BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Margaretkowy Zmierzch x Przepiórczy Puch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Margaretkowy Zmierzch x Przepiórczy Puch. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2025

Od Przepiórczego Puchu CD. Margaretkowego Zmierzchu

Nie potrafiła ukryć tego, że słowa wojowniczki ją zaskoczyły. Margaretka od samego początku przywodziła jej na myśl pełną werwy i ambicji młodą kotką, nawet wtedy, gdy jej wiek zaczynał powoli dobijać dolnej granicy pozwalającej na przynależność do starszyzny. Szczególnie zdawało się to absurdalne, gdy sama Przepiórka była od towarzyszki nieco starsza i choć nawracające bóle kręgosłupa wielokrotnie przeszkadzały jej w sprawnym funkcjonowaniu, obiecała sobie pozostać na swej pozycji tak długo, dopóki była zdolna do żwawego przemieszczania się.
Z początku zaczepiła kotkę z nadzieją rozmowy o tym, czego dopuściła się Pierwomrówcza Gracja. Choć był to dla niej trudny temat, czuła pewną potrzebę przeproszenia partnerki liderka za stres, na jaki została narażona. Nie była co prawda ani trochę gotowa na tę rozmowę, ale sądziła, że improwizacja wystarczy. Skoro jednak Margaretkowy Zmierzch sama nakłaniała do porzucenia wszelkich nieścisłości z przeszłości, nie zamierzała na siłę przytaczać tego, co odbiło się w pamięci niejednego kota Klanu Burzy.
— Rozumiem, Margaretko — odezwała się w końcu. — Oh, jeśli Pajęcza Lila tak twierdzi, to nie ma co się kłócić. Co by nie było, zdania medyka się nie podważa — dodała w rozbawieniu, choć jej głos zdawał się brzmieć wyjątkowo sztucznie. Nie była w akcie ostatnich wydarzeń skłonna do pełnej swobody. Nie potrafiła ot tak zignorować tego, co miało miejsce. Ciążyło to jej na sercu. — Rozmawiałaś już o tym z Króliczą Gwiazdą? — spytała odruchowo.
— Tak.
Zmrużyła oczy. Dosyć krótka odpowiedź.
— I co on na to? — zagadnęła. — Przepraszam, jeśli wchodzę w prywatną sferę. Zapewniam cię, że to tylko zwykła ciekawość. Wydajesz się jeszcze pełna sił, ale zdaję sobie sprawę, ile ostatnio przeszłaś. Byłaś przez długi czas wspaniałą medyczką, a potem jeszcze lepszą wojowniczką. Zasłużyłaś na wolne — zapewniła, pochylając głowę.
Margaretka uśmiechnęła się życzliwie, jak to miała w zwyczaju.
— Nie był od razu co do tego taki przekonany, ale przedstawiłam mu swoją perspektywę i zrozumiał mój powód — przyznała.
Przepiórczy Puch nie miała już zbyt wiele do powiedzenia. Brzmiało to, jakby temat był o wiele bardziej rozbudowany, a ona sama tam nosa wściubiać nie powinna.
— Rozumiem. W takim razie szanuję twoją decyzję. Niezależnie od pozycji, jaką będziesz zajmować w klanie, jesteś w nim tak samo ważna i niezbędna — oświadczyła, przełykając ślinę. — Powodzenia na nowej drodze życia w takim razie. Nie myśl tylko, że w ten sposób uzyskasz ode mnie spokój. Będę cię odwiedzać, gdy tylko nadarzy się okazja. Ktoś musi ci dostarczać na świeżo plotki, czyż nie? — powołała się na tę niewinną, beztroską barwę głosu. Nigdy nie były szczególnie blisko, co nie sprawiało, że i na ostatniej prostej Przepiórczy Puch nie zamierzała zadbać o co po niektóre relacje.

***

Z początku nie dotrzymała swoich zapewnień. To znaczy, udało jej się odwiedzić Margaretkę w starszyźnie może z dwa razy. Nie wiedziała, na czym tak naprawdę traciła swój czas, ale gdy Szepcząca Pustka również postanowił udać się na emeryturę, udało jej się nagle wpadać do tego legowiska znacznie częściej.
Wpierw miała sporo obaw co do rozmowy z szylkretką. Była ona w stanie tragicznym po stracie swojego syna, więc jedyne, co starała się zawsze robić, to witać z nią i poruszać błahe tematy, jak chociażby pogoda. A to miały pogawędkę, że słońce ładnie świeci, ale za mocno, a innym razem wspólnie narzekały na to, że pada, co niby było dobre dla ziemi, ale złe dla nich, bo futra robiły się mokre, a przecież nie lubił być przemoknięty. 
Co by nie było, Margaretkowy Zmierzch zawsze jej odpowiadała. Nawet gdy wydawała się nie mieć sił, potrafiła wykrztusić z siebie te kilka, miłych słów. Przepiórczy Puch oczywiście nie męczyła jej wówczas dłużej, dając jej spokój, a samej skupiając się na uwadze partnera. Chcąc nie chcąc, jej wzrok momentami potrafił uciekać w kierunku dawnej koleżanki.
Z pewnym westchnięcie, oparła się o bok Szepta, wtulając pysk w jego futro. Nieustannie nie spuszczała spojrzenia z odwróconej do nich plecami kotki. Może gdyby życie inaczej się potoczyło, zdołałyby zostać bliższymi przyjaciółkami. Świat był jednak jaki był, a więc jedyne, co jej zostało, to zadbać o przetrwanie tej prostej znajomości.

[koniec sesji, dziękuję za nią pięknie, w alternatywnej rzeczywistości na pewno są bff!]

26 maja 2025

Od Margaretkowego Zmierzchu CD. Przepiórczego Puchu

 Zabawnym było, że każde z miłych słów: czy to komplement czy właśnie dobre słowo, słyszała przeważnie od kotów, które nie były w żaden sposób z nią spokrewnione. Obserwująca Gwiazda, Królicza Gwiazda, Czuwająca Salamandra, Kozi Przesmyk i pewnie jeszcze kilku innych kotów by się znalazło, a teraz w dodatku Przepiórczy Puch. Wciąż nie bardzo wiedziała, jak ma się w takich momentach zachowywać. Podziękować? Uśmiechnąć się? Uśmiech powinien wystarczyć w tej sytuacji. Tak więc uczyniła, obdarowała zastępczynię wdzięcznym uśmiechem, zapewniając ją, że jej obecność w legowisku medyków ani trochę jej nie przeszkadzała, wręcz była przyjemnością, a nawet była odskocznią od dotychczasowych czynności, które musiała pełnić.
– Naprawdę dobrze się stało, że Szepcząca Pustka "skradł cię" z Owocowego Lasu. – Dodała żartobliwie. – Jesteś właściwym kotem na właściwym miejscu. I nie daj sobie nikomu wmówić, że tak nie jest – Podsumowała, po czym nie chcąc już dłużej zajmować czasu zastępczyni, skinęła głową na pożegnanie i skierowała się do wyjścia 

~~~

przed śmiercią Nagietkowego Wschodu


Od tamtego czasu nie miała okazji rozmawiać z zastępczynią. I jak na złość dużo się przez ten krótki czas wydarzyło. Utrata jednego z żyć Króliczej Gwiazdy z powodu Pierwomrówczej Gracji. Zaraz po tym miał miejsce kontakt z Lwią Paszczą z samej otchłani Mrocznej Puszczy. A potem kolejne śmierci młodych i zasłużonych członków Klanu Burzy. A no i okazało się, że jej brat doczekał się potomka. Miała okazję kilkukrotnie rozmawiać z kremowym kocurkiem i była w szoku, że tak uroczy malec był spokrewniony z Nagietkowy Wschodem, jednak już w pewnym stopniu podczas rozmowy z bratankiem była w stanie wyłapać wpływ ojca na młodego.
– [...] tata mówił, że Klan Gwiazdy cię nie pobłogosławił... – Powiedział przyglądając się buremu futru kotki, które bez oporów dotykał łapkami. – I dlatego masz takie futerko odstające od reszty naszej rodziny. Nie możesz w przyszłości zostać liderką.
– Być może ma rację – Westchnęła, spoglądając w takie jak jej błękitne oczy kociaka. – Nie lubię się z Klanem Gwiazdy – Wyznała, na co kociak oparł łapki o jej pysk
– Dlaczego? – Wyszeptał, będąc najwyraźniej zaskoczony tym, że był ktoś, kto nie lubił się z Gwiezdnymi.
Dobre pytanie. Miała wiele powodów, dla których zaczęła uznawać istnienie Klanu Gwiazdy za zbędny byt. Nie bardzo rozumiała ich zachowania. Niekiedy decydowali się ingerować w sprawy żywych, a innym razem obojętnie obserwowali krzywdy swych wyznawców. Czy tak samo było w przypadku ostatnich wydarzeń? Zamiast przesłać ostrzeżenia medykom, pozwoli, aby kotom stała się krzywda? Nie widziała tego, a sama siostra zbywała ją, gdy starała się dowiedzieć, czy Gwiezdni przesłali jakieś ostrzeżenie dzięki któremu można było uratować przed śmiercią Grądowy Sztorm i Mysią Łapę. Czy ich śmierć była jakąś ważną częścią planu, do którego Gwiezdni dążyli? Tak jak w przypadku śmierci ważnych dla niej kotów? Pokręciła głową, chcąc pozbyć się tej myśli z głowy.
– Nie mogę ci powiedzieć – Wyszeptała, na co kociak się naburmuszył. W tym samym momencie dostrzegła Przepiórczy Puch w wejściu  Skruszonej Wieży. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Margaretka odruchowo odwróciła wzrok. W przeciwieństwie do szylkretki, kremowy kociak z radością przywitał się z zastępczynią i zachęcając ją, aby "rozkazała" Margaretce powiedzieć, dlaczego ta nie lubi Klanu Gwiazdy.
– Nie mogę tego zrobić – odparła kocica, czochrając Słońce po czubku głowy.
– Właśnie, że możesz. Jesteś zastępczynią. W przyszłości liderką. A lider może wszystko – wyjaśnił, upierając się przy swoim i odchylając głowę spod łapy kotki. – A przynajmniej tak mówi tata.
Po krótce kotka wyjaśniła kociakowi, że są rzeczy, których lider nie może. Nie był zadowolony, ale posłusznie zaakceptował taki stan rzeczy. W końcu został zawołany przez Brzęczkowy Trel, która wracała do żłobka z resztą kociąt po kontrolnej wizycie.
– Margarteko... – odezwała się Przepiórka, jednak szylkretka pospiesznie przerwała zastępczyni, mając nadzieję, że ten nietakt zostanie jej wybaczony.
– Nic się nie stało. Naprawdę. – Zapewniła zastępczynię. Czyż mogła ją winić za cudze błędy, nawet jeśli tą, która dopuściła się ataku na Królika była jej córka? Wtedy Klan Burzy nigdy nie ruszy naprzód, tylko będzie się nieustanie cofał, zataczając błędne koło. – Nie powinniśmy roztrząsać przeszłości, tylko patrzeć w przyszłość. Dla dobra klanu. – Wymusiła uśmiech na pysku – A skoro o tym mowa... Prawdopodobnie w najbliższym czasie zyskacie nową starszą – Parsknęła cicho. Jak to z boku musiało komicznie wyglądać, gdy młoda kotka mówiła o wiele starszej kotce o tym, że zamierza przejść na emeryturę. – Zalecenie Pajęczej Lilii, jednak zapewniam, że nie będę grzać się całe dnie w legowisku starszych. Będę w stanie wykonywać proste czynności jak wymiana mchu, doglądanie wymykających się kociąt z kociarni czy chociażby pomoc w legowisku medyków, ale sądząc po rotacji i ilości łap do pracy, im ma pomoc nie będzie, aż tak potrzebna. 


<Przepiórko? Margaretka to leniuch, nie chce dalej pełnić funkcji wojownika łobuziak jeden przebrzydły. Ogólnie możesz zakończyć sesję, jeśli chcesz. Dziękuję za nią, przyjemnie się pisało ✨>

20 kwietnia 2025

Od Przepiórczego Puchu CD. Margaretkowego Zmierzchu

Nie potrafiła powstrzymać odruchu, który niezmiennie wywoływała w niej nazwa dawnego domu. Słysząc ją, zawsze miała wrażenie, że coś szorstkiego drapało ją w grzbiet. Tym bardziej, gdy słowa te padały bezpośrednio w jej stronę, jakby jej nieszczęsna przeszłość wyłaniała się z cienia.
Wzdrygnęła się.
Na tyle, na ile znała Margaretkowy Zmierzch, była niemal pewna, że pytanie nie niosło w sobie złej intencji. Brzmiało raczej jak efekt zwykłej, może i niewinnej ciekawości.
Przepiórczy Puch odchrząknęła cicho, jakby próbowała wyrwać się z tego krótkiego letargu. Zdała sobie sprawę, że milczała zbyt długo, a cisza zaczynała nabierać ciężaru.
— Ach... — zaczęła ostrożnie, prawie z wahaniem. — To dość szczególne pytanie. Myślę, że mogłabym na nie odpowiedzieć dość obszernie — mruknęła z namysłem, uciekając wzrokiem w bok.
— Jeśli to dla ciebie wyjątkowo drażliwy temat, to nie zamierzam naciskać — wtrąciła była medyczka łagodnie, z lekkim uśmiechem. W jej głosie nie było osądu.
Czekoladowa zawahała się. Tak naprawdę nie miała wiele do powiedzenia. Ale zbyt łatwo mogłaby się zapędzić i powiedzieć o jedno słowo za dużo. A może właśnie to ją kusiło? Możliwość wygadania się przed kimś, kto nie był jej partnerem, któremu i tak mówiła więcej, niż nawet myślała?
— Nie mam chyba aż tak wiele interesującego do powiedzenia. Na początku i tak nie zwracałam uwagi na atmosferę Klanu Burzy, a raczej każdego dnia coraz bardziej zaskakiwała mnie jego struktura. To, że medycy nie mogą mieć partnerów i dzieci, ta cała więź z przodkami, kryjącymi się na... Srebrnej Skórze. Mam nadzieję, że mnie za to nie pogryziesz, ale dalej jest to dla mnie niepojęte — westchnęła, uśmiechając się blado i niezręcznie.
Margaretkowy Zmierzch skinęła głową.
— Z pewnością nie każdy w klanie jest wierzący. Czasem to jedynie presja otoczenia zmusza do przytakiwania na wszystko, co z Gwiezdnymi związane — stwierdziła. — Wątpliwości ponadto są lepsze niż ślepe podążanie za resztą.
Przepiórczy Puch zmrużyła oczy. Nie była pewna, czy tylko jej się wydawało, ale w słowach towarzyszki coś zadrżało Coś osobistego. Może... ukryty ciężar? Dotąd obawiała się mówić o wierze w obecności byłej medyczki — w końcu jej dawna rola była z tą duchowością spleciona niemal nierozerwalnie. A teraz? Teraz, gdy zarówno jej syn jak i młodsza córka obejmowali stanowiska uzdrowicieli, starała się trochę więcej podpytywać bliższych o Klan Gwiazdy. Chciała wiedzieć, co może ich tam spotkać. A może... czego im braknie.
— Cóż, to skoro to wyjaśniliśmy, to wracając do twoich pierwszych pytań — wzięła głęboki wdech. — Z początku czułam, że jednak większość jest do mnie wrogo nastawiona. Nie dziwię się po tym, co tu przeżyliście, ostrożności nigdy nie za wiele — dopowiedziała. — Potem, gdy już zostałam oficjalnie przyjęta, zaczęłam czuć... spokój? Miałam wrażenie, że już wszystko się ułoży. Ogólnie system treningów i patroli nie różni się od tego w Owocowym Lesie, więc nie był to też jakiś znaczny przeskok. Może nie wydawaliście mi się w pełni zżyci, ale z pewnością każdy miał swoją grupkę i nikt nie zdawał się odstawać od reszty klanu. Przywykłam do tego, aż do tego nieszczęsnego zgromadzenia, na którym mój ojciec dopytywał się o mnie przed wszystkimi klanami. Po tym... po tym znowu czułam to wrogie nastawienie, choć było ono jak najbardziej zrozumiałe.
Zamilkła, a ogon delikatnie drgnął na ziemi.
— Nie będę ukrywać — odparła cicho Margaretkowy Zmierzch — to było szokujące. Szczególnie po pierwszej historii, którą przedstawiłaś.
Przepiórczy Puch poruszyła łapami, jakby chciała zrzucić z siebie coś lepkiego. Te wszystkie kłamstwa nie przychodziły jej wówczas wcale tak łatwo, ale nieźle się w nich zapędziła.
— Jak mi to tak przypominasz, to to, że stoję tu przed tobą jako zastępca, brzmi wręcz absurdalnie...
— Nie o to chodziło. — Pysk jasnej szylkretki przeszył uśmiech. — To nawet lepiej o tobie świadczy, że pomimo tylu nieprzychylności zdobyłaś zaufanie w klanie, a przynajmniej na tyle, że większość jego członków zaakceptowała cię na tej pozycji.
Z gardła Przepiórczego Puchu wydobył się cichy pomruk. Nie była tego taka pewna. Póki jej obowiązki nie były przytłaczające, a wręcz stanowiły nie raz źródło satysfakcji... nie zamierzała się martwić. W głębi duszy i tak czuła, że umrze przed Króliczą Gwiazdą. Starsza od niego — to była jej cicha pociecha. Bo wtedy nie będzie musiała dźwigać całego klanu na barkach, chociaż akceptując swą rolę, musiała mieć w sytuacji awaryjnej to na uwadze.
— Raczej Króliczej Gwiazdy niż klanu... — przyznała cicho. — On zawsze był miły. Wyrozumiały. Pomijając Szepczącą Pustkę, to właśnie on najbardziej starał się wprowadzić mnie w wasze życie. Myślę, że każdy, kto miał go albo będzie miał za mentora, może spać spokojnie.
Spojrzała na Margaretkowy Zmierzch z delikatnym uśmiechem.
— W tobie też zawsze widziałam coś dobrego. Mimo że moja obecność w legowisku medyka musiała ci nieraz przeszkadzać, to nigdy nie okazywałaś jawnej niechęci. Czułam się przy tobie bezpiecznie.
Westchnęła, pozwalając sobie na chwilę szczerości.

<Margaryno?>

15 marca 2025

Od Margaretkowego Zmierzchu do Przepiórczego Puchu

 Miała wspaniałego partnera i dwoje przekonanych kociąt. Do szczęścia nic więcej w tej chwili chyba nie było jej więcej potrzebne. No może poza tym, aby dogadywała się z resztą swojej rodziny, w szczególności z tymi, którzy nie uznawali jej za siostry. Matka miała co do jednego rację, rodzina była najważniejsza. I być może kotka nie odnajdując się do końca w rodzinie, w której się urodziła, postanowiła sobie stworzyć swoją własną.
Przeciągnęła się na legowisku, zdając sobie sprawę, że oprócz niej, w norce znajduję się jeszcze dwóch innych wojowników. Prawdopodobnie odsypiali po nocnym patrolu bądź nie należeli do rannych ptaszków. Gdy wyjrzała na zewnątrz, w centrum obozu dostrzegła paru rozmawiających uczniów, a wśród nich swoich synów. Co jakiś czas do jej uszu dochodziły przekomarzania się starszych z młodszymi na temat zdobytej wiedzy. Na widok tych scen uśmiechnęła się.
W drodze do Skruszonej Wieży przywitała się z kocurkami, którzy poinformowały matkę, że będą się wybierać dzisiaj do Upadłego Potwora. Przeniosła spojrzenie na potomstwo Przeplatkowego Wianka, które po krótce zapewniło Margaretkę, że będą mieli oko na najmłodszych i zadbają o to, aby wróciły na porę karmienia. Ta uwaga nie spodobała się jej synom, w szczególności Echo. Zawodząca Łapa ponaglał spojrzeniem zarówno matkę, aby udała się w swoim kierunku, jak i starszych, aby w końcu ruszyli poza obóz.
Weszła do środka legowiska medyków, by od razu skierować się na schody prowadzące na piętro. Miała zamiar porozmawiać z partnerem o kilku sprawach, które zaprzątały jej głowę od dłuższego czasu, a ta rozmowa musiała być przeprowadzona w cztery oczy.
– Królicza... – urwała, dostrzegając brązowe futro zastępczyni zamiast czarnego dymnego futra partnera. – Och, witaj Przepiórczy Puchu. – skinęła łebkiem starszej. Szybko zdała sobie sprawę, że lider wybył z obozu; być może na trening ze swym uczniem lub w innych sprawach, może postanowił spotkać się z liderami sojuszniczych społeczności i dlatego pod jego nieobecność to właśnie córka Agresta doglądała obóz z najwyższego punktu.
– Witaj Margartekowy Zmierzchu – Przywitała się, odwzajemniając uśmiech. – Minęliście się. Królicza Gwiazda wraz z Kukułczym Skrzydłem chwilę temu wyszli. Udali się do Owocowego Lasu w towarzystwie Pozłacanej Pszenicy, Barszczowej Łodygi i Dzwonkowego Świstu. Rozmowy z liderką najpewniej trochę im zajmą, ale powinni wrócić nim, zacznie zmierzchać. Czy zamiast niego mogę ci jakoś pomóc? Czy coś się stało?
Jeszcze nie tak dawno gdy była medyczką,  Margaretka pomogła zastępczyni przy ich pierwszym spotkaniu, gdy szylkretka przedstawiona została przez Szepczącą Pustkę jako zagubiona pieszczoszka. Cóż, Przepiórczy Puch na pewno mogła pomóc partnerce lidera, rozwijając wszelkie wątpliwości tu i teraz, jednak rozmowa, którą miała zamiar przeprowadzić z kocurem pomimo dotykania tematów całej ich społeczności, dotyczyła w głównej mierze ich prywatnych spraw.
– Nie, nie jest to sprawa niecierpiąca zwłoki. Przyszłam do niego tym razem jako partnera, nie lidera. No nic, poczekam, aż wróci. – westchnęła, czując niejaki żal do siebie, że gdyby obudziła się wcześniej, udałoby jej się złapać kocura przed wyprawą. Nie chcąc osaczać swą obecnością zastępczyni i chcąc pozwolić jej nacieszyć się dłuższą możliwością pobycia na piętrze Skruszonej Wieży, skierowała się na parter, jednak stanęła w pół kroku na schodku. – Mogę cię o coś zapytać? – Spojrzenie obu kotek się ponownie spotkało. Margaretka otrzymała niemą zgodę na kontynuowanie swej myśli. – Co sądzisz o Klanie Burzy? Przeszłym, jak i teraźniejszym. Jako była członkini Owocowego Lasu i teraz jako zastępczyni?


<Pani przyszła liderko?>