Skinęła głową, i nie czekając, aż Gąsienicza Łapa raczy ruszyć się pierwszy, zniknęła między krzewami. Liście zaszeleściły, gdy otarły się o jej futerko. Zmarszczyła nosek i wyszła na wolną przestrzeń, gdzie może los by jej sprzyjał. Prędko wytropiła jakąś mysz, skrywającą się między korzeniami drzewa; parę uderzeń serca później została złapana. Gdzieś po jej prawej usłyszała radosne wołanie jej rówieśnika. Zawęszyła jeszcze raz, chcąc przynieść pani Pietruszce do oceny coś jeszcze, niż tylko marnego gryzonia.
Nad jej głową zatrzepotała para skrzydełek. Podniosła wzrok; może to jedna z pliszek, która chowała się w tutejszych dziuplach? Nie zwlekając wyskoczyła w górę, zahaczając pazurkami o ciało ptaszka, tym samym ściągając go na dół. Kości chrupnęły między jej zębami, a szaro-białe piórka posypały się na ziemię. Upuściła zdobycz, trącając łapką skrawek pierza. Ładne.
Podniosła jedno z tych większych i wetknęła sobie gdzieś w futro. Pasowało do jej szarawego grzbietu. Kąciki jej pyszczka uniosły się nieco; w klanie Klifu co rusz widywała koty z różnymi dekoracjami. A z tego co wiedziała, ptaki były też ważną częścią ich kultury. Nie zagłębiała się jednak bardzo w tamte tematy, wystarczały jej opowieści o klanie Gwiazdy.
Zabrała obie zdobycze i zaczęła stąpać w kierunku, z którego dobiegały głosy Pietruszkowej Błyskawicy i Gąsieniczka. Tym razem nie ptak, a pewna myśl zatrzepotała jej gdzieś z tyłu głowy. Klan Gwiazdy... Skąd w niej tyle pokładów wiary? Mogła zakładać, że to wszystko zasługi ojca, który tak barwnie opowiedział im o przodkach, kotach złożonych z każdego gwiazdozbioru na niebie. Jednak to nie byli jej przodkowie, prawda? Powłóczyła łapami po trawie, zwalniając i podnosząc wzrok wysoko, tam gdzie nieba nie zasłaniały korony drzew. Jej przodkowie mieszkali w cieple ludzkich domów, a nie na lśniącym nieboskłonie. Jej rodzice, ci pierwsi, nigdy nie szepnęli jej nawet słówka o gwiezdnych kotach. Nie mieli o nich pojęcia; dlaczego więc jednak znali na pamięć każdą z nazw gwiazd i wszelkich bóstw? Czemu ona sama, mimo piecuchowego pochodzenia, została uznana przez Judaszowcowy Pocałunek za dar, od tych, o których wcześniej nie słyszała nawet powiastki?
Pani Pietruszka zaprowadziła dwójkę uczniów z powrotem do obozu. Łuna podziękowała jej z uśmiechem, zanim jej łapy wkroczyły do legowiska uczniaków, a ciało legło na puchatym posłaniu. Różnorakie myśli zaczęły obijać się o ściany jej czaszki, pędząc i pędząc; przewróciła się na grzbiet. Takie zagwozdki muszą być niepotrzebne, uznała, skoro mam tutaj szacunek innych.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Błyskawica x Źródlana Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Błyskawica x Źródlana Łapa. Pokaż wszystkie posty
02 maja 2025
Od Źródlanej Łapy CD. Pietruszkowej Błyskawicy
[388 słów]
[przyznano 8%]
08 kwietnia 2025
Od Pietruszkowej Błyskawicy CD. Źródlanej Łapy
Kotka wpatrywała się uważnie w jajko, które przed chwilą przyniosła jej Źródlana Łapa. Z zamyślenia wyrwał ją entuzjastyczny okrzyk. Z uśmiechem na pyszczku podbiegła pod drzewo, zerkając ku siedzącemu na gałęzi Gąsienicowej Łapie.— Widzisz, Pietruszkowa Błyskawico? Dobrze mi poszło, prawda? — zamruczał z dumą młody kocurek, a jego oczy lśniły radością.
— Jasne, że tak! Chodź do nas, zobaczysz jajko ptaka — miauknęła z ciepłym błyskiem w spojrzeniu i wróciła do młodszej kotki, która czekała cierpliwie przy znalezisku. Po chwili dołączył do nich Gąsieniczek, strosząc z podekscytowania wąsy.
— Odpowiadając na twoje pytanie, Źródlana Łapo — pewnie gdzieś w pobliżu są pleszki. A co do polowania... oczywiście, że złapiemy coś dla Klanu. I dla Pani Świstak też! — zamruczała z humorem Pietruszka, po czym ostrożnie chwyciła jajko i delikatnie poniosła je z powrotem do gniazda. Zwinna jak zawsze, szybko wróciła do swoich uczniów. Oboje patrzyli na nią z zachwytem.
— Woah! Ale szybko to zrobiłaś! Też tak chcę! — podskoczył z ekscytacją Gąsieniczek.
— Na pewno oboje będziecie kiedyś tak samo dobrzy, a może nawet lepsi ode mnie — uśmiechnęła się, ocierając ciepło policzkiem o pyszczek kocurka.
— Ale... dlaczego odniosła Pani jajko do gniazda? Przecież mogliśmy je zjeść — zapytała spokojnie Źródlana Łapa, mrużąc oczy z ciekawości.
— Nigdy nie jadłam jajek. I nie widziałam też, by ktoś w Klanie to robił. A z tych jajek wyklują się młode. Gdy dorosną, będą mogły się rozmnażać, a my będziemy mieć jeszcze więcej ptaków do polowania — wyjaśniła cierpliwie kotka, po czym machnęła ogonem i ruszyła przed siebie.
— Zapolujmy teraz, ale pamiętajcie — nie wspinajcie się na drzewa beze mnie. Będę was obserwować — zaznaczyła z powagą, po czym bez wysiłku wspięła się na pień drzewa. W mgnieniu oka zniknęła wśród gałęzi, poruszając się z gracją wśród koron. Biegnąc po cienkich gałęziach, nagle dostrzegła kolejne gniazdo. Uśmiechnęła się pod nosem. Wyglądało na to, że znów będzie miała okazję podejrzeć maleńkie skarby ukryte wśród liści. W gnieździe, pośród delikatnych gałązek, spoczywała para małych, niebieskich jajek. Kotka zbliżyła się ostrożnie, lecz jej obecność nie umknęła czujnemu oku ich matki. Z pobliskiej gałęzi zerwała się pleszka, a jej drobne skrzydła zaszumiały w powietrzu, gdy ptaszyna rzuciła się na wojowniczkę z zawziętością matczynego instynktu. Pietruszkowa Błyskawica zamrugała zaskoczona, po czym rozbawiona machnęła ogonem i zwinnie zeskoczyła z drzewa, unikając dalszych ataków.
— Dzielna z ciebie mama — zamruczała z uśmiechem, spoglądając przez ramię na poruszoną ptaszynę. Zaśmiała się cicho do siebie i, pełna nowej energii, ruszyła w las, by odszukać swoich uczniów.
<Źródlana Łapo? Gąsienicowa Łapo?>
Od Źródlanej Łapy CD. Pietruszkowej Błyskawicy
Pokręciła głową. Wszystko wydawało jej się jasne.
— W takim razie, czas na ćwiczenia — wojowniczka rozpromieniła się i zachęciła ich do podejścia bliżej drzew.
Rozejrzała się i wybrała jedno nieopodal. Zmierzyła pień wzrokiem. Widząc, że Gąsienicowa Łapa przygotowuje się do skoku, sama podeszła bliżej i wczepiła przednie łapy w korę. Czując wzrok Pietruszkowej Błyskawicy na grzbiecie podciągnęła się do góry i odchyliła głowę do tyłu.
— W ten sposób?
— Tak, dobrze Ci idzie! Trzymaj się mocno, i staraj nie zatrzymywać, bo tracisz siły — krzyknęła w jej stronę czekoladowa. — Widzisz tą gałąź po prawej? — Skinęła głową w odpowiedzi i przeniosła tam wzrok. — Spróbuj się tam dostać?
Wytknęła nieco język z pyszczka i skupiła się. Krok po kroku podciągała się wyżej. Końcowo uczepiła się pazurami wskazanej gałęzi i raczej niezdarnie na niej wylądowała. Zmarszczyła brwi. Będzie musiała nad tym popracować.
Stanęła i rozejrzała się, zachowując równowagę. O chwili zauważyła między liśćmi jedno z ptasich gniazd, takich jak w obozie - tylko że mniejszych. Zajrzała do niego uważnie, pochylając się nad nim... I nic. Wydęła dolną wargę. Liczyła na jakiegoś ptaka, cokolwiek... A tu nic. Nie poddawała się jednak, kontynuując myszkowanie po drzewie. Gdy pod czujnym okiem pani Pietruszki udało się jej wdrapac na wyższą gałąź natknęła się na dziuplę. Zajrzała do środka i natknęła się na szaro-błękitne, okrągłe... No, raczej jajowate jajko. Trąciła je łapką.
— Pani Pietruszko? — zawołała do kotki, wychylając głowę na zewnątrz. — Znalazłam jakieś jajko.
— Przynieś je tutaj, zobaczymy, jakie!
Przytaknęła i delikatnie chwyciła znalezisko między szczęki. Zeszła na ziemię, tak jak to wcześniej kazano jej zrobić. Wytrzepując korę spod pazurów podeszła do wojowniczki i uważając, odłożyła jajko na trawę. Czekoladowa pochyliła się nad nim i zamruczała cicho.
— Jajko pliszki — oznajmiła. — Muszą mieć tu swoje gniazdo.
Łuna rozejrzała się dookoła, próbując wychwycić trzepot jakichkolwiek skrzydełek, które mogłyby należeć do tego ptaka.
— Myślisz, że gdzieś się tu chowają? Pani Świstak na pewno przydałby się świeży posiłek.
<Pietruszko?>
[314 słów + wspinaczka na drzewa]
[przyznano 6%]
24 marca 2025
Od Pietruszkowej Błyskawicy CD. Źródlanej Łapy
Słońce świeciło wysoko na niebie, wyraźnie oznajmiając, że właśnie nadeszło południe. Koty ochoczo wychodziły z obozu, ciesząc się ciepłem dnia, podczas gdy inne wracały, nieco naburmuszone, że nie mogły dłużej korzystać z pięknej pogody. Pietruszkowa Błyskawica obserwowała to wszystko z wysokiej półki, tuż nad legowiskiem wojowników. Machnęła ogonem, a potem radosnymi susami zeskoczyła na ziemię. Jej promienny uśmiech, który niemal zawsze zdobił jej pysk, znów rozjaśnił jej oblicze. Przemknęła między kotami, witając się z każdym po drodze i życząc im miłego dnia. Nawet najbardziej gburowaty wojownik nie mógł się oprzeć jej pozytywnej energii i chociaż na chwilę odwzajemniał uśmiech. Kotka wskoczyła do legowiska uczniów i niemal od razu wyłapała wzrokiem swojego podopiecznego.
— Gąsienicowa Łapo, czas na trening! — miauknęła do kocura, który właśnie mył swoje futerko na posłaniu.
Na jej słowa Gąsienicowa Łapa podskoczył jak oparzony i z radosnym uśmiechem wybiegł z legowiska. Ruszyli w stronę wyjścia z obozu, ale zanim zdążyli wyjść, ktoś zastąpił im drogę. Była to Źródlana Łapa — kotka o jasnoniebieskim futrze i błyszczących, żółtych oczach. Przyjaźnie się uśmiechała, a po chwili odezwała się uprzejmym tonem:
— Dzień dobry, pani Pietruszko! — posłała też krótkie mrugnięcie w stronę Gąsienicowej Łapy, który lekko się zmieszał pod wpływem jej zachowania.
— Miałabym pytanie, jeśli to dobry moment.
Pietruszkowa Błyskawica rozpromieniła się jeszcze bardziej i poruszyła wąsami zaskoczona. Była lubiana w klanie, ale rzadko ktoś przychodził do niej z pytaniami — zwłaszcza tak młody kot!
— Witaj, Łuno! — uśmiechnęła się ciepło. — Jasne, pytaj śmiało!
— Idziecie teraz na trening? — zapytała Źródlana Łapa. Gąsienicowa Łapa kiwnął głową na potwierdzenie.
— W takim razie… chciałam zapytać, czy mogłabym się do was dołączyć, jeśli to nie problem. Słyszałam, że bardzo lubi pani wspinać się na drzewa, a ja bardzo chciałabym się tego nauczyć!
Pietruszkowa Błyskawica zamrugała kilka razy, zerkając na swojego ucznia w poszukiwaniu sprzeciwu. Gąsienicowa Łapa nie wyglądał na zachwyconego faktem, że będzie musiał dzielić się mentorką… a jednak w jego oczach błyszczało podekscytowanie na myśl o treningu z innym uczniem. Zanim Pietruszkowa zdążyła odpowiedzieć, Źródlana Łapa pośpiesznie dodała:
— Nie mogę wyjść sama z obozu — przypomniała — Byłam już dzisiaj na treningu z panią Bożodrzew, ale wcale nie jestem zmęczona! Myśli pani, że drzewa nie są już oblodzone?
Pietruszkowa Błyskawica poruszyła ogonem w geście zamyślenia. Wojownicy często zabierali na treningi nie tylko swoich uczniów. Poza tym była pewna, że Bożodrzewowy Kaprys nie miałaby nic przeciwko — w końcu Pietruszkowa Błyskawica była jednym z najlepiej wyszkolonych wojowników. A jej wiedza na pewno mogłaby się przydać młodej Źródlanej Łapie.
— Jasne, że możesz iść z nami! — zamruczała Pietruszkowa Błyskawica, spoglądając z entuzjazmem na młode koty. — Co do drzew, to nie jestem pewna. Zobaczymy na miejscu. A jak coś, to po prostu zapolujemy.
Nie martwiła się tym, że będzie musiała pilnować dwóch uczniów. Źródlana Łapa była opanowana, a Gąsienicowa Łapa… cóż, on potrafił trzymać się w odpowiedniej odległości od grupy.
— Dziękuję, pani! — zamiauczała Źródlana Łapa i zamrugała, wyczekując wyjścia.
Pietruszkowa Błyskawica machnęła ogonem i ruszyła do wyjścia. Po drodze minęła się z Melodyjnym Trelem, dlatego zatrzymała się na moment i czule polizała ją w bark. Starsza wojowniczka głośno zamruczała, odwzajemniając gest. Następnie zerknęła na swojego syna i delikatnie przejechała ogonem po jego barkach, chcąc dodać mu odwagi. W końcu koty opuściły jaskinię.
Wspięły się po zboczu, gdzie Pietruszkowa Błyskawica na chwilę się zatrzymała. Wiatr szarpał ich futra, ale mimo to stały niewzruszone. Wojowniczka wbijała wzrok w tereny Klanu Klifu z dumą w oczach. Szybko jednak zauważyła, że Gąsienicowa Łapa za czymś węszy. Chrząknięciem przywołała go do porządku, po czym ruszyła w stronę lasu.
Ziemia była już miękka, a śnieg niemal całkowicie stopniał. Tu i ówdzie dało się dostrzec krokusy i przebiśniegi, przebijające się przez zgniłe poszycie lasu.
W końcu cała trójka zatrzymała się przy jednym z drzew. Pietruszkowa Błyskawica wysunęła pazury i jednym, płynnym ruchem wskoczyła na pień. Wspięła się wyżej, po czym z gracją zeskoczyła na ziemię.
— Drzewa są w porządku — oznajmiła. Następnie spojrzała na Gąsienicową Łapę. — Już raz wspinałeś się na drzewa. Powiedz, co pamiętasz?
Kocur spuścił wzrok na swoje łapy, wyraźnie zawstydzony.
— Em… no, to jakby… — zaczął niepewnie.
— Spokojnie, nic się nie stało — przerwała mu łagodnie. — Powtórzymy to jeszcze raz. Możemy ćwiczyć tyle razy, ile będziesz potrzebować.
Podniosła łapą jego pyszczek do góry, zmuszając go, by na nią spojrzał. Gąsienicowa Łapa uśmiechnął się słabo, ale skinął głową.
— Dobrze, więc wspinając się na drzewa, ważna jest praca całego ciała — zaczęła tłumaczyć Pietruszkowa Błyskawica. — Pazury muszą łatwo się wysuwać i chować. Najlepiej jest odbić się od ziemi i skoczyć na pień, chwytając się go mocno. Następnie trzeba oprzeć ciężar na tylnych łapach i wybić się w górę, wcześniej chowając pazury. Wspinamy się ruchem do przodu i w górę, co jakiś czas ponownie wbijając pazury w korę.
Przerwała na chwilę, biorąc oddech, a potem kontynuowała:
— Jeśli chcecie wejść na gałęzie, możecie albo podciągnąć się na nie od dołu, albo podejść od góry i delikatnie na nie zeskoczyć. Zejście z drzewa jest trudniejsze. Oczywiście można po prostu skoczyć na ziemię, ale jeśli wolicie bezpieczniejszą metodę, to najlepiej schodzić tyłem — puszczając korę i łapiąc się jej na zmianę.
Pietruszkowa Błyskawica rozejrzała się po uczniach i lekko przekrzywiła głowę.
— Jakieś pytania? — zapytała, gotowa do dalszych wyjaśnień.
<Źródlana Łapo?>
09 marca 2025
Od Łuny (Źródlanej Łapy) CD. Pietruszkowej Błyskawicy
*timeskip do teraz*
Rzuciła się pędem za rudą kupką futra. Wiewiórka szybko umknęła jej spod łap, wymijając oszronione krzewy i wskakując na pień drzewa. Zatrzymała się tuż przed nim, ponosząc spojrzenie na puchatą kitę między gałęziami. Przebiegłe zwierzę.
Prychnęła pod nosem. A tak dobrze jej szło. Odwróciła się, czując na sobie spojrzenie Bożodrzewnego Kaprysu. Biała kocica strzepnęła tylko ogonem i skinęła głową w przeciwnym kierunku.
— Chodź, na dzisiaj starczy.
Podążyła za nią posłusznie. Ostatnie śnieżynki opadły na jej pysk, zanim szare niebo rozpogodziło się nieco. Zmrużyła oczy.
— Pani Bożodrzew?
— Hm?
— Kiedy nauczę się wspinać po drzewach? — zapytała, spoglądając na mentorkę — Gdybym umiała, zapewne mogłabym dalej gonić za tamtą wiewiórką.
Wojowniczka łypnęła na nią brązowym okiem, kontynuując brnięcie przez śnieg.
— Wszystko w swoim czasie — uznała w końcu. — Zaraz powinno się ocieplić. Jak gałęzie nie będą pokryte lodem, to będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że spadniesz.
Przytaknęła grzecznie, krzywiąc się jednak dyskretnie. Nie chciała zaraz, chciała teraz.
— Nie dąsaj się tak — upomniała ją starsza — Wolałabym, abyś nie połamała sobie żadnych kości.
Po powrocie, wyjątkowo, nie poszła z odwiedzinami do pani Świstak. Czekała na uboczu jaskini, mając ma myśli idealnego kota, który mógłby jej pomóc w osiągnięciu celu. Może nawet nie pomóc, ale asystować.
Pietruszkowa Błyskawica wyłoniła się z legowiska uczniów, z Gąsiennicową Łapą na piętach. Zauważyła swoją okazję. Odchrząknęła i ruszyła powoli w ich kierunku, uśmiechając się uprzejmie.
— Dzień dobry, pani Pietruszko — przywitała się z wojowniczką, posyłając też mrugnięcie w stronę rówieśnika — Miałabym pytanie, jeżeli jest to teraz dobry moment.
Czekoladowa kotka rozpromieniła się nieco. Była o wiele bardziej ekspresyjna niż Bożdorzew, to musiała przyznać. Podobało jej się to.
— Witaj Łuno — uśmiechnęła się do młodszej. — Jasne, pytaj śmiało!
— Idziecie teraz na trening? — Gąsienniczek pokiwał jej głową w odpowiedzi — Chciałam się pani zapytać, czy mogłabym się do was dołączyć, jeżeli nie byłby to problem. Dodatkowo, mówiła pani, że bardzo lubi wspinać się na drzewa. A ja bardzo chciałabym się tego nauczyć.
Widząc lekkie zaskoczenie na pysku wojowniczki pośpieszyła z wytłumaczeniem.
— Nie mogę wyjść sama z obozu — przypomniała — Byłam już dzisiaj z panią Bożodrzew, ale wcale nie jestem zmęczona... Myśli pani, że drzewa nie są już tak bardzo oblodzone?
Prychnęła pod nosem. A tak dobrze jej szło. Odwróciła się, czując na sobie spojrzenie Bożodrzewnego Kaprysu. Biała kocica strzepnęła tylko ogonem i skinęła głową w przeciwnym kierunku.
— Chodź, na dzisiaj starczy.
Podążyła za nią posłusznie. Ostatnie śnieżynki opadły na jej pysk, zanim szare niebo rozpogodziło się nieco. Zmrużyła oczy.
— Pani Bożodrzew?
— Hm?
— Kiedy nauczę się wspinać po drzewach? — zapytała, spoglądając na mentorkę — Gdybym umiała, zapewne mogłabym dalej gonić za tamtą wiewiórką.
Wojowniczka łypnęła na nią brązowym okiem, kontynuując brnięcie przez śnieg.
— Wszystko w swoim czasie — uznała w końcu. — Zaraz powinno się ocieplić. Jak gałęzie nie będą pokryte lodem, to będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że spadniesz.
Przytaknęła grzecznie, krzywiąc się jednak dyskretnie. Nie chciała zaraz, chciała teraz.
— Nie dąsaj się tak — upomniała ją starsza — Wolałabym, abyś nie połamała sobie żadnych kości.
***
Po powrocie, wyjątkowo, nie poszła z odwiedzinami do pani Świstak. Czekała na uboczu jaskini, mając ma myśli idealnego kota, który mógłby jej pomóc w osiągnięciu celu. Może nawet nie pomóc, ale asystować.
Pietruszkowa Błyskawica wyłoniła się z legowiska uczniów, z Gąsiennicową Łapą na piętach. Zauważyła swoją okazję. Odchrząknęła i ruszyła powoli w ich kierunku, uśmiechając się uprzejmie.
— Dzień dobry, pani Pietruszko — przywitała się z wojowniczką, posyłając też mrugnięcie w stronę rówieśnika — Miałabym pytanie, jeżeli jest to teraz dobry moment.
Czekoladowa kotka rozpromieniła się nieco. Była o wiele bardziej ekspresyjna niż Bożdorzew, to musiała przyznać. Podobało jej się to.
— Witaj Łuno — uśmiechnęła się do młodszej. — Jasne, pytaj śmiało!
— Idziecie teraz na trening? — Gąsienniczek pokiwał jej głową w odpowiedzi — Chciałam się pani zapytać, czy mogłabym się do was dołączyć, jeżeli nie byłby to problem. Dodatkowo, mówiła pani, że bardzo lubi wspinać się na drzewa. A ja bardzo chciałabym się tego nauczyć.
Widząc lekkie zaskoczenie na pysku wojowniczki pośpieszyła z wytłumaczeniem.
— Nie mogę wyjść sama z obozu — przypomniała — Byłam już dzisiaj z panią Bożodrzew, ale wcale nie jestem zmęczona... Myśli pani, że drzewa nie są już tak bardzo oblodzone?
<Pietruszko?>
[354 słowa]
[przyznano 7%]
30 stycznia 2025
Od Pietruszkowej Błyskawicy CD. Łuny
Spojrzała na kociaka z zaskoczeniem malującym się w oczach. Łuna była pierwszą, która miała jakiekolwiek obawy co do treningów! Zazwyczaj kociaki były pewne siebie, wręcz przesadnie. Uśmiechnęła się ciepło, spoglądając na małą kotkę swoimi pomarańczowymi jak niebo podczas wschodu słońca oczami.
— Nie masz się czym martwić! — zapewniła ją od razu. — Jesteś jeszcze mała, ale dorośniesz i nabierzesz siły na treningach. Nikomu nie było łatwo na początku nauki. Jestem pewna, że wyrośniesz na silną wojowniczkę. Kto wie, może nawet będziesz lepsza niż Judaszowcowy Pocałunek? — zasugerowała, spoglądając figlarnie na małą.
Łuna, nadal z kamiennym wyrazem pyszczka, kiwnęła lekko głową.
— Dziękuję, postaram się, jak tylko będę mogła — od miauknęła spokojnie. — Opowiesz mi coś jeszcze o treningach? — zapytała z nutką nadziei w głosie.
Pietruszkowa Błyskawica zastanawiała się, jak to jest, że każdy kociak chce słuchać o szkoleniu na wojownika! Fakt, była to ważna rola, którą większość z nich obejmie w przyszłości, ale przecież było tyle innych ciekawych rzeczy do opowiedzenia.
— Jasne, a o czym konkretnie? — dopytała pręgowana, lekko rumieniąc się pod futrem. Była już dorosła, a nadal potrzebowała konkretnych pytań i odpowiedzi, nie potrafiła opowiadać ogólnikowo.
— Co lubiłaś na treningach, a czego nie? — sprecyzowała młodsza i parę razy przejechała językiem po piersi. Jej futerko, choć ciemne, lśniło od częstego mycia. Było widać, że Łuna o nie dba, a także że Półślepy Świstak zwraca na to uwagę – drugi kociak również błyszczał.
— Uwielbiałam wspinać się na drzewa! Nadal to lubię. Często na nich przesiaduję — zaczęła, poruszając wąsami na samo wspomnienie drzew. Kochała je tak bardzo! Mogłaby na nich zamieszkać i nie miałaby z tym żadnego problemu.
— Lubię też polować. Zdecydowanie wolałam treningi łowieckie niż te związane z walką. Możliwość nauczenia się tylu różnych technik przydaje się nawet podczas starć! Każde zwierzątko jest inne — wytłumaczyła szybko.
— A najgorzej odczuwałam nawigację w tunelach. Schodzenie pod ziemię, te ciasne przestrzenie... — zadrżała. — To nie dla mnie! Mimo to nadal tam schodzę, by nie zapomnieć tego, czego nauczyła mnie Melodyjny Trel. A kto wie, może kiedyś mi się to przyda?
<Łuno?>
29 stycznia 2025
Od Łuny CD. Pietruszkowej Błyskawicy
Podniosła głowę na głos nieznanego jej dotychczas kota. Czekoladowa, pręgowana wojowniczka z uśmiechem na pyszczku konwersowała z Półślepym Świstakiem. Dziwne. Nie widziała jej wcześniej. Czy to nie ta, na widok której Strzępka podrywała się z ziemi i zaczynała obsypywać pytaniami?
— Cześć! — nieznajoma spojrzała się ciepło na nią i jej brata z góry, zaskakując nieco niebieską.
Koteczka przesunęła się lekko do tyłu i otworzyła pyszczek, wygładzając futro i prostując się dopiero po paru momentach.
— Dzień dobry — Łuna zmrużyła oczy i przekręciła nieświadomie główkę — Kim jesteś?
— Jestem Pietruszkowa Błyskawica, wojowniczka Klanu Klifu — oznajmiła starsza i położyła głowę na łapach, by być bardziej w rozmiarze młodszej — A ty jak się nazywasz?
— Łuna — miauknęła — Wcześniej Eris. Tata Judaszowiec wybrał mi nowe imię.
Nie była przekonana do nowego mienia tak do końca. Brzmiało ładnie, ale... Eris miało ważne dla niej znaczenie. Sama mamusia jej je wybrała, wołała tak na nią, szeptała je przed snem. Próbowała wytłumaczyć młodej jego znaczenie, a nawet dwa - wielka, srebrzysta kula na niebie, której nigdy nie zobaczy własnymi oczyma, oraz imię niezgody i chaosu. A Łuna? Brakowało temu... Osobowości. Było dziwne. Nie pasujące.
— O, rozumiem! Eris to bardzo ładne imię, ale Łuna też jest śliczne! — skomplementowała młodszą, którą wyrwało to z zamyślenia — A no tak, twoim ojcem jest Judaszowcowa Zdr- Judaszowcowy Pocałunek — zaśmiała się nerwowo i spojrzała na Półślepego Świstaka, która jednak zdawała się całkowicie ignorować rozmowę dwóch kotek.
— A więc, przyszłaś tu po coś konkretnego? — zapytała po chwili, ignorując zająknięcie starszej, a dopiero później pomyślała, że mogło zabrzmieć to trochę niemiło.
Czekoladowa była bardzo zaskoczona dziwnym stylem mówienia kociczki.
— Tak przyszłam odwiedzić Melodyjny Trel i jej kocięta, jednak śpią, więc chciałam poznać nowe kociaki w klanie. Lubię kocięta, jesteście przyszłością klanu i jak na młody wiek często bardzo inteligentni — oznajmiła puszczając oczko do kotki, tak by dać jej znać że zalicza się do tej mądrzejszej grupy kociąt.
— Jesteś może starszą siostrą? Jestem pewna, że Strzępka wspominała coś o tobie w rozmowie z panią Melodią.
— Oh, nie, nie jestem siostrą Strzępki i Gąsienniczka. Melodyjny Trel to moja była mentorka, jednak traktuje ją jak rodzinę. Sama zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo, więc przychodzę do Strzępki i Gąsienniczka — wyjaśniła i spojrzała na drugiego kociaka. — A ten kocurek to twoje rodzeństwo, prawda? — dopytała.
— Tak, to Blask — szturchnęła brata w bok, aby się przywitał.
Rudy mruknął coś pod nosem i odwrócił się w stronę Świstak, po drodze oddając jej ogonem w policzek. Łuna zmarszczyła brwi, ale nie przywiązała do tego większej uwagi i odwróciła się z powrotem do rozmówczyni.
— Nie polecam rodzeństwa — miauknęła, cmokając cicho — A przynajmniej nie tak obrażalskiego. Wracając, wspominałaś, że jesteś wojowniczką. Chciałabyś mi co nie co opowiedzieć?
Pietruszka popatrzyła z rozbawieniem w oczach na dwójkę kociąt. Potrząsnęła szybko głową i z powrotem skupiła się na słowach młodszej.
— Też mam brata w moim wieku, też jest marudą, więc nie rozmawiam z nim za dużo — przyznała i zerknęła z ukosa na rudego. — A co dokładnie chcesz wiedzieć? — dopytała, nie wiedząc od czego zacząć.
— Hmm... Jakie macie obowiązki? Jak wyglądają treningi, i czego się wymaga? Muszę przyznać, mama i tata nie oswoili nas z tak... Aktywnym trybem życia. A tata Judaszowiec ma wiele na głowie, więc wytłumaczył mi tylko podstawy — mruknęła, wyciągając i chowając pazury.
Był zastępcą, więc rozumiała tyle, że był bardzo ważną osobą. Co automatycznie znaczyło, że... Ona też była w jakimś stopni ważna. Podobało jej się to.
— Zacznę od obowiązków! Musimy polować dla klanu i patrolować granicę, możemy wychodzić sami lub z patrolami. Dużo wojowników ma lub miało ucznia. Można to zaliczyć również jako obowiązek. Chociaż głównie uczniów chcą mieć koty, którym zależy potem na pozycji zastępcy lub bardzo na edukacji młodszych. — wyjaśniła, podnosząc się z ziemi i siadając w wygodniejszej pozycji. — Treningi wyglądają różnie, zależy od mentora. Jednak kot musi umieć polować, walczyć i mieć dobrze rozwinięte zmysły. Jako Klan Klifu również musimy umieć otwierać kraby, wspinać się na drzewa i nawigować w tunelach — przerwała na chwilę by młodsza mogła przyswoić informacje.
— Czyli w skrócie, czeka mnie dużo pracy — skomentowała — W sumie i dobrze, nie będzie nudno.
— Pracy jest dużo, ale dla mnie była to zabawa! Treningi dawały mi dużo radości i sama chciałam na nie chodzić — oznajmiła i rozmarzyła się przypominając swoje uczniowskie dni.
Łuna przekrzywiła główkę i zamyśliła się na moment. Będzie mogła się wykazać. Może pójdzie jej lepiej niż Strzępce czy temu drugiemu, a może wyprzedzi też Blaska w postępach? Oczekiwała dużo, ale nie była pewna, czy jest gotowa włożyć w to tyle pracy. Musiałaby się poważnie zastanowić.
— A ty, chciałabyś mieć ucznia? To duża odpowiedzialność, prawda?
Pietruszka uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na nią z góry.
— Tak, chciałabym mieć ucznia! Możliwość trenowania młodego pokolenia jest dla mnie czymś ważnym. Jednak masz rację, to duża odpowiedzialność — przyznała czekoladowa.
Młoda pokiwała głową na zgodę, a jej wzrok odbiegł gdzieś dalej, poza żłobek. Na moment zapadła cisza, a wojowniczka spięła barki, rzucając Półślepemu Świstakowi spojrzenie kątem oka.
— Pani Pietruszko — zaczęła w końcu — Myśli pani, że poradzę sobie? Nie jestem przystosowana do takich rzeczy, najwięcej wysiłku doświadczyłam chyba, gdy tułałam się wraz z blaskiem po polach zboża.
Sama wiedziała, że na pewno sobie poradzi. Dopilnuje tego, nie może być gorsza. Ale chciała poznać opinię starszej kotki, aby wiedzieć nad czym popracować... I czym się przejmować.
— Cześć! — nieznajoma spojrzała się ciepło na nią i jej brata z góry, zaskakując nieco niebieską.
Koteczka przesunęła się lekko do tyłu i otworzyła pyszczek, wygładzając futro i prostując się dopiero po paru momentach.
— Dzień dobry — Łuna zmrużyła oczy i przekręciła nieświadomie główkę — Kim jesteś?
— Jestem Pietruszkowa Błyskawica, wojowniczka Klanu Klifu — oznajmiła starsza i położyła głowę na łapach, by być bardziej w rozmiarze młodszej — A ty jak się nazywasz?
— Łuna — miauknęła — Wcześniej Eris. Tata Judaszowiec wybrał mi nowe imię.
Nie była przekonana do nowego mienia tak do końca. Brzmiało ładnie, ale... Eris miało ważne dla niej znaczenie. Sama mamusia jej je wybrała, wołała tak na nią, szeptała je przed snem. Próbowała wytłumaczyć młodej jego znaczenie, a nawet dwa - wielka, srebrzysta kula na niebie, której nigdy nie zobaczy własnymi oczyma, oraz imię niezgody i chaosu. A Łuna? Brakowało temu... Osobowości. Było dziwne. Nie pasujące.
— O, rozumiem! Eris to bardzo ładne imię, ale Łuna też jest śliczne! — skomplementowała młodszą, którą wyrwało to z zamyślenia — A no tak, twoim ojcem jest Judaszowcowa Zdr- Judaszowcowy Pocałunek — zaśmiała się nerwowo i spojrzała na Półślepego Świstaka, która jednak zdawała się całkowicie ignorować rozmowę dwóch kotek.
— A więc, przyszłaś tu po coś konkretnego? — zapytała po chwili, ignorując zająknięcie starszej, a dopiero później pomyślała, że mogło zabrzmieć to trochę niemiło.
Czekoladowa była bardzo zaskoczona dziwnym stylem mówienia kociczki.
— Tak przyszłam odwiedzić Melodyjny Trel i jej kocięta, jednak śpią, więc chciałam poznać nowe kociaki w klanie. Lubię kocięta, jesteście przyszłością klanu i jak na młody wiek często bardzo inteligentni — oznajmiła puszczając oczko do kotki, tak by dać jej znać że zalicza się do tej mądrzejszej grupy kociąt.
— Jesteś może starszą siostrą? Jestem pewna, że Strzępka wspominała coś o tobie w rozmowie z panią Melodią.
— Oh, nie, nie jestem siostrą Strzępki i Gąsienniczka. Melodyjny Trel to moja była mentorka, jednak traktuje ją jak rodzinę. Sama zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo, więc przychodzę do Strzępki i Gąsienniczka — wyjaśniła i spojrzała na drugiego kociaka. — A ten kocurek to twoje rodzeństwo, prawda? — dopytała.
— Tak, to Blask — szturchnęła brata w bok, aby się przywitał.
Rudy mruknął coś pod nosem i odwrócił się w stronę Świstak, po drodze oddając jej ogonem w policzek. Łuna zmarszczyła brwi, ale nie przywiązała do tego większej uwagi i odwróciła się z powrotem do rozmówczyni.
— Nie polecam rodzeństwa — miauknęła, cmokając cicho — A przynajmniej nie tak obrażalskiego. Wracając, wspominałaś, że jesteś wojowniczką. Chciałabyś mi co nie co opowiedzieć?
Pietruszka popatrzyła z rozbawieniem w oczach na dwójkę kociąt. Potrząsnęła szybko głową i z powrotem skupiła się na słowach młodszej.
— Też mam brata w moim wieku, też jest marudą, więc nie rozmawiam z nim za dużo — przyznała i zerknęła z ukosa na rudego. — A co dokładnie chcesz wiedzieć? — dopytała, nie wiedząc od czego zacząć.
— Hmm... Jakie macie obowiązki? Jak wyglądają treningi, i czego się wymaga? Muszę przyznać, mama i tata nie oswoili nas z tak... Aktywnym trybem życia. A tata Judaszowiec ma wiele na głowie, więc wytłumaczył mi tylko podstawy — mruknęła, wyciągając i chowając pazury.
Był zastępcą, więc rozumiała tyle, że był bardzo ważną osobą. Co automatycznie znaczyło, że... Ona też była w jakimś stopni ważna. Podobało jej się to.
— Zacznę od obowiązków! Musimy polować dla klanu i patrolować granicę, możemy wychodzić sami lub z patrolami. Dużo wojowników ma lub miało ucznia. Można to zaliczyć również jako obowiązek. Chociaż głównie uczniów chcą mieć koty, którym zależy potem na pozycji zastępcy lub bardzo na edukacji młodszych. — wyjaśniła, podnosząc się z ziemi i siadając w wygodniejszej pozycji. — Treningi wyglądają różnie, zależy od mentora. Jednak kot musi umieć polować, walczyć i mieć dobrze rozwinięte zmysły. Jako Klan Klifu również musimy umieć otwierać kraby, wspinać się na drzewa i nawigować w tunelach — przerwała na chwilę by młodsza mogła przyswoić informacje.
— Czyli w skrócie, czeka mnie dużo pracy — skomentowała — W sumie i dobrze, nie będzie nudno.
— Pracy jest dużo, ale dla mnie była to zabawa! Treningi dawały mi dużo radości i sama chciałam na nie chodzić — oznajmiła i rozmarzyła się przypominając swoje uczniowskie dni.
Łuna przekrzywiła główkę i zamyśliła się na moment. Będzie mogła się wykazać. Może pójdzie jej lepiej niż Strzępce czy temu drugiemu, a może wyprzedzi też Blaska w postępach? Oczekiwała dużo, ale nie była pewna, czy jest gotowa włożyć w to tyle pracy. Musiałaby się poważnie zastanowić.
— A ty, chciałabyś mieć ucznia? To duża odpowiedzialność, prawda?
Pietruszka uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na nią z góry.
— Tak, chciałabym mieć ucznia! Możliwość trenowania młodego pokolenia jest dla mnie czymś ważnym. Jednak masz rację, to duża odpowiedzialność — przyznała czekoladowa.
Młoda pokiwała głową na zgodę, a jej wzrok odbiegł gdzieś dalej, poza żłobek. Na moment zapadła cisza, a wojowniczka spięła barki, rzucając Półślepemu Świstakowi spojrzenie kątem oka.
— Pani Pietruszko — zaczęła w końcu — Myśli pani, że poradzę sobie? Nie jestem przystosowana do takich rzeczy, najwięcej wysiłku doświadczyłam chyba, gdy tułałam się wraz z blaskiem po polach zboża.
Sama wiedziała, że na pewno sobie poradzi. Dopilnuje tego, nie może być gorsza. Ale chciała poznać opinię starszej kotki, aby wiedzieć nad czym popracować... I czym się przejmować.
<Pietruszko?>
13 stycznia 2025
Od Pietruszkowej Błyskawicy DO Łuny
Do Klanu Klifu dołączyły dwa nowe koty – kociaki znalezione przez nowego zastępcę klanowiczów. Pietruszkowa Błyskawica oczywiście nie mogła przepuścić okazji, by je poznać! Choć jej głównym celem wizyty w żłobku było spędzenie czasu z Melodyjnym Trelem i jej dziećmi, z radością przyjęła możliwość spotkania nowych maluchów. Ciekawiło ją, czy te dwa nowo przybyłe kociaki i dzieci szylkretowej już się zaprzyjaźniły. Na pewno tak! Przecież kto mógłby nie polubić Strzępki i Gąsieniczka?
Z jednym wróblem i dwiema myszami w zębach przekroczyła próg żłobka. Widok większej liczby kotów niż tylko jednej biało-czekoladowej kocicy wywołał u niej radość. Cieszyła się, że Półślepy Świstak znowu mogła opiekować się kociakami. Pręgowana zatrzymała się obok mentorki i z zaskoczeniem zauważyła, że ta drzemała. Uśmiechnęła się ciepło, położyła przy niej wróbla, a następnie podeszła cicho do drugiej kotki, która pilnowała nowych podopiecznych Klanu Klifu.
— Witaj, Półślepy Świstaku. Przyniosłam jedzenie dla ciebie i nowych kociaków — oznajmiła przyjaźnie, kładąc na ziemi dwie myszy. Wieczna karmicielka spojrzała na nią jednym okiem i grzecznie się uśmiechnęła.
— Bardzo ci dziękuję. Pilnujesz, żeby każdy miał tutaj jedzenie! Zabierasz pracę uczniom — zażartowała. Widać było, że obecność kociąt dodaje jej energii i wywołuje uśmiech na pysku.
— Robię to z przyjemnością! Dzisiaj chciałam też poznać nowych członków klanu — przyznała Pietruszkowa Błyskawica, zerkając na dwie małe kulki futra. Jedną z nich była niebieska dymna koteczka o żółtych oczach, a drugą rudy kocurek. Liczyła, że młode same podejdą do niej i nawiążą rozmowę. Może nawet uda się z nimi w coś pobawić? Czemu nie! Jako wojowniczka paradoksalnie miała więcej czasu niż wtedy, gdy była uczennicą.
— Cześć — odezwała się, spoglądając na dwójkę kociąt, choć jej wzrok dłużej spoczął na koteczce. Jej głos był przyjazny i melodyjny, zachęcając wręcz maluchy do podejścia.
<Łuno?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)