BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimoziół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimoziół. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2021

Od Zimozioła

*3 księżyce temu* 
Srebrny po kilkunastu księżycach nauki, która szła mu topornie bardzo doczekał się. Mógł zostać mianowany na wojownika, na co czekał. Jego rodzina mogła być dumna, w końcu. Do tej pory czuł, że nie spełnia wymagań rodziny jako wnuk Szyszki. Nie szło mu bycie wojownika, długo zajmowało mu opanowanie umiejętności potrzebnym do życia w klanie. Polowanie szło mu o wiele gorzej, niż walka, ona szła mu troszkę lepiej, ale i tak topornie. Jego mentorzy zawołali go i zaczęło się to – o czym większość uczniów marzy.
***
Obudził się z legowisku wojowników zadowolony, od trzech księżyców już spał z innymi wojownikami. Widział, jak inni dorośli tutaj przebywali i czuł się dowartościowany. Był wojownikiem i pełnoprawnym członkiem Owocowego Lasu. Pomimo że widział, że niektórzy w jego wieku posiadają już partnerów albo kociaki, a on niedawno został wojownikiem. Zimoziół nie planował na czas najbliższy posiadanie nikogo, nie czuł się wystarczająco odpowiedzialny. Do tego jakoś nie widział siebie w romantycznej relacji na razie, nie był pewien, czy to się zmieni, ale na stan obecny nie chciał się zakochać.
***
Strach. Panika. Nie rozumiał co się działo ani, czemu. Dwunożni kombinowali coś, wydawali odgłosy podejrzane. Weszli im do obozu, a oni nic nie mogli zrobić. Musieli zaufać Błysk. Ufał jej? Tak. Gdyby kazała im biec do lisów prawdopodobnie by pobiegł. Znał ją długo, uczyła go jako nieuka długo. Spoglądał na niebo. Stracił kogoś, znowu. Daglezja, Głóg. Wujek i ciocia, nie znał ich za dobrze, ale miał miłe wspomnienia. Byli zawsze, mogli porozmawiać czy zjeść razem. Nie przeganiali go nigdy, byli pozytywni do niego w miarę. Chciał spędzić z nimi więcej czasu, ale uznawał, że ma czas, skończył mu się. Chciał zrozumieć, czemu przeszkadzali oni czy inni członkowie owocowego lasu przeszkadzali dwunożnym. Jerzyk i Raróg też zmarli, nie przyjaźnili się jednak on ich znał bliżej. Rozmawiali w legowisku uczniów za tych czasów, gdy nimi byli. Dwunożni byli okropni, okrutni, bezduszni. Oni nie zabiją bez powodu, a te potwory tak.

02 listopada 2021

Od Zimozioła

 Pomimo że się starał i czuł, że niedługo będzie mianowany na wojownika to dostał dwóch mentorów. Nie szło mu wystarczająco dobro by być wojownikiem, a czuł presję. Ostatnie komunikaty Błysk dawały mu dość jasno do zrozumienia, że jak nie postara się jeszcze mocniej, to ma przechlapane. Nie chciał narażać się, a i tak to robił. Zakładał, że ma kilka księżyców na naukę do końca wszystkiego, a sporo to było. Ćwiczył sam, a i tak nie dawał rady. Może powinien kogoś spytać o pomoc z treningami? Może po prostu powinien zaproponować Blask o dodatkowy trening? W końcu od tego był.
***
Usłyszał od brązowego dymnego, że nauczy go lawirowania po płocie dwunożnych. Nie wiedział, czy będzie to proste jednak chciał pokazać mu, że umie. Bo umiał dużo, a to nie wydawało mu się takie ciężkie, uznawał, że to będzie lekki trening. Przeliczył się. Lawirowanie po płocie nie było proste i po dłużej chwili bolały go łapy. Jego mentor był niezadowolony, uważał, że za słabo mu idzie. Srebrny starał się i po pewnym czasie wychodziło mu. Nie uznałby, że dobrze, ale gorzej mogło być.
– Skoro przemieszczanie nie idzie ci tak źle, to teraz zaskakujesz i wskakujesz. – mruknął niezadowolony wojownik. Vanowi pysk zaciskał się w linię prostą, przypominając sobie, że są w podobnym wieku, a on mógł mu rozkazywać. Zeskoczył z płoty, to nie wydawało mu się takie ciężkie. Jednak aspekt wskakiwania nie był taki prosty. Obawiał się, że nie wskoczy na płot i spadnie.
– Pokażesz mi jak to mam zrobić? – Spojrzał na brązowookiego, skoro był już wojownikiem, to pokazać mu mógł. Mentor prychnął i wskoczył na płot bez większego problemu. Po chwili sam wskoczył ku jego uciesze udało mu się.
– Zeskocz teraz i spróbuj jeszcze kilka razy. – usłyszał polecenie od kota w tym samym wieku co on. Wykonał polecenie i wskakiwaniu wydało mu się ciężkie. Sam aspekt zeskoku nie był też łatwy. Musiał uważać by odpowiednio spaść.
***
Zeskoczył ostatni raz na tym treningu z płoty, oddychając zmęczony. Udało mu się. Opanował to wszystko, co prawda zajęło mu to dwa treningi. Pierwszy skończyli po tym, jak udało mu się zeskakiwać, ale nie ćwiczyli wspinaczki na niego. Za drugim razem skupili się głównie na tym i przyniosło to efekty.
Zimoziół nauczył się lawirowania po płocie dwunożnych 

04 października 2021

Od Zimozioła

 *Przed mianowaniem dzieci kostki*
Rozglądał zmęczony, był już dość stary, a dalej był uczniem. Denerwował się, że dzieci wujka Orzełka będą lepsze, jak, tak by mogło być?! On miał być najlepszy! Był chyba najstarszym z uczniów, chyba tylko Krecik był w jej wieku. Puchacz był starszy, no ale był dziwny. Nie żył w owocowy lesie od dziecka! A on tak, nie uważał od razu, że jest gorszy od niego, ale no. A co, jeśli skończy później od niego trening? Nie będzie gorszy od niego! Uczyła go zastępczyni, musiał się szybko nauczyć. Musiał się bardziej starać, niż do tej pory, musiał skupić się w bardzo mocno na treningach. To nudne bywało, ale bycie wojownikiem brzmiało cudownie. Mógłby Być przykładem dla kuzynostwa! I miałby u nich autorytet! Nie obchodziło go, że widział tylko może raz na oczy kociaki, byli rodziną i kropka!
***
Trochę się spóźnił z poznawaniem dzieci wujka i stali się uczniami, nie marudził strasznie, ale dawało mu to większą presję. Musiał skończyć szybko trening, przed nimi. Wracał z treningu, Błysk dawała mu w kość jak zwykle. Chociaż treningi w przyszłości powinny dać rezultaty. Pomimo zmęczenia chciał spotkać dzieci Owieczki, one jeszcze były w żłobku i może do nich się nie spóźni. Słuchał jeszcze kilku uwag dotyczących jego walki od zastępczyni, po, czym zwolniła go. Od razu skierował swe kroki do żłobka, gdy już rozpoznał dobrze sobie znane miejsce wszedł do niego. Ku jego oczom ukazało się kilka karmicielek i dwa kociaki, to one! W oczu rzuciło mu się rude futro jednego z kociaków, chwilę popatrzył na niego, po, czym podszedł.
– Hej, jak ci na imię? – mruknął do niego, nie nawiązywał wcześniej interakcji z młodszymi zbyt, a teraz nie wiedział, co powiedzieć by go nie obrazić.
– Perkoz jestem.
– A ja Zimoziół. – odpowiedział. – Jestem jednym ze starszych uczniów! I niedługo na pewno będę mianowany na wojownika.
Jeżeli nie miał co powiedzieć do wolał powiedzieć kim jest, by młodszy nie myślał, że jest nikim!
<Perkoz?> 

19 sierpnia 2021

Od Zimozioła

*Przed narodzinami dzieci Orła* 
 Srebrny obserwował poczynania wujka Głogu, nie rozumiał do końca co oznacza jego imię. Takie dziwne. Wiedział natomiast co oznaczało jego imię, taką roślinkę ładną. Po chwili jednak znudził się obserwowaniem jedzenia i swój wzrok przeniósł na Jerzyk, która układała patyczki coś, mówiąc pod nosem. Chciał coś powiedzieć do niej, ale zamilkł, pytanie co robi mogłoby być niemiłe. A była starsza i była kotką, więc trzeba było być do niej, chociaż z pozoru miłym. Jeszcze uczyła ją jego mama, więc nie chciał słyszeć, że coś źle zrobił. Może powinien się przywitać? Nie miał rodzeństwa co jego zdaniem równało się z brakiem towarzystwa do rozmów, z kim miał rozmawiać niby? Czemu rodzice nie mogli mu dać rodzeństwa! Byłoby na pewno takie super, jak on! A tak to był skazany na rozmowy z kotami obcymi, do Błysk nie chciał zagadywać, bo był dziwny, Krecik była wiecznie przerażona. Jaskółka to inny świat i za żadne myszy nie chciał do niej podejść. Do starszych uczniów może nie, że bał się podejść, ale dziwni się zdawali, jeden nie rozmawiał, druga jakaś taka dziwna, a trzeci miał masę blizn. Dziwacy. Nie to, co on, piękny, prawie cały biały tylko z ogonem w kolorze futra takim jak Bielik. Jego myśli przerwał głos kogoś z dołu, nie zauważył nawet kto to. Podniósł się szybko z gałęzi, rozglądając się, chciał wiedzieć! Może akurat z tym kotem będzie mógł porozmawiać? Obserwował ruchy na dole i zauważył szylkretową kotkę, której wcześniej nie spotkał. Podejrzane! Musiał sprawdzić co tutaj robiła i czy na pewno spełnia swoje obowiązki. Nie chciał przyznać sam przed sobą, że szuka na siłę towarzysza rozmów. Zeskoczył z gałęzi i podszedł do szylkret ki, dziwna jakaś. Miała trzy kolory, podejrzane, nie wyglądała jak babcia, Błysk czy Bielik. Podejrzane, trzeba sprawdzić, czy jest na pewno z owocowego lasu, i czy na pewno jest mu wierna.
– Dzień Dobry proszę pani, czemu pani ma takie podejrzane futro? Skąd ten potrójny kolor? Czy to jakaś kara od kogoś? Twoi rodzice nie trzymali się zasad? – Spojrzał na nią podejrzliwie. To coś niepokojącego, to futro dziwne. I ma jakieś dziwne pręgi i kolory, oczy ma w miarę normalne. I futro jakieś nielokowane, niespecjalna jest.
<Poziomka?>

04 sierpnia 2021

Od Zimozioła

 Lekko zimniejsze promienie słońca wpadały na twarz srebrnego, który maszerował przez drzewa pod jabłoniami. Czekał na trening z Błyskiem, które zawsze były ciekawe. A to opowiadała im o zasadach, a to wspominała o otaczających ich świecie poza płotem, do które ciągnęło syna Bielika okropnie. Niestety wiedział, że prawdopodobnie za szybko nie zazna smaku poza domem. Chciał zobaczyć co jest za płotem, ale Szyszka wyraźnie mówiła, że nie wolno im wychodzić, bo niby świat niebezpieczny. Niestety do niego te słowa nie docierały i potrafił marzyć, co by było, gdyby wyszedł za płot. Jego charakter na pewno by mu pozwolił na wyjście jednak dalej bał się konsekwencji i tego, co tam może się stać, skoro dorośli wojownicy nie wychodzą, to co on jako uczeń miał?
– Zimoziole, poćwiczymy dzisiaj wspinaczek na drzewa. – powiedziała bura. Srebrny popatrzył na nią gniewnie. Przecież potrafił się wspinać jakoś! Co ona uważała?! Machnął ogonem wkurzony. – Wiem, że to potrafisz, ale umiejętność wspinania się na drzewa jest niezastąpiona w Owocowym Lesie! Cały klan na nich żyje i musisz to umieć perfekcyjnie.
Wnuk Szyszki patrzył na nią dalej wkurzony jednak teraz przyjął, dlatego ma to ćwiczyć i opanowywać do perfekcji. 
– To zaczynamy już? Pokażę ci, że umiem dobrze się wspinać! – powiedział energicznie.
– Musisz tylko uważać, pamiętaj, by nie spaść. – powiedział, idąc do najbliższej jabłoni.
***
Pręgowany wrócił zmęczony za Błysk z treningu, musiał przyznać, że zastępczyni umiała dać w kość i najchętniej by poszedł spać do legowiska. Podczas wspinania się na drzewach w przerwie wpadł na pomysł by odwiedzić swoją babcię. Nie znał jej dobrze, a była liderką! Musiała się dowiedzieć jaki on zdolny jest!
– Mh Błysk? Wiesz może, gdzie znajdę Szyszkę? – popatrzył na kotkę.
– Pewnie jest obecnie w obozie, poszukaj jej. – I odeszła. Van rozejrzał się po obozie i zobaczył czarną przy stercie zwierzyny. Oto jego szansa! Podszedł do niej zmęczony, chociaż w drodze próbować sobie, chociaż trochę futro wylizać by wyglądać dumniej.
– Babciu? Jak się dzisiaj czujesz? – postanowił miło zacząć rozmowę. Musiała go poznać od dobrej strony!
<Szyszka?> 

18 lipca 2021

Od Zimozioła

 Srebrny jakby nigdy nic jadł sobie spokojnie mysz. Nie spodziewał się, że ktokolwiek do niego podejście, nie musiał się denerwować niczym dzisiaj. Miał rodzinę, Bielik i Klonik nie byli idealnymi rodzicami to jednak kochał ich. Do tego babcia była super! Może nie znał jej dobrze to z samych opowieści mamy uważał ją za cudownego kota. I do tego byli wujkowie i ciocie! Bielik, Głóg i Daglezja, z kilkoma z nich nie rozmawiał prawie, ale kojarzył ich imiona na pewno i może historię z wieku Kocięckiego jej mamy. Przeżuwał swój pokarm, patrząc na inne koty w obozie, jego domu. Spojrzał na Jerzyka, która jadła. Może powinien z nią porozmawiać? Wydawała się miła dość.
– Hej? Co u ciebie? – powiedział van spokojnie. Denerwował się lekko, że będzie jak Blask całkowicie, a tego by nie zniósł.
– Dobrze chyba, trening idzie mi dobrze. – odpowiedziała dymna lekko zadowolona. – A co u ciebie?
– Chyba dobrze, tylko żałuje, że Błysk miała problemy zdrowotne. – uśmiechnął się szczerze. – Umm to jak ci się podoba pogoda? – powiedział, zaczynając gadkę o pogodzie.
– Pogoda jest średnia, mogła być lepsza, bo trochę zimno bywa. – uśmiechnął się. Zauważył, że kotka miała dość krótką sierść, ale nie kręconą jak on! Mało kto miał taką sierść jak on! Był wyjątkowy!
– Prawda! Wreszcie z kimś się zgadzam. – machnął ogonem zadowolony. – Masz może rodzeństwo?
– Nie mam.
– Łącze się w bólu, też nie mam rodzeństwa. To takie niesprawiedliwe. – wziął kęsa myszy.
– Ja ten, muszę iść już. – popatrzył się na dymną zdziwiony, źle coś powiedział? – Mam trening, miłego dnia. – usłyszał i zauważył jak odchodzi. Smutno mu się trochę zrobiło, nie będzie miał z kim porozmawiać! Prawdopodobnie by się tak stało, gdyby nie Nagietek, który wyszedł z legowiska medyków. Czarny srebrny patrzył na niego zdziwiony, ciekawe co on tam robił. Widział obok niego Żurawinę. Może nie obok, a za, był ciekawy co oni robili.
– Biegunka to okropna sprawa. – usłyszał głos starszego ucznia. – Pewnie twój ogon też cię bolał. – czekoladowa tylko kiwnęła mu głową.
– Hej-j? Chcecie może zjeść i porozmawiać? – popatrzył na nich uśmiechnięty lekko. Nie rozumiał zbytnio, o czym rozmawiali to chciał z kimś porozmawiać.
– Um chętnie ja. – usłyszał odpowiedź. – Słyszałeś co zrobiłem?
– Nie, a co zrobiłeś? – Podniósł ogon zaciekawiony, nie słyszał co Nagietek zrobił. A był ciekawy, skoro tak się chwalił.
– No to słuchaj…
Wyleczeni: Nagietek, Żurawina 

Od Zimozioła

Srebrny nie rozumiał tego całego zamieszania związanego z mianowaniem. To całe mycie się dokładne. Chociaż nie ukrywał ekscytacji kto będzie jego mentorem! Wiedział, że na pewno babcia Szyszka da mu kogoś super tylko nie wiedział kogo, nie znał najwięcej kotów w klanie, więc mógł tylko nadzieje mieć, że zrozumie się z kotem, od którego będzie zależeć jego trening.
– Umyj się proszę. – mruknęła Bielik. Zimoziół popatrzył na nią, kiwając głową na znak zgody. Uznał, że kłócenie się z mamą przed ważnym momentem. Zaczął lizać swój ogon, na którym widział lekki brud. Normalnie by go zostawił to teraz wyczyścił się porządnie. Musiał pokazać członkom Owocowego Lasu, że on będzie najlepszym uczniem! Nie mógł przynieść wstydu rodzinie. Po skończonej czynności odetchnął, teraz chyba był czysty.
– Już? – spytał, na co dostał potwierdzenie jako skinienie głowy. – Wiesz kogo dostanę jako mentora?
– Dowiesz się niedługo, gdy tylko Szyszka zwoła wszystkich. – odpowiedziała srebrna. Van nie był zadowolony z odpowiedzi, on chciał już wiedzieć! Teraz! Po jakimś czasie usłyszał głos czarnej zwołującej owocowy las. Wtedy wyszedł obok srebrnej dumny.
– Owocowy Lesie, mój wnuk ukończył sześć księżyców i nadszedł czas by zaczął trening. – mruknęła spokojnie jak zawsze. – Błysk! Zajmiesz się szkoleniem Zimozioła, przekaż mu wszystko, co sama potrafisz.
Popatrzył zdziwiony na swoją mentorkę, słyszał o niej jako zastępczyni, więc … dostał kogoś doświadczonego! Wiedział, że babcia mu nie da byle kogo to poczuł zaszczyt.
– Zaczniemy od jutra trening. – powiedziała spokojnie zastępczyni.
– Dobrze! – odpowiedział ochoczo. Miał tyle pytań! A co najważniejsze, był już uczniem i mógł robić więcej rzeczy.
***
Siedział, obserwując zmartwiony legowisko medyków, jego mentorka musiała tam trafić co go zmartwiło. Może niepowstała między nimi duża więź, jednak polubił ją trochę. Nie była najbardziej sympatyczna i miła to wiedziała dużo. Miał nadzieje, że wyjdzie niedługo z niego. Polizał swój ogon zdenerwowany bardzo, w końcu co miał robić? Mógł czekać, aż ktoś powie, co się stało dokładnie.
– Zimoziół! Idź wymienić mech Pędrakowi. – usłyszał wołanie, któregoś z wojowników. Nie lubił być najmłodszym uczniem. Wstał szybko i pobiegł wymienić mech, w końcu musiał.
***
***
Po dłuższym czasie dowiedział się, że z Błysk jest lepiej i za jakiś czas wyjdzie z legowiska medyków. W pewnym stopniu odetchnął z ulgą, zatrzymał się na chwilę, obserwując jabłonie.
– Idź żeś, a nie stoisz. – usłyszał głos Blasku. Nie przepadał za kocurem, chociaż “dorastali” razem w żłobku.
– Idź sobie sam, co chcesz? Ja mam dobry humor i mi go nie psuj. – powiedział, marszcząc nos. Niech sobie idzie lepiej.
– Niewdzięcznik, ja do niego się odzywam, a ty takie coś. – machnął ogonem i odszedł. Nie rozumiał brązowego.
Wyleczeni: Błysk 

25 czerwca 2021

Od Zimozioła

*dawno temu* 
Vanek leżał, oddychając spokojnie. Dopiero niedawno się urodził, nawet oczu nie otworzył. Czuł tylko zimno wokół, wcześniej było mu cieplej. Nie podobało mu się to. Do tego jakieś dziwne dźwięki były wokół niego. Naprawdę mu się to nie podobało coraz bardziej. Chciał wrócić do wcześniejszego miejsca, w którym przebywał. Zaczął lekko wiercić się w ramach niezadowolenia. Otworzył pyszczek i wdał się pisk niezadowolenia. Głośniejszy głos zabrzmiał w żłobku owocowego lasu. Syn Bielik próbował jeszcze jakoś pokazać swoje niezadowolenie obecną sytuacją jednak widział tylko ciemność. Jego oczy były zamknięte, niedawno się urodził, więc mało kogo by zdziwiło, że ma je zamknięte.
***
Kocurek już umiał chodzić i coraz bardziej ciekawiło go co jest poza ścianami kociarni. W końcu on chciał wyjść! A oni go tutaj trzymali! Nie pozwalali na przygodę. Był tym zadowolony, do tego ciągle było tutaj nieprzyjemnie zimno. Jego sierść nie była taka jak mamy Bielik i był tym faktem niezadowolony. Ona miała cieplej, niesprawiedliwe. Do tego nie miał rodzeństwa, koszmar jego zdaniem. Chciał mieć rodzeństwo jak Blaski Krecik. Chociaż łączył się w bólu z Jaskółką, która też nie miała ani brata, ani siostry. Sam srebrny po krótkim lizaniu sierści na klatce piersiowej wstał i rozejrzał się. Było jeszcze dość wcześnie jednak wiedział, że nie może wyjść, że żłobka. Podobno na zewnątrz było bardzo niebezpiecznie. Słyszał tylko szepty na ten temat to dalej on nie wierzył, że coś mogło pokonać członków owocowego lasu! Oni przecież byli silni i najsilniejsi jego zdaniem. Dlatego też nie mógł się doczekać, aż zostanie uczniem, a miało to być za jakiś dłuższy czas. Strzepnął coś z ogona i podbiegł do wyjścia, może coś zobaczy ciekawego? Wychylił lekko łebek poza kociarnie, nie wychodząc zbyt. Gdyby nie to, że nie chciał denerwować swojej mamy, to by wyszedł. Zobaczył obok żłobka szylkretową kotkę. Nie znał jej. Wciągnął chłodne powietrze buzią i po chwili stwierdził, że zapyta ją dlaczego tutaj siedzi.
– Proszę Pani? Czemu pani tutaj siedzi? Niezimno pani? – powiedział, uśmiechając się. Nie czuł w niej za dużego zagrożenia.

<Brzoskwinka? Trochę długo się mi zeszło niestety>