୧ ‧₊˚ 🌿⋅
Teraźniejszość
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)
29 września 2025
Od Lulkowego Ziela CD. Żmijowcowej Wici
01 września 2025
Od Żmijowcowej Wici CD. Lulkowego Ziela
Obserwował żałosne poczynania swojego brata. Nie żeby nie był już po części do tego typu zachowania przyzwyczajony, ale patrzenie na Lulka w tym stanie, który aż prosił o pomstę jakiejś nadkociej siły... nie było zbyt proste, nawet dla takiego egoisty jak Żmijowiec. Ruchy kocurka były mechaniczne, leniwe i monotonne, a jego pysk zamyślony i smutny, bardzo zmartwiony, chociaż wzrok wpatrzony był w jeden punk, a oczy pozbawione iskierek. Nie ukrywał swojej degustacji, krytyki względem brata. Nie wiedział, co taki Lulek może mieć w tej swojej głowie, że aż tak bardzo się przejmuję. Przecież nie ma na głowie wyżywienia klanu, nie boi się, że ktoś zaatakuję go podczas patrolu, kiedy zbliży się zbyt mocno do granicy, nie musi przejmować się atakami drapieżników, które teraz, kiedy zaczyna się cieplejsza pora, mogą okazać się dużym utrapieniem dla łowców. Nie jest też medykiem, nie opatruję ran, nie ma styczności z zakaźnymi chorobami, nie odbiera porodów, nie towarzyszy kotom przy ostatnich oddechach... Powinien był najspokojniejszym, najbardziej zrelaksowanym i szczęśliwym, wdzięcznym Nocniakiem w tym obozie, ale nie... Lulkowe Ziele musiał nosić na mordce ten żałosny wyraz nędzy i rozpaczy, który w bardziej wrażliwych kotach, wywoływał poczucie współczucia. U Żmijowca jednak budziło jedynie zirytowanie.
Nie kontrolował swojego pyska, nie umiał, nie chciał, a więc kolejne pomieszane ze sobą emocję kwitły na nim niczym trujące kwiaty. W końcu brat się odezwał, wyrywając się z objęć tego monotonnego marazmu.
— Patrzysz się, jakbym co najmniej zaczął latać... — burknął, kładąc uszy po sobie. Żmijowcowa Wić jedynie parsknął i podniósł jedną brew, robiąc krok w kierunku ogrodnika.
— Nie latać, to pewne, ale w tej twojej dziurze można by kota utopić. — Zerknął do środka, a odruchowo czarnobiały zrobił dokładnie to samo. Bury, w przypływie dobrego humory, z chęciami, aby rozbawić, rozruszać nachylającego się obok niego kocura, podciął mu jedną z przednich łap, pozwalając przy tym, aby jego znacząco się pobrudziły. Lulek zadrżał, najeżył się i na moment stracił równowagę. Mało brakowało, a faktycznie wpadłby na główkę do wykopanej przez siebie "grządki". Zielonooki zaśmiał się głośno, patrząc na przestraszony pysk brata. — Haha! Żebyś widział swoją mordkę Lulku! Oczy masz jak dwa słoneczka, wiesz? Od razu pojaśniały.
— Cz-czy ty się dobrze czujesz? — zapytał, wciąż trzęsąc się. Teraz już nie wiadomo czy ze strachu, czy ze złości. — Czy wszystko jest dla ciebie żartem? — dodał jeszcze, patrząc na niego znad drgających wąsów. Żmijowcowa Wić fuknął pod nosem.
— Śmieszne rzeczy są — powiedział, uderzając brata ogonem po udzie. — Przestań być takim mazgajem. Świat to nie tylko twoje roślinki, wiesz? Skoro nawet to tak cię rusza, to może lepiej, że siedzisz z nosem z brei... — Skrzywił się i zrobił krok w tył, dając Lulkowi przestrzeń, której przecież tak bardzo pragnął.
"Oczywiście, że nie ważne co robię, to musi uważać MNIE za najgorszego na świecie..." — pomyślał i zaczął coś mlaskać pod nosem. Słowa nie były sensowne, nie różniły się od bełkotu. Nie czekając na żądną dalszą instrukcję, usiadł lisią długość dalej. Odwrócił się do brata grzbietem, przez moment czekając, aż ten sam da mu jakieś zadanie; w końcu miał mu pomóc. Aby nikt nie powiedział, że sie obijał, zaczął grzebać łapką w pulchnej, miękkiej ziemi. Powoli, bez pośpiechu, nie wyglądając tak kretyńsko, jak Lulkowe Ziele, kiedy odleciał w krainę swoich głupich zmartwień, rozgarniał glebę. Z każdym ruchem kupeczka obok jego ogon rosła i rosła, aby potem posłużyć za obleśną, brudną pierzynkę dla jakiegoś niepotrzebnego zielska. Przez moment zastanawiał się nawet czy gdyby posadził kamień, to też coś by wykiełkowało. Był pewien, że tak i że byłoby to o wiele bardziej użyteczne niż te wszystkie medykamenty, którymi zajmują się brat i Pierzasta Kołysanka W międzyczasie przyglądał się jak większa grupa kotów, której cieszył się, że częścią nie został, zajmuję się wykonywaniem znacznie cięższej pracy. Podzieleni na dwie grupy: jedną znacznie mniejszą od drugiej, Nocniacy wpychali na wyspę ogromny głaz. Niemal cały klan został zaangażowany w tę akcję; Żmijowiec wychwalał swoją decyzję przez następne kilka wschodów słońca. Rozpędzona Łapa, Krewetkowa Łapa i Trzcinowa Łapa zajmowały się oczyszczaniem drogi, po której ma zostać przeciągnięty kamień, pełniąc też rolę swoistych stróżów porządku; w ich obowiązku było ostrzegać koty, które mogłyby zostać przygniecione, jeśli znalazłyby się w złym miejscu, w złym momencie.
W końcu jednak zmęczył się samym patrzeniem i zniecierpliwiony spojrzał przez bark na ogrodnika.
— Dasz mi coś do roboty czy sam mam przyrosnąć do tej ziemi?
31 sierpnia 2025
Od Lulkowego Ziela CD. Żmijowcowej Wici
29 sierpnia 2025
Od Żmijowcowej Łapy (Żmijowcowej Wici) CD. Lulkowej Łapy (Lulkowego Ziela)
Jeszcze przed wejściem do lecznicy dopadł ich aromat zielska i innych badyli, które w jakiś sposób miały pomagać chorym kotom. Zmarszczył nos, ale wszedł, w końcu odwracając się też, aby zobaczyć czy Lulek nie zaginął gdzieś po drodze z jego cennym dowodem. Ogrodniczek był jednak zaraz za nim, niemal nie wciskając zarobaczonej rybi w jego tyłek. Bury aż odskoczył. Miał zamiar go złajać, ale z ciemności odezwał się głos kotki.
— A wy co dzieciaki tu robicie, nie wyglądacie na potrzebujących pomocy — mruknęła czarna, wyłaniając się ze składziku.
— Przepraszamy za najście, ale... — zaczął grzecznie Lulkowa Łapa, który już dobrze znał księżniczkę z powodu ścieżki szkolenia, którą obrał.
— Ale ktoś próbował mnie zabić! — dokończył za niego Żmijowiec tonem niezwykle dramatycznym.
— N-no... może przesadzasz... — mruknął do niego brat, ale brew medyczki powędrowała do góry.
— Cóż ty mówisz? — zainteresowała się i zrobiła kilka kroków do przodu. — A tę rybę przynieśliście z powodu? Chcecie mnie przekupić, żebym stanęła po waszej stronie, czy co? — Wskazała na nadgryzionego truposza.
— To! — Zielonooki również pokazał pazurem pod łapy Lulka. — To jest żywy dowód, proszę Pani!
— Do żywego mu daleko... — miauknął żółtooki.
— Hm... — Starsza zbliżyła się jeszcze bardziej, dostrzegając w końcu wijące się larwy i inne robale, które zdążyły już całkowicie przegryźć się przez jasne mięso. — Coś takiego... I to prosto ze stosu zwierzyny?
— Kiedy ją brałem, była jeszcze mokra od rzeki! — Złapał się za pierś.
— Skóra jest jeszcze sprężysta, a oczy błyszczące — dodał drugi uczeń.
— To zasadzka! To-to... To coś haniebnego, coś głębszego i zaplanowanego, mówię Pani! — Smukły terminator zrobił krok w stronę księżniczki, która dalej oglądała owy "dowód".
— I... Zrobi coś z tym Pani? Słyszałem, że ma Pani czarodziejską perełkę... — mruknął Żmijowiec.
— To prawda, to prawda, mam taką, ale... Ah! Zostawcie mnie, muszę to zbadać... To może znaczyć katastrofę, coś większego, coś niecnego, zagładę dla klanu być może...
— Czy... Czyli nikt nie chce mnie zabić? Jest Pani pewna, Pani medyczko? — Reakcja starszej mu się nie spodobała. Jakim cudem nagle z zamachu na JEGO osobę wszystko przemieniło się w zagładę całego Klanu Nocy? Czy nawet nieszczęście musiał z kimś dzielić, być o nie zazdrosnym?
— Tego nie wiem, miejmy nadzieje. A teraz zmykajcie. — Wygoniła ich ruchem łapy.
Żmijowcowa Łapa ciężko usiadł przy wejściu do lecznicy. Lulek przyglądał mu się z niepewnym wyrazem pyszczka.
— Co się stało? — zapytał w końcu.
— Nie pomogła...
— Różana Woń powiedziała przecież, że to zbada...
— Chciałem zobaczyć, jak gada do perły.
— To pewnie jakiś rytuał...
— Srytuał...
— Żmijowcu! Nie obrażaj, ona chce ci pomóc.
Troche podbudowała go myśl, że to jemu przyszło odnaleźć taki znak... szkoda tylko, że nic to nie dało. Przynajmniej to nie on obudził się z mokrym tyłkiem. Wolał już skosztować robaka niż być jak Świtezianka. Mokrodupiec...
Życie po potopie wracało do normalności. Chociaż obóz był dalej... daleki od tego, jak prezentował się przed katastrofą, tak klan nie zaprzestawał pracy nad nim. Najgorsze było to, że nie każde zadanie było sobie równe. Żmijowiec robił wszystko, aby tylko uciekać przez tymi, które albo wykończą go fizycznie, albo zmuszą do pracowania z kimś, kogo szczerze nie trawi, albo sprawią, że jego futro będzie cuchnąć ziemią przez następne kilka wschodów słońca. Tym razem się udało. Z samego ranka, wraz z Kropiatką, wzięli się do roboty. Drobna uczennica okazała się być niczym gwiazdka z nieba, gdyż jej filigranowa postura była wspaniałym argumentem za tym, żeby zajmowali się wspólnie prostszymi, lżejszymi obowiązkami. Tego dnia ruszyli zbierać drewno pływowe, które woda rzeki naniosła na płyciznę, otaczającą obóz. Terminatorka zbierała głównie gałązki i patyczki, a wojownik, mimo niewielkiej siły, próbował radzić sobie z większymi kawałkami drewna. Zbierali je na jedną kupkę, aby potem sprawnie i po trochu zanosić je do środka, gdzie Algowa Struga zajmowała się pracami nad kociarnią, zdolnie rozdzielając praktyczne zadania między Stokrotką i Czaplą, którzy zręcznymi łapami zaplatali je między trzciny i tatarak. Chociaż nie musieli wciągać wielkich kłód, głazów i innych prawdziwe ogromnych przedmiotów, tak i tak byli całkowicie wymęczeni, kiedy słońce minęło moment szczytowania. Kiedy ostatni patyczek został położony obok łap zastępczyni z kręconym futrem, Żmijowcowa Wić oddelegował podopieczną do legowiska, aby odpoczęła. On sam zaczął rozglądać się po obozie. Dostrzegł w końcu Lulkowe Ziele, który z pyskiem pełnym ziół, dreptał w stronę swoich grządek. Część z nich była już porozkopywana; widział, jak z samego rana kocur się tym zajmował. Widział, jak głęboko zakopuję swoje cudne, życiodajne kuleczki, aby potem przyklepać je łapkami. Czasami nawet zazdrościł tej prostej pracy ogrodnikowi... Mógłby jak on zajmować się teraz tylko sadzeniem i kopaniem, a nie wnoszeniem głazów... Wojownik spokojnym krokiem skierował się w stronę brata.
Ogrodnik zmarszczył lekko brwi i położył zawiniątka przed łapami.
— T-to jakaś podpucha, czy... — zapytał niepewnie, dalej świdrując brata żółtymi ślepiami.
— Nie. Skończyłem pracę z Kropiatkową Łapą. Nie chce jej aż tak męczyć, ale jeśli potrzebujesz łapy, to mogę ci ją podać — powiedział nonszalancko. Rozejrzał się. Miejsca, gdzie powinny rosnąć zioła, były delikatnie pozaznaczane pazurem, ale dalej ziemia była zbita i twarda, zwłaszcza przez pogodę. — To chyba nie jest zbyt męczące co? Mogę rozkopać ziemie. Nie jest bardzo wilgotna, więc raczej łatwo się ją zmyję... Możesz mi też dać trochę tych nasionek, jeśli myślisz, że źle coś pomiętolę. Chyba że jest w tym więcej filozofii, niż mi się wydaję, ale skoro nawet ty dajesz sobie z tym radę, to z czym ja miałbym mieć problem — zażartował, uderzając brata lekko ogonem w bark. Nie czekając na instrukcje, faktycznie podszedł to ziemi i zaczął przebierać łapami, spulchniając ją i rozgrzebując.
14 lipca 2025
Od Lulkowej Łapy CD. Żmijowcowej Łapy
07 lipca 2025
Od Żmijowcowej Łapy Do Lulkowej Łapy
Zazdrość gromadziła się w nim po cichu. Nie miał zamiaru pokazywać słabości, nie chciał dawać rodzeństwu swoistej satysfakcji, że to, co spotkało go, a co spotkało ich, doprowadziło go do takich skrajnych, nieeleganckich emocji. Pamiętał, że po dotknięciu nosa szczudłowatego stworzenia, usiadł po cichu, owinął łapy ogonem, a głowę trzymał prosto; wiedział, że matka patrzy. Obserwował, obserwował tych, którzy mieli trzymać piecze nad resztą. Rysi Bór wyglądał tak... Dostojnie, potężnie — niczym prawdziwy wojownik. Jego blizna była jak znak, jak znak, że jest godny swojego miana. A te piekące oczy, ten jaskrawy wzrok! Pfu! Widział, jaki wyraz pyszczka miała Wężynka — oh, jaka ona była skwaszona! Fakt, Dryfująca Bulwa wyglądał, jakby już był cały brudny, chociaż jego futerko lśniło od śliny. Jego pedantyczna siostra będzie musiała przejść przez piekło, już to wiedział. Ale jego postura była jeszcze bardziej imponująca. Ta szeroka klatka piersiowa, te mocne niczym kłody łapy... Tylko ten pysk! Taki... Miły i delikatny, ciepły i serdeczny! Wojownik takiej postury powinien wyglądać jak wyciosany z kamienia, stoicki, wyniosły... Abominacja...
Nawet Perlista Łza - nowa mentorka Rosiczki prezentowała się lepiej! Wyglądała tak, jak powinna wyglądać kotka. Była drobna, delikatna, całkiem ładna... A nie jak to, co siedzi obok niego! Duże i chude... Połamie się przy pierwszym podmuchu wiatru, który zafarbuje korony na pomarańcz i brąz. I pewnie wtedy jeszcze powiedzą, że to jego wina! Bo wszyscy go sabotują. Dali mu najgorsze mentora, a on przecież jest najlepszy. Nawet jeśli chcieli tylko wyrównać szansy to, czemu nie próbują przycisnąć reszty, tylko wyżywają się na nim?
O Lulku nawet nie chciał wspominać - spisał brata na straty, kiedy ten powiedział mu raz, że znalazł robaka, który wyglądał jak on.
Nie wyglądał. Był brzydki, był wijący się i oblepił się cały ziemią, a kiedy czarnobiały chciał go przysunąć, skurczył się, a następnie zwinął w obślizgłą kulę. Tego dnia nie odzywał się już do brata, a kiedy ten spał, wsypał mu piać, który naniósł się w żłobku, do ucha.
A teraz marnuję on resztki swojego potencjału, który pochodził nie tyle od niego samego, a od krwi, która w nim krąży, którą dzielił z nimi wszystkimi. Zaprzepaści wszystko, co poświęciła im matka, aby zostać ogrodnikiem. Aby grzebać w ziemi, wyciągać robale, chwasty.
Zaprawdę godne pożałowania...
Dzisiejszy trening nie odbiegał niczym od poprzednich, i zapewne nie zapowiadał zmiany co do następnych. Wojowniczka od razu skierowała się do legowiska, nie spoglądając nawet na stos ze zwierzyną. Żmijowiec za to nie miał zamiaru opuścić posiłku. Jego mentorka była zwolenniczką głodzenia swojego ucznia, co niesamowicie irytowało kocurka. Był pewien, że burczenie w jego brzuchu wystraszy wszystkie myszy, że woda niesie je daleko z prądem, informując ryby, że ktoś na nie czyha. Skierował się powoli, bez pośpiechu w stronę pieńka. Co prawda zaczynali zwykle bardzo wcześnie, ale za to wracali jako jedni z pierwszych. Nie widział nigdzie Tojadu, nie słyszał Wężynki, nie czuł Rosiczki... Matka również nie wróciła jeszcze.
"Co za pech... Czemu akurat ja..." — jęknął w głowie, krzywiąc się jednak widocznie. Zabrał średniej wielkości rybkę, a następnie usiadł, ciesząc się miłym cieniem. Chociaż dzień nie był niesamowicie gorący, jego gęste futro sprawiało, że nawet najmniejszy promień grzał niemiłosiernie. Żaląc się nad swoim losem, wziął drobny kęs. Od razu poczuł, że coś jest nie tak. Spojrzał zaalarmowany w dół i momentalnie wypluł kawałek rybiego mięsa.
Larwy...
Zakaszlał dramatycznie, próbując powstrzymać się od zwrócenia czegokolwiek, co miał w żołądku. Dreszcz przeszedł mu po grzbiecie.
"Czemu ja..." — powtórzył ponownie i zrezygnowany odsunął z obrzydzeniem niejadalne paskudztwo..
Coś zamigało my w kąciku oka. Lulkowa Łapa. Tak. Jeśli ktoś ma się ucieszyć, jeśli ktoś ma mieć pożytek z tego... Czegoś, to właśnie on.
— Lulku! — zawołał Żmijowiec, a brat zastrzygł uszami, może trochę zdziwiony tym niespodziewanym dźwiękiem. Skrzyżowali wzrok. Bury kiwnął głową, aby przywołać go do siebie.
— To nieważne! — Złapał kryzę na jego karku i szarpnął nim, może trochę zbyt mocno, aby spojrzał na leżącą, skażoną zdobycz. — Spójrz! Widzisz to?!
— N-no... Ryba! — odpowiedział, nie do końca pewien, o co chodzi bratu.
— Fałsz! Zbliż się do niej! — Szarpnął nim ponownie, zmniejszając jeszcze bardziej odległość między czarnym pyszczkiem Lulkowej Łapy, a jego niedoszłym posiłkiem. — Widzisz? Co to jest! Hańba! — warknął, ale nagle odsunął go od robali, które wiły się w mięsie, tak, aby patrzył mu prosto w oczy. Zbliżył się. — Lulku, posłuchaj mnie uważnie, dobrze? To jest sabotaż... To wszystko; mój trening, moja mentorka... A teraz i to... Ktoś chce mnie wykończyć, i ty — Pazurem dotknął jego piersi — Musisz mi pomóc.