BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglony Kamień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglony Kamień. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2023

Od Zwęglonego Kamienia CD. Różanej Przełęczy

 Uśmiechnął się do siostry, gdy ta przyszła do niego z kawałkiem myszy. Miło było widzieć, że na powrót ich relacja wracała na dobre tory. Cieszył się, że ją miał. 
— Dzięki. Jeszcze nie — powiadomił ją, z wdzięcznością przyjmując posiłek. 
Od razu zaczął zajadać się piszczką, słuchając co miała do powiedzenia szylkretka. Tak naprawdę teraz mieli tylko siebie. Czajka nie zwracała na nich uwagi, Pasikonik także zatraciła się w swoim świecie, o matce staruszce nie wspominając. Gdy był jeszcze kociakiem wierzył, że nic nie było w stanie ich rozdzielić. Że będą się wspierać na dobre i na złe. Świat go zaskoczył. W dość negatywnym tego słowa znaczeniu. 
— Widzę, że coś chodzi ci po głowię — zauważyła Różana Przełęcz. 
— Um... Może... — odpowiedział jej niepewnie, przełykając ostatni kęs posiłku. — Coś się zmieniło... We wszystkich. To nie ten Klan Burzy, który znam. Te tereny... Są bogate w pokarm i cieszę się, że opuściliśmy tamte poprzednie — No bo jak miał się nie cieszyć z tego, jak jeszcze pamiętał z jakim głodem musiał się mierzyć. Ten ból... Czasami nawiedzał go nawet we snach. — Ale ciężko mi się przyzwyczaić. 
— Nikt nie oczekuje od ciebie, że przestawisz się z dnia na dzień — zaczęła spokojnie. — Być może nigdy do tego nie dojdzie, ale lepsze to, niż tkwienie myślami na starych terenach.
Tak... Miała rację. Z czasem jakoś będzie lepiej. Trzeba było mieć w to wiarę. Uśmiechnął się lekko do siostry, kiwając głową. Spędzili ten czas miło, jeszcze ze sobą o czymś rozmawiając, aż nie musieli udać się w teren, by wypełnić swoje obowiązki.

***

Szedł z Czarnowronem na spacer. Tak przynajmniej myślał. Jego łapy ciężko sunęły przy kocurze, który dostosował swoje tempo do niego. Stres ścisnął mu brzuch boleśnie. Nie wiedział dlaczego ten to zaproponował. Przez ostatni czas... Gdy szkolił tego swojego ucznia... Stał się... inny. Tak jakby powoli nudziła go rutyna, jak gdyby skończyły się mu wyzwania. Coraz częściej reagował agresją, szarpiąc go raz po raz, sycząc mu do ucha, by się przesunął, że mu zawadza, że jak się rozryczy to da mu w pysk. Te słowa go bardzo raniły. Nie potrafił wyrzucić ich z pamięci, więc oczywiście, że zdarzało się, aby szloch opuścił jego gardło. Był tak... Tak tym wszystkim zmęczony. Widmo wojny wisiało nad nimi niczym złowrogi całun. Wszystko się komplikowało, a on... On tak bardzo pragnął, aby wszystko wróciło do normy. By skończył się ten strach, niepokój, a powróciła nawet ulotna i fałszywa namiastka szczęścia. Przez to wszystko miał mniej sił oraz chęci, by w ogóle polować. Nie chciało mu się wychodzić z obozu i marnować energii na włóczeniu się po terenach. Partner jednak tak zadecydował, więc zmuszony był za nim ruszyć. Jego ogon obejmował go, więc ucieczka nie była wskazana. Nie miał nawet na to sił... 
— Musimy iść...? — zapytał ze spuszczoną głową. 
— Jeszcze kawałeczek kochanie — mruknął. 
Słysząc te słowa, w jego głowie zaczęły tworzyć się czarne scenariusze. Za dobrze go znał, aby nie rozpoznać tonacji w jego głosie. Zdawał się... Nieobecny... Zawsze napawał się tą chwilą i pragnął czułości, ale teraz... Teraz to było coś innego. Spiął się cały, co nie uszło uwadze kocura, który przylgnął do niego bardziej, jak gdyby obawiał się sprzeciwu z jego strony.  
— To będzie idealne miejsce... — wymruczał jakby do siebie, gdy zatrzymali się przy Przybrzeżnym Oku. 
Miejsce na randkę? Chciał tu spędzić z nim czas? Okolica... Prawda. Zdawała się ładna. Pogoda też im dopisywała. Uśmiechnął się lekko. Może jednak za bardzo się zamartwiał? Wyszło na to, że rudy jednak dalej darzył go jakimś uczuciem. 
Podeszli bliżej małego jeziora, siadając obok siebie. Odruchowo wtulił się w pierś partnera, obserwując jak promienie słońca odbijają się w wodzie. 
— Węgielku... — szepnął mu na ucho, co spowodowało, że po jego grzbiecie przebiegł miły dreszcz. — Cieszysz się, że mnie spotkałeś? Że mogłeś żyć tak długo przy moim boku? 
Dziwne pytanie... Pokiwał jednak głową, ponieważ wiedział, że raczej nie oczekiwał zaprzeczenia. 
— Tak...
Z gardła rudzielca wydobył się zadowolony pomruk. Otoczył go swoją kitą, trwając tak przez chwilę w ciszy. 
— Ja również cieszę się, że cię spotkałem... Będzie mi cię brakować... — szeptał, zniżając nieco swój łeb. 
Kolejne dziwne słowa, które wzbudziły w nim niepokój. O czym on mówił? Brzmiał tak, jakby mieli się już nigdy nie zobaczyć... 
— Ja też bym tęsknił... — odpowiedział niepewnie, zwracając na niego wzrok. 
Wojownik uśmiechnął się do niego promiennie, dając mu całusa. Zamruczał na to zadowolony, a stres ponownie odszedł...  
Nagle zacharczał, czując jak jego zęby wbijają mu się w gardło. Nie rozumiał co się działo. Zaczął się szarpać, ale ten trzymał go mocno, a jego czerń oczu, wręcz przeszywała go na wskroś. Tak bardzo się bał. Tak bardzo! Nie mógł oddychać! Znów to straszne wspomnienie do niego powróciło. Leśny Pożar próbujący go udusić na zgromadzeniu, mający w swoim ciele zmarłego ducha, który mu to rozkazał. Jego myśli pędziły, a serce coraz szybciej pompowało krew, która zaczęła wypływać z rany na szyi. 
Czy Czarnowron został opętany?! Dlaczego to robił?! Dlaczego?! 
Nagle czarno-ruda sylwetka z wrzaskiem zbiła rudzielca z łap. Poczuł jak ucisk na gardle znika, lecz nie był w stanie złapać oddechu. Czuł jak krew zaczyna zalewać mu gardło. Zakaszlał, krztusząc się i obserwując kątem oka, toczącą się w tle walkę. Czy to była Różana Przełęcz? Co ona tu robiła? Ocali go? Ocali? Te myśli... Powoli odganiały panikę. Co jeśli to było mu pisane? Przecież... Jeżeli teraz odejdzie... Nareszcie będzie wolny. Nie będzie żył w wiecznym stresie. Pójdzie do Klanu Gwiazdy, do przodków, pozna swojego imiennika, o którym tyle słyszał od Kamiennej Gwiazdy. 
Powoli świat rozmazywał się, odpływał... Lecz wtedy... Wtedy pojawiła się ona. 
— Węgielku, Węgielku, już spokojnie, jestem tu, jestem. Zostań ze mną — mówiła spanikowana nad jego głową, próbując zatamować ranę na jego szyi, która coraz bardziej wylewała z siebie życiodajny płyn. Nie podobało mu się, że dostrzegł w jej oczach łzy... Po tym... Po tym wiedział, że umierał. 
Zakaszlał ponownie, próbując coś powiedzieć. 
— Ró-róża... — zaczął, a kotka wbija w niego wzrok. Uśmiechnął się, dotykając łapą jej ramienia. Jego łapy były takie ciężkie, a zimno coraz bardziej go ogarniało. Czuł jak drętwiał coraz bardziej. — Z-z-zostaw... Ja... Za późno... — wymiauczał kaszląc.
— Zamknij się! Zaraz Wiśniowa Iskra coś na to poradzi... 
— Tak boli... — wysapał, czując się coraz gorzej. — To... życie... Było takie straszne... Nie płacz... — poprosił widząc jej łzy. — Będę... wolny. Nareszcie wolny... Będę zawsze przy tobie... Tylko... — chrząknął, przełykając krew. — Obiecaj... że... zaopiekujesz się... siostrami... Ja... Kocham cię... — mówił słowa prosto z serca. Chciał, aby wiedziała jak wiele dla niego znaczyła. Że dzięki niej, to życie miało jakikolwiek sens. Trochę żałował, że tak potoczyła się dorosłość ich wszystkich. Niegdyś byli bardzo zgrani, a teraz mało kto wiedział o problemach tego drugiego. Może wtedy... Może wtedy ktoś ocaliłby go przed destrukcyjnym wpływem Czarnowrona. Mógł tylko powiedzieć o tym cioci... Ale... Ale nie był w stanie. Teraz było na to za późno. — Och... — sapnął, wpatrując się w niewidoczny dla jej oka kształt, który zalśnił na niebie. — Widzę ich... — Jego uśmiech się poszerzył, ponieważ poczuł jak powoli ogarnia go spokój. Odchodził. Odchodził ku światłu, ku lepszemu światu. 

<Róża? Żegnaj siostrzyczko ;-;> 

09 lutego 2023

Od Zwęglonego Kamienia CD. Tygrysiej Smugi

 — Wiem tyle, że Klan Wilka nic nie wie. Myślę, że gdyby zaszedł do Owocowego Lasu bądź Klanu Nocy, ktoś by nam coś powiedział. Mimo wszystko nie tracę nadziei, może poszedł w zupełnie innym kierunku, niż są klany? — zasugerowała sama sobie, próbując się pocieszyć. — Może… Może kiedyś sam wróci — wymamrotała niepewnie, przełykając z trudem ślinę.
Ciężko było mu patrzeć na jej ból. Chciał bardzo pomóc, ale nie wiedział jak. Poszukiwania nie przynosiły żadnych rezultatów. Klany nic nie wiedziały o rudzielcu. Zapadnięcie się go pod ziemię, mogło oznaczać tylko jedno, że dawno już nie chodził po tym świecie. Zastępczyni jednak jak na prawdziwą matkę przystało, nie traciła nadziei. Wątpił jednak, czy Jeleni Puch wróci. Czyżby nie zrobiłby tego gdyby mógł? Jego to całe zniknięcie było naprawdę dziwne i podejrzane. Jedyna osoba, która z nim wtedy była to Płonąca Pożoga, lecz kotka nie potrafiła przypomnieć sobie co się stało. Pewna myśl chodziła mu po głowie, że młodzi się pokłócili, a ta go utopiła w rzece, ale... To nie miało sensu. Córka Rozżarzonego Płomienia, nie pozbyłaby się kogoś kto nosił podobny kolor sierści co ona. Akurat rudzielce dbały o siebie, coś o tym wiedział. 
— Może... —  Oparł o nią swój łeb, przytulając. 
Chociaż słowa, które wypowiadał, niosły nadzieję, on już dawno skreślił Jeleni Puch z życia żywych. 

***

Pora Nagich Drzew rozkręcała się. Przemierzał zaspy u boku partnera, rozglądając się po otoczeniu. Niby był to rutynowy patrol, ale go męczył. Tak samo jak rudzielca, który zaczął być już tym wszystkim znudzony oraz zmęczony. Czuł się podobnie. Powinni już sobie odpuścić. Nawet jeśli Jeleni Puch gdzieś żył, to ta pogoda go wykończy. 
Wróciwszy do obozu, dojrzał zmizerniałą sylwetkę Tygrysiej Smugi. Znów żal ścisnął go w piersi. Podszedł do zastępczyni z bólem przekazując jej te same wieści co zwykle. Żadnych śladów. Musiała już przywyknąć do myśli, że jej syn się nie odnajdzie. 
—  Przykro mi — miauknął do kotki, nie wiedząc co mógłby dodać więcej w tej sprawie. 

<Tygrys?>

27 grudnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Kamiennej Gwiazdy

 — Dobrze. — mruknął cicho, przytulając się do swojego partnera. 
Czarnowron skinął głową liderce, po czym opuścił legowisko. Ruszył jego śladem, nie widząc innego wyjścia. Wszystko to co chciał powiedzieć kotce to powiedział. Pragnął jedzenia, chciał już coś wsadzić do pyska, lecz stos tak jak był pusty, tak pozostawał pusty. Zacisnął boleśnie pysk. Czemu... Czemu na Klan Gwiazdy ich klan musiał głodować? Kiedy przyjdą te cholerne roztopy? On już nie chciał tego czuć, nie chciał. Mięso śniło mu się nocami, czuł jego smak na języku, a gdy się budził, brzuch ssał go boleśnie, informując go, że to były tylko marzenia, a nie rzeczywistość. Sapnął ciężko. Czarnowron otulił go ogonem. 

***

Nieco mu już przeszła ta faza, gdzie sądził, że Piaskowa Gwiazda zaraz na niego wyskoczy i zabiję. Nowe tereny dały nową nadzieję. Głód odszedł w zapomnienie. Cieszył się szansą daną mu przez Klan Gwiazdy. Teraz wszystko było dobrze... No... Prawie. Leśny Pożar rozrabiał, co nie uszło jego uszom. Miał niby chłopaka... Nie spodziewał się, że był gejem. Nie oceniał jego preferencji, ale było to zaskoczenie. Zwinął się w ciasną kulkę, próbując odpocząć po ostatnim patrolu. Czarnowroni Lot zaczął dogadywać się doskonale z Zakrzywioną Ością. Dawna wilczaczka budziła w nim strach... Gdy partner sprawdzał jej umiejętności, wlókł się za nimi na szarym końcu. Nie przepadał za nią. Jej wygląd, oszpecony masą blizn był... koszmarny. Bał się jej, co trudno było mu to ukryć. Na szczęście liliowa nie zdawała się zainteresowana jego osobą. I całe szczęście! Gdy zakończyła trening i zajęła się sobą, znów miał rudego na własność. 
Martwił go jednak ostatni incydent, który rozniósł się echem po klanie, a teraz jakby przygasł. Jeleni Puch, syn zastępczyni zaginął. Niby patrole go szukały, ale jak na razie bezskutecznie. Biedna Tygrysia Smuga. Żal mu było kocicy. Musiała cierpieć... 
— Mogę iść do Kamiennej Gwiazdy? — zapytał partnera, który wylizywał swoje łapy. Posłał mu zamyślony wzrok. To oznaczało, że nie był przekonany co do tego pomysłu. — Chce zapytać czy ma jakieś informacje o Jelenim Puchu — dodał. 
Kocur nie powinien być o to na niego zły... Przecież... To było tylko niewinne pytanie. W końcu rudzielec skinął głową, a on uśmiechnął się szeroko. Dał mu całusa, po czym pobiegł do dawnej mentorki, która urzędowała w swoim legowisku. 
— Kamienna Gwiazdo? Jesteś tam? — zawołał na wstępie. — To ja. Zwęglony Kamień. — Wszedł do środka, zauważając czarną, która zdawała się kończyć z kimś rozmowę. Rozejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł. Może mu się przesłyszało. — Coś wiadomo o Jelenim Puchu? Tygrysia Smuga... ciężko to przeżywa... 

<Kamień?>

22 grudnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Tygrysiej Smugi

— Hej, jak tam samopoczucie? — zagadnęła. — Wydaję mi się, że idziemy już kilkadziesiąt księżyców. Z pewnością musimy być bliżej niż dalej — stwierdziła, rozglądając się po otaczającym ich lesie. 
Drgnął i spojrzał na kotkę ze strachem i dość dużą niepewnością. Przyjrzał się jej dokładnie, tak jakby zaraz miała z siebie wypluć krwiożerczą, martwą liderkę, która chciała go zabić. 
— U-um... B-b-bardzo złe — przyznał szczerze. — Wciąż... R-rozpamiętuje to c-co stało się na zg-gromadzeniu. — Położył po sobie uszy, rozglądając się na boki. — B-boje się, że Piaskowa Gwiazda przyjdzie d-dokończyć co zaczęła.
Co noc mu się to śniło. Ten moment, gdy szalona, martwa liderka w ciele Leśnej Łapy wbijała kły w jego gardło. To było potworne uczucie. Mógł umrzeć. Bał się śmierci. Nie chciał jej. Zdawało mu się, że mimo tego, że to była już przeszłość, łuna w postaci zagrożenia dalej czaiła się na niego gdzieś za rogiem. 
Dlatego nie rozstawał się z Czarnowronem. Był jego światłem, jego nadzieją. Mimo tego wszystkiego co się między nimi działo, ocalił go. Ocalił przed śmiercią i był mu za to bardzo wdzięczny. 
— Jej już nie ma — Kotka położyła po sobie uszy niepewnie. Mogła mówić sobie co chciała, on wiedział swoje. Każdy krok, każdy szelest... To mogła być ona. — Wtedy na zgromadzeniu Klan Gwiazdy powiedział, że wygrali. Jesteś już bezpieczny — starała się go pocieszyć. 
Skinął łbem. To miało sens, ale strach mimo wszystko nie zamierzał go opuścić. Był jednak wdzięczny kocicy za te pokrzepiające słowa. Potrzebował ich. Zwłaszcza teraz. 

***

Słyszał co się stało. Nie wiedział jak to jest stracić dziecko, na dodatek nie wiedząc co się z nim dzieję od wielu księżyców. Możliwe, że Jeleni Puch już dawno kroczył wśród przodków. Nie chciał jednak o tym mówić kotce, która zdawała się bardzo zmartwiona tym, że dalej nikt nie natknął się na jego ślad, czy choćby ciało. 
Kiedy siedziała samotnie ze zwieszonym łbem, chwycił małego zająca i podszedł z nim do zastępczyni. Położył posiłek przed nią, mając nadzieję, że teraz mu uda się ją pocieszyć, tak jak ona niegdyś jego. 
— To dla ciebie — Wskazał na piszczkę, siadając obok. — B-bardzo... Mi przykro. Słyszałem, że P-płonąca Pożoga dalej nie przypomniała sobie, co się stało na tym patrolu... Ale... Nie trać nadziei. Może znalazł g-go jakiś inny klan? — zasugerował, chcąc dać zrozpaczonej matce, choć cień nadziei na to, że jej syn żyję. — Jak chcesz to mogę p-popytać czy ktoś go nie widział. — zaproponował.

<Tygrys?>

12 listopada 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru)

Poczuł się urażony tym określeniem. Nie zamierzał jednak odpuszczać. Czując jego kły na łapie, sam wbił się w niego mocniej, nie odskakując. Wyczuł gdzieś we wnętrzu satysfakcję, że wygrywał z kocurem, chociaż powoli zbierało mu się na płacz. Zmusił się jednak, by nie grać słabeusza i udowodnić im, że nadaje się na bycie kocurem. 
Uczeń mimowolnie pisnął, kładąc po sobie uszy. Słysząc to, wystraszył się. Nie chciał w końcu zrobić mu jakiejś wielkiej krzywdy! Poczuł jak ten zacisnął kły mocniej i zaraz wymierzył parę kopniaków w brzuch, wciąż próbując go z siebie zrzucić. Odskoczył, krzywiąc się z bólu, siadając na śniegu. Łapa go bolała, a brzuch to już w ogóle miał dosyć. Był na siebie taki zły! Powinien przecież go dobić, a nie odpuszczać!
Rudy szybko podniósł się i cofnął parę kroków, biorąc parę głębokich wdechów. Zmarszczył na dodatek brwi, spluwając na bok. Dobrze, że to nie była krew... Widząc jak ten się obraca w stronę swojego mentora, mógł wykorzystać to, by go powalić. Nie ruszył się jednak, dokładnie go obserwując. I to był dobry pomysł, bo uczeń zaczął ponownie go atakować. Odskoczył przed kolejnymi ciosami, nieświadomy cichego porozumienia pomiędzy tą dwójką. Zresztą nie miał czasu nad tym myśleć, bo dostał od tyłu łapą w grzbiet, przez co wpadł w objęcia Leśnej Łapy, kończąc z nim na ziemi.
Kocur szybko wykorzystał pomoc mentora, dopadając go. Z całej siły przywalił mu w mordę, jednak bez wysuniętych pazurów, chociaż i tak bolało. Uśmiechnął się przy tym, depcząc ogon czarnego tylną łapą.
- Chyba koniec, co?
Pisnął z bólu, Z jego oczu wypłynęły łzy, z czego nie był zadowolony. To nie tak miało się skończyć! Oszukiwał! Czemu Czarnowron się w to wtrącił?! 
- K-koniec - wyskomlał, byle z niego zszedł. 
Miał mu pokazać swoją siłę, a znów się zbłaźnił i na dodatek rozryczał. Był... Beznadziejny. 
Rudy zszedł powoli, wywracając oczami.
- Jest z tobą gorzej, niż myślałem. Nie dość, że pół kocur to jeszcze beksa - prychnął, unosząc z wyższością łeb i ogon.
Słysząc to, próbował powstrzymać szloch, ale rozryczał się tylko bardziej. Od razu podbiegł do Czarnowrona, wtulając się w jego rude futro, szukając w nim oparcia. 
- Spokojnie skarbie, nie płacz - miauknął wojownik, po czym zwrócił się do ucznia. - Dobrze ci poszło, Leśna Łapo. 
Miał ochotę prychnąć na te słowa. Tak, jasne. Tak dobrze mu poszło, że na pewno, gdyby walczył z kimś kto naprawdę chciałby go zabić, wyszedłby zwycięsko, bez pleców, które by go ochroniły! Nic jednak nie powiedział, dalej próbując się opanować. Byle nie patrzeć na ten jego uśmiech pełen dumy i to jak puszył dostojnie futro. 
- Dziękuję, Czarnowronie - odparł grzecznie. - A ty, Węgiel, pamiętaj, że tylko ćwiczyliśmy, jasne? Nie chcę mieć kolejnych problemów przed lidereczką, bo trenowałem z jej pupilkiem.
Położył po sobie uszy na te słowa. Od razu przypomniała mu się rozmowa z partnerem odnośnie Kamiennej Gwiazdy. Nie... Nie mógł jej nic powiedzieć. Nawet poskarżyć, bo znów przeżyje to piekło. 
- Nie obawiaj się. Moje kochanie nic nie powie liderce. Mieliśmy już o tym rozmowę, prawda? - Polizał go w łeb, przypominając mu o tym. 
Pociągnął jeszcze kilka razy nosem, przełykając łzy, czując jak przez jego ciało przebiegają dreszcze. 
- N-nic jej nie powiem... N-naprawdę. - Zwiesił łeb. 
- A gdyby zapytała o Leśną Łapę, to co byś jej powiedział? - drążył temat dalej.
- Ż-że już jest miły i nie sprawia mi problemów - Położył po sobie uszy. - P-pogodziliśmy się. 
To były kłamstwa. Okropne, okrutne, lecz potrzebne. Gdyby nie one, to na pewno nikt by go nie ocalił przed wściekłością partnera. Nie lubił go denerwować. Nie mógł. Dla swojego dobra. 
- Bardzo ładnie - skomentował to tylko Leśna Łapa. - Dziękuję, Węgielku - zamruczał, posyłając mu wywyższające spojrzenie.
Wbił wzrok w łapy, widząc jak na niego patrzył. Już mu się te treningi nie podobały. Wszystko go bolało, a satysfakcji jak nie było tak nie ma, bo ten oczywiście musiał kantować. 
- Co się odpowiada skarbie? - zwrócił się do niego partner. 
Spiął się cały.
- P-proszę bardzo... - rzucił do ucznia, mając nadzieję, że zaraz wrócą do obozu i się ich drogi rozejdą. 
Na szczęście tak się stało. Czarnowron zadecydował, że starczy dzisiaj na ten dzień za co był wdzięczny. Wszystko go bolało. Wiedział, że i rudy był zmęczony. To był koniec. Na całe szczęście 

***

Poczuł, że ktoś mu się przyglądał. Wolno uniósł wzrok, a jak tylko zobaczył błysk pomarańczowych ślepi, czmychnął gdzieś na drugi koniec obozu. O nie! O nie! Znów to wspomnienie w nim odżyło. To jak rudzielec zaciskał kły na jego gardle. Jak chciał go zamordować z zimną krwią. Zadrżał. Musiał go unikać. Nie mógł z nim zostać sam na sam. Gdzie podziewał się Czarnowron?! Potrzebował go teraz najbardziej na świecie! Po co szedł do tego medyka?! Akurat w takim momencie?! 
Widząc jak Leśny Pożar podszedł pewnie do niego z poważnym, dziwnie spokojnym jak na niego wyrazem pyska, wytrzeszczył z przerażenia oczy, rozglądając się z paniką na boki. 
- Węgiel, musimy porozmawiać. Poza obozem.
Słysząc co powiedział, miał ochotę zniknąć. Jak to poza obozem?! Chciał go zabić?! Rozejrzał się ponownie za partnerem, lecz dalej nie było po nim śladu. Skulił się, skomląc.
- N-n-nie z-za-zabijaj mnie. P-p-proszę. B-b-będę już miły dla ciebie - obiecał. 
Kocur zamrugał parę razy, po czym zmarszczył brwi.
- Nie przyszedłem cię zabić! Co ci do łba strz- dobra, wiesz co, zamknij się po prostu. Idziemy - burknął, wyganiając go poza obóz.
Szedł w jego stronę. Zbliżał się. Pisnął i zaczął się cofać, by tylko go nie zabił! Potknął się parę razy i z płaczem poleciał gdzieś w las. Gonił go! Gonił! Umrze i nawet nikt nie zainteresuje się jego zniknięciem! Drżał, wylewając masę łez, zatrzymując się i spoglądając za siebie. Widząc, że kocur zniknął, zaniepokoił się. Zostawił go? Jak dobrze! Ulga jaka go zalała była cudowna. Od razu skierował kroki ku wejściu do obozu, ostrożnie omiatając wzrokiem teren. Nie chciał dać się zaskoczyć, gdyby to była pułapka. 
Nagle ktoś wyskoczył z krzaków, chwytając go za kark i zaczął targać z dala od serca Klanu Burzy.
Wydał z siebie zduszony pisk. Co się działo? Widząc rude łapy, pomyślał o Czarnowronie, ale nie... te były inne. O nie! Zaczął płakać wydając z siebie zduszone piski i inne dźwięki, błagając o litość, gdy zorientował się, że to był ten potwór! 
Gdy wojownik uznał, że są dostatecznie daleko od obozu i nikt ich nie zobaczy, puścił go i nadepnął mu delikatnie na ogon, by nie zwiał.
- Nic ci nie zrobię, słyszysz? Puszcze twój ogon, jeśli obiecasz, ze będziesz tu siedział spokojnie i dasz mi mówić.
Ryczał jak bóbr, skulony, patrząc na niego ze strachem. Serce mu biło z zawrotną szybkością, a oddech stał się szybki i urywany. Skinął niepewnie głową, czując gule w gardle. Nie miał pojęcia czego od niego chciał. Jak to mówić? Po co mówić? 
Puścił go, siadając nieco dalej.
Trząsł się i nadal patrzył na niego przerażonym wzrokiem, ale nie uciekł. Łapy wmurowały mu się w ziemię. Może tylko czekał aż ucieknie, by zacząć go gonić i go zabije... Może reagował na ruch. Dlatego ani drgnął, czekając na to co ma się stać.
- Dobra, słuchaj... - zaczął. - Chciałem wyjaśnić to, co się działo na zgromadzeniu... rozumiesz?
Znów skinął łbem, drżąc. 
- N-n-nie zabijaj... p-proszę. J-ja... j-ja zrobię co zechcesz... - pisnął.
- Chcę, żebyśmy o tym zapomnieli - zaczął, gryząc się w język. - To znaczy- żebyś ty o tym zapomniał. I tyle. - burknął, wzdychając.
- J-j-ja zapomnieć mam o tym, że chciałeś mnie zabić? - Zamrugał zaskoczony. - Ale... ale... A jak to się powtórzy? J-ja... Ja nie mam nic do Piaskowej Gwiazdy. Będę grzeczny! O-obiecuje! Grzeczny nierudy, t-to nie trzeba mnie zabijać - starał się ponegocjować warunki zachowania skóry.
Wojownik zagryzł zęby, próbując nie wybuchnąć.
- Już ci mówiłem, że cię nie zabiję. I to nie ja chciałem cię zabić. Uwierz mi, Piaskowa Gwiazda mnie opętała, tak jak potem ciebie - wytłumaczył.
- W-wiem to... J-ja mówię teraz do niej. O-ona jest w tobie... - wyjaśnił mu to. 
Obawiał się, że Piaskowa Gwiazda znów go opęta. Że zaraz wyskoczy z "niespodzianką". Byli w końcu tak daleko od obozu! Umrze tu! Umrze! Nikt go nie usłyszy! 

<Pożar?>

13 października 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Pszczółki (Leśnej Łapy)

Nie mógł uwierzyć, że do tego doszło. Przeprosił go, tego okropnego kocura, który zniszczył mu życie. Nie chciał tego, ale partner go zmusił. Tak chyba nigdy nie wypowiedziałby tych słów. 
- Tak... bardzo miło... To jak już jesteśmy kwita, to wracajcie do nauki - miauknął do nich.
- No dobrze, dobrze, skoro tak ci zależy. Też nie mogę się doczekać, aż zostanę wojownikiem - zamruczał uczeń, puszczając mu oczko.
Skrzywił się bardziej, zajmując się siedzeniem i czekaniem, aż skończą naukę.

***
*Porą Nagich Drzew, dawno temu na starych terenach*

Kara Pożaru dobiegła końca. Mógł wrócić na normalne treningi. Dzisiaj szli w teren, brodząc w śniegu. Musiał przyznać, że mimo tego czasu jaki minął, nadal czuł do niego... dystans.
- Miło nareszcie wybrać się na trening na świeżym powietrzu, prawda? We trójkę... sami, na śnieżnym pustkowiu... - mruknął uczeń, który najwyraźniej był w wyśmienitym nastroju. 
- Prawda - zgodził się z nim jego mentor, wdychając mroźne powietrze.
Czarny też kiwnął głową, chociaż wolałby leżeć w ciepłym legowisku, tuląc się do Czarnowrona. Akurat w takiej mroźnej porze, jego długie futro było cudownym miejscem do spania. 
- To co dzisiaj chciałbyś porobić, Leśna Łapo? - zapytał rudzielec swoją mniejszą kopię. 
Nie zauważył jak posłał mu uśmieszek, sunąc dalej za nimi ze znudzeniem. Nic nie wyczuł przez całą drogę. Ani grama królika... Był głodny i osłabiony. Naprawdę nie chciało mu się z nimi nigdzie chodzić. 
- Hmmm.... - udał zastanowienie. - Chciałbym... pokazać mojemu przyjacielowi, jak dobrze mi idzie w treningu walki. Co ty na to, Węgiel?
Dopiero po chwili dotarło do niego to, co powiedział uczeń. Spojrzał zaskoczony w jego stronę. Czy to na pewno miał być trening? A co jeśli kocur chciał się jakoś na nim zemścić? 
- To świetny pomysł. Przydałoby sprawdzić twoje umiejętności - zgodził się z tym Czarnowron. - Kochanie? - zwrócił na niego wzrok.
Nie mógł się nie zgodzić. Nieważne jak bardzo chciał, jego partner zmusi go do tego tak czy siak. 
- No... w zasadzie mogę... - mruknął. 
Kamienna Gwiazda w końcu dobrze go wyszkoliła, gdy jeszcze razem trenowali, a szansa na zlanie Leśnej Łapy mogła być bardzo kusząca. Widział w końcu jak sobie radził. Nie wydawał się dość wojowniczy, a na dodatek miał braki. Może to będzie dla niego korzystne? 
Leśna Łapa zadowolony uśmiechnął się. 
- Więc? Kiedy zaczynamy?
- Odejdźmy na ubocze, by nikomu nie przeszkadzać i wtedy możecie zacząć - zadecydował rudy, kierując kroki w miejsce, w którym miał odbyć się ich trening. 
Skinął głową, podążając za wojownikiem i gdy byli na miejscu, ustawił się odpowiednio, gotów do walki. Widział jak Pożar schylił się, ustawił w bojowej pozycji i tylko czekał na znak do ataku. Przełknął ślinę, bo zaczęły brać go wątpliwości, co do tego wszystkiego. 
Czarnowron dał im znak i zaczął obserwować ich sparing. Czarny od razu rzucił się na młodszego, próbując powalić go na ziemię. Nie mógł czekać. Trzeba było działać nim ten zrobi pierwszy krok.
Rudzielec szybko schylił się, unikając jego ataku. 
- Ostro. Nie wiedziałem, że tak umiesz - rzucił Leśna Łapa, trzymając się nisko ziemi, by zaraz wyskoczyć w jego kierunku. 
Nie odpowiedział na to, robiąc unik przed jego skokiem. Zamachnął się łapą w jego bok, lecz i tego udało mu się uniknąć, jednak ledwo, o włos. Leśna Łapa skoczył jeszcze raz, celując w łapy, by się wywalił. Odskoczył, czując na futrze muśnięcie jego kończyn. Było blisko, lecz dzięki temu skrócił między nimi dystans. Napiął się, dając mu z łatwością łapą po pysku.
Pożar najeżył się, niezadowolony. Spróbował jeszcze raz go powalić, tym razem szarżując prosto w jego stronę. To mogło źle się skończyć, dlatego szybko się cofnął, by nie zostać powalonym. Pech jednak sprawił, że potknął się o łapę Czarnowrona, na którego nieuważnie wpadł i skończył na ziemi.

<Leśny?>

22 września 2022

Od Zwęglonego Kamienia

To co działo się na zgromadzeniu, prześladowało go we snach. Leśna Łapa... A raczej ktoś, kto był wówczas w jego ciele... Chciał go zamordować. Widział te kły, ten obłęd w dwukolorowych oczach, krew cieknącą mu z nosa. A później... Szczęki zaciskające się na jego gardle. Uczucie duszności, niemożności wzięcia oddechu oraz ten okropny ból. Umierał. Wystarczyła chwila, by kocur przegryzł mu gardło, a wykrwawiłby się, odchodząc do Klanu Gwiazdy. Był o włos od śmierci. Jednak przodkowie się nad nim zlitowali. Został ocalony. Nigdy tak nie cieszył się z widoku Czarnowrona, który rzucił się w jego obronie na rozszalałego ucznia. Dzięki niemu mógł wziąć oddech. Nawet liderka wstawiła się za nim, próbując nie dopuścić mrocznego ducha ponownie w jego pobliże. Piaskowa Gwiazda jednak nie zamierzała się poddać. Opuściła Leśną Łapę, przejmując kontrole nad jego ciałem. JEGO. Przez to nie pamiętał dokładnie co się stało. Jednak gdy się ocknął, czuł lepką ciecz na gardle. Krew. Jego krew. Chciała go zamordować... w taki sposób?! Jego własnymi łapami?! Czy to wtedy uchodziłoby pod morderstwo czy samobójstwo?! Czuł się... zbrukany, naznaczony. Ktoś nim sterował, odbierając własną wole. Jego ciało nie należało do niego. Dokładnie tak samo się czuł przy Czarnowronie. Tym razem nie on był sprawcą jego bólu, a niematerialny duch. To było dla niego za trudne do przełknięcia. Nie potrafił się z tym pogodzić. Wpadł w panikę, tuląc się do rudego, niczym tonący, chwytający kłody. Nie chciał go opuszczać. Już nigdy. Potrzebował ochrony. Bo co jeśli ta wariatka znów po niego przyjdzie? Ukradnie mu ponownie ciało i dokończy swoje dzieło? 
Widział zmartwienie malujące się w oczach Kamiennej Gwiazdy, gdy go mijała. Opuszczali swoje tereny. Szli... nie wiedział gdzie. Jednak cieszył się z tego. Bardzo. Tutaj nie mieli już nic, co trzymałoby ich przy życiu. Żadnych piszczek, żadnej nadziei. Tylko życie o pustym brzuchu. 
Przez ten czas, unikał spotkań z Leśną Łapą. Błagał wręcz na kolanach swojego partnera, by nie chodzić z nimi już dłużej na treningi. Na początku to do niego nie przemawiało. Mimo jego łez, zmuszał go do spotkań z rudym, przez co kulił się za partnerem lub pod nim, gdy nurkował w jego futrze, by szukać ochrony. Nie potrafił zapomnieć tego, co mu zrobił na zgromadzeniu. Bał się syna Rozżarzonego Płomienia. Jego pysk śnił mu się nocami. Te szczęki ponownie mogły zacisnąć się na jego szyi. Był... okropny. Przerażający. 
Później jego kwiki były za bardzo denerwujące, więc Czarnowron pozwolił mu na chwile rozstania. Było to dziwne, niepodobne do niego, lecz możliwe, że kocur miał go już po prostu dosyć. Przeszkadzał im tylko w treningach i zamiast skupić się na uczniu, musiał pilnować go jak jakieś kocię. 
Zawsze gdy po pracy wracał, wczepiał się w jego bok, ciesząc się z miłych pociągnięć językiem, które oczyszczały mu futro. Scalił się z nim, będąc niczym jego cień, przyklejony tak jak zawsze tego pragnął. Nie ruszał się nigdzie bez rudego futra. Każdy nieznany dźwięk doprowadzał go do płaczu i ataków paniki. Nie radził sobie, co było widać, lecz zawsze mógł liczyć na Czarnowrona. Dawał mu odpowiednią ilość uwagi. Uspokajał, kołysał i po prostu był przy nim, gdy emocję brały górę. Chyba rzeczywiście był bardzo delikatny. Na wojnie przecież każdy się zabijał, atakował i ranił. Przeżył jedną i nie miał takiej schizy jak teraz. Może to dlatego, że był o mały włos od śmierci? 
- Nie zostawiaj mnie - załkał, gdy partner się podniósł. Nie chciał by odchodził. Potrzebował go. Jego ciepła i bliskości. Był jego jedyną ochroną przed zemstą wrogiej duszy, która na pewno na niego polowała. 
- To chodź ze mną - mruknął, kierując kroki przed siebie. 
Od razu się poderwał, znajdując się tuż przy jego boku. Rozglądał się uważnie po otoczeniu, gotowy na atak z zaskoczenia. Nie czuł się bezpiecznie we własnym klanie! Do czego doprowadziło to okropne zgromadzenie! Po co na nie szedł? Mógł sobie je odpuścić. 
Wojownik schylił się, biorąc coś w pysk. Nie zauważył co, bo był zbyt przejęty zerkaniem na klanowiczów, próbując wyczuć swoim nosem spisek. W końcu każdy z nich, mógł nie być sobą. Kogo tym razem wybrała Piaskowa Gwiazda na swoją marionetkę? Zaatakuje dzisiaj, a może poczeka aż straci czujność? To było okropne czekać na nieuniknione! 
Powoli wrócili na swoje miejsce, kładąc się na ziemi. Jego nos od razu zapadł się w rudym puchu, a na grzbiecie poczuł, troskliwe otulenie ogonem. 
- To dla ciebie. Mówiłem, że w końcu ją znajdę - Usłyszał jego mruknięcie. 
Otworzył oko i spojrzał zaskoczony na mysz. Była prawdziwa? Trącił ją łapą. Rzeczywiście tu była. Łzy pociekły mu po policzkach, a z gardła wydobył się śmiech. To był najszczęśliwszy moment w jego życiu! Wgryzł się wygłodniale w piszczkę, czując na języku, tak dawno zapomniany smak mięsa. Delektował się nim, chcąc by to uczucie błogości trwało jak najdłużej. Po jakimś czasie całość zniknęła w jego brzuchu, a on z pomrukiem radości, oblizał pysk. 
- Dziękuję - Spojrzał na niego z wdzięcznością. 
- Pobrudziłaś się kochanie - Polizał go po pysku, zlizując krew po posiłku. 
Spalił pod sierścią buraka, speszony. Zapomniał o tym, że dla kocura będzie zawsze kotką, nieważne co sam mówił. Zresztą... Zachowywał się jak matka, jak Wilcza Zamieć. Odziedziczył jej żałosność. Kiedyś sądził, że będzie odważnym wojownikiem, który zaopiekuję się siostrami, a teraz? Sam tego potrzebował. Był zniszczony, słaby i okropny. Nic dziwnego, że utożsamiano go z płcią przeciwną. Ciekawe czy też osiwieje i straci oko jak ona. Zadrżał. Oby nie! Nie chciał być z nią kojarzony! To była przeszłość.
Stop! Nie mógł o tym myśleć. Trzeba było skupić się na czymś innym. 
- Ciekawe jakie będą te nowe tereny - zaczął temat, co zaskoczyło Czarnowrona. 
- Nieważne jakie będą. Ważne, że jesteśmy razem. - wymruczał. Tak. Razem do końca świata. - Cieszy mnie to, że masz lepszy humor. Martwiłem się o ciebie. 
- N-naprawdę? - Spojrzał w jego ciemne oczy. Takie głębokie i niezbadane, niczym najczarniejsza otchłań. 
- Owszem. Zastanawiałem się nawet czy ci nie poprawić humoru. 
Nie spodziewał się takich słów z jego pyska. Brzmiało to miło. Czyżby atak na niego, coś mu uświadomił? Że w każdej chwili istnieje ryzyko, że go straci? To spowodowało masę pytań w jego głowie. A co jeśli kocur nie kłamał, że go kochał? Może naprawdę robił to wszystko z miłości? Przez te księżyce, odkąd byli razem, nie czuł się przez niego kochany. Nie prawdziwie i szczerze. Uważał to za bardzo nieśmieszny żart, ale... czy na pewno tak było? Może mylił się co do partnera? Analizował co do niego mówił przez ten okres czasu. Wymagał posłuszeństwa, lecz potrafił być troskliwy. Robił się straszny tylko, gdy się denerwował. Może źle go ocenił? Czy płakałby nad jego grobem, gdyby stracił życie? 
- J-już poprawiłeś - Uśmiechnął się delikatnie, żyjąc dalej we własnym śnie, który wykreował mu umysł. To on był dla niego najważniejszy. Teraz to zrozumiał. Zawdzięczał mu tak wiele... 
Przymknął oczy, nie zauważając tego jego mrocznego błysku satysfakcji w spojrzeniu. 
Był szczęśliwy. Tak bardzo. Nareszcie zrozumiał czego tak mu brakowało w życiu. Dostrzegł to dość późno, ale lepiej teraz niż wcale. 
- Czarnowron? - mruknął cicho, czując jak przyspiesza mu serce. 
- Tak, Węgielku? - Usłyszał jego głos.
- Ch-chyba... Ja... - Zacisnął bardziej oczy. - Kocham cię. 
Bał się jego reakcji i zaczął aż żałować, że to powiedział. W zasadzie mówił już te słowa, wiele razy. Tym razem były one prawdziwe, nie okryte fałszem, spowodowanymi wymaganiami partnera. Naprawdę to czuł. Ten ich fałszywy związek, do którego go zmuszał, który sprawiał mu tyle bólu, ale i radości... Stał się dla niego bardzo ważny. 
Kocur zaśmiał się klarownie, nachylając pysk nad jego uchem. 
- Też cię kocham - wymruczał, a on się rozpłynął. 
Czas było przestać udawać... Kocur dla niego tyle poświęcał... Czasu, uwagi, miłości, a nawet był zdolny oddać swoje życie w jego obronie. Przy nim nie bał się Piaskowej Gwiazdy. To był prawdziwy bohater.

16 września 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Pszczółki (Leśnej Łapy)

Spaliły mu się uszy. Jak to możliwe, że w tych przeprosinach musiało być aż tyle drwiny skierowaną w jego stronę?! Czy on nie rozumiał, że nie był już kotką?! To było takie upokarzające! Może i nie pachniał już jak kocur, jednak nie zamierzał pozwalać na to, by ten dzieciak nazywał go tak podle. Wcale nie był delikatnym kwiatkiem! To, że miał łzy w oczach i czuł, że zaraz się poryczy, nic nie zmieniało! To te głupie emocje! 
- Kochanie? - zwrócił się do niego partner. - Widzisz jak ładnie cię Leśna Łapa przeprosił? 
Tak... Bardzo ładnie... Nie potrafił jednak zaprzeczyć. Nie, gdy Czarnowron wręcz chciał, by się pogodzili. Bał się co by było, gdyby mu się teraz zbuntował! 
- N-niech będzie... - prychnął pod nosem, bo już powoli miał dość siedzenia tu z tym bachorem. - I nie jestem damulką - poinformował kociaka. - Jestem kocurem i nazywam się teraz Zwęglony Kamień.
- Ta... - mruknął, by zaraz przenikliwym spojrzeniem pożreć kocura w całości. - Właśnie widzę.
Co za demon, a nie kot! Spiął się pod tym spojrzeniem, po czym po prostu wyszedł, nie mogąc już dłużej tego wytrzymać. 

***

*jeszcze za kary Pożara*

Jego powrót w to miejsce, nie był zbyt miły. Nie podobał mu się pomysł, by tu wracać i przysłuchiwać się szkoleniom tych dwojga. Pszczółka ostatnio bardzo wyprowadził go z równowagi, a smak tego co zrobił mu partner, karząc za naskarżenie na jego ucznia, był potworny. Nie powiedział jednak o tym incydencie Kamień, bo jego partner nie był zadowolony z jego poprzednich słów. Nie chciał go denerwować. Już nigdy w życiu. Te upokorzenie ciągnęło się za nim niczym cień. Więc nie mając wyboru, wszedł smętnie do środka, siadając gdzieś z boku, by nie zawadzać im w nauce. 
- Dzień dobry, Czarnowronie - zamruczał z zadowoleniem rudy, widząc swojego mentora w żłobku. - Tobie też dzień dobry, Węgielku - posłał kocurowi zbyt miły uśmiech. 
Skrzywił na to pysk.
- Tak... Dzień dobry - mruknął pod nosem, mając nadzieję, że ta nauka szybko się skończy, a on będzie mógł wrócić do swoich obowiązków. 
- Oh, jesteśmy nie w humorze? - Pszczółka uniósł brwi z niewinnym wyrazem pyska. - A cóżesz się stało?
Spiął się. Nie zamierzał zwierzać się temu potworowi z tego co go spotkało. Czarnowron wolał pewnie, by to pozostało pomiędzy nimi. To nie było coś, czym należało się chwalić. 
- Nie twoja sprawa. Zajmij się nauką, bo będziesz do tyłu i nie zostaniesz wojownikiem - miauknął, kierując wzrok w inną stronę, by nie skupiać się na tym podłym rudzielcu.
- Teraz cię to martwi? Nie wtedy, jak z płaczem jak jakiś lamus, poszedłeś lizać dupsko Kamień, żebym dostał tą karę? - zaczął z wyższością i przesłodzonym tonem głosu, jakby mówił do jakiegoś kociaka, by w ostatnich słowach wyrwało się warknięcie. Wziął głębszy wdech, uspokajając się. - Przepraszam, poniosło mnie.
Położył po sobie uszy. Co on miał do niego i jego relacji z liderką? Traktował ją jak matkę. Nawet przez chwilę nią była, gdy Zajęcza Gwiazda wmówił mu, że jest jej synem. 
- Nie płakałem i nic jej nie lizałem. Zasłużyłeś na karę, to była tylko sprawiedliwość - prychnął. - I nie, nie martwi, możesz gnić sobie jako uczeń nawet do końca życia. Nie chcę po prostu cię widywać. I dobrze, że przepraszasz. - dodał na koniec.
- Tak, tak, wszyscy wiemy, że nic z tego nie robiłeś - Wywrócił oczami z uśmieszkiem, zupełnie ignorując środek jego wypowiedzi. - Widzisz? Przepraszam. Nie tego chciałeś? W każdym razie, chciałem powiedzieć, że może czas zapomnieć o tym całym zajściu sprzed paru księżycy, co? - zamruczał, z przyjacielskim wyrazem pyska. 
Rzucił mu nieufne spojrzenie. A co to miało znaczyć? Przez ten czas zmądrzał? A może knuł coś okropnego, co zniszczy go na zawsze? Czarnowron widząc to, trącił go ogonem.
- Widzisz? Chcę się z tobą pogodzić. Zrozumiał swój błąd, kochanie. 
Rzucił partnerowi szybkie spojrzenie, po czym skupił ponownie wzrok na tym diable. Bił się przez chwilę z myślami, nie wiedząc czy się na to zgodzić. Czy były jakieś plusy tej sytuacji? Nie miał pojęcia.
- Węgielku... - Rudzielec nie odpuszczał, próbując go do tego przekonać.
Westchnął, widząc jego wzrok, który był zbyt stanowczy, by mu się oprzeć. 
- Możemy spróbować - w końcu odpowiedział kociakowi z niesmakiem.
Pszczółka zamrugał parę razy zdumiony, jakby nie wierzył własnym uszom, po czym uśmiechnął się z zadowoleniem. 
- Patrz, Węgiel, teraz możemy być kumplami - zamruczał, szturchając go łokciem. - Aż tak ciężko było?
Uśmiechnął się do niego krzywo i nadal niechętnie. Tak. Było ciężko. Nie podobało mu się to. Nie chciał być z nim żadnym kumplem! 
- Tak... było bardzo ciężko. - miauknął.
- Cieszę się, że się pogodziliście - powiedział Czarnowron, liżąc go w policzek. - Czyli nasza nauka szacunku zakończyła się sukcesem. Czyż to nie wspaniałe?
- Tak... bardzo wspaniałe... Ale i tak musi się uczyć... - dodał, chcąc by partner skupił się na Pszczółce.
- Oh, muszę? Przecież nauka Czarnowrona przyniosła efekty. Zaprzyjaźniłem się z nierudym. Czy to już nie podstawa szacunku? Umieć znaleźć wspólny język z gor... innym kotem? - zamruczał. - Chyba, że podważasz kompetencje swojego partnera?
Zamrugał zdziwiony, czując nadchodzący stres. Nie podważał jego kompetencji! A co jeśli ten pomyśli to samo i będzie chciał ponownie go ukarać? Musiał to szybko wyjaśnić, póki miał szansę! 
- Ja... nie.... Chodzi o to, że musisz uczyć się dalej, by zostać wojownikiem... - sprostował.
- Może jakbym normalnie trenował te półtora księżyca co tu siedzę, przez mojego przyjaciela, to bym już był wojownikiem... Właśnie, stary, trochę kicha z tą karą, nie? Teraz, skoro się kumplujemy... nie należą mi się przeprosiny za tę akcję? - mruknął, niby "od tak", oglądając pazury u uniesionej łapy.
- Nie będę cię przepraszał. To była kara, byśmy byli kwita - uświadomił mu to. - Tak jak twój ojciec i matka dostali za znęcanie się nad nierudymi. Jest w tym sprawiedliwość. - trwał przy swoim uparcie.

<Pszczółko?>

09 września 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Tygrysiej Smugi

Tygrysia Smuga nie wiedziała jak bardzo było ciężko. Nie widział, aby wychodziła ze żłobka. Podziwiał jednak jej entuzjazm, który sam już dawno stracił. Starał patrzeć się na życie w realistycznych barwach. Głód był potworny, cierpiał przez to i nie miał zamiaru znów się rozryczeć, bo świadomość, że niedługo umrze, była tak bardzo okropna. Nie powinien mówić młodej matce, że nie ma już nadziei, lecz jako zastępczyni, powinna wiedzieć jak się sprawy miały. 
— Powiem ci szczerze, że nie ma co szukać... Chodzę z Czarnowronem codziennie i jeszcze nigdy nic nie udało nam się złapać. A zaglądaliśmy nawet do zasypanych nor. Tu nic już nie ma. Powinniśmy szukać poza naszymi terenami... — powiedział, zwieszając smętnie uszy.
— Poza? — Uniosła zaciekawiona wzrok. — To ryzykowne. Wszędzie są inne klany, a ich patrole nie byłyby zadowolone. A na terenach wolnych... Są samotnicy. Pewnie oczyścili tamte miejsca całkowicie ze zwierzyny, chociaż nie chcę brzmieć jak pesymistka — mruknęła.
Spodziewał się takiej odpowiedzi. Już rozmawiał na ten temat z Kamienną Gwiazdą i kotka miała podobne podejście co jej zastępczyni. Jednakże uważał, że nawet jeśli i tam nic nie było, przez ingerencje samotników, to większą i tak mieli szansę gdzieś indziej, niż trzymać się kurczowo tego co znali. 
— Nie wiadomo czy ogołocili, jak nawet tego nie sprawdziliśmy. Klan głoduje... Jak tak dalej pójdzie to... — nie chciał kończyć zdania.
— Wiem, o czym myślisz, ale spokojnie — rzuciła z lekkim uśmiechem. — Śnieg wkrótce stopnieje i zgłodniała zwierzyna wyjdzie z nor. Będzie ich tyle, że nadrobimy ten cały okres głodu — dodała pocieszająco.
— Mam taką nadzieję... — Pociągnął nosem. — Przepraszam, że się rozklejam, ale jest mi ciężko... Boję się, że nie doczekam roztopów.
No i znów czarne myśli go zalały. Był taki żałosny! Powinien przestać rozmawiać z kotami. Na pewno kotka nie chciała słuchać jego biadolenia. Ale... ale był już tak bardzo tym wszystkim przerażony! Zawsze zasypiał z myślą, że to był jego już ostatni dzień na ziemi. Że odejdzie i nie obudzi się już nigdy. Ssanie w żołądku, które kłuło go boleśnie, potwierdzało to, że nie zostało mu już zbyt wiele czasu. 
— Oh, Węgiel — zamruczała. — Dasz radę. Wszyscy damy. Teraz jest trudniej, ale nie zawsze może być pięknie. Zaufaj mi, od jutra będzie już tylko lepiej. Mogę nawet pójść z tobą na polowanie. Może razem akurat więcej znajdziemy? — mruknęła weselej.
— Pójdziemy i wrócimy z niczym. Wielu wojowników wychodzi na polowania. Nic nie przynoszą. Nie złapiemy nic. Klan Gwiazdy nas opuścił. Taka jest prawda... — brnął dalej, próbując jej przemówić do rozsądku. Nic już tu nie złapią. Smak mięsa był już tylko odległym wspomnieniem. 
— Nie opuścił, na pewno są, tylko... Może mają jakieś problemy? Wiesz, nieśli ostatnio Piaskową Gwiazdę z zaświatów, to też mogło osłabić naszą więź — zasugerowała niechętnie.
— Może racja... — westchnął. — Oby jednak szybko się pozbierali. Teraz już jej nie ma. Mogliby dać przynajmniej Wiśniowej Iskrze jakiś znak. Pamiętam opowieści o tym, jak kiedyś to robili, a liderzy dostawali dziewięć żyć... To było prawdziwe? — zapytał, zmieniając temat. 
— Oczywiście. Kiedyś liderzy naprawdę długo żyli, a teraz... Wydaję mi się, że za każdym zgromadzeniem widzę innego przywódcę na skale — westchnęła.
— Walka o władzę jest okrutna... Właśnie dzięki tym żywotom, pewnie Klan Gwiazdy chciał powstrzymać takie... coś. — podzielił się swoimi przemyśleniami.
Skinęła głową. 
— A jak tam układa się tobie z Czarnowronem? — zapytała.
Słysząc pytanie o partnera, który ostatnio wręcz go zastraszył i zmusił do okropnego upokorzenia, uśmiechnął się sztucznie.
— Dobrze. Wspiera mnie w tych ciężkich czasach. Miło jest się do kogoś przytulić, gdy na zewnątrz jest tak zimno. Kocham go i martwię się o niego. Mocno schudł... Nie chciałbym by umarł... — skłamał, bo wręcz pragnął uwolnić się spod jego wpływu. Nie chciał znów przeżywać tego bólu. Pragnął zacząć żyć na nowo, a nie z wypranym mózgiem, który coraz bardziej uzależniał się od jego osoby. Tak bardzo się go bał, ale i jednocześnie nie potrafił się od niego uwolnić. Godził się na wszystko, by tylko ten demon, który w nim tkwił, nie wyszedł z jego boskiej powłoki. Bo co jak co, ale kocur był bardzo przystojny... Jednak wnętrze... Było zepsute niczym spleśniałe jabłko.

<Tygrys?> 

31 sierpnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Kamiennej Gwiazdy

Bardzo się ucieszył, gdy Pożar został ukarany i cofnięty do rangi kocięcia. Zasłużył. Po tym wszystkim co mu uczynił... Jak z niego zakpił... To było sprawiedliwe. 
Słysząc słowa liderki, uśmiechnął się do niej. Naprawdę żałował, że nie byli spokrewnieni. Kotka bardzo wiele dla niego robiła, więcej od biologicznej matki. 
— Wybacz, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej... w sensie za rządów Piaskowej Gwiazdy, ale... Miałaś własne problemy. Nie chciałem dokładać ci swoich... — miauknął.
— Nie dołożyłbyś mi swoich problemów, kupo futra — prychnęła, podchodząc do niego. — Mam swoje problemy, ale jestem tu też dla ciebie, Węgielku. Zawsze możesz mi powiedzieć wszystko. Nigdy nie ufałam temu bachorowi. Widać, że wdał się w swoich rodziców. Teraz jednak dosięgnęła go sprawiedliwość. Chociaż... Mówił, że go uderzyłeś.
Położył po sobie uszy. Czyli w taki sposób próbował się bronić przed oskarżeniami? Prawda... Uderzył go. Nawet nie wiedział kiedy i jak jego łapa dała mu plaskacza w ten głupi pysk. Nie zamierzał okłamywać kotki i zaprzeczać. Zasługiwała na prawdę. 
—  T-to było niechcący. Wyzywał mnie, a ja miałem już dosyć i... i nie wiem co we mnie wstąpiło. A-ale to nie było nawet mocno... Przeprosiłem go —  Spuścił łeb, spinając się z niepokojem, że zostanie ponownie ukarany. 
Usłyszał jej ciężkie westchnięcie. 
— Wierzę ci. Skoro cię wyzywał, nie dziwię się, że to zrobiłeś. Też bym pewnie nie wytrzymała. Już niejeden raz biłam się z Żarem, gdy to on ze mnie drwił. Są siebie warci — mruknęła z odrazą. — Ale to niebezpieczne, Węgiel. Piaskowej Gwieździe pewnie bardzo zależy na swoich prawnukach. Gdyby się dowiedziała, to nie miałaby skrupułów cię nawet zabić, uwierz mi. Już niejednego kota tak zabiła. Dobrze, że ten gówniarz trzymał język za zębami.
— Wtedy... wtedy nie wiedziałem, że w Zajęczej Gwieździe jest ona... —  Wziął głęboki oddech, powoli się rozluźniając. —  P-pewnie połamałaby mi łapy, jak temu nocniakowi przed śmiercią... A ja myślałem... że naprawdę to Zając. Starałem się go nie zawieść, bo mówił, że jestem jego synem... Pamiętam jego wzrok, gdy chciałem by zmienił mi imię i przyznałem się do bycia kotką... Cieszył się z tego i nawet nie dopytywał...
Kamienna Gwiazda spuściła wzrok i westchnęła głęboko.
— Cóż. Odkąd zaszłam w ciążę, dowiedziałam się, kto siedzi za maską mojego... przyjaciela. Na początku planowałam ci powiedzieć. Ale po tym, co przeżyłeś, nie chciałam cię martwić. Chciałam dać ci przestrzeń, byś nie musiał znowu cierpieć. W końcu wróciłeś na ten świat z przekonaniem, że cierpienie, jakie było za jej czasów, minęło. Nie chciałam psuć tego uczucia — mruknęła. — Ta, to zdecydowanie pasuje do Piasek. Pewnie bawiło ją to, że zmieniłeś płeć. To psychopatka. — na wieść o stanie prychnęła jedynie, bijąc ogonem. — Piaskowa Gwiazda jedynie potwierdziła plotki, że ja i Zając... Że jesteś moim biologicznym synem. Nie mówię, że bym tego nie chciała... Ale to odbiłoby się na twojej relacji z rodziną. Byłam wściekła, gdy Piasek publicznie nazwała Sowią Łapę swoją córką. Nie kłamała, ale przez to, zniszczyła mi jeszcze bardziej życie. Ta ciąża to wyłącznie jej wina. Zgwałciła mnie i śmiała przypatoczyć swoje dupsko do kociarni, gdy byłam pozbawiona jakiejkolwiek nadziei. A to na mój temat pojawiały się plotki. A to, że się puściłam, a to, że miałam romans z liderem. W życiu nie zabrałabym Glinie Zająca. Był dla mnie ważny, ale nie w ten sposób. Pewnie musiała się cieszyć, że pozbyła się rebelii. Ale dość dużo wycierpiałam, by się poddać. Mimo wszystko.
To brzmiało... okropnie. Piaskowa Gwiazda naprawdę była potworem. Nie dziwił się czemu kotka tak bardzo jej nienawidziła. To co jej uczyniła, było gorsze niż to co spotkało jego. 
—  Teraz już na szczęście jej nie ma, a ty rządzisz. Poprowadzisz nasz klan w lepszą stronę —  miauknął, mając taką nadzieję. —  Dziękuję za rozmowę... Dobrze zrobiłaś chcąc mnie przed nią chronić, lecz i tak to niezbyt wyszło —  westchnął. —  Jestem już dorosły... Następnym razem powiedz mi gdyby coś się działo. Dałbym ci swoje wsparcie —  zapewnił ją.
— Mam taką nadzieję — mruknęła jedynie, odwracając się. — Leć, Węgiel. Nie będę cię dłużej zatrzymywać. Masz pewnie sporo rzeczy do roboty. No i ten twój partner, pewnie na ciebie czeka — skrzywiła się nieznacznie.
Kiwnął łbem, po czym szybko skierował kroki ku Czarnowronowi, który rzeczywiście na niego czekał. 

***
*jeszcze Porą Nagich Drzew*

Nigdy nie sądził, że do tego dojdzie. Właśnie nieśmiało polizał kocura w policzek, który odwdzięczył się mu tym samym. To było takie dziwne, obce i niewłaściwe. Chociaż robił to ze względu na zastraszenie, pod pewnym względem mu się to podobało. Teraz on pokazywał wszystkim, że rudzielec należy do niego. Mógł go pożerać, tak jak robił to wcześniej z nim partner.
Tylko... był mały problem. Nie był tak odważny, by to zrobić na oczach całego obozu. Dlatego też stanęło na całusach w policzek, co dla niego i tak było sporym wyzwaniem. Za każdym razem, gdy muskał jego futro, miał ochotę piszczeć jak małolata, czerwieniejąc się pod futrem tak, że gdyby nie czerń sierści, mógłby uchodzić za rudzielca. Czarnowron zdawał sobie z tego sprawę, posyłając mu te cudowne uśmiechy, po których miękły mu łapy. Był okropny. W takich chwilach zapominał, że był niebezpieczny. Gdy nie sprawiał mu problemów, życie z nim było przyjemne. Dużo go to jednak kosztowało. Bardzo dużo. Brak własnego zdania, bolał najbardziej. Chciałby porozmawiać ze swoimi siostrami o wszystkim, nie bojąc się jego wściekłości, jakby wygadał za dużo. Pewnie gdyby nie ukrywał się ze swoją naturą w klanie, zakazałby mu rozmawiać z każdym bez swojej obecności. Ze względu na Kamienną Gwiazdę nieco tą zasadę poluzował, przez co nerwy zżerały go za każdym razem, gdy nie było go w pobliżu. Bał się swoich słów, tego że mogły być niewłaściwe i niezgodne z jego wolą. A wtedy... Nie chciał nawet o tym myśleć. 
—  Nadal nic nie ma... —  powiedział do kocura, patrząc na pusty stos. Żołądek ścisnął mu się boleśnie. Tak dawno nie miał nic w pysku, że jeszcze chwila, a zapcha się śniegiem. 
—  Powinniśmy szukać poza terenami. Tam też jest świat. —  miauknął swoje zdanie wojownik, zerkając w stronę legowiska lidera, gdzie grzała się Kamienna Gwiazda. 
Położył po sobie uszy. Tak dobrze znał jego ruchy, że zdawał sobie sprawę, że nie przepadał za czarną. 
—  M-może to jej zaproponuje?—  zasugerował, na co od razu dostał jego dezaprobatę samym wzrokiem. —  P-powiem tylko to co zechcesz. P-przekonam ją do tego. J-ja też nie chcę tak umrzeć. —  Pociągnął nosem, czując jak znów zaczyna ryczeć przez taką błahą sprawę. Kocur otulił go ogonem, przytulając.
—  Już, ciii. Jesteś takim delikatnym kwiatuszkiem. Na pewno chcesz wziąć tą rozmowę na swoje barki? 
Sądził, że nie był w stanie rozmawiać z liderką? A może nadal mu nie ufał... Nie powinien się dziwić. Zawiódł go. 
—  M-mnie posłucha. 
—  Widziałem jak cię słucha —  Strzepnął uchem, a w głosie dało się wyczuć zirytowany pomruk. 
O nie. Nie chciał znów go denerwować, schodząc na te tematy! Trzeba było uspokoić potwora, nim wyjdzie z pieczary. Otarł się o jego szyję, dając mu całusa w pysk, co odwróciło skutecznie jego uwagę od tych myśli. 
—  T-to chodźmy razem —  Owinął swój ogon o ten jego, mając nadzieję, że to go przekona do odwiedzenia z nim liderki.
Rudy chwilę patrzył na niego, pogrążony w myślach nim skinął łbem.
—  Dobrze. Ale masz być grzeczny słońce. Pochwal przy okazji Leśną Łapę. Powiedz, że cię przeprosił, a ty mu wybaczyłeś dawne krzywdy. 
Skrzywił się, bo nie chciał tego robić. Nie znosił kocura, nawet jeżeli ten zrobił się sztucznie miły. Wzrok partnera był jednak stanowczy, nie przyjmujący odmowy. W sumie po tym co mu powiedział na osobności i tym jak go ukarał za naskarżenie na Leśną Łapę, bał się powtórki. 
—  Tak zrobię — zapewnił, kierując kroki ku legowisku lidera. 
Kotka na szczęście była w środku. Weszli do środka, otrzepując się ze śniegu, który osiadł na ich futrze. Miał nadzieję, że nie zacznie jej ryczeć, ale był już w takim stanie, że brała go prawdziwa desperacja. Musieli coś zmienić. Dla dobra całego klanu. 
—  Kamienna Gwiazdo? M-mamy do ciebie prośbę —  zaczął.
— Zamieniam się w słuch — miauknęła, patrząc na dwójkę partnerów.
—  Klan głoduje. Nie ma już nic na stosie ze zwierzyną. Tereny są jałowe. Wynieśmy się stąd. Błagam. Pozwól nam zapolować na terenach niczyich. Może będziemy mieć szczęście i uda na coś się natknąć. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy poumieramy. Ja już sam ledwo wytrzymuje ten głód — powiedział z goryczą w głosie.
Liderka uniosła brew.
— Te tereny są pełne samotników, którzy korzystają z tego, że żaden patrol nie może ich stamtąd wygonić. Jest niewielka szansa, że coś się tam kryje. Powodem braku zwierzyny nie są zbyt liczne polowania, a silne mrozy, które zmusiły ją do ukrycia się w legowiskach. A to oznacza, że polowanie tam prawdopodobnie nic nie zmieni. Te tereny są tak samo pokryte śniegiem i wichurą, jak nasze. Wszystko co mogę zrobić to wysłać tam oddziały, ale nie przewiduję, że to cokolwiek zmieni. 
—  To wolisz siedzieć i nic nie robić? Czekać na co? Aż umrę? —  Pociągnął nosem. —  Zawsze jest nadzieja, że samotnicy nie wszystko ogołocili. Ja nie chcę tak zginąć. Trzy dni nic nie miałem w pysku. Czarnowronowi wystają już żebra. Musisz coś zrobić. Cokolwiek. Błagam. Zrób cokolwiek. Miałaś być naszą nadzieją.

<Kamień?>

27 sierpnia 2022

Od Zwęglonej Pszczółki (Zwęglonego Kamienia) cd Tygrysiej Smugi

Rozżarzona Łapa i normalne życie w klanie? To brzmiało tak bardzo nierealnie. Miał duży uraz do kocura, bo ten wiele razy wyżywał się na nim słownie jak i fizycznie. Dziwił się, że Kamienna Gwiazda go nie wygnała. Sam przecież słyszał, że ją bił... Po co trzymać kogoś tak zepsutego w klanie? Postawa Tygrysiej Smugi z tego względu bardzo go zaskoczyła. To, że starała się przemówić mu do rozsądku, mimo wiedzy kim był, było niesamowite, jak i głupie. Przecież nie da się zmienić dorosłego. Dla Żara było za późno. Miał nadzieję, że kiedyś kotka to zauważy. Nie chciał, by ją skrzywdził. Chociaż... była ruda, więc raczej jej to nie groziło. 
Nie chcąc rozwodzić się nad prywatnym życiem swojego wroga, postanowił już nie zabierać jej więcej czasu. Była w ciąży, musiała odpocząć. 
— To będę już wracała do obowiązków. M-mój ukochany pewnie już się za mną stęsknił. — zaczerwienił się pod sierścią, gdy to powiedział. 
Nadal głupio się czuł, podczas dzielenia się tym faktem z innymi. Mimo tego, że wszyscy przywykli do tego, że byli parą, on nadal nie widział się w tej roli. Nie po tym, co ten mu zrobił. 
— Ah, Czarnowron — westchnęła, starając się ukryć niechęć wobec rudego kocura. — Dobrze, że trafiłaś na kogoś... Takiego — dodała. 
Kiwnął łbem. 
— Tak... Klan Gwiazdy mi go zesłał. — Chociaż bardziej pasowało tu określenie Mroczna Puszcza. — To miłego dnia — pożegnał się z nią, wychodząc. 
Od razu przy jego boku pojawił się wspomniany posłaniec, który na pewno podsłuchiwał wszystko o czym rozmawiał z wojowniczką. 

***
*przed akcją z Glinianym Uchem*

Przez partnera mało kiedy mógł znaleźć czas dla przyjaciółki. Urodziła, a jej młode stały się dość popularne, bo każdy coś o nich mówił. A to, że Diament rozwaliła legowisko liderki, a to Jelonek bardzo brzydko się wysławiał o każdym nierudym. Trochę go to martwiło, bo przecież sądził, że zastępczyni będzie dobrą matką. Może sobie nie radziła? Miała na głowie przecież nie tylko potomstwo, ale też dwóch wyjętych spod prawa rudzielców, którzy kisili się z nią w żłobku. A ostatnio nawet dołączyła do nich jego siostra, co już totalnie wybiło go z rytmu. Będzie musiał z nią o tym porozmawiać. Żal mu było widzieć, jak ta układała sobie życie, a on o niczym nie wie. 
— Cześć, Tygrysia Smugo! — przywitał się z kotką, patrząc na drzemiące kocięta. Były takie urocze. Aż zaczął powątpiewać w te wszystkie plotki na ich temat. — Współczuję ci, że musisz zajmować się jeszcze dwoma nie swoimi kociętami — miał na myśli oczywiście Żara i jego syna. Ten pierwszy kopał dół, w ramach swojej kary, a ten drugi obserwował ich z drugiego końca żłobka.
Wojowniczka podniosła na niego zaintrygowane spojrzenie. Wibrysy zadrżały jej z zaciekawienia. 
— O jakiej dwójce mówisz? — spytała, a potem spostrzegła jego ruch. — Ah, no tak. Ża... Maleństwo — poprawiła się dla zasady — jest naprawdę grzeczny. I widać w jego zachowaniu zmianę na lepsze, naprawdę. Za to tamten... — ściszyła głos. — On jest stokroć gorszy.
Maleństwo się poprawił? Nadal w to wątpił. Pewnie coś knuł. Może starał się wyglądać na dobrego, by Kamienna Gwiazda zniosła mu karę? To imię musi go doprowadzać do szału. W sumie... było zabawnie nazywać tak tego potwora. Teraz dopiero zrozumiał, gdzie jest jego miejsce. Za to Pszczółka... nie wątpił, że był gorszy. Nadal pamiętał jego wzrok. Sam fakt, że przyjaźnił się z Czarnowronem wiele o nim mówił. 
— P-prawda... Chociaż ostatnio się z nim pogodziłem. Przeprosił mnie — zdradził jej to, pamiętając co miał mówić. — Mój ukochany dobrze sobie z nim radzi. Może skoro jest taki niegrzeczny, to on przemówi mu do rozsądku, jeśli sprawia ci problemy? Pszczółka go słucha na treningach, a ty powinnaś odpoczywać i zająć się dziećmi.
Wolał zdjąć jej ten ciężar z barków. On sam nie chciałby zajmować się taką wronią strawą. Namówienie partnera do pogadania z uczniem było wykonalne. Nawet wystarczyło, aby ten tylko udawał, że jest grzeczny i nie nękał rudej. Zasługiwała na odpoczynek i spokój. 
Kotka zastrzygła uszami, wahając się. 
— Sama nie wiem... — westchnęła. — To trochę też moje zadanie, aby mieć na niego oko, ale może twój Czarnowron rzeczywiście lepiej przemówi mu do rozsądku.
— A co takiego się stało, że cię zdenerwował jeśli mogę spytać? — miauknął, bo przecież Tygrysia Smuga była ruda, więc Leśna Łapa powinien ją przecież lubić. 
— Cóż, nie powinnam być do niego taka uprzedzona, to tylko dzieciak, wciąż dorasta. Nie lubię jednak, gdy ktoś za dużo gada i wciska mi w pysk nie moje słowa. Taki podły, mały manipulator — burknęła.
Zaskoczony zerknął kątem oka na Pszczółkę. Ciekawe skąd wzięła się ta manipulacja. Miał to po ojcu, czy może Czarnowron go w tym szkolił, lecz kociak zbyt nieumiejętnie do tego podchodził?
— Może wyrośnie... A jak tam twoje dzieci? Są mniej kłopotliwe? — zmienił temat na bardziej; jego zdaniem, przyjemniejszy. 

<Tygrysia Smugo?>

24 sierpnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia

Pora Nagich Drzew przyniosła okropny ziąb. Nic więc dziwnego, że tulenie się do futra Czarnowrona zaczęło sprawiać mu przyjemność. Rude kłaki jak i bliskość jego ciała, wręcz rozgrzewały. Gdy się budził, wolał nadal kryć nos w jego futrze i słuchać jego miarowego oddechu niż wychodzić w śnieżyce. A właśnie teraz jedna z nich przechodziła przez obóz. Dobrze, że ich legowisko znajdowało się z dala od wyjścia, bo płatki śniegu wlatywały do środka, budząc śpiących wojowników. Niektórzy wyszli w taką pogodę do pracy. Miał nadzieję, że namówi partnera do pozostania w cieple, póki pogoda się nie poprawi.
Czując mokry język na policzku zrozumiał, że kocur już się obudził. Skrzywił niezadowolony nos, bo zdawał sobie sprawę, że ten będzie chciał odwiedzić Pszczółkę w żłobku, by dalej go szkolić.
- Już rano skarbie - przywitał się, na co odpowiedział mu burknięciem i mocniejszym przylgnięciem do jego ciała.
Z gardła kocura wydobył się zadowolony pomruk, po czym zabrał się za pielęgnację jego jak i też swojego futra. Przez ten czas relaksował się ciszą i tym przyjemnym ciepłem. Prawie odpłynąłby z powrotem do krainy snów, gdyby nie skubnięcie w ucho, które przywróciło go do rzeczywistości. Uniósł głowę, krzywiąc się z niezadowoleniem, lecz widząc jego uśmiech, gorąco się tylko nasiliło. Speszony wrócił do duszenia się jego sierścią, czując się jak przyłapana na czymś kotka.
- Co się stało, Węgielku? - jego ciepły oddech omiótł mu ucho.
Po tym jak wrócił do swojego starego wojowniczego imienia jak i płci, kocur to uszanował, znajdując zamiennik dla poprzedniego zdrobnienia. Mimo jawnego cofnięcia wszystkiego sprzed stracenia męskości, ten nadal przy nim trwał, nie godząc się, by od niego również uciekł. Tak naprawdę przy nim nadal czuł się jak kotka. To on był tym silnym kocurem, który rządził jego życiem .Odbierał mu asertywność i samodzielność, uzależniając go od siebie jeszcze bardziej. Sam fakt, że zgodził się na drugi raz z nim, by spotkać się z Kamienną Gwiazdą, był tego dowodem. Czemu więc krył tego potwora? Możliwe, że gdyby nie tak długie zwlekanie, od razu by na niego doniósł, lecz wtedy rządziła Piaskowa Gwiazda w ciele Zajęczej Gwiazdy. Jak nic, mogła go tylko bardziej upokorzyć niż pozbyć się dawnego samotnika z klanu. A teraz? Teraz przyzwyczaił się do niego tak bardzo, że to już było dla niego normalne. Ta jego obecność, decydowanie o przebiegu dnia oraz klejenie się. Gdyby go zabrakło... Czułby się naprawdę dziwnie.
- Teraz nagle straciłeś tą całą odwagę, którą pokazałeś przed Kamienną Gwiazdą i Leśną Łapą? - mruknął, gdy nie doczekał się odpowiedzi.
Zapomniał, że był o to na niego zły. Wypaplał liderce co zrobił mu jego uczeń. Pewnie obawiał się, że będzie zdolny i po raz kolejny zdradzić, tym razem jego. Spiął się odruchowo, czując wzbierające w oczach łzy. Nie chciał by był zły. Zawsze to kończyło się czymś, co sprawiało mu ból.
- J-ja - zaskomlał, zaciskając mocno oczy. - J-ja chciałem tylko sprawiedliwości... - wyjaśnił.
- Szsz - Polizał go po głowie. - Spokojnie kochanie. Wtedy bardzo mnie zawiodłeś. Gdyby nie Leśna Łapa, nie spotkalibyśmy się przecież nigdy...
Miał rację. To przez tego małego kurdupla, zgodził się na randkę z jakimś randomowym kocurem. To przez niego tkwił w tej toksycznej relacji, nie mogąc się z niej uwolnić.
- Posłuchaj mnie uważnie - kontynuował rudy, a on aż zaczął żałować, że nie odpowiedział mu wcześniej na zadane pytanie. Wtedy może uniknąłby zamiany przyjemnej chwili w przerażającą. - Jeżeli jeszcze raz zrobisz coś bez mojej wiedzy... Powiesz cokolwiek innego niż ci każe, czy to Kamiennej Gwieździe czy innemu kotu, będę cię rżnął codziennie bez litości. - wyszeptał mu do ucha, powodując że łzy szybko zaczęły moczyć jego pysk.
Słysząc jego ciche łkanie, otulił go ogonem, wracając do uspokajającego wylizywania jego sierści. Przełykał łzy, dusząc w sobie chęć wybuchnięcia rykiem na cały obóz. Jego słowa go przeraziły. Nie chciał tego. Nie mógł go po raz kolejny zawieść. Nawet gdyby Kamienna Gwiazda go wygnała... Wiedział, że by wrócił i go za to ukarał.
Kiedy pierwszy szok minął, wziął głęboki oddech, by się uspokoić.
- J-ja... j-już nic jej nie p-powiem, o-obiecuję - wyjąkał.
- No ja myślę moje słońce. Już nie płacz. Cieszę się, że zrozumiałeś swój błąd i że zrobisz wszystko, by go ponownie nie popełnić, prawda?
- T-tak... - potwierdził.
- To teraz powiedz jak bardzo mnie kochasz... - Otarł się o niego swoim łbem, zachęcająco.
- B-bardzo cię kocham... - miauknął, czując jak palą go policzki.
- Tylko bardzo? - Skubnął go w ucho.
Serce znów mu przyspieszyło, a speszenie wkradło się na jego pysk.
- N-n-nie mógłbym bez ciebie żyć, k-kochany. - dodał, mając nadzieję, że tyle komplementów mu starczy. Ten jednak jak zawsze musiał go zaskoczyć. Uniósł łapą jego głowę tak, że zmuszony był na niego patrzeć.
- Udowodnij - szepnął, stykając się z nim nosem, co spowodowało, że jego serce zamarło. Wpatrywał się w szoku w oczekującego kocura. Naprawdę tego chciał? Po tylu księżycach...? Nigdy tego jeszcze nie robił. Zwykle to on był od obdarowywania go pocałunkami. Niepewnie wysunął język, liżąc go w pysk, na co kocur zamruczał zadowolony.
- Cz-czemu... po tak długim czasie... ty... - zapytał, chcąc dowiedzieć się, co go do tego skłoniło.
Partner uśmiechnął się, stykając się ponownie z nim głową, przymykając oczy.
- Czas zmienić zasady gry, kochanie. Musisz udowodnić wszystkim jak bardzo mnie kochasz, bo jeszcze zwątpią w naszą miłość. Teraz to ty się do mnie zalecasz. Jeśli dobrze ci pójdzie, wybaczę ci twój wybryk.
Co takiego? Miał się do niego zalecać?! Czyli... on miał... Spalił buraka pod sierścią. Coś za gorąco mu się zrobiło w tym legowisku. Teraz wizja wyjścia w śnieżyce brzmiała znacznie kusząco. Potrzebował ochłodzenia.
Czarnowron widząc jego uciekający wzrok, wypuścił go z objęć, wstając i przeciągając swoje ciało. Patrzył na to chwilę. Mimo głodu i żeber, które wyczuł pod jego długą sierścią, nadal wyglądał niczym kot zesłany przez sam Klan Gwiazdy. On do niego na pewno prezentował się bardziej mizernie i słabo.
- Chodź. Już czas na trening, Leśnej Łapy - miauknął wojownik, kierując się ku wyjściu.
Ruszył za nim, po drodze wsadzając szybko głowę w śnieg. Pomogło mu to przez chwilę uporać się z emocjami. 

23 sierpnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Różanej Przełęczy

- Cóż, z tym może być ciężej ale… myślę, że można spróbować - Mimo wszystko, przez jej oczy przeszedł cień zmartwienia.
Słysząc te słowa uśmiechnął się do siostry. Ostatnio mało co się widywali, będąc zajęci własnymi sprawami. Teraz jednak mogli to nadrobić. Może kotka rzeczywiście mu pomoże z tym problemem? Chciał w to wierzyć. Jak na razie tylko Tygrysia Smuga dała mu rady, no i oczywiście medyczka. Bycie kotką przez tyle księżyców było męczące, jednak dzięki temu poznał wspaniałe przyjaciółki, z którymi mógł zawsze pogadać. 
Kątem oka dojrzał rudą sylwetkę, która zaprzestała polowania, gdy tak sobie rozmawiali. Pewnie i tak nic nie złapał, bo nawet jego nos wyczuwał, że w okolicy nie było żadnego pożywienia. Naprawdę nastały ciężkie czasy.
- To... może po polowaniu się ponownie spotkamy? - zaproponował, nie chcąc wystawiać cierpliwości partnera na próbę. - Klan teraz bardziej potrzebuje pożywienia niż ja i moje problemy - zażartował.
- Cóż, planów nie mam, więc możemy tak zrobić - zgodziła się. 
Pożegnał się więc, wracając do Czarnowrona, który posłał mu tylko pytające spojrzenie. Oddalił się z nim trochę, dalej próbując wyłapać zapachy, nim się do niego odezwał. Wytłumaczył mu o czym rozmawiał z  Różaną Przełęczą, zapadając się w białym puchu wraz z kolejnymi krokami. Partner nie wyglądał na zachwyconego ich spotkaniem. Wiedział, że wolałby być tam z nim i wszystkiemu się przysłuchiwać. Już sam fakt, że wyczuwał jego oddech na karku, mógł przerażać, lecz był dzisiaj w naprawdę dobrym humorze. Szybko jednak on zniknął, gdy czarne oczy rudzielca spotkały się z tymi jego. 
- Możesz wtedy potrenować Pszczółkę - zaproponował mu, co nie było chyba najlepszym pomysłem, bo wojownik bardziej zaczął przeżerać mu duszę. 
Zwiesił ciężko łeb, wzdychając. Reszta ich polowania przebiegła w milczeniu. Aż pożałował, że przyjął pomoc od siostry. Czuł, że kocur odbierze zapłatę za taką samowolkę, prędzej czy później. 

***

Udawanie radosnego i pogodnego kota, gdy miał ochotę ryczeć, było bardzo trudne. Te głupie emocje sprawiały, że prędzej mu było do kotki niż kocura z czego nie był dumny. A mógł siedzieć cicho i zignorować Różaną Przełęcz. Przez to, że Kamienna Gwiazda rządziła klanem, poczuł przypływ sił i odwagi, który zaczął powoli tracić. Popełnił błąd. Nie mógł jednak się wycofać. Doskonale pamiętał słowa Czarnowrona, gdy wracali do obozu. Właśnie to one sprawiły, że przypomniał sobie kim był i że nie należało z nim zadzierać. Jednak było za późno, by teraz się wycofać. Musiał na tę chwile o tym zapomnieć.
Widząc siostrę, podszedł do niej siadając obok, próbując nie dać po sobie poznać, że był zastraszonym kłębkiem, który miał ochotę teraz wejść pod mech i się wypłakać. 
- Cześć ponownie. To... to jakie masz dla mnie rady? 

<Różo?>

11 sierpnia 2022

Od Zwęglonej Pszczółki (Zwęglonego Kamienia) cd Leśnej Łapy (Pszczółki)

- Działa? - zapytał uczeń, mrużąc zadowolony z siebie oczyska.
I co miał na to odpowiedzieć?! To było takie upokarzające i dość niekomfortowe! Nie miał problemu z całowaniem się przy świadkach, już przywykł do tego, ale by odpowiadać, czy sposób Czarnowrona na zmiękczenie jego serca działa, to... to za dużo. Na dodatek ten jeszcze się tak lampił, wręcz próbując swoim wzrokiem przewiercić mu czaszkę. 
- No powiedz mu kochanie - zamruczał jego partner, trącając go nosem w policzek. 
- T-t-tak... działa - wyjąkał, spuszczając łeb, by nie patrzeć na ich zadowolone uśmieszki. 
- Wspaniale. A na bardziej... wymagających tez zadziała? - prychnął Leśna Łapa z drwiną w głosie.
- Jeżeli odpowiednio się postarasz, to owszem - wyjaśnił Czarnowron, zaczynając mu przekazywać całą swoją wiedzę o tajnikach podrywu. A on tam siedział, czując się coraz gorzej. 
Nie miał ochoty słuchać, jak manipuluje się kotami. Sam fakt, że uczeń był zaciekawiony tym tematem go przerażał. Co jeśli zamieni się w drugiego takiego potwora, który skrzywdzi nieświadome kotki? Powinien to przerwać, nie dopuścić do szerzenia tej wiedzy, ale... nie potrafił. Był naprawdę żałosny. 

***

Kamień nadała Leśnej Łapie, karne imię. Czuł się... cudownie. Nie żałował, że jej o wszystkim powiedział, kosztem spędzenia chwili sam na sam z partnerem. Nawet jeżeli po tym znów będzie miał koszmary, był szczęśliwy. Pszczółka siedziała teraz w żłobku, cierpiąc za swoje brzydkie zachowanie. 
Przyszedł do niego w odwiedziny. A raczej Czarnowron szedł tam na nauki. Musiał przyznać, że pierwszy raz cieszył się, że idzie na trening z tym małym, rudym draniem. Dostał to na co zasłużył. Nareszcie! 
- Cześć, Pszczółko - zawołał na powitanie do wyrośniętego kocięcia, który siedział w żłobku. 
- Dzień dobry, Czarnowronie - mruknął, ignorując go i jego głupi uśmiech. 
Usiadł przy partnerze, uśmiechając się do syna Szczypiorkowej Łapy. Nie zmyli go to. Wiedział, że tak czy siak go słuchał, więc postanowił się zabawić.
- Dobrze w końcu widzieć, że dosięgnęła cię sprawiedliwość. Czarnowron ma nauczyć cię szacunku, więc mu w tym pomogę, kochana. - Właśnie tak. Postanowił odpłacić się mu za te upokarzające chwilę, gdy musiał zgrywać przed wszystkimi kotkę. 
Rudzielec najeżył się bardziej, na te słowa. Zacisnął jednak tylko pysk i zwrócił się do mentora.
- Co dzisiaj będziemy robić?
Nim Czarnowron zdołał zabrać głos, odpowiedział mu.
- Masz mnie przeprosić, Pszczółko. Za swoje zachowanie i przyznać, że jesteś głupią kotką.
Jego partner spojrzał na niego zdziwiony, bo pierwszy raz widział u niego taką pewność siebie. Pewnie chciałby go przywrócić do parteru, ale Tygrysia Smuga ich podsłuchiwała, więc kiwnął głową. 
- Dzisiaj będzie lekcja o szacunku - mruknął, puszczając uczniowi oczko.
Młodzik wywrócił na to tylko oczami.
- Świetnie. Wiem co to szacunek i komu się należy, więc możemy skończyć - burknął, chcąc wypędzić stąd Węgla jak najszybciej.
- Właśnie, że nie wiesz! Gdybyś wiedziała, to byś mnie przeprosiła Pszczółko - odbił piłeczkę, nadal czekając na akt skruchy ze strony tego diabła. 
- Niestety nie możemy. Jeszcze - mruknął jego mentor. - Gdybyśmy już wyszli, Kamienna Gwiazda pewnie uznałaby, że nie wykonuje swoich obowiązków należycie i by odebrała mi ucznia. Więc, Leśna Łapo... prosimy o współpracę.
- Masz rację. Powinniśmy poczekać chwilę. Możesz mi opowiedzieć o tym, kogo ty szanujesz w tym czasie - mruknął rudy, waląc ogonem o ziemię. 
- Ogłuchłeś? - Nie dał się wytrącić z równowagi, trącając go łapą. - Masz się uczyć szacunku, a nie słuchać opowieści. Weź się za siebie, Pszczółko, bo powiem Kamiennej Gwieździe, że nie żałujesz swoich czynów i udajesz poprawę - Machnął ogonem. 
- Kochanie, co w ciebie wstąpiło? - mruknął do niego Czarnowron, posyłając mu lekki uśmiech, który oznaczał, że go zabiję jak to zrobi. 
Trzepnął na to tylko uchem, wbijając wzrok w swojego wroga. Nie zamierzał teraz udawać zlęknioną kupę futra, gdy sprawiedliwości stało się zadość. 

<Pszczółko?>

10 sierpnia 2022

Od Zwęglonej Pszczółki cd Leśnej Łapy

 Speszony odwrócił wzrok, słysząc głos kocura, który zniszczył mu życie. Nie mógł na niego patrzeć. Nie chciał towarzyszyć im w treningach, ale musiał. Czarnowron zaprzestał czynności, po czym skupił wzrok na swoim uczniu. To było potworne jak ta dwójka szybko się ze sobą dogadała. Tak jakby oboje zaplanowali ten cały cyrk. Geniusze zbrodni.
- Nie przeszkadzasz, Leśna Łapo. Już idziemy na trening - mruknął, po czym owinął swój ogon, o ten należący do czarnego. 
Niechętnie ruszył z nimi na otwarte pola. Pora Opadających Liści już powoli dobiegała końca. W zasadzie nie było tak źle. Czarnowron tłumaczył swojemu uczniowi jak się poluje, pokazywał bitewne ruchy, a on tam tylko siedział jak taki zagubiony kociak, któremu matka kazała czekać, aż skończy pracę. Praktycznie na pamięć znał już ich dzienną rutynę. Leśna Łapa z każdym dniem sobie dobrze radził. Nie odzywał się do niego przez ten czas. Wolał nie przypominać mu o swoim istnieniu. Gdy kończyli trening, rudy uczeń wracał do legowiska uczniów, biorąc po drodze jakąś mysz. Dużo rozmawiał ze swoim mentorem. Nie przeszkadzało mu to. Przynajmniej wojownik nie skupiał się wtedy tak bardzo na nim. Chociaż i tak widok syna Rozżarzonego Płomienia, był dla niego nie do zniesienia. Chciał bardzo, by ten jego zadowolony uśmieszek zniknął. Upokorzył go i czerpał z tego teraz garściami. Wiedział, że nie zdołałby mu się postawić. Był wygrany. 
Dzisiejszy dzień jednak był inny, bo gdy Leśnej Łapie udało się upolować królika, kocury podeszły do niego. Spiął się, patrząc to na jednego i drugiego, zdumiony. 
- Tak jak ci mówiłem, zaprezentuje ci to na mojej ukochanej - Rudy objął go ogonem, przyciągając bliżej, a mu zapaliła się czerwona lampka. Że co takiego? Co on niby chciał prezentować? Zamarł, czując jak serce mu przyspiesza z nerwów. - Kotki są delikatne niczym kwiat róży. Trzeba się obchodzić z nimi ostrożnie i delikatnie. - wytłumaczył młodszemu. 
On chyba nie... nie uczył podrywania na nim?! Spalił pod sierścią buraka, patrząc w inną stronę niż ci dwaj. Łapa wojownika jednak sprawiła, że głowa mu zawróciła na odpowiednie tory. Przełknął ślinę, patrząc zaniepokojony na Czarnowrona. 
- Widzisz? Delikatnie, ale też stanowczo - zamruczał. - Lubią bardzo komplementy. Przykładowo, możesz pochwalić ich futro. Bardziej jednak skup się na oczach. Jak wypowiadasz słowa musisz być uroczy i zniewalający - to powiedziawszy, uśmiechnął się do czarnego. - Masz przepiękne oczy, moja Pszczółko. Takie jedyne w swoim rodzaju. Gdy na nie patrzę, czuję się jakbym się rozpływał - mruknął. Musiał przyznać, że to działało, bo zrobiło mu się gorąco. Wojownik musnął go pod brodą pazurem delikatnie, sprawiając że jego głowa ruszyła za tym ruchem, skracając między ich pyskami odległość. - Patrzysz im głęboko w oczy... To zwierciadło duszy. Po nich poznasz kota oraz to co czuję. - wyjaśnił, nie patrząc na ucznia. Ich pyski się zetknęły, a rudy jeszcze na dodatek go polizał, nim ta nieznana siła, która go trzymała, zniknęła. Wziął oddech, od razu cofając głowę i kierując wzrok gdzieś na ziemię, speszony. Czemu mu się to podobało?! 

<Leśny?>

Od Zwęglonej Pszczółki cd Kamiennej Gwiazdy

Cieszył się z tego, że miał w kotce oparcie. Naprawdę. Wiedział, że gdyby powiedział jej o Czarnowronie, ta by wygnała go z klanu i byłby wolny. Czemu więc milczał? Czemu go chronił? Pewnie ze strachu. Jak nic, zemściłby się. Jego demoniczne, czarne oczy wręcz były tak nienaturalne, że wątpił, że był prawdziwym kotem. Na dodatek wszyscy w klanie uważali go za miłego, pomocnego wojownika. Taka decyzja ze strony liderki, mogła spotkać się z ogólnym niezadowoleniem klanu. 
Był na niego skazany. 
Stracił już wszystko, co czyniło go wolnym kotem. Jedyne co mógł jeszcze uznać za swoje, to własne myśli. 
- Słyszałeś, że Tygrysia Smuga urodziła? - zwrócił się do rudego, który oczyszczał jego sierść z błota. 
Przez te ulewne deszcze grunt podmoknął, więc z łatwością wracało się z polowań brudnym. A na dodatek musiał ciągle łazić z Czarnowronem na jego treningi z Leśną Łapą, co było męczące i bardzo niekomfortowe. Młody uczeń zniszczył mu życie, a teraz praktycznie widywał go na okrągło, dzień w dzień. 
- Obiło mi się o uszy - mruknął. - Chcesz ją odwiedzić? 
Jego propozycja go zaskoczyła. Zwykle to on musiał zapytać o pozwolenie. Czyżby w końcu zrozumiał, że nie był tylko jego rzeczą, a żywą istotą, która ma również swoje pragnienia? A może ta rozmowa z jego mentorką, przemówiła mu do rozsądku? 
- Tak... Ale może później. Niech odpocznie, pewnie teraz ma wiele na głowie. - miauknął z lekkim uśmiechem. 
Dostał na to całusa w policzek. Może i by się speszył, lecz przywykł już do obycia kocura. Zamiast tego ujrzał Kamienną Gwiazdę, która zaganiała Rozżarzoną Łapę do pracy. Cieszył się z tego. Odczuwał satysfakcję, że ci podli rasiści, którzy się nad nim znęcali dostali to na co zasłużyli. Nie musiał już obawiać się Szczypiorkowej Łodygi, a teraz Szczypiorkowej Łapy. Wystarczyło, że powie czarnej o jej groźbach, a ta udupi ją bardziej. To samo tyczyło się małego, rudego demona, który zniszczył mu życie. 
Czując dziwną siłę, podniósł się na łapy. 
- Kochanie jeszcze nie skończyłem - usłyszał pomruk niezadowolenia partnera. 
- Muszę porozmawiać z Kamienną Gwiazdą. Mogę? Jak wrócę, to będę cała twoja - miauknął, ocierając się o niego głową. Zauważył jak na pysku pojawia mu się uśmieszek. 
- Co to za manipulacja, słońce? - Skubnął go w ucho. 
No tak zapominał, że kocur był pod tym względem od niego lepszy i był w stanie rozpoznać, że coś knuł. Nie zareagował na to ostrzeżenie, przylepiając się do niego, ocierając o jego szyję. 
- N-no proszę. Tak ładnie - Zrobił wielkie oczy, chcąc wziąć go na litość. 
- Puszcze cię wiesz za co - szepnął mu na ucho, a go przeszedł dreszcz. 
Zaczął zastanawiać się, czy było to tego wartę. Widząc jego spięcie, kocur wrócił do wylizywania jego futerka, jakby wiedząc, że wygrał. Spojrzał jeszcze raz w kierunku dawnej mentorki, która właśnie wracała do swojego legowiska. Bardzo chciał z nią porozmawiać. Póki miał siłę. 
- Dobrze - palnął, na co zaskoczony wojownik, zaprzestał czynności. 
Od razu się od niego odsunął, z tym swoim obrzydliwym uśmieszkiem, machając mu ogonem na zgodę. Powoli, aby nie budzić jego podejrzeń, udał się do legowiska liderki. 
- M-m-mogę? - wyjąkał, zaglądając do środka. 
Czarna widząc go, uśmiechnęła się i skinęła głową. Usiadł przed nią, czując jak powraca do niego odwaga. 
- N-nie wszystkich rasistów ukarałaś... - zaczął powoli. - Leśna Łapa... On... Mu się upiekło. Przepraszam, że teraz ci o tym mówię, ale nie mogę znieść tego, jak się puszy. Jak chodzi radosny i bezkarny. On znęcał się nade mną... To przez niego... przez niego zmieniłem imię i płeć, bo mnie zastraszył, że jego matka mnie zabiję, jak tego nie zrobię. - Pociągnął nosem, spuszczając łeb na łapy. - I namawiał mnie do innych złych rzeczy...

<Kamień?> 

22 lipca 2022

Od Zwęglonej Pszczółki cd Tygrysiej Smugi

Czarnowron został nareszcie wojownikiem i ku jego nieszczęściu oboje skończyli w legowisku pełnym rudych i nierudych pysków. W legowisku uczniów przynajmniej było więcej miejsca i co najważniejsze; mniej oczu. Teraz cały klan będzie o nich plotkował. W sumie i tak to już robili, ale teraz będzie tylko gorzej, zwłaszcza że jego rodzeństwo mogło zauważyć jak się do siebie kleili. A raczej rudy do niego, zmuszając go wręcz do bliskości, której nie chciał. Ale jak miał mu się postawić, gdy jego czerń oczu przeszywała mu dusze na wylot? No i ta dziwna niemoc w łapach, nie pozwalała dać mu po pysku. 
Był żałosny. Naprawdę zamienił się już całkowicie w kotkę. Nawet głos miał nieco bardziej piskliwszy niż zwykle, a ciało zrobiło się delikatniejsze. Chociaż po sytych posiłkach jakie fundował mu partner, jego wychudzenie zniknęło i nie wyglądał już jak kupka kości, a futro nabrało zdrowszego blasku. Jednak ile kosztowało go to nerwów! Mimo minionych księżyców, nadal nie czuł się z nim pewnie. Czarnowron nie przejmował się tym zbytnio, bo i tak wiedział, że mu ulegnie i zrobi co ten zechce. Dlatego go tak nienawidził. 
- Pszczółko, patrol czeka - miauknął starszy, wybudzając go ze snu. Czuł zapach jego sierści, którym sam pewnie już przesiąkł, przez bliskie przebywanie z kocurem. Była to mieszanka ziemi i wiatru połączona z wodną bryzą, do której jego nos już przywykł. 
Przekręcił łeb, wydostając go spod jego futra na piersi i unosząc go ku górze. Rudy obejmował go łapami, jak to miał w zwyczaju, lecz teraz go puścił, pozwalając mu wstać. Obserwował jak się przeciąga, a w jego kościach coś strzyka. Marzył mu się moment, w którym coś sobie złamie i będzie w stanie od niego uciec. 
Jakby słysząc jego myśli, czerń oczu spoczęła na nim, powodując że aż się skulił. Nienawidził swojego ciała, które samo reagowało na te spojrzenie. 
- Co się stało, kochanie? - Otarł się o jego bok, splątując jego ogon ze swoim. - Chodź. Nie dajmy im czekać. Później sobie porozmawiamy - dodał jeszcze, kierując kroki ku wyjściu, a on ze zwieszoną głową, zmuszony był za nim podążyć. 

*** 

Patrol nie minął mu przyjemnie. Czarnowron skupiał się na terenie, odnawiając ślady zapachowe wraz z resztą kocurów, od czasu do czasu ich zagadując. Dziwnie było obserwować jego zacieśnianie kontaktu z innymi, ale musiał mu przyznać, że był bardzo charyzmatyczny i przekonywał do siebie nawet nierudych. Jego śmiech dźwięczał mu w uszach, gdy coś go rozśmieszyło. Zdawał się... normalny. Ale taki nie był. Czarny nie odzywał się przez ten czas do nikogo. Udawał, że nie istnieję i mogłoby to się udać, gdyby nie trzymający jego ogon, ogon wojownika. Nawet zawrócić, zatrzymać się czy zmienić kierunek nie dało rady, bo gdy zwalniał, Czarnowron dostosowywał się do jego kroku, a wraz z nim reszta patrolu. To było... dziwne patrzeć jak potrafił zręcznie manipulować tłumem, by ci chcieli kroczyć tuż obok niego, nawet gdy wlekli się jak ślimaki. 
Po wygranej wojnie, terenów mieli teraz mnóstwo, przez co podróż im nieco zeszła. Wróciwszy do obozu, miał ochotę zniknąć w swoim legowisku, ale zapomniał, że nie miał już wolnej woli. Teraz należał do rudego, czy mu się to podobało czy nie. Żałował bardzo, że zgodził się na spotkanie z nim, wtedy gdy kazał mu to Pożar. Śmierć z łap Szczypiorkowej Łodygi mogła być przy tym wybawieniem. 
Partner podszedł do stosu ze zwierzyną, chwytając soczystego królika. Zawsze jedli razem posiłek na pół, jak zakochane gołąbki. Przynajmniej sprawiali takie wrażenie co u niektórych. Już chciał skierować kroki, tam gdzie zawsze jadali, ale ogon kocura zatrzymał go. Rzucił mu zdziwione spojrzenie, a ten uśmiechnął się pod nosem, nadal z piszczką w pysku i wskazał mu nowy kierunek. Nie wiedział co knuł, ale jeżeli burzył ich dzienny szyk, to nie zanosiło się na coś miłego. Musiał jednak podążyć za nim, a gdy kroki zawiodły ich aż nad rzekę, tam Czarnowroni Lot położył posiłek, przytulając go do siebie. 
- Spójrz jak tu pięknie, nieprawdaż? - miauknął.
Słońce odbijało się od tafli wody, migając ładnie, a okolica z paroma krzewami, zdawała się idealna na wspólny posiłek. Wspaniale... byli na kolejnej randce... Skrzywił pysk, a widząc to, jego partner uniósł jego podbródek łapą, by ten spojrzał mu w oczy.
- Nie podoba ci się? Jesteśmy tu sami, tak jak zawsze tego pragnęłaś, Pszczółko. 
Odwrócił wzrok, ale szarpnięcie jego głową spowodowało, że ponownie patrzył w ten jego mrok w oczach. 
- P-p-odoba - miauknął, czując powoli jak się cały napina ze stresu. 
Kocur puścił jego pysk, po czym wskazał mu na posiłek. Pochylił się nad nim i zaczął jeść. Tuż obok starszy uczynił to samo, aż oboje nie skończyli wymazani krwią królika. Widząc to, Czarnowron zaśmiał się. 
- Ależ się ubrudziłaś kochanie, chodź - Wstali i podeszli do brzegu rzeki, gdzie kocur z matczyną troską, wymył mu pysk wodą, oczyszczając również swój. 
To go zdziwiło. To dzisiaj nie miał ochoty na czułości? Może rzeczywiście zaczął się przejmować jego pragnieniami? Kolejne jego słowa jednak temu całkowicie zaprzeczyły.

*tw przemoc fizyczno-seksualna*

21 lipca 2022

Od Zwęglonej Pszczółki cd Pożaru (Leśnej Łapy)

 Nie mógł w to uwierzyć. Zajęcza Gwiazda go przyjął! Czarnowronia Łapa był teraz częścią ich wspólnoty. Właśnie witał się z nowymi mieszkańcami, zgrywając czarującego i miłego, nawet dla nierudej części kotów. Wydawał się idealny. Mimo to... nadal budził w nim obawe. Zwłaszcza, gdy czerń jego oczu spoczęła wprost na nim. Chciał się schować, ale Klan Burzy mieszkał niestety na otwartym terenie, co uniemożliwiało ukrycia się pod jakimś krzewem.
- I widzisz? Przyjął. A tak się martwiłaś - miauknął z uśmiechem, ocierając się o jego bok.
- Tak... cieszę się. - głos mu zadrżał.
Wcale nie chciał z nim być! Został zmuszony przez kocię. Naprawdę był żałosny.
- Hej, nie płacz - mruknął, owijając ogon wokół jego mizernego ciała, widząc jak zbierają mu do oczu łzy. - Zaopiekuję się tobą. Będzie dobrze - zapewniał. - Może pokażesz mi klan? - zachęcił, gładząc go ogonem po grzbiecie.
- Tak, oprowadzę! - rzucił szybko, wyswobadzając się z tego uścisku, byle być dalej od niego. - Tu... jest legowisko lidera, tam żłobek, ty będziesz spał tam, bo jesteś uczniem, a ja... - Jego pazur przejechał mu po podbrodku zalotnie, sprawiając że zmuszony był na niego spojrzeć, przerywając wypowiedź.
- Wolałbym byś spała ze mną. Chyba się nie obrażą... - miauknął.
Zjeżył sierść, kręcąc głową i odsuwając się od jego łapy.
- Takie są zasady. Wybacz.
Dostrzegł znów ten błysk w jego oczach, który budził w nim strach. Nie podobało mu się to. Samotnik przysunał łeb bliżej jego ucha, wypowiadając słowa, po których serce mu stanęło.
- Ja też mam zasady. Dlatego śpisz ze mną, czy to jasne?
Skulił uszy, kierując na niego wzrok. Czyli miał rację. Rudy to jednak fałszywy. W co on się wpakował?! Po co zgodził się na tą randkę?!
- Ale... - próbował jeszcze podać sensowne argumenty, lecz ten uciszył go liźnięciem w pysk. Zamurowało go. Pierwszy raz ktoś go pocałował. I tym kimś był kocur.
- Już nie nadwyrężaj gardełka, moja  Pszczółko - zamruczał, jakby to miało przekonać czarnego do jego deyzji. - Jesteśmy oficjalnie razem. Wszyscy już to widzieli.
Rzeczywiście. Koty rzucały w ich stronę zaskoczone spojrzenia. Skulił się pod tym naporem. Już zaczęli go obgadywać i plotkować? Skończy w kociarni z brzuchem? Pokręcił głową. Nie! Przecież był kocurem, nawet nie mógł. Jednak sama myśl, że rudy mógłby chcieć... czegoś więcej go przerażała.
- To co? Ty i ja i to legowisko uczniów? - zapytał.
- T-tak... - uległ, spuszczając łeb.
Czarnowronia Łapa uśmiechnął się tylko, ukazując biel zębów, po czym udał się we wcześniej wskazane miejsce, ciągnąć swoim ogonem jego ogon. Tam też wybrał mech, a czarny musiał mu wytłumaczyć, że nie będą tu mieszkać sami, co niezbyt spodobało się starszemu.
- W takim razie dzieci będą musiały przywyknąć - westchnął kręcąc głową.
Jak to... przywyknąć? Do czego? Odpowiedź jednak nadeszła prędko. Kocur zmusił go do przytulenia się do jego boku, otaczając go łapą. Zaczął lizać go po uchu i ocierać się o jego łeb.
Niby ta pieszczota był przyjemna, jednak sprawiała mu dyskomfort. Kocur nie liczył się z jego zdaniem, nawet nie zapytał czy sobie tego życzy. Po prostu to robił.
- Nie spinaj się tak, Pszczółko - zamruczał, pomiędzy oczyszczaniem go z brudu. - Obiecałem, że się tobą zaopiekuję. Nic ci nie grozi.
- Nie jestem... przyzwyczajona... - miauknął cicho, spuszczając łeb na łapy.
- Jestem twoim pierwszym? - zapytał, a gdy nie dostał odpowiedzi, zaśmiał się gardłowo. - Czuję się zaszczycony. Wszystkiego cię nauczę. Jeszcze to polubisz, kochanie.
Nie miał pojęcia czy to będzie możliwe, zwłaszcza że taka bliskość była dla niego dziwna i krępująca. Kiedy kocur już go wymył jak matka swoje kocię, ułożył łeb na ziemi. Futro rudego dawało mu ciepło i było miękkie. Może jednak przesadzał i nie będzie tak źle?

***

Czarnowronia Łapa wszędzie za nim chodził. Nawet, gdy musiał iść za potrzebą, on mu towarzyszył. Zaczął się niepokoić, bo jak w nocy było mu dobrze, tak teraz zaczął w to wątpić. Kocur nawet nie chciał chodzić na treningi, gdy go nie było w pobliżu, przez co podążał tam z nim niczym matka, obserwując jak się przed nim popisuje ze złapania królika. Nawet dał mu swoją zdobycz, by zjadł, przez co musiał mu wytłumaczyć, że u nich to tak nie działa.
Po treningu zwykle siadali razem i posilali się. Rudy odrywał kęsy mięsa, podając mu je pod łapy, co wywoływało w nim zażenowanie. Czuł się... dziwnie przez tą opiekę. Uczeń ani go nie wyzywał, ani nie krzywdził... No chyba, że w czymś się nie zgadzał, wtedy potrafił go wystarszyć, zaciskając zęby na jego karku czy też uchu. Przypomniał sobie wtedy z kim randkował, wylewając rzesze łez. A on? Nic z tego sobie nie robił. Przytulał go, owijał ogonem w geście pocieszenia, mówiąc mu, że musiał, że już wszystko będzie dobrze. Nie wierzył w to, ale nie miał wyjścia.
Chodził za nim niczym cień, słuchał o czym rozmawiał z innymi, nie dając chwili prywatności. Czuł się inwigilowany. A on uśmiechał się słodko, mając nadzieję, że to sprawi, że nie będzie na niego zły.
- Nie jesteś głodna? - zapytał, widząc że nie tknął kawałków podanych mu przez partnera.
- Coś straciłam apetyt - miauknął cicho.
- To chyba nie przeze mnie? - zapytał wprost do jego ucha, a po grzbiecie przebiegły mu dreszcze.
- N-nie. Ską-ąd ci to przyszło do głowy... k--kochanie? - pisnął, spinając się cały.
Czarnowron polizał go w policzek, mrucząc uspokajająco.
- To zjedz skarbie. Za mnie, dobrze?
Zemdliło go. Nie chciał tego robić, jednak wiedział, że dawny samotnik byłby zdolny mu wepchnąć mięso do gardła siłą, gdyby tylko nie było nikogo w pobliżu. Dlatego też chwycił leżący kawałek, przeżuł i połknął, czując jak odkłada mu się ciężko na żołądku.
- Bardzo ładnie - Znów oderwał mięso i przystawił mu do pyska, zmuszając do wzięcia kolejnej porcji.
Chwycił je niezbyt chętnie i zjadł. I tak to trwało, póki Czarnowron nie stwierdził, że był syty. Pewnie, gdyby uznał, że nie był pełen, mimo złego samopoczucia partnera, dalej mu by to wpychał.
No i zaczynało się to czego nie lubił najbardziej. Po posiłku kocurowi zbierało się zawsze na czułości. Nie krył się z nimi, co wpędzało go w zakłopotanie. Wmawiał sobie, że to tylko czyszczenie po posiłku, a nie nic więcej.
On jednak od dnia ich spotkania nie polizał go ani razu. Nie wiedział czy z tego powodu był zły, czy też nie obchodziła go czułość w drugą stronę. Nie sądził jednak, że byłby zdolny go polizać tak sam z siebie. Chociaż powoli przywyczajał się do jego obecności i... tych pieszczot.
Widząc siostrę, poderwał się na równe łapy. Nie chciał by to widziała. Z gardła jego partnera wydobył się warkot.
- Siadaj - rozkazał, przytulając go ogonem z powrotem do siebie.
Poddał się temu i znów skończył przy pysku kocura. Jak on nie cierpiał tego, że traktował go jak jakiś przedmiot. Nie liczył się z tym na co on miał ochotę, liczył się tylko rudy i jego pragnienia.
- Ale... Muszę pogadać z siostrą - miauknął, mając nadzieję uciec do niej i skryć się przed jego wzrokiem przynajmniej na chwilę.
- Ona nie wydaje się chętna. Już poszła - powiedział, obejmując go łapą, co oznaczało w jego języku "ani się waż".
Łzy zagościły w jego oczach, a kocur widząc je, tylko go bardziej do siebie przytulił tak, że czuł jak zapada się w jego sierści.
- Nie płacz skarbie, moja mała Pszczółeczko. Pozwole ci pogadać z siostrą, ale później. Teraz jesteśmy tylko my.
- I cały klan na nas patrzy... - wystękał z jego futra.
- Niech patrzą. Patrzą i zazdroszczą, że mam tak cudowną partnerkę.
Zrobiło mu się gorąco. Kocur znał się na komplementach. Jego czułe słowa często doprowadzały go do zażenowania, ale ten... był inny. Miły.
- Jestem... cudowna? - zapytał.
- Tak. Najpiękniejsza. - Otarł się łbem o jego, mrucząc. Pewnie trwałoby to znacznie dłużej, gdyby nie to, że czarny zauważył kocię, które im się przyglądało. Spiął się cały, powodując że Czarnowron rzucił spojrzenie w miejsce, w które się wpatrywał.
- Kto to? - miauknął.
- P-pożar... On... On jest starszny. To przez niego... zostałam kotką... - wyjaśnił, kuląc się.
Nie spodziewał się, że rudy nagle wstanie i podejdzie do malca. Ruszył za nim, chowając się za jego umięsnionym ciałem. Nie miał zamiaru ponownie spotykać się tak blisko tego demona. Jego partner był również z jego gatunku, więc sądził, że tą sprawę zostawi im.

<Pożar?>