Klan Burzy zmienił się diametralnie odkąd była małym kocięciem. Chociaż czy faktycznie tak było? Na pewno zmienił się pod względem wizualnym, ale nastroje kotów nie ulegały, z taką łatwością zmianie, nawet pomimo upływu księżyców. Nawet, gdy była młodsza zdarzyły się niewyjaśnione zaginięcia kotów, które pewnego dnia opuszczały obóz i słuch po nich zaginął, jak to miało miejsce w przypadku jej ojczyma, Burzowych Chmur czy przyszywanego wujka Słonecznego Fragmentu. Dochodziło również do morderstw, jak i egzekucji, o czym na prawie każdej lekcji historii w Grocie Pamięci przypominali kronikarze.
Czy w innych klanach również dochodziło do takich sytuacji, jednak liderzy nie dzielili się tymi informacjami na zgromadzeniach? Aby przypadkiem nie okazać się słabszymi w oczach potencjalnych wrogów? Jednak czy bycie słabym naprawdę było czymś złym? Z tym myśleniem na pewno nie nadawałaby się na liderkę, nie żeby kiedykolwiek miała ambicję nią zostać.
Zatrzymała spojrzenie na biało-rudym kocurze, którego dostrzegła pomiędzy zaroślami. Kierowana doświadczeniem, jak i wieloma pomyłkami mającymi miejsce, gdy wzięła nieznajomego rdzawego kocura za Dzikiego Berberysa, starała się stłumić tlącą się iskrę radości. Umysł kolejny raz płatał jej figlę. Jednak czy, aby na pewno? Kocur w porównaniu do poprzednich samotników, którzy nie zważali na klanowe granicę przypominał obraz Dzikiego Berberysa wyryty w pamięci kocicy.
Barczysta budowa. Charakterystycznie rozłożone łaty, które kocica pomimo upływu księżyców była w stanie zobaczyć, nawet mając zamknięte oczy. Uszy zakończone pędzelkami. Czy gdyby zbliżyła się do niego, błękit oczu kocura przeszłyby ją dogłębnie? A na jego pysku rozpoznałby znajome blizny?
— Dziki Berberysie! Czy to ty?
Nim się zorientowała, jej słowa poszybowały w eter. Pokonała dzielącą ich odległość, przedzierając się przez trawę. Ich spojrzenia się spotkały. Krokusowa Kruchość miała pewność. To był jej ukochany.
— Wiedziałam, że żyjesz!
Krokusowa Kruchość bez chwili zawahania wtuliła się w kryzę Dzikiego Berberysa, chowając w niej swój pysk. Kocur otulił Burzaczkę ogonem, zamykając ją w szczelnym uścisku. Futro kocura była przesiąknięte zapachem iglaków, a sama ta woń łaskotała Krokus w nos. Przez długi czas trwała przy kocurze, w obawie, że być może to tylko sen, zbyt piękny realny sen, aby móc być prawdziwym. Jednak, gdy ponownie otworzyła oczy, otrzymała zapewnienie. Dziki Berberys był przy niej, cały i zdrów.
Ciężko było stwierdzić, kiedy ich czułe powitanie zamieniło się w rozmowę o wszystkim i niczym. Para zdecydowała się zmienić miejsce, decydując się na skrycie w jednej z opuszczonych borsuczych nór, w której mogliby na spokojnie ze sobą porozmawiać po księżycach rozłąki bez obawy, że patrol graniczny mógłby im przeszkodzić. Wtulona w bok kocura, dopytywała o jego losy na wygnaniu, jak i próby uzyskania informacji, jak doszło do tego, że został członkiem Klanu Wilka.
– Wiem, że nie popierałeś rządów Króliczej Gwiazdy, ale żeby dołączyć do klanu wroga... och, Dziki Mrozie – Ponownie zatopiła pysk w kryzie kocura, z żalem wymawiając jego nowe imię. Przynajmniej jeden z członków wilczacy postanowili mu zachować, a nie oba człony. Mimo wszystko kocur do końca jej życia będzie jej Dzikim Berberysem, i nic tego nie zmieni. – Przy tobie naprawdę można zwariować.
Rudy polizał czule kocicę po łebku, wzdychając z rozbawieniem, by następnie odpowiedzieć szylkretce na wszelakie nurtujące ją pytania o jego nowym miejscu zamieszkana. Może i udało mu się zostać wojownikiem, ale w oczach większości społeczności wilczaków, wciąż będzie byłym Burzakiem. Obcym.
Krokusowa Kruchość również podzieliła się informacjami z Dzikim Berberysem na temat zmian, które miały miejsce w Klanie Burzy. Wspomniała o degradacji córki Zawodzącej Gwiazdy z roli uczennicy medyka, która w jakiś sposób była zamieszana w śmierć Rudzikowego Skrzydełka. Podzieliła się także swoimi obawami dotyczącymi przyszłości Klanu Burzy.
– Zastanawiałam się nad odejściem z klanu... z mamą i Srebrzystą Równonocą, chociaż wiem, że będzie je do tego pomysłu ciężko przekonać. Nie chciałabym, się obudzić i któregoś dnia zobaczyć, że zostały ofiarami w porachunkach kotów z rodziny Zawodzącej Gwiazdy... Te wszystkie śmierci, spiski... to za dużo na moje słabe serce... Klan Burzy zmienił się, tak bardzo, ze nie jesteś w stanie tego pojąć. Wiem, że wszystkim jego członkom, którzy nie pragną przelewać zależy na tym, aby nastały lepsze dni, ale raz za razem jesteśmy wystawiani na próbę, jakbyśmy wpadli w łapy Mrocznej Puszczy... Dziki Mrozie... może mogłabym dołączyć do Klanu Wilka? Czy to naprawdę takie złe miejsce, jak głoszą bajki do straszenia kociąt?
Kocur w milczeniu przysłuchiwał się rozterką kocicy, pocieszając ją, jednak gdy wspomniała o chęci dołączenia do Klanu Wilka poczuła, jak całego jego ciało się napięło, a pysk zmarszczył.
– Nie... nie możesz dołączyć do Klanu Wilka. Absolutnie nie zgadzam się na ten pomysł!
– D-dlaczego...? – Odsunęła się od kocura, spoglądając na niego ze smutkiem w oczach. – Przecież w Klanie Wilka moglibyśmy być razem...
– Bajki głoszone przez matki, piastunki i kronikarzy mają w sobie ziarnio prawy. Nie mógłbym pozwolić, aby mój cenny kwiat był na wyciągnięcie łapsk i wystawiony na spojrzenia tych ... – Urwał, nie decydując się przeklinać przy Krokusowej Kruchości. – Ja również chciałbym, abyśmy mogli żyć w jednym klanie, lecz to niemożliwe. – Przysunął pysk do lica kocicy i delikatnie musnął go czubkiem nosa. – Przykro, mi Krokusowa Kruchości.
Krokusowa Kruchość nie była pocieszona faktem spotykania się w tajemnicy przed bliskimi ze swoim ukochanym, który zasilił szeregi wrogiego klanu. Chciała z nim stworzyć szczęśliwą rodzinę, wspólnie udawać się na polowanie, a później spać wtulona w jego futro w nowym legowisku wojowników znajdujących się pod ziemią.
– To nie twoja wina, Dziki Mrozie – ostrożnie zetknęła się z kocurem nosem.
~~~
Księżyce mijały, a Krokusowa Kruchość, gdy tylko mogła, udawała się na granicę, aby spotkać się ze swoim partnerem, który nie był mile widziany na terenach Klanu Burzy. Jej samotnicze wyjścia najprawdopodobniej zostały zauważone, jednak do tej pory nikt nie zdecydował się jej śledzić, gdyż z każdej wyprawy kocica powracała z królikiem w pysku.
"Udałam się na polowanie". "Poszłam na spacer". "Musiałam się przewietrzyć". "Oglądałam gwiazdy na wzgórzu, nieopodal starego obozu".
Tymi i innymi wymówkami karmiła matkę i siostrę, jak i inne koty, które z troski chciały jakoś wesprzeć szylkretkę w trudnych chwilach, w szczególności, gdy zrozumiały, jak najprawdopodobniej kolejny spisek będący zamieszaniem Łzawej Łapy w śmierć Rudzikowego Skrzydełka wpłynął na samą Krokusową Kruchość.
Niebo mieniło się gwieździstym blaskiem, tak jakby sama Srebrzysta Skóra dawała przyzwolenie na potajemne spotkania pary ukochany. A skutki ich dzisiejszego spotkania miały ukazać się na przestrzeni księżyców, rozwijając się pod słabym sercem szylkretki.
~~~
Krokusowa Kruchość wraz ze Srebrzystą Równonocą udała się do legowiska medyków. Tym razem to siostra Krokus, a nie ona sama potrzebowała opieki medycznej, nawet jeśli od jakiegoś czasu czuła się bardziej niż dotychczas ociężała, najprawdopodobniej w wyniku przejedzenia. Natomiast niebieska szylkretka od kilku wschodów słońca cierpiała na bezsenność, która najprawdopodobniej musiała być spowodowana zmianą pory roku. Innego wytłumaczenia wojowniczka nie potrafiła znaleźć, ale Wdzięczna Firletka na pewno widziała, jak zaradzić na dolegliwość srebrzystej kocicy.
Krokusowa Kruchość zajęła wolne miejsce nieopodal posłania, które zajęła Srebrzysta Równonoc. A przynajmniej zamierzała zająć, gdyż w połowie drogi lekko się zachwiała, a przed jej oczami pojawiły się mroczki. Gdyby nie Wdzięczna Firletka, która w porę użyczyła kocicy swojego ramienia, szylkretka najprawdopodobniej zaliczyłaby nie groźny upadek.
– P-przepraszam... Nagle zakręciło mi się w głowie...
– Usiądź. Zaraz się tobą zajmę, tylko podam Srebrzystej Równonocy zioła na sen.
Ku zdziwieniu Krokusowej Kruchości, Wdzięczna Firletka oprócz zadania pytań na temat jej dotychczasowego samopoczucia, tego czy, aby na pewno się nie przemęcza, jak i ostatnich bólów w klatce piersiowej, kilkukrotnie uścisnęła lekko jej brzuch. Buraska nie zdołała dostrzec zmiany wyrazu pyska medyczki, nim ta zniknęła w składziku, by zaledwie chwilę później powrócić z pęczkiem ziół. Wśród nich znajdował się krwiściąg mniejszy oraz ogórecznik. Krokus bez zawahania zaczęła spożywać zioła.
– Krokusowa Kruchości... zdajesz sobie sprawę z tego, że spodziewasz się kociąt? – Wdzięczna Firletka siliła się na szept, aby nie wybudzić Srebrzystej Równonocy i móc na spokojnie porozmawiać z drugą pacjentką.
Krokusowa Kruchość zajęła wolne miejsce nieopodal posłania, które zajęła Srebrzysta Równonoc. A przynajmniej zamierzała zająć, gdyż w połowie drogi lekko się zachwiała, a przed jej oczami pojawiły się mroczki. Gdyby nie Wdzięczna Firletka, która w porę użyczyła kocicy swojego ramienia, szylkretka najprawdopodobniej zaliczyłaby nie groźny upadek.
– P-przepraszam... Nagle zakręciło mi się w głowie...
– Usiądź. Zaraz się tobą zajmę, tylko podam Srebrzystej Równonocy zioła na sen.
Ku zdziwieniu Krokusowej Kruchości, Wdzięczna Firletka oprócz zadania pytań na temat jej dotychczasowego samopoczucia, tego czy, aby na pewno się nie przemęcza, jak i ostatnich bólów w klatce piersiowej, kilkukrotnie uścisnęła lekko jej brzuch. Buraska nie zdołała dostrzec zmiany wyrazu pyska medyczki, nim ta zniknęła w składziku, by zaledwie chwilę później powrócić z pęczkiem ziół. Wśród nich znajdował się krwiściąg mniejszy oraz ogórecznik. Krokus bez zawahania zaczęła spożywać zioła.
– Krokusowa Kruchości... zdajesz sobie sprawę z tego, że spodziewasz się kociąt? – Wdzięczna Firletka siliła się na szept, aby nie wybudzić Srebrzystej Równonocy i móc na spokojnie porozmawiać z drugą pacjentką.
<Berberysie aka Dziki Mrozie?>

wyleczeni: Srebrzysta Równonoc - bezsenność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz