BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Łapa x Zaćmiona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Łapa x Zaćmiona Łapa. Pokaż wszystkie posty

11 kwietnia 2025

Od Pietruszkowej Błyskawicy CD. Wiecznego Zaćmienia

Kotka patrzyła z czułością na medyczkę. Jej spojrzenie było pełne blasku, jakby słońce odbiło się w jeziorze i zatrzymało na zawsze w jej oczach. Gdy szylkretowa podniosła się z ziemi, oblizując nos, Pietruszka delikatnie musnęła jej nos swoim. Wieczne Zaćmienie zaskoczona cofnęła się o krok. Uszy aż ją zapiekły ze wstydu i zawstydzenia, więc odchrząknęła nerwowo, próbując zapanować nad drżeniem serca.
— Już nie boli? — zapytała Pietruszka, rumieniąc się, ale uśmiechając tak ciepło, że wiaterek wydawał się łagodniejszy.
— Nie... już nie boli — odpowiedziała cicho Zaćmienie, po czym otarła się policzkiem o pysk ukochanej.
— To teraz szukajmy dalej jajek! — zamruczała pręgowana kotka i ruszyła wzdłuż klifu, co jakiś czas zerkając w dół — tam, gdzie mewy najchętniej zakładały swoje gniazda.
— Znasz ptaki lepiej niż niejedna sowa, więc z tobą to będzie proste — zamruczała szylkretowa, ocierając się bokiem o bok wojowniczki. Ich futerka splatały się w ciepłym tańcu z każdym krokiem. Pietruszkowa Błyskawica rzucała jej co chwila spojrzenia przepełnione miłością. Czuła się swobodnie. Bezpiecznie. Kompletna. Kochała medyczkę całym sercem, do samego czubka ogona. I wiedziała — ta miłość była sprzeczna z kodeksem, z zasadami, z tradycją. Ale czy miłość powinna znać granice? Dla Wiecznego Zaćmienia byłaby w stanie przejść przez całą Mroczną Puszczę — samotnie, bez lęku, byle tylko mieć ją u boku. Nawet jeśli tam nie świecą żadne gwiazdy, dla Pietruszki jej ukochana była jedynym światłem, jakiego kiedykolwiek potrzebowała. Była jej gwiazdką w ciemności. Nawet gdyby przed nią wyrósł najpiękniejszy kwiat świata, gdyby wokół niej zatańczył najbarwniejszy motyl, gdyby śpiewał najcudowniejszy ptak — to wszystko zbladłoby przy blasku Wiecznego Zaćmienia. Jej pomarańczowe spojrzenie było, jest i będzie zawsze zwrócone na nią — i tylko na nią.
— Pietruszko? — zamruczała Zaćmienie, zatrzymując się na moment.
— Słucham cię cały czas — odpowiedziała wojowniczka miękko, patrząc w jej oczy żółte jak mniszek.
— Wiem… ale spójrz tam. Wydaje mi się, że na klifie jest gniazdo.
Medyczka ruszyła kłusem w stronę przepaści, a Pietruszka bez wahania podążyła za nią. Ich łapy stukały równo, a wiatr niósł ich śmiech i szeptane słowa nad krawędzią świata. Pręgowana zmrużyła oczy, po czym westchnęła, dając jasno do zrozumienia, że żadnego jajka nigdzie nie było widać.

<Zaćmienie?>

08 kwietnia 2025

Od Wiecznego Zaćmienia CD. Pietruszkowej Błyskawicy

Teraźniejszość

— Zaćma! — usłyszała medyczka, wystawiając głowę z legowiska medyków. Odszukała ona wzrokiem kota, który wykrzyczał jej nową “ksywkę”, tylko aby ujrzeć Pietruszkę! Szylkretka prędko wygrzebała się z lecznicy, podbiegając do czekoladowej.
— Witaj, Pietruszko! — miauknęła energicznie w odpowiedzi, przejeżdżając ogonem po grzbiecie niższej na powitanie. — Czy coś się stało, że mnie odwiedzasz? — zapytała z uśmiechem na pysku.
— Och, to nic wielkiego! Tylko Liściasta Gwiazda poprosiła mnie, abym sprawdziła ptasie gniazda w okolicy… Trzeba pilnować, aby odpowiednia ilość pisklaków się wykluła, czyż nie? Ostatnio coraz więcej kotów przynosi ptasie jaja do obozu, a to robi się niepokojące… — wytłumaczyła wojowniczka, na co młodsza odwróciła wzrok niezręcznie.
— Jasne… Rozumiem! I co, pewnie chcesz, abym ci potowarzyszyła? — spróbowała zgadnąć kotka, szturchając delikatnie partnerkę.
— Przestań! — zaśmiała się. — Nie będziesz mi tylko towarzyszyć… Biorę cię, abyś się do czegoś przydała! Gdybym chciała towarzystwo, to bym wzięła tylko Mysi Postrach! — przewróciła oczami.
— I co, ja mam się wspinać po drzewach? — zapytała.
— Oczywiście, że tak! Jeśli nie umiesz, to ja ciebie nauczę! A teraz chodź! — krzyknęła nagle, podskakując w miejscu i ruszając w stronę wyjścia. Och, będzie to długi dzień…

Cała droga była… Przyjemna. Kotki wędrowały przez tereny Klanu Klifu, stawiając kroki tuż obok siebie, co jakiś czas szturchając się żartobliwie, aż nie dotarły do okolic Sowiego Strażnika. Gdy stanęły kotki na klifie, Wieczne Zaćmienie rzuciła niepewne spojrzenie Pietruszkowej Błyskawicy.
— Jesteś pewna, że tutaj coś znajdziemy? — zapytała. — Tu są same wysokie trawy i kamienne urwiska… — wymruczała.
— Cóż, kazali mi najpierw te tereny przeszukać… Może uda nam się jakieś mewy znaleźć, to byłoby coś! — miauknęła, rozpoczynając poszukiwania ptasich gniazd. Medyczka również ruszyła z miejsca.
Kotka kręciła się po trawach, zaglądając w różne zakamarki, nawet zrobiła kilka kroków w dół klifu, zatrzymując się na jednej z półek, aby spojrzeć po kamiennej ścianie. Gdy wzrokiem natrafiła na małą ptasią lepiankę, oczka jej się zaświeciły.
— Mam gniazdo! — miauknęła, opierając się przednimi łapami o ścianę i zaglądając do lepianki, próbując coś zobaczyć… Dopiero odsunęła głowę, gdy coś ugryzło ją w nos! — Pietruszko! Ugryzło mnie! — powiedziała załamana tym faktem, odskakując do gniazda, dając dostęp wojowniczce.
— Wygląda mi to na… Pleszki! Nie spodziewałam się, że tu będą! Jak dobrze widzę, jest tutaj kilka jaj… To dobry znak! — powiedziała, uśmiechnięta.
— Tak tak, dobry znak… — zaśmiała się, oblizując swój obolały nos.

<Szukamy dalej, Pietruszko?>

08 stycznia 2025

Od Pietruszkowej Łapy (Pietruszkowej Błyskawicy) CD. Zaćmionej Łapy

Wychwyciła każde słowo wypowiedziane przez Zaćmioną Łapę – nawet najcichszy dźwięk nie umknął jej uwadze. Każde zdanie, każdy szept dotarły do jej uszu, włącznie z wyznaniem uczuć, które padło z pyska przyjaciółki. Jednak to nie był moment, by skupiać się na tym wyznaniu. Myśli Pietruszki krążyły wokół jednego – nie mogła znieść widoku swojej przyjaciółki w takim stanie. Zaćmiona Łapa była w rozsypce, a ona czuła ciężar tego bólu, jakby to ona sama go doświadczała. Nigdy nie przypuszczałaby, że tak drobna różnica zdań może wywołać w Zaćmionej Łapie tak silne emocje.
Położyła uszy po sobie, wyrażając żal i pragnienie przeprosin. Zbliżyła się do przyjaciółki, a potem delikatnie położyła swoją łapę na jej łapie. Spojrzała w jej żółte jak słoneczniki oczy, uśmiechając się ciepło, niczym promienie słońca rozświetlające poranek.
— Już wszystko w porządku, nie przejmuj się tym aż tak — powiedziała łagodnym tonem. — Możesz myśleć, co tylko chcesz, ale nie chcę, byśmy się przez to kłóciły. Dla ciebie Klan Gwiazd jest ważny ponad wszystko, dla mnie to tylko mały okruszek życia. Jednak nie pozwólmy, by różnice nas poróżniły. Usiadła na trawie, dając delikatny sygnał, że młodsza kotka może ją przytulić, jeśli tego potrzebuje. Po chwili dodała z większą stanowczością:
— Ale proszę, nie możesz tak myśleć! Klan Gwiazd to nasi przodkowie. Dają życie przywódcom i wizje medykom, ale nie są tu z nami na co dzień. Nie przeżywają tego, co my. Nie cierpią z nami za nasze błędy, nie odczuwają naszych przyjaźni ani miłości. Kochają nas, ale nie ingerują w nasze decyzje. Bardzo rzadko karzą koty, a już na pewno nie odebraliby życia innym za to, co zrobił Srokoszowa Gwiazda. Bo jeśli by to robili… to czy na pewno są dobrymi kotami?
Przerwała na moment, by zebrać myśli, a potem kontynuowała spokojniejszym tonem:
— Wszystko, co się wydarzyło, to były zwykłe przypadki. Przodkowie są smutni, gdy młode dusze trafiają do ich szeregów, ale na pewno nie odbierają życia za złe decyzje liderów. A co do Mrocznej Puszczy… dlaczego miałaby cię kusić? To, co czujesz, nie jest niczym złym.
Spojrzała na przyjaciółkę z delikatnym uśmiechem, próbując rozluźnić atmosferę:
— Wiem, że Klan Gwiazd zakazuje tego, co czujesz, chociaż nie rozumiem dlaczego. To głupia zasada — zaśmiała się cicho, chcąc dodać otuchy. — Poza tym… ja też cię lubię.
Na te słowa spuściła wzrok i skupiła się na swoich łapach. Czuła, jak pieką ją uszy, jakby emocje tej chwili wymknęły się spod kontroli.
Szylkretowa potrząsnęła głową, jakby chciała odrzucić każde słowo przyjaciółki. Jej serce biło szybciej, gdy tylko spoglądała na wojowniczkę, ale jej umysł kurczowo trzymał się zasad, nie pozwalając nawet na chwilę zwątpienia.
— Nie! Nie rozumiesz! To wszystko tak nie może być! Jestem uczennicą medyka, nie mogę… — miauknęła łamiącym się głosem, odwracając wzrok, by ukryć łzy. — Kodeks medyka nie pozwala mi na to!
Jej głos drżał, a łzy spływały po pyszczku, kiedy dodała szeptem, niemal oskarżycielsko:
— Przodkowie powinni mnie chronić przed takimi uczuciami, a skoro tego nie robią, to znaczy, że… to Mroczna Puszcza szepcze mi do ucha. To wszystko ich wina!
Ostatnie słowa wykrzyczała, a całe jej ciało zaczęło się trząść z powodu nagromadzonych emocji. Wtedy pręgowana wojowniczka, widząc jej ból, delikatnie oparła ogon na barkach szylkretowej, próbując ukoić, choć odrobinę jej cierpienia.
— Tak, wiem o kodeksie! Ale żaden duch, czy to dobry, czy zły, nie ma prawa zabraniać ci kochać! Dlaczego wy, medycy, nie możecie być szczęśliwi, a szczególnie ty? Zasługujesz na szczęście, jesteś dobrym kotem! Nigdy nikogo nie skrzywdziłaś, uratowałaś każde życie, które do ciebie trafiło! Oni nie mają prawa zabraniać ci po prostu żyć — miauknęła z pełnym przekonaniem w głosie.
Pietruszkowa Łapa zmrużyła oczy, a jej ogon poruszał się niespokojnie, zdradzając frustrację. Nienawidziła tego konkretnego punktu kodeksu medyka, który wydawał się jej kompletnie nieludzki. Kto w ogóle go wymyślił? Dlaczego medykom, którzy niosą życie, odbiera się możliwość kochania?
Jej myśli wypełniła złość na tę niesprawiedliwość. Rozumiała, że kodeks miał zapewniać równość w leczeniu wszystkich kotów, ale ten argument wydawał się jej zbyt słaby. Medyk, który pokochał, wciąż mógł być sprawiedliwy. A jeśli nie? Zawsze można przecież odejść ze ścieżki medyka!
— Klan Gwiazd nie powinien mieć nic do tego! — dodała z determinacją, wyrażając swoje myśli głośno. Zaćmiona Łapa poczuła dreszcz przebiegający po jej ciele, a serce zapłonęło nowym, ciepłym płomieniem. Słowa jej towarzyszki brzmiały tak nierealnie, a jednocześnie były dokładnie tym, co szylkretowa kotka pragnęła usłyszeć. Uczucia, jakie obie do siebie żywiły, były czymś wyjątkowym. Czymś, co od dawna rosło w ich sercach, choć żadna z nich nie miała odwagi się do tego przyznać. Teraz siedziały obok siebie w kompletnej ciszy. Ich spojrzenia spotkały się, a ogony splotły. Nie potrzebowały słów, by wiedzieć, co chcą sobie powiedzieć. To nie było zwykłe „kocham cię”. To było „kocham cię i mimo przeciwności losu pójdę z tobą nawet do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd”. Niestety, nie mogły okazywać swoich uczuć przy innych. To miał być ich słodko-gorzki sekret. Ciężar, który będą nosić razem przez kolejne księżyce. Miłość, która dla innych była czymś naturalnym i swobodnym, dla nich stanie się brzemieniem. Czymś, co przyprawi je o bóle serca, bezsenne noce i lęk przed odkryciem. A mimo to będą trwać przy sobie. Bo miłość przezwycięży wszystko. Dla innych pozostaną po prostu bliskimi przyjaciółkami. Tylko ich serca będą znały prawdę o tym, co je łączy. Były pewne, że nikt ich nie widzi. Nikt nie może zajrzeć w ich dusze. Ale czy na pewno? Czy nie było nikogo, kto mógłby przeniknąć ich myśli, zajrzeć w ich serca i ukarać je za złamanie zasad? Byli. Ale teraz, ani dla Pietruszkowej Łapy, ani dla Zaćmionej Łapy, to się nie liczyło. Miały siebie. Miały swoje ciepło.

<Zaćmiona Łapo?>

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy (Pietruszkowej Błyskawicy)

Pietruszkowa Łapa była w stanie dostrzec, jak jej młodsza przyjaciółka wbija w nią swoje ślepia, patrząc na nią, jakby całą rodzinę jej zamordowała. — Słucham? — mruknęła szylkretka, marszcząc brwi. — Srokoszowa Gwiazda jest nikim, tylko tchórzem! Ten szczur pozwala sobie nazywać się przywódcą, a to on odrzuca Klan Gwiazdy! To przez niego nasz klan cierpi, a przodkowie nas odpychają. Jest on niczym, a marnym istnieniem, które ściągnie na nasz klan śmierć! — powiedziała kotka podniesionym tonem. — Judaszowcowa Zdrada dobrze postąpił! Jako jedyny w tym całym klanie docenia dobroć naszych przodków, w przeciwieństwie do Srokoszowej Gwiazdy. Przodkowie się zezłoszczą i odbiorą mu te życia, zobaczysz. Długo mu nie pozwolą żyć, przez to, co zrobił na zgromadzeniu oraz jak postępował w przeszłości — syknęła, widocznie zdenerwowana całą sytuacją.
Słysząc ostre słowa jej przyjaciółki, Pietruszkowa Łapa zrobiła krok w tył. Kotka była zaskoczona nagłą zmianą w charakterze Zaćmionej Łapy… Jeszcze nigdy nie widziała jej takiej.
— To, co zrobił Judaszowcowa Zdrada na ostatnim zgromadzeniu, było bardzo nieodpowiednie. Złamał kodeks, sprzeciwiając się naszemu przywódcy, na oczach wszystkich klanów! — odpowiedziała Pietruszka, a następnie kontynuowała. — To, czy ktoś wierzy w Klan Gwiazdy, nie decyduje o tym, czy jest on dobry lub zły. Fakt może i Srokoszowa Gwiazda oddalił się od naszych przodków, ale nigdy nie chciał dla nas źle. Ja sama nie polegam tylko i wyłącznie na naszych przodkach. Nie można wiecznie liczyć na ich pomoc — dodała.
Zaćmiona Łapa zamilkła, widocznie rozmyślając nad tym, co chce powiedzieć. Koteczka spojrzała na swoje łapy i wydukała coś pod nosem
— Pietruszko, ty nic nie rozumiesz… Bez naszych przodków będziemy niczym! To oni nam pomagają, gdy tego najbardziej potrzebujemy. To dzięki nim przywódcy otrzymują dodatkowe życia, a Srokoszowa Gwiazda wykorzystał ich dobroć, aby dostać te przeklęte życia i zamiast podziękować za nią, to ten tchórz wybrał te obrzydliwe koty, które cały czas starają się namieszać mi w głowie! — miauknęła Zaćmiona Łapa, jej głos coraz bardziej się łamał z każdym wypowiedzianym słowem.
— Zaćmienie… — zdołała wydukać Pietruszkowa Łapa, tylko po to, aby Zaćmiona Łapa przerwała jej, nie pozwalając dokończyć swojej wypowiedzi.
— Ty nic nie rozumiesz! — krzyknęła. — Przez niego my wszyscy zdechniemy jak jakieś robale! Srokoszowa Gwiazda skierował się do tych idiotycznych kotów z Mrocznej Puszczy i ściągnął zło na nasz klan, a te śmiecie próbują się dorwać do każdego z nas! To przez nich nasi umierają, to przez nich nasz klan cierpi, to przez nich wszyscy się kłócą! Gdyby Mroczna Puszcza nie próbowała się dorwać do wierzących, to bym nie musiała walczyć z własnymi przeklętymi uczuciami do ciebie! Starają się mnie skusić do złamania kodeksu, aby mogli zdobyć kolejnego medyka w swoich szeregach, te przeklęte szczury! Ja wiem, że to jest zwyczajna próba, na którą starają się mnie wystawić! Wiem, że te uczucia nie są prawdziwe — zalała ciągiem słów swoją przyjaciółkę, nie pozwalając jej dojść do słowa. Szylkretka była widocznie roztrzęsiona oraz przerażona. Przez te wszystkie emocje, które szarpały młodszą na wszystkie strony, ta nieświadomie wypłakała coś o swoich uczuciach do Pietruszkowej Łapy. To teraz dopiero będzie zamieszanie… Och, na Klan Gwiazdy, w co się Zaćmiona Łapa wpakowała?

<Pietruszko, ja już nie wiem, co robić…>

[501 słów; trening medyka]

[przyznano 10%]

01 stycznia 2025

Od Pietruszkowej Łapy (Pietruszkowej Błyskawicy) CD. Zaćmionej Łapy

Zanim odpowiedziała na pytanie przyjaciółki, spojrzała na białe pióro, które powiewało za jej prawym uchem. Wiedziała, że teraz będzie zbierać szczególnie takie! Uczennica od razu rozpoznała, że należy ono do łabędzi, więc postanowiła poszukać ich więcej, gdy białe ptaki wrócą na tereny Klanu Klifu.
– Możemy coś porobić. Jakiś czas temu byłam z twoim bratem w Złotych Kłosach. Dwunożni coś tam budują – odparła, nie dając jasnej odpowiedzi na pytanie.
– Czyli chcesz tam iść? – dopytała dla pewności szylkretowa.
Pietruszkowa Łapa westchnęła, jakby nie słyszała pytania. Patrzyła jedynie w taflę wody, jakby myśląc o czymś.
– Czemu... – odezwała się w końcu, przerywając ciszę. – Czemu nie powiedziałaś mi, że ktoś zaatakował cię na granicy? – zapytała, patrząc w żółte jak gwiazdy oczy przyjaciółki.
Chciała znać przyczynę zatajenia przez Zaćmioną Łapę tak ważnej informacji! Pietruszkowa Łapa dobrze wiedziała, kto mógł zaatakować jej przyjaciółkę. Musiała to być ta sama ruda kotka, która wcześniej prowokowała Pietruszkę. Uczennica medyka westchnęła i oplotła łapy ogonem.
– Po prostu nie chciałam cię martwić. I tak Srokoszowa Gwiazda coś zrobił... chociaż mógł zrobić więcej – mruknęła, patrząc na koleżankę wzrokiem pozbawionym konkretnych emocji.
– Martwić?! Martwiłam się bardziej, gdy widziałam, jak płaczesz na zgromadzeniu! Zachowywałaś się, jakby ta ruda kotka pobiła cię do nieprzytomności! A ty mi o tym nie powiedziałaś – Pietruszkowa Łapa podniosła się, a jej głos zaczął się łamać. Zrobiła krok bliżej uczennicy medyka. – I co miał zrobić Srokoszowa Gwiazda? Wywołać wojnę?! Wojna to nie rozwiązanie! Zginęłoby tyle istnień. To, co ta ruda ci zrobiła, było okropne, ale wojna byłaby straszniejsza. Nie rozumiem, czemu tyle kotów krytykuje decyzję naszego lidera.
Jej głos drżał od emocji, ale mówiła dalej:
– Ta uczennica na pewno dostała dużą karę. Od dłuższego czasu nie widuję jej na granicy. Nawet jej zapachu nie wyczuwam – dodała, wyrzucając z siebie żale dotyczące decyzji przywódcy oraz reakcji innych kotów.
– Judaszowcowa Zdrada nie zachował się w porządku – dodała ciszej, siadając na ziemi i odwracając się plecami do szylkretowej.
Pietruszkowa Łapa bała się o zdrowie każdego kota, nawet tego, który nie pochodził z jej klanu. Chciałaby ruda kotka z Klanu Burzy dostała sprawiedliwą karę, ale wojna? Nigdy nie poprze wojny!

<Zaćmiona Łapo?>

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy (Pietruszkowej Błyskawicy)

Koteczka zamrugała oczami kilkakrotnie, zaskoczona pytaniem jej towarzyszki. Czy ona lubiła ptaki? Były one… Ładne, to fakt, ale czy kiedyś bardziej im się przyglądała? Wiedziała, że w Klanie Klifu było kilka kotów, które miało wręcz bzika na punkcie tych skrzydlatych stworzeń, jednak Zaćmiona Łapa do nich nigdy nie należała. Młoda szylkretka cicho odchrząknęła, a następnie się odezwała.
— Są one całkiem ładne! Zawsze miło się je ogląda, szkoda tylko, że i one gustują w ziołach, które często potrzebujemy… — wymruczała medyczka, z delikatnym uśmieszkiem na pyszczku. — Kiedyś widziałam bardzo ładne pióra… Skoro tak bardzo lubisz ptaki, to mogłabym Ci przynosić je, jak znajdę jakieś wyjątkowo urokliwe — dodała młodsza, na co Pietruszkowej Łapie zaświeciły się oczka.
— Oh, dziękuję, Zaćmiona Łapo! — powiedziała czekoladowa kotka, mrucząc zadowolona. Ciekawiło ją, jakie pióra przyniesie jej szylkretka.
Zaćmiona Łapa następnie odwróciła wzrok, a po krótkiej chwili odskoczyła w pobliskie zarośla, chwilę się w nich plątając. Pietruszka spojrzała na młodszą odrobinę zakłopotana, jednak gdy dostrzegła, jak Zaćmienie wygrzebuje się z krzaków, trzymając białe niczym śnieg piórko, pojawił się szeroki uśmiech na jej pyszczku.
— Piórko dla ciebie, Pietruszko! — miauknęła przyjaźnie koteczka, podrzucając piórko do starszej, na co ona je oczywiście złapała w pyszczek.
Pietruszkowa Łapa prędko zbliżyła się do Zaćmionej Łapy, delikatnie ocierając się jej o futro z szerokim uśmiechem.
— Jak ja Ci dziękuję, Zaćmienie! Jest ono piękne! — wymruczała, a następnie upchnęła je w futro.
— Czy… Chciałabyś coś porobić może? — zapytała Zaćmienie swoją koleżankę.

<Pietruszka?>
[243 słowa; trening medyka]

[przyznano 5%]

19 grudnia 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Czekoladowa kotka energicznie pokiwała głową na pytanie przyjaciółki. Poszłaby z nią wszędzie, nawet do miejsca, gdzie brak gwiazd. Ważne, by były razem – wtedy wszystko się ułoży. Przecież ich dziwnie bliska relacja nie może mieć żadnych negatywnych skutków... prawda? Pręgowana zastanawiała się przez chwilę, gdzie mogłyby pójść. Tymczasem szylkretowa uczennica medyka patrzyła na swoje łapy, rozmyślając, czy jej przyjaciółka również zmaga się z podobnymi problemami z uczuciami. Cóż, Pietruszkowa Łapa nawet o tym nie myślała. Mimo ponad dwudziestu księżyców nadal zdawała się być jak kociak. Nie zastanawiała się nad miłością – chciała po prostu spędzić miło czas z Zaćmioną Łapą. Może gdyby młodsza zrobiła pierwszy krok, czekoladowa zrozumiałaby swoje uczucia? Póki co były one ukryte głęboko w jej sercu, na tyle głęboko, że kotka nawet nie zdawała sobie z nich sprawy.
– Może Kacze Bajoro? – odezwała się w końcu starsza, przerywając ciszę i spoglądając na szylkretową.
Zaćmiona Łapa uniosła głowę, by spojrzeć w pomarańczowe oczy przyjaciółki. Poczuła, jak pieką ją uszy, więc od razu wstała, gotowa do drogi.
– Pasuje mi! No to prowadź – odpowiedziała, stojąc już przy wyjściu.
Gdyby pręgowana poświęciła chwilę na głębsze zastanowienie, mogłaby zauważyć dziwne zachowanie młodszej kotki. Jednak Pietruszkowa Łapa z entuzjazmem podskoczyła na cztery łapy i pognała przodem, wyprzedzając Zaćmioną Łapę. Zgrabnie poprowadziła koleżankę w stronę wyjścia z obozu, starannie omijając wojowników i uczniów wracających z patroli. Co jakiś czas odwracała głowę, by upewnić się, że przyjaciółka wciąż za nią podąża.

»»»

W miłej atmosferze pełnej ciepłych rozmów i wygłupów kotki w końcu dotarły do celu podróży. Bajorko nie było zamarznięte, więc z lodowatej wody chętnie korzystały kaczki. Gdy dostrzegły koty, jedynie zwiększyły swoją czujność. Kaczory ustawiły się w ochronnym kręgu wokół swoich partnerek i partnerów, gotowe do ataku w razie zagrożenia.
Pietruszkowa Łapa przysiadła na zimnej trawie i zaczęła uważnie obserwować ptaki. Po chwili dołączyła do niej Zaćmiona Łapa.
— Kaczki są takie fajne! W ogóle bardzo lubię ptaki — odezwała się starsza kotka, spoglądając, jak szylkretowa siada obok niej. Następnie wróciła wzrokiem do kaczek i owinęła się ogonem.
— A ty? — zapytała, rzucając krótkie spojrzenie w stronę młodszej. Widząc jej pytający wyraz pyszczka, dodała: — Czy lubisz ptaki?
Czekając na odpowiedź koleżanki, Pietruszkowa Łapa kilkakrotnie przejechała językiem po futrze na klatce piersiowej, próbując je wygładzić. Jak zawsze, na chwilę opadło, ale zaraz potem znów zaczęło sterczeć w każdą stronę.

<Zaćmiona Łapo?>

15 grudnia 2024

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

To był chyba pierwszy raz, gdy Zaćmiona Łapa coś dostała. Nie potrafiła ona przywołać ani jednego wspomnienia, gdzie to ona coś otrzymywała od drugiego kota. Los tak chciał, aby to jej najbliższa przyjaciółka w Klanie Klifu przyniosła jej jako podarunek gałązkę z jagodami jałowca. Były to jedne z dwóch jagód, z których Zaćmienie kochała korzystać… A które jagody były tymi drugimi? Tego można się jedynie domyślić, jeśli zna się sekrety szylkretki. Uczennica ciepło uśmiechnęła się do przyszłej wojowniczki, sama walcząc z rumieńcem, który stale próbował jej się wkraść na pysk zawstydzona tą całą sytuacją. Pietruszkowa Łapa jest jej bliskim kotem. Rozmawia z nią o wszystkim! Każdy sekret, który pozna kotka, w jednej chwili zostanie przekazany Pietruszce! Są to kotki, których nie idzie rozłączyć! Fakt, czasami mogą się posprzeczać o drobnostki, jednak nie minie minuta, a te ponownie skaczą razem przez obóz. Na samą myśl o spędzaniu czasu z jej przyjaciółką serce szylkretki zaczynało walić jej w piersi jak szalone oraz robiło jej się strasznie gorąco… Oh Klanie Gwiazdy.
Pyszczek Zaćmionej Łapy mógł mówić wiele, jednak tylko ona sama wiedziała, co teraz szaleje jej w głowie. Koty nie czują się w taki sposób na myśl o znajomym, prawda? Na Klan Gwiazdy, w co ona się wkopała? Kotka była tak zakręcona we własnych myślach, że nawet nie wyłapała słów Pietruszkowej Łapy, która pytała ją, czy ta nie miałaby przypadkiem chęci na mały spacer. Oh, wujek by ją zabił, gdyby się o tym dowiedział! Czy ona się zakochała? A może to tylko zauroczenie? Może to minie, prawda? Słyszała, że miłość czasami przemija… Może i tak byłoby w jej przypadku? Mogła jedynie się modlić do przodków, aby ci jej nie skrócili o głowę na następnym spotkaniu medyków, gdy ta otrzyma od nich sen… O ile go otrzyma. Serce nie sługa, racja? Nie było to celowo!
— Halo… Zaćmienie! — miauknęła jej przyjaciółko-obiekt zainteresowań, szturchając kotkę łapą, co wyrwało ją z jej myśli.
— Huh… Ah! Racja, przepraszam! Zamyśliłam się, proszę, nie gniewaj się — zapiszczała szylkretka, przepraszając wojowniczkę. — Czy mogłabyś powtórzyć pytanie? — zapytała kotka, śmiejąc się nerwowo, na co Pietruszkowa Łapa pokręciła głową rozbawiona.
— Spokojnie, nie gniewam się! — powiedziała kotka o czekoladowym futrze. — Pytałam się, czy może nie chciałabyś pójść ze mną na spacer! Jednak jeśli wolisz zostać w obozie, to nie ma problemu! — powiedziała kotka.
— Ah… Spacer? Cóż, pogoda nie jest aż taka zła, więc chętnie pójdę z tobą! Tylko po spacerze pójdziesz ze mną tutaj, abym dała ci coś na wzmocnienie organizmu. Nie chcę, abyś przypadkiem się rozchorowała, dobrze? — zapytała medyczna, na co Pietruszkowa Łapa pokiwała energicznie głową. Oh, Klanie Gwiazdy, dlaczego ona musi mieć na nią taki wpływ?

<Pietruszko?>
[433 słowa; trening medyka]

[przyznano 9%]

12 grudnia 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Pietruszkowa Łapa właśnie wróciła z polowania. W pysku niosła dwie myszy z mokrym od śniegu futerkiem, które delikatnie odłożyła na stos zwierzyny. Jednak nie tylko one przykułyby uwagę kogoś spostrzegawczego – za uchem miała schowaną gałązkę jagód jałowca. Były one przeznaczone dla medyków, a raczej dla konkretnej uczennicy medyka. Czekoladowa kotka odkryła te jagody podczas polowania – miały nietypowy kształt, przypominający serduszka, co od razu skojarzyła z Zaćmioną Łapą. Uznawszy, że są zbyt wyjątkowe, by trafiły gdzie indziej, postanowiła podarować je przyjaciółce.
Machając ogonem na pożegnanie towarzyszom z patrolu, Pietruszkowa Łapa ruszyła w stronę szczeliny medyków. Jej łapy delikatnie stąpały po mchu, a wzrok szybko odnalazł rudą połowę Zaćmionej Łapy. Widząc ją, pręgowana chwyciła gałązkę z jagodami i podeszła bliżej.
Zaćmiona Łapa, wyczuwając znajomy zapach, spojrzała w jej stronę. Na widok Pietruszkowej Łapy jej pyszczek rozjaśnił się w uśmiechu – szczerym, ciepłym, takim, który od pewnego czasu pojawiał się tylko dla niej.
— Witaj, Pietruszkowa Łapo — przywitała się pierwsza, zauważając jagody w pysku przyjaciółki. Spojrzała na nie pytająco, a Pietruszkowa Łapa odłożyła gałązkę na ziemię.
— Cześć, Zaćmiona Łapo! — zamruczała z entuzjazmem. — Patrz, co dla ciebie przyniosłam! — miauknęła z dumą, delikatnie przesuwając łapą gałązkę w jej stronę.
Zaćmiona Łapa spojrzała na jagody, a w jej oczach pojawiła się wdzięczność.
— Dziękuję, na pewno przydadzą się w leczeniu — oznajmiła, pochylając się, by podnieść gałązkę. Jednak zanim zdążyła to zrobić, Pietruszkowa Łapa niespodziewanie dotknęła swoim nosem jej nosa, zatrzymując ją. Zaćmiona Łapa uniosła się, zaskoczona gestem, i spojrzała na nią pytająco.
— To nie dla klanu, a dla ciebie — wyjaśniła Pietruszkowa Łapa, lekko zawstydzona, patrząc w bok. — Mają ciekawy kształt, wyglądają jak serduszka! Dlatego je dla ciebie przyniosłam! — dodała, wskazując łapą na czarne jagody o nietypowym kształcie. — Możesz je nosić za uchem… — mruknęła ciszej, spuszczając wzrok na swoje łapy.
Dla Pietruszkowej Łapy był to pierwszy raz, gdy komuś coś podarowała, a jej podekscytowanie mieszało się z obawą. Nie była pewna, czy Zaćmionej Łapie spodoba się ten prezent.
— Rozumiem. W takim razie wezmę je do swojego legowiska — odpowiedziała Zaćmiona Łapa, starając się ukryć podekscytowanie. Jej ogon był lekko nastroszony z emocji, które trudno było opanować. Pietruszkowa Łapa nigdy wcześniej nikogo nie obdarowywała, a Zaćmiona Łapa nigdy wcześniej nie dostała prezentu. Dla obu z nich ta chwila była nowa i niezwykle wyjątkowa.
— Może przejdziemy się gdzieś? Chyba że wolisz zostać w ciepłym obozie — zaproponowała radośnie czekoladowa kotka. W jej głosie słychać było beztroską lekkość. Nie miało znaczenia, co będą robić – czy pójdą szukać ziół, czy zostaną w obozie na rozmowach – liczyło się tylko to, że czas spędzą razem.

<Zaćmiona Łapo?>
[417 słów; trening wojownika]

[przyznano 8%]

11 grudnia 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Czekoladowa uczennica stała obok koleżanki. Podniosła z ziemi ostre zioła, starając się cofnąć język jak najgłębiej do pyszczka. Skinęła głową i ruszyła powoli w stronę obozu. Nie śpieszyła się — chciała spędzić jak najwięcej czasu z Zaćmioną Łapą. Liczyła na to, że ich relacja się pogłębi, a przy okazji chciała dowiedzieć się więcej o ziołach! Przed nimi była długa droga. Musiały przejść przez iglasty las, obok sowiego strażnika, pokonać śliskie kamienie, a na końcu zejść w dół do jaskini. Między poszczególnymi lokalizacjami czekały je jeszcze odcinki otwartego terenu.
Pietruszkowa Łapa kroczyła obok koleżanki, co jakiś czas zerkając na nią, jakby chciała coś powiedzieć. W końcu szylkretka również spojrzała na nią kątem oka. Ich spojrzenia się spotkały, ale czekoladowa szybko wróciła wzrokiem na drogę przed sobą.
– Wydaje mi się, że chcesz coś powiedzieć – odezwała się niewyraźnie Zaćmiona Łapa. Mówienie z ziołami w pysku było wyjątkowo niewygodne.
Pietruszkowa Łapa zamrugała, jakby zachęcona do rozmowy. Natychmiast się rozpromieniła.
– Tak! – miauknęła, upuszczając na ziemię dziki czosnek. Obie kotki zatrzymały się, a pręgowana spojrzała zawstydzona na koleżankę.
– Zaraz go podniosę – dodała, uśmiechając się niezręcznie. – Chciałam zapytać o zioła… Jakie są twoje ulubione? – zapytała, szybko podnosząc zioło z ziemi.
Zaćmiona Łapa, nieco zaskoczona, odłożyła to, co sama niosła, po czym usiadła.
– Mówienie z ziołami w pysku jest niewygodne. Możemy chwilę odpocząć – zaproponowała, obserwując, jak Pietruszkowa Łapa odkłada dziki czosnek i siada obok.
– Moim pierwszym ulubionym ziołem są jagody jałowca – zaczęła, rozglądając się dookoła, choć w pobliżu żadnych nie było. – To małe, ciemnoniebieskie jagody rosnące na zawsze zielonym krzaku. Pomagają na ból brzucha, trawienie i oddychanie, a do tego wzmacniają organizm – wyjaśniła, po czym zamilkła na moment, spoglądając na koleżankę z wyrazem pyska, jakby zaraz miała przekazać jej coś bardzo poważnego.
– Ale uważaj! – dodała stanowczym tonem. – Jeśli zjesz ich za dużo, może to się źle skończyć. Bóle brzucha mogą się nasilić, oddech i bicie serca przyspieszyć, a ciężarna kotka może nawet poronić – wytłumaczyła, spuszczając wzrok na swoje łapy.
– To okropne! Będę o tym pamiętać! – oznajmiła Pietruszkowa Łapa z przejęciem. – Lepiej wziąć mniej niż więcej – dodała głośno, choć pierwotnie zamierzała powiedzieć to tylko w myślach.
– Masz rację – przyznała Zaćmiona Łapa, lekko machając lewym uchem. – Ale nie mam tylko jednego ulubionego zioła – dodała, po czym zawahała się na chwilę, jakby nie była pewna, czy kontynuować.
– Słucham cię uważnie! – oznajmiła wesoło Pietruszkowa Łapa, unosząc przednie łapki, jakby gotowa chłonąć wiedzę.
– Wrzos zwyczajny – zaczęła Zaćmiona Łapa. – To dzwonkowate, fioletowe kwiaty o drobnych liściach. Tak naprawdę nie mają wielu zastosowań poza tym, że ich nektar dodaje się do ziół, żeby były smaczniejsze – wyjaśniła, po czym westchnęła, dając do zrozumienia, że chciałaby już ruszać dalej.
Pietruszkowa Łapa jednak tego nie zauważyła. Była zbyt pochłonięta nowymi informacjami o ziołach!
– O, rozumiem! Na pewno są piękne! – zamiauczała podekscytowana wizją zobaczenia nowego zioła. – Masz jeszcze jakieś ulubione? – zapytała, patrząc na Zaćmioną Łapę swoimi pomarańczowymi oczami.
Zaćmiona Łapa westchnęła, ale szybko uśmiechnęła się, żeby nie sprawiać wrażenia niemiłej.
– Tak, mam jeszcze jedno – odparła, po czym liznęła się po szyi. – Czasami mogłaś zobaczyć czerwone kwiaty z włochatymi łodygami i małymi czarnymi nasionami w środku – stwierdziła pewnym tonem. Była przekonana, że każdy przynajmniej raz widział mak polny.
– Tak, widziałam! Mentorka mówiła mi, żebym ich nie niszczyła, bo to podobno zioła – wyjaśniła Pietruszkowa Łapa z ciepłym uśmiechem, wspominając Melodyjny Trel.
– To dobrze, że ich nie zniszczyłaś! – miauknęła Zaćmiona Łapa, lekko przestraszona samą myślą o utracie tego zioła. – To mak polny. Pomaga w zasypianiu, łagodzi szok i smutek. Ale pamiętaj, nie można go podawać karmicielkom! – ostrzegła po raz kolejny tego dnia.
– Jasne! Na pewno to zapamiętam! Będę zbierać te zioła, jeśli gdzieś je zobaczę – oznajmiła czekoladowa kotka, podnosząc się na łapy. – Możemy już wracać, słońce zaraz zajdzie! – dodała, chwytając dziki czosnek do pyska.
Zaćmiona Łapa również się podniosła i zabrała swoje zioła. Na jej pyszczku pojawił się uśmiech z nutą ulgi – powinny już dawno wrócić do obozu. Pietruszkowa Łapa skakała wokół niej, rozglądając się na boki, jakby szukała potencjalnych ofiar lub po prostu podziwiała krajobraz. Gdyby mogła, z pewnością zostałaby poza obozem jeszcze dłużej.
W końcu obie dotarły do jaskini. Kiedy weszły do środka, inne koty spojrzały na nie z wyraźną ulgą. Czyżby ktoś się o nie martwił? Przecież Zaćmiona Łapa mówiła swojej mentorce, że wychodzi. Niezależnie od tego, obie uczennice skierowały się prosto do szczeliny medyków.
– Połóż to zioło tam – miauknęła Zaćmiona Łapa, wskazując łapą jedną z wielu półek.
Skład ziół wypełniał intensywny zapach, tak mocny, że Pietruszkowej Łapie aż zakręciło się w nosie. Gdy tylko odłożyła dziki czosnek, odwróciła pyszczek i natychmiast kichnęła.
Zaćmiona Łapa spojrzała na nią pytająco, unosząc brew.
– To przez ten silny zapach ziół – wyjaśniła Pietruszkowa Łapa szybko, nie chcąc niepokoić koleżanki myślą, że mogła się pochorować.
– Jasne, no to do zobaczenia – odparła Zaćmiona Łapa, odwracając wzrok. Na jej pyszczku pojawił się szczery uśmiech na myśl o kolejnym spotkaniu z Pietruszkową Łapą.
– Cześć! – zamruczała wesoło Pietruszkowa Łapa, nucąc coś pod nosem, gdy opuszczała legowisko medyków.


<Zaćmienie?>
Liczba słów, trening medyka: 808

[przyznano 16%]

08 grudnia 2024

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

Zaćmiona Łapa podniosła wzrok zaciekawiona, słysząc, jak Pietruszkowa Łapa nawołuje jej imię. Uczennica zaciekawiona podeszła do swojej towarzyszki, zaglądając, na co patrzy czekoladowa kotka. Zaćmiona Łapa prędko rozpoznała dobrze znane jej kwiatki.
— Ah! To tylko stokrotki, Pietruszko! Są one dobre na stawy oraz dodają sił kotu. Często dodajemy je do ziół podróżnych dla kotów przez te właściwości! — miauknęła żółtooka kotka, rzucając przyjazny uśmiech Pietruszkowej Łapie. — Chociaż nie wydaje mi się, aby nam jej brakowało w magazynie, dlatego myślę, że możemy już powoli wracać, o ile chcesz — dodała Zaćmiona Łapa.
Pietruszkowa Łapa przeskanowała wzrokiem białą roślinkę, zapamiętując jej wygląd, a następnie skinęła głową ze zrozumieniem na słowa przyszłej medyczki.
— Jasne, Zaćmiona Łapo! Możemy już wracać, jak już zebrałaś to, co potrzebowałaś! — wymruczała przyjaźnie uczennica wojownika z widocznym uśmiechem na pysku, zadowolona tym, że mogła nauczyć się czegoś nowego o ziołach.
— Dobrze, weź trochę czosnku z tej kępki, którą wyrwałam. Tylko ostrożnie na język, gdyż w smaku nie jest zbyt… Przyjemny, ale co poradzić! Pamiętaj, by dokładnie siebie wyczyścić, jak wrócisz do obozu. Koty nie są zbyt szczęśliwie na myśl o smrodzie, jaki dziki czosnek powoduje, gdy utrzyma się on na futrze kota — zaśmiała się medyczka, na co Pietruszkowa Łapa skinęła głową ze zrozumieniem. Uczennica zebrała jedną połówkę zebranego czosnku, a drugą zostawiła swojej towarzyszce. Spojrzała na nią swoimi żółtymi ślepiami, czekając na to aż i ona weźmie zioło oraz ruszy z miejsca.

<Pietruszko?>

[231 słów; trening medyka]

[przyznano 5%]

21 listopada 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Kotka podeszła do miejsca, gdzie jej koleżanka właśnie wykopała śmierdzące zioło. Dziki czosnek! Pietruszkowa Łapa wiedziała już, że nigdy nie da się ugryźć żadnemu szczurowi, skoro takie zapachy były potrzebne, żeby się przed nimi bronić! Zmarszczyła nos, po czym wsunęła pysk pod pobliskie krzewy, ostrożnie węsząc powietrze. Nagle poczuła zapach nornika. Uniosła ogon wysoko, zdziwiona, że Zaćmiona Łapa nie wyczuła wcześniej gryzonia skrytego pod gałązkami. Maleńkie zwierzątko trzęsło się ze strachu, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Niestety, doskonała łowczyni już go dostrzegła!
Czekoladowa kotka odsunęła się nieco, po czym skoczyła w górę niczym lis, celując prosto w krzaki. Jej tyłek wystawał z zielonej rośliny, gdy walczyła z gałęziami, by sięgnąć nornika. Po chwili triumfalnie wyciągnęła się z krzewów, trzymając w pysku zdobycz. Otrzepała się, usiadła w dumnej pozycji i zadowolona pokazała martwego gryzonia Zaćmionej Łapie, po czym upuściła go na ziemię.
— Złapałam! — miauknęła z dumą.
— Widzę! I było to całkiem zabawne widowisko — odparła szylkretka z rozbawieniem.
Pietruszkowa Łapa otrzepała futro i szybko zakopała nornika w ziemi, by nikt inny go nie znalazł. Rozejrzała się wokół, szukając kolejnej okazji do polowania, ale tym razem nic ciekawego nie wyczuła. Do jej nosa docierały wprawdzie zapachy królika, wiewiórki i myszy, ale wszystkie były daleko, pewnie już na terenach Klanu Wilka. Może gdyby była sama, pognałaby w tamtą stronę, ale teraz nie miała zamiaru ryzykować. Zamiast tego zaczęła spokojnie przeszukiwać teren wokół siebie, podczas gdy Zaćmiona Łapa pochylała się nad ziemią w poszukiwaniu ziół.
Nagle Pietruszkowa Łapa dostrzegła kwiatki o drobnych, białych płatkach. Rozpoznała je od razu. Stokrotki! Wiedziała, że pewna kotka nosiła je w swoim futrze. Podniosła głowę, wołając towarzyszkę.
— Zaćmiona Łapo! Spójrz tutaj! — zawołała.

<Zaćmiona Łapo?>

 [274 słów - trening medyka]

[przyznano 5%]

12 listopada 2024

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

Zaćmienie spojrzała na skaczącą niczym królik wojowniczkę, delikatnie się uśmiechając na ten widok. Z perspektywy medyczki wyglądało to wręcz komicznie.
— Skaczesz jak królik, jesteś pewna, że nim nie jesteś? — zażartowała młodsza, podczas gdy ona sama wygrzebywała nieznane uczennicy liście z krzaków. To było poświęcenie! Wchodzić w zarośla tylko po to, aby wygrzebać małą roślinkę — może urodziłaś się nie w tym klanie, co trzeba, hm? — rzuciła kolejnym żartem koteczka, tym razem nie mogąc powstrzymać śmiechu.
— Haha, uśmiałam się — powiedziała sarkastycznie wojowniczka, jednocześnie walcząc z własnym uśmieszkiem, który uporczywie starał się jej wkraść na pysk.
— No co, chyba mówię prawdę! — wytłumaczyła się, szturchając czekoladową kotkę, gdy ta przystanęła obok — a teraz trzymaj to! — dodała, wciskając jej zebraną wcześniej roślinę. Była to jasnego koloru bulwa, z zielonymi liśćmi na samej górze. Zapach jej był ostry oraz bardzo nieprzyjemny, na co wojowniczka się skrzywiła.
— Fuj! Co to jest? — miauknęła, robiąc wielkie oczy oraz minę, jakby Zaćmiona Łapa zabiła jej rodzinę.
— To? To jest dziki czosnek, dobry na ugryzienia szczura. Może i śmierdzi, ale jaki skuteczny! — odpowiedziała uczennica, podczas gdy ta dalej wykopywała wcześniej wspomnianą śmierdzącą roślinę, rzucając je pod łapy wojowniczki, raz na jakiś czas trafiając prosto w jej łapy, na co starsza się krzywiła.
— Ale to śmierdzi… Serio tym się leczy ugryzienia szczura? W jaki sposób? — zapytała czekoladowa kotka, spoglądając na nią swoimi wielkimi oczami.
— Aby czosnek zadziałał, należy się w nim wytarzać. Wiem, że nie brzmi to za dobrze, ale tylko tak działa. Czasami można zrobić z niego opatrunek i przymocować go pajęczyną, jeśli ugryzienie jest aż tak głębokie, jednak nie jest to przyjemne rozwiązanie, biorąc pod uwagę smród tego zioła — wytłumaczyła medyczka, wygrzebując się z krzaków i otrzepując swoje futro z suchych liści, które zdołały się wplątać w jej futro przez tę krótką chwilę.

<Pietruszko?>

[293 słowa; trening medyka]

[przyznano 6%]

11 listopada 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Spojrzała na przyszłą medyczkę z lekkim rozbawieniem. Wygłupy? Skądże! Czekoladowa kotka była czujna jak zawsze.
— Myślałam, że coś tam jest, ale okazało się, że to tylko ptaki rozłupujące orzechy — wyjaśniła, machając wesoło ogonem na boki — Jasne, że coś złapię! Tylko coś musi mi się najpierw nawinąć pod nos — dodała z uśmiechem.
Rudo-czarna uczennica zerknęła w głąb lasu, jakby również czegoś szukała. Pewnie wypatrywała ziół, bo cóż innego mogło ją interesować?
— Chcę zobaczyć, jak coś łapiesz, to musi być niezłe widowisko — stwierdziła Zaćmiona Łapa, węsząc przy ziemi w poszukiwaniu potrzebnych roślin.
Pietruszkowa Łapa kroczyła obok niej, też rozglądając się za czymś do upolowania. W pewnej chwili zauważyła czarne punkty na horyzoncie. Futro zjeżyło jej się na grzbiecie, ale szybko przypomniała sobie o starych oponach, które stały tu jak czarne gniazda. Z radosnym uśmiechem wskoczyła na jedną i z gracją przeskakiwała na kolejne. Co chwilę rzucała niechętne spojrzenia w stronę terenów Klanu Wilka. Wiedziała, że te koty potrafią być bezlitosne. Czasami nawet atakowały uczniów z innych klanów! Gdyby tylko spróbowały skrzywdzić Zaćmioną Łapę, mogłoby to skończyć się wojną. Pietruszkowa Łapa poczuła dreszcz na myśl o walce i o życiu, które mogłoby zostać utracone.
— Lubię to miejsce. Może trochę śmierdzi Klanem Wilka, bo granica jest tuż obok, ale świetnie się tu skacze! — wyjaśniła czekoladowa kotka, odbijając się od opon z lekkością. Co chwilę spoglądała na Zaćmioną Łapę, próbując zachęcić ją do zabawy. Medyczna uczennica spoglądała na nią z pewnym zmieszaniem, ale w końcu jej łapa delikatnie drgnęła, jakby też chciała dołączyć.

<Zaćmiona Łapo?>

Licznik słów na trening medyka: 249

[przyznano 5%]

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

— Huh… Wymiotowałaś? — zapytała kotka, podnosząc brew do góry, rzucając jej zaskoczone spojrzenie. Gdy usłyszała resztę objawów kotki, ta się delikatnie rozluźniła. Najwidoczniej się ona odwodniła… Jest to przykre, jak koty często potrafią siebie zaniedbywać na tyle mocno, aby wylądować w legowisku medyka na kilka księżyców. Zaćmiona Łapa zrezygnowana pokręciła głową, rzucając jej karcące spojrzenie — najwidoczniej się odwodniłaś… Niby nic wielkiego, jednak trzeba tego pilnować, bo łatwo sobie zrobić krzywdę. Woda jest potrzebna nam do przeżycia, a przez wymioty zaczęło ci jej brakować, stąd to osłabienie. Na przyszłość dbaj o siebie odrobinę bardziej, dobrze? — miauknęła szylkretka, delikatnie kiwając ogonem na boki. Nie chciała, aby uczennica była zamknięta w ich legowisku na księżyc lub dwa tylko i wyłącznie przez jej własną głupotę.
— Dobrze, Zaćmiona Łapo! Będę się pilnować. Jak coś się zacznie mi dziać, pierwsze co robię, to idę do waszego legowiska po dawkę ziół — odpowiedziała czekoladowa kocica, rzucając przyjazne spojrzenie medyczce. Zaćmiona Łapa, słysząc jej słowa, odetchnęła z ulgą, gdy kotka zapewniła ją, że ta będzie dbać o swoje zdrowie w przyszłości. Tylko tego jej brakuję, aby ta ponownie wylądowała w ich legowisku.
— Taką mam nadzieję, Pietruszkowa Łapo — powiedziała młodsza, dalej będąc na prowadzeniu — swoją drogą, planujesz faktycznie na coś polować? Czy to przed chwilą to były zwyczajne wygłupy? — zapytała Zaćmiona Łapa, najwidoczniej odnosząc się do jej wcześniejszego rozproszenia, które spowodowało, że ta została w tyle.

<Pietruszko?>

[225 słów; trening medyka]

[przyznano 5%]

10 listopada 2024

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

[Dzieje się w przeszłości - kilka dni wcześniej]
Duże temperatury i mocne słońce sprawiają, że pory zielonych liści z dnia na dzień znikają. Listki na drzewach zaczynają zmieniać kolor, a chmury częściej pojawiają się na niebie. Brak upałów to dobra wiadomość. Klifiaki w końcu mogą wychodzić w południe na polowanie czy patrole. Nawet zwierzyna jest bardziej chętna do pokazywania się. Niektóre gatunki ptaków już dawno odleciały do ciepłych krajów, inne dopiero się do tego zbierają. Myszy czy wiewiórki energicznie szukają nasion, by ukryć je na zimę. Większe zwierzęta, zasypiające na sen zimowy, stały się bardziej agresywne i walczą o każdy kęs jedzenia. Żółknące liście nie oznaczają tylko końca upałów, ale też zbliżającą się porę nagich drzew, która tego roku może zabrać dużo kotów. Brak zwierzyny i chłodne noce to coś, na co młoda uczennica musi się przygotować. Pietruszkowa Łapa, kotka o czekoladowym futerku i pomarańczowych oczach, spała smacznie na posłaniu. Słońce właśnie wychyliło się zza horyzontu, dostarczając delikatne światło do jaskini, w której mieszkały koty Klanu Klifu. Najbardziej zaangażowani wojownicy nie spali już od ponad dwóch godzin i byli gotowi na patrole, które miał wyznaczać Przyczajona Kania. Zapewne kotka o brązowym futrze dalej spałaby rozwalona na posłaniu, gdyby nie wojownicy wtaczający się do szczeliny. Na dźwięk łap i syków od razu się obudziła z nastroszonym futrem. „Czy ktoś zaatakował obóz?” – pomyślała zaspana, jednak rozpoznając jedynie zapach Klanu Klifu, uspokoiła się i oparła pyszczek na mchu, obserwując wszystko, co się działo. Odgłosy łap, które słyszała, należały do trzech kotów, z których znała tylko jednego. Gasnący Promyk – szylkretowa kocica właśnie zdzierała liliowego kocurka z posłania. Po jego pyszczku łatwo było wywnioskować, że nie jest z tego faktu zadowolony. Drugim kotem, którego Pietruszkowa Łapa nie znała, był Judaszowcowy Pocałunek, czekoladowy jednolity kocur z bliznami. Stał nad kotką o długim futrze na łapach – to Jeżówkowa Łapa! Ostatnim mentorem, który przybył po swojego ucznia, był kocur, którego uczennica jedynie kojarzyła z plotek krążących po obozie. To Nocny Kochanek, dawniej zwany Niedźwiedzim Miodem. Pietruszkowa Łapa dopiero ostatnio zdała sobie sprawę, że to ten kocur był szkolony przez Delikatną Bryzę, jednak zmienił imię. I to on wyznał uczucia Sroczej Gwieździe na zgromadzeniu! Przy wszystkich! Ostatnio stał się bardziej aktywny i wychodził wcześniej z jaskini, a kilka wschodów słońca temu wrócił cały, pachnący Klanem Nocy! Uczniowie w szczelinie, jak i wojownicy, nie raz szeptali o tym, że może Srocza Gwiazda odwzajemniła jego uczucia? Czekoladowa uczennica sama nigdy nie brała udziału w plotkach, a znała je tylko dlatego, że miała na tyle dobry słuch, że z łatwością wyłapywała takie rzeczy. No i jak kilku uczniów miauczało koło niej, trudno było nie usłyszeć! Dla Pietruszkowej Łapy cała ta sytuacja była dziwna. Bo widzicie, uczennica twierdzi, że miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko! Nawet granice klanów! Czekoladowa kotka uważała, że to urocze, jak Nocny Kochanek zmienił się dla potencjalnej miłości. Jednak to wszystko to tylko plotka. Tak naprawdę wojownik mógł wychodzić jedynie na samotne patrole, a zapach Klanu Nocy był normalny z powodu chodzenia przy tej konkretnej granicy. Czekoladowy wojownik przyszedł po swojego ucznia, Promienną Łapę – kolegę pręgowanej kotki. Pietruszkowa Łapa uśmiechnęła się pod nosem z faktu, że ona nie musi dzisiaj nigdzie wychodzić! Melodyjny Trel coraz częściej wspominała o ceremonii na wojownika, jednak czekoladowa pręguska nie była do tego przekonana. Pietrucha, pomimo dużych umiejętności, chciała się podszkolić jeszcze lepiej, by na pewno nikogo nie zawieść jako wojowniczka.

ৎ୭

Gdy w końcu wszyscy opuścili szczelinę uczniaków, czekoladowa kociczka podniosła się na posłaniu z mchu. Cała jaskinia była pusta, a jedyne dźwięki pochodziły od szumu wodospadu; nie było nawet słychać rozmów kotów. Czyżby wszyscy już poszli na patrole?
Pietruszkowa Łapa podrapała się za uchem i rozpoczęła pielęgnację futerka na klatce piersiowej, stopniowo przechodząc do kolejnych części ciała, kończąc na uszach. W końcu koteczka stwierdziła, że wygląda przystępnie, więc podniosła się z posłania i mocno przeciągnęła.
Idąc powolnym krokiem, uczennica wyszła ze szczeliny i rozejrzała się po jaskini. Wodospad dalej hałasował, a koty w obozie zdawały się być wyjątkowo zajęte dzieleniem się językami. Ziewnęła przeciągle, ukazując wszystkim dookoła swoje kły i różowe podniebienie, po czym ruszyła ścieżką w dół. Kotka podeszła do stosu zwierzyny i zabrała z niego mysz, z którą skierowała się do żłobka. W głębi jaskini, na posłaniu z mchu, odpoczywała czekoladowo-biała kocica, ślepa na jedno oko. Pietruszkowa Łapa podeszła do niej i odłożyła jej pod łapy pulchną myszkę.
— Witaj, Półślepy Świstaku… — zaczęła kotka, mocno wzbraniając się przed wypowiedzeniem tego imienia. Pietruszkowa Łapa uważała, że takie imię jest obraźliwe dla tak kochającej kotki! Uczennica wiedziała od innych, że ta nigdy nie miała lekko w życiu. Niektórzy nawet mówią, że żyje, nie żyjąc. — Przyniosłam ci śniadanie. Wiem, że mogłabyś zrobić to sama, ale skoro byłam w pobliżu, to postanowiłam ci je przynieść! — wyjaśniła szybko pręguska. Starsza kocica zerknęła na młodszą jednym okiem. Jej wyraz pyska był tak smutny, że wręcz przygnębiający. Gdy w pobliżu nie było kociaków, ta rzadko się odzywała.
— Dziękuję. — mruknęła krótko i odwróciła się od pręgowanej uczennicy. Pietruszkowa Łapa położyła po sobie uszy, czując, że nie jest tu potrzebna. Kiwnęła głową z szacunkiem i wyszła z żłobka, znów stając obok stosu.
— Oliwkowy Szkwał, Lisi Ogon, Biała Zamieć i Gąsiorkowa Łata — wyszeptała sama do siebie, po czym zabrała dwa duże króliki. Uczennica ledwo wspięła się pod górkę do starszych z taką ilością pożywienia. Gdy w końcu dotarła, położyła obok starszych jedzenie.
— Witajcie, Oliwkowy Szkwale, Lisi Ogonie, Biała Zamiecioi i Gąsiorkowa Łato! Przyniosłam wam śniadanie. — oznajmiła, uśmiechając się przyjaźnie. Starzy zerknęli na uczennicę i podziękowali za jedzenie. Wyglądali na jeszcze zaspanych lub zmęczonych życiem. Byli bardzo starzy, ale dużo zrobili dla Klanu. Pietruszkowa Łapa mało o nich wiedziała, dlatego już teraz planowała spotkanie z nimi. Chciała poznać każdego członka klanu i zamienić z nim kilka słów! Teraz jednak nie miała czasu na rozmowy – chciała zjeść śniadanie, chwilę jeszcze poleżeć i wyruszyć na polowanie. Tak jak miała w planach, uczennica zeszła po ścieżce od półki starszych aż do stosu ze zwierzyną. Zabrała z niego najmniejszą nornicę i przysiadła przy zejściu do szczeliny uczniów. Obserwując wszystko dookoła, szybko zjadła śniadanie.
Leżąc na chłodnej ziemi, Pietruszkowa Łapa spoglądała z zazdrością na koty dzielące się językami. Każdy miał swoje grupki i swoich towarzyszy rozmów, a ona nie miała nikogo. Z ojcem mało co rozmawiała, z bratem nawet nie chciała, a Promienna Łapa zdawał się mieć lepszych przyjaciół.
Nagle jednak uwagę czekoladowej przykuła długonoga uczennica. Była to Zaćmiona Łapa, szkoląca się na medyczkę! Jej futro było rudo-czarne, a oczy żółte. Z pyska kotka wydawała się całkowicie obojętna na otoczenie. Po chwili namysłu czekoladowa podniosła się z ziemi, zeskoczyła w dół i podeszła do uczennicy, która zdawała się właśnie wychodzić po zioła!
— Witaj, Zaćmiona Łapo. Wychodzisz na poszukiwanie ziół? Mogłabym ci pomóc! Też chciałam uczyć się o ziołach, są bardzo ciekawe! Może coś mnie poduczysz? Ja się czegoś nauczę, a ty sprawdzisz swoją wiedzę! Albo, albo! Możemy się wymienić! Ja nauczę cię polowania lub wspinaczki po drzewach, a ty mnie podstawowych ziół! — miauknęła przyjaźnie kotka, uśmiechając się do rozmówczyni. Jej przednie łapy podnosiły się na zmianę i opadały z ekscytacji na możliwość pouczenia się o ziołach. Po kilku uderzeniach serca jednak uspokoiła się i lekko nieśmiało dodała: — Albo... możemy po prostu porozmawiać. — spojrzała pomarańczowymi oczami w żółte, niczym gwiazdy oczyska Zaćmionej Łapy. Widziałam, jak wąsy szylkretki zadrżały, ale po chwili na pyszczku pojawił się uśmiech.
— Ach! Witaj, Pietruszkowa Łapo! — miauknęła przyjacielsko w stronę uczennicy. — Tak, właśnie idę po zioła, gdyż mogą się one nam przydać na zbliżającą się porę nagich drzew. Jeśli chcesz, możesz pójść ze mną, dodatkowa para łap jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, czyż nie? — zachichotała, a następnie przeskanowała wzrokiem młodszą kotkę. — Hm... Chcesz się nauczyć czegoś o ziołach? Cóż, ja sama jeszcze się uczę, ale mogę ci powiedzieć coś o nich... Chyba nikomu to nie zaszkodzi. Jednak na propozycję nauki polowania na chwilę obecną muszę odmówić; łapy mam pełne roboty i zwyczajnie brakuje mi czasu na dodatkowe rzeczy, jednak doceniam twoją propozycję. — zakończyła swoją wypowiedź kotka, uśmiechając się ponownie. Słysząc odpowiedź kotki, Pietruszkowej Łapie wąsy aż się rozprostowały z radości! Sama nie wiedziała, dlaczego, ale była pewna, że ta jej odmówi towarzyszenia, a jednak uczennica medyczki się zgodziła.
— Jasne! Im nas więcej, tym weselej! A jeśli znajdziesz chwilę i będziesz chciała się czegoś nauczyć, to z wielką chęcią pokażę ci to i owo — zamruczała Pietruszkowa Łapa, po czym spojrzała w stronę wodospadu, dając znać, że jest gotowa do drogi. Woda delikatnie spływała w dół, szumiąc głośno. Innym klanom zapewne przeszkadzałaby ona w rozmowach czy spaniu, ale klifiaki były do niego tak przyzwyczajone, że momentami nawet go nie słyszały! Pietruszkowa Łapa uważała, że ten dźwięk jest bardzo relaksujący. — To w takim razie prowadź! Ty najlepiej wiesz, gdzie coś znaleźć. A może ja coś złapię? Lubię pracować dla klanu! — oznajmiła, stawiając łapę do przodu, na której tylko jeden z palców był biały. Zabawne było to, że każda łapa Pietruszkowej Łapy miała skarpetki o różnej długości!
Zaćmiona Łapa pokiwała głową, dając znak, że wszystko zrozumiała.
— Tak, im nas więcej, tym weselej... Mam nadzieję, że nie będziesz mnie poganiać — miauknęła, jakby przypominając sobie coś niemiłego. Nareszcie ruszyła z miejsca, wychodząc z wgłębienia za wodospadem. Było to sprytne wejście, ponieważ koty rzadko sobie tam moczyły futro. — A tak z ciekawości... Dlaczego chcesz się uczyć o ziołach? — zapytała, zerkając na towarzyszkę.
— Spokojnie! Będziemy szły w takim tempie, jak chcesz. Mamy dużo czasu — odpowiedziała Pietruszkowa Łapa, podążając za Zaćmioną Łapą. Kiedy zbliżyła się do wodospadu, celowo stanęła na tyle blisko, by woda ją ochlapała. Zaśmiała się figlarnie, po czym nadgoniła uczennicę medyczki, starając się jej nie zmoczyć, bo przecież nie każdy lubi wodę! Usłyszawszy pytanie Zaćmionej Łapy, zastanowiła się chwilę.
— Zawsze mnie ciekawiły! Podziwiam medyków, że potrafią zapamiętać tyle ziół i pomagają klanowi. Lubię słuchać o ziołach, sprawia mi to radość. A może jak nauczę się tych podstawowych, to w razie potrzeby zdołam pomóc. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała używać tej wiedzy, ale warto ją mieć. Poza tym, zaraz kończę szkolenie na ucznia wojownika... chyba! Mam jeszcze sporo czasu. — wyjaśniła czekoladowa pręguska, idąc wzdłuż zbocza i uważając, by nie spaść. Woda na dole wyglądała groźnie i mrocznie, a upadek mógłby być nawet śmiertelny! Klan Klifu nie umiał pływać tak dobrze jak koty z Klanu Nocy, a do brzegu było daleko.
Zaćmiona Łapa zamrugała kilka razy, zatrzymując się przy kamieniach. Rozejrzała się w prawo i lewo, jakby zastanawiała się, gdzie iść, po czym ruszyła w stronę rzeki, nie zdradzając celu podróży Pietruszkowej Łapie.
— Ach... Nie chodzi o tempo, tylko o to, ile czasu zajmuje mi zbieranie ziół. To proces czasochłonny, jeśli chce się wybrać te w najlepszym stanie, a pośpiech jedynie mnie rozprasza — wyjaśniła Zaćmiona Łapa. — Chętnie pokażę ci kilka ziół... Może nawet nauczę cię, jak tamować rany pajęczyną, jeśli gdzieś znajdziemy trochę na naszej drodze. Ostatnio Liściaste Futro mi to pokazywała, więc i tobie mogę tę umiejętność przekazać. Przydaje się na patrolach, nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć — dodała, przebierając łapami.
Pietruszkowa Łapa już otwierała pyszczek, by coś odpowiedzieć, gdy nagle obie dotarły do pogorzeliska. Przeszły obok, kierując się ku rzece. Kilka dużych kamieni tworzyło ścieżkę na drugą stronę. Zaćmiona Łapa zamachała ogonem i skoczyła na pierwszy kamień, szybko przechodząc na drugi brzeg i czekając tam na przyjaciółkę. Pietruszkowa Łapa dużo szybciej i zwinniej przeskoczyła kamienie, aż stanęła na miękkiej trawie. Było oczywiste, że jako łowczyni miała większą zręczność i szybkość od rudo-czarnej kotki.
— Aaa, dobrze! Nie będę cię popędzać! Znalezienie najlepszych ziół jest ważne! — powiedziała, stając u boku towarzyszki. Po chwili, z nosem przy ziemi, wyprzedziła ją, czując znajomy zapach. „Zając,” pomyślała, zerkając wokół w poszukiwaniu zwierzyny. Niestety, obie znajdowały się na otwartej przestrzeni, co zmniejszało szanse na upolowanie czegokolwiek. Cichnący odgłos łap uciekającego zająca tylko utwierdził Pietruszkową Łapę, że polowanie się nie uda. Skrzywiła się lekko i, już u boku Zaćmionej Łapy, ruszyła dalej.
— O, pajęczyna! Często ją widuję i to chyba jedyne „zioło,” jakie znam. I z chęcią nauczę się, jak tamować nią krwawienie! A te zioła, dzielą się jakoś na różne kategorie? Czasami widuję kwiatki i jagody u medyka, szczególnie gdy choruję. Nie pamiętam dokładnie, co jadłam, ale chyba były to jakieś liście… — zapytała, chcąc nawiązać rozmowę. Wiedziała, że zioła to pasja Zaćmionej Łapy, więc sądziła, że temat ten będzie dla niej komfortowy.
Obie przeszły obok miejsca, które nazywały „sowim strażnikiem,” i ruszyły w stronę granicy z Klanem Wilka. Pietruszkowa Łapa poczuła lekkie ukłucie niepewności, słyszała bowiem, że koty z tego klanu są agresywne i niezbyt lubiane przez innych.
— Dziękuję, Pietruszkowa Łapo. Szkoda, że nie wszyscy to rozumieją — odparła Zaćmiona Łapa, maszerując przed siebie. — Pajęczynę jest łatwo rozpoznać, bo to po prostu cienkie nitki. Tylko ślepiec albo głupiec nie odróżniłby jej od czegokolwiek innego — zażartowała, uśmiechając się. — Kategorie? Cóż, w sumie można powiedzieć, że dzielą się na lecznicze i trujące… Z kolei lecznicze zioła można podzielić na te do opatrunków i te, które trzeba zjeść, by zadziałały. Są też takie, które nie pasują do żadnej kategorii, bo nie leczą chorób, ale są skuteczne, jak tymianek. Działa uspokajająco, pomaga, gdy kot jest niespokojny, co ułatwia tamowanie ran i zapobiega wykrwawieniu — wyjaśniła Zaćmiona Łapa, patrząc na przyjaciółkę. — A co ci było, że musiałaś siedzieć u medyka? — zapytała.
— Tak, pajęczyna jest łatwa do rozpoznania, ale pewnie jest wiele ziół, które wyglądają niemal identycznie, a wy, medycy, potraficie je rozpoznać! To naprawdę niesamowite! — oznajmiła Pietruszkowa Łapa, zachwycona medycyną, aż jej oczka zabłysły. — Wymiotowałam przez jakiś czas. Byłam bardzo osłabiona i kazano mi pić dużo wody! — odpowiedziała na pytanie uczennicy. Obie kotki dotarły do lasu iglastego, gdzie od razu uwagę Pietruszkowej Łapy przyciągnął jakiś szelest. „Co to było?” pomyślała, zestresowana, że nie potrafi rozpoznać tego dźwięku. Spojrzała w głąb lasu, ale nie dostrzegła niczego. Szelest powtórzył się, jeszcze głośniejszy! W końcu uczennica spojrzała w górę i dostrzegła wrony, które rozbijały orzechy, a ich łupinki spadały na ziemię, powodując charakterystyczny szelest w zaroślach. Westchnęła z ulgą, rozluźniając ciało, i dogoniła Zaćmioną Łapę.

<Zaćmiona Łapo?>

[2286 słów - trening medyka]

[przyznano 46%]

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

Uczennica głośno się zaśmiała, gdy zobaczyła, jak starsza kotka owinęła ich obie łapy pajęczyną, zamiast tylko jednej. Cóż, przynajmniej jakoś to owinęła…
— Czekaj… Hahaha! Jak ty to zrobiłaś? Pfft! — zaśmiała się ponownie kotka, walcząc z własnym uśmiechem na pysku, i woah, Pietruszkowa Łapa nigdy nie widziała tyle emocji na pysku medyczki… Zawsze jest to skromny uśmiech bądź obojętny wyraz, gdy z nikim nie rozmawia, a teraz? Uśmiech od ucha do ucha, niczym kociak!
— Czekaj, pomogę… — miauknęła młodsza, wyplątując swoją łapę z pajęczyny.
— Spróbuj jeszcze raz, tym razem wolniej… I nie zaplącz swojej łapy. — zaśmiała się medyczka, podając Pietruszkowej Łapie pajęczynę kolejny raz. 
Tym razem ta o wiele wolniej owinęła łapę, przymocowując kulkę mchu do łapy medyczki. Może i było to krzywo, a opatrunek się obracał, ale było o wiele lepiej niż wcześniej!
— Widzisz? Robisz postępy. Jeszcze chwila, a będziesz lepsza niż ja! — dodała kotka, uśmiechając się szeroko, na co wojowniczka dumnie się wyprostowała.
— Ah! Dziękuję ci, Zaćmiona Łapo! Może nie jest to idealne, ale ważne, że się trzyma! Mam rację? — maiuknęła wojowniczka, spoglądając na nią oczami, które wypełniały iskierki. Widać było tę dumę, która wypełniała kotkę od poduszek łap do koniuszków uszu!
— Dokładnie! Taki opatrunek by wystarczył, gdybyś nagle musiała opatrzyć łapę kotu podczas patrolu. — powiedziała przyjacielsko szylkretka, mrucząc zadowolona.
— Ah… Bardzo miło mi się z tobą rozmawia, Pietruszkowa Łapo, jednak muszę wracać do sprzątania magazynu… Mam nadzieję, że się nie obrazisz? — zapytała, zerkając na starszą.
— Och, oczywiście, że się nie obrażę! Już uciekam, Zaćmiona Łapo! Dziękuję, że pokazałaś mi, jak zrobić opatrunek na łapę kota, doceniam to! — odpowiedziała na pytanie czekoladowa kotka.
— Do zobaczenia, Zaćmienie! — dodała, a następnie wyszła z legowiska medyka. Zaćmiona Łapa cicho westchnęła, gdy kotka wyszła, nareszcie się rozluźniając. Dopiero teraz doszło do niej, że przez większość rozmowy wstrzymywała oddech oraz była strasznie spięta… Co za dzień. Chociaż mimo wszystko uczennica liczyła na następne spotkanie z kotką. Przyjemnie jej się rozmawiało z Pietruszkową Łapą.
<Pietruszkowa Łapo?>
[318 słów - trening medyka]

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Czekoladowa kotka uważnie słuchała przyjaciółki, od czasu do czasu zerkając na wyjście ze szczeliny, choć bez wyraźnego powodu.
— Wcale nie musimy iść od razu, ale gdy tylko będziesz potrzebować pomocy, zawsze jestem tutaj dla ciebie! — miauknęła, chcąc pokazać swoje wsparcie.
Na każde słowo od Zaćmionej Łapy Pietruszkowa Łapa odpowiadała cichym mruczeniem, nie potrafiąc ukryć radości. Nigdy nie przypuszczała, że uda jej się tak szybko nawiązać tak bliską więź z kimkolwiek! Była wdzięczna za każdą chwilę spędzoną z przyjaciółką. Kiedy Zaćmiona była obok, nic innego się nie liczyło. Mogły śmiać się, rozmawiać o wszystkim, co je interesowało, a teraz nawet nawzajem się szkolić! Czekały je wspólne wyprawy po zioła, na polowania, a nawet ćwiczenia walki. Gdy tylko kotka otrząsnęła się z rozmyślań, zabrała się do nauki opatrywania łapy. Obserwowała wszystko z wytrzeszczonymi, pomarańczowymi oczami, chłonąc każdy szczegół. Choć zdawała sobie sprawę, że teoria jest łatwa, czuła, że praktyka może okazać się większym wyzwaniem.
— Dobrze, spróbuję — miauknęła trochę niepewnie.
Gdy Zaćmiona Łapa wyciągnęła łapę przed siebie, Pietruszka przełknęła ślinę, podjęła liść i ostrożnie położyła go na kończynie towarzyszki. Liść jednak natychmiast spadł. Mimo to kotka się nie poddała; przytrzymała go łapą, starając się okiełznać swoje wojownicze przyzwyczajenia do silnych, energicznych ruchów. W końcu pochwyciła pajęczynę i zaczęła owijać nią łapę Zaćmionej Łapy, choć wyszło jej to nieco niezdarnie. Ku jej zaskoczeniu, zamiast opatrzyć kończynę przyjaciółki, owinęła pajęczyną obie ich łapy, splątując je razem! Zaskoczona zamrugała, a potem roześmiała się serdecznie.
— Chyba coś mi nie wyszło! — miauknęła rozbawiona.
<Zaćmiona Łapo?>
[245 słów, trening medyka]

Od Zaćmionej Łapy CD. Pietruszkowej Łapy

Uczennica strzepnęła uchem, podczas gdy wsłuchiwała się w słowa czekoladowej kotki. Lubiła z nią rozmawiać, to fakt. Bardzo rzadko jej się zdarzało, aby odczuwała prawdziwą przyjemność z rozmowy, a nie tą udawaną… Miła odmiana.
— Pfft… Zapasów jeszcze trochę mamy, swoją drogą, jest za późno, aby już wychodzić z obozu. — miauknęła uczennica, podchodząc do magazynku a następnie skanując go wzrokiem. Fakt, momentami ich magazynek mógł świecić pustaki, jednak teraz tak nie było. Może i przydałoby się im momentami odrobinę więcej kocimiętki lub pajęczyn, ale te dwie rzeczy jest zawsze bardzo łatwo uzupełnić. Medyczka spojrzała na swoją towarzyszkę z delikatnym uśmiechem. — Chętnie się z tobą czegoś pouczę, Pietruszkowa Łapo! Jednak masz rację, nie dzisiaj. Jest już o wiele za późno na treningi, ale kiedyś może… Kto wie! — miauknęła młodsza z uśmiechem na pysku. Cieszyła ją myśl o możliwym treningu z Pietruszkową Łapą. — A co do nauki o ziołach… Mogę ci pokazać jak opatrzyć łapę! Pewnie ci się to przyda nie raz w życiu. — powiedziała kotka, łapiąc delikatnie uszkodzoną pajęczynę oraz pierwsze lepsze zioło, które było na granicy zepsucia. Cóż, dobrze, że ta nie marnowała ziół, które nadawały się jeszcze do opatrzenia rany.
— Podnieś łapę. — miauknęła. 
Gdy Pietruszka podniosła łapę tak jak Zaćmiona Łapa prosiła ta przyłożyła wcześniej wybrane zioło przykładając je do łapy starszej, a następnie starannie je owinęła pajęczyną. 
— Ważne jest to, aby zioło nie latało luzem oraz aby pajęczyna się nie okręcała. Musi być to ciasno przymocowane, jeśli chcemy, by do rany nie weszła infekcja. Osobiście ja jeszcze preferuję wyczyścić ranę przed nakładaniem ziół, jednak gdy jest to nagła sytuacja, nie trzeba tego robić, tylko musisz pamiętać, aby przyjść do naszego legowiska po poprawnie założony opatrunek. — wytłumaczyła szylkretka, odwijając łapę z pajęczyny, a zioło odrzucając na bok. 
Koteczka następnie złapała kulkę mchu i zrobiła to co wcześniej, tylko na miejsce zioła przymocowała mech. 
— Jeśli jest to rana, która bardzo krwawi trzeba to szybko zatamować. To co ci wcześniej pokazałam jest bardziej jako opatrunek, aby rana się szybciej goiła. Mech stosujemy na mocne krwawienie. — pokazała jej młodsza, gdy ta przymocowała kulkę mchu do łapy przyszłej wojowniczki. — Rozumiesz? — zapytała, na co Pietruszkowa Łapa skinęła głową. — Cieszy mnie to, twoja kolej. — zaśmiała się medyczka, rzucając pod łapy kotki kulkę mchu oraz pajęczynę, unosząc własną łapę do góry.
<Pietruszko?>
[375 słów - trening medyka]

Od Pietruszkowej Łapy CD. Zaćmionej Łapy

Czekoladowa kotka zastanawiała się nad tym do kogo Melodyjny Trel mogłaby się zwrócić po wsparcie. Może Delikatna Bryza albo Gasnący Promyk by jej pomogli? Właściwie, Pietruszkowa Łapa nie wiedziała, czy jej mentorka ma wielu przyjaciół – choć to wydawało się mało prawdopodobne! Była tak cudowną kotką, że byłoby dziwne, gdyby nikt jej nie lubił.
— Tak! Na pewno ktoś by ją wysłuchał, a może nawet przemówił Oliwkowemu Szkwałowi do rozumu. Myślę, że sama będzie go omijać. Ale dość już o nich! W końcu sprawiedliwość go spotka. Co ty robiłaś, zanim przyszłam? — zapytała, poprawiając wygodnie swoją pozycję.
Rudo-czarna kotka polizała łapę i przeczesała nią swoje czarne ucho. Zamrugała żółtymi oczami.
— Układałam zioła. Bardzo mnie to uspokaja. Wyrzuciłam też mech, który już się nie nadawał — wyjaśniła zadowolona uczennica medyka.
Pietruszkowa Łapa zastanowiła się, co medycy robią, gdy nie szukają ziół ani nikogo nie leczą. Czy po prostu egzystują, czy może mają jakieś inne zajęcia? Zrezygnowała jednak z pytania, uznając, że to może zabrzmieć dziwnie.
— To pewnie musicie uzupełnić zapasy! Chętnie w tym pomogę. Może mogłabyś nauczyć mnie czegoś o ziołach? — zapytała z nadzieją w głosie. Wąsy aż jej się rozprostowały na samą myśl o nauce. Nie ciągnęło jej do życia medyka, ale zioła fascynowały ją i chciała wiedzieć o nich jak najwięcej! — A ja mogę ci pokazać pozycję łowiecką, ale chyba już jutro rano, bo dzisiaj za późno na takie wygibasy! — zachichotała, zerkając w stronę kącika medyków, gdzie ci spali. Miała nadzieję, że nie obudzą odpoczywających uzdrowicieli.
<Zaćmiona Łapo?>
[Liczba słów, procenty do medyka: 244]