Chwila ciszy przeszyła powietrze.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
12 lipca 2022
Od Kamiennej Agonii (Kamiennej Gwiazdy) CD. Wilczej Zamieci
Chwila ciszy przeszyła powietrze.
29 kwietnia 2022
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
Wyprostować drżącą sylwetkę. Wysunąć dawno zdarte pazury. Postawić sztywno siwą zniszczoną sierść.
Szydzące spojrzenie przeniosło się na nią.
Wilcza od razu pożałowała swojego czynu. Jedynie pogorszyła sprawę. Jak zawsze. Całe życie stała w tym samym bagnie od narodzin. Wszyscy się zmieniali. Lecz ona nadal była bezużyteczną, trzęsącą się kupą gnoju.
— Szczypiorku?
Borówkowa Mordka patrzyła niepewnie na kotkę.
— Czego? — syknęła wojowniczka, niechętnie odrywając wzrok od czarnej i kładąc futro.
— Zapomniałaś, że miałyśmy razem się wybrać na polowanie? — mruknęła tamta, szurając łapą w ziemi. — Jeśli ci jednak nie pasuje to powiedz, ale bardzo liczyłam nasz wspólny wypad... — dodała cicho.
— Nie myślcie, że z wami skończyłam. Nie zamierzam wam tego darować. Reszta może nie ma odwagi wam tego wypomnieć, lecz ja nie.
Plotki i wyśmiania.
Czy Kamienna Agonia to wytrzyma?
Wilcza czuła głęboko w sobie, że nie nadaje się dla Kamiennej.
Lecz tak bardzo starała się okłamywać siebie, że jest inaczej.
Spoglądała na zwiniętą w kłębek Kamienną Agonie. Odrzuconą. Znienawidzoną. Los pastwił się nad kotką. Tonęła w bagnie mroku. Marniała z każdym dniem. Z każdym uderzeniem serca.
A Wilcza nie potrafiła jej pomóc. Bezsilność zżerała ją od środka. Problemy kotki ciążyły jej w każdej chwili. Ciągnęły na dół. Nie umiała nic zrobić. Nie umiała nic powiedzieć. Bo co mogła?
"Nie martw się, będzie lepiej? Masz chociaż mnie. Jakoś to przetrwamy."
Kocięta wiły się przy matce. Piszczały. Niczym jej wiele księżyców temu. Rude plamy odznaczały się na małych ciałach. Dwa białe kocięta wyróżniły się na tle rudo-burej większości.
Wilcza odwróciła wzrok. Nie mogła na to patrzeć. Dzieci jej brata. Świadomość, że Zajęcza Gwiazda się tego dopuścił. Że Kamień miała z nim kocięta. Była przerażająca. Okropna. Zżerała ją od środka.
Wiedziała, że brat był opętany. Że to wszystko było dziełem Piaskowej Gwiazdy. Tyranki. Tyranki, która ją tak okaleczyła. Przez którą została zgwałcona. I Wilcza i Kamień. Kota, który zniszczył tyle żyć. Tyle żyć zakończył.
Nie mogła tego wytrzymać. Nie mogła wytrzymać brzemia tej wiedzy.
15 marca 2022
Od Kamiennej Agonii CD. Wilczej Zamieci
14 marca 2022
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
Nie potrafiła podnieść wzroku. Odejść. Czując na sobie spojrzenie zielonych ślip, zamarła w bez ruchu. Zbyt sztywna by drgnąć. Niechęć i lęk przed rudym pozostał głęboko zakorzeniony. Nie było powodu by jej ufać. Rudy przynosił tylko zło.
<Kamień?>
13 marca 2022
Od Kamiennej Agonii CD. Wilczej Zamieci
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
13 stycznia 2022
Od Kamiennej Agonii CD Wilczej Zamieci
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
Otworzyła pysk, by uderzenie serce później go zamknąć. Nie umiała ubrać w słowa tego co chciała powiedzieć. Jedynie wpatrywała się w martwe stworzenie.
"To jest dowód, jak bardzo świat jest brutalny. Tak samo będzie z każdym z nas."
Żadna z nich nie wiedziała ile czasu im pozostało. Co przyniesie przyszłość. Jak tragiczna i okropna się okaże. Położyła uszy. Ile nieszczęścia im ześle.
— Z-zanieśmy... — zaczęła cicho. — J-ją... Narcyzowi. O-on s-się u-ucieszy. D-doceni. U-uważa j-je z-za dobre... d-dobre na f-futro.
Kamienna Agonia westchnęła cicho, kręcąc łbem. Trudno było określić co czuła. Siwa otuliła się ogonem. Była taka beznadziejna. Nawet nie umiała odpowiedzieć na słowa kotki. Czarna musiała być zła na nią. Była tak okropnym rozmówcą. Zajmowała jedynie jej cenny czas. Zmuszała do niańczenia jej. Przez nią musiała pół dnia spędzić na podróży nad strumień. Wolała sobie nawet nie wyobrażać jak zirytowana kotka jest.
— Skoro tak mówisz. — miauknęła jedynie, spoglądając znów na potok.
Wilcza powędrowała spojrzeniem za kotką. Jej zgarbiona lekko sylwetka była taka inna od tej dumnej i silnej, którą prezentowała w obozie. Zielone ślipia w kolorze liści klonu zamiast przepełnione furią zdawały się być gdzieś daleko myślami. Wiatr targał lekko czarne futro zastępczyni, lecz ta nie zwracała na to uwagi. Była gdzieś indziej. Wyglądała jakby...
— C-cierpiała... — zielone ślipia szybko przeszyły ją pytającym spojrzeniem.
Wilcza uciekła pośpiesznie. Zawstydzona i zażenowana sobą schowała pysk za łapami.
— Mówiłaś coś?
Serce siwej zabiło szybciej. Czerwień zachodzącego słońca splamił czarne futro. Zmarszczone brwi. Lekko drgający ogon zdradzający zniecierpliwienie. Para uszów skierowane w jej stronę.
Przełknęła ciężko ślinę.
— W-wyglądasz... — powtórzyła niepewnie, sama nie wiedząc, czy powinna to zrobić. — J-jakbyś... jakbyś... c-cierpiała. — wydusiła.
Zielone ślipia powędrowały w inną stronę.
— Ciężko, żebym wyglądała inaczej. — odparła obojętnie. — Wracamy?
Wilcza niepewnie stanęła na łapach. Nie chciała wracać. Dusiła się tam. Męczyła. Czuła się jak wronia strawa. Bardziej bezużyteczna i nienawidzona niż kiedykolwiek indziej. Położyła uszy i kiwnęła łbem. Nie miała odwagi zajmować więcej czasu kotce. Miała lepsze sprawy na łbie niż ją. I tak pewnie czas z siwą był dla nią katorgą.
Zastępczyni wzięła rybę w pysk i spojrzała na ciężarną.
Ciężarną.
Wilcza tak bardzo nienawidziła, że była tak traktowana. Nienawidziła tego stanu. Wszystkiego w nim. Łapy ją bolały. Grzbiet także. Każdy krok był wyczerpujący. Wiecznie głodny organizm domagał się jedzenia, którego kotka nie potrafiła tknąć.
— Idziesz? — lekko zirytowany głos, sprawił, że drgnęła.
Podeszła do zastępczyni i starając się nie być ciężarem, zaczęła przebierać łapami.
Kamień zmarszczyła brwi zirytowana. Wilcza jedynie niepewnie na nią spoglądała. Nie chciała tam wracać. Nie dziś. Nie jutro. Lecz to zdawało się nieuchronne. Sasanek spał zwinięty w drobną kulkę. Orlikowy Szpet także drzemał niedaleko partnera. Większość obozowiska udała się na odpoczynek. Jedynie ich trójka pozostawała na łapach.
— Idę. — ogłosiła Kamienna Agonia, wychodząc. — Też wróć do kociarni niedługo. Nie spraw Zajęczej Gwieździe niepotrzebnych nerwów.
Opuściła ich. Wilcza niepewnie wpatrywała w znikającą w mroku sylwetkę. Później we własne łapy, gdy starszy delektował się przysmakiem Nocniaków.
— Nigdy nie rozumiałem młodych. Zbyt zapatrzeni w siebie, by zadbać o mą wspaniałą osobę. Cieszę się, że chociaż wy miałyście trochę rozumu, by coś mi przynieść. To futro samo z siebie nie wygląda tak wspaniale. Będąc najstarszym kotem w klanie ciężko zadbać o boski wygląd. A wrażenie samo się nie zrobi. Wiesz to prawda? — zaczął miauczeć Narcyz.
Wilcza usiadła, czując nieprzyjemny ból na grzbiecie.
— Może nazwiesz jedno Narcyz? — zaproponował starszy. — To zaszczyt nosić me imię. A uwierz, nie proponuję to każdemu. To jak?
Siwa zdezorientowana pokręciła łbem. Nie rozumiała starszego. Nigdy nie potrafiła. Jego pewność siebie. Samouwielbienie. Były jej kompletnie obce. Nierozumiane.
— Ała. — miauknął urażony niebieski. — Może chociaż ze mną poplotkujesz? Co to za szczęściarz? — wskazał łapą na brzuch siwej.
Wilcza zastygła w bez ruchu.
Szczęściarz?
Dziwne uczucie zaczęło palić ją w łapy. Jej oprawca szczęściarzem? Kocur, który skrzywdził ją na zawsze. Który ją zniszczył. Roztrzaskał na kawałki. Zburzył wszystko nad czym pracowała. Odebrał jej część jej na zawsze. Przez którego to wszystko się działo. Którego plugawe pasożyty żyły w niej wysysając z niej życie. Tupnęła łapą, zaskakując samą siebie.
— W-wypluj... w-wypluj t-te słowa. — syknęła, czując jak wszystko w niej buzuje.
Zdziwiony starszy zjeżył futro.
— Młodzież. Zawsze bez szacunku do tak wspaniałych starszych jak ja. — mruknął, nonszalancko odwracając się zadem do siwej.
Wilcza wyszła cała podminowana ze starszyzny.
Miała dość tego wszystkiego.
— Wilcza, proszę. — jedynie smutny głos brata, sprawiał, że potrafiła do nich podejść.
Niechętnie i z obrzydzeniem położyła łapę w legowisku. Kocięta podeszły do niej, kręcąc się niezdarnie wokół. Wilcza zacisnęła ślepię i położyła się. Czuła jak podpełzają do niej. Jak ugniatają jej brzuch swymi małymi łapami. Jak ciągną mleko.
Obrzydliwe. Nie mogła tego znieść. Chciała krzyczeć. Ryć pazurami w ziemi. Wić się i płakać z własnej niemocy.
— Przyniosę ci coś. — miauknął Zajęcza Gwiazda, liżąc siostrę lekko w czoło. — Jesteś bardzo dzielna.
Zacisnęła łapy, czując wbijające się w poduszkę pazury. Nie chciała być dzielna. Nie chciała uznania. Nie chciała mieć wspólnego z tymi istotami. Samo uwięzienie w tym samym pomieszczeniu było zbyt ciężkie. Umierała tu. Powoli.
Chciała, żeby zniknęły z powierzchni tego świata. Na zawsze. Przepadły bez śladu. Przestały istnieć.
Lecz nie mogła zrobić tego bratu. Widziała, jak bardzo zależało mu na nich. Nie potrafiła tego zrozumieć. Były kociętami najgorszego kota w historii leśnych klanów. Tyrana gorszego od Piaskowej Gwiazdy. Lecz zdaniem większość zasługiwałyby żyć. By przypominać bez końca Wilczej o tamtej nocy.
— Więc już po porodzie. — głos zdecydowanie nie należał do jej brata.
Przeniosła zapłakane spojrzenie na kotkę. Zastępczyni wpatrywała się w nią. W zielonych ślipiach urosła złość.
— Idiotyczne kocięta będą się musiały wychowywać z tobą w jednym klanie. Z nami. Ze wszystkimi. — syknęła, trzepiąc ogonem.
Wilcza jedynie milczała, wpatrując się w czarną.
— Na miejscu Jeżowej Ścieżki kazałabym ci je wywalić w krzaki. Ten oblech zrobił ci to, a teraz ty masz ponosić tego konsekwencje? Ten świat ma tak popieprzoną logikę. — warknęła, spoglądając w kąt kociarni.
Zrobiła krok w jej stronę. Zimne zielone ślipia zlustrowały kocięta chłodnym spojrzeniem. Widziała jej skrzywienie na widok rudych plam. Obrzydzenie. Wściekłość. Wilcza chciała wstać. Odejść od nich. Schować się za Kamień. Pozwolić wydać na nie wyrok. Pozbyć się ich na zawsze.
Uczepione niej kocięta ssały mleko, ugniatając drobnymi łapami jej brzuch. Mruczały cicho zadowolone. Spragnione kontaktu z nią.
— S-szkoda, ż-że n-nie j-jesteś... m-medykiem. — bąknęła przez łzy.
Kamień trzepnęła uchem, kierując na nią wzrok.
— Jak je nazwałaś.
Przełknęła ślinę.
Gdyby żyły w innym świecie. Gdyby były innymi kotami. Gdyby ta sytuacja była inna pewnie teraz wesoło podziwiałyby kocięta, zachwycając się ich drobnością i delikatnością.
Narodziny były by czymś wspaniałym, a nie przekleństwem.
Wilcza mogłaby na nie patrzeć. Umiałaby cieszyć się z ich pojawienia. Nie czułaby obrzydzenia. Nie płakałaby patrząc na nie.
— R-róża... — miauknęła cicho, wskazując niechętnie łapą leżące na grzbiecie kocie. — C-czajka... — kolejne rude kocie, które wtulone w jej brzuch zasnęło.
Wzrok kotki zatrzymał się na dwóch leżących na sobie kociętach.
— P-pa... Pasikonik... i Węgielek.
Kamienna Agonia utknęła wzrokiem na czarnym kocięciu. Wzięła wdech. W jej zielonych ślipiach pojawił się błysk. A zaraz po nim zaszkliły się. Zastępczyni szybko odwróciła łeb od Wilczej i młodych.
W Wilczej coś runęło. Odchodząca czarna sylwetka sprawiała, że nie mogła. Nie mogła tego wytrzymać. Nie wiedziała co się stało. Bała się, że ją uraziła. Że Kamień znienawidziła ją za to. Zhańbiła imię ważnego dla zastępczyni kota. Zhańbiła je nadając je plugawemu kocięciu.
Była potworem.
Była taka głupia. Durna. Durna Wilcza.
Wstała. Zerwała się na łapy, budząc młode, które zaczęły piszczeć i wiercić się. Znów zniszczyła wszystko.
— Ka-kamień... j-ja... ja p-przepraszam... — wybiegła za kotką, która nie była wstanie nawet na nią spojrzeć.
<Kamień?>
11 stycznia 2022
Od Kamiennej Agonii CD. Wilczej Zamieci
Czarna zauważyła siwą, jednooką wojowniczkę - a teraz już wlaściwie karmicielkę. Jeszcze niedawno, gdy z nią rozmawiała, ledwo było widać ślady ciąży. Teraz Wilcza Zamieć miała napęczniały i duży brzuch, a zapach jej stresu łączył się z zapachem mleka.
- To już niedługo? - Miauknęła chłodno zastępczyni, stając w wejściu do żłobka.
Siwa kiwnęła lekko głową. Jej futro było zlepione od potu.
Kamienna Agonia nie dziwiła się, że Wilcza nie lubiła gnić w kociarni. Pomijając wszystko, co związane z niechcianym porodem, w środku było duszno, a pora zielonych liści wcale temu nie sprzyjała.
- Rozmawiałaś z Borówkową Mordką? - miauknęła zastępczyni. Siostra Zająca pokręciła głową.
- N-nie... - odpowiedziała głośno.
Cóż, nic tu po nią. Córka Króliczego Susu przejrzała spojrzeniem Wilczą i miała już się odwracać.
- Nie o-odchodź. P-proszę.. - Siwa zatrzymała ją w ostatniej chwili.
Kamienna Agonia wzięła długi wdech. Czekała ją kolejna przygnębiająca rozmowa. Ale co w takiej sytuacji miała innego zrobić, niż się po prostu zgodzić?
Czarna nie weszła do środka. Stojąc tuż w przejściu zwróciła się do towarzyszki.
- Jesteś głodna? - burknęła Kamień.
Siwa na chwilę zamilczała. Po chwili niepewnie pokręciła głową.
- N-nie... D-dzięki - wymamrotała.
Zastępczyni uniosła brew.
- Ciąża nie bez powodu nazywa się ciążą. Dzieciaki to cholerny ciężar, który żywi się tym, co ty sobie dostarczasz. A jak nie będą miały co żreć, to cię wykończą. I siebie przy okazji też. - stwierdziła. - nie potrzeba nam kolejnej śmierci, Wilcza. Powinnaś jeść, by mieć siłę. To, co się stało, już się nie odstanie. Musisz to przeżyć.
Czarna na chwilę zamilczała, po czym westchnęła.
- zaczynam brzmieć jak moja ciotka.
Wilcza skierowała spojrzenie na swoje łapy. Czarna podniosła do góry źrenice z zażenowania i wyszła ze żłobka, by wrócić z królikiem w pysku. Podrzuciła go pod łapy Wilczej i usiadła obok niej.
- dziwnie tutaj przebywać - po dłuższej chwili ciszy zielonooka się odezwała. - rzadko tu bywam. Zresztą i tak nie lubię tego miejsca. Nie da się tu oddychać, a jedyne, o czym myślę, gdy tu przebywam, to pieprzona Marchewa i Żar, jak był kociakiem, a ja musiałam przynosić mu jedzenie.
- T-też nie lubię... T-tego m-miejsca - miauknęła siwa.
- wyjdźmy stąd. - zaproponowała Kamień. - I tak nic nie mam dziś do roboty. A nie jestem chętna do słuchania narzekania rudzielców na to, że te ich "słodkie, piękne" czasy Piaskowej Gwiazdy przeminęły.
Zastępczyni spojrzała się na Wilczą Zamieć. Ciężarna kocica podniosła się, jednak ciężej, niż zazwyczaj.
- Klanie Gwiazdy. Faktycznie jest ci ciężko. - wypaliła Kamienna Agonia. Koniuszek jej ogona tańczył jak płomień.
- N-nie j-jest - Wilcza postawiła kolejny krok. - M-możemy s-stąd i-iść.
- nie chcę, żebyś padła. - mruknęła czarna. - na zewnątrz okropnie parzy. A ty szybko się męczysz. Nie będę cię ciągała przez pół terytorium.
- D-dam s-sobie radę - przekonywała ją Wilcza Zamieć. - N-nie chcę t-tu d-dłu...ż-żej s-siedzieć.
- gdybym ja się znała na tym, co trzeba robić z ciężarnymi kotkami - Kamienna Agonia wzięła wdech. - może dotlenienie ci nie zaszkodzi. Przyda ci się spokojny spacer. Zaraz wrócę.
Czarna wyszła z kociarni. Uderzyło w nią świeże powietrze i słońce, od którego jej czarne futro szybko się nagrzewało. Dojrzała brata leżącego obok legowiska Zajęczej Gwiazdy i podeszła do niego.
- Glina! - warknęła.
- to twój brat już nie zasługuje na twój spokój? - zażartował niebieski. - czego chcesz?
- przekaż Zającowi, że zabieram Wilczą na spacer. - miauknęła. - nie komentuj. Po prostu to przekaż.
- więc się pogodziłyście? To urocze - mruknął niebieski głosem aniołka.
- nie denerwuj mnie - burknęła zirytowana zastępczyni. - wiesz, co jej się stało. Potrzebuje spokojnego spaceru, by się dotlenić. Ja sama mam odruchy wymiotne od siedzenia w żłobku. Nie chcę, by Zając zaczął panikować albo złościć. Musi wiedzieć, że z Wilczą wszystko w porządku.
- to racja. - odparł Gliniane Ucho, drapiąc się za uchem. - dobra, powiem mu. Dla Wilczej... to musi być okropne doświadczenie?
- takie życie - parsknęła czarna. - już myślisz, że wszystko zaczyna się układać, a po uderzeniu serca los postanawia dać ci porządnego kopa w tyłek. Sami się o tym przekonaliśmy, Glina.
Odpowiedziało jej smutne westchnienie.
Te sytuacje, w których dostali wspomnianego kopa od losu, sprawiały też, że byli ze sobą związani. Jak rodzeństwo. Byli dla siebie złośliwi i droczyli się nawzajem, bo się kochali.
* * *
Czarna zaprowadziła Wilczą Zamieć nad rzekę. Co prawda dotarcie tam zajęło im dość długo, bo szły wolno, w tempie, który nie pozwalał siwej się przemęczać. Gdy ujrzały przed sobą chłodną wodę, beztrosko pryskającą na brzegi, zastępczyni położyła się na nagrzanej od słońca trawie.
Ta rzeka.
Ta sama rzeka, w której Kamienna Agonia dopuściła się morderstwa.
Wciąż widziała przeklęty wzrok Pszczelego Pyłka, gdy ta, dusząca się pod powietrznią wody, topiona przez czarną, spojrzała jej ostatni raz w oczy, zanim nurt cisnął jej bezwładne ciało na brzeg.
To było okropne miejsce, ale kotka nie chciała zabierać Wilczej do traktora. Obie jak nic pamiętały, co się tam wydarzyło. Na masce Toma wciąż widniały białe ryski, będące zamiennie pazurami drapieżnika, Wilczej i Kamień, gdy wślizgiwały się tam, próbując uciec przed kuną.
Ciszę przerywał tylko spokojny szum rzeki. Na płyciznę wyskoczyła ryba, począwszy wić się jak wąż, dusząc się na powierzchni. Po chwili jej ciało znieruchomiało, zastygając na ziemi, parę odległości lisa dalej od brzegu.
Natura była okrutna.
Los tej niewinnej ryby właśnie się zakończył.
Taką rybą byli właśnie Króliczy Sus, Świerszczowy Skok i Zwęglone Futro.
Króliczy Sus była rybą dla Piasek, Świerszcz dla samotnika, a Zwęglone Futro - dla ognia i żaru, który go pochłonął.
A Pszczeli Pyłek była taką rybą dla niej. Dla Kamiennej Agonii.
Świat dzielił się na słabszych i lepszych. Dwunożni polowali na psy, psy polowały na koty, a koty na gryzonie i mniejszą leśną zwierzynę.
Chociaż w klanach zdarzało się, że koty widziały zwierzynę pomiędzy sobą - zwierzynę, zamiast pobratymców.
- nigdy nie jadłam ryby. - mruknęła zastępczyni, świdrując wzrokiem martwego dorsza wyrzuconego na brzeg pod ich łapy.
- j-ja t-też nie - odparła Wilcza Zamieć.
Siwa mimo leżenia w chłodnym, ale nasłonecznionym miejscu, była spięta.
Czarna wstała i podniosła szczęką zwierzynę. Skrzywiła się na słony smak wodnego stworzenia.
Jak nocniaki mogły się tym żywić?
Położyła rybę obok Wilczej Zamieci, jeszcze raz ją wąchając.
- słyszałam, że mają dużo białka - burknęła kotka. - gdybym się tak nie brzydziła tym świństwem, to może bym zjadła.
Czarna popatrzyła się jeszcze raz na rzeczne fale, a potem na wyrzuconą przez nie zdobycz.
- dla nas ta ryba to nic. Jak się ściemni, wrócimy do obozu i zapomnimy. - wypaliła czarna oskarżycielskim tonem. - a ona właśnie straciła swoje życie. To jest dowód, jak bardzo świat jest brutalny. Tak samo będzie z każdym z nas.
Do kogo kierowała te słowa? Ciężko powiedzieć. Może do siły wyższej, która zgotowała jej ten los. Albo do Klanu Gwiazdy ze swoimi pretensjami. Albo do zmarłych rodziców, że ją opuścili.
Albo do siebie, bo była tak głupia, żeby na to pozwolić.
10 stycznia 2022
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
— Moja ciotka co rusz pyta mnie o to, czy chcę zostać matką i czy mam już kogoś na oku. — wyznała Kamienna Agonia.
Wilcza spojrzała jedynie na kotkę. Znów rozmawiały. Jej dawne marzenie stało się rzeczywistością. Żałowała, że nie potrafiła się z tego bardziej cieszyć. Żałowała, że znów była żałosną i bezużyteczną kreaturą, którą tak gardziła. Bała się. Bała się, że Kamień znów ją przez to znienawidzi. Kotka nienawidziła słabości. Doświadczyła tego wiele razy. Nie chciała jej znów tracić. Nie gdy znów wszystko miało szansę się ułożyć. Gdyby tylko... gdyby tylko TO się nigdy nie stało.
Otuliła się ogonem, starając się ukryć przechodzące przez nią ciarki. Spojrzała na wronę. Podarunek od Kamień. Mdłości podchodziły jej do samego gardła na samą myśl o jedzeniu. Lecz nie mogła tego odrzucić. Po raz pierwszy dostała coś od niej. Od Kamiennej Agonii. Nie mogła tego odrzucić. Nie potrafiłaby.
— C-chciała... c-chciałabyś? — miauknęła słabo, próbując podtrzymać rozmowę.
Nie tracić jej. Zastępczyni zmarszczyła brwi.
— Wychowywanie bachorów nie jest dla mnie. — odparła sucho.
Wilcza położyła uszy. Dla niej też nie było. Nigdy nie chciała zostać matką. Nigdy nie chciała mieć kociąt. Jej koszmar zataczał pętlę. JEGO kocięta rosły w niej. Pasożyty wysysające z niej życie. Symbol jej słabości. Dowód bezradności. Gardziła nimi pomimo że jeszcze nie przyszły na świat. Nienawidziła i obwiniała o wszystko. Osłabiały ją. Niszczyły ją. Nie mogła znieść tego. Nie mogła znieść świadomości, że część JEGO żyje w jej brzuchu. Obrzydliwe. Upokarzające. Przerażające.
— N-nie chce ich. — wyznała cicho. — N-nie... n-nie mogę z-znieść m-myśli, ż-że rosną w-we mnie. Ż-że to... ż-że to znów s-się dzieje. — wydusiła, czując zbierające się w ślepiu łzy.
— Możesz oddać jej na wychowanie jakiejś kotce. — odparła czarna. — Borówkowa Mordka kocha kocięta. Ty nie będziesz miała problemu. Ale faktu, że są twoimi dziećmi, nie zmienisz.
Kamień zamilkła na uderzenie serca. Wilcza niepewnie spojrzała zapłakanym ślepiem w jej zielone oczy. To wszystko brzmiało tak prosto, lecz wątpiła, że pójdzie tak w realnym świecie. Borówkowa Mordka pewnie jej nienawidziła. Słyszała, jak Szczypiorkowa Łodyga opowiada jej jak żałosną kreatura jest Wilcza. Jak godna pożałowania i odrazy kotka nie zasługuje na życie w Klanie Burzy, jak i jej kocięta półkrwi.
— Poza tym, Jeżowa Ścieżka nie powinien ci odmawiać pozbycia się ich. Byłyby o wiele szczęśliwsze w Klanie Gwiazdy, niż na tym cholernym świecie. — stwierdziła kotka.
Siwa lekko kiwnęła łbem. Nie mogła pojąć decyzji medyka. Nie rozumiała dlaczego tak pragnął jej nieszczęścia. Przeklęte kocięta tyrana były ważniejsze od jej marnego i żałosnego życia. Wiedziała, że nie przyniosą niczego dobrego. Nic co wyszło z niej nie mogło.
— D-dziękuję. — szepnęła. — Za w-wszystko. — spojrzała niepewnie na chudą wronę.
Zastępczyni mruknęła jedynie cicho pod nosem.
— Nie musisz dziękować. — stwierdziła, zbierając się do wyjścia.
Wilcza obserwowała jak jej czarne łapy powoli coraz bardziej się do niego zbliżają. Nie chciała, żeby odchodziła. Nie chciała znów zostawać sama. Pogrążona we własnych myślach. Tonąca w tamtym dniu. Nie wytrzyma tego. Nie mogła tu tkwić ani uderzenia serca dłużej.
— M-mogę... — zaczęła cicho.
Kamienna Agonia nawet jej nie usłyszała. Siwa przełknęła ciężko ślinę, czując gromadzące się w ślepiu łzy bezradności. Nie mogła tak dłużej.
— Mogę i-iść z tobą...? — wydusiła z siebie, wstając niepewnie.
Zielone ślipia odwróciły się w jej stronę zdziwione. Wpatrywała się w nią. Wilcza lekko się zawstydziła. Była namolna. Uciążliwa. Samolubna. Była ciężarem. Kamienna Agonia pewnie miała lepsze rzeczy na łbie niż niańczenie jej.
Położyła uszy i spuściła wzrok.
— Możesz, ale czemu? — padło pytanie.
Wilcza niepewnie spojrzała na kotkę.
— N-nie w-wytrzymuję tu. — wyznała szczerze, sama dziwiąc się, że dzieli się z tymi myślami z kotką.
Myśli i przemyślenia, które zawsze były tylko przez nią znane pod wpływem rozmowy, uciekały coraz bardziej z jej łba. Zaskoczona tym postawiła niepewnie krok w stronę kotki. Czarna poczekała aż do niej dojdzie i razem wyszły na zewnątrz. Promienie słoneczne uderzyły w Wilczą. Miłe ciepło pojawiło się na grzbiecie kotki. Zielona trawa kołysana lekko przez wiatr zdawała się taka miękka. Po niebie powoli snuły się leniwe obłoki.
— J-jak t-tu pięknie... — miauknęła cicho do siebie.
Kamienna Agonia spojrzała na niebo.
— Może ta pora zielonych liści będzie lżejsza niż ostatnia. — burknęła, ruszając przed siebie.
Zdawała się mieć wiele spraw do załatwienia. Wilcza jedynie cicho podążyła za nią. Nie śmiała w niczym jej przeszkadzać.
— To już niedługo? — rozległ się chłodny głos.
Wilcza spojrzała w stronę wejścia do kociarni. Dobrze jej znana sylwetka stała w wejściu. Para zielonych ślipi spoglądała na nią. Kiwnęła niepewnie łbem. Nie wiedziała za bardzo co powiedzieć.
— Rozmawiałaś z Borówkową Mordką?
Pokręciła łbem. Nie potrafiła otworzyć pyska. Bała się, że wraz z tym wydobędzie się lament. Płacz i cały żal, który ciągle w niej rósł. Z każdym wschodem słońca. Czarna westchnęła i odwróciła się od niej. Najwidoczniej uznała, że nie ma co więcej zajmować jej czasu.
Ból pojawił się w sercu siwej. Nie chciała, żeby odchodziła. Nie chciała znów tu gnić. Sama. Sama z NIMI. Zwariuje. Zwariuje. Nie wytrzyma tego. Nie da rady. Wpatrywała się w powoli oddalającą sylwetkę. Nie chciała jej tracić...
— N-nie... — miauknęła głośniej niż myślała.
Zielone ślipia szybko zwróciły się w jej stronę. Przeszyły ją na wylot.
— Nie o-odchodź. P-proszę...
<Kamień?>
28 grudnia 2021
Od Kamiennej Agonii CD Wilczej Zamieci
Od Wilczej Zamieci CD. Kamiennej Agonii
Lekkie mrowienie na łapach. Wilcza zamknęła zdrowe ślipię, starając się odrzucić złe wspomnienia. Zapamiętać chwilę z Kamienną Agonią na zawsze. Skupić całkowicie na niej. Żyć nią.
— Wilcza? — głos pełen smutku odezwał się.
Pełne łez pomarańczowe ślipię spojrzało na białego kocura. Zajęcza Gwiazda podbiegł do siostry. Otulił ją z każdej strony zupełnie jakby pragnął ochronić ją przed złem całego świata. Zesztywniała obolała. Dotyk przypominał jej tylko Jego.
— Wilcza, błagam, powiedz co się stało. Kto ci to zrobił. — miauknął kocur, wbijając spojrzenie zielonych ślip w nią.
Odwróciła od nich łeb.
— Błagam, powiedz mi. — dodał szeptem.
Nie.
— Wilcza, błagam. Nie możemy tego zostawić. On musi ponieść karę. — głos brata stał się poważniejszy.
Siwa zacisnęła mocno ślipię, kręcąc łbem. Wszyscy wypytywali ją tylko o to. Wszyscy chcieli wszystko. Tylko to, tylko to i tak w kółko. Chciała o tym zapomnieć. Wymazać z pamięci. Z istnienia. Lecz każdy miał wobec niej tylko jedno pytanie. Pytanie, które sprawiało jej tyle bólu i rozpaczy. Pytanie, przez które nie potrafiła przestać płakać.
— Zajęcza Gwiazdo, wiem, że się martwisz. — spokojny głos medyka, zwrócił uwagę rodzeństwa. — Lecz myślę, że przez najbliższe wschody słońca mija się to z celem. Spójrz na nią. Musi odpocząć. — podkreślił ostatnie zdanie.
Wilcza zwiesiła łeb. Znów była bezużytecznym pasożytem klanu. Znów jej byt przynosił same szkody. Uczynił ją tym czego tak bardzo nienawidziła. Znów zbyt przerażona, by żyć. Znów zbyt słaba, by żyć. Wszystkie jej starania. Wszystkie wysiłki. Poświęcenia. Poszły na marne. Zostały unicestwione. Wszystko się posypało. Znów nic nie miało sensu.
"Przepraszam."
Powtarzała słowa czarnej niczym cichą modlitwę.
— Wilcza? Wilcza? — głos brata powtarzał jej imię.
Zmusiła się do spojrzenia na jego łapy.
— Pamiętaj, że cię kocham. Najbardziej na świecie. — miauknął, lekko dotykając łapę siostry. — Pamiętaj o tym proszę. Zawsze będę przy tobie. Nieważne czy nam powiesz kto to był.
Doceniała to. Naprawdę. Chciała jakoś to pokazać bratu. Lecz rozpacz gromadząca się w środku niej sprawiła, że tylko potrafiła znów wybuchnąć płaczem. Zalać się niechcianymi łzami, mamrocząc cicho niezrozumiałe słowa. Lider nic nie powiedział. Odszedł, pozostawiając płaczącą kotkę. Wierząc, że to będzie najlepsze co dla niej zrobi.
Otworzyła niepewnie pysk. Przełknęła ciężko ślinę. Czuła się jakby musiała przełknąć garść kamieni. Czuła na sobie ich czujne spojrzenia. Wbiła spojrzenie w łapy.
— L-li... — zaczęła.
— Wyduś to z siebie. — rozkazała.
— L-lisia... G-gwiazda. — wydusiła na jednym oddechu.
Cisza. Wszyscy ucichli. Wraz z nimi reszta świata. Wilcza bała się unieść spojrzenie. Bała się spojrzeć w ich pyski.
<Kamień?>