BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paskuda x Mgiełka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paskuda x Mgiełka. Pokaż wszystkie posty

15 lutego 2023

Od Paskudnej Łapy (Błotnistej Plamy) CD. Mglistej Łapy (Mglistej Zatoki)

 Była zdziwiona słowami kotki, ale uspokoiła się trochę i usiadła na ziemi. Nie lubiła rozmawiać z innymi, ale… Mgiełka była całkiem miła! Nie wkurzała się na nią ani nic, mówiła dziwne rzeczy, lecz chyba w dobrym celu a nie żeby ją urazić… Była zdecydowanie milsza od swojego brata.
- M-może. S-sama n-nie wiem…
- Porozmawiałabym z nim za ciebie, ale to nie ja jestem od tego. To wszystko to są wasze sprawy i nie chcę się w nie wtrącać. Będziesz musiała się mu sama kiedyś postawić, nawet jeśli tego chcesz lub nie.
- N-nie m-mogę się nikomu s-stawiać. T-to b-by było złe! M-muszę się słuchać l-lepszych.
- W klanie nie ma podziału na lepszych i gorszych. Wszyscy jesteśmy równi, Gwiezdni każą nam szanować każdego niezależnie od płci czy koloru futra - wyjaśniła jej. - Jedynym kotem jakiego musisz się słuchać jest lider i ewentualnie zastępca, ale błagam, nie Nastroszone Futro! Właściwie on jest ostatnią osobą jakiej powinnaś się słuchać!
Zamrugała zdziwiona powiekami. Jak to? Równouprawnienie? Co to było? Przecież takie coś nie istniało! Mama mówiła jej to od kiedy była małym brzdącem. Koty z czekoladowym futrem nie miały praw i tak dalej, ale chyba w tym klanie coś nie działało i traktowali ją dobrze. Przynajmniej mogła spełniać swoje przeznaczenie słuchając się innych, aż tu nagle Mgiełka mówiła o jakiejś równości…
- P-powinnam! B-bo b-brązowe k-koty są g-gorsze, cz-czyli on j-jest lepszy... I m-muszę r-robić wszystko c-co mi mówi, p-prawda?
- A kto ci to wpoił do głowy?! Pierwszy raz coś takiego słyszę, żeby brązowa sierść byłą w jakimkolwiek stopniu gorsza. - skrzywiła się ze zdziwienia. Co ona taka nieobeznana była? Nikt o tym nie wiedział w klanie? Dziwne! Mama mogła ją uprzedzić, że tutaj nic o tym nie wiedzą. Może to był czas na krucjatę? Liczyła, że Sroka im powie jaka jest prawda.
- M-mama t-tak mówiła. A o-ona zawsze m-mówiła p-prawdę. O t-takich z-złych k-kotach różnych!
- To chyba twoja mama miała jakiś problem z sobą. Wybacz, że tak stwierdzam, ale to nie jest normalne. A z resztą co ja tam mogę wiedzieć o zwyczajach pieszczochów. Nie chcesz mi wierzyć to sobie nie wierz, ale w takim towarzystwie jakie sobie wybrałaś będziesz się jedynie staczać.
Przekrzywiła łebek. Czemu obrażała jej mamę? Ona… Zawsze miała rację. Jakiś losowy kot z klanu na pewno nie wiedziała więcej od niej! To było niemożliwe. Nie była czarna, więc… Nie miała racji. Poza tym o co jej chodziło z towarzystwem?
- S-staczać? Cz-czyli c-co?- zapytała zdziwiona, nie rozumiejąc tego trochę.
- N-nie wiem jak ci to wytłumaczyć! T-to nie znaczy nic dobrego, tyle ci gwarantuje.
Otworzyła lekko pyszczek. Nic dobrego? Nie mówiło to zbyt wiele, ale nie chciała jej złościć. Wiedziała, że jej brak inteligencji wkurzał inne koty a tego nie chciała!
- N-nic d-dobrego? Oh... R-rozumiem- powiedziała, oczywiście tak naprawdę nie rozumiejąc.
- Na pewno? - uniosła brew w oczekiwaniu na odpowiedź, po chwili jednak obróciła się w przeciwnym kierunku rozglądając po zebranych. - No nic, nieważne. Właściwie to szukałaś kogoś? Bo tak na mnie wpadłaś zamyślona.
Pokręciła głową. Kogo miałaby szukać? Z nikim nie rozmawiała, nikt jej nie lubił… Jedyny kot który z nią rozmawiał to był Nastroszony. No i Sroka ale to oczywiste. Nikt więcej. A do obcych by nie zagadywała bo byli strasznie straszni!
- N-nie. N-nie m-mogę z nikim r-rozmawiać, b-bo mnie p-porwą. A-ale S-sroka m-mówiła, ż-że i tak się n-nikomu n-nie p-przydam...
- A po co miałby cię ktoś porywać? Rozumiem żeby porywać kocięta, ale wyrośniętą uczennicę to chyba już trochę ciężko, nie uważasz?
Wbiła pazurki w glebę. To co mówiła miało sens, ale… Wizja porwania była jak dla niej dosyć realna. Wszędzie czyhało niebezpieczeństwo. Kiedy mieszkała z mamą co chwilę mogło się zdarzyć coś strasznego, tutaj na pewno też. Jakiś potwór, który pożre innych, latające jeże, wielki pożar, czy właśnie porywacze.
- N-no w-wiesz, m-może ch-chcieli b-by mnie zjeść? I t-to b-byłoby p-proste m-mnie p-porwać, b-bo nikt n-na m-mnie n-nie z-zwraca u-uwagi. Ch-chyba, ż-że krzyczę. A k-krzyczę cz-często.

<Mgiełka?>

11 grudnia 2022

Od Mglistej Łapy CD. Paskudnej Łapy

Księżyc górował już na niebie, gwiazdy razem z nim. Uczennica przypomniała sobie, jak bardzo kochała spoglądać na nocne niebo. Było takie spokojne, piękne. Nieskalane przez problemy tego świata.
Westchnęła z ulgą po czym dołączyła do zebranych i gotowych do wyjścia kotów. Już za niecałą chwilę miało się odbyć zgromadzenie klanów.
Koty które dotarły już na wyspę zajęły w ciszy miejsca, a Mglista Łapa razem z nimi. Zdążyła zauważyć, że Klan Klifu już tu był, najprawdopodobniej dotarli jako pierwsi. Niebieska nie przepadała za ich liderem, wyglądał na podejrzanego a z jego ślepi źle patrzyło. Nie inaczej z resztą było z liderem Klanu Wilka. Zaś liderka Klanu Burzy wyglądała na najnormalniejszą z nich, choć nie mogła być tego pewna. Kto wie co się tam u burzaków działo!
Została wyrwana jednak ze swoich rozmyślań, gdyż przez czyjąś nieuwagę upadła na ziemię. Szybko jednak zorientowała się, że był to nikt inny jak Paskudna Łapa. Gdyby była to inna osoba niebieska pewnie by zwróciła jej uwagę, jednak tę kotkę starała traktować się ulgowo. Poza tym uczennica wyglądała na zdezorientowaną gdy nikt nie prowadził ją za łapę.
- Wszystko w porządku? - zapytała podnosząc się z ziemi i otrzepując futro z kurzu.
Kotka odpisnęła jej coś cicho i skuliła się na ziemi. 
- P-proszę, n-nie w-wrzucaj mnie d-do morza... T-to było p-przez p-przypadek!- zakwiliła przerażona.
Mgła pokręciła ze zdumieniem łbem i uniosła brew. 
- O co ci chodzi? - prychnęła. - Nikt cię nie wrzuci do żadnego morza, ogarnij się trochę. - poleciła starając trzymać się jakiekolwiek emocje na wodzy, lecz czekoladowa zaczęła głośno płakać, jak to robiła często.
- W-wrzuci! N-na p-pewno! A-albo k-ktoś mnie zje!
Nie wiedząc jak ma uspokoić spanikowaną kotkę pacnęła ją łapą w pysk. 
- Nikt cię nie zje! Powiedziałam, że masz się ogarnąć. - syknęła do niej. Nigdy nie rozumiała Paskudy, była po prostu dziwna.
- N-nie b-bij!- zaszlochała, niezgrabnie próbując się od niej odsunąć.- P-przepraszam!
Wycofała się o krok widząc jak ta płacze. I ona miała zostać wojownikiem? Klan Nocy nie powinien trzymać takich miernot jak ona. A pomyśleć, że kiedyś chciała jej dać szansę. Westchnęła cicho i spojrzała oceniająco na kotkę. 
- Za nic mnie nie masz przepraszać. Kim ty w ogóle jesteś Paskudna Łapo, co? Chcesz zostać wojownikiem czy nawet nie wiesz właściwie co tu robisz?
Kotka obrzuciła ją załzawionym spojrzeniem.
- J-ja... N-nie w-wiem... S-staram się, a-ale n-nie umiem... N-nie u-umiem n-niczego! - jęczała.
- Jeśli nie potrafisz żyć wśród nas, może w pierwszej kolejności nie powinnaś tu być? - fuknęła już zirytowana. - Szczerze jest mi ciebie żal, nie mówię tego by cię dobić. Po prostu uważam, że jeśli nie weźmiesz się w garść nie dasz sobie rady w życiu klanowym.
Ta wlepiła wzrok w ziemię, cicho pociągając nosem. 
- W-wiem... Ż-że s-sobie n-nie p-poradzę. N-nie u-umiem a-ani p-polować ani w-walczyć! J-jestem d-do niczego!- rozpłakała się po raz kolejny.
Nie wiedziała co ma jej odpowiedzieć, nie chciała źle dla Paskudy, jednak musiała być z nią bezpośrednia. 
- Za mało się starasz. Jeśli bardzo czegoś chcesz, jesteś w stanie to zrobić, ale najpierw trzeba uwierzyć w własne możliwości. - oznajmiła.
- J-ja p-po p-po p-prostu t-tego n-nie umiem... A-ale m-muszę b-być w-wojownikiem, b-bo N-nastroszony p-powiedział, ż-że muszę m-mieć k-kocięta...
Nie wierzyła własnym uszom. ŻE CO ON POWIEDZIAŁ?! To musiał być jakiś żart. - Żartujesz sobie chyba? Powiedz, że żartujesz!
Czekoladowa pokręciła głową.
- N-nie ż-żartuję... P-powiedział, ż-że m-muszę.
- Słuchaj ee... Nic nie musisz! W ogóle ja nie wiem, dlaczego ty wierzysz w te bzdury które on gada! Znaczy jesteście razem i gdy będziesz już wojowniczką nic nie stoi na przeszkodzie... Ale to nadal nie znaczy, że musisz! - starała się jej wyjaśnić.
- M-muszę! B-bo b-będzie zły! A j-ja nie chcę, b-by się wściekał! J-jeszcze m-mnie pobije! J-ja nie chcę m-mieć dzieci...
- On cię pobije? Jak to miękka faja jest. - fuknęła lekceważąco w jej stronę. Jej brat znęcał się nad Paskudą tylko dlatego, że sam był słaby i znalazł jedynie kogoś słabszego.

<Paskudo?>

[przyznano 20%]

15 września 2022

Od Paskudy Cd Mgiełki

 Zaczęła jeszcze bardziej płakać. To zbyt ją przytłaczało. Prawie nigdy nie miała własnego zdania, dlatego była zdana na innych, na ich rozkazy oraz zalecenia. Kiedy jej matka wraz z siostrą uznawały ją za gorszą, zgadzała się bo pogodziła się z tym. Nastroszony wymyślał jakieś głupie zabawy w których nie chciała brać udziału, to i tak się zgadzała. A teraz? Jego siostra była całkowicie inna, co ją przytłaczało. Mówiła jej, by się jego nie słuchała, a to było nie do pomyślenia! Jak to niby miała coś robić innego, co jej kazał niebieski? Nie chciała mu się sprzeciwiać, bo to ciągnęłoby za sobą mocne konsekwencje. Byłby bardzo zły, nawet nie potrafiła sobie wyobrazić jego wściekłości. Ale z drugiej strony, Mgiełka była z nim na równi, po prostu od niej ważniejsza co oznaczało, że jej żądania były tak samo nie do złamania. Ich punkty myślenia były całkowicie inne! W jaki sposób ona mogła słuchać się ich obu na raz? Jeżeli będzie się słuchać jednego, to drugi będzie miał pretensje. Mogła tylko błagać o wybaczenie. Najchętniej, to by się w to wszystko nie wpakowywała.
- N-nie chciałam ciebie obrazić! A-ani gwiazdek! P-po prostu o-on p-powiedział, ż-że t-tak m-mam r-robić!- załkała cicho, czując coraz większy mętlik. Ta kotka będzie na pewno na nią zła i ją pobije za znieważanie świecidełek! No jeszcze brakowało jej tego, by jakiś kociak był na nią rozzłoszczony! Miała już dość tego miejsca.
- Nie obrażasz mnie! - miauknęła. - Mówię ci, Stroszka nie warto słuchać, on jest wywijas i beksa.
- T-to m-mam się ciebie s-słuchać? N-nie j-jego? Cz-czy w-was o-obu?- zdezorientowana spojrzała na nią. O co w takim razie im chodziło? Musi go przecież słuchać! Była tylko jakimś gorszym pomiotem, więc… Sprzeciwianie się nie wchodziło w grę! Nie potrafiła tego wszystkiego pogodzić, by było idealnie. 
- Nie musisz się nikogo słuchać! - zaprotestowała. - A ja chcę tylko dla ciebie dobrze.
Zestresowana szybko odsunęła się od Mgiełki. To nie było normalne. Nikt nigdy nie chciał dla niej dobrze. Słowa kotki oraz jej zachowanie musiało być podpuchą. Poza tym, dotykała ją. Nikt o dobrych zamiarach nie dotyka ani nie podchodzi tak blisko, przynajmniej tak miała wklepane w głowie. Z piskiem ruszyła w stronę najbliższego krzaka i stamtąd patrzyła się wielkimi oczami, aż szara pójdzie. Nie mogła jej zaufać. Była… Inna. A to nie oznaczało, że była dobra. W końcu z ulgą zauważyła jak ta odchodzi. Westchnęła cicho i skuliła się tuż przy podłożu.

<Mgiełko?>

13 września 2022

Od Mgiełki CD. Paskudy

Na nieboskłonie widniała cała rzesza gwiazd wraz z księżycem. Srebrne kocię wybudziło się ze snu i oddało się urokom nocy lecz gdy leżenie i patrzenie się w niebo małej się znudziło ruszyła ona przed siebie sprawdzając najpierw czy wszyscy śpią. Było co prawda paru wojowników na nogach, ale widok nie śpiącego kocięcia był dla nich pewno normlany.
Mgiełka ruszyła w którąś z jej stron, a księżyc swoim odbitym światłem musnął ją po futrze, które lśniło niczym Srebrna Skóra. Jej uwagę jednak przykuły podejrzane dźwięki jakby pisków połączonych z sapaniem. Gdy wślizgnęła się przez krzak po drugiej jego stronie zauważyła chuderlawą kotkę prawie jak ona sama o czekoladowo-pręgowanym futerku. Był to nikt inny jak Paskuda, o której opowiadał jej brat, właściwie powinna ją dostrzec wcześniej w żłobku, ale nie zwracała uwagi na inne kocięta. Noc zdecydowanie nie służyła temu kocięciu, gdyż pod jej osłoną sierść wyglądała na dużo bardziej zabrudzoną niż była w rzeczywistości.
Kulka puchu nagle drgnęła i spojrzała Mgiełce głęboko w oczy tymi swoimi zielonymi ślepkami.
- Cz-czy n-na s-serio t-te ś-świecidełka t-to g-głupstwo? B-bo… B-bo t-twój b-brat powiedział, ż-że t-tak…- wymamrotała cicho, kuląc się ze wstydu.
Faktycznie dziwna była ta cała Paskuda, słowa przez nią wypowiedziane było przerywane i kotka strasznie się jąkała, przez co niebieskiej ciężko było ją zrozumieć.
- Jakie świecidełka? Co ci mój braciszek nagadał? - spytała zaskoczona.
- N-no... Ż-że m-modlenie się d-do nich t-to m-marnotrawienie cz-czasu... I-i, ż-że g-głupie koty w-wierzą, że t-to z-zmarli.
Czyli chodziło jej o Klan Gwiazdy! Mogła się tego od razu domyślić, ale żeby jej brat maczał łapki w czymś takim było nie do pomyślenia. Natychmiastowo jej nosek się zmarszczył i zbliżyła do Paskudy.
- To nie prawda! - chwyciła ją łapą za ramię. - Nie słuchaj go! Gwiazdki to dar, nie ma nic lepszego. To dzięki nim żyjemy, ja czy ty. - wyjaśniła czekoladowej. 
Koteczka wytrzeszczyła zdziwiona oczy. 
- A-ale... O-one podobno n-nie istnieją... I t-tylko dziwolągi w t-to wierzą, k-kazał m-mi p-przecież n-nie wierzyć, b-bym b-była mądrzejsza...
Mgiełka błyskawiczny zasłoniła drugiej kotce pyszczek łapą, która jeszcze chwilę temu spoczywała na jej ramieniu.
- Cichutko! Nawet nie chce tego słyszeć - potrząsnęła gniewnie łebkiem. - Nie słuchaj Stroszka! On zrobi wszystko, by udowodnić, że Klan Gwiazdy nie istnieje, co jest nieprawdą! Ja już z nim sobie porozmawiam, co jeszcze ci wymiauczał?
Z oczu Paskudy zaczęły skapywać łzy. Nie tego chciała srebrna! Musiała to jak najszybciej naprawić.
- P-przepraszam, n-nie chciałam... O-on... J-już więcej n-nic mi nie m-mówił.
- Cichutko, cichutko... - mruknęła delikatnie gładząc starszą od siebie kotkę po łbie. - Za nic nie musisz mnie przepraszać. Następnym razem nie słuchaj go jak będzie ci wmawiał te rzeczy. Dobrze?

<Paskudo?>

Od Paskudy Do Mgiełki

 Zmęczona ziewnęła, układając się na ziemi. Z każdą godziną wędrówki czuła się coraz bardziej zmęczona, całe łapy wydawały się jakby z ołowiu, nie potrafiła normalnie nimi się poruszać, bo co chwilę wywracała się odrętwiała. Była wyczerpana, bo jednak dla takiego młodego kota było to nie lada wyzwanie, a w szczególności dla kogoś takiego jak ona- zamiast nóg patyki, krucha i słaba. Przy postoju nawet się nie zastanawiała co zrobić. Po prostu położyła się jak najszybciej, korzystając z wolnego czasu. Musiała szybko zasnąć, bo Nastroszony jeszcze nią dorwie i będzie kazać jej się turlać. Albo skakać. Albo wymyśli coś innego, by ją upokorzyć. 
Spojrzała w górę na ciemne niebo, na którym migotały jasne gwiazdki. To było… Piękne! Nie rozumiała idei wierzenia, że to zmarłe koty, ale same w sobie były wspaniałe. Świeciły mimo mroku, rozbijając ciemność. Były takie malutkie, a było je widać! Jak pchełki wydawały się uczepić Srebrnej Skóry. Trzymały się tam. A spadały kiedyś? Szkoda, że ten kocurek zakazał jej wierzyć w te światełka. To musiało być zabawne.
- P-przepraszam gwiazdki, że w-was nie wierzę… N-nastroszony m-mi zakazał, w-wiecie? A-a jesteście śliczne… S-stwierdził, że t-to g-głupie…- wymamrotała do nieba, siadając, by jeszcze lepiej widzieć to co się tam na górze działo. Czemu to musiało się pokazywać tylko w nocy? Mogły sobie istnieć nawet w ciągu dnia, byłoby wspaniale. Towarzyszyłyby jej! Jak musieli iść, pewnie by im bardzo pomagały. Dawałyby nadzieję. W końcu, mimo przeszkód dalej były! Nie zląkły się dużego, potężnego księżyca, co było jak wielka biała kulka mchu, nie bały się czarnej powierzchni, której się przytrzymywały! Machnęła łapką w stronę tego piękna. Chciałaby być gwiazdką! Nikt by jej nie mógł wyzywać, bo byłaby taka jak inna. Albo może i tak by to robiła reszta jasnych pchełek.
Nagle odwróciła się w bok, słysząc nieoczekiwany dźwięk. Pisnęła cicho i odskoczyła od swojego miejsca. To był jakiś potwór? Zje ją? Może obraziła się Srebrna Skóra, że na nich patrzy! Jednak zamiast jakiegoś monstrum, zza drzewa wyszła kotka. Widziała ją wraz z Nastroszonym, pewnie to była jego siostra. Mrugnęła okiem. Może wie, dlaczego wierzenie w zmarłych jest złe?
- Cz-czy n-na s-serio t-te ś-świecidełka t-to g-głupstwo? B-bo… B-bo t-twój b-brat powiedział, ż-że t-tak…- wymamrotała cicho, kuląc się ze wstydu. Ale musiała się dowiedzieć, bo jeszcze będzie żyła w kłamstwie!

<Mgiełko?>