BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziki Berberys x Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziki Berberys x Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

Przeszłość, końcówka Pory Nowych Liści

Krokusowa Kruchość złożyła wizytę Dryfującemu Fluorytowi, która po odchowaniu Kołysankowej Łapy i Jabłkowej Łapy zajmowała się teraz trójką malutkich kociąt. Aktualnie wieczna królowa tłumaczyła kociętom role, które istniały w Klanie Burzy. Kocięta jak zaklęte wsłuchiwały się w przyjemny dla ucha głos piastunki.
Wszystkie trzy sierotki były szylkretkami, a ponadto posiadały niebieski kolor oczu. Porzeczka i Poziomka były najbardziej do siebie podobne, wyglądając przy tym, jak swoje przeciwieństwa, a Malinka jako jedyna miała futerko poprzecinane pręgami. To właśnie ta mała kotka jako pierwsza zwróciła uwagę młodej wojowniczki.
Krokusowa Kruchość nie chcąc przerywać nauki o Klanie Burzy, usiadła cichutko przy wejściu do kociarni, decydując się wziąć w niej udział. Kiedyś na pewno przydałoby się jej wiedzieć na przyszłość, jak postępować z kociętami, lecz teraz mogła po prostu z czystej ciekawości poobserwować sobie, jak wieczna królowa się nimi zajmuje.
— Pani Krokus! Dzień dobry! — zawołała szylkretka, podchodząc do wojowniczki. — Przyniosła nam pani jedzenie?
— Dzień dobry — odmiauknęła, schylając się do kociaka. — Wam i waszej opiekunce. Dzień dobry, Dryfujący Fluorycie. Zmiana roli naprawdę ci służy — uśmiechnęła się do wiecznej królowej, która odwzajemniła uśmiech. Niebieska kocica nie miała własnych kociąt ani partnera, jednak z łatwością odnalazła się na nowym stanowisku. Z matczyną czułością doglądała kociąt, dbając o ich wychowanie.
— Zaczynam rozumieć, dlaczego Rozkwitająca Szanta oraz jej babcia, Brzęczkowy Trel, chodziły ciągle uśmiechnięte, nawet wtedy, gdy kocięta o mało co nie rozniosły w trakcie zabawy kociarni. Daj, pomogę ci. — Mówiąc to, sięgnęła po dużego królika, którego przytargała z grupowego polowania Krokusowa Kruchość. — Sama go upolowałaś?
— Nie. Pomógł mi Oskrzydlony Ognik i Żywiczna Łapa. Właściwie... ja nic nie zrobiłam. — Położyła po sobie uszy, wlepiając spojrzenie w kamienne podłoże. Jedyne co zrobiła, to pochwyciła trop uszaka i została w tyle, gdy rudy kocur wraz ze swoją uczennicą udał się w pogoń za zwierzyną. Nie była w stanie ich doścignąć, nie ważne, jak bardzo się starała. — To im należą się podziękowania — dodała, gdy kocięta uczepiły się jej łapy, dziękując za przyniesiony posiłek.
— Zostaniesz i zjesz z nami?
— W sumie... czemu nie.

~~~

Dzisiejszej nocy śniła o Dzikim Berberysie. Rudy kocur powrócił na tereny Klanu Burzy, prosząc Zawodzącą Gwiazdę o możliwość ponownego zostania członkiem klanu. I ku zaskoczeniu wszystkim, czarny kocur zgodził się, uznając, że każdy zasługuje na drugą szansę! Koty, które do niedawna pragnęły egzekucji rudego, witały go, jakby wrócił z polowania, a nie z wygnania. Przez większość snu Krokusowa Kruchość była przeszczęśliwa, mogąc mieć ponownie u swego boku kocura, którego kochała. Wtuliła się w jego biało-rudą sierść, wdychając jego zapach. A pachniał zbożem i słońcem. Tak, słońcem!
— Krokus... Krokus...
Ze snu została wybudzona przez Cyklonowe Oko, który poinformował ją o tym, że została wybrana do patrolu na miejsce Śnieżycowej Chmury.
Krokusowa Kruchość niechętnie podniosła się z posłania. Pragnęła powrócić do krainy snów.

~~~

Zamiast bólu serca, doskwierał jej ból głowy, ponieważ w takcie patrolu łowieckiego zderzyła się głową razem ze Śpiewającym Raniuszkiem. Z pyska dymnej szylkretki wydobyło się jęknięcie, gdy podniosła się z trawy po zderzeniu. Krokus na dłuższe dwa uderzenia serca zamroczyło, jednak również udało jej się o własnych siłach podnieść z trawy.
— Śpiewko... najmocniej przepraszam! — miauknęła Krokus, zauważając, że kocica obdarowała ją tego typu spojrzeniem, jakim obdarowuje się niesfornych uczniów. Było to nieco zabawne, zważywszy na to, że to właśnie Śpiewka, a nie Krokus, była młodsza.
— Jesteście całe? — spytał Dzwonkowy Świst, wyłaniając się spomiędzy średniej długości trawy. Po uzyskaniu zapewnienia, że żadna z jego towarzyszek nie potrzebuje opieki medycznej, zdecydowano kontynuować patrol.
Mimo to pod wieczór Krokusowa Kruchość zdecydowała się zajrzeć do legowiska medyków, w którym otrzymała potrzebne zioła mające pomóc na ból, a ponadto otrzymała okład. Nim opuściła legowisko, przeniosła spojrzenie na Jabłkową Łapę drzemiącą na jednym z posłań. Jej mentor, Gadożerowy Pysk, rozmawiał właśnie z Łzawą Łapą, najpewniej o długości rekonwalescencji terminatorki.

~~~

Obserwowała tereny Klanu Wilka, zastanawiając się, gdzie dokładnie rudy kocur został poniesiony przez własne łapy chwilę po tym, jak został wygnany i skazany na samotność. Może gdyby się przełamała i zdecydowała się ruszyć jego “śladem”, udałoby jej się urzeczywistnić swój sen? Piękny, nierealny sen.
“Och, Dziki Berberysie”.
Młoda wojowniczka obserwowała drzewa, jak i co jakiś czas przemykające w oddali sylwetki Wilczaków, gdy wtem dostrzegając rozmazany biało-rudy punkt i odgłos krzyków podniosła się gwałtownie z siadu.
“Nie, to nie możliwe... To wzrok i podświadomość płata mi figle!”.
Nie mogła mieć pewności, że ta rozmazana rudo-biała plama była dokładnie tym kocurem, którego pragnęła ponownie ujrzeć. A jednak coś z tyłu głowy mówiło mu, że tą plamą w oddali był nie kto inny, a Dziki Berberys.
Kot był w biegu, a po lesie roznosił się hałas. Czyżby uciekał przed czymś? Patrząc na tereny, na których się znajdował, mógł uciekać przed Wilczakami?
Krokusowa Kruchość nerwowo rozejrzała się dookoła, starając się zlokalizować członków swojego patrolu. Czy gdyby powiedziała im o swoich przypuszczeniach, wspólnie udaliby się na pomoc domniemanemu wygnańcowi? A może uznaliby to za część kary kocura.
“Co robić... co robić... Skrzydlata Płomykówka na pewno by mnie wysłuchała i może zdecydowała się spełnić moją samolubną prośbę…”.
W końcu to wcale nie musiał być Dziki Berberys. Mógł być to nawet sam Wilczak lub samotnik, jednak jeśli ten kot był w niebezpieczeństwie, trzeba było mu pomóc.
Gdy Krokusowa Kruchość walczyła z myślami, rozważając przekroczenie granicy z misją ruszenia na pomoc kotu lub poinformowanie współbratymców o swoich przypuszczeniach, brązowa postać wyłoniła się spomiędzy drzew po przeciwnej stronie granicy. Podobnie jak i ona sama, nieznajoma wpatrywała się w nią wielkimi oczami i nerwowo poruszała nosem.
— D-dzień dobry... — zaczęła łagodnie Krokus, nie spodziewając się, że zostanie nakryta przez jakiegoś Wilczaka. — N-nie jestem szpiegiem — uprzedziła, kojarząc, że kiedyś było jakieś nieporozumienie między ich klanami odnośnie do domniemanego szpiegostwa. — U-usłyszałam krzyki dochodzące z waszych terenów i po prostu zmartwiłam się... Wszystko u was w porządku? Jakiś samotnik wszedł na wasze tereny czy to po prostu młodzi uczniowie wygłupiają się na treningu?
— To drugie... — odpowiedziała Cykoriowy Cykor. Kocica skuliła się, gdy tuż za nią rozległ się trzask łamanych gałęzi.

<Dziki Berberysie? Czy to ty byłeś tą plamą w oddali i straszysz koleżankę z klanu? Jeśli tak, przywitasz się z Krokus?>

Wyleczeni: Krokusowa Kruchość, Jabłkowa Łapa

13 lipca 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Krokusowej Kruchości

Noc po osądzeniu rebeliantów

Chłód i zimny wiatr mierzwiły jego futro na karku, a ciemne sklepienie nocy oraz cienie wtapiały futra jego żandarmów. Jednak nie zwracał na nich uwagi, gdyż całe ważne przedstawienie odbywało się w jego umyśle. Niczym szaleniec wpatrywał się w jeden nieznany nikomu punkt w dole, a przed jego oczyma nadal widział koty, które rozkazały mu opuścić Klan Burzy.
Tak samo obrzydzenie, co do swojego brata narastało z każdym kolejnym uderzeniem serca. Nie pojmował, jak to odważny i zadumany w swojej wielkości Gradobijący Cierń nagle spotulniał pod widmem egzekucji ze strony pobratymców. Uważał, że rebelianci sami się wkopali. Gdyby nie starali się wszystkiego uzasadnić, tylko powiedzieć jedną wersję zdarzeń i resztę zbyć milczeniem… Wtedy mieliby jeszcze szansę się wybronić.
Zacisnął mocniej pazury na zimnej glebie. Miał położony łeb na przednich łapach oraz był zwinięty w kłębek. Był gotów pójść spać, jednak do Złocistej Wydmy oraz Śnieżycowej Chmury podeszła inna Burzaczka, na którą na początku nie zwrócił większej uwagi.
— Złocista Wydmo? Śnieżycowa Chmuro? Czy mogę porozmawiać z Dzikim Berberysem? — spytał bardzo dobrze znany mu cichy głosik. Była to Krokusowa Kruchość! — Chciałabym się z nim pożegnać.
Podniósł wysoko głowę i w mig zajął pozycję siedzącą. Obie wojowniczki niepewnie spojrzały się po sobie, jednak po chwili skinęły głowami.
— Tylko nie na długo. Inaczej zawołamy po Słodką Dziewannę, żeby cię zabrała do Łapkowa — ostrzegła kotkę Złocista Wydma, po czym ją przepuściła do dołu.
Krokusowa Kruchość z gracją zeszła do Dzikiego Berberysu i nieśmiało zetknęła się z nim nosem.
— Krokusowa Kruchości? — zapytał, nie wiedząc, co robi tutaj kotka.
Kotka przez dłuższą chwilę milczała i wpatrywała się z wielkim bólem w jego oczy. Nawet przez chwilę zdołał poczuć, jak sierść na karku zaczyna mu się jeżyć. Czyżby wpatrywała się w jego duszę? Szylkretka pociągnęła nosem, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Nie starała się ich ukryć lub wytrzeć o własną łapę.
— D-dlaczego… Dlaczego to zrobiłeś? — zdołała z siebie wykrztusić.
Jego wzrok, który na początku był miękki i łagodny, teraz wyostrzył się oraz ostudził. Czy Krokusowa Kruchość również nie zrozumiała, dlaczego to wszystko zrobili? Nie rozumiała, że Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem i resztą ich krewnych są zagrożeniem dla Klanu Burzy? Czy ona poszła za narracją Zawodzącego Echa? A może Gradobijący Cierń wszystkiego jej naopowiadał, kiedy go nie było przy niej? Jego brat musiał wszystko zepsuć!
Zacisnął mocniej szczęki ze złości, jednak dotyk szylkretki, szybko go uspokoił. Nie umiał się gniewać, kiedy ta była przy nim. Popatrzył się w jej zielone zapłakane oczy i przyciągnął ją mocno do piersi. Kotka zaczęła płakać w jego uścisku, a on jedynie świdrował wzrokiem strażniczki, które temu wszystkiemu przyglądały się w zakłopotaniu i lekkim obrzydzeniu.
— Przykro mi, że to wszystko musiało się tak potoczyć… — powiedział cicho głosem pełnym żalu. — Jednak mimo tego, że nie będzie mnie w Klanie Burzy, możesz być pewna, że zawsze przy tobie będę, tylko gdzieś dalej.
Polizał ją ostatni raz po pysku, kiedy do straży podeszła Srebrzysta Równonoc, która musiała szukać swojej siostry. Klatka piersiowa kotki szybko się podnosiła i opadała, a źrenice były zwężone do cieniuteczkich szpileczek. Musiała biec. Jednak na widok Krokusowej Kruchości westchnęła z ulgą.
— Krokusowa Kruchości! Chodź! — zawołała ją siostra. — Mama się martwi o ciebie i zawołałam specjalnie do Łapkowa Wdzięczną Firletkę! Czekają na ciebie.
Krokusowa Kruchość jednak nie chciała odejść. Nawet nie obdarzyła swojej siostry spojrzeniem swoich zielonych oczu, tylko nadal łkając, przytulała się do puchatej kryzy Dzikiego Berberysu. Srebrzysta Równonoc widząc to, wraz ze strażniczkami zsunęły się do dołu, stając naprzeciw więźniowi. Nie wyglądały pewnie, jednak stały z wyczekiwaniem, aż ten odda swoją ukochaną.
Dziki Berberys nie był głupi. Było ich troje, a on jeden. Nie zdołałby z nimi walczyć, szybko by przegrał. Dlatego odsunął łapska, oddając ze swojego objęcia Krokusową Kruchość. Srebrzysta Równonoc szybko zabrała z dołu swoją siostrę i bez żadnego pożegnania wróciły do obozu. Jedynie co ostatnie dostał od Krokusowej Kruchości na pożegnanie, było długie pełne bólu spojrzenie jej hipnotyzujących zielonych oczu.
Zostając znów pod opieką wojowniczek, ułożył się z powrotem na zimnej ziemi. Czuł teraz gniew w stronę Zawodzącego Echa oraz reszty, która zagłosowała, aby ten został wygnany.

***

Na drugi dzień

Obudziło go szturchnięcie w bok. Kiedy tylko otworzył swoje oczy, to przed nim ukazał się Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem.
— Pora wstawać, Dziki Berberysie — przywitał go ozięble kremowy wojownik.
Nic nie odpowiadając kocurowi, wstał na swoje cztery łapy, które po nocy były wyjątkowo spięte i zastane. Poranny chłód nie był dla niego aż tak odczuwalny, jak dla owej dwójki, która trzęsła się nieznacznie. Nie to żeby on też się nie trząsł. Był wychłodzony po całej nocy i czuł, jak jest osłabiony. Chyba na dobry początek wygnania i braku dostępu do pomocy medycznej, dostanie gorączki lub innego dziadostwa, które mu uprzykrzy życie.
— Ruszaj, idziemy — pogonił go z powrotem Cyklonowe Oko, a Dryfujący Fluoryt podparł go i pomógł wyjść z dołu.
Postawił łapy na oszronionej trawie. Słońce nawet nie zdążyło pokazać się na nieboskłonie, a przy dołach gdzie byli ulokowani Nieustraszony Chomik i Tańcujące Pierze jeszcze stali strażnicy.
— Czyżbym był pierwszym, na którym dzisiaj zostanie wykonany wyrok?
— A jak myślisz? Niech mają okazję jeszcze trochę pospać skoro taka wola Zawodzącego Echa — odezwała się Dryfujący Fluoryt. — Ruszajmy.
Popchnięty został w kierunku granicy Klanu Wilka oraz Klanu Klifu, a on jedynie co mógł zrobić, to posłusznie pójść w wyznaczonym kierunku.

***

TW: Walka

Po długim marszu został zaprowadzony nad granicę, gdzie przed nim rozpościerał się wielki i ciemny las Klanu Wilka. Jego ogon drgnął niepewnie. Wiedział, że darowano mu życie, jednak Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem zaprowadzając go w to miejsce, zesłali go na śmierć z łap Wilczaków. Przecież byli otoczeni przez same terytoria innych klanów, jednak jeśli miałby wybierać, to wolał już, żeby go wysłano wprost na Drogę Grzmotu, by ten mógł lepiej się zastanowić, gdzie chce odejść.
— No? Ruszaj się. Nie będziemy dłużej czekać, aż sam opuścisz terytorium Klanu Burzy — pośpieszył go Cyklonowe Oko.
Strzepnął gniewnie ogonem i syknął na dwójkę, która jeszcze uderzenie serca temu była jego pobratymcami. Zareagowali tym samym. Z bólem serca spojrzał ostatni raz za siebie, gdzie daleko za pagórkami był obóz, w którym smutna spała jego ukochana Krokusowa Kruchość. Przymknął oczy, odrzucając wszystko za sobą i jednym susem znalazł się po drugiej stronie pełnej cieni, paproci, igliwia oraz oszronionego podszycia i ściółki.
Jego serce przyspieszyło i z wahaniem stawiał kolejne kroki, zostawiając tym samym z tyłu Cyklonowe Oko i Dryfujący Fluoryt. Gęsty las sosen i innych iglaków zaczęły coraz gęściej go otaczać, a zapach kotów z Klanu Wilka był całkiem silny, podobnie zresztą, jak na granicy.
Czując, że każde drzewo właśnie go obserwuje, zaczął biec, sprawnie omijając wszystkie przeszkody, które miało do zaoferowanie podszycie. Szum krwi w uszach oraz przyspieszony oddech towarzyszył mu, przez dłuższą chwilę, kiedy biegł w nieznanym mu kierunku, na cudzym terytorium.
— Tam! Tam jest! — nagle za nim usłyszał cudze miauknięcie.
Już jakiś patrol zdążył zauważyć jego obecność. Przyspieszył z całych sił. Biegnąc sprintem, słyszał odgłosy pogoni, która odbywała się za nim. Jednak na ich nieszczęście był dość szybki, przynajmniej przez krótki czas. Do momentu, kiedy nie utraci sił, był bezpieczny od patrolu Wilczaków.
— Goń go, Aksamitny Nosie! Goń!
Odgłosy były coraz dalej. Miał szansę przeżyć! Może kiedy indziej zastanowi się nad prośbą o dołączenie do jakiegoś z klanów, jednak na tę chwilę chciał tylko i wyłącznie przeżyć. Śmierć z pazurów Wilczaków nie wchodziła dzisiaj w grę.
Przed sobą zauważył powalony konar drzewa. Nie był pewien, czy miał na tyle siły, żeby go sprawnie przeskoczyć, jednak dla pewności swojego rozpędu, przyspieszył lekko, aby dobrze się wybić w powietrze. Na jego nieszczęście w momencie, kiedy miał skoczyć, o jego łapę zaplątała się jeden z długich liści paproci. Zamiast znaleźć się po drugiej stronie grubego leżącego drzewa, przekoziołkował i uderzył głową w spróchniałe drewno.
— Gwiazdnicowy Blasku! Wąsatkowy Ruczaju! Upadł! Jest! Szybciej, prędko!
Złapał się łapą za głowę i odwrócił w stronę, z której dochodziły odgłosy pogoni. Teraz nie miał szans uciec, tym bardziej że przed nim wyskoczyła pierwsza członkini wilczego patrolu. Drobna, o kruchej budowie czekoladowa srebrna szylkretka z bielą. Stanął na cztery łapy i wysunął pazury, wiedząc, że zamierza bronić się z całych swoich sił. Do ostatniej kropli krwi. Nie zamierzał ginąć. Nie tutaj. Nie teraz!
— Burzaku! Przekroczyłeś granicę z Klanem Wilka! Co robisz tak w głębi naszego terytorium? — miauknęła ostrzegawczo Aksamitny Nos, jeśli dobrze kojarzył kotkę ze zgromadzeń.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem! — warknął.
Nim się obejrzał podbiegły do niego jeszcze dwie kotki. Jedna liliowa szylkretka z krótkim ogonem oraz druga czarna bicolor z jednym dziwnym okiem. Cała trójka była nastroszona i raczej słabymi przeciwniczkami. Ze względu na ich aparycje był w stanie powiedzieć, że mógłby dać sobie z nimi radę.
— Dobra! Która idzie pierwsza na lanie? Nie dam się tak łatwo! Powyrywam wam wąsy! — prychnął, jeżąc się. Był gotów do walki.
Owe przeciwniczki raczej nie było łatwo sprowokować, jednak agresja rodzi agresję.
— Schowaj pazury i poddaj się! Klan Burzy będzie miał poważne problemy — ostrzegła go liliowa szylkretka z krótkim ogonem, jednocześnie powoli podchodząc do niego.
— Nie podchodź, bo posmakujesz moich pazurów! — syknął ostrzegawczo i wzrokiem skupił się na wojowniczce.
Kotka jednak nie reagowała na jego groźby. Nie trzymała się z daleka. Reszta go nie okrążała, tylko syczały na niego groźnie.
— Odejdź! — powtórzył.
Wojowniczka jednak postawiła kolejny duży krok w jego stronę. Dzieliło ich od siebie jedna długość ogona. Była już za blisko. Nie zamierzał testować swojej cierpliwości dalej. Oby tylko jego umiejętności w walce pozwoliły mu wybrnąć z tej sytuacji.
Rzucił się na kotkę z jazgotem i przygwoździł ją do ziemi swoim ciężarem. Nie musiał długo czekać, aż walka z dwoma innymi wojowniczkami się zacznie, gdyż te wiernie ruszyły swojej pobratymczymi na pomoc.
— Gwiazdnicowy Blasku! — zawyły obie.
Starając się obronić, intensywnie drapał, robił uniki i gryzł kotki. Każdą, która zbliżyła się na tyle, żeby jego atak był skuteczny. W powietrzu unosiła się strzępki sierści. A sam czuł na ciele już liczne zadrapania i ugryzienia, których nie mógł uniknąć, skoro walczy aż z trzema kotami. Rany go piekły, a wszyscy wpadli w wir walki.
Przybijając znów do ziemi liliową szylkretkę, poczuł jej pazury na swoim brzuchu, wbijające się kły Aksamitnego Nosa na karku, która starała się go odciągnąć z liliowej szylkretki, a czarna bicolor starała się go ugryźć od boku. Zamachnął się swoim cielskiem i łokciem uderzył kotkę z dziwnym okiem, która upadła niedaleko i złapała się łapką za krwawiący nos.
— Wąsatkowy Ruczaju! — krzyknęła Aksamitny Nos.
Wykorzystując to, że lekka wojowniczka puściła go swoimi kłami, przejechał pazurami po jej boku, jednocześnie zrzucając z barków prosto przed siebie. Nie mając przez chwilę na sobie reszty przeciwniczek, skupił się dobitnie na Gwiazdnicowym Blasku, która wtapiała swoje pazury w jego miękki brzuch. Bolało go to strasznie, dlatego się chwilowo skulił. Liliowa szylkretka wydostała się spod niego, jednak nie na długo, ten pociągnął ją za tylne łapy. Wylądowała na ziemi. Przyciągnął ją bliżej siebie i łapskami przycisnął jej szyję, przyduszając ją. Gwiezdnicowy Blask pluła i wierzgała się desperacko, starając się go z siebie zrzucić.
— I to są te wojowniczki Klanu Wilka?! Jesteście słabe! Jednak kotki nie powinny zostawać u was wojowniczkami, skoro nie umiecie sobie ze mną poradzić! — wrzasnął, w szale plując krwią.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
— W takim razie zawalcz z kimś podobnych rozmiarów! — warknął rudy kocur, który niczym duch lasu wyskoczył z gęstego podszycia.
Rudy skoczył na niego z pazurami, od razu chwytając go kłami za gardło. Puszczając Gwiazdnicowy Blask, przekoziołkowali się po ziemi, jednocześnie okładając się łapami, drapiąc i gryząc. Dziki Berberys mimo adrenaliny czuł już zmęczenie. Przecież taki kawałek przeszedł, przebiegł i miał już długą część walki za sobą. Nie był w stanie długo walczyć z dorównującym mu umiejętnościami i siłą kotu!
— Dawaj Tygrysia Nocy! Walcz z tym królikojadem! — dopingowała Aksamitny Nos.
— Tylko nie zabijaj go! — dodała Gwiazdnicowy Blask.
Po siłowaniu się dostał mocny cios łapą w jedno oko, które od razu spuchło. Został powalony na ściółkę i przyciśnięty łapami Tygrysiej Nocy. Czuł, jak nie jest w stanie się obrócić i kontynuować walkę. Kocur obezwładnił go, trzymając wielkie łapsko na jego skroni.
— Już koniec tego dobrego, głupi Burzaku! — splunął Tygrysia Noc. — Teraz leziesz przed osobistość Zalotnej Gwiazdy i zobaczymy, czy przeżyjesz za zaatakowanie patrolu i wtargnięcie na terytorium Klanu Wilka!
Dziki Berberys jedynie zacharczał zmęczony, czując, jak jego mięśnie są sflaczałe z wysiłku. Był osłabiony, a ugryzienia i zadrapania straszliwie go piekły. Zresztą teraz, jak rudy wojownik go puści, to nie byłby w stanie uciec. Bolały go nogi. Nie zdołałby daleko pobiec. Pewnie reszta patrolu zdołała szybko odzyskać siły, więc znów by go przechwycono. No i nie znał terytorium…
— Dobrze… — mruknął już potulnie, przymykając powieki z bólu i zmęczenia.
Nic innego już mu nie zostało, niż posłusznie zostać zaprowadzonym przed oblicze Zalotnej Gwiazdy. Miał nadzieję, że zdoła przeżyć i po tłumaczeniach liderka Klanu Wilka nie skaże go na powrót do Klanu Burzy, bądź śmierć z łap jednego z Wilczaków.

<Krokusowa Kruchości? Zobaczymy się na granicy po pewnym czasie>

11 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

Przeszłość, kontynuacja wydarzeń

Serce Krokusowej Kruchości zabiło szybciej, gdy rudy kocur wyznał, że upolował specjalnie dla niej zająca. A żeby tego było mało, już po chwili zaprosił ją na wieczorny spacer tylko we dwoje. Nieco zawstydzona, acz szczęśliwa, przystała na propozycję, delikatnie kiwając głową i posyłając uśmiech towarzyszowi, którego skrycie darzyła ogromnym uczuciem.
– Dziękuję, Dziki Berberysie. Dawno nie widziałam tak pięknej zdobyczy – zamruczała, przyglądając się szarakowi, który został jej sprezentowany. Ponownie przeniosła wzrok na Dzikiego Berberysa, a dokładniej jego błękitne oczy, wyglądające jak bezchmurne niebo. A może lepszym określeniem byłoby spokojny ocean? Nie potrafiła zliczyć, ile razy tonęła, wpatrując się w jego oczy. – To dla mnie dużo znaczy. Naprawdę... – urwała. Czy powinna tak dużo mówić? Do niedawna podczas rozmów z kocurem w odpowiedzi jedynie potakiwała głową lub kręciła nią. Może mogła mu ta zmiana nie odpowiadać?
Uśmiech na pysku kocura utwierdził ją w przekonaniu, że była w błędzie. Kocur ponownie pochwycił szaraka, którego wspólnie mieli zjeść, gdy znajdą dogodne miejsce na obserwację nocnego nieba. Delikatnie ujął swym ogonem szylkretowy ogon kotki, tak jak dżentelmen ma w zwyczaju delikatnie chwytać dłoń damy i wspólnie skierowali się w kierunku wyjścia. Gdy już nieco oddalili się od obozu, a na granatowym niebie pojawiały się pierwsze migoczące punkciki, Krokusowa Kruchość delikatnie oparła głowę o bark kocura.

~ ~ ~

Ich nocne schadzki, o których najprawdopodobniej wiedział każdy Burzak, stały się niemalże codziennością. Początkowo Krokusowa Kruchość obawiała się reakcji pobratymców, a jeszcze bardziej możliwych plotek dotyczącej ich dwójki, w końcu oficjalnie nie byli parą, jednak, gdy nastawała pora ich spotkania, a tuż przed nią pojawiał się rudo-biały kocur o błękitnych oczach, wszystkie jej troski w jednej chwili znikały, a świat pomimo otaczającego ich mroku nabierał koloru. Wiedziała, że mama oraz Srebrzysta Równonoc były im przychylne i nie miałyby nic przeciwko, gdyby ich wspólne nocne spacery zamieniły się w coś więcej. A mianowicie partnerstwo. Jednak Krokusowa Kruchość nie była pewna, czy rodzeństwo i dalsza rodzina kocura nie mają nic przeciwko ich spotkaniu i rozwojowi relacji.
– Dzięki tobie jestem szczęśliwa – zamruczała, obserwując gwieździste niebo. Oparła się o kocura i przymknęła oczy. Może wcale nie musieli być partnerami? Po prostu wystarczyło, że mogli razem spędzać czas, tak jak robili to dotychczas. Tylko tyle i aż tyle. – Jesteś moim słońcem, Dziki Berberysie.

~ ~ ~
Kilka dni przed pożarem

Krokusowa Kruchość ostatnio nie miała okazji złapać Dzikiego Berberysa w ciągu dnia, nie wspominając o zamienieniu z nim paru zdań. Zawodzące Echo rzadko wyznaczał ich do tego samego patrolu, być może uznając, że potrzebują od siebie przerwy, chociaż bura kotka wątpiła, aby zastępca chciał im zrobić na złość - wiedziała, że między nią a kocurem, którego szczerze kochała, była przeogromna przepaść, jeśli chodziło o umiejętności oraz predyspozycje do zadań. Krokus z niechęcią godziła się na te chwile rozłąki, znajdując pocieszenie w oczekiwaniu na nadejście zmierzchu.
Odprowadziła spojrzeniem do wyjścia Dzikiego Berberysa, Małą Bazię, Ostatni Pożar oraz Złotą Wydmę, życząc rudemu w myślach pomyślnych łowów.
– ...owa Kruchości. Krokusowa Kruchości. – Z zamyślenia została wyrwana przez głos Śniącego Obserwatora. Gdy zielone oczęta spoczęły na przewodniku, kocur cofnął łapę i odchrząknął. – Znasz się na kwiatach, jak mało który kot. Czy zechciałabyś mi pomóc w zebraniu ich i udekorowaniu nimi posłania?

~ ~ ~
Tymczasem w Łapkowie, podczas posiedzenia całego klanu w Grocie Pamięci

Krokusowa Kruchość leżała zwinięta w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Ból w klatce piersiowej nie ustał, a wręcz wzmagał się z każdym kolejnym zaczerpnięciem powietrza przez kotkę. Była pewna, że ból jest tymczasowy i minie. Próbowała zrzucić odpowiedzialność za złe samopoczucie na dym, którego się nawdychała podczas ucieczki, jak i stres, którego doświadczyła w Grocie Pamięci. Jednak dobrze się stało, że matka zabrała ją do Łapkowa. Pomimo że stawiała opór, poczuła ulgę, gdy nie słyszała rozmów dochodzących z głównego pomieszczenia.
– Tato... Gwiezdni Przodkowie... Królicza Gwiazdo... proszę was... błagam...
Jeszcze nigdy z tak gorliwie nie modliła się do przodków znajdujących się na Srebrzystej Skórze, prosząc, żeby zmarli nie pozwolili ich rozdzielić. Nie chciała dopuścić, aby kolejny raz koty przelały krew, tym razem winnych śmierci pobratymców i spisku. Nie chciała, aby Dziki Berberys został wygnany. Jednak jej głos był zbyt cichy, a ona sama zbyt słaba, aby stanąć naprzeciw kotom, pragnących sprawiedliwości.
Wzdrygnęła się pod dotykiem matczynego ogona. Słodka Dziewanna starała się uspokoić córkę, lecz na próżno. Krokus skuliła się mocniej, odtrącając ogon matki, pozwalając, aby jej myśli zalał mrok.

~ ~ ~

Matka zabroniła jej udać się do dołów, w których przebywał Dziki Berberys wraz z oczekującymi na dzień egzekucji Nieustraszonym Chomikiem i Tańcującym Pierzem. Również zabroniła jej być obecną przy egzekucji dwójki z wymienionych. Krokusowa Kruchość bez słowa przytaknęła, ledwo trzymając się na łapach. Jakby jeszcze sama pragnęła widzieć, jak kolejne koty są mordowane z łap pobratymców. Srebrzysta Równonoc podtrzymywała swoją siostrę, cichutko mrucząc uspokajającą kołysankę.
– Tak mi przykro, Krokus – Polizała siostrę po łebku, po czym wróciła do kontynuowania nucenia melodii. – Dziki Berberys nie był ciebie wart.
– Ależ był... jest... on wciąż tu jest – rozpłakała się, chowając głowę w szyi siostry. – Żyje. Będzie żył...
"Będzie żył, ale nie będzie go w moim życiu"
Rudemu kocurowi darowano życie, podobnie jak jego bratu. Niestety, decyzją większości członków Klanu Burzy zadecydowano o jego wygnaniu. Krokusowa Kruchość była gotowa poręczyć za rudego, chcąc zapewnić wszystkich, że będzie pilnowała kocura, aby nie zmarnował danej mu szansy życia, aby mógł pozostać w Klanie Burzy. W końcu pokochał ją, spędzał z nią czas, a była kimś gorszym niż zdaniem spiskowców, leniwy Królicza Gwiazda, którego rządy uznawali za złe. Jednak jej głos był niczym wśród głosu tłumu.
Dlaczego Gradobijący Cierń mógł pozostać w klanie? To nie było sprawiedliwe. Skoro on mógł pozostać, to dlaczego nie Dziki Berberys. Dlaczego nie kocur, którego kochała i nie wyobrażała sobie życia bez jego obecności u jej boku.
– Będzie żył. I będzie daleko od Klanu Burzy. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. A na pewno nie ciebie.
Krokusowa Kruchość przymknęła oczy. Ile by dała, aby ostatni raz spojrzeć w pysk kocurowi. Porozmawiać z nim, zapytać go na spokojnie, dlaczego zdecydował się zaprzepaścić swoją przyszłość. Ich przyszłość.
Matka miała rację. Dobrze się stało, że nie byli oficjalnymi partnerami i nie mieli potomstwa. Krokus nie miałaby serca skazywać niczego niewinnych kociąt na krzywe spojrzenia, tylko przez fakt pokrewieństwa z kotem, który został wygnany, nawet jeśli wciąż szczerze darzyła go uczuciem. Ona sama była w stanie znieść krzywe spojrzenia kotów, gdy wyznała przy wszystkich, że kocha Dzikiego Berberysa i chce znaleźć inne rozwiązanie sytuacji, niż egzekucja czy wygnanie. W ich oczach otrzymała już łatkę. Szalonej słabej kotki, która pokochała mordercę i była gotowa go bronić, nawet pomimo przyjęcia przez niego kary.
– Srebrzysta Równonocy... bardzo mnie boli, o tutaj – miauknęła, wskazując serce. – Pomożesz mi dotrzeć do Wdzięcznej Firletki?
– Nie. Ty tu zostań, a ja po nią pójdę.
Krokusowa Kruchość przytaknęła. Jednak nie miała zamiaru posłuchać siostry. Gdy kocica oddaliła się, w celu odszukania medyczki lub syna Zawodzącego Echo, buraska powoli skierowała się w stronę dołów. Widziała, że więźniowie są pod stałą obserwacją. Mimo to musiała zobaczyć kocura, chociażby ten ostatni raz, nim pobratymcy ich rozdzielą.
Gdy ktoś ją pytał, dokąd zmierza, kłamała, mówiąc, że pomaga medykom przy zbieraniu medykamentów. Pomimo bólu w klatce piersiowej, jak i gorzkiego uśmiechu na pysku, szła na spotkanie z ukochanym.


<Berberys? zamiast kochającej żonki i trójki dzieci wolałeś spiski :( >

31 maja 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Krokusowej Kruchości

Dziki Berberys spojrzał swoimi błękitnymi oczami na kotkę, która podstawiła mu pod nos jaskółkę. Krokusowa Kruchość milczała i z wyczekiwaniem obserwowała go, jakby czekała na jego reakcję. Sam nie był pewien, jak zareagować, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, które zadziały się w klanie. Widział, jak kotka wraz z innymi Burzakami patrzyła na niego i jego rodzeństwo z przerażeniem, jakby to nie Świerszczowy Skok, tylko oni zaatakowali ich byłego asystenta medyka.
— Dziękuje ci za prezent, Krokusowa Kruchości. Jeśli chcesz, możesz się obok mnie usadowić i porozmawiać — przerwał niezręczną ciszę, która panowała w legowisku wojowników.
Młodsza wojowniczka niepewnie podeszła do niego i usiadła na jednym z posłań.
“Posłuszna” — skomentował krótko w myślach.
Nadal ta nic nie mówiła, tylko patrzyła z wyczekiwaniem, aż ten zje zdobycz, którą mu przyniosła. Widząc to, wziął gryza ptaka, na co kotka zareagowała uśmiechem.
— Nie spodziewałem się, że przyniesiesz mi posiłek. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach — zauważył, jednak ta nadal milczała. Dlatego też kontynuował. — Jest mi naprawdę przykro, że ostatnimi czasy tyle rzeczy się dzieje w tym klanie. Osłabia to nas coraz bardziej, a inni, zamiast obarczać władzę, że nie reaguje na problemy, które można zdusić w zarodku, patrzy na nasze łapy, gdyż jesteśmy tą pechową rodziną zdrajców i morderców — prychnął wzburzony, biorąc następnego kęsa.
— Nie powinni tak na was patrzeć… — powiedziała cichutko i delikatnie pogładziła go końcówką ogona. — Współczuję wam takiego losu. Jednak jesteś kotem o dobrym sercu. Tak myślę i… Czuję…
Lekko się zawstydziła i przeniosła swoje rozmarzone zielone oczy w dal legowiska. Zauważył to, jednak nie zareagował. Czemu miałaby od niego odwracać tak nagle wzrok? Podobał się jej? A może po prostu nie chciała na niego patrzeć, gdyż był potworem, tak samo, jak jego ojciec?
“Nie okłamywałaby mnie przecież. Przynajmniej tak mi się wydaje…”
Zamruczał cicho, również niepewny swoich uczuć względem kotki:
— To dobrze czujesz. Staram się być jak najlepszą wersją samego siebie. Nie chciałbym nikogo zawieść. W szczególności ciebie — mruknął troszkę ciszej, decydując się popchnąć ich kwitnącą relację w trochę innym kierunku niż tylko przyjaźń.
Krokusowa Kruchość jednak nie spojrzała się na niego. Unikała nadal jego wzroku, a futerko lekko jej się napuszyło. Chyba zrozumiała przesłanie. Kotka jednak nie uciekła z legowiska wojowników, żeby ukryć swoje uczucia, tylko z grzeczności została przy nim, aż ten skończył swój posiłek. Nie rozmawiali. Siedzieli w ciszy przez ten cały czas. Dziki Berberys nie był pewien, czy mógłby nazwać to milczenie komfortowym. Krokusowa Kruchość ewidentnie czuła się przy nim niekomfortowo, w sumie tak jak z większością kotów z tego klanu.
— Muszę już iść. Zawodzące Echo kazał mi pomagać w pracach przy obozie — wyszeptała swoim ładnym głosikiem.
— Dziękuje ci, że dotrzymałaś mi towarzystwa.
Ta skinęła mu głową, jednocześnie posyłając mu delikatny uśmiech. Nie odezwała się. Wyszła. Teraz siedział sam w legowisku i czuł się znów samotny jak przedtem.

***

Słońce zachodziło za horyzontem, a na niebie oprócz pięknych barw pojawiali się pierwsi wojownicy Klanu Gwiazdy. On stał na straży do obozowiska i wpuszczał właśnie ostatnie koty, które wracały z wieczornego patrolu łowieckiego. Wojownicy wraz z uczniami weszli do środka, niosąc całkiem przyzwoite zdobycze. Ta noc powinna być spokojna, miał zamienić się z Sójczym Błękitem na warcie, kiedy na księżyc na nocnym niebie będzie wysoko. Koty powoli zaczynały znikać w legowiskach i kierować się na posłania. Tylko nieliczni zostali na polanie i rozmawiali po cichu. Widział, jak trzy znane wszystkim białe futerka albinosów krzątały się po zakamarkach, spełniając swoje obowiązki pod osłoną nocy. Nie skupiał się dokładnie na tym, co robią Wełnista Mszyca, Biały Strumień i Lotosowy Pąk.
Swoje niebieskie oczy skierował na niebo, obserwując Gwiezdnych oraz powoli sunące ciemne chmury. Zawsze tak robił, jeśli kazano mu siedzieć na warcie. Zawsze wolał budzić się wczesnym rankiem, kiedy promienie słońca łaskotały go w nosek oraz jego białe futerko. Skupiony na nieboskłonie, całkowicie nie zauważył, że w jego kierunku zbliżyła się Krokusowa Kruchość. Kotka bezszelestnie usiadła obok niego. Dopiero zarejestrował jej obecność, kiedy ta przez przypadek dotknęła go ogonem. Wzdrygnął się.
— O! Krokusowa Kruchości! Nie spodziewałem się twojej obecności… — kotka speszona, postawiła swoje futerko na sztorc, a on szybko dodał, chcąc ją uspokoić. — Oczywiście, nie mam nic przeciwko twojej obecności tutaj. Miło mi, kiedy spędzamy razem czas.
— Em… Mi również miło.
Znów zapadła cisza. We dwoje siedzieli, obserwując gwiazdy i nasłuchując chrapania pobratymców.

***

Aktualne

Ostatnio w Klanie Burzy zawitali nowi członkowie, którzy uciekli z innych klanów. Dwoje Nocniaków i chyba jeden Klifiak? Zresztą, co to za różnica? Wszyscy byli spoza Klanu Burzy, co już nie podobało się Dzikiemu Berberysowi. Jednak, co on mógł powiedzieć, skoro temat rebelii ucichł, a czas biegł nieustannie dalej, niczym zając. Zanim by się obejrzeli, Królicza Gwiazda by umarł ze starości, a Zawodzące Echo zostałby nowym przywódcą tego klanu i musieliby się użerać z nowym liderem, który całkowicie nie nadawał się na tą rolę.
Idąc tak zamyślony, wpadł akurat na Kameliową Łapę oraz Tojadową Łapę, którzy właśnie wychodzili na patrol z Rudą Lisówką i Dryfującym Fluorytem. Krótko skinął im głową i wymamrotał “przepraszam” i zniknął w wyjściu.
Ruszył na samotne polowanie, a pogoda Pory Zielonych Liści sprzyjała na złapanie smacznego dużego kąska. Przemierzał wysokie trawy, które nosiły na sobie zapach najróżniejszej zwierzyny. Skupiony na jednym ze śladów królika, ruszył za nimi, jednak przez przypadek wpadł na Krokusową Kruchość, która wyskoczyła z traw, prosto na czołówkę. Zderzyli się głowami, a z pyszczka kotki wypadły najróżniejsze pachnące kwiaty, które musiała zebrać na łąkach. Zaraz za nią z wysokich traw wyszła Słodka Dziewanna oraz Srebrzysta Równonoc.
— Najmocniej przepraszam cię, Krokusowa Kruchości! — miauknął, czując, jak robi mu się gorąco pod futrem. Niefortunnie wpadł na wojowniczkę, kiedy ta właśnie była na spacerze z własną rodziną. Chciał uniknąć również złości jej matki, dlatego pośpiesznie złapał część kwiatów, które upadły na ziemię i wręczył je z powrotem swojemu obiektu westchnień. — Niefortunnie się złożyło. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało. Wszystko dobrze?
Krokusowa Kruchość pokiwała osowiale głową, jednocześnie masując czoło łapką.
— Na pewno nic jej się nie stało, Dziki Berberysie — zapewniła z uśmiechem na pyszczku Słodka Dziewanna. — Jednak bardzo miło widzieć, że się o nią martwisz. Bardzo troskliwym kocurem jesteś.
— D-dziękuję bardzo, Pani Słodka Dziewanno — odpowiedział, skłaniając posłusznie głowę. Był na siebie zły, że się zająknął. Prawdziwy kocur nie powinien z zawstydzenia się jąkać.
Za to Srebrzysta Równonoc szybko pozbierała część kwiatów, które jeszcze leżały na ziemi. Popatrzyła się na ich dwójkę sugestywnie i zamruczała rozbawiona z własną matką. Krokusowa Kruchość za to milczała, jednak musnęła go pocieszająco swoim ogonem po boku.
— My będziemy już szły, Dziki Berberysie, przepraszamy, że wybiłyśmy Ciebie z polowania. Do zobaczenia w obozie — Słodka Dziewanna ruszyła jako pierwsza, a za nią obie z jej córek.
Krokusowa Kruchość rzuciła mu ostatnie długie spojrzenie swoich zielonych oczu, po czym trzy wojowniczki zniknęły na ścieżce prowadzącej do obozowiska. Dziki Berberys westchnął głośno, nadal nie odrywając wzroku z miejsca, którędy szła bura szylkretka.
Jak miał się teraz skupić na polowaniu, skoro myślami krążył teraz wokół jednej kotki? Czy źle postąpił, że podał jej kwiaty? Czy czasem nie wyszedł na mysiego móżdżka przed jej rodziną? Pokręcił łbem, próbując przyprowadzić się do porządku. Musiał przecież coś złapać! I wiedział już, komu dałby swoją zdobycz.

***

Wrócił do obozu z zającem w pysku. Cały dzień się za nim uganiał, więc był niewyobrażalnie zmęczony. Zamiast położyć szaraka na stercie zwierzyny, podszedł do Krokusowej Kruchości, żeby żaden starszy albo inny głodomor nie zabrał jego zdobyczy. Położył przed nią jedzenie i skinął głową jej matce oraz siostrze, które właśnie dzieliły się językami. Obie widząc jaką piękną zdobycz przyniósł dla Krokusowej Kruchości, popatrzyły się na siebie miło zaskoczone.
— Nie będziemy wam przeszkadzać — wymruczała Słodka Dziewanna i ogonem dotknęła ucha burej szylkretki, do której on przyszedł. — Chodźmy, Srebrna Równonocy — zawołała swoją drugą córkę i obie poszły do innych Burzaków.
Teraz zostali sami. Zielone oczy kotki patrzyły z zaciekawieniem w jego kierunku. Widział, że kotce nie sprawia już tak dużego dyskomfortu spędzanie z nim sam na sam czasu. Starał się od dłuższego czasu, żeby być kimś więcej dla niej, więc może w końcu to dostrzegła?
— Upolowałem tego zająca specjalnie dla Ciebie, Krokusowa Kruchości. Chciałem spędzić z Tobą trochę czasu razem, dlatego — nosem wskazał na zachodzące słońce za horyzontem. — Chciałem Ciebie również zaprosić na nocny spacer, by pooglądać razem nocne niebo.
Popatrzył z wyczekiwaniem na nią.

< Krokusowa Kruchości, czy zechcesz wyjść ze mną na romantyczny spacer? ✨🌌🌙>

09 maja 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

– L-lubię – miauknęła, walcząc z myślami, że właśnie okłamała kocura.
Tu nie chodziło o to, czy lubi oglądać Srebrzystą Skórę czy nie, nawet jeśli ruch nocnego nieba koił jej duszę i zabierał smutki. Po prostu w nocy mogła rozmawiać z tatą, który kroczył wśród Gwiazd. Cóż, właściwie prowadziła monolog w myślach, starając się odgadnąć, co zmarły wojownik mógłby jej odpowiedzieć i doradzić. Jednak nie miała na tyle odwagi, aby poinformować o tym świeżo mianowanego wojownika. Nie wyśmiałby jej raczej, jednak nie była z nim na tyle blisko, aby dzielić się z nim aż takimi prywatnymi rzeczami. Na razie wystarczyło, że została jego "partnerką w zbrodni" podczas czuwania. Przełknęła nerwowo ślinę, mając nadzieję, że nikt ich nie zauważył, a tym bardziej faktu, że kocur odezwał się do niej podczas czuwania. Sama również nie miała zamiaru o tym nikomu wspominać, nie chciała, aby kocur miał z tego powodu kłopoty.
– Obserwowanie gwiazd pomaga mi w odpoczynku... Działa na mnie kojąco? Podobnie jak moczenie łap w zimnej wodzie. – przechyliła łebek, doprecyzując odpowiedź. Nie była do końca pewna czy dobrze określiła towarzyszące jej odczucie. – Na ciebie chyba również to chyba działa. Wyglądałeś na zrelaksowanego podczas czuwania, Dziki Berberysie.
Podzieliła się z kocurem piszczką, pozwalając mu zjeść większą część, z którą od dłuższego czasu się męczyła. Gdyby nie Burzowe Chmury, który wręcz wcisnął jej piszczkę w łapy, gdy tylko wyszła z legowiska wojowników na środek obozu, zdecydowałaby się na mniejszy posiłek. I wtedy nie miałaby okazji porozmawiać z wojownikiem, przynajmniej nie od razu po przebudzeniu. Nerwowo uciekła spojeniem w bok, zastanawiać się jak powinna podtrzymać rozmowę. Nie chciała wyjść na nudną, ale przecież taka była. Co by powiedziała na jej miejsce Słodka Dziewanna?
– Krokus! – Po obozie rozległ się głos Równonocnej Łapy, która energicznym krokiem kierowała się w stronę dwójki kotów. – Ty wstrętna wiercipięto! O mało nie doprowadziłaś mamy do zawału, gdy zorientowała się, że twoje posłanie jest puste! – fuknęła na siostrę, która zestresowała się nie na żarty, po czym przeniosła spojrzenie na starszego kocura i się z nim przywitała. – Dzień dobry, Dziki Berberysie! Jeszcze raz gratuluję z okazji mianowania! Królicza Gwiazda wybrał dla ciebie idealny człon!
Krokusowa Kruchość wstrzymała oddech, gdy niebieska szylkretka rozmawiała z świeżo mianowanym wojownikiem. Nie powiedziała zarówno Słodkiej Dziewannie, jak i Burzowym Chmurom o tym, że zamierza obserwować gwiazdy. Zazwyczaj nikt nie robił o to zamieszania, a jednak w związku ostatnimi wydarzeniami mama musiała się wystraszyć, gdy odkryła jej puste posłanie. Miała nadzieję, że rodzicielka nie widziała jej u boku Dzikiego Berberysu... a tym bardziej tego, jak kocur się do niej odzywa! Bo co jeśli w złości na jej wybryk doniosłaby na niego i kocur miałby anulowaną ceremonię... czy to byłoby możliwe... Tata chyba jej nie nakrył poza obozem, bo na pewno podczas obdarowania ją piszczką zasypałby ją pytaniami. A mama? Skoro się zmartwiła, na pewno poszła jej szukać.
– M-mama – wyjąkała. – M-muszę porozmawiać z mamą... – Podniosła się pośpiesznie z miejsca.
Posłała przepraszające spojrzenie kocurowi, w związku z tym, że tak szybko zostawiła go samego tuż po tym, jak się do niej dosiadł. Cóż, właściwie nie samego. Zostawiła go z Równonocą.
Szybkim krokiem pokonała obóz, starając zlokalizować liliowo-kremowe futro matki. Spostrzegła je w legowisku starszyzny. Niczym małe kocię, które nic sobie nie robiło z obecności innych kotów, dopadła do boku matki, wtulając sierść w jej pysk.
– Przepraszam, że nie powiedziałem, że pójdę obserwować gwiazdy... – zahlipiała, ignorując komentarz Ognistej Piękności na temat tego, że przecież jej duża kotką, a w dodatku wojowniczką, a nie uczennicą czy kociakiem, aby tak się zachowywać. Później będzie się za to wstydzić. – Szukałaś mnie?
– Szukałam... – miauknęła kocica, mrużąc spojrzenie. – Wystraszyłam się, że może wyszłaś za potrzebą i zasłabłaś... albo ktoś lub coś cię zaatakowało – Polizała Krokus po głowie. – Jednak odetchnęłam z ulgą widząc, że nie jesteś sama. – Uśmiechnęła się do córki, nie racząc dodać nic więcej, aby Ognista Piękność miałam temat do plotek.
Krokus speszyła się, jednak również odetchnęła z ulgą, że to mama, a nie ojciec zobaczył, jak towarzyszy rudemu kocurowi podczas czuwania. Kocica była wyrozumiała, co ucieszyło młodą wojowniczkę. Pozostawało jej teraz jeszcze raz przeprosić kocura i obiecać mu, że nie zamierza nikomu wspomnieć o jego nocnym czuwaniu, którego przypadkowo stała się częścią. Tak jak i on nie miał zamiaru powiedzieć nikomu o jej nocnym wymknięciu się.

~~~

Nerwowo poruszyła nosem, nie odstępując boku Słodkiej Dziewanny. Spojrzenie miała utkwione w Świerszczowym Skoku. Podobno kocur dopuścił się zbrodni, a przynajmniej coś takiego zostało ogłoszone podczas zebrania. Kryjąc się za matką, położyła po sobie uszy. Bała się, że kocur zechce skrzywdzić jeszcze jakiegoś innego kota. Przylgnęła do boku Równonocy, która pozwoliła jej wtulić pysk w szylkretowe futro. Przepełnione smutkiem, jak i strachem o potomków kocura spojrzenie miała utkwione w Dzikim Berberysie, Zwiewnym Maku, Trzmielim Pyłku oraz Ciernistej Łapie.

~~~

Mimo, że ostatnio udało jej się zaprzyjaźnić w pewnym sensie z rudym kocurem, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby pocieszyć go. W ciągu krótkiego czasu stracił tak wielu członków rodziny. Każdy po takich wydarzeniach byłby przybity. Przez długi czas wahała się, czy powinna niepokoić kocura, który najprawdopodobniej nie chciał słyszeć kolejnych kondolencji z pyska współklanowicza. W końcu jednak podjęła decyzję. Pochwyciła ostrożnie jaskółkę ze stosu ze zwierzyną i zniknęła w legowisku wojowników, zatrzymując się tuż przed posłaniem kocura. Dziki Berberys zarejestrował jej obecność, jednak oprócz uniesienia wzroku, nie poruszył się. Odłożyła jaskółkę przed jego posłaniem i delikatnie popchnęła ją noskiem w jego kierunku, aby był w stanie sięgnąć po nią pyskiem, bez ruszania się z miejsca.
Być może gdyby była pewniejsza siebie i była z nim bliżej, przytuliłaby go, jednak sama wizja tego sprawiła, że się zestresowała. Ukradkiem zerknęła w kierunku wyjścia, które znajdowało się na wyciągnięcie łap. Nie miała jednak zamiaru zostawiać samego Berberysa, tym bardziej w tym momencie, dlatego zdecydowałam się spróbować pokonać towarzyszący jej stres. No chyba, że kocur zażyczy sobie, aby go zostawiła w spokoju. Wtedy czym prędzej się ulotni.


<Berberys?>

23 marca 2026

Od Berberysowej Łapy (Dzikiego Berberysu) do Krokusowej Kruchości

— Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika — głos dymnego kocura rozniósł się po obozie. — Berberysowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Berberysowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dziki Berberys. Klan Gwiazdy ceni twoją pracowitość i zawziętość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Dziki Berberys zanurzył łapę w rdzawym barwniku, który był przygotowany specjalnie dla kotów, które pełniły funkcję wojowników, kronikarzy oraz przewodników. Odcisnął ją na skalnej ścianie, na której znajdowały się dziesiątki odbić łap kotów, które przez sezony były mianowane. W końcu on również stał się historią Klanu Burzy.
Lider dotknął pyszczkiem jego głowy, a on dotknął swoim nosem barku Króliczej Gwiazdy. Koty zaczęły wiwatować i skandować jego imię. Zadowolony wypiął pierś i wyprostował się, przewyższając tym samym wzrostem przywódcę.
Czekał bardzo długo na tą chwilę i w końcu mu się udało. Przeszedł wszystkie wymagane przez Śnieżycową Chmurę zadania i udowodnił, że nadaje się na wojownika. Teraz nie potrzebował rudej wojowniczki do niczego! Był nawet od niej lepszy i bardziej efektywny. Posłał uśmiech Ciernistej Łapie, który siedział niedaleko Jagodowego Marzenia, Trzmielego Pyłku i Zwiewnego Maku. Nieważne, jak okrutnie by to nie brzmiało, ale cieszył się, że kocur został uczniem jako ostatni. Natomiast on udowodnił, że nie był najgorszy z miotu!
— Gratulacje Dziki Berberysie! — zamruczała do niego Jagodowe Marzenie, która podeszła do niego wraz z rodzeństwem.
Zamruczał uradowany taką ilością atencji, a w szczególności na widok futra jego ojca w tłumie kotów chcących mu pogratulować. Tak długo ubiegał się o jego uwagę, a teraz Świerszczowy Skok sam z siebie zamierzał powiedzieć mu parę słów.
Kiedy podszedł do niego ów kocur, jego serce zabiło mocniej. Oto chwila chwały i słowa, które miały dla niego ogromne znaczenie!
— Dobrze cię widzieć, jako dorosłego i doświadczonego wojownika, synu. Gratuluje postępów — zamruczał Świerszczowy Skok.
— Dziękuję ojcze, całe życie będę się starał, żebyś był ze mnie dumny. Chcę przynieść naszej rodzinie jak najwięcej chwały.
— Klan Burzy będzie z ciebie dumny, jeszcze nie raz z takim podejściem — pogładził go ogonem po barkach, przez co Dziki Berberys omal nie wyskoczył z futra ze szczęścia.
Musiał pokładać wiele energii, by nie zachować się jak kociak i nie zbłaźnić się przed wszystkimi. Była to jego wielka chwila!
Natomiast ojciec, skinął mu ostatni raz głową i odszedł, dając miejsce innym kotom, które miały w planach mu pogratulować.
“To koniec? Tyle zdołałem porozmawiać z tobą, Świerszczowy Skoku?” — nie dowierzał, że zdobył atencje ojca na kilka uderzeń serca. Co jeszcze musiałby zrobić, żeby ten z nim dłużej porozmawiał?

***

Noc była bezchmurna, a czas płynął naprawdę wolno. Dziki Berberys czuł, jak jego powieki stają się naprawdę ciężkie i najprawdopodobniej opadłyby już dawno, gdyby nie zimniejsze powiewy wiatru, które co jakiś czas budziły go.
Podczas jego ziewania, nagle poruszyło się coś w rogu jego pola widzenia. Obrócił głowę w kierunku najprawdopodobniej ucznia, który zapomniał, że dzisiaj odbywa się jego czuwanie.
Na samą myśl, że mogła być to Śpiewająca Łapa, jego futro jeżyło się z irytacji. Jednakże zamiast wrednej szylkretki, ujrzał równie młodą, Krokusową Kruchość, która nieśmiało przywitała się z nim skinieniem głowy.
Nie wiedząc, czy powinien się odzywać podczas czuwania, machnął do niej ogonem, by ta do niego podeszła. Kotka niepewnie przystanęła przy nim, widział w jej oczach lekki niepokój.
Była podobna do niego, jak był jeszcze kociakiem. Sam pamiętał, jak ojciec oraz Cierń wypowiadali się negatywnie nad jego wrażliwością, oraz nieśmiałością. Wiedział teraz, że kocury nie powinny być takie, jednak dla kotek było to całkiem urocze.
— Spokojnie, nie zamierzam nikomu powiedzieć, że szwendasz się po polanie w nocy. Trochę mi się nudzi i nie obraziłbym się, jeśli ktoś by mi towarzyszył — wyszeptał jej na ucho.
Krokusowa Kruchość rozluźniła się nieco i przytaknęła mu głową.
Jeśli miał milczeć przez całe czuwanie, to już złamał zasady, jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć, oprócz niego oraz jego towarzyszki.
— Czemu nie śpisz? Miałaś koszmary?
Pokręciła przecząco głową i pyskiem wskazała niebo, na którym błyszczeli Gwiezdni. Srebrna Skóra tej nocy była naprawdę piękna.
— Ach rozumiem… — powiedział bezgłośnie, na co Krokusowa Kruchość zamruczała cicho.

***

Oboje spędzili razem noc, jednak kotka uciekła nad ranem, zanim Burzacy zaczęli się przebudzać. Wraz z piękną towarzyszką, czas minął dość szybko i sam nie spodziewał się, że kotka z nim zostanie przez większość czuwania. Wcześniej z nią nawet nie rozmawiał, wiedział jednak, że była młodsza od niego.
Jakim cudem została tak szybko wojowniczką? Tego jeszcze nie rozumiał, jednak z chęcią się zamierzał dowiedzieć.
Słońce zawitało do obozu, a zapach porannej rosy wypełnił nozdrza Dzikiego Berberysu. Całe jego ciało było sztywne i obolałe po nocy, a jego powieki znów były ciężkie od niewyspania się.
— Dzień dobry, Dziki Berberysie, witamy cię jako wojownika Klanu Burzy — zamruczał rozbawiony na jego widok Zawodzące Echo, który wyszedł właśnie z legowiska wojowników. — Twoje czuwanie dobiegło końca. Możesz wziąć swoje posłanie z legowiska uczniów i przeprowadzić się do legowiska wojowników. Miejsca jest dużo, więc możesz wybrać, gdzie chcesz się ulokować. Dzisiaj odsypiasz czuwanie, a obowiązki przejmiesz jutro.
Zastępca poklepał go łapą po barku, na co ten zmęczony, ale i dumnie, wypiął pierś.
— Chętnie się wyśpię — przyznał, przeciągając się i ruszył po swoje posłanie.
Wszedł szybko do legowiska uczniów, złapał swoje leże, przy okazji nadepnął na ogon Śpiewającej Łapy, która od razu podskoczyła i syknęła z bólu.
“Ups! Kogoś obudziłem” — zaśmiał się w myślach.
Wyszedł z legowiska uczniów, słysząc za sobą przekleństwa w jego kierunku, które były dla niego niczym miód na uszy, po czym wszedł do legowiska wojowników, gdzie rzeczywiście miał wiele miejsca, gdzie mógłby położyć swoje posłanie.
Jego uwagę przykuły dwa miejsca. Jedno było obok jego ojca, a drugie obok wojowniczki, z którą spędził czuwanie. Był to trudny wybór, jednak lepiej mieć koleżankę, niż ojca, który i tak nie spędzał z nim dużo czasu.
Wybrał Krokusową Kruchość, która zwinięta w ciasny kłębek pochrapywała cichutko. Jej spokój na pysku powodował, że serce kocura szybciej zabiło. Może nie powinien jej zapraszać do wspólnego czuwania? Teraz przez niego była wykończona.
“Może nie będzie na mnie zła, jak się przebudzi?”
Położył swoje posłanie obok wojowniczki i również ułożył się wygodnie w króliczych futerkach, zwijając się w ciasny kłębek. Uważał, by nie stykać się futrem z kotką.

***

Otworzył leniwie oczy. W końcu się wyspał! Przesunął wzrokiem po opustoszałym legowisku. Było jeszcze jasno, może się załapie na jakieś polowanie lub patrol łowiecki? Chociaż dzisiejszy dzień miał wolny, mógłby to inaczej wykorzystać.
Wyszedł żwawym krokiem na polanę, gdzie koty dzieliły się językami i wspólnie jadły posiłki. W rogu obozu zauważył siedzącą w samotności Krokusową Kruchość, która nie starała się dokończyć swojego królika.
— Witam cię Krokusowa Kruchości, mogę się dosiąść? — zaproponował. — Chętnie pomogę ci dokończyć twojego królika.
Kotka przytaknęła mu głową, nie racząc nawet mu odpowiedzieć. Dziki Berberys grzecznie się dosiadł i zwinął się w pozycję na chlebek. Wziął gryza mięsa i zamruczał, kiedy poczuł, jak aromat rozlewa się po jego kubkach smakowych.
— Czy lubisz oglądać Srebrną Skórę? Trochę się zdziwiłem wczoraj, że nie spałaś o tak późnej porze — zagadał.

< Krokusowa Kruchości? Czy chcesz się zakolegować z Berberyskiem? >