BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czereśniowy Pocałunek x Czyhająca Murena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czereśniowy Pocałunek x Czyhająca Murena. Pokaż wszystkie posty

18 października 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowego Pocałunku

Przez chwilę milczała. Pysk miała delikatnie przechylony — tak, aby nie musieć patrzeć w oczy Czereśniowego Pocałunku. Powinna się była tego spodziewać, co nie? A mimo tego, co podpowiadał jej zdrowy rozsądek, jakiś dziwne, nieodgadnione zamyślenie błysnęło w jej ciepłych oczach. Przez jej pysk przeszedł cień smutku. Przez chwilę — dosłownie chwilę — zapragnęła zaprotestować. Ale wiedziała, jak powinno być. Zwiesiła delikatnie łeb, zanim odetchnęła ciężko i odwróciła się w kierunku teraz już tylko przyjaciółki.
— Rozumiem. — Tylko to jedno słowo opuściło jej gardło; pierwszy raz od dawna nie wiedziała, co powiedzieć. Tak będzie lepiej. Musiało być lepiej. Szałwiowe Serce przestanie się na nią gniewać — a przynajmniej nie będzie dłużej cierpieć, myśląc o nich. A Czereśnia… Czereśnia nie będzie się z nią męczyć.
Jej wąsy drgnęły, gdy mocniejszy podmuch wiatru uderzył w jej bok. Przez chwilę w milczeniu obserwowała mordkę Czereśni, zanim znów przekrzywiła głowę, wlepiając wzrok w swoje łapy. To i tak musiało się tak skończyć. Zamrugała kilka razy, aby powstrzymać łzy cisnące się jej do oczu. Delikatnie zmrużyła oczy i wstała.
— Wybacz, muszę już iść — przyznała i, rzuciwszy Czereśni ostatnie spojrzenie, w pośpiechu oddaliła się od kocicy. Czuła, że zostawiła coś bardzo ważnego tam, na polanie — coś, czego nigdy już nie odzyska.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Tamtego wieczoru nie wróciła już do obozu; zamiast tego bez celu włóczyła się po rozległych terenach Klanu Nocy. Błoto zapadało się pod jej ciężarem, pozostawiając niewielkie wgłębienia tam, gdzie spoczęła łapa księżniczki, a chłód dotkliwie szczypał jej skórę. Za każdym razem, gdy chłodniejszy podmuch wiatru uderzał ją w pysk, miała wrażenie jakby jej nos miał zamienić się w sopel lodu — skóra na jej uszach była delikatnie zaróżowiona, oczy lekko zmrużone, załzawione — nie wiadomo, czy od zimna. Gdy tak snuła się przed siebie, a jej sylwetka majaczyła na tle lasu, napotkała te same, znajome oczy i ciemną sylwetkę, której nie spodziewała się spotkać w takim miejscu i o takiej porze. Możliwe, że gdyby nie jej obecny stan, nie zareagowałaby na niego tak spokojnie i tak ufnie.
Bez słowa usiadła obok niego — pysk zwieszony, oczy lekko zmrużone, pazury wbite w wilgotną glebę. Tak strasznie zawaliła. Jak mogła dalej nazywać się członkiem królewskiego rodu, skoro nie potrafiła zająć się własnym życiem? Była okropna.
Harpun przez chwilę patrzył na nią z ukosa — nie była w stanie stwierdzić, co chodziło po jego głowie, ale doceniała fakt, że nie zadawał jej żadnych zbędnych, głupich pytań. Przynajmniej póki co.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Po śmierci Sterletowej Łuski i zaginięciu Czereśniowego Pocałunku 

Słońce pięło się coraz wyżej na nieboskłonie; delikatna mgła niczym welon opinała tereny Klanu Nocy, a mżawka chłodziła pyski wojowników, sklejając i tak ich już przemoczoną sierść.
Czyhająca Murena strzepnęła ogonem, strząsając z niego kilka kropelek wody, po czym przeniosła wzrok na odległe pnie drzew. Poszukiwania Czereśniowego Pocałunku nie szły najlepiej. Kocica zniknęła bez śladu — na granicy nie odnaleźli niczego, co mogłoby wskazać na porwanie jej przez samotników.
— Może powinniśmy już wracać? — delikatnie zasugerowała Kuni Strumyczek, przekrzywiając łeb.
Murena posłała jej krótkie spojrzenie przez ramię, ale nic nie odpowiedziała.
U boku szylkretki stąpała Niezapominajkowa Łapa, a nieco z przodu szedł, z zadartą wysoko głową, Błękitna Laguna, który tym razem postanowił zabrać głos:
— Sprawdzimy jeszcze tę stronę granicy; wrócimy, jeśli nic nie znajdziemy — oznajmił chłodno.
Czyhająca Murena tylko zmrużyła oczy, lustrując okolicę wzrokiem.
W oddali słyszalny był szum wiatru i szelest liści, skutecznie zagłuszając dźwięki ich kroków.
Jeszcze przez pewien czas błąkali się przy granicy, ale już w połowie poszukiwań stracili nadzieję na odnalezienie Czereśniowego Pocałunku.
Na granicy nie odnaleźli żadnych śladów walki ani krwi; nic nie wskazywało na porwanie szylkretki, dlatego wkrótce Czyhająca Murena zaczęła zastanawiać się, czy Czereśnia z własnej woli nie opuściła Klanu Nocy. W końcu ostatnio zachowywała się strasznie dziwnie… Może postanowiła szukać szczęścia gdzie indziej? Serce ściskało ją na samą myśl.
Miała nadzieję, że była bezpieczna.

Koniec sesji

09 sierpnia 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Czyhającej Mureny

Czereśniowy Pocałunek wpatrywała się w swoją ukochaną kotkę. W tę samą, którą nieświadomie skrzywdziła – przez własną niewiedzę, przez to, że zbyt późno zrozumiała, co naprawdę czuje. Czuła się jak potwór. Jak coś, co nigdy nie powinno było się narodzić. Coś odrażającego, brudnego, niegodnego miłości. Dlaczego nie mogła być jak inne kotki? Dlaczego nie mogła po prostu zakochać się w którymś z kocurów, w Szałwiowym Sercu? Gdyby to zrobiła, może uniknęłaby całego tego bólu. Może nie musiałaby dziś patrzeć w oczy Mureny i tłumaczyć się ze złudzeń, które sama stworzyła. Ale nawet wśród kotek kochających kotki nie była taka jak one. Bo nie kochała Mureny tak, jak tamta tego pragnęła. Czereśnia czuła, że problem nie leżał w Murenie – leżał w niej. To ona była złamana, ona była... niekompletna. Plugawa. Niezdolna do pokochania drugiej istoty tak, jak na to zasługiwała. Nie umiała kochać tak, jak Murena potrzebowała. Jak marzyła, by była kochana. Nie wiedziała, co z nią jest nie tak. Ale wiedziała, że to wszystko musi się wreszcie skończyć. Wzięła głęboki wdech. Uniosła głowę i utkwiła wzrok w przestrzeni przed sobą. Łąka, która wiosną rozkwitała tysiącami barwnych kwiatów, teraz była martwa. Szara. Zwiędła. Trawy przyklękły pod ciężarem rosy, a kwiaty, które kiedyś pachniały słodyczą, teraz opuściły głowy ku ziemi. Zwiędło wszystko – tak samo, jak relacja Czyhającej Mureny i Czereśniowego Pocałunku. Ale czy tak naprawdę miało co więdnąć? Czy coś w ogóle zdążyło zakwitnąć? Szylkretowa nigdy nie darzyła księżniczki prawdziwym, romantycznym uczuciem. Na początku tylko próbowała sobie je wmówić. Z desperacji. Ze strachu, że jeśli ich relacja się nie zmieni, to ją straci. Ale przez ten egoizm... skrzywdziła ją.
— Mureno, masz rację. — Jej głos drżał, ale mówiła jasno. — To wszystko jest niewłaściwe. Niewłaściwe jest to, co ja robię. Ale ty... to nie twoja wina. To wszystko... to ja. To ja jestem tą, która nie potrafi kochać. Nie rozumiem siebie. Kocham cię – tak, kocham cię i Szałwiowe Serce. Ale to uczucie... ono jest czysto platoniczne. A może nawet przez chwilę było rodzinne.
Zamilkła na moment. Z trudem przełknęła ślinę, czując, jak łzy pieką ją pod powiekami.
— Nie chciałam cię stracić. Byłam pewna, że z czasem moja wdzięczność, mój podziw dla ciebie, przerodzą się w coś więcej. W miłość, na jaką zasługujesz. Ale... oszukiwałam samą siebie. Przepraszam, że taka jestem.
Zrobiła krok w stronę Mureny, ale zaraz się cofnęła.
— Zasługujesz na to, by być kochaną. Tak naprawdę. Powinnaś znaleźć kota, który obdarzy cię uczuciami, na jakie zasługujesz. Będzie przynosił ci śliczne muszelki, zabierał na nocne spacery pod księżycem, a każdego ranka będziesz budzić się z nową zdobyczą u boku. I wtedy ten ukochany będzie przy tobie – będzie czyścił ci futerko z czułością.
Czereśnia uśmiechnęła się smutno.
— Ale ja... ja nie jestem w stanie być tym kotem. Choćbym bardzo chciała, nie mogę myśleć tylko o sobie. Nie mogę trzymać cię przy sobie, pozwalając ci marnować czas na coś, czego nigdy ci nie dam.
Zacisnęła powieki.
— Chcę pozostać twoją najlepszą przyjaciółką. Jeśli mi pozwolisz. Ale muszę pozwolić ci odejść. Bo kocham cię – naprawdę – jak najcudowniejszego kota w moim życiu.
Zakończyła i uniosła wzrok na kotkę.
W oczach Czereśniowego Pocałunku iskrzyły się łzy, a mimo to na pysku błąkał się słaby uśmiech. Wiatr poruszył jej futrem, zwinął się między długimi kosmykami sierści. Dreszcz przeszedł ją po grzbiecie, kiedy łagodnie zamknęła oczy, czując, jak świat wokół milknie.

<Mureno?>

08 sierpnia 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowego Pocałunku

Przez chwilę milczała. Jej wzrok błądził po chmurach, swobodnie płynących po szarym nieboskłonie, po rozległych terenach Klanu Nocy. Szmaragdowe łodygi traw drgały delikatnie, poruszane przez wiatr, gałęzie rozłożystych drzew wtórowały im, a ptasie trele roznosiły się po okolicy, swym dźwiękiem przepełniając całą przestrzeń. Powoli wypuściła powietrze z płuc, ostrożnie kładąc się na ziemi. Trawa delikatnie muskała jej lico, gdy ułożyła pysk na łapach, a następnie przeniosła swoje zrezygnowane spojrzenie na Czereśniowy Pocałunek. Kosmyki jej dwubarwnego futra poruszały się, gnane przez podmuchy wiatru, a ciepłe oczy uważnie przyglądały się księżniczce, gdy ta milczała. Minęło kilka uderzeń serca, zanim Czyhająca Murena odpowiedziała:
— Sama nie wiem, Czereśnio… Po prostu… to wszystko wydaje się strasznie niewłaściwe. Zraniłam Szałwiowe Serce i… i już nawet ze sobą nie rozmawiamy, a ja nie wiem, co robić.
Przerwała, jakby starając się zebrać myśli i wzięła głęboki wdech, zanim kontynuowała mówienie:
— Ta cała sytuacja jest… strasznie skomplikowana… i trochę się pogubiłam — przyznała wreszcie, odwracając pysk. Jej wzrok powoli sunął po otoczeniu, uważnie je lustrując, gdy cisza zawisła między dwoma kotkami. Kątem oka dostrzegła drganie wąsów Czereśniowego Pocałunku, jej dziwny, nieodgadniony błysk w ślepiach… Może jednak nie powinna nic mówić? Może lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu milczenie? Przeczekanie problemu? Przejechała ogonem po ziemi, momentalnie mrużąc oczy i czekając na odpowiedź szylkretki. Czuła, jak mimowolnie serce wali jej w piersi. Bała się odpowiedzi, którą mogła dostać.

<Czereśnio?>

28 lipca 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Czyhającej Mureny

Przed powodzią

Kotka zlustrowała partnerkę wzrokiem. W spojrzeniu Czereśni czaiła się mieszanka niepokoju i niewypowiedzianych pytań. Wiedziała, że Murena coś ukrywa. Łatwo było to dostrzec — drgające wąsy, spięte ramiona, zmartwienie wyraźnie wymalowane na pyszczku. Może nie chciała o tym mówić w obozie? Może dlatego zaproponowała spacer? Czereśnia bez wahania skinęła głową. Pragnęła wiedzieć, co trapi tak bliską jej kotkę. Czyżby Murena zorientowała się, jakie obawy nosi w sobie Czereśnia? Oby... oby tak było. Szczerze tego pragnęła. Chciała, by Murena w końcu się dowiedziała. Chciała jej to powiedzieć, ale nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. A z każdym kolejnym dniem czuła, że nie jest taka jak inne koty. Nie interesowały jej związki romantyczne. Na początku sądziła, że to kwestia kocurów — że to one nie budzą w niej emocji. Że z kotką, z Mureną, będzie inaczej. Że stworzą razem rodzinę. Jednak... nie była w stanie. Jej serce nie biło w tym rytmie, który wszyscy uznawali za „właściwy”. Może było zrobione z kamienia? A może z lodu? Nie umiała tego dostrzec. Może tylko Klan Gwiazdy znał odpowiedź. Mimo że obie były zamyślone i przytłoczone, wyruszyły razem na polowanie. Może ta cisza i samotność przyniosą im spokój. Może w końcu wszystko się wyjaśni. Szły bez słowa, rozglądając się uważnie. Chłodny wiatr targał ich futerkami, niosąc ze sobą zapach nadchodzącej zimy. Cisza dookoła była niemal niepokojąca — jakby łąki i drzewa czekały w napięciu, aż któraś z nich przemówi. W końcu dotarły do lasu. Dopiero tam odetchnęły. Pod gęstymi koronami drzew łatwiej było się ukryć. Przedzierały się między pniami, a ściółka szeleściła cicho pod ich łapami. Nagle Czyhająca Murena zatrzymała się gwałtownie i postawiła uszy na sztorc.
— Gołąb — szepnęła, przypadając do ziemi.
Czereśnia natychmiast zrobiła to samo i ruszyła za nią, poruszając się cicho, nisko przy ziemi. Jej długie futro zbierało liście, kurz i drobne gałązki. Zbliżyły się powoli. Szare ptaszysko. Pachniało dwunożnymi — najwyraźniej przyleciało z ich świata. A teraz, jakby nigdy nic, dreptało po ziemi, zupełnie nieświadome, co czai się w krzewach. Kotki nie czekały długo. Otoczyły go z dwóch stron i w ułamku sekundy dopadły zdobycz. Udało się. Złapały go razem, niemal w idealnej synchronizacji. Dzięki temu udanemu polowaniu ich nastroje od razu nieco się poprawiły. Jednak mimo lekkiego rozluźnienia, niepokój w oczach Mureny wciąż pozostawał widoczny. Dotarły na skraj lasu, tam, gdzie latem rozciągała się kolorowa, pachnąca kwiatami łąka. Teraz wszystko więdło, przygasało, przygotowując się na pierwszy śnieg. Obie przysiadły na ziemi, stykając się bokami. Ich futra falowały lekko pod naporem wiatru. Przez chwilę panowała cisza, ciężka i pełna napięcia.
— Wiem, że coś cię martwi... i mogę jedynie zgadywać — odezwała się w końcu Czereśnia, przerywając milczenie.
Miała nadzieję, że uda jej się porozmawiać z Mureną szczerze. I być może... zakończyć to wszystko. Nie chciała jej stracić, ale nie była też w stanie odwzajemnić jej uczuć w sposób, na jaki Murena zasługiwała. Uważała, że tak cudowna kotka, jak ona powinna być kochana — mocno, prawdziwie i na zawsze.

<Mureno?>

20 lipca 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowego Pocałunku

Nie wiedziała, co powinna czuć. Nie miała pojęcia, w jaki sposób wypadało jej odpowiedzieć — może po prostu wycofać się? Szybko wyjaśnić nieporozumienie, zaprzeczyć swoim własnym wyznaniom. A mimo tego, co podpowiadał jej umysł, nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Dlatego milczała. Ta pozorna cisza kryła jednak w sobie coś więcej; coś, co wciąż nie dawało spokoju wojowniczce. Jakieś dręczące poczucie winy, jakiś nieodgadniony ból. Coś, co miało co noc zmywać sen z jej umęczonych powiek. Popełniła błąd. Jakiś straszliwy, nieznany jej błąd. Zgubiła coś po drodze. Może pośród walczących kotów, jakaś cząstka niej samej zagubiła się, przykryta przez krew i piach, na zawsze pogrzebana na wojennej ziemi, a może to tylko widok Szałwiowego Serca sprawił, że coś w niej pękło na zawsze. Coś, czego nie była w stanie już uleczyć. Wszystko się sypało zbyt prędko… zbyt szybko traciła sprzed oczu to, co było ważne. Czuła, że błądziła po omacku. Jak ślepy bez przewodnika, mąciła w nieprzeniknionej ciemności; bez drogi i bez światła. Brakowało jej wskazówek, coś ciągle umykało jej bystrym oczom. Jakiś szczegół… Więc ułożyła głowę na barku Czereśniowego Pocałunku i pozwoliła sobie myśleć, że wszystko było w porządku. Że tak powinno być. Nieważne, co podpowiadał jej instynkt.

─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───

Jakiś czas przed rozmową z Szałwiowym Sercem

Jasne smugi światła przedzierały się przez szpary w legowisku, rozświetlając wnętrze schronienia. Miarowe oddechy innych wojowników wypełniały uszy Czyhającej Mureny, gdy spokojnymi pociągnięciami języka czyściła swoją jasną sierść. Tego wieczoru nie była w stanie zmrużyć oka; jej umysł wciąż nawiedzał niewyjaśniony lęk za każdym razem, gdy przymykała powieki. Liczyła, że jej związek z Czereśnią pozostanie w tajemnicy, ale plotka dotycząca ich związku prędko rozeszła się po obozie, przez co straciła kontrolę. Czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia Szałwika, ale nie winiła go za to, że przestał z nią rozmawiać i po prostu z pokorą przyjmowała ostre spojrzenia rzucane w jej stronę. Zamiast dodać mu otuchy, tylko bardziej go przybiła. Zawiodła.
Nagle do nozdrzy księżniczki dotarł znajomy jej, kwietny zapach i obok siebie wyczuła obecność Czereśniowego Pocałunku. Kocica przycupnęła przy niej i chwilę przyglądała się jej obliczu, zanim przerwała ciszę:
— Wydajesz się zmartwiona — stwierdziła, marszcząc brwi. — Wszystko w porządku?
Księżniczka spuściła łeb, wzdychając cicho. Nie potrafiła w pełni cieszyć się obecnością kotki, gdy gdzieś tam był Szałwik, nienawidzący ją z całego serca. Odwróciła wzrok, uciekając nim gdzieś daleko i ponownie uniosła pysk.
— Tak, po prostu… — zaczęła, nerwowo poruszając wąsami. — Nieważne. Chcesz razem udać się na polowanie?

<Czereśnio?>




05 maja 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Czyhającej Mureny

Czereśniowy Pocałunek siedziała obok Czyhającej Mureny, chłonąc spokojną atmosferę. Plusk wody, śpiew ptaków i ciepłe promienie słońca ogrzewające futro... Czego chcieć więcej? Mogłaby tak siedzieć godzinami, nie mówiąc ani słowa – po prostu cieszyć się obecnością przyjaciółki. Jednak nagle Murena się odezwała. I jej słowa – zamiast jak zwykle przynieść ukojenie – uderzyły Czereśnię jak cios ostrych pazurów.
— Ja... chyba cię... lubię. Trochę bardziej niż innych... No wiesz.
Czereśnia spojrzała na nią spokojnie, choć w środku zamarła. Przecież to nic takiego... prawda? Murena po prostu lubi ją bardziej. Może jako najlepszą przyjaciółkę. Tylko tyle... prawda?
Prawda?
Czereśniowy Pocałunek nigdy nie była dobra w rozumieniu emocji – ani swoich, ani cudzych. Nawiązywanie relacji przychodziło jej z trudem, co zresztą łatwo było zauważyć. Poza Mureną i Szałwikiem właściwie nie miała nikogo. Ostatnio dołączył do niej jeszcze Pluskający Potok, który niemal się do niej przykleił. Czereśnia pamiętała plotki krążące po obozie – że kocur się w niej zakochał. Miała nadzieję, że to nieprawda, i trzymała rudego wojownika na dystans. Ale Murena... Murena była inna. Jej zależało. Nie chciała jej stracić. Szałwika już straciła – bo nie odwzajemniła jego uczuć. Nie rozumiała tego. Przecież była po prostu dla niego miła. Kochała go – ale jak brata. Jak rodzinę. Nigdy nie wyobrażała sobie z nim głębszej relacji. On był dla niej młodszym bratem, niczym więcej. A teraz... czy to wszystko powtórzy się z Mureną? Czereśnia też kochała Murenę. Ale inaczej. Jak przyjaciółkę. Jak kogoś bliskiego sercu. Chociaż... kiedy myślała o bliższej relacji z nią, to nie czuła lęku. Nie jak z Szałwikiem. Właściwie... było to łatwiejsze do wyobrażenia. Czy coś było z nią nie tak?
— Hm? – mruknęła tylko, gorączkowo próbując wymyślić jakąś odpowiedź. — Tak, ja też cię bardziej lubię niż innych. W sumie... to tylko ciebie tak bardzo lubię. Jesteś moją przyjaciółką — zamruczała ostrożnie.
Zwykle miała problem ze zrozumieniem sarkazmu czy aluzji, ale tym razem wiedziała dokładnie, co Murena miała na myśli. Mimo to, liczyła, że uda się to jakoś obrócić, może zignorować, może zatuszować.
— Czereśnio... tylko że ja... lubię cię bardziej niż przyjaciółkę — powiedziała z wahaniem księżniczka, patrząc jej prosto w oczy. Tym razem nie pozostawiła wątpliwości.
Czereśnia poczuła, że nie może się już dłużej wykręcać. Musiała coś powiedzieć. Ale co? Jeśli powie, że jej nie kocha – straci ją. Tak jak straciła Szałwika. A przecież nie chciała jej stracić. Może warto spróbować? Może po prostu nie rozumiała jeszcze swoich uczuć?
— Ja... też cię kocham — wyszeptała w końcu. — Nie jestem pewna, czy to przyjaźń, czy coś więcej... Przepraszam. Nie chcę cię zranić ani stracić.
Głos jej się załamał. Serce ścisnęło z lęku i niepewności. Patrzyła na Murenę błagalnie, jakby w duchu prosiła przodków, by pomogli jej dobrze wszystko zrozumieć. I żeby Murena... nie odeszła.

<Mureno, zostań… proszę>

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowego Pocałunku

— Oh. — Tylko to była w stanie z siebie wydusić.
Poruszyła się nerwowo, wycierając spocone poduszki łap w swoje futro i odwróciła wzrok. Jej ogon smagał powietrze, gdy w milczeniu przyglądała się ścianom legowiska wojowników. Była rozdarta pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy miłością do Czereśni, a lojalnością odnośnie Szałwika. Musiała się przecież opowiedzieć po którejś stronie, czyż nie? Nie wiedziała, czy obronić zranione serce jej brata, czy pocieszyć rozżaloną szylkretkę. Nie wiedziała, czy powinna kilkoma prostymi zdaniami zakończyć przyjaźń z Czereśnią i chować do niej urazę o zranienie uczuć jej krewnego, czy wręcz przeciwnie, cieszyć się, że wciąż ma szansę u kocicy.
Tak więc nie mówiła nic.
Długo milczała. Na tyle długo, aby Czereśniowy Pocałunek zdążyła unieść łeb znad łap, otrzeć łzy z policzków, a nawet spojrzeć na nią pytająco.
— Przepraszam... — wyszeptała, spoglądając na pysk księżniczki.
Chciała powiedzieć, że to nie wina wojowniczki, ale nie zrobiła tego.
— M-muszę się przewietrzyć — wydukała, w pośpiechu opuszczając legowisko. W tamtej chwili zostawiła miłość swojego życia i pozwoliła Czereśni pogrążyć się w smutku, bez wsparcia, na które zasługiwała.

── ✧《✩》✧ ──

Od tamtego wydarzenia minęło sporo czasu. Czereśnia, choć wciąż nieco przygnębiona, nie roztrząsała przy Murenie jej dawnej relacji z Szałwikiem, a obie kotki zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej, co zapewne spowodowane było tym, że Czereśnia przestała tak często spotykać się z pointem.
Księżniczce nie przeszkadzało to jakoś bardzo; mimo, iż wciąż zbierała się w sobie, aby porozmawiać z Szałwiowym Sercem na temat szylkretki, cieszyła się jej obecnością i odkładała moment rozmowy z bratem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie... gdyby nie powiedziała o kilka słów za dużo. Gdyby nigdy nie wypowiedziała tych paru nieprzemyślane słów, które zmieniły wszystko i zatrzęsły jej światem, stawiając pod znakiem zapytania dotychczasową relację kocicy z księciem.
Woda tamtego dnia szemrała cicho, niosąc po polanie kojącą pieśń, a wiatr poruszał liśćmi w rytm jego zwyczajowej melodii. Słońce było wysoko na niebie i rzucało jasne promienie na karki Czereśni i Mureny; mimo to wilgoć unosiła się w powietrzu, a pojedyncze kropelki wody, za sprawą ich poruszających się w chłodnej toni łap, lądowały na futrach wojowniczek. Ptasie trele rozbrzmiewały w całej okolicy, wyróżniając się na tle innych, nieco cichszych dźwięków. Razem z Czereśniowym Pocałunkiem wpatrywały się w modrą taflę. Nie rozmawiały zbyt wiele. Po prostu siedziały, wtulone w swoje boki i napawały się swoją obecnością. Nasłuchiwały swoich oddechów i bicia serc, rozkoszowały się znajomym im zapachem.
— Ja... chyba cię... lubię. Trochę bardziej, niż innych... No wiesz. — Te słowa uciekły z pyska księżniczki, zanim zdążyła pomyśleć, co tak właściwie mówi. Zamarła na moment. A jednak szylkretka nic nie odpowiedziała. Minęła chwila. Potem kolejna. Sekundy zamieniały się w wieczność. Murena poruszyła się nerwowo, czując, jak bicie jej serca przyśpiesza. To nie tak miało być! Co, jeśli kotka przyjmie oświadczyny? Szałwik nigdy jej tego nie wybaczy... A co, jeśli zostanie odrzucona? Żadna wersja wydarzeń nie była odpowiednia.

<Ee, Czereśnio? Czy możemy po prostu to zignorować?>

06 kwietnia 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Czyhającej Mureny

[Dzieje się w przeszłości, dzień przed wyznaniem Szałwika]

Kotka delikatnie przejeżdżała językiem po futerku, starając się je ułożyć. Co chwilę rzucała spojrzenia w stronę koleżanki, czując, że ta intensywnie się w nią wpatruje. Wojowniczka poruszyła pytająco wąsami i dopiero wtedy Murena się odezwała. Pytanie o Szałwiową Łapę zaskoczyło Czereśniowy Pocałunek. Kotki rzadko rozmawiały o swoich rodzinach — najczęściej spędzały czas w ciszy albo rozmawiając o czymkolwiek innym. Czereśnia skrzyżowała długie łapy, zastanawiając się przez chwilę. Ostatnio zarówno Szałwiowa Łapa, jak i Czyhająca Murena zachowywali się dziwnie... a może tak samo? Czereśnia tłumaczyła ich zachowanie tym, że ich relacja w końcu przeszła na poziom prawdziwej przyjaźni. Może właśnie dlatego czuli się swobodniej i zaczęli pokazywać swoje prawdziwe charaktery. Kotka nigdy by nie pomyślała, że to, co miało się wkrótce wydarzyć, rzeczywiście się wydarzy.
— U niego wszystko w porządku. Zaprosił mnie na spotkanie nad rzeką. Może ma problem z łowieniem ryb, albo po prostu chce porozmawiać — oznajmiła, opierając głowę na łapach i spoglądając przed siebie.
Cieszyło ją posiadanie dwóch najlepszych przyjaciół. To była idealna liczba. Dla każdego z nich miała czas każdego dnia i z każdym rozmawiała o czymś innym.
— Rozumiem — mruknęła krótko księżniczka, ukrywając zazdrość w głosie.
Tortie rzuciła jej spojrzenie z ukosa, ale zignorowała to i szybko zmieniła temat na coś innego.

⋆。‧˚ʚ🍒ɞ˚‧。⋆

[Przeszłość, chwilę po wyznaniu Szałwika]

Kotka zamknęła oczy, opierając głowę na kwiatach, które dostała od Szałwiowej Łapy. Jej bezpieczny azyl runął tego dnia. Wyznanie miłości przez przyjaciela zupełnie ją skonfundowało. A to, że musiała mu odmówić, złamało jej serce. Wiedziała, że ich przyjaźń stoi teraz pod znakiem zapytania. Przez szuwary przedarła się księżniczka z rybami w pysku. Usiadła obok przyjaciółki i położyła jedną z ryb tuż przy niej. Zerknęła na kwiaty z pytaniem w oczach.
— Czereśniowy Pocałunku? Coś się stało? Od kogo te kwiaty? Lub... dla kogo? — dopytała od razu Murena, kładąc się na mchu i podwijając łapy.
— Och, Mureno... Skrzywdziłam twojego brata — westchnęła wojowniczka, spuszczając wzrok na łapy. — Zabrał mnie nad rzekę i wyznał mi miłość. Jednak ja nic do niego nie czuję i teraz czuję się okropnie — mruknęła, kładąc łeb na łapach i przymykając oczy, próbując powstrzymać łzy.

<Mureno?>

30 marca 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowego Pocałunku

— Czemu koty Klanu Nocy miałyby ginąć za obcy im klan? Może to trochę egoistyczne, ale byłabym w stanie pomóc im tylko, gdybyśmy mieli w tym jakiś interes.
Czereśnia pokiwała głową ze zrozumieniem i zmrużyła oczy, unosząc nieco łeb ku górze.

。゚•┈꒰ა ♡ ໒꒱┈• 。゚

Śnieg powoli topniał, jakby ze zrezygnowaniem ustępując zieleni, powoli wyłaniającej się spod mroźnego puchu. Barwne, kwietne główki ospale rozpościerały swe malachitowe łodygi, starając się jak najbardziej piąć w kierunku słońca, a leciutki, frywolny wiaterek poruszał zmarzniętymi gałęźmi drzew.
Jasne smugi światła wpadały wprost do środka obozu, odbijając się od pozostałości śniegu; w ten sposób cała lodowa okrywa mieniła się cudownie, przywodząc na myśl taflę wody.
I nagle dostrzegła ją. Zgrabna sylwetka, elegancki, pełen gracji oraz finezji krok, powalający uśmiech… I te oczy. Brązowe niczym kora drzew, z charakterystycznym, pełnym życia błyskiem. Dwubarwne, rozwiane kosmyki sierści mignęły jej przed oczami, a miła, acz subtelna woń prędko dotarła do nozdrzy wojowniczki.
— Witaj Mureno, co porabiasz? — Nawet nie zauważyła, gdy serce zaczęło bić jej nieco szybciej, a oddech minimalnie przyśpieszył.
A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie był to jednorazowy przypadek, spowodowany jej ostatnio pogorszonym zdrowiem lub osłabieniem… Zauważyła, że pewnego dnia po prostu coś dziwnego się z nią stało; zaczęła z lubością wyczekiwać kolejnych spotkań z przyjaciółką, żeby tylko ponownie poczuć jej zapach, usłyszeć głos… Mówiąc szczerze, nie wiedziała, czy jej to odpowiada. Nigdy nie czuła się tak zależna od kogoś.
Szylkretowa kocica przycupnęła tuż obok księżniczki, nieznacznie poprawiając futro na szyi.
— Och, nic takiego… Po prostu tu siedzę. Pogoda jest wyjątkowo śliczna o tej porze, czyż nie?
Czereśnia pokiwała powoli głową, wzrokiem podążając za spojrzeniem Czyhającej Mureny.
— Racja. Słońce tak przyjemnie grzeje, że z chęcią opuszczam legowisko — stwierdziła dymna. — Dni stają się coraz dłuższe, a pogoda szybko się ociepla; nie mogę się doczekać, gdy będzie już całkiem ciepło!
— Ja również…

。゚•┈꒰ა ♡ ໒꒱┈• 。゚

Chwilę przed oświadczynami Szałwika

Ostrożnie podążała za Kolcolistnym Kwieciem, co jakiś czas posyłajac krótkie spojrzenie Szałwikowi, kroczącemu tuż przy niej. Zaraz za nimi szła uśmiechnięta Nenufarowy Kielich, rozglądając się na boki i gawędząc wesoło.
Murena coraz częściej opuszczała obóz, jako ochotnik zgłaszając się na różnego rodzaju patrole; zwłaszcza na terytoria niczyje. Mówiąc szczerze, liczyła, że uda jej się spotkać samotników i odpłacić im się za to, co zrobili Łusce oraz Czereśni… Jednak mimo starań księżniczki, za każdym razem kończyli bez niczego, co mogłoby dać im poczucie przybliżania się do celu. Tak było i tym razem, gdy z rezygnacją wkroczyli do obozu; nawet na pysku Neny nie widniał już jej zwyczajowy uśmiech.
Czyhająca Murena mruknęła jakieś słowa pożegnania, zanim odwróciła się, aby zniknąć w legowisku. Po drodze chwyciła pierwszą lepszą płotkę ze stosu, zanim wkroczyła do ciemnej jamy. We wnętrzu dostrzegła brązowe ślepia Czereśni, utkwione w jej pyszczku. Tortie uśmiechnęła się promieniście na widok młodszej i przejechała ogonem po ziemi.
— Co u ciebie? — zapytała.
Pomarańczowooka usiadła przy wojowniczce, wbijając zęby w rybę.
— Byłam na patrolu z Nenufar, Szałwikiem i Kolcolistnym Kwieciem, ale jak zwykle nic nie znaleźliśmy — westchnęła Murena, przegryzając kolejny kawałek mięsa. — A ty?
— Dopiero co wstałam, więc nie powiem ci za dużo. — Czereśnia zakołysała się nieznacznie, z rozbawieniem spoglądając na księżniczkę. — Przed tym jak opuściliście obóz rozmawiałam chwilę z Szałwikiem, ale oprócz tego nic większego nie zdążyłam zrobić.
— Rozumiem… A co z nim? — Odwróciła łeb, gdy zdała sobie sprawę, że nieco zbyt długo wpatrywała się w przyjaciółkę. Ostatnimi czasy często widywała jej brata z Czereśnią, ale dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, czy aby nie za często…

<Czereśnio?>

24 marca 2025

Od Czereśniowego Pocałunku CD. Czyhającej Mureny

Czereśniowy Pocałunek wbiła wzrok w niebo, po którym mknęły białe obłoki, a ptaki wykonywały powietrzne akrobacje. Wojowniczka przesunęła ogonem po piaszczystej ziemi, owijając go wokół łap. Przejechała spojrzeniem po kotach w obozie. Każdy z nich był zmęczony, zestresowany i sfrustrowany. Niektórzy rzucali swoim dawnym przyjaciołom wrogie spojrzenia, jakby oskarżając ich o czyny, których nie byli w stanie popełnić.
Kotka myślała o ostatnim zgromadzeniu. Nie było jej na nim, ale już zdążyła usłyszeć wszystko, co się tam wydarzyło. Słowa Liściastej Gwiazdy i jej ostra wymiana zdań z Sosnową Gwiazdą nie poprawiły samopoczucia kotów Klanu Nocy ani żadnych innych. Czereśniowy Pocałunek nie uważała liderki sąsiedniego klanu za wariatkę, ale jej słowa traktowała z przymrużeniem oka. Owszem, niebezpieczeństwo czaiło się każdego dnia, ale czy to powód, by robić z siebie ofiarę na zgromadzeniu? Samo słuchanie o żałosnym zachowaniu Liściastej Gwiazdy przywodziło na myśl, że i jej koty nie były zbyt rozgarnięte.
— Czereśniowy Pocałunku? — z zamyślenia wyrwał ją głos Czyhającej Mureny. Kotka spoglądała na wojowniczkę z zmartwieniem w oczach.
— Tak? — odezwała się Czereśnia, w jej głosie zabrzmiała nuta pytania.
— Spytałam, czy chcesz wyjść poza obóz. Uciec od tego gwaru i naburmuszonych pysków — zamruczała z nadzieją w głosie. Jej ogon drgnął niespokojnie, czekając na odpowiedź.
— Możemy iść do lasu koło Kolorowej Łąki — zaproponowała Czereśniowy Pocałunek, chcąc uniknąć możliwych propozycji zbliżenia się do granicy z lasem niczyim.
— Jasne, to chodźmy — miauknęła Murena z nutką podekscytowania w głosie, po czym podniosła się na łapy.
Czereśniowy Pocałunek również zerwała się z ziemi, unosząc wysoko ogon. I tak był już pokryty pyłem, a kotka nie chciała, by cokolwiek jeszcze do niego wpadło.
Kotki przeszły przez szuwary, przekroczyły rzekę i szybkim kłusem skierowały się do lasu. Pod łapami czuły zgniłe liście i resztki śniegu. Ptaki śpiewały nad ich głowami, a dźwięki norników grzebiących w ziemi były wyraźnie słyszalne. Czereśniowemu Pocałunkowi udało się schwytać jednego z tych nieostrożnych gryzoni, a chwilę później i Czyhającej Murenie dopisało szczęście.
Kotki przysiadły na skraju lasu, obserwując Kolorową Łąkę, która nabierała barw. Piękne krokusy i przebiśniegi przebijały się przez resztki śniegu, tworząc dywan kwiatów, który za parę księżyców przyozdobią kolejne rośliny.
— Tutaj zapomina się o wszystkim — ciszę przerwała Czyhająca Murena, lokując spokojne spojrzenie na kwiatkach.
— Tak, jest tu ładnie. A polowanie w lesie jest odprężające. Drzewa nie mają jeszcze liści, więc wspinanie się na nie jest łatwiejsze — żaden liść nie wlatuje ci w pysk — odparła Czereśnia i schyliła się do nornika, pochrupując kości. W końcu podniosła wzrok na granicę z Klanem Klifu. Patrol klifiaków właśnie oznaczał granicę, skacząc i ocierając się o kamienie.
— Ciekawe, co słychać w Klanie Klifu… — wyrwało jej się, choć nie chciała mówić tego na głos. Takie zamartwianie się innymi klanami mogło być podstawą do oskarżenia o brak lojalności.
— Nie wiem, nie myślałam o tym. W klanie mamy już wystarczająco dużo zmartwień, więc po co brać na barki i ich? — mruknęła Murena, zerkając ukradkiem na zranione ucho przyjaciółki.
Czereśniowy Pocałunek jedynie przy niej nie przejmowała się swoją raną. Zazwyczaj, gdy siadała obok innych kotów, pilnowała, by usiąść do nich ładniejszą stroną pyska.
— Masz rację, trzeba skupić się na swoim klanie. Jednak gdyby potrzebowali naszej pomocy, to ja bym im pomogła — stwierdziła z pewnością w głosie.
Była lojalna wobec Klanu Nocy, ale nie przykładała dużej wagi do bezwzględnej niechęci wobec innych klanów. Nie traktowała ich jak wrogów, a raczej jak część życia. I była gotowa bronić każdego z nich. Bo może tak naprawdę nic ich nie różniło? Może jedynie nazwy klanów… ale nie. Bo każda z nich miała przydomek „klan”. Czereśniowy Pocałunek nie brała do tego równania Owocowego Lasu. Te koty akurat mało ją obchodziły. Nie widywała ich wcale na granicy. Na zgromadzeniach też trzymali się z boku, jakby przychodzili jedynie z przymusu, by spotkać się z klanami.

<Mureno?>

22 marca 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Czereśniowej Łapy (Czereśniowego Pocałunku)

Zastanowiła się chwilę, poruszając wąsami w zamyśleniu.
— Sama nie jestem pewna, ale raduje mnie wszystko co związane jest z wodą. Wspinaczka zaś przysparza mi niemałych problemów. A ty?
— Widać, że się różnimy. Ja za to lubię się wspinać i polować na lądzie, a nie przepadam za wodą oraz łowieniem ryb.
— W każdym razie możemy sobie nawzajem pomagać i się uzupełniać — stwierdziła bez większych emocji Murena, przejeżdżając językiem po klatce piersiowej.
— Masz rację, gdyby każdy był taki sam to życie byłoby nudne.
Księżniczka kiwnęła powoli głową, oglądając się za siebie.
— Chcesz się gdzieś przejść? — zgrabnie zmieniła temat, wstając z ziemi.
— Jasne, tylko gdzie? — Starsza przechyliła nieznacznie łeb.
— Gdzie nas łapy poniosą — odrzekła krótko, posyłając Czereśni promienny uśmiech.
Widząc pełne aprobaty, choć nieco zmieszane spojrzenie kocicy, księżniczka odwróciła się, opuszczając legowisko.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Teraźniejszość

W ciszy stanęła przy posłaniu Czereśniowego Pocałunku. Szylkretowa kotka uniosła wzrok znad ziemi, posyłając księżniczce krótki, słaby uśmiech.
— Jak się czujesz? — Murena schyliła się, siadając tuż obok tortie. Zamknęła na moment oczy, ogonem przecinając powietrze.
— Na pewno lepiej niż księżyc temu, ale gorzej niż przed całą tą sytuacją — mruknęła i wyciągnęła łapy spod brzucha. — A u ciebie jak?
— Och, sama nie wiem... Martwi mnie to wszystko.
— Wiem, to co się teraz dzieje nie jest łatwe. Jednak musimy być silni i sobie ufać. W końcu i tak to wszystko minie
— Pytanie jak się zakończy... Poza tym, wątpię, aby można było teraz ufać komukolwiek. A to jeszcze bardziej wyniszcza nasz klan.
— Jeśli koty w Klanie Nocy sobie nie zaufają to nasza przegrana jest pewna.
Odwróciła wzrok, językiem przejeżdżając po klatc

02 marca 2025

Od Czereśniowej Łapy (Czereśniowego Pocałunku) CD. Murenowej Łapy (Czychającej Mureny)

Uczennica obserwowała obóz w zamyśleniu, co jakiś czas machając długim, gęstym ogonem i wzniecając pył w górę. Poruszyła uszami i zerknęła na ogon. Westchnęła i już miała się schylić, by go wyczyścić, gdy nagle ktoś się do niej odezwał. Postawiła uszy i spojrzała w stronę głosu. Była to Murenowa Łapa, dobrze jej znana kotka.
— Witaj, Murenowa Łapo. Czy coś się stało? — zapytała od razu. Uczennica wychodziła z założenia, że jeśli ktoś do niej zagaduje, to znaczy, że czegoś potrzebuje. Wyprostowała się mimowolnie i owinęła ogon wokół łap.
— Nie, chciałam tylko zobaczyć, co u ciebie — odparła czarno-biała kotka, przysiadając koło Czereśniowej Łapy. Ta poruszyła wąsami w zaskoczeniu.
— Och, rozumiem. U mnie wszystko dobrze. A u ciebie? — zapytała. Miała w głowie wiele słów, mnóstwo odpowiedzi, którymi chciała się podzielić, jednak coś ją przed tym powstrzymywało.
— U mnie również! Trening z Algową Strugą jest wyjątkowo przyjemny — odpowiedziała Murena, poruszając łapą po piaszczystej ziemi.
— Z Biedronkowym Polem też jest dobrze, ale męcząco — mruknęła Czereśniowa Łapa, spoglądając w ziemię. Westchnęła i wbiła wzrok w rozmówczynię. Murenowa Łapa przechyliła głowę z zaciekawieniem.
— "Męcząco"? — powtórzyła, uderzając ogonem o ziemię. Ogon Czereśniowej Łapy lekko drgnął na dźwięk głośniejszego uderzenia.
— Tak — potwierdziła, nie domyślając się, że Murena chce dowiedzieć się, dlaczego tak uważa.
— Mogę wiedzieć, czemu? — dopytała Murena, poprawiając się w miejscu i szurając łapkami. Czereśniową Łapę zapiekły uszy. Dopiero teraz zrozumiała, o co dokładnie chodziło Murenie.
— Wydaje mi się, że robi wszystko, bym jak najszybciej została wojowniczką. Chyba chce pokazać, że jest dobrą mentorką — wyznała to, co skrywała w sercu, po czym wciągnęła powietrze. Murena pokiwała powoli głową.
— Rozumiem. Mnie Alga nie pospiesza za bardzo, sama chcę się uczyć — odparła Murenowa Łapa.
— Też chcę się uczyć, ale wolałabym robić to powoli i bardziej skupiać się na powtarzaniu. Chociaż... czy jest sens? Faktycznie wszystkiego uczę się za pierwszym razem. Nie zależy mi jednak na byciu wojowniczką w szybkim tempie — przyznała Czereśniowa Łapa.
— Ja również chciałabym móc tak zrobić, ale chyba powinnam zostać mianowana jak najszybciej... Sama wiesz, żeby nikt z rodzeństwa mnie nie prześcignął — mruknęła Murena, rozglądając się dookoła. Czereśniowa Łapa spojrzała na nią uważnie.
— Wiesz, najlepiej ścigać się z samą sobą. Jeśli znajdziesz w sobie wartość, to pokonywanie innych stanie się dla ciebie obojętne. Niech sami się ścigają, a ty dąż do perfekcji tak długo, jak chcesz — wygłosiła jedną ze swoich wielu merytorycznych myśli. Murenowa Łapa zamyśliła się na chwilę.
— Może i masz rację... Ale czy wtedy zostanę doceniona przez resztę kotów? — wypaliła w końcu.
— Jeśli ktoś ma cię doceniać tylko dlatego, że coś wygrasz lub będziesz najlepsza, nawet wbrew sobie... to ja bym się tym nie przejmowała. Doceniaj siebie sama, a w końcu znajdą się koty, które zobaczą wartość w tym, kim jesteś. Jeśli nie chcesz się ścigać, to się nie ścigaj. Może ktoś będzie na to zły, ale na pewno ktoś inny to doceni. Może twoja mentorka? Może zauważy, że chcesz się uczyć dłużej, by naprawdę doskonalić swoje umiejętności, a nie tylko odbębnić trening jak najszybciej — odparła Czereśniowa Łapa. Po chwili dodała ciszej: — I ja cię doceniam.
Delikatne rumieńce okryły jej ciemne policzki, lecz szybko zniknęły. Murenowa Łapa również poczuła, jak ciepło oblewa jej pysk. Kąciki jej ust delikatnie uniosły się w czymś na kształt zawstydzonego uśmiechu. Zamrugała kilka razy, zanim znów się odezwała.
— Dziękuję... — wyszeptała, zakrywając łapy ogonem. Czereśniowa Łapa zamrugała parę razy, po czym spojrzała przed siebie.
— Więc... co ci się podoba w treningach? — zapytała nagle, przerywając ciszę.

<Murenowa Łapo?>

02 lutego 2025

Od Mureny (Murenowej Łapy) CD. Czereśni (Czereśniowej Łapy)

Poruszyła się nerwowo, przejeżdżając językiem po swojej klatce piersiowej. Mogła spodziewać się wielu dziwnych pytań, ale nie takiego...
— Wiesz — zaczęła. — Różne rzeczy nie wypadają różnym kotom i to już zależy od nich samym, jednakże przedstawiciele rodziny królewskiej muszą zwracać na zachowanie szczególną uwagę. Mamusia pewnie nie byłaby zadowolona, gdybym zadawała się z czekoladowymi kotami, mówię to jako przykład. Jest wiele różnych czynności których wraz z rodzeństwem nie powinnam robić, ale... Na ten moment nie znam jeszcze wszystkich. Przynajmniej tak myślę.
— To niefajnie, bo co, jeśli jakieś zachowanie ''nie wypada'', ale jest częścią ciebie? Masz wtedy nie być sobą? — dopytała tortie; zdawała się zaniepokojona.
— Ja... Nie wiem, Czereśnio... Jesteśmy wychowywani tak, aby w przyszłości objąć ważne stanowiska w klanie, a to oznacza wiele wyrzeczeń. Wszyscy oczekują od nas więcej, niż od reszty kotów... — Księżniczka strzepnęła ogonem, niepewnie spoglądając na dymną.
— Czyli cały czas musisz być taka, jak inni wam każą, ale kiedy będziesz mieć czas, aby być sobą? — Z gardła starszej uciekło ciche westchnienie; najwidoczniej coś nie podobało jej się w rozmowie.
— Ja... Jestem sobą, tylko... — Nie dokończyła. Dlaczego Czereśnia musiała zadawać tak niewygodne pytania? Przecież nie mogła jej się nagle ze wszystkiego zwierzać! — No, w każdym razie to zupełnie nieistotne. Zapytaj takiego Lagunę, co on twierdzi o tym całym "udawaniu"; myślę, że jest w tym dobry.
Czereśnia jeszcze przez chwilę lustrowała młodszą wzrokiem, po czym skinęła głową.
— Rozumiem — odparła bez większych emocji.
Poruszyła wąsami.
— A co z tobą? Od ciebie niczego nie wymagają?
— Wymagają, od każdego coś wymagają. U mnie to przestrzeganie kodeksu, wiara w Klan Gwiazdy i chyba ta dziwna nienawiść do niektórych kotów. Tak mi sie wydaj, tyle wyciągnęłam z lekcji Kotewkowego Powiewu.
— Oh, chodzi o czekoladowe koty? Co o nich uważasz? — spytała Murena, ciekawa zdania koleżanki. Zastanawiała się, czy była jedyną istotą w Klanie Nocy, która nie darzyła czekotów ogromną nienawiścią.
Długowłosa kotka zmrużyła nieufnie oczy.
— Inną niż dorośli. Taką, jaką ma Zimordokowa Łapa.
Czyżby powiedziała coś źle? Czereśnia wyglądała na... Co najmniej zdenerwowaną.
— A jaką opinię ma Zimorodek, jeśli mogę wiedzieć?
— Nie wiem, czy powinnam to mówić. A ty co sądzisz?
— Ja... Nie ufam im, ale nie uważam, aby tępienie ich było słuszne — odparła krótko, uderzając ogonem o ziemię.
— Ja ufam lub nie tym, których poznałam. Nie znam żadnego czekoladowego kota, więc jest dla mnie tylko kotem. Nie będę nic mu robić, bo ktoś tak powiedział.
Łaciata wzruszyła ramionami na te słowa. Wolała wierzyć Sroczej Gwieździe, że w czekotach tkwiła mała, z początku niezauważalna iskierka czystego zła, tląca się w nich i tylko czekająca, aż będzie okazja, aby ujawnić się światu i tylko nielicznym udawało się ją pokonać. W końcu tak było łatwiej, czyż nie?

────⊹⊱✫⊰⊹────

Powoli wynurzyła się z lodowatej toni, otrzepując swoje białe futro. Machnąwszy ogonem, ruszyła do obozu, chwilę później znikając w przejściu. Białe łapy uczennicy z gracją stąpały po zwilżonej ziemi, a ogon dumnie sterczał. Księżniczka poruszyła wąsami, wkraczając do osnutego mrokiem legowiska uczniów, gdzie odetchnęła z ulgą. Zamrugała kilka razy, aby przyzwyczaić wzrok do ciemności i wtedy ujrzała parę świecących ślepi, wpatrzonych w nią z figlarnym błyskiem. Biała rozpoznała w nich Czereśnię, a na jej pysk wkroczył delikatny uśmiech.
— Witaj! — Zbliżyła się do dymnej kotki, przysiadając obok niej.

  <Czereśnio?>

[526 słów]

[przyznano 11%]

29 stycznia 2025

Od Czereśni (Czereśniowej Łapy) CD. Mureny (Murenowej Łapy)

Czereśnia uniosła brew w niedowierzaniu na słowa kotki, która twierdziła, że mimo ziewnięcia wciąż ma energię. Postanowiła jednak nic nie mówić, przybierając ponownie neutralny wyraz pyszczka. Cisza, która zapadła na chwilę, wcale jej nie przeszkadzała. Mogłaby już się nie odezwać, a mimo to dalej siedzieć obok Mureny i od czasu do czasu na nią spoglądać. Już miała liznąć futerko na łapach, gdy pytanie kotki ją zaskoczyło. Zamrugała, rozszerzając oczy jak nigdy dotąd. Jej mama i tata? Wiedziała, że każdy ma rodziców, i ona też musiała ich mieć. Wiedziała również, że jej rodziców nie ma w Klanie Nocy, bo ją i Kunę znaleziono nad rzeką. Czereśnia nie bała się ich braku ani odrzucenia przez klan z powodu swojej nieklanowej krwi. Bała się czegoś innego – tego, że nic o nich nie pamięta. Nie pamiętała, co działo się przed przybyciem do Klanu Nocy. Nie pamiętała ich głosów, futra ani zapachu. Co, jeśli nigdy sobie ich nie przypomni? Szybko potrząsnęła głową i znów spojrzała na Murenę neutralnie, tłumiąc emocje.
— Nie wiem, nie pochodzę z Klanu Nocy. Patrol znalazł mnie i moją siostrę nad rzeką. Moi rodzice są pewnie daleko… może już są z Klanem Gwiazdy — miauknęła spokojnie, choć w środku targały nią wątpliwości. Śmierć rodziców nie byłaby dla niej ciosem – ale pragnęła wiedzieć, kim byli, jak wyglądali i czy kochali ją oraz jej siostrę.
Na wzmiankę Mureny o zrodzeniu się z burzowych chmur i odłamków słońca, Czereśnia przechyliła głowę, wyraźnie zaintrygowana.
— Co masz na myśli? Koty nie rodzą się z burzy i słońca, tylko ze swoich mam — wyjaśniła, odwołując się do tego, co sama zaobserwowała. Przecież Murena i jej rodzeństwo urodzili się z ich mamy, a nie z jakichś naturalnych zjawisk.
Zamyśliła się na chwilę, a potem otuliła się swoim puszystym ogonem.
— A gdyby tak było, to dlaczego ja miałabym być dzieckiem Klanu Gwiazdy? Nie jestem księżniczką, nawet nie urodziłam się w klanie — zapytała, spoglądając na Murenę z mieszanką ciekawości i powątpiewania.
— Och, ależ jesteś niemądra! — koteczka zachichotała cicho, jakby rozbawiona zwątpieniem Czereśni. — Nie musisz należeć do rodziny królewskiej, aby być zrodzoną z czegoś… bardziej intrygującego niż brzuch mamy. Ja widzę to tak — mama tylko pozwala nam zejść na ziemię, ale na początku jesteśmy małymi, bezbronnymi kłębkami futra oraz skruszonych części nieba.
Murena przerwała na moment, po czym spojrzała na Czereśnię z błyskiem w oku.
— Widzisz ten znak na środku swojego czoła? To pocałunek słońca! Rozkwitł tam mały, złoty kwiatek, rozchodzący się po całej twojej burzowej sierści. Jestem przekonana, że tak jak ja, jesteś dzieckiem Klanu Gwiazdy. Wszyscy przecież nimi jesteśmy — zakończyła z przekonaniem i uniosła dumnie głowę, jakby jej słowa były oczywistą prawdą.
Spojrzała na starszą kotkę, jakby oczekując, że ta podzieli jej entuzjazm. Jednak Czereśnia tylko wbiła w nią nieprzeniknione spojrzenie. Murena wyraźnie chciała ją przekonać, ale… cóż, nie udało jej się. Może szylkretowa nie była jeszcze na tyle duża, by to zrozumieć? A może właśnie była na tyle dorosła, by nie wierzyć w takie bzdury.
— Dziękuję, twoje futerko też jest ładne. I nieważne, z czego jest zrodzone! — miauknęła z przekonaniem, po czym dodała nieco zbyt beztrosko: — Nawet gdyby było niebieskie czy brązowe, i tak byłoby cudne!
Słowa wymknęły jej się, zanim zdążyła się nad nimi zastanowić. Serce na moment zabiło jej szybciej — przecież takie uwagi mogły być niebezpieczne. Pokazywanie, że nie ma problemu z czekoladowymi kotami… Mogło skończyć się źle. Przytyki ze strony innych, a może nawet wygnanie?
Murena zamrugała kilkakrotnie, zaskoczona nieoczekiwanym komplementem. Pod jej biało-czarnym futrem pojawiły się delikatne rumieńce, najbardziej widoczne na uszach.
— Dziękuję — odparła, uśmiechając się subtelnie kącikiem pyska. — Ty też jesteś bardzo ładna, ale to już chyba wiesz.
Spojrzała na Czereśnię promiennie, jakby jej słowa były oczywistą prawdą, której nie trzeba poddawać w wątpliwość.
Szylkretowa uniosła łapę i kilkukrotnie ją polizała.
— Masz dużo rodzeństwa? Masz z nimi dobre relacje? — zapytała nagle, chcąc dowiedzieć się, czy tylko ona całkowicie ignoruje swoją jedyną siostrę, czy może inne koty również tak postępują.
Młodsza drgnęła nieznacznie, zaskoczona pytaniem.
— To zależy… Wydaje mi się, że tak. Spędzam dużo czasu z Łuską i bardzo dobrze się rozumiemy. Piórko często pocieszam, a Szałwik jest bardzo sympatyczny. Tylko z Laguną się nie dogaduję.
Koteczka zawahała się na moment, jakby zastanawiając się, czy powierzyć Czereśni tak ważną informację. W końcu jednak nachyliła się do niej z tajemniczym błyskiem w oku.
— Wiesz, ja i on… trochę ze sobą rywalizujemy. Nie otwarcie, bo takie zachowanie nie przystoi damie, a mama z pewnością by tego nie pochwalała, ale myślę, że podświadomie cały czas toczymy pewnego rodzaju wyścig. O to, kto będzie lepszy… i kto zgarnie więcej maminej uwagi.
Czereśnia słuchała uważnie, zastanawiając się nad własną relacją z siostrą. Gdy Murena nachyliła się bliżej, sama również pochyliła głowę, by lepiej usłyszeć jej szept.
— Rozumiem, rozumiem, ale myślę, że jeśli to zdrowa rywalizacja, to nie ma problemu — wyszeptała jej do ucha, jednocześnie zerkając ukradkiem, czy przypadkiem ich rozmowy nie podsłuchuje jej mama.
Po chwili uniosła lekko uszy i spojrzała na Murenę z zaciekawieniem.
— A w ogóle… możesz rozmawiać z kotami, które nie są książętami lub księżniczkami? — dopytała ostrożnie, chcąc mieć pewność.
— Nie wiem... — westchnęła księżniczka, z gracją wracając na swoje miejsce i owijając ogon wokół łap.
— Oczywiście, że mogę — dodała szybko, wyraźnie zadowolona ze zmiany tematu. — Przynajmniej tak mi się wydaje... Nigdy nie dostałam zakazu i nie widzę ku temu żadnych powodów.
Przechyliła pyszczek na jej westchnięcie, lecz postanowiła nie drążyć tematu.
— Rozumiem, mam nadzieję, że nie dostaniesz zakazu, bo jesteś bardzo miła — miauknęła nieco zestresowanym głosem. Czereśnia nie była najlepsza w nawiązywaniu przyjaźni.
Kąciki pyska Mureny uniosły się lekko ku górze, a oczy zabłysnęły wesoło.
— Dziękuję. Cieszę się, że tak uważasz! A ty, jak dogadujesz się z rodzeństwem?
— Nie wiem, odkąd jesteśmy w klanie, nie rozmawiamy — odpowiedziała krótko, bo nie było nic więcej do dodania.
— Oh, to szkoda — stwierdziła młodsza, poruszając wąsami. — Myślałaś, aby jednak zamienić kilka zdań?
— Tak, ale nie teraz — miauknęła i odwróciła wzrok, chcąc zmienić temat. Czuła również, że rozmowa nie klei się już tak jak na początku.
Murena przechyliła lekko łebek, leniwie przejeżdżając ogonem po ziemi, jednocześnie pilnując, by pozostał czysty.
— Jak uważasz. Nie mam zamiaru ingerować w twoje sprawy, to nie przystoi — rzuciła, choć powoli czuła, że przy starszej nie musi aż tak bardzo się starać, by wyjść na jak najlepszą. Czereśnia zdawała się... nie zwracać na to uwagi.
— Nie przystoi? A czego nie może robić księżniczka? — zapytała nagle, dostrzegając okazję do rozkręcenia rozmowy.

<Mureno?>

22 grudnia 2024

Od Mureny CD. Czereśni

Uderzyła ogonem o swoje tylne łapy i poruszyła nieznacznie uszami.
— Nie możesz nic nie robić... Chyba — stwierdziła, marszcząc nosek ze skonfundowaniem. 
Starsza kotka przyglądała jej się uważnie, z nieodgadnionym wyrazem pyska. Wąsy Czereśni poruszyły się, gdy nagły, zimny wiatr wpadł do żłobka, powodując dreszcze na grzbiecie Mureny.
— Masz rację, to rzeczywiście nie jest możliwe — zaczęła spokojnym tonem jej rozmówczyni. — Każdy z nas zawsze coś robi. Nawet nic nierobienie jest w pewnym sensie robieniem czegoś. Jednak gdy ktoś pyta „co robisz?”, zazwyczaj chodzi mu o konkretne czynności, jak zabawa, jedzenie czy mycie futerka.
Kotka zatrzymała się na chwilę, jakby zbierając myśli, po czym kontynuowała:
— Gdy się do mnie odezwałaś, nic nie robiłam poza staniem i patrzeniem na ciebie, ale wcześniej śledziłam pająka.
— A ładny był chociaż ten pająk? — zapytała Murena, całkowicie ignorując fakt istnienia reszty wypowiedzi Czereśni. — Bo wiesz, są różne pająki. Mnie podobają się te z długimi nóżkami, natomiast krótkonogie tez są wyjątkowo urodziwe. Przyglądałaś się kiedyś im oczkom? Błyszczą niczym gwiazdki na nocnym niebie. Długonogie stworzenia są prześliczne, nie sądzisz? 
Księżniczka przejechała językiem po swojej piersi, wygładzając kilka odstających włosków, po czym spojrzała z wyczekiwaniem na dymną. Ta zmrużyła tylko oczy, a następnie z gracją usiadła na ziemi, układając swój puszysty ogon tak, aby móc go ugniatać łapami.
— To drugi pająk, jakiego widzę — miauknęła krótko, po czym głośno westchnęła. — Miał krótkie nogi — dodała po chwili, robiąc znaczącą przerwę. — I nie widziałam ich oczu z bliska — dopowiedziała Czereśnia.
Starsza chwilę odczekała i znów się odezwała; tym razem jej głos brzmiał, jak gdyby zaraz miała zasnąć.
— Nie wiem, czy są śliczne. Nie widziałam jeszcze żadnego stworzenia z długimi łapami czy nogami — oznajmiła spokojnie, spoglądając na swoje własne łapy. 
Uwadze księżniczki nie umknął ten fakt. Również skierowała wzrok na kończyny rozmówczyni.
— Musisz kiedyś obejrzeć pająka z bliska! — miauknęła i usiadła na ziemi, na chwilę odwracając łeb.  — Przecież ty masz długie łapy — uznała. — Myślę, że takie są najśliczniejsze. Mnie niestety Klan Gwiazdy ich nie podarował, ale do ciebie bardzo pasują...
Młodsza przymknęła na moment oczy, rozwierając szczęki w szerokim ziewnięciu i w tym samym momencie przysłaniając pyszczek białą łapką, po czym ponownie wyprostowała się, nieco zaspanymi ślepiami spoglądając na starszą koleżankę. 
— Kiedyś na pewno zobaczę, jeśli nadarzy się taka okazja — stwierdziła z przekonaniem koteczka, wpatrując się w oczy Mureny. — Jesteś zmęczona? — zapytała po chwili milczenia.
— Troszeczkę — przyznała zgodnie z prawdą księżniczka. — Ale to nic. Dalej posiadam mnóstwo siły!
Czarno-biała zamilkła na chwilę, zastanawiając się nad tym, co dalej powiedzieć. Poruszyła ogonem, przejeżdżając nim leniwie po ziemi.
— Tak właściwie... Nie chcę być natrętna, natomiast... Gdzie twoja mama i twój tatuś? — Pomarańczowooka wstrzymała oddech, nerwowo poruszając uszami, w obawie o urażenie rozmówczyni. Nie miała na celu zranienia dymnej, jednak ta sprawa bardzo ją ciekawiła. Po chwili dodała jeszcze:
— Czy jesteś dzieckiem samego Klanu Gwiazdy? Z pewnością zrodziłaś się z burzowych chmur oraz odłamków słońca.

<Nowa koleżanko?>


16 grudnia 2024

Od Czereśni do Mureny

Ciemna, szylkretowa kotka odpoczywała na swoim posłaniu. Chłodny wiatr co jakiś czas uderzał o ściany żłobka, ale dzięki solidnemu zabezpieczeniu dźwięk był jedynym niepokojącym elementem — w środku panował spokój, a kocięta mogły bez przeszkód odpoczywać. Minął już ponad księżyc, odkąd żłobek powiększył swoją populację. Mandarynkowe Pióro, srebrna kotka nazywana przez wszystkich księżniczką, urodziła miot kociąt. Czereśnia, choć była wtedy w żłobku, widziała jedynie skrawek porodu — głównie krzyki Mandarynkowego Pióra. Chwilę później zarówno ona, jak i jej siostra zostały zabrane do legowiska medyków. Kotewkowy Powiew nie chciała, by młode były świadkami narodzin. Czereśnia nie czuła się stratna — wystarczyło jej to, co usłyszała.
Klan Nocy zyskał piątkę nowych członków. Szylkretowa kotka nie miała jeszcze okazji poznać maluchów, ale wieści o nich rozchodziły się szybko. Nagle jej uwagę przykuł mały, czarny pająk sunący po podłodze żłobka. Czereśnia obserwowała go uważnie. Instynkt podpowiadał jej, by zaatakować, i nie zamierzała się opierać. Gdy pajączek zbliżył się na odpowiednią odległość, szylkretka wyskoczyła z posłania i rzuciła się na niego. Ktoś mógłby pomyśleć, że go zabiła, ale nie — gdy rozchyliła łapki, pajęczak szybko wysunął się z pułapki i pognał w stronę jednej ze ścian.
Kotka ruszyła za nim, gdy nagle ktoś stanął na jej drodze, zagradzając przejście. Czereśnia podniosła głowę i spojrzała wprost na małą koteczkę. Była to jedna z córek Mandarynkowego Pióra. Imię młodej było jej obce, ale już teraz zauważyła bijącą od niej pewność siebie. Mimo młodego wieku koteczka stała dumnie wyprostowana, najwyraźniej pragnąc wywrzeć jak najlepsze wrażenie na innych.
— Co robisz? — zapytała młodsza, patrząc na nią z dołu. Była zdecydowanie mniejsza od Czereśni, a kontakt wzrokowy wymagał od niej uniesienia głowy.
— Nic — odparła szylkretka zgodnie z prawdą. Jeszcze chwilę temu śledziła pająka, ale teraz już po prostu stała w miejscu. Czy można było to nazwać rozmową? Na razie — nie.
<Mureno?>