- Prze-przepraszasz? – zapytała Cętkowany Liść wciąż szeroko otwierając paszczę. Spojrzała w oczy wojownika, które wyrażały rezygnację i czysty smutek. Podniosła brwi zaskoczona takimi emocjami. W sumie nigdy nie przyglądała się gałom tej mysiej strawy, a były nawet, tak odrobinkę, troszeczkę… śliczne? Jednak w tej chwili przygaszone i smętne nie wydawały się wcale tak atrakcyjne jak kiedyś, a mimo to Cętka rozpłynęła się w nich wzdychając cicho. Wilcze Serce uniósł w końcu wzrok i teraz ich spojrzenia skrzyżowały się. Pokiwał powoli głową odpowiadając na pytanie retoryczne. – Wiesz… że masz nawet… trochę ładne oczy? – zauważyła „błyskotliwie”. Kiedy wreszcie zrozumiała co powiedziała szybko zamknęła pysk łapą. – No wiesz, są takie jak każde inne, ale masz pysk brzydki i no oczy są ładniejsze, kiedy pysk brzydszy, więc logiczne, że kiedy coś jest lepsze od drugiego to jest ładniejsze, nie? I no… to właśnie chciałam powiedzieć – zamilkła zdając sobie sprawę z bezsensowności własnych słów. Czy w takich chwilach nawet język musi odmawiać posłuszeństwa?
Kocica wyszła z legowiska wojowników głośno przeklinając własną osobę. Dlaczego tylko jej przytrafiają się takie żałosne sytuacje? Czy naprawdę jest takim mysim móżdżkiem? Zanim zniknęła w lesie do jej uszu doszedł jeszcze gromki śmiech Północnego Wiatru.
Cętka pogładziła się ogonem po burczącym brzuchu. Ile można czekać na tę Porę Nowych Liści, aż do upadłego? Westchnęła przeciągle patrząc na kałużę przed sobą. Futro gdzie tylko nie spojrzeć posklejane, poplamione błotem i potargane. Na próżno szukać by tu ładu i czystości. Tyle jednak czasu poświęcała na polowanie, że nie starczało jego nawet na rutynowe czyszczenie. I co? Wilcze Serce zwróci na to uwagę? Oczywiście, że nie, sam wyglądał jak siedem nieszczęść z posklejaną mordą, a co dopiero spoglądać na jakąś wojowniczkę, która to nawet jednego zdania nie jest w stanie złożyć. Czyszczenie więc kwalifikowało się do czynności zbędnych i zajmujących jedne z ostatnich miejsc na liście burej. Zresztą, gdyby taka lista chociażby istniała… Cały jej plan na udany dzień ograniczał się do wstania, zapolowania, spożycia czegoś i pójścia spać. W nieszablonowych sytuacjach dochodził do tego patrol. Zresztą, mimo tego, że całe dnie poświęcała na łowy niewiele z tego wynikało. Dwie piszczki na wschód słońca to było maksimum.
Cętkowany Liść ostrożnie podniosła wzrok. Niebo ciemniało, a zza chmur z trudem można było dostrzec wschodzący księżyc. Czyli i tym razem wróci do obozu późną nocą. Łapy nie ciągnęły jej do legowiska, a wręcz przeciwnie. Chciała puścić się biegiem, w stronę zasłoniętej chmurami Srebrnej Skórki. Zostawić za sobą wszystko co kiedyś było jej drogie i cenne, a teraz stało się jedynie pogrążonym w mroku miejscem śmierci. Miejscem, gdzie panowała zaraza i żałoba, a w powietrzu unosił się duszący zapach kostuchy. Kto wie czy i koty szczególnie serdeczne jej sercu nie miały zejść z tego świata za jeden wschód słońca? Turkawie Skrzydło, Miedziana Iskra, a nawet nieszczęsny Świerkowa Kora, który nie przeżywał przecież już swoich księżycy świetności… Wszyscy byli zagrożeni niechybnym zgonem. Turkawka i płowa spędzały całe godziny przy chorych, co więc trzymało je jeszcze przy życiu? Czarna nawet nie chciała sprawdzać czy wciąż chodzą po tym lesie. Nie chciała patrzeć w niebo by przypadkiem nie dostrzec pyszczka którejś z nich. Szczęście, że chmury jej to w jakiś sposób uniemożliwiały, a teraz dały o sobie znać w postaci małego deszczyku, który z każdego uderzenia serca zmieniał się w ulewę. Kocica parsknęła zirytowana, a następnie ile sił w łapach pobiegła w stronę obozu.
Bura ostrożnie wsunęła się do zmorzonego w śnie legowiska. Wcześniej schowała pod osłonę krzewu jedno zimne truchło, które miała nadzieję, że przechowa się do poranka. Przechodząc między kotami z trwogą zauważyła spory ubytek w ich liczbie. Z zatroskanym wyrazem pyska usiadła na swoim miejscu owijając ogon wokół łap. Zajęła się pospiesznym czyszczeniem futra i spoglądając na ułożonych do snu wojowników dostrzegła jeden intrygujący szczególik. Jej ułożona na karku sierść uniosła się i podobnie jak wyszczerzone kły dała obraz prawdziwie rozwścieczonej Cętki, z którą niejeden bałby się w tamtej chwili skonfrontować.
- Turkawko? - chciała zawołać Cętkowany Liść, ale głos ugrzązł jej w gardle. Czekoladowa postać podniosła wzrok znad ziół i uśmiechnęła się ciepło. Coś było ewidentnie nie tak. Panowała zupełna, ogłuszająca cisza. Świat poszarzał, ale medyczka wciąż się uśmiechała, zastygła w bezruchu. Zimny dreszcz przebiegł po karku wojowniczki. – Turkawko… powiedz coś – odezwała się wreszcie wydobywając z krtani chrapliwy głos. Żadnego ruchu czy jakiejkolwiek reakcji. Bura przełknęła ślinę patrząc w poczerniałe oczy przyjaciółki. Postąpiła krok na drżących z lęku i przejęcia łapach. Miała niejasne przeczucie, że uzdrowicielka za jedno uderzenie serca rzuci się na nią i pozbawi tchu w piersiach. Nieświadomie wstrzymała oddech nie odczuwając przy tym żadnych tego konsekwencji. Przyspieszyła kroku. Ilekroć się zbliżała, sylwetka kocicy oddalała się. Jakby utworzył się przed nią niekończący się korytarz. Wytrzeszczone ślepia i uśmiechnięty pyszczek uzdrowicielki kazały jej byłej uczennicy cofnąć się i jak najszybciej oddalić. Jednak kocica nie ustępowała i z niepokojem oraz trwogą szła dalej. W końcu Cętka doskoczyła do ciała, które jednak rozpłynęło się i zamieniło w czerwony pył.
Wojowniczka gwałtownie otworzyła oczy i z urywanym oddechem rozejrzała się po legowisku. Część kotów wciąż spała, choć przez gałęzie prześwitywały już zimne promienie słoneczne. Wstała mrugając w odpowiedzi na natarczywe światło. Następnie westchnęła widząc przytuloną parę. Wilcze Serce i Miedziana Iskra. Szczerze powiedziawszy nie spodziewała się tego połączenia i jak wcześniej gotowa byłaby udusić swoją byłą terminatorkę, tak teraz gniew zniknął zastąpiony żalem do przyjaciółki. Dlaczego to akurat płowa musi mieć takie szczęście? Dlaczego to nie mogło przytrafić się jej? W ogóle dlaczego oni? To mógłby być ktoś inny, ktoś mniej ważny dla Cętkowanego Liścia, ktoś kogo mogłaby za to porządnie opierdolić!
- Miedziana Iskro – powiedziała poważnym tonem widząc, że Wilk wyszedł już z legowiska. Pointka skierowała na nią swoje nieprzytomne spojrzenie. Czarna zamilkła nie wiedząc co w końcu powiedzieć. Dokładnie widziała przekrwawione od płaczu oczy kotki i niewyraźny wyraz pysk, w jedno uderzenie serca odsunęła od siebie wizję rzucenia się z pazurami na wojowniczkę.
<Wilk?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Liść. Pokaż wszystkie posty
27 listopada 2019
26 października 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
Bura wojowniczka siedziała przed legowiskiem wojowników przeżuwając resztki pokarmu. Co jakiś czas podnosiła wzrok i ponuro penetrowała zakątki obozu. Nad klanem Wilka zawisło widmo śmierci zbierające swoje żniwa w wojownikach i starszyźnie. W powietrzu unosił się duszący zapach choroby, a z legowiska medyka co wschód słońca wynoszono nowe ciała.
Kocica odkaszlnęła pozbywając się resztek futra z języka. Podniosła wzrok napotykając szare, burzowe chmury, z których za chwilę miał lunąć deszcz. Warknęła wyrażając rozdrażnienie pogodą i skierowała się do pogrążonego w ciszy lasu.
Cętkowany Liść zatopiła pazury głęboko w błocie niecierpliwie poruszając ogonem. Jak klan miał przeżyć kiedy ona nie potrafiła złapać okazjonalnie pojawiającej się zwierzyny? Miała ochotę po prostu przestać to wszystko robić, uciec z tego pustego lasu i panoszącej się zarazy, od oczekiwania na śmierć. Presja, że i tym razem nie przyniesie pobratymcom nic do jedzenia ściskała jej serce, podobnie jak poczucie winy za własny brak umiejętności. Jak więc mogła uczyć już drugiego ucznia? Borsucza Gwiazda i Błotnista Gwiazda upadli na głowę dając jej terminatorów do wyszkolenia.
Bura zacisnęła zęby słysząc jak krople zaczynają bębnić o liście drzew aby po chwili zlecieć na jej futro. Pochyliła się do pozycji łowieckiej i podnosząc ogon z błota starała się wywęszyć potencjalną zdobycz. W stojącym powietrzu trudno było cokolwiek wyczuć poza rześkim zapachem wilgotnego lasu. Na szczęście wzrok wojowniczki jeszcze nie szwankował na tyle by przeoczyła ona ruch pod krzewem, mocniejszy niż zwykły podmuch wiatru, którego zresztą aktualnie nie było. Powoli skradając się do nornicy starała się by spod jej łap nie wydobył się żaden odgłos. Wytężając zmysły zbliżyła się do zwierzęcia na odległość jednego skoku. O dziwo skupiona na zdobyczy nie zwróciła uwagi na dość śliski grunt. Jej tylne łapy poślizgnęły się gdy ta spróbowała wyskoczyć. Pysk wylądował równo przed zdezorientowanym jedzeniem, którego chwilę potem już nie było. Kocica syknęła rozsierdzona egoistycznym zachowaniem nornicy. Członkowie jej klanu giną, a to małoistotne zwierzątko nie ma ani krzty zrozumienia i nie umie podzielić się swoim ogonem rozdając potrzebującym!
Wojowniczka szybkim i burzliwym krokiem szła przez las płosząc wszelką zwierzynę. Przemoczona dotarła do obozu i nie zważając na nic wparowała do legowiska wojowników. Pech, a raczej nieuwaga i tym razem dały się we znaki. Kocica przewróciła się o ciało leżące w wejściu. Szybko się jednak otrząsnęła i wstała z ziemi strosząc mokre futro, w tym także rozbryzgując kropelki wody na współklanowiczów.
- Jak leziesz rozlazły ślimaku?! – wykrzyknęła bluzgając śliną na wpół przytomnego, półłysego kota.
<Jak leżysz rozlazły Wilku?!>
31 sierpnia 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
Cętka obudziła się z samego rana czując jak do jej legowiska nadpływa mroźne powietrze skutecznie uniemożliwiając dalszy sen. Powinna być już Pora Nowych Liści, mnóstwo zwierzyny, świeże, wiosenne powietrze, śpiew ptaków i ciepło, a tymczasem świat zatrzymał się w czasie. Kocica podniosła się i przeciągnęła aż strzyknęły kości. Dlaczego nie mogło być ciepło i wesoło? Wyjrzała z ponurą miną z leża wojowników przygotowując się na deszcz śniegu, który powinien już dawno zapaść się pod ziemię, a tymczasem strawa dla wron wciąż się trzymała. Na szczęście, jak to zwykle bywało, po wychyleniu głowy nie spadła na nią czapa drażniącego puchu, a jedynie mała śnieżynka. Nie miała tego wschodu słońca ochoty na trening z Gorzką Łapą. Wystarczyła sama obecność szylkretki aby temperatura w ciele mentorki wzrosła do niespotykanych wartości, chociaż trzeba przyznać, że przy tak nieprzyjaznej pogodzie przydałoby się to. Strząsnęła pyłek z nosa i mrużąc oczy rozejrzała się po obozie. Wspaniale, Iglasty Krzew. Bura pokierowała kroki w kierunku zastępcy i ziewając klapnęła obok jakiegoś randomowego klanowicza. Powiodła nieco znużonym i jednocześnie rozdrażnionym wzrokiem po pysku Igły mając nadzieję na przydział do patrolu. Kocur dostrzegając natarczywy wzrok podniósł brwi.
- A cóż to, w taką piękną pogodę słaby humorek? - spytał nieco ironicznie jednocześnie trącając koleżankę w bok. Cętkowany Liść nie zamierzała się zbytnio wysilać. Iglasty Krzew dostał jako odpowiedź jedynie krótkie mlaśnięcie. Gdy z jego pyska po chwili milczenia wydobyło się "Wilcze Serce, Cętkowany Liść, Gorz..." czarna parsknęła wściekle nim ten zdążył dokończyć wymawianie przymiotnika. Tym razem w jego stronę wystrzelił wzrok typu "Jeszcze jedno słowo, a gwarantuję ci, że swoją córkę będziesz obserwował już z klanu Gwiazd". Co dziwne Cętka odkryła w tamtej chwili swój nowy talent - potrafiła przekazywać myśli za pomocą wzroku gdyż zastępca postanowił grać na zwłokę. Po kaszlnięciu wyrażającym przejęzyczenie kontynuował "... Grzmiący Potok i Sójcza Łapa". Córka Burki kiwnęła głową do towarzystwa i pokierowała się za Grzmotem, który objął rolę przewodnika.
- Granica z klanem Nocy - zdążył dokończyć Igła zanim jeszcze zniknęli za wejściem do obozu. Przez pierwszy kawałek drogi wszyscy szli w milczeniu, a słychać było wyłącznie chrupot śniegu.
- Mogę coś powiedzieć? - odezwał się nagle Sójcza Łapa. Ogon kocicy poruszał się niebezpiecznie gdy zastanawiała się czy nie uciąć tego zwykłym „nie”.
- Mów – warknął dziko pręgowany nawet nie spoglądając na ucznia. Płowy zamrugał oczkami i kontynuował.
- Chciałbym zapolować, mogę? – zapytał po raz drugi pospieszając za mentorem. Grzmiący Potok ograniczył się do kiwnięcia łbem.
- A mogę zapolować też dla pana, pana Wilczego Serca i pani Cętkowanego Liścia? – bąknął nieco niepewnie.
- Zapolujesz dla klanu, siebie i mnie. Zatrzymamy się na chwilę – oznajmił po czym usiadł wstrzymując na tamtą chwilę marsz. - Myślę, że ci wojownicy potrafią polować, chyba że uważasz inaczej, Sójcza Łapo – stwierdził chociaż jego spojrzenie mówiło co innego.
- Nie, nie – pospiesznie zaprzeczył terminator. – Z pewnością potrafią świetnie polować – mruknął spuszczając główkę.
- Więc nie widzę potrzeby byś robił to za nich – uciął. Cętkowany Liść odwróciła się i weszła głębiej w las znikając poza zasięg wzroku grupy. Usłyszała jeszcze tylko jak Wilcze Serce jakoś skomentował tę wymianę zdań po czym skupiła się już na dobre na polowaniu. Otworzyła pysk smakując powietrze. Nic. Żadnego zwierzątka. W sumie to nie ma co się dziwić. Jest przecież Pora Nowych Liści podczas, której Klan Gwiazdy zapomniał odjąć śniegu, mrozu, a także dodać zwierzyny. Chwilę czasu minęło zanim cokolwiek dotarło do jej nosa. Nawet nie identyfikując potencjalnej zdobyczy ustawiła się w pozycji łowieckiej. Zaraz jednak pojawiła się i druga woń. Tutaj jednak bura nie potrafiła jej z niczym pomylić. Wyjrzała zza krzewu i widząc jak Wilcze Serce szykuje się do skoku na marną myszkę wybiła się szybko z tylnych łap. Wykorzystując siłę odbicia wepchnęła kocura w najbliższą zaspę. Gdy spojrzała za siebie dostrzegła jedynie długi ogonek znikający w przykrytej śniegiem norce.
- Na osty i ciernie – burknęła spoglądając tym razem na wojownika wykopującego się z białego puchu. Właściwie to zapomniała co było jej pretekstem do wepchnięcia tej kupy futra do śniegu. Przecież jasne było, że mysz ucieknie gdy coś wyląduje jej tuż przed nosem. Jednak im dłużej przyglądała się Wilkowi tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że było to w jakiś sposób uzasadnione. Uśmiechnęła się szeroko obserwując starania klanowicza. Tego było jej trzeba.
<Wilcze Serce? Sorry, że tak słabo :/>
- A cóż to, w taką piękną pogodę słaby humorek? - spytał nieco ironicznie jednocześnie trącając koleżankę w bok. Cętkowany Liść nie zamierzała się zbytnio wysilać. Iglasty Krzew dostał jako odpowiedź jedynie krótkie mlaśnięcie. Gdy z jego pyska po chwili milczenia wydobyło się "Wilcze Serce, Cętkowany Liść, Gorz..." czarna parsknęła wściekle nim ten zdążył dokończyć wymawianie przymiotnika. Tym razem w jego stronę wystrzelił wzrok typu "Jeszcze jedno słowo, a gwarantuję ci, że swoją córkę będziesz obserwował już z klanu Gwiazd". Co dziwne Cętka odkryła w tamtej chwili swój nowy talent - potrafiła przekazywać myśli za pomocą wzroku gdyż zastępca postanowił grać na zwłokę. Po kaszlnięciu wyrażającym przejęzyczenie kontynuował "... Grzmiący Potok i Sójcza Łapa". Córka Burki kiwnęła głową do towarzystwa i pokierowała się za Grzmotem, który objął rolę przewodnika.
- Granica z klanem Nocy - zdążył dokończyć Igła zanim jeszcze zniknęli za wejściem do obozu. Przez pierwszy kawałek drogi wszyscy szli w milczeniu, a słychać było wyłącznie chrupot śniegu.
- Mogę coś powiedzieć? - odezwał się nagle Sójcza Łapa. Ogon kocicy poruszał się niebezpiecznie gdy zastanawiała się czy nie uciąć tego zwykłym „nie”.
- Mów – warknął dziko pręgowany nawet nie spoglądając na ucznia. Płowy zamrugał oczkami i kontynuował.
- Chciałbym zapolować, mogę? – zapytał po raz drugi pospieszając za mentorem. Grzmiący Potok ograniczył się do kiwnięcia łbem.
- A mogę zapolować też dla pana, pana Wilczego Serca i pani Cętkowanego Liścia? – bąknął nieco niepewnie.
- Zapolujesz dla klanu, siebie i mnie. Zatrzymamy się na chwilę – oznajmił po czym usiadł wstrzymując na tamtą chwilę marsz. - Myślę, że ci wojownicy potrafią polować, chyba że uważasz inaczej, Sójcza Łapo – stwierdził chociaż jego spojrzenie mówiło co innego.
- Nie, nie – pospiesznie zaprzeczył terminator. – Z pewnością potrafią świetnie polować – mruknął spuszczając główkę.
- Więc nie widzę potrzeby byś robił to za nich – uciął. Cętkowany Liść odwróciła się i weszła głębiej w las znikając poza zasięg wzroku grupy. Usłyszała jeszcze tylko jak Wilcze Serce jakoś skomentował tę wymianę zdań po czym skupiła się już na dobre na polowaniu. Otworzyła pysk smakując powietrze. Nic. Żadnego zwierzątka. W sumie to nie ma co się dziwić. Jest przecież Pora Nowych Liści podczas, której Klan Gwiazdy zapomniał odjąć śniegu, mrozu, a także dodać zwierzyny. Chwilę czasu minęło zanim cokolwiek dotarło do jej nosa. Nawet nie identyfikując potencjalnej zdobyczy ustawiła się w pozycji łowieckiej. Zaraz jednak pojawiła się i druga woń. Tutaj jednak bura nie potrafiła jej z niczym pomylić. Wyjrzała zza krzewu i widząc jak Wilcze Serce szykuje się do skoku na marną myszkę wybiła się szybko z tylnych łap. Wykorzystując siłę odbicia wepchnęła kocura w najbliższą zaspę. Gdy spojrzała za siebie dostrzegła jedynie długi ogonek znikający w przykrytej śniegiem norce.
- Na osty i ciernie – burknęła spoglądając tym razem na wojownika wykopującego się z białego puchu. Właściwie to zapomniała co było jej pretekstem do wepchnięcia tej kupy futra do śniegu. Przecież jasne było, że mysz ucieknie gdy coś wyląduje jej tuż przed nosem. Jednak im dłużej przyglądała się Wilkowi tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że było to w jakiś sposób uzasadnione. Uśmiechnęła się szeroko obserwując starania klanowicza. Tego było jej trzeba.
<Wilcze Serce? Sorry, że tak słabo :/>
13 sierpnia 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
- Gdzie ty tak pędzisz, co? – spytała aby jeszcze zatrzymać wojownika. W rzeczy samej ciekawiło ją to. Miała mnóstwo pytań, ale właściwie nie wiedziała jak zareaguje Buck. Miała wrażenie jakby przez kilka wschodów słońca zmienił się w zupełne przeciwieństwo siebie. Wydawałoby się, że strasznie podupadł, szczególnie jeśli chodzi o dietę. Odstąpienie piszczki dla tego wychudzonego kocura miało dla niej znaczenie priorytetowe. Przecież to był członek jej klanu. Kot, którego przyprowadziła do klanu Wilka. Od początku spodziewała się, że będą z nim problemy. I co, nie ma? Zaatakował swoich pobratymców i to prawdopodobnie tylko za sprawą burzliwych emocji po śmierci lidera i zastępcy. Czy tak objawia się odpowiedzialność i opanowanie? Jednak przy tym… Wilcze Serce chrząknął cicho dając znak, że czeka. Cętka uśmiechnęła się szeroko. Nie wiedziała do końca dlaczego jednak jej pysk zdecydowanie cieszył się z czegoś czego mózg na razie jeszcze nie pojął. Usiadła owijając ogon wokół łap i… no i się uśmiechała prawie nazbyt głupkawo. Gdy zdała sobie sprawę co robi jej facjata zmieniła się diametralnie i teraz widać było tylko zażenowanie ciągnącą się jak przez wieczność ciszą. Po co go zatrzymała?! Jaki miała cel? Myśl, myśl.
- No więc… dlaczego nie wracasz do obozu? – zapytała i cicho odetchnęła. Pamięć wróciła. Przez chwilę panowała cisza podczas, której kocur postanowił usiąść. Otworzył pysk po czym zamknął go marszcząc brwi. Kilka uderzeń serca potem zdecydował się wreszcie zabrać głos.
- Mam coś ważnego do zrobienia – oznajmił zmęczonym tonem. Kocica nadstawiła uszu oczekując dokładniejszych informacji.
- Chyba jednak możesz wrócić i coś zjeść, prawda? Zamiast wlec się tutaj jak ten kościotrup – mruknęła kiedy Wilcze Serce nie zdecydował się kontynuować.
- Problem w tym, że… raczej nie zostałbym dobrze przyjęty – zauważył uśmiechając się krzywo. Nornica musiała zdziałać swoje i kocurowi powoli przychodziły jako takie siły. Buraska pokiwała mimo woli głową. Nie spodziewała się, że Wilcze Serce będzie dobrze odebrany przez klanowiczów po ataku na członków klanu.
- Radzisz sobie? – spytała po chwili ciszy.
- Jak widzisz – odpowiedział jak się okazało bez drobinki uszczypliwości w głosie. Tak, Cętkowany Liść aż za dobrze widziała jak sobie „radzi”. Żebra wyraźnie rysowały się pod futrem czarnego, a zmęczenie kocura tylko potęgowało to wrażenie.
-Widzę tu jedynie obraz nędzy i rozpaczy – powiedziała uśmiechając się lekko. Buck odwzajemnił uśmiech. Przez chwilę patrzyli na siebie nie wiedząc co jeszcze dodać.
- Tak… pozdrów ode mnie Wróblowy Śpiew – odezwał się proszącą i wstał odrywając wzrok od pyszczka cętkowanej. Kocica kiwnęła głową.
- Trzymaj się – mruknęła na odchodne. Czarny ostatni raz spojrzał na dawną pieszczoszkę po czym zniknął w zaroślach.
~Time Skip~
Rozpoczęła się Pora Nagich Drzew. Cętkowany Liść podczas tego czasu jedyne co robiła to polowała i polowała. Co jakiś czas wybierała się razem z Turkawim Skrzydłem, Świetlikowym Skrzydłem i Miedzią na poszukiwanie jakichś ziół. No właśnie, Burzowe Futro postanowiła przejść na emeryturę pozostawiając na swoim stanowisku Turkawkę razem z jej uczennicą, która niedługo potem stała się już asystentką. Z racji tego Cętka postanowiła skupić się bardziej na zapewnianiu pożywienia. Szczególnie zaś dla całej hordy kociaków powoli rozwalających kociarnię. Wszyscy już tylko czekali aż te kurduple staną się uczniami. W międzyczasie Błotnista Gwiazda mianował Północny Wiatr i Wilcze Serce. Bura siedziała oglądając całą ceremonię. To aż dziwne, że Buck został mianowany po raz drugi. Ale cóż się dziwić patrząc na jego uczynki? Kocica wstała gdy wszystko się skończyło. Gdy pogratulowała Północy skierowała się do czarnego.
- Dostałeś swoją lekcję pokory? - spytała uszczypliwie uśmiechając się przy tym. - Zgaduję jednak, że Błoto nie zdołał cię złamać - może to za sprawą mocnego i denerwującego wiatru, a także głupio zatapiającego się gruntu pod łapami, który po deszczach wciąż jeszcze przypominał błoto bura skusiła się na komplement? To znaczy, miał zostać odebrany jako komplement.
<Wilcze Serce?>
- No więc… dlaczego nie wracasz do obozu? – zapytała i cicho odetchnęła. Pamięć wróciła. Przez chwilę panowała cisza podczas, której kocur postanowił usiąść. Otworzył pysk po czym zamknął go marszcząc brwi. Kilka uderzeń serca potem zdecydował się wreszcie zabrać głos.
- Mam coś ważnego do zrobienia – oznajmił zmęczonym tonem. Kocica nadstawiła uszu oczekując dokładniejszych informacji.
- Chyba jednak możesz wrócić i coś zjeść, prawda? Zamiast wlec się tutaj jak ten kościotrup – mruknęła kiedy Wilcze Serce nie zdecydował się kontynuować.
- Problem w tym, że… raczej nie zostałbym dobrze przyjęty – zauważył uśmiechając się krzywo. Nornica musiała zdziałać swoje i kocurowi powoli przychodziły jako takie siły. Buraska pokiwała mimo woli głową. Nie spodziewała się, że Wilcze Serce będzie dobrze odebrany przez klanowiczów po ataku na członków klanu.
- Radzisz sobie? – spytała po chwili ciszy.
- Jak widzisz – odpowiedział jak się okazało bez drobinki uszczypliwości w głosie. Tak, Cętkowany Liść aż za dobrze widziała jak sobie „radzi”. Żebra wyraźnie rysowały się pod futrem czarnego, a zmęczenie kocura tylko potęgowało to wrażenie.
-Widzę tu jedynie obraz nędzy i rozpaczy – powiedziała uśmiechając się lekko. Buck odwzajemnił uśmiech. Przez chwilę patrzyli na siebie nie wiedząc co jeszcze dodać.
- Tak… pozdrów ode mnie Wróblowy Śpiew – odezwał się proszącą i wstał odrywając wzrok od pyszczka cętkowanej. Kocica kiwnęła głową.
- Trzymaj się – mruknęła na odchodne. Czarny ostatni raz spojrzał na dawną pieszczoszkę po czym zniknął w zaroślach.
~Time Skip~
Rozpoczęła się Pora Nagich Drzew. Cętkowany Liść podczas tego czasu jedyne co robiła to polowała i polowała. Co jakiś czas wybierała się razem z Turkawim Skrzydłem, Świetlikowym Skrzydłem i Miedzią na poszukiwanie jakichś ziół. No właśnie, Burzowe Futro postanowiła przejść na emeryturę pozostawiając na swoim stanowisku Turkawkę razem z jej uczennicą, która niedługo potem stała się już asystentką. Z racji tego Cętka postanowiła skupić się bardziej na zapewnianiu pożywienia. Szczególnie zaś dla całej hordy kociaków powoli rozwalających kociarnię. Wszyscy już tylko czekali aż te kurduple staną się uczniami. W międzyczasie Błotnista Gwiazda mianował Północny Wiatr i Wilcze Serce. Bura siedziała oglądając całą ceremonię. To aż dziwne, że Buck został mianowany po raz drugi. Ale cóż się dziwić patrząc na jego uczynki? Kocica wstała gdy wszystko się skończyło. Gdy pogratulowała Północy skierowała się do czarnego.
- Dostałeś swoją lekcję pokory? - spytała uszczypliwie uśmiechając się przy tym. - Zgaduję jednak, że Błoto nie zdołał cię złamać - może to za sprawą mocnego i denerwującego wiatru, a także głupio zatapiającego się gruntu pod łapami, który po deszczach wciąż jeszcze przypominał błoto bura skusiła się na komplement? To znaczy, miał zostać odebrany jako komplement.
<Wilcze Serce?>
03 sierpnia 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Iglastego Krzewu
Cętka z pewnością nie spodziewała, że z Igły zrobi się taka ciepła klucha. Może opieka nad dziećmi, nadwrażliwość partnerki i nadzwyczajna uwaga Błotnistego dały się we znaki. W każdym razie z pewnością ten wojownik przeszedł większą zmianę w ciągu kilku księżyców niż ona podczas całego swojego życia. Szczerze? Gdyby miała dzieci to sama nazywałaby klan Klifu lisim łajnem. Ale przez fakt, że jeszcze ich nie miała to… Kiedyś się zrobi. Jednak z pewnością nawet największy gbur tego klanu (czyt. Wilcze Serce) wybuchnął by śmiechem na widok tak zdominowanego kocura jak Iglasty Krzew. Kto by się spodziewał? Ta Gęsie Pióro to musiało być niezłe ziółk.
- Ta… jeszcze czego? Mam bardzo wiele spraw na głowie. Jako wojowniczka muszę być wszędzie o każdej porze. Chyba rozumiesz karmicielko? – dobrze, może ten żarcik udany nie był, ale. Na klan Gwiazd Igło! Co się z tobą dzieje?! Liliowy prychnął udając obrażonego albo może nie udając?
- Kto upoluje więcej ten wygrywa. Jeszcze zobaczysz kto tu jest taką karmicielką – mruknął rzucając po chwili przestraszone spojrzenie Gąsce. Niestety, partnerka usłyszała. Kocur podskoczył gdy szylkretka jak burza przemknęła przez kociarnię. Co najlepsze zdenerwowała się nawet kiedy Igła zaczął za głośno oddychać – bura sama była tego świadkiem. Point najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że ma przekichane za to koleżanka? Śmiała się do rozpuku oglądając mentora Wiewiórczego Ogona, który to z ogromnym przerażeniem w oczach oglądał się za drogą ucieczki.
- No chodź już chodź na to polowanie – mruknęła pomiędzy salwami śmiechu klepiąc go ponownie po ramieniu. Powoli sama zaczynała bać się nadwrażliwej karmicielki. Może to przez fakt, że ta teraz sunęła na nich prychając wściekle z chęcią mordu w oczach. Jedno było pewne, teraz nie tylko Iglasty musiał wiać. Oboje zaraz znikli za wyjściem z obozu. Oglądając się za siebie pokierowali się najdalej od obozu jak tylko mogli. Cętkowany Liść usiadła w końcu oddychając ciężej. Z pewnością obraz rozwścieczonej Gąski będzie ją napastował w snach.
- Nie wiedziałam, że Gęsie Pióro jest taka… no taka, taka… przewrażliwiona? – Igła mimo, że nie miał ochoty na spór od razu rzucił się do obrony partnerki.
- Ona… jej przejdzie. No wiesz, tak to bywa. Kiedy nie masz nawet chwili na sen – mruknął przecierając oczy. Buraska miała wrażenie, że mówi jednocześnie o własnych doświadczeniach.
- Nie miało być jakichś zawodów? - może jeden raz wygra w tym głupim konkursie na łapanie zwierzyny. Swoją drogą Igła mógł być tak zmęczony. że by nawet nie zdołał upolować jednej myszy. Trzeba wykorzystać szansę.
<Iglasty Krzewie? Heh... chyba źle napisałam charakter Igły...>
- Ta… jeszcze czego? Mam bardzo wiele spraw na głowie. Jako wojowniczka muszę być wszędzie o każdej porze. Chyba rozumiesz karmicielko? – dobrze, może ten żarcik udany nie był, ale. Na klan Gwiazd Igło! Co się z tobą dzieje?! Liliowy prychnął udając obrażonego albo może nie udając?
- Kto upoluje więcej ten wygrywa. Jeszcze zobaczysz kto tu jest taką karmicielką – mruknął rzucając po chwili przestraszone spojrzenie Gąsce. Niestety, partnerka usłyszała. Kocur podskoczył gdy szylkretka jak burza przemknęła przez kociarnię. Co najlepsze zdenerwowała się nawet kiedy Igła zaczął za głośno oddychać – bura sama była tego świadkiem. Point najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że ma przekichane za to koleżanka? Śmiała się do rozpuku oglądając mentora Wiewiórczego Ogona, który to z ogromnym przerażeniem w oczach oglądał się za drogą ucieczki.
- No chodź już chodź na to polowanie – mruknęła pomiędzy salwami śmiechu klepiąc go ponownie po ramieniu. Powoli sama zaczynała bać się nadwrażliwej karmicielki. Może to przez fakt, że ta teraz sunęła na nich prychając wściekle z chęcią mordu w oczach. Jedno było pewne, teraz nie tylko Iglasty musiał wiać. Oboje zaraz znikli za wyjściem z obozu. Oglądając się za siebie pokierowali się najdalej od obozu jak tylko mogli. Cętkowany Liść usiadła w końcu oddychając ciężej. Z pewnością obraz rozwścieczonej Gąski będzie ją napastował w snach.
- Nie wiedziałam, że Gęsie Pióro jest taka… no taka, taka… przewrażliwiona? – Igła mimo, że nie miał ochoty na spór od razu rzucił się do obrony partnerki.
- Ona… jej przejdzie. No wiesz, tak to bywa. Kiedy nie masz nawet chwili na sen – mruknął przecierając oczy. Buraska miała wrażenie, że mówi jednocześnie o własnych doświadczeniach.
- Nie miało być jakichś zawodów? - może jeden raz wygra w tym głupim konkursie na łapanie zwierzyny. Swoją drogą Igła mógł być tak zmęczony. że by nawet nie zdołał upolować jednej myszy. Trzeba wykorzystać szansę.
<Iglasty Krzewie? Heh... chyba źle napisałam charakter Igły...>
24 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
Cętka sama zareagowałaby podobnie gdyby nie fakt, że nie przekroczył granicy. Przynajmniej zapamiętał jej ostatnie słowa, tyle dobrego. Natomiast teraz zastanawiało ją dlaczego Wilcze Serce odchodzi do lasu.
- Ej, a może by tak wielmożny zad poczekał na resztę patrolu? – mruknęła. – Tak, witaj Kucykowy Ogonie – powiedziała dosyć oschle aby dać mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru kontynuować rozmowy z burzakiem. – No. Idziemy dalej? – spytała na co Płomienisty Świt skinął łbem ciągle obserwując Wilka znikającego wśród drzew.
- No cześć! Problem rozwiązany? – zapytał bury pospiesznie. Na jego pysku wyrósł przyjazny uśmiech.
- Tsa - burknęła Cętkowany Liść oddalając się.
- Tylko pamiętaj! Gdyby coś się działo możesz śmiało mi mówić! - mruknął trochę zbity z tropu wciąż nie rozumiejąc dlaczego dawna pieszczoszka tak reaguje.
- Tak, tak... - członkini klanu Wilka pokierowała się za Płomieniem zostawiając burzaka. Z pewnością nie chciała okazywać swojej znajomości z przeciwnikiem przed pobratymcami. Jaki wstyd?! Jeszcze mogliby pomyśleć, że brata się z wojownikiem klanu Burzy! Kocica fuknęła. Dalsza część patrolu minęła bez żadnych niespodzianek. Wilcze Serce dołączył do grupy jednak nie rozwinęły się żadne konwersacje, które nie wyszły poza obszar burknięć. Płomienisty Świt starał się jakoś rozruszać towarzystwo, ale bez skutku. Nie było nawet dogryzek.
Płonący Grzbiet zginął... Jeden wschód słońca temu pochowano Borsuczą Gwiazdę... wszystko obróciło się do góry łapami, a klan Gwiazd... co klan Gwiazd miał na myśli odbierając im przywódcę? Cętkowany Liść wbiła pazury w ziemię przeglądając się szarej Srebrnej Skórce. Zbierało się na burzę. Liście na drzewach powoli żółkły, a dookoła wytworzyły się kałuże po poprzednim deszczu. Kolejny cykl się rozpoczął. Pora Opadających Liści zabrała ze sobą dwa ważne dla klanu Wilka koty. Klanowicze szwędali się ponuro po obozie ponownie przeżywając pogrzeb lidera. Nawet Wróblowy Śpiew spochmurniała. W klanie była teraz za to nowa wojowniczka, Wiewiórczy Ogon, ale czy to wystarczy aby zapełnić miejsce dwóch kocurów? Co prawda w kociarni było teraz aż siedem kociąt w tym dzieci wojowniczki z klanu Klifu jednak one jeszcze trochę poczekają na ceremonie uczniowskie. Kulki będą musiały przetrwać zbliżającą się Porę Nagich Drzew. Jest ich tak wiele... czy klanowi Wilka uda się je wyżywić? Tych wątpliwości było dostatecznie dużo, a do tego dochodziła jeszcze sprawa Zielonego Kaszlu. Błotnista Gwiazda... czy sobie z tym poradzi? Wyznaczył na zastępcę Jaskółczy Śpiew. Cętka oblizała pysk po sowitym posiłku wzdychając. Może ona by sobie poradziła na stanowisku zastępcy, ale... przecież nikt nie wyznaczy dawnej pieszczoszki, która ponoć zabiła brata. Oddalając wspomnienia wstała i pokierowała się do lasu. Nie na jej barkach leży bezpieczeństwo klanu, ale również powinna dbać o dostatek pożywienia. Od razu wtopiła się w gęste zarośla i posunęła do przodu między drzewami. Ptaki nadal świergotały grając urzekającą pieśń. Otworzyła pysk smakując powietrze. Niedaleko wyczuła mysz. Klasycznie. Przylgnęła ciałem do mokrej gleby ustawiając ogon na linii tułowia. Stawiając lekko łapy posuwała się do przodu. Zostawiła za sobą klan, biologiczną rodzinę i przyjaciół skupiając zmysły na ofierze. Wszystko robiła jak w transie. Po chwili zwierzątko zwisało z jej pyszczka. Kilka mechanicznie wykonanych ruchów i piszczka zniknęła pod ziemią zakopana przez wojowniczkę. Już jedna porcja pożywienia. Cętkowany Liść po chwili wyczuła ptaka. Cała procedura zaszła podobnie tylko z różnicą, aby przystosować się nieco do zmysłów ofiary z innego gatunku. Teraz czarna kompletnie weszła w tą przyjemną iluzje tworzoną przez szumiące drzewa, śpiew ptaków i wyczucie bezpiecznej gleby pod łapami. Dopiero w ostatniej chwili, zderzając się dosłownie łeb w łeb z przeciwnikiem polującym na to samo zwierzę co ona, wyczuła specyficzny zapach. Wilcze Serce. Jak to możliwe, że go nie zauważyła? Wojownik zbiegł z miejsca wydarzeń gdy chcieli powstrzymać bójkę między nim, a Spopieloną. Oboje stali teraz przed sobą ze zmierzwionymi futrami oceniając niebezpieczeństwo ze strony drugiego. Serce Cętki przyspieszyło tempa na widok dawnego włóczęgi. Co, chwila?! Kocica pokręciła głową na niedorzeczność własnych reakcji i zmarszczyła gniewnie brwi.
- Może nie zauważyłeś, ale to była moja nornica - wywarczała rzucając ogonem z boku na bok.
<Wilcze Serce?>
- Ej, a może by tak wielmożny zad poczekał na resztę patrolu? – mruknęła. – Tak, witaj Kucykowy Ogonie – powiedziała dosyć oschle aby dać mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru kontynuować rozmowy z burzakiem. – No. Idziemy dalej? – spytała na co Płomienisty Świt skinął łbem ciągle obserwując Wilka znikającego wśród drzew.
- No cześć! Problem rozwiązany? – zapytał bury pospiesznie. Na jego pysku wyrósł przyjazny uśmiech.
- Tsa - burknęła Cętkowany Liść oddalając się.
- Tylko pamiętaj! Gdyby coś się działo możesz śmiało mi mówić! - mruknął trochę zbity z tropu wciąż nie rozumiejąc dlaczego dawna pieszczoszka tak reaguje.
- Tak, tak... - członkini klanu Wilka pokierowała się za Płomieniem zostawiając burzaka. Z pewnością nie chciała okazywać swojej znajomości z przeciwnikiem przed pobratymcami. Jaki wstyd?! Jeszcze mogliby pomyśleć, że brata się z wojownikiem klanu Burzy! Kocica fuknęła. Dalsza część patrolu minęła bez żadnych niespodzianek. Wilcze Serce dołączył do grupy jednak nie rozwinęły się żadne konwersacje, które nie wyszły poza obszar burknięć. Płomienisty Świt starał się jakoś rozruszać towarzystwo, ale bez skutku. Nie było nawet dogryzek.
Płonący Grzbiet zginął... Jeden wschód słońca temu pochowano Borsuczą Gwiazdę... wszystko obróciło się do góry łapami, a klan Gwiazd... co klan Gwiazd miał na myśli odbierając im przywódcę? Cętkowany Liść wbiła pazury w ziemię przeglądając się szarej Srebrnej Skórce. Zbierało się na burzę. Liście na drzewach powoli żółkły, a dookoła wytworzyły się kałuże po poprzednim deszczu. Kolejny cykl się rozpoczął. Pora Opadających Liści zabrała ze sobą dwa ważne dla klanu Wilka koty. Klanowicze szwędali się ponuro po obozie ponownie przeżywając pogrzeb lidera. Nawet Wróblowy Śpiew spochmurniała. W klanie była teraz za to nowa wojowniczka, Wiewiórczy Ogon, ale czy to wystarczy aby zapełnić miejsce dwóch kocurów? Co prawda w kociarni było teraz aż siedem kociąt w tym dzieci wojowniczki z klanu Klifu jednak one jeszcze trochę poczekają na ceremonie uczniowskie. Kulki będą musiały przetrwać zbliżającą się Porę Nagich Drzew. Jest ich tak wiele... czy klanowi Wilka uda się je wyżywić? Tych wątpliwości było dostatecznie dużo, a do tego dochodziła jeszcze sprawa Zielonego Kaszlu. Błotnista Gwiazda... czy sobie z tym poradzi? Wyznaczył na zastępcę Jaskółczy Śpiew. Cętka oblizała pysk po sowitym posiłku wzdychając. Może ona by sobie poradziła na stanowisku zastępcy, ale... przecież nikt nie wyznaczy dawnej pieszczoszki, która ponoć zabiła brata. Oddalając wspomnienia wstała i pokierowała się do lasu. Nie na jej barkach leży bezpieczeństwo klanu, ale również powinna dbać o dostatek pożywienia. Od razu wtopiła się w gęste zarośla i posunęła do przodu między drzewami. Ptaki nadal świergotały grając urzekającą pieśń. Otworzyła pysk smakując powietrze. Niedaleko wyczuła mysz. Klasycznie. Przylgnęła ciałem do mokrej gleby ustawiając ogon na linii tułowia. Stawiając lekko łapy posuwała się do przodu. Zostawiła za sobą klan, biologiczną rodzinę i przyjaciół skupiając zmysły na ofierze. Wszystko robiła jak w transie. Po chwili zwierzątko zwisało z jej pyszczka. Kilka mechanicznie wykonanych ruchów i piszczka zniknęła pod ziemią zakopana przez wojowniczkę. Już jedna porcja pożywienia. Cętkowany Liść po chwili wyczuła ptaka. Cała procedura zaszła podobnie tylko z różnicą, aby przystosować się nieco do zmysłów ofiary z innego gatunku. Teraz czarna kompletnie weszła w tą przyjemną iluzje tworzoną przez szumiące drzewa, śpiew ptaków i wyczucie bezpiecznej gleby pod łapami. Dopiero w ostatniej chwili, zderzając się dosłownie łeb w łeb z przeciwnikiem polującym na to samo zwierzę co ona, wyczuła specyficzny zapach. Wilcze Serce. Jak to możliwe, że go nie zauważyła? Wojownik zbiegł z miejsca wydarzeń gdy chcieli powstrzymać bójkę między nim, a Spopieloną. Oboje stali teraz przed sobą ze zmierzwionymi futrami oceniając niebezpieczeństwo ze strony drugiego. Serce Cętki przyspieszyło tempa na widok dawnego włóczęgi. Co, chwila?! Kocica pokręciła głową na niedorzeczność własnych reakcji i zmarszczyła gniewnie brwi.
- Może nie zauważyłeś, ale to była moja nornica - wywarczała rzucając ogonem z boku na bok.
<Wilcze Serce?>
23 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Iskry
Cętkowana uważnie przyjrzała się szczeniakowi. Niewątpliwie był to pies. Nie żywiła do tych stworzeń jakiejś większej niechęci. Gdyby tylko nie atakowały kotów... ale ten wyraźnie nie wyglądał na groźnego. Pomińmy fakt, że był o połowę mniejszy od Miedzianej Iskry.
- No chyba.... to pies - mruknęła nieco niepewnie Cętka oglądając zwierzątko z każdej strony. Miedź rzuciła pytające spojrzenie, ale nie trzeba było tłumaczyć o co chodzi. Starsza wojowniczka kiwnęła głową i razem z przyjaciółką ostrożnie wyłoniła się z krzaków. Piesek otworzył szerzej oczy i poniuchał małym noskiem. Nie odczuwając zagrożenia szczeknął radośnie i na krótkich nóżkach ruszył w stronę Miedzianej Iskry. Buraska syknęła obnażając kły w stronę malucha na co ten zaskomlał przerażony zatrzymując się z ogonkiem schowanym pod tylnymi nogami.
- Coś ty zrobiła? - zapytała płowa lekko tykając dawną mentorkę w pysk przez co ta musiała go zamknąć zasłaniając zęby.
- No jak to co?! - prychnęła Cętkowany Liść marszcząc brwi. Miedź pokręciła głową wzdychając po czym uśmiechnęła się przyjaźnie do pieska.
- No podejdź tu, nie bój się - miauknęła ciepło. - Nie widzisz, że to tylko szczenię? - mruknęła cichutko ponownie się uśmiechając. - Nie zrobi nikomu krzywdy - pieseczek na te słowa kichnął potakująco i leciutko stawiając grube łapki podszedł do kocicy. Buraska z dezaprobatą patrzyła na przymilającego się szczeniaka do łap jej koleżanki.
- No... - mruknęła Miedziana Iskra nadzwyczajnie spokojnie. - Już wszystko dobrze - na te słowa pies wtulił się przymykając lekko ślepia.
- I ty...? Pozwalasz mu się dotykać? Temu psu? - warknęła Cętka.
- TO TYLKO SZCZENIĘ. Jest niewinne - powiedziała i ponownie rozszerzyła pyszczek w uśmiechu. - Jak mamy cię nazwać, co maluchu?
- Proponuje Gluta - mruknęła czarna kocica bacznie obserwując ruchy małego ciałka. Miedź rzuciła jej srogie spojrzenie po czym połaskotała pieska w brzuszek. Glut pisnął cicho pokazując w uśmiechu ostre ząbki.
- Niech będzie Gacusiem - córka Rudej polizała po głowie Gacusia i zamruczała.
- Dobrze, dla ciebie będzie Gacem, a dla mnie Glutem. Tak czy siak niewiele się to różni - syknęła i stuliła uszy. Miedziana Iskra zignorowała nieuprzejmy komentarz.
- To co z nim zrobimy? - zadała pytanie oswabadzając Gluto-Gacusia, który próbował się wyrwać aby pobiec za motylkiem.
- Zjemy - mruknęła buraska sarkastycznie. Pointka ponownie pokręciła głową patrząc na wojowniczkę z odrazą. - No co?
- Zabierzemy go do obozu - oznajmiła spokojnie.
- Oszalałaś!
- No, a co mamy z nim niby zrobić? Nie wiemy gdzie jest jego dom... - chciała kontynuować, ale zauważyła, a raczej nie zauważyła obecności pieska, który zniknął w jakichś krzakach.
- Na osty i ciernie - mruknęła Cętka rozglądając się niespokojnie. - I tak go już nie znajdziemy...
- Chcesz żeby zabrał go klan Klifu albo co gorsza zabił jakiś borsuk?! - starsza wbiła pazury w ziemię marszcząc przy tym brwi.
- Wygrałaś, poszukamy go - westchnęła przekonana. Miedziana Iskra uśmiechnęła się i otworzyła pysk smakując powietrze.
<Miedź? Kolejny gniot do kolekcji :C>
- No chyba.... to pies - mruknęła nieco niepewnie Cętka oglądając zwierzątko z każdej strony. Miedź rzuciła pytające spojrzenie, ale nie trzeba było tłumaczyć o co chodzi. Starsza wojowniczka kiwnęła głową i razem z przyjaciółką ostrożnie wyłoniła się z krzaków. Piesek otworzył szerzej oczy i poniuchał małym noskiem. Nie odczuwając zagrożenia szczeknął radośnie i na krótkich nóżkach ruszył w stronę Miedzianej Iskry. Buraska syknęła obnażając kły w stronę malucha na co ten zaskomlał przerażony zatrzymując się z ogonkiem schowanym pod tylnymi nogami.
- Coś ty zrobiła? - zapytała płowa lekko tykając dawną mentorkę w pysk przez co ta musiała go zamknąć zasłaniając zęby.
- No jak to co?! - prychnęła Cętkowany Liść marszcząc brwi. Miedź pokręciła głową wzdychając po czym uśmiechnęła się przyjaźnie do pieska.
- No podejdź tu, nie bój się - miauknęła ciepło. - Nie widzisz, że to tylko szczenię? - mruknęła cichutko ponownie się uśmiechając. - Nie zrobi nikomu krzywdy - pieseczek na te słowa kichnął potakująco i leciutko stawiając grube łapki podszedł do kocicy. Buraska z dezaprobatą patrzyła na przymilającego się szczeniaka do łap jej koleżanki.
- No... - mruknęła Miedziana Iskra nadzwyczajnie spokojnie. - Już wszystko dobrze - na te słowa pies wtulił się przymykając lekko ślepia.
- I ty...? Pozwalasz mu się dotykać? Temu psu? - warknęła Cętka.
- TO TYLKO SZCZENIĘ. Jest niewinne - powiedziała i ponownie rozszerzyła pyszczek w uśmiechu. - Jak mamy cię nazwać, co maluchu?
- Proponuje Gluta - mruknęła czarna kocica bacznie obserwując ruchy małego ciałka. Miedź rzuciła jej srogie spojrzenie po czym połaskotała pieska w brzuszek. Glut pisnął cicho pokazując w uśmiechu ostre ząbki.
- Niech będzie Gacusiem - córka Rudej polizała po głowie Gacusia i zamruczała.
- Dobrze, dla ciebie będzie Gacem, a dla mnie Glutem. Tak czy siak niewiele się to różni - syknęła i stuliła uszy. Miedziana Iskra zignorowała nieuprzejmy komentarz.
- To co z nim zrobimy? - zadała pytanie oswabadzając Gluto-Gacusia, który próbował się wyrwać aby pobiec za motylkiem.
- Zjemy - mruknęła buraska sarkastycznie. Pointka ponownie pokręciła głową patrząc na wojowniczkę z odrazą. - No co?
- Zabierzemy go do obozu - oznajmiła spokojnie.
- Oszalałaś!
- No, a co mamy z nim niby zrobić? Nie wiemy gdzie jest jego dom... - chciała kontynuować, ale zauważyła, a raczej nie zauważyła obecności pieska, który zniknął w jakichś krzakach.
- Na osty i ciernie - mruknęła Cętka rozglądając się niespokojnie. - I tak go już nie znajdziemy...
- Chcesz żeby zabrał go klan Klifu albo co gorsza zabił jakiś borsuk?! - starsza wbiła pazury w ziemię marszcząc przy tym brwi.
- Wygrałaś, poszukamy go - westchnęła przekonana. Miedziana Iskra uśmiechnęła się i otworzyła pysk smakując powietrze.
<Miedź? Kolejny gniot do kolekcji :C>
17 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Północnej Łapy
*przed feralnym spotkaniem z szaloną rodzinką*
Cętka odetchnęła głośno gdy Północna Łapa przestała mówić. Ta koteczka to istny diabeł! Jak można tyle paplać?! Skąd ona wzięła słowo „zjedzonośny kormakon”?! No jak?! Czarna z odczuwalną ulgą zwróciła wzrok w stronę nurtu rzeczki.
Cętka odetchnęła głośno gdy Północna Łapa przestała mówić. Ta koteczka to istny diabeł! Jak można tyle paplać?! Skąd ona wzięła słowo „zjedzonośny kormakon”?! No jak?! Czarna z odczuwalną ulgą zwróciła wzrok w stronę nurtu rzeczki.
- Więc co będziemy robić?! - zawołała terminatorka odpędzając zwierzynę za pewne na odległość kilku lisich ogonów. Dowodem tego były ptaki podrywające się z sąsiedniego drzewa. - Pozbierajmy żółwie drzewne! Albo nie, chowańce pospolite! - Cętkowany Liść zastanawiała się czy te nazwy zostały wytworzone w głowie uczennicy Zamieci na pewno tylko dzięki wyobraźni.
- No, a może po prostu zapolujemy? - zapytała nieco niepewnie w obliczu takiej gaduły.
- Oczywiście. Dziwne, że na to wcześniej nie wpadłam! Która upoluje więcej? No wiesz, ostatnio Dzika Zamieć chwalił mnie, bo upolowałam bardzo dużo. Na prawdę! Chociaż mam czasami takie dziwne wrażenie podczas tych moich treningów. A nie ważne! No już! Zobaczymy, która wygra! - krzyknęła i zniknęła za drzewem. "Wspaniale... pewnie znowu polegnę" pomyślała i rzuciła się w stronę lasu. Kilka uderzeń serca i już wyczuła zwierzynę. Najwyraźniej jednak Północ ich tak bardzo nie wypłoszyła swoim wrzaskiem. Kilka kroków przy ziemi i skok, a potem ciepła krew w pysku. Czy polowanie kiedyś było tak łatwe? Następna była nornica. Chwilę potem znowu znajdowała się pod ziemią, zakopana przez wojowniczkę. Cętka na chwilę się zatrzymała dostrzegając terminatorkę. Skradała się prawie niedosłyszalnie, a szczupłe ciało tylko jej w tym pomagało. Zachowała się zupełnie inaczej niż podczas ich rozmowy, teraz była w stu procentach skupiona na ofierze i całkowicie zaaranżowana, aby stać się zwyciężczynią. Nie, tym razem nie może siebie zawieść, nie, przegra przecież z uczennicą! Wybiła się szybko z tylnych łap i przy miażdżyła zwierzę. No dobrze, może wiedziała, że to miała być zdobycz Północnej Łapy, ale czy ktoś wyznaczył jakieś zasady?
- To moja zdobycz! - syknęła bura marszcząc brwi.
- Nie tym razem - oznajmiła wojowniczka porywając mysz. Następnie popędziła przez krzaki i zakopała ją pod korzeniami drzewa. Uśmiechnęła się do siebie i kontynuowała polowanie. Wynik okazał się 5 do 4. Gdyby nie to, że Cętkowany Liść zabrała piszczkę spod łap uczennicy za pewne już mogłaby chwalić się tym, że przegrała ze swoją własną terminatorką i jeszcze do tego Północną Łapą. A przecież wszyscy wiedzieli, że taka dumna wojowniczka nie dostrzegłaby w tym nic pozytywnego. Zresztą, praktycznie wszyscy mieliby podobnie.
<Północ?>
09 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Turkawiego Skrzydła
*ala dramat, który nie jest godny tego miana*
- Przy tamtym gnieździe dwunożnych jest dużo kocimiętki. Jeśli będziesz chciała poznasz też moją matkę, zna się na lekach. O, może wymienicie się jakimiś doświadczeniami? – zapytała lekko się uśmiechając.
- Eeee… nie dzięki, na razie wolę wam nie przeszkadzać – mruknęła za pewne starając się brzmieć uprzejmie i nie urazić rozmówczyni. Cętkowany Liść skrzywiła się lekko.
- Jak chcesz, ale możesz skorzystać z naszych zapasów. Jesteśmy tu przecież również dla kocimiętki – powiedziała i zakopując zdobycz ruszyła przez Siedlisko Owiec. Mimo wszystko trochę stresowało ją spotkanie z rodziną. Za pewne będą domagali się wytłumaczenia gdzie była przez ten czas, ale myśl o Żwirku, jej starszym bracie poprawiała jej humor. Ciekawe jak teraz wygląda… i czy się w ogóle martwił. Wojowniczka przesadziła łąkę kilkoma susami przypominając sobie jak jako mała, gruba pieszczoszka starała się ją przebyć. Teraz to była pestka. Cętkowana wyhamowała przypominając sobie o przyjaciółce. Wiatr przestał mierzwić jej futro dlatego też gdy się zatrzymała od razu poczuła jak uderza w nią fala gorąca pochodząca od słońca. Uśmiechnęła się szeroko do uzdrowicielki popędzając ją ogonem. Teraz nie liczyło się, że Turkawie Skrzydło utyka na jedną łapę i nie może tak szybko biec. Najważniejsze było spotkanie z rodziną. Nagle ogarnęła ją ogromna tęsknota przez, którą chciało jej się zwyczajnie płakać. Przez te wszystkie Wschody Słońca ukrywała te uczucie, należała przecież do klanu Wilka i nie powinna rozmawiać z domowymi kotami, ale coś co ją łączyło z przeszłością zdecydowanie nie chciało zapomnieć. Czekoladowa widząc stan koleżanki przyspieszyła tempa, a kiedy z oczu tamtej zaczęły lecieć łzy szczęścia pomachała ogonem na znak żeby na nią nie czekała i za chwilę dołączy. Cętkowany Liść pokiwała głową i puściła się cwałem w stronę znajomego ogrodzenia. W biegu wymijała zwierzęta, od których wzięła się nazwa tego miejsca. Nie zatrzymując się wślizgnęła się pod belkę ogradzającą jej drogę do domu. Weszła w krzew o kłujących gałązkach, ale nie zwracając uwagi na igły rośliny brnęła dalej. Kiedy coś ukłuło ją w nos zatrzymała się na chwile odsunęła od źródła bólu nakłuwając się na kolejny ostry koniec i prychnęła gniewnie. Coś za żadnym skarbem nie chciało jej dopuścić do domu. Zmrużyła oczy i wyskoczyła z krzaku, a jej czarny grzbiet ponownie olała fala promieni słońca. Wyszczerzyła kły we wręcz szaleńczym uśmiechu rozglądając się energicznie. Do jej nozdrzy dotarł zapach dzieciństwa, a jej wąsy poruszyły się w przytłaczającym szczęściu. „Tak dawno tu nie byłam…” Kocica obracając się wokół własnej osi rozglądała się podekscytowana. Tyle znajomych obrazów przechodziło jej przez głowę. Nawet te nie miłe związane z jej siostrą, ale to nie miało znaczenia. „To jest mój dom.” Coś szepnęło jej w myślach. Dawna mentorka Miedzi jednak nie zwróciła uwagi na ten kuszący głosik i popędziła do klapki w drzwiach. Wślizgnęła się, a atmosfera wokół zdecydowanie stała się cięższa. Dzięki czarnym firankom idealnie zasłaniającym światło wszystko nagle jakby spoważniało. Kocica przełknęła ślinę zwracając uwagę na dziwną ciszę w całym domu. Stawiając lekko łapy powoli szła przed siebie rozglądając się na wszystkie strony. Jej spojrzenie na to całe spotkanie drastycznie się zmieniło i teraz miała ochotę uciec z tego gniazda dwunożnych zaczynając rozumieć co zrobiła. Zostawiła rodzinę, która ją kochała. Jak to przeżyli? Jak przeżyją jej „odżycie”? Teraz doskonale rozumiała dlaczego przekładała to wszystko na później.
Nie wybaczą jej.
Wojowniczka wciągnęła powietrze słysząc ciche pochrapywanie. Zaraz potem rozluźniła się opuszczając postawione na sztorc futro. Zamknęła oczy i weszła do jeszcze ciemniejszego pomieszczenia. Na legowiskach leżały trzy czarne i zmorzone we śnie ciała. Do oczu członkini klanu Wilka doleciały łzy gdy poczuła zapach swojej matki. Cicho do niej podbiegła zanurzając nos w futrze rodzicielki. Ta chwila była warta przychodzenia tutaj. Burka zamrugała okręcając się z jednego boku na drugi.
- Żwirek? – zamruczała niewyraźnie.
- Nie mamo, to ja Cętka – miauknęła córka z uśmiechem. Pieszczoszka ziewnęła przeciągle i zamlaskała.
- Falo, nie rób sobie ze mnie żartów – mruknęła cicho.
- Ale to ja! Cętka!
- Cętka? – powiedziała dosyć głośno i pospiesznie wstała najwyraźniej zdając sobie sprawę, że ten głos nie należał do jej najmłodszej córki. – To ty?! – krzyknęła na cały głos kompletnie zagubiona. – Klanie Gwiazd, jakie znaki mi zsyłasz?
- Co?
- Cętka? – w pokoju dało się słyszeć kolejny głos.
- Cętkowany Liść – mruknęła niepewnie rozglądając się za źródłem odgłosu. Ogromna kupa futra podniosła się z jednego z legowisk. Kiedy kocica wyszła z cienia, a w ciemności zaświeciły błękitne ślepia. Fala. Ale jaka?! Tłuste fałdy spływały z jej boków „falami”. Teraz to imię pasowało do niej jeszcze bardziej. Cętkowana widząc siostrę otworzyła szeroko oczy – Fala? C-co ci się s-s-s-s-tało?! – zawołała przerażona wyglądem czarnej. „Czy ja też bym tak skończyła?”
- Co MI się stało? Wiesz ja bym prędzej spytała: Co się z tobą działo, siostrzyczko – ogromny kształt skusił się na nieco ironiczny głos przypominając dawnej przeciwniczce stare, niekoniecznie dobre czasy gdy to za kociaków ta starała się zaimponować swoim intelektem. Matka skłóconych stała z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w „Srebrną Skórkę” w jej mniemaniu czyli aktualnie sufit.
- Ja? Gdzie jest Żwirek? – zapytała nieco nieprzytomnie nadal nie mogąc uwierzyć, że siostra tak się zapuściła.
- Żwirek?! – zawołała Fala i wpatrzyła się swoimi wykutymi z lodu oczami w wojowniczkę. Jej głos drgnął wyraźnie. – Jak śmiesz?! - wykrzyknęła gniewnie. Zaczęła dyszeć jak chory potwór dwunożnych i wczepiła pazury głęboko w deski. Cętkowany Liść nadal stała przyklejona do gruntu. Instynktownie jej futro na karku powędrowało w górę na myśl o niebezpieczeństwie, zmiażdżenia przez tłuste cielsko.
- J-jak śmiem? – mruknęła przyglądając się siostrze z trwogą wymalowaną na pyszczku. Wszystkie posunięcia w walce jakich się uczyła nagle wyparowały jej z głowy. To było coś czego się nie spodziewała. Stała nie potrafiąc nawet drgnąć.
- Tak, jak śmiesz – warknęła siostra ostatnimi siłami powstrzymując napad furii i drgawki jakie ją ogarnęły. – Widzę, że wiesz o czym mówię, śmierdzi od ciebie strachem na myśl o konsekwencjach, siostrzyczko, ale niech ci będzie, udajesz taką nieświadomą… – miauknęła zaznaczając słowo „siostrzyczko ” z nienaturalną słodkością. – Zabiłaś go – oznajmiła z bólem, a w jej oczach zapłonął prawdziwy ogień. – Zabiłaś go! – wykrzyknęła zaznaczając te dwa słowa. „Zabiłaś go… Co to znaczy?”
- A-ale j-jak to? – Cętka nadal stała z szeroko rozwartą paszczą nie mogąc poskładać faktów.
- No tak. Po prostu. Zostawiłaś nas – mówiła na jednym tchu wciąż łkając. – Wiesz jak on to przeżył?! I… to przez ciebie teraz nie żyje. PRZEZ CIEBIE! LISI BOBKU ON ZGINĄŁ SZUKAJĄC CIEBIE, ROZUMIESZ?! – wrzasnęła i rzuciła się na przeciwniczkę. Nim doskoczyła, a zrobiła to z wielką ociężałością przed Cętkowanym Liściem pojawiła się Turkawka. Cętkowana stała i tylko gapiła się w przestrzeń przed sobą.
- Kolejna zguba?! – wykrzyczała plując pointce prosto w pyszczek. Medyczka zaśmiała się tylko z pogardą i z syknięciem przecięła pazurami skórę na odsłoniętym brzuchu przeciwniczki. Ta zawyła z bólu i opuściła głowę wpatrując się w ranę.
- Mysia Strawa – rzuciła uzdrowicielka pchając na wpół nieprzytomną przyjaciółkę do wyjścia. Fala jednak szybko doszła do siebie, poszarżowała prychając na czekoladową. Turkawie Skrzydło stała w tym momencie bezradnie. Jej umiejętności przecież ograniczały się tylko do machania łapami z naostrzonymi pazurami i ewentualnym gryzieniu i jeszcze z uszkodzoną nogą, a walka z takim czymś? Jak? Na szczęście drogę wielkiego ogromu zastąpił ojciec kotek.
- Dosyć – zasyczał Atrament przez zaciśnięte zęby. Fala chciała coś wyraźnie powiedzieć, ale widząc wyjątkowo srogi wyraz pyska swojego ojca umilkła. – Już nie wróci – mruknął rzucając swojej drugiej córce oskarżycielskie spojrzenie. „Już nie wróci…” Kolejny raz Cętka powtórzyła sobie słowo w głowie zastanawiając się nad jego znaczeniem. Wychodząc rzuciła jeszcze ojcu żałosne spojrzenie jednak ten nie zwrócił na nie większej uwagi i odwrócił się idąc do pomieszczenia z legowiskami.
Przez całą drogę przyjaciółki nie wymieniły ze sobą ani słowa. Widocznie Turkawie Skrzydło czekała, aż dymna pierwsza coś powie, ale ta jedynie milczała przyglądając się ziemi pod łapami. Kiedy weszły do lasu Cętkowany Liść usiadła przy pierwszym lepszym drzewie i wpatrzyła się w przestrzeń przed sobą. „To jest teraz mój dom.” Coś jednak nie mogło pogodzić się z tą myślą. Czarna coraz lepiej pojmowała swoją sytuację. „Żwirek zginął… i gdybym nie poszła wtedy do lasu”. Wciągnęła powietrze starając się powstrzymać płacz. „Wyrzucili mnie… wyrzucili. Moja własna rodzina mnie wyrzuciła. To sen?” Cętkowana nawet nie zauważyła kiedy obok niej usiadła Turkawka.
- J-ja go zabiłam – zapłakała wtulając się w przyjaciółkę.
<Turkawo? Myślałam, że wyjdzie lepiej, ale… egh>
- Właściwie… Chciałam… Muszę porozmawiać z moją rodziną – kocica spuściła głowę. Tylko żeby Turkawka tego nie odebrała jako zdradę. – Muszę im wytłumaczyć, co się stało i, że ze mną jest wszystko okej – Turkawkie Skrzydło westchnęła oceniając sytuację.
- No tak… to przecież twoja rodzina – medyczka wydawała się jednak trochę zadowolona, że ominęły temat jej rodziców, podczas gdy Cętka planowała już kolejne wyjście do gniazd dwunożnych w poszukiwaniu zaginionej matki i ojca przyjaciółki.- Przy tamtym gnieździe dwunożnych jest dużo kocimiętki. Jeśli będziesz chciała poznasz też moją matkę, zna się na lekach. O, może wymienicie się jakimiś doświadczeniami? – zapytała lekko się uśmiechając.
- Eeee… nie dzięki, na razie wolę wam nie przeszkadzać – mruknęła za pewne starając się brzmieć uprzejmie i nie urazić rozmówczyni. Cętkowany Liść skrzywiła się lekko.
- Jak chcesz, ale możesz skorzystać z naszych zapasów. Jesteśmy tu przecież również dla kocimiętki – powiedziała i zakopując zdobycz ruszyła przez Siedlisko Owiec. Mimo wszystko trochę stresowało ją spotkanie z rodziną. Za pewne będą domagali się wytłumaczenia gdzie była przez ten czas, ale myśl o Żwirku, jej starszym bracie poprawiała jej humor. Ciekawe jak teraz wygląda… i czy się w ogóle martwił. Wojowniczka przesadziła łąkę kilkoma susami przypominając sobie jak jako mała, gruba pieszczoszka starała się ją przebyć. Teraz to była pestka. Cętkowana wyhamowała przypominając sobie o przyjaciółce. Wiatr przestał mierzwić jej futro dlatego też gdy się zatrzymała od razu poczuła jak uderza w nią fala gorąca pochodząca od słońca. Uśmiechnęła się szeroko do uzdrowicielki popędzając ją ogonem. Teraz nie liczyło się, że Turkawie Skrzydło utyka na jedną łapę i nie może tak szybko biec. Najważniejsze było spotkanie z rodziną. Nagle ogarnęła ją ogromna tęsknota przez, którą chciało jej się zwyczajnie płakać. Przez te wszystkie Wschody Słońca ukrywała te uczucie, należała przecież do klanu Wilka i nie powinna rozmawiać z domowymi kotami, ale coś co ją łączyło z przeszłością zdecydowanie nie chciało zapomnieć. Czekoladowa widząc stan koleżanki przyspieszyła tempa, a kiedy z oczu tamtej zaczęły lecieć łzy szczęścia pomachała ogonem na znak żeby na nią nie czekała i za chwilę dołączy. Cętkowany Liść pokiwała głową i puściła się cwałem w stronę znajomego ogrodzenia. W biegu wymijała zwierzęta, od których wzięła się nazwa tego miejsca. Nie zatrzymując się wślizgnęła się pod belkę ogradzającą jej drogę do domu. Weszła w krzew o kłujących gałązkach, ale nie zwracając uwagi na igły rośliny brnęła dalej. Kiedy coś ukłuło ją w nos zatrzymała się na chwile odsunęła od źródła bólu nakłuwając się na kolejny ostry koniec i prychnęła gniewnie. Coś za żadnym skarbem nie chciało jej dopuścić do domu. Zmrużyła oczy i wyskoczyła z krzaku, a jej czarny grzbiet ponownie olała fala promieni słońca. Wyszczerzyła kły we wręcz szaleńczym uśmiechu rozglądając się energicznie. Do jej nozdrzy dotarł zapach dzieciństwa, a jej wąsy poruszyły się w przytłaczającym szczęściu. „Tak dawno tu nie byłam…” Kocica obracając się wokół własnej osi rozglądała się podekscytowana. Tyle znajomych obrazów przechodziło jej przez głowę. Nawet te nie miłe związane z jej siostrą, ale to nie miało znaczenia. „To jest mój dom.” Coś szepnęło jej w myślach. Dawna mentorka Miedzi jednak nie zwróciła uwagi na ten kuszący głosik i popędziła do klapki w drzwiach. Wślizgnęła się, a atmosfera wokół zdecydowanie stała się cięższa. Dzięki czarnym firankom idealnie zasłaniającym światło wszystko nagle jakby spoważniało. Kocica przełknęła ślinę zwracając uwagę na dziwną ciszę w całym domu. Stawiając lekko łapy powoli szła przed siebie rozglądając się na wszystkie strony. Jej spojrzenie na to całe spotkanie drastycznie się zmieniło i teraz miała ochotę uciec z tego gniazda dwunożnych zaczynając rozumieć co zrobiła. Zostawiła rodzinę, która ją kochała. Jak to przeżyli? Jak przeżyją jej „odżycie”? Teraz doskonale rozumiała dlaczego przekładała to wszystko na później.
Nie wybaczą jej.
Wojowniczka wciągnęła powietrze słysząc ciche pochrapywanie. Zaraz potem rozluźniła się opuszczając postawione na sztorc futro. Zamknęła oczy i weszła do jeszcze ciemniejszego pomieszczenia. Na legowiskach leżały trzy czarne i zmorzone we śnie ciała. Do oczu członkini klanu Wilka doleciały łzy gdy poczuła zapach swojej matki. Cicho do niej podbiegła zanurzając nos w futrze rodzicielki. Ta chwila była warta przychodzenia tutaj. Burka zamrugała okręcając się z jednego boku na drugi.
- Żwirek? – zamruczała niewyraźnie.
- Nie mamo, to ja Cętka – miauknęła córka z uśmiechem. Pieszczoszka ziewnęła przeciągle i zamlaskała.
- Falo, nie rób sobie ze mnie żartów – mruknęła cicho.
- Ale to ja! Cętka!
- Cętka? – powiedziała dosyć głośno i pospiesznie wstała najwyraźniej zdając sobie sprawę, że ten głos nie należał do jej najmłodszej córki. – To ty?! – krzyknęła na cały głos kompletnie zagubiona. – Klanie Gwiazd, jakie znaki mi zsyłasz?
- Co?
- Cętka? – w pokoju dało się słyszeć kolejny głos.
- Cętkowany Liść – mruknęła niepewnie rozglądając się za źródłem odgłosu. Ogromna kupa futra podniosła się z jednego z legowisk. Kiedy kocica wyszła z cienia, a w ciemności zaświeciły błękitne ślepia. Fala. Ale jaka?! Tłuste fałdy spływały z jej boków „falami”. Teraz to imię pasowało do niej jeszcze bardziej. Cętkowana widząc siostrę otworzyła szeroko oczy – Fala? C-co ci się s-s-s-s-tało?! – zawołała przerażona wyglądem czarnej. „Czy ja też bym tak skończyła?”
- Co MI się stało? Wiesz ja bym prędzej spytała: Co się z tobą działo, siostrzyczko – ogromny kształt skusił się na nieco ironiczny głos przypominając dawnej przeciwniczce stare, niekoniecznie dobre czasy gdy to za kociaków ta starała się zaimponować swoim intelektem. Matka skłóconych stała z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w „Srebrną Skórkę” w jej mniemaniu czyli aktualnie sufit.
- Ja? Gdzie jest Żwirek? – zapytała nieco nieprzytomnie nadal nie mogąc uwierzyć, że siostra tak się zapuściła.
- Żwirek?! – zawołała Fala i wpatrzyła się swoimi wykutymi z lodu oczami w wojowniczkę. Jej głos drgnął wyraźnie. – Jak śmiesz?! - wykrzyknęła gniewnie. Zaczęła dyszeć jak chory potwór dwunożnych i wczepiła pazury głęboko w deski. Cętkowany Liść nadal stała przyklejona do gruntu. Instynktownie jej futro na karku powędrowało w górę na myśl o niebezpieczeństwie, zmiażdżenia przez tłuste cielsko.
- J-jak śmiem? – mruknęła przyglądając się siostrze z trwogą wymalowaną na pyszczku. Wszystkie posunięcia w walce jakich się uczyła nagle wyparowały jej z głowy. To było coś czego się nie spodziewała. Stała nie potrafiąc nawet drgnąć.
- Tak, jak śmiesz – warknęła siostra ostatnimi siłami powstrzymując napad furii i drgawki jakie ją ogarnęły. – Widzę, że wiesz o czym mówię, śmierdzi od ciebie strachem na myśl o konsekwencjach, siostrzyczko, ale niech ci będzie, udajesz taką nieświadomą… – miauknęła zaznaczając słowo „siostrzyczko ” z nienaturalną słodkością. – Zabiłaś go – oznajmiła z bólem, a w jej oczach zapłonął prawdziwy ogień. – Zabiłaś go! – wykrzyknęła zaznaczając te dwa słowa. „Zabiłaś go… Co to znaczy?”
- A-ale j-jak to? – Cętka nadal stała z szeroko rozwartą paszczą nie mogąc poskładać faktów.
- No tak. Po prostu. Zostawiłaś nas – mówiła na jednym tchu wciąż łkając. – Wiesz jak on to przeżył?! I… to przez ciebie teraz nie żyje. PRZEZ CIEBIE! LISI BOBKU ON ZGINĄŁ SZUKAJĄC CIEBIE, ROZUMIESZ?! – wrzasnęła i rzuciła się na przeciwniczkę. Nim doskoczyła, a zrobiła to z wielką ociężałością przed Cętkowanym Liściem pojawiła się Turkawka. Cętkowana stała i tylko gapiła się w przestrzeń przed sobą.
- Kolejna zguba?! – wykrzyczała plując pointce prosto w pyszczek. Medyczka zaśmiała się tylko z pogardą i z syknięciem przecięła pazurami skórę na odsłoniętym brzuchu przeciwniczki. Ta zawyła z bólu i opuściła głowę wpatrując się w ranę.
- Mysia Strawa – rzuciła uzdrowicielka pchając na wpół nieprzytomną przyjaciółkę do wyjścia. Fala jednak szybko doszła do siebie, poszarżowała prychając na czekoladową. Turkawie Skrzydło stała w tym momencie bezradnie. Jej umiejętności przecież ograniczały się tylko do machania łapami z naostrzonymi pazurami i ewentualnym gryzieniu i jeszcze z uszkodzoną nogą, a walka z takim czymś? Jak? Na szczęście drogę wielkiego ogromu zastąpił ojciec kotek.
- Dosyć – zasyczał Atrament przez zaciśnięte zęby. Fala chciała coś wyraźnie powiedzieć, ale widząc wyjątkowo srogi wyraz pyska swojego ojca umilkła. – Już nie wróci – mruknął rzucając swojej drugiej córce oskarżycielskie spojrzenie. „Już nie wróci…” Kolejny raz Cętka powtórzyła sobie słowo w głowie zastanawiając się nad jego znaczeniem. Wychodząc rzuciła jeszcze ojcu żałosne spojrzenie jednak ten nie zwrócił na nie większej uwagi i odwrócił się idąc do pomieszczenia z legowiskami.
Przez całą drogę przyjaciółki nie wymieniły ze sobą ani słowa. Widocznie Turkawie Skrzydło czekała, aż dymna pierwsza coś powie, ale ta jedynie milczała przyglądając się ziemi pod łapami. Kiedy weszły do lasu Cętkowany Liść usiadła przy pierwszym lepszym drzewie i wpatrzyła się w przestrzeń przed sobą. „To jest teraz mój dom.” Coś jednak nie mogło pogodzić się z tą myślą. Czarna coraz lepiej pojmowała swoją sytuację. „Żwirek zginął… i gdybym nie poszła wtedy do lasu”. Wciągnęła powietrze starając się powstrzymać płacz. „Wyrzucili mnie… wyrzucili. Moja własna rodzina mnie wyrzuciła. To sen?” Cętkowana nawet nie zauważyła kiedy obok niej usiadła Turkawka.
- J-ja go zabiłam – zapłakała wtulając się w przyjaciółkę.
<Turkawo? Myślałam, że wyjdzie lepiej, ale… egh>
06 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Iskry
Kocica przytaknęła i posapując cicho machnęła ogonem na znak powrotu.
- Nikomu nic nie jest? - spytała zmartwiona o towarzyszy Złocista Rzeka. Wszyscy tylko pokręcili głowami i ruszyli za przewodniczką. Nikt nie chciał przyznać, ale walka z borsukiem wcale nie należała do najmilszych. Rozwścieczone, młode i pełne energii zwierzę cięło pazurami gdzie tylko mogło. Na szczęście zabrakło mu sprytu i zwinności klanu Wilka. Cętka uśmiechnęła się dumna ze swojej uczennicy. Było w niej tyle zapału, że chyba sama poradziła by sobie z każdym stworzeniem jednak czarna wojowniczka musiała jakoś doszkolić dawną terminatorkę.
- Następnym razem bardziej uważaj, Miedziana Iskro. Takie zwierzę też jest groźne - prychnęła przypominając sobie pewne ruchy płowej.
- Cętkowany Liściu, czy ja cię nadal strofuję kiedy jesteś już wojowniczką? - zapytał rozbawiony Świerkowa Kora.
- Nie, już nie potrzebuję od ciebie pouczań, Świerku. Miedź powinna być na przyszłość ostrożniejsza niż jest, rzucanie się do gardła tak groźnego przeciwnika wcale nie było najlepszym posunięciem - mruknęła nieco za ostro rzucając znaczące spojrzenie młodej wojowniczce.
- Ale przecież nic się nie stało - miauknęła kotka nie rozumiejąc zachowania swojej dawnej mentorki.
- Po prostu mówię, że powinnaś być bardziej ostrożna - powiedziała ostrożnie cętkowana i przyspieszyła kroku. Usłyszała jak Miedź cicho wzdycha, a potem rozpoczyna radosną rozmowę z dwoma klanowiczami. Gdy koty dotarły do obozu wszyscy rozeszli się w swoje strony, a dawna pieszczoszka krótko opisała sytuację, która nastąpiła.
- ...Na szczęście wspólnymi siłami pokonaliśmy borsuka. Jest teraz na terytorium klanu Burzy, ale jestem prawie pewna, że zemrze już w krzakach - "...a szkoda, klan Burzy miałby co robić zamiast atakować z wszystkimi innymi klanami nasz."
- Dobrze, zobaczymy jak to wszystko się dalej potoczy - powiedział spokojnie zastępca odsyłając skinieniem ogona kocice.
<Miedziana Iskro? Wybacz, że wyszło tak "skromnie" jednak nie mam pomysłu na kontynuację, może ty coś podsuniesz w odpisie?>
- Nikomu nic nie jest? - spytała zmartwiona o towarzyszy Złocista Rzeka. Wszyscy tylko pokręcili głowami i ruszyli za przewodniczką. Nikt nie chciał przyznać, ale walka z borsukiem wcale nie należała do najmilszych. Rozwścieczone, młode i pełne energii zwierzę cięło pazurami gdzie tylko mogło. Na szczęście zabrakło mu sprytu i zwinności klanu Wilka. Cętka uśmiechnęła się dumna ze swojej uczennicy. Było w niej tyle zapału, że chyba sama poradziła by sobie z każdym stworzeniem jednak czarna wojowniczka musiała jakoś doszkolić dawną terminatorkę.
- Następnym razem bardziej uważaj, Miedziana Iskro. Takie zwierzę też jest groźne - prychnęła przypominając sobie pewne ruchy płowej.
- Cętkowany Liściu, czy ja cię nadal strofuję kiedy jesteś już wojowniczką? - zapytał rozbawiony Świerkowa Kora.
- Nie, już nie potrzebuję od ciebie pouczań, Świerku. Miedź powinna być na przyszłość ostrożniejsza niż jest, rzucanie się do gardła tak groźnego przeciwnika wcale nie było najlepszym posunięciem - mruknęła nieco za ostro rzucając znaczące spojrzenie młodej wojowniczce.
- Ale przecież nic się nie stało - miauknęła kotka nie rozumiejąc zachowania swojej dawnej mentorki.
- Po prostu mówię, że powinnaś być bardziej ostrożna - powiedziała ostrożnie cętkowana i przyspieszyła kroku. Usłyszała jak Miedź cicho wzdycha, a potem rozpoczyna radosną rozmowę z dwoma klanowiczami. Gdy koty dotarły do obozu wszyscy rozeszli się w swoje strony, a dawna pieszczoszka krótko opisała sytuację, która nastąpiła.
- ...Na szczęście wspólnymi siłami pokonaliśmy borsuka. Jest teraz na terytorium klanu Burzy, ale jestem prawie pewna, że zemrze już w krzakach - "...a szkoda, klan Burzy miałby co robić zamiast atakować z wszystkimi innymi klanami nasz."
- Dobrze, zobaczymy jak to wszystko się dalej potoczy - powiedział spokojnie zastępca odsyłając skinieniem ogona kocice.
<Miedziana Iskro? Wybacz, że wyszło tak "skromnie" jednak nie mam pomysłu na kontynuację, może ty coś podsuniesz w odpisie?>
02 lipca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
Zapanowała kompletna cisza. Kocica poczuła jak coś staje w jej gardle. Chciała okazać swój gniew, zażenowanie, zaskoczenie, gorycz, ale zwyczajnie nie mogła. Rozglądając się kompletnie zbita z tropu machnęła niepewnie ogonem. Mina Wróblowego Śpiewu była również bardzo niewyraźna. Starsza chyba pierwszy raz nie wiedziała co powiedzieć. Wilcze Serce nadal oczekiwał na swój podarunek. Czarna wbiła pazury w ziemię i przez chwilę wpatrywała się jak powoli przebijają grunt. Musiała wyjść, ale nie potrafiła. Siedziała jak ten słup soli oglądając swoje łapy. Wszystkich spojrzenia również prześlizgiwały się z jednego miejsca na drugie starając się nie patrzeć na jej reakcję. W końcu jednak zmusiła swoje łapy do większego ruchu niż grzebanie w ziemi. Fuknęła i wyszła, bo co miała zrobić? Kiedy wreszcie poczuła promienie słońca na swoim futrze odetchnęła z ulgą. W cieniu jaki rzucały drzewa prześlizgnęła się do wyjścia z obozu. Szła przed siebie, aż w końcu zaczęła biec. Co to w ogóle miało być? Subtelny żarcik? Dlaczego to nie mogło być... To? Jej łapy dudniły o podłoże. Nie umiała się zatrzymać, a raczej nie chciała. Bieg sprawiał, że się rozluźniała. Gwałtownie przyhamowała wyczuwając granicę, a raczej samego burzaka. Przed jej oczyma wyrosła ogromna, brązowa kupa futra, na którą wręcz wleciała przewracając zdezorientowanego kocura.
- Co tu robisz? - zasyczała mu nad uchem nie pozwalając wstać buremu. Chciała się zwyczajnie na nim wyżyć, ale ciekawość zwyciężyła i jak na razie nie atakowała. Pręgowany spojrzał wielkimi oczyma zupełnie nieświadomy zagrożenia ze strony kotki.
- Ja? Coś się stało? - burzak najwidoczniej zwrócił uwagę tylko na złość skierowaną w jego stronę. Cętkowany Liść zmarszczyła brwi. Dziwne, powinien się bać.
- Co robisz na terytorium klanu Wilka? Przerobię cię na mysi wiór, strawo dla wron! Nie, burzaku. Klan Wilka jest już silny i potrafi upilnować granic! - wykrzyknęła gniewnie i obnażyła kły. Nieznajomy wydawał się jeszcze bardziej zbity z tropu.
- Klan Wilka? To nie terytorium klanu Burzy? - zapytał zdziwiony.
- Nie lisi bobku - zawarczała. Przeciwnik lekko się skulił.
- Ah... przepraszam. Ja jestem nowy - uzasadnił nieporadnie.
- Nowy czy nie, powinieneś wiedzieć gdzie granica - powiedziała już nieco obojętniej. Oceniła kocura, a zauważając, że z jego strony nie ma większego zagrożenia puściła jego futro. Pierwszy gniew minął, ale złość nadal buzowała w jej żyłach. Mimo wszystko kiedyś również popełniła taki błąd więc... trzeba wybaczyć. Bury uśmiechnął się na taką życzliwość, a kocica poczuła, że nie da się złościć na tego burzaka. Był przecież taki niewinny!
- Jestem Kucykowy Ogon - przedstawił się.
- Cętkowany Liść - mruknęła wymijająco i machnęła ogonem oczekując aż pręgowany opuści nieswoje terytorium.
- Miło mi - uśmiechnął się jeszcze cieplej i usiadł. "Acha." - Coś się stało? - zapytał uprzejmie.
- Nie Twoja sprawa - wywarczała.
- Ależ ja się nie narzucam! Jeśli będziesz chciała porozmawiać zapraszam do mnie. Pomogę ci - powiedział trochę zasmucony i odwrócił się zmierzając do swojego obozu. Czarna fuknęła jedynie wodząc wzrokiem za burą kitą. Poczekała aż kocur znalazł się na swoich terenach i od razu pobiegła do obozu.
- Płomienisty Świcie, poprowadzisz kolejny patrol. Pójdą z tobą: Cętkowany Liść i Wilcze Serce - powiedział Płonący Grzbiet. "Zbieg okoliczności" - pomyślała i rzuciła ostre spojrzenie dawnemu samotnikowi. Ten odpowiedział równie niechętnym wzrokiem. Była pieszczoszka zauważyła kątem oka jak uśmiech Borsuczej Gwiazdy siedzącego przy swoim legowisku dramatycznie się powiększa. Spojrzała na swoje łapy i poczekała, aż Płomień poprowadzi.
<Wilczku?>
- Co tu robisz? - zasyczała mu nad uchem nie pozwalając wstać buremu. Chciała się zwyczajnie na nim wyżyć, ale ciekawość zwyciężyła i jak na razie nie atakowała. Pręgowany spojrzał wielkimi oczyma zupełnie nieświadomy zagrożenia ze strony kotki.
- Ja? Coś się stało? - burzak najwidoczniej zwrócił uwagę tylko na złość skierowaną w jego stronę. Cętkowany Liść zmarszczyła brwi. Dziwne, powinien się bać.
- Co robisz na terytorium klanu Wilka? Przerobię cię na mysi wiór, strawo dla wron! Nie, burzaku. Klan Wilka jest już silny i potrafi upilnować granic! - wykrzyknęła gniewnie i obnażyła kły. Nieznajomy wydawał się jeszcze bardziej zbity z tropu.
- Klan Wilka? To nie terytorium klanu Burzy? - zapytał zdziwiony.
- Nie lisi bobku - zawarczała. Przeciwnik lekko się skulił.
- Ah... przepraszam. Ja jestem nowy - uzasadnił nieporadnie.
- Nowy czy nie, powinieneś wiedzieć gdzie granica - powiedziała już nieco obojętniej. Oceniła kocura, a zauważając, że z jego strony nie ma większego zagrożenia puściła jego futro. Pierwszy gniew minął, ale złość nadal buzowała w jej żyłach. Mimo wszystko kiedyś również popełniła taki błąd więc... trzeba wybaczyć. Bury uśmiechnął się na taką życzliwość, a kocica poczuła, że nie da się złościć na tego burzaka. Był przecież taki niewinny!
- Jestem Kucykowy Ogon - przedstawił się.
- Cętkowany Liść - mruknęła wymijająco i machnęła ogonem oczekując aż pręgowany opuści nieswoje terytorium.
- Miło mi - uśmiechnął się jeszcze cieplej i usiadł. "Acha." - Coś się stało? - zapytał uprzejmie.
- Nie Twoja sprawa - wywarczała.
- Ależ ja się nie narzucam! Jeśli będziesz chciała porozmawiać zapraszam do mnie. Pomogę ci - powiedział trochę zasmucony i odwrócił się zmierzając do swojego obozu. Czarna fuknęła jedynie wodząc wzrokiem za burą kitą. Poczekała aż kocur znalazł się na swoich terenach i od razu pobiegła do obozu.
- Płomienisty Świcie, poprowadzisz kolejny patrol. Pójdą z tobą: Cętkowany Liść i Wilcze Serce - powiedział Płonący Grzbiet. "Zbieg okoliczności" - pomyślała i rzuciła ostre spojrzenie dawnemu samotnikowi. Ten odpowiedział równie niechętnym wzrokiem. Była pieszczoszka zauważyła kątem oka jak uśmiech Borsuczej Gwiazdy siedzącego przy swoim legowisku dramatycznie się powiększa. Spojrzała na swoje łapy i poczekała, aż Płomień poprowadzi.
<Wilczku?>
25 czerwca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Iskry
Obie kotki z pełnymi paszczami wróciły do obozu i położyły piszczki na stos zwierzyny. Podczas drogi nastąpiły pewne komplikacje związane ze zwierzętami. Mianowicie trudno było nieść ich aż pięć naraz. Cętka po drodze złapała jeszcze jedną porcję jedzenia, aby wyrównać obie kupki jakie udało im się stworzyć podczas zawodów. Na szczęście w końcu znalazły sposób, aby przenieść zdobycze. Była mentorka wyciągnęła się i ziewnęła głośno. W końcu polowanie w tak upalny Wschód Słońca nigdy nie należało do jej ulubionych zadań zważywszy chociażby na czarne futro. Dzień chylił się ku końcowi. Słońce zaczynało rzucać coraz bardziej nasycone promienie i powoli chowało się za drzewami terytorium klanu Wilka.
- Chodź. Wybierzesz sobie miejsce do spania - mruknęła była pieszczoszka wskazując ogonem na swoje legowisko. Miedź podskoczyła rozentuzjowana. W końcu będzie mogła spać z wojownikami. Chociaż Cętkowany Liść nie pamiętała, aby tak na to zareagowała puściła płazem tą reakcję. Nie wydawało jej się tak emocjonujące ściskać się w tamtym zauku, szczerze powiedziawszy w legowisku uczniów było dużo więcej miejsca.
- Mogę obok ciebie? - zapytała płowa. Bura pokiwała głową na zgodę i wskazała ogonem na miejsce przy ścianie. W końcu nie miała na tyle doświadczenia, aby spać pośrodku.
- Tak - powiedziała łagodnie córka Burki przypominając sobie jak niedawno zbierała mech na nowe posłanie dla koleżanki.
- Fantastycznie - zawołała świeżo upieczona wojowniczka okręcając się wokół leża.
- Nie zapomniałaś przypadkiem o czymś? - Miedziana Iskra w pierwszej chwili wyglądała na zdezorientowaną, ale zaraz jej oczy zapłonęły ponownie z ekscytacji.
- Nie. Oczywiście, że nie - miauknęła i popędziła odprawić nocne czuwanie. Tymczasem koty przygotowywały się już do snu. Niebieskooka usiadła przed legowiskiem obserwując z dumą swoją dawną uczennicę. Zaraz obok niej pojawiła się Turkawie Skrzydło. Medyczka nie potrafiła powstrzymać wzruszenia na widok znajdki. Przecież obie, nauczycielka i terminatorka "tak szybko dorosły". Corka Burki uśmiechnęła się jeszcze szerzej przypominając sobie zdarzenie, podczas którego uzdrowicielce wymsknęło się to z pyszczka. "Jakby się zastanowić to ja ją przecież wyszkoliłam" - przemknęło przez myśl czarnej.
- Haloooo, Miedziana Iskro, czas na patrol. - mimo, że Płomienisty Grzbiet powiedział aby nie budziła pointki, bo ta sama powinna już się tego nauczyć Cętka z uporem uderzała kotkę w bark chcąc aby ta już wstała. Zależało jej aby pójść z nią, bo... Bo pierwszy raz miała prowadzić wspomnianą grupę. Nie mogła przepuścić okazji żeby nadal pokierować niedawno mianowaną. Bycie mentorką to przecież taka fajna rzecz szczególnie obserwowanie postępów ucznia. Kocica musiała również lekko wypchnąć z legowiska Świerkową Korę, ale akurat już Złocista Rzeka chętnie przyjęła zadanie.
- To co innego niż siedzenie w żłobku, chociaż uwielbiam tą pracę czas rozprostować kości - zaśmiała się matka Wiewiórczej Łapy i z chęcią dołączyła do patrolu granicznego. Ostatnia została właśnie Miedź, zważywszy na to jak krótko spała cętkowana postanowiła dać jej jeszcze trochę czasu, ale teraz juz się przedłużało. Na szczęście kotka zaraz otworzyła jedno oko i wydała z siebie jęk sprzeciwu. No tak przecież musiała odprawić te całe nocne czuwanie. Ten krótki sen z pewnością nie był przyjemny, a szczególnie ze względu na to, że tak szybko się skończył.
- Chodź, bo w końcu Płomienisty Grzbiet się wkurzy - miauknęła rzeczywiście troszkę zdenerwowana. Patrol nie mógł czekać, a to obecnie zależało od tego jak szybko wyciągnie bicolorkę. - No już, proszę - szepnęła Cętka. Pointka powoli wstała mrugając po czym zaczęła poranną toaletę. - Chodź no - kocica już nie mogła wytrzymać i wyciągnęła wyższą za ogon. Tamtą już się nie opierała i po kilku krytycznych spojrzeniach ze strony większości kotów patrol wyruszył.
- Sprawdzimy na początku granicę z klanem Klifu. Nie chcę aby te kupy futra się w pobliżu kręciły - powiedziała nieco niepewnie. W końcu rzadko ma się szansę na prowadzenie starszych i bardziej doświadczonych wojowników, a jak już trzeba zrobić jak najlepsze wrażenie.
- Ale Cętkowany Liściu prowadzisz nas do granicy z klanem Burzy - zauważył lekko rozbawiony Świerkowa Kora. Buraska stanęła jak wryta. Nie tylko ze względu na tak banalną pomyłkę, ale również widząc nikły uśmiech na twarzy byłego nauczyciela. "Tego się nie spodziewałam" pomyślała patrząc ze zdziwieniem na pysk tamtego. Świerk przecież nigdy się nie uśmiechał i z tego też czasami wypływały ich złe relacje. Każde chciało mówić i żadne nie było dość przygotowane aby słuchać, a kiedy już ten odpuszczał musiał się przygotować na lawinę pytań, na które miał nie więcej niż jedno uderzenie serca. Tak być może z tego wynikały ich niezbyt miłe relacje.
- Mysi móżdżek - powiedziała cicho Miedziana Iskra również się uśmiechając. No tak... Już sobie mogła na to pozwolić. Czarna westchnęła sfrustrowana.
- Prowadzę was do granicy z klanem Burzy ponieważ tam właśnie mieliśmy przecież iść - oznajmiła pospiesznie chcąc wymknąć się z tej sytuacji.
- Tak i nikt nie usłyszał, że mamy iść do granicy z klanem Klifu - mruknęła Miedź uśmiechając się szeroko.
- Na pewno nam się przesłyszało - powiedziała Złocista Rzeka rzucając prowadzącej współczujące spojrzenie. Ta jedna starała się poprawić sytuację. Cętka kiwnęła lekko do kremowej w podzięce i kontynuowała marsz. Po drodze Miedź oczywiście zaczęła wesoło trakotać razem z niedawną karmicielką. Kiedy byli już blisko granicy kocica wyczuła w powietrzu zapach borsuka. Plan był prosty: wygonić go na terytorium innego klanu, a w tym przypadku do burzaków, obawiała się tylko jak na to zareaguje starsza wojowniczka i Świerkowa Kora. Im mogło się to nie spodobać, ale tu przecież chodzi o ich klan, a nie o bezpieczeństwo sąsiadów. Będą musieli się zgodzić...
<Miedziana Iskro? Niezbyt dobrze w tym opowiadaniu udało mi się opisać charakter Miedzi, ale cóż i tak jestem dumna z takiej ilości słów :D
- Chodź. Wybierzesz sobie miejsce do spania - mruknęła była pieszczoszka wskazując ogonem na swoje legowisko. Miedź podskoczyła rozentuzjowana. W końcu będzie mogła spać z wojownikami. Chociaż Cętkowany Liść nie pamiętała, aby tak na to zareagowała puściła płazem tą reakcję. Nie wydawało jej się tak emocjonujące ściskać się w tamtym zauku, szczerze powiedziawszy w legowisku uczniów było dużo więcej miejsca.
- Mogę obok ciebie? - zapytała płowa. Bura pokiwała głową na zgodę i wskazała ogonem na miejsce przy ścianie. W końcu nie miała na tyle doświadczenia, aby spać pośrodku.
- Tak - powiedziała łagodnie córka Burki przypominając sobie jak niedawno zbierała mech na nowe posłanie dla koleżanki.
- Fantastycznie - zawołała świeżo upieczona wojowniczka okręcając się wokół leża.
- Nie zapomniałaś przypadkiem o czymś? - Miedziana Iskra w pierwszej chwili wyglądała na zdezorientowaną, ale zaraz jej oczy zapłonęły ponownie z ekscytacji.
- Nie. Oczywiście, że nie - miauknęła i popędziła odprawić nocne czuwanie. Tymczasem koty przygotowywały się już do snu. Niebieskooka usiadła przed legowiskiem obserwując z dumą swoją dawną uczennicę. Zaraz obok niej pojawiła się Turkawie Skrzydło. Medyczka nie potrafiła powstrzymać wzruszenia na widok znajdki. Przecież obie, nauczycielka i terminatorka "tak szybko dorosły". Corka Burki uśmiechnęła się jeszcze szerzej przypominając sobie zdarzenie, podczas którego uzdrowicielce wymsknęło się to z pyszczka. "Jakby się zastanowić to ja ją przecież wyszkoliłam" - przemknęło przez myśl czarnej.
- Haloooo, Miedziana Iskro, czas na patrol. - mimo, że Płomienisty Grzbiet powiedział aby nie budziła pointki, bo ta sama powinna już się tego nauczyć Cętka z uporem uderzała kotkę w bark chcąc aby ta już wstała. Zależało jej aby pójść z nią, bo... Bo pierwszy raz miała prowadzić wspomnianą grupę. Nie mogła przepuścić okazji żeby nadal pokierować niedawno mianowaną. Bycie mentorką to przecież taka fajna rzecz szczególnie obserwowanie postępów ucznia. Kocica musiała również lekko wypchnąć z legowiska Świerkową Korę, ale akurat już Złocista Rzeka chętnie przyjęła zadanie.
- To co innego niż siedzenie w żłobku, chociaż uwielbiam tą pracę czas rozprostować kości - zaśmiała się matka Wiewiórczej Łapy i z chęcią dołączyła do patrolu granicznego. Ostatnia została właśnie Miedź, zważywszy na to jak krótko spała cętkowana postanowiła dać jej jeszcze trochę czasu, ale teraz juz się przedłużało. Na szczęście kotka zaraz otworzyła jedno oko i wydała z siebie jęk sprzeciwu. No tak przecież musiała odprawić te całe nocne czuwanie. Ten krótki sen z pewnością nie był przyjemny, a szczególnie ze względu na to, że tak szybko się skończył.
- Chodź, bo w końcu Płomienisty Grzbiet się wkurzy - miauknęła rzeczywiście troszkę zdenerwowana. Patrol nie mógł czekać, a to obecnie zależało od tego jak szybko wyciągnie bicolorkę. - No już, proszę - szepnęła Cętka. Pointka powoli wstała mrugając po czym zaczęła poranną toaletę. - Chodź no - kocica już nie mogła wytrzymać i wyciągnęła wyższą za ogon. Tamtą już się nie opierała i po kilku krytycznych spojrzeniach ze strony większości kotów patrol wyruszył.
- Sprawdzimy na początku granicę z klanem Klifu. Nie chcę aby te kupy futra się w pobliżu kręciły - powiedziała nieco niepewnie. W końcu rzadko ma się szansę na prowadzenie starszych i bardziej doświadczonych wojowników, a jak już trzeba zrobić jak najlepsze wrażenie.
- Ale Cętkowany Liściu prowadzisz nas do granicy z klanem Burzy - zauważył lekko rozbawiony Świerkowa Kora. Buraska stanęła jak wryta. Nie tylko ze względu na tak banalną pomyłkę, ale również widząc nikły uśmiech na twarzy byłego nauczyciela. "Tego się nie spodziewałam" pomyślała patrząc ze zdziwieniem na pysk tamtego. Świerk przecież nigdy się nie uśmiechał i z tego też czasami wypływały ich złe relacje. Każde chciało mówić i żadne nie było dość przygotowane aby słuchać, a kiedy już ten odpuszczał musiał się przygotować na lawinę pytań, na które miał nie więcej niż jedno uderzenie serca. Tak być może z tego wynikały ich niezbyt miłe relacje.
- Mysi móżdżek - powiedziała cicho Miedziana Iskra również się uśmiechając. No tak... Już sobie mogła na to pozwolić. Czarna westchnęła sfrustrowana.
- Prowadzę was do granicy z klanem Burzy ponieważ tam właśnie mieliśmy przecież iść - oznajmiła pospiesznie chcąc wymknąć się z tej sytuacji.
- Tak i nikt nie usłyszał, że mamy iść do granicy z klanem Klifu - mruknęła Miedź uśmiechając się szeroko.
- Na pewno nam się przesłyszało - powiedziała Złocista Rzeka rzucając prowadzącej współczujące spojrzenie. Ta jedna starała się poprawić sytuację. Cętka kiwnęła lekko do kremowej w podzięce i kontynuowała marsz. Po drodze Miedź oczywiście zaczęła wesoło trakotać razem z niedawną karmicielką. Kiedy byli już blisko granicy kocica wyczuła w powietrzu zapach borsuka. Plan był prosty: wygonić go na terytorium innego klanu, a w tym przypadku do burzaków, obawiała się tylko jak na to zareaguje starsza wojowniczka i Świerkowa Kora. Im mogło się to nie spodobać, ale tu przecież chodzi o ich klan, a nie o bezpieczeństwo sąsiadów. Będą musieli się zgodzić...
<Miedziana Iskro? Niezbyt dobrze w tym opowiadaniu udało mi się opisać charakter Miedzi, ale cóż i tak jestem dumna z takiej ilości słów :D
19 czerwca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Wilczego Serca
Kotka wyciągnęła się w słońcu wychodząc z legowiska wojowników. W nocy odbyła się ceremonia mianowania Wilczej Łapy, to znaczy już Wilczego Serca. Te imię było tak o ciupeńkę dziwne jak na standardy klanu Wilka, bo halo. Buck to jest kot, prawda? Chociaż jak się teraz zastanowić to wcale nie lepsze od samej nazwy klanu. Eh... Nie warto sobie zawracać głowy, pomyślała po czym skierowała się do kupki ze zwierzyną. Była Pora Zielonych Liści więc kto jej zabroni zjeść śniadanie skoro jest tyle piszczek? Córka Burki wybrała sobie jakiegoś małego ptaka, który w zasadzie raczej by jej nie nasycił, ale w końcu "najpierw klan" dlatego nie powinna zjadać dużo przed polowaniem. Usiadła przed jaskinią medyków zajmując się pożywieniem, a właściwie oskubywaniem tego ptaka z piór. W sumie po co go brała? Gdyby wzięła wiewiórkę od razu byłoby łatwiej.
- O, hej Turkawko - zamruczała gdy asystentka uzdrowicielki wyszła ze swojego azylu. Czekoladowa przystanęła.
- Idę zbierać zioła. Trzeba korzystać z Pory Zielonych Liści. Nie chciałabyś pójść za mną? Trochę denerwują mnie te mysie móżdżki z klanu Klifu - kocica wskazała ogonem na wartowników stojących przy wejściu.
- Poradzisz sobie - powiedziała czarna. - Mam dzisiaj ochotę na polowanie. Może weźmiesz ze sobą Burzowe Futro lub Miedzianą Łapę? Nie zabieram jej dzisiaj na trening, ostatnio już dość ją wymęczyłam - podczas ostatniego zdania ściszyła nieco głos.
- Jak wolisz - mruknęła medyczką znikając w zagłębieniu.
Cętkowany Liść oblizała łapy po posiłku. Słońce ogrzewało jej futro niemiłosiernie. Wojowniczka spojrzała w górę, na niebo. Pora Szczytowania Słońca. No nic. Teraz na pewno nie wyjdzie już na polowanie, jest zdecydowanie za gorąco. Kotka usiadła w cieniu. Nie musiała długo się nudzić. Obok niej ni z rzodkiewki ni z marchewki wyrósł nagle Wilcze Serce z bukiecikiem kwiatków w pysku. Buraska chciała już spytać czy Buck przychodzi do niej po jakieś porady sercowe czy coś w tym stylu i przy okazji dowiedzieć się kim jest ta nieszczęśliwa wybranka, ale były samotnik ubiegł ją w tym.
- Mam coś dla ciebie - powiedział i położył roślinki przed nią. Cętkowana miała właśnie wyskoczyć z jakąś wredotą w jego stronę, ale gdy zdała sobie sprawę co ten powiedział zamknęła pysk. Dla niej? Przesłyszała się, prawda? - Wilki w ten sposób wyrażają różne rzeczy. Normalnie, gdybym dał komuś taki bukiecik, nie musiałbym tłumaczyć, o co chodzi, ale ponieważ jesteś kotem, ten sposób działa tylko połowicznie - "bo ty niby nim nie jesteś" chciała dodać, ale ponownie ugryzła się w język. Nie mogła przerwać czarnemu, musiała się przecież dowiedzieć co on "chciał wyrazić". Mijająca ich kotka zachichotała. Gdyby koty potrafiły się rumienić to ona z pewnością byłaby już cała czerwona. No w sumie to też chyba by się podobnie zachowała. Koty, które wiecznie się kłócą o byle co teraz rozmawiają ze sobą przy bukieciku kwiatków? Coś tu było nie halo. Była uczennica medyczki zastanawiała się tylko czy to jest to co ta kotka myślała. Czy Wilk ją tak jakby... lubi, lubi? No nie. To raczej niemożliwe. Kocur westchnął z odczuwalną irytacją. - Mak - wskazał czerwony kwiat. "No nie, nie wiedziałam" - oznacza mniej więcej tyle, co „zapomnij o nieporozumieniu”. Te tutaj - kilka białych kwiatów o wielu gęsto ułożonych płatkach - są symbolem wdzięczności. - ciekawe tylko za co ta wdzięczność. Jeśli za doprowadzenie do klanu Wilka to kotka by się mocno zdziwiła. W końcu Wilcze Serce nie chciał tu zostać.
- A to co? - spytała wreszcie. Mimo wysiłku jaki wykonała z jej ust wypłynęło tylko ciche miauknięcie. "Że też nie stać cię na nic lepszego" sarknęła na siebie w myślach.
- Hmm, nic ważnego - oznajmił krótko. Eeee to nie było to takie co oznacza... "Nawet o tym nie myśl". - No, na mnie już pora, muszę jeszcze odwiedzić parę osób - skończył i od razu ruszył zostawiając za sobą zdumioną burą. Czyli nie tylko ona będzie częstowana bukiecikiem? Kocica poczuła małe ukłucie w sercu, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała.
Relacje Cętkowanego Liścia i Wilczego Serca znacząco się poprawiły, przynajmniej w odczuciu mentorki Miedzianej Łapy. Nie dało się zapomnieć o sprzeczkach, a więc co jakiś czas następowała ostra wymiana zdań, ale zdarzało się to zdecydowanie rzadziej. Już częściej pojawiało się chociażby "Hej". Być może Buck rzeczywiście starał się ją przeprosić, więc czy ona nie powinna zrobić tego samego? Cętka udała się poza obóz w poszukiwaniu Maku i tego ostatniego kwiatka jaki pokazał jej były włóczęga. Coraz częściej zadawała sobie pytanie: Co ON miał oznaczać? Nie mogła po prostu wytrzymać bez odpowiedzi i kiedy w końcu znalazła odpowiednie rośliny udała się do legowiska wojowników poszukując kocura. Niestety nie dostrzegła go w tamtym miejscu. Wyglądała dziwnie z tym bukiecikiem, ale z pewnością koty już się przyzwyczaiły do takiego widoku kiedy pomagała uzdrowicielkom w zbieraniu ziół. Przeszukała prawie wszystkie legowiska z wyjątkiem miejsca spoczynku starszyzny. Kiedy kierowała się tam miała po chwili już zawrócić, bo niemożliwe by Wilk tam siedział, ale zaraz usłyszała wesołe śmiechy z głębi. Buraska weszła niepewnie do środka.
- Czy jest tu Wilcze Serce? - co ona okropnego zrobiła?! Nie, nie, nie! Przecież starsi zaraz rozpowiedzą, że chodzi z kwiatkami szukając "ukochanego". Gdyby mogła cofnąć się w czasie to ta sytuacja nigdy by się nie wydarzyła!
- Wchodź Cętkowany Liściu - powiedziała wesoło Wróblowy Śpiew. W legowisku byli tylko szylkretowa i czarny. Wspaniale. Ta kocica wprost słynęła ze swojego długiego języka - Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziała starsza bacznie obserwując koty. Też mi coś.
- Chciałam tylko dać ci ten Mak i eeee... - dawna karmicielka wielce podekscytowana mrugnęła do burej. - i chciałam... - kotka rzuciła wymowne spojrzenie starszej, a ta tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Pszczoły zasnuły ci mózg, że nie potrafisz dokończyć. Szybko, bo nie mam czasu - warknął ostro lecz widać było, że też się lekko stresuje zachowaniem dawnej karmicielki.
- Musiałam zapytać co oznacza ten kwiatek - dokończyła prędko chcąc jak najszybciej wyjść i wskazała ogonem na wspomnianą, żółtą roślinę. Jak nic rozejdą się plotki, jak nic.
<Bucku? Nie przestanę go tak nazywać xD Jakbyś powiedziała biednej Cętce co ten kwiatek oznacza to nie byłoby podobnych niedomówień ;)>
- O, hej Turkawko - zamruczała gdy asystentka uzdrowicielki wyszła ze swojego azylu. Czekoladowa przystanęła.
- Idę zbierać zioła. Trzeba korzystać z Pory Zielonych Liści. Nie chciałabyś pójść za mną? Trochę denerwują mnie te mysie móżdżki z klanu Klifu - kocica wskazała ogonem na wartowników stojących przy wejściu.
- Poradzisz sobie - powiedziała czarna. - Mam dzisiaj ochotę na polowanie. Może weźmiesz ze sobą Burzowe Futro lub Miedzianą Łapę? Nie zabieram jej dzisiaj na trening, ostatnio już dość ją wymęczyłam - podczas ostatniego zdania ściszyła nieco głos.
- Jak wolisz - mruknęła medyczką znikając w zagłębieniu.
Cętkowany Liść oblizała łapy po posiłku. Słońce ogrzewało jej futro niemiłosiernie. Wojowniczka spojrzała w górę, na niebo. Pora Szczytowania Słońca. No nic. Teraz na pewno nie wyjdzie już na polowanie, jest zdecydowanie za gorąco. Kotka usiadła w cieniu. Nie musiała długo się nudzić. Obok niej ni z rzodkiewki ni z marchewki wyrósł nagle Wilcze Serce z bukiecikiem kwiatków w pysku. Buraska chciała już spytać czy Buck przychodzi do niej po jakieś porady sercowe czy coś w tym stylu i przy okazji dowiedzieć się kim jest ta nieszczęśliwa wybranka, ale były samotnik ubiegł ją w tym.
- Mam coś dla ciebie - powiedział i położył roślinki przed nią. Cętkowana miała właśnie wyskoczyć z jakąś wredotą w jego stronę, ale gdy zdała sobie sprawę co ten powiedział zamknęła pysk. Dla niej? Przesłyszała się, prawda? - Wilki w ten sposób wyrażają różne rzeczy. Normalnie, gdybym dał komuś taki bukiecik, nie musiałbym tłumaczyć, o co chodzi, ale ponieważ jesteś kotem, ten sposób działa tylko połowicznie - "bo ty niby nim nie jesteś" chciała dodać, ale ponownie ugryzła się w język. Nie mogła przerwać czarnemu, musiała się przecież dowiedzieć co on "chciał wyrazić". Mijająca ich kotka zachichotała. Gdyby koty potrafiły się rumienić to ona z pewnością byłaby już cała czerwona. No w sumie to też chyba by się podobnie zachowała. Koty, które wiecznie się kłócą o byle co teraz rozmawiają ze sobą przy bukieciku kwiatków? Coś tu było nie halo. Była uczennica medyczki zastanawiała się tylko czy to jest to co ta kotka myślała. Czy Wilk ją tak jakby... lubi, lubi? No nie. To raczej niemożliwe. Kocur westchnął z odczuwalną irytacją. - Mak - wskazał czerwony kwiat. "No nie, nie wiedziałam" - oznacza mniej więcej tyle, co „zapomnij o nieporozumieniu”. Te tutaj - kilka białych kwiatów o wielu gęsto ułożonych płatkach - są symbolem wdzięczności. - ciekawe tylko za co ta wdzięczność. Jeśli za doprowadzenie do klanu Wilka to kotka by się mocno zdziwiła. W końcu Wilcze Serce nie chciał tu zostać.
- A to co? - spytała wreszcie. Mimo wysiłku jaki wykonała z jej ust wypłynęło tylko ciche miauknięcie. "Że też nie stać cię na nic lepszego" sarknęła na siebie w myślach.
- Hmm, nic ważnego - oznajmił krótko. Eeee to nie było to takie co oznacza... "Nawet o tym nie myśl". - No, na mnie już pora, muszę jeszcze odwiedzić parę osób - skończył i od razu ruszył zostawiając za sobą zdumioną burą. Czyli nie tylko ona będzie częstowana bukiecikiem? Kocica poczuła małe ukłucie w sercu, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała.
Relacje Cętkowanego Liścia i Wilczego Serca znacząco się poprawiły, przynajmniej w odczuciu mentorki Miedzianej Łapy. Nie dało się zapomnieć o sprzeczkach, a więc co jakiś czas następowała ostra wymiana zdań, ale zdarzało się to zdecydowanie rzadziej. Już częściej pojawiało się chociażby "Hej". Być może Buck rzeczywiście starał się ją przeprosić, więc czy ona nie powinna zrobić tego samego? Cętka udała się poza obóz w poszukiwaniu Maku i tego ostatniego kwiatka jaki pokazał jej były włóczęga. Coraz częściej zadawała sobie pytanie: Co ON miał oznaczać? Nie mogła po prostu wytrzymać bez odpowiedzi i kiedy w końcu znalazła odpowiednie rośliny udała się do legowiska wojowników poszukując kocura. Niestety nie dostrzegła go w tamtym miejscu. Wyglądała dziwnie z tym bukiecikiem, ale z pewnością koty już się przyzwyczaiły do takiego widoku kiedy pomagała uzdrowicielkom w zbieraniu ziół. Przeszukała prawie wszystkie legowiska z wyjątkiem miejsca spoczynku starszyzny. Kiedy kierowała się tam miała po chwili już zawrócić, bo niemożliwe by Wilk tam siedział, ale zaraz usłyszała wesołe śmiechy z głębi. Buraska weszła niepewnie do środka.
- Czy jest tu Wilcze Serce? - co ona okropnego zrobiła?! Nie, nie, nie! Przecież starsi zaraz rozpowiedzą, że chodzi z kwiatkami szukając "ukochanego". Gdyby mogła cofnąć się w czasie to ta sytuacja nigdy by się nie wydarzyła!
- Wchodź Cętkowany Liściu - powiedziała wesoło Wróblowy Śpiew. W legowisku byli tylko szylkretowa i czarny. Wspaniale. Ta kocica wprost słynęła ze swojego długiego języka - Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziała starsza bacznie obserwując koty. Też mi coś.
- Chciałam tylko dać ci ten Mak i eeee... - dawna karmicielka wielce podekscytowana mrugnęła do burej. - i chciałam... - kotka rzuciła wymowne spojrzenie starszej, a ta tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Pszczoły zasnuły ci mózg, że nie potrafisz dokończyć. Szybko, bo nie mam czasu - warknął ostro lecz widać było, że też się lekko stresuje zachowaniem dawnej karmicielki.
- Musiałam zapytać co oznacza ten kwiatek - dokończyła prędko chcąc jak najszybciej wyjść i wskazała ogonem na wspomnianą, żółtą roślinę. Jak nic rozejdą się plotki, jak nic.
<Bucku? Nie przestanę go tak nazywać xD Jakbyś powiedziała biednej Cętce co ten kwiatek oznacza to nie byłoby podobnych niedomówień ;)>
18 czerwca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Łapy (Miedzianej Iskry)
Cętkowany Liść pokiwała głową z aprobatą.
- Spisałaś się. Temu lisiemu łajnie prawie oczy wyszły z orbit - zamruczała dumna. Tylko co to wszystko miało znaczyło? Miedź upolowała pięć piszczek podczas jednych łowów. Czy to już czas? Kocica pokręciła głową. Niee to niemożliwe, przynajmniej póki klan Wilka nie jest wolny nie ma takiej opcji.
- Jutro też będziemy polować? - spytała z zapałem płowa. Była uczennica Turkawki pokiwała głową z fascynacją. To się nazywa zaangażowanie w trening.
- Tak oczywiście - powiedziała i rozdzieliła upolowane przez terminatorkę zwierzątka. - To - wskazała na cztery z nich. - Zanieś starszyźnie, a to... - chciała powiedzieć "Złocistej Rzece", ale po chwili uświadomiła sobie z lekkim żalem, że karmicielka razem z Wiewiórką są poza obozem. Czy kiedyś tu wrócą i nam pomogą? - Borsuczej Gwieździe - dokończyła lekko rozkojarzona. Miała przynajmniej nadzieję, że nie zabronią zjeść kocurom. Miedziana Łapa pokiwała ochoczo głową i popędziła na początku do legowiska starszyzny. Cętka natomiast usiadła owijając ogon wokół łap i zaczęła obserwować życie klanu.
- Spisałaś się. Temu lisiemu łajnie prawie oczy wyszły z orbit - zamruczała dumna. Tylko co to wszystko miało znaczyło? Miedź upolowała pięć piszczek podczas jednych łowów. Czy to już czas? Kocica pokręciła głową. Niee to niemożliwe, przynajmniej póki klan Wilka nie jest wolny nie ma takiej opcji.
- Jutro też będziemy polować? - spytała z zapałem płowa. Była uczennica Turkawki pokiwała głową z fascynacją. To się nazywa zaangażowanie w trening.
- Tak oczywiście - powiedziała i rozdzieliła upolowane przez terminatorkę zwierzątka. - To - wskazała na cztery z nich. - Zanieś starszyźnie, a to... - chciała powiedzieć "Złocistej Rzece", ale po chwili uświadomiła sobie z lekkim żalem, że karmicielka razem z Wiewiórką są poza obozem. Czy kiedyś tu wrócą i nam pomogą? - Borsuczej Gwieździe - dokończyła lekko rozkojarzona. Miała przynajmniej nadzieję, że nie zabronią zjeść kocurom. Miedziana Łapa pokiwała ochoczo głową i popędziła na początku do legowiska starszyzny. Cętka natomiast usiadła owijając ogon wokół łap i zaczęła obserwować życie klanu.
Buraska uśmiechnęła się sama do siebie. Kolejne polowanie zaliczone na medal. Teraz był czas na trening sztuk walki. Kocica wykradła się z legowiska wojowników. Pokonała odkrytą przestrzeń z wprawą nie budząc wartowników z klanu Klifu.
- Miedziana Łapo? - syknęła cicho i tyknęła terminatorkę kiedy już znalazła się w legowisku uczniów. Ta zamruczała przewracając się na drugi bok. - Miedź, wstawaj - córka Rudej posłusznie lecz z ociąganiem wykonała polecenie. Obie kotki skierowały się do wcześniej wypatrzonego miejsca. Cętka kiwnęła głową na znak, że znajdka może atakować. Płowa w półśnie przyjęła pozycję i poczęła się skradać. Odbiła się z tylnych łap i wczepiła w futro na karku córki Burki. Wojowniczka strząsnęła uczennicę o dziwo z łatwością i zmartwiona zapytała. - Dobrze się czujesz? - rzadko się zdarzało, aby Miedziana Łapa tak szybko odpuszczała. Kotka pokiwała głową potakująco, ale zaraz przewróciła się potykając się o korzeń po czym zasnęła zwijając się w kłębek. Te nocne treningi najwidoczniej dawały młodej w kość. Nic dziwnego skoro to było już drugie szkolenie dzisiaj. Cętkowany Liść z trudem zarzuciła sobie kotkę na plecy i poczłapała z ciężarem w stronę legowiska terminatorów. Na razie nie zamierzała jej już więcej męczyć.
Klan Wilka odbił własne tereny i wszyscy wreszcie mogli żyć spokojnie. Przez ostatni księżyc mentorka i uczennica codziennie odwiedzały starszyznę. Podczas tych spotkań Cętka wypytywała biało-płową o tradycję klanów itp. Miedź udzielała poprawnych odpowiedzi i cętkowana mogła z dumą stwierdzić, że kotka jest gotowa na mianowanie. Ponadto kilka razy wychodziły na naukę walki. Jednak i wtedy razem terminatorka nie zawodziła. Jednakże była pieszczoszka wolała nie wyjść na narcyzowatą, bo w końcu pointka mogła ukończyć trening w wieku 10 księżyców i poprosiła Borsuczą Gwiazdę, aby ten sam sprawdził umiejętności przyjaciółki Turkawki i ocenił czy ta nadaje się już do mianowania zamiast wprost o to prosić.
- Cętko, nie widzę takiej potrzeby - powiedział uprzejmie lider gdy ta zjawiła się z propozycją wspólnego polowania.Ziewnął obracając się na mchu i mrugnął okiem do burej. - Jestem pewien, że wspaniale ją wyszkoliłaś. Przecież dzielnie walczyła podczas bitwy! Myślisz, że tego nie zauważyłem? Nie jestem jeszcze tak ślepy na jakiego wyglądam - zauważył żartobliwie. Kotka za to pokiwała głową z lekim niedowierzaniem i wyszła z legowiska lidera. Kilka wschodów później odbyła się ceremonia. Czy Cętkowany Liść była dumna? A jakże! Miedziana Iskra! Te imię pięknie opisywało charakter świeżo mianowanej wojowniczki.
- Miedź, masz ochotę na polowanie? - zapytała bura po tym jak obie wyszły od Turkawki. W jej oczach zalśniły radosne ogniki. Była dumna z tej kupy futra. Och jak bardzo była dumna!
<Iskierko? Tak by the way to fajne imię, a no i sorry za gniota>
- Miedziana Łapo? - syknęła cicho i tyknęła terminatorkę kiedy już znalazła się w legowisku uczniów. Ta zamruczała przewracając się na drugi bok. - Miedź, wstawaj - córka Rudej posłusznie lecz z ociąganiem wykonała polecenie. Obie kotki skierowały się do wcześniej wypatrzonego miejsca. Cętka kiwnęła głową na znak, że znajdka może atakować. Płowa w półśnie przyjęła pozycję i poczęła się skradać. Odbiła się z tylnych łap i wczepiła w futro na karku córki Burki. Wojowniczka strząsnęła uczennicę o dziwo z łatwością i zmartwiona zapytała. - Dobrze się czujesz? - rzadko się zdarzało, aby Miedziana Łapa tak szybko odpuszczała. Kotka pokiwała głową potakująco, ale zaraz przewróciła się potykając się o korzeń po czym zasnęła zwijając się w kłębek. Te nocne treningi najwidoczniej dawały młodej w kość. Nic dziwnego skoro to było już drugie szkolenie dzisiaj. Cętkowany Liść z trudem zarzuciła sobie kotkę na plecy i poczłapała z ciężarem w stronę legowiska terminatorów. Na razie nie zamierzała jej już więcej męczyć.
Klan Wilka odbił własne tereny i wszyscy wreszcie mogli żyć spokojnie. Przez ostatni księżyc mentorka i uczennica codziennie odwiedzały starszyznę. Podczas tych spotkań Cętka wypytywała biało-płową o tradycję klanów itp. Miedź udzielała poprawnych odpowiedzi i cętkowana mogła z dumą stwierdzić, że kotka jest gotowa na mianowanie. Ponadto kilka razy wychodziły na naukę walki. Jednak i wtedy razem terminatorka nie zawodziła. Jednakże była pieszczoszka wolała nie wyjść na narcyzowatą, bo w końcu pointka mogła ukończyć trening w wieku 10 księżyców i poprosiła Borsuczą Gwiazdę, aby ten sam sprawdził umiejętności przyjaciółki Turkawki i ocenił czy ta nadaje się już do mianowania zamiast wprost o to prosić.
- Cętko, nie widzę takiej potrzeby - powiedział uprzejmie lider gdy ta zjawiła się z propozycją wspólnego polowania.Ziewnął obracając się na mchu i mrugnął okiem do burej. - Jestem pewien, że wspaniale ją wyszkoliłaś. Przecież dzielnie walczyła podczas bitwy! Myślisz, że tego nie zauważyłem? Nie jestem jeszcze tak ślepy na jakiego wyglądam - zauważył żartobliwie. Kotka za to pokiwała głową z lekim niedowierzaniem i wyszła z legowiska lidera. Kilka wschodów później odbyła się ceremonia. Czy Cętkowany Liść była dumna? A jakże! Miedziana Iskra! Te imię pięknie opisywało charakter świeżo mianowanej wojowniczki.
- Miedź, masz ochotę na polowanie? - zapytała bura po tym jak obie wyszły od Turkawki. W jej oczach zalśniły radosne ogniki. Była dumna z tej kupy futra. Och jak bardzo była dumna!
<Iskierko? Tak by the way to fajne imię, a no i sorry za gniota>
11 czerwca 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Turkawiego Skrzydła
Była pieszczoszka nie spodziewała się takiego wyznania albo raczej wybuchu. Jednak… poczuła miłe ciepło na sercu. Turkawka była gotowa poświęcić swoje życie dla bliskich. W końcu raczej nie pokonałaby kotki z klanu klifu. Czy Cętkowany Liść była znajdką? Czy nie pamiętała swoich rodziców? Pamiętała… i to bardzo dobrze, może oprócz Atramentu, ale ten kocur się nie liczy. No właśnie. Turkawie Skrzydło tak cierpi z powodu, że nie zna swojej rodziny, a buraska? Olała ich! I… Cętka w ogóle nie rozumiała co jest złego w posiadaniu krwi na łapach, ale… to medyczka, a medyczka nie powinna mierzyć się z innymi kotami. Córka Burki zrozumiała już swoją dawną decyzję. Nie chciała być uzdrowicielem, bo… bo chciała mieć partnera? Nie. Bo chciała bronić klan, bo chciała odegrać się na nieuczciwych przeciwnikach, bo chciała walczyć dla klanu Wilka. Czy zachowanie Turkawki kiedy spotkała tamtą kotkę było głupie? Oczywiście, ale robiła to w dobrej mierze albo jakoś tak, bo innej wersji wydarzeń kotka nie potrafiła sobie wyobrazić. Nie mogła pozwolić by zrobiono coś jej bliskim. Broniła swoich przekonań i tak zachowują się przyjaciele. Pointka wpatrywała się pustym wzrokiem w łapy. Wydawało się jakby już wszystko z siebie wyciągnęła i nie pozostało nic. Łzy powoli ściekały po jej policzkach, a jej pazury mocno wbite w ziemie sprawiały wrażenie jakby starała się utrzymać w podłożu. Cętkowany Liść za to szukała przedmiotu, który zaspokoiłby jej wierzgający wzrok. Emocje w młodym ciele wojowniczki powoli rosły i przybierały niewyobrażalne wielkości. Powietrze jakby stanęło, a z obozu nie było słychać żadnych dźwięków jakby czekając na reakcję byłej uczennicy. Co może powiedzieć? Jak pocieszyć? Kiedyś starała się pocieszać Owocka gdy ta trafiła do klanu, ale to było o wiele łatwiejsze, tamta była kociakiem, a teraz. Stała przed dorosłą kocicą..
„Czy według mnie Turkawka zrobiła coś złego?”. Mentorka Miedzianej Łapy zagryzła wargę. Tymczasem uderzenia serca mijały. Krople, które ściekały z sklepienia jaskini odliczały sekundy. W końcu Cętka nie wytrzymała "ogłuszającej" ciszy i powietrze przeszyło pełne irytacji prychnięcie.
– Turkawko! Obudź się! – rozkazała kotka machając ogonem. Spojrzenie Turkawiego Skrzydła nieco się wyostrzyło. – Ja… nie wiem co powiedzieć – zaśmiała się równie histerycznie co ta przedtem. Czy kiedyś tak się czuła? Tak, ale tamte sytuacje w porównaniu z tą wydawały się nagle zupełnie odległe i nie ważne. Sens nabierała tylko sytuacja, w której się znajdowała tu i teraz. – Ja, ja… nie sądzę, abyś miała za co się na siebie złościć – Turkawka zawrzała nagle.
– Ale Cętko, czy ty nie ro… – córka Burki ponownie strzepnęła ogonem, a przyjaciółka zamilkła.
– Pokazałaś tej kupie futra na co stać koty klanu Wilka! Nie obchodzi mnie, że jesteś medyczką! Broniłaś swojego klanu, a to przecież obowiązek każdego członka – czekoladowa zamrugała.
– Tylko, tylko te zachowanie w ogóle nie miało sensu! Ja, ja i tak nie powinnam! Uzdrowiciele powinni pomagać, a nie atakować – kocica wydała z siebie żałosny dźwięk.
– Turkawie Skrzydło! – Cętkowany Liść postanowiła zwrócić się formalnie. – Turkawko – westchnęła w końcu. Powoli nabrała powietrza. Nie powinna się wściekać i okazywać tak mocne emocje do przyjaciółki, która niczemu nie jest winna, prawda? – Nikomu o tym nie powiem, dobrze? – córka Penelopy pokiwała głową i ponownie opuściła wzrok na łapy. – Nie czuj się winna za to co słuszne - kotka chciała dodać, że to jest tylko według niej słuszne, ale jeśli miało to zabrzmieć pewnie to nie powinna tego mówić. – Naprawdę nie przejmuj się – pointka wyglądała na nieprzekonaną. Cętka podeszła i usiadła przed byłą mentorką. Właściwie co powinna zrobić? Szybko dotknęła swoim nosem jej jednocześnie podnosząc łeb medyczki. Spojrzała w jej zapłakane oczy. – Poszukamy Twojej rodziny… oczywiście jeśli chcesz. – Cętkowany Liść nie chciała zadać tą ofertą bólu koleżance, ale musiała się o to zapytać. Miała obowiązek odwiedzić swoją rodzinę, a z pomocą Turkawiego Skrzydła wydawało się to o wiele przyjemniejsze. Nie będzie musiała mierzyć się sama z przeszłością... I pomoże uzdrowicielce.
<Turkawelo? Kłania się mistrz logicznych dialogów xD Tak a propo zapraszam na Howrse, aby ustalić fabułę. No i niestety nie będzie mnie przez kolejny tydzień dlatego nie musisz się spieszyć z odpisem ;)>
„Czy według mnie Turkawka zrobiła coś złego?”. Mentorka Miedzianej Łapy zagryzła wargę. Tymczasem uderzenia serca mijały. Krople, które ściekały z sklepienia jaskini odliczały sekundy. W końcu Cętka nie wytrzymała "ogłuszającej" ciszy i powietrze przeszyło pełne irytacji prychnięcie.
– Turkawko! Obudź się! – rozkazała kotka machając ogonem. Spojrzenie Turkawiego Skrzydła nieco się wyostrzyło. – Ja… nie wiem co powiedzieć – zaśmiała się równie histerycznie co ta przedtem. Czy kiedyś tak się czuła? Tak, ale tamte sytuacje w porównaniu z tą wydawały się nagle zupełnie odległe i nie ważne. Sens nabierała tylko sytuacja, w której się znajdowała tu i teraz. – Ja, ja… nie sądzę, abyś miała za co się na siebie złościć – Turkawka zawrzała nagle.
– Ale Cętko, czy ty nie ro… – córka Burki ponownie strzepnęła ogonem, a przyjaciółka zamilkła.
– Pokazałaś tej kupie futra na co stać koty klanu Wilka! Nie obchodzi mnie, że jesteś medyczką! Broniłaś swojego klanu, a to przecież obowiązek każdego członka – czekoladowa zamrugała.
– Tylko, tylko te zachowanie w ogóle nie miało sensu! Ja, ja i tak nie powinnam! Uzdrowiciele powinni pomagać, a nie atakować – kocica wydała z siebie żałosny dźwięk.
– Turkawie Skrzydło! – Cętkowany Liść postanowiła zwrócić się formalnie. – Turkawko – westchnęła w końcu. Powoli nabrała powietrza. Nie powinna się wściekać i okazywać tak mocne emocje do przyjaciółki, która niczemu nie jest winna, prawda? – Nikomu o tym nie powiem, dobrze? – córka Penelopy pokiwała głową i ponownie opuściła wzrok na łapy. – Nie czuj się winna za to co słuszne - kotka chciała dodać, że to jest tylko według niej słuszne, ale jeśli miało to zabrzmieć pewnie to nie powinna tego mówić. – Naprawdę nie przejmuj się – pointka wyglądała na nieprzekonaną. Cętka podeszła i usiadła przed byłą mentorką. Właściwie co powinna zrobić? Szybko dotknęła swoim nosem jej jednocześnie podnosząc łeb medyczki. Spojrzała w jej zapłakane oczy. – Poszukamy Twojej rodziny… oczywiście jeśli chcesz. – Cętkowany Liść nie chciała zadać tą ofertą bólu koleżance, ale musiała się o to zapytać. Miała obowiązek odwiedzić swoją rodzinę, a z pomocą Turkawiego Skrzydła wydawało się to o wiele przyjemniejsze. Nie będzie musiała mierzyć się sama z przeszłością... I pomoże uzdrowicielce.
<Turkawelo? Kłania się mistrz logicznych dialogów xD Tak a propo zapraszam na Howrse, aby ustalić fabułę. No i niestety nie będzie mnie przez kolejny tydzień dlatego nie musisz się spieszyć z odpisem ;)>
31 maja 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Bucka (Wilczej Łapy)
Cętka odetchnęła z ulgą gdy wyszła z legowiska przywódcy. Bała się, że samotnik wraz z nieznajomą będą w przyszłości sprawiać jakieś problemy. Czuła się winna, bo jeśli jednak mają jakieś złe zamiary? Chociaż trudno było to stwierdzić na postawie zachowania kotki. Wydawała się niczym nie przejmować i w tym momencie wyłącznie sam włóczęga sprawiał wrażenie tajemniczego. Gdy kocur skinął łbem na zgodę tygryska podskoczyła w Srebrną Skórkę wzięta. Z jej oczu emanowała szczera i ogromna radość.
- Cętkowany Liściu, oprowadzisz ich? – spytał Borsucza Gwiazda. Była uczennica Turkawki skinęła łbem i na sztywnych łapach wymaszerowała. Cóż tu więcej powiedzieć oprócz faktu, że przechadzka z tą zaskakującą parą nie wydawała się dosyć przyjemna? Może to, że bura kotka skakała z nogi na nogę weselsza od całej hordy skowronków? Nie ważne, rozkaz to rozkaz. Klanowicze dziwnie spoglądali na trzy koty, ale żaden z nich nie sprzeciwił się. Przecież wyszli z legowiska lidera, a to coś jednak znaczy. Mimo wszystko córka Burki czuła się bardzo niepewnie w obliczu szeptów, które niestety nastąpiły. Cętka mogła sobie teraz tylko wyobrażać o czym gadają pobratymcy. Najpewniej o znajdzie, która przyprowadza potem ze sobą „pieszczoszki dwunogów”. Wojowniczka pocieszała się przynajmniej, że w tych ciężkich czasach załatwiła dodatkowe osiem łap do pomocy.
- Jak się nazywacie? – powiedziała przełykając ślinę. W tym momencie kilka pysków obróciło się w ich stronę, aby usłyszeć odpowiedź. To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż pierwsze spotkanie buraski z klanem Wilka. Wtedy starała się zrobić dobre wrażenie, a teraz jej klan był w niebezpieczeństwie i kocica czuła jakby wszystko leżało na jej barkach. Cała ta wojna, która mogła się rozpocząć i ten upiorny nastrój. Chociaż dobrze wiedziała, że tak nie jest i w zasadzie jest tylko wojowniczką, która najwyżej może spróbować ochronić swój klan przed atakiem albo go wspomóc, a nie zatrzymać rosnący konflikt. Właściwie to skąd te wrogie nastawienie wynikło? Dlaczego klan Klifu jest do nich tak agresywnie nastawiony? Chyba i oni tego nie wiedzą…
- Ja jestem Pierzynka! – wykrzyknęła koteczka. Cętkowany Liść skrzywiła się lekko. To aż niemożliwe, że była kiedyś taką wkurzającą i tryskającą energią kulą szczęścia.
- A ty? – spytała buraska chcąc przekrzyczeć radosną tygryskę.
- Buck – odpowiedział krótko kocur nawet nie zaszczycając jej swoim spojrzeniem. Klanowiczka skinęła i z grobową miną zaprowadziła ich do pierwszego punktu. Legowiska uczniów. Pewnie spędzą tu jeszcze parę dobrych księżycy… zanim koty im zaufają i Borsuk ich mianuje.
- Tu śpią terminatorzy – miauknęła nie owijając w bawełnę. Pierzynka skoczyła w stronę posłań z mchu i wzionęła ich zapach. Bardzo dziwne zachowanie, ale okeeej – pomyślała wojowniczka podnosząc brew. Buck za to wydał się ulepiony ze skały i w żaden sposób nie zareagował na zachowanie tamtej. Była uczennica Świerku machnęła szybko ogonem zapraszając gości dalej. Mała koteczka z płonącymi z ekscytacji oczami pobiegła za nią. Za to czarny kocur ograniczył się do wolnego marszu obserwując uważnie wszystkie koty i miejsca na jakie natknęły się jego złote ślepia. Cętkowany Liść potruchtała dalej dorównując mniejszej. Następnie koty zwiedziły legowisko starszyzny, wojowników i kilka innych miejsc.
- No i to tyle – powiedziała przewodniczka znużonym głosem obserwując nadal tryskającą energią Pierzynkę. W tym małym ciele było tyle mocy, że gdyby Płonący Grzbiet miał kiedyś wybrać swojego zastępcę z pewnością skłoniłby się bardziej do niej niż do Cętki. Nikt nie zagoni klanowiczów do walki ziewając. No dobrze. Podczas bitwy zachowała się ona zupełnie inaczej, ale to nie zmienia faktu, że teraz nie przedstawiała pełnej życia i skorej do walki za swój klan wojowniczki.
- Zaraz wrócę – powiedział Buck patrząc na swoją towarzyszkę. Tygryska jakby nie zwracając uwagi na wypowiedziane zdania od razu znikła z pola widzenia dwóch kotów. Samotnik skierował się do legowiska przywódcy jakby zupełnie zapominając o cętkowanej. Kocica prychnęła na takie zachowanie, ale nawet tym gestem nie wywołała reakcji u czarnego. Ten za chwilę zniknął w ciemnościach ogromnego pnia. Córka Burki z ciekawością zbliżyła się do miejsca spoczynku lidera i przytknęła ucho do kory. Na jej nieszczęście dźwięki były przytłumione i trudno było coś zrozumieć. Cętkowany Liść machnęła ogonem zdenerwowana.
<Wilcza Łapo? Sorry, że tak długo, możesz zrobić Time-skip>
- Cętkowany Liściu, oprowadzisz ich? – spytał Borsucza Gwiazda. Była uczennica Turkawki skinęła łbem i na sztywnych łapach wymaszerowała. Cóż tu więcej powiedzieć oprócz faktu, że przechadzka z tą zaskakującą parą nie wydawała się dosyć przyjemna? Może to, że bura kotka skakała z nogi na nogę weselsza od całej hordy skowronków? Nie ważne, rozkaz to rozkaz. Klanowicze dziwnie spoglądali na trzy koty, ale żaden z nich nie sprzeciwił się. Przecież wyszli z legowiska lidera, a to coś jednak znaczy. Mimo wszystko córka Burki czuła się bardzo niepewnie w obliczu szeptów, które niestety nastąpiły. Cętka mogła sobie teraz tylko wyobrażać o czym gadają pobratymcy. Najpewniej o znajdzie, która przyprowadza potem ze sobą „pieszczoszki dwunogów”. Wojowniczka pocieszała się przynajmniej, że w tych ciężkich czasach załatwiła dodatkowe osiem łap do pomocy.
- Jak się nazywacie? – powiedziała przełykając ślinę. W tym momencie kilka pysków obróciło się w ich stronę, aby usłyszeć odpowiedź. To wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż pierwsze spotkanie buraski z klanem Wilka. Wtedy starała się zrobić dobre wrażenie, a teraz jej klan był w niebezpieczeństwie i kocica czuła jakby wszystko leżało na jej barkach. Cała ta wojna, która mogła się rozpocząć i ten upiorny nastrój. Chociaż dobrze wiedziała, że tak nie jest i w zasadzie jest tylko wojowniczką, która najwyżej może spróbować ochronić swój klan przed atakiem albo go wspomóc, a nie zatrzymać rosnący konflikt. Właściwie to skąd te wrogie nastawienie wynikło? Dlaczego klan Klifu jest do nich tak agresywnie nastawiony? Chyba i oni tego nie wiedzą…
- Ja jestem Pierzynka! – wykrzyknęła koteczka. Cętkowany Liść skrzywiła się lekko. To aż niemożliwe, że była kiedyś taką wkurzającą i tryskającą energią kulą szczęścia.
- A ty? – spytała buraska chcąc przekrzyczeć radosną tygryskę.
- Buck – odpowiedział krótko kocur nawet nie zaszczycając jej swoim spojrzeniem. Klanowiczka skinęła i z grobową miną zaprowadziła ich do pierwszego punktu. Legowiska uczniów. Pewnie spędzą tu jeszcze parę dobrych księżycy… zanim koty im zaufają i Borsuk ich mianuje.
- Tu śpią terminatorzy – miauknęła nie owijając w bawełnę. Pierzynka skoczyła w stronę posłań z mchu i wzionęła ich zapach. Bardzo dziwne zachowanie, ale okeeej – pomyślała wojowniczka podnosząc brew. Buck za to wydał się ulepiony ze skały i w żaden sposób nie zareagował na zachowanie tamtej. Była uczennica Świerku machnęła szybko ogonem zapraszając gości dalej. Mała koteczka z płonącymi z ekscytacji oczami pobiegła za nią. Za to czarny kocur ograniczył się do wolnego marszu obserwując uważnie wszystkie koty i miejsca na jakie natknęły się jego złote ślepia. Cętkowany Liść potruchtała dalej dorównując mniejszej. Następnie koty zwiedziły legowisko starszyzny, wojowników i kilka innych miejsc.
- No i to tyle – powiedziała przewodniczka znużonym głosem obserwując nadal tryskającą energią Pierzynkę. W tym małym ciele było tyle mocy, że gdyby Płonący Grzbiet miał kiedyś wybrać swojego zastępcę z pewnością skłoniłby się bardziej do niej niż do Cętki. Nikt nie zagoni klanowiczów do walki ziewając. No dobrze. Podczas bitwy zachowała się ona zupełnie inaczej, ale to nie zmienia faktu, że teraz nie przedstawiała pełnej życia i skorej do walki za swój klan wojowniczki.
- Zaraz wrócę – powiedział Buck patrząc na swoją towarzyszkę. Tygryska jakby nie zwracając uwagi na wypowiedziane zdania od razu znikła z pola widzenia dwóch kotów. Samotnik skierował się do legowiska przywódcy jakby zupełnie zapominając o cętkowanej. Kocica prychnęła na takie zachowanie, ale nawet tym gestem nie wywołała reakcji u czarnego. Ten za chwilę zniknął w ciemnościach ogromnego pnia. Córka Burki z ciekawością zbliżyła się do miejsca spoczynku lidera i przytknęła ucho do kory. Na jej nieszczęście dźwięki były przytłumione i trudno było coś zrozumieć. Cętkowany Liść machnęła ogonem zdenerwowana.
<Wilcza Łapo? Sorry, że tak długo, możesz zrobić Time-skip>
29 maja 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Łapy
Minęło już kilka wschodów słońca od przejęcia przez klan Klifu obozu wilczaków. Trzeba było wziąć się za szkolenie, a zważywszy na to, że Lisia Gwiazda zabronił treningów trzeba to było robić w ukryciu. Cętkowany Liść jak mogła najciszej wstała. Przez całą noc nie mogła spać i to nie tylko z nerwów, ale także przez wyjątkowo duszne powietrze. Stawiając lekko łapy ominęła część kotów i wychyliła głowę na świeże powietrze. Klifiacy na warcie spali i buraska z ulgą wyszła. Dobrze było wreszcie odetchnąć wolnością bez tych ciągłych podejrzliwych spojrzeń ze strony wroga. Noc nie była ciemna i Cętka postanowiła to wykorzystać. Wojowniczka cicho zakradła się do legowiska uczniów. Dzięki swojemu umaszczeniu wyglądała bardziej jak senna mora i nie musiała się zbytnio obawiać wypatrzenia. Jednak stres nadal był. Musiała stawiać każdą łapę po okresie paru sekund ponieważ nie mogła obudzić wartowników z klanu Klifu. Wstrzymała oddech słysząc nagłe chrapnięcie jednego z kotów. Następnie wypuściła je z ulgą nie widząc żadnego ruchu. Dalej podbiegła już prędzej do miejsca spoczynku terminatorów. Miedziana Łapa otworzyła oczy na dźwięk kroków.
- Nie mogę – odpowiedziała cicho młodsza i powoli wstała otrzepując futro z kurzu, a następnie przeciągnęła się. – Właściwie to po co mnie obudziłaś?
- Musisz trenować – miauknęła zdecydowanie mentorka. Uczennica kiwnęła powoli głową i wyszła za Cętkowanym Liściem w ciemność. Zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Obie starały się poruszać niewidocznie, ale niestety biało – płowa uczennica wybijała się znacząco z krajobrazu. Wreszcie dotarły do ukrycia. Miejsce te znajdowało się w obozie dlatego kotki nie musiały wychodzić, a jednocześnie gęsta roślinność zakrywała futro mniejszej. Była pieszczoszka kiwnęła terminatorce głową, a ta zaatakowała rzucając się na bok tej pierwszej. Cętka syknęła. Nie spodziewała się tak szybkiego i skutecznego ataku, ale może ubiegła bitwa pobudziła znacząco instynkt młodej. Buraska odepchnęła mocno od siebie terminatorkę zrzucając ją z barku. Płowa wypluła kępkę sierści patrząc przepraszająco. Cętka tylko kiwnęła głową. Nie liczy się ile ta kotka wyrwie jej sierści, a ile się nauczy. Miedziana Łapa zaatakowała ponownie.
<Miedziana Łapo? Przepraszam, że tak długo>
- Nie śpisz? – zadała dosyć głupie pytanie bura.
- Nie mogę – odpowiedziała cicho młodsza i powoli wstała otrzepując futro z kurzu, a następnie przeciągnęła się. – Właściwie to po co mnie obudziłaś?
- Musisz trenować – miauknęła zdecydowanie mentorka. Uczennica kiwnęła powoli głową i wyszła za Cętkowanym Liściem w ciemność. Zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Obie starały się poruszać niewidocznie, ale niestety biało – płowa uczennica wybijała się znacząco z krajobrazu. Wreszcie dotarły do ukrycia. Miejsce te znajdowało się w obozie dlatego kotki nie musiały wychodzić, a jednocześnie gęsta roślinność zakrywała futro mniejszej. Była pieszczoszka kiwnęła terminatorce głową, a ta zaatakowała rzucając się na bok tej pierwszej. Cętka syknęła. Nie spodziewała się tak szybkiego i skutecznego ataku, ale może ubiegła bitwa pobudziła znacząco instynkt młodej. Buraska odepchnęła mocno od siebie terminatorkę zrzucając ją z barku. Płowa wypluła kępkę sierści patrząc przepraszająco. Cętka tylko kiwnęła głową. Nie liczy się ile ta kotka wyrwie jej sierści, a ile się nauczy. Miedziana Łapa zaatakowała ponownie.
Trening skończył się kiedy powoli stawało się już jasno. Cętkowany Liść szybko posłała uczennicę do legowiska nie chcąc, aby ta została przyłapana i sama również skierowała się do miejsca spoczynku.
<Miedziana Łapo? Przepraszam, że tak długo>
28 maja 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Owocka (Owocowej Łapy)
Buraska podkręciła głową rozbawiona.
- Owocku, ty nic nie rozumiesz. Później ci wytłumaczę, ale teraz daj mi przejść - powiedziała z początku miło cętkowana, ale zaraz potem przeszła na bardziej zdecydowany ton. "Nikt nie będzie mi przeszkadzał jeść" odezwał się pewny głos w jej głowie.
- To powiedz teraz! - zawołała mała i zaparła się mocno łapkami zasłaniając jak mogła wyjście. Wojowniczka westchnęła sfrustrowana.
- Jak zjem - powiedziała wprost już lekko zirytowana. Jeśli Owocek nie zrozumie jej zamiłowania do jedzenia to chyba będzie trzeba rozwiązać to siłą.
- Nie! Na początku mi powiedz! - oblicze kocięcia przybrało zacięty wyraz twarzy.
- Owocku... Daj mi zjeść. Obiecuję, że potem ci wszystko wytłumaczę - Cętka skłoniła się na ostatnią deskę ratunkową oprócz siły. Bura prychnęła i powoli opuściła łapę. Wojowniczka z ulgą pobiegła w stronę świeżej zwierzyny i zabrała z kupki piszczkę. Niestety kocię nie odpuściło. Córka Vegetable przez cały czas chodziła za Cętkowanym Liściem i wbrew pozorom było to dosyć krępujące. Była uczennica Świerkowej Kory podczas swojego jedzenia była bacznie obserwowana przez młodszą dlatego każdy kolejny kęs wydawał się trwać wieczność dla tej pierwszej. Kiedy już skończyła z uwielbieniem oblizała pysk przymykając oczy. Owocek chrząknęła i popatrzyła na nią wyczekująco. Cętka przełknęła ślinę i zmusiła się do rozpoczęcia wykładu. Wiedziała jak szybko pojawią się pytania i właśnie tego najbardziej się obawiała.
- Tylko dlaczego ten Liść? – zapytała w końcu bura gdy wojowniczka skończyła już opowieść. Cętkowany Liść wzruszyła ramionami bezradnie.
- Jedynie Borsucza Gwiazda to wie. Stawiam, że to dlatego, że na początku uczyłam się u Turkawiego Skrzydła – młoda podniosła brew.
- Borowa Gwiazda – mruknęło kocię. Na szczęście cętkowana tego nie usłyszała. - Uczyłaś się u medyczki? – kocica westchnęła. Zaraz pojawią się kolejne pytania i kolejne…
- Gdy dołączyłam do klanu Wilka to Bor…
- Dołączyłaś do klanu Wilka?! Czyli się tu nie urodziłaś? - Owocek ze zdziwienia otworzyła szerzej oczy. Cętka powtórnie westchnęła.
- Nie… wychowałam się w rodzinie pieszczochów i… - buraska przełknęła ślinę. Czy to możliwe, że o nich zapomniała?
- I…? – dopytywało dalej kocię.
- No i się zgubiłam – dokończyła chcąc zakończyć temat.
- Jak to się zgubiłaś? Moja mama i mój tata… - chciała powiedzieć, ale jej ślepia w jednej chwili zakryła mgła, a w oczach pojawiły się łzy. Cętkowany Liść widząc sytuację pogładziła burą po plecach i zamruczała cicho chcąc zahamować płacz. Nie potrafiła znaleźć żadnego słowa pocieszenia, bo przecież jak często rodzice pozostawiają swoje dzieci w klanach dzikich kotów?
- To powiedz teraz! - zawołała mała i zaparła się mocno łapkami zasłaniając jak mogła wyjście. Wojowniczka westchnęła sfrustrowana.
- Jak zjem - powiedziała wprost już lekko zirytowana. Jeśli Owocek nie zrozumie jej zamiłowania do jedzenia to chyba będzie trzeba rozwiązać to siłą.
- Nie! Na początku mi powiedz! - oblicze kocięcia przybrało zacięty wyraz twarzy.
- Owocku... Daj mi zjeść. Obiecuję, że potem ci wszystko wytłumaczę - Cętka skłoniła się na ostatnią deskę ratunkową oprócz siły. Bura prychnęła i powoli opuściła łapę. Wojowniczka z ulgą pobiegła w stronę świeżej zwierzyny i zabrała z kupki piszczkę. Niestety kocię nie odpuściło. Córka Vegetable przez cały czas chodziła za Cętkowanym Liściem i wbrew pozorom było to dosyć krępujące. Była uczennica Świerkowej Kory podczas swojego jedzenia była bacznie obserwowana przez młodszą dlatego każdy kolejny kęs wydawał się trwać wieczność dla tej pierwszej. Kiedy już skończyła z uwielbieniem oblizała pysk przymykając oczy. Owocek chrząknęła i popatrzyła na nią wyczekująco. Cętka przełknęła ślinę i zmusiła się do rozpoczęcia wykładu. Wiedziała jak szybko pojawią się pytania i właśnie tego najbardziej się obawiała.
- Tylko dlaczego ten Liść? – zapytała w końcu bura gdy wojowniczka skończyła już opowieść. Cętkowany Liść wzruszyła ramionami bezradnie.
- Jedynie Borsucza Gwiazda to wie. Stawiam, że to dlatego, że na początku uczyłam się u Turkawiego Skrzydła – młoda podniosła brew.
- Borowa Gwiazda – mruknęło kocię. Na szczęście cętkowana tego nie usłyszała. - Uczyłaś się u medyczki? – kocica westchnęła. Zaraz pojawią się kolejne pytania i kolejne…
- Gdy dołączyłam do klanu Wilka to Bor…
- Dołączyłaś do klanu Wilka?! Czyli się tu nie urodziłaś? - Owocek ze zdziwienia otworzyła szerzej oczy. Cętka powtórnie westchnęła.
- Nie… wychowałam się w rodzinie pieszczochów i… - buraska przełknęła ślinę. Czy to możliwe, że o nich zapomniała?
- I…? – dopytywało dalej kocię.
- No i się zgubiłam – dokończyła chcąc zakończyć temat.
- Jak to się zgubiłaś? Moja mama i mój tata… - chciała powiedzieć, ale jej ślepia w jednej chwili zakryła mgła, a w oczach pojawiły się łzy. Cętkowany Liść widząc sytuację pogładziła burą po plecach i zamruczała cicho chcąc zahamować płacz. Nie potrafiła znaleźć żadnego słowa pocieszenia, bo przecież jak często rodzice pozostawiają swoje dzieci w klanach dzikich kotów?
*po bitwie*
Bura wojowniczka wzięła powoli mysz ze stosu i pokierowała się do leża medyka. W obozie panował prawie, że grobowy nastrój. Część klanowiczów zbiegła z pola bitwy i na razie w zasadzie nie dawała żadnych znaków życia. Kocica nie mogła również (w teorii) szkolić Miedzianej Łapy. Lisia Gwiazda zabronił wszelkich treningów klanu Wilka chociaż jasne było, że w tych ciężkich czasach uczennica musi być w każdym calu gotowa na walkę. Dlatego kiedy tylko przydarzyła się okazja trenowała z nią w ukryciu. Cętkowany Liść rozsiadła się wygodnie i rozejrzała się. W obozie znajdowała się część wojowników z klanu Klifu i być może gdyby byli wszyscy członkowie klanu Wilka łatwo by zwyciężyli, ale obecnie znajdowała się tam tylko garstka. Ci co przeżyli i ci co nie uciekli. Buraska czuła żal do zbiegów, miała nadzieję przynajmniej, że nie pochowali się po kątach i zamiast uciekać opracowują jakiś plan. Cętka nie miała ochoty nawet polować. Przecież nie musi prawda? Nie było żadnej przyjemności z polowania z wojownikiem klanu Klifu depczących jej po piętach, ale robiła to by przynajmniej trochę ulżyć kocurom. Chociaż i tak mieli to robić aż Lisia Gwiazda im pozwoli przestać. Kot o lisim sercu… ta obraza to w zasadzie jego imię, Lisie Serce. Wojowniczka przerwała swoje rozmyślenia widząc idącą w jej stronę Owocową Łapę.
<Owocku? Przepraszam, że tak późno>
17 maja 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Miedzianej Łapy
- Czym się dzisiaj zajmiemy? – powiedziała energicznie terminatorka.
- Walką – odpowiedziała bez ogródek Cętkowany Liść i przyzywając Miedź ogonem popędziła do wyjścia z obozu. Płowa kotka podskakując pobiegła za mentorką. Obydwie skierowały się do Białych Pni. Kiedy dotarły tam mniejsza koteczka rozdziawiła pyszczek.
- Gdzie jesteśmy? – zapytała i obróciła się oglądając wszystko dookoła.
- Białe Pnie – miauknęła krótko Cętka i usiadła obserwując jak uczennica ogląda się z zaciekawieniem. Czyżby buraska nie pokazała jej tego miejsca? Pewnie zapomniała… - No to koniec. Teraz ćwiczenia – powiedziała niecierpliwie kocica na co Miedziana Łapa odwróciła z zaciekawieniem głowę. – Widziałam jak polujesz… - zaczęła Cętkowany Liść i poszukała wzrokiem spojrzenia mniejszej. Córka Burki miała na myśli upolowanego przez kotkę ptaka, którego złapała wschód słońca temu kiedy były z Turkawim Skrzydłem. – Czas na walkę – powiedziała i usiadła owijając ogon wokół łap. Miedziana Łapa zastygła w bezruchu. Cętka westchnęła widząc jak była samotniczka skacze wybijając się z tylnych łap. Pewnie chciała pokazać na co ją stać... Jednym płynnym ruchem buraska odepchnęła biało – płową posyłając jej znudzone spojrzenie. Nie zamierzała być milutką mentorką, a wytrenować tą kotkę na prawdziwą wojowniczkę gotową poświęcić życie za klan. – To było zbyt przewidywalne – miauknęła głucho. Miedź westchnęła i wstała otrzepując półdługie futerko następnie ustawiła się znowu przed Cętką.
- Nie powiesz mi jak mam zaatakować? – zapytała koteczka niepewnie. Członkini klanu Wilka pokręciła głową. Do wszystkiego trzeba dojść samym… Płowa westchnęła powtórnie. Cętkowany Liść przyjrzała się drzewom za plecami terminatorki. Powoli na ich korony wstępowały liście, a zieleń stawała się coraz lepiej widoczna. Kocicę obudził z myśli dopiero ciężar, który niespodziewanie pojawił się na jej plecach. Mentorka strząsnęła z barków uczennicę i odwróciła się do niej uśmiechając się.
- Podeszłaś mnie? – Miedziana Łapa wyszczerzyła ząbki i z radosnymi iskierkami w oczach pokiwała energicznie głową. Reszta część treningu popłynęła wojowniczce jak po maśle, a Miedź okazała się naprawdę pojętną terminatorką. Cętka starała się jej przekazać wszystko czego nauczyła się od Świerkowej Kory na co ta kiwała głową i wchłaniała informacje jak gąbka. Szkolenie nie musi być takie trudne…
***
Cętkowany Liść krzyknęła z bólu gdy niespodziewanie poczuła zęby przebijające się przez jej skórę i plamiące krwią futro. Była uczennica medyczki zamknęła na chwile oczy czując ból przeszywający ją aż po koniuszek ogona.
- Cętkowany Liściu! - zawyła Miedziana Łapa widząc fatalne położenie swej nauczycielki. Buraska odetchnęła z ulgą gdy nagle ucisk znikł. Niestety, okazało się, że to płowo-biała wkroczyła do walki. Dlaczego niestety? W tamtej chwili Miedź siłowała się z o wiele starszą i o wiele bardziej doświadczoną wojowniczką. Cętka wstała na chwiejących się łapach i z trudem dołączyła do pojedynku.
<Miedź? Przepraszam, że tak późno. Jakby co to one walczą z Gronostajowym Krokiem>
- Walką – odpowiedziała bez ogródek Cętkowany Liść i przyzywając Miedź ogonem popędziła do wyjścia z obozu. Płowa kotka podskakując pobiegła za mentorką. Obydwie skierowały się do Białych Pni. Kiedy dotarły tam mniejsza koteczka rozdziawiła pyszczek.
- Gdzie jesteśmy? – zapytała i obróciła się oglądając wszystko dookoła.
- Białe Pnie – miauknęła krótko Cętka i usiadła obserwując jak uczennica ogląda się z zaciekawieniem. Czyżby buraska nie pokazała jej tego miejsca? Pewnie zapomniała… - No to koniec. Teraz ćwiczenia – powiedziała niecierpliwie kocica na co Miedziana Łapa odwróciła z zaciekawieniem głowę. – Widziałam jak polujesz… - zaczęła Cętkowany Liść i poszukała wzrokiem spojrzenia mniejszej. Córka Burki miała na myśli upolowanego przez kotkę ptaka, którego złapała wschód słońca temu kiedy były z Turkawim Skrzydłem. – Czas na walkę – powiedziała i usiadła owijając ogon wokół łap. Miedziana Łapa zastygła w bezruchu. Cętka westchnęła widząc jak była samotniczka skacze wybijając się z tylnych łap. Pewnie chciała pokazać na co ją stać... Jednym płynnym ruchem buraska odepchnęła biało – płową posyłając jej znudzone spojrzenie. Nie zamierzała być milutką mentorką, a wytrenować tą kotkę na prawdziwą wojowniczkę gotową poświęcić życie za klan. – To było zbyt przewidywalne – miauknęła głucho. Miedź westchnęła i wstała otrzepując półdługie futerko następnie ustawiła się znowu przed Cętką.
- Nie powiesz mi jak mam zaatakować? – zapytała koteczka niepewnie. Członkini klanu Wilka pokręciła głową. Do wszystkiego trzeba dojść samym… Płowa westchnęła powtórnie. Cętkowany Liść przyjrzała się drzewom za plecami terminatorki. Powoli na ich korony wstępowały liście, a zieleń stawała się coraz lepiej widoczna. Kocicę obudził z myśli dopiero ciężar, który niespodziewanie pojawił się na jej plecach. Mentorka strząsnęła z barków uczennicę i odwróciła się do niej uśmiechając się.
- Podeszłaś mnie? – Miedziana Łapa wyszczerzyła ząbki i z radosnymi iskierkami w oczach pokiwała energicznie głową. Reszta część treningu popłynęła wojowniczce jak po maśle, a Miedź okazała się naprawdę pojętną terminatorką. Cętka starała się jej przekazać wszystko czego nauczyła się od Świerkowej Kory na co ta kiwała głową i wchłaniała informacje jak gąbka. Szkolenie nie musi być takie trudne…
***
Cętkowany Liść krzyknęła z bólu gdy niespodziewanie poczuła zęby przebijające się przez jej skórę i plamiące krwią futro. Była uczennica medyczki zamknęła na chwile oczy czując ból przeszywający ją aż po koniuszek ogona.
- Cętkowany Liściu! - zawyła Miedziana Łapa widząc fatalne położenie swej nauczycielki. Buraska odetchnęła z ulgą gdy nagle ucisk znikł. Niestety, okazało się, że to płowo-biała wkroczyła do walki. Dlaczego niestety? W tamtej chwili Miedź siłowała się z o wiele starszą i o wiele bardziej doświadczoną wojowniczką. Cętka wstała na chwiejących się łapach i z trudem dołączyła do pojedynku.
<Miedź? Przepraszam, że tak późno. Jakby co to one walczą z Gronostajowym Krokiem>
16 maja 2019
Od Cętkowanego Liścia CD Turkawiego Skrzydła
Bitwa Klan Klifu VS Klan Wilka
Turkawka miała rację. Klan Klifu zaatakował. Wszędzie walały się kępki sierści, a słychać było tylko prychnięcia, syki i krzyki. Wojowniczka omiotła nieprzytomnym wzrokiem pole walki. To wszystko wydawało się takie nierealistyczne… jak sen. Zaatakowano ich, tak? W jednej chwili do spokojnego obozu wtargnęli klifiacy i rozpętała się wojna. Wszystko tak szybko się działo. Cętkowany Liść stanęła jak wryta i obserwowała rozwój sytuacji. Turkawka, Miedziana Łapa… Burzowe Futro, a nawet Świerkowa Kora. Na tych wszystkich kotach wojowniczce zależało i nie mogła dopuścić, aby któryś z nich zginął. Cętkę rozbudził dopiero ostry ból, który mocno zorał jej ramię. Kocica obejrzała się i zamrugała oczami ze zdziwienia. To był wróg. W jednym uderzeniu serca futro na jej grzbiecie się zjeżyło, a ogon poszedł do góry, adrenalina wzrosła i kotka z jasnym umysłem stała gotowa do pojedynku. Kły wyszły same pozostawiając na twarzy buraski szyderczy uśmiech. Kotka prychnęła i odskoczyła przed pazurami przeciwnika. Następnie zanurkowała pod brzuch klifiaka i cięła szponami tam gdzie mogła. Część ciała kota wydawała się nadzwyczaj miękka, a wtapianie w nich paznokci prawie, że upojne. Niestety, a może stety napastnik wydając z siebie ostry syk skoczył do góry i znalazł się obok córki Burki, której następnie kolejny raz przeciął bolący bark. Kocica przymknęła oczy z rażącego bólu i machnęła łapą tnąc lekko pysk nieprzyjaciela. Po czym gdy ten nie zaprzestał czynów kotka ugryzła w desperacji nogę kota wysilając szczęki, aby zadać jak największy ból. To zadziałało i wróg wydając z siebie dźwięk zawierający sprzeciw i trwogę podniósł łapę i zdezorientowany obserwował jak Cętkowany Liść z wysiłkiem przewraca go. Kocica szarpnęła za ucho nieznajomego i jeszcze raz, i jeszcze. Widząc jak krew sączy się z kawałku ciała nieznajomego Cętka westchnęła i puściła go. Rozejrzała się nieco spokojniej wokół szukając wzrokiem Turkawiego Skrzydła. Wojowniczka miała nadzieję, że medyczce nic się nie stało i chowa się bezpiecznie razem z Burzowym Futrem chroniąc zapasów. Kiedy napotkała wzrokiem Miedzianą Łapę, która stała z rozdziawionym pyskiem naprzeciw DOROSŁEJ wojowniczce. Złość ogarnęła ją ponownie nie pozostawiając żadnego miejsca spokoju. Jak ta klifiaczka mogła zaatakować tak młodszą od siebie kotkę?!
- Zostaw moją uczennicę! – wydarła się Cętkowany Liść osłaniając ciałem terminatorkę. Obie kocice szczepiły się w walce i mimo potęgującego bólu w boku była uczennica Świerkowej Kory niewiele zdziałała. Rywalka wydawała się jeszcze bardziej wściekła od przeciwniczki i emanowała wprost furią orając ranę, którą córka Burki zdobyła we wcześniejszym pojedynku. Cętkowana traciła powoli orientację i odetchnęła z ulgą gdy w zasadzie tylko na chwile nikt jej już nie drapał ponieważ zaraz rzuciła się na nią kotka, z którą wcześniej walczyła.
***
- Klanie Klifu, odwrót! – zbawienie, zbawienie. Cętka potoczyła się i wydała z siebie zwycięski i chrypliwy okrzyk. Mając mroczki przed oczami powoli rozejrzała się wokoło i zmrużyła oczy, aby wyostrzyć wzrok. Wrogi klan powoli wycofywał się z obozu ciągnąc za sobą ciała swoich zmarłych. Jedynie na dwa zwłoki Klan Klifu nie zwrócił uwagi. Cętkowany Liść westchnęła smutno. Wojna zawsze niesie za sobą ofiary i Lisia Gwiazda powinien się tego nauczyć! W ogóle jakie on miał motywy?! Ten kocur jest za głupi jak na przywódcę i nigdy nie powinien objąć stanowiska lidera. Kocica zostawiając za sobą oblizującą rany Miedzianą Łapę poczłapała do legowiska medyków, aby upewnić się, że uzdrowicielkom nic się nie stało. W jaskini uwijała się Burzowe Futro zbierając ogonem jak najszybciej mogła zioła mające złagodzić ból i zasklepić rany. Cętkowany Liść otworzyła szerzej ślepia kiedy nie dostrzegła w środku Turkawiego Skrzydła.
- Gdzie jest Turkawka? – miauknęła z trwogą wojowniczka penetrując wzrokiem miejsce spoczynku medyczek. Musiała się upewnić czy to nie przewidzenie i czy na pewno czekoladowej tam nie ma. Burza obejrzała się strachliwie. Czyżby dopiero teraz zauważyła nieobecność asystentki?
- Nie wiem – wyszeptała i spojrzała wielkimi oczami na młodą wojowniczkę. Lęk ścisnął gardło kotki. Buraska odwróciła się na pięcie i ignorując ból pognała na polane. Żeby nie było tu ciała Turkawki, żeby nie było! Cętkowana z ulgą nie dostrzegła zwłok przyjaciółki. Przynajmniej tyle, ale gdzie ona jest?! Członkini klanu Wilka ponownie pobiegła, ale tym razem w stronę lasu, bo gdzie miałaby być uzdrowicielka jeśli nie ma jej w obozie? Córka Burki zmrużyła ze szczęścia oczy gdy wyczuła zapach medyczki. Stop. Nie tylko jej. Znajdowała się tam też jakaś inna kocica. Z Klanu Klifu. Cętkowany Liść wyszczerzyła zęby i powoli skierowała się za wonią. Szła ostrożnie starając się nie wydać żadnego dźwięku spod łap, ale niestety zraniony bark skutecznie utrudniał to zadanie i pod łapami wojowniczki pękło już kilkanaście gałązek. Jakie szczęście, że nikt nie zwrócił na to uwagi! Była uczennica uzdrowicielki wychyliła pysk z krzaka i ze zdziwieniem obserwowała jak pointka ora gardło kocicy, która wcześniej ją zaatakowała. Chwilę potem szylkretki już nie było i czekoladowa stała nadal z wyzwaniem w oczach.
- Turkawko? – miauknęła Cętka patrząc bojaźliwie na koleżankę. Uzdrowicielka odwróciła wzrok od krzewu, za którym zniknęła przeciwniczka i z otwartymi oczami obserwowała jak buraska wyłania się zza zarośli. – C-co się stało? – zapytała bura pełna pytań. Spojrzała na swój bok, z którego najwyraźniej krew nie zamierzała przestać się lać i znowu na Turkawie Skrzydło. Ona… pojedynkowała się z klifiaczką… Po chwili przed ślepiami burej zatańczyły mroczki i kocica upadła z hukiem wzdychając cicho.
<Turkawo? Jeśli tego wymaga fabuła, którą ustaliłaś możesz wymazać z pamięci mojej kotki to zdarzenie xD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)