BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senny Świt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senny Świt. Pokaż wszystkie posty

03 listopada 2019

Od Sennej Łapy

Dzisiaj, był jej pierwszy dzień od przyjścia, kiedy nareszcie mogła sama zapolować, bez nadzoru Wilczego Serca. Nie żeby kotka coś do niego miała, pilnowanie dawnej samotniczki należało do jego obowiązków, jednak każdy potrzebuje chwili wolności. Najwyraźniej, mentor to zauważył i uznał, że nie widzi niczego złego w fakcie, aby Senna złapała coś na własną łapę, ale musi wrócić w umówione miejsce przed górowaniem słońca.
Znajdowała się na granicy z Klanem Klifu - koty z jej Klanu zawsze wyrażały się o nim z niepokojem i agresją. Rzadko tutaj bywała, głównie na patrolach, ewentualnie na treningach, chociaż i tak nie zdarzało się to często, bo jej mentor zawsze był tutaj spięty. Wtedy usłyszała szelest, tuż za wysoką ścianą krzewów. Wiatr wiał na jej korzyść, więc z wolna zbliżyła się do źródła dźwięku. Pyskiem odchyliła parę młodych gałązek, aby zobaczyć... kota. A dokładnie kocura o smukłym ciele, białej sierści z ciemnymi oznaczeniami z dużymi, błękitnymi niczym niebo oczami. Kotka nie mogła się powstrzymać przed wydaniem z siebie cichego "aww". Był śliczny! Nie była pewna, czy w tym świecie adopcje są możliwe, ale jeśli tak, zaklepuje go! Wydawało się, że jej nie usłyszał, jego mały nosek zaczął się nieco marszczyć, a wąsy drgnęły. Najwyraźniej, jak ona, polował. Nie myśląc dużo, kiedy tylko kocur zbliżył się do niej wystarczająco, skoczyła radośnie ku niemu, ostatecznie przewracając go na plecy i wyszczerzając się. Teraz jego ślepia były dwa razy większe i wpatrywały się prosto w stojącą nad nim kocicę. Najwyraźniej nie był zachwycony tym... spotkaniem.
- Cześć słodziaczku! - zamruczała uśmiechnięta. Niestety, Klifiak dalej leżał na ziemi niczym jakiś badyl, nie reagując na jej słowa. - Jesteś dosyć... małomówny. No cóż, może to ja powinnam się wpierw przedstawić - Senna Łapa, miło mi! - miauknęła złażąc z kocura.
Cisza. Badylek roztrzęsiony wstał i nieco się cofnął do tyłu. Jego ogon nerwowo drgał. "A może on jest niemową..." - przemknęło przez myśl Sennej Łapie.
- Ej, no, nie zjem Cię, badylku. Jesteś zbyt kościsty jak na moje gusta! - zaśmiała się.
- Ła...Ła...Łabędzi... - zaczął jąkając się. "A jednak mówi!".
- Dobrze ŁaŁaŁabędzi Badylku, też tutaj polujesz? - zapytała, starając się rozwinąć rozmowę.
W tym właśnie momencie, kiedy ŁaŁaŁabądek już otwierał pyszczek, aby coś powiedzieć, między dwójkę wskoczył mentor Sennej, Wilcze Serce. Syknął wściekle na Klifiaka. Uderzając ogonem o ziemię. Jego źrenice zmieniły się w cienkie kreseczki. Badylek szybko uciekł na swój teren, spoglądając zdezorientowany, a zarazem przerażony na parę kotów.
Kiedy tylko zniknął za zaroślami, czarny odwrócił się do uczennicy.
- Wiesz, jakie to było nieodpowiedzialne?! On mógł Cię zabić, do tego jest z Klanu Klifu! Czy to naprawdę takie trudne?! - warknął wojownik.
Senna Łapa położyła po sobie uszy.
- Nie musisz się tak drzeć. I tak to pewnie ja pierwsza bym go ukatrupiła! Widziałeś, jaki był chudy i delikatny? Te wszystkie zasady... yh, co ja Ci się będę tłumaczyć. - syknęła kocica, po czym odwróciła się i stanowczym krokiem ruszyła przed siebie. Obróciła się tylko raz, by zobaczyć oczy Wilka, które były... smutne?

***

Minął zaledwie księżyc od incydentu na granicy Klanu Klifu. Złotooka, wraz z paroma innymi kotami patrolowała tą samą granicę. Wilcze Serce był na samotnym polowaniu i nawet jej go trochę brakowało. Wydawało się, że bardzo się o nią martwił. Już nawet zjeść nie mogła spokojnie. Senna Łapa nie była pewna, czy kocur obawia się, iż jego uczennica któregoś dnia zwieje, czy co, jednak było to, bądźmy szczerzy, naprawdę uciążliwe.
Kiedy wraz z resztą patrolu, przechodzili obok miejsca pierwszego, ale jak się miało wkrótce okazać, nie ostatniego spotkania Łabędzia i Sennej, dalej czuła delikatną woń Klifiaka. Właśnie w tym momencie, jasne futro błysnęło za zieloną ścianą. Kotka mruknęła coś w stylu "idę za potrzebą, zaraz was dogonię", po czym podbiegła do krzewów, gdzie tuż za nimi, ujrzała... badyla!

<Łabędzi Badylu uW~?>

27 października 2019

Od Snu (Sennej Łapy) CD. Wilczego Serca

**jeszcze przed epidemią**
- Uważam, że póki pogoda się nie zmieni, będziesz mogła zostać w obozie, a później zobaczymy. - mruknął Lider. - jednak, Wilcze Serce, twoim dodatkowym obowiązkiem, będzie pilnowanie jej i zajmowanie się nią, do tego będziesz pomagać medyczce w codziennych obowiązkach. Potraktuj to jako nauczkę. A teraz, zaprowadź ją do legowiska wojowników.
Zielonooki, dymny kocur machnął ogonem i wrócił do swoich spraw. W tym samym momencie zbliżył się do niej jej wybawiciel i w ciszy zaprowadził do miejsca pierwszego incydentu. Sen, aż do momentu znalezienia w samym, względnie bezpiecznym kącie legowiska milczała. Większość kotów była już na zewnątrz, bo kto by mógł spać przy takim hałasie. A więc byli tu tylko we dwójkę.
- Jesteś... Wilcze Serce, tak? - zapytała cicho, drapiąc łapą o ziemię.
Czarny kocur od razu się wyszczerzył i przytaknął.
- A ty nazywasz się...? - mruknął pytająco.
- Sen. Po prostu Sen. - odpowiedziała, unikając kontaktu wzrokowego. - jeśli mam tutaj trochę pobyć... opowiesz mi coś o tym miejscu i jego... mieszkańcach?
- Cóż, jasne. Ten dymny futrzak, to nasz lider - Błotnista Gwiazda. Ten drugi, liliowy - to Igła. Jak już mogłaś się przekonać na własnej skórze... nie należy do najmilszych. - jego wzrok przez chwilę był lodowaty, jednak po chwili potrząsnał głową po czym kontynuował - Są jeszcze inni wojownicy, tacy jak ja, jesteśmy najliczniejszą grupą. Po za tym są uczniowie, kocięta, karmicielki, medycy i starsi. - złotooki tłumaczył jej jeszcze dużo rzeczy, ale jak na pierwszy raz było to aż za dużo. Do tego często wspomniał o "Klanie Gwiazdy", który był miejscem, do którego trafiały wszystkie koty w niego wierzące, po śmierci, chociaż on miał co do tego wątpliwości.
Minęło za ledwie pół księżyca, a już Sen czuła się jak w domu. Pomimo krzywych spojrzeń i obcych zapachów, było tu naprawdę przyjemnie. Do tego czas umilał jej nowy "kolega", Wilczek. Opowiadał jej różne historie ze swojego życia, uczył ją o klanach, rangach, a Senna często pomagała mu w jego dodatkowych obowiązkach, segregując zioła, czy zgniatając coś, jak to robiła medyczka. Właśnie w tym okresie, zdecydowała się zapytać lidera klanu Wilka, Błotnistą Gwiazdę, o to, czy może zostać oficjalną członkinią klanu Wilka. Dużo by teraz opisywać, jak się ucieszyła, gdyż odpowiedź brzmiała tak! Z ceremonii nie pamiętała dużo, wszystko działo się tak szybko. W każdym bądź razie, jej nowe imię, brzmiało Senna Łapa, a jej nowym mentorem był Wilcze Serce! Miała szczerą nadzieję, że kocur też się chociaż trochę z tego cieszy. Naprawdę. Bo pomimo, że przez nią musiał się grzebać w tych aż nazbyt pachnących ziołach, to chyba jej towarzystwo nie należało do najgorszych, racja?


***

Senna Łapa czekała cicho przycupnięta między gęstą roślinnością, aż jej cel się zbliży. Brzuch był przy ziemi, ogon położony tuż nad glebą. Kiedy usłyszała skrzypienie ostatnich zasp śniegu, pod czyimiś łapami wstrzymała oddech. Długie, ciemne kończyny były kilka kroków od kryjówki kocicy. Tak. To był ten moment. Uczennica wystrzeliła zza krzewów, uderzyła w niego, ten stracił równowagę, po czym kotka znowu odskoczyła na bezpieczną odległość. Zaczęła się walka wręcz. Ze wściekłością uderzała w przeciwnika, nawet zręcznie unikając jego ciosów. Wyczuła moment. Natarła całą swoją siłą na złotookiego, który następnie przewrócił się. Doskoczyła do niego, zanim zdołał się podnieść i złapała go zębami za krtań.
- Dobra, już już, khe, złaź... - kaszlnął Wilcze Serce.
- Jak mi poszło? - spytała zdyszana, uwalając się obok mentora.
- Powinnaś popracować nad techniką, bo takie przypadkowe ataki nie zrobią wrażenia na przeciwniku, a wręcz go rozbawią. Musisz bardziej przemyśleć swoje działania. - mruknął Wilcze Serce. - I tak czy siak, dawałem Ci fory...
- Taa, jasne! - roześmiała się Sen. - tak sobie mów, Wilczku i tak wszyscy wiemy, że po prostu już Cię przewyższyłam!
Kocur wywrócił oczami, po czym wstał i otrzepał się z resztek śniegu. Dopiero teraz Senna zauważyła, jak śmiesznie jej mentor wygląda. Na środku jego czoła, znajdował jakiś rzep. Kotka ledwo powstrzymała się od śmiechu. Kąciki jej mordki powędrowały do góry, kiedy Wilcze Serce rzucił jej pytające spojrzenie.
- Rzepik... - mruknęła, po czym wskazała ogonem kulkę znajdującą się na środku łebka czarnucha. - o, widzisz?

< Wilczuś? ;) >

19 października 2019

Od Sen CD. Wilczego Serca

Kocica powoli zaczęła odzyskiwać przytomność. Nie miała najmniejszej ochoty się ruszać, nie wiedziała nawet, gdzie jest i dlaczego tu jest tak ciepło, jednak mniejsza z tym - spała chyba najlepiej od paru dni. Może było to trochę podejrzane, że nagle znalazła się w tym dziwnie i obco pachnącym miejscu, jednak jej mózg nie był na tyle wybudzony, aby móc normalnie funkcjonować. Nagle, coś, a raczej ktoś przerwał jej drzemkę.
- I-Intruz! - krzyknęło stworzonko. Sen momentalnie zerwała się na łapy i aż uszami zahaczyła o gałązki wystające z sufitu. Od razu, a raczej kiedy schyliła łebek, ujrzała kociaka w kolorze bladego słoneczka, otoczonego jakby białymi obłoczko-plamkami. Wielkie, niebieskie oczy wpatrywały się w nią z przerażeniem, jednak bez bolesnych obelg, jak to było wcześniej. Wtedy sobie to uświadomiła. Obok niej, nie było tego małego, wrednego kłębka.
Olbrzymka od razu zaczęła się cofać, przy okazji nadepnęła komuś na ogon, ten ktoś się wydarł, następnie przewróciła się o czyjąś łapę, po czym przygniotła jakiegoś nieszczęśliwca swym gigantycznym cielskiem. Wydał on tylko ciche stęknięcie i delikatne zakaszlał, czując jak ciężar zgniata mu klatkę piersiową. Oczywiście, od razu z niego zeszła, ale na tyle późno, aby wszystkie zgromadzone koty, już zbudzone, patrzyły na nią złowrogo. Niektóre syczały, inne już szykowały się do ataku, a jeszcze kolejne leniwie otwierały ślepia. Była otoczona.
- Jesteście Klanem Wilka, tak? - zapytała, starając się brzmieć dumnie i odważnie, chociaż w głębi była przerażona. Właściwie, nawet nie wiedziała, czy to oni. Ogólnie, z wczorajszego wieczoru mało co pamiętała, ale po zapachu, dało się wywnioskować, że muszą mieć coś wspólnego z ciemnym kociakiem. - Pozwólcie, że już pójdę. Byłam tu tylko po to, aby odprowadzić waszą zgubę, Gorzką.
Koty popatrzyły po sobie. Właśnie w tym momencie, spośród naprężonych ciał wyłoniła się nie duża sylwetka kocięcia, które jak gdyby nigdy nic ziewnęło rozespane.
- Yh, a ty znowu się drzesz, że spaaa-- kotka ucięła gwałtownie. Miała przez chwilę minę, jakby właśnie rozkminiała jakieś ciężkie zadanie matematyczne. W tym że momencie, ciemny, o nieco nietypowym wyglądzie kocur pojawił się tuż przed Sen.
- To ja... ją tutaj sprowadziłem... - miauknął zakłopotany i szybko dodał - B-była zmarznięta, do tego leżała w wejściu do obozu wraz z Gorzką, co miałem robić? Jakbym ją zostawił, nie było by lepiej!
- A skąd ty niby wiedziałeś, że one tam będą i czemu nie powiadomiłeś innych? - syknął jakiś kot.
- Wyszedłem za potrzebą...i zapomniałem? - wymamrotał "obrońca" Sennej.
Szylkretka powoli zaczęła się w odsuwać ku wyjściu. Jednakże, nie ma tak dobrze. Jeden z klanowiczów zagrodził jej drogę. Samotniczka wiedziała, że nie wyjdzie stąd tak prędko.
- Chodź. - warknął kolejny kocur i dosyć brutalnie wypchnął ją z legowiska, po czym wraz z kompanem zaczął ją gdzieś prowadzić. Było tu znacznie więcej takich komór. Po krótkiej chwili zatrzymali się i jeden z samców miauknął coś do drugiego, po czym zniknął w jednym z wejść. Po chwili wyłonił się wraz z innym kotem, który szepnął coś do niego i zaczął z wolna się zbliżać ku Sen. Kotka spojrzała za siebie. Zebrało się już sporo kotów. Wzrokiem zaczęła szukać Gorzkiej, jednak zamiast tego, jej wzrok napotkał spojrzenie jej "bohatera". Trwało to jedno uderzenie serca, gdyż wtedy jeden ze "strażników" szturchnął ją, wcale nie delikatnie w bok.

<KW, Gorzka, Wilczuś?>

07 września 2019

Od Sen CD. Gorzkiej (Gorzkiej Łapy)

Kotka spojrzała z powrotem na kociaka. Była dla niej nie miła, a nawet bardzo, jednak uznała, że nie będzie się kłócić z tym farfoclem, bo tylko ją głowa rozboli. Odłożyła zdobycz na bok, po czym wzięła "Gorzką" do pyska, która wcale tak strasznie nie smakowała. Kręciła się, jakby pchły gryzły ją z każdej strony. Do tego bezsilnie starała się trafić w olbrzymkę, a jak już jej się to udało, dla większej było to jakby jakiś chrząszcz zagapił się i wpadł na nią. Samotniczka ostatni raz tęsknie spojrzała na ptaka, po czym ostrożnie zeszła wraz z syczącym towarem w mordce.
- Puść mnie, ty spaślaku! - Gorzka krzyczała wściekle, rzucając co chwilę nową obelgą.
- Nie wirć zie dag, bo nikfy nie dojdziemy do tweogo lomu - wycharczała mało zrozumiale Sen. - po postu mów, kredy skrędzać.
Więc tak oto, dwie kocice, a raczej jedna szły przedzierając się przez śnieżne zaspy, krzaki i inne przeszkody. Maine coon'ka czuła, jak kocię drży z zimna, chociaż nawet nie pisnęło. Od paru dni wieczory były naprawdę chłodne, a najwyraźniej dzisiaj też miało być podobnie, może nawet gorzej. Ogólnie, od kilku minut kocię siedziało cicho i jakoś mniej się wierciło. Było coraz ciemniej i zimniej, wiatr huczał w uszach Sennej, do tego szła po brzuch w białym puchu, starając się nie dopuścić, by Gorzka też została kostką lodu. Sen już sama czuła, a raczej NIE czuła własnych łap, księżyc jakiś czas temu wstał i złowrogo błyszczał na niebie. Wreszcie uznała, że się zatrzymają, pod jakimś starym konarem, który akurat znalazł się w zasięgu jej wzroku. Wraz z młodszą kocicą wpełzła pod kawałek drewna i owinęła ją ogonem. Droga bardzo się im dłużyła, głównie przez fakt, że chociaż z początku teoretycznie Gorzka mogła iść o własnych łapach, to już po jakimś czasie, tak czy siak nie byłoby to możliwe. Śnieżne wyspy rosły w oczach, do tego trop tej parki ginął w morzu bieli, dlatego nie mogły się nawet cofnąć, bo gdzie - wszystko wtedy wyglądało identycznie. W kryjówce było znacznie cieplej, niż na zewnątrz, chociaż dalej, chłód im dokuczał niemiłosiernie. Sen zastanawiała się, skąd nagle taka wichura - rzadko bowiem były tak silne. Po paru uderzaniach serca, kociątko poruszyło się pod kołdrą z ogona Sennej.
- Mamusiu, czemu znowu jest tak zimno... - syknęła, jakby dalej pogrążona we śnie. Dopiero po chwili jej nos zaczął się intensywnie ruszać, po czym skrzywił się, jakby właśnie poczuł świeże odchody dzika.
- Kim ty je--! A, to tylko ten śmierdziel... - mruknęła poirytowana odsuwając się od zagrzanego miejsca - co się lenisz, idziemy, już! I nie bierz mnie do pyska, bo się nie pozbierasz!
- Czy na pewno nie lepiej było by przeczekać, tutaj, w ciepłej dziurze? - zapytała zmęczonym głosem Sen, jednak morderczy wzrok kociaka dał jej do zrozumienia, że nie.
Ewidentnie to jakże kochane stworzenie wróciło. Sen nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy dzieciaka już nie było. Prędko wyjrzała z wgłębienia - małe ślady łap prowadziły aż do jednego, wielkiego dołka w śniegu, który właśnie był z powrotem zasypywany przez następne fale białego puchu. Sen stanęła nad gorzką, wywracając oczami.
- Śniegu jest tyle, że nawet mnie zaraz zasypie, a co dopiero ciebie... - miauknęła. - ale, jeśli tak bardzo chcesz wrócić do domu - ruszamy.

Kocice szły już spokojnie z dwadzieścia minut - samotniczka czuła się jak nowa, przebierała łapami, przy okazji torując sobie wygodniejszą drogę. Słyszała za sobą obraźliwe syki Gorzkie, która szła jakieś dwie długości lisa dalej.
- Nie nadąża się, co? - zapytała chichocząc Sen. Zwolniła. Spodziewała się czegoś w stylu "daję Ci fory, bulwo", ale było wręcz przeciwnie.
Cisza, która nastała, była wręcz przerażająca. Samotniczka obróciła się, przeszła parę kroków i sprawnie odkopała już nieco przysypaną mroźnym kocem Gorzką. Widać było, że trafiły na siebie o złej porze - chyba najgorszym dniu tej pory nagich liści. Czuć było, że jej serduszko bije, ale cóż, bądźmy szczerzy, nawet najsilniejsze koty mają problem z taką pogodą, a co dopiero kilku księżycowe kocię. Czuła z oddali słaby zapach kotów. Wielu kotów. Zdeterminowana ruszyła przed siebie. Chociaż ledwo co stała na nogach, bowiem całą noc szła z obciążeniem w pysku przez śnieżycę, dalej przedzierała się w gęstwinie. Wreszcie, na horyzoncie ujrzała jakieś koty, a może kota... w każdym bądź razie, pachniały podobnie do Gorzkiej. Pierwsze promyki słońca padały na jej bujną sierść, kiedy wyszła z cienia i wraz z młodą, runęła ze zmęczenia na ziemię, tuż przed obozem klanu wilka.

<Gorzka, KW?>

20 sierpnia 2019

Od Snu

Sen szła powoli, torując sobie drogę między krzewami. Puszystym ogonem szurała po podłożu, starając się zakamuflować zostawiane za sobą ślady wielkich, ciężkich łap. Przystanęła na chwilę, by powęszyć za zwierzyną. Był zapach wiewiórki, ale stary, poza tym nic ciekawego. Nagle, coś nad głową kotki zaskrzypiało. Automatycznie przypadła do ziemi, po czym uniosła łebek w górę. Nie duży, bury ptak odpoczywał na gałęzi pobliskiego drzewa. Sen wolno zaczęła się skradać, starając się, aby stworzenie jej nie usłyszało. Sprawnie wdrapała się po korze, a następnie, gdy tylko znalazła się na wysokości zziębniętego ptaka, skoczyła do przodu. Zwierzątko nie zdążyło nawet uciec, zbyt zmęczone, by zareagować. Zwisało więc bezwładnie z pyska Maine coon'ki, która z triumfem uniosła głowę. Jej mina diametralnie się zmieniła, kiedy usłyszała skrzypnięcie. Odwróciła się do tyłu, by zobaczyć tylko, jak gałąź całkowicie pęka pod jej ciężarem. Łupnęła w ziemię tak głośno, że jeśli nawet byłaby tu jakaś zwierzyna - uciekła w popłochu. Na domiar złego, na jej głowę spadła lawina śniegu, wcześniej okrywająca jodłę, o którą kotka niechcący zahaczyła przy tym krótkim „locie”. Od razu wstała, mając nadzieję, że nikt jej nie widział. Otrzepała się z białego puchu i wraz ze zdobyczą w mordce powędrowała w swoją stronę.
Droga minęła jej spokojnie, nie wyczuwała żadnego wartego uwagi zapachu. Wreszcie, kiedy dotarła do „swojego domu”, mogła odpocząć po dzisiejszych przygodach. W dziupli było całkiem przyjemnie. No, może trochę ciasno, ale odkąd się wprowadziła, jest w trakcie powiększania. Na ścianach widniały liczne rysy od pazurów kocicy, podłoga pokryta była mchem, liśćmi i futrem Sennej, więc nie było źle. Przysiadła sobie w kątku, by nareszcie w spokoju móc zjeść. Mięso wróbla było dosyć twarde i żylaste, ogólnie, więcej było na nim piór niż jedzenia. Spożyła go do połowy, chcąc zjeść resztę po drzemce. Zwinęła się w kłębuszek, w miarę wygodnie układając się na leśnym posłaniu.
Kotka siedziała na jakimś pniaku, wokół niej było wiele kuszących, apetycznych zapachów. Na drzewach pojawiały się małe, zielone listki, a nad jej głową co chwilę przelatywały sikorki, skowronki, sroki. Gdzieś za drzewami, dostrzegła kocią sylwetkę. Zaskoczyła ze swojego siedziska i zaczęła biec za postacią.
- Hej, czekaj na mnie! - miauknęła radośnie, goniąc obcego. Czuła się taka lekka, trawa była miękka jak chmurka!
Nagle, spod jej łap, zaczęły wyrastać różnorakie kwiaty, do których zlatywały owady wszelkiej maści. Między krzewami znikł ciemny ogon tajemniczej postaci. Kiedy wyskoczyła na nią, czuła jak traci grunt pod nogami, a następnie spada w dół. Ostatnią rzeczą, przed tym, jak w jej pysk uderzył zimny podmuch wiatru, zobaczyła złocącą się parę oczu.
Obudziła się gwałtownie, czując na swoim pysku chłód pory nagich drzew. Jeszcze przez chwilę jej serce waliło jak szalone, dalej mocno zestresowane jak się okazało, snem. Usłyszała jakieś piski. Przeciągnęła się i wyjrzała z dziupli. Tuż pod grubą gałęzią, sąsiadującą z jej domkiem, siedziało małe, pulchne coś, a raczej ktoś. Kociak o brązowawym futerku, który do tego strasznie jazgolił. Trząsł się jak liść na wietrze z zimna i patrzył na wszystko oczami wielkimi jak u sowy. Sen, jak to ona, postanowiła się przywitać. Po cichu przeszła na grubą, idealną dla niej gałąź i przyczaiła się. Już tylko kawałeczek i... Wielka kula mięśni skoczyła na małego, bezbronnego kociaka.
- Cześć, dawno nie widziałam tu kota, a tym bardziej tak małego! - zaczęła od razu na wstępie nawijać Sen. Jednak, jak się okazało - koteczka, leżąca z przerażeniem w oczach, jakby właśnie stanęła pysk w pysk z borsukiem, nie wydawała się chętna do rozmowy. Trzęsła się jeszcze bardziej, a jej oczy mało co nie powyłaziły z orbit. Jednak, ku zdziwieniu Sennej - odpowiedziała, jeśli można to tak w ogóle nazwać.
- Z-Zostaw mnie ty-y włochaty tłuściochu!! - wykrzyczała koteczka. Maine coon'ka patrzyła na nią ze zdezorientowana, do tego zdziwiona brakiem entuzjazmu u czekoladowej, a wręcz tego przeciwieństwem. Nie czekając nawet na dalsze obelgi w jej stronę, jedną kończyną zatkała jej pyszczek, drugą obróciła ją na brzuszek i złapała za kark. Przecież nie zostawi tego farfocla na pastwę losu, nawet jeśli jest wredna i ją obraża! Nieco mniej sprawnie, przez ograniczający ją syczący i wierzgający tobołek wspięła się z powrotem na drzewo i dopiero w zacisznej dziupli odłożyła czekoladową. Za nim jeszcze zdążyła coś powiedzieć, samotniczka zatkała jej pyszczek potężną łapą.
- Więc... - kocica nawet nie skończyła, gdy poczuła nagle ból w opuszce łapy. Ta mała pchła przyczepiła się do niej!
Sen zaczęła machać łapą na wszystkie strony, ale kocię było nieugięte i trzymało się, jak kleszcz psiego zada. Wreszcie, kiedy wielkoludce skończyła się cierpliwość, pacnęła ją drugą łapą, a ta spadła z powrotem na mech. Już chciała jej coś powiedzieć, ale Senna złapała szyszkę, znajdującą się w jej legowisku i czym prędzej zatkała mordkę niebieskookiej. Odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała, ile szyszka wytrzyma, bo już słyszała zdeterminowane chrupanie ząbków i pomruki niezadowolenia. Spojrzała na swoją łapę - nie była to duża ranka, ot, parę przyczerwienionych punkcików. Tylko trochę piekło, ale mniejsza z tym.
- Dobrze, a więc nazywam się Sen... - zaczęła ostrożnie. - Jeśli nie najesz się tą szyszką, masz tutaj część mojego śniadania - maine coon'ka wskazała głową na połowę dzisiejszego wróbla.

<Gorzka?>