mu się kości, gdy choćby próbuje z kimś walczyć. Naprawdę dziwiło go, że uczeń przybył do niego z kolcem w łapie, a nie ze złamaną kością. Zdecydowało się więc na swoją pierwszą i zapewne ostatnią rozmowę z Zalotną Gwiazdą. Korzystając z tego, że kotka była akurat na zewnątrz podeszło i przywitało się skinięciem pyska.
— Witaj Zalotna Gwiazdo — mruknęło. — Czy możemy porozmawiać? — zapytało z chłodnym wyrazem pyska.
Miało szczerą nadzieję, że kotka zgodzi się na jeno propozycję.
Szylkretowa kocica zwróciła głowę w jego stronę. Wyraz jej pyska nie zdradzał żadnych emocji, był niemal kamienny.
— Możemy — odparła spokojnie. — Czy to rozmowa, która powinna odbyć się w nieco bardziej ustronnym miejscu? — zapytała po chwili, przenosząc wzrok na wejście do swojego legowiska.
Widząc wyraz pyska kotki, odrobinę się rozluźniło.
— Nie sądzę. Bardziej ustronne miejsce nie powinno być tu potrzebne. Chociaż jeśli chcesz rozmawiać na osobności, to oczywiście — miauknęło nieco chłodnym, lecz nie wyniosłym tonem. — Chodzi o ucznia — zaczęło, powoli nakierowując konwersację na dany, potrzebny jeno temat.
Zalotna Gwiazda uniosła jedną brew do góry.
— Tak? — mruknęła. — Czyżby Cisowe Tchnienie powoli szykowała się do odejścia ze swojego stanowiska? — zastanowiła się, po czym strzepnęła końcówką ogona.
— Z tego, co wiem, jeszcze nie planuje odejść. Starzeje się, ale nie wygląda, jakby to planowała — miauknęło, ostrożnie dobierając swoje słowa.
— No nic. W Klanie Wilka faktycznie przyda nam się świeża krew do leczenia kotów — mruknęła.
Roztargniony Koperek zmrużył lekko oczy i westchnął cicho.
— Czy mogłobym może zasugerować jednego z...uczniów? Oczywiście, jeśli to nie problem, wysłucham również twojej propozycji — mruknął, wpatrując się w kotkę, tak jakby w każdej chwili mogła go zaatakować. Tylko wtedy zabrakłoby im medyków.
Liderka odchrząknęła.
— Możesz mówić. Chętnie usłyszę twoją sugestię.
Nabrało odrobinę powietrza w płuca.
— Chuda Łapa. Jest wychudzony no i z tego, co mi wiadomo, ma problemy z oddychaniem — miauknęło po chwili. — No i zdaje mi się, że wykazuje minimalne zainteresowanie ziołami.
Zalotna Gwiazda wyglądała jakby na moment zamarła. Koper oczywiście szybko się domyśliło, o co mogło chodzić.
— Mhm... A powiesz mi, jak u niego z wiarą? — zapytała, wlepiając zamyślone spojrzenie w łapy. — Chyba że nie wiesz.
Koper uniosło lekko ogon na to zapytanie. Już dawno połączyło kropki i uświadomiło sobie, że coś jest nie tak z wiarą w Klanie Wilka. Co prawda wielu wierzyło w Klan Gwiazdy, jednak znajdowali się też tacy, którzy wydawali się nastawieni niezbyt chętnie. Do tego fakt, że żaden z medyków klanu nie miał snów. Przełknęło ślinę i polizało się po piersi.
— Nie jestem pewien... Ale można go, by pewnie nakierować...na cokolwiek trzeba — mruknęło dosyć cicho, ale wystarczająco głośno, aby kotka była w stanie jeno usłyszeć.
Liderka skinęła głową.
— To dobrze... Porozmawiam jeszcze z Chudą Łapą na osobności i zadam mu kilka pytań — oznajmiła. — Jeśli przejdzie test pomyślnie, myślę, że nie widzę przeszkód ku temu, by mógł zmienić swoją ścieżkę nauczania.
— Dobrze. Dziękuję za rozmowę Zalotna Gwiazdo — kiwnęło lekko głową z szacunkiem do przywódczyni, a następnie wróciło do swoich obowiązków.

01 marca 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Cisowego Tchnienia

Jakiś czas temu

Koper zastrzygło lekko uchem zaintrygowane słowami medyczki.
— Jak to nie miała być medyczką? Co masz przez to na myśli? — zapytało, siadając nieopodal. — Była inteligentna. Takie koty zawsze są lepszymi medykami — mruknęło, cicho, a następnie pokręciło niemrawo głową. — Wiesz co? W sumie nieważne. Nie będę rozmyślać nad sprawą zdrajców — dodało, przymykając oczy, jakby usiłowało, nadać swojemu tonowi więcej spokoju niż w rzeczywistości akurat miało.

Kilka księżyców później

Roztargniony Koperek obejrzało się na śpiącą byłą mentorkę. Zmrużyło lekko oczy, słysząc, jak cicho miauczała coś przez sen. Wzruszyło ramionami, nie chcąc podsłuchiwać myśli szylkretowa. Wyszło z legowiska medyków, rozglądając się dookoła. Był świt, a większość Klanu Wilka nie była jeszcze na nogach. Ujrzało za to nieopodal srebrny ogon wystający zza legowiska wojowników. Podeszło nieco bliżej, aby przyjrzeć się kto to. Tym bardziej, że kot ten wydawał nieco przeraźliwe dźwięki, podobne do kasłania. Widząc Kwaśną Kocankę, uniosło lekko brwi.
— Witaj Kwaśna Kocanko… Ty dobrze się czujesz? — zapytało, unosząc lekko brwi.
Kotka odwróciła się gwałtownie, odrobinę jeżąc futro. Najwyraźniej chciała przegonić asystenta medyka, jednak jej głos akurat zamarł, sprawiając, że wydała z siebie tylko słaby pisk. Skrzywiła niebieski pyszczek i machnęła dosyć agresywnie ogonem.
— Wiesz, niezbyt — mruknęła słabo, a Koper mogło zauważyć, jak kotka przewraca oczami.
— Chodź, zajmę się tobą — westchnęło cicho, kierując się w stronę lecznicy.
— Wiesz, chyba wolałabym nie. Słyszałam różne rzeczy o tym miejscu — miauknęła z minimalną pogardą w głosie, a Koper tylko prychnęło, wchodząc do środka.
— Dzień dobry Cisowe Tchnienie. Mogłabyś zająć się Kocanką? Ja w tym czasie przyniosę zwierzynę. Tylko nie daj jej uciec, bo chyba ma takie plany — prychnęło rozbawione.
Gdy już wróciło Kocanka leżała w jednym z legowiska już po przyjęciu medykamentu. Położyło na ziemi średniej wielkości mysz i zaczęło ją przeżuwać, dzieląc się z szylkretką.
— Myślę, że Zalotna Gwiazda jest odrobinę przerażająca — zaczęło bardzo cicho. — Ale to nic. Jest silna, a to siła liczy się w naszym klanie. Nie rozumiem tylko jej wyboru co do dwóch zastępców… Nie wystarczyłby tylko jeden? Czy to nie skończy się kolejną bitwą o przywództwo…? — mruknęło, bardzo cicho uważając na chorych śpiących nieopodal. — Nie powinno poruszać tego tematu, prawda? — zapytało po chwili, jakby z nagłą skruchą w głosie.

<Cis?>

Wyleczeni: Kwaśna Kocanka

08 lutego 2026

Od Roztargnionego Koperka

Pora Nagich Drzew była co najmniej paskudna. Wiadomo, zimno. Klan Wilka dodatkowo stracił też wiele wojowniczych łap, więc nie dziwota, że koty miały najzwyczajniej w świecie puste żołądki. Liliowy kot przeciągnął się lekko, czując nieprzyjemny skurcz w brzuchu. Miało szczerą nadzieję, że jeśli ono nie będzie jeść, to chociaż pożywi się jakiś kociak. Poza tym samo nie miało ochoty jeść. Ból głodu zdawał się jeno niczym, przy bólu, jaki odczuwało w móżdżku. Naprawdę długo z nikim nie rozmawiało, nie licząc medyczki, której z boku mogło słyszeć bardzo nierówne pochrapywanie. Nadstawiło uszu, obserwując kotkę, która najwidoczniej przez coraz to słabsze oddechy nie była w stanie spać. Zmęczona wstała ze swojego legowiska i mozolnymi ruchami ruszyła w stronę stosu ziół, zjadając trochę jagód jałowca. Już po kilku uderzeniach serca na nowo leżała na swoim mchu. Roztargniony Koperek wzruszyło ramionami i podeszło do kocich medykamentów. Zasoby byłby co najmniej ubogie. Dlatego też szybko postanowiło wybrać się na ich poszukiwanie. Wychodząc z legowiska medyka, zauważyło tylko ogon, który najprawdopodobniej należał do nikogo innego jak Piołunowego Dymu, który zawitał u medyków już wiele razy. Cętkowany miał ochotę się wrócić, aby mu pomóc, jednak szybko sobie uświadomił, że zawsze może jeszcze obudzić Cisowe Tchnienie. W końcu ono miało inną misję.

***

Nie znalazło zbyt wiele ziół, niewiele z nich nadawały się na szczęście do użytku. Zbiory ubogie, a oprócz tego jeszcze samo musiało trochę z nich wybrać, gdy leczyło ranę po kolcu w jednej ze swoich łap.
Odkładali akurat zioła na swoje miejsce, gdy do legowiska zajrzała Iskrząca Nadzieja skarżąca się na okropną bezsenność i jak stwierdziło Koper również halucynacje.
— Mogłaś przyjść nieco wcześniej… — mruknęło cicho, widocznie zmartwionej kotki, która księżyce temu straciła swojego partnera. — Pamiętaj, że zawsze możemy porozmawiać — miauknęło nieco ciszej, po czym poszło po ziarna maku. — Przychodź co wieczór, przed snem — dodało jeszcze kotce na odchodne.

***

Po jakimś czasie do legowiska zajrzała też Nadciągający Pomrok, skarżąca się na tak nienaturalne w Porze Nagich Drzew duszności. Koper podało jej ostatnią porcję lubczyku i westchnęło z ulgą. Było już tak późno, że miało nadzieję na koniec dzisiejszych dolegliwości. Jako późna wisienka na torcie, wyleczyło jeszcze Cienistą Zjawę, skarżącego się na ból łapy. Chwilę po tym zmęczenie zwaliło go z łap i usunęło lulało, gdy tylko przyłożył głowę do mchu.

Wyleczeni: Cisowe Tchnienie, Piołunowy Dym, Roztargniony Koperek, Iskrząca Nadzieja, Nadciągający Pomrok, Cienista Łapa/Zjawa

28 grudnia 2025

Od Roztargnionego Koperka

Przed ucieczką zdrajców Klanu Wilka

Roztargniony Koperek przeciągnęło się intensywnie, mlaskając językiem. W ustach czuło jeszcze posmak wczorajszej myszy, z paskudnie mokrym futrem. Ulewa doszczętnie wszystko niszczyła, a co za tym idzie, zwierzyna niechętnie wychodziła ze swoich kryjówek. Sprawiło to, że Klan Wilka nabył kilku chorych. Liliowy spojrzał na zioła, których raczej nie było zbyt wiele i fuknął niezadowolony.
“Co zrobimy, jeśli będzie tak dalej?” pomyślało z grymasem na pysku.
Potrząsnęło lekko futrem, widząc zaglądającego do legowiska Stroczkową Łapę. Kocur miał już zacząć mówić, ale zamiast tego zakaszlał.
— Mhm rozumiem — zaśmiało się cicho, szukając w stosie kocimiętki.
Podało uczniowi ziółko z łagodnym uśmiechem na ustach.

Aktualnie

— Moja głowa… chyba zaraz wybuchnie — mruknął Piołunowy Dym, usiłując rozmasować łapą okropne bóle. — Nie mogę się przez to skupić — dodał, kierując swój wzrok na Cisowe Tchnienie. Za to Cis spojrzała wprost na swojego asystenta.
— No? Ja jem — mruknęła, udając, że zajadła się zwierzyną, którą już dawno skończyła.
Koper przewróciło tylko oczami, podchodząc do kocura z potrzebnymi ziołami. Już po chwili pożegnali oboje wojownika.
Liliowy westchnął przeciągle.
— Bez Jarzębinowego Żaru to nie takie proste — rzuciło krótko w stronę byłej mentorki, po czym wyszło z legowiska. Wzięło ze stosu wiewiórkę i zjadło część, będąc już na miejscu. Drugą część odłożyło na bok, na później.
— Wychodzę — miauknęła Cis. Za moment jednak się wróciła, przyprowadzając ze sobą Jaskółcze Ziele. — Mówi, że ma coś nie tak z gardłem.
Koper kiwnęło głową, podało zioła kotce i pożegnało ją, zajmując się swoimi sprawami.

Wyleczeni: Stroczkowa Łapa, Piołunowy Dym, Jaskółcze Ziele

20 grudnia 2025

Od Roztargnionego Koperka

Roztargniony Koperek wróciło do obozu po znalezieniu jeżyn, od razu wręczając je mamie. Polizało Kwitnący Kalafior po uchu, na co dostało krótkie mruknięcie.
— Dziękuję — mruknęła, zjadając jedną z jeżyn. — Nie chciałobyś też znaleźć odrobinę miodunki? Obiecuję, że po tym już nic nie będę chciała — uśmiechnęła się, patrząc ciepło na swoje kocię.
— Oczywiście mamo. Coś jeszcze? — odparło, odsuwając się kawałek od białej kotki.
— Ach i Ognikowa Słota cię szuka. Podobno wbił się jej w grzbiet jakiś naprawdę uparty kleszcz — rzuciła kotka.
Koper kiwnęło jeszcze jej głową na pożegnanie, kierując się w stronę legowiska medyków. Widząc, że Cisowe Tchnienie po powrocie ze zbioru ziół leczyła już Słotę.
— Idę po miodunkę — rzuciło w stronę kotki, kierując się w stronę dalszej części terenów Klanu Wilka.
Łapy jakby same pokierowały jeno w stronę wilgotnych terenów, gdzie najprawdopodobniej mogło znaleźć trochę miodunki. Przyglądało się przez moment rzeczce. Zanurzyło w niej powoli łapy, dopływając do drugiego brzegu. Widząc kolorowe kwiatki, zebrało trochę rośliny, wracając z roślinnym ekwipunkiem do obozu.

***

— Wróciłom — miauknęło, wręczając mamie miodunkę. — Muszę jednak już iść, Makowa Łapa pytała, czy mam chwilę, żeby sprawdzić, co jej dolega — dodało, wychodząc w legowiska starszych.
Weszło do legowiska medyków, a z tego, co wywnioskowało po uderzeniu w bok, za nim wbiegł jakiś prawdopodobnie uczeń. Odwróciło się nagle, widząc czarną jak noc młodą kotkę.
— Przepraszam! — miauknęła kotka, na co Koper tylko się zaśmiało.
— Tak, tak. Dzień dobry Makowa Łapo. Co cię tutaj sprowadza? — uśmiechnęło się lekko, przyglądając się kotce. — Czyżby coś z łapami? Strasznie nierówno biegasz — mruknęło po chwili, wnioskując to z wcześniejszych uderzeń łap kotki o ziemię.
O ile węch miało okropny, tak słuch był już znacznie bardziej wyostrzony. Zrobiło kotce okład z ziół i odesłało ją, aby odpoczęła.

Event: miodunka

Wyleczeni: Ognikowa Słota, Makowa Łapa

Od Roztargnionego Koperka CD. Cisowego Tchnienia

Liliowy przeciągnął się, otwierając leniwie oczy, by spojrzeć na lekko rozrzucone zioła. Wyjątkowo długo spało, co najpierw wydawało się dla jeno dziwne. Przypomniało sobie jednak, że wczoraj wzięło ziarenko maki na lepszy sen. Ostatnio, gdy tylko próbowało zasnąć, jeno legowisko wydawało się jak z kamieni, a gdy w końcu wpadało w objęcia Morfeusza, miewało koszmary. O śmierci ojca i Borsuczej Puszczy skręcającej mu kark. O początkach choroby matki. O starych czasach i jeno kontaktach z Brukselkową Zadrą. Czy nawet o głupich rozmowach z Kosaćcową Grzywą na wszystkich zgromadzeniach. Wszystkie kończyły się jakoś inaczej, niż je pamiętało. Dziwnie tragicznie. Poniekąd właśnie to sprawiało, że wróciło stare Koper. Pusta arogancja znowu dawała popalić jeno najbliższym, a futro jeżyło się od końca ogona aż do czubka głowy za każdym razem, gdy ktoś próbował z jeno porozmawiać. Co jakiś czas przychodziły momenty, w których nie wiedziało nawet, kim jest. Myślało wtedy, że to taki sezon, gdyż nigdy nie przepadało za Porą Zielonych Liści. Szybko jednak się okazało, że po prostu znowu zostało zabrane jeno coś, co kochało. W tym przypadku były to córeczki, które aktualnie wiodły nowe życia na ścieżce ku byciu najlepszymi wojowniczkami, o jakich słyszały klany. Koszmary przychodziły zawsze, gdy traciło coś lub kogoś bardzo ważnego. Otworzyło znowu oczy, mrugając kilka razy. Wstało i powoli rozejrzało się po legowisku medyków. Cisowe Tchnienie dalej spała. Zdawała się nieświadoma chaosu, który właśnie powstawał na zewnątrz. Podobno zniknęło kilka kotów. Pierwszą myślą Kopra było to, że może po prostu przedwcześnie wyszli na patrol. Po chwili jednak dotarła do jeno informacja, że tych kotów było co najmniej ośmiu. Zjeżyło futro, szukając wzrokiem Jarzębinowego Żaru, jednak kotki również nigdzie nie było. Wyszło z legowiska, rozglądając się za znajomymi pyszczkami. Zauważyło siedzącą z boku Cykoriową Łapę i odetchnęło z ulgą. Podeszło do kotki.
— Nie ma Stroczkowej Łapy! — miauknęła, oznajmiając w ten sposób, że to już dziewiąty kot, który zniknął.
— Czy wiesz już, kogo nie ma? — zapytało, ale po chwili potrząsnęło głową. — Kosaćcowa Grzywa jest? — mruknęło, bardziej konkretnie wypytując córkę. Miało szczerą nadzieję, że doprowadzi jeno to na trop młodszej medyczki.
— On chyba też zaginął. Przeszukiwali tereny, ale nikogo z nich nie znaleźli. Czemu pytasz? — odparła kotka, rzucając na końcu szybkie pytanie, choć wyraźnie widziała iskierkę przerażenia w jeno oku.
— Nieważne — mruknęło, nie chcąc odpowiadać. W końcu co jeśli bez powodu uznało koleżankę z legowiska za zdrajczynię? Postanowiło więc czekać z nadzieją, że jednak wyszła tylko po potrzebne zioła.
Południe
Roztargniony Koperek siedziało obok legowiska, przyglądając się wszystkim dookoła. Dla wszystkich sprawa była już jasna. Dziesięć wronich karm postanowiło uciec niczym tchórze z Klanu Wilka. W tym także koty w jakiś sposób dawniej ważne dla Kopra. Liliowy skrzywił się na myśl o Jarzębinie i Kosaćcu, jednak po chwili zupełnie wyrzucił ich ze swoich myśli, przypominając sobie, że to tylko bezużyteczni zdrajcy.
Spojrzało bokiem na Blade Lico, mrużąc oczy. Stał obok jeno, przyglądając się.
— Przekonaj jakiegoś ucznia, żeby przyniósł mi wiewiórkę, dobra? — zapytał byłego ucznia.
— Jasne — miauknęło, ponownie kierując się w stronę Cykoriowej Łapy.
— Coś się stało? — zapytała czekoladowa, a Koper tylko kiwnęło głową na nie.
— Mogłabyś może złapać wiewiórkę dla Bladego Lica? — mruknęło, a kotka kiwnęła głową. — Poszukaj niedaleko obozu w lesie — mruknęło jeszcze kotce na pożegnanie. Kotka wzięła ze sobą dwa inne koty i poszli na polowanie.
— Dzień dobry marudo — rzuciło w stronę przechodzącego obok Kruczego Pióra, który obrzucił go niechętnym spojrzeniem. — Ty chyba powinieneś mnie niedługo odwiedzić, wiesz… — mruknęło kąśliwie. — Albo teraz. Chodź, bo aż śmierdzisz na odległość, współczuję twoim towarzyszom z legowiska — prychnęło, wbijając wzrok w czarnego kocura.
— Ze wszystkich kotów na tym świecie… Dlaczego akurat ty? — przewrócił oczami i po nieco dłuższym namyśle zdecydował jednak, że pozwoli się wyleczyć.
— Podam ci wierzbę białą. Jeśli nie przejdzie, przyjdź ponownie. Tylko tym razem faktycznie przyjdź i nie każ mi siłą wyciągać cię z legowiska — burknęło prześmiewczo, obserwując wychodzącego kocura. — Do widzenia Krucze Pióro! — zawołało za nim jeszcze, choć nie usłyszało nic oprócz jakiegoś nieprzychylnego komentarza o myszojadach czy czymś w tym stylu.

***

Liliowy mył swoje łapy, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok. Biorąc pod uwagę, że w legowisku znajdowały się w tej chwili tylko dwa koty, można było od razu stwierdzić, że oczy wpatrujące się w jeno grzbiet należały do Cisowego Tchnienia.
— Nie, nie mam zielonego pojęcia gdzie Jarzębinowy Żar — mruknęło, wyprzedzając pytanie kotki. — I tak niewykluczone, że poszła z Kosaćcową Grzywą — dodało, odwracając się w stronę szylkretki.
— Musisz coś wiedzieć. Przecież kręciłoś się nieraz przy Kosaćcowej Grzywie. Chyba się przyjaźniliście. Nic na ten temat nie wspominał? — zapytała, mrużąc oczy.
Roztargniony Koperek przygryzło lekko wargę w zastanowieniu. Czy coś jeno wspominał? Raczej nie. Musiało niechętnie stwierdzić, że ich relacja nie polegała na rozmowach, tylko głównie na przepychankach.
— Nie nazwałobym tego przyjaźnią — burknęło, układając kilka ziaren maku, które akurat nie były na swoim miejscu. — Nic mi nie wspominał. Samo chciałobym wiedzieć, gdzie wszyscy są — westchnęło cierpiętniczo. — Myślisz, że będą nas przesłuchiwać? — zapytało, wbijając niebieskie ślepia w oczy kotki.
— Myślę, że powinniśmy wyjść po zioła — odparła, ucinając rozmowę, tak jakby to nie było odpowiednie miejsce ani czas.
Wyjrzało na zewnątrz, widząc Blade Lico rozmawiającego z jeno córką i uśmiechnęło się lekko, widząc wiewiórkę pod łapami kocura.

<Cisowianko?>

Event: wiewiórka

Wyleczeni: Krucze Pióro

14 grudnia 2025

Od Roztargnionego Koperka

Liliowy po długim dniu postanowiło w końcu odwiedzić swoją mamę Kwitnący Kalafior. Znowu wydawała się obolała, choć zarzekała się, że nic jej nie jest. Roztargniony Koperek miało już ochotę pędzić po choćby ziarenko maku dla cierpiącej matki, lecz w ostatniej chwili zostało zatrzymane, czując, jak zatoczyło się lekko do tyłu, od wpływu nacisku, na koniec jeno ogona.
— Coś się stało? — zapytało z uśmiechem na pyszczku.
— Idziesz może po zioła? Lub cokolwiek — zaczęła powoli, a Koper po zamyśleniu kiwnęło głową. — Mogłobyś może znaleźć jakieś jeżyny? Ostatnio, gdy je jadłam, mieszkałam jeszcze u dwunożnych. Gdybyś mogło ich przy okazji poszukać, to byłoby mi bardzo miło — mruknęła uśmiechnięta kotka, a liliowy kiwnął głową.
— Jasne mamo — miauknęło, kiwając mamie głową na pożegnanie.
Przez moment wydawało się być w kropce. Jeno łapy przekroczyły już wyjście z obozu, choć nie było do końca pewne, gdzie mogło znaleźć jeżyny. Szybko jednak przypomniało jeno się, że znalazło kilka jeszcze nie tak dawno.
Ruszyło więc w podróż ku Czarnym Gniazdom, ciesząc się przyjemnym, wieczornym chłodem, tak rzadkim w trakcie Pory Zielonych Drzew.

***

Idąc przez Czarne Gniazda, wkrótce znalazło krzaki mniej więcej własnej wielkości lub trochę wyższe. Podchodząc do nich, prędko rozpoznało w nich krzaczki jeżyn. Zebrało kilka z uśmiechem na pyszczku i przyjrzało się ich stanowi. Widząc, że nie mają żadnych robaków czy innych potworków, wróciło z nimi do obozu, aby oddać je Kwitnącej Kalafior.

07 grudnia 2025

Od Roztargnionego Koperka

W dniu mianowania Cykorii i Aksamitki

Pora Nowych Liści zawitała w Klanie Wilka pełną parą. Na zewnątrz wiał przyjemny wiatr, a zwierzyna zapychała stos. Po surowej Porze Nagich Drzew przykryty śniegiem klan nagle odżył. Powodowało to niemałe szczęście wśród wojowników, a także medyków, którzy w końcu zaczynali zdobywać zioła lepszej jakości niż same ususzone chwasty. Oprócz wiosny nadeszło coś jeszcze. Coś, co ekscytowało dwójkę koteczek w obozie, a także ich rodzica, który siedział w legowisku medyka jak na świerkowych igłach, aby mógł w końcu wyjść do córek. Obiecało, że przed tym wyleczy przynajmniej jednego kota. Tylko że było już późno, a Roztargniony Koperek zaczęło już z nerwów chodzić w kółko.
Gdy w legowisku medyków zawitał czarny pysk, Koper odwróciło się nagle i przywitało z łagodnym uśmiechem na pysku. Mroczna Wizja na szczęście postanowiła nie skomentować sytuacji sprzed chwili i po prostu weszła do środka, kiwając do jeno głową.
— Coś się stało? — spytał liliowy po dłuższej chwili ciszy. — Nie wyglądasz, jakby coś ci dolegało — dodało, gdy już częściowo przejrzało stan kotki.
Kotka pokręciła głową, wzdychając cicho.
— Ząb mnie boli, mogłobyś coś z tym zrobić? — miauknęła i otworzyła pysk.
Koper kiwnęło lekko głową i spojrzało na zęby kotki.
— Damy radę to jeszcze wyleczyć, poczekaj tu chwilę — miauknęło, kierując się w stronę ziół. Wzięło ze sobą korę olchy, po czym podeszło do zielonookiej.
Mroczna Wizja zaczęła przeżuwać korę, a gdy już skończyła, wyszła z legowiska. Kiwnęła jeszcze cętkowanemu, co zapewne miało oznaczać bezgłośne podziękowanie.
Wychodziło akurat na zewnątrz, gdy zauważyło rude futro Tygrysiej Nocy. Zmrużyło lekko oczy i przyjrzało się jego pyskowi.
— Masz coś nie tak z okiem chyba — burknęło w końcu niechętnie, jednak decydując się na wyleczenie kolejnego pacjenta. — Chodź, widzę, że cię boli — miauknęło, kierując się w stronę legowiska medyka, licząc na to, że kocur ruszy zaraz za nim.
Roztargniony Koperek przyjrzało się pyskowi rudzielca, który wyraźnie przymykał lewe oko. Wyglądało to na infekcję. Koper wzięło ze stosu glistnik jaskółcze ziele i nałożyło okład na oko Tygrysiej Nocy.
— No i gotowe — miauknęło z łagodnym uśmiechem na pyszczku.
— Dziękuję Roztargniony Koperku! — miauknął wojownik na odchodne.
Koper wyszło w końcu z legowiska i ruszyło w stronę żłobka. Ujrzało obie córeczki przygotowujące się do mianowania.
— Dzień dobry — miauknęło na przywitanie i liznęło każde z kotek po uchu.
— Zepsułoś mi futro! I czemu myjesz futro pod włos!! — miauknęła Cykoria oburzona, na co usłyszała tylko śmiech ze strony Kopra.
— Ach tak jasne. A wiesz, że futro ci odstaje na grzbiecie? — zachichotało, przyklepując lekko stojący kłaczek córki.
Spojrzało zaraz również na Aksamitkę z łagodnym uśmiechem.
— Jest stres? — zapytało zatroskane. — Na pewno jest. Wierzę, że Nikła Gwiazda da wam najlepszych mentorów w całym Klanie Wilka — dodało z dumą w głosie. — Nie martwcie się. Jeśli będziecie miały problemy, zawsze możecie przyjść do mnie, jasne? — uśmiechnęło się lekko, mrużąc oczy.
Jeszcze trochę i najprawdopodobniej by się rozpłakało ze wzruszenia, lecz głos Nikłej Gwiazdy skutecznie zatrzymał łzy.
— Jasne Roztargniony Koperku — mruknęła jedna z kotek.

***

Liliowy słysząc imię Tygrysiej Nocy, zaśmiał się w duszy.
“Ciekawy przypadek…” pomyślało.
Gdy cały klan wykrzykiwał imiona kotek, Koper zostało zaczepione przez niebieskiego kocura. Odwróciło się nagle przerażone, ale odetchnęło, widząc pysk Zapomnianej Koniczyny.
— Za moment — mruknęło, a zielonooki kiwnął głową.
Cały klan wrócił do swoich zajęć, a Koper ponownie ruszyło w stronę legowiska medyka. Skoro dymny zaczepił jeno podczas tak ważnej chwili, to może coś się stało. Kocur wszedł więc zaraz za Koprem.
— Strasznie drażni mnie coś na grzbiecie! Mogłobyś coś z tym zrobić? To chyba kleszcz, ale strasznie upierdliwy — miauknął zirytowany Koniczynek, a niebieskooki od razu ruszył po mysią żółć. Nie minęło dużo czasu, kleszcz odpadł, wojownik wrócił do swojego zajęcia, a Koper mogło w końcu pójść poszukać swoich córek, aby im pogratulować. Zakładając, że w ogóle je znajdzie, bo pewnie są już z mentorami. Lub są już poza obozem i walczą o przeżycie nocy w lesie…

Wyleczeni: Mroczna Wizja, Tygrysia Noc, Zapomniana Koniczyna

15 listopada 2025

Od Roztargnionego Koperka

Liliowy wstał, rozglądając się po legowisku medyka. Wczorajszy późny wiatr rozwiał część ziół. Parsknęło cicho i wstało, lekko się chwiejąc. Pokręciło głową, przeciągając się z dziwnym strzykiem w kościach. Zamruczało i jak najszybciej wzięło się za odłożenie medykamentów na swoje miejsca. Sortowanie odbyło się tylko przy pomocy węchu i wrażliwych wibrysów, gdyż było jeszcze ciemno. Jedyne oświetlenie zapewniał jasny księżyc, a także odbijający się od jego światła już niezbyt puszysty śnieg. Chłodna pogoda rozeszła się po futrze Kopra, które drgnęło lekko przez zimne powietrze. Zachłysnęło się tlenem, usiłując rozejrzeć się za innymi ziołami. Słaby węch nie pozwalał jednak jeno dostrzec każdego z ziół, dlatego też postanowiło wyjść na zewnątrz. O poranku w innej porze byłoby już od dawna jasno. Okrutna zima sprawiała jednak, że cętkowany czuł się nieswojo, będąc na łapach już teraz. Gdzieś na horyzoncie jednak było już widać minimalne promyki słabego słońca, co sprawiało, że niebieskooki postanowił nie zapadać w ponowny sen. Zamiast tego wybrało się na poszukiwanie ziółek. Jeno chęci szybko spełzły na niczym, gdyż nie mógł znaleźć nawet głupiego patyka. Jeśli już zdobyło jakieś ziele, nie nadawało się już do użytku. Gdy już było wystarczająco jasno, wróciło do obozu. Spojrzało na stos zwierzyny, ale jedyne co na nim leżało to niewielka mysz i ryjówka. Nie sądziło, aby cokolwiek ze stosu było świeże, więc ostatecznie tylko zajrzało do żłobka. W jeno oczy szybko rzuciły się dwie czekoladowe śpiące kulki. Uśmiechnęło się łagodnie i ruszyło w stronę legowiska medyków. Cisowe Tchnienie oraz Jarzębinowy Żar były już na łapach.
— Gdzie byłoś? — zapytała Cisowe Tchnienie, wpatrując się w byłego ucznia.
— Na spacerze i szukać ziół. I zajrzałom też do żłobka — odmruknęło, siadając w swoim ulubionym kącie.
— Ziół nie ma? — miauknęła Cis, a Koper tylko kiwnęło głową na tak. — Jak miewają się kocięta?
— Cykoria i Aksamitka mają się dobrze. Szybko rosną — uśmiechnęło się na tę myśl.

***

Gdzieś w porze Wysokiego Słońca do legowiska zajrzał czekoladowo biały pysk. Już po chwili można było ujrzeć czekoladowo białego kocura już w całej okazałości.
— Witaj Trzcinniczkowa Dziuplo! Co ci dolega? — miauknęła Koper z łagodnym uśmiechem na pysku.
Kocur spojrzał tylko z grymasem na medyka. Koperek pamiętał, gdy jeszcze za czasów bycia uczniem leczył tego samego wojownika. Z pewnością zmieniło się od tamtego czasu.
— Niestrawność — mruknął po chwili, a Koper kiwnęło tylko głową. Wróciło z trybulą w pysku. Podało kocurowi trybulę, a już po chwili usłyszało pożegnanie.

Wyleczeni: Trzcinniczkowa Dziupla

26 października 2025

Od Roztargnionego Koperka CD. Stroczka

Liliowy od rana nie czuł się za dobrze. Kręciło się jeno w głowie, a brak snu bardzo często potrafił niemal zwalać z łap. Całe to zmęczenie powodowało również rozdrażniony wyraz pyszczka Kopra, mówiący tylko jedną informacji, czyli “Nie podchodź, bo ugryzę.”
To też nie do końca podobało jeno się, że Jarzębinowy Żar i Cisowe Tchnienie pozostawiły jeno pod opieką dwójkę kociąt. Spojrzało w stronę Łezki, która smacznie spala, choć już z odległości mogło usłyszeć jej wygłodniały brzuszek. Po chwili wróciło do ponownego układania ziół. Nie było jeno jednak dane dokończyć swojego zadania, gdyż po chwili usłyszało słowa jednego z kociąt. Odwróciło się gwałtownie w stronę arlekina i uśmiechnęło się najpierw dosyć przerażająco. Widząc jednak, jak kociak podskoczył, samo trochę się wystraszyło.
— Jesteś głodny? Hmm… A co byś chciał zjeść? — zapytało, a następnie uśmiechnęło się już znacznie łagodniej. — Zaraz wrócę — mruknęło, wychodząc z legowiska medyka, aby skierować się w stronę stosu ze zwierzyną.
“Zapomniałom przynieść Cykorii i Aksamitce śniadanie… Trudno, zrobię to teraz” pomyślało, decydując się na wzięcie dwóch skromniejszych wiewiórek.
Po chwili ruszyli w stronę żłobka. Szukanie wzrokiem dwóch czekoladowych kulek zamknęło jeno tylko chwilę.
— Dzień dobry maluchy. Przyniosłom wam jedzonko — miauknęło, a po chwili liznęło każdą z kotek po łebku.
Odpowiedziały mu tylko niezbyt zadowolone mruknięcia i dźwięki zjadanej zwierzyny. Uśmiechnęło się lekko i ruszyło z powrotem ku legowisku medyka. Położyło wiewiórkę rzęs Stroczkiem, lekko mu ją podsuwając.
— Może być? — zapytało, kierując swoją wzrok na kociaka. Po chwili usłyszało drobne łapki obok siebie. — Też się poczęstuj Łezko. Wątpię, aby Stroczek mógł zjeść całą wiewiórkę — zaśmiało się, odsuwając nieznacznie od maluchów

<Stroczku? Obudź mnie, jeśli zasnę. Mogę się z wami nawet pobawić!>

Od Roztargnionego Koperka CD. Łezki

Jakiś czas temu

Roztargniony Koperek spojrzało zmęczone na Krucze Pióro, kładąc uszy po sobie zdenerwowane.
— Czego ty nie rozumiesz! Jak nie chcesz paść na pysk podczas walki, to musisz być zdrowy! — warknęło zdenerwowane, kierując się w stronę ziół leczniczych.
— Przecież nic mnie nie boli — mruknął ze skrzywionym pyszczkiem, choć widać było, że przez ugryzienie na łapie ledwo chodził.
— Rzeczywiście! Nic go nie boli. A kto przed chwilą kulał w drodze do głupiego stosu zwierzyny? Jak czujesz się aż tak dobrze, to może jeszcze zrobisz nam trzy okrążenia wzdłuż terenów Klanu Wilka? — zasugerowało nerwowo, szperając w ziołach. Dopiero po chwili zorientowało się, że przez przypadek ustało na patyku, który przez nacisk niestety złamało. Zjeżyło się lekko, podchodząc do Kruczego Pióra.
— Mogę już stąd iść? Po posiłku zamierzałem iść na patrol, a jakiś bezmózg postanowił mi przerwać — spojrzał na Kopra, kontynuując swojego narzekanie.
— Nie ma takiej opcji! Co, teraz sobie pójdziesz, a za księżyc wrócisz mi z łapą do amputacji? Chyba boli cię główka! — odparło, coraz bardziej rozjuszone.
Krucze Pióro spojrzał tylko na liliowego z niechętnym wyrazem pyska, a następnie dał jeno łapę.
— I kto tu jest bezmózgiem? Dziwne, że łapa jeszcze nie zzieleniała, zapewne jeszcze trochę i mógłbyś dostać infekcji! — dramatyzowało w najlepsze, aby po chwili zostać uciszonym przez wchodzącą do lecznicy Cisowe Tchnienie.
Cętkowany korzystając z krótkiej nieuwagi dymnego kocura, nałożył mu okład z dzikiego czosnku na łapę. Wojownik po chwili wyszedł, nadal z niezadowolonym grymasem na pyszczku.

Kilka godzin przed teraźniejszością

W całym obozie dało się słyszeć żałosne wycie wiatru. Potężne krople wody spadały na ziemię, wprowadzając hałaśliwy zamęt w całym Klanie Wilka. Liliowy biegł w te i we wte poszukując wzrokiem ziół, które przed biciem serca zerwał ze sobą psotliwy wicher. Gdy pogoda wydała się na moment uspokoić, uznało, że w końcu pora na krótki odpoczynek. Już po chwili jednak ujrzało żółte oczy prędko wchodzące do legowiska, aby schronić się przed deszczem.
— Iskrząca Nadziejo… Co cię tutaj sprowadza i to jeszcze w taką pogodę? — zapytało, podchodząc do kotki, najpierw samo starając się ustalić objawy, które miałyby dokuczać kotce. Na pierwszy rzut oka niestety nie zauważyło nic podejrzanego. Po chwili jednak dało się słyszeć nieco świszczący oddech kotki, co już dawało Koprowi niewielkie pole do zgadywania.
— Witaj Roztargniony Koperku! — miauknęła na jednym wydechu, po chwili biorąc kolejną ogromną ilość powietrza w płuca. — Nie mogę oddychać — mruknęła w końcu, starając się ustabilizować oddech, co nie wychodziło jej jakoś wspaniale.
— Jasne — odparło krótko, kierując się w stronę ziół. Wzięło ze sobą jagody jałowca i podało kotce do przeżucia. — Wróć, jeśli objawy się nawrócą lub nasilą! — miauknęło kotce na odchodne.

Teraźniejszość 

Wiatr, który kilka godzin temu zdawał się ustąpić, na nowo rozpoczął swoje szaleństwo po obozie. Tym razem był nawet silniejszy niż poprzednio, sprawiając, że rozbrykane krople deszczu co jakiś czas dziwnym trafem trafiały cętkowanego w nos. Pogoda w obozie zdawała się irytować wszystkich coraz bardziej. Wojownicy zamiast wyjść na patrol pochowali się w legowiskach z nadzieją, że te się nie zapadną. W takich chwilach Koper zastanawiało się, co musiał czuć Klan Nocy, który może łatwo się podtopić, czy choćby Klan Burzy, na którego terenach wiecznie hula wietrzna pogoda. Spojrzało na kocięta, które jakiś czas temu zostały przywleczone do lecznicy i zaczęło się zastanawiać czy czasem nie marzną. Zdążyli się odwrócić tylko na chwilę, a poczuło mech mocno uderzający go w bok wraz z podmuchem z zewnątrz. Obejrzało się za siebie, widząc, że legowiska były w całkowitej rozsypce.
— Na przodków, niechże ta pogoda w końcu ustąpi! — miauknęło zdenerwowane, a po chwili rozejrzało się nerwowo po legowisku. Prędko zorientowało się, że jednego z kociaków gdzieś brakuje.
— O rany… — odezwało się, gdy zauważyło Łezkę, znajdującą się pod legowiskami. Medyk w podskokach znalazł się przy kotce, wyciągając ją spod mchu. — Wszystko dobrze? — zapytało zmartwionym głosem.
Wpatrywało się w kotkę, mając nadzieję, że tej nic nie jest. Widząc, jak kiwnęła głową, odetchnęło cicho.
— To dobrze… — mruknęło, a widząc mech rozsypany po całym legowisku, zjeżyło się lekko. — Chcesz mi pomóc? — zapytało, kierując swoją wzrok na koteczkę.
— Ja? — zapytała cicho kotka, przez moment wbijając wzrok w niebieskie oczy Kopra. — No dobrze…
— Swoją drogą jak się czujesz Łezko? — mruknęło cicho.
— Czuję się… Okej. Tak myślę przynajmniej — szepnęła, kuląc się dziwnie pod wzrokiem starszego kota. — A ty? — zapytała, a w jej głosie było słychać dosyć dużą dozę niepewności.
Koprowi kociak ten przypominał samego siebie.
— Ach… Czuję się dosyć dobrze. Nadchodzi jesień, medycy przez gorszą pogodę mają coraz mniej czasu dla siebie, a chorych tylko przybywa. Chyba nie przepadasz za rozmowami, co? — miauknęło, a kotka pokiwała głową na nie. — Też ich nie lubiłom. Ale czasem w życiu trzeba…punktu zawrotu — stwierdziło. — Jeśli chcesz, mogę kiedyś przyprowadzić do lecznicy którąś ze swoich córeczek. Może dałabyś radę dogadać się z Aksamitką lub Cykorią? Na pewno będziecie razem przechodzić szkolenie na wojownika! — miauczało, choć coraz bardziej wydawało jeno się, że jeno gadanie było na marne.
— Może… — odmiauknęła koteczka. — Nie wiem — mruknęła cicho.

<Naprawdę nie musisz się mnie bać Łezko. Ja nie gryzę!>

Wyleczeni: Iskrząca Nadzieja, Krucze Pióro




25 października 2025

Od Roztargnionego Koperka CD. Brukselkowej Zadry

Chwilę po początku choroby Kalafiorowej mamy

Roztargniony Koperek robiło, co mogło, aby móc wyleczyć chorobę swojej matki. Wiedziało, że w pewnym sensie to od jeno zależy czy ta będzie mogła funkcjonować choćby w najmniejszym stopniu. Niemal cały czas próbowało znaleźć cokolwiek, co pomogłoby Kalafior, lecz nie mogło także stosować na niej losowych ziół z nadzieją, że któreś zadziała. To też zwinęli się w kłębek z boku legowiska, usiłując, choć na moment zamknąć zmęczone oczy. Odpoczynek nie mógł trwać długo. Nie minęła chwila, a usłyszało łapy drepczące nieopodal wejścia do legowiska. Warknęło cicho i dla uspokojenia wyrwało sobie kawałek futra kawałek przed ogonem. W ten oto sposób lekko zjeżone wyszło z kąta, wiedząc, że żadna z kotek będących poza obozem nie zajmie się pacjentem.
— Koperk- To znaczy… Koprze? — rzuciła cicho, a liliowy zjeżył się lekko. — Jesteś tu? — zapytała ponownie, tym razem nieco głośniej, robiąc krok do przodu.
Cętkowany widząc, jak Brukselkowa Zadra ustała na przyschniętym ziele, syknął cicho.
— Ach tak… — miauknęło, wyłaniając się przygnębione z cienia. — Hm? — przechyliło lekko głowę, unosząc brwi.
Choć było jeno miło, że poprawiła się przy wypowiadaniu imienia, to nadal nie było pewne, czego mogła od jeno chcieć. W końcu co, jeśli chciała tylko chwilowo zmanipulować pozostałe jej rodzeństwo, a następnie znowu je porzucić? To byłoby nawet zabawne. Spojrzało na odrobinę wystraszoną kotkę i zamruczało cicho. Miało ochotę się roześmiać, ale zamiast tego przylizało lekko wystające futerko na swojej piersi. Część futra niestety została na jeno języku…
“Chyba go znowu nie wygryzłom…prawda?” zamyśliło się i szybko pozbyło się sierści z pyska.
— R-Roztargniony Koperku… — zaczęła kotka. — Musimy porozmawiać o Kwitnącym Kalafiorze. Nie jest z nią najlepiej, dobrze o tym wiesz… Od kilku dni nieustannie proszę cię o ziarna maku, ale jeszcze nie mieliśmy okazji poważnie o tym porozmawiać — zaczęła, a Koper jedynie przyglądało się jej ze ściągniętymi brwiami. — Ja… nie chcę, aby ona umarła. Nie teraz! Ma jeszcze tyle przed sobą… — jęknęła. — Czy masz jakieś podejrzenia, co może jej dolegać? To jakiś kaszel, infekcja? Mogę nawet… poszukać z tobą potrzebnych ziół! Tylko… błagam, pomóż jej jakoś. Nie mogę patrzeć na to, jak codziennie się męczy, Koprze… to także i twoja matka. Na pewno chcesz dla niej dobrze… — mruknęła, a jej głos był nasiąknięty żalem.
Roztargniony Koperek próbując zachować zimną krew przy siostrze, westchnęło głośno.
— Rozumiem, że się martwisz Brukselkową Zadro — rozpoczęło, specjalnie akcentując jej pełne imię, tak jakby pragnęło wzmocnić mur między nimi. — Wiem. Możemy dawać jej ziarna maku… Zioła wzmacniające odporność i siły. Lecz to niewiele da. Sama widzisz… Nawet po większej dawce ziółek nie jest czasem w stanie nawet podnieść się z własnego legowiska. J-Ja…nie wiem co mam robić. Rozmawiałom na tej temat z Cisowym Tchnieniem. Może być tak, że mama będzie…cierpieć do końca życia. A my nie zdołamy zrobić z tym całkowicie nic — odparło, usiłując trzymać się zdrowych zmysłów.
— Naprawdę? Nie możemy zrobić nic? Naprawdę NIC? Może jeszcze czegoś nie spróbowałoś? A co jeśli jakaś mieszanka ziół pozwoli na uratowanie mamy. Pomyślałoś o tym? — miauknęła kotka, brzmiąc na odrobinę oburzoną, co Koper przyjęło z pewną dozą akceptacji.
— Mieszanie ziół… Niektóre z nich mogłyby jakoś zareagować. Co, jeśli zamiast pomóc, tylko by się pogorszyło? Przecież nie dam mamie losowego ziółka! Boję się, że to mogłoby jej zaszkodzić… — odparło, coraz to bardziej zdenerwowane, cofając się lekko od siostry, tak jakby przestało kontrolować presję naciskającą na jeno podczas rozmowy. — Wymagasz ode mnie czegoś, czego nie mogę zrobić pod żadnym pozorem, choć także nad tym myślałom…

***

Pręgowany pożegnał się z Pszczelim Rojem, krótkim kiwnięciem. Po krótkim odpoczynku, z boku legowiska, stwierdziło, że przydałoby się coś zjeść. Los najwyraźniej chciał, aby spotkało się z siostrą. Podeszło nieco bliżej kotki i lekko pacnęło ją w ucho.
— Możemy porozmawiać? — miauknęło zdenerwowane, choć nadal z pewnym siebie wyrazem pyska.
Brukselkowa Zadra na początku nieco sceptycznie nastawiona w końcu kiwnęła głową.
— O czym? — zapytała, kierując swoją uwagę na Kopra.
— O życiu — parsknął liliowy, liżąc się po piersi.
Wzięli ze stosu po zdobyczy i przesunęli się na bok, siadając na ziemi. Pogoda była coraz chłodniejsza, a co za tym idzie, podłoże też nie było jakieś super przyjemne dla ich zadków.
— A więc? — przechyliła głowę liliowa kotka, wpatrując się w brata pytającym wzrokiem.
— W-Wiesz obawiam się, że zostaniemy sami. Brokuła już dawno z nami nie ma, tata…został poddany egzekucji, a mama… mama jest chora. Ciężko chora, choć nadal nie mogę stwierdzić, co jej jest. Coraz bardziej myślę, że…już nie da się jej wyleczyć — mruknęło, patrząc na siostrę poważnym, ale zarazem przygnębionym wzrokiem. — Dlatego… Czy moglibyśmy się dogadać? Zawsze miałam dużo pytań, których kiedyś bałom się zadać. Masz partnera? Jakie są twoje kocięta? Jak szły ci treningi? — zaczęło, nerwowo grzebiąc łapką w ziemi. — Chciałom też dużo ci opowiedzieć. Że tak naprawdę nigdy nie byłobym w stanie przyłożyć łapy do śmierci przywódczyni i jej zastępczyni. Że ta sytuacja, choć dla mnie dosyć traumatyczna…tak naprawdę dużo zmieniła w moim życiu. Och! I czy zdążyłaś poznać moje kociaki? Nazywają się Cykoria i Aksamitka. Są przeurocze — miauczało, patrząc tylko ostrożnie na pyszczek siostry. Bało się, że Brukselka nie będzie chciała się pogodzić. Co wtedy? Zostanie kompletnie samo. — Brukselko… Przepraszam. Naprawdę nie chcę mieć wroga we własnej…siostrze — spojrzało na nią z niewielkim uśmiechem.

<Brukselko? Byłobym wdzięczne, gdybym mógł nie być twoim wrogiem>

Wyleczeni: Pszczeli Rój (Pszczela Łapa)