BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztynowa Łapa x Zaranna Zjawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztynowa Łapa x Zaranna Zjawa. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2023

Od Zarannej Zjawy CD. Bursztynowej Łapy

*już jakiś czas temu, Pora Zielonych lub Opadających Liści, idk*
W końcu po dłuższym czasie chodu dotarły pod Potworną Przełęcz - tuż obok w niebo wznosiły się dwie skały, na których leżała część latającego potwora dwunożnych. Matka mówiła jej, iż te ugasiły pożar na ich terenach po tym jak ktoś z Klanu Burzy je podpalił. Zajęczo pręgowana stanęła.
— To Potworna Przełęcz. To białe i lśniące to skrzydło potwora dwunogów, który niegdyś latał w przestworzach — wyjaśniła. W sumie skoro ten ala ptak stracił skrzydło, to pewnie spadł gdzieś w okolicy. Pytanie tylko gdzie.
Dość szybko Zaranna Zjawa dostrzegła nieobecność swej uczennicy. To był duży błąd ze strony błękitnej. W końcu czujność była bardzo ważna. Jak w końcu inaczej zorientować się o nadchodzącym ataku wroga? Po chwili zdecydowała się więc wykonać ruch, by pokazać młodej, co się może stać gdy nie zwraca uwagi na swe otoczenie.
Niespodziewanie, nim Bursztynowa Łapa zdążyłaby zareagować, Zaranna Zjawa rzuciła się na nią, a następnie przygniotła do ziemi. Młodsza dość szybko ocknęła się, po czym podjęła próbę wyślizgnięcia się spod swej mentorki. Nie udało jej się jednak. A niby te burzaki słynęły ze zwinności i szybkości.
— Musisz być zawsze czujna. Nie wiadomo, kiedy wróg na ciebie napadnie — stwierdziła po chwili ciszy bura, po czym zeszła z uczennicy.
— W klanie burzy nie uczyli mnie walki — powiedział na swoje usprawiedliwienie nowy nabytek Klanu Wilka. — Tak…Klan burzy nie był zbyt dobrym miejscem do nauki… może najwyżej zbierania mchu — przyznała.
Nie nauczyli jej walki? Przecież Bursztyn miała już kilkanaście księżyców i nie wydawała się kompletną strachajłą. W Klanie Wilka to by było nie do pomyślenia bez wyraźnego powodu… te burzaki naprawdę chciały, by ktoś miał nad nimi przewagę, skoro nie uczyły własnych uczniów choćby podstaw walki przez tak długi czas.
— W takim razie będziemy miały dużo do zrobienia.
Będzie mogła ukształtować Bursztynową Łapę od zera. Jej sposób walki. Kotka nie będzie się dziwić, gdy zaczną używać pazurów. Nie będzie kwestionować moralności jej technik, bo nic innego nie znała. Będzie idealnym pokazem umiejętności swej mentorki. W końcu tak jak mówiła Ostra Kostrzewa jeszcze za czasów ich wspólnych treningów – uczeń świadczył o mentorze.
— To co teraz? — spytała Bursztyn.
Co teraz.
Zaranna Zjawa miała już pewien pomysł.
Wiedziała, co wybudzało zapał zaklęty w organizmie. Co sprawiało, iż kot wzmacniał swe łapy i polepszał siłę ciosów. A chciała mieć silną uczennicę.
Wojowniczka ruszyła w stronę jednego z drzew. Stanęła przed nim, po czym zrobiła miejsce dla Bursztynowej Łapy.
— Wyobraź sobie... kota lub koty, których najbardziej nienawidzisz — rzekła bez wyrazu w głosie.
To był także test. Test tego, jakie uczucia kłębią się w Bursztyn. Jaka jest teraz. Jak reaguje na różne rzeczy. Co siedzi w jej głowie i czy można to wykorzystać. Czy ma w sobie pokłady zawodu, żalu i nienawiści, jakie miała jej własna mentorka. Czy miała ten zapał, czy to wrodzony, czy nabyty.
Przez moment Bursztynowa Łapa stała w praktycznym bezruchu. Tylko nastroszenie się futra, położenie po sobie uszu i wysunięcie pazurów zwiastowały co miało nadejść. W oczach uczennicy zapłonął ogień.
Miała to.
Dawna członkini Klanu Burzy ruszyła na drzewo wymachując pazurami na oślep. Orała raz po raz twardą korę, jednocześnie raniąc poduszki oraz pazury. Nie przestawała jednak. W szale uderzała w drzewo, niczym w monstrum które było odpowiedzialne za wszelkie krzywdy, jakie przytrafiły jej się w życiu. Dopiero po chwili błękitna wróciła do rzeczywistości. Przestała. Uspokoiła oddech i chyba dopiero wtedy zauważyła że z łap płynie jej krew.
Tak jak wielokrotnie wtedy, gdy sama Zaranna Zjawa wyżywała swe emocje kotłujące się w jej wnętrzu na drzewach, nie bacząc na konsekwencje dla własnych łap.
Zdziwiona uczennica popatrzyła jeszcze chwilę na swoje łapy. Tępo obserwowała jak z spływa z nich krew. Po paru uderzeniach serca spojrzała pytająco na mentorkę.
— C... Co się właśnie wydarzyło? — zapytała.
— Użyłaś swych emocji, by zwiększyć swą siłę. — Wyjaśniła mentorka — chodź. Opatrzę ci to a potem wrócimy do obozu — rzekła bez krzty ciepła w głosie, choć w środku poczuła jakąś lekką, leciutką nić porozumienia z Bursztynową Łapą
***
*dzień w którym zginęła Bursztyn*
Wróciła ze zgromadzenia z masą bursztynów w pysku. Gdy tylko przekroczyła próg obozu skierowała się w stronę legowiska wojowników. Miała zamiar schować swe bursztyny w swoim legowisku. Tak też zrobiła, po czym wyszła z siedziby wojowników, by rozejrzeć się po obozie. Koty które wróciły z nocy zgromadzeń rozmawiały jeszcze między sobą, a także nielicznymi z pozostałych w obozie, którzy jeszcze nie spali. Niedługo pewnie nastanie świt. Zaranna Zjawa ruszyła w stronę legowiska uczniów.
Chciała sprawdzić co z jej uczennicą.
Gdy tylko znalazła się w wejściu dostrzegła Bursztyn śpiącą sobie smacznie na posłaniu.
Cóż. Chyba w takim razie nic się nie stało, gdy jej nie było. Przynajmniej tak się zdawało. Jeśli już, to dowie się jutro, może pojutrze.
Mimo zmęczenia, postanowiła iż odpocznie tylko chwilę, rzuci coś na ząb a potem obudzi Bursztynową Łapę by pójść na trening.
Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły oświetlać lekko las, bura mentorka wraz z zaspaną uczennicą wyszły z obozu.
— Musisz odegnać sen. Czeka nas dzisiaj dużo pracy — stwierdziła.
Nawet nie przypuszczała, dlaczego Bursztynowa Łapa była tak niewyspana.
***
*sam początek Pory Opadających Liści*
Kolejny trening, kolejny sukces. Jej uczennica robiła postępy. Zaczęły już treningi walki, i mimo zaległości Bursztyn uczyła się całkiem, całkiem. Pokonywała przeszkody na swej drodze już na starcie. Zaranna Zjawa postanowiła więc, że wynagrodzi jakoś jej trud.
Gdy znalazły się w obozie po zakończeniu kolejnego treningu, Zaranna Zjawa kazała Bursztyn wymienić mech w żłobku. Widać było, iż młodsza nie była zadowolona z tego powodu, ale ostatecznie na to przystała.
Tymczasem bura poszła do legowiska wojowników. Gdy tylko doszła do swojego kąta usiadła, po czym zaczęła ukradkiem przekopywać mech. Dość szybko znalazła jeden z bursztynów. Wzięła go ostrożnie w zęby, zakryła miejsce w którym był ukryty, a następnie wstała by już po chwili znaleźć się poza legowiskiem.
Usiadła przed siedzibą wojowników, po czym rozpoczęła czekanie.
Bursztynowa Łapa kursowała raz z czystym, raz z brudnym mchem. Bura obserwowała to chłodnym spojrzeniem, a gdy jej uczennica skończyła, zawołała ją do siebie.
— Tak? — spytała tygrysio pręgowana, wyraźnie zmęczona.
— Dobrze się ostatnio spisujesz. Mimo braków spowodowanych tym, jak przebiegał dawniej twój trening radzisz sobie. — Zaranna Zjawa po chwili uniosła łapę, pod którą trzymała żywiczny kamień, by następnie przysunąć go pod łapy zaintrygowanej uczennicy. — to z Bursztynowej Wyspy. Dla ciebie — stwierdziła.
— Dziękuję. Obiecuję, że Cię nie zawiodę, Zaranna Zjawo — miauknęła błękitna.
— Trzymam cię za słowo — odparła zajęczo pręgowana, po czym nie czekając na reakcję odeszła od dawnej burzaczki.
***
*dzień śmierci Bursztynowej Łapy*
Nie dotrzymała obietnicy.
Zginęła.
Zginęła niedługo później.
Krew zalewała Zaranną Zjawę. Złość na samą siebie a nawet bardziej na uczennicę, która nie spełniła jej oczekiwań. Miała być jej trofeum. Dowodem jej własnej wartości. Sposobem na ponowne pokazanie wszystkim, ile warta była Zaranna Zjawa. Zamiast tego skończyła z uczniem, który zginął z łap samotnika. A przynajmniej tak sądziła bura kocica.
Co inni sobie teraz o niej myśleli? Że była nieudolną mentorką? Czy może że to była wina pochodzenia Bursztyn? A może że nie dało się temu zapobiec? Liczyła na to ostatnie. Nie chciała, by postrzegali ją w taki sposób. Ale jednak. Nie wyszkoliła jej dość dobrze. A teraz jej szansa leżała zakopana pod ziemią w hańbie.
Nim ktokolwiek zdążyłby wymienić legowisko po szarej, Zaranna Zjawa wyjęła z niego bursztyn.
I mimo wszystko…
Oddała go właścicielce, zakopując go tuż przy jej ciele, tak jak w przyszłości przy ciele Porannego Zewu.
Bo żal jej było kota, który w jakiś sposób był do niej podobny, a skończył tak tragicznie.

Żegnaj, Bursztynowa Łapo [*]

29 listopada 2023

Od Bursztynowej Łapy CD. Zarannej Zjawy

 Wyszła z obozu za mentorką. Szły przez las aż nie doszły do starego poskręcanego drzewa otoczonego cierniami. Wyglądało jakby od dawna było martwe.
-To Cierniste Drzewo. Tu klan wilka chowa swoich przodków. Według legend wcale nie jest martwe a żywi się krwią kotów które zranią się cierniami- opowiadała mentorka niczym najbardziej wykwalifikowany przewodnik w muzeum. Wzdrygnęła się. To drzewo same w sobie nie wyglądało dla niej jakoś bardzo strasznie. Może w nocy wyglądało przerażająco ale jak na razie mogła je porównać do uschniętego krzaka. Co innego te ciernie. Wraz z legendą stanowiły jedyny powód dla kotki by trzymać się na jakąś odległość. Poszły dalej. Tym razem znalazły się przy dziwną kładką zawieszoną pomiędzy dwoma głazami. Kładka nie była jednak z drewna a czegoś błyszczącego w słońcu co wyglądało na raczej twarde.
-To jest Potworna Przełęcz. To coś pomiędzy skałami to skrzydło sztucznego ptaka dwunożnych. Ptak ten podobno ugasił tu pożar a potem gdzieś spadł.- mówiła bura. Bursztynowa Łapa nie słuchała. Zamyśliła się. Z transu obudziła ją jednak mentorka rzucając się na nią i przygniatając do ziemi. Osłupiała po czym spróbowała zepchnąć z siebie pręgowaną dziko jednak bez skutku. W końcu kotka z niej zeszła.
-Musisz być bardziej uważna- oznajmiła.
-W Klanie Burzy nie uczyli mnie walki- rzuciła na swoje usprawiedliwienie. Zielonooka wydawała się zdziwiona.
-Tu w Klanie Wilka stawiamy szczególny nacisk na walkę. Nawet jako wojownicy chodzimy regularnie na treningi żeby nie wyjść z formy- powiedziała mentorka. Zdziwiło ją to. To musiało być dziwne. Być wojownikiem ale nadal chodzić na treningi jak uczeń. Może dlatego lider miał nad nimi tak dużą władzę? Czuli się mniej wartościowi i łatwiej było nimi sterować?
- To co teraz?- zapytała nie pewna co powinna powiedzieć.
- Spróbujmy szybko popracować nad walką. Wyobraź sobie że to drzewo to kot lub koty których najbardziej nienawidzisz.- powiedziała wskazując na dąb. W jej wyobraźni od razu drzewo stało się dużą grupą kotów. Zajęcożercy to ci którzy skrzywdzili ja najbardziej. Lecz wśród nich są wybitne przypadki a były nimi dwie kotki które stały na przedzie. Szylkretowe futro obok rudego. To były Cicha Łapa i Lwia Paszcza. Instynktownie wysunęła pazury. Zaczęła machać łapami na oślep. Drapała wszystko raz po raz orąc pyski wrogów. Wtedy przypomniało jej się że to nie były prawdziwe koty. Znowu widziała drzewo. Przestała. Uspokoiła oddech. Rytm serca też jej zwalniał. Wtem poczuła palący ból w przednich kończynach. Zdziwiona popatrzyła na swoje łapy. Tępo obserwowała jak z jej łap leci krew. Spojrzała pytająco na mentorkę.
-C... Co się właśnie wydarzyło?- zapytała.

[313 słów]

<Mentorko? Chyba mnie poniosło.....>
[Przyznano 6%]

25 listopada 2023

Od Zarannej Zjawy CD Bursztynowej Łapy

*niedługo po tym jak Bursztyn dołączyła do Klanu Wilka, czyli końcówka pory nowych liści*
Nie spodziewała się tego.
Matka dała jej ucznia.
I to nie pierwszego lepszego ucznia, oj nie. To była kotka, która dołączyła do nich po ucieczce z Klanu Burzy. Zaranna Zjawa nie była pewna, jak ma to intepretować. Czy matka ceniła ją nisko, dlatego przyznała jej kogoś spoza Klanu Wilka? Może chciała, by miała oko na Bursztynową Łapę, zważając na to, iż była dobrą obserwatorką? W końcu ta była dalej z obcego klanu. A może pokładała w niej nadzieję, że zrobi z niebieskiej prawdziwego wilczaka z krwi i kości?
Nie znała odpowiedzi.
Wstała wcześnie rano, aby móc zobaczyć, jak inne koty budzą się powoli, gdy ona była już wymyta. Swe posłanie, tak samo, jak gdy była uczniem, postanowiła ulokować daleko w kącie siedziby wojowników. Dawniej było jej smutno, że nie może z uwagi na strach przed rodzeństwem to była najlepsza opcja. Teraz widziała jakie miało to korzyści. Mogła obserwować wszystkich obecnych w legowisku, ale kiedy ktoś zaczynał obserwować ją, był w jej polu widzenia, więc mogła taką osobę szybko wykryć.
Po jakimś czasie obserwowania uważnie wojowników podniosła się z posłania. Zwinnym, acz bynajmniej nie przyspieszonym ani nerwowym krokiem przeszła między wojownikami, aby dostać się do wyjścia. Gdy w końcu znalazła się poza siedzibą wojowników, otaksowała obóz spojrzeniem. Szybko zjadła śniadanie, po czym wyczyściła pysk i ruszyła w stronę legowiska uczniów. Z tą samą miną, która ostatnimi czasy nieomal bez przerwy gościła na jej pysku – twardą niczym kamień, z przymrużonymi oczyma siejącymi mróz na około. Nie mogła pokazywać słabości. Inni mogli wykorzystać jej emocje. Nie miała zamiaru więc ich innym pokazywać bardziej, niż to konieczne.
Stanęła w wejściu, i niedługo później odnalazła wzrokiem swą uczennicę. Spała. Zaranna Zjawa postanowiła ją obudzić, mimo wczesnej pory. Musi się nauczyć, że życie nie jest usłane różami. Szczególnie w Klanie Wilka.
— Bursztynowa Łapo — zwróciła się do uczennicy.
Dość szybko dostrzegła ruch tygrysio pręgowanej kotki. Futro młodszej najeżyło się, ukazując niezadowolenie, może nawet wściekłość z powodu przerwania snu. Po chwili młoda uniosła się z posłania, a potem rozejrzała po otoczeniu, a gdy w końcu dostrzegła swą mentorkę jakby ją zmroziło.
— Pora na trening, Bursztynowa Łapo — rzekła do młodszej bura. Niebieska otrzepała się szybko po czym skinęła głową i podeszła do zajęczo pręgowanej.
— To co dzisiaj robimy? — zadała pytanie.
— Obeznanie z terenami — poinformowała tygrysio pręgowaną, po czym obróciła się i ruszyła do wyjścia z obozu. Dość szybko usłyszała za sobą kroki, co znaczyło, iż uczennica za nią podąża.
Wiedziała, że nie może zawieść matki i musi ją wyszkolić. By pokazać innym, że się nadaje i jest dobrym materiałem na wilczaka, wojownika jak i kultyste i że matka nie pomyliła się co do niej.
Po niedługim czasie od opuszczenia obozu dotarły do pierwszej lokacji - starego, poskręcanego drzewa, otoczonego przez cierniste krzewy. Miejsce budziło co najmniej grozę, gdy się tam podchodziło. Zarannej Zjawie jednak aż tak to nie przeszkadzało. Wiedziała bowiem, iż to tutaj byli pochowani jej przodkowie, i uznawała, że nawet, jeśli idąc do nich kolce cierni upuszczą jej krew, da im w ten sposób odżywkę. W końcu Mrocznej Duchy lubiły, gdy się zabijało i krzywdziło, pragnęły ofiar. Kocia krew powinna więc być więc darem, który się im spodoba.
Zaranna Zjawa stanęła niedaleko ciernistej otoczki, po czym przeniosła spojrzenie chłodnych ślipi na swą nową terminatorkę.
— To Cierniste Drzewo. Chowa się przy nim zmarłych. Według podań nie jest ono martwe mimo braku liści – żywi się krwią istot, które zaczepią się o liczne ciernie, tak samo jak pobliskie krzewy. Niektórzy twierdzą, iż bytują tutaj duchy, które podczas zaćmienia księżyca przybywają by także skorzystać z krwi pozostawionej przez żywych — opowiedziała po krótce o tym miejscu, do którego większość nie lubiła się zbliżać, jeśli nie było to konieczne. Niebieska zdawała się dość uważnie przyglądać drzewu, a na słowa burej o pogłoskach dotyczących drzewa wzdrygnęła się, co nie umknęło uwadze burej. Pokazywała słabość.
Zaranna wiedziała jednak, że kotka raczej nie miała takiej presji jak ona. Nikt jej pewnie nie nauczył ukrywania strachu i maskowania słabości za wszelką cenę. Tak też nie zwróciła tygrysio pręgowanej na to uwagi, zamiast tego ruszyły dalej. Tym razem czekała je nieco dłuższa droga, bo córka liderki prowadziła młodszą do Potwornej Przełęczy, która znajdowała się znacznie dalej od Ciernistego Drzewa niż to od obozu.
Jak na razie trening zdawał jej się iść w miarę dobrze. Uczennica chłonęła wiedzę i nie zdawała się na tyle bojaźliwa, by był to szczególny problem. Nie tak jak Zaranna Zjawa gdy jeszcze była zwana Jutrzenką.
W końcu po dłuższym czasie chodu dotarły pod Potworną Przełęcz - tuż obok w niebo wznosiły się dwie skały, na których leżała część latającego potwora dwunożnych. Matka mówiła jej, iż jego pobratymcy ugasili kiedyś pożar na ich terenach po tym jak ktoś z Klanu Burzy je podpalił. Nikt nie wiedział dokładnie, dlaczego.
Zajęczo pręgowana stanęła przy tym nietypowym miejscu.
— To Potworna Przełęcz. To białe i lśniące to skrzydło potwora dwunogów, który niegdyś latał w przestworzach — wyjaśniła. W sumie skoro ten ala ptak stracił skrzydło, to pewnie spadł gdzieś w okolicy. Pytanie tylko gdzie. Nie zastanawiała się nad tym jednak dłużej.
Czekała na jakiś odzew czy reakcję, jednakże jej uczennica stała w miejscu. Była jakby nieobecna.
Będzie musiała ją nauczyć, że w Klanie Wilka nie ma na to miejsca. Tak też postanowiła wykonać ruch i zobaczyć, jak wiele nauczyła się młoda w swym poprzednim klanie, a także jak uważna jest.
Niespodziewanie, nim niebieska zdążyłaby zareagować, Zaranna Zjawa rzuciła się na nią, a następnie przygniotła do ziemi. Młoda zdawała się mocno zaskoczona, ale już po chwili spróbowała się oswobodzić. Na daremno jednak. Nie tylko nie znała chyba dobrej techniki ani nie korzystała ze swych atutów, ale także zdawało się, że nie miała wiele siły, na pewno nie na tyle, by zepchnąć z siebie burą.
— Musisz być zawsze czujna. Nie wiadomo, kiedy wróg na ciebie napadnie — stwierdziła po chwili ciszy bura, po czym zeszła z uczennicy.
Musiała przekazać jej to, czego nauczyła się od życia, a także umiejętności przekazane jej przez Ostrą Kostrzewę. Miała nadzieję, iż tak jak starszej, i jej uda się wydobyć jak najwięcej potencjału z Bursztynowej Łapy. By pokazać innym kotom, jak dobrą mentorką jest.
— W Klanie Burzy nie uczyli mnie walki — powiedziała na swoje usprawiedliwienie Bursztyn.
Nie uczyli jej walki? Przecież stojąca przed nią kotka była już w takim wieku, gdzie powinna chociaż liznąć podstawy. Czego oni uczyli w tym Klanie Burzy?
— W Klanie Wilka na walkę kładzie się szczególny nacisk. Po zostaniu wojownikiem każdy kot musi uczęszczać na obowiązkowe treningi, by nie stracił sprawności a także by nauczył się walczyć w grupie i przeciwko różnym przeciwnikom, nie tylko własnemu mentorowi czy swym rówieśnikom.

Bursztynowa Łapo?
 
[1008 słów]
[Przyznano 10%]

20 listopada 2023

Od Bursztynowej Łapy do Zarannej Zjawy

Szła przez las wraz z nieznanym jej wojownikiem. Było ciemno, a księżyc świecił, nadając krajobrazowi trochę mrocznego wyglądu. Słyszała gdzieś pohukiwanie sowy, lecz nie bała się. Wiedziała, że klan wilka nieważne jak źle mówili o nim burzacy, nie skażą nowego nabytku na pewną śmierć. Przynajmniej nie od razu. Zdziwiła się, czując, że zbliżają się do granicy z Klanem Burzy. Chcą ją odstawić? Tak po prostu? Nie, na pewno nie. Pocieszała się w duchu. Wtem zobaczyła krzew o fioletowych kwiatach i intensywnym zapachu. Lawenda. Kojarzyła to zioło. O co im chodziło?
-Zapach- warknął wojownik. To jedno słowo wystarczyło. Chodziło im o to, żeby pozbyła się swojego zapachu. Z radością związaną z uroczystym wyrzeknięciem się swojego miejsca wychowania wytarzała się w kwiatach, po czym za wojownikiem wróciła do obozu. Po drodze jeszcze wzięła pięknego rydzyka i zaniosła go do żłobka, zauważając, że matka kociąt praktycznie ciągle wychodzi, zostawiła go na ziemi i poszła położyć się w legowisku uczniów. Kiedy tam doszła, padła na posłanie i od razu zasnęła.

***

Leżała w legowisku uczniów śpiąc. Kiedy głośniejszy pomruk ją zbudził. Już gotowa na ewentualność warknięcia na ucznia, który postanowił prowadzić zdecydowanie za głośne rozmowy na tą wczesną porę poranka. Uznała, że nie zacznie robić reprymendy, dopóki się nie dowie, kto jest osobą przeszkadzającą jej w spaniu, gdyż nie chciała ewentualności, w której nakrzyczałaby przez przypadek na któreś z dzieci Medyka. Wstając tak z najeżonym futrem, rozglądała się po otoczeniu, aż ją zmroziło. W wejściu stała Zaranna Zjawa. Córka przywódczyni. Prawie nakrzyczałaby na swoją mentorkę! Musi naprawdę zacząć odbierać nad emocjami.

[258 słów]
<KTO MNIE OBU-. Dzieńdobry pani Zaranna Zjawo>
[Przyznano 5%]