Lilakowa Łapa poczuła swego rodzaju ukłucie żalu na wspomnienie o jej wzroście, kolejna rzecz przypominająca jej, że koty Klanu Klifu robią jej łaskę… Nie podobało się jej nazywanie jej kupą futra, ale najwyraźniej stało się to jej nowym przezwiskiem, musiała tylko zaufać, że Migocząca Łapa nie robi tego złośliwie, choć mózg delikatnie podpowiada jej inaczej. Jej mózg w końcu był zdradliwy w swych osądach i myślach… Czemu inaczej tak zazdrościłby Cichej Łapie? W każdym razie dużo bardziej wolałaby być nazywana Litai, tak jak czasem robił to jej brat albo Jajeczna Łapa. Nie zamierzała jednak zmuszać do tego Migoczącej Łapy, w końcu to tylko przezwisko. Kotka rzekła po chwili:
— Ja… — Jej głos był pełen niepewności. Liliowa nie chciała wpaść problemy, ale było jej głupio odmawiać, komuś, kto w jej oczach był potencjalnie nadal rozpaczającym kotem po stracie matki a zaraz synem i uczniem samego przywódcy. Rzekła więc z większym entuzjazmem i nadzieją, że ktoś po drodze ich zatrzyma — Jasne! Pokaże ci jak najwięcej Migocząca Łapo! Cieszę się, że masz trochę czasu na takie coś…
— No to choć za mną Kupo futra! — rzekł bezceremonialnie wyższy od niej uczeń, idąc przed siebie, nawet nie zwracając głowy w stronę liliowej uczennicy.
— Dobrze! Już biegnę niczym zając — rzekła uczennica wyraźnie udawanym entuzjazmem (miała nadzieje, że Migocząca Łapa to zauważy) zaczynając się modlić, żeby ktoś na serio ich zatrzymał. Nie chciała mieć problemów, wiedziała, jednak że w razie czego będzie brać je na swoje barki… Nie chciałaby kolega, miał jeszcze więcej problemów, w końcu to, co zrobiła ta głupia Truskawkowe Pole, strasznie się na nim odbijało, czyż nie?...
Dwójka była już blisko wodospadu, gdy usłyszeli znajomy głos. Lilakowa Łapa odwróciła swój łeb, zauważyła dużo wyższą od nich dwojga cynamonową kocicę. Na jej pysku wyraźne rozczarowanie:
— Co robisz Lilakowa Łapo? Nie pakujesz się znów w kłopoty? — zapytała, dodając — Zapomniałaś, że miałyśmy iść zaraz na trening?
Migocząca Łapa nie zrobił nic, liliowa głośno przełknęła ślinę i rzekła:
— Chciałam mu pokazać parę ruchów pani mentorko… — rzekła cicho, zwalając winę na samą siebie.
— Migocząca Łapo? Idź już, ja i twoja koleżanka idziemy na trening — rzekła cynamonowa, dodając — A ty Lilakowa Łapo? Choć za mną.
Szarobiały prychnął tylko i poszedł sobie. Lilakowa Łapa spuściła głowę i posłusznie poszła za mentorką.
***
Pszczeli Lilak, siedziała na swoim legowisku, była przed chwilą na dosyć długim patrolu… Jaka szkoda, że nic z niego nie przyniosła. Modlitwy by reszta patrolu łowieckiego się nie zdenerwowała, nic nie dały. Przepiórcza Wichura wyglądała na zawiedzioną. Kotka przeklinała Kurzą Łapę z całej siły, jaką miała. Liliowa czuła, że zbyt często ją zawodzi. Że jest jak skaza na jej honorze, w końcu była jej uczennicą… Kotka czuła się bezużyteczna jak problem dla Klanu Klifu. Miała nadzieje, że nie zawodzi zbyt dużo kotów. Czy Cicha Łapa był nią rozczarowany? Miała nadzieje, że nie, choć jej mózg podpowiada inaczej… Była w dosyć marnym humorze. Choć to trochę na chwile się poprawiło, gdy ujrzała Migoczącą Łapę. Młody kocur wszedł właśnie do obozu ze zwierzyną w pysku. Nie był to długi czas, gdyż kotka poczuła się głupio, wręcz samolubna za zamartwianie się własną sytuacją, gdy biedny Migocząca Łapa zapewne nadal cierpi z powodu jego matki... Czy Truskawkowe Pole nadal zasługuje na ten tytuł? Lilakowa Łapa wątpiła w to, całym swoim sercem. W każdym razie wstała ze swojego legowiska i szybkim krokiem podeszła do Migoczącej Łapy mówiąc:
— Cześć Migocząca Łapo! — wymruczała.
<Migocie? Odpowiedz tej swojej lokalnej kelpi>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz