BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęsia Łapa x Motyli Trzepot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęsia Łapa x Motyli Trzepot. Pokaż wszystkie posty

21 października 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Gęsiej Łapy(Gęsiego Wrzasku)

Podczas tego treningu kocur wydawał jej się wyjątkowo bezczelny. Pomijając fakt, że nie wiadomo kiedy nabrał sił i stał się naprawdę dobrym wojownikiem, tak jego czyny momentami wprawiały ją w dezorientację. Nie atakował tak, by dopracować technikę walki i po prostu się przetestować, a bardziej zachowywał się, jakby rzeczywiście chciał ją zranić.
Przynajmniej ona tak to odbierała, szczególnie wtedy, gdy z jej polika zaczęła cieknąć krew. I nie zamierzała skrywać bólu niczym twardzielka, tylko od razu cofnęła się, cicho pisząc, bo nawet nie chciała wiedzieć, jak paskudnie musi wyglądać nowo powstała szrama. Otarła łapą ranę i spojrzała z niesmakiem na posklejane czerwienią futro.
A on nie dał jej chwili na wytchnienie. Rzucił się do jej gardła, niczym drapieżne zwierzę opierające swój byt tylko o naturalne instynkty. Ból rozszedł się wzdłuż jej kręgosłupa, kiedy z głuchym łoskotem uderzyła nim o ziemię.
— Wygrałem — miauknął z dumą, kładąc łapę na jej gardle. Szylkretka skrzywiła się i z powodu zebranej w niej złości, zebrała resztkę sił i zrzuciła go na bok. — Co, koniec treningu? — parsknął z nutą irytacji oraz nonszalancji w głosie.
— Tak. — Niemalże syknęła, wstając z twardego gruntu i otrzepując się z nadmiaru kurzu. Nie chciała nawet myśleć, ile zajmie jej wyliczanie futra do perfekcji. — Co to ma znaczyć?
Uniósł zaskoczony wzrok i postawił wysoko uszy. Jak gdyby nie dostrzegał zmian w swoim zachowaniu. I to wcale nie pozytywnych.
— O co ci chodzi? Zwykły trening — odparł ze znużeniem, wzruszając ramionami.
— Byłeś... Wyjątkowo agresywny — fuknęła, wahając się przez krótką chwilę nad doborem słów.
Strzepnął ogonem, dając jej znać, że jej słowa ma głęboko w poważaniu.
— Normalnie walczyłem, robisz problemy z niczego — stwierdził, odwracając się. — Skoro to koniec, to wracam do obozu — oświadczył, nie czekając na jej pochlebstwo. Wydawał się zadowolony z siebie, ale Motyl niekoniecznie była z niego dumna.
Oczywiście, wojownikiem pod względem siły i taktyki będzie wspaniałym, ale nie mogła uznać jego podejścia do tego za pozytywne. Coś jej po prostu nie pasowało, ale nie zamierzała za nim ganiać.
Położyła uszy nisko po sobie i z lekka zgarbiona, sama ruszyła do klanu.

***

Obserwowała jego mianowanie w skupieniu. Czuła pewną ulgę, że to już koniec tych treningów. Zaczęły one zmierzać w złym kierunku, więc skoro tylko miała okazję, szepnęła liderowi, że Gęsiej Łapy już nie ma czego nauczyć.
Zdawała się potrafić więcej niż ona sama.
Ten cały motyw walk między uczniami jej nie przekonywał. Pamiętała, jak ledwo co jej córka, Frezja, wygrała swój własny pojedynek i stała się dumną wojowniczką Klanu Wilka. Z Astrową Łapą był większy problem, ale miała ogromne nadzieje, że ten lada dzień również zostawi role ucznia za sobą.
Odwróciła wzrok. Nie miała ochoty patrzeć na bezsensowny przelew krwi. Walk powinno się unikać, a nie czynić z nich klanowy rytuał.

***

Gęsi Wrzask przechadzał się wzdłuż obozu. Obserwowała go. Tylko i wyłącznie z czystej ciekawości. Nie wiedziała, czy to jakieś jej przewrażliwienie, ale miała ku temu potrzebę.
Postanowiła jednak w końcu przestać się czaić. Była dorosła, a nawet — do czego nie chciała się przyznać — zaczynała się bardzo starzeć. Nie mogła tworzyć własnych domysłów bez konkretnych powodów. Powinna z nim normalnie porozmawiać. Ot tak, po prostu.
— Gęsi Wrzasku! — wymamrotała donośnie, skupiając na sobie jego uwagę. Rozejrzała się, myśląc, o co powinna go spytać. Jakiś neutralny temat, który pozwoliłby zobaczyć, kim jest teraz naprawdę. — Modliłeś się dzisiaj do Klanu Gwiazdy? — palnęła. — Wiesz, to ważne, by pielęgnować więź z przodkami. A skoro teraz jesteś wojownikiem, niezwykle zajętym, nie możesz zapominać o tak istotnych sprawach! — zauważyła.

<Gęś?>

03 października 2022

Od Gęsiej Łapy CD Motylego Trzepotu

Z dnia na dzień szedł mu coraz to lepiej a on nie zamierzał ukrywać, iż nie jest z tego faktu wielce dumny. Kocur chodził napuszony niczym paw. Szczególnie, iż miał świadomość, że jego idol go obserwuje. Nie mógł spierdolić tego, szczególnie teraz, gdy Mroczna Gwiazda czegoś od niego oczekiwał.
Widział też dumę Motylego Trzepotu, kotka była bardzo szczęśliwa, że jej syn został zauważony. No, co prawda nie był jej biologicznym synem, jednakże od momentu, kiedy otwarcie wyrzekł się Cisowej Kołysanki, zaczęła ten kocięcy żart traktować chyba serio.
Oddychając ciężko, gdy para uciekała z jego pyska - wpatrywał się w przestrzeń przed sobą, chcąc zregenerować siły.
— Mroczna Gwiazda mnie o ciebie wypytywał — odezwała się niespodziewanie, chcąc pokonać złowrogą ciszę. — A w sumie bardziej o to, jak ja radzę sobie z twoim treningiem. Uważa cię za niezwykle uzdolnionego i boi się, że zmarnuję twój potencjał — parsknęła, przewracając oczami. — Najwyraźniej nie docenia twojego charakteru, nie dałbyś się przecież nikomu zmarnować, czyż nie? — zamruczała już mniej arogancko. Wiedział, że szylkretka lubi, jak się ją chwali, ale i sama potrafiła obdarowywać innych komplementami. — Mimo wszystko to powód do dumy, że lider wyróżnia cię na tle klanu. Kto wie, może kiedyś dojdziesz tam, gdzie on, a przy tym osiągniesz więcej? — zagadnęła, spoglądając na niego z pewnego rodzaju matczyną dumą, której nieświadomie potrzebował
— Nie wiem, zobaczymy — odparł zdawkowo, wracając do treningu. Jakoś nie miał ochoty się teraz nad tym rozwodzić.
* * *
po dołączeniu do kultu i zabiciu samotnika

Rzucił się na Motyli Trzepot tak, jak ta mu poleciła. Kotka jednak zwinnie uniknęła jego łap, skacząc w bok. Gęsia Łapa jednak nie próżnował, wysunął pazury i zaszarżował na kotkę. Ta odsunęła się, jednak Gąsior zdołał podrapać ją po policzku.
Liliowy odwinął się natychmiast i korzystając z sytuacji, że szylkretka zajęta była przeżywaniem, że jej idealne lico zostało skalane - rzucił się jej wprost do gardła, jakby polował na jakiegoś samotnika czy pieszczocha.
Ruda uderzyła grzbietem o grunt, stękając z bólu.
— Wygrałem — miauknął z dumą, kładąc łapę na jej gardle. Kocica zmarszczyła brwi, zrzucając z siebie ucznia. — Co, koniec treningu? — parsknął z nutą irytacji oraz nonszalancji w głosie. 
 
< Motyl? >

[przyznano 5%]

23 sierpnia 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Gęsiej Łapy

Otrzymanie Gąsiorka na ucznia wywołało w niej pewien szok. Wcześniej jako przykładna matka z lekka martwiła się o to, kogo feministyczna liderka wyznaczy mu na mentora. Oczywiście point był na tyle zaradny, że poradziłby sobie z każdym, więc kwestia kogoś marudnego bądź opryskliwego osobnika nie stanowiła żadnego problemu.
Bardziej ciekawiło ją to, czy wskazany mu nauczyciel spełni jego oczekiwania. I przede wszystkim, czy podoła temu nieraz zgryźliwemu demonowi. Lubiła go, ale skłamałaby, gdyby z jej pyska padło stwierdzenie, że to grzeczny aniołek. Potrafił nieźle dopiec, co sama doświadczyła na własnej skórze.
Może to przez to, że straciła jedno z ze swoich "biologicznych" kociąt, ale ogromnie przywiązała się do liliowego. Był po części zastępstwem i lekiem dla jej złamanego serca. Nie posiadał uporczywych cech, a raczej wad białego i głuchego Jastrząbka, co czyniło go kimś o wiele znacznie lepszym. Łatwiej przez to przeżyła żałobę. Strata wbrew pozorom nie była aż taka duża.
Nieraz przez te myśli czuła się jak zwyrodniała i bezduszna paskuda, jednak inaczej pocieszyć się nie potrafiła. Jej syn z pewnością miał się o wiele lepiej w Klanie Gwiazdy.
Z początku to wszystko miało być zwykłym żartem. Nie planowała na poważnie jego adopcji, a teraz już sama nie wiedziała, w co się wrobiła. Zrobiła to po złości Cisowej Kołysance, a głównym powodem była zwykła zazdrość. Nie żałowała jednak swojego czynu.
Wciąż był zdania, iż o wiele bardziej zasługiwała na posiadanie dzieci.
Starała się podczas treningu skrywać niechęć do wszelkiego brudu osiadającego się na jej sierści. Ten przeklęty deszcz narobił błota. To było jej dodatkowe utrudnienie, bo prócz chronienia się przed atakami młodszego, musiała jeszcze przeskakiwać nad brązowymi plamami. Starała się jednocześnie wypatrywać błędów w jego ruchach, by potem móc mu zwrócić na nie uwagę. Motyli Trzepot nigdy nie dysponowała zbyt wielką siłą, ale za to dzięki swej zwinności łatwiej szło jej uskakiwanie od wyciągniętych pazurów kocura.
— Na przyszłość jednak oszczędzać mi futra — rzuciła w końcu, patrząc z bólem na strzępki rudej sierści na ziemi. Co z tego, że odrośnie? To była jej świętość i ledwo co wstrzymywała krzyk w gardle. Gęsiej Łapie raz mogła to wybaczyć. Ale tylko raz.
Point wzruszył ramionami, umykając od niej i kierując się w stronę obozu.
Westchnęła głośno i trzepnęła z oburzenia ogonem, ale nic więcej nie powiedziała. Ruszyła za nim. 

***

Kolejny udany trening wpadł na ich konto. Tym razem zaszli trochę dalej, tam, gdzie zazwyczaj mało kto chodził. Mróz szczypał ich w poduszki, przez co ciężej było przeciskać się przez zaśnieżone tereny. Ich stos był o dziwo pełny, ale i tak zdecydowali się sprawdzić, czy zwierzyna nie przeniosła się w inne rejony lasu. Nigdy nie wiadomo, kiedy szczęście się do nich uśmiechnie, a dodatkowe piszczki nikomu nie zaszkodzą. Tym bardziej, gdy w klanie porobiło się wiele i zostały wprowadzone dziwne zasady, wobec których Motyl miała mieszane z uczucia, z naciskiem na negatywny odbiór.
— Mroczna Gwiazda mnie o ciebie wypytywał — odezwała się niespodziewanie, chcąc pokonać złowrogą ciszę. — A w sumie bardziej o to, jak ja radzę sobie z twoim treningiem. Uważa cię za niezwykle uzdolnionego i boi się, że zmarnuję twój potencjał — parsknęła, przewracając oczami. — Najwyraźniej nie docenia twojego charakteru, nie dałbyś się przecież nikomu zmarnować, czyż nie? — zamruczała już mniej arogancko. Lubiła, jak się ją chwali, ale i sama potrafiła obdarowywać innych komplementami. — Mimo wszystko to powód do dumy, że lider wyróżnia cię na tle klanu. Kto wie, może kiedyś dojdziesz tam, gdzie on, a przy tym osiągniesz więcej? — zagadnęła, spoglądając na niego z pewnego rodzaju matczyną dumą. Nawet jeśli nie ingerowała zbyt w jego wychowanie, to w jakiś sposób czuła się za niego odpowiedzialna. I to nie tylko przez to, że został jej uczniem.
 
<Gąsior?>

[przyznano 5%]

09 sierpnia 2022

Od Gęsiej Łapy CD Motylego Trzepotu

Tonkij uważnie obserwował starszą kotkę oraz wsłuchiwał się w jej słowa. No... miała rację, co miał tutaj ukrywać? Cicha Kołysanka była beznadziejną matką jak i wojowniczką, nie miał jak brać z niej przykładu bo kotka nie posiadała żadnych dobrych cech. Oboje, on i Motyli Trzepot to wiedzieli.
— Ale twoja matka może być problemem —  wtrąciła nagle. — Tak łatwo mi ciebie nie odda. Plus nie podoba mi się twoje obeznanie w plotkach o mojej bezpło... —  urwała. Nienawidziła tego słowa i zawsze utykało jej w gardle, gdy próbowała je wypowiedzieć. —  Sam wiesz, o co chodzi. Uznajmy, że jak usłysz coś niezbyt przychylnego na mój temat, to się ładnie dogadamy i będziesz mi mówił, kto rozsiewa takie niedorzeczne historyjki  —  oświadczyła. — Ze swoją aktualną "mamcią" zbyt wiele nie osiągniesz, ale ja zrobię z ciebie kogoś pożytecznego. Dla klanu oczywiście —  doprecyzowała. 
Czy ona pytała dzika, czy sra w lesie? To oczywiste, że chciał zmienić matkę, tortie była zdecydowanie lepszym materiałem na rodzicielkę, aniżeli to srebrne coś!
— W takim razie, miło cię widzieć, mamo — ostatnie słowo zaakcentował dokładnie, nim wtulił się w futro wojowniczki, które zapachem przypominało słodką woń miodu oraz róż.
* * *
Odepchnął wojowniczkę z całej siły, gdy ta przyparła go do pnia drzewa. Wbił pazury w jej ramiona, sycząc. Motyli Trzepot uskoczyła, dyszą ciężko. Tym razem podczas sparingu poszli w bardziej ostre nuty. Gęsia Łapa miał zamiar udowodnić matce to, czego się przez te wszystkie księżyce nauczył.
Chciał jej pokazać, że nie jest miękką pizdą jak jego biologiczna, wąchająca kwiatki od spodu, matka.
Urywany, chrapliwy oddech uciekał z pyska ucznia, gdy stanął na tylnych łapach, mocując się z szylkretką, która ani myślała, by pozostać mu jakkolwiek dłużna. 
Napiął mięśnie, rzucając wojowniczkę na grzbiet, by zaraz postawił łapę z odsłoniętymi pazurami na jej gardle.
— Całkiem ładnie Gąsiorku — pochwaliła go. Tonkij uśmiechnął się pod wąsem, pomagając kocicy wstać.
— Dzięki, mamo — odparł lekko, głosem pełnym szacunku i miłości, jakby faktycznie Motyl wydała go na ten świat.

< Motyl? >

[przyznano 5%]

10 lipca 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Gąsiorka

Zerwała się na równe łapy, a kocię, które ledwo co zadomowiło się przy jej futrze, utraciło na moment równowagę i w ostatniej sekundzie uratowało się od bliskiego zetknięcia pysku z ziemią. Motyl nieustannie przenosiła wzrok to z pointa na Cisową Kołysankę i z powrotem. Ugryzła się w język, czując wbite w nią wnikliwe spojrzenie karmicielki. Czego ona chciała? Przecież nie zabije jej dzieciaka, co najwyżej sobie pożyczy, ale zdecydowanie bardziej zasługiwała na posiadanie go w opiece. Byłaby w stanie usiąść na środku obozu i księżycami wymieniać powody, wedle których była o wiele lepszym materiałem na matkę niż wszystkie inne kotki razem wzięte.
— Ale bez takich określeń — fuknęła, a wąsy zadrżały jej z oburzenia.
— Dlaczego ci się nie podoba? — spytał kocurek, przekrzywiając na bok łebek i wpatrując się w nią wyczekująco. Możliwe, że szylkretka była przewrażliwiona, ale wyczuwała tu zwykłą prowokację do zdenerwowania jej do granic możliwości.  W obozie akurat starała się nie unosić gniewem, nie mogła popsuć sobie opinii idealnej i ułożonej.  Zresztą, wystarczająco już dała nadwyrężyć swoje nerwy. Tylko Jastrzębia Gwiazda był na tyle zdolny, aby wzniecić w niej chęć podniesienia głosu.
— Brzmi jak zwrot to takiej niedołężnej staruszki, co już ledwo się rusza i jedynie siedzi w kącie legowiska, obżerając się cały dzień piszczkami — stwierdziła, krzywiąc się, bo w głowie mignęło jej wyobrażenie siebie samej w takowej roli. — Jak już, to możesz mi mówić mamusiu, albo zwyczajnie mamo. Nie wysilaj się na tego typu ksywki, albo przynajmniej zachowaj je dla siebie — sarknęła.
—  Czyli akceptujesz mnie jako swojego syna? — zagadnął z lekkim niedowierzaniem w głosie.
Motyli Trzepot zmierzyła go perfidnie krytycznym spojrzeniem.
— Powiedzmy, że nietypowe umaszczenie ratuję cię i będę w stanie przyznać się do ciebie — rzekła po dłuższej chwili namysłów i oceniania niezwykłości wspomnianego koloru futra. —  Jesteś dosyć chudy, czy ta wariatka cię głodzi?  — dociekała.
Nie czuła się najlepiej ze sposobem, w jakim wyrażała się o swej mentorce. Dobrze wspominała trening i podejście srebrnej. Nie martwiła się nawet potencjalnym zagrożeniem w  postaci Gąsiorka, który mógłby wygadać się innym z jej nie do końca miłych słów. W końcu to zwykły dzieciak, u którego można zwalić wszystko na zbyt bujną wyobraźnię.
Tu raczej wyjaśnieniem jej samopoczucia była zazdrość. Cisowa Kołysanka młoda nie była, a w dodatku przez swą ślepotę miała w życiu wiele utrudnień. A mimo to dała radę znaleźć sobie kogoś i dorobić się własnych dzieci, podczas gdy Motyl próbowała bezskutecznie wszystkiego. A cel miała taki sam, więc jej niemoc doprowadzała ją do rozpaczy i zawiści. Zapragnęła odebrać srebrnej to szczęście.
— Ale twoja matka może być problemem —  wtrąciła nagle. — Tak łatwo mi ciebie nie odda. Plus nie podoba mi się twoje obeznanie w plotkach o mojej bezpło... —  urwała. Nienawidziła tego słowa i zawsze utykało jej w gardle, gdy próbowała je wypowiedzieć. —  Sam wiesz, o co chodzi. Uznajmy, że jak usłysz coś niezbyt przychylnego na mój temat, to się ładnie dogadamy i będziesz mi mówił, kto rozsiewa takie niedorzeczne historyjki  —  oświadczyła. — Ze swoją aktualną "mamcią" zbyt wiele nie osiągniesz, ale ja zrobię z ciebie kogoś pożytecznego. Dla klanu oczywiście —  doprecyzowała.

<Gąsiorek?>

29 czerwca 2022

Od Gąsiorka CD Motylego Trzepotu

Turkusowe ślepia utkwione były w szylkretowej koteczce, która delikatnie trzęsła się na całym ciele. Widział, a nawet czuł jej złość nawet wyraźnie, jednakże nie bardzo rozumiał dlaczego, po co i jak. Cóż, niczym typowe, jeszcze gówno wiedzące kocię. Gąsiorek przekrzywiał łeb, czekając aż wojowniczka skończy to całe psioczenie na ich starą i opowie nareszcie jakąś bajkę, bo jednak to go interesowało najbardziej. No- słuchanie jednak, jak nieznana mu kotka obraża Cisową Kołysankę było jednak w pewnym sensie ekscytujące i z całą pewnością, bawił się wybornie.
— Toooo... co z tą opowieścią? — mruknął Przebiśnieg z lekka rozbawiony. Spoglądał na szylkretkę, która sprawiała wrażenie, jakby się przesłyszała. Czekając jeszcze trochę aż wojowniczka zacznie coś opowiadać, zrezygnował ostatecznie i z fochem odwrócił się, wracając do środka.
Gąsiorek obserwował brata, aż ten nie zniknął mu z pola widzenia.
— Czyli moja matka jest aż taka okropna? —  przechylił głowę, jakby nie potrafiąc uwierzyć w prawdziwość słów Motylego Trzepotu.
— Oczywiście, że jest! Nawet gorsza! Chyba wiem lepiej, skoro spędziłam z nią kilkanaście księżyców na treningu. Ślepe ciele. Nie powiesz mi chyba, że nigdy was nie pomyliła — prychnęła, pusząc z oburzenia swoje rudawe futro. Gąsiorek zamilkł na uderzenie serca. No... miała rację, jednak dziwnie mu było ją przyznać kocicy, która z marszu walnęła czymś pokroju "Siema dzieciaki wasza stara jest chujowa". Jednak żeby było śmieszniej, to prócz tego, że wojowniczka miała rację, to Gąsior nie umiał się też z nią nie zgodzić. Dziwne uczucie.
— To weź mnie od niej — zażądał, tupiąc łapą — Ponoć chcesz mieć kociaki, nie? — dodał zaraz, wciskając się kotce między łapy. Wtulił się w jej kręcone futerko na klatce piersiowej, przymykając ślepia. Faktycznie, było jakoś milej i nie śmierdziało. Kotka pachniała czymś w rodzaju pszczelego pyłku zmieszanego ze świeżymi ziołami; to było miła odmiana w porównaniu z zatęchłym smrodem Cisowej Kołysanki.
Kocurek kichnął, potrząsając łebkiem.
— Skąd o tym wiesz, glucie?
— Plotki — wzruszył barkami, kontynuując wtulanie się w szylkretkę. — Jak chcesz to możesz mnie sobie wziąć. I tak jej nie lubię — wskazał łapą w stronę żłobka, z którego wyłoniła się paskudna morda srebrnej karmicielki. — No, to jak będzie, mamciu? — zamruczał, wtulając się w jej policzek, korzystając z tego, że kocica nadal leży.

< motyl? >

28 czerwca 2022

Od Motylego Trzepotu CD. Gąsiorka

Zajęta tym, by sprawiać wrażenie doskonałej, omal co nie zdeptała kręcących się przy jej łapach kociąt. Zniżyła na nich wzrok, słysząc prośbę o jakąś opowiastkę. Cóż mogła wrzucić do głowy tym malcom, których tak cholernie zazdrościła Cisowej Kołysance? Najchętniej nagadałby coś złego na temat ich matki, tylko dlatego, że ta posiadała więcej szczęścia w życiu niż ona.
To było wprost niesprawiedliwe, by jej mentorka, mająca już pewnie setki księżyców na karku, mogła dorobić się dzieciaków, a ona nie. O wiele bardziej zasługiwała na bycie matką — była znacznie zaradniejsza, widziała cokolwiek i z jej urodą, z pewnością wyplułaby na świat najpiękniejsze istotki, jakie tylko mogłyby stąpać po tym świecie.
— Z miłą chęcią — odparła w końcu. Zasiadła wygodnie na suchszym kawałku ziemi, aby żadne błoto nie dostało się na jej idealnie zadbane futerko. — Chcielibyście posłuchać o czymś konkretnym? — zapytała.
Już dużo wcześniej zdążyła się zorientować w ich imionach. Gąsiorek i Przebiśnieg. Może to tylko kwestia buzującej w niej zazdrości, ale uznała, że obie nazwy są brzydkie. Gdyby tylko miała szansę, nazwałaby swoje dzieci najpiękniej, jak się da. Zresztą, nawet ich nie rozróżniała. W myślach tego po lewej, niebieskiego, określiła mianem bachora, a tego liliowego słowem "gówniarz". Na pewno Cisowa Kołysanka nie przykładała się do ich wychowania, więc te słowa pasowały do nich idealnie. Jeszcze wyrosną na paskudne stwory, teraz jedynie sprawiali wrażenie niewinnych i uroczych.
— O czymkolwiek. Może wie coś pani ciekawego na temat naszej matki? — spytał pierwszy, na co momentalnie uśmiechnęła się. Jakby kocię czytało w jej myślach.
— Och, wiem dużo na jej temat! To była moja mentorka — oświadczyła, pochylając się ku nim. — Tak między nami, zdradzę wam coś w sekrecie, ale ani mru mru nikomu więcej — mruknęła ostrzegawczo i gwałtownie się wyprostowała. — Współczuję wam, że macie ją za matkę. Mogliście trafić lepiej, ona kompletnie nie nadaje się do tej roli. Nigdy się nie stara, zawsze wszystko robi byle jak i na szybko. W dodatku zarywa do każdego kocura, paskudnie, co nie? — Kłamała. Cis nie była taka zła, ale zazdrość w sercu Motyl nie pozwalała jej przyhamować. — Podrywała wielu, więc ja bym się na waszym miejscu zaczęła zastanawiać, czy ten, którego podaje za waszego ojca, na pewno nim jest. Wyglądacie na bystrych, więc szkoda, że próbuje wam namieszać w głowach. Czy ona was w ogóle rozróżnia? Jest ślepa jak kret, chociaż nie wiem, czy to aby na pewno kwestia wady wzroku, czy może po prostu jest taka głupia. Potrafiła pomylić krzak z kotem, więc nie zdziwicie się, jeśli będzie was wołać, gapiąc się na rośliny — mamrotała, czując, jak złość na niesprawiedliwość tego świata powoli się z niej ulatnia. — Krótko mówiąc, na gorszą matkę trafić nie mogliście. Biedactwa — to mówiąc, uśmiechnęła się, a na jej pysku malował się wyraz współczucia. 

<Gąsior?>

15 czerwca 2022

Od Gąsiorka DO Motylego Trzepotu

*dosłownie chwilę po porodzie*
Gąsiorek niechętnie otworzył oczy, popatrzył na świat turkusowymi ślepiami po czym... Znienawidził go. Wystarczyła chwila, żeby stwierdzić, że znalazł się w wielkim lisim łajnie. Prawie że dosłownie. Fuknął rozeźlony, widząc szpetne kocie mordy. Do tego jeszcze jakaś wpychała mu się dosłownie pod facjatę. Zasyczał wściekle, bijąc tego kogoś po nosie, kocięcymi pazurkami. Otworzył pyszczek, mając zamiar coś powiedzieć. Tak! Jego pierwsze słowa!
— Co się gapisz głupi, stary grzybie?! — warknął, uciekając z uścisku matki, by schować się w rogu kociarni. Tego brakowało, żeby jakiś rudy medykowy śmierdziel wpychał mu jakieś śmierdzące gówno do mordki — Nie gapcie się na mnie durne mysie bobki! — dodał, widząc spojrzenia wszystkich zebranych na sobie, po czym ostentacyjnie walnął się w samym rogu, zakrywając pysk ogonem.

*jakiś czas później* 
Znowu wymknął się matce, tym razem z Przebiśniegiem, jednakże obaj nie żałowali niczego. Dosłownie niczego. Ostatnie spotkanie z walniętą wojowniczką imieniem szalej nadal siedziało gdzieś w głowach kociaków, jednakże przyćmiła je monotonia dnia oraz chęć zabawy oraz poznawania świata.
Tym razem stwierdzili, że pomęczą kogoś, kto będzie chociaż bardziej rozgarnięty aniżeli ich rodzicielka.
Ich ofiarą miała zostać Motyl, czy jak jej tam było. Dorosła wojowniczka kąpiąca się w słońcu sprawia wrażenie dostojnej, szczególnie przez swojego ogniste futerko, które mieniło się w świetle dnia.
Podchodząc do niej ostrożnie, wrzucili na swoje pyszczki radosne uśmiechy.
— Dobry — odezwał się Przebiśnieg, wychodząc przed brata. Gąsior obserwował kotkę uważnie, poruszając końcówką ogona — Opowie nam coś pani?
 
< Motyl? >