Tropiąca Łaska została porwana przez samotników, których członkini została więźniem Klanu Wilka. Niecodzienna sytuacja, można by rzec, tym bardziej patrząc na to, że ilość kotów zamieszkujące tutejsze tereny nie uległa zmianie. Jednak to nie Sroka, a Tropiąca Łaska była bliższa pręgusowi. Co prawda, nie był z nią jakoś blisko, tym bardziej tak blisko, jak ze swoimi mamami czy przyjaciółmi, jednak uprowadzona kocica była przecież jego ciotką. Dlatego też pewnego dnia postanowił przy okazji przyniesienia dziennej racji powiedzieć w pysk więźniarce co myśli na jej temat, nie przebierając w słowach. Czy naprawdę myśleli, że mogą bez konsekwencji rzucać wyzwanie Klanowi Wilka? Dobre sobie!
— Smuklikowa Łapo... — Kocur, słysząc lekko karcący ton głosu liderki, nastroszył futro i przełknął ślinę. Czyżby przesadził z wyzwiskami? Na dobrą sprawę mógł użyć gorszych, jednak nie chciał, aby jego język oblepił muł. — Czy mogę cię poprosić o opuszczenie legowiska więźniów? Chciałabym porozmawiać ze Sroką na osobności. Będziesz mógł odwiedzić ją później.
Tuż za liderką spostrzegł Kocimiętkowy Wir, która nie wydawała się zadowolona, że musi towarzyszyć liderce. A może ten grymas na jej pysku sugerował, że kocicy coś dolega?
Uczeń posłusznie skinął głową, decydując się opuścić legowisko więźniarki. Nim oddalił się, spojrzał jeszcze w jego kierunku przez ramię, zastanawiając się, jakich środków liderka użyje, aby wyciągnąć cenne informacje z czarnej kocicy, która była niewiele starsza od Smuklika. Czy dzięki nim uda się uwolnić Tropiącą Łaskę z łap tych samotników? Miał nadzieję, że tak.
~~~
Wspinaczka na drzewa nie stanowiła już trudności dla Smuklikowej Łapy, w szczególności teraz, gdy miał prawie dziesięć księżyców na karku. Pamiętał swoje początki i pierwsze upadki z niskich gałęzi. Pamiętał, jak Kalinowy Powiew zachęcała go do ponowienia prób. Teraz w spojrzeniu mentorki dało się dostrzec podziw, gdy ten, zamiast poruszać się na najniższych partiach drzewa, piął się coraz wyżej. Wiedział, że jego pewność siebie może być zgubna, a mimo to ufał swoim umiejętnościom. Wiedział, że w przeciągu kolejnych treningów jego umiejętności poruszania się wśród drzew polepszą się, a on z łatwością będzie się poruszał między gałęziami, niczym wiewiórka. Z zapartym tchem piął się coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie udało mu się dotrzeć na sam czubek drzewa. Nie było ono jakoś specjalnie wysokie, jednak upadek z tej wysokości dla młodego kota mógłby się skończyć dłuższą rekonwalescencją.
Wstrzymał oddech, podziwiając widok zarezerwowany tylko dla kotów posiadających umiejętności wspinaczki.
Ha, głupie Burzaki, które jedyne co potrafią, to ryć pyskami w króliczych norach!
— Whoa... — wymsknęło mu się, gdy skupił spojrzenie na oddalonych od niego terenach Klanu Klifu. Jedyne czego zazdrościł tym krabożercom, to faktu, że mieli plaże i to z prawdziwego zdarzenia, a nie niewielki usyp piasku na brzegu jeziora. — Kalinowy Powiewie! Musisz to zobaczyć! — zawołał, zerkając w dół i machając zachęcająco łapą w jej stronę.
Mentorka z łatwością wdrapała się na drzewo, zajmując miejsce tuż obok swojego ucznia.
— Patrzenie na tereny Klanu Wilka z tej perspektywy to naprawdę inne doznanie. Doświadczenie wschodów i zachodów słońca, a co dopiero możliwość oglądania gwieździstego nieba, gdy ma się go na wyciągnięcie łapy... — Wyciągnął łapę przed siebie, starając się dotknąć bezchmurne błękitne niebo. — Chciałbym przyprowadzić w to miejsce ważnego dla siebie kota. Mamom i rodzeństwu również chce pokazać ten jakże wspaniały punkt widokowy!
[524 słowa + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz