— Trójoki Zającu? Co cię do nas sprowadza? Czy wrócił ci katar? — zapytała Jagnięcy Ukłon, z lekkim zdziwieniem spoglądając na pysk kocura. Z reguły Klifiacy odwiedzali medyczki głównie wtedy, kiedy im coś dolegało. On był jednak nieco inny pod tym względem; przychodził do lecznicy niemal codziennie, składając wizyty swojej córce, przy okazji dopytując o syna. Ostatnio dowiedział się, że doskwierała mu infekcja, przez co nie mógł stawać na łapie normalnie. Podczas treningów zastanawiał się, dlaczego niebieski z takim trudem wykonywał wszystkie zadania, jakie miał dla niego przygotowane danego dnia. Martwił się o niego ogromnie, nawet zaprowadził go prosto do jamy i czekał u wejścia z zaniepokojeniem. Bał się, że straci drugą łapę. Jak wtedy Firletka ukończyłby trening na wojownika? Całe szczęście, Ćmia Łapa zapewniała go, że to nic, czego nie dałoby się naprawić nałożeniem papki z łopianu lub z jakiegoś innego zioła...
Oczywiście, mógł osobiście zatrzymać Firletkową Łapę lub podczas jednego z ich treningów z nim porozmawiać, aczkolwiek… miał wrażenie, jakby miał mu do powiedzenia tak wiele, a jednocześnie nic nie przychodziło mu do głowy. Ilekroć patrzył na niego, w jego głowie pojawiała się gonitwa myśli i wyrzutów sumienia. Gdyby tylko go tamtego dnia zatrzymał. Nie pozwolił iść krawędzią i kazał patrzeć pod łapy, a nie na niebo… Zamrugał parokrotnie. To był bardzo nietypowy stan, który mu się nie podobał szczególnie. Skinął głową srebrnej na przywitanie, a potem rozejrzał się za Ćmią Łapą. Pokręcił głową, nic mu nie dolegało, poza nieprzyjemnymi myślami. Dostrzegł jej kremowe futerko w magazynku.
— Na szczęście nie. Chciałem zobaczyć, jak się ma moja córeczka — wymruczał, po chwili drgając nieznacznie uszami. Zerknął na Zanurzoną Łapę, która kaszlała tak głośno, że aż jama wypełniała się lekkim drżeniem, a ona sama krzywiła się z powodu bólu gardła. — Oczywiście, jeśli wam nie przeszkadzam — dodał pospiesznie, nie chcąc sprawiać zielarkom kłopotów.
Ćmia Łapa odwróciła się w stronę ojca z ziołami w pyszczku, a jej żółte oczka rozbłysły. Podreptała w stronę czekoladowej szylkretki, po czym położyła przed nią medykamenty. Palcem wskazała na parę łodyżek, jednak w kolejności.
— Najpierw zjedz floks, a potem, gdy go dokładnie przeżujesz, zjedz lubczyk. Jeśli kaszel ci nie minie, to wróć tutaj za wschód słońca — poleciła jej, a uczennica pokiwała głową posłusznie i spożyła zioła. Na jej mordce zakwitło obrzydzenie. Jagnięcy Ukłon ruchem ogona poleciła Zającowi, żeby przysiadł koło niej. Skinął jej głową i wykonał prośbę, sadowiąc się wygodnie.
— Gorzkie, fuj! — Czekoladowa wystawiła język, strzygąc wąsami. Kremowa zachichotała.
— Jeśli chcesz wyzdrowieć, to musisz to przeżyć. — Wzruszyła ramionami. — Szkoda, że zabrakło nam miodu. Nie byłoby wtedy takie obrzydliwe — kontynuowała, a córka Rozżarzonej Pieśni popatrzyła się na nią.
— No cóż. Jeśli ma mi pomóc, to dam radę. Dzięki, Ćmia Łapo — miauknęła, po czym wycofała się z legowiska pospiesznie, a klasycznie pręgowana zamrugała na znak przyjęcia podziękowań. Podeszła do Trójokiego Zająca, wlepiając w niego ślepka.
— Tato, jeśli przyszedłeś się zapytać co z Firletkową Łapą, to lepiej. Na pewno zauważyłeś, że podczas treningów pewniej stawia łapę. Jeszcze chwilę zajmie zagojenie się rany, ale jest na dobrej drodze — mruknęła, ocierając się o niego. Wojownik polizał córkę po głowie, mrucząc cicho.
— To też. Ale chciałem się też zapytać, co u mojej kochanej córeczki — powiedział, posyłając jej uśmiech.
— Ostatnio nauczyłam się wielu nowych ziół i ich zastosowań! Na przykład o tataraku, którego nie spotyka się aż tak często, chociaż na naszych terenach rośnie najchętniej — powiedziała, a wojownik kiwał głową na znak, że ją słuchał. Nigdy nie słyszał o podobnym medykamencie. — Należy wypić sok z korzenia, a sam tatarak łagodzi infekcję.
Kremowa zamyśliła się na moment, pojawiła się między nimi cisza, jednak nie była nieprzyjemna. Wreszcie młoda się przemogła:
— Zdałam test Jagnięcego Ukłonu i mam coraz większą wprawę — wyznała wreszcie, spoglądając na ojca. W zielonych oczach wojownika zamigotało poruszenie.
— Naprawdę? Ćmia Łapo, jestem z ciebie tak bardzo, bardzo dumny. Moja córeczka jest już taka duża! — zamruczał, czując, że w kącikach oczu zaczynają mu się zbierać łzy szczęścia. Zdanie takiego testu z pewnością wymagało ogromnej wiedzy, którą żółtooka nabywała każdego dnia pod czujnym okiem Jagienki. — Kukułczy Wdzięk na pewno się ucieszy, gdy to usłyszy. Koniecznie pochwal się mamie — powiedział jeszcze, patrząc na szczęśliwą mordkę kremuski.
***
Teraźniejszość
Trójoki Zając chwycił w zęby zwierzynę ze sterty w celu odwiedzenia legowiska starszyzny. Odkąd Mysi Postrach zasilił jej szeregi, kremowy nie miał za bardzo okazji złożyć im wizyty. Zajmowali się tym głównie uczniowie, przez co najstarsze jednostki mogły czuć się samotne. Wetknął łeb do środka jamy, rozglądając się w półmroku. Szybko odszukał czarno-białego kocura rozłożonego na posłaniu. Poczuł ukłucie w sercu. Pamiętał, gdy mentor ganiał go do treningów. Zając miał wtedy wrażenie, że niebieskooki był najbardziej energicznym kotem w całym Klanie Klifu. Teraz, widząc go odpoczywającego i już dużo wolniejszego niż w przeszłości, nie potrafił przyzwyczaić się do tego widoku.
— Trójoki Zającu? Chodź, usiądź koło mnie. — Starszy ruchem ogona zachęcił go do tego, żeby się przysiadł. Kremowy zamruczał, przyjmując ofertę. Wykonał już dzisiaj wszystkie przydzielone mu obowiązki, dlatego mógł odpocząć. Kukułczy Wdzięk potrzebowała chwili spokoju, dlatego też pręgus nie był pewien, co powinien ze sobą zrobić. Mógł oczywiście wyruszyć na następne polowanie, aczkolwiek wpadł na pomysł, że może wypadałoby odwiedzić odrobinę zapomnianych przez niektórych tych, którzy już przeszli na zasłużoną emeryturę. Położył przed nim mysz, którą sam upolował.
— To dla ciebie, Mysi Postrachu. Dziękuję ci za każdy nasz trening — miauknął, przysuwając gryzonia do łaciatego. Przełknął ślinę. — Dziwnie mi widzieć ciebie tutaj, a nie robiącego rundki dookoła naszego obozu. — Uśmiechnął się smutno, a były mentor machnął łapą, jakby chciał w ten sposób powiedzieć; “to nic”. Zaśmiał się w odpowiedzi.
— Myślisz, że emerytura wyjadła ze mnie wigor? Gdyby nie to, że mnie nie puszczają, to bym mógł przebiec się do granicy i z powrotem, a potem pójść jeszcze na polowanie — odparł z ogromną pewnością, mrużąc lekko oczy. — Księżyce bardzo szybko minęły. Czuję się tak, jakbym zaledwie wczoraj został zastępcą. Kiedy to zleciało…?
Trójoki Zając pokiwał głową. Chłodny podmuch dotarł do legowiska, szybko w nim ginąc.
— Sam nie wiem… szczególnie widzę to po moich kociętach. Już trójka z nich doczekała się swoich dorosłych imion — zgodził się, a jego kikut zadrgał. Pokręcił głową. Nie było sensu się smucić. Nie było w tym nic złego. To pewna nowość, do której każdy szybko się przyzwyczai, tak już było. Mysi Postrach przysunął do siebie gryzonia i oderwał kawałek mięsa, zjadając je powoli. Delektował się myszką, kiwając głową. Gdy przełknął, kontynuował:
— Tak to już jest z kociętami. Ja już mam nawet wnuki. Czasami mnie odwiedzają, chociaż jak były kociętami, to robiły to częściej. Teraz, mam wrażenie, mają dużo obowiązków na głowach i już tak nie pamiętają — pożalił się, ale po chwili się rozchmurzył. — Ale równie dobrze ja sam mogę do nich pójść. Dopóki mam sprawne łapy, to się mnie tak łatwo nie pozbędą — zażartował, a Trójoki Zając się uśmiechnął, a po chwili wstał i otrzepał z paprochów.
— Dziękuję za rozmowę, Mysi Postrachu. Czy potrzebujesz czegoś od medyczek? Właśnie się tam wybieram i mogę im wspomnieć, żeby cię odwiedziły. Myślę, że z nimi poprowadzisz ciekawszą konwersację.
Niebieskooki zamyślił się na parę uderzeń serca, kręcąc głową.
— Wyrósł z ciebie porządny kocur. Ale co się dziwić, w końcu to ja byłem twoim mentorem. — Na jego pysku na nowo zakwitł szeroki uśmiech. — I tak… bolą mnie zęby. Myślę, że gdybyście przynosili może ślimaki, to reszta starszyzny by się nie pogniewała. Ciężko nam przeżuwać zwykłą zwierzynę jak kiedyś. — Trójoki Zając zapisał sobie w myślach, żeby wspomnieć o dawnym mentorze za paręnaście uderzeń serca, gdy znajdzie się w legowisku medyków.
— W porządku. Jeszcze do ciebie przyjdę, ale nie wiem, czy dzisiaj — mruknął, a Mysi Postrach poruszył uszami.
— Kukułczy Wdzięk ci nie pozwala? — zażartował, a kremus pokręcił głową.
— Nie, nie. Martwię się o nią i chciałbym przy niej być, szczególnie teraz, po odejściu Przepiórczej Wichury. — Posmutniał widocznie, kładąc po sobie lekko uszy. — To ogromna strata dla naszej rodziny, Przepiórka była zawsze bardzo pogodna i ciężko nam się pogodzić z tym, że mogła spaść z klifu przez swoją nieuwagę — dodał. — Nic nie możemy niestety zrobić. Najważniejsze, żeby uczyć się na błędach naszych przodków oraz bliskich i ostrzegać najmłodszych przed niebezpieczeństwami.
Mysi Postrach zgodził się z nim, kończąc powoli swoją zdobycz. Nagle ruchem ogona poprosił wojownika, żeby do niego podszedł. Zielonooki ze zdziwieniem spełnił prośbę, a łaciaty oparł się o niego łapami i próbował wstać. Kremowy wsparł go sprawnie, stawiając na łapy. Starszy wstał sztywno.
— Dzięki. Pójdę z tobą do medyczek, wyglądasz na smutnego — szturchnął go lekko w bark, chwiejąc się, ale prędko odzyskał równowagę. Kremowemu zapadło się serce, gdy były mentor niemal upadł z powrotem na posłanie, odetchnął z ulgą, gdy tak się nie stało.
Wyszli wspólnie z legowiska starszych i sprawnie, ale powolnie przeszli przez centrum w stronę legowiska medyczek. Trójoki Zając zajrzał do środka, szybko wychwytując kremowe futro swojej córeczki, Ćmiego Lotu. Układała kawałki kory obok siebie, żeby jej nie wadziły pod łapami. Gdy w kącikach oczu dostrzegła ojca, jej pyszczek rozświetlił uśmiech. Podeszła do niego spokojnie i się przywitała.
— Tato! Jak się czujesz? — zapytała. Ostatnio Trójoki Zając chodził lekko przybity z powodu straty cynamonowej członkini rodziny. Widząc go w lepszym stanie, z pewnością wychwyciła zmianę. Mysi Postrach wszedł głębiej do środka, czując się jak u siebie.
— Już mi lepiej, dziękuję, Ciemko. Przyszedłem z Mysim Postrachem — uchem wskazał na starszego. — Ale zdążyłaś na pewno go zauważyć. — Uśmiechnął się, a żółtooka kiwnęła głową.
— Tak…
— Bolą mnie bardzo zęby, masz coś na to? — zapytał łaciaty, rozglądając się po ogromnych półkach. Trójoki Zając spojrzał na kremową, ciesząc się, że mógł z nią porozmawiać. Był z niej tak ogromnie dumny, nie dało się tego nawet słownie przekazać, jak bardzo.
— Ale oprócz tego, chciałem też zapytać, jak ty się czujesz — dodał pręgus, gdy asystentka medyczki szukała w magazynku czegoś, co mogło zaradzić dolegliwości czarno-białego.
<Ciemko? Tak bardzo wyrosłaś…>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz