BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Gwiazda x Łasiczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Gwiazda x Łasiczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2022

Od Szpetnego Pyska (Łasiczego Skowytu) CD. Mrocznej Gwiazdy

- Musimy porozmawiać. - zabrzmiał nagle głos kocura. 
Arlekinka siedziała bezczynnie prawie na środku obozu. Miała zamiar się wybrać po mech na posłanie, jednak jej plany zostały szybko rozwiane przez nagłą obecność ojca tuż obok niej. 
- Znów coś ze mną nie tak? - rzuciła unikając kontaktu wzrokowego, ostatnie wydarzenia w ich relacji coraz bardziej sprawiały, że młoda wojowniczka gorzej spoglądała na vana.
Mroczna Gwiazda zmarszczył brwi i strzepnął ogonem, nie odwołując się do jej słów.
- To już czas, by powoli decydować o potomstwie, nie sądzisz? Jesteś już dorosła i samodzielna, a ja chcę mieć wnuki. Rozmawiałem już z Trójoką Wroną.
Co zrobił? Żartował sobie chyba. Ona i ten nudny kocur, który jedynie robi za marionetkę kultu? 
- Po co z nim rozmawiałeś skoro chodzi ci o mnie? - syknęła jak najłagodniej w jego stronę, by starszy się nie zdenerwował.
- Bo on też będzie brał w tym udział - warknął. - Z tobą rozmawiałem już księżyce wcześniej, ale jak widzę wciąż nie podjęłaś żadnego kroku. Rozmawiałaś z Irgą?
Szylkretka nie chciała mówić ojcu ile tak naprawdę czasu poświęciła na rozmowę z Irgowym Nektarem, a nie było go zbyt wiele.
- Coś tam rozmawiałam - przyznała. - Jakoś dalej nie czuję, że to dobry pomysł.
- Nie obchodzi mnie, co czujesz - mruknął w odpowiedzi, krzywiąc pysk. - Każda kultystka to robi i żadna nie marudziła. Z wyjątkiem ciebie.
A ten jak zwykle się unosił i szedł w zaparte, ale może było w tym trochę racji? Ostatnimi czasy jedynie pogrążała się w jego oczach, a przecież to nie było to co chciała osiągnąć. 
- Tak jak mówiłam kilka księżyców temu, postaram się ciebie nie zawieść. Zrobię to. - miauknęła już nieco pewniej choć w jej tonie dało się wyczuć nutkę niepewności.
- Tego od ciebie oczekuję. Ale teraz nie wiem czego się po tobie spodziewać - mruknął, obrzucając ją oceniającym spojrzeniem. - Doceniłbym, gdybyś zrobiła to dla dobra kultu. Nie tylko dla mnie.
- Dobrze, dla dobra kultu. - burknęła zgorzkniale starając się utrzymać kamienną minę.
Jednakże po tych słowach szybko pożałowała tego co powiedziała, gdyż z za Mrocznej Gwiazdy pojawił się nagle Trójoka wrona, ewidentnie zniesmaczony tym, co musi zrobić, a mimo to ten kretyn się na to zgodził. 
- Chodźcie, zaprowadzę was w nieco bardziej ustronne miejsce. - zarządził lider. Dwoje wojowników popatrzyło po sobie i ruszyło za nim. Nieco dalej od obozu van znalazł odpowiednie dla nich miejsce i polecił by tam się udali. Łasica przełknęła ślinę wchodząc za kotarę z zarośli zerkając czy ojciec się gapi, na szczęście grzecznie czekał gdzieś w tyle. 
- M-miejmy to już za sobą. - syknęła w stronę czarnego. Ten skinął łbem i zajął się swoją działką. 

***

Niedługo po tym, co wydarzyło się między nią a Trójoką Wroną, lider zdjął jej karne imię przed całym klanem. Łasiczy Skowyt mogła odetchnąć z ulgą, bo nikt już nie miał prawa wypominać jej imienia Szpetny Pysk, chociaż takie perełki też się nieraz zdarzały. A jednak ta sytuacja nie dawała jej spokoju. Zamiast czuć ulgę, czuła jedynie rozczarowanie, dokładnie tak jak nazwała niegdyś Trójokiego - marionetką. Została właśnie marionetką kultu, inkubatorem do zrodzenia kolejnych kultystów Mrocznej Puszczy. To wszystko zostawiło tak wielki i trudny do wymazania ślad na jej psychice, że kotka zaczęła popadać w obłęd. Jesteś beznadziejna Łasico, dałaś się wykorzystać. Gdzie twoje stare ja? Ktoś do niej mówił, tylko nie wiedziała kto, a może tylko ona słyszała te głosy? Powinnaś się wstydzić tego czym się stałaś. 
- Zostawcie mnie! - krzyknęła sama do siebie, co sprowokowało parę podejrzliwych spojrzeń w jej stronę. Wzięła głęboki wdech i odetchnęła z ulgą. - Spokojnie Łasico, to tylko twoje własne myśli, nic takiego.
Nie mogła tego znieść, tych dźwięków mieszających jej w myślach, ruszyła do legowiska królowych, chciała odpocząć. Zamknęła więc oczy próbując się skupić, nic jednak nie pomagało. 
Nie wierzyła w to co zrobiła jakiś czas temu. Może i odzyskała stare imię, ale czuła jakby straciła na godności oddając się jakiemuś losowemu kocurowi z klanu. Czuła się z tym źle, a jeszcze bardziej przerażał ją fakt, że w jej brzuchu rosną jakieś małe włochate kulki. Na samą myśl zbierało jej się na wymioty. Jak tylko dojrzała brata w oddali od razu gestem sugestywnego machnięcia ogonem chciała przywołać go do swojego boku. 
- H-hej Chłód. Jak tam? - zapytała niezręcznie się uśmiechając.
- Dobrze. Właśnie skończyłem trening wojowników. Coraz lepiej im idzie. A ty? Jak się trzymasz? Nie było cię dzisiaj na nim. Coś się stało?
- A jak myślisz co może być? - prychnęła oschle. - Myślałam, że wzrok masz dobry. Chodzi o k-kocięta.
Rudy van uniósł brew, patrząc na nią niedowierzająco. 
- Jakie kocięta? Z kim...? - starał się to zrozumieć.
- Gdzie ty się do cholery podziewałeś gdy ojciec zdjął mi karne imię przy całym klanie? - zamrugała z poirytowaniem oczami. - To nie jest ważne z kim!
- Możliwe, że byłem z Gęsią... - przyznał zaskoczony. - Nie rozumiem... Czemu się tak złościsz? Ja też poszedłem w krzaki, by zrobić kocięta dla ojca. Tylko nie wyszło. Może w twoim przypadku będzie podobnie - zasugerował
Skarciła go wzrokiem, może i się zmienił, ale jego poziom myślenia pozostawał najwidoczniej taki sam.
- No jasne, a psy potrafią latać. Wiesz przytyłam sobie tak o jak Spasiona Świnia bo zaczęłam wpieprzać piszczki. - fuknęła obrażona.
Zamrugał, bo najwidoczniej dotarło właśnie do niego, co chciała przez to powiedzieć. 
- Będę wujkiem? Gratulacje siostrzyczko. Nie spodziewałem się, że to się stanie tak szybko - przyznał szczerze. Gratulacje to coś, co chciała usłyszeć jako ostatnie.
- Ja się nie spodziewałam, że to się w ogóle stanie. I tak, będziesz, o ile te cosie we mnie przeżyją. Jednak... Chyba wujkiem na odległość.
- Nie za bardzo rozumiem. Jak na odległość? - Przekrzywił łeb. 
- Nie chcę tu żyć - wyszeptała. - Mam już tego po dziurki w nosie. Nie zamierzam być inkubatorem dla kolejnych marionetek naszego ojca! Pomóż mi Chłód, pomóż mi stąd uciec. Popadnę w obłęd w tym miejscu!
Wmurowało go i to totalnie. Wojownik stał tak jak słup, gapiąc się na nią przez chwilę. 
- Jak...? Jak ojciec się dowie to mnie wydziedziczy i wygna...
- Nie musi się dowiedzieć! Jesteś przez niego wyszkolony, wiesz jak sobie poradzić, wiesz jak mi pomóc bez plamy na wizerunku. A nawet jeśli ojciec będzie chciał się czegokolwiek dowiedzieć, powiedz, że psy mnie rozszarpały czy jakieś borsuki. Wymyślisz coś!
Położył po sobie uszy. 
- Przecież jak cię kiedykolwiek zobaczy to zrozumie, że go okłamałem. Łasico... Co ty wyprawiasz? Naprawdę to ojciec jest problemem? Nie rozumiem cię. Przecież od kocięctwa za nim szalejesz! - przypomniał jej o tym
- Ojciec jest moim autorytetem, znaczy był! Może dopiero teraz przejrzałam na oczy, a może jestem po prostu tak szalona jak nasza matka. Nie wiem. Nie obchodzi mnie to, czy mnie zobaczy, bo wiem że tak nie będzie. Znam na to sposób, ale ci o nim nie powiem. - miauknęła w nadziei, że uda jej się go przekonać.
- Nie porównuj się do tej zdrajczyni. Jesteś od niej znacznie lepsza. - Posłał jej pełne niepokoju spojrzenie. - Na pewno sobie poradzisz sama z kociętami? Czy zabijesz je, gdy się urodzą?
- T-to się okaże jeszcze - burknęła jakby nie wierząc we własne słowa. - W każdym razie nie mogę tu zostać, n-nie jestem w stanie. Dzisiaj w nocy będziesz stał na warcie prawda? Przepuścisz mnie? - spoglądała na niego błagalnym wzrokiem. - Proszę, jesteś moją jedyną nadzieją!
- Dobrze. Przepuszczę. - van wyglądał tak, jakby zrozumiał jej uczucie w tymże momencie. Czuła, że się rozumieją jak nigdy dotąd.
- Pamiętaj jednak, że on mi nie uwierzy w twoją śmierć. Będzie cię ścigał jak matkę. Jeżeli cię dorwie... Nie będę w stanie ci pomóc. - dodał po chwili zmartwiony.
- Obiecuję ci, że to się nigdy nie stanie. Odejdę, nie wiem jeszcze gdzie, ale nie zostanie po mnie ślad za którym będzie mógł podążyć - wyjaśniła kładąc kocurowi łapę na piersi, po kilku biciach serca zbliżyła się i otarła o jego bok. - Dziękuję Chłodny Omenie, jesteś najlepszym bratem jakiego mogłam kiedykolwiek mieć.
Rudy posłał jej lekki uśmiech, ocierając się o nią głową.
- A ty najlepszą siostrą. Dużo dla mnie zrobiłaś, to nie mógłbym pozostać ci dłużny. Mam nadzieję, że odnajdziesz swoje szczęście. Swoją drogę.
Nieprawda, jesteś najgorsza, zawsze byłaś. Nie zasłużyłaś sobie na takiego brata.
Nie przytaknęła mu, wiedziała, że to co mówił nie było prawdą. Była okropną siostrą, marionetką wykonującą polecenia ojca. Westchnęła cicho, a po krótkiej wymianie spojrzeń udała się w swoją stronę. 

***

Gdy księżyc górował na niebie szylkretowa rozejrzała się po obozie, nikogo nie było, wieczorne patrole już dawno wróciły, a na straży stał Chłodny Omen. Tak jak być powinno. 
Przełknęła ślinę i zerknęła w jego stronę próbując dać mu znak, że jest gotowa do opuszczenia obozu i terenów klanu już na zawsze. Zauważyła jak spojrzał na siostrę, która kierowała się w tą stronę. Widział ją ostatni raz. Przytyła co było widoczne. Właśnie miał zdradzić po raz kolejny ojca, lecz tym razem nie mógł dopuścić, by emocje nim zawładnęły i zdradzić się przed liderem. Siedział w bezruchu niczym posąg. Zamknął oczy. Droga ku wolności stała otworem.
Ostatnie ciepłe spojrzenie powędrowało w stronę brata, a gdy jej łapy przekroczyły granice obozu natychmiast zniknęła w gęstwinach zarośli. 
- Dziękuję, Chłodny Omenie. - wyszeptała do siebie uśmiechając się w duchu. Jej czas nadchodził wielkimi krokami, Nawet jeśli wyda na świat te kocięta, kto wie co się z nimi stanie. 
Udała się na południe, wędrowała dopóki wycieńczenie jej nie dopadło kończąc na granicy Klanu Burzy. Jeśli znajdzie ją patrol, to trudno. Nie zabiją ciężarnej, nie powinni.


31 października 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Łasiczego Skowytu (Szpetnego Pyska)

Po zabiciu samotnika spojrzał na córkę.
—Jedz, jeśli jesteś głodna.
— Na razie nie — odparła kotka po obmierzeniu pustym spojrzeniem leżące w śniegu ciało.
Nie protestował. Jeśli nie była głodna, to nie zamierzał wciskać jej mięsa na siłę. Wciąż jednak dobrze, aby się nie zmarnowało. Dlatego pozwolił innym kultystom się pożywić i sam oderwał kawałek od truchła, delektując się jego osobliwym smakiem. Nigdy nie rozumiał, czemu koty tak niechętnie podchodziły do kanibalizmu... To mięso było tym samym co mysz, co ptak, jedynie większe.


* * *
Leżał wygodnie na swoim legowisku, obmyślając kolejne plany co do przyszłości klanu; co do wszystkiego, z czym musiał się zmierzyć, aby zapewnić dobro i siłę miejscu, gdzie się wychował. Usłyszał kroki, ale nie odezwał się, dopóki znajomy głos pierwszy się o to nie upomniał.
— Echem. — odchrząknęła Łasiczy Skowyt. — Mroczna Gwiazdo, miałbyś chwilkę?
— Miałbym jej nie mieć dla swojej córki? — odparł spokojnie. — Wchodź. O co chodzi?
— Chciałam cię tylko poinformować, że kilka dni temu na granicy z Klanem Klifu spotkałam jednego z twoich synów. Kruka.
Podniósł wyżej łeb, zaintrygowany i wstał na łapy.
— Rozmawiałaś z nim?
— Oczywiście. Nie zmienił się bardzo. Arogancki i odklejony jak zawsze. Nawet mnie nie poznał!
— Jeśli nie widzieliście się od urodzenia, to się nie dziwię — mruknął. — Jak mu się żyje? Byłby z niego chociaż materiał na kultystę?
— Gadał coś, że ma wojownicze imię, ale już nie pamiętam. Najwidoczniej było tak beznadziejne że usunęłam je z myśli.
— Tyle dobrze, że Lampart go jeszcze nie zabił, bo w sumie mógłbym się tego po nim spodziewać. Chociaż... Jeśli nie jest chętny do dołączenia do nas, to jego los jest mi obojętny. — miauknął. — Liczyłem jednak, że z tego spotkania wyniknie coś więcej. Zebrałaś jakieś dodatkowe informacje?
— Od Kruka niestety nie, ale muszę przyznać, że na ostatnim zgromadzeniu po rozmowie z jedną z wojowniczek Klanu Burzy mogę stwierdzić, że nie mają się najlepiej. A poza tym straszne z nich niedojdy, wyobrażasz sobie, że starsza wojowniczka prawie się przy mnie popłakała? — prychnęła z oburzeniem.
Skrzywił pysk.
— Żałosne. Za coś takiego na miejscu ich liderki nie puściłbym tej wojowniczki już więcej na zgromadzenie. Gdyby tylko u nas ktoś odpierdolił coś takiego... Właśnie dlatego wysyłam na zgromadzenia tylko silnych wojowników. Może oprócz Papli, ale na to nic więcej nie poradzę. To jednak bardzo dobra informacja, Łasiczy Skowycie. Dobrze jest poznać czułe punkty swoich wrogów. Wiesz, jaka to była wojowniczka? Nazywała się jakoś?
Wciąż pamiętał kilka Burzaczek, które miał okazję spotkać na swojej drodze. Był ciekaw, czy znał tą, o której mówiła córka.
— Czarna, już lekko osiwiała. Niestety nie przedstawiła się, bo tak się bała. Z resztą to nieistotne. Skoro Klan Burzy trzyma przy życiu takie porażki, to nie sądzę by byli silni.
— Nie we wszystkich przypadkach, moja droga. W naszym klanie także jest mnóstwo słabych jednostek, ale nie mogę ich wszystkich pozabijać, bo połowa klanu by wymarła, chociaż co po niektórych się pozbyłem. Nie należy przeceniać przeciwnika, ale nie należy także zaniżać jego możliwości. Bo w przeciwnym wypadku uznamy ich za zbyt słabych i okażemy się stratni. Po wrogu trzeba się spodziewać wszystkiego. Kręć się przy Burzakach, może dowiesz się czegoś ciekawego. Co mogłoby pójść na naszą korzyść.
— Właściwie to nie takie głupie ojcze - mruknęła kotka, oblizując pysk. — Ty to jednak masz łeb na karku, wiem że wiele zawdzięczasz Jastrzębiej Gwieździe, ale sam w sobie jesteś bardzo inteligentny. — przyznała.
— Niektórzy rodzą się głupcami, a innych Mroczna Puszcza odbdarzy inteligencją. Choć jedno to ją posiadać, a drugie wykorzystywać ją we właściwy sposób — odparł jedynie. — Dlatego liczę, że przekażesz moją wiedzę młodszemu pokoleniu. Wiesz, co mam na myśli? — miauknął wymownie, wylizując swoją łapę.
— Ja ehm — przełknęła ślinę, słysząc pytanie ojca na dość drażliwy wobec niej temat. — Wiem... Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? — skrzywiła pysk.
Wyczuł w niej niepewność. Tak znajomą, a jednocześnie tak daleką... Niepewność, którą już ktoś przy nim kiedyś doświadczył. I która nie zwiastowała nic dobrego.
— A ty nie? — zwrócił na nią wzrok, analizując jej reakcję. — Jesteś członkinią kultu, a w dodatku moją córką. Wiesz, czego się od was oczekuje. To twój obowiązek.
— Niby tak, ale jakoś wątpię, że nadaję się na matkę. Poza tym te małe ohydztwa mnie odrzucają. — fuknęła, kątem oka obserwując mimikę pyska kocura.
— Nie martw się. Wybiorę ci dobrego kompana, przy którym będziesz czuć się jak najbardziej komfortowo. Jestem w stanie dogodzić moim dzieciom — miauknął spokojnie, bez żadnej szczególnej emocji wymalowanej na pysku. — Na razie nie musisz o tym myśleć. Jeszcze dużo czasu przed tobą.
Szylkretka zlustrowała go oceniającym wzrokiem, po czym westchnęła cicho. 
— Obyś miał rację. — mruknęła, odchodząc od legowiska. 

* * *

Podszedł do córki w trakcie postoju. Usiadł obok niej, w cieniu jakiegoś liściastego drzewa. Jego wzrok nic nie mówił ani nie zdradzał, chociaż przez moment pozwolił sobie na błysk zawodu.
— Co się z tobą do cholery stało? Nigdy nie myślałem, że będę musiał kiedykolwiek dawać ci karne imię. Chłodowi? Z pewnością, ale nie tobie. Zawsze byłaś mądrzejsza, a teraz odpierdalasz coś takiego? Zawiodłaś mnie.
Kotka jedynie prychnęła cicho, unikając kontaktu wzrokowego.
— Odpowiesz wreszcie, czy będziesz milczeć przez wieczność? — warknął i zaraz strzepnął ogonem. — Tak. Taka właśnie jest twoja wdzięczność i lojalność. Jak dostajesz słusznie i sprawiedliwie po dupie, to tupiesz nóżką i strzelasz focha. Sądziłem, że masz w sobie trochę więcej inteligencji. Tym bardziej musisz wreszcie przydać się kultowi i odpłacić się za swoje żałosne zagranie. Nie myśl, że cię to ominie.
Córka zmierzyła go lodowatym wzrokiem, wzięła głęboki wdech i na spokojnie skonfrontowała spojrzenia.
— Nie uważam, że cokolwiek mnie ominie Mroczna Gwiazdo. W-wybacz mi, spartaczyłam sprawę i żałuję. — przyznała.
— Obiecuję, że przydam się jeszcze kultowi i klanu.
— Twoje obietnice na nic się zdadzą, jeśli puścisz je lekko na wiatr. Lepiej idź do Irgowego Nektaru i ucz się od niej, jak wychowywać kocięta, bo niedługo to tobie przyjdzie to robić. I tym razem mnie nie zawiedź. — prychnął. — Dobrze jednak, że żałujesz. Powinnaś.
— Postaram się — rzuciła sucho. — A tak poza tym, to w końcu uważasz że moje blizny szpecą mi pysk czy nie? — wypaliła nagle zmieniając totalnie temat rozmowy.
— To raczej nie mnie oceniać — mruknął szorstko. — Jeśli sama je docenisz, to będą piękne, a jeśli uważasz, że są szpetne, to takie pozostaną.
Kotka przewróciła tylko oczami.
— Dobra, zapomnij, że pytałam. Tak w ogóle to jest coś do zrobienia? 
Spojrzał na nią z lekkim zniesmaczeniem.
— Idź i przekonaj się, zamiast się mnie pytać. To ty powinnaś pilnować porządku i tego, w czym twoje łapy by się przydały. — odparł, odwracając się bezceremonialnie.
Córka fuknęła w odpowiedzi machając puchatą kitą na lewo i prawo.

*po dotarciu na nowe tereny*

Klan wciąż był zapracowany, chcąc stworzyć azyl bezpieczny dla Wilczaków. Omen nawet chwilę sam pomagał przy robocie, ale nie zamierzał brudzić sobie łap na dłuższą metę, gdy nie musiał tego robić, dlatego udał się do swojej córki. Miał z nią do pogadania, nawet jeśli ostatnio ich stosunki znacznie się pogorszyły.
— Musimy porozmawiać.

<Łasica?>

12 sierpnia 2022

Od Łasiczej Łapy (Łasiczego Skowytu) CD. Mrocznej Gwiazdy

*opowiadanie zawiera wzmianki o kanibalizmie i krwi*

Po treningu Łasicza Łapa została pozostawiona przez Sosnową Igłę w legowisku uczniów. Arlekinka jak każdego dnia chwilę droczyła się z bratem po czym zabrała się za wieczorną kąpiel. Księżyc był coraz bardziej widoczny na ciemniejącym nieboskłonie, w porę zielonych liści widoczne by było jeszcze słońce. Trochę czasu upłynęło zanim Sosna pojawiła się ponownie u boku Łasicy. Jej mina nie zdradzała zbyt wiele, a jednak była zwiastunką czegoś co miało wydarzyć się w niedługim czasie.
- Chodź Łasicza Łapo. - Poleciła i machnęła ogonem dając znak do wymarszu. Chłodne powietrze mroziło kocie futra, z daleka w tym błyszczącym puchu uczennica dostrzegła swojego ojca. Obie kotki zbliżyły się do niego przedzierając przez zaspy.
- Jest gotowa. - miauknęła bura. Kocur zamruczał cicho, a spokojne spojrzenie skierował na córeczkę.
- Zatem czas się przekonać. - miauknął. Skinął głową i wolnym krokiem podążył do reszty zgromadzonych, którzy czekali przy wyjściu. Irga, Sosna, Stokrotka, Trójoki, Szczur, Chłodny, Gąsior. Odwrócili się w kierunku kotki lekko zdziwieni, po chwili jednak rozpoznali w niej córkę lidera. Mimo to, Łasica dojrzała nieprzychylne spojrzenia.
- Nie przestrasz się, Łasiczko. Twojego brata trzeba było ciągać siłą. - szepnął do niej, ocierając się lekko o jej bok. Wyglądał na dumnego. W końcu zabiła i skanibalizowała własną ciotkę. Ciekawe co zrobiłby Chłód na jej miejscu. 
- N-nie boję się. - Prychnęła, a mimo to w jej głosie wybrzmiała nutka zwątpienia. Prześwidrowała wzrokiem wszystkich zebranych przy okazji czując ciepło ciała ojca. Arlekinka mrużąc leniwie ślepia znów zwróciła się do ojca. - Czy coś jeszcze mam zrobić? - Zapytała tym razem pewniej. Nie wiedziała czego ma się spodziewać, w bardzo krótkim czasie wiele się zdążyło zadziać. 
- Ty... Jeszcze nie. Ale wszystko zależy od tego, jak sobie poradzisz. — odparł spokojnie. Dopiero gdy dotarli na miejsce, ustanęli w kręgu. Młoda zauważyła ojcowskie spojrzenie w stronę Chłodnego, tamten jednak odwrócił wzrok, czyżby wiedział co się zaraz stanie? Lider westchnął. Wkrótce podniósł głos, i rozejrzał się po zebranych. 
- Kulcie! Łasicza Łapa swoją odwagą pokazała, że zasługuje na dołączenie do naszego grona. Zabiła kota z zimną krwią, nie bała się także go zjeść. Jestem pewien, że to samo byłaby w stanie zrobić samotnikom. Miauknął, po czym rzucił łagodniejsze spojrzenie córce stojącej na przeciw niego. 
- Ja, Mroczna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka i lider kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowa przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
- Jestem gotowa. - Odparła, czuła niemały stres podczas tej chwili a do jej głowy napływały rzeki myśli. Jakie znamię? Nie pamiętała by rozmawiała o tym z ojcem bądź bratem. Chociaż faktycznie były rzeczy, które nie dawały spokoju.
- Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu. - Van zbliżył się do szylkretki i naderwał jej lewe ucho, a krew trysnęła brudząc jego pysk i podłoże.
- Auć! 
Zrobiła krok do tyłu z przerażeniem spoglądając na rzucony na ziemię kawałek jej ucha. Nerwowo trąciła łapą swoje ucho, które piekło niemiłosiernie. 
- Moje ucho! Moje cudowne ucho! - Syknęła prawie przez łzy, spanikowała. -Dlaczego?! - Jęczała dalej, zapominając że wzrok zebranych spoczywa na niej. Bardzo w tym momencie się upokorzyła.
Zaskoczone pyski kultystów spoczęły raz to na liderze, raz to na kotce. Ojciec też był zaskoczony. Wyglądał jakby zupełnie nie spodziewał się takiej reakcji. Sosnowa Igła ruszyła się z miejsca, ale kocur syknął na nią, ruchem ogona każąc jej zostać tam, gdzie stała. Podszedł do córki i wysunął pazury i uderzył kotkę przejeżdżając jej po pysku. Kolejna akcja, której tym razem to ona się nie spodziewała.
Twarde spojrzenie kocura nie miało w sobie litości. 
- Przerwałaś ceremonię - syknął do niej.
Czując ból narastający na pysku o dziwo nie zaczęła histeryzować jeszcze bardziej, lecz przycupnęła na śniegu i spojrzała w puch zabarwiony na czerwono jej krwią. Wzięła głęboki wdech i gdy tylko zebrała się na odwagę podniosła łeb w stronę ojca. Ten wyglądał jakby zaraz miał ją zamordować wzrokiem. 
- Przepraszam. - Wymruczała już spokojniej, negatywne emocje powoli ją opuszczały.
Lider odetchnął i przyłożył swój pysk do jej pyska, liżąc ją z rzadko spotykaną dla siebie delikatnością. - W porządku, moje słońce, jestem tutaj. Blizny dają ci siłę - wyszeptał do niej spokojnie i cofnął się do tyłu, kontynuując ceremonię. - Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, nadaję ci nowe imię. Łasicza Łapo, od dzisiaj będziesz znana jako Łasiczy Skowyt. Kocur odwrócił się i przycisnął swoją łapę do kałuży krwi, która wyciekła ze zwłok zabitego samotnika. Następnie odwrócił się do córki i zanim przycisnął, wyszeptał jej do ucha, wiedząc, jak panicznie nie lubiła się brudzić. - Spokojnie - miauknął, po czym odcisnął krwisty ślad na czole wojowniczki. Wszechobecna cisza w mgnieniu oka zmieniła się w wiwaty i skandowanie nowego imienia Łasicy. Słowa ojca lekko ją uspokoiły, na swoim łbie czuła woń krwi, która drażniła jej nozdrza. Chciała ją czym prędzej zmyć, ale wiedziała, że nie może ponownie się upokorzyć. 
- Łasiczy Skowyt - dodała pod nosem. - Podoba mi się.
- Cieszę się, że ci się podoba - miauknął jedynie. Sosnowa Igła z Irgowym Nektarem poderwały się, obwieszczając, że idą szukać samotników. Lider za to usiadł koło córki, opatulając ją swoim ogonem w oczekiwaniu, aż kotki przyniosą ofiarę. Zignorował zazdrosne spojrzenie syna, który odwrócił się do niego, gadając z Gęsią. Van natomiast otarł się o głowę córki, której czoło wciąż było zakrwawione. 
- Byłaś dzielna. - miauknął, lecz wyglądał na lekko rozczarowanego jej zachowaniem. - Niedługo zobaczysz, co robimy. Powinienem był wcześniej powiedzieć ci trochę o kulcie.
- To prawda, mogłeś. - Uśmiechnęła się do niego, ale szybko jej wzrok powędrował w stronę brata. Nie rozumiała co ten jej brat widział w Gąsiorze i nie zamierzała w to bardziej wnikać. Nie podobało się jej jedynie spojrzenie Chłodu, gapił się on bowiem tak na nich jakby zazdrość go rozpierała przez co jeszcze bardziej przylgnął do liliowego kocura. 
- W każdym bądź razie. Zabijamy samotników ku chwale Mrocznej Puszczy, i żeby dostać dodatkowe życia. Ten kult zapoczątkował mój mentor, Jastrzębia Gwiazda. Ja jestem jego następcą i dbam o to, co pozostawił mi w spadku. Polujemy na samotników, by dopełnił się cud Bezgwiezdnej Ziemi. Każdej nocy, przynajmniej raz na księżyc. - wytłumaczył. 
Ni stąd ni z owąd szylkretka dostała kawałem kociego mięsa w łeb. Uderzenie sprawiło, że prawie odbiła się na ziemię, na szczęście udało jej się utrzymać równowagę. Rzuciła Chłodnemu zimne spojrzenie nienawiści i jakby nigdy nic zignorowała to co właśnie się zdarzyło. Z resztą i tak nie chciała wdawać się w bójkę z bratem, gdy nadal piekło ją ucho. Wiedziała, że próbuje ją rozjuszyć. 
- Chciałabym, żebyś opowiedział mi kiedyś więcej o Jastrzębiej Gwieździe. Prawie go nie pamiętam.
Ojciec spiorunował syna wzrokiem i odwrócił się znowu do córki. - Cóż... Jastrzębia Gwiazda był wspaniałym mentorem. Był dla mnie prawie jak ojciec. Dużo mnie uczył. Jego treningi były bardziej wymagające niż większość, ale za to dzięki temu mogę szczycić się dobrymi umiejętnościami. To on pierwszy założył kult i dbał o klan, gdy mieliśmy problem z dzikami i Dwunożnymi wchodzącymi na nasze terytoria. W dodatku ukarał Kunią Łapę, wcześniej była Paplającą Łapą i nie mogła chodzić na zgromadzenia, bo nas zdradziła. 
Zaśmiała się gdy tylko usłyszała imię Paplająca Łapa. Brzmiało kompletnie niepoważnie. 
- Co takiego zrobiła?
- Rozgadała się, a co - prychnął. - Powiedziała jakiemuś Nocniakowi, że mamy problemy z dzikami i jesteśmy osłabieni. Całe szczęście mieli najwidoczniej miękkiego lidera, bo zbyt długo czekał z zaatakowaniem nas i skorzystaniem z okazji. Byliśmy pierwsi i odebraliśmy Nocniakom terytoria.
- Dużo się działo w takim razie. - Stwierdziła. 
Momentalnie zaczęła przyglądać się sylwetce ojca a następnie brata. Faktycznie byli bardzo podobni. Ciekawe do kogo ona była podoba? Matkę pamiętała jak przez mgłę.
Mroczna Gwiazda skinął głową i uniósł brew, prawdopodobnie zauważył, jak młoda przygląda się raz to ojcu, raz to bratu.
- Jesteśmy podobni?
- Właściwie nawet bardzo. - Uznała wzruszając ramionami. - ale charaktery to macie różne. 
Westchnął.
- Przekonanie tego bachora by stanął po naszej stronie jest ciężkie, ale jesteśmy na dobrej drodze.
Na horyzoncie można było dostrzec kotki, które wróciły z samotnikiem. 
- Patrz na to, córko. I się ucz - miauknął do niej, i wstał, podchodząc do kotek trzymających samotnika. Wyszczerzył kły i w mgnieniu oka przegryzł tchawicę kota, który padł martwy na ziemię. Spojrzał na córkę. - Jedz, jeśli jesteś głodna. 
Zmierzyła wzrokiem leżące w śniegu ciało. 
- Na razie nie. - oznajmiła bez większych emocji.
Mianowanie w kręgu kultystów minęło bez zbędnych przedłużeń, a za dnia miało miejsce bardziej oficjalne mianowanie tym razem przed całym klanem.

<Łojciec?>

10 sierpnia 2022

Od Mrocznego Omenu (Mrocznej Gwiazdy) CD. Łasiczej Łapy

 Wojownik prześwidrował ją spojrzeniem. 
— Mam nadzieję, że masz choć trochę więcej oleju w głowie niż twój brat i nie będę musiał ci pomagać. Jesteś kotką, więc wykorzystaj swoje atuty zbliżając się do Wielkiej. Została twoja mentorką, więc zapewne ma do ciebie jakąś sympatię.
— Oczywiście ojcze. — skinęła głową z szacunkiem. Chwilę tak siedzieli w ciszy, gdy w końcu córka rozejrzała się po obozie i spokojnie zapytała. — A jak idzie mojemu bratu? 
— Uparty jak osioł, ale dobrze się uczy — mruknął. — Gdyby nie upodobania obecnej liderki, byłby już gotowy do mianowania.
— Doprawdy? Myślałam, że sobie nie radzi — stwierdziła z marszu. — W sumie i tak jestem od niego lepsza.
— Radzi sobie, póki co. — miauknął i posłał jej ostrzejsze spojrzenie. — Tutaj nie chodzi o to, kto będzie lepszy, córciu. Liczy się po prostu wasza siła i wytrzymałość.
— Dobrze, rozumiem ojcze i przepraszam. — kotka położyła po sobie uszy.
— Mhm — odparł. — Dbajcie o siebie, macie się nawzajem bronić, a nie pozabijać.  Ale pilnuj go. Ty jesteś od niego mądrzejsza, mimo, że jest starszy.  Potrzeba więcej łap, żeby wbić mu coś do mózgownicy.
— A właśnie... Wybacz, że pytam, ale co z Mrozem i Krukiem? — zapytała niepewnie, 
Zmierzył ją długim spojrzeniem, wysuwając pazury.
— Klan Klifu ich sobie przywłaszczył. Pchlarze — warknął. — Byli chociaż porządni?
— Kruk wydawał się być całkiem spoko, ale z Mroza klifiaki zrobiły totalną kluchę. — stwierdziła oblizując łapę.
— Nie dziwię się. Nawet ich przywódczyni jest miękka. Nie nadaje się na tą pozycję. Na jej miejscu od razu bym zaatakował, zamiast pierdolić się w tańcu i próbować rozwiązać sprawę kompromisowo. Mieli dobrą porę, silnych wojowników, odrobina taktyki i mogliby nic nie stracić. Ale to ich strata. Niektórzy są głupi od urodzenia.
Szylkretka zerknęła na ojca spode łba unikając dyskretnie kontaktu wzrokowego. 
— Masz rację, ja się nigdy tam nie czułam jak w domu. — miauknęła jakby pewniej.
— Bo to nigdy nie był twój dom. Tobie nie zdążyli przestawić mózgu.
— Bo w przeciwieństwie do braci pamiętałam dom, widzisz ojcze. Miałam przebłyski jeszcze z wczesnego dzieciństwa, nie zapomniałam o tobie tak jak oni.
Tak. Miał tego świadomosć. I doceniał to.


* * *
Odwiedził córkę. Chłodny Omen już niejednokrotnie stawał do walki. Teraz czas sprawdzić, czy to Łasica była gotowa na przystąpienie do kultu.
— Witaj, córko — miauknął do niej. — Mam nadzieję, że skończyłaś już dzisiaj trening.
— Owszem, Sosnowa Igła pokazywała mi parę trików w zakresie samoobrony, a co?
— Jesteś już prawie dorosła, a więc musisz dorównać swojemu bratu — miauknął, odwracając się i zaczynając iść wolnym krokiem w kierunku wyjścia z obozu. —  Mam dla ciebie niespodziankę.
— Doprawdy? — przekrzywiła łeb pytająco, po czym szybko ruszyła z miejsca, by dorównać liderowi kroku.
— Oczywiście. — prowadził ją przez las, aż nie doszli blisko granicy z klanem klifu. Strumień wydawał z siebie uspokajający szum. Tam właśnie dostrzegł sylwetkę swojej siostry. Wiedział, że tam będzie. Umówił się z nią na to spotkanie. Żałosne. Tak jak ona sama. Nigdy nie lubił tej wywłoki. Była naiwna, wierząc, że naprawdę kiedykolwiek ją kochał.
— Och. nie spodziewałam się, że przyprowadzisz swoją córkę — mruknęła i skierowała na niego swój wzrok, który znacznie spoważniał. — Nie wiem o czym chciałeś rozmawiać, ale słuchaj. To co robisz nie jest w porządku. To nie jest sposób na rządzenie. To.... — van bez słowa rzucił się na własną siostrę, łapiąc jedną z jej przednich kończyn. Wygiął ją, czując strzyknięcie łamanej kości. Widział, jak Las próbuje się podnieść, a zamiast tego jedynie syknęła z bólu, gdy osunęła się na połamaną kończynę.
Skierował wzrok na swoją córkę, odsuwając się od przerażonej i zaskoczonej kotki.
— Zabij.
Arlekinka kilka razy zamrugała, a jej źrenice momentalnie się zwęziły. Spoglądała to raz na niego, raz na czekoladową szylkretkę. Uczennica wreszcie przełknęła ślinę i niepewnie podeszła bliżej.
Pomarańczowe oczy błagalnie wpatrywały się w dwójkę kotów.
Przywódca charknął, wysuwając pazury.
— Nie rób tego, błagam!  Łasicza Łapo! Nie musi... — błagania Leśnego Futra drażniły jego uszy.
Przerwał kotce, uderzając łapą w ziemię.
— ZAMKNIJ SIĘ WRONIA STRAWO — wypalił, rzucając ostre spojrzenie córce. — Zabij ją. Już.
Jego córka zdawała się stać jak wryta, jednak chwila wystarczyła by ochłonęła. Mrożące spojrzenie przeszywało wojowniczkę na wylot. Z ponurym wyrazem twarzy i brakiem jakiejkolwiek duszy w jej oczach młoda nawet nie potrzebowała kilku bić serca by znaleźć się przy gardle ofiary. Zaciskając swe zęby na konającej kocicy przebijała jej tchawicę, z której zaczęła sączyć się szkarłatna ciecz. W mniej niż kilka chwil pysk terminatorki zabarwił się na czerwono razem z szyją ofiary. Ta dalej dusiła ją aż do ostatniego tchnienia aż w końcu ślepia biednej istoty zamgliły się.
Mroczna Gwiazda uśmiechnął się, mrucząc gardłowo pod nosem.
— Dobra robota, córeczko. Zawsze wiedziałem, że się nadajesz — rzucił. — Obmyj się z krwi tego lisiego łajna. — splunął.
Uczennica puściła kark Leśnego Futra, usiadła i oblizała się po swoim czynie. Arlekinka siedząc teraz przy martwym ciele zaczęła wylizywać dokładnie swoje futro. Wszędzie wokół nich unosił się ostry smród kociej krwi.
*uwaga, dość mocno opisany kanibalizm*

21 lipca 2022

Od Łasiczej Łapy CD. Mrocznego Omenu

Minęło kilka dni odkąd wróciła do klanu, w którym się urodziła. Bardzo szybko feministyczny rząd kotek znalazł jej miejsce wśród uczennic, a jej mentorką została sama przywódczyni całej tej propagandy - Wielka Gwiazda. Ta informacja nie podobała się mimo wszystko Łasicy, gdyż nie chciała by jej ojciec był traktowany w gorszy sposób, nie obchodziły ją inne kotki, dla niej były jedynie nic nie znaczącym plebsem. Atmosfera w obozie wydawała się być spokojna, Łasica uniosła właśnie swoje ciało by ruszyć do legowiska liderki. Dzięki pośpieszności szybko znalazła się w miejscu jej spoczynku, zerknęła do środka i spostrzegła tam kocicę pławiącą się w swym blasku. Wczorajszy posiłek cofał się jej do gardła gdy widziała nadmierną radość i satysfakcję Wielkiej.
- Ach! Tu jesteś drogie dziecko! - Wymruczała zadowolenie czekoladowa arlekinka wstając i otrzepując się ze ściółki. Jej roztrzepanie było widoczne na pierwszy rzut oka, widać było, że nie była silną liderką.
- Tak Wielka Gwiazdo. Co robimy? - Zapytała pewnie nie wykazując żadnych emocji, chciała pokazać się liderce od jak najlepszej strony, nie koniecznie tej prawdziwej.
- Ponieważ jest to twój pierwszy trening ze mną chciała bym ci pokazać granice.
Uczennica kiwnęła łbem, pasowało jej to, gdyż nie musiała zbędnie brudzić swoich łap. Obie udały się do wyjścia z obozu, choć szylkretka bardzo nie chciała patrolować granicy z Klanem Klifu.
- Opowiedz mi coś o sobie moja droga. - Zaczęła Wielka Gwiazda gapiąc się radośnie tymi swoimi żółtymi ślepiami, od wyrazu jej twarzy Łasicę aż skręcało w żołądku. Przełknęła ślinę i zaczęła mówić.
- No więc... Jestem bardzo pozytywnie nastawioną do życia kotką, a przede wszystkim bardzo skromną. - Skłamała choć na pierwszy rzut oka było widać, że są to same bujdy.
- Rozumiem, to bardzo dobrze. W Klanie Wilka brakuje kotek o złotym sercu. - Wymiauczała, jednak jej pysk nie zamierzał się zamknąć i już szykowała następne pytanie. - Ile masz księżyców? - Dopytywała.
- Dziesięć. - Odparła.
- W takim razie trzeba ci szykować już ceremonię... Kurczę nie wiedziałam, że jesteście już w takim wieku. - Co ona miała na myśli? Jaką ceremonię skoro nawet nie ukończyła treningu? Arlekinka szybko zdała sobie sprawę, że musi przegadać kotkę tak, by dała jej więcej czasu na trening. W końcu przysięgała sobie, że będzie najlepsza, a to bez treningu nigdy nie wypali.
- Wielka Gwiazdo... - Zaczęła - Tak lubię z tobą trenować, czy mogłabyś mnie dłużej uczyć? Nie trzeba szykować na razie żadnej ceremonii. - Zasugerowała widząc zdziwienie na pysku czekoladowej. Ta jednak szybko zmieniła mimikę twarzy i wypięła dumnie pierś niczym kogut.
- Właściwie to jesteś wspaniałą uczennicę Łasico, schlebiasz mi. Chyba mogę przełożyć tę ceremonię. - Mruknęła w odpowiedzi dalej się pusząc. Jak dobrze, że było tak łatwo ją do tego namówić, może w przyszłości udało by się ją owinąć koło pazura? Kto wie?

***

Wracając z treningu obie kotki szły napuszone niczym ptaki ukazujące swe wdzięki. Wielka Gwiazda rzuciła uczennicy ciepłe spojrzenie, po czym udała się w swoją drogę. Zaś do niebieskookiej podbiegł czym prędzej ojciec z zgorzkniałą miną.
- Czego ona cię uczy?
- A gadała coś na temat mianowania kotek w wieku dziesięciu księżyców. Jednak nie martw się, szybko ją spławiłam. - Wyjaśniła ojcu szylkretka widząc jak w jego oczach maluje się duma pomieszana z zdziwieniem.
- Co zrobiłaś? - Dopytywał szorstkim tonem głosu.
- Załatwiłam sobie trening. Chciała mnie mianować wcześniej, ale powiedziałam jej, że bardzo chcę z nią ćwiczyć. Nawciskałam jej parę kitów przy okazji. - Wytłumaczyła szyderczo się uśmiechając, ten sam cyniczny uśmiech zagościł na pysku ojca.
- Bardzo dobrze, że chcesz się uczyć, jesteś całkowitym przeciwieństwem swojego brata. Jestem naprawdę pełen podziwu. - Wymruczał, a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Młoda bardzo wzięła sobie do serca jego słowa, gdyż ponownie dumnie wypięła pierś i wygięła ogon w subtelnym łuku.
- Możesz na mnie polegać ojcze.
- Chociaż szkoda, że uczy cię właśnie ona... - Chlapnął posyłając chłodne spojrzenie w stronę legowiska liderki.

<Omenie?>

[przyznano 5%]

17 lipca 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Łasicy (Łasiczej Łapy)

 — Tak, ojcze. — mruknęła w odpowiedzi Łasica. 
Van przekrzywił łeb. Coś z niej mogło wyrosnąć. Zadziwiające, że córka Rysiej Pogoni była tak ciężka do przejrzenia w tym wieku.

* * *

Czuł, jak każdy włosek na jego ciele drga, odkąd się dowiedział, że jego własna córka będzie się szkolić pod łapą Wielkiej Gwiazdy.
Kiedy zdawała się silną i porządną osobą, wkroczyła na plan idiotyczna liderka, która pewnie zepsuje mu córkę gorzej od Klifiaków. Nie mógł na to pozwolić.
Chciał tym bardziej porozmawiać z młodszą kotką.
Zmrużył oczy, gdy tuż obok niego przeszła Zakrzywiona Ość. Wielka Gwiazda była głupia, umieszczając kocurów w żłobkach. Kocury nie miały mleka, a matki i tak musiały chodzić do kociarni, by karmić swoje bachory. To, co jednak sprawiło, że krew w żyłach mu zawrzała, to fakt, że zrobili sobie dzieci. Pasożyty namnażają kolejne pasożyty. Po zapędach Ości i Osta nie zdziwiłby się, gdyby wpajali tym dzieciakom nieprawdziwe informacje o nim. Miał ochotę powyrywać im wszystkim uszy i narobić tyle blizn, by nie dało się w nich rozpoznać kota.
Strzepnął ogonem z frustracji, uświadamiając sobie, że gdy Mała była na tronie, bezkarne mordowanie członków klanu nie było już takie łatwe, jak za panowania Jastrzębia.
Skrzywił się, wykonując krok do przodu. Ból przeszedł mu po lewej łapie i wtedy uświadomił sobie, jak konieczna będzie wizyta u medyków. Rzadko tam bywał - raczej w ostateczności. A kiedy choroby naprawdę mu doskwierały, zwlekał jak najdłużej. Zdawał sobie, że to nie było zbyt rozsądne, ale duma w niektórych sytuacjach przeważała nad rozsądkiem. Nienawidził dawać się leczyć Kuniej Łapie. Nie dość, że cholernie nie ufał tej zdrajczyni i był niemal pewien, że przy pierwszej lepszej okazji byłaby w stanie wcisnąć mu jakąś truciznę czy pomylić zioła, to wciąż palił go fakt, że uratowała mu życie. Nienawidził jej za to. Dlatego zazwyczaj wybierał te momenty, gdy w legowisku gościła tylko Oszroniona Łąka.
Udał się do kotki. W międzyczasie w legowisku medyków zauważył też Dzierlatkowe Pióro i Irgę. Usiadł z boku, czekając aż płowa uzdrowicielka zajmie się kotkami, a następnie przejdzie do niego. Łapa go bolała, ale okład i parę ziaren maku znacznie poprawiły jego sytuację.

* * *
Wielka Gwiazda wróciła do obozu z Łasiczą Łapą u boku. Gdy liderka odeszła, czarny van podszedł co córki, rzucając jej beznamiętne spojrzenie.
— Czego ona cię uczy? — spytał szorstko.

wyleczeni: Mroczny Omen, Dzierlatkowe Pióro, Irgowy Nektar

/<Łasica?>

09 maja 2022

Od Łasicy CD. Mrocznego Omenu

Dźwięki i czerń to jedyne co wyczuwało dopiero co urodzone kocię, jednak wiedziało ono, że musi teraz walczyć o swoje. Ślepa mała kulka, którą ledwo można było nazwać kotem wczołgała się na grzbiet matki i zaczęła drapać w sierść kotki poszukując pożywienia, gdyż głównie czuła wielki narastający głód. W końcu spadła i zaczęła węszyć ponownie przepychając się przez jakieś inne niewyraźne kształty, które najwidoczniej pragnęły walczyć z nią o pokarm. Kocię jednak się nie dało, zaczęło kopać tylnymi łapami, nie zwracając uwagi na nic, jego celem było dostanie się do mleka, aby nabrać sił. To się udało, młode uczepiło się i zaczęło ssać mleko matki gniotąc przy tym łapami jej brzuch, pozostałe młode również przyjmowały pokarm.

***

Wszystko stawało się powoli wyraźne, młoda arlekinka spoglądała na matkę zimnym przeszywającym wzrokiem. Było to dosyć niestandardowe uczucie, gdyż od kocięcia biła bardzo negatywna energia, która unosiła się w powietrzu. Szylkretka obróciła wzrok na wysokiego kocura o białej sierści z niewielką domieszką czarnego, głównie na pysku. Przekrzywiła łeb i podeszła bliżej. On też zrobił krok w jej stronę. Nie zwracając uwagi na pozostałych zbliżyli się do siebie aż mała kotka nie znalazła się praktycznie pod łapami puszystego kocura. Jej spojrzenie spotkało się z spojrzeniem kocura, wyczuła w nim coś, co wydawało się bardzo znajome. On z kamienną miną wziął łapę i przejechał delikatnie pazurem po grzbiecie kocięcia. 
- Łasico. - powiedział  jakby chciał kontynuować myśl. Tak się jednak nie stało, van zamilkł i przeszył wzrokiem resztę swoich potomnych po czym z powrotem popatrzył na córkę. Łasica? Faktycznie wydawało jej się, że słyszała już nie raz to imię, jednak nie zdawała sobie sprawy z tego, że należy ono właśnie do niej. 
- Ja? - zapytała krzywiąc się, na jej pyszczku malowało się niezrozumienie. 
- A ty? K-kto? - wydukało szylkretowe kocię spoglądając za siebie na nerwowo uśmiechającą się matkę.
- Ja jestem twoim "tatusiem" - wykrzywił się van na te słowa jakby nie mogły mu przejść przez gardło. Łasica przechyliła łeb analizując te słowa. Nie wiedziała kim jest ten cały "tatusiem", ale zdawała sobie sprawę, że ma on coś wspólnego z nią. - Jednak lepiej jeśli będziesz mówić do mnie ojcze. - zaproponował nie ukazując żadnych emocji. Arlekinka dalej przeszywała pustym wzrokiem ojca, wydawało się, że nawet on poczuł niepokój gdy spoglądał w jej małe kocięce oczy.

<Omenie?>

07 maja 2022

Od Mrocznego Omenu Do Łasicy

Żłobek przerywały żałosne piski kociąt. Kociąt, których małe ciałka były wręcz niezdolne do ruchu, których oczy były przymknięte, niezdolne do widzenia. Spojrzał dumnym, zimnym wzrokiem na swoje dzieci, owijając sobie ogon wokół łap i prostując brodę. Liczył, że te chude niezdarne ciałka wyrosną na wojowników godnych nazywać się jego potomstwem.
Każde z nich miało na sobie rudy. Jedno z kociąt było niemal w całości białe, jednak rude łaty w układzie podobnym do jego zdradzały pokrewieństwo. Drugie i trzecie także posiadało białe i rude łaty. Wśród trzech kocurów znajdowała się także jedna kotka.
— Jak je nazwiemy? — miauknęła do niego Rysia Pogoń. Jej wzrok skierował się na jedyną kotkę. — Łasica? Będzie do niej pasować.
Mrok czuł, jak zaświerzbiły go łapy. Łasica - takie imię nosił samotnik, którego zamordował. Jego koledzy wciąż tkwili w klanie i podejrzewał, że nazwanie tak kocięcia mocno by ich rozzłościło.
Uśmiechnął się jednak, trochę udając, a trochę faktycznie z satysfakcji, która go ogarniała. Jak dobrze byłoby słyszeć złość swoich wrogów, gdy zobaczą, że JEGO córka nosi imię ICH przyjaciela. Coś wspaniałego. Poza tym, imię całkiem mu się podobało. Wskazywało na to, że dziecko jest silne. Skinął głową.
 — Brzmi dobrze. — miauknął udawanym słodkim głosikiem, chociaż, gdy już dostał to co chciał, nie przejmował się już tak Rysią Pogonią. Nie obchodziło go już, czy dostrzeże, że nią manipuluje - urodziła mu bachory, teraz niech robi ze sobą to, co chce. Nie była mu już potrzebna. Przynajmniej wtedy, gdy je wykarmi.
— Tego chcę nazwać Mróz. — powiedział, a jego barwa głosu znów przybrała zimny, pewny siebie ton. Mróz pasował do bezwzględnego wojownika. To imię w jego mniemaniu świetnie się nadawało. Skierował wzrok na inne kocię. — A jego Kruk. —  dodał. Kruki symbolizowały śmierć. Żywiły się padliną. Takie imię powinno budzić postrach.
— W takim razie... Pierworodny. Chcę, żeby nazywał się Kogucik. — miauknęła arlekinka. Mroczny Omen skrzywił się w duchu. Żałosne. Chciała nazwać pierworodnego po jakimś idiotycznym ptaszku? Co to miało do rzeczy? Takie imię prędzej by śmieszyło, niż kojarzyło się z czymś silnym. To on chciał nazwać pierwszego z urodzonych kociąt.
— Daj spokój, Słoneczko — rzekł do niej słodziutko. Tak słodziutko, by zgodziła się na wszystko, co mówił. Bo była tak słaba i nie zauważała manipulacji. Ale mu to było na łapę. Póki nie sprawiała problemów, tolerował jej towarzystwo, nawet teraz. — Naprawdę chcesz, by twoje dziecko nosiło takie imię? Masz tyle innych do wyboru. Tyle silnych. Powinien nazywać się Chłód. To imię godne prawdziwego wojownika.
Widział, jak Rysia Pogoń otwiera usta, ale zamknęła je równie szybko. Miał ochotę uśmiechnąć się lekko z satysfakcji. Nawet nie próbowała się z nim kłócić? Mu to pasowało.




* * *

Więc, na świecie dreptały już jego kocięta. Wspaniałe przedłużenie krwi, które, miał nadzieję, będzie silne i będzie przekazywać jego geny dalej. Zamierzał wychować ich na godną reprezentację Klanu Wilka - najlepszego klanu w lesie.
Tak. Zdążył już w sobie zakorzenić zagorzałą dumę z klanu, w którym spędził większość swojego życia. Inne klany, powiedzmy, go nie obchodziły. Uważał Wilczaki za najgodniejszą i najwspanialszą reprezentację i nie wyobrażał sobie musieć wychowywać się wsród takich śmierdzących Burzaków, Klifiaków czy Nocniaków.
Miał nadzieję, że jego potomstwo będzie mieć podobne zdanie.
W większości nie było go nawet przy porodzie swojej pseudo-partnerki. Oczywiście, podał jej  kupkę wilgotnego mchu, posiedział z nią trochę, ale wrócił dopiero, gdy się urodziły. Bo prawda była taka, że w dupie miał Ryś i miał nadzieję, że nie będzie wtrącać się w jego rodzicielstwo. Nie chciał, żeby wychowała jego dzieciaki na podobne sobie, naiwne, idiotyczne i podatne na manipulację kulki lisiego łajna. Nie była godna nawet nazywać się ich matką czy jego partnerką, ale musiał zgrywać jakiekolwiek pozory.
Ruszył w kierunku kociarni. A przynajmniej komory w jaskini, która teraz robiła za kociarnię. Chciał zobaczyć się ze swoimi dziećmi. Zobaczyć, jacy są, czy ich charaktery zaczęły się już kształtować. Czy byli mięczakami, czy wręcz przeciwnie. Nie chciał się na nich zawodzić. 
Wszedł do środka. Ustał, a jego chłodny wzrok przeleciał po każdym kącie legowiska. Zatrzymał się na szylkretowej kotce. Bo to ona - Łasica - właśnie rzuciła na niego spojrzenie.

<Łasica? Poznaj swojego ojca>