Wczorajszy patrol z Makową Iluzją, Tęczową Łapą i Nocnym Śpiewakiem musiał podsunąć Rozbitej Księżycowi genialny pomysł, jakim było wysłanie Tęczowej Łapy i jego mentorki na polowanie, aby mogli porównać swoje umiejętności. Czarny kocur miał jednak wrażenie, że Księżyc chciał po prostu popisać się przed rudą kotką, że ma lepszego ucznia. Kawka postanowił, więc nie wtryniać się zbytnio w wizję bielucha i wyszedł grzecznie z całą trójką z obozu, kierując się w stronę Opuszczonego Obozowiska. Mało Rozbity Księżyc wiedział o tym, jak bardzo beznadziejny był w rzeczywistości Nów w polowaniach. Gdy dotarli w końcu na miejsce Makowa Iluzja wydawała się nieco nerwowa. Zauważyli to prawdopodobnie wszyscy, lecz nikt prócz wielce troskliwego Księżyca nie zwrócił na to uwagi. Nicość zastrzygł uchem i wytężył skupienie, chcąc usłyszeć, o czym rozmawiała z jego ojcem i zarazem mentorem.
— Wiesz… bo ja naprawdę nie przepadam za polowaniem. Nienawidzę uśmiercać zwierzyny. A walka… jest jeszcze gorsza — miauknęła kotka.
Kawka przewrócił oczami.
„To po jakiego grzyba zostałaś wojowniczką? Już lepiej by było jej jako samotniczce, o pieszczotach nie wspominając. Żyłaby sobie tam pewnie jak ryba w wodzie” pomyślał czarnulek.
— Polujesz? — zapytał Tęczowa Łapa.
— Oj ucisz się, aktualnie to akurat podsłuchuję — odmiauknął, nerwowo machając łapą w stronę kremusa.
— Jak chcesz — wzruszył ramionami, odchodząc kawałek dalej.
— … i też nienawidzę polować, walczyć. Lubię biegać, ale to wszystko. Bo widzisz niestety jesteśmy do tego zmuszeni. Z pewnością jesteś tego świadoma? Nie boisz się zanurzyć kłów w martwej zwierzynie, aby ją spożyć, ale obawiasz się samego polowania? Zgaduję. Swoją pierwszą zwierzynę byłem w stanie złapać dopiero po kilku księżycach, a Kocimiętkowy Wir za każdym razem patrzyła jak chwilę po tym płaczę. Damy sobie radę — uśmiechnął się Księżyc.
„I to ma być mój mentor? Przecież to mameja jakaś” pomyślał Kawka, mrużąc oczy.
Po chwili wrócił Tęczowa Łapa z myszą i niewielkim wróblem. Nicość zjeżył futro.
Ustawił się, aby zapolować na ryjówkę siedzącą przy okolicznym krzaku, jednak kremowy kocur był pierwszy.
— Za wolno — miauknął wesoło, a Kawczy czuł, jak coś w nim się gotuje.
— Idź mi stąd lepiej, bo za siebie nie ręczę — warknął cicho, odsuwając się kawałek dalej.
Rozpoczął polowanie kawałek dalej. Jakimś cudem udało mu się złapać wiewiórkę. Co prawda niezbyt mięsistą i musiał wbiec za nią na drzewo, bo mu uciekła, ale ostatecznie mu się udało.
— Dobrze się czujesz? Tęczowa Łapa, który wydaje się zaraz zasnąć na stojąco upolował więcej od ciebie — zapytał Księżyc, przechylając główkę.
Nicość nie był w stanie, czy był to bardziej troskliwy, czy szyderczy gest. Nie słysząc odpowiedzi bieluch wysunął się do przodu, aby porozmawiać z Tęczową Łapą.
— Jak to jest, że ty boisz się polować, a twój uczeń jest, w tym tak dobry? — zapytał Makową Iluzję Kawka.
<Makowa Iluzjo?>
[441 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz