BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty

11 września 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Blednącej Łapy (Blednącego Szaleju)

Teraźniejszość

Złapała zębami za kolec i pociągnęła mocno, usuwając go z łapy Podstępnej Kłamczuchy. Odłożyła go na bok i usiadła. Kropelka krwi powoli pojawiła się w ranie i zaczęła płynąć po poduszce starszej. Medyczka nie poruszyła się. Wpatrywała się w szkarłat, nie mogąc oderwać wzroku. Dopiero kiedy rubinowa łza skapnęła na ziemię, niebieska została wyrwana z transu. Przesunęła wzrok na przygotowane medykamenty, z których pośpiesznie sporządziła okład. Po opatrzeniu rany nie pożegnała się, nawet nie popatrzyła na inne koty w legowisku. Wyszła niczym jakaś zjawa. Była zupełnie w innym świecie. Dopiero kiedy pojawiła się na polanie obozowej, jej krok przyśpieszył. Poruszała się bardzo szybkim truchtem w stronę swojej nory. Nie chciała poczuć na swojej skórze wzroku przywódczyni. Niestety co chwilę prześladowało ją takie złudzenie. W końcu zniknęła w lecznicy. Była przepełniona zapachem ziół, a poza tym zupełnie pusta. Było w tym coś kojącego i niepokojącego jednocześnie. W końcu, gdyby ktoś zdecydował się wymierzyć jej tutaj sprawiedliwość… nie miałaby nikogo do pomocy. Jest nawet szansa, że nikt nie zdążyłby usłyszeć jej krzyku. Właśnie dlatego nasłuchiwała. Od paru księżyców dzień i noc, jej uszy były zawsze wyczulone. Budziła się w nocy wielokrotnie zaalarmowana szelestem, który okazywał się jedynie którymś z pozostałych medyków przewracających się na drugi bok. Dlatego w tym momencie, kiedy usłyszała kroki, momentalnie obróciła się w ich stronę. Do nory wszedł Blednący Szalej. Nie spuszczała z niego swojego zimnego wzroku. Każdy ruch zwracał jej uwagę. Kolejny krok, strzepnięcie ogona, skinięcie głową na przywitanie.
– O co chodzi? – spytała trochę zbyt szybko. Wojownik zdecydowanie to wyłapał. Tak jak wszystkie poprzednie dziwne zachowania. Najwyraźniej tyle wystarczyło, żeby zaczął się zastanawiać, bo miauknął:
– Wszystko dobrze Cisowe Tchnienie? – mruknął. – Zachowujesz się… inaczej…
Nawet nie zauważyła, kiedy jej kamienna maska po prostu się roztrzaskała. Po prostu chwilę później patrzyła na niego jak na ducha. Wiedział. Ale ile? Nie mógł tego skojarzyć. Był wtedy przecież kociakiem… Wiedziała, że kiedyś ściągnie ją na dno. Wysiliła się na zmianę wyrazu pyska. Teraz widniał na nim drżący uśmiech.
– To twoja wina… – wyszeptała niewyraźnie, głosem równie niepewnym.

Wyleczeni: Podstępna Kłamczucha

<Szalej?>

28 lipca 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Iskrzącej Nadziei

Nie chciała rozmawiać z Iskrzącą Nadzieją. Nie chciała rozmawiać z nikim. Myśl o tym, że ktoś mógłby się czegoś dowiedzieć przez rozmowę z nią, nie dawała jej spokoju. Miała dość tego całego teatrzyku, tej presji. Starała się nie wychylać, zostać w cieniu legowiska medyków, sprawiając pozory normalnego kota. Bała się, że jeden ruch może zadecydować o jej śmierci. Dodatkowo z Iskrzącą Nadzieją po prostu nie miała dobrych relacji. Nie, od kiedy Miodowa Kora okazał się zdrajcą. Była kompletnie przekonana, że była to wina jego partnerki. Według niej zasługiwała z tego powodu na śmierć. Pewnie sama wymierzyłaby jej sprawiedliwość, gdyby nie to, że jedno morderstwo już było wystarczająco niebezpieczne. Stały tak w ciszy przez chwilę, dopóki do lecznicy nie wkroczyła Tropiąca Łaska.
– Zrób miejsce – Cisowe Tchnienie miauknęła do Iskry, a ta odsunęła się pod ścianę. Jej miejsce zajęła nowa pacjentka.
– Czuję straszne gorąco w głowie… – zaczęła. Medyczka szybko poszła do składziku ziół i wzięła dla niej trochę wrotyczu, który wojowniczka zażyła. Kiedy ta wyszła, oczy niebieskiej powędrowały w stronę bicolorki, która nie ruszyła się ze swojego miejsca przez całą wizytę Tropiącej Łaski. Uszy tortie obróciły się do tyłu. Obserwowała ją? Wiedziała coś?
– Czemu nadal tu jesteś? – zapytała, powstrzymując syk. Pytana widocznie się zestresowała. Czyli była winna! Musiała, się dowiedzieć, co wiedziała… i pozbyć się zagrożenia…
Wyleczeni: Tropiąca Łaska

<Iskro?>

27 lipca 2026

Od Cisowego Tchnienia

Dzień ustanowienia nowych tytułów

– Cisowe Tchnienie, chodź! Zalotna Gwiazda zwołała zebranie klanu – z mechanicznego sortowania ziół wyrwał ją ponaglający szept Roztargnionego Koperku. Poderwała się do góry i potruchtała z legowiska, siadając przy jego wejściu. Wbiła wzrok w ziemię. Jaki mógł być powód tego zgromadzenia? Żadne kociaki nie powinny teraz zostać uczniami, a widziała przed chwilą, że koty nie robiły miejsca na walkę uczniów. To coś innego. Czyżby… ktoś się dowiedział? Nie, nie, nie! To niemożliwe! Nic na to nie wskazywało, a jednak… medyczka była kompletnie przekonana o swojej porażce. Nerwowo przeszukiwała swój umysł w poszukiwaniu wspomnienia momentu, w którym popełniła ostateczny błąd.

***

TW: myśli samobójcze

Retrospekcja, dzień zabójstwa Bladego Lica

Siedziała w umówionym miejscu. Już za chwilę miała odegrać tę jedną scenkę i zakończyć ten cały teatrzyk. Sowi Zmierzch już był na swojej pozycji. Niedługo Blade Lico padnie na ziemię bez życia i kurtyna opadnie. Nerwowo trzymała zawiniątko liści szaleju między łapami. Przed oczami przelatywały jej miliony scenariuszy, w których wszystko szło nie tak. Może starszy tu w ogóle nie przyjdzie? Może da radę uciec Sowiemu Zmierzchowi? Może źle wykalkulowała ilość ziół osłabiających albo trucizny? Co, jeśli zacznie krzyczeć i ktoś jakimś cudem usłyszy? Co ona wtedy zrobi? Zostanie zabita. Na pewno. Trzymała truciznę w łapach w losowym miejscu w nocy. Zalotna Gwiazda na pewno postanowi się jej pozbyć, a klan uzna ją za zdrajczynię. Drżącą łapą sięgnęła po gałązkę cisu znajdującą się za jej uchem. Ostrożnie oskubała ją z jagód i odrzuciła ją, zostawiając na łapie tylko czerwoną truciznę. Gdyby teraz to tak zakończyć… Nie mogliby już drugi raz jej zabić… Wystarczyła jedna… Wtedy usłyszała krzyk, a serce zaczęło jej szybciej bić. Biały za chwilę miał się tu pojawić. Szybko wcisnęła jagody w zawiniątko, zupełnie zapominając o tej jednej zgubnej gałązce…

***

TW: śmierć

Nadal retrospekcja, niedługo później

Stała nad starszym i patrzyła, jak ten trzepie się na ziemi, wstrząsany konwulsjami. Charczał, gdy piana toczyła się z jego pyska. Pierwszy raz patrzyła na kota w cierpieniu, nawet nie próbując mu pomóc. Po prostu tam tkwiła, kiedy kocur powoli przestawał się ruszać i światło gasło w jego oczach, aż po chwili koniec. Dzieło dokończone. Wetknęła mu pióro jemiołuszki za ucho i otarła pianę z jego pyska wierzchem łapy. Popatrzyła jeszcze przez chwilę na zwłoki i wsunęła się między drzewa. Przystanęła przy pierwszym zbiorniku wodnym i zanurzyła łapę ubrudzoną pianą. Nie wzdrygnęła się przy kontakcie z wodą. Po prostu pozwoliła jej zmyć z siebie dowody swojej winy. Wyciągnęła kończynę i popatrzyła na swoje odbicie. Wyglądała… normalnie. A przecież przed chwilą zamordowała innego Wilczaka. I do tego kultystę. Kota, z którym się wychowywała. Czy to oznaczało bycie pozbawionym uczuć mordercą? Otrząsnęła się. Nie mogła mieć wyrzutów sumienia. Zrobiła to dla klanu, dla kultu. Przodkowie jej kazali. Wszystko się udało, więc reszta nie była już istotna. Ważne było tylko to, żeby nikt się nie dowiedział…

***

– [...] Cisowe Tchnienie.
Na dźwięk swojego imienia uniosła łeb i skrzyżowała spojrzenia z liderką. Było zimne i niezdradzające uczuć. Skinęła łbem, ukrywając to, że nie była w stanie wcześniej jej słuchać. Miała jednak wrażenie, że w rzeczywistości szylkretka nie zamierzała, jej wybaczyć błędu. Jednak nie zachowywała też, jakby chciała się jej pozbyć. Zupełnie jakby bawiła się nią, czekając tylko, aż w odpowiednim momencie będzie mogła wbić jej nóż w plecy. Kiedy koty skandowały jej imię, ona była skupiona tylko na Zalotnej Gwieździe. Tamtej nocy kurtyna nie opadła. Teatrzyk nadal trwał, ponieważ nie ona nim dyrygowała, przywódczyni robiła to od dawna. Teraz mogła tylko czekać, kiedy zakończy jej żywot. Chyba że…

10 lipca 2026

Od Cisowego Tchnienia

Przed mianowaniem Szaleju, księżyc temu

Siedziała sobie w obozie, jedząc drozda. Praktycznie nie zwracała uwagi na koty dookoła. Starała się wyglądać jak najnaturalniej, ale za bardzo się na tym skupiała i ani trochę jej nie wychodziło. Wbijała w martwego ptaka przerażająco skoncentrowane spojrzenie, kiedy pazurami wyrywała jego pióra. Co chwila słyszała gdzieś jakieś szepty o Bladym Licu i bardzo się pilnowała, żeby nie spojrzeć w ich stronę. Mimo tego nadal nasłuchiwała. Musiała dowiedzieć się, czy ktoś nie wyciąga za dużo wniosków.
– Jak zginął Blade Lico? Podobno były rany i ślady trucizny.
– Ja myślę, że to przez…
– Szaleju! – usłyszała krzyk. Od razu obróciła łeb w stronę dźwięku. Zobaczyła rudego srebrnego kociaka i krzyczącą na niego Ognikową Słotę. Od razu powróciła wzrokiem do drozda. Serce biło jej tak szybko. Już myślała, że ktoś się dowiedział. Ten kociak kiedyś doprowadzi ją do zguby.

***

Retrospekcja, trzy księżyce przed akcją opka

Blade Lico był osłabiony. Musiała tylko niedługo wymierzyć ostateczny cios. Problem był jeden. Zalotna Gwiazda o niczym nie wiedziała. Gdyby ktoś odnalazł ciało starszego, mogłaby mieć problemy. Dlatego dzisiaj musiała ją poinformować o swojej misji. Stanęła przed legowiskiem przywódczyni.
– Potrzebuję pomówić z Zalotną Gwiazdą – wytłumaczyła stojącym obok zastępcom.
– Proszę, Cisowe Tchnienie. Wejdź – rozległ się głos ze środka. Arlekinka najwyraźniej już ją usłyszała. Medyczka weszła do nory i zajęła miejsce naprzeciwko Zalotnej Gwiazdy.
– O co chodzi?
– Dostałam znak od przodków – zaczęła od razu. Czarna wydawała się zaintrygowana i zachęciła ją do kontynuacji. Niebieska zniżyła głos do szeptu.
– Muszę zabić Blade Lico.
Przywódczyni zmarszczyła brwi.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– W takim razie musisz dzisiaj znaleźć kociaka w lesie i przynieść go do obozu. Życie za życie. Jeżeli przodkowie naprawdę tego chcą, zadbają o to, żeby ci się udało.

***

Później, tego samego dnia

Poszła na zbieranie ziół razem z Roztargnionym Koperkiem. Była bardzo zamyślona, a łapy ciągnęły ją w stronę granicy z terenami niczyimi. Jej asystent tego nie kwestionowało. Cały czas myślała, co się stanie, jeżeli nie znajdzie kociaka. Ucieknie? Nie, nie może porzucić misji. Ucieknie po zabiciu? Ale co dalej? Nie da sobie rady sama. Przysłowiowo rwała sobie włosy z głowy. Może zatrułaby go na przykład szalejem? I wmówiła wszystkim, że to jakaś dziwna choroba? Ryzykowny plan, ale najlepszy. Szalej… tak… szalej… W końcu dotarli do granicy, a tam… kociak… Mroczna Puszcza miała ją w swojej opiece! Zamaskowała radość i zapytała malucha:
– Co tu robisz? Gdzie twoja matka?

***

Powrót do jedzenia drozda

Tak. Tego wieczoru nazwała kociaka Szalej. Po pierwszej rzeczy, jaka jej przyszła do głowy, kiedy Koper zadało pytanie. Właśnie wtedy popełniła pierwszy błąd tej operacji.

01 lipca 2026

Od Cisowego Tchnienia

Ostatnio nie mogła za bardzo skupić się na wykonywaniu swoich codziennych obowiązków. Nadal je robiła, ale nie myślała o tym zupełnie, wszystko robiąc jakby z pamięci. Jej myśli nadal krążyły wokół zabójstwa Bladego Lica. Bez namysłu sporządziła okład na swędzącą infekcję Kruczego Pióra, zaaplikowała go i pożegnała zastępcę. Potem miała zająć się Makową Iluzją. Poszła do magazynku ziół i wzięła odpowiednie zioła na katar z ich miejsc. Z przewidywalnego rytmu wybiła ją dopiero pusta skrytka na trucizny.

***

Retrospekcja, jak już była z Bladym zaprzyjaźniona. W trakcie jego choroby

Coś na gorączkę, coś na ból głowy, coś na katar, jeszcze trochę ziół na kaszel… Niby mogłoby wystarczyć. Mogłaby po prostu pójść do starszego i go wyleczyć. Ale… czemu miałaby leczyć zdrajców? Wtedy do jej głowy wpadł pomysł. Co, jeżeli dawałaby mu regularnie małe ilości roślin trujących? W długotrwałym stosowaniu spowodowałoby to osłabienie organizmu. Jakby ktoś się pytał, można by zrzucić na wiek. Tak! To było genialne! Dzięki temu organizm Bladego Lica nie mógłby sprawnie walczyć z chorobą, co dawałoby jej więcej wymówek na podawanie mu ziół. Stworzyła mechanizm, który sam się napędza! Była geniuszem! Uśmiechnęła się i ucięła mały kawałek trującego ziela. Teraz mieszanka była gotowa.

***

Prawie otruła Makową Iluzję. Kiedy to do niej dotarło, aż się zjeżyła. Musiała się bardziej pilnować. Nikt nie mógł się dowiedzieć.
– Cisowe Tchnienie? Nie możesz czegoś znaleźć? – usłyszała pytanie Roztargnionego Koperku.
– Wszystko w porządku – miauknęła, po czym wzięła zawiniątko w zęby i wróciła do swojej pacjentki.

Wyleczeni: Krucze Pióro, Makowa Iluzja

28 czerwca 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Chudego Grzbietu

Popatrzyła na Chudy Grzbiet bez żadnego konkretnego wyrazu na pysku. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to zmęczenie czy apatia. Oczywiście tak naprawdę nie miało to nic wspólnego z prawdą. W końcu ją i Blade Lico nic nigdy nie łączyło. Przynajmniej nie z jej strony. Nikt jednak jej nie podejrzewał. Wszyscy przywykli do widoku ponurej medyczki.
– Chudy Grzbiecie, nie mam czasu na takie rozmowy – rzuciła ostro, po chwili się poprawiając. – Muszę sobie poradzić sama.
Kocur zatrząsł się. Trudno powiedzieć czy powodem był ton medyczki, czy po prostu jej obecność.
– Jasne… Po prostu… myślałem, że może… męczy cię wyglądanie na n-nieprzejętą…
Źrenice jej oczu zwężyły się, ale szybko to ukryła, oglądając się za siebie. Czy… on wiedział? Nie. Na pewno nie. Najmłodszy z medyków nigdy nie grzeszył inteligencją. Do tego nic przecież takiego nie powiedział. Musiała się uspokoić. Wszystko było w porządku.
– Pójdę sprawdzić, czy Roztargniony Koperek nie potrzebuje pomocy – mruknęła tylko. Idąc w kierunku swojego legowiska, odtwarzała w pamięci wspomnienia, przypominając sobie, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło.

***

Retrospekcja, dawno, 1-2 księżyce po ucieczce świetlików

W końcu zaakceptowała to. Pogodziła się z faktem, że jej dzieci okazały się zdrajcami i zdecydowały się opuścić Klan Wilka. I tak nie mogła nic z tym zrobić. Nie miała nawet siły już się z tym dłużej kłócić. Co się stało, to się nie odstanie. Nie zmieniało to faktu, że czuła się źle z tym że wszyscy w jej rodzinie okazywali się zdrajcami. Czy to płynęło w ich krwi? Czy to ona za tym wszystkim stała?
– Czy ja też zdradzę? – wyszeptała pytanie skierowane do mrocznych przodków, wpatrując się w wieczorne, bezgwiezdne, zakryte chmurami niebo. Po dźwięku potwora przejeżdżającego może długość ogona od niej przerzuciła wzrok na strumyk u jej łap. Niby zwykła woda… Wtedy zobaczyła szkarłat. Krew w wodzie. Dalej wpatrywała się w taflę wody… Leżał tam trup. Biały kot z krwią na łapach i pysku i ranami na ciele. Wyglądał znajomo. Zupełnie jak… Blade Lico. To ostrzeżenie? Czy rozkaz? Jedno było pewne: musiała zabić starszego, zanim on miałby szansę skrzywdzić klan. Z pędem myśli jak najszybciej skierowała się do obozu. A gdyby tylko spojrzała jeszcze raz w wodę, zobaczyłaby, że ani po trupie, ani po krwi nie było żadnego śladu…

***

Powrót do teraźniejszości

Ze wspomnień wyrwał ją odgłos kroków kogoś wchodzącego do lecznicy. Obejrzała się na niego. Chudy Grzbiet. Zmrużyła oczy. Musiała być przy nim bardziej uważna. Mógł wiedzieć za dużo. Musiała upewnić się, że w razie czego pozbędzie się go, zanim będzie za późno. W końcu już raz to zrobiła.

<Chudy?>

19 czerwca 2026

Od Cisowego Tchnienia

Tw: Śmierć i jej opis

Była noc. Las spowity był w mroku, na niebie wisiał tylko księżyc, dając nikłe światło. Cisowe Tchnienie siedziała na polance. Dzisiaj miała tu spotkać Blade Lico. Czekała na ten moment od tak dawna… Ale biały jakby uparcie się nie pojawiał. Czyżby został w obozie? Nie przyjął jej zaproszenia? Na tę myśl wbiła pazury w ziemię. W końcu usłyszała kroki. Ale nie takie zwykłe. Jakby ciężkie i dziwnie szybkie. Obróciła się w stronę dźwięku i zamarła. Na jej pysku wymalowało się przerażenie. Owszem był to Blade Lico, jednak nie szedł spokojnym spacerkiem. Był ranny. Zadrapania widoczne były na jego barku, boku i nogach. Jednak udał się tutaj zamiast do obozu. Nie starczyło mu sił? Nagle, kiedy starszy był tuż przy niej, upadł na ziemię. Dyszał ciężko ze zmęczenia. Rany nie były głębokie, ale w takim stanie połączonym z wiekiem nie miał szans wrócić do obozu bez czegoś, co by go wzmocniło. Nie czekając ani chwili dłużej medyczka po omacku wyczuła na ziemi zawiniątko z ziół i popchnęła je w stronę starszego. Ten bez namysłu od razu przełknął. To był błąd. Biały momentalnie zaczął się trząść na ziemi, przez jego ciało co chwilę przechodziły spazmy. Piana zaczęła toczyć się z jego pyska. Z wyrazem troski na pysku Cisowe Tchnienie schyliła się do niego. Gałązka cisu wypadła zza jej ucha. Bez jagód. Blade Lico przeniósł wzrok z rośliny na nią. Zdążył tylko wycharczeć:
— Ty… Dlaczego?
— Naturalna kolej rzeczy, zdrajcy przyciągają zdrajców — odparła zupełnie spokojnie, porzucając wszelkie udawanie. — Tylko że twój brat zdradził klan. Ja zaś twoje zaufanie.
Ale tego starszy już nie usłyszał. Nie zdążył. Szylkretka wyjęła pióra jemiołuszki ze swojego futra, jedno wsunęła ofierze za ucho, drugie sobie, po czym zniknęła w gęstwinie drzew.

05 maja 2026

Od Cisowego Tchnienia Do Iskrzącej Nadziei

Miała dzisiaj bardzo dobry nastrój. Obudziła się rano wyspana, nie musiała dużo męczyć się z chorymi. Poszła tylko do Bladego Lica i po powrocie zajęła się sortowaniem ziół, które Chudy Grzbiet przyniósł z lasu. Kocur w tym czasie sprzątał legowisko medyka z wszelkich drobiazgów, o które możnaby się potknąć, lub które w inny sposób mogłyby zakłócić ich pracę. Roztargniony Koperek w tym czasie przebywało w żłobku, wykonując rutynową kontrolę zdrowia przebywających tam kociaków i Wrotyczowej Szramy. Poprawiła gałązkę cisu za uchem i pióra w sierści i rozpoczęła przeglądanie stert. Na początku sprawdzała, czy medykamenty są w odpowiednim stanie do przechowywania i ewentualnego użycia. Powstały więc kategorie: odpowiednie, zniszczone (czyli zgniecione lub porwane) i “do wysuszenia”. Dwie ostatnie położyła poza magazynkiem, żeby Chudy Grzbiet mógł się nimi zająć. Potem patrzyła po kolei na każde zioło, określając jego gatunek i odkładając je w odpowiednie miejsce w magazynku. Oczywiście, każdy rodzaj ziół w składziku był uporządkowany według użycia i od najlepszego do najniebezpieczniejszego. Liście dębu, jastrzębiec, łopian, mech, mniszek lekarski… Kiedy wreszcie skończyła, wciągnęła do płuc kojący zapach ziół. Wypuściła powoli powietrze i westchnęła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jest głodna.
– Cisowe Tchnienie, ktoś do ciebie ze zwierzyną. – Usłyszała Chudy Grzbiet. Zastrzygła uszami z zaintrygowaniem. Ktoś do niej? Zazwyczaj wojownicy przynosili zwierzynę ogólnie dla medyków, nie dla jednego konkretnego. A nawet jeśli już, to kto miałby coś dla niej przynieść? Blade Lico? Nie… on nie wpraszał się do legowiska medyków bez potrzeby. Chociaż… Wysunęła się ze składziku i mina od razu jej zrzedła. Teraz nie była czysto kamienna. Kąciki warg ewidentnie się opuściły, tak samo zresztą, jak brwi. Stała tam Iskrząca Nadzieja z wiewiórką w pysku. Czego ona chciała właśnie od niej?!

<Iskra?>

Od Cisowego Tchnienia Do Chudego Grzbietu

Blade Lico zachorował. Pewnego zwykłego dnia miała po prostu przyjść do legowiska starszyzny, podzielić się z nim zwierzyną i miło spędzić czas. Kiedy jednak tam przyszła, zastała białego z głową na łapach, zdecydowanie bez nastroju do rozmów. Miał gorączkę. Przypadek jak wiele innych, z którymi miała do czynienia podczas bycia medyczką. Jednak tym razem dotyczył on kota ważnego. Codziennie przychodziła do niego, dawała mu różne zioła oraz przynosiła zwierzynę i wodę. Nie zajmowała się prawie innymi pacjentami, nie licząc szybkich wizyt z dolegliwościami typu kolec w łapie. Wyjątkiem była jej aktualna pacjentka – Aksamitkowy Nos. Kotka należała do niewielkiego grona kotów, które Cis rzeczywiście lubiła. Nawet pomimo tej ciągłej paplaniny, wojowniczka jej nie irytowała. Wprowadzała nawet lekki uśmiech na pysk szylkretki. Po podaniu Aksamitce odpowiednich ziół i pożegnaniu się zniknęła w magazynku, starannie dobierając zwitek ziół dla żółtookiego starszego. Ostrożnie wzięła zawiniątko w pysk i przetruchtała przez obóz, by położyć medykamenty przed Bladym Licem. Ten zaczął od razu je przeżuwać.
– Zapomniałam o piszczce. Poczekaj. Zaraz ci coś przyniosę – obiecała, uświadamiając sobie błąd. Wyszła już zdecydowanie wolniej, lecz w drodze do sterty zwierzyny stanął jej Chudy Grzbiet. Cis nadal nie wiedziała, co o nim myśleć. Nie nienawidziła go, ale nie była w stanie powiedzieć, że go lubi. Chyba po prostu przywykła do jego obecności. Jednego była pewna. Chudy nie był zdrajcą. Gdyby chociażby spróbował, ze swoją inteligencją i sprawnością fizyczną zostałby już zabity i otruty kilka razy. Westchnęła, jakby ze zmęczenia, po czym przekręciła lekko łeb na bok, jakby z zaciekawieniem. Strzepnęła uchem.
– O co chodzi?

<Chudy?>

Wyleczeni: Aksamitkowy Nos, Blade Lico

22 kwietnia 2026

Od Cisowego Tchnienia

Przeżuła ostatni kęs swojej piszczki, uśmiechając się do Bladego Lica. Ten odwzajemnił tylko gestem skinieniem głowy. Już zauważyła, że biały nie był zbyt wylewny w uczuciach. Zupełnie jej to nie przeszkadzało. I tak potrafili nawiązać więź.
— Dziękuję za jemiołuszkę.
— Nie ma sprawy, do zobaczenia innym razem. Muszę już iść — pożegnała się i wyszła z legowiska starszyzny, kierując się do lecznicy.
— O, Cisowe Tchnienie. Dobrze, że jesteś. Zajmiesz się Kwaśną Kocanką? Ja tylko dokończę sortowanie ziół i pójdę poszukać Chudej Łapy.
Roztargniony Koperek nie musiało nawet jej pytać, gdzie była. I tak wiedziało. Wszyscy wiedzieli. I dobrze. Niebieska medyczka rzuciła tylko spojrzeniem w stronę pacjentki. Miała wyraźnie zaczerwienione jedno ucho. Łatwo było wydedukować, co jej dolegało. Cis wzięła trochę aksamitki i podeszła do kotki. Przełamała łodygę rośliny i wysączyła jej sok do środka ucha srebrnej. Normalnie byłaby pewnie podirytowana na sam widok córki Srebrzystej Łuny, ale dziś (i w ogóle ostatnio) miała lepszy humor. Szybko pożegnała kotkę i spojrzała na swojego asystenta. Odkładało właśnie ostatnie liście na odpowiednie sterty. Wtedy usłyszała jakby świst. Wydawał się dobiegać z jeno strony. Popatrzyła na klatkę piersiową liliowego. Unosiła się nierówno. Podeszła do jeno, zgarnęła kilka jagód jałowca z ich miejsca i położyła je przed nim.
— Cisowe Tchnienie…
— Zjedz.
I tyle wystarczyło.

Wyleczeni: Kwaśna Kocanka, Roztargniony Koperek

12 marca 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Roztargnionego Koperku

Westchnęła. Nie miała siły na kolejne roztrząsanie spraw, które i tak nie podlegały jej jurysdykcji. Miała nadzieję, że kot przestanie już zadawać tak dużo pytań, ale to się nie zmieniało. Z drugiej strony nie miała powodu, żeby jeno winić.
– To, co robi Zalotna Gwiazda, nie jest naszą sprawą. – powiedziała, niczym wyuczoną formułkę. Widząc jednak, że liliowe nadal wyglądało na zasmucone, popatrzyła na nie z odrobiną współczucia.
– Hej, jesteśmy w tym razem, możesz na mnie liczyć.

***

Nie podobało jej się to. Nie wiedziała, co działo się z Wrotyczową Szramą w legowisku liderki, ale definitywnie nie było to nic dobrego. Powiodła wzrokiem za kotką wychodzącą z legowiska medyka. Kiedy ostatnio odwiedzała lecznicę, zachowywała się inaczej. Pomimo że nie mogła powiedzieć, że się martwiła, napawało ją to w jakimś sensie niepokojem. Przestała się już winić. Była na tyle inteligentna, że wiedziała, że nie da rady pozbyć się jakiegoś poczucia odpowiedzialności za Wrotycz na długo. To był jeden z tych momentów, kiedy lecznica była prawie całkowicie pusta. Oprócz niej przebywało tu tylko Koper. Właśnie. Asystent medyka podeszło do niej i usiadło obok. Nie odzywało się. Z nimi też był dziwny przypadek. Pomimo początkowej niechęci względem aroganckiego ucznia, teraz było ono dla niej najbliższym kotem z klanu. Prawdopodobnie ostatnim, z którym będzie jej dane nawiązać więź.
– Koper.
Niebieskookie zdziwiło się. Pewnie dlatego, że zazwyczaj używała jeno pełnoprawnego imienia.
– Obiecaj mi, że kiedy trafisz do ziemi bez gwiazd, znajdziesz mnie tam.

<Koper?>
Wyleczeni: Wrotyczowa Szrama

16 lutego 2026

Od Cisowego Tchnienia

— Dziękuję Cisowe Tchnienie — powiedziała Borsucza Puszcza, która aktualnie leżała na swoim posłaniu z okładem na uchu. Medyczka nie zareagowała. Po prostu wzięła resztę medykamentów i wyszła z legowiska. Kiedy odkładała zioła na swoje miejsca we własnym legowisku, Roztargnionego Koperka nie było w lecznicy. Jej asystent poszło z wizytą do żłobka, żeby sprawdzić, czy tam wszyscy są zdrowi. Ona jednak nie zamierzała czekać, aż Koper wróci. Musiała nazbierać mchu na nowe posłania dla chorych. Częściej robiła to samodzielnie, niż pozwalała na to uczniom. Wolała mieć pewność, że wszystko będzie zrobione prawidłowo, zamiast potem szukać dzieciaka, którego miałaby pociągnąć do odpowiedzialności. No i samotne spacery były czymś, czego z wiekiem coraz bardziej potrzebowała… Nawet jeśli nie zawsze szły, tak jak chciała.

***

Było chłodno. Cieplej niż ostatnio, ale nadal nie były to wymarzone warunki na szukanie roślin. Mech akurat występował o każdej porze roku, więc jego poszukiwania nie były bezcelowe. Akurat znalazła omszony pieniek, z którego mogłaby zebrać trochę porostu. Usiadła na ziemi i zaczęła powoli odcinać pazurami płaty mchu. Podczas monotonnych czynności jak ta najczęściej jej umysł zaczynał roztrząsać sprawy niezbyt dla niej przyjemne. Tak było też tym razem. Zalała ją fala bólu i pytań. “Czemu? Dlaczego? Za co?” — to były trzy najczęstsze. Przecież to nie mógł być przypadek! Te wszystkie wydarzenia… To musiała być jakaś klątwa. Przekleństwo prosto z bezgwiezdnej ziemi. Może mogła się jakoś odkupić? Tylko jak? I nagle wszystko ustało. Ból, smutek, złość, żal, pytania. Nic. Tylko głucha cisza i szelest drzew wokół. Skoro udało jej się tak szybko to powstrzymać, to może to wszystko nie miało żadnego znaczenia? A może właśnie dlatego było jeszcze ważniejsze?

Wyleczeni: Borsucza Puszcza

31 stycznia 2026

Od Cisowego Tchnienia

Tw. opisy kłótni w myślach z samym sobą, które mogą wprowadzić niektórych w dyskomfort

Raz… dwa… trzy… Bark nastawiony. Usłyszała cichy syk wydobywający się z pyska wojownika. Pazury wbiły jej się w ziemię.
— Możesz iść — powiedziała jakby przez zęby. Była wściekła. Wściekła na siebie i na całą resztę klanu. Wściekła na ból, który musiała maskować. A ten wraz ze wzrostem wściekłości kłuł jeszcze bardziej. Zaczęła wychodzić z lecznicy.
— Gdzie idziesz Cisowe Tchnienie? — zapytało Roztargniony Koperek.
— Zioła — warknęła tylko. Co prawda nie miało to sensu, bo była Pora Nagich Drzew, ale asystent medyka nauczyło się już nie kwestionować tego. To była ich cicha umowa. Cisowe Tchnienie poczuła, jak mróz szczypie ją w nos, a jej łapy co chwilę stykają się z zimną ziemią. Szła dalej. Wyszła z obozu i zanurzyła się w las pełen drzew niepokrytych liśćmi. Musiała pobyć sama. Posiedzieć na zimnie i poczuć to, co od dawna czuła w sercu na własnej skórze. Chłód. Zimno, którego nie dało się pozbyć. To fizyczne było łatwiejsze do wytłumaczenia. Była Pora Nagich Drzew. W takich czasach jest po prostu zimno. Ale jak wytłumaczyć serce, które wcześniej wrażliwe, w końcu zamarzło? Usiadła na ziemi, opierając się plecami o chropowatą korę drzewa. Spróbowała rozplątać swoje myśli, zrozumieć co czuje. Obojętność? To ona jest kojarzona z chłodem, ale przecież nie czułaby wtedy bólu. Smutek? Nie, nie była smutna. Była wściekła… Ale nie w sposób kojarzony z ogniem pochłaniającym wszystko na swojej drodze. Bardziej, jak sopel lodu, który pragnie przebić serce konkretnej osoby.
Czy była wściekła na to, że była samotna? Tak.
Na to, że została opuszczona? Tak.
Na to, że nikt nigdy nie liczył się z jej zdaniem? Tak.
Na to, że zawsze tylko wszyscy od niej wymagali? Tak.
Na to, że ją okłamali i tak naprawdę nigdy nie była taka wyjątkowa, jak miała być?
…
Tak
Zacisnęła mocniej zęby i spróbowała powstrzymać łzy napływające do jej oczu. Czemu jej dzieci ją opuściły? Czemu przyciągała do siebie samych zdrajców? Czemu zawiodła kolejnego przywódcę? Nie, przecież to nie ona. Przecież to Pustułkowy Szpon, ten zdrajca! Poprzedniego zamachowca zabił, a tego nie złapał i teraz jeszcze siedzi jako wzorowy zastępca! To zwykły oszust! Gdyby Topielcowy Lament był silniejszy, wszystko byłoby lepiej. Nie cierpiałaby. To on zawiódł. Mógł zabić Nikłą Gwiazdę i- “Przestań!”, rozległ się głęboki okrzyk w jej głowie. Strumień myśli przyspieszył, jakby spłoszył się niczym mysz i próbował uciec. Nie udało mu się. Myśli powoli tłumione cichły wraz z emocjami z powrotem zwinięte w kłębek i wrzucone w najdalsze odmęty jej umysłu. Łapą otarła łzy z twarzy i popatrzyła na nie przez chwilę.
“To był tylko wypadek. Nie może się powtórzyć.” — obiecała sobie w myślach. Musiała teraz poszukać patyków. W końcu trzeba coś przynieść do obozu.

Wyleczeni: Sowi Zmierzch

09 stycznia 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

– Chcę, żebyś wiedział, że i tak znaczysz dla mnie dużo więcej niż inne koty.– To twoje kolejne kłamstwo? – pierwszy raz usłyszała Miodową Korę bez żadnych emocji w jego głosie. Była przyzwyczajona do słuchania kotów, które tak mówią, ale nie spodziewała się, że on też zacznie tak mówić. Przeraziło ją to. Jego głos brzmiał tak… znajomo.
– Czyli… to koniec? Nie będziemy już ze sobą rozmawiać? – zapytała, ale nie dostała odpowiedzi. Nie mogła już tak dłużej stać. Bezgłośnie wróciła do legowiska medyków.

***

I tak samo bezgłośnie ją zostawił. Żadnych dodatkowych słów. Nic. Jakby nie żył. Mogła to przewidzieć. Widziała znaki. Dobrze wiedziała, że nie powinna zdradzać mu prawdy. Prawda tylko ją krzywdziła. Za każdym razem. Siedziała niedaleko drogi grzmotu i wpatrywała się w jej drugą stronę. Smród kłuł ją w nos, ale nie zamierzała się stąd ruszyć. Wciąż miała wrażenie, że jeżeli będzie tu czekać, to w końcu przyjdzie. Razem z Rysim Tropem. Pęd powietrza od przebiegających po drodze potworów smagał ją po pysku, a dym z ich rur szczypał ją w oczy. Tutaj można by spodziewać się kogoś, kto przerwałby jej samotną obserwację drzew poza terenami klanów. Niestety Cisowe Tchnienie nie miała już nikogo, kto położyłby swój ogon na jej ramieniu i pokierowałby ją do obozu. Została już całkowicie sama.

<Miodek? Nwm czy kiedyś wrócisz ale w razie czego zostawię tą sesję>

Od Cisowego Tchnienia CD. Roztargnionego Koperka

Nie zamierzała za dużo się odzywać. Bo po co? Już dawno zdążyli ustalić, że żyją w jednym legowisku tylko z powodu tej samej roli. Chętnie sama by poszła pozbierać zioła, ale jeżeli Roztargniony Koperek zostanie w obozie bez niej, na pewno znowu zrzuci wszystkie podejrzenia na nią. A nie uśmiechała jej się kolejna rozmowa z Mroczną Wizją. Z wiekiem coraz bardziej komplikowały się jej relacje z innymi kotami, które niegdyś darzyła sympatią lub podziwiała. Najczęściej działo się to z powodu śmierci owych kotów, ale nie zamierzała testować innych sposobów. Jej łapy szurały o piaszczystą glebę, kiedy przemierzała wraz z asystentem tereny klanu. Kiedy doszli do drogi grzmotu, zatrzymali się. Wszystko wyglądało normalnie. Drzewa szumiały, ptaki co jakiś czas ćwierkały gdzieś wysoko, a potwory okazjonalnie przejeżdżały po swojej ścieżce. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. A może tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Może tak naprawdę Rysi Trop i Miodowa Kora nie uciekli z klanu? Może dostali jakąś misję od Nikłej Gwiazdy, o której większość klanu nie może wiedzieć? A może po prostu postanowili bardzo długo polować gdzieś na terenach klanu? Próbowała w to wierzyć. Naprawdę próbowała. Tylko ona nie była głupia. Wiedziała, że to niemożliwe. Wiedziała, że przepadli na dobre. Nadal jednak nie do końca to do niej docierało. Nie rozumiała. I chyba nie chciała rozumieć. Miała dość odkrywania prawdy o swoich bliskich. Miała dość odkrywania prawdy o sobie. Koty, które były wychowywane na kłamstwie, zazwyczaj wolały w tym kłamstwie pozostać. Tak im było lepiej, spokojniej. Zaczęła zbierać gwiazdnicę.
– Czemu zbieramy zioło na zielony kaszel? Nie mamy epidemii – zapytało Koper.
– Będzie niedługo. Czuję to.
Szczęście nigdy nie dopisywało jej klanowi. Mysiomózgie koty z innych klanów obwiniały brak słońca. Prawdą było jednak to, że ich problemem jest inteligencja. Im bardziej kot jest inteligentny, tym więcej rozumie. Każdy wie, że wiedza to najczęściej przekleństwo.

***

Pszczeli Rój właśnie wyszedł z lecznicy. Dlatego medycy (a raczej asystent) mogli podjąć próbę rozmowy. Chociaż wojownik raczej i tak za dużo by nie usłyszał, przynajmniej na to ucho, które trzeba było wyleczyć.
– Czemu Jarzębinowy Żar uciekła? Przecież była medykiem. Miała dużo lepiej niż większość kotów w klanie. – zapytało Roztargniony Koperek.
– Jarzębinowy Żar nigdy nie powinna być medyczką. Nie miała nią być.
“Ja z resztą też” pomyślała sobie. Może nie różniła się wcale tak bardzo od swojej zdradzieckiej uczennicy? Może to Jarzębina podjęła właściwy wybór w ich sytuacji? Była na tyle silna, żeby wyrwać się z tego systemu. Cis nigdy nie miała tej siły. I nigdy nie będzie jej mieć. To właśnie je od siebie odróżniało.

<Koper?>

Wyleczeni: Pszczeli Rój

08 listopada 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Nie chciał się z nią widzieć. Zupełnie to rozumiała. Sama też nie chciałaby znać swojej rodziny, gdyby dowiedziała się, że ktoś ją okłamał. Nie zmieniało to jednak faktu, że zrobiło jej się smutno. Podniosła swoje medykamenty i wyszła z lecznicy.

***

Teraz

Dzień w dzień to samo. Rutyna ciągnęła się w nieskończoność. Lęki ustąpiły. Wszystkie inne emocje z resztą też. Czuła tylko obojętność na wszystko. Nie mogła nawet przypomnieć sobie momentów, w których odczuwała coś silniejszego. Zupełnie jakby te chwile nigdy nie istniały. Każdy członek kultu zawsze jej powtarzał, że jej największą słabością było to, że dawała się ponieść emocjom. Z tego powodu poniekąd uważała, że stała się silniejsza. Właśnie podała Pszczelemu Rojowi trochę liści ogórecznika na gorączkę. Musiała teraz zająć się sprzątaniem wejścia do lecznicy. Konkretnie, musiała oderwać sople zwisające ze sklepienia w otworze nory. Głównym powodem dla takiego obowiązku był fakt, że sople mogą się topić, a zimna woda na łapach nie wpływa dobrze na zdrowie kotów przychodzących do medyka. Nie mogła dopuścić do większej liczby chorych kotów. Była Pora Nagich Drzew i zioła nie były dostępne. Musieli więc oszczędzać najbardziej, jak się dało. Zatapiała koniuszki zębów w lodzie i szarpała mocno głową, żeby odłamać jak największą część sopla. Kiedy odłamała najwięcej, jak mogła położyła je na stos zużytego mchu i zaczęła ciągnąć stertę odpadów w stronę wyjścia z obozu. Pozostawiła mech razem z lodem na obrzeżach obozu wilczaków. Wtedy podszedł do niej ktoś, kogo towarzystwa się nie spodziewała. Miodowa Kora. Od ich ostatniej rozmowy minęło wiele księżyców. Jego kociaki zdążyły zostać uczniami. Kocur popatrzył na nią. Widać było, że kłębiło się w nim wiele emocji. Nie zamierzała się do niego odzywać. Zazwyczaj, kiedy próbowała tak rozwiązywać problemy, nie wychodziło to. W sumie chyba nigdy nie udało jej się dobrze rozwiązać żadnego problemu.
– Cisowe Tchnienie… Co się z tobą stało? – szepnął po chwili cicho. Pewnie kiedyś popatrzyłaby na niego zdziwiona albo chociaż uśmiechnęłaby się smutno. Teraz po prostu patrzyła na niego bez wyrazu.
– O co chodzi?
Wojownik zastanawiał się jeszcze przez chwilę, jakby walczył ze sobą.
– Po prostu zachowujesz się inaczej. Znam cię, wiem, że coś jest na rzeczy…. w końcu… jesteś moją matką…
Po chwili zobaczyła parę wydobywającą się z jej ust. Liliowy zjeżył się i spojrzał na nią dziwnie. Przez chwilę myślała o tym, co się wydarzyło. Dopiero potem zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała:
– Nie jestem twoją matką Miodowa Koro.

<Miodek?>

Wyleczeni: Pszczeli Rój

26 października 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Kamiennej Łapy

Uśmiechnęła się lekko.
— Dziękuję. Jeżeli twój mentor się zgodzi, będę mogła cię trochę nauczyć — zaproponowała. Może jeżeli jej wnuk przychodziłby do niej, nawet raz na jakiś czas, to czułaby się lepiej? Towarzystwo kota, którego lubi, naprawdę by jej się przydało. Za dużo takich w klanie już nie zostało. Kocur kiwnął głową.
— Zastanowię się jeszcze. Przepraszam, muszę już iść! Starsi czekają. Do widzenia! — pożegnał się, wziął mech z mysią żółcią i wyszedł z legowiska.

***

TW: niepokojące myśli

Od ostatniego zgromadzenia coraz bardziej czuła, że nic już dla niej tutaj nie zostało. Nie miała rodziny, nie licząc dzieci, nie miała przyjaciół, nie miała żadnej ważnej roli w klanie. Każdy z jej asystentów mógł ją zastąpić w każdym momencie. Nikła Gwiazda pewnie nawet nie zwróciłby na to uwagi. Ale nie mogła opuścić klanu. Nie miała po co. Nie miała za czym gonić. Wszystko, co kiedykolwiek planowała zrobić, już zrobiła. Co prawda nie wyszło jej, ale już tego próbowała. Była samotna i bez planu na życie. Przynajmniej na resztę życia, która jej pozostała. Co, jeżeli to przez nią? Co, jeżeli to przez nią wszystkie otaczające ją koty cierpiały? Może nie poświęcała bliskim wystarczająco uwagi? Czy to dlatego posunęli się do takich metod zwrócenia na siebie uwagi? Czy była potworem? A nawet jeśli nie… czy to możliwe, że potwór mieszkał w niej? Pamiętała, jak na zgromadzeniu zupełnie się zmieniła. Wielokrotnie zakładała maskę przez całe swoje życie. Potrzebowała jej do życia w Klanie Wilka, a jednak wtedy nie podjęła nawet decyzji o jej założeniu. Ona sama po prostu wsunęła się na jej pysk, tłumiąc wszelkie emocje pod spodem. Czy nieświadomie robiła to za każdym razem? Może dlatego manipulacja szła jej tak dobrze. Prawdziwych uczuć nie dało się z niej wyczytać… bo ich tam nie było? Były daleko schowane w głębinach świadomości. Im dłużej i częściej trzymała maskę, tym bardziej czuła, jak te emocje są boleśnie ściskane w coraz to ciaśniejszy kłębek. Kiedy odpuszczała, była cała zjeżona i zestresowana. Czy przykry obowiązek zaczął mieć skutki uboczne? Nie mogła zasnąć, myśląc o tym wszystkim. Nagle usłyszała szept:
— Przepraszam?
Podniosła się z posłania. W wejściu do legowiska widziała sylwetkę jakiegoś kota oświetlaną światłem księżyca. Kocur, młody, jeszcze uczeń. Kamienna Łapa. Co on tu robił?

<Kamień?>

28 września 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Dąbka (Dębowej Łapy)

Cisowe Tchnienie spojrzała na kociaka.
— Rodzice wiedzą, że tu jesteś?
— Oczywiście! Powiedziałem wszystkim w żłobku, że idę wymienić mech — Dąbek odpowiedział grzecznie. Normalnie wzięłaby takiego kociaka za kark i odprowadziła do rodziców, żeby się upewnić, ale to nie był jakiś tam zwykły kociak. To był jej wnuk! Nic się nie stanie jak pobędzie tu chwilę z nią. Uśmiechnęła się lekko.
— Niech ci będzie, ale następnym razem przyjdź z mamą albo inną karmicielką. Dobrze?
— Jasne — przytaknął na słowa kocicy. — Wkurzyłem trochę Wilgę, dlatego uciekłem sam, zanim mama mnie złapała, jednak w innych okolicznościach przyszedłbym z kimś. Widziałem, że często rozmawiasz z Miodową Korą. Jest super tatą, nikt w obozie nie ma takiego ojca, jak ja mam!
Uśmiechnęła się, zupełnie ignorując fragment o kłótniach między kociakami. To już sprawa Iskrzącej Nadziei i Miodowej Kory. Ona sama nigdy nie miała rodzeństwa, więc nie mogła mu nic poradzić.
— Och tak, Miodowa Kora to mój syn — powiedziała, kiedy skończyła moczyć mech. Dziwne, że kociak nic o tym nie wiedział. Może dlatego, że ciągle przesiaduje tutaj i nie ma czasu ich zbytnio odwiedzać? Czy nie była wystarczająco dobrą babcią? Nie przejmowała się tym, że już miała wnuki. Dla niej szczerze lepiej było mieć już święty spokój i przygotować się na wieczny odpoczynek. Co prawda miała dopiero osiemdziesiąt księżyców, ale życie w Klanie Wilka było okropnie męczące. Czuła się, jakby miała przynajmniej dziewięćdziesiąt. Rozwiała przykre myśli. Rozmawia teraz z wnukiem, musi przynajmniej jemu zapewnić szczęśliwe dzieciństwo. Kocurek uśmiechnął się szerzej.
— To super! Pewnie też jesteś świetną mamą, dlatego Miodowa Kora jest świetnym ojcem! — zamruczał. Była zaskoczona. Dąbek naprawdę tak myślał? Może nie była jednak do niczego… Chociaż… jaki to ma sens, jeżeli Miodowa Kora nie był jej biologicznym synem? Okłamywała go… nie była dobrą matką. Nie była też dobrą babcią…
— Jaki był Miodowa Kora, jak był w moim wieku?
Nie chciała powiedzieć kociakowi, że jego ojciec był słaby i chorowity. To mogłoby go zasmucić. Zamiast tego powiedziała po prostu:
— Nie był takim urwisem jak ty.
— Jestem jedyny w swoim rodzaju! — kociak wyszczerzył kiełki. — Muszę jeszcze za niego trochę nabroić.
Zamruczał i złapał mokry mech, z zamiarem wyjścia z lecznicy. Cis poczochrała go delikatnie łapą po łebku. Rodzina była jedyną rzeczą, która poprawiała jej teraz humor.
— Baw się dobrze!

***

— Do widzenia, Blade Lico — pożegnała białego kocura, który wyszedł z lecznicy z okładem na łapie. Nic dziwnego, że ostatnio leczyła dużo użądleń. Była Pora Zielonych Liści. Pszczoły panoszyły się wszędzie.
Nagle do lecznicy wszedł jej wnuk – Dębowa Łapa. Był już uczniem. Położył przed nią wiewiórkę.
— Proszę, babciu, to dla ciebie.

<Dąbku?>

Wyleczeni: Blade Lico

09 września 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

– Topielcowy Lament jest okrutnym zdrajcą i zasłużył na wszystko, co dostał. Niech czuje, jak robaki wgryzają się w jego ciało. Nawet nie waż się nazywać go tatą. On nie jest twoim ojcem! – krzyknęła. Nawet nie wiedziała, czemu powiedziała to wszystko. Wielka rozpacz, stres i wściekłość wymieszały się i spowodowały ten wybuch. Miodek spojrzał na nią zaskoczony.
– On... On nie jest moim ojcem? To w takim razie kto nim jest? To nie ma sensu!
W jej głowie wybuchła panika. Miodek źle to zinterpretował. Teraz będzie musiała okłamywać go jeszcze bardziej.
– Zmarł przed twoimi narodzinami. Nie chciałam, żebyście dorastali bez ojca, więc weszłam w związek z Topielcowym Lamentem. Najwyraźniej mocno się pomyliłam. – Tutaj przerwała na chwilę, zastanawiając się co powiedzieć dalej. – Był do ciebie bardzo podobny. Nie próbuj nawet pytać innych o niego. Wątpię, żeby ktokolwiek w klanie lubił go na tyle, żeby pamiętać o nim jakieś czterdzieści księżyców po jego śmierci.
Wojownik siedział tam zupełnie zdezorientowany. Pogładziła go ogonem po barku.
– Zostawię cię samego, żebyś to sobie przemyślał. Muszę zebrać trochę ziół i wrócić do obozu. – Odchodziła od niego z żalem. To musiało być dla niego trudne. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet to nie było prawdą.
***
Tak jak obiecała, następnego dnia udała się do żłobka na kontrolę zdrowia Iskrzącej Nadziei i jej kociaków.
– Wszystko wygląda w porządku, jakby cokolwiek się stało, proszę przyjść do legowiska medyka – powiedziała do matki kociaków i już miała wychodzić, gdy zauważyła cień kota, który stał w wejściu. Kota o krótkim ogonie. Jak zareaguje, po tym co mu wczoraj powiedziała?
<Miodek? Jesteś zły?>

01 września 2025

Od Cisowego Tchnienia Do Mewy

Chwilowo siedziała w legowisku medyka. Miała przerwę od leczenia chorych, bo właśnie jeden z miłych uczniów przyniósł jej posiłek. Kiedy tylko przełknęła ostatni kęs czajki, usłyszała głos Roztargnionego Koperka:
– Kończą się liście dębu.
Rozejrzała się po lecznicy. Roztargniony Koperek jak można się już domyśleć liczyło zioła. Jarzębinowy Żar za to właśnie wyszła z legowiska, żeby zobaczyć, jak mają się starsi.
– Pójdę po nie – zaoferowała po chwili. Najwyraźniej nie miała wyjścia. Mimo że umiała walczyć tak jak większość klanu, wolała jednak nie iść samotnie na wyprawę po zioła. Tym razem na swojego towarzysza wybrała Sowi Zmierzch. Szli przez las w kierunku granicy z terenami niczyimi. Cisowe Tchnienie pamiętała, że rośnie tam dość dużo dębów. Kiedy dotarli, medyczka zaczęła zbierać liście, które spadły pewnie przy jakimś większym podmuchu wiatru, podczas gdy Sowi Zmierzch wspiął się na jedną z niższych gałęzi i zaczął odrywać liście od gałęzi. Kiedy uzbierali już dość pokaźną ilość liści, Sowi Zmierzch powiedział:
– Pójdę jeszcze zapolować dla klanu. Dasz radę wrócić sama Cisowe Tchnienie?
– Oczywiście.
Wtedy kocur odszedł, zostawiając ją samotnie przy granicy z kupką liści. Kiedy już miała wziąć medykamenty i wrócić do obozu, żeby je wysuszyć, usłyszała głos:
– Też zbierasz liście?
Nastroszyła się i wysunęła pazury. Rozejrzała się wokół siebie, ale nikogo nie zobaczyła.

<Mewa?>