BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodek x Purchawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodek x Purchawka. Pokaż wszystkie posty

02 lipca 2025

Od Miodka CD. Purchawki

Zanim Purchawka została uczennicą

Miodek był pewny, że Migotka polubi Purchawkę. Miała takie dobre serduszko, że niemożliwe byłoby, aby zamknęła je na tę prześliczną, przesłodką istotkę, która jej przyprowadził. No a w dodatku była taka głupiutka... Nie mógł się powstrzymać przed karmieniem jej malutkiej główki przeróżnymi historyjkami i zapewnieniami - wiedział, że sprawia, że ta wyrośnie na bujającą w obłokach, pomysłową koteczkę. Dla niego właśnie to było ważne. Życie na ziemi, życie, które pozbawiono barw i fantazji... To smutne życie, któremu daleko od prawdziwego doświadczania pełnej gamy emocji i uczuć. Dlatego opowieści, które snuł swoim maluchom, no i te, które snuje teraz czarnemu maluchowi, są takie... Dziwaczne i ekscentryczne. Kiedy dorośnie, kiedy troszkę zmądrzeje, będzie mogła się zastanawiać, co było prawdą, a co nie. Teraz jednak powinna skupić się na radości, które wzbudzają one w jej serduszku. 
— Och... Maluchu, ale ja naprawdę nie potrafię... — Migotka zaczynała być faktycznie smutna, że musi ją zawieść. 
— Wielki Pan powiedział, że Piękna Pani lata... — Teraz to Purchawka traciła animusz. Miodek, kiedy napotkał oczy partnerki, poczuł się jednocześnie dotknięty i skarcony. Ile emocji potrafiła ona wyrazić tymi soczystymi ślepkami... Przełknął gulę. Musiał to teraz odkręcać. 
— Ah... Bo ja nie powiedziałem ci wszystkiego, jaka ze mnie gapa! — zawołał i uderzył się łapą w czoło. Zezowate oczka skierowały się prosto na niego. — Migotka potrzebuje magicznego pyłku, który spada z motylich skrzydełek, kiedy te fruwają nad łączkami. Bardzo ciężko go znaleźć, bo z każdym deszczem pyłek się rozpuszcza i trafia prosto do ziemi. Wiesz, co wzrasta z tego pyłku?
— N-nie — odpowiedziała koteczka, dochodząc do siebie powoli po tym wielkim zawodzie.
— Dmuchawce! — wykrzyknął, a z pyska szylkretki wypadł cichutki chichot. 
— Naprawdę?! — Maluch skoczył na równe łapki i przypadł nimi o przednie nogi Miodka. — To jak jest dużo latawiec, to Piękna Pani mniej lata?
— Dokładnie tak, prawda Płateczku? — zwrócił się do ukochanej, która uśmiechała się w ich stronę niczym poranek. 
— Tak, tak. Ale to by było z mojej  strony takie samolubne... Wszyscy uwielbiają wzbijać w powietrze dmuchawce, więc nie zbieramy motylego, magicznego pyłku — potwierdziła łagodnie. 
— Bo Piękna Pani jest nie tylko piękna, ale i bardzo dobra. Zawsze ci pomoże jeśli będziesz mieć jakiś kłopot, nawet najgłupszy — zapewnił czekoladowy. — Jeśli kiedyś pomyślisz, że przeszkoda na twojej drodze jest głupiutka, pamiętaj, że ja zapewne napotkałem głupsiejszą. 

* * *
Delikatnie w przeszłości, ale przed zgromadzeniem, gdzie Miodek pobił Promyka

Pogoda była ciepła, ale jeszcze nie niewyobrażalnie upalna. Owocowe Drzewka dawały miły cień, pod którym często wypoczywały grupki kotów. Delikatny wiatr tańczył wokół jabłonek, roznosząc słodkie zapachy kwiatów, które powoli przeobrażały się w owoce. Miodek często odpoczywał. Nie miał ucznia, ale nie przeszkadzało mu to, nie czuł zazdrości względem tych, których Sówka wywoływała podczas ceremonii. On już swoje wytrenował, swoje wyszkolił i doinformował. No a skoro mu zawsze odpuszczano, to znaczyło, że Owocowy Las ma innych, najwidoczniej bardziej chętnych i kompetentnych mentorów, którzy na swoich barkach poniosą ten wielki obowiązek. Dlatego też, po tym jak wracał z polowania, mógł w spokoju poleniuchować. Znów niezwykle to polubił. Migotka towarzyszyły mu, kiedy tylko mogła. Miało to miejsce coraz częściej. Nie przewodziła już patrolami tak regularnie, jak kiedyś. Widział ten liliowy puszek, który zaczynał wyrastać na mordce ukochanej, widział w tafli kałuż, że jego futro również siwieje.
Jakże piękne jest to, że mogę zestarzeć się przy jej boku... — myślał w takich chwilach jak ta. Szylkretka wróciła jakiś czas temu z porannych zwiadów. Teraz zawsze, kiedy kończyła swoje obowiązki, była taka zmęczona. Zapadła w sen pod rozłożystą, starą czereśnią, ukołysana przez szum trawy, otulona jej źdźbłami. Wojownik trzymał jej łeb na przednich łapach i obserwował. Spoglądał w kierunku obozu, który tętnił życiem. Uczniowie wracali z treningów, wieczorny patrol powoli zbierał się do wyjścia, łowieckie grupy to wkraczały, to ponownie wybywały, aby czerpać z obfitości pory. Nagle dostrzegł czarną postać, która dziarsko truchta w jego kierunku. Przez moment myślał, że to Orzeszek. Aż dreszczyk go przeszedł, bo to mogłoby znaczyć, że jego maleńka Kruszynka miała jakiś problem. Jednak kiedy kot niemal nie wszedł w wielki kamień przed sobą, wiedział, że to ktoś inny. 
— Pozdrowienia Purchawko — powiedział nie za głośno. Zbyt wielka ostrożność nie była sensowna, gdyż sen Migotki był twardy niczym gałęzie, po których skacze podczas patroli. — Cały czas migasz mi jedynie w kąciku oka. Czyżby trening na stróża był aż tak wymagający, żeś o nas zapomniała? A może masz inne, tajemne, sekretne obowiązki?

<Purchawa?>

24 maja 2025

Od Purchawki CD. Miodka

Purchawka podskoczyła podekscytowana. Latające koty. To miejsce zaskakiwało ją coraz bardziej. Miała nadzieję, że ów pani ją także nauczy latać. Super byłoby tak szybować sobie wśród chmurek. Ciekawe jak smakowały. 
— Tak! Ja się dowiem, obiecuję. — miauknęła donośnie. — A gdzie ona jest?
Uniosła łebek ku niebu. Zaczęła wpatrywać się w niebiańską połać. Ale nigdzie nie było widać tam kotki. Zmarszczyła brewki już czując lekkie napięcie w szyi. 
— Spokojnie, Purchaweczko. Wiem gdzie ją znajdziemy. — oznajmił, wskazując ogonem kierunek ich wędrówki. 
Czarna przywarła ciałkiem do długich, czekoladowych nóżek. Szli i szli. Tyle kotów mijali po drodze. Mieli różne futerka. Różne kolorki oczek. Kształty. Inne były prześliczne, a inne... pozbawione futra? Purchawka zamrugała zszokowana. Prawie wtedy zgubiła Miodka. A w tym tłumie nie było to takie trudne. Szybko dogoniła wojownika i już nie opuszczała go na krok. Aż dotarli do szaro-kremowej koteczki. Purchawka zerkała na Miodka upewniając się czy to właściwy kot.
— Śliczna Pani? — zawołała w stronę kotki. 
Ku jej zdziwieniu nie zareagowała. Dopiero gdy ich spostrzegła zrobiła zaskoczoną minę. Dymna wyszczerzyła się szeroko chcąc jak najlepiej się zaprezentować. W końcu miała z niej wyciągnąć prawdę o lataniu!
— Witaj Miodku i...? — miauknęła nieco niepewnie. 
Czarna poczuła na sobie jej wzrok. Zrobiła energiczny krok do przodu, prawie tracąc równowagę. 
— Purchawka! — przedstawiła się radośnie, przekrzywiając łebek na bok. — To prawda, że Śliczna Pani lata?
Kotka uśmiechnęła się lekko. Spojrzała dziwnie na Miodka. 
— Może tak to wygląda, ale to tak naprawdę długie susy. Pomiędzy gałęziami drzew. — wyjaśniła szylkretka. 
Purchawka zmarszczyła nosek. Niech to psia kostka, jej także nie chce zdradzić prawdy. Czarna wbiła duże ślepka w zwiadowczynię, licząc, że może zmieni zdanie. Była twarda. Nie wyglądała jakby miała zamiar cokolwiek zdradzić. Czarna przeszła do ataku. Podeszła do jasnej łapki i zaczęła się o nią ocierać, cicho mrucząc. 
— Proszę, proszę... Naucz mnie latać... — mruczała w kółko niczym zaklęcie. 

<Miodku?>

28 kwietnia 2025

Od Miodka CD. Purchawki

Kiedy Purchawka jest jeszcze kocięciem

— To niestety, moja droga, jest rzecz, której chyba nie będę mógł dla ciebie zrobić. Nie ważne jak bardzo bym chciał tak sobie psocić i harcować z tobą po obozie — odpowiedział odrobinę nafuczanej koteczce. 
— A czemu? — Przekręciła łebek, dalej się trochę marszcząc. Była widocznie niezadowolona i zasmucona tym faktem. Kawałek liścia powoli zsuwał jej się zza ucha, ale czekoladowy delikatnie poprawił go, na co Purchawka roześmiała się, jakby momentalnie zapomniała o swoich dąsach. 
— Bo jestem wojownikiem, mam dużo zadań, za które jestem odpowiedzialny. — Położył się przed kociakiem, wkładając łapy pod brzuch. 
— Czym? — zapytała, mrużąc rozbiegane ślepka jeszcze bardziej — To imię? Czemu masz tyle?
— Nie, nie — zaśmiał się. — To moja rola w Owocowym Lesie. Każdy ma swoją, a ona mówi, czym musisz zajmować się w ciągu dnia. To bardzo ważne, żeby się starać, bo inaczej inni mogą być głodni, albo mogą mieć legowiska, które są pełne smrodków. 
— A ja? — miauknęła, skacząc mu na pierś i podpierając się o nią łapkami. 
— Co ty, grzybku?
— Jestem czymś? — Naciskała malutkimi poduszeczkami coraz mocniej, a żółte ślepka nie przestawały świdrować kocura. 
— Taka mała poczwarka jak ty? Oj nie wiem, nie wiem. — Udawał zamyślonego. Pokręcił głową zrezygnowany. Odpowiedź nie usatysfakcjonowała Purchawki, bo zaczęła uderzać w jego klatkę piersiową. Jęk wydarł się z jej pyszczka. 
— Jak to? Niee~ — Osunęła się policzkiem w dół, lądując pod jego łapami. 
— Ale nie martw się. Możesz być kim chcesz. Możesz nawet być jak ta śmieszna Pani od kwiecistego futerka. Tylko wtedy musisz bardzo dużo wiedzieć o roślinach, a do tego być zdolna do podnoszenia największego brzemienia w całym Owocowym Lesie — ostrzegł, a złote ślepka rozszerzyły się, podobnie co pyszczek. 
— Roślinki są takie ciężkie? A może... Ta pani nosi całe drzewa... — wyszeptała w sposób, jakby odkryła największą tajemnicę świata. Miodek zaśmiał się głośno, zwracając na siebie uwagę kilku kotów, w tym samej Świergot, siedzącej przy swoim legowisku. 
— Wiele wiem o tej szanownej Pani, ale żeby pałała się takimi wyczynami, to nie wydaję mi się. 
— No to o co chodzi? — zdziwiła się czarna kulka. 
— To nasz szaman, a w tym momencie i medyk. Dba o nasze zdrowie i o nasze serduszka, i nasze duszyczki, no i o główki. — Pacnął Purchawkę między uszy. — Kiedy ktoś jest chory, albo ma inne ała, no to kieruję się do niej. Zawsze jest gotowa do pomocy, nieważne czy dzień, czy noc. To bardzo ciężka praca. Dlatego, kiedy tylko mam czas, służę jej swoją łapką, tak samo wielu innych członków naszej wielkiej rodzinki. No ale muszę przyznać, że raczej nie mógłbym przesiadywać wśród ziółek cały czas. W nosie mnie kręci, jakbym miał w nim stado mrówek. I to tych czerwonych. Nawet stąd mi dokuczają, aż chce się kichać i skrobać. Wybacz młoda damo — powiedział i zaczął łaskotać nosem małą po boku, a kiedy ta, podczas szaleńczego śmiechu, obróciła się na grzbiet, również po brzuchu. Gdy udało jej się naprzeć na czekoladowy pysk łapkami, odsunął się nieco. — Ah! Od razu lepiej! Wszystkie mrówki już wylazły, ale uważają, bo teraz mogą wejść ci do ucha.
— Nie! — Koteczka zasłoniła głowę łapkami i przypadła znów do ziemi, ale Miodek tylko trącił ją długim ogonem.
— Nie martw się, znam kogoś, kto zaraz ci je wszystkie przepłoszy i uratuję malutką Purchaweczkę. Nie możemy przecież pozwolić, żeby skończyła jak ten brzydki, niemiły pan, którego poznaliśmy wcześniej, prawda? 
— Pan Wronia Strawa? — dopytała, delikatnie odsłaniając jedno uszko, aby lepiej słyszeć.
— Dokładnie tak. — Powoli podniósł się do pół siadu, czekając aż i koteczka pozbiera się z ziemi. Kiedy była gotowa i otrzepała już swoje ciemne futerko, spojrzała w górę wyczekująco. 
— Do kogo idziemy? 
— Do ślicznej Pani — zapewnił, ale nie do końca zadowoliło to ciekawość Purchawki. — Do ślicznej, bardzo kochanej i miłej Pani. 
— Takiej jak ty? — Dreptała prędko koło jego nóg, co chwile obijając się lekko o niego. Wojownikowi to nie przeszkadzało. 
— Nawet bardziej! — powiedział entuzjastycznie, a żółciutkie oczka rozszerzyły się. 
— Wo! A ta Pani też ma jakieś... Zadania? Czy może się ze mną bawić całe dnie? — Rozpromieniła się, a w piszczącym głosie brzmiała nadzieja. Aż szkoda mu było ją rozwiewać.
— Ah... Niestety... Ona też ma swoją rolę. Niesamowicie ważną, tak ważną, jak ta od Kwiatuszkowej Pani. — Oczka kociaka lekko przygasły, ale uśmiech zdobiący pysk kocura nie pozwolił, aby całkowicie zanikły. — Jest zwiadowczynią. Biega po drzewach, wydaję mi się, że nawet umie latać, wiesz? Ale myślę, że musisz sama się jej o to zapytać, bo mi nie chce tego wyznać.

<Purchawka? Musisz poznać mame>

09 kwietnia 2025

Od Purchawki CD. Miodka

Trochę zmartwiła się słowami niemiłego chorego pana. Wolałaby nie mieć robaków w tyłku. Nie brzmiało to jak nic przyjemnego. 
— A wiesz, że małe kotki też wykluwają się z takich jajeczek?
Mózg Purchawki zrobił "BUM". Pyszczek otworzył się nie potrafiąc wydobyć żadnych dźwięków. Czyli ona też się wykłuła się z jajka?! Mama nigdy o tym nie wspominała. Powąchała ostrożnie jajka. Nie pachniały żadnym kotem, które je wysiadywał. Bardziej ptakiem. Może to było ich obiadem? 
— W takim razie nie dotykajmy ich! — zarządziła. — Żeby pani mama się nie martwiła. — dodała po chwili, zawstydzona swoim władczym tonem. 
Czekoladowy pan jednak uśmiechnął się ciepło. 
— Jasne. Cudowna myśl. Jesteś bardzo dobrym kotkiem, Purchaweczko. — pochwalił ją, sprawiając, że szeroki uśmiech wkradł się na czarny pysio. 
— I grzecznym! — dodała, łaknąc więcej komplementów. — Nie jak niemiły pan co mu robaki zjadły mózg... 
Miodek zaśmiał się, a ogon złego pana zaczął machać energicznie do niej. Przypominał jej skrzydła ptaków. Może też szykował się do lotu. 
— Nie mamy całego dnia na podziwiania każdego skrawka naszych terenów. — upomniał ich ten drugi kocur. — Już się nie zatrzymujmy. 
Pysio zbledł Purchawce. Przecież tak super się bawiła z panem Miodkiem tutaj. Chciała pozwiedzać jeszcze resztę zakamarków. Czekoladowy posmyrał ją ogonem po grzbiecie. 
— Nie bój żaby, wrócimy tutaj potem bez tych marud. — obiecał z ciepłym uśmiechem. 
Purchawka podskoczyła radośnie. Już nie mogła doczekać się wspólnego spacerku!

* * *

Wszystko potoczyło się szybko i dziwnie. Pani o śmiesznym białym ogonku zadała jej dużo pytań, ale mały łebek Purchawki szybko się przegrzał i jedynie wydukała, że mama ją pogoniła i tutaj trafiła. Potem jeszcze inna pani ją wzięła i obejrzała dokładnie. Miała w futrze dużo kwiatków i innych śmiesznych rzeczy. Purchawka też tak chciała. Gdy już była "wolna" zaczęła wtykać znalezione na ziemi kijki w futro. Już miała wizję jak cudownie i czadowo będzie wyglądać. 
— Purchaweczko, a co ty tutaj tworzysz? — usłyszała znajomy głos. 
Pan Miodek wrócił! Zerwała się na łapki, chcąc do niego podbiec, ale skończyło się to zaryciem mordką w glebie. Ta niestety nie przyjęła jej z otwartymi ramionami. Otrzepała się zaskoczona tym chłodnym powitaniem. 
— Wszystko w porządku? 
Pokiwała łebkiem energicznie.  
— Tak tak! — odparła pospiesznie, podchodząc do kocura. — A bo pani tam, o tam. — wskazała na legowisko medyków. — Miała takie super super kwiatki w futerku i... i ja też chciałam. I! Nie zostawiaj mnie, tu dużo obcych...

<tatko?>

07 kwietnia 2025

Od Miodka CD. Purchawki

 Koteczka była lekka niczym piórko. Małe, krucze piórko. Nie przeszkadzała mu ani trochę; nie wierciła się, a jej łapki bardzo delikatnie zaciskały się na czekoladowym futrze, które okalało jego szyję. W przeciwieństwie do tego grubianina Żagnicy, który nie potrafił usiedzieć cicho przynajmniej kilka chwil. 
— Wronia strawa to określenie na takiego śmierdzącego, porzuco- 
— Ja ci wytłumaczę, ten drugi Pan to pomyleniec, bo mu glizdy do nosa weszły i popodgryzały mózg — przerwał Żagnicy Miodek, a kociak zaśmiał się radośnie. — Teraz mówi takie brzydkie rzeczy, bo nic innego nie potrafi wymyślić. 
— Ojej! A jak tam weszły? — Wspięła się wyżej po jego karku, aby być bliżej pyska.
— Wślizgnęły się przez jedną dziurkę, a wyszły uchem! Szkody były niestety nieodwracalne... — Zasmucił się dramatycznie. 
— A co to znaczy? — dopytywała dalej. — Nie- nie-ooo~ 
— Nieodwracalne! — Nie wytrzymał srebrny i wyszczerzył kły. Czekoladowy przystanął i wyprostował się; był wyższy i miał zamiar to pokazać. — Zamknij mordę tej powsinodze, bo ja to zrobię! Wepchnij ją sobie do gardła, bo twoje biadolenie też doprowadza mnie do szału! — Miodowe ślepia zwęził się w szparki; był na granicy spokoju. On przynajmniej potrafił nad sobą panować. Był ponad Żagnicą w każdym możliwym aspekcie. 
— Właśnie to, spójrz Purchawko na tego pana — zaczął — Jest idealny przykład wroniej strawy. Nie myśli, a do tego śmierdzi jej z pyska. — Wyminął starszego kocura i dogonił Listka miarowym kłusem. Podskakujący radośnie kociak śmiał się głośno na jego grzbiecie.
Pomarańczowooki wojownik przystanął akurat nad czymś ukrytym w krzakach. Pochylał się ostrożnie, a następnie rozchylił źdźbła trawy. Wtedy obok niego pojawił się Miodek, uważając, by Purchawka nie przeleciała między jego uszami, schylił głowę. 
— Co to? — zapytała koteczka. 
— Jajka, ptasie jajka — odezwał się Listek, rzucając słowa bardziej w przestrzeń, niż bezpośrednio do kociaka. 
— Co robią? — drążyła dalej, przesuwając się coraz dalej w dół po szyi swojego rumaka. 
— Uważaj, bo zaraz zlecisz — ostrzegł żółtooki — Chciałabyś zejść i zobaczyć bliżej? 
— Tak! Mhm! Mhm! — rozradowała się i nie czekając na pomoc, próbowała ześlizgnąć się na ziemie. Upadła na zadek. — Ajć! 
— Uważaj, bo glizdy wpełzną ci do zadu i zjedzą cię od środka — powiedział Żagnica, który pojawił się za nimi. Po raz kolejny pokazała mu język. 
— Wszystko w porządku? — zapytał troskliwie Miodek, a kociak pokiwał głową. Podbiegł do jajek, niemal na nie nie wchodząc. Nagle wojownik wpadł na świetny pomysł na dowcip. Nachylił się nad Purchawką. — A wiesz, że małe kotki też wykluwają się z takich jajeczek?

<Purchawka?>

06 kwietnia 2025

Od Purchawki CD. Miodka

Okay, misja chyba się udała. Co prawda w jej łebku pojawiło się dużo nowych pojęć i dziwnych sformułowań, głównie za sprawą niemiłego pana, ale przybrany tatuś postanowił ją przygarnąć. 
— Purchawka! — miauknęła wesoło. 
Już spełniła ostatni warunek. Uf, poszło łatwiej niż sądziła. Nie musiała przechodzić żadnych sprawdzianów wiedzy czy popisywać się umiejętnościami sportowymi, których zresztą nie miała. Zadowolona wstała by ruszyć za Miodkiem, ale coś poszło nie tak i zderzyła się z tylną łapą kocura. 
— Ojć. — pisnęła zaskoczona. 
Zamrugała oczkami. Coś musiało pójść nie tak, ale nie była pewna co konkretnie. 
— Wszystko w porządku, Purchaweczko? Uderzyłem cię przypadkiem? — nachylił się nad nią czekoladowy pan.
Pokiwała energicznie łebkiem. Musiała coś wymyśleć na szybko. Jeśli uznają ją za jakąś nie ten tego, jak Misztela, jeszcze nie będą chcieli jej zabrać do Owocowego Lasu! A przecież pan Miodek obiecał jej dużo kotów do zabaw i psot. Ptyś nigdy nie miał ochoty na zabawę, więc zawsze strasznie się nudziła. Nie mogła stracić raju, który był niemal na wyciągnięcie łapy. 
— Chciałam wejść ci na plecki... — miauknęła nieco uciekając wzrokiem. — Bolą mnie łapki... 
Usłyszała śmiech. Taki niezbyt miły. Srebrny kocur mówił coś do pana Listka. Nie za dużo z tego zrozumiała, więc wbiła żółte ślepka w czekoladowego. Ciepły uśmiech na jego pysiu, sprawił, że radośnie podskoczyła. Jeszcze nigdy nie była tak niesiona! Jejku. To dopiero była przygoda. Nie czekając aż Miodek się rozmyśli, szybciutko wspięła się nieco koślawie na jego grzbiet. Czekoladowy wstał powoli i ostrożnym krokiem zaczął iść za dwójką pozostałych kocurów. 
Purchawka podziwiała widoki, mocno trzymając się gęstego futra. Z tej wysokości wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Wcześniej nawet nie wiedziała ile pięknych kwiatków rośnie na tej polanie. I takie kolorowe. Niebieskie, żółte i czerwone. 
— Jak tu pięknie! — oznajmiła zachwycona. 
— Tak, Porą Zielonych Liści jest tu naprawdę urodziwie...
Purchawka zmarszczyła nosek. Znowu jakieś dziwne słowa. 
— Urodziwie? Co to? Ktoś tu coś urodził? — zapytała nieco zdezorientowana. 
Wesołe ślepka pana Miodka spojrzały na nią.
— Nie, nie, to znaczy, że jest bardzo ładnie, Purchaweczko. — wyjaśnił kocur. 
Koteczka pokiwała łebkiem. 
— Aha, a miodek? Co to? 
— Pszczółki go robią, by mieć co jeść jak spadnie śnieg. Jest żółty i bardzo słodki. Tylko trzeba uważać, bo bardzo się lepi do futerka. 
Dymna była w szoku. Chyba sam mędrzec Owocowego Lasu niósł ją właśnie na swych barkach do swego domu. Skąd on tyle wiedział? Było to poza pojęciem małej kotki. Pokiwała łebkiem, próbując przyswoić te wszystkie cenne informacje.  
— Bardzo dużo wiesz. Skąd? — nie mogła wyjść z podziwu. 
Srebrny pan zatrzymał się i spojrzał na tą dwójkę. 
— Bo to przybłęda. Tyłek go swędzi to się szwenda... — niemiły pan przerwał, widząc, iż znajdka pokazuje mu język. — No proszę, taka mysia strawa, a język ma siłę pokazać. 
Purchawka przekręciła łebek zdezorientowana. 
— Mysia strawa? A co to? 

<Misiek?>

Od Miodka CD. Purchawki

 Los nie miał litości i po raz kolejny wrzucono go do patrolu łowieckiego z tymi... Nieprzyjemnymi jegomościami. Nie wiedział, co było gorsze; milczący i niedostępny, wiecznie skwaszony i niezadowolony Listek, który od kiedy dostał ucznia, jest jeszcze bardziej zawiedziony całym światem, czy może niewychowany, wiecznie grubiański i obrzucający wszystkich wyzwiskami Żagnica. Na samo wspomnienie o ich wspólnych treningach, przed ciążą Cierń, kiedy ta upierała się, że muszą brać ze sobą drugiego wojownika, przechodziły go ciary, a niesmak napływał na język. 
Teraz jednak mieli inny... Ważniejszy kłopot, niż zgrzytające ze sobą charaktery.
Kłopot, który uczepił się jego łap, zaciskając małe paluszki, wbijając nieznacznie pazurki. Uczucie nie było bolesne, a raczej gilgotało, wywołując mierzwienie. 
— Bhaha! — zaskrzeczał Żagnica, kiedy kociak obwieścił, że czekoladowy już został mianowany na miano ojca. — No, no! Nie taki święty! Wiedziałem, że to twoje wszędobylstwo to nie tylko znak na wolność ducha. Takie ładne licko to pewnie każdą panienkę w krzaki zaprowadzi. — Złapał policzek Miodka, ale ten wyszarpał się urażony. Syknął w stronę srebrnego, ale zamilkł, kiedy małe ciernie mocniej wbiły się w jego nogę. Przestraszył dzieciaka. — Wo, wo... Spokojnie lalusiu. Same miłe rzeczy ci mowie, po prostu szkoda mi Migotki. 
— Łgarz! Jak śmiesz! — wycedził, a Listek tylko przewrócił oczami, wciąż całą uwagę skupiając na koteczce.
— Jak ja śmiem? Ah... Miodku zapytaj lepiej siebie... — Przybrał udawaną smutną maskę i pokiwał żałośnie łbem.
— Mój honor możesz brukać, poradzę sobie, ale nie mieszaj w to mojej Sikoreczki! — Obrażony podniósł łeb i zamknął ślepia. Uczepiony kociak był strasznie zdezorientowany.
— Ja nie musze nic robić, sam jej szczasz na honor.
— Listku! Trzymaj mnie, bo godność mej ukochanej jest brudzona przez tego... Tego brutala! — Wskazał paluchem na pysk Żagnicy, wykrzywiony w oszkliwym uśmieszku. 
— Spróbuj... Zobaczymy, czego ta łysa szczurzyca cię nauczyła... — Wojownik zniżył się na łapach, był gotowy do obrony. Być może Miodek faktycznie by go zaatakował, gdyby nie pisk znajdki, która domagała się, aby z powrotem być w centrum uwagi wszystkich, nie tylko najmłodszego kocura, który nie miał ochoty na wplątywanie się w głupie kłótnie. 
— Widzisz! Przestraszyłeś tego małego pączka... — wymruczał, zniżając się delikatnie, aby przyjrzeć jej się bliżej. 
— I co? Widzisz w niej swój przelotny romans? — parsknął srebrny, ale szybko dostał po uchu od najmłodszego. — Łapy przy sobie, młody!
— Czeeść... Ja jestem Miodek, i może nie jestem twoim tatą, ale mogę być. — Uśmiechnął się łagodnie, drugą łapą delikatnie odczepiając ją od swojej nogi; mała puściła. Przesunął ją na kępkę trawy, a następnie położył się, nie zwracając większej uwagi na błaźniącego się dalej Żagnice, wsadzając nogi pod pierś. — Jesteśmy z Owocowego Lasu, wiesz co to? Słyszałaś?
— Mhm... — mruknęła cichutko. Wyglądała na bardzo zagubioną i niewinną. Może nawet za bardzo, ale czekoladowego to nie interesowało. 
— To super, jesteś bardzo mądrą małą panienką, wiesz? — Purchawka rozpromieniła się. — Chciałabyś tam z nami pójść? Na pewno ci się spodoba, mamy dużo kotów, z którymi mogłabyś się bawić i psocić. — Zauważył, że jedno oko jej ucieka. 
"Urocze!" — pomyślał i rozczulił się w duszy. Musi ją pokazać Migotce... 
Czarna pokiwała główką. Słyszał irytujące wzdechy srebrnego wojownika. Ucho kociaka skierowało się w jego stronę, a za nim cała głowa, ale Miodek prędko wyciągnął jedną łapę spod brzucha i nakierował pyszczek z powrotem na niego.
— Nie zwracaj uwagi na tego głupiego pana. Na szczęście, tutaj masz moje słowo, że większość kotków w Owocowym Lesie jest fajniejsza i mądrzejsza od niego. A na pewno ty jesteś, widzę to w twoich oczkach! — zapewnił i powoli podniósł się do pół siadu. — Ale zanim zaprosimy cię, abyś potowarzyszyła nam w drodze, musimy poznać twoje imię. Powiedziałabyś je nam?

<Purchaweczko?>

05 kwietnia 2025

Od Purchawki Do Miodka

Wpatrywała się nieco zdezorientowana na duże koty, które wędrowały w jej stronę. Nie umiała ocenić czy były lisią długość od niej, a może długość drzewa? Mniejsza z tym, wyglądali zupełnie inaczej niż w jej śnie! Nie były niebieskie, ani nawet zielone, a ich ogony były zupełnie normalne, pokryte futrem. Wbijała ślepka w obcych, jak kazała jej Misztela, starając się być mega urocza. Niech rozpieszczają ją i wielbią niczym złote dziecię. Obróciła zdziwiona łebek, widząc, że dużo większe postacie zbliżają się do niej powoli i ostrożnie. Poczuła się wyjątkowo. Jeszcze nikt tak jej nie traktował. Jak potencjalne niebezpieczeństwo. Uśmiechnęła się zadowolona, lecz w głowie wciąż wybrzmiewał jej głos Miszteli.
"Siedź tu i wyglądaj niewinnie."
Musiała robić coś nie tak, skoro tak się zachowywali. Starała się przybrać bardziej uroczą pozę, pochylając się lekko i prezentując obcym swe piękne oczęta. Chichot losu chciał, by złośliwy kosmyk trawy zaplątał się koło jej noska i kichnęła donośnie.
— No dobra, chyba nie stanowi zagrożenia. — oznajmił czyjś głos z daleka.
Grupa w zaledwie parę uderzeń serca znalazła się tuż obok niej! Czyli to była ta legendarna zwinność leśnych kotów. Sunęły po polanie niczym Potwory Łysych. Totalnie czadowi.
— Kim jesteś i co tu robisz? — miauknął czekoladowy kocur, mierząc ją ostrym spojrzeniem.
Kotka położyła uszka nieco przestraszona. Chyba nie zamierzali jej zjeść?
— Hej, hej, Listku spokojnie, straszysz tylko dzieciaka. — wszedł pomiędzy nich inny kot. — Spójrz tylko na nią, trzęsie się jak polna mysz.
Agresywny pan zaczął mruczeć coś pod nosem.
— Kto wie, może to przynęta? A gdzieś w krzakach czai się Kamienna Sekta? — panikował inny kocur.
— I ty w to wierzysz? Mysi móżdżek, za długo siedziałeś obok Orzeszka i teraz pleciesz jak on. — warknął srebrny wojownik. — Przynęta czy nie, teraz siedzi tu sama i bezbronna. Pytanie co z nią robimy?
Purchawka coraz bardziej gubiła się w tej rozmowie, jak i ilości kotów wokół niej. Jeszcze nigdy tak wiele na raz nie widziała. I oni wszyscy byli tym Owocowym Lasem? Trochę zmartwiła się, jak odnajdzie się w tym typowo męskim towarzystwie. Chciałaby mieć chociaż jedną koleżankę. Straszny pan numer dwa pożerał ją paskudnym spojrzeniem, więc schowała się za nogami milszego kocura. Jego śmieszne futerko było gdzieniegdzie pozawijane w takie kręciołki.
Nie zorientowała się nawet kiedy zapadła pomiędzy obcymi cisza, a wzrok wszystkich skupił się na jej drobnej osobie.
— To mój tata... — skłamała szybko, przytulając się do łapki kocura.
Wbiła w niego zrozpaczone spojrzenie. Musiała jakoś wkraść się w łaski ich ugrupowania.

<Miodku?>