Teraźniejszość
Złapała zębami za kolec i pociągnęła mocno, usuwając go z łapy Podstępnej Kłamczuchy. Odłożyła go na bok i usiadła. Kropelka krwi powoli pojawiła się w ranie i zaczęła płynąć po poduszce starszej. Medyczka nie poruszyła się. Wpatrywała się w szkarłat, nie mogąc oderwać wzroku. Dopiero kiedy rubinowa łza skapnęła na ziemię, niebieska została wyrwana z transu. Przesunęła wzrok na przygotowane medykamenty, z których pośpiesznie sporządziła okład. Po opatrzeniu rany nie pożegnała się, nawet nie popatrzyła na inne koty w legowisku. Wyszła niczym jakaś zjawa. Była zupełnie w innym świecie. Dopiero kiedy pojawiła się na polanie obozowej, jej krok przyśpieszył. Poruszała się bardzo szybkim truchtem w stronę swojej nory. Nie chciała poczuć na swojej skórze wzroku przywódczyni. Niestety co chwilę prześladowało ją takie złudzenie. W końcu zniknęła w lecznicy. Była przepełniona zapachem ziół, a poza tym zupełnie pusta. Było w tym coś kojącego i niepokojącego jednocześnie. W końcu, gdyby ktoś zdecydował się wymierzyć jej tutaj sprawiedliwość… nie miałaby nikogo do pomocy. Jest nawet szansa, że nikt nie zdążyłby usłyszeć jej krzyku. Właśnie dlatego nasłuchiwała. Od paru księżyców dzień i noc, jej uszy były zawsze wyczulone. Budziła się w nocy wielokrotnie zaalarmowana szelestem, który okazywał się jedynie którymś z pozostałych medyków przewracających się na drugi bok. Dlatego w tym momencie, kiedy usłyszała kroki, momentalnie obróciła się w ich stronę. Do nory wszedł Blednący Szalej. Nie spuszczała z niego swojego zimnego wzroku. Każdy ruch zwracał jej uwagę. Kolejny krok, strzepnięcie ogona, skinięcie głową na przywitanie.
– O co chodzi? – spytała trochę zbyt szybko. Wojownik zdecydowanie to wyłapał. Tak jak wszystkie poprzednie dziwne zachowania. Najwyraźniej tyle wystarczyło, żeby zaczął się zastanawiać, bo miauknął:
– Wszystko dobrze Cisowe Tchnienie? – mruknął. – Zachowujesz się… inaczej…
Nawet nie zauważyła, kiedy jej kamienna maska po prostu się roztrzaskała. Po prostu chwilę później patrzyła na niego jak na ducha. Wiedział. Ale ile? Nie mógł tego skojarzyć. Był wtedy przecież kociakiem… Wiedziała, że kiedyś ściągnie ją na dno. Wysiliła się na zmianę wyrazu pyska. Teraz widniał na nim drżący uśmiech.
– To twoja wina… – wyszeptała niewyraźnie, głosem równie niepewnym.
Wyleczeni: Podstępna Kłamczucha
<Szalej?>