BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Kamiennej Gwiazdy

"Nigdy się nie spodziewałam, że będziesz spodziewać się kociąt"
Tego typu słowa usłyszała ostatnimi czasy już tyle razy i to z tak wielu różnych pysków. Zaskoczone spojrzenia, subtelnie zadawane pytania o ojca i o to, czy da sobie radę sama. Wątpili, tylko czemu? Z niektórymi nawet mało co zazwyczaj rozmawiała, jedynie witali się każdego ranka. Znała ich głównie z widzenia, a teraz nagle większość z tego grona zaczęła interesować się jej losem.
Aż tak absurdalnie brzmiało jej macierzyństwo? Nie była w bliższych relacjach z żadnym kocurem, ani nie wykazywała nawet żadnych oznak tkwienia w miłosnych relacjach, ale czy to z góry skreślało ją ze zdecydowania się na dzieci?
Na ogół sprawiała przecież wrażenie rozsądnej. Może i jej chwilowy wybryk nie był tego najlepszym przykładem, ale był jednorazowym niedopatrzeniem. I nikt nie musiał wiedzieć, że to niecelowe. Owszem, nie planowała ciąży, ale liczyła się ze wszelkimi konsekwencjami i była gotowa na wychowanie swoich dzieci. Niezależnie od tego, ile ich będzie, podoła temu. Sama nie miała zbyt wielkiego kontaktu z matką, jej obraz w głowie widziała niczym przez mgłę. Nie miała z kogo brać przykładu, a mimo to postanowiła włożyć swoje całe serce w wychowanie swoich pociech.
Podziękowała za przyniesiony posiłek krótkim skinieniem głowy. Zabawne, gdy role się odwracały. Kiedy Kamień miała kocięta, też raz przyniosła jej dorodnego królika, aczkolwiek wtedy czarna nie było chętna do rozmów z nią.
— Dobrze. Czuję się dobrze — odparła ze spokojem, choć zaraz po powiedzeniu tego, zaczęło jej się zdawać, że zabrzmiała dosyć sztucznie. — Wiśniowa Iskra mówiła, że ciąża przebiega prawidłowo, więc nie mam się o co martwić — dodała, strzygąc z ulgi uszami.
Czarna uśmiechnęła się lekko, siadając nieopodal i łapą dosuwając przyniesioną piszczkę pod nos rudej. Srebrnej zaburczało w brzuchu od aromatycznego zapachu, więc po raz kolejny spojrzała z wdzięcznością na liderkę.
— Myślałaś już o imionach? — zagadnęła starsza, a widząc jej zgłodniały wzrok, parsknęła cicho. — Jak coś to jedz, nie krępuj się przy mnie.
— Zapomniałam, że ciąża oznacza wykarmienie kogoś więcej, niż samego siebie — rzekła, powoli zatapiając kły w króliczym ciele. — Z pewnością jest tam więcej niż jedno kocię. Czuję się czasem, jakby te małe łapki dreptały mi po wnętrzu. Dziwne uczucie, ale... — zawahała się, przełykając pierwszy kęs — dobrze wiedzieć, że się prawidłowo rozwijają.
Na moment zapadła cisza. Skupiła się na jedzeniu i dopiero po chwili przypomniała sobie o głównym pytaniu Kamień. Imiona.
— Chciałam coś delikatnego — odezwała się ponownie. — Jakaś Sarenka bądź Jelonek, to... to brzmi ładnie i uroczo. A z drugiej strony myślałam o czymś w stylu Diament — wyrzuciła bez zastanowienia. Skryła pysk w posiłku, udając, że poświęca w pełni swą uwagę jedzeniu. Kątem oka zerknęła na liderkę, sprawiającą wrażenie pochłoniętej myślami.
— Diament? — powtórzyła. — Co to jest?
Tygrys odchrząknęła i rozejrzała się. Były same, więc jak ładnie jej to wyjaśni, to będzie szansa na to, że kotka zaakceptuje jej wybór.
— To taki rodzaj kamienia — mruknęła. — Dokładnie kamień szlachetny. Jest taki przezroczysty i niezniszczalny, niezwykle twardy, a zarazem piękny — tłumaczyła, podnosząc głowę do góry i wbijając wzrok w zielone ślepia kotki. — Ich ojciec mi o nim opowiadał. Ja... Ja chciałam nazwać któreś z nich, tak wiesz, by go... upamiętnić.
Nie chciała mówić więcej. Kamień na pewno zrozumiała, że był samotnikiem, ale czy pojęła, że nie żyje? Równie dobrze mógł ją zostawić, wprost, oświadczając jej, że to koniec, albo po prostu odejść bez pożegnania. Na opowiadanie o szczegółach nie miała sił.

<Kamień?>

26 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii (Kamiennej Gwiazdy) CD. Tygrysiej Smugi

 — A ja wierzę — wymruczała, biorąc głębszy oddech. — Tylko... łatwiej by było, gdyby nie miał jej — przyznała, nie zamierzając nawet wypowiadać tego imienia. — Popsuła go. Gdzieś tam w środku na pewno kryje się miła wersja Żara, tylko jest zbyt głęboko zakorzeniona pod tymi zgorzkniałymi warstwami. Według mnie on jest po prostu zagubiony i brakuje mu kogoś, kto... Kto poprowadzi go we właściwym kierunku — wyjaśniła.
Na samą myśl o Piaskowej Gwieździe wojowniczka wysunęła pazury, przypominając sobie co ta wyczyniła jej i jej bliskim, i całemu Klanowi Burzy.
— Gdyby on tylko tego chciał — prychnęła cicho, spogladając na Tygrysią Smugę. — Zniszczyła go, Tygrys. Ona wpajała mu swoje poglądy odkąd się urodził. To jedyne co widział poza własnym nosem. Nawet po jej śmierci wątpię, czy by się od niej odwrócił. Była dla niego jak rodzina. Odwróciłabyś się od swojej rodziny? — mruknęła, po czym przypomniała sobie, że Tygrys przecież nie miała nikogo oprócz brata, Dziki Gon miał ją głęboko w dupie.  — Cholera. Wybacz.
— Nic nie szkodzi, nie jest to dla mnie drażliwy temat — rzekła na starcie ruda wojowniczka. — Nie może tego chcieć, bo sam nie wie, że to dobre. Nie zna tego sposobu życia, jest jej dosłowną kopią, bo wychowywała go na swoje podobieństwo. Żeby cokolwiek zmienić, trzeba mu pokazać, że dawna rodzina nie jest mu potrzebna. Nie da się wyjaśnić, iż to było złe, dopóki nie ma porównania — odchrząknęła. — Trzeba załatwić mu nową, kochająca rodzinę. Taką, która pokazałaby mu, czym naprawdę jest miłość i wsparcie.
— Nie wiem czy to coś, czym powinnam być zainteresowana — miauknęła pod nosem. — To powinien być jego problem, ale załóżmy, że chciałabym pomóc. Jak niby ktokolwiek miałby pokazać Żarowi czym jest miłość, jeśli nie rozumie tego pojęcia lub w jego przypadku jest uproszczone? Kochał się w tym całym Rudzikowym Śpiewie. Myślałam, że on mógłby mu przemówić do łba... Ale nie. Nawet to nie zadziałało. Może ty jesteś w stanie coś zrobić, jesteś ruda, ale ja? Żar nawet nie chce mnie słuchać. Mam się na pieńku z nim i wszystkimi kotami popierającymi dyskryminację. Więc tym bardziej mi nie ufa. I nie dziwię się mu, bo sama mu nie ufam i nie zbiera się na to, żebym kiedykolwiek zaufała tak dwulicowemu kotu.
— Najwyraźniej nie był dla niego tym odpowiednim. Nie wiem jednak, czy chcesz słuchać moich pomysłów, jeśli nie jesteś w stanie spojrzeć w głąb niego i odszukać czegokolwiek pozytywnego — westchnęła. — I mówiłam, w pełni cię rozumiem, mnie nie skrzywdził tak, jak ciebie. Ja jestem tylko zwykłym obserwatorem, widzę jego błędy i szukam dla nich możliwych popraw. Nie znam tego bólu, nie znam cierpienia, jakie ostaje się potem w postaci często dożywotniej traumy. Po prostu… Skoro już zboczyliśmy na jego temat, chciałam poznać twoją dokładniejszą opinię o nim — przyznała Tygrys.
— Nie mówię, że nie widzę w nim nic pozytywnego — odparła natychmiast czarna. — Myślę, że gdyby nie Piaskowa Gwiazda to byłby dobrym kotem. Tak jak większość rasistów. Bo kto jak nie ona wpoił im dyskryminację? Byli tym karmieni od dzieciaka, więc logiczne, że są temu oddani. Po prostu nie wiem, czy da się to wyplenić z już w pełni dorosłego kota. Spójrz, ile księżyców byli okłamywani i resocjalizowani tak, by przypasować się do poglądów Piasek. Czy parę kotów mogłoby cokolwiek zmienić?
— Oczywiście, że mogłoby — odparła, ożywiając się. — Wystarczy zacząć od jednego. Najlepiej tego najbardziej zagorzałego, który jest przykładem dla innych. Obie chyba dobrze wiemy, kogo mam na myśli — westchnęła, jakby temat ich rozmowy i tak nie kręcił się w okół niego. — Jeśli mu by się przemówiło do rozsądku, to możliwe, że reszty nie trzeba by było nawet specjalnie przekonywać.
— Tylko jak niewiele kotów faktycznie obchodzi los Żara — mruknęła córka Królik. — Większość albo się go boi, albo ma go w dupie, albo nie widzi w nim nic co mogłoby sprawić, że stałby się dobrym kotem. Jeśli chciałabyś przemówić mu do rozsądku, to musiałabyś mieć dobre argumenty, żeby przeciwstawił się Piasek.
Na to Tygrysia Smuga skrzywiła się, spuszczając wzrok na własne łapy i strzygąc uszami w zamyśleniu. 
— Cóż, z tymi argumentami może być ciężko, patrząc na jego ograniczone myślenie, ale i tak uważam, że odrobina chęci i dużo większą ilość czasu, a rozbiję mu te skorupę gbura — stwierdziła, zmotywowana na nowo. — Odpuśćmy może sobie jego temat.  Wiesz, nie jesteśmy może sobie bliskie, ale zawsze chciałam, byś nie widziała we mnie wroga przez wzgląd na kolor futra. Cieszę się, że możemy mimo wszystko teraz normalnie porozmawiać. Tak szczerze chciałam po prostu zapytać, jak się czujesz — przyznała.
— A czy mogę czuć się dobrze? — westchnęła, oglądając jedną z czarnych łap. — Wiem, że nie zachowywałam się w stosunku do ciebie najlepiej, gdy byłaś uczennicą. To trochę trudne, gdy przez większość swojego życia byłaś prześladowana ze względu na durny kolor futra. Ciężko patrzeć na rude koty, takie same rude koty, które z radością patrzyły, jak moja matka jest wywlekana na środek obozu i brutalnie zabijana. Czy te same rude koty, które pluły w twarz moim bliskim, gdy wszyscy ciężko pracowaliśmy, żeby zapewnić im dobrobyt. Te same rude koty popierające Piasek, która tak zamąciła w moim życiu i z pewnością nie tylko moim. Będę szczera, wciąż ciężko mi na ciebie patrzeć, ale staram się nie powoływać niewinnych do odpowiedzialności zbiorowej. Nie jestem taka jak ona.

* * *
Wstała z posłania, rozciągając się i ziewając przeciągle. Rozejrzała się po własnym legowisku. Z tyłu głowy wciąż chodziła jej myśl, że Tygrysia Smuga spodziewa się kociąt. To było... niespodziewane. Nigdy nie widziała, by Tygrys miała z kimś głębszą relację. Nie zamierzała w to jednak wnikać. Póki co brat przejął obowiązki zastępczyni i spisywał się dobrze. Już raz to robił podczas pobytu Zająca w kociarni. Nadawał się, ale czułaby się zbyt winna, nakładając na niego więcej spraw, podczas gdy już i tak miał wystarczająco zmartwień na głowie.
— Kamieeeeń — zawołał ją głos, kiedy była już sama w legowisku lidera. — Och, droga Kamień. Widzę, że nie wierzysz zbytnio w przemianę tego rudasa w kogoś dobrego — mruknął.
A co mu do cholery było do tego? Więc wszystko podsłuchiwał? Rozmowy z Tygrysią Smugą?
Noszenie ciężaru kolejnego przywódcy w sobie było momentami wyczerpujące.
— Nie mam powodu, by wierzyć — odparła pod nosem. — Co cię to interesuje?
— Widzę, że tego nie dostrzegasz. — westchnął. — Nic dziwnego, że tak łatwo ulegałaś moim słowom. Uświadomić ci to? Co skryte jest za twoim ograniczonym myśleniem?
Strzepnęła ogonem, jakby poczuła się urażona jego słowami.
— Chyba i tak jestem skazana na słuchanie ciebie, więc proszę. Mów. — burknęła.
Co miał na myśli? Nie wiedziała. Nigdy nie wiedziała. Tok jego rozumowania mimo tylu księżyców znajomości był dla niej jedną niewiadomą. Wiedziała tylko tyle, że był psychopatą, mordercą i na pewno nie niewinnym kotem.
—Tygrys to manipulatorka. Nie zdaje sobie z tego sprawy, co jest przykrę, bo mogłaby to wykorzystać znacznie lepiej, ale spójrz tylko na jej cechy. Jest miła, szczera, a przy tym uparta. Nie odpuści póki nie będzie tak jak ona chce. A chce zmusić twojego wroga do zmiany. Współczuję mu bardzo. Jednak każdy kiedyś się łamie, Kamień. Spójrz na Rybkę. Był silny, lecz zmiękł i stał się kimś innym. To nie ten sam kot co wcześniej. Twoja ruda zastępczyni ma talent do tego typu zabaw. Dlatego powiedziałem ci, że to dobry wybór, by była twoją prawą łapą. Ma idealne warunki. Umysł jest niczym... glina. Można ją formować jak ci się podoba, o ilę masz pod ręką trochę wody. Traumy, stres, złe wydarzenia, to sprawia, że się zmieniamy. A ktoś o zręcznym języku, może to wykorzystać. Zniszczony umysł to klucz, Kamień. Klucz, który otwiera wiele drzwi. Chociaż nie liczyłbym na to, że wyrzeknie się Piaskowej Gwiazdy. Bądź co bądź żyje jako duch i może ingerować w wasz świat. Strach przed niewidzialnym potrafi mocno zakorzenić upór, przed czymś co mogłoby ją zezłościć.
Wsłuchiwała się w słowa odbijające się echem w jej umyśle. Widziała, jakie Tygrys ma podejście do Żara, i na swój sposób był to rodzaj... manipulacji. Ale nie rozmyślała nad tym tak bardzo jak on. W ten sposób.
Ostatnie słowa zwłaszcza do niej przemówiły.
— To w ten sposób Zając wysługiwał się rebeliantami. Manipulacją. Nakłanianiem do morderstw w ramach większego dobra — odpowiedziała mu, przy okazji siadając i mrużąc oczy. — To z jednej strony trochę przerażające, że główną cechą jaką bierzesz pod uwagę przy wyborze zastępcy to manipulacja. Ale po tobie mogłabym się tego chyba spodziewać, co? Nie będę kłamać. Nie myślałam o Tygrysiej Smudze w ten sposób. Uznałam ją za dobrą, bo ze względu na kolor futra rudzi nie mieliby do mnie pretensji, a ona sama była spokojna i wiedziała jak się zachować. — przerwała, gryząc wargi i zastanawiając się nad własnymi słowami. — I w ten sposób Piaskowa Gwiazda wyznaczyła sobie prostą ścieżkę, jak doprowadzić mnie do... tamtego stanu. Ufałam Zającowi jak praktycznie nikomu innemu, więc wykorzystała to, będąc w jego ciele. Tak, masz rację. Umysł jest jak glina. Chociaż obawiam się, że to co najmniej motto psychopatów takich jak ty czy Piasek.
Nie podobało jej się to, jak postrzegał Jastrząb inne koty. Zwracał uwagę na to, czy ktoś był w stanie manipulować. Ale miał rację. Sama to przeżyła. Umysł jest jak glina.
— Czemu widząc więcej niż inni, mamy rezygnować z tak potężnej broni? Każdy lider, wspinając się na szczyt musi umieć manipulować tłumem czy jednostkami. Obrady klanowe, polityka, to wszystko sprowadza się właśnie do tego. Silny lider musi rządzić tak, aby każdy był szczęśliwy, zgrywać dobrego, a słowami pozbywać się swoich przeciwników. To znacznie lepsza opcja od publicznych egzekucji, nie sądzisz? — mruknął. — Ale tak... Zajęcza Gwiazda tak przekonał was wszystkich do amoralnych rzeczy. Pokazał wam utopijny świat, za który chcieliście walczyć. Byliście złamani przez ucisk i podatni. Ty Kamień, nie jesteś po tym co zrobiła ci Piaskowa Gwiazda, taka jak dawniej. Wiesz to. Byłaś silna, lecz osłabłaś, by narodzić się na nowo. Karasz teraz sprawiedliwie, choć byłaś wcześniej potworem. Skromnie przyznam, że to dzięki moim słową, obudziłaś się i wreszcie ruszyłaś do ataku. Gdybym ci nie zaproponował tej umowy, pewnie nadal byś płakała jak kocię nad swoim losem. Więc widzisz Kamień, jaka to cudowna broń. Jaka siła. Z wroga można zrobić przyjaciela, z przyjaciela wroga. Z ofiary oprawcę, z oprawcy ofiarę. Zależy tylko od okoliczności, od gruntu, na którym jest umysł. Zawsze trzeba go przygotować. Trzeba go zniszczyć, by mógł odrodzić się na nowo.
Zacisnęła pazury na gładkim mchu budującym jej posłanie.
— Chcesz mi powiedzieć, że Piaskowa Gwiazda przyczyniła się do tego, jaką ostatecznie liderką się stałam. — fuknęła, krzywiąc się na samą myśl, że w innych okolicznościach mogłaby być równą tyranką. Obrzydliwe. Wiedziała jednak, że kocur miał rację. Manipulacja była powszechna i nie mogło się bez niej obejść, zwłaszcza na pozycji lidera. Zając robił to samo. Też nimi manipulował. Oni wszyscy. — Ty też mną manipulowałeś. Co masz na myśli przez to, że trzeba go zniszczyć? I co, jeśli nie odrodzi się na nowo? Krzywdzenie kotów to według ciebie dobry sposób na rządzenie? — miauknęła, przypominając sobie, co Piasek zrobiła Wilczej. Jak ją zniszczyła i straumatyzowała. — Wilcza nie odrodziła się na nowo. Zamiast tego wciąż cierpi, z tyłu głowy mając wspomnienia jakie pozostawiła po sobie Piaskowa Gwiazda.
— Nie zawsze oprawca niszczy umysł. Czasem to okoliczności uchylają do niego furtkę. Na przykład ty. Nie zniszczyłaś swojego wroga. Zrobił to świat, a najbardziej to miłość. Dlatego się złamał. Odrzucenie przez społeczeństwo też robi swoje. Sam sobie to zrobił. Może nie odrodzić się na nowo. Może być tak bardzo zniszczony, że się nie podniesie po zadanych ranach. Ale wtedy będzie warzywem. Ból cofa świadomość.  Twoja... partnerka... to ciekawy przypadek. Uwierz... odrodziła się wraz ze swoim morderstwem. Ktoś ją starał się naprawić, ale udało jej się temu oprzeć. Kto wie? Gdyby tylko trafiła na lepszego manipulatora, mogłaby być kimś silnym, Kamień. Nie każdy jest w tym dobry. Potrafi przysporzyć krzywdę niż uleczyć. A wiesz jak rozpoznać, gdy kot jest podatny na kształtowanie? Po ilości wylewanych łez. Niechęć do życia, smutek, ból, te emocje buzują w nich. Płacz jest sygnałem obronnym, by nie pęknąć. Im więcej ktoś płacze, tym większy niesie ból. Im większy ból, tym podatniejszy umysł na manipulację, bo osłabia. A ktoś słaby szuka zawsze pomocy kogoś silnego, by móc się podnieść.
— Mówisz, że mogłabym sprawić, by Wilcza podniosła się na łapy? — miauknęła. Jej ogon podrygiwał lekko. Wszystko się ze sobą pokrywało. Wilcza, kiedy była jeszcze uczennicą, zwróciła się do niej o pomoc. Była od niej słabsza. Zawiodła. Może mogłaby to naprawić? Przypomniała sobie jednak z kim rozmawiała i dreszcz przeszedł przez jej ciało. — Przelała wiele łez, jej umysł został wielokrotnie zniekształcony, wykorzystywany. Cholernie okrutna metoda, ale jeśli miałaby zadziałać...
 Mogę ci powiedzieć co możesz zrobić, by ją naprawić. Nie znam jej jednak, więc to będą tylko moje domysły. Każdy umysł jest inny, potrzebuje innego bodźca - wyjaśnił.
Powiedz. — miauknęła twardo. Była gotowa się poświęcić i posłuchać rad zwyrola, by naprawić ukochaną.
Troska, opieka i miłość. Zrozumienie, zaakceptowanie, spędzaj z nią czas, rozmawiaj. Wzoruj się na Czarnowronie. I musisz dać sobie i jej czas. Naprawa jest czasochłonniejsza od złamania.
...Nie tego by się po nim spodziewała. Ale cieszyła się, że nie musiła uciekać się do okrutniejszych ścieżek. Chciała tylko okazać wsparcie Wilczej. By jej przebaczyła, ustała twardo na łapy  i zyskała więcej odwagi. Wzmianka o Czarnowronie ją zdziwiła.
Czarnowron to manipulator?spytała, mimowolnie odsłaniając kły.
Nic takiego nie powiedziałem. Nie jest twoim wrogiem. Nic ci nie zrobi. Jest jak... Tygrysia Smuga. Ma dar, ale go nie dostrzega. Nie mogę aż tak ułatwiać ci życia, Kamień. Pozaświatowe zasady, by nie ingerować w życie żywych aż zanadto. Mógłbym wskazać ci jednak w twoim klanie więcej kotów, co pragnie twej śmierci, ale... gdzie tu zabawa? Gdy masz wszystko podłożone pod swój nos? To życie Kamień, a ty w nim oszukujesz przez kontakt ze mną.
Ty też stale oszukiwałeś, nawet jako żywy splunęła z frustracją. — Czy sama manipulacja nie jest oszustwem? Życie to żadna zabawa, Jastrząb. Chociaż ty pewnie masz ubaw siedząc wygodnie na dupie w zaświatach i oglądając to co się dzieje na ziemi.
Och to zabawa, Kamień. Jako żywy ciągle się bawiłem. Nie widzisz tego, bo za bardzo skupiasz się na życiu. A świat... nawet tobą manipuluje, przez pory roku, pogodę. Zmusza cię do skrycia się i zmiany zachowania. Skoro przyroda to robi, dlaczego i my nie możemy? Przecież jesteśmy jej częścią. A dzieci? Płaczą, by dostać mleko, manipulują tak swoimi rodzicami. Czy przez to już są złe? Wyrosną na potwory? Nie, Kamień. To część świata, nasza natura.
To brzmiało aż zbyt przekonująco. Westchnęła, wbijając zmrużony wzrok w łapy
Dowiedziałam się wszystkiego czego chciałam. Dzięki za rady czy coś, idź już sobie, znikaj, bo jeszcze zwariujęprychnęła, czując mdłości.
 Już za późno Kamień. Dobrze wiemy, że rozmawianie sama ze sobą, to oznaka wariactwa - zaśmiał się, znikając.
Wyczerpująca rozmowa.
Wzięła głęboki wdech, gdy głos ucichł, a ona pozostała sama. 
Mogła pomóc Wilczej wykaraskać się z jej sytuacji.
Tygrys była manipulatorką.
Czarnowron to ten sam przypadek, co ona.
Zbyt dużo informacji na raz. Pokręciła głową. Wyszła z legowiska przywódcy i zatrzymała się przy stosie, biorąc z niego królika. Ruszyła w kierunku kociarni, a przechodząc przez próg i widząc leżącą tam rudą, położyła przed nią zwierzynę, siadając obok. Dziwnie było patrzeć na nią tak samo. Czy może miała ten sam typ osobowości co Jastrząb? Co Piasek? Może byłaby okrutna jak oni, gdyby dostrzegła swój "dar", jak to określił kocur?
Umysł jest jak glina.
Wyrwana z transu, Kamienna Gwiazda zamrugała kilka razy i skinęła głową w kierunku kotki.
— Jak się czujesz? Nigdy bym się nie spodziewała, że będziesz spodziewać się kociąt.

<Tygrys?>

22 lipca 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Kamiennej Agonii(Kamiennej Gwiazdy)

Akt skruchy ze strony kotki autentycznie ją zaskoczył. Stała przed nią, wpatrując się w zadumie w czarne futro, zmierzwione od pracy i lekkiego wiatru, którego obecność sama odczuwała na własnym grzbiecie. Przenikliwy chłód objął jej ciało, sprawiając, że atmosfera zdawała jej się o wiele bardziej oziębła, niż była w rzeczywistości. Wyjątkowo Kamienna Agonia nie wydawała się rozwścieczona do granic możliwości, a raczej jej postura sprawiła przeciwne wrażeni — jakby była po prostu zmęczona tym całym zamętem.
Nie dziwiła się. Nawet jeśli nie zawsze była na bieżąco z wieściami w klanie, to niektóre rzeczy dała radę zaobserwować.
— Miło cię widzieć — rzekła swobodnie, chcąc w dobry sposób zacząć rozmowę. — Powinnam się obrazić za przyrównanie mnie do niego, ale załóżmy, że wstąpiłoby w niego czyste dobro. Wtedy mogłabym uznać to za komplement — stwierdziła, spostrzegając lekki wzdrygnięcie u kotki.
Nie potrafiła rozpoznać, czy to oznaka złych wspomnień, czy bardziej prezentacja delikatnego rozbawienia, będącego jedyną ucieczką od aktualnych, dramatycznych czasów, jakie na nowo nastały w Klanie Burzy.
— Prędzej uwierzyłabym w latające myszy niż w jego zmianę — mruknęła.
— Myślę, że gdyby nie panujące warunki i zapewne jego całe dzieciństwo i metoda wychowawcza, byłby kimś lepszym. Nie bronię go w żadnym stopniu, pamiętam o jego toksycznych zachowaniach, ale sądzę, że dla każdego jest nadzieja — przyznała, co spotkało się z niezbyt optymistycznym spojrzeniem kotki.
— Mówimy o tym samym rudym kocie? — zapytała. — Jesteś pewna, że nie zboczyłaś z tematu Rozżarzonego Płomienia? — upewniła się.
— Powiedzmy — rzekła, spoglądając na nią łagodnie. — Domyślam się, czym ci mógł zajść za skórę i choć zapewne kryje w sobie znacznie więcej zła, o którym nie wiem i którego nawet nigdy nie odkryję, tak uważam, że przy odpowiednim podejściu dałoby się wykrzesać z niego jakieś dobro — przyznała, podnosząc ukradkiem wzrok na wspomnianego kocura, stojącego akurat po drugiej stronie obozu. — W takie cuda nie wierzę — westchnęła czarna, podążając spojrzeniem w tym samym kierunku. Rozżarzony Płomień nie zwrócił na nich uwagi, ale z daleka było widać, że się zmienił. Niestety nie na lepsze. Wydawał się wręcz gorszy. Przepełniony nowo narodzoną złością, odcięty od świata i z żadnej strony niechętny do poprawy.
— A ja wierzę — wymruczała, biorąc głębszy oddech. — Tylko... łatwiej by było, gdyby nie miał jej — przyznała, nie zamierzając nawet wypowiadać tego imienia. — Popsuła go. Gdzieś tam w środku na pewno kryje się miła wersja Żara, tylko jest zbyt głęboko zakorzeniona pod tymi zgorzkniałymi warstwami. Według mnie on jest po prostu zagubiony i brakuje mu kogoś, kto... Kto poprowadzi go we właściwym kierunku — wyjaśniła.

<Kamień?>

02 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Tygrysiej Łapy (Tygrysiej Smugi)

 — Nie muszę, ale chcę. Co jest złego w okazaniu troski o pobratymców? — spytała Tygrysia Łapa, nastawiając ku niej ucho, z lekka zaciekawiona tym, co może zaraz usłyszeć.
Zielonooka zastępczyni prychnęła, czując jak jej ogon zirytowany drga. Nie miała czasu na jakieś bachory zawracające jej dupę. Zwłaszcza rude. Nie miała do kogo paplać czy co?
— Nic, ale ja twojej troski nie potrzebuję. Radzę sobie sama — syknęła. — Jak się tak troszczysz, to idź komuś pomóc, zamiast paplać jęzorem na lewo i prawo. W klanie jest tyle kotów a musisz truć dupę akurat mi?
Mówiąc to odwróciła się na pięcie, by kontynuować swoje zajęcia. Z dala od idiotów, którzy będą jej w tym przeszkadzać.

* * *
duuuży skip do obecnych czasów

Jadła jakąś piszczkę w obozowym zakamarku, z dala od tłoku, natłoku zapachów i pysków kotów, których nie chciała widzieć na oczy. Żołądek przewracał jej się za każdym razem, gdy widziała jednocześnie znajome i obce białe futro przechadzające się po obozie, przyjmujące raporty od swojej zastępczyni czy wchodzące do legowiska. Nie mogła nawet ująć w słowach, jak wściekła była na Piaskową Gwiazdę za to, jak zniszczyła Zająca tutaj, na świecie, przejmując jego ciało. Złapała w zęby królika i rozejrzała się po obozie. Nie czuła się tutaj jak w domu. Od zawsze kojarzyła to miejsce tylko z krwią, wyczerpującymi polowaniami, dyskryminacją, morderstwami, traumą czy śmiercią bliskich jej osób. A jednak na swój sposób kochała Klan Burzy, mimo tego, że nie miała szansy urodzić się za czasów, gdy był "normalny". Gdy Piaskowej Gwiazdy nie było na świecie, albo była zbyt młoda, by stać się tyranką. 
Czasem się zastanawiała, co zmieniało koty w takie potwory. Bo śnić się jej nie chciało, że taka Piaskowa Gwiazda czy Jastrzębia Gwiazda od zawsze byli pozbawieni jakichkolwiek uczuć. Zacisnęła zęby. 
Usłyszała jakieś kroki kierujące się w jej stronę. Spojrzała w górę i zjeżyła futro, widząc przebłysk rudego futra.
— Zostaw mnie w spokoju! — syknęła cicho, a po chwili rozluźniła mięśnie, widząc Tygrysią Smugę. Spodziewała się kogoś innego. — Och, to tylko ty. Wybacz, pomyliłam cię z Rozżarzonym Płomieniem. — miauknęła. Zielone ślipia się uspokoiły, gdy spojrzały się na Tygrys. Minęły wieki odkąd ostatnio z nią rozmawiała. Było jej głupio, że jak zwykle zmarnowała kolejną relację. Ona pewnie też jej nienawidzi. Tak jak wszyscy. Czego innego mogła się spodziewać?
Dreszcz przebiegł po jej ciele na sam widok rudego futra. Odkąd go znała, było tylko zwiastunem nieszczęścia. Zaufanie mu ponownie zdawało się być tak niemożliwe. 

<Tygrys?>

30 stycznia 2022

Od Tygrysiej Łapy CD. Kamiennej Agonii

Każdy dzień wydawał się spokojny, dopóki nie natrafiała na Kamienną Agonię. Trudno było jej nie spotkać, zważając na jej pozycję zastępcy i aktywne dbanie o klan. Kręciła się tam i z powrotem, a Tygrys starała się na ogół nie wchodzić jej w drogę, bo od krzyków czarnej bolała ją głowa. Nie chciała bowiem sprawiać problemów, żyła z pokojowym nastawieniem do każdego, nawet do tych, którzy wydawali się przepędzać ją od siebie samym spojrzenie.
Skoro tylko zielonooka ją zignorowała, poczuła się niespełniona. Nie zamierzała się na nią wydrzeć? Nie próbowała kazać jej iść zająć się czymś sensownym i dać jej spokój? Ruda, gdyby potrafiła, uśmiechnęłaby się teraz z rozbawienia. Ale nie umiała, więc jedynie podniosła swój wzrok na wojowniczkę.
- Witaj, Kamienna Agonio. Jak ci mija dzień? – spytała kulturalnie niebieskooka, zwracając jej uwagę. Usłyszała na dzień dobry cichy warkot, pełen irytacji, a wyraz jej pysku zdawał się mówić „Dlaczego to znowu ty?” Futro na karku czarnej zmierzwiło się, a spojrzenie jej zielonych ślepi przeszyło uczennicę na wskroś.
- Czego chcesz? – burknęła, uderzając wściekle ogonem w ziemie. Kurz wzbił się ku górze, osiadając na jej krótkiej, ciemnej sierści.
- Zapytać, jak się czujesz – oznajmiła ze stoickim opanowaniem, czym wywołała u rozmówczyni niewielkie zaskoczenie. Na moment wydawała się oszołomiona tym, jak beztrosko ruda istotka raczyła do niej zagadać.
- Po co? – prychnęła. – Myślisz, że mam czas na jakieś pogawędki? – spytała z oburzeniem. Tygrysia Łapa pokiwała energicznie głową na boki.
- Oczywiście, że nie. Takie stwierdzenie nawet nie śmiałoby przejść mi przez myśl, a co dopiero wyjść z pyska – rzekła, czując dziwne mrowienie w podbrzuszu. W pewnym sensie chciała się zaśmiać, ale żaden chichot nie był w stanie wydobyć się z jej gardła.
Zastępczyni Klanu Burzy spojrzała na nią z góry, mrużąc w skupieniu oczy. Wyglądało to tak, jak gdyby próbowała odczytać jej zamiary, ale że ruda sprawiała wrażenie wiecznie obojętnej, szło jej to nieudolnie. W końcu cicho prychnęła, odsuwając się.
- To spadaj do roboty, jeśli masz zamiar marnować tu mój czas – syknęła.
- Jest już późno, co miałabym robić o tej porze? - zdziwiła się, spoglądając na znikające za koronami drzew słońce.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to – warknęła. – Idź spać, jak ci się nudzi.
- Ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie – upomniała się i nawet mordercze spojrzenie wojowniczki nie speszyło ją do bycia upartym.
- Nie musisz wiedzieć, jak się czuję – rzekła ozięble.
- Nie muszę, ale chcę. Co jest złego w okazaniu troski o pobratymców? – spytała, nastawiając ku niej ucho, z lekka zaciekawiona tym, co może zaraz usłyszeć.


<Kamień?>

08 stycznia 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Tygrysiej Łapy

- Dlaczego zawsze odzywasz się tak głośno? Warto chyba uszanować, że niektórych mogą boleć uszy bądź głowa od tego hałasu. Przecież jesteś w stanie mówić ciszej, co to za problem? 
Czarna prychnęła. Więc tak się szanuje zastępców w tym klanie.
- Krzyczę tylko wtedy, jak jakiś mały, rudy bachor mnie denerwuje - syknęła już ciszej. - nie potrafisz mówić bez wygłaszania długich monologów, prawda?
- Widzisz, mówiłam, że ściszenie głosu nic nie kosztuje. - Miauknęła Tygrysia Łapa obojętnie. - Coś konkretnego ode mnie oczekujesz, Kamienna Agonio?
- Chyba sobie kpisz - mruknęła zastępczyni i wyminęła kotkę dość gwałtownym krokiem.

***

- Denerwują mnie te dzieciaki - Warknęła kotka do Glinianego Ucha, gdy jadła spokojnie upolowanego wcześniej królika w cieniu skalnego poddasza obozowiska.
- Powinnaś być dla nich bardziej otwarta - powiedział Glina. - Wiecznie chodzisz jak przeklęty ponurak.
- Może dlatego, że nie mam powodu, by się cieszyć? - wywróciła oczami. - Nieważne. Po prostu przyrzekam, że obedrę kiedyś tyłek tym przeklętym młodziakom, jak zaczną mi tak wylatywać z pyskiem.
- Zaczynasz narzekać jak starsi - Miauknął niebieski i cofnął się, przygotowany na jej atak.
Czarna uderzyła go łapą w pysk. Co prawda bez wysuniętych pazurów; bardziej dla rodzinnego przekomarzania. Ale nie skrywała niezadowolenia z tych słów.
- Muszę ustalić patrole.  - Mruknęła i odeszła niechętnie od kocura.
Wybrała koty na dwa patrole graniczne; poranny i wieczorny. Niedługo po wygłoszeniu, kto pójdzie by zaznaczyć terytorium, dopadła gdzieś Jelenie Kopytko. Słyszała, jak niebieski wzdycha, ale zignorowała to z trudem.
- Mógłbyś zabrać Tygrysią Łapę i Borówkową Mordkę na patrol łowiecki? - Miauknęła głosem, który był czymś pomiędzy ponurym i nieco zirytowanym, a pełnym ulgi tonem.
Po prostu nie chciała natknąć się na tego dzieciaka w obozie, a patrol łowiecki nikomu nie zaszkodzi, tym bardziej uczennicy, która wciąż musi się edukować. Jeleń wydawał się zdziwiony, że ta mówiła spokojnie, bez żadnego dodatkowego przekleństwa pod nosem.
Cóż, nie oznaczało to, że nie miała ochoty powiedzieć mu, że jego imię do niego pasuje; jest cholernym jeleniem. Bo spłodził Jałowego Pyła.
Ale oszczędziła sobie tych nerwów. Niebieski jej nie obchodził, no i też nie wybąkał nawet żadnego słowa, które mogłoby ją wkurzyć. Miała ochotę tylko się w końcu położyć, z dala od tych cholernych kotów, ale obowiązki nie dawały jej nawet chwili wytchnienia. Z jednej strony dawała sobie z nimi radę, z drugiej, chwile odpoczynku napawały ją radością i ulgą. 

***
Czarna wolnym krokiem wróciła do obozu wieczorem, niosąc w pysku królika. Na swojej drodze zobaczyła Tygrysią Łapę.
Wyglądała na obojętną, więc zastępczyni liczyła, że nie będzie się wpieprzać. Z chęcią by walnęła tą rudą idiotkę łapą, by sama zobaczyła, jak bardzo jest irytująca. Ale nie zniżyłaby się do takiego poziomu, by bić bachory. Do takiego stopnia zirytować potrafi ją chyba tylko Jałowy Pył i Gliniane Ucho. Ale temu drugiemu łatwo było wybaczyć. Jałowy Pył... cóż, to o wiele trudniejsza sprawa.

<Tygrys?>

28 listopada 2021

Od Tygryska(Tygrysiej Łapy) CD. Kamiennej Agonii

Spokój tego poranka zakłóciła jej głośna wojowniczka, spoglądająca na nią z odrazą we wzroku. Powód tego negatywnego nastawienia został jej szybko wyjawiony, chociaż ruda nie do końca rozumiała idee konfliktu czarnej wojowniczki ze wspominaną przez nią karmicielką.
- Mam imię, które znasz, więc zwracanie się do mnie "Ty" z agresją w głosie jest co najmniej nieuprzejme - mruknęła, mrużąc ślepia i patrząc na gromadzącą się złość w zielonych oczach. - Nie wiem, dokąd poszli. Wyszli stąd całkiem niedawno, więc jeśli zależy ci na ich znalezieniu, to powinni być niedaleko. Marchewkowy Grzbiet mówiła, że odwiedzą później ich ojca, więc prędzej odpowiedź znajdziesz poza żłóbkiem - dodała, na co futro na grzbiecie czarnej stanęło dęba. Kotka zadrżała, ale ze złości, która wydawała się ją w pełni wypełniać. Wysunęła pazury i cicho prychnęła. 
- Idiotka pewnie wmawia im bzdury - syknęła, odwracając się i chcąc wyjść, ale Tygrys na moment zastąpiła jej trochę.
- Przecież to są jej dzieci. Dlaczego tak ci na tym zależy? - spytała, w ostatniej chwili odskakując od łapy, która prawie ją zdeptała. Nie wiedziała, czy był to gest z przypadku, czy rozdrażnienie zastępczyni brało nad nią górę.
- Nie interesuj się. Zresztą, w takim tempie skończą głupsze niż ich matka - warknęła.
- Oh... - Tygrys wciąż nie załapała o co chodzi z kłótnią kotek, ale stwierdziła, że nie będzie się mieszać w czyjeś życie. - No to leć, skoro możesz je odratować - oświadczyła.
Kamienna Agonia spojrzała na nią morderczym wzrokiem, na moment uchylając pysk, jakby gotowa  wygarnąć młodszej, że nic nie wie o życiu i ona nie będzie jej słuchać, ale najwyraźniej powstrzymała się, bo w końcu po prostu wyszła bez słowa.

****

Tygrysiej Łapie przyszło trenować z jedną z najbardziej energicznych i radosnych kotek, jaką mogła poznać. Borówkowa Mordka momentami próbowała zarazić ja optymizmem, ale nieskutecznie.
Świeżo mianowana uczennica nie narzekała na to, problem w końcu nie był w mentorce, tylko w niej samej. To ona nie potrafiła odnaleźć powodów do szczęścia, albo po prostu odczuwanie go przychodziło jej z trudem.
Odwróciła się od stosu ze zwierzyną, po tym, jak odstawiła na nią swą pierwszą zdobycz.
Omal nie wpadła pod łapy jak zwykle rozwścieczonej zastępczyni Klanu Burzy, wrzącej i zirytowanej.
Czarna z pewnością była ciekawą personą, więc budziła w rudej jakiekolwiek skryte resztki ciekawości.
- Uważaj i nie właź mi w drogę - syknęła starsza, na co Tygrys tylko skinęła głową.
- Myślę, że każdy powinien po prostu patrzeć przed siebie, chociaż owszem, tym razem zawiniła moja nieuwaga i to ja wlazłam ci pod nogi, ale sądzę, że nie zawsze skupiasz się na tym, co jest przed tobą - oświadczyła ze stoickim spokojem w głosie.
- Czy ty mnie pouczasz?! - warkot Kamiennej Agonii rozbrzmiał po całym terenie obozowiska.
- Nie, tylko zwracam uwagę na jeden, drobny fakt - poprawiła ją, zastanawiając się, czy kotka zamierza ciągnąć tę rozmowę dalej. Niebieskooka - jeśli miałaby być szczera - nie widziała w tym ani trochę sensu. Po co robić scenę na cały klan i zwracać uwagę wszystkich dookoła, a jednocześnie marnować ich czas? Standardowe krzyki kotki były nieodłącznym elementem każdego dnia w tym miejscu, więc choć pozostali powinni się do nich przyzwyczaić, to wciąż jej napady agresji wywoływały szum.
- Chyba sobie żartu...
- Dlaczego zawsze odzywasz się tak głośno? Warto chyba uszanować, że niektórych mogą boleć uszy bądź głowa od tego hałasu. Przecież jesteś w stanie mówić ciszej, co to za problem? - przerwała jej swym pytaniem.

<Kamień?>

23 października 2021

Od Kamiennej Agonii CD Tygryska

 Czarną bardzo zirytowało podejście Tygrysek, więc jedynie prychnęła i spojrzała się z góry na idiotyczne rude kocię.
- Gdybyś dorastała w tych czasach, co ja, miałabyś inne zdanie - Warknęła kotka. - Nie udzielaj się, jesteś tylko okropnym rudym plugastwem, które nie powinno stąpać po tym świecie!
Odwróciła się, bo nie miała zamiaru się kłócić z dzieciakiem. Może zrozumie, jak w końcu podrośnie. Wojowniczce nie chciało się wierzyć, że rudzi mogli jeszcze narzekać na podział, skoro i tak mieli wszystko podstawiane pod nos jak na tacy! A co miała powiedzieć ona, która wciąż pracuje jak wół, żeby to wstrętne kocisko miało cokolwiek do jedzenia?!
Wychodząc z kociarni, nie panowała nad bijącym ogonem. Nie potrafiła zrozumieć toku myślenia tej całej Tygrysek, zresztą - po co by miała? To tylko córka Dzikiego Gona. Pewnie ma wyłącznie pstro w głowie, tak jak jej ojciec. 
Wojowniczka z nienawiścią wpatrywała się w każdy znany rudy pysk. I co, miała się słuchać jakiegoś kociaka? Denerwowała ją niewiedza. Niewiedza, bo nikt nie pofatygował się, by wytłumaczyć młodszej części klanu, co się dzieje, i jak okropnie traktowani są nierudzi!

**
następnego dnia

Czarna obudziła się o świcie. Była do tego zobowiązana, podobnie jak każdy inny nierudy kot. Piaskowa Gwiazda przecież by nie wytrzymała, gdyby tylko zobaczyła, że ktoś się leni i nie poluje dla ukochanych rudzielców. Ale Kamienna Agonia chciała odwiedzić kociarnię. Nie robiła tego często, bo nienawidziła głupich kociaków, ale nie miała zamiaru zostawiać Marchewkę z kociętami Jałowego Pyłu. 
Wchodząc do środka, nie zastała ani Marchewkowego Grzbietu, ani kociąt. Jej futro zjeżyło się błyskawicznie i czuła, jak z jej gardła wydobywa się warkot. Nie ufała tej rudej idiotce! Jeśli tylko na sekundę zostanie z tymi bachorami sama, mogłaby zrobić im krzywdę. 
Kotka rozejrzała się po żłobku i dojrzała Tygrysek. Splunęła pod nosem.
- Ty, widziałaś Marchewkowy Grzbiet? - Warknęła bezceremonialnie. Świetnie. Marchewa pewnie przebywa gdzieś sama z bachorami i tłumaczy im, że są lepsze od nierudych!

<Tygrysek?>

14 października 2021

Od Tygryska

Ceniła sobie ciszę i spokój na tyle, że łatwo wpadała w irytację, gdy ktoś je zaburzał. Nie miała w zwyczaju odzywać się donośnym tonem głosu, ale potrafiła zwrócić uwagę na to, co jej przeszkadzało. Żyła w wyznaczonej samej sobie harmonii ze środowiskiem, toteż unikała wszelkich bijatyk, do których niektóre kocięta w jej wieku miały predyspozycje. Nie dbała o kontakty z innymi, bo każdy zdawał się egzystować we własnym świecie, a ona nie zamierzała niczego nikomu psuć. Wymieniła czasem parę słów z bratem, przywitała kogoś, ale to było na tyle, jeśli chodziło o rozwijanie relacji z rówieśnikami.
Wścibska szczególnie też nie była, ale ostatnimi czasy pewne wydarzenia w żłobku stanowiły jej główną rozrywkę. Nie rozumiała do końca tych rodzinnych dram, bądź cokolwiek innego to przedstawiało, ale kłótnie pewnych kotek były poniekąd fascynujące.
Za Marchewkowym Grzbietem wydawało się ciągnąć wiele ciekawych spraw. To albo goniła za jakimś niebieskim kocurem, a innym razem wykłócała się z pewną czarną kotką, co przyszła przypatrzeć się jej dzieciakom. To wszystko wyglądało absurdalnie i zarazem tak brzmiało, ale Tygrys była świadkiem tych dziwnych sprzeczek, a że nie miała nic lepszego do roboty, to się im przyglądała. Ruda karmicielka była tą, która miała pilnować ją i Klona, więc chcąc nie chcąc - kocię było na nią skazane.
Po dziś dzień nie rozumiała, dlaczego jej mama i Ryś zostały w innym klanie, a ona wylądowała z bratem tutaj, ale nie miała jak się temu sprzeciwić, więc musiała pogodzić się ze swoim losem, który był najwyraźniej z góry ustawiony przez kogoś innego. Nie podobało jej się to, ale i nie miała komu na to ponarzekać, choć wyraz jej pyska sprawiał wrażenie, że ciągle jest w nastroju na marudzenie.
Nastawiła ucho, słysząc hałas. Skulona w wygodnej pozie, pod jedną ze ścianek żłobka, ignorowała całe otoczenie, dopóki ktoś za bardzo nie zaczął psuć jej neutralnego samopoczucia. Zmierzyła wzrokiem czarne futro, które weszło w interakcję z jedną z pociech Marchewki. Sama karmicielka również wydawała niezadowolona z powodu tego zajścia, gapiąc się nienawistnie na intruza i mamrocząc coś pod nosem, zapewne jakieś nieprzyzwoite słowa.
Tygrys postanowiła choć raz zainterweniować. Podniosła się i wolnym krokiem zbliżyła do problematycznej istoty, która dotychczas stała do niej tyłem, ale akurat, kiedy młoda się zbliżała, ta się obróciła i omal nie wdepnęła w nią.
- Świetnie, kolejny rudy bachor - wycharczała w jej stronę. - Nie pchaj się pod łapy gówniarzu.
- Zrobiłam ci coś złego, że zamierzasz być wobec mnie taka opryskliwa? - spytało kocię, lekko marszcząc czoło. - Nie przypominam sobie, bym cię w ogóle znała, ale zresztą, nie o to mi teraz chodzi. Nie wiem, czy wiesz, ale nie jesteś tu sama i przeszkadzasz swoimi krzykami, więc miło by było, gdybyś raczył się ściszyć. Co najmniej o połowę - mruknęła beznamiętnie.
- Myślisz, że jak jesteś ruda, to jesteś lepsza i będę się ciebie słuchać? Grubo się my...- zaczęła z warkotem, ale mała szybko jej przerwała.
- Nic takiego nie myślę i nic takiego nie twierdzę. Szanuję każdego, ale szkoda, że ty z góry wyrabiasz sobie o mnie opinię na podstawie ogółu. Nie rozumiem waszego podziału na rudych i nierudych, ale jest głupi. Przecież nic nie wpływa na to, jacy się urodzimy i czy w ogóle chcemy przynależeć do danego społeczeństwa, więc mogłabyś się uspokoić i przestać tak na mnie naskakiwać? Ja tylko chciałabym, byś była ciszej - westchnęła znudzona, choć rozmowa zaczęła wydawać się interesująca.

<Kamienna Agonio?>