– Nie ma mowy, Migocząca Łapo. To twoje obowiązki, nie moje. To, że chodzę często do starszyzny, nie oznacza, że mam cię wyręczać w zmienianiu mchu. – Poruszyła delikatnie ogonkiem, gdyż był zbyt krótki, żeby nim machnąć i odwróciła się w stronę idącej do niej Mysikróliczej Łapy.
– Oh, no weź, to dla ciebie i tak mały wysiłek, a ja mam jeszcze dużo pracy.
“Od kiedy wymądrzanie się jest pracą?” – przekręciła oczami.
– Ćmia Łapo, bardzo brzuch mnie boli… – poskarżyła się Mysikrólik.
– O, mysi móżdżku, może ty to zrobisz? – Point nie odpuszczał. Mysikrólicza Łapa zmarszczyła nos, ukazując mu kły w wrogim grymasie. Ćmia Łapa jednak dotknęła jej lekko w bark i pokręciła głową, jakby na znak, że nie warto było.
– Migot, błagam, weź się do pracy i nas zostaw – mruknęła z lekkim rozczarowaniem i obrzydzeniem, że nawet gdy jej siostra cierpiała, on miał to gdzieś. Głupi narcyz. Jak on nazwał ją chwastem, to może też go przedrzeźni? Nie, nie będzie się zniżać do jego poziomu, bo niżej raczej się nie dało.
Kotka przypomniała sobie, że szylkretka miała niemałą "wojnę" z Mniszkowym Nektarem.
“Jeżeli to wina tego starca, to do następnych ziół na wzdęcia dorzucę mu krwawnik”, pomyślała kremowa i weszła z siostrą do legowiska medyka.
– Co dzisiaj jadłaś? – spytała liliową szylkretkę.
– Tylko mysz. Ał! – wrzasnęła.
– Dotknę ci brzucha. Powiedz, kiedy boli.
– …ał… Ał… Ał, AŁ! – skręciła się żółtooka.
– Wygląda, jakbyś miała siniaka. Powiedz, czy ktoś cię uderzył?
– Nie, w trakcie treningu się uderzy… BLE! – Liliowa szylkretka zwymiotowała i drżąc, położyła się na posłaniu. Odór mówił Ćmie, że wyrzuciła z siebie mysz.
“No dobrze, dzisiaj ci się upiekło, Mniszkowy Nektarze” – pomyślała kotka i lekko nachyliła się nad siostrą.
– Nadal cię mdli?
– Już nie…
– W takim razie odpocznij sobie, twój organizm musi się zregenerować po zatruciu. A ja zajmę się twoim… bałaganem – rzekła uczennica i wzięła trochę mchu, aby wytrzeć pozostałości niestrawionego jedzenia. Kiedy wszystko było w napęczniałych odłamkach mchu, rozrzuciła trochę lawendy, aby stłumić zapach.
Wtedy do legowiska weszła Księżycowa Aldrowanda.
– Ćmia Łapo, podasz… fuj, co tak śmierdzi?
– Mysikrólik źle się czuła – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Muszę zakopać wymiociny, ale jak wiesz, uczniowie nie mogą wychodzić sami z obozu.
– Myślę, że jak tylko pójdziesz wynieść śmieci to nic ci się nie stanie, tylko uważaj! – Szylkretka machnęła ogonem i kucnęła przy Mysikróliku.
Ćma skinęła głową, wzięła pakunek i skierowała się w stronę wejścia. Ominęła wodospad i poszła w górę klifu. Kiedy zaczęła się ziemia, wykopała dołek i włożyła mech do dziury. Akurat wtedy z patrolu wracali Lśniąca Gwiazda, Skrzydlata Pogoń, Wzorzysta Dal i Migocząca Łapa. Point nie był zadowolony, że ją widział, tak jak ona, że widziała jego.
– Dzień dobry, Lśniąca Gwiazdo, Skrzydlata Pogoni i Wzorzysta Dali. Cześć, Migocząca Łapo!
– Ch… Ćmia Łapo, witaj. – Powstrzymał się niebieski.
Kotka zakopała dziurę i razem z patrolem ruszyła do obozu.
– Sama wyszłaś z obozu kopać roślinki? – miauknął kocur i podniósł głowę do góry z uśmiechem.
– Musiałam posprzątać po niestrawności Mysikrólika, ale pewnie mało cię obchodzi stan współklanowiczów.
Migocząca Łapa lekko się skrzywił.
– Ja? Dla mnie życie moich pobratymców jest najważniejsze.
Kremowa zmrużyła oczy. Nigdy by tak nie powiedział, chyba że obok był jego ojciec… chyba próbował bardzo się wybielić przed oczami przywódcy.
– To bardzo mnie to cieszy! U starszyzny można powiedzieć, że jest epidemia kleszczy, a sama jedna nie dam rady. Byłabym wdzięczna, gdyby taki silny kocur, pełen empatii, pomógłby mi w nim. – Nałożyła akcent na “silny” oraz “pełen empatii”, aby zwrócić nieco uwagi przywódcy. Była ciekawa, jak kocur na tę niespodziankę zareaguje.
[613 słów]
<Egotopie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz