BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżyk x Cynamonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżyk x Cynamonka. Pokaż wszystkie posty

09 lipca 2023

Od Cynamonki CD. Jeżyk

Jeszcze wczoraj o tej porze nikt się sądził, że przyjdzie im być uczestnikami pogrzebu Bylicy. Śmierć przyszła po starszą tak nagle. Cynamonka chcąc uczcić pamięć mentorki pojawiła się na ceremonii pogrzebowej. Słyszała co nieco o ich zwyczajach, to w jaki sposób chowają swoich krewnych. Nie chcąc im przeszkadzać, chcąc pozwolić im we własny sposób przeżywać żałobę, była kimś na kształt obserwatora. Obserwowała jak Krokus wraz z Błotnistym Zielem tworzą z kamieni okrąg, w którym zostało złożone ciało Bylicy. Obok znajdowała się wnuczka starszej. Zdawała sobie z tego sprawę jak Jeżyk cierpi po stracie ukochanej babci, to też w ciszy zajęła obok niej miejsce, smutno wpatrując się jak młodsza wtula się pyskiem w srebrne futro Bylicy. Chcąc dodać jej otuchy, po pewnym czasie delikatnie otuliła ją ogonem. Kotka nie zareagowała jakoś bardziej na jej gest.
— Czy jest coś co mogę zrobić, pomóc wam jakoś w przygotowaniach? — zagadnęła cicho, początkowo nie chciała przeszkadzać kotom, jednak chęć pomocy im zwyciężyła. Chciała ich wesprzeć, dodać otuchy w tym trudnym czasie dla bliskich Bylicy.
— Nie trzeba. Skowronek i Krokus zajmą się wszystkim. Bylica na pewno cieszy się, że przyszłaś — odparła kotka spoglądając na Cynamonkę, w jej oczach widniały łzy
Wszyscy czuwali przez całą noc. O świcie ciało Bylicy zostało odłożone na bok poza krąg kamieni, a wokół okręgu zostały zbudowane małe stosy z podstawą z trzech kamieni oraz czubkiem. Cynamonka przyglądała się zaintrygowana, po czym sama zdecydowała się ułożyć jeden z kamieni, by oddać hołd swojej mentorce. Mimo, że nie była oficjalną członkinią Kamiennej Sekty, to i tak była kimś bliskim. Po zakończeniu budowy stosów został wykopany dół. Wszystkie koty w ciszy siedziały wokół przygotowanego miejsca. Po pewnym czasie córki Bylicy, Skowronek i Krokus oddaliły się od miejsca ceremonii, po czym szylkretowa kotka wróciła z małą drewnianą szkatułką. Cetkowana do wnętrza szkatułki włożyła starą szyszkę, która jak się Cynamonce udało dowiedzieć była prezentem starszej od jej babci, Pląsającej Sójki. Skowronek ostrożnie zdjęła naszyjnik, który zdobił szyję Bylicy i również ułożyła go w szkatułce. Idąc za przykładem reszty kotów, już po chwili wewnątrz drewnianego pudełka znalazły się również kwiaty podarowane przez Błotniste Ziele. Każdy coś chciał włożyć do wnętrza szkatułki, również i Cynamonka. Ostrożnie podniosła kamyk, ten sam, który zabrała do domu z pierwszego treningu z kotką i ostrożnie położyła go na stosie innych podarunków od bliskich Bylicy. Gdy już wszyscy złożyli podarki, Skowronek zamknęła szkatułkę. Ciało mentorki Cynamonki zostało złożone do dołu wraz ze szkatułką, a jej bliscy donośniej zaczęli płakać. Skowronek wraz z Błotnistym Zielem ułożyły Bylice jak do snu i zamknęły jej powieki. Cynamonka z trudem mogła powstrzymać łzy zdając sobie sprawę, że to już tak naprawdę koniec, że już nigdy nie będzie miała okazji zamienić już więcej ani słowa z Bylicą. Opuściła głowę i dopiero, gdy miała nastąpić przemowa unosiła załzawione spojrzenie na przedmówce.
— Bylica... była naszą założycielką. Liderką, która przeprowadzała nas przez wiele przeprowadzek i ciężkich czasów, jak głodówka w starym mieście. Ale nie była tylko oficjalną osobą, która założyła Kamienną Sektę. Była też naszą matką, babką, przyjaciółką. Głową rodziny, która zawsze nas prowadziła przed siebie. Nie każda jej decyzja była dobra. Ale tak musiało być. — Skowronek patrzyła na koty i widać było na jej pysku zmęczenie i przygnębienie — nauczyła nas wszystkich jak przetrwać, jak pokonywać naszych wrogów, jak zdobywać to czego pragniemy. Przekazywała nam wiedzę, nawet gdy tego nie wiedzieliśmy swymi nie zawsze zrozumiałymi porównaniami i słowami. Niezliczonymi historiami z całego swego życia. Zawsze zaskakiwała nas tym, że była w stanie znaleźć kolejną opowieść, której nie słyszeliśmy, chodź przy ich liczbie wydawałoby się, iż wyczerpała ich zasób. — Skowronek miała wbite spojrzenie w ziemię, a jeden z jej kącików pyska nieco podniósł się do góry na ostatnio wypowiedziane słowa. — wiedziała wiele i tą wiedzę nam przekazywała najlepiej jak umiała. Nawet takie duperele jak to, że widziała dziwnie spokojnego zastępcę Klanu Wilka z oddali, czy też to, że po błocie da się zjeżdżać na większych fragmentach kory, niczym młode dwunogów na sankach. — wydała z siebie rozbawione prychnięcie — naprawdę była rozgadana. I ile nam dzięki temu dała nie jesteśmy w stanie pewnie nawet pojąć, spamiętać. Wymyślała tysiące sposobów na walkę, na to, jak coś zrobić. Tworzyła nowe wymyślne gry dla swych wnucząt. Nie była wstanie, nawet w wieku stu trzydziestu jeden księżyców usiedzieć na dupie w legowisku, tylko musiała łazić po mieście i się narażać. Ciągle musiała coś robić, coś wymyślać. Na przykład pułapki na wrogów z rozbitego szkła. Albo rysowanie planów czy też rozmieszczenia danych miejsc za pomocą pazura na kamieniu. Czy też malowanie przy pomocy barwników pozyskanych ze skał czy roślin. Przeżyła większość swych znajomych, nawet tych młodszych niż ona. Dwójkę swoich dzieci również. — na wspomnienie o zmarłym rodzeństwie Skowronek wróciła od wspominków do realiów, do tego, że właśnie żegnała mentorkę, matkę i osobę, która uratowała ją z nory, bez której zginęłaby marnie wraz z Kminek, leżąc obok ich biologicznej matki zmarłej przy ich porodzie — Dlatego dzisiaj oddajemy jej hołd. Jej, jej historią, jej przeżyciom, jej zwycięstwom jak i przegranym, temu co robiła dobrze, jak i jej błędom, a na ostatek jej mądrości jak i głupocie. — kotka gwałtownie odwróciła się, podchodząc do ciała swej przybranej matki. Tylko przez to, iż było widać, że łzy moczą srebrne futro spadając z czekoladowo-rudo-białego pyska, było wiadomo, iż kocica płacze. Z zaciśniętego gardła, co było słychać w jej głosie, wydobyły się kolejne słowa — czas włożyć cię do dołu, matko. Na wieczny spoczynek.
Skowronek przywołała ogonem najstarszą z zebranych. Błotniste Ziele, cała mokra od łez podeszła ostrożnie na trzęsących się łapach, nieomal się o własne kończyny potykając. Jasnofutra wzięła wraz ze Skowronek ostrożnie ciało Bylicy, podchodząc do dołu. Następnie kotki ostrożnie pochyliły się, by ciało powoli zsunęło się w dół, jakby nie chciałby, by staruszkę coś bolało, choć oczywistym było, że ta już nawet tego nie poczuje. Następnie kocice zeszły na dół i zaczęły układać Bylicę w wygodnej pozycji leżącej, niczym do snu.  W tle słychać było lamenty Jeżyk i Krokus. Śmieć podał szylkretowej kotce szkatułkę. Tej pomogła przejąć przedmiot Błoto, bo ten już nie ważył mało z rzeczami umieszczonymi wewnątrz. Kotki ułożyły go obok Bylicy. Po chwili uznały, że zrobią to jednak jeszcze inaczej. Włożyły drewniany przedmiot między łapy kotki - jakby ta otulała go nimi, zabierała go ze sobą w świat pozagrobowy. Zebrani powrzucali do dołu kamienie - część kolekcji Bylicy, którą byli w stanie zebrać i tu uprzednio przynieść. Kotki w dole układały wszystkie Kamienie wokół ciała - one też miały powędrować ze zmarłą tam, gdzie tylko martwi mogli się dostać.
Gdy już skończyli to wszystko... Skowronek z mozołem, ociąganiem, jakby niechęcią do tak szybkiego żegnania się z błękitną kocicą, wyskoczyła z dołu i pomogła wyjść Błotnistemu Zielu. Kotki stanęły nad grobem a Błoto podeszła bliżej reszty zgromadzonych, by następnie odwrócić się, spojrzeć na ciało Bylicy i rozbeczeć się jeszcze bardziej.
— Dowidzenia, Bylico. Miło było nam cię poznać i gościć w naszym życiu. Nie zostaniesz zapomniana. — prowadząca ceremonię ledwie była w stanie się wysłowić. Następnie odwróciła łeb i wskazała łapą na dół, dając znak, by kilka kotów podeszło i pomogło zakopać ciało. 
Z ich małego zbiorowiska wysunęli się ci, którzy mieli na to najwięcej sił psychicznych. Byli to Śmieć i Sroka. Zaczęli wsypywać do środka wcześniej wykopaną pod dół ziemię.
— Nie... — dało się słyszeć najpierw słaby, a potem mocniejszy, płaczliwy głos — NIE! NIE MOŻEMY JEJ ZAKOPAĆ! ONA NIE MOŻE BYĆ MARTWA! NIE! NIE! NIE! NIE! — Krokus przebiegła obok zakopujących, wskakując do dołu i zaczynając dotykać ciała w nadziei, że matka jakimś cudem się obudzi, zakaszle i na tym się ceremonia skończy — MAMO, DOŚĆ TEGO UDAWANIA! WSTAWAJ! WIEM, ŻE MOŻESZ! MOMO! NIE ZOSTAWIAJ MNIE! MÓWIŁAŚ ŻE MNIE NIE ZOSTAWISZ! MAMO!
Ostatecznie gdy próbowano miotającą się burą stamtąd wyciągnąć, ta ze stresu w końcu zemdlała. Koty wyjęły ją ostrożnie z dołu. A potem... dokończyły zakopywanie.
Nad zakopanym dołem został zbudowany z różnych kamieni, jednak najczęściej miały one barwę szarą i lekko zielonkawą, to właśnie one najbardziej kojarzyły się bliskim z Bylicą. Gdy stosy zostały zbudowane, ktoś jeszcze zdecydował się na posypania miejsca spoczynku kotki ochrą. 
Cynamonka jeszcze przez chwilę czuwała wraz z innymi kotami, aż w końcu bliscy Bylicy się zebrali, pozwalając ich matce, babce jak i liderce ostatecznie odejść mając nadzieję, że jej dusza zazna spokoju.

~~~

Cynamonka przykuśtykała do szylkretki wymownie spoglądając na swoją podwinięta łapę, w której tkwił kolec. Wiedziała, że kotka co nieco zna się na leczeniu urazów, tak też kolec w jej łapie nie powinien stanowić dla kotki większego wyzwania. Dziwnie się jednak czuła prosząc ją o pomoc, a nie Dwunożnych. Był to pierwszy raz, gdy nie została zabrana do weterynarza.
— Od razu lepiej — powiedziała, gdy przedmiot został wyjęty z jej łapy — Dziękuję.
— Drobiazg. Chociaż w taki sposób mogę się odpłacić, za to że pozwalasz nam mieszkać u siebie.
Uśmiechnęła się ciepło. Kotki wcale nie musiały jej się odpłacać. Cieszyła się, że mogła częściej spędzać z nimi czas dzięki temu. Nawet Bryza częściej wpadała w odwiedziny i już nie robiła fochów odnośnie bycia domem tymczasowym dla przybłęd. Mimo to wciąż zachowywała rezerwę względem samotników, którzy przewijali się przez ogród cynamonowej.
— Wiesz, że Bylica była moją mentorką. Niestety nie udało mi się ukończyć oficjalnie treningu, a wszystko przez jej nagłą śmierć — Ostatnie słowa wypowiedziała z trudem. Mimo upływu księżyców wciąż czuła żal i poczucie niesprawiedliwości ze strony świata. — Chciałabym kontynuować trening. Jednak tym razem chciałabym nieco więcej dowiedzieć się na temat ziół dzięki którym nie tylko sama będę mogła sobie pomóc, ale również i wam... Chciałabyś co nieco mnie o nich nauczyć? — spytała nieśmiało

<Jeżyk?>
[Trening med]
[przyznano 5%]


[wyleczeni: Cynamonka]

28 maja 2023

Od Jeżyk Do Cynamonki

*ostatnia zima*
Wszystko stało się tak szybko.
Najpierw opuścili Złote Trawy. Miejsce, do którego przywiązała się chyba najbardziej ze wszystkich, w których żyła.
Ten dzień miał być taki wyjątkowy, dzień jej mianowania. I był, póki nie zobaczyła, co wilczaki zostawiły w Drewnianym Gnieździe. Widok tamtego ciała sprawił, iż żółć podeszła jej do gardła. Ledwo powstrzymała się wtedy, by nie zwymiotować, jak to zrobiła Błotniste Ziele na widok tej masakry.
Przenieśli się do lasu. Co chwilę zmieniali kryjówkę, by nie zostawać w jednym miejscu. Przypominało jej to dzieciństwo. Za tamtych czasów było niebezpiecznie i się pilnowali. Ale w starym mieście mieli przynajmniej swoje tereny, a każda kryjówka była ich częścią. A od dnia w którym wilczaki znalazły ich szopę… pałętali się po całym zadrzewieniu. Może i żyli w tym lesie, ale to nie były „ich ich” tereny. Mieszkali tam też inni samotnicy. Tak samo jak oni polowali, pewnie niektórzy nawet wychowywali własne dzieci.
A potem również ta rutyna przemieszczania się po gęstwinach została zniszczona. Mieli iść na wojnę. Reprezentować wściekłych samotników i samych siebie podczas bitwy, w której brał udział również Śmieć, pracownik jej babki i kilka innych kotów, które także postanowiły się przyłączyć. Ale zamiast przelewu krwi sytuacja nabrała niespodziewanego obrotu. Przez samochody nie mogli się przedostać na drugą stronę rzeki.
Babcia była wściekła. Jeżyk widziała ją taką ostatnio właśnie wtedy, gdy opuszczali poprzedni dom i przez to już wiedziała, że wszystko schrzanione. Znów musieli się przenieść, by nie paść ofiarą klanów. Tym razem jednak nie do znajomego Jeżyk miejsca, jakim był las, w którym nieraz przed przeprowadzką zbierała zioła. O nie. Zamieszkali w nowym mieście.
Sama opowieść babki o krwistookiej, Enteltonie czy Jafarze budziła w niej niepokój. Srebrna szylkretka miała świadomość, że w starym mieście też były elity, gangi, i inne takie. Ale tutaj… tutaj to miało inny klimat. To było większe. I mniej znali się na polityce, jaka panowała w tym nowym świecie. Serce ściskało jej się ze stresu, ale starała się na to nie zwracać uwagi, wykonując swe obowiązki – polowanie, przekazywanie wiadomości ze swego oddziału Bylicy, pilnowanie Bałwanka i Szczura. Została liderką swojej małej ekipy. Spoczęła na niej odpowiedzialność, jakiej nigdy nie czuła. To ona miała pilnować, by wszyscy byli najedzeni. By mieli zioła i leczyli się, gdy ktoś chorował. By Bałwanek nie zrobił niczego głupiego. Żeby Szczurek mimo tego, co ich spotkało nie bał się i czuł na tyle bezpiecznie na ile było to możliwe. Może dlatego ignorowała coraz bardziej doskwierający jej bark. Może dla tego nawet gdy wracała, a najmłodszy z ich grupki pytał ją, czy coś ją boli odpowiadała, że wszystko było w porządku. Bo nie chciała, by zobaczyli, że nie czuje się pewnie. Bo nie chciała, by babcia miała kolejne zmartwienia. Bo nie chciała, by dostrzegli, jak ciężkie było dla niej dowodzenie, nawet tylko trzema kotami. Bo nie chciała, by widzieli, jak trudno jej było przez ból polować i przynosić jedzenie. Bo nie chciała, by ciocia się nią zmartwiła, i mimo zmęczenia szła na spotkania z babcią na umówioną porę, starając nie spóźnić się ani o minutę.
Zbliżał się wieczór, a Jeżyk właśnie weszła do dość zacienionej uliczki. Budynek, który się w niej znajdował, był dość zaniedbany. Farba odklejała się od niego, sprawiając iż widać było gołe cegły, które już nawet w niektórych miejscach wypadły ze ściany, a ich ślady można było zobaczyć na chodniku. Zza szyb iskrzyło jednak ciepłe światło, które sprawiało, iż miejsce od wewnątrz zdawało się przytulne. Gdy tylko drzwi uchylały się, dało się wyczuć zapach jedzenia dwunożnych. Smakowitych kąsków, jakie jedli, nie danych kotom.
Córka Krokus przeszła ostrożnie niedaleko odgrodzonych od reszty pobliskiej przestrzeni stołów dwunożnych stojących przed restauracją, aby następnie skręcić na rogu budynku. Jej oczom od razu ukazał się zielony kontener na śmieci, stojący na czterech, czarnych kółkach. Podchodząc do niego schyliła się, by następnie wsunąć pod śmietnik.
Dopiero z pod śmietnika dało się zobaczyć braki w płytkach, oraz ogromne dziury po wypadniętych cegłach. Najwyraźniej kontener postawiono nie tylko ze względu na to, aby można było gdzieś wyrzucać śmieci, ale także po to, by ukryć większy ubytek, choć i tak było widać, iż stan budynku był kiepski. To właśnie to miejsce ich grupka wybrała na kryjówkę. Gdyby nie to, iż goniła mysz, która weszła pod śmietnik, nigdy nie odkryłaby tego miejsca. Było bezpieczne, mało kto spodziewałby się w ogóle, że dało się tu zamieszkać.
Dostrzegła siostrę, wylegującą się w jednej z wnęk. Biała wylizywała swą łapę, mocno pochłonięta pielęgnacją swego futra. Jedynym co zdradzało, iż wiedziała o powrocie siostry, było jej wykręcone ucho, które obróciło się w stronę szylkretowej.
– Upolowałaś coś dzisiaj?
Siostra zatrzymała na chwilę wykonywaną przez siebie czynność, by odpowiedzieć.
– Dwie piszczki. – Mruknęła, wracając zaraz do wylizywania sierści.
– Przecież to nie wystarczy. Jest nas czworo.
– To sama idź coś znajdź – warknęła w jej stronę siostra, zwężając źerenice – nie po to wyszłaś? By coś złapać?
Jeżyk położyła uszy po sobie, wydając z siebie cichy warkot, lecz milcząc. Tak, po to wyszła. Ale z jej barkiem nie była w stanie złapać ptaka, którego znalazła. 
– Postaraj się bardziej. – bąknęła tylko do żółtookiej, by następnie wślizgnąć się do swojej części wnęki, i ułożyć na niej.
Po chwili usłyszały kroki. Sroka się nastroszyła, ale nie zwróciła spojrzenia w stronę butów dwunoga, których czubki były tak blisko kontenera. Zdążyły się już trochę przyzwyczaić do tego, iż jeden z dwunożnych będących tutaj codziennie raz na jakiś czas wychodził, wrzucał odpadki do śmietnika, a potem wracał z powrotem do środka. Mimo to Jeż położyła głowę na łapach dopiero wtedy, gdy drzwi do zaplecza restauracji skrzypnęły, aby następnie zamknąć się.
***
Nie mogła uwierzyć, że Deszcz nie żyła. Mimo pogrzebu, mimo tego, że widziała, jak zakopywali ją, dalej nie mogła tego przyjąć do wiadomości. Że ta kotka, która ją trenowała, już nie żyje. Jej kochana ciocia, która była taka czuła, miła, wspierająca. Starała się przychodzić gdy tylko szła na zbieranie ziół, mimo wydłużania sobie i tak już bolesnej przez uraz drogi, na stos Deszcz i kładła tam kwiaty. Oraz pióra. Wiedziała, że jednolita lubiła słuchać śpiewu ptaków. Pamiętała, jak pewnego dnia, gdy była jeszcze mała i została pod jej opieką, ciocia powiedziała jej, jak nazywał się ptak śpiewający na pobliskim drzewie. Mimo głodu, jaki wtedy panował, poświęciła dla niej czas, tłumacząc jaki jest to gatunek i co je. Nie upolowała go. Może dlatego, że był wysoko. Albo nawet nie spróbowała, bo nie chciała zabijać czegoś, co zaciekawiło jej siostrzenicę. Gdy przychodziła na grób ciotki, a to wspomnienie odtwarzało się w jej myślach, po prostu zaczynała płakać, nie mogąc znieść tego, że już jej z nimi nie było.
Ostatnio jednak częściej zaczęła odwiedzać babcie, i to sprawiło, iż trochę poprawił jej się humor, a ból przestał aż tak doskwierać. Nawet bawiły się razem śniegiem.
Wtedy szczególnie starała się nie okazać bólu, jaki sprawiał jej bark, by nie popsuć tamtych przyjemnych chwil. Parę razy spotkała też właścicielkę domostwa dwunożnych. Miłą cynamonową pieszczoszkę z czerwoną obróżką, o której słyszała od babci jeszcze zanim się tam wprowadziła. Była wdzięczna że abisynka się zgodziła, by Bylica i Błoto mogły mieszkać w jej ogrodzie. Nie rozmawiały za dużo. Ale tego dzisiaj mogło się to nawet zmienić. Mieli wyjść razem poza miasto. Pooddychać świeżym powietrzem i zintegrować się.
Przyprowadziła ze sobą Bałwana i Szczura. Dość szybko wyruszyli i opuścili miasto – w końcu dom Cynamonki był na obrzeżach, nie mieli więc daleko.
Mimo tego, iż dzień fajerwerków na niebie minął już dawno, ba, był już prawie koniec pory nagich drzew, dwunogi dalej wypuszczały fajerwerki. W nocy, ale także w dzień. Nieco niepokoiło to Jeżyk. Nie lubiła tych ciągłych wybuchów.
Bałwanek, Szczurek, Bylica i Cynamonka szli z przodu. Ona i Błotniste Ziele wlokły się zaś z tyłu. Częściowo dlatego, iż liliowa kotka nie była szybka, a Jeżyk chciała dotrzymać jej towarzystwa. Drugim powodem było to, iż sama miała problem z chodzeniem przez swój nadwyrężony bark, a samo ukrywanie tego było trudne, co dopiero gdyby przyspieszyła. Wnuczka Sadu jednym uchem słuchała ogółu rozmowy kotów idących z przodu, koncentrując się bardziej na rozmowie z nieśmiałą Błoto. Lubiła kotkę. Była miła. Opiekowała się nią czasem w dzieciństwie. Cechowała ją troskliwość wobec innych.
Zauważyła że Bałwanek zachowywał się… no trochę dziwnie i nie miło w stosunku do babci, ale zignorowała to, bo rozmowa z Błotem pochłaniała ją całkowicie. Dopiero, gdy Cynamonka zapytała Bylicę o to, dokąd tak właściwie idą na ten spacer, Jeżyk zaczęła bardziej się przysłuchiwać ich rozmowie. Sama chciała znać odpowiedź. Szli ot tak, gdzie ich łapy poniosą? A może mieli jakiś konkretny cel?
– Do grobu... mojego pierwszego syna, Fiołka – odpowiedziała nieco smutno Bylica, posyłając lekki uśmiech członkom spaceru.
Na… grób wujka Fiołka?
Na samą myśl się wzdrygnęła. Nocniaki. Nocniaki go zabiły. Pamiętała to. Pamiętała dzień, w którym uciekł a ciocie i matka poszły go szukać. To, jak potem przyniosły jego ciało do domu. Jak zrobili mu grób. To była pierwsza tak znacząca śmierć w całym życiu Jeżyk. Mocno ją zabolała, mimo iż poza Wypłoszem to z Fiołkiem najmniej się dogadywała i najbardziej ją niepokoił. Głownie przez swą spontaniczność i tendencje do warkotów. Była na to wtedy mocno wrażliwa, w sumie nadal tak było. Bała się gdzieś podświadomie, iż to mogło oznaczać, iż był taki, jak Krokus. Teraz jednak bardzo tęskniła za kocurem mimo tych obaw.
Patrzyła na Bylicę, gdy Bałwanek oparł się o błękitną, wyciągając do niej swe łapy. Ale nie przewidziała tego, co zdarzyło się chwilę potem.
– Ale pójdziemy do szczurków? – spytał Aital Bylicy. I wtedy właśnie… popchnął ją za mocno. Babcia Jeżyk poleciała na bok z zaskoczeniem wymalowanym na pysku.
Nie zdążyła zareagować, nim babcia nie upadła na kamień szyją.
Odgłos trzasku kości staruszki wypełnił powietrze.
Wszystko przestało się liczyć, a czas nagle zwolnił.
Od razu rzuciła się w stronę leżącej kocicy.
– BABCIU – wrzasnęła iście przerażona.
Gdy tylko znalazła się bliżej… i zobaczyła te zaszklone, zatrzymane w przerażeniu oczy pisnęła. Po tym nie mogła wydać z siebie już żadnego dźwięku.
Z szyi jej babki sączyła się stróżka szkarłatnej krwi. Łapy Jeżyk zmiękły, a ona sama upadła tuż przed ciałem swej przodkini. Z jej oczu pociekły łzy. Nawet nie zwróciła uwagi, gdy ktoś wrzasnął, a czyjeś kroki zamieniły się w bieg.
Gdy w pełni do niej dotarło, co właśnie się stało, że Bylica, ta Bylica, która była jej babcią, a jednocześnie bardziej matką niż jej własna rodzicielka, jej mentorka, jej przewodniczka po życiu nie żyje...
Po prostu wrzasnęła w niebogłosy, następnie przyciągając do siebie srebrne, chude ciało staruszki, przytulając je do siebie niczym największy skarb i błagając w myślach, by kamienie dały i Bylica obudziła się, cała i zdrowa.
Ale nic takiego nie nastąpiło.
***
Skowronek… mimo żalu i bólu, jaki wszyscy czuli, udało się przygotować wszystko do ceremonii pogrzebowej. Minął dzień od… śmierci Bylicy, okazało się, iż już teraz nastała wiosna. Było to widać. Błoto zaczęło znikać z ulic, a powietrze ocieplać się. Sroka… w końcu zauważyła jej bark i go wyleczyła. Również zajęła się jej omdleniami, spowodowanymi przemrożeniem. Dziko pręgowana czuła się źle z tym, iż to ona musiała się nią zająć.
Ciotka przygotowała kamienie do budowania, zostawiając je pod starym drzewem na dzień pogrzebu. To tam mieli ją pochować. Swoją liderkę i głowę rodziny. Wszyscy w ciszy opuścili miasto. Na czele szła Skowronek wraz z Śmieciem. To oni doprowadzili ich do drzewa. Wszyscy usiedli. Minęła dłuższa chwila, nim zabrali się do budowania.
Krokus i Błotniste Ziele stworzyły okrąg. Z Kamieni. To w nim położyli ciało Bylicy. Mieli czuwać tam aż do następnego ranka, potem zbudować stosy złożone z czterech kamieni wokół okręgu, a na końcu wykopać dół w jego środku i pochować Bylicę. A potem zbudować na jej grobie największy stos, według tradycyjnego wzoru, jakim budowała jeszcze Nocne Pióro, o której słyszeli z opowieści.
Jeżyk usiadła wewnątrz okręgu, tuż przy ciele Bylicy, wtykając nos w znajome, posiwiałe srebrne futro babki. Z jej pyska wydał się przytłumiony szloch.
Po chwili usłyszała kroki, a obok siebie, gdy uchyliła ślipia, dostrzegła dwie cynamonowe łapy.
Racja. Cynamonka przyszła z nimi na pogrzeb. Wiedzieli, że… Bylica by tego chciała. Jeżyk nie była wstanie odezwać się jednak teraz do pieszczoszki, nawiązać kontaktu. Jedyne o czym myślała to to, iż jej babcia nie żyła.
<Cynamonko? :c>

Wyleczeni: Jeżyk