BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Jesionowy Wicher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Jesionowy Wicher. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2021

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichra

Aronia burknął. Jedyne o czym teraz marzył to o utopieniu Ognistej Łapy w pobliskim jeziorze. Ta fantazja powstrzymywała go od rzucenia się na prawdziwego Ognia. Słysząc pytanie Jesionowego Wichru wbił pazury w ziemię. 
— Teraz będzie trudniej go wywalić. — warknął, wpatrując się w zadowolonego Borsuczego Warkota. 
Czemu wszystko musiało się komplikować. 
— Musimy zrobić to po cichu. — miauknął lider. 
— Co? — zapytał zdezorientowany Jesion. 
— Pozbyć się Ognistej Łapy. Ten mysi móżdżek Borsuczy Warkot ma trochę oleju we łbie. Pewnie chętnie uprzykrzy nam życie jak go od tak wywalimy. Może, broń Klanie Gwiazd, jeszcze kogoś przekona do swoich idiotycznych racji i będziemy mieli przechlapane. 
Jesionowy Wicher zmarszczył brwi.
— Nikt nie jest aż tak głupi. 
— Spójrz na Pigwowy Kieł. Spodziewałbyś się tego? No właśnie. 
Jesionowy Wicher na imię dawnego wojownika zamilkł. 
— Tylko musimy coś wymyśleć. Klanie Gwiazd, dopomóż. — szepnął w stronę nieba lider. 
Widząc zmartwiony pysk zastępcy, westchnął. 
— Odpocznij. I nie przejmuj się tą bandą mysich straw. Coś zaradzimy. — poklepał czekoladowego ogonem po grzbiecie. 
Jesionowemu Wichrowi to się nie podobało. Było widać to na jego pysku. Jego ogon nerwowo uderzał o ziemię. Aronia westchnął. Pozostawała mu nadzieja, że Ognista Łapa odwali coś tak głupiego, że nawet Borsuczy Warkot mu nie pomoże. Odszedł, zostawiając zastępcę samego ze swoimi myślami. Miał nadzieję, że uda mu się to wszystko załatwić nim sam wykituje do Klanu Gwiazd. Pozostało mu w końcu tylko jedno życie. 
* * *

Ognista Łapa trafił do żłobka. Gdyby nie zirytowane matki zostawiłby go tam na zawsze. Klan bez niego na widoku był taki spokojny. Cichy. Pozbawiony wrzasków. Jedynie Borsuczy Warkot był bardziej podejrzany niż zwykle. Kręcił się po obozowisku jak mysz w gnieździe orła, znikał na długie polowania. Aroniowa Gwiazda nawet nie miał siły się tym martwić. Dopiero co miał szansę odetchnąć od Ognistej Łapy. Nie zamierzał tego zmarnować na drugiego lisiego bobka. Na widok swojego zastępcy wyskoczył z legowiska lidera. Podszedł do maszerującego gdzieś zamyślonego czekoladowego. 
— Gdzie idziesz? — zapytał. 
Jesionowy Wicher wyrwał się z rozmyślań. Jego niebieskie ślipia spojrzały na niego.
— Nigdzie. — mruknął w końcu. 
— Może się przejdziemy? — zaproponował, zmierzając do powalonej kłody. — Ogieńka pilnuje Wrzosowa Polana i sześć kociaków. 
Czekoladowy kiwnął łbem. Spojrzał zmartwiony jeszcze nim wyszli z obozowiska i ruszył za liderem. Szli w stronę lasu. Pogoda znów nie dopisywała. Deszcz lał się z nieba, a wiatr nieprzyjemnie targał futrem. Weszli szybkim krokiem w leśny zagajnik.
— Już niedługo będziesz liderem. — mruknął do Jesiona. 
Kocur zmarszczył brwi. 
— Nie gadaj tak. Przecież masz jeszcze parę żyć. — mruknął czekoladowy. 
Aroniowa Gwiazda nie potrafił skłamać, więc tylko uśmiechnął się krzywo.
— Życzę ci, żeby Borsuczy Warkot i Ogienek zdechną przede mną. — miauknął. 
Jesionowy Wicher uśmiechnął się smutno. Aronia uniósł ogon niezadowolony. 
— Kogo byś wyznaczył dzieciom Wrzosowej Polany? — zapytał. 
Czekoladowy uniósł wzrok zaskoczony. 
— Czemu pytasz? 
— Może wybierzesz lepiej niż ja. Spędzasz z nimi więcej czasu. Ja nawet ich nie znam. — mruknął, siadając pod dębem. 
Jesionek się przysiadł. Zamyślonymi ślipiami powędrował do swoich łap. 
— Kurce dałbym Zwinkowy Ogon. Myślę, że dotrze do niego jako mentor. Niezapominajkowi... Malinowy Pląs. A Orzeszce Brzoskwiniową Bryzę. 
Aronia skrzywił się lekko. Już widział minę Borsuczego Warkotu podczas tego mianowania. 
— Przynajmniej dajesz ich zaufanym kotom. — stwierdził po dłuższym uderzeniu serca ciszy.
— A ty? — zapytał Jesionowy Wicher. 
— Niezapominajka Puszystemu Futru, Kurkę Pajęczej Sieci, a Orzeszkę Borówkowemu Liściu. — mruknął szybko. — Ale myślę, że lepiej wybrałeś. Szczególnie, że wiesz cokolwiek o tych maluchach. — westchnął. 
Może powinien już sam przejść na emeryturę? Jak Iglasta Gwiazda. Dobrze widział, że Jesionowy Wicher radził sobie o wiele lepiej z klanem i znał jego członków niż on. Wstał i przeciągnął się leniwie. 
— Chcesz się gdzieś wybrać? Może do Zamkniętego Świata? Pamiętasz jeszcze nasz pierwszy wypad tam? — mruknął, kręcąc łbem na tamto wspomnienie.

<Jesion?>

04 stycznia 2021

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichru

Aroniowa Gwiazda westchnął. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko jego irytował Ognista Łapa. Kocur widocznie miał coś nie tak ze łbem i niejednego irytował. 
— Czy ty go widzisz? Jak on śmie traktować tak przyszłego lidera? — burzył się czarny. 
Lider zjeżył się. 
— Wyjazd. — syknął. 
Ognista Łapa spojrzał dumny na Jesionowy Wicher. 
— Słyszałeś? — mruknął, mrużąc ślipia zadowolony. 
— To było do ciebie, mysia strawo. — burknął Aronia, łapiąc kocura za kark i ciągnąć go do wyjścia. — Wyjdziesz sam, czy mam ci pomóc?
Ognista Łapa prychnął. 
— Gdy ja będę liderem...
— To na szczęście ja będę już martwy. — przerwał mu, wypychając go ze swojego legowiska. 
Niestety sądząc po stękaniu z dołu, uczeń nie złamał sobie karku. Aronia mruknął zirytowany. Za co Klan Gwiazd karał go tym matołem? 
— Co za udręka. Podrzućmy go Burzakom. — zaproponował Jesionowy Wicher. 
— Zwróciliby nam go szybciej niż byś się obejrzał. — stęknął. — Gdybym tylko wiedział... Od razu zaproponowałbym mu Klan Klifu. Tam zrobiliby z nim należyty porządek. Jesionowy Wichrze, co ja mam z nim zrobić?
Kocur westchnął. 
— Na pewno nie możemy gdzieś go podrzucić? Albo wywalić? 
— Chciałbym, ale... oprócz bycia irytującą kupą łajna nie zrobić nic złego.
— To... zakaz zbliżania do ciebie? Jakieś kary? Cokolwiek. 
— Jak nie zadziała to najwyżej go otrujemy... — mruknął Aroniowa Gwiazda.
Jesionowy Wicher spojrzał na niego zaskoczony. 
— Żartuję. — dodał jak od niechcenia. 
— Aroniowa Gwiazdo! — usłyszeli wrzask z dołu. 
Spojrzeli po sobie i zignorowali wrzeszczącego młodzika. 
— Wyzywam cię! Wyzywam cię na pojedynek! O miejsce lidera! — nie przestawał się drzeć. 
Aronia wywrócił ślipiami. Jesionowy Wicher wbił pazury w podłoże. Może też już rozważał otrucie ucznia. 
— U nas to tak nie działa. — odkrzyknął Jesionowy Wicher, podchodząc do wyjścia z jego legowiska. 
Czarno-biały także podszedł. Spojrzał w dół. Czarny uśmiechnął się do niego pewnie. 
— Po prostu tchórzysz. No trudno. Może chociaż miejsce zastępcy wywalczę. Czy ty też się cykasz? — prychnął śmiało. 
Lider trzepnął ogonem. Miał już tylko ochotę dać Ognistej Łapie bolesną nauczkę. Wyskoczył z legowiska nim Jesionowy Wicher zdążył pierwszy się dorwać do młodzika. Trudno było mu dalej się powstrzymywać. Niejednemu kotu mogło się nie podobać jego rządzenie, ale Ognista Łapa... on... on był przesadą. 
— A jednak się pofatygowałeś. Pokłoń się przed Ognistą Gwiazdą! 
Aronia prychnął. 
— Tylko nie płacz później. — warknął, rzucając się na młodzika. 
Ognista Łapa odskoczył i sam go zaatakował. Czyli czegoś się nauczył od Wieczernikowego Wzgórza. Lider odskoczył, sam zadając atak. Pazury sprawnie przeryły pysk Ognistej Łapy. Krew spłynęła po pysku ucznia. 
— Masz dość? — warknął. 
Czarny pokręcił łbem, sam rzucając się na niego. Czarno-biały złamał go za kark i przycisnął do ziemi. Uczeń się rwał. W jego pomarańczowych oczach błyszczała determinacja. 
— I co ja powinienem z tobą zrobić, co? Może faktycznie najlepiej wywalić cię na zbity pysk. — syknął uczniowi do ucha. 
Ognista Łapa prychnął i wgryzł się boleśnie w jego nos. Aronia pisnął i zdezorientowany odskoczył od ucznia. Ten jakby tylko na to czekał, popchnął go, by uderzył o ziemię. Lądowanie nie zakończyło się miękko. Jego łeb uderzył głucho o kamień. 
Pierwsze co ujrzał to szylkretowe futro. Wojowniczka przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem. 
— Dać się pokonać takiej kupie futra... — mruknęła z uśmiechem. 
Aronia trzepnął ogonem. 
— Nie przypominaj mi. — warknął. 
— Powinieneś bardziej uważać na starość. Tym bardziej, że sam widzisz, że sobie nie radzisz. 
Westchnął. Miała racje, choć nie zamierzał tego przyznać. 
— Chcesz mi coś mądrego powiedzieć? — burknął. 
— Tylko żebyś się rozglądał lepiej. — odparła. 
Prychnął. Rozmyte głosy zaczęły dochodzić do jego uszów. Przymknął oczy, próbując się na nich skupić. 
— Wygrał pojedynek uczciwie! Nie masz prawa!
— Pojedynki nie kończą się śmiercią.
— Na pewno...? Chyba dobrze pamiętamy jeden... 
Otworzył ślipia. Widok zjeżonych kotów nie był dla niego zaskoczeniem. Borsuczy Warkot patrzył na jego zastępcę jak na Klifiaka. Jesionowy Wicher miał nie lepszą minę. Podniósł się niepewnie na łapach. Łeb nadal go bolał. Usłyszał niezadowolone stęknięcie. Poranna Zorza nie był zachwycony z tego, że ktoś przerywa jego pracę. Położył uszy, zdejmując pajęczynę z łba. 
— Co tu się dzieje? — prychnął na mierzącą się wzrokiem dwójkę. 

<Jesion?>

15 grudnia 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichru

Spojrzał niepewnie na ślizgającego się Jesionka. O wiele lepiej było mu na twardym gruzie. Był stabilny. I nie kończył się kąpielą w lodowatej wodzie. Jednak patrząc na śmiejącego się czekoladowego ośmielił się zrobić krok do przodu. Łapy rozjechały się pod nim, a on uderzył łbem o lód. Jesionek odwrócił się w jego stronę i zamarł. Nie minęło uderzenie serca, a zastępca wybuchnął śmiechem. Aronia prychnął. 
— Nie śmiej się tylko mi pomóż, kupo futra. — warknął Aronia. 
Jesion nadal się śmiał. 
— Prze-przepraszam... ale... ale wyglądasz tak komicznie! — zaśmiał się kocur. — Masz... masz minę jakbyś się najadł szyszek. 
Lider wyobraził to sobie i sam parsknął cichym śmiechem. 
— Ty masz nie lepszą minę. — stwierdził pewnie. 
— Tak? — uśmiechnął się głupio Jesionowy Wicher, przyjmując pozycje łowiecką.
Aronia podniósł się i także się przyczaił. Koty patrzyły na siebie jeszcze uderzenie serca, aż Jesion dał nura w prawą. Ślizgając się i śmiejąc, pędził do przodu. Lider nieco niezgrabnie próbował dogonić go, co skończyło się tym, że w końcu wpadł w poślizg, lądując w kupie śniegu. 
—  Lód chyba nie jest twoim żywiołem! — zawołał rozbawionym głosem Jesionek. 
Aronia wygrzebał się ze śniegu. Otrzepał się i wskoczył ponownie na lód.
— Gdybyś miał tyle lat co ja... — zaczął przemądrzałym głosem. 
Zastępca parsknął śmiechem. 
— Dobrze, panie dziadku. Choć lepiej rozruszać te stare kości. — miauknął, łapiąc kocura za ogon. 
Aronia gwałtownie pociągnięty znalazł się na środku jeziora. Wbił pazury w lód, ostro hamując. Jesionek nadal jeździł wesoło dookoła niego. Lider usiadł, ciężko dysząc. Nawet nie poczuł jak bardzo się zmęczył. Spojrzał w niebo. Zdawało się być piękniejsze niż kiedykolwiek wcześniej widział. Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z płuc. Mały obłoczek pary uniósł się i znikł szybko. 
— Co robisz? — zapytał zdziwiony Jesionek, zatrzymując się. 
Aronia uśmiechnął się lekko. 
— Tworzę chmury. — i zaprezentował zastępcy tajemną umiejętność. 

<Jesion sry za gniot>

02 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichru

 *przed śmiercią pigwy odbieranie żyć.exe*

Wraz z odkryciem kto stał za zabójstwem Pstrągowej Gwiazdy sytuacja w klanie nieco się uspokoiła. W końcu uznanie, że klanowy odrzutek dopuścił takiej zbrodni pasowała większości. Nikt nie tęsknił też za Pigwowym Kłem. Może prócz Karasiowej Łuski, która smętnie przesiadywała u swojej siostry. Aroniowa Gwiazda westchnął cicho. Teraz musieli go tylko odnaleźć. Patrole kręciły się po dawnych terenach Lisiaków, lecz Pigwa zdawał się przepaść. Czasem znajdowali jakiś trop, lecz ten znikał w smrodzie lisów. Liderowi niezbyt podobało się, że te rude futrzaki przejęły ich potencjalne tereny. Ich rosnąca populacja nie podobała się Aroniowej Gwieździe. Jeszcze niedawno był jeden lis. Teraz było ich pięć. Za jakiś czas może być dziesięć. A co jeśli zaczną się pchać na ich tereny? Trzepnął zdenerwowany ogonem. Trzeba było jakoś zaradzić z lisim problemem. To że na razie nie stanowiły zagrożenia, nie oznaczało, że tak zostanie. 
— Coś się stało, Aroniowa Gwiazdo? — miauknął do niego Jesionowy Wicher. 
Kocur odwrócił się w jego stronę. 
— Martwię się o lisy — mruknął. — Gdyby nie one moglibyśmy wykorzystać dawne tereny Lisiaków. W końcu ci przepadli bez śladu. 
— Może nie Lisiaki, ale parę kotów się tam już kręci. — oznajmił czekoladowy. — Kiedyś z Pigwowym Kłem spotkałem tam samotniczkę. — dodał ciszej. 
Aronia prychnął na dźwięk imienia syna. Przeklęty lisi bobek tylko życie mu utrudniał. 
— Kiedyś wypełznie z nory — stwierdził. — Wtedy się z nim rozprawimy. A teraz lepiej idź do medyków po zioła. Dziś ruszamy do Księżycowego Kamienia. 
Jesionowy Wicher spojrzał na niego niepewnie. 
— Razem? Nie powinienem zostać...? — mruknął zdziwiony. 
Aroniowa Gwiazda trzepnął ogonem. Niby czekoladowy miał rację, lecz był jedynym kotem, któremu ufał, że nie zrzuci go z Wysokiej Ścieżki. Większość sprawnych i młodych wojowników była zdaniem Aronii zbyt specyficzna. Do dziś nie rozumiał, czemu Pstrągowa Gwiazda mianowała Wężowy Pysk na wojownika. Z kocurem momentami nie dało się do gadać. Zapatrzony w motyle milczał jak skała. 
— Podróż zajmie nam z pół wschodu słońca. Karasiowa Łuska i Brzoskwiniowa Bryza dadzą radę. 
Jesionowy Wicher spojrzał z lekką obawą na dwie kremowe wojowniczki. Aronii też nie podobało się pozostawianie wszystkiego w łapach dwóch kotek, lecz wszyscy godni zaufania i mający autorytet kocury wyzionęły ducha.
— Dadzą radę — powtórzył. — Nasz medyk jest zbyt upośledzony na taką wyprawę dobrze wiesz, więc weźmiemy Mglistą Łapę. A przynajmniej będziesz wiedział, gdzie to. 
Jesionowy Wicher skinął łbem. 
— To ruszajmy nim się ściemni. 

* * *

Aroniowa Gwiazda z lekką obawą spoglądał na wejście do Księżycowego Kamienia. Wydawało się jakoś mniejsze. Zupełnie jakby jakiś kamień się osunął. Westchnął. Wolał nie wiedzieć jak się medycy bawią na tych swoich spotkaniach. Jesionowy Wicher przyglądał się z zaciekawieniem nowemu miejscu.
— Zostań tu. — mruknął do Jesionowego Wichru. — Pewnie nie zajmie nam to długo. 
Wkroczył do środka. Ciemność otuliła go z każdej stron. Gdyby nie Mglista Łapa pewnie już dawno potknąłby się o coś. Czarno-biała kotka w ciszy prowadziła go do przodu. Aż trafili do Księżycowego Kamienia. Ten świecił się lekko. Aroniowa Gwiazda przekręcił łeb zdziwiony. Nie tak sobie go wyobrażał. 
— Zepsuł się? 
Mglista Łapa pokręciła łbem.
— Zależności od fazy księżyca świeci mocniej lub słabiej. Siadaj. Musisz go polizać. — mruknęła cicho. 
Aroniowa Gwiazda trzepnął ogonem. Nie podobało mu się aroganckie zachowanie kotki, ale czego mógł się spodziewać po kocie, którym płynęła krew Pstrągowej Gwiazdy. Usiadł i niepewnie liznął kamień. Metalowy smak wypełnił jego pysk. Lekko się skrzywił. 
— Teraz musisz się położyć. 
Wykonał polecenie uczennicy medyka, zastanawiając się, czy wycieczka z tym klifiackim kaleką nie była przyjemniejsza. Poczuł jak zmęczenie go dopada. Później znalazł się w miejscu, które znał tylko z opowieści ojca. Rozejrzał się zaciekawiony. Wszystko tu zdawało się być podporządkowane. Kosmyki traw układały się nie gorzej niż ulizana sierść wojowników. Kwiaty w równych odstępach rosły, zalewając polankę kolorami. Poczuł, że ktoś stoi za nim. Odwrócił się za siebie i ujrzał gromadę kotów. Czuł jak każdy włos staje mu dęba. Przodkowie z zobojętniałymi pyskami wyglądali dość strasznie. Chciał móc uciec w dalekie kresy polany, lecz wiedział, że nie może. Przyszedł tu po życia i nie mógł wrócić bez nich. Jedna z sylwetek wystąpiła na przód. Ognisty Krok przyglądała mu się z dumą. 
— Mamo...? — sam dziwił się, że te słowa wypadły mu z pyska. 
Kotka uśmiechnęła się czule.
—  Mój mały synek... — miauknęła cicho, przytulając go lekko. — Z tym życiem daję ci miłość. Nie zapominaj o niej Aronio. To właśnie ona daje nadzieję na lepsze dni i siłę by iść przed siebie. — mówiąc to, delikatnie przejechała językiem po jego czole. 
Aronia wbił smutne spojrzenie w rodzicielkę. To ona jako ostatnia zmarła mu z rodziny, zostawiając go samego na świecie. Poczuł jak dziwny ból przeszywa jego ciało. Nie bolał, lecz piekł nieprzyjemnie rozchodząc się po całym ciele. Nim kocur zdążył się otrząsnąć po fali uczuć, niewielka koteczka podeszła do niego. Jej bure futerko z rudymi odznaczeniami pozwoliło Aronii rozpoznać kto to. Była to Agrest. Jego córka, która zginęła podczas ataku Klifiaków. Jej ciało przez te wszystkie księżyce nie urosło ani trochę. Została już na zawsze kocięciem. Przerażony zerknął w stronę Pstrągowej Gwiazdy. Jej zimny wzrok mówił, że znała już prawdę i nie czekało go miłe powitanie jeśli trafi do Klanu Gwiazd. 
— Z tym życiem daję ci zawziętość. Nigdy nie rezygnuj z tego co uważasz za słuszne. — miauknęła twardym głosem jak na kociaka. 
Nieco zażenowana dała mu znak by się pochylił. Aroniowa Gwiazda niepewnie to uczynił. Dziwne ciepło rozeszło się po jego łapach. Żar zdawał się spalać poduszki łap, lecz dobrze wiedział, że pod nim znajduje się tylko zimna trawa. 
— Rozsądek. To dostajesz ode mnie, kupa futra. — znajomy głos sprawił, że sierść stanęła mu dęba.
Lśniąca Róża stała przed nim niewzruszona. Pomimo surowej miny i wrednego uśmiechu, oczy kotki spoglądały na niego z czułością. Kocur poczuł jak łapy mu drżą. Były spotkania, których wolał uniknąć. I to było jedno z nich. 
—  Obyś w końcu zmądrzał i potrafił spojrzeć, na niektóre rzeczy nie tylko przez pryzmat swojej dumy. Może dzięki temu żaden kot już nie zbłądzi. —  syknęła zła, a Aronia zbyt dobrze wiedział o kogo jej chodzi. 
Pigwowy Kieł. Kocur spuścił łeb, nic nie mówiąc. Lśniąca Róża przycisnęła swój nos do jego czoła, sprawiając, że wyrzucone wspomnienia powróciły. Ich gorący wieczór po kocimiętce. Narodziny kociąt. Jego groźba. Aronia nie wiedział, czy to przez dar, czy przez niechciane wspomnienia, odczuwał tak piekielnie szczypiący ból w sercu. Lśniąca Róża odeszła. Na jej miejscu stanął dobrze mu znany staruszek. Liliowy wojownik dobrze mu znany także wyglądał lepiej niż gdy go żegnali.
— Z tym życiem daję ci mądrość. Korzystaj niej dobrze. Każdemu czasem zdarza się zbłądzić, lecz najważniejsze jest by uczyć się na błędach. — uśmiechnął smutno, dotykając jego czoła. 
Fala nienazwanych emocji przeszyła jego ciało. 
— Proszę miej oko na Rzeczną Bryzą, nikt jej nie pozostał. — dodał wręcz szeptem. 
Liliowy zniknął w tłumie. Na jego miejscu zjawiła się czarna kotka. Aroniowa Gwiazda potrzebował chwili by przypomnieć sobie kto to taki. Żmijowy Język. Automatycznie się zjeżył. To ona chciała pobić Łabędzi Plusk, wtedy Łabędzią Łapę, za przypadkowe przekroczenie granic. Kocica zaśmiała się szyderczo na jego widok. 
— Widzę, że Klifiaki nieco poprawiły ci buźkę — syknęła. — Ode mnie z tym życiem otrzymujesz wiarę w to co słuszne. Obyś nie okazał się mysim móżdżkiem zmieniającym zdanie co rusz. — rzuciła, wręcz uderzając go łapą w pysk. 
Aronia skrzywił się, powstrzymując się od rzucenia na kotkę. Gdyby nie dziwne kołatanie w brzuchu, pewnie spróbowałby zedrzeć ten pewny uśmiech z pyska kotki. 
—  Z tym życiem daję ci cierpliwość — wyrecytowała zbyt dobrze znana mu szylkretka. 
Położył uszy na sam jej widok. Czemu ze wszystkich znanych mu kotów życia musiały mu dawać te najbardziej wkurzające. Ćmia Łapa dotknęła lekko jego czoła. Lecz zamiast odejść skierowała pysk w stronę ucha Aronii. 
— Wiedziałam! — pisnęła podekscytowana. 
Aroniowa Gwiazda spojrzał na resztę przodków w panice. Ci odwrócili wzrok. 
— Wiedziałam, że ty i Łabędzi Plusk... — łapa kocura szybko zatkała ten gadatliwy pysk. 
Zmierzył dawną uczennicę ostrym spojrzeniem, na co ta wywróciła ślipiami. 
— Spadaj — syknął co niej cicho.
Szylkretka niechętnie odmaszerowała, pokazując mu język. Kocur trzepnął ogonem, przypominając akcję jaką mu zrobiła na jednym ze Zgromadzeń. 
— Aroniowa Gwiazdo. 
Odwrócił się by ujrzeć Śledziowe Futro. Jego pierwszą uczennicę, która dożyła dostania wojowniczego imienia. 
— Z tym życiem daję ci odwagę. Korzystaj z niej mądrze, pamiętając, że każdy czyn, nawet ten honorowy, ma jakieś konsekwencję — miauknęła, puszczając mu oczko. 
Następnie dotknęła go w czoło. Kolejny dziwny ból przeszedł przez niego ciało. Aroniowa Gwiazda miał wrażenie, że jeszcze jeden Gwiezdny, a na czole będzie miał wypaloną dziurę. 
— Aronio. — miękki i spokojny głos zwrócił jego uwagę. 
Jego oczy spotkały się z pełnymi zieleni ślipiami. Niedźwiedzie Futro. Speszony Aronia uciekł wzrokiem do łap. 
— Z tym życiem daję ci empatię. Pamiętaj, że nie ma nic złego w złości, wszyscy czasem się gubimy, lecz wieczny żal nigdy nie jest dobry. Myśl o swoich współklanowiczach jak o najbliższej rodzinie, nie miej im za złe potknięć. W końcu każdemu się one zdarzają. — dodał ostatnie z lekkim uśmiechem. 
Jego nos dotknął lekko czoła kocura. Chwila, o której marzył jako kociak stała się prawdziwa. Czuł jak łapy mu drżą pod ciężarem kolejnego życia. Prawie padł na łapy. Westchnął głośno. Nikt nie mówił, że odbieranie żyć było takie trudne. Ostatni kot zbliżył się. Gdyby nie charakterystyczna potężna sylwetka mógłby jej nie rozpoznać. Już niemal zapomniał jak wyglądała przed wojną z Lisiakami. Pstrągowa Gwiazda stanęła przed nim. Jej futro zdawało się składać z tysiąca drobnych gwiazd. Aroniowa Gwiazda zamilkł, wpatrując się jedynie w kotkę. 
— Witaj, Aroniowa Gwiazdo. Mam nadzieję, że nie rozpieścisz do końca tej bandy pieszczochów. Z tym życiem daję ci siłę. Używaj jej dobrze, w obronie klanu jak i najbliższych. — mruknęła swym chropowatym głosem, dotykając jego czoła. 
Aronia poczuł jak dziwna siła wypełnia jego ciało. Pierw skulił się, oczekując bólu, lecz zamiast niego poczuł jedynie dziwne łaskotanie na koniuszku każdego włosa na jego ciele. Spojrzał na Pstrąg, lecz ta jedynie zmroziła go surowym spojrzeniem. Odeszła, by stanąć w tłumie. 
— Aroniowa Gwiazdo. — odezwał się któryś z Gwiezdnych. 
Podniósł łeb, by spojrzeć na tłum. 
— Nie daj się ponieś chorym ambicją, ani dumie. Nadchodzą niełatwe czasy. Dla wszystkich klanów.

* * *

Wyszedł zmęczony. Chyba bardziej niż przed podróżą. Pyski zmarłych kotów wciąż miał przed oczami. Ich oczekiwania jakoś go niepokoiły. 
Czy był wstanie utrzymać ciężar jaki na niego spadł? 
Coraz bardziej wizja ucieczki z Łabędzim Pluskiem gdzieś daleko była kusząca. Lecz nie mógł się tak zhańbić. Nie mógł pozwolić, by jego imię stało się obrażą. 
— Jak było? — zapytał Jesionowy Wicher. 
Aroniowa Gwiazda uniósł łeb.
— Męcząco. 
Zastępca zerknął w jego kierunku.
— Kogo spotkałeś? — zapytał nieco niepewnie, jakby nie wiedział czy mógł. 
Mglista Łapa także nastawiła uszu. Aroniowa Gwiazda westchnął. Jedyne o czym marzył to trafić już do legowiska, a nie pogawędkę o Gwiezdnych. 
— Dziwne koty. Większości nie znacie. Za młodzi jesteście. — mruknął szybko, widząc wzrok Jesiona, dodał po chwili. — Twoich rodziców nie spotkałem, ani rodzeństwa. 

<Jesion?> 

29 września 2020

Od Aroniowego Podmuchu (Aroniowej Gwiazdy) CD. Jesionowego Wichru

Zamrugał zaskoczony. Lekki uśmiech wkradł mu się na pysk, lecz szybko go zamaskował poważną miną. Pamiętał jak jeszcze Jesionowy Wicher sam był kociakiem w żłobku. Biegał, krzyczał i skakał po wszystkim po czym się dało i nie było kota w żłobku, który go nie znał. Spojrzał na kocura. Wyrósł. Spoważniał. Stał się prawdziwym wojownikiem jakich potrzebowali w Klanie Nocy. A teraz na dodatek został jeszcze ojcem?
—  Moje gratulację —  miauknął szczerze zastępca. —  Oby nie wszystkie odziedziczyły charakterek po tobie, bo wykończą Brzoskwiniową Bryzę — dodał z przekąsem. 
Jesionowy Wicher uśmiechnął się lekko. 
— Trochę się stresuje — wyznał czekoladowy. — W końcu wiesz, kociaki to nie lada wyzwanie, a jeszcze trzeba być dla nich wzorem. 
Aronia słysząc słowa wojownika, opuścił uszy. Jego na pewno nie można było uznać za dobrego ojca, lecz wiedział, że z Jesionkiem będzie inaczej. W końcu widział, jak z Brzoskwiniową Bryzą się kochali. Na pewno lepiej niż Lodowa Sadzawka i Kaczy Pląs. 
— Nie masz czym — mruknął Aronia cicho. — Jestem przekonany, że będziesz jednym z lepszych ojców w Klanie Nocy. 
— Dzięki, Wujku — miauknął Jesionowy Wicher. — Mam nadzieję, że i moje kociaki czasem poniańczysz — dodał z uśmiechem. 
Aronia machnął ogonem, zrywając się na łapy.
— Zapomnij. 

* * * 

Wpatrywał się w martwe ciało kocicy w oszołomieniu. Zamknął oczy i ponownie uchylił je powoli. Zimne i sztywne ciało Pstrągowej Gwiazdy nie zniknęło. Nadal leżało bez ruchu. Wiedział, że musiał coś zrobić, ale w jego łbie panowała pustka. Liderka jeszcze wczesnym porankiem była zdrowa jak ryba, a teraz z dziwną pianą w pysku leżała na swym łożu. Aroniowy Podmuch nie wiedział nawet za bardzo na co ta zmarła. W końcu ani nie kaszlała, ani nie narzekała na nic zdrowotnie. Na naturalną śmierć też to nie wyglądało przez pianę w pysku. 
— Pstrągowa Gwiazdo! — zawołał głos z nad gałęzi przy wejściu przy dziupli.
Aroniowy Podmuch wyjrzał i ujrzał dobrze mu znaną czekoladową sylwetkę. 
— Jesionowy Wichrze, nie tak głośno! — syknął na kocura. — Właź tu prędko — rozkazał wojownikowi.
Ten nieco zaskoczony nerwowością zastępcy, wykonał rozkaz bez pytań. Na widok leżącej bez życia liderki wybałuszył oczy. 
— Co...? Co tu się stało? Czemu ona tak leży? Sprawdzałeś czy oddycha? Aroniowy Podmuchu, czy ona... ona nie żyje? Zawołałeś już medyka? Ta piana dziwnie wygląda? Myślisz, że coś jej zaszkodziło? — zalał go falą pytań wojownik.
Aroniowy Podmuch już otworzył pysk, by mu odpowiedzieć, gdy Jesionek spojrzał na niego pełnym powagi wzrokiem. 
—  Myślisz... myślisz, że mogła zostać otruta...? —  zapytał ściszonym głosem. 
Zastępca spojrzał na liderkę. Trucizna wyjątkowo wpasowywała się do dziwnej okoliczności śmierci. Tym bardziej, że piana ściekająca z pyska nie wyglądała jak efekt, żadnej znanej Aronii chorobie. 
— To chyba najbardziej prawdopodobne — stwierdził Aronia, spoglądając na wojownika. — To musiał być ktoś z klanu. Żaden z Klifiaków nie zakradł się tu niezauważenie. Przyprowadź tu Poranną Zorzę, niech potwierdzi nasze domysły. Ja muszę coś sprawdzić —  mruknął, wychodząc z legowiska liderki. 
Jesionowy Wicher wciąż oszołomiony kiwnął łbem i podążył za nim. Rozdzielili się dopiero przy legowisku medyków. Kątem oka zastępca zauważył, że było ono puste. Czyli każdy bez wiedzy medyków mógł się tam zakraść i coś podrzucić liderce. Aronia przegryzł wargi. Odnalezienie winnego coraz bardziej się komplikowało. Podszedł do stojącego na straży obozowiska Borsuczego Warkotu. 
—  Widziałeś, żeby Pigwowy Kieł wrócił do obozowiska? — zapytał ściszonym głosem wojownika. 
Ten pokręcił łbem. 
— A co? Mysia strawa znów się zgubiła? — prychnął z kpiną czarno-biały. 
— Wrócił, czy nie? — warknął na wojownika Aronia. 
— Nie. Tylko parę kotów wracających z patrolu łowieckich wchodziło. — mruknął Borsuczy Warkot. 
Aronia machnął ogonem. Jego główny podejrzany nie mógł dostarczyć trucizny liderce. 
— Jakbyś go zobaczył to przywlecz go do mnie — rozkazał kocurowi. Widząc niezadowolenie na jego pysku, dodał. — Możesz siłą. Byle dało się z nim rozmawiać. 
Kocur mruknął coś pod nosem, ale kiwnął łbem. Aroniowy Podmuch odszukał wzrokiem Jesionowy Wicher i zauważywszy czekoladową sylwetkę, podbiegł do niego. 
— Musimy dowiedzieć się, kto jako ostatni odwiedzał Pstrągową Gwiazdę — mruknął do wojownika. — Co dowiedziałeś się od Porannej Zorzy? 

<Jesion?>

13 sierpnia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowego Wichru

Czuł, że musi wywalić tą kupę futra z legowiska. Czekoladowy wojownik zdawał się już tam zapuścić korzenie. Aroniowy Podmuch czuł, że musi pokazać mu, że życie płynie dalej. Wiedział, że strata rodzeństwa bolała, sam stracił Porzeczkową Łapę w podobnym wieku, ale nie mógł pozwolić Jesionkowi marnieć w legowisku wojowników całymi dniami. Ktoś musiał go otrząsnąć z tego. I on właśnie był najlepszym kandydatem. Poza tym musiał się jakoś odwdzięczyć za przysługę. 
— No już! — pogonił kocura. — Wstawaj wojowniku! 
Czekoladowy spojrzał na niego zdezorientowanym wzrokiem. 
— Czego ode mnie chcesz? — mruknął smętnie. 
— Żebyś się ogarnął — mruknął jedynie Aroniowy Podmuch. — Wstawaj, idziemy na wycieczkę.
Jesionowy Wicher spoglądał na niego niechętnie. Pewnie chciał wrócić do swojej nory i znów zaszyć się w smutkach. Aronia westchnął. 
— Jak się ze mną przejdziesz to później dam ci spokój — oznajmił. — Jak nie to zmuszę cię do tego. 
Jesionowy Wicher podniósł się w końcu. 
— Wujku, proszę... — zaczął smętnym głosem. — Naprawdę nie mam ochoty — dodał ciszej.
Aronia machnął ogonem. 
— Tak stękać możesz swojej partnerce, a nie mi — syknął. — Ruch dobrze ci zrobi. Chce coś ci pokazać. — dodał. 
Czekoladowy westchnął, ale kiwnął łbem. Niechętnie ruszył za nim, wlokąc się jak kocie. Aronia zebrał w sobie prawie całą cierpliwość, by tego nie skomentować. Szli w ciszy. Każdy w swoich myślach. Zastępca wiedział, że musi zająć czymś innym Jesionka, jeśli ten zaraz znów ma nie zacząć ryczeć po bracie. 
— Wiesz... — zaczął niepewnie. 
Rozmowy o uczuciach nie były jego mocną stroną. 
— Hm? — mruknął niemrawo wojownik. 
— Eh, nie wiem czy słyszałeś, ale... ale jak byłem w twoim wieku to straciłem siostrę — mruknął Aroniowy Podmuch, wskakując na kamień. A później na kolejny i kolejny. — To było nagłe. Przyszła powódź i zabrała ze sobą koty. Ale my nie zgubiliśmy się. Szliśmy koło siebie wytrwale w stronę miejsca zbiórki. Aż... aż spotkaliśmy moją uczennicę. Głupiutką Ćmią Łapę. Rozdzieliśmy się. Porzeczkowa Łapa, ona... ona poszła szukać Jagodowej Skórki. — urwał, czując gule w gardle. — Mogłem ją powstrzymać. Mogłem.... mogłem iść z nią. A zostałem z tą smarkulą. 
Jesionowy Wicher słuchał w ciszy historii. 
— Następnego dnia.... na-następnego dnia znalazłem ją z matką. Martwą. Przemoczoną. Ta-taką... taką obcą — czuł jak głos mu się łamie. — Dlatego przestań się obwiniać. Przestań się męczyć. Bardziej niż ja nie mogłeś schrzanić — syknął w stronę czekoladowego. 
Był naprawdę beznadziejny w takich rozmowach. Jesionowy Wicher zdawał się chcieć coś powiedzieć, lecz Aronia go uprzedził. 
— Chodź, to już blisko — burknął na kocura. — Zaraz pogadamy — dodał ciszej. 
Skręcił za powaloną brzozą nad strumieniem. Później wszedł w krzewy jeżyny, której kolce boleśnie przeryły mu po grzbiecie. Cel już był blisko. Przy niewielkim kamieniu trochę przyspieszył, by znaleźć się na niewielkiej polanie pośrodku lasu. Krzewu malin rosły tu dziko, a ich kwiaty nadawały powietrzu słodkiego zapachu. Słońce wkradało się przez szpary pomiędzy gałęziami, nadając miejscu bajkowego wyglądu. 
— Możemy pozrywać parę dla Malinka — mruknął do Jesionowego Wichru, szturchając lekko kocura. 

<jesion?>

13 lipca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowego Wichru

Łzy napłynęły do pomarańczowych ślip. Aronia szybko odwrócił pysk w przeciwną stronę. Nie mógł stracić i w oczach Jesionka. Nie chciał by i ten uznał go za żałosnego. 
— To... to nieważne — mruknął poważnym głosem, próbując opanować emocję. — Musimy teraz odbić Słodki Język, zapomnij o tym, proszę — dodał ciszej, ze spuszczonym łbem. 
— Wujku — zawołał Jesionowy Wicher. — Przecież... przecież wiesz, że możesz mi zaufać 
Aroniowy Podmuch uśmiechnął się słabo pod nosem. 
— Wiem — miauknął niepewnie. — Ale po prostu nie chce o tym rozmawiać — urwał. 
Widząc zawiedzione ślipia czekoladowego wojownika, dodał szybko. 
— Nie dziś, dobrze? Musimy odnaleźć Słodki Język, na tym powinniśmy się skupić. Z Truskawkową Łapą jako medykiem szybciej padniemy niż podczas epidemii zielonego kaszlu — stwierdził, wdychając. 
Jesionowy Wicher niechętnie kiwnął łbem. 
— Jesionku! — usłyszeli głos za sobą. 
Brzoskwiniowa Bryza przypatrywała się im swymi bystrymi brązowymi ślipiami. 
— Pstrągowa Gwiazda kazała nam wyruszyć wzdłuż granicy wschodniej... jak coś to mogę jej powiedzieć, że nas dogonisz — dodała, widząc lekkie napięcie pomiędzy. 
Aroniowy Podmuch westchnął smutno. Pstrągowa Gwiazda tylko pewnie czekała na wydarzenie, które pozwoli jej zaatakować Klifiaków. Teraz miała i poparcie wojowników. Zastępca podszedł do Jesionka i szturchnął go lekko. 
— Idź, pogadamy później, dobrze? — miauknął. 
Wojownik kiwnął łbem, ale jeszcze chwilę odprowadzał go spojrzeniem. 

* * *

Aronia cały spięty chodził w kółko. Wczoraj widział się z Łabędzim Pluskiem. I rozmawiali. Jakoś. Ale rozmawiali. To najważniejsze. Nerwy z wczorajszego wieczoru nadal z niego nie zeszły. Cieszył się, że porozmawiali. Ale stres. Ten cholerny stres. Chciał znów spotkać się z Łabędzim Pluskiem, ale też bał się, że to zepsuje. Przecież musieli powoli się pogodzić. Szkoda tylko, że serce Aronii tego nie rozumiało. 
— I jak poszło? — podszedł do niego Jesionowy Wicher. 
Aroniowy Podmuch prawie zapomniał o fakcie, że Jesionek to wszystko zorganizował. Poczuł nerwowy dreszcz na grzbiecie. Teraz nie miał pojęcia jak wiele wie wojownik. Nie miał pojęcia jak i kiedy ten skontaktował się z Łabędzim Pluskiem oraz co tamten mu powiedział. Serce zastępcy nagle przyspieszyło, a oddech stał się szybszy. 
— D-dobrze — mruknął Aronia, otaczając łapy ogonem. — Dziękuję, Jesionowy Wichrze — dodał ciszej. 
Czekoladowy wojownik uśmiechnął się. 
— Nie ma sprawy — miauknął, przysiadając się do kocura. — Opowiesz mi w końcu co cię łączy z tym kotem? 
Aroniowy Podmuch szybko uciekł wzrokiem gdzie indziej. 
— O, spójrz sójka — mruknął, wskazując łapą na drzewo. 
Jesionek zmarszczył brwi. 
— Wujku... 
Aroniowy Podmuch westchnął. Jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówił. Nawet Słodkiemu Językowi. Bał się reakcji Jesionowego Wichru. Nie mógł i jego stracić. Nie miał pojęcia jakie wojownik miał do tego podejście, a fakt, że sam Aronia, z zazdrości, krytykował jego ojca i Niedźwiedzie Futro tu nie pomagał. Co jeśli Jesionek go wyśmieje i rozpowie całemu obozowi? Czy Pstrągowa Gwiazda straci resztki zaufania do niego? Czy będzie musiał odejść z klanu? 
— Halo? Wujku? Żyjesz? — szturchnął go kocur. 
— Tak — miauknął cicho zastępca. — Więc... więc mnie i Łabędzi Plusk łączy... łączy coś... coś więcej niż przy-przyjaźń — przyznał, spuszczając łeb. 

<Jesionku?>

20 czerwca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowego Wichru

Kocur spojrzał jeszcze raz na Lisiaka i Bobra. Podobieństwo było zbyt uderzające, by móc zaprzeczyć. 
— Na pewno — miauknął, robiąc z  nieświadomego wojownika element swej intrygi. — Musimy go mieć na oku — dodał, licząc, że Jesionowy Wicher zajmie się tym, zamiast znów mu zawracać ogon o Łabądka. 
Czekoladowy skinął łbem, spoglądając z zawodem na współklanowicza. 
— Poinformuję o tym Pstrągową Gwiazdę — skłamał Aronia. — Na pewno ucieszy się z jednego szpiega mniej... 
Szybkim krokiem skierował łapy w stronę legowiska liderki, lecz kocica nie była tam sama. Widząc niską czarną kotkę, odwrócił się na pięcie by odejść. Lecz mimowolne zdążył usłyszeć strzępek rozmowy. 
— Pstrąg, nie rozumiesz... — miauknęła medyczka, sprawiając, że kocur zbliżył się do legowiska liderki zaciekawiony. — Ten lis... on... on trzymał w pysku pstrąga i rozszarpał go na drobne kawałki... — urwała, czekając na reakcję starszej kocicy. 
Bura westchnęła ciężko. 
— Chcesz, żeby po tym wszystkim im od tak odpuścić? — mruknęła Pstrągowa Gwiazda. — Nie pamiętasz już jak nas zaatakowali? Jak porwali nasze kocięta po raz drugi? Uważasz, że to my jesteśmy ci źli? Spójrz na nich! — uniosła się liderka. 
— Nic nie rozumiesz! — pisnęła Słodki Język zła. — Lisia Gwiazda to przy tobie nic! — dodała, wybiegając z legowiska. 
Aroniowy Podmuch zdumiony przyglądał się, jak medyczka na swoich krótkich łapkach opuszcza pędem ich obozowisko. Chciał za nią pobiec, porozmawiać, ale bał się, że kotka znów go odrzuci. Znów wlepi w niego z zawodem dwukolorowe ślipia, kiedy on sam w niczym nie zawinił. Była taka egoistyczna. Aronia z zepsutym humorem skierował łapy w stronę legowiska wojowników.

* * *

Stał pod jedną z gałęzi wierzby, pozwalając, by krople deszczu skapywały mu na futro. Powinien się cieszyć z deszczu, było go tak niewiele podczas Pory Opadających Liści. Pstrągowa Gwiazda martwiła się, że spadnie poziom wody i będą mieli problem ze zwierzyną. W końcu mieli tyle pysków do wykarmienia. 
— Wujku, co tu robisz? — zapytał zdziwiony Jesionek, przysiadając się do niego. 
Pewnie i on zauważył, że ostatnio był inny. Słabszy. 
— Siedzę — burknął po czym dodał. — Myślę o przyszłości...
Jesionowy Wicher zastrzygł uszami, spoglądając ze zmartwieniem na zastępce.  
— Obawiasz się ataku na Klifiaki? W końcu twój szpieg może ucierpieć — mruknął zamyślony wojownik. 
Futro Aronii automatycznie postawiło się, a pazury gwałtownie wysunęły. Sama myśl o Łabędzim Plusku działała na niego jak deszcz na ślimaki. Mięknął znów wpadając w wir przemyśleń i winy. Wziął głęboki oddech i potrząsnął łbem. Nie mógł zdradzić zbyt wiele szczegółów. Zagmatwany we własnych emocjach był zbyt nieuważny. 
— Pokłóciliśmy się — mruknął jedynie. 
Jesionowy Wicher uniósł brwi zaskoczony. 
— Przez to jesteś taki smutny — Aronia sam nie wiedział, czy to stwierdzenie, czy pytanie. 
Spuścił łbem. Ostatnie czego potrzebował to miłosnych porad od wnuczka Żwirowej Ścieżki. Spojrzał smętnie na wojownika. Z bliskich mu osób w klanie tylko on mu został. Powinien to docenić nim i to zepsuje. 
— Tak — miauknął speszony zastępca, kładąc uszy. — On był dla mnie ważny, a potem mnie porzucił... — urwał, zdając sobie sprawę z tego co wygaduje. 
Na ostry i ciernie jak może być takim mysim móżdżkiem? Szybko uniósł łeb, by spojrzeć w zaskoczone niebieskie ślipia. Malujące na pysku Jesionka zdębienie nie wróżyło nic dobrego.
— Wujku... ty... — zaczął kocur, lecz spanikowany głos mu przerwał. 
— Na Rybiszcza! — zawołał zaniepokojony Truskawkowa Łapa, wybiegając z legowiska medyków. — Słodki Język zniknęła! 
To zdanie postawiła cały klan na łapy. Wszyscy wiedzieli, że Truskawek był beznadziejny w medykaliach i medyczka trzymała go tam z litości, by nie musiał siedzieć w starszyźnie. Chaos zapanował na chwilę w obozie. Dopiero stanowczy głos Pstrągowej Gwiazdy go przerwał. 
— Już wcześniej to zauważyłam, ale nie chciałam wzbudzać paniki — miauknęła liderka. — Ślad Słodkiego Języka urywa się przy terenach Klanu Klifu, możliwe, że ją porwali — dodała. 
Aroniowy Podmuch spojrzał z przerażeniem na burą. 
Czyżby jednak wojna była nieunikniona? 

<Jesionku?>

20 maja 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowego Wichru

Patrzył na powoli zalewający się obóz Klanu Lisa. Woda coraz bardziej wypełniała wysepkę, zatapiając rośliny. Mech z legowisk porwany przez nurt wyglądał dość smutnie. Wpatrywał się jeszcze chwilę po czym ruszył przekonany, że wszyscy opuścili obozowisko. Jednakże czyjś przytłumiony krzyk uświadomił go, że się myli. Odwrócił łeb w stronę rzeki i ujrzał porwanego przez nurt Brzózkę. Biały kocur niezgrabnie uderzał łapami o wodę, próbując się utrzymać na powierzchni. Był już za daleko, by biec mu na pomoc. Obserwował jak jego biała sierść tonie w rzece. 
— Brzózku — miauknęła smutno biało-kremowa kotka ze łzami w ślipiach. 
Napotkawszy się ze spojrzeniem Aronii zmarszczyła gniewnie brwi. Kocur machnął kitą i dołączył do Pstrągowej Gwiazdy. Bura kocica zdawała być zadowolona z ataku. Jednakże nie wszystkie koty zdawały się podzielać jej zdanie. Wśród współklanowiczów dojrzał niepewność. Krew została przelana z osobistych pobudek i nie każdemu to się podobało, lecz nikt nie próbował skakać. Potężna sylwetka Pstrągowej Gwiazdy zniechęcała do jakichkolwiek buntów.
— Wracamy? — burknął do kocicy. 
Liderka westchnęła, wprawiając puchatą kitę w ruch. 
— Tak ci spieszno ułożyć zad w legowisku? — mruknęła Pstrągowa Gwiazda, mrużąc zdrowe oko. — Klanie Nocy, wracamy — zarządziła, kierując łapy w stronę podmokniętych terenów. 
Po dojściu tam mieli po kamieniach wrócić do obozu i wyjaśnić nowym lokatorom ich obozowiska co i jak. Widząc ich niepocieszone miny Aronia już czuł, że nie będzie to za łatwe. 
— Parszywe lisie łajna! — rozległ się krzyk. 
Aroniowy Podmuch wywrócił oczami. Jeszcze było im mało? Odwrócił się w stronę właściciela głosu. Ku własnemu zdziwieniu ukazała mu się niewielka czarna koteczka. Mierzyła go zimnym spojrzeniem żółtych ślip. Zakrywająca ją ogonem łaciata kotka, obserwowała go niepewnie. 
— Cii, Nornico — próbowała uciszyć kocie, przykładając jej łapę do pyszczka. 
Mała jednak miała inne plany i boleśnie wgryzła się w nią. Kotka pisnęła, a uwolniona koteczka podbiegła do Aroniowego Podmuchu. Zastępca uważnie się jej przyglądał. Kocie pomimo młodego wieku wypełnione było złością. Wojownik zastanawiał się chwilę skąd tyle gniewu w tak młodej istotce, po czym przeklął siebie. Przecież właśnie zniszczyli jej dom i pewnie zabili rodzinę. Ups.
— Tak? — mruknął do zuchwałego kociaka przyglądającego mu się z pogardą. 
Nim się zorientował mała splunęła mu prosto w pysk. 
— Giń, mysia pokrako! — wrzasnęła, chcąc rzucić się na kocura, lecz została złapana za kark.  
Łaciata kotka z wcześniej trzymała rwące się kocie w pysku ze skruchą w ślipiach. Szkoda, że w oczach winnej już nie dało się tego dojrzeć. 
— Wybacz jej — poprosiła biało-czarna, kładąc uszy. — Proszę nie rób nic jej, jest tylko małym kociakiem, nie wie co robi...
Aroniowy Podmuch parsknął rozbawiony. Był święcie przekonany, że mała dobrze zdawała sobie powagę z jego czynów. 
— Rozliczę się z nią później — warknął, uważnie przyglądając się kocięciu. 
Nie zamierzał tego tak zostawić, ale teraz najważniejsze było dotarcie do obozu. Padnięci wojownicy stawali się coraz mniej uważni, a i tak dużo Lisiaków zdołało uciec. Tchórzliwe mysie bobki. Dalsza podróż obyła się bez wyzwisk ze strony kociąt. Jedynie wojownicy i uczniowie pseudo klanu rzucali im pełne nienawiści i pogardy spojrzenia. Powoli na szczęście zbliżali się do swoich terenów, więc nie było o co się martwić. Niespodziewanie ostry zapach wpadł mu do nosa. 
— Lis — prychnęła niezadowolona Pstrągowa Gwiazda. 
Wiadome było, że ten nie miał z nimi szans, lecz woleli nie ryzykować. Liderka przywołała Aronię ruchem ogona i razem wyprzedzili grupę kotów na dwie lisie długości. Nocniaki otoczyły Lisiaków z każdej strony, blokując każdą możliwą drogę ucieczki. Na przodzie stał Jesionowy Wicher. Aroniowy Podmuch widząc jego zmartwione spojrzenie, pokręcił łbem. Miał nadzieję, że młodemu wojownikowi nie przyjdzie nic głupiego do łba. Całą grupę zamykał Pigwowy Kieł wraz bratem. Zdaniem zastępcy nie był to za najlepszy wybór, ale teraz już nie miał nic do gadania. Wraz ze Pstrągową Gwiazdą obserwowali uważnie otoczenie, stawiając każdy krok. Nie znali tego terenu, więc przeciwnik mógł zaatakować znienacka. Tym bardziej, że bagienne trawska wyglądały zdradliwie. Aroniowy Podmuch skupił wzrok na jednym z nich, gdy ze strony liderki rozległ się dziwny szelest. Zaskoczony kocur spojrzał na nią, lecz nim zdążył cokolwiek powiedzieć lis zaatakował liderkę. Wgryzł się w szyje burej, która nieskutecznie próbowała się mu wyrwać. Aronia przyglądał się temu zdezorientowany, po czym przypomniał sobie, że powinien jej pomóc. Rzucił się na przeciwnika, wbijając pazury w jego zmierzwione futro. Lis puścił kotkę, lecz nie uciekał. Zjeżony warczał na nich. Było w nim coś dziwnego. Normalnie nawet nie odważyłby się  nawet ich zaatakować. Odpowiedź była tylko jedna. Miał młode. Aroniowy Podmuch dobrze wiedział, że ta walka skończy się tylko bezsensownymi śmierciami. Prychając na rudzielca, chwycił kotkę i zaczął ją odciągać, nie spuszczając wzroku z przeciwnika. Ten także bacznie ich obserwował.  Dopiero gdy oddalił się na bezpieczną odległość, odsapnął zmęczony. Nim się zorientował przy jego boku pojawił się Jesionowy Wicher. 
—  Co z nią? —  zapytał, wbijając niebieskie ślipia w liderkę. 
Aronia szturchnął masywne cielsko. 
—  Chyba zdechła —  stwierdził, po czym spojrzał na wojownika. —  Co tu robisz? 
Mina Jesionka nie mówiła nic dobrego. Szybko zerwał się na łapy i odwrócił łeb w stronę wojowników. Nerwowe odgłosy i zdecydowanie mniejsza ilość Lisiaków nie wróżyły nic dobrego. Zwrócił wzrok na czekoladowego. 
— Co tam się stało? —  wycharczał zły, bijąc ogonem o ziemię. 
Przed wybuchem złości zastępcy Jesionka uratowało nagłe kaszlnięcie liderki. Oba kocury spojrzały się na burą. Gdy ta gwałtownie otworzyła pomarańczowe ślipie po grzbiecie Aroniowego Podmuchu przeszedł mimowolnie dreszcz. Te całe zmartwychwstania wyglądały nieco strasznie. Kotka poderwała się na łapy słabo, rozglądając zdezorientowanym wzrokiem. 
—  Gdzie ten lis? —  wycharczała wściekła. 
Aronia i Jesionek spojrzeli po sobie. 
—  Lis nie jest naszym najmniejszym zmartwieniem —  mruknął, wskazując na grupę coraz bardziej buntujących się Lisiaków.

* * * 

Powrót do obozu zdawał się trwać nieskończoność. Niemal Aroniowy Podmuch w go zwątpił. Zmęczony usiadł pod cieniem wierzby. Dawał taką przyjemną ulgę. Jak na razie problem z Lisiakami został rozwiązany chwilowym umieszczeniem ich po drugiej stronie wyspy. Wejście do zrobionego na szybko legowiska było pilnowane przez Sumowy Wąs i Poziomkowy Blask. Dodatkowo przy obu wyjściach z wysepki straż pełniło co najmniej dwóch wojowników. Lisiaki nie miały jak wyjść z wyspy bez ich wiedzy. Zastępca przyglądał im się z ukosa. Wiedział, że Pstrągowa Gwiazda chce ich wcielić w ich szeregi i nawrócić, ale nieco wątpił jej plan. Wychowani w pogańskiej wierze lub co gorsza całkowitym jej braku Lisiaki nie zdawały się chętne do współpracy. Widząc idącego z mchem Jesionowy Wicher podbił do niego. 
—  Wiesz, że możesz odpocząć —  mruknął do wojownika. —  Niech ten leniwy bobek też coś zrobi —  syknął głośniej w stronę Bobrzej Kłody, mając nadzieję, że ten w końcu ruszy zad. 
Czekoladowy kocur opuścił mech, by coś miauknąć, gdy nagle wbił zdziwiony wzrok przed siebie.
— Aroniowy Podmuchu, czy ty też to widzisz? —  zapytał niepewnie. 
Zastępca sapnął nieszczęśliwie zmuszony odwrócić łeb w stronę, w którą spoglądał wojownik. Tłuste srebrne kocie siedziało niezadowolone. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie bijące od niego podobieństwo do Bobrzej Kłody. Aronia spojrzał zaskoczony a to na kociaka, a to na tłustego wojownika. 
—  Myślisz... —  zaczął niepewnie. —  Myślisz, że to może być jego...?  — mruknął pod nosem.

<Jesionku?>

19 maja 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowego Wichru

Słysząc słowa Jesionowego Wichru, poczuł jak mu się słabiej robi. Pazury wbiły się w ziemię, gdy młody wojownik opowiadał jak dusił jego partnera rybą. Nawet nie potrafił sobie tego wyobrazić. Nie mógł. Nie chciał. Czuł, że dopuszczenie tej myśli do świadomości skończy się źle dla Jesionka. Bardzo źle. A czekoladowy nie mógł nagle zaginąć. Niestety. Wziął głęboki wdech, wmawiając sobie, że młody wojownik opowiada mu swój sen. Tak to był tylko sen Jesionowego Wichru. Głupi sen głupiego Jesionka.
— Wujku? Co ci jest — usłyszał nagle.
Chciał otworzyć pysk, ale wiedział, że to się źle dla niego skończy. A dla Jesionowego Wichru jeszcze gorzej. Skupiając się całkowicie na oddychaniu, usiadł. Wzrok wbił w zieleń. Podobno uspokajała. Głęboko zaciągając się orzeźwiającym powietrzem, próbował zapomnieć o zaistnieniu tej całej sytuacji zgwałcenia gardła Łabądka rybą. Poczuł jak oko zaczyna mu nerwowo mrugać. 
— Aroniowy Podmuchu? —  tyknął go lekko wojownik. 
Nie reagował. Ugryzł się z całych sił w język i zerwał się na łapy. Czekoladowy wołał za nim, ale kocur był szybszy. Biegł przed siebie, skupiając się tylko na tym. Rosnący w nim gniew coraz bardziej żądał upustu. Paliły co całe mięśnie, a pazury nie mogły się schować. 
— Na ostry i cienie! — wrzasnął w końcu, brutalnie wyżywając się na kałuży błota. 
Ta pod wpływem uderzeniem łapy kocura rozprysnęła się ja jego czystym futrze, powodując u niego jeszcze większą irytację. 

* * *

Od tamtej rozmowy nie rozmawiali za często. Aroniowy Podmuch za każdym razem przypominał sobie haniebny czyn Jesionka i musiał zaciskać zęby, by nie obdarować czekoladowego wiązanką wyzwisk. Teraz jednak za bardzo nie miał jak od niego uciec. Zamoczeni w rzece, skryci pod kłodami sosen niczym jakieś szczury czekali na znak. Aroniowemu Podmuchu średnio podobało się moczenie futra w rzece w oczekiwaniu aż Niedźwiedzie Futro, Karpia Płetwa, Poziomkowy Blask i Szakłakowy Cień w końcu zostaną zauważeni przez Lisiaków. Poza tym jak leniwe zady mieli mieszkańcy niby klanu skoro jeszcze nie zauważyli Nocniaków na swym terytorium. Aronia westchnął zirytowany, ale krótkie spojrzenie liderki szybko go uciszyło. W końcu w obozie zapanowało jakieś zamieszanie. Przez szmer wody oraz liczne rozmowy trudno było cokolwiek zrozumieć, lecz najważniejsza informacja została wyłapana. Grupa wojowników Klanu Lisa ruszyła w stronę nieproszonych gości, by ich przepędzić. Skryte Nocniaki tylko czekały na ten moment. Gdy tylko tamci ruszyli w pogoń za przykrywką, przemoknięte rybojady zaczęły się wspinać po drewnianej konstrukcji.
— Klanie Nocy, do ataku — ogłosiła Pstrągowa Gwiazda, spoglądając na zaskoczonych Lisiaków. 
Mokre koty zaczęły zalewać obozowisko Klanu Lisa, bezlitośnie rzucając się na jego mieszkańców. Krzyki i wrzaski wypełniły obóz. Krew splamiła wyschniętą ziemię. Aroniowy Podmuch rzucił się w wir walki podobnie jak reszta pobratymców. Dla większości z nich był to pierwszy bój. Kątem oka przedzierając się przez zaczął wypatrywać Jesionowy Wicher. Z własnego doświadczenia wiedział, że takich młodzików lepiej nie zostawiać samych sobie. Sam przez to nabawił się paskudnych blizn, które nosił na pysku do dziś. W końcu dojrzał czekoladowe futro walcząca zajadle z puchatym białym kocurem. Już na pierwszy rzut oka Aronia stwierdził, że przyda mu się wsparcie. Jednak drogę zastąpił mu czarny kocur, który syknął na niego cały zjeżony. Aroniowy Podmuch nie miał pojęcia, że nieświadomie zbliżył się do kociarni. Lisiak rzucił mu się bez zastanowienia na grzbiet, wgryzając się w łaciaty kark. Zastępca szybkim ruchem przygniótł przeciwnika, rzucając się na ziemie. Bursztyn pisnął mimowolnie, jednakże nie zamierzał tak łatwo uciec z podkulonym ogonem. W końcu miał okazję pokazać swoim synom, że wcale nie jest miękką mysią strawą za jaką go uważali. Sycząc zajadle, mierzył Aronię wściekłym spojrzeniem. Nie zamierzał nikomu pozwolić skrzywdzić jego rodzinę. Aroniowy Podmuch wciąż rozglądał się za Jesionowym Wichrem, nie miał czasu na Lisiaka. Zniecierpliwiony machnął ogonem i prychnął na niego z pogardą. Zdeterminowany czarny kocur wysunął pazury i zaczął atakować Nocniaka. Kierowany gniewem i smutkiem atakował nieschludnie. Aronia z łatwością unikał jego uników, jakby walczył z kocięciem. W końcu zniecierpliwiony sam zaatakował, pomniejszając dystans pomiędzy nimi. Aż w końcu znalazł się na tyle blisko, by zatopił kły w szyi Lisiaka. Im mocniej wrogi wojownik się rzucał i drapał tym silniej Aroniowy Podmuch zaciskał szczęki na jego gardle. Dopiero gdy ten przestał się rzucać, a pysk zastępcy wypełnił metaliczny smak Aronia poluzował uchwyt. Widząc czekoladowe futro, wypuścił z pyska Lisiaka i ruszył w jego kierunku. Szybko zauważył, że kocur nie jest sam. Walczył z burym wojownikiem, a za jego grzbietem czaił się biały. Aroniowy Podmuch bez zastanowienie rzucił się na grzbiet śnieżno-białego kocura, przyszpilając go do ziemi. 
— Pilnuj tyłów, młody — syknął do Jesionka. 
Czekoladowy kiwnął łbem i chroniąc swoje tyły, zaczęli nacierać na wrogich wojowników. Zjeżone kocury krążyły wokół nich, czekając tylko na chwilę rozproszenia. Aroniowy Podmuch uważnie, obserwował każdy ruch białego puchatego wojownika. Jesionowy Wicher podobnie nie spuszczał wzroku ze swojego rywala. Sycząc i prychając na siebie nawzajem, śledzili swoje ruchy, szukając słabych stron przeciwnika. W końcu Lisiak odważył się zaatakować przejeżdżając pazurami po starej ranie na pysku Aronii. Zastępca prychnął wściekle, czując rosnący ból i wycelował niezgrabnie pazury w stronę wojownika. Ten szybkim ruchem znalazł się tuż przy grzbiecie Nocniaka, wbijając w niego swe pazury. Aroniowy Podmuch złapał go za ogon, chcąc odwdzięczyć się Lisiakowi. Nawet nie zauważył czyhającą z ukrycia na niego łysą kotkę. 

<Jesionowy Wichrze>

Skład sił Klanu Nocy:
Pstrągowa Gwiazda, Aroniowy Podmuch, Szakłakowy Cień, Żółwi Brzask, Niedźwiedzie Futro, Karpia Płetwa, Szopowy Ogon, Płotkowy Skok, Karasiowa Łuska, Borsuczy Warkot,  Poziomkowy Blask, Pigwowy Kieł, Sumowy Wąs, Szczupaczy Grzbiet, Muszy Bzyk, Ropuszy Język, Lodowa Łapa,  Biegnąca Łapa, Wieczornikowa Łapa, Jaskrowa Łapa, Iskrząca Łapa, Zbożowa Łapa,
Z czego zmarli: Pstrągowa Gwiazda (1 życia), Niedźwiedzie Futro, Karpia Płetwa, Szopowy Ogon

Skład sił Klanu Lisa:
Horyzont, Puch, Lśniący Księżyc, Rudek, Myszołów, Sokół, Szyszka, Brzózka, Leszczyna, Chmurka, Perła, Szakłak, Bursztyn, Golec, Łasica, Nostalgia, Gąska, Uszatka, Konopia, Ostróżka, Pędrak, Wschód, Czapla, Żuraw, Bocian, Myszka
Z czego zmarli: Horyzont, Puch, Rudek, Brzózka, Myszka, Chmurka, Bursztyn

(dla zorientowania się dane na później)

Koty wcielone w Klan Nocy: 
Muszelka Uszatka, Konopia, Ostróżka, Pędrak, Czapla, Bocian, Szkarłat, Czermień, Błysk, Koszatek, Nornica, Obłok, Gałąź, Klonek, Wichura

Uciekinierzy: 
Szyszka, Sokół, Pszczółka, Nostalgia, Perła, Lśniący, Szakłak, Golec, Myszołów, Leszczyna, Gąska, Wschód, Żuraw, Bazylia, Łasica 

Przebieg wojny: Niewielka grupa Nocniaków wparowuje na terytorium Klan Lisa, by odciągnąć grupę wojowników> Większa, czai się w rzece za drewnianą zaporą> Gdy przynęta zostaje złapana, Nocniaki z rzeki atakują Klan Lisa i przejmują obozowisko

07 maja 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowej Łapy (Jesionowego Wichru)

— Eh... wujku? Bo... nie daje mi to spokoju, odkąd zobaczyłem jak wychodzisz z legowiska medyczki. Czy ty i Słodki Język jesteście parą?
Trzeba było przyznać, że takiego pytania Aroniowy Podmuch nigdy się nie spodziewał usłyszeć z ust Jesionowej Łapy. Na początku na pysku kocura pojawiło się zaskoczenie, później obrzydzenie, zakłopotanie i upokorzenie. Wypuścił powietrze z nozdrzy zirytowany. Nie rozumiał czemu kolejna osoba podejrzewa go o romans z dziwnopyską. Czy naprawdę to, że rozmawiał z kotem przeciwnej płci sprawiało, iż inni myśleli, że się bzykają po krzakach?
— Nie — syknął, kładąc uszy. — Nie ma godnej mnie samicy — dodał z pogardą, przypominając sobie jego rówieśniczki.
Jesionowa Łapa zdawał się zaskoczony tym ostatnim zdaniem. Niebieskie ślipia lustrowały jego osobę. 
— To nie byłeś nigdy zakochany? — zapytał zdziwiony. 
Aroniowy Podmuch westchnął. Nie rozumiał czemu przeszli na te tematy. Był w nich totalnie beznadziejny. 
— Byłem, ale czy to ważne — mruknął, kopiąc kamyk. — Nie twoja sprawa dzieciaku, ciesz się czym masz 
Czekoladowy uczeń kiwnął łbem. Zamyślony zwolnił kroku, po czym przyspieszył. 
— A kto ci się podobał, wujku?
Kocur wywrócił oczami i nim zdążył Jesionowej Łapie kazać spadać na drzewo ten rozpoczął zgadywankę. 
— Słodki Język?
— Nie. 
— To może... Owcze Futerko?
— Nie.
Kocurek zamyślił się na dłużej co nie zapowiadało niczego dobrego. 
— Wiem, Szopowy Ogon?
Aroniowy Podmuch zjeżył się na myśl o rówieśniczce. Matka jej zwiała, ojciec zapewne był jakimś pieszczochem, z którym puściła się Łzawy Taniec, a siostra najwidoczniej postanowiła pójść śladami matki. Nawet chłop jej umarł. 
— Ten spaślak jest wart tylko Bobrzej Kłody — warknął, przyspieszając kroku. 
Jesionowa Łapa wydał z siebie niejednoznaczny pomruk. 
— To może Lśniąca Róża? W końcu tak ją odwiedzałeś w kociarni...  — urwał, widząc minę Aronii.
Wredna szylkretowa jędza pojawiła się mu przed oczami. Poczuł rosnącą w nim frustrację i gniew na samą myśl o tym aroganckim smarku, z którym ma kociaki. 
 — Nie obrażaj mnie  — wyrzucił jedynie ze siebie zły. 

* * *

Minął kolejny dzień poszukiwań. Zapach Dwunożnego i słaby Deszczowej Gwiazdy urywał się przy Drodze Grzmotu. Klan powoli zaczynał się poddawać. Oszroniony Płatek jeszcze nie tak dawno dumna z mianowania swoich kociąt na uczniów, dziś znów pogrążona była w żałobie. Z każdym dniem była coraz bardziej wkurzająca. Prawie bardziej niż gdy porwano jej kocięta. Aroniowy Podmuch trzepnął ogonem, wpatrując się piszczke. Przemoknięty wróbel smakował paskudnie. Kocur zatopił niechętnie ponownie w nim kły. Skrzywił się pod wpływem jego smaku. Widząc kątem oka wpatrującego się zawzięciem w ptaka Bobrzą Kłodę, westchnął. Temu też nieudane polowania nie służyły. Fałd tłuszczu na jego obwisłym cielsku zrobiło się jakoś mniej, a sam kocur był jeszcze bardziej zrzędliwy i wkurzający. Aronia rzucił mu wróbla z pogardą w ślipiach. Zbędny spaślak. Srebrny bez zawahania złapał ptaka zadziwiająco zwinnie jak na niego. Nawet nie spojrzał się na niego nie spojrzał, zaczął wcinać wróbla. Zrezygnowany Aronia odszedł od pożerającego jego porcję żywności Bobrzej Kłody, a łapy skierował w stronę legowiska przywódcy. Jak się spodziewał zastał tam Pstrągowy Pysk. Dziś miała odbyć podróż do Księżycowego Kamienia i zostać nowym przywódcą. Nie było z czym zwlekać. Ostatnie czego potrzebowali to słabość i anarchia w klanie. 
— Ile jeszcze będziesz zwlekać z wyznaczeniem zastępcy — syknął w jej stronę. 
Kotka odwróciła się w jego kierunku. Jej pozostałe pomarańczowe ślipie spoglądało na niego pogardliwie. W ciemnym legowisku lidera cała podrapana i wydrapanym okiem wyglądała jak koszmar w kocięcych jaw. Aroniowy Podmuch nie spuścił wzroku pomimo potężnej sylwetki. Nadal wpatrywał się w ten jej paskudny pysk, zastanawiając się jaki kocur był takim desperatem by przelecieć przyszłą liderkę ich klanu. 
— Nie mów co mam robić — warknęła na niego z drwiącym uśmiechem. 
Wyszła z legowiska lidera, zostawiając go bez odpowiedzi. Aroniowy Podmuch pokręcił łeb z lekkim rozbawieniem. 
— Obydwoje wiemy, że tylko ja się nadaje — mruknął z dumnie uniesionym łbem. 
Pstrągowy Pysk parsknęła. Spojrzała na niego z kpiąco. Słabe światło przedostające się przez liczne chmury oświetlały tylko połowę pyska kotki. 
— Niech cię pycha nie zgubi — rzuciła, oddalając się w stronę czekających na nią kotów. 
Aronia prychnął i odczekawszy chwilę udał się w stronę wpatrującego się w niego Jesionowego Wichru. Niebieskie ślipia czekoladowego wojownika wlepione były w niego ze zdziwieniem.
— Wujku, co robiłeś z tą wywłoką? —  zapytał, jakby nie dowierzał w to co widział. 
Kocur uśmiechnął się paskudnie i poprawił sprawnym liźnięciem zmierzwione futro na piersi. 
— Pnę się do władzy, Jesionowy Wichrze —  mruknął z dumą, przyglądając się jak Pstrągowy Pysk opuszcza w towarzystwie Szakłakowego Cienia i Niedźwiedziego Futra teren obozowiska. 
Na pysku młodego wojownika zawitało jeszcze większe zdziwienie. 
— Skąd pewność, że wybierze ciebie? — spytał, próbując podążyć logiką starszego kocura. 
Aroniowy Podmuch westchnął i wskazał łapą na gawędzących sobie Owcze Futerko i Biały Kieł. 
— Spójrz na nich — rozkazał czekoladowemu. — Myślisz, że którakolwiek z tych mysich straw dałaby radę zarządzać innymi? Sam przyznasz, że Biały Kieł nawet nad swoimi łapami nie potrafi zapanować...

<Jesionowy Wichrze?>

14 kwietnia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowej Łapy (Jesionowy Wicher)

Aroniowy Podmuch z grymasem obserwował upadającego na śnieg Jesionka. Widząc co ten odwala, aż sam wytrzeźwiał błyskawicznie. Nie sądził, że ten się tak srogo zjara. Usiadł koło niego i szturchnął czekoladowego. Na marne. Ten nadal smacznie drzemał. Czasem mamrotał coś pod nosem, ale zły Aronia nawet się nie wsłuchiwał. Nawet Słodki Język nie odwalała takiej kichy jak ten osobnik. Nawet po sprzedaniu mu paru plaskaczy uczeń nadal się nie obudził. Wojownik westchnął ciężko. Przecież nie będzie wlókł tej kupy futra aż do samego obozu. Zostało mu tylko jedno. Chwycił za skórę na karku kocurka i zaczął go ciągnąć w stronę rzeki. Musiał jeszcze pamiętać, żeby wrócić po zioło pozostawione pod niewielką sosną. Targanie Jesionowej Łapy nie należało jednak do łatwych wyzwań. Jednak ta kupa futra trochę ważyła. Pokręcił łbem ze zrezygnowaniem, licząc, że młodziak już nie będzie miał okazji skosztować kocimiętki. Jeśli tak współczuł jego towarzyszom. Modląc się do gwiezdnych, by nikt nie zauważył ich z wyspy, położył kocurka obok brzegu. Rozejrzał się uważnie. Wokół nie było żywej duszy. Uśmiechnął się wrednie, spoglądając na smacznie śpiącego towarzysza. Czas obudzić Jesionową Łapę. Sprawnym ruchem wrzucił go do zimnej rzeki. Lodowata woda skutecznie dobudziła Jesionka.
— Aaa! — krzyknął zaskoczony uczeń, próbując się utrzymać na powierzchni wody. 
Aroniowy Podmuch machnął zły ogonem i podszedł do brzegu. 
— Nie wrzeszcz tak mysi móżdżku! — wydarł się na Jesionową Łapę. — Chcesz pół klanu tu ściągnąć?
Zdezorientowany Jesionek zamilkł, lecz nadal przebierał gwałtownie łapami. Widząc jak ten wierzga łapami jak ślepa mysz, Aronia zaczął się zastanawiać, czy młodziak umiał pływać. Bo nie wyglądał za bardzo. Może faktycznie nie było to najlepszą metodą budzenia, ale Aroniowy Podmuch nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Wskoczył niechętnie do rzeki i popłynął do ucznia. Niespokojne niebieskie ślipia wołały o pomoc. Wojownik spuścił wzrok i pozwolił młodemu uczepić się jego grzbietu. Przebierając sprawnie łapami, zbliżał się powoli do brzegu. Nie było to jednak łatwe, gdyż namoknięty Jesionek ważył jeszcze więcej. Gdy uczeń poczuł pod łapami grunt, puścił się jego grzbietu. Obydwa kocury usiadły zmęczone na śniegu. Ciężko zipiąc, spoglądali na siebie.
— I co my powiemy Słodkiemu Językowi — mruknął bardziej do siebie Aroniowy Podmuch. 

<Jesionku ulubiony topielcu wujka?>

25 marca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionowej Łapy

Kiwnął łbem, nerwowo przełykając ślinę. Spojrzał na niewinną roślinę, przez którą powstała czwórka jego kociaków. Wiedział, że miał dostarczyć ją Słodkiemu Językowi. Że ta potrzebowała tej rośliny na wypadek Zielonego Kaszlu, ale... ale jej zapach był tak kuszący... 
— M-musimy zerwać ją tuż przy ziemi, żeby nie zniszczyć liści — poinstruował Jesionową Łapę, nie spuszczając wzroku z zioła. — O tak — zaprezentował, chwytając kęp łodyg. 
Cudowna woń zderzyła się z jego nosem, powodując, że Aronii jeszcze trudniej było się powstrzymać. Soczysty sok z łodyg kapał na jego wargi, sprawiając, że kocur zastygł w bez ruchu. 
— Aroniowy Podmuchu? — miauknął uczeń, wyrywając go z transu. 
Wojownik otrząsnął się i odłożył roślinę obok. 
— Myślę, że jeszcze dwa pąki i możemy wracać — mruknął i podszedł do kolejnej kocimiętki. 
Jej zapach był jeszcze silniejszy. Aronia lustrował roślinę ostrym spojrzeniem. Słodki Język wysłała go na tą misję, pomimo że sama wiedziała o jego wyjątkowej słabości do tej rośliny. 
Może... może zrobiła to specjalnie? 
Może chciała sprawić przyjacielowi trochę przyjemności w życiu?
Kocur pokręcił łbem, odrzucając te myśli, lecz te nadal uporczywie się go trzymały. Przecież jak ciapnie listek, czy dwa nic się nie stanie, prawda? Nikt nie będzie miał za złe chwilę przyjemności. Należała mu się ona. W końcu tak ciężko pracował dla klanu, a każdemu wojownikowi należy się jakaś nagroda. Tak, dokładnie. Aroniowy Podmuch podniósł powoli pysk i delikatnie ugryzł listek rośliny. 
— Aroniowy Podmuchu, co robisz? — zapytał zaskoczony Jesionek, zauważywszy działania wujka. 
Lekko spanikowany kocur zwrócił łeb w jego stronę. Przybrał najpoważniejszą minę jaką potrafił i odrzekł. 
— Nie bądź mysim sercem Jesionowa Łapo 
W niebieskich ślipiach pojawiła się nieodgadniona dla Aronii emocja. 
— Ale... 
Spojrzał na ucznia z pod łba, tak naprawdę wewnątrz umierając z lęku. 
— Cykasz się? — rzucił mu wyzwanie. 
Młodszy pokręcił łbem. 
— No to spróbuj — zachęcił czekoladowego kocurka. — Nikt ci za chwilę relaksu nie urwie ogona. 
Jesionek podszedł niepewnie do rośliny i zerwał listek. Po nim kolejny i jeszcze jeden aż w końcu łapa Aronii odgrodziła mu drogę do rośliny. 
— Starczy ci jak na pierwszy raz — stwierdził, sam zrywając jeszcze kiść. — Zerwij tamtą jak cię uczyłem i możemy ruszać — jego głos dziwnie złagodniał co nie umknęło uwadze młodszemu. 
Czekoladowy zachichotał cicho. 
— Co cię tak bawi, co? — syknął Aroniowy Podmuch, marszcząc brwi.
Jesionek uderzenie serca spoglądał na niego po czym wybuchnął śmiechem. Wojownik machnął ogonem. 
— W-wybacz... — miauknął w końcu, próbując się powstrzymać od śmiania i łapiąc gwałtownie powietrze. — Masz... masz taki śmieszny głos 
Aronia słysząc słowa młodszego, zamyślił się na uderzenie serca. 
— Naprawdę? — zapytał głupio. 
Śmiejący się uczeń pokiwał łbem. 
— Może faktycznie mam — mruknął zakłopotany z lekka. 
Jesionek przyturlał się do niego. 
— Wujku nie martw się, ja tam lubię twój głos — miauknął wesoło, uśmiechając. 
— D-dzięki — odpowiedział zmieszany lekko tym wyzwaniem Aroniowy Podmuch. 
Widząc jak Jesionek zafascynowany przygląda się niebu, położył się obok niego zaciekawiony. 
— Na co tak się patrzysz? — mruknął jakby od niechcenia. 
Radosne niebieskie ślipia spojrzały na niego. 
— Na niego — wskazał na punkt na niebie. — Jest cudowny... — dodał rozmarzony. 
Aronia pilnie przeleciał wzrokiem całe niebo, lecz nie znalazł na nim nic ciekawego. Już chciał coś powiedzieć, aż zobaczył to. Chmury pędziły przez błękitne niebiosa z prędkością światła. Wydawały się uciekać przed czymś. Aronia podążył tym tropem i ujrzał ogromne słońce. Zdawało się z każdym uderzeniem serca coraz bardziej się do nich zbliżać. Kocur zadrżał, ale nie miał sił uciekać. Jego ciało było takie ociężałe, lecz i jednocześnie takie swobodne. Skierował łapę w stronę nieba, jakby to miało potrzymać zbliżającą się apokalipsę, lecz nagły cień i wrzask rozproszył go. Huk sprawił, że poczuł jak traci słuch. Spanikowany poderwał się na łapy. Wszystko zdawało się rozmyte, a świat żył innym życiem niż on. Podszedł i chwycił kocimiętkę i ujrzał go. 
Dwunożnego. 
W jego podłużnych łysych łapach znajdowała się metalowa rura.

<Jesionku?>

14 marca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionka (Jesionowej Łapy)

Kocur odszedł od kotki, machając wściekle ogonem i bolącym policzkiem. Oblodzona Sadzawka pomimo już nie najmłodszego wieku nadal potrafiła go opieprzyć z taką samą siłą, jak wtedy gdy był jeszcze jej uczniem. Warunki karmicielki były jasne. Miał zakaz zbliżania się do jej kociaków na odległość dwóch lisich ogonów. Aronia nie marudził. Wręcz się cieszył na samą myśl mniejszej ilości spędzania czasu z rozpuszczonymi gówniakami jego ukochanego kuzyna. Rozmasował bolący polik i wkroczył jeszcze na chwilę do Lśniącej Łapy, by poinformować kotkę o zastrzeżeniach starszej karmicielki. Szylkretka ze zdziwieniem kiwnęła łbem, nawet nie chcąc pytać o szczegóły, a bawiące się kociaki nawet nie przejęły się ich spotkaniem. Widząc wracającą do kociarni dawną mentorkę, pośpiesznie wyszedł z legowiska, by udać się do swojego posłania i cieszyć się spokojem na resztę dnia. Nagłe poruszenie w niewielkim krzewie koło żłobka przykuło jego uwagę. Zwrócił wzrok w jego stronę i ujrzał niebieskie zmartwione ślipia Jesionka. Uśmiechnął się lekko do malca i powędrował przed siebie, stwierdzając, że może za jazgotem czekoladowego będzie lekko tęsknił. 

* * *

Cały klan pracował nad odbudową obozu, lecz przez nagłe nadciągnięcie Pory Nagich Drzew i mrozu, nie było to takie łatwe. Słodki Język zużyła większość ziół do opatrywania rannych kotów oraz infekcji i nie zdążyła uzupełnić zapasów przed nadejściem śnieżnej pory roku. Brakowało jej także paru innych na wypadek Białego Kaszlu lub Czarnego Kaszlu, który jeszcze podczas wędrówki zabrał im aż trzy koty. Większość ziół była nieosiągalna podczas takich mrozów, ale na szczęście na farmie Dwunożnych istniał Zamknięty Świat. Pomimo zimna i śniegu tam dzięki przezroczystym ścianą wciąż było ciepło i rośliny były nadal zielone. Kocur przypadkiem odkrył tajne wejście w ziemi zbawiony zapachem kocimiętki. Jednak na tą wyprawę potrzebował pomocnika, żeby nie skończyła się jak jego ostatnia z Lśniącą Różą. Kogoś o silnej woli albo po prostu kogoś komu nie będzie miał jak zrobić kociaków. Aroniowy Podmuch widząc wracającego z patrolu Jesionową Łapę wraz ze swoim mentorem gapą Białym Kłem, skierował łapy w ich stronę. Młody uczeń wydawał się dobrym towarzyszem. Z jego ruchliwością ucieczka w razie niebezpieczeństwa będzie błyskawiczna i wątpił, że ten skusi się na wspólną degustację kocimiętką. 
— Młody, chcesz iść ze mną zdobyć kocimiętkę z farmy Dwunożnych? — rzucił lekko nonszalancko.
Niebieskie ślipia kocurka spojrzały na niego zaskoczone. 
— A co z Malinową Łapą? — zapytał o brata zdziwiony, że nie ma go u boku mentora. 
Czarno-biały wojownik westchnął na myśl o swoim uczniu. Gdy w końcu nadarzyła mu się szkolenia czegoś innego niż baby musiało mu się trafić zakompleksione mysie serce. 
—  Eh — mruknął ciężko, starając się ugryź w język i nie powiedzieć o burasie nic złego. — Cierń mu wszedł w łapę i musiał iść do medyczki — wyjaśnił w skrócie.
Naprawdę nie miał pojęcia jakim cudem ta chodząca porażka życiowa nadepnęła na kolec w takim śniegu. 
— To ja jus ide — wyseplenił cicho Biały Kieł, zostawiając tą dwójkę samą. 
Aronia odprowadził młodszego wojownika wzrokiem i znów skierował wzrok na Jesionowa Łapę. 
— No i jak?


<Jesionku? idziesz na wycieczkę z wujaszkiem?>

01 marca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionka

Przysiadł lekko znudzony, obserwując znikającego kociaka. Dobrze wiedział, że nie ma szans by ten brząc upolował nawet kulawą mysz, więc nawet nie przewidział co zrobić jeśli Jesionkowi faktycznie uda się coś upolować. Chłodny wiatr poruszył tajemniczo gałązkami pobliskiego krzewu. Aronia wbił podejrzliwe spojrzenie pomarańczowych ślipi w krzak. Pomimo że nie wyczuł żadnego wrogiego zapachu podejrzliwości nigdy nie za wiele. Tym bardziej, że gdyby gówniak Oblodzonej Sadzawki zaginął przez niego miałby nieźle przesrane. Zastrzygł uszami słysząc dziwne szmery i chrząknął pośpieszająco na kociaka. Nie miał też zamiaru tu siedzieć cały dzień i czekać aż ten i tak nic nie upoluje. Mijały kolejne uderzenia serca, a ten gówniak nie wracał. Znudzony wszedł w krzew za kocięciem i zauważył sylwetkę czekoladowego kocurka. 
— Mam mysz! — oznajmił zadowolony z siebie kociak, a Aroniowy Podmuch aż wybałuszył oczy. 
Zaskoczony aż przysiadł. Nie chciało mu się wierzyć, że takiemu malcowi udało się upolować taką dorodną mysz. Chyba musiała być kulawa, ślepa i najstarszą myszą chodzącą po ich terenach. 
— Chyba sam Klan Gwiazd ci ją zesłał z nieba — warknął w końcu. 
Jesionek uśmiechnął się dumny. 
— Dobra — mruknął Aronia, rozglądając się uważnie. — Słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzał. Pstrągowy Pysk to niezrównoważony psychicznie babsztyl. Wzorowy przykład głupiej baby. Zamiast rozmawiać przywali ci w pysk bez powodu, a potem jeszcze zacznie spiskować jak najgorszy szczur. Podobno jej kociaki są Lisiej Gwiazdy, z którym ma na boku sekretny romans, co jeszcze lepiej pokazuję, jak bardzo ma zrytą banię ten rudy wyrzygany kłak. Założę się, że nawet jego musiała błagać o to, bo nikt inny jej nie zechciał z powodu jej krzywego pyska... — urwał, widząc próbujące to wszystko zanalizować niebieskie ślipka. — Jednym słowem jest zdrajcą i kompletną mysią strawą nie wartą więcej niż ślimaczy śluz. 
— To... to czemu jeszcze nikt jej nie wywalił z klanu — zapytał zdziwiony Jesionek, nie rozumiejąc tego aspektu.
Aroniowy Podmuch westchnął teatralnie. 
— Deszczowa Gwiazda ma zbyt miękkie serce dla tej głupiej baby — mruknął w odpowiedzi i wskazał ogonem na mysz. — Jak chcesz to weź, niech reszta gówniarzy ci zazdrości, ale morda na kubeł przy Oblodzonej Sadzawce. 
W ślipiach czekoladowego pojawiły się radosne promyczki. Wesoło kiwnął łebkiem i w podskokach chwycił mysz. 

* * *

Kocur wracał właśnie z patrolu łowieckiego, kiedy zauważył żalącą się Pstrągowemu Pyskowi Owcze Futerko. Lekko zaintrygowany przeszedł obok kotek, chcąc pod słuchać ich rozmowy. Srebrna kotka z lekkim niepokojem zgłaszała ich cudownej zastępczyni, że ostatnio jej piszczka zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Aroniowy Podmuch zastrzygł uszami zaciekawiony, spowalniając z lekka kroku. Z opisu byłej pieszczoszki wynikało, że była to zagrzebała mysz w ziemi obok niedużego krzewu, co brzmiało podejrzanie znajomo. Kocur przysiadł i zastanowił się chwilę skąd kojarzył tą scenerię. W jego głowie pojawił się obraz czekoladowego brząca, a długie łapy wojownika powędrowały szybkim krokiem do żłobka. 

<Jesionku?>

18 lutego 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Jesionka

Kocur powolnym, lekko leniwym krokiem ruszył w stronę legowiska wojowników, by w cieniu konarów drzewa uciąć sobie niekrótką drzemkę po polowaniu. Z jego czarno-białego futra wciąż skapywała woda ze strumienia mocząca młodą trawę. Nie chciało mu się jej zlizywać. Był zbyt padnięty po męczących łowach w rzece. Otrzepał się lekko niezgrabnie, pozbywając się resztek cieszy z sierści i rozejrzał się po nowym obozowisku. Jego mama wylegiwała się na trawie skąpana w przebijających się przez wierzbę promykach słońca. W końcu cieszyła się zasłużonym wypoczynkiem na starość. Słodki Język układała zioła, a siedząca niedaleko jej Cichy Potok uważnie się jej przyglądała. Niedźwiedzie Futro gawędził o czym z żywym zaciekawieniem z Owczym Futerkiem, która pomimo lekkiego znudzenia, wysłuchiwała historii wojownika. Gdzieś w pobliżu wejścia do obozu rozległo się ciche "nia ostly i cjelnje" zwiastujące, że Biały Kieł znów się potknął o własne łapy. Aronia westchnął. Życie klanowe nadal toczyło się spokojnie pomimo niedawnej wędrówki i porzucenia terenów rodzinnych. Ów harmonie cichego i pogodnego dnia zakłócił pewien kocięcy głosik. 
— Wujku! — usłyszał głos jednego z bachorów Oblodzonej Sadzawki. 
Odwrócił łeb w jego stronę i ujrzał pędzącego do niego Jesionka. 
— Powinieneś pokazać Klanowi Gwiazd, że jesteś godny bycia liderem. — rzekł kociak i tupnął łapką. — Jesteś najsilniejszym kotem, którego boją się nasi wrogowie. Ocaliłeś kocięta i dałeś popalić Lisiej Gwieździe! Należy ci się szacunek, a widzę, że nikt Ci się nawet nie kłania. Powinieneś coś z tym zrobić!
Aronia lekko zaskoczony tym przekręcił łeb. W niecałe uderzenie serca później na jego pysk wkradł się niemały uśmiech. Wypiął się dumnie i z wysoko uniesionym łbem przysiadł obok oburzonego kocięcia. 
— Zdaję sobie z tego sprawę — odrzekł jakże skromnie, unosząc z elegancją ogon do góry. — Cały klan się zdziwił, gdy Deszczowa Gwiazda wybrał na swojego zastępce tego głupiego babsztyla Pstrągowy Pysk — dodał ze ściszonym głosem, by bura nie miała dodatkowego powodu do przetrzepania mu łba. 
Niebieskie ślipia Jesionka zalśniły z ciekawością. 
— To dlaczego ją wybrał? Co nim kierowało? Czym się zasłużyła Pstrągowy Pysk? — dopytywał czekoladowy z zaciekawieniem. 
Aroniowy Podmuch spojrzał na zafascynowane kociaka przebierającego łapami, zastanawiając, którą wersję tej historii mógłby wybrać. W końcu jeśli opowiedział mu swą opinię oraz listę własnego autorstwa stu powodów, dla których Pstrągowy Pysk nie powinna zostać zastępcą, zarówno jak i Jesionek tak i Aronia dostaliby po tyłkach od Oblodzonej Sadzawki i Ognistego Kroku. I pewnie od Porzeczkowej Łapy, gdyby tylko jeszcze żyła. Kocur nigdy nie mógł pojąć do ta widziała w tym olbrzymim babsztylu. Pokręcił z zawodem łbem. 
— Jesteś zdecydowanie za młody, by o tym wiedzieć — mruknął niczym swój ojciec i wstał. — Może kiedyś ci opowiem — dodał niby od niechcenia, widząc zawód na pysku kocięcia. 
Jednak Jesionek nie odpuszczał. Z niezadowoloną miną stanął przed kocurem, blokując mu drogę. 
— Ale ja już nie jestem małym kociakiem — odparł na słowa wojownika, tupiąc łapką. — Mama powiedziała, że jeszcze trochę i zostaniemy uczniami! 
Aronia pokręcił łbem i wyminął kocurka sprawnym susem. Odwrócił pysk w stronę kociaka i zastrzygł uszami.
— Ah tak? — mruknął lekko rozbawiony oburzonym pyskiem malca. — To może mi jakoś to udowodnisz, panie zarazbędęuczniem? 

<Jesionku?>