BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alga x Zimorodek x Srocza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alga x Zimorodek x Srocza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2024

Od Zimorodek (Zimorodkowej Łapy) CD. Sroczej Gwiazdy i Algi (Algowej Łapy)

*Trochę czasu przed mianowaniem*

Zimorodek była razem ze swoimi siostrami i babcią Sroczą Gwiazdą nad wodą. Pogoda była przyjemna, spokojny wiaterek rozwiewał im futerka, gdy pluskały się wesoło w wodzie. Babcia opowiadała im śliczną bajko-historyjkę o motylach, paziach królowej. Wszystko było idealne aż do czasu, gdy Alga wspomniała o odejściu ich kochanej mamy. Zimorodek już wiedziała, że nie skończy się to dobrze i już układała w główce tłumaczenie na setki dziwnych pytań siostry lub w razie jakby czegoś nie zrozumiała i okazało się że z tym również całe życie żyła w błędzie.
- Babciu! Kwiatek mi się rozmazał - pisnęła w końcu Alga, bardzo przejęta. - Można przy okazji dodać Płotce, bo nie miała ostatnio! Można wszystkim dodać! - dodała.
Zimorodek dojrzała subtelną reakcję babci i sama się spięła. Alga widząc reakcję babci, też wyglądała jakby czekała na najgorsze. No nic, są ci co brudzą i ci co muszą po nich sprzątać, Alga jak widać nie umie się z tego ładnie wywinąć, więc Zimorodek musi to zrobić za nią, jest tu najbardziej inteligentną jednostką.
- Algo, nie możemy namalować wszystkim znaku lotosu na głowach, ten znak otrzymują tylko potomkowie naszej babci, Sroczej Gwiazdy. W dodatku Płotka nie może go mieć, ponieważ jest czekoladowa, a czekoladowa maść, jak z resztą powinnaś wiedzieć, jest gorsza od pozostałych, a poza tym najładniejsza też nie jest. Bez urazy Płotko - powiedziała do siostrzyczki, która zwiesiła główkę i wbiła spojrzenie w białe łapki. - Poza tym, jakby każdy miał znak lotosu, czyli kwiatka, jak go nazwałaś, to kto by się wyróżniał Hę? Nie wiem czy dobrze wytłumaczyłam, ale chyba jakoś tak, prawda babciu? - spytała się odwracając główkę wpatrując się w zielone oczy Sroczej Gwiazdy.

*Nieco później, już po mianowaniu, w porze nagich drzew.*

Siedziały sobie wszyscy razem, Zimorodkowa Łapa, Algowa Łapa, Mandarynkowa Łapa, Płotkowa Łapa i Srocza Gwiazda, babcia całej czwórki. Tak jak parę księżyców, wschodów słońca temu, czy kiedyś tam po prostu słuchali ciekawych opowieści babci. Teraz już nie były kociakami, teraz już są uczennicami, ale jedno się nie zmieniło, nadal są wspaniałą rodziną i nadal lubią spędzać czas razem - bynajmniej tak się Zimorodkowej Łapie wydawało, jednak to zawsze do czasu aż Alga, teraz już Algowa Łapa czegoś nie palnie. 
Siedziała i uważnie przypatrywała się otoczeniu. Zobaczyła jak Algowa Łapa bierze trochę śniegu z zaspy obok, ugniata go w prowizoryczną kulkę, po czym…
- AAAA KTO RZUCIŁ WE MNIE ŚNIEGIEM! - rozległ się wrzask Mandarynkowej Łapy, która pośpiesznie zaczęła poprawiać sobie futerko w miejscu, w którym została trafiona śniegiem i jej pięknie ułożone futerko stało się mokre. Ułożenie i porządek w jakim się zazwyczaj znajdowało, było teraz ostatnim określeniem do niego pasującym. Już była gotowa na słowotok Mandarynki, tłumaczącej sprawcy, że gdy tylko go znajdzie, dlaczego nie warto z nią zadzierać, gdy pocisk trafił jej prosto w pyszczek. Tego już za wiele. 
Z wyrazem pyska pokazującym jej bezgraniczne zadowolenie i wykazującym nutę bezczelności rzuciła w winowajcę kulką, którą toczyła pod łapą już od dłuższego czasu. To już nie była mała kuleczka. To już był pocisk większego kalibru. 
- „Ciekawe jak ci się podoba prezent Alguś” - pomyślała śmiejąc się w myślach. 
Jednak szybko swój uśmiech zamieniła na uroczy uśmieszek, by nikt nie daj Klanie Gwiazdy, nie pomyślał, że jest tak głupia, by dać się sprowokować, co to to nie, oddała Aldze, tyle wystarczyło by zabawa była dla niej wystarczająco fajna, poza tym, co mogłaby pomyśleć Babcia o takiej niemądrej wnuczce? „Miejmy nadzieję że Algowa Łapa nie będzie zawiedziona…” - pomyślała, nie poświęcając już więcej czasu na przemyślenia nad tym.

<Babciu?>
[560 słów]
[przyznano 11%]

07 czerwca 2024

Od Algi CD. Sroczej Gwiazdy i Zimorodka

Pociągnęłam cicho nosem, lekko się uspokajając. Kojący zapach znajomego dorosłego i szum wody jednak działają cuda na nerwy kociaka. Opanowawszy się, zastanowiłam się nad tym wszystkim jednak przez chwilkę. Czy dwa różne gatunki na pewno mogą być razem? To chyba jednak trochę dziwne. Może jednak ten świat jest dziwniejszy niż sądziłam, albo… Może to ja, Alga, byłam dziwna. Ta cała dawka emocji i przemyśleń sprawiała, że robiłam się lekko senna.
— Rozstali się… Tak jak my z mamą... — westchnęłam cicho. 
Ups, może nie powinnam.
Można było poczuć, jak atmosfera wokół lekko się zmieniła, a sama Srocza Gwiazda, czy też jej ogon nade mną, ledwo wyczuwalnie zesztywniała. Nie mogę pozwolić na zniszczenie sielanki takiego pięknego miejsca, muszę to teraz jakoś naprawić. Bądź odpowiedzialna! Myśl, Alga!
— Ale my nie jesteśmy paziem, więc kiedyś się zobaczymy z mamą! — dodałam szybciutko pocieszająco, mimo że mi samej było też teraz jakoś tak ciężko.
— To prawda — kiwnęła głową babcia, a ja od razu rozpromieniłam się.
Uznając swoje zwycięstwo i triumf w tej sprawie, pozwoliłam reszcie sióstr zasypać babcię coraz to dziwniejszymi pytaniami o motyle, a sama nagle zainteresowałam się bardziej taflą wody, która migotała do mnie zachęcająco. Podeszłam bliżej, mocząc łapy do połowy i zauważając po raz pierwszy swoje porządnie odbicie w wodzie. Z dołu patrzyła na mnie z uśmiechem mała czarno-biała kotka z lekko już rozmazanym symbolem na czole. Dotknęłam go leciutko łapą, najpierw w wodzie, potem na własnym pyszczku, badając jego ułożenie na ciele. Był rozmazany, bo brudziłam się i targałam swoje futro znacznie częściej od reszty (myłam je potem, ale niestety znaczek z krwi na tym cierpiał). Księżniczka, symbol ideału, ktoś lepszy, takie rzeczy słyszałam o sobie od reszty klanu. No ale choćby taka Zimorodek czy Mandarynka były przecież o niebo bardziej wyrafinowane ode mnie! Zroszyłam lekko wąsiki, próbując o tym pomyśleć. No, na pewno nie będę ideałem z takim czołem! Podbiegłam z powrotem do babci w podskokach, lekko ślizgajac się po drodze.
— Babciu! Kwiatek mi się rozmazał — pisnęłam przejęta. Było to w końcu bardzo ważne, a przynajmniej inni to tak traktowali.— Można przy okazji dodać Płotce, bo nie miała ostatnio! Można wszystkim dodać!
Srocza Gwiazda drugi raz tego dnia subtelnie spięła mięśnie na karku. O nie, znowu powiedziałam coś nie tak? Na samą myśl przewróciło mi się lekko nieprzyjemnie w brzuchu, pewnie rodzina w końcu się zdenerwuje i mnie wyrzuci! Będę musiała sama łowić kijanki i ślimaki na obiad, a legowisko dzielić ze szczupakami. To nie brzmiało zbyt dobrze. Może przy odrobinie szczęścia uda mi się nakryć się pierzynką splecioną z alg, jeśli nadejdą zimne dni. Nie chcę takiego życia, muszę coś ze sobą zrobić… Spojrzałam ze skrucha na wysoką kotkę. Znowu powinnam załagodzić to, co powiedziałam?

<Pomocy Zimorodku>

01 czerwca 2024

Od Sroczej Gwiazdy CD. Zimorodek i Algi

Pierwsze wschody słońca po śmierci Wirującej Lotki były dla całej rodziny królewskiej nadzwyczaj ciężkie, a szczególnie dla samych sierotek, które na świecie pozostawiła wojowniczka. Często o nią dopytywały, czasem nawet szukały jej w zakamarkach żłobka, wciskając noski i klinując swoje łapki w krzewinkowych szparkach. Mimo częstych odwiedzin kuzynów, ciotek, babci i ojca, a nawet niespokrewnionych z nimi kotów, smutne iskierki nadal pojawiały się od czasu do czasu w małych, powoli wybarwiających się oczętach księżniczek. Jednak były młode, a z samą matką nie zdążyły się zżyć, stąd w Sroczej Gwieździe nadal żyła nadzieja, że wkrótce cała czwórka stanie na łapki. Ona także szybko straciła matkę, w tym samym momencie, w którym została podrzucona na dawne tereny Klanu Nocy, jako niespełna kilku księżycowe kocię, obarczone niesamowitą odpowiedzialnością, położoną na jej barkach przez Łasiczy Kieł. Sama pamiętała, jak niegdyś matka była dla niej wszystkim. Każdym porankiem, wieczorem, snem, każdym posiłkiem czy polowaniem. Nadal chwilami czuła, że rodzicielka spoziera na nią z góry, swymi wąskimi, żółtymi oczami oceniając każdą podjętą przez nią decyzję.
Nieoczekiwany szelest wybudził ją z płytkiego snu. Para zielonych ślepi wbiła się w dwie, małe postaci, których plecy oświetlał delikatny blask księżyca.
– Babcia! – pierwsza krzyknęła Alga.
– Cześć Babciu! Czy mogłybyśmy u ciebie zanocować? – pisnęła Zimorodek, przestępując z łapki na łapkę.
– Plosimy!!! – dodała czarno-biała, podskakując w miejscu.
Wielkie, czarne źrenice wbiły się w odpoczywającą sylwetkę babki, trzepocząc przy tym rzęsami. Starsza westchnęła, rozchylając swoje długie przednie kończyny. Nie miała serca ani ochoty odsyłać wnuczek do żłobka.
– Dobrze, dobrze… – wymruczała sennie, kręcąc łebkiem.
Księżniczki radośnie zakwiliły, ochoczo korzystając z okazji ułożenia się pomiędzy łapami babki. Szybko wtuliły się w jej gładką sierść, a liderka poczuła, jak jedna z nich zaciąga się jej zapachem.
– Woah… Ładnie tu masz, babciu – skomentowała Zimorodek, rozglądając się na boki.
– Mmh… – przytaknęła Srocza Gwiazda, kładąc pysk na swoich łapach. – Dobranoc, kaczuszki… – dodała pieszczotliwie, chcąc wrócić do snu, z którego chwilę temu ktoś ją wybudził. Nie była już taka młoda, nie mogła sobie pozwolić na zarywanie cennych nocy.
– Dobranoc babciu, dobranoc Algo!
– Dobranoc! – zawtórowała siostrze liliowa.
Nastała chwila ciszy. Kocięta zaczęły powoli układać się do snu, a Alga wcisnęła się pod brodę zielonookiej, szukając ciepła. Na zewnątrz słychać było ciche pochrapywanie Czaplego Tańca oraz typowy dla Klanu Nocy, szum opływającej wyspę wody.
– Nie jesteś zła, że uciekłyśmy, babciu? – milczenie przerwała Alga, ze stęknięciem wyczołgując się nieco spod przygniatającej jej bródki.
– Nie… – odpowiedziała sennie liderka, mlaszcząc ze zmęczeniem.
– Jesteś pewna?
– Mhm…
– Ani troszeczkę?
– Tak…
– Ani w najmniejszym, najtyćniejszym stopniu?
Srocza Gwiazda machnęła ogonem, w głowie już szykując poranną reprymendę dla Kotewkowego Powiewu za niedopilnowanie swoich siostrzenic.
– Ani w najmaluśniejszym, najpchlejszym, najmaciupniejszym stopniu… – zapewniła wnuczkę.
– To dobrze – powiedziała ucieszona, a po legowisku lidera rozległo się głośne, zadowolone mruczenie księżniczek.
***
Poranek rodziny królewskiej był pełen wrażeń, ponieważ tuż po wzejściu słońca, po obozie biegała w panice niewyspana piastunka, nawołując imiona dwóch zbiegłych zeszłej nocy księżniczek. Jednak nawet po odnalezieniu zgub, nie mogła sobie pozwolić na chwilę ulgi, a matka bardzo dosadnie skrytykowała jej sposób pilnowania przyszłości klanu. Otrzymała ona chwilową przerwę na przemyślenie swojego zachowania oraz pożywienie się, podczas gdy Srocza Gwiazda zabrała całą czwórkę wnucząt między przybrzeżne szuwary, aby miały szansę lepiej zapoznać się z wodą, która na ich szczęście w tym miejscu była bezpiecznej dla kocięcia głębokości. Sama siedziała na mieliźnie, czując, jak chłodna woda obmywa jej starzejące się łapy. Trzcina była gęsta, tworząc nieugiętą ścianę, chroniącą obóz przed silnym wiatrem, zimnem oraz drapieżnikami, które mogłyby chcieć zapolować na młodego kota. Od czasu wypadku Pchlego Nosa, w którym to kocur został porwany przez wydry, miejsce to stało się o wiele lepiej strzeżone, często odwiedzane nie tylko przez mieszkańców żłobka, ale także spragnionych lub szukających prywatności wojowników. Wokół mielizny trawa była intensywnie zielona, chętnie korzystając ze stałego dostępu do wody. Porą Nowych Liści, “kącik zabaw”, jak niektórzy go żartobliwie nazywali, był najurodziwszy, pełen świeżych trzcinek, a nawet małych kijanek i innych żyjątek, na których kocięta mogły odbywać pierwsze nauki łowienia.
– Babciu, babciu spójrz! – krzyknęła Mandarynka, pyszczkiem wskazując na nadlatujące stworzenie.
Kocica, idąc za spojrzeniem grzecznie siedzącej przy niej potomkini, skierowała swoje ślepia ku niebu. Pozostała trójka chlapiących się księżniczek także przystanęła, z uwagą przyglądając się motylowi, który raczył je odwiedzić. Blado żółty motyl, z czarną siateczką pokrywającą jego skrzydła, których dolna partia była charakterystycznie postrzępiona oraz przyozdobiona małą, szkarłatną kropeczką, która na myśl przywodziła kropelkę krwi. Srocza Gwiazda pełnym gracji ruchem uniosła łapę do góry, wysuwając z ukrycia jeden z jej jaśniejących w promieniach dnia pazur. Motyl nieśmiało zatrzepotał skrzydłami, przysiadając na wyciągniętej w jego kierunku kończynie.
– Jakie ładne… Co to? – spytała Zimorodek, przysuwając się bliżej babci.
Razem z pozostałą trójką rodzeństwa okrążyły starszą, z oczami pełnymi dziecięcej fascynacji wpatrując się w kolorowego owada.
– To motyl. Paź królowej – wyjaśniła Srocza Gwiazda, pozwalając mu na wędrówkę wzdłuż jej obnażonego szponu.
– A czemu się tak nazywa? – miauknęła Alga, próbując po siostrach wspiąć się wyżej i tym samym zyskać lepszy widok na nową istotę.
Srocza Gwiazda zamyśliła się.
– Ponieważ był najbliższym towarzyszem królowej. – wyjaśniła ze spokojem, pozwalając swojej łapie nieznacznie opaść niżej, aby kocięta miały lepszy widok na trzymanego przez nią motyla.
– A czy królowa nie powinna mieć swojego… Swojego kró… Królika? – zastanowiła się Zimorodek, na której pysk wstąpił wyraz głębokiej zadumy.
Liderka uśmiechnęła się słabo, wywracając oczami.
– Królików w to nie mieszajmy! – poprosiła Srocza Gwiazda. – Cóż… Istniał kiedyś motyl, który szaleńczo zadurzył się w młodej królowej mrówek. Poznał ją jeszcze kiedy posiadała mieniące się wieloma barwami skrzydła i swym pięknem cieszyła niebiosa. To była miłość od pierwszego wejrzenia, jednak nigdy nie miała prawa bytu. Oboje od początku mieli przypisany sobie los, do tego każde z nich należało do innych światów. Motyl, nie mogący żyć bez wolności w rozległych przestworzach oraz mrówka, nie będąca w stanie żyć poza podziemnymi norkami. Wtedy jeszcze księżniczka, musiała pozostać wierna mrowisku i wypełnić swoje przeznaczenie, dbając o kolonię. Po stracie skrzydeł opadła na ziemię i schowała się w jej wnętrzu, w mrocznych odmętach tuneli kopca, by już nigdy nie spotkać ukochanego pazia. Ona wypełniła swoje przeznaczenie, jednak zrozpaczony i rozgoryczony motyl nie był w stanie pogodzić się z utratą królowej. Dniami i nocami przemierzał łąki i lasy, lecąc tuż nad ziemią, szukając swojej muzy. Było to jednak coś wbrew jego powołaniu, bo przecież motyl powinien latać wysoko, pośród kwiatów i drzew. Pewnego dnia wybrał się nad rwącą rzekę, w której spostrzegł postać do złudzenia przypominającą jego niegasnącą miłość. – kontynuowała kocica, obracając pazur, po którym wędrował motyl – Obniżał swój lot i obniżał, niebezpiecznie zbliżając się do tafli, ale widząc coraz wyraźniej, jak mu się zdawało, sylwetkę mrówczej królowej, za którą tak szaleńczo tęsknił. Przez jego obłąkanie nie zdał sobie sprawy aż do ostatniej chwili, że to, co widział w wodnych odmętach, było tylko i wyłącznie jego własnym odbiciem. Tak więc, kiedy jego delikatne, cienkie skrzydełka zetknęły się z powierzchnią wody, było już za późno na ratunek, a rzeka pochłonęła go, wciągając w muliste głębiny. – zakończyła opowieść kocica – Dlatego nazywamy go właśnie paziem królowej.
Nastrój w kąciku zabaw uległ zupełnej przemianie.
– I… i już nigdy się nie zobaczyli? – spytała drżącym głosem Mandarynka.
Srocza Gwiazda pokręciła głową.
– Ale-ale to smutne! – załkała Alga, przywierając do łapy babci. – A co z nim? Czy on też odejdzie? – dodała, chlipiąc u stóp starszej.
Czarny ogon nakrył płaczące kocię, kojąco gładząc je po grzbiecie.
– Może… A może nie. Kto wie? – odpowiedziała niejednoznacznie, pozwalając motylowi odfrunąć – Jednak nieważne co się z nim dalej stanie, przynajmniej teraz mieliśmy okazję go podziwiać, a to coś dobrego, racja?
<Nie płaczcie aniołki>

23 maja 2024

Od Zimorodek do Sroczej Gwiazdy i Algi

Zimorodek smutno było bez mamusi. Bardzo smutno. Ciocia taka zła nie jest, ale ona chciała do mamy. Mama była super. A kto jeszcze jest super? Babcia! Zimorodek chciała do babci. Babcia Srocza Gwiazda jest super. Jest przywódczynią Klanu Nocy, ma swoje własne legowisko i jest bardzo, ale to bardzo mądra. Zimorodek też kiedyś taka będzie. Jak będzie miała bardzo dużo księżyców, tak dużo jak babcia, będzie bardzo mądra. Na razie ona ma… jeden? A może dwa księżyce? W każdym razie mało. A babcia ma… jeden, dwa, trzy, cztery, osiem, dwanaście, pięć… Zimorodek nie wie ile. W każdym razie bardzo, bardzo dużo i ona nie potrafi tego sama policzyć. Tak czy siak, jak widać, babcia jest super i Zimorodek chce do niej. Może pójdzie do niej do jej legowiska i będzie z nią mieszkać? Tak! To bardzo dobry pomysł! Weźmie ze sobą Algę! Gdzie jest Alga?
- Algo, gdzie jesteś? - syknęła cicho, by nie obudzić wszystkich. Na jej słowa za Mandarynką wyłoniła się dymno-biała główka jej siostrzyczki oznaczona znakiem lotosu oczywiście, mrugając zaspana powiekami ładnych brązowych oczu.
- Co się dzieje Zimorodku? - zapytała ją siostra.
- Mam doskonały pomysł! Wybierzmy się na nocowanie, do legowiska naszej kochanej Babci! - powiedziała z entuzjazmem z zadowoleniem, na jaki pomysł wpadła. - Będzie fajnie!
- No nie wiem… a Babcia nie będzie zła, że przychodzimy jej do legowiska?
- Dlaczego miałaby być! Taka Babcia nie obrazi się, że przyszliśmy do niej na nocowanko! Chodź Algo!
- Jupi!!! To zróbmy to! A kiedy to robimy?
- Cii, nie mogą nas przecież wszyscy słyszeć! - syknęła. - Dzisiaj! Zaczekamy, aż ciocia Kotewka będzie spać i idziemy!
- Ale ja nie wiem, czy dam radę tak długo nie spać…
- Dasz radę! A jak nie to cię obudzę.
Czekały, czekały i czekały aż będzie dobry moment, by pójść do Babci. Najpierw Alga ziewała, jakby miała ją połknąć, potem kleiły jej się oczy, aż w końcu Zimorodek została sama na warcie.
No trudno - pomyślała. - Nie wszyscy mają na tyle silną wolę, by nie spać…
W końcu dało się już słyszeć chrapanie ciotki. Cicho wstała i podeszła do Algi, po czym pacnęła ją swoją liliową łapką w jej czarne ucho.
- Chodź Algo! Ciocia już śpi! - syknęła. - Co w sumie słychać po jej chrapaniu - zachichotała.
- Idziemy?! Już!? Teraz?! Super! - Jej siostra wymówiła to tak szybko, że w sumie mało kto by zrozumiał, co mówi, przy tym podskakując.
- Cichaj! Bo ją obudzisz i nici z naszego planu!
- Dobrze! - Jej siostra powiedziała to już ułamek tonu ciszej z szerokim, słodkim uśmiechem.
Wyszły cicho ze żłobka, ona prowadziła. Tylko bądź cicho Zimorodku by nikt was nie usłyszał i pilnuj swojej głośniej siostry, by was nie wydała - pomyślała.
- Na miłość boską, błagam się Algo bądź ciszej! Jesteś tak głośna, że usłyszą nas nawet w samym Klanie Gwiazdy! - syknęła do siostry.
- Dobzie - odpowiedziała jej siostra, obdarzając ją jeszcze raz tym swoim uroczym uśmieszkiem.
Doszły do legowiska Babci względnie cicho i chyba nawet nie budząc nikogo. Brawo Algo, cóż za osiągnięcie! Nikogo nie obudziłaś! - pomyślała, w sumie trochę naprawdę gratulując siostrze, bo jak na nią był to nie lada wyczyn.
Wyślizgnęły się cicho do legowiska Babci i napotkały wzrok jej pięknych zielonych oczu. Zimorodek też by chciała takie mieć…
- Babcia! - pierwsza krzyknęła Alga.
- Cześć Babciu! Czy mogłybyśmy u ciebie zanocować?
- Plosimy!!! - dodała Alga.
Wpatrzyły się błagalnie w Sroczą Gwiazdę swoimi pomarańczowymi i brązowymi oczami.


<Babciu, plosimy… Pozwól, chcemy nocowanko!>