BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sierpówkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sierpówkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

02 lipca 2021

Od Mamrota (Sierpówkowej Łapy) CD Nocnego Pióra

Nocne Pióro spojrzała na Mamrota z obojętnym wyrazem pyska. Kocurek jednak tego nie zauważył, zajęty był znoszeniem kępek mchu do legowiska. Nie dostrzegł również, jak w pewnym momencie kotka podnosi brwi.
- Rozumiem – rozległo się gdzieś ze strony legowisk. - Ciebie też miło poznać, drogi Mamrocie.
„Drogi?” zdziwił się w myślach kremowy. Chyba nie załapał tej ironii w jej głosie, no wiecie – zbytnio cieszył się tym, że nie zrobiła mu krzywdy i dała mu schronienie. Potraktował więc to jako komplement.
Deszcz ciągle moczył ziemię, więc nasz samotnik starał się jak najszybciej uwinąć, żeby cały mech nie przemókł do suchej nitki. Z czasem zaczął się nieco uspokajać i nawet przywyknął do tego, że czarno-biała kotka bacznie go obserwowała. Ale gdzieś wewnętrznie dalej czuł stres, coś nie dawało mu spokoju... Może to ta dumna i niezależna postawa Nocnego Pióra wywarła na nim takie wrażenie? A może był po prostu był już tak głodny, że popadał w paranoję? Sam nie był pewien... A, właśnie, jedzenie! Krzywoszczęki zdziwił się, że jeszcze nie ruszył swojej piszczki. Ale musiał nazbierać jeszcze trochę mchu, dopiero potem pozwoli sobie na konsumpcję zwierzątka.
Po dłuższej chwili układał przed momentem położoną kępkę pierwotniaka. Przyjrzał się swojej robocie. Nie wyglądała chyba tak źle...
- Dobra, może być - rozległ się wciąż chłodny głos Nocnego Pióra. Kocurek potaknął z leciutkim uśmiechem.
- Najwyrażniej - odparł i już po chwili leżał na swojej części posłania. Ach, jak wygodnie było się położyć na czymś suchym! To znaczy, może nie aż tak, ale w porównaniu z futrem złotookiego mech był ledwie zwilżony. Wsłuchiwał się w bębnienie spadających kropli o liście i podłoże. Lekko przymknął oczy. Przypomniało mu się, jak kiedyś, może nie tak bardzo dawno, siedział w ciepłej stodole ze swoim przyjacielem... Wtedy też padało, ale nie był to deszcz, lecz śnieg. Leżeli obok siebie i milczeli, tak jak teraz on i Nocne Pióro. Znaczącą różnicą było jednak to, że tamten kocur był dla niego kimś bliskim, a brązowooka tylko przypadkowo napotkaną kotką, która udzieliła mu schronienia na czas deszczu. Westchnął cicho, oddając się nostalgii...
...którą przerwało nagłe burczenie w żołądku. To skutecznie sprowadziło naszego samotnika na ziemię. No tak, piszczka! Dotarło do niego, że czarno-biała już wzięła się za... zaraz, czy to była żaba? Nie wiedział. Wiedział już tylko, że powinien chwycić za swoją zwierzynę i zacząć ją w końcu konsumować, co oczywiście zrobił. Smakowała wybornie...
Po raczej niedługim czasie, dwukolorowa poszła gdzieś z resztkami swojego pożywienia, zapewne żeby je gdzieś wyrzucić. Kocurek właśnie skończył wcinać swoją mysz i delikatnie, żeby nie rozsunąć mchu z posłania na wszystkie strony, ułożył się i zwinął się w kłębek. Poczuł niewyobrażalne zmęczenie, zapewne wywołane dzisiejszym stresem i głodem. Przymknął oczy i zanim się spostrzegł, odpłynął do krainy snów...

***

Śniło mu się, że się obudził. Mrugnął kilkakrotnie. Nie był już na przemoczonym mchowym posłaniu wśród deszczu, ale leżał w jakimś ciepłym i suchym miejscu. Wstał, rozglądając się dookoła i nie wierząc własnym oczom. To miejsce wyglądało tak znajomo, że Mamrotowi aż serce się ścisnęło. Tak, taki sam zapach słomy... Takie same kolory drewna! Pręguskowi zaparło dech w piersiach, a przyjemne wspomnienia zalały jego umysł. To stodoła jego przyjaciela!
Wtem usłyszał za sobą jakiś szelest. Odwrócił się tam z nadzieją, ale zobaczył coś zaskakującego. I z pewnością innego, niż się spodziewał.
Widział swojego przyjaciela i... samego siebie sprzed dwóch księżycy. Nie byli tacy uśmiechnięci, jak złotooki sobie zapamiętał... Wtem przyjaciel podszedł do młodszej wersji Mamrota i położył głowę na jego łebku. Dało się słyszeć ciche westchnięcie.
- Mamrociku... Jesteś pewien, że nie zostaniesz tu na dłużej? - odezwał się zielonooki przyjaciel lekko zachrypniętym głosem. Młodszy Mamrot pokręcił przecząco głową i odsunął się lekko od starszego kocura.
- Muszę iszcz dalej, Dżoi - odpowiedział, spoglądając ze smutkiem w oczy przyjaciela. - Wyszedłem, aby wędrowacz... Ale wróczę tutaj. Obieczuję.
Naszemu krzywoszczękiemu ścisnęło się w sercu. Dobrze pamiętał tamten dzień. To wtedy rozstał się ze swoim jedynym przyjacielem, Joey'em. Zacisnął oczy i spuścił głowę. Nie chciał na to patrzeć...
Wtem wszystko utonęło w czerni.

***

Mamrot powoli otworzył oczy. Tym razem obudziły go promienie słońca, za co był im wdzięczny. Powoli podniósł się na łapy. Dlaczego akurat teraz musiało mu się przyśnić jedno z najboleśniejszych wspomnień? Z lekkim przygnębieniem wyszedł z legowiska i ospale się przeciągnął. Nocnego Pióra już nie było... A może nawet nie wróciła na noc? Ta myśl zaniepokoiła krzywoszczękiego. "Może powinienem jej poszukać?" pomyślał, po czym wcielił swój pomysł w życie.

***

Minęło trochę czasu. Podłoże delikatnie chlupotało pod łapami kocurka. Rozglądał się uważnie, próbując gdzieś dostrzec biało-czarne futro starszej kotki. Im dłużej mu się nie udawało, tym bardziej się niepokoił. "No dalej!" pomyślał sam do siebie, "Przecież powinna być niedaleko..."
Wtem, gdzieś zza szuwarów rozległo się agresywne syczenie i ostra wymiana zdań między dwoma kotami. Krzywoszczęki uświadomił sobie, że jeden z nich należy do Nocnego Pióra, natomiast drugiego nie znał. Ostrożnie podkradł się w pobliskie chaszcze i ostrożnie wyjrzał z kryjówki.
Brązowooka kotka była cała ubłocona, a na jej pysku malowała się furia.
- Uważaj, co mówisz! - warknęła do nieznajomego, a tamten przez chwilę jeszcze tam stał, po czym powoli odszedł w swoją stronę. Złotooki skulił się lekko, w duchu prosząc, aby tamten go nie wyczuł. Co się udało.
Nocne Pióro również postanowiła wrócić i zaczęła iść ze wzrokiem wbitym w ziemię , właściwie kierując się w miejsce, gdzie ukrywał się nasz kocurek. Ten jednak już nie czekał, tylko spokojnie wyszedł z kryjówki i nieśmiało spytał:
- Wszyżdko dobrze?
Kotka podniosła nagle głowę i spojrzała na niego z lekkim poirytowaniem w oczach.
- No a jak widzisz, drogi Mamrocie! - syknęła w odpowiedzi (przy czym do kremowego pręguska wreszcie dotarło, że u niej "drogi" to wcale nie komplement). - No niezbyt!
Młodszy spuścił lekko łepek.
- Ja... Małtwiłem szię, że pany nie włóciła na noc i... i że czoś mogło... szię pany sztacz... - wyjąkał. Dopiero teraz zrozumiał, jak bezpodstawne były jego obawy. Nocne Pióro była od niego o wiele starsza i bardziej doświadczona, umiała sobie radzić... W sumie to bardziej ona musiałaby się o niego martwić, niż on o nią, ale o tym raczej mowy nie było. - Przepłaszam... - dodał na końcu. Było mu wstyd, że pomyślał, jakoby czarno-biała miałaby sobie z czymś nie poradzić. Przecież to ona była tu specem!

<Nocne Pióro?>

14 czerwca 2021

Od Sierpówkowej Łapy CD Splątanej Łapy (Pokręconego Łba)

- Jak ty właściwie radziłeś sobie bez Klanu pomagającego ci polować?
Słowa szylkretki zmroziły Sierpówkową Łapę. Widział jej znaczące spojrzenie na jego łapy i, prawdopodobnie, na szczękę. Poczuł, że pod futrem mu się zagotowało. Co ona sobie wyobrażała?! Że był jedną wielką sierotą, która nie umiała nawet piszczki złapać?! Już-już miał porządnie sprostować myślenie brązowookiej, gdy ta nagle uśmiechnęła się bezczelnie i podskoczyła do niego.
- Wiesz... Ostatnio jestem bardzo zmęczona - miauknęła, ziewając potężnie i przysiadła obok jeszcze zdenerwowanego krzywoszczękiego. Te słowa trochę ostudziły jego gniew, przypominając mu o tym, kim on przecież jest oraz o przysiędze, że będzie pomagał kotom niezależnie od wszystkiego. Splątana Łapa ciągnęła dalej:
- Nie mam nawet siły na trening z tym mysim móżdżkiem, Jelenim Kopytkiem! - parsknęła, a jej ogon świsnął w powietrzu. - Chciałam udać się do Jeżowej Ścieżki, ale... - tu umilkła na chwilę, mierząc kocurka wzrokiem. Wyglądała, jakby powątpiewała, czy mogłaby zaufać uczniowi medyka. Sierpówkową Łapę coś ścisnęło w żołądku. Nie ufać UCZNIOWI MEDYKA! Jeszcze nigdy jako pełnoprawny członek Klanu Burzy nie spotkał się z taką dysrespekcją ze strony któregokolwiek klanowicza. Cicho przełknął ślinę razem ze wszystkimi słowami, jakie by skierował w stronę szylkretki. Ta zachichotała cicho.
- Po namyśle ty też możesz być - dokończyła zaczęte wcześniej zdanie. - Przecież twoja... inność nie powinna sprawić, że jesteś półgłówkiem, nieprawda? - dodała, mrugając zaczepnie do złotookiego. Ten zmrużył lekko oczy.
- Ależ oczywyszczie, że nie - miauknął na tyle uprzejmie, na ile był w stanie. Co znaczy, że wcale nie tak bardzo. - Gdybysz ty urodżyła szię beż ucha, byłabysz tak szamo mądra, jak z nim...
Tu umilkł na chwilę. Nie czuł się już w nastroju do tłumaczenia kotce wszystkiego na temat bycia "tym innym". Zamiast tego skupił się na przypomnieniu sobie wiedzy na temat zmęczenia.
- Póki czo połóż się gdżiesz tutaj - zaczął szybko i machnął ogonem w stronę mchowych legowisk. Sam zaczął już iść w stronę składziku. - Ja poszukam czi lekarsztwa.
Wydawało mu się, że Splotka coś odpowiedziała, ale teraz już nie zwracał na to uwagi. Rzucił wzrokiem na jeszcze niepoukładane do końca nagietki i podbiały. Westchnął cicho i naprędce rozsunął wymieszane roślinki na dwie sterty. Będzie musiał dokończyć pracę później, niż planował. Oby Jeżowa Ścieżka nie wrócił zatenczas...
Wziął niewielką kępkę mchu nasiąkniętą wodą i położył ją koło siebie. Przy zmęczeniu trzeba się przede wszystkim trzeba się nawadniać i dużo odpoczywać, więc kremowy pręgus planował najpierw dać szylkretynce... to znaczy, szylkretce trochę wody, a potem nasiona maku, żeby porządnie wypoczęła. Tych ostatnich właśnie szukał. Gdy już je znalazł, polizał łapę i delikatnie, żeby niepotrzebnie nie wziąć ich za dużo, przyłożył opuszek zdrowej łapy do nasion, a potem ostrożnie strzepnął nadmiar. "Dwa powinny wystarczyć..." pomyślał, a wtedy usłyszał za sobą jakiś szmer. Natychmiastowo zerknął za siebie.

< Splątana Łapo? >

24 maja 2021

Od Sierpówkowej Łapy

Sierpówkowa Łapa w ciszy odpoczywał w cieniu legowiska medyka. Tego dnia słońce grzało niemiłosiernie, co przy gęstym futrze kocurka było dla niego niewymowną męką. A miało być tak ciekawie!Otóż do tej pory Jeżowa Ścieżka bardzo pilnował o miarowe poszerzanie wiedzy złotookiego na temat ziół i ich leczniczych właściwości. Jako że kocurkowi szło całkiem nieźle, czekoladowy kocur postanowił, że dzisiaj pozwoli mu na bliższe zintegrowanie się z klanem, niż tylko z pacjentami. Oczywiście nie zabraniał mu rozmawiać z leczonymi potrzebującymi - broń cię Klanie Gwiazdy! - ale krzywoszczęki pręgusek nie miał w sobie zbyt odwagi, żeby zagadać do starszych od siebie kotów, a nieczęsto zaglądali tam jacyś uczniowie.
I właśnie teraz, kiedy już dostał swoją szansę na integrację z innymi uczniami, pojawiła się przeszkoda - ten przeklęty skwar! Westchnął cicho. Ech, cóż za ironia losu... Jeszcze raz przesunął zmartwionym wzrokiem po kotach w obozie. Na wprost przed nim nagrzewała się sterta świeżej zwierzyny. Zza skały, gdzie mieściło się legowisko wojowników, wydobywały się rozmowy na różne tematy - od zachwalania nowej przywódczyni po narzekanie na bezlitosny gorąc i "leniących się mysich móżdżków".
Ach, właśnie... Sierpówkowa Łapa skrzywił się lekko. W legowisku lenili się sami rudzi wojownicy, podczas gdy cała reszta musiała robić robotę za siebie i za nich. Nie podobało mu się to, ale czuł, że nie mógł już nic z tym zrobić. W końcu "słowo przywódcy jest prawem" i kropka... W duszy dziękował Klanowi Gwiazdy, że uchronił go przed tym skaraniem w skwarze, przyjmując go na ucznia medyka, ale nie zaprzeczę, że prosił ich o skrócenie tego niegodnego traktowania całej reszty klanu. Przecież takie zachowanie sprawia tylko same szkody, a nie daj Klanie Gwiazdy, że doprowadzi nawet do tego, iż przestaną być klanem!
Wtem nad obozem pojawił się delikatny cień. Sierpówkowa Łapa zaintrygowany spojrzał w górę i z radością stwierdził, że właśnie nad nimi przepływa niewielka chmurka. Miał więc niewiele czasu, zanim słońce na nowo zacznie przypiekać mu łapy, ale dla niego ważne było każde uderzenie serca. Ochoczo podniósł się na łapy i spokojnie zaczął dreptać w stronę, gdzie znajdowało się legowisko uczniów.
Wtem zza skały wyłoniła się kotka. Była dość szczupła i drobna, a jej futerko błyszczało czernią, rudością i bielą. W pyszczku trzymała małą mysz. Sierpówkowa łapa przystanął, jako że nie spodziewał się, iż ktoś wyjdzie mu naprzeciw. Z tego, co pamiętał, nazywała się chyba Splątana Łapa.
Wspomniana uczennica rzuciła mu lekko zdezorientowane spojrzenie.
- Na co tak patrzysz? - miauknęła nie wypuszczając zwierzyny z pyska. Przekrzywiła lekko łepek i zmrużyła swoje brązowe oczy. Złotooki poczuł się lekko zawstydzony.
- Wybacz, ja... Wysztraszyłasz mnie trochę - pospieszył z przeprosinami. Zza chmurki zaczęły wydobywać się pierwsze bezlitosne promienie słońca. Kotka odłożyła mysz na stertę zwierzyny i oblizała pysk.
- Boisz się starszych od siebie, hm? - rzuciła na pół kpiąco i zanim krzywoszczęki zdążył się odezwać, dodała: - To dobrze. Przed takimi zawsze trzeba czuć respekt.
Sierpówkowa Łapa poczuł się troszkę urażony - w końcu Splątana Łapa nie była od niego jakoś ogromnie starsza - ale nie miał zamiaru sprzeciwiać się jej słowom. Poza tym właśnie poczuł burczenie w brzuchu, dające mu znać, że pora na coś na ząb.
- To prawda - odparł krótko i podszedł do sterty, żeby wybrać z niej niewielką nornicę. Odwrócił się, żeby zagadać jeszcze do brązowookiej, ale tej już tam nie było. Pewnie skryła się w legowisku uczniów przed żarem, lejącym się z nieba. Sierpówkowa Łapa poczuł się lekko zawiedziony, w końcu liczył na dłuższą konwersację niż tylko parę słów... W milczeniu udał się do zacienionej części przed legowiskiem, które dzielił z Jeżową Ścieżką i zaczął konsumpcję zwierzątka.
Gdyby tylko wiedział, że to nie miało być jedyne ich spotkanie...

***

- Tu nagietek, a tam podbyał...
Kremowy pręgusek krzątał się trochę po składziku, rozdzielając te zioła, które przez przypadek zmieszał ogonem. Naprawdę, chciał się tylko rozejrzeć! To był wypadek, ale mimo wszystko postanowił, że lepiej by było, gdyby posprzątał zanim zajrzy tutaj jego czekoladowy mentor.
Wtem, gdzieś przy wejściu do legowiska, rozległ się czyjś głos:
- Jeżowa Ścieżko? Sierpówkowa Łapo?
Złotooki kojarzył skądś ten głos... Przełożył ostatniego nagietka na miejsce i podreptał do pomieszczenia obok.
Jego oczom ukazała się zgrabna sylwetka jednej z uczennic. Tak, nie był to nikt inny, jak Splątana Łapa. Zobaczywszy krzywoszczękiego, widocznie nabrała więcej pewności siebie.
- No proszę, "Szanująca-Starszych-Od-Siebie Łapa"! - miauknęła zaczepnie. Sierpówkowa Łapa nie przejął się tym zanadto, choć przyznam, że leciutko go to... zirytowało. Ale tak naprawdę tyci-tyci.
- Coś ci dolega? - spytał na tyle uprzejmie, na ile było go stać w tamtym momencie.

<Splątana Łapo?>

07 maja 2021

Od Mamrota (Sierpówkowej Łapy) cd Jeżowej Ścieżki

 Na widok uśmiechu Jeżowej Ścieżki, Mamrot poczuł miłe ciepło w sercu. Nie był aż tak miło przyjęty od kiedy rozstał się z właściwie jedynym przyjacielem, którego poznał podczas swojej wędrówki. Kiedyś, kiedy zawędrował bardziej na wschód, spotkał co prawda Nocne Pióro, która udzieliła mu schronienia na czas burzy, ale to nie było to samo...
Czekoladowy medyk dał krzywoszczękiemu znak, że pora już ruszać w stronę obozu. Młodzik posłusznie udał się za nim, starając się dotrzymać mu kroku. Z jednej strony niezmiernie go cieszyło, że być może nareszcie odnalazł miejsce, w którym zostanie na dłużej. Może i nawet na stałe? Ale mimo całej tej radości, w głębi duszy czuł lekkie zmartwienie. Niejednokrotnie widział, jak inne koty reagowały na jego nietypowy wygląd, obawiał się więc, że i tutaj, mimo starań Jeżowej Ścieżki, nie zostanie zaakceptowany przez swoje niepełnosprawności.
Dwa kocury szły w ciszy, ale o dziwo żaden z nich się nią nie krępował. Wyglądało to, jakby znali się od dawna, a nie zaledwie pięciu minut. Kremowy pręgus próbował ułożyć w głowie jakieś pytania, jakie mógłby zadać niebieskookiemu, ale był zbyt przejęty, aby się skupić. Dlatego wszystkie swoje myśli skierował do... no właśnie. Nie miał jeszcze imienia dla tego tajemniczego kota ze swoich snów, który nie raz, nie dwa ocalił mu życie. Co prawda tajemniczy kocur nigdy nie prosił Mamrota o imię, ale złotooki sam postawił sobie taki cel, aby móc jakkolwiek się odwdzięczyć nieznajomemu. A nadanie imienia wydało się krzywoszczękiemu najwłaściwsze...
Nieznacznie zmarszczył pyszczek. "Tajemniczy" pokazywał się mu jako cały czarny kocur... "A może właśnie Tajemniczy?" zastanowił się kocurek. "Niewiele o tobie wiem... Nie, właściwie to nic nie wiem! Pasowałoby ci?" "powiedział" do nieznajomego w myślach. Jednak po chwili namysłu porzucił ten pomysł. "Nie, przecież może - nie mówię, że na pewno, ale może - kiedyś powiesz mi, kim jesteś... Imię powinno być stałe, oddające całą naturę albo cechę niezmienną..."
Jego myśli przerwało delikatne muśnięcie czekoladowego ogona na swoim boku. Natychmiast oderwał się od przemyśleń, żeby zorientować się, gdzie się obecnie znajdują.
Przed nimi malowało się coś w rodzaju niewielkiej ścieżki, wijącej się między kamieniami. Z niemałym zaskoczeniem Mamrot zdał sobie sprawę, że wyczuwa wonie innych kotów. I to aż tak intensywne, że zaczął się zastanawiać, czemu wcześniej nie zwrócił na nie uwagi. "Czyli jesteśmy już blisko... obozu? Tak, obozu. Blisko obozu Klanu Burzy..." pomyślał, przełykając cicho ślinę. W głębi duszy prosił, nie, on błagał nieznajomego o odwagę, aby nie spanikował na widok tylu kotów. No bo wiecie, nie widział tylu kotów naraz odkąd uciekł z Gniazda...
...i wtedy je zobaczył.
Było ich mnóstwo, każdy innego umaszczenia i budowy. Nie były jednak opasłe jak piecuchy, które kremowy pręgus widział u siebie w Gnieździe, lecz smukłe i silne. Niektóre wyglądały jak nieco wygłodzone.
"To one... Klanowe koty."
Mamrotowi głos uwiązł w gardle. Oczami, w których krył się strach, rzucał spojrzenia na wszystkie strony. Napotykał na inne pary oczu, nie patrzące na niego tak przyjaźnie, jak Jeżowa Ścieżka. Dla nich był tu intruzem.
Kątem oka zauważył przed sobą poruszenie czekoladowego ogona. Tak, najpierw opatrzyć łapę. Odpuścił sobie patrzenia na inne koty, bo tylko bardziej go to stresowało. Razem z medykiem kierowali się w stronę norki, z której wydobywał się mocny zapach różnorakich ziół. Krzywoszczęki domyślił się, że to tutaj sypia Jeżowa Ścieżka. Bez słów weszli do środka.
Intensywność zebranej roślinności leczniczej uderzyła w nos kocurka jak gałąź. Łoo... To było mocne. Musiał pooddychać przez dłuższą chwilę nowym powietrzem, dopóki nie przyzwyczaił się choć trochę do unoszących się w powietrzu różnorakich woni.
- Pachnie tu - mruknął bardziej do siebie z lekkim zaskoczeniem. Wtem poczuł na sobie łagodne spojrzenie medyka. Młodzik zerknął na niego, a tamten podniósł uszy i przyjaźnie się uśmiechnął. Mamrot ponownie poczuł, jak robi mu się ciepło na serduszku. Tak, ten kocur bez wątpienia zawsze będzie w jego oczach przyjacielem.
- Usiądź tu - miauknął czekoladowy, wskazując ogonem na mchowe posłanie. Z tego, co zauważył nasz krzywoszczęki, było ich tu kilka. Posłusznie poszedł we wskazanym kierunku, aby zaraz potem wygodnie sobie usiąść na zielonej kępce. Jeżowa Ścieżka wyszedł do pomieszczenia obok, aby po chwili wrócić z jakimś dziwnym, żółtym kwiatem w pysku. "Czyli tak wygląda podbiał?" pomyślał Mamrot, wystawiając przed siebie łapkę, żeby czekoladowemu było łatwiej ją opatrzyć.
Wtedy przypomniał sobie, że próbował w trakcie drogi ułożyć jakieś pytanie do Jeżowej Ścieżki. Planował powiedzieć to tak, aby zabrzmiał mądrze czy coś... A teraz słowa same wyskoczyły mu z pyszczka.
- Opofie mi pan tlochę o Klanie?
Starszy kocur jednak nie odpowiedział od razu. Najpierw dokończył opatrywać zranioną łapkę pręguska i dopiero wtedy usiadł naprzeciwko niego i z łagodnym uśmiechem na pysku zaczął opowiadać:
- W lesie istnieją cztery klany - Klan Burzy, w którym teraz się znajdujesz; Klan Klifu, Klan Wilka i Klan Nocy - Mamrot chłonął każde jego słowo, jak mech wodę. - Był jeszcze Klan Lisa, ale nie wiadomo, co się z nimi stało. Klan Burzy słynie ze swojej szybkości i zamiłowania do królików. Przywódcą jest Mokra Gwiazda, a zastępczynią Chabrowa Bryza.
"Te nazwy i imiona... Są tak dostojne!" pomyślał z zachwytem.
- A pan medykfiem?
- Tak, medykiem - tutaj Mamrotowi wydało się, że widzi w niebieskich oczach dwie niewyjaśnione iskierki. Może szczęścia? - W moim obowiązku leży leczenie potrzebujących, rannych, chorych, ale również odbieranie porodów, odczytywanie znaków zesłanych przez Klan Gwiazdy i uzupełnianie zapasów ziół.
Uwagę Kremowego kocurka szczególnie przykuła nazwa innego klanu, o którym Jeżowa Ścieżka wcześniej nie wspomniał.
- Klan Gfiażdy?
- To przodkowie - wyjaśnił medyk. - Po śmierci dobry kot trafia na Srebrną Skórę, znajdując się w szeregach Klanu Gwiazdy. To oni odpowiadają za nadanie żyć przywódcy, zsyłanie znaków i czuwanie nad klanami. Złe koty trafiają do Mrocznej Puszczy.
Tutaj niebieskooki zamilkł. Mamrot liczył na dalszą opowieść, lecz starszy kocur milczał, jakby się nad czymś zastanawiał. Pręgusek zadumał się przez chwilę. Czy to możliwe, że ten tajemniczy kot, który nad nim czuwał, był z Klanu Gwiazdy? "Czy to było moje przeznaczenie?" pomyślał, bardziej kierując to pytanie do nieznajomego, niż do siebie. "To był cel mojej tułaczki?"
Lecz nie otrzymał odpowiedzi. Za to wpadł wreszcie na to, jakie imię nadać swemu przyjacielowi (prawdopodobnie) nie z tego świata. "Będę nazywał cię Duch! Nikt inny, oprócz mnie, cię nie widzi, i pojawiasz się nagle... Podoba ci się?" Oczywiście nie wiedział, czy otrzyma jakąś odpowiedź, ale czuł, że to jest to.
W pewnej chwili, panującą w legowisku ciszę przerwało pytanie Jeżowej Ścieżki, skierowane do złotookiego.
- Chcesz mi pomóc?
- W cym? - odparł Mamrot pytaniem na pytanie, podnosząc uszy do góry.
W odpowiedzi otrzymał od czekoladowego medyka tylko tajemniczy uśmiech. Machnął ogonem, dając znak młodszemu, żeby podążył za nim.
Udali się do pomieszczenia, skąd wcześniej niebieskooki przyniósł żółte kwiaty podbiału. Kremowy pręgusek rozejrzał się z zaciekawieniem. Wszędzie były poukładane wszelakie rośliny zielne i nie tylko. Niektóre z nich młodzik widział pierwszy raz na oczy! Błądził wzrokiem po posortowanych ziołach, gdy wtem jego uwagę przykuła niewielka sterta, leżąca niemal na środku składziku. Ku jego zdziwieniu, były to wymieszane mlecze i stokrotki, które akurta dobrze znał - w Gnieździe, podczas Ciepłych Dni, dużo ich rosło w parku, gdzie się przechadzał. Jeżowa Ścieżka podszedł do tej mieszanki i zaczął oddzielać łapą żółte, bujne mniszki od białych stokrotek o delikatnych płatkach. Złotooki z uwagą i nieukrywaną fascynacją obserwował pracującego medyka, dopóki ten nie zaprzestał czynności ("Wydaje mi się czy zrobił to z trudem?") i spojrzał na krzywoszczękiego.
- Śmiało, oddziel stokrotki od mniszku - miauknął zachęcająco, robiąc mu miejsce przy stercie. Mamrot bez wahania podszedł i zaczął zdrową łapą przesuwać białe kwiatuszki na prawo, a żółte kwiaty na lewo. Robił to z niemal największym skupieniem, zupełnie jakby od posortowania tych roślinek miało zależeć jego życie. Ledwie dotarł do niego komentarz niebieskookiego:
- Dobrze sobie radzisz.

***

Od momentu przyjęcia do Klanu Burzy i otrzymania nowego imienia (z którego pręgusek był bardzo dumny, bo nie było już imieniem jakiegośtam zbłąkanego kota, a samego ucznia medyka), Sierpówkowa Łapa zaczął poszerzać swoją wiedzę pod czujnym okiem Jeżowej Ścieżki, który był cierpliwym i ciepłym mentorem. Najpierw pokazał złotookiemu terytoria Klanu Burzy, opowiadając po drodze historie wszystkich klanów. Później było pierwsze zebranie medyków, na które został wzięty. Wtedy też poznał Potrójny Krok - surowego kocura, który uwielbiał narzekać na wszystko wokół i powtarzać swoją sentencję o "piorunach z Klanu Gwiazdy". Nie wspominał tego jakoś specjalnie miło...
Dzisiaj miał poszerzyć swoją wiedzę w kierunku bardziej zielnym, lecz póki co leżał jeszcze na swoim posłaniu i drzemał, śniąc o wrzosowej polanie. Biegł po niej, właściwie nie wiedząc po co, lecz czuł, że musi gdzieś dotrzeć. Musi, zanim-
...gwałtownie zahamował.
W odległości zajęczego skoku od miejsca, w którym zatrzymał się świeżo upieczony uczeń, stał czarny kocur. Tym razem złotooki widział go wyraźnie. Nie był to Joey, choć umaszczenie miał podobne. Ten kocur był cały spowity czernią, która jakby emanowała z jego futra. Jego blade, srebrne oczy, iskrzące niczym gwiazda, wyglądały pięknie, lecz coś podpowiadało Sierpówkowej Łapie, że są one martwe. Wyraz jego pyska nie wyrażał żadnych emocji, lecz nie był też chłodny.
- W i t a j , S i e r p ó w k o w a  Ł a p o . - odezwał się aksamitnym basem. Wspomnianego kocurka przeszły ciarki. - D z i ę k u j ę ,  ż e  m n i e  n a z w a ł e ś .  O d  m n ó s t w a  k s i ę ż y c ó w  n i e  s ł y s z a ł e m ,  j a k  k t o ś  m ó w i  m i  p o  i m i e n i u . . .
- K-kim ty jesztesz? - pisnął zszokowany pręgusek. Duch uśmiechnął się lekko.
- M ó g ł b y m  c i  r z e c ,  ż e  n a z y w a m  s i ę  D u c h ,  l e c z  t o  i m i ę  j u ż  z n a s z . . .  J e s t e m  N e d j e m ,  t w ó j  p r z o d e k ,  p r a p r z o d e k  d z i a d a  t w e g o  p r a d z i a d a . . .
Tutaj sen Sierpówkowej Łapy się urwał.
Uchylił niepewnie oczy, nie wiedząc, co go wyrwało z tak bardzo nieziemskiego snu. Potrzebował chwili, żeby zrozumieć, iż z posłania jego mentora dochodzi postękiwanie bólu. Zerwał się na równe łapy i przeciągnął się naprędce, żeby zaraz potem podejść do śpiącego czekoladowego kocura. Ten stęknął jeszcze raz i powoli otworzył zaspane jeszcze, niebieskie oczy. Zdawało się, że nie zauważył stojącego obok ucznia. Krzywoszczęki widział, jak czekoladowy medyk próbował wstać, ale bez skutku - tylko sprawił sobie więcej bólu, co widać było po jego pysku. Sierpówkowa Łapa przełknął cicho ślinę.
- Jeżowa Szczieżko? - miauknął ze zmartwieniem. Wspomniany kocur spojrzał na młodzika. Po dłuższej chwili powoli podniósł się do pozycji siedzącej, cierpiąc niewymowne męki.
- Będziesz musiał mi pomóc, Sierpówkowa Łapo - stęknął, posyłając swemu uczniowi poważne spojrzenie. Ten poczuł ścisk w żołądku. - Musisz mi nastawić bark. Pomogę ci.
Och... Kremowy pręgusek zesztywniał. Jeszcze tego nie przerabiali, a już będzie musiał wykonać prawdziwy zabieg na kocie, którym jest w dodatku jego własny mentor! Wyobrażacie sobie, jaki to był dla niego stres? Przez długi moment się wahał. Jeśli pójdzie mu dobrze, to zdobędzie nowe doświadczenie, lecz gdyby stało się coś złego...
Nie. Nie mógł odmówić. Przyrzekł pomagać każdemu kotu w potrzebie, bez względu na wszystko. Poza tym Jeżowa Ścieżka zapewnił, że mu pomoże... Poczuł, jak panika zostaje zastąpiona opanowaniem. Kiwnął łebkiem na "tak" i podszedł bliżej obolałego kocura, czekając na instrukcje z jego strony.

***

Trochę czasu później siedzieli już obok siebie, swoje spojrzenia skupiając na ziołach. Kocurek powtarzał zdobytą dzisiaj wiedzę, żeby łatwiej mu było wszystko zapamiętać. Jego mentor podsunął mu ogonem kolejną roślinę do zidentyfikowania. Pręgusek przyglądał się jej przez chwilę. Duże, sercowate liście, żółte kwiaty... Wiedział już, co to.
- To podbiał - miauknął z nutką dumy w głosie, że sprawnie poradził sobie z kolejną rośliną.
- Dobrze. A jakie ma właściwości?
- Ułafia oddychanie, żwalcza koczięczy kaszel, leczy szpękane poduszky łap - odpowiedział bez cienia wahania. Sam przecież kiedyś był tym leczony! Niebieskooki potaknął z zadowoleniem wymalowanym na pysku. Zaraz potem pod łapy ucznia przytoczyła się kolejna roślinka. Poczuł od niej ostry zapach, choć od ciągłego przebywania wśród intensywnych woni nie pachniała dla niego już tak drażniąco. Po uważnej obserwacji stwierdził, że miała dość duże liście i kontrastujące z nimi małe, białe kwiatki, które przypominały mu stokrotki... Znał już odpowiedź.
- To jeszt wrotycz - oznajmił i dodał: - Żmniejsza temperaturę kota przy gorączcze i dreszczach oraż dżiała na bóle.
Spojrzał na Jeżową Ścieżkę, oczekując jego reakcji. Czy go pochwali, czy też może o czymś zapomniał?


<Jeżowa Ścieżko?>

15 kwietnia 2021

Od Mamrota CD Mokrej Gwiazdy

 Kremowy kocurek czekał w napięciu na odpowiedź przywódcy. Zauważył nerwowe machnięcie ogonem lidera, co było dla niego ostrzeżeniem, że srebrny pręgus się zirytował. Dla bezpieczeństwa lekko się skulił. Starszy zastanawiał się nad czymś przez dłuższą chwilę, po czym westchnął ciężko.
- Musisz mi dać czas na namysł - odpowiedział wreszcie niebieskooki. - W tym czasie będziesz tu gościem. Ostrzegam cię tylko, że klanowicze mogą nie być zbyt mili - dodał, przygasając nieco rodzący się w krzywoszczękim entuzjazm. Właściwie jeszcze nikogo tutaj nie znał, więc nie powinno go to dziwić, że wszyscy podchodzą do niego z dystansem. Jednak widząc kontrast między przyjaznym nastawieniem Jeżowej Ścieżki a chłodnym dystansem nieznanego srebrnego pręgowanego kocura, przyznam, że lekko się zraził. Ale cóż, musiał teraz cierpliwie poczekać na decyzję tutejszego przywódcy - w końcu zależało mu na tym, żeby nauczyć się od Jeżowej Ścieżki jak najwięcej. Kto wie, może i on kiedyś pomoże innemu kotu?
Ale dość gdybań. Musiał się pogodzić z tym, że nie uzyska odpowiedzi od razu. Z szacunkiem kiwnął lekko głową.
- Dżękuję, proszę pana - wymamrotał trochę niewyraźnie, po czym opuścił legowisko przywódcy.
Zaczął zastanawiać się, gdzie powinien udać się teraz. Może rozejrzał by się po obozie? Ta myśl wydała mu się interesująca, ale po chwili przemyśleń odrzucił ten pomysł. "Oprócz przywódcy i Jeżowej Ścieżki nikt mnie tu jeszcze nie zna" pomyślał. "Mogą uznać mnie za intruza. Najlepiej zrobię, jak po prostu wrócę do legowiska Jeżowej Ścieżki... Może trochę się zdrzemnę." Bezzwłocznie wcielił ten plan w życie, kierując swoje łapy we wspomniane wcześniej miejsce. Zaraz potem obwieścił już swój powrót Jeżowej Ścieżce, który był w trakcie porządkowania świeżo zebranych ziół. Na dźwięk głosu kremowego kocurka czekoladowy przerwał na chwilę wykonywaną czynność.
- I jak zadecydował Mokra Gwiazda? - zapytał z ciekawością niebieskooki. Mamrot tylko westchnął cicho i przysiadł w kątku legowiska. Przynajmniej wreszcie dowiedział się, jak nazywał się przywódca.
- Powiedżiał, że jeszcze muszy to przemyszlecz - odpowiedział, nieświadomie wchodząc w nieco smutniejsze tony swojego głosu. - Myszli pan, że mnie przyjmie, Jeżowa Szczieżko? - spytał, patrząc w oczy starszego kocura z nieukrywaną nadzieją. Tamten uśmiechnął się ciepło, choć w głębi duszy wiedział, że Mokra Gwiazda bardzo chętnie by z nim "przedyskutował" pomysł przyjęcia kolejnego pyska do klanu.
- Wierzę, w to, że podejmie rozsądną decyzję - odpowiedział, po czym ostrożnie chwycił w pyszczek resztę podbiału i przełożył go w odpowiednie miejsce. No, teraz miał tam porządek. Po chwili podszedł do Mamrota i przysiadł obok niego.
- Nasz klan bardzo potrzebuje medyków - zaczął wyjaśniać kremowemu. Ten wytężył słuch. - Pora Nagich Drzew jest najcięższym czasem dla wszystkich, ale tym razem nam grozi coś poważniejszego...
Wbił swoje spojrzenie  gdzieś nad głową krzywoszczękiego. Mamrot dostrzegł w niebieskich oczach medyka cień smutku. Chciał już pytać, co też okropnego spotkało Klan Burzy przed jego przybyciem, ale czekoladowy wyprzedził go z odpowiedzią.
- Po naszych terenach panoszy się wścieklizna - ciągnął dalej starszy kocur, przyciszając głos. Wtem zastrzygł uszami i spojrzał w oczy młodzika. - Nie zjadłeś ostatnio żadnego królika, prawda?
Lekko wystraszony kremowy pręgusek ochoczo zaprzeczył, co wywołało u medyka westchnięcie ulgi.
- To dobrze. Właśnie one są jedną z głównych przyczyn roznoszenia się tej choroby.
Na te słowa Mamrot cicho przełknął ślinę. Przecież niedawno jeszcze próbował upolować jednego! Był niemal pewien, że uniknął śmierci tylko dzięki pomocy tajemniczego kota. "Dziękuję, że tyle razy się potknąłem" powiedział do niego w myślach. Natomiast Jeżowa Ścieżka ciągnął dalej:
- Mokra Gwiazda zabronił nam na nie polować, a to jest nasze główne źródło pożywienia... Dlatego głodujemy, a wiele kotów choruje - tutaj pysk czekoladowego lekko się rozpogodził. - Dlatego medycy są nam teraz bardzo potrzebni. Ty sam wiesz wiele jak na przeciętnego samotnika, Mamrocie. Widzę w tobie ten potencjał.
Kremowy zmieszał się lekko. Nie na co dzień dostawał pochwały od kotów, które znał względnie krótko! To chyba go rozproszyła na tyle, że nie wyłapał ostatniego zdania medyka.
Nagle Mamrotowi przypomniały się ostatnie słowa, jakie skierował do niego Mokra Gwiazda po ogłoszeniu swojej decyzji.
- Panie Jeżowa Szczieżko - zaczął - tak właszcziwie... to dlaczego pan jeszt taki miły? Pan Mokra Gwiazda nie był taki ciepły, jak pan... I powiedżiał, że "nie wszyszczy w klanie mogą bycz dla mnie mili"...
Niebieskooki kocur zamruczał cicho z rozbawieniem.
- Jest przywódcą, Mamrocie! Prawie do każdego musi odnosić się z potrzebnym dystansem, inaczej straciłby swój szacunek. A samotnicy nie zawsze są postrzegani jako potancjalni sojusznicy... - tutaj urwał, gdyż z pyska kremowego kocurka wyrwało się ciche ziewnięcie. Gdy tylko młodzik spostrzegł się, co zrobił, z lekkim zawstydzeniem położył sobie łapę na pysku.
- P-przepraszam! - miauknął nieśmiało. - Ja nie chciałem...
Medyk uśmiechnął się lekko i wstał. - Zdrzemnij się trochę - miauknął. - Ja poszukam jeszcze paru ziół, których mi brakuje.
Złotooki kiwnął lekko głową, odprowadzając czekoladowego wzrokiem, dopóki ten nie zniknął mu z oczu. Bez Jeżowej Ścieżki, to legowisko wydało mu się... puste. W sensie, takie bez ducha. Wręcz martwe. Nasz młody pręgusek spróbował wygodnie się ułożyć i zamknął oczy, czekając na sen. Nie wiedział, kiedy dokładnie odpłynął w objęcia fantazji...

***

Dopiero po jakimś czasie spostrzegł się, że leży na jakiejś zacienionej polanie. Mrugnął kilkakrotnie, po czym podniósł się na równe łapy. Kojarzył to miejsce! To tutaj spotkał tego tajemniczego kota ze snu! Rozejrzał się dookoła. Ta sama porośnięta wrzosem polana, to samo zachmurzone niebo, które miało podobny do fioletu odcień... Tak, wszystko się zgadzało. I tym razem mógł swobodnie się ruszać! Bez zastanowienia pomknął przed siebie, próbując wypatrzeć jakiejkolwiek sylwetki kota. Czuł, że jego ciało jest tutaj lekkie, jak Zimny Puch spadający z nieba. Co jakiś czas wołał "Duchu! Duchu, gdżie jesztesz?", jednak nikt mu nie odpowiadał. Po dłuższym czasie poczuł zmęczenie, zwolnił więc, żeby zaraz potem się zatrzymać i klapnąć na wrzosowy dywan, próbując złapać oddech. Czyżby tajemniczy kot miał zamiar go opuścić?
Nie odpoczął jednak zbyt długo. Po chwili rozległ się lekko zachrypnięty głos, przez który Mamrot niemal wystrzelił w powietrze.
- Byłem pewien, że chciałeś złapać wiatr za ogon, dzikusie - odezwał się kocur. Był on jednak inny, niż tamten, którym przemawiał do niego tajemniczy duch. A poza tym, tego właściciela głosu kremowy pręgus akurat dobrze pamiętał!
Z niedowierzaniem przyglądał się, jak podchodzi do niego czarny kocur z  poplątanym futrem. Miał białe łaty w dokładnie tych samych miejscach, gdy Mamrot widział go po raz ostatni. Przyjaźnie wpatrywał się w kocurka zielonymi oczami.
Krzywoszczęki potrzebował chwili, żeby ochłonąć. Zaraz potem bez wachania podbiegł do kocura, cały rozradowany.
- Dżoi! To ty?! - zawołał, stykając się po chwili nosami z nowo przybyłym. Joey, bo tak się ten kocur nazywał, przyjął Mamrota pod dach swojej stodoły parę księżyców temu, gdy rozszalała się burza śnieżna. Złotooki bardzo miło wspominał tamto spotkanie.
Czarno-biały kocur zamruczał cicho z rozbawieniem.
- Wyrosłeś przez te księżyce, Mamrocie - miauknął, odsuwając się po chwili od kremowego. - Pewnie już wiele się dowiedziałeś przez ten czas... A teraz znalazłeś swoje schronienie, prawda?
- Można by tak powiedżiecz - odparł krzywoszczęki, którego ogon radośnie sterczał w powietrzu. - To duża grupa kotów, nazywają siebie "Klanem Burzy", a jeden z nich obiecał, że nauczy mnie wszystkiego o ziołach!
Tu pysk zielonookiego przybrał nieco smutniejszy wyraz, co nie umknęło uwadze Mamrota, lecz zanim zdążył o cokolwiek spytać, przerwały mu słowa starszego:
- Dlatego przyszedłem się z tobą pożegnać... Nasze ścieżki już się nigdy nie skrzyżują, Mamrociku...
Złotookiemu na moment odebrało mowę.
- A-ale przecziez mogę powyedżecz czy teraz, jak trafycz do obozu... - zaczął nieśmiało. - Przeczież zansz okoliczę lepiej, nyż ja sam, n-ne możesz mne teraz zostawiacz! - dodał, czując, jak do oczu napływają mu ciepłe łzy. Dopiero co się spotkali, a już to miało być ich ostatnie spotkanie?! Ledwo wyczuł, jak Joey delikatnie trącił go nosem w bark.
- To już niemożliwe, młodziku... - odpowiedział z troską i ciepłem w swoim głosie. - Nie jestem już łapami w tym samym świecie, co ty. Ale nie martw się - tutaj spojrzał w zaszklone oczy Mamrota. - Chociaż już się nie zobaczymy, to ja zawsze będę nad tobą czuwać. Przyjdę do ciebie zawsze, choćbyś miał jakieś najgorsze problemy czy smutki. Przyrzekam ci.
Nasz pręgusek pociągnął lekko nosem. Wtem zauważył, że postać czarno-białego kocura zaczęła znikać, a wszystko znacząco pociemniało.
Ostatnie, co w śnie widział Mamrot, był uśmiechnięty pysk Joeya, mówiący to samo, co wtedy, gdy rozstawali się po raz pierwszy:
- Bądź zdrów, Mamrocie... Bądź zdrów!

***

Ze snu obudził się z przygnębionym nastrojem. On już... nigdy nie zobaczy swojego jedynego przyjaciela? Z oka kapnęła mu malutka łza. Ale zaraz potem przypomniał sobie jego ostatnie słowa i zaczął się uspokajać. "Nie mogę przecież siedzieć i rozpaczać cały dzień!" pomyślał, "Joey patrzy!". Wstał i przeciągnął się, chcąc rozprostować zastygłe w śnie mięśnie. Jeżowej Ścieżki jeszcze nie było, więc postanowił, że wyjdzie złapać trochę świeżego powietrza.
Gdy tylko wystawił nos z legowiska czekoladowego medyka, niemal zderzył z niebieską bicolor kotką. Ta spojrzała na niego z wysoka swoimi niebieskimi oczyma.
- Mokra Gwiazda chce cię widzieć - powiedziała krótko bezuczuciowym tonem. Mamrotowe serce zabiło mocniej. A więc przywódca podjął już decyzję...
Poczuł delikatne ciepło przy swoim boku, co nieco go uspokoiło. Nie pójdzie tam sam, a jeśli go nie przyjmie, to przecież będzie pod opieką najbliższego przyjaciela. Co więc może pójść nie tak?
Delikatnie potaknął i z dudniącym sercem udał się do legowiska lidera. Tak jak poprzednim razem, najpierw ostrożnie wsunął głowę. Wtedy było to głównie z uprzejmości, teraz natomiast był zestresowany.
- Mogę? - spytał, choć jego głos zabrzmiał nieco ciszej, niż planował kremowy pręgusek.
- Tak, wejdź - rozległa się odpowiedź srebrnego kocura. Mamrot wszedł do środka.
Mokra Gwiazda podniósł się na łapy. Teraz wydawał się bardziej wychudzony, ale i dostojniejszy niż wcześniej. Złotooki spojrzał na niego z nadzieją. Ciszę, która naszemu kocurkowi wydawała się wiecznością, przerwały słowa niebieskookiego:
- Postanowiłem, że pozwolę ci dołączyć do mojego klanu. Zostaniesz uczniem medyka.
Gdyby nie fakt, że Mokry dalej mówił, Mamrot wybuchłby teraz radością.
- Ostrzegam jednak, że wiążą się z tym pewne wyrzeczenia - ciągnął dalej srebrny pręgus. - Niedługo odbędzie się twoje mianowanie. Przygotuj się.
Machnął ogonem, patrząc wyczekująco na reakcję krzywoszczękiego. Ten jednak był jeszcze w takim szoku, że potrzebował dłuższej chwili, żeby dotarło do niego, co się dzieje. Po tym ochoczo przytaknął łebkiem.
- Ro-rozumiem, oczywyszczie! - odpowiedział z zająknięciem. Na jego pysku malowała się jedna wielka ulga i radość. Skierował swoje kroki do wyjścia. Ale zanim opuścił legowisko, odwrócił się i rzucił jeszcze wdzięczne: - Dżiękuję, naprawdę bardżo dżiękuję!
"Będę musiał doputać Jeżowej Ścieżki, kiedy wróci, o te szczegóły ceremonii" pomyślał. "Jestem przyjęty! Jestem przyjęty!!!"


<Mokra Gwiazdo?>
notka od administracji: Mokra Gwiazda już nie żyje

20 marca 2021

Od Mamrota

Złotooki kocurek rozglądał się z zaciekawieniem. To miejsce... moment, jak je nazwał Jeżowa Ścieżka? „Obóz”? Chyba tak. A więc obóz był pełen usychającej trawy. Zbliżała się Pora Zimnego Puchu, tak samo jak dwunasta księżycnica ucieczki Mamrota z gniazda. Uśmiechnął się pod noskiem. Nie żałował swojej decyzji. Będzie mógł teraz żyć wśród kotów, które nie będą go wyśmiewać... A przynajmniej taką miał nadzieję.
Czekoladowy kocur wyjaśnił mu po drodze co nieco o roli medyka w klanie, powiększył też jego zasób wiedzy o właściwości podbiału. Podpytał go także o to, co na temat ziół wiedział sam pręgusek. Po opatrzeniu łapki polecił mu udać się w stronę legowiska lidera, oczywiście uprzednio pokazując mu kierunek, w którym powinien się udać. Okazało się, że była to zajęcza norka, tuż obok legowiska medyka. Mamrot wziął głęboki wdech i niepewnie wsunął łepek do środka.
- M-można weyszcz? – spytał cicho. Jego oczom ukazał się szczupły, cały w bliznach kocur o srebrnej, pręgowanej sierści, mającą gdzieniegdzie srebrny odcień i biel. Był w trakcie wylizywania sobie futra, jednak na dźwięk nowego głosu przerwał czynność i spojrzał swoimi niebieskimi oczami na młodego, kremowego kocurka.
- Kim jesteś? Co robisz w moim legowisku? – spytał nowy nieznajomy swoim melodyjnym, lekko zachrypniętym głosem. Widać było po nim, że nie był zbytnio zachwycony takim nagłym najściem, ale jednocześnie starał się zachowywać uprzejmie wobec gościa. Mamrot, lekko zawstydzony, ostrożnie wszedł do środka.
- Nażywam szie Mamrot – odpowiedział żółtooki. – Przyszłał mnie tu Jeżowa Szcieżka, niedawno opatrzył mi łapę...
Na dźwięk imienia czekoladowego kocura, (jeszcze) nieznajomy kocur zastrzygł uszami. Widocznie dobrze się znali...
- Czy mówił, po co cię przysłał? – zapytał niebieskooki, powoli podnosząc się na łapy. Wiedział, że wielkoduszny medyk nie przysłałby do niego samotnika zupełnie bez powodu. Natomiast nasz młodzik zmieszał się lekko.
- Powiedżał, że mógłby mnie nauszyć więczej o ziołach... ale musziałbym szie najpierw szpytacz pana, czy przyjąłby mnie pan do kłanu, panie... panie... – tutaj urwał, chcąc poznać imię (jeszcze) nieznajomego. Mamrotowi wydawało się, że niebieski pręgus pełni tutaj rolę takowego zwierzchnika. „Trochę jak Mars w jego Grupie...” pomyślał złotooki.

<Mokra Gwiazdo? Czy przyjmiesz nowego ucznia? owo>

18 marca 2021

Od Mamrotu

- No co jest, braciszku? Słowa ci utknęły w gardle?
Na trawniku rozległ się szyderczy śmiech. Kremowy pręgowany kocur, który właśnie się odezwał, śmiał się najgłośniej ze swojego żartu. Ach, cudnie było tak pożartować z tego kulawego pchłołapacza! Ciekawe, czemu musi mieć za brata taką pokrakę... Ale to nic, przynajmniej ma z kogo się nabijać ze swoją ekipą.
- Ej, Mars! – miauknęła do niego czarna kotka z białym uchem. Kocur rzucił jej pytające spojrzenie.
- A co jeśli ten pomyleniec nie wie nawet, jak się mówi? – po rzuceniu tych słów kotka uśmiechnęła się szeroko, po czym zawołała za drugim, podobnym do Marsa kocurem: - Idź, idź, to się może u mamusi wreszcie miauczenia nauczysz, Mamrocie!
Wśród kociej młodzieży wybuchła kolejna salwa śmiechu. Co rusz ktoś mówił „To było niezłe, Brzytwa!” „Pocisnęłaś go!”, ktoś nawet rzucił „Patrzcie, jak się za nim kurzy!”. Ale kuśtykającemu w pośpiechu kocurkowi nie było tak wesoło. Z żalem patrzył na swoją zdeformowaną łapkę, a na swój pyszczek, odbijający się w pobliskiej kałuży, nawet nie chciał patrzeć. Nie znosił swojej odmienności, przez to wszystkie inne kociaki się z niego śmiały. Nawet Mars! A jego mam nic z tym nie robiła...
Poznajcie Czokiego, którego wszyscy nazywają „Mamrot”. Właściwie to już zmienili mu imię, bo nawet jego matka, Kali, nie pamiętała, jak naprawdę nazwała swojego syna i zwracała się do niego per „Mamrociku”.
Teraz szedł ze wzrokiem wbitym w betonowy chodnik, którym za dnia spacerowali Dwunodzy. Obecnie było już ciemno, więc ruch w parku nie był już tak duży. W oddali dało się słyszeć od czasu do czasu jednego psa, który pewnie wyszedł ze swoim właścicielem na spacer – jak co wieczór. Mamrot jednak nie zwracał na to wszystko uwagi. Nie chciał już tu być. Czuł się bezradny. Zawsze słyszał tylko, jaki to on jest nieudolny. Kiedy nawet coś mu się udawało, to wszyscy inni uważali jego czyny za „pobłażliwość losu”. Doszukiwali się w nim tylko wad...
W końcu nie wytrzymał. Gdy był już pewien, że jest odpowiednio daleko od Gangu, usiadł pod najbliższym krzakiem. Łzy same poleciały mu z oczu. Czy tak ciężko jest zaakceptować czyjąś odmienność? Tak ciężko?! Zaszlochał. Momentami chciał przestać istnieć. Tak po prostu... wymazać się z pamięci innych. Bezsilnie klapnął na żółkniejącą trawę.
„Czy ja naprawdę jestem tak... tak wielką pomyłką?” pomyślał z rozpaczą. „Po to ja jestem? Żeby istniała jakaś... pomyłka? Jakieś popychadło?”
Płakał jeszcze z dobre trzy minuty, które dla niego były trzema księżycami. Wreszcie zamknął oczy. Jedyne, czego teraz pragnął, to odciąć się od tego świata. Na moment zapomnieć o jego istnieniu. W wyobraźni przeniósł się w inny, Wielki Świat, w którym nikt by go nie oceniał, a od którego oddzielało go tylko cienkie, druciane ogrodzenie. Spróbował wziąć głęboki wdech. I następny. I następny. I następny...

* * *

Obudził go chłód, otulający jego puchate ciałko. Otworzył niepewnie oczy. Zobaczył coś dziwnego: jakieś białe cosie leciały z góry i spadały na jego łapki, dając mu uczucie niesamowitego zimna. Mamrot zdumiał się głęboko. Dla pewności mrugnął kilkakrotnie, ale tajemniczy biały puch jak był – tak pozostał. Kocurek podniósł się na łapy i otrzepał z „chłodu”. Zafascynowany spojrzał do góry. „Ten zimny puch... spada z samego nieba!” pomyślał z zachwytem. Spróbował łapką złapać któryś z nich. A potem kolejny.
Nawet nie zauważył, kiedy wciągnął się w tę dziką zabawę. Biegał po prawie całym parku – oczywiście na tyle szybko, na ile pozwalała mu jego budowa – i rzucał się na spokojnie opadające, białe płatki. „O ja cię!” pomyślał z uciechą. „Czy to jest Pora Zimnego Puchu, o której kiedyś mówiła Brzytwa?! Jest ekstra!”
Nie zauważył, że zaczął coraz bardziej i bardziej oddalać się od oświetlonych części parku...

* * *

Po jakimś czasie kremowy pręgowany kocurek zdał sobie sprawę, że jest niedaleko ogrodzenia. Zaparło mu dech w piersi. „Wielki Świat wygląda... ślicznie!”
Niskie jeszcze drzewka pokrył ten zimny puch z nieba, tak samo trawę i krzaczki... Zupełnie jakby ktoś podmienił złoto-czerwone liście na to białe coś! Mamrot już-już miał podchodzić bliżej... ale nabrał wątpliwości. Czy nie byłoby dla niego lepiej, żeby został w ciepłym domu jego Dwunożnych? Nie potrafił jeszcze dobrze polować, był przecież jeszcze bardzo młody...
Wtem poczuł coś w rodzaju ciepła przy jego boku. Tak jakby jakiś kot się o niego ocierał... Spojrzał tam, ale nikogo nie dostrzegł, a dale czuł tam coś grzejącego!
Jednak po chwili uspokoił się i spojrzał jeszcze raz na drzewa Wielkiego Świata. To tam będzie wolny. Tam wszystkiego się nauczy. I to sam, bo nikt stąd nie starał się złapać nawet muchy.
Bez wahania rzucił się do ogrodzenia i zaczął robić podkop. Trochę mu to zajęło, brak dwóch palców nie jest w końcu pożytkiem. Ale udało mu się, wykopał sobie przejście. Ostrożnie, żeby nie zahaczyć futerkiem o druty, prześlizgnął się pod ogrodzeniem. Spojrzał jeszcze za siebie z nowym blaskiem w oczach.
- Żegnyj, Gniażdo! – zawołał. – Wżywa mne Wiełki Szwiat!
I zaczął powoli iść przed siebie, nie wiedząc, co go spotka.

A co go spotkało – to już w następnym one-shocie...

Od Mamrota CD Jeżowej Ścieżki

Minęło parę uderzeń serca, zanim nieznajomy się odezwał.
- Nazywam się Jeżowa Ścieżka. Jestem medykiem Klanu Burzy, na którego terenach obecnie się znajdujesz – Mamrot chłonął każde słowo, wypowiedziane przez starszego kocura. „Jeżowa Ścieżka? Nawet ładne imię...” pomyślał kremowy pręgusek. Zaraz potem medyk spytał:
- Po co ci pajęczyny? Jesteś ranny?
Żółtooki nieśmiało machnął ogonem przy tylnich łapach. Nie był jeszcze pewien, w jaki stopniu mógłby zaufać Jeżowej Ścieżce... Choć zaskoczyło go, że i czekoladowy wie, do czego służą pajęczyny. „A może określenie »medyk« znaczy, że taki kot wie wszystko o ziołach?” zastanowił się. „Mógłby mnie czegoś nauczyć... jeśli oczywiście by chciał.”
- T-to nic poważnego... – miauknął wreszcie. – Przy połowaniu obtałłem szobie poduszky w lewej łapye, ale trzeba to tylko pokrycz pajęczynami... Tak myszlę – dodał. Być może Jeżowa Ścieżka wiedział nieco więcej na temat opatrywania ran niż młodziutki pręgusek, dlatego żółtooki nie chciał być zbyt pochopnie uznany za chwaliogon.
Niebieskooki zastrzygł uszami, widocznie się tym zainteresował. Kremowany spiął się lekko. Czyżby starszy właśnie dostrzegł, że brakuje mu dwóch palców w łapce? Nasz młodzik wbił wzrok w łapy. Nie zauważył, że czekoladowy kocur ciepło się uśmiechnął, dostrzegł jednak niewielkie poruszenie przed sobą. Zerknął ponownie na Jeżową Ścieżkę. Medyk był ciut bliżej i ciepło na niego spoglądał.
- Jeśli pozwolisz, to obejrzę twoją łapkę, dobrze? Jako medyk mam obowiązek zajmować się potrzebującymi leczniczej pomocy.
Mamrot poczuł się lekko niepewny. „On chce mi pomóc, a nie zrobić krzywdę...” uspokajał się w myślach. Wtedy przypomniało mu się spotkanie z jedną kotką, Nocnym Piórem. Wtedy też się bał, a ona w pierwszej chwili była w stanie go zaatakować, nie była tak ciepła i miła jak Jeżowa Ścieżka. Ale mimo to nie zrobiła mu krzywdy, a nawet zaoferowała mu schronienie przed deszczem! Uśmiechnął się pod nosem. Czyżby szczęście powoli do niego wracało? Zastanowił się jeszcze przez chwilę. Nie, w oczach czekoladowego medyka nie było takiego dystansu, jakie miało spojrzenie czarno-białej kotki. Mógł mu zaufać. Potaknął lekko głową.
- Dobsze – miauknął w odpowiedzi i lekko wysunął łapkę do przodu. Jeżowa Ścieżka pochylił się lekko, aby przyjrzeć się rankom dokładniej.
- Nie będzie bolało, obiecuję – dodał medyk, choć Mamrot raczej nie czuł mocnego stresu. Oględziny łapki trwały dłuższą chwilę. – Podbiał na szczęście nie rośnie daleko – odezwał się wreszcie starszy z tej dwójki. – Jest dobry na spękanie łap. Mam go w swoim legowisku.
Spojrzenia kocurów spotkały się. Puchatego pręguska przeszedł delikatny dreszczyk. Oczy Jeżowej Ścieżki były głębokie i przepełnione powagą.
- Pójdziesz ze mną? Obiecuję, że ci pomogę, potrzebuję tylko podbiału – miauknął czekoladowy. Nie będę was okłamywać: Mamrot w to nie wątpił. – Obóz mojego klanu mieści się tam – tu medyk machnął ogonem, wskazując odległy punkt. Żółtooki zastrzygł uszami. Kojarzył skądś tamto miejsce. Chyba to tamte obszary omijał z powodu dużej ilości kotów, które wyczuwał... Ale teraz przynajmniej wiedział, dlaczego tych zapachów było tak wiele. „Klan... To słowo musi oznaczać bardzo dużo kotów, brzmi tak... dostojnie” pomyślał. Kiwnął twierdząco głową.
- Pójdę ż panem... – odmiauknął. – Wygląda pan na bardżo mąłdrego, wie pan? – dodał pogodnie. Czekoladowy uśmiechnął się lekko.

<Jeżowa Ścieżko?>

11 marca 2021

Od Mamrota CD Nocnego Pióra

Kremowy kocurek czekał w napięciu. W duchu prosił, żeby ta kotka puściła go wolno... albo chociaż nie robiła mu krzywdy. Wtedy wyraz pyszczka nieznajomej nieco zelżał, choć w jej oczach dalej malowała się nieufność.
- Idziesz za mną, okej? – odezwała się wreszcie. Mamrot poczuł, jak z serca spada mu wielki kamień. Przytaknął z nieukrywaną ulgą na mordce. Odwrócił się jeszcze i po pospiesznym odgarnięciu liści, chwycił upolowaną piszczkę w swój skrzywiony pysk, po czym podreptał w ślad prawdopodobnej nowej znajomej. To znaczy, tak bardzo znajomej to jeszcze nie, nie znał nawet jej imienia. „Może je o nią spytam, kiedy już mnie zaprowadzi do... do...” Tutaj krzywoszczęki zamyślił się. Nie wiedział, gdzie ta kotka go prowadziła. A co, jeśli popełnił błąd, idąc za nią? Czy nie zaufał jej zbyt pochopnie? Zacisnął mocniej zęby, prawie przegryzając piszczę na wylot. Jeśli będzie musiał walczyć... to już po nim. Bo on nie tego potrafił! Przecież tamte szczury przegonił tylko i wyłącznie dlatego, że zagryzł ich przywódcę, co i tak niemal mu się nie udało!
Po niedługim czasie dotarli do legowiska brązowookiej. To znaczy... raczej powinno to być legowisko, bo póki co, Mamrot widział tylko jedną wielką kałużę w sporej szczelinie pod zwalonym drzewem. „Czyli nie tylko mnie obudziła woda...” pomyślał z lekkim współczuciem. Zaraz potem czarno-biała kotka zwróciła się do niego, żeby nazbierał sobie mchu spod drzewa, jeśli nie chciał zmarznąć. Dodała jeszcze coś o resztkach z żaby, ale chyba na to już nie zwrócił uwagi. Potaknął tylko głową, dodając nieśmiałe mruknięcie „mhm”, po czym odłożył upolowaną wcześniej mysz i skierował swoje kroki we wspomniane przez nieznajomą miejsce. Jednak gdy tylko przestał mieć ją w polu widzenia, poczuł się niepewnie. Czuł na grzbiecie jej przenikliwy wzrok, co wywoływało u niego spory dyskomfort. Co jeśli właśnie pilnowała, kiedy nadejdzie moment, w którym on straci czujność i wtedy go zaatakuje? Pospiesznie chwycił w pyszczek pierwszą lepszą kępkę mchu i odwrócił się... no, może odrobinę zbyt gwałtownie. Ale co poradzić, był przecież zestresowany.
Nagle coś mokrego spadło na jego grzbiet.
I znowu, ale na pysk.
Mamrot spojrzał w niebo. Było całe spowite szarymi chmurami. Zaczęło padać... No pięknie. Zauważył jeszcze, że kotka majstrowała coś przy swoim legowisku. Po dłuższej obserwacji uświadomił sobie, że robiła mu miejsce na jego posłanie. Ale... nie był taki pewien, czy byłby w stanie tak spać. Bo wiecie, to chyba nie jest normalne, że ktoś, kto jeszcze dobrą chwilę temu byłby gotowy cię rozszarpać, teraz proponuje ci u siebie schronienie, co nie?
Krzywoszczęki nie zdawał sobie jednak sprawy z dwóch rzeczy: z tego, jaką ma dziwną minę, gdy się wpatruje w (jeszcze) nieznajomą.
I z tego, że gapi się na nią za długo.
- Co? – to warknięcie sprawiło, że kremowy drgnął, zaskoczony i przestraszony. Nieznajoma patrzyła na niego z wyrazem pyska... powiedzmy, że było to połączenie zdezorientowania, znudzenia i poirytowania jednocześnie. (Takie typowe „confused”, jeśli rozumiecie, o co chodzi).
- Zaczyna się ulewa, przecież nic ci nie zrobię.
Kocurek spuścił wzrok. Nie wytrzymałby tego prawie że oskarżającego go o nieufność spojrzenia.
- Obawiasz się MNIE? – dodała nieznajoma. To wystarczyło, żeby nasz niedoświadczony samotnik poczuł wyrzuty sumienia. Przecież nie zrobiła mu do tej pory krzywdy! Jak on mógł teraz pomyśleć, że chciałaby mu coś zrobić? „Ale przecież większość kotów, które spotkałeś, chciały ci zrobić coś złego... To był odruch, to nie twoja wina...” tłumaczył sobie w myślach.
Deszcz zaczął przybierać na sile, więc kocurek miał nie za dużo czasu, jeśli nie chciał skończyć z przemoczonym do suchej nitki futrem. Położył kępkę mchu tak, aby zasłonić ją przed zamoczeniem przez deszcz i popatrzył z lekkim zawstydzeniem na brązowooką.
- N-nie chczałem, by poczuła szię pany urażona, pany... pany... – tu urwał i posłał jej niepewne spojrzenie, chcąc wreszcie poznać jej imię, aby dokończyć swoją wypowiedź. Ta patrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
- Nocne Pióro – mruknęła wreszcie, choć widać było, że robi to poniekąd niechętnie. Kocurek zauważył, że postępuje ona trochę jak on – tak samo nieufnie odnosi się do nieznajomych, tyle że jest przy tym o wiele chłodniejsza.
- ...pani Noczne Pióło – dokończył zdanie i zaczął następne. – Po prosztu n-nie każdy, kogo szpotkałem, był tak miły jak pany i... i chcział mi pomócz...
T utaj urwał. Potrzebował chwili, żeby przegonić od siebie natrętne wspomnienia. Nie, nimi zajmie się potem, a nie teraz.
W pewnym momencie poczuł coś ciepłego przy swoim futrze. Zaskoczyło go to, bo nie rozumiał, co się dzieje. W końcu padał deszcz, więc powinno mu być zimno... Ale poczuł się też odrobinę spokojniejszy. Wyprostował się lekko i spojrzał Nocnemu Piórowi w oczy.
- I nażywam szie Mamrot – dodał, przybierając przyjazny wyraz pyska. – Miło mi panią pożnać.
W chwilę potem zabrał z ziemi kępkę mchu i sprawnie wsunął ją w miejsce, gdzie będzie jego legowisko. Jeśli chciał uzbierać jeszcze suchy mech, to musiał działać szybciej! Zaczął – na tyle, ile to było dla niego możliwe – urywać kępy mchu z drzewa, z którego wziął poprzednią kulkę. Byłoby mu miło, gdyby Nocne Pióro mu pomogła... Ale czy mógłby na nią liczyć?

<Nocne Pióro?>

23 lutego 2021

OD Mamrota CD. Nocnego Pióra

- Czóż za ironia loszu...
Kremowy pręgusek dopiero co podniósł powieki, a już musiał ruszać się z miejsca. Okazało się, że jego tymczasowe legowisko przez noc zmieniło się w jedną, wielką, brudną kałużę! Czy może być coś gorszego, niż obudzenie się w samym środku czegoś takiego?
Teraz, w akompaniamencie niezadowolonych pomruków, Mamrot energicznymi ruchami na przemian otrzepywał się i wylizywał swoje puchate futerko z brudnej wody. Zajęło mu to sporo czasu, zanim uznał, że nie da rady się bardziej wyczyścić. Otrzepał się jeszcze raz, po czym się przeciągnął, potężnie ziewając. Tamtej nocy nie spał zbyt dobrze. Miał koszmar, że uciekał po ciemku przed ogromnym Potworem, a potem wpadł do kałuży, która okazała się małą sadzawką i zaczął się topić... Cóż, oczywiście uczucie bycia w wodzie kocur wyjaśniał sobie deszczem, który napadał mu do posłania, ale jednak mimo to... Bądźmy szczerzy, bardzo mocno się przestraszył.
W tym momencie z jego brzucha rozległo się głośne burczenie. Mamrot westchnął cicho. „Pora coś przekąsić” pomyślał. Zaczął kierować się w stronę bardziej odkrytych terenów, gdzie znajdowały się norki długouchych futrzaków. Poprzednie polowanie skończyło się jego niepowodzeniem i musiał przez to iść spać z prawie pustym żołądkiem. To był dla niego prawdziwy koszmar, dlatego – nie chcąc kolejny raz tego przerabiać – postanowił, że tym razem będzie na polowaniu tak długo, aż nie złapie przynajmniej trzech piszczek lub chociaż jednego królika.
„Proszę... Proszę, dajcie się złapać” powiedział w myślach do zwierzyny, którą – być może – niedługo spotka na swojej drodze. „Chociaż ten jeden raz...”

***

- Wraszaj tu! – warknął pręgusek. Był już tak blisko, prawie ją dopadł... Ale ona zaczęła uciekać. Puszysta, smakowita właścicielka rudej kity właśnie zmykała w stronę pobliskiego drzewa. Mamrot jeszcze w życiu nie widział tak pulchnej wiewióry! Ślinka napływała mu do pyska na myśl, że zaraz ją skonsumuje. O tak, bycie najedzonym to uczucie warte każdego wysiłku!
Wtem zachwiał się, prawie tracąc równowagę. Źrenice rozszerzyły mu się pod wpływam strachu.
- Nnie-nie-nie! – miauknął, po czym wylądował na rozmiękłym błocie w podszyciu lasu. „Och, na lisią kitę! Dopiero co się myłem!” pomyślał ze zgorszeniem kocur, po czym – z nieukrywanym żalem w oczach – odprowadził wiewiórkę wzrokiem, dopóki ta nie skryła się w dziupli wysoko na drzewie. Ech... A był już tak blisko! Spuścił łepek z rozczarowaniem.
Jedna piszczka! Przez prawie pół dnia polowania złapał TYLKO. JEDNĄ. PISZCZKĘ!
- A może powinienem jednak zostać w Gnieździe? – mruknął sam do siebie. Ale zaraz potem przypomniały mu się te pogardliwe spojrzenia innych kotów z sąsiedztwa... Nie, dobrze tu, gdzie teraz jest. Bo tutaj nikt go nie ocenia.
Powłócząc nogami poczłapał w miejsce, gdzie zakopał poprzednio upolowaną mysz. Właśnie miał odgarniać łapą liście, gdy nagle...
- Co robisz na moim terytorium?!
Pręgusek odwrócił się gwałtownie, niemal podskakując ze strachu. Jego oczom ukazała się rozwścieczona czarno-biała kotka o brązowych oczach. Futro miała najeżone, a jej wzrok pełen był nieufności. Słowem: całą sobą przedstawiała nieprzyjazne nastawienie wobec naszego krzywoszczękiego. Przełknął cicho ślinę.
- J-ja tylko poluję... – miauknął nieśmiało. – O-od wczoraj nic ne jadłem... Ne wiedżałem, że to czyesz terytoryum.
Popatrzył niepewnie w brązową toń oczu kotki. Jak ona zareaguje?

<Nocne Pióro? OwO>

18 lutego 2021

Od Mamrota cd Jeżowej Ścieżki

Właśnie zaczęło świtać, gdy kremowy pręgusek szedł przed siebie, lekko utykając na lewą łapę. Ostatnimi czasy nie miał niestety zbyt wiele szczęścia. Zwierzyna zaczęła wychodzić coraz rzadziej ze swoich kryjówek, a te jednostki, które napotykał Mamrot, były zazwyczaj bardzo szybkie i o wiele czujniejsze niż wcześniej. Zbliżały się chłodne dni Pory Opadłych Liści, choć nasz kocurek nazywał ją Porą Ognia. Pamiętał, jak za młodu leżał przy kominku, patrząc na kojące płomienie, przerabiające drewno w czarną, kruchą rzecz, którą wszyscy nazywali „węglem”...
Westchnął cicho. Brakowało mu tamtych dni, ale nie żałował, że porzucił swoje Gniazdo. Teraz wiedział o wiele więcej, niż kiedyś, a nawet potrafił sam złapać zwierzynę!
...no, prawie.
Chłodny powiew wiatru skutecznie przywrócił go do rzeczywistości. Syknął cicho. Ranki w łapie nieprzyjemnie dawały o sobie znać. Krzywoszczęki kierował się właśnie w stronę krzewu, na którym niedawno widział pajęczyny. A gdzieś niedaleko powinny być maki. „Mógłbym poszukać jakiejś opustoszałej nory i tam zamieszkać na czas Pory Śniegu” pomyślał, „jeśli byłoby tam miejsce, to mógłbym nawet zgromadzić parę ziół i pajęczyn.”
Nawet nie zauważył, kiedy dotarł do krzaka. Uśmiechnął się pod nosem. No, nareszcie! Zaczął już się obawiać, że zanim do niego dojdzie, to w ranki wda się zakażenie. A to byłoby już nieprzyjemne...
Podchodząc, nadepnął niechcący na uschniętą gałązkę, ale nie przejął się tym zanadto. Przecież nie tropił zwierzyny, a nikogo nie było w okolicy, prawda? Wzrokiem poszukał wśród gałęzi białych, lepkich nitek. Już-już miał delikatnie złapać je pyskiem, gdy zza krzaka ktoś się odezwał!
Kremowy zastygł bez ruchu. Co? Ktoś tu jest?? INNY KOT?! Nie był pewien, co robić. Choć głos brzmiał dość ciepło, to życie nauczyło go, żeby stronić od pozorów. Przeczekał chwilę. Zaraz, co właściwie powiedział ten głos? Że nie zrobi mu krzywdy? Hmm...
Mamrot wziął parę głębszych wdechów. Miał dwie opcje: albo zacznie uciekać, albo zaryzykuje i wyjdzie do nieznajomego. Nie każdy kot, jakiego spotkał w życiu, miał wobec niego dobre intencje... Ale co jeśli tym razem trafi na kogoś miłego? Wahał się jeszcze przez kilka uderzeń serca...
...i zdecydował.
Myślami przywołał jeszcze wspomnienie kota ze snu.  „Nie wiem, kim jesteś, ale proszę, niech ten kot nie zrobi mi krzywdy...” poprosił w myślach i ostrożnie wyszedł zza zarośli.
Przed jego oczami ukazał się wysoki, pręgowany czekoladowy kocur. Sądząc po budowie, miał już parę ładnych księżycy za sobą. Wpatrywał się w kremowego pręguska parą niebieskich oczy, w których krzywoszczęki dostrzegł lekki niepokój, ale i ciepło. Czyżby kot z jego snu go wysłuchał?
Mamrotowe myśli przerwały słowa czekoladowego nieznajomego.
- Witaj. Kim jesteś? Zgubiłeś się?
Kremowy podszedł odrobinkę bliżej, umyślnie nie pokazując całej niepełnosprawnej łapy. Przecież nieznajomy mógłby to uznać za jego słabość i zacząć z niego drwić, prawda?
Przez dłuższą chwilę patrzył w oczy starszego, aż zawstydzony swoją śmiałością spuścił wzrok.
- N-nażywam szie Mamrot... – wybełkotał wreszcie. – I n-nie żgubyłem szie... Szukałem pajęczyn... A pan... kim pan jest? – zapytał nieśmiało.

<Jeżowa Ścieżko?>

08 lutego 2021

Od Mamrota

Słońce przyświecało swoimi promieniami, gdy kremowy kocur po cichu skradał się do niczego nieświadomego królika. Mamrot trafił tu całkiem niedawno, gdzieś przy początku Pory Nowych Liści. W duchu przyznawał, że przyjemnie było wyjść z ciemnego lasu na jakąś otwartą przestrzeń, jednak nie znaczyło to, że łatwiej mu było złapać zwierzynę. Bynajmniej! Tutejsze długouche futrzaki, choć smaczniejsze od lichej myszki, to zmuszały go do najmniej lubianej czynności: biegania. Nie dałabym rady policzyć, ile razy zamiast świeżego mięska zasmakował ziemi podczas wywrotki... Jednak z głodem się nie dyskutuje i lepiej się cały czas przewracać, niż iść spać głodnemu.
W pewnym momencie Mamrot dostrzegł, że szary futrzak zastrzygł swoimi długimi uszami i kilkakrotnie zawęszył. Czyżby go wyczuł? Kremowy kocur niemal przywarł brzuchem do ziemi, będąc gotowym do rzucenia się w pogoń za zwierzyną. Nie pozwoli mu uciec, nie!
Minęło parę uderzeń serca.
I jeszcze kilka...
...w tym momencie królik zaczął uciekać.
Krzywoszczęki wybił się w powietrze, próbując nadrobić choć część drogi, jaką zdążył już pokonać długouchy. Trochę niezgrabnie wylądował, prawie tracąc równowagę, ale w chwilę potem starał się pędzić za zwierzakiem, ile tylko miał sił w łapach.
Serce Mamrota dudniło, oddech mu przyspieszył. „Nie tym razem, kupo futra!” pomyślał, starając się przejść lekko na ukos i zajść uciekiniera od boku. Cóż, niestety nie był to zbyt przemyślany pomysł, bo futrzak nagle zmienił kurs i czmychnął do pobliskiej norki, znajdującej się... tuż na wprost biegnącego kocura. Mamrot zorientował się, co jest grane, ale o uderzenie serca za późno.
- Nieeeee! – miauknął przerażony, próbując zahamować łapami. – Stoooop!
Niestety, zareagował odrobinę za późno.
BUMS!
Mamrot lekko uchylił oczy, zaciśnięte do tej pory za strachu. Ostrożnie się rozejrzał. Żył, dzięki łaskawości losu. Odetchnął z ulgą. Nie wliczając paru otarć, tym razem mu się upiekło! Pozbierał się, żeby wstać na cztery łapy.
I wtedy dopiero zauważył, że nie był tam sam.
Nieopodal przyglądał mu się nieznany mu kot. Mamrot poczuł zażenowanie. Świetnie, wygłupił się przy innym kocie, nie mogąc upolować zwykłego królika! Nieznajomy zaczął zbliżać się w jego stronę. Chwila... Nie, nie nieznajomy, tylko nieznajoma. Była coraz bliżej.
Kocur nie był pewien, jak zareagować. Przez długi czas nie miał kontaktu z innymi kotami, nawet za kocięcia nie wdawał się zbytnio w rozmowy z innymi. Przełknął cicho ślinę.
- K-kim jestesz? – bąknął wreszcie, przekształcając lekko wyraz przez swoją krzywą szczękę.

<Burzowa Nocy?>