BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syczkowa Łapa x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Syczkowa Łapa x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty

09 października 2024

Od Syczkowej Łapy CD. Mrocznej Wizji

Patrzył na swoją mentorkę z widocznym w oczach zmartwieniem. Widział po niej doskonale, że ruszyła ją śmierć ojca, choć nie chciała, by dało się po niej to poznać. Syczek jednak nie potrafił nie zauważyć jej spiętego ciała, zaciśniętych zębów i oczu, które uciekały gdzie indziej, jakby próbowały nadążyć za kotłującymi się w jej głowie myślami. Chciał jej w jakiś sposób pomóc, lecz nie potrafił znaleźć na to żadnego sposobu. Trudno było mu patrzeć, jak kocica ciągle zaprzecza, jakoby cokolwiek było nie tak, ale nic nie umiał z tym zrobić.
— ...Dobrze — odparł ściszonym głosem na to, co przed chwilą powiedziała Mroczna Wizja. — Um, mogłabyś powtórzyć polecenie? — dopytał nieśmiało.
— Masz obrócić się na bok, wślizgnąć pod mój brzuch, udać, że zadajesz w niego cios, a następnie przetoczyć się i wstać. Ćwiczyliśmy już ten ruch — powiedziała beznamiętnie, jakby powtarzała to już setny raz. Syczkowa Łapa przełknął ślinę. Prawda, przecież to już robili... Czuł, że musiał się skupić, by wykonać to prawidłowo. Mrok nie potrzebowała już przecież więcej zmartwień w postaci niezdarnego ucznia.
Odszedł na odległość paru króliczych skoków, przygotowując swoje ciało do walki. To ćwiczenia wymagało od niego zwinności, szybkości i koncentracji, dlatego przyjmując odpowiednią pozycję, w głowie ustalał już sobie szkicowy plan. Syczkowa Łapa zmrużył nieco oczy, wyprostował ogon, by utrzymać lepszą równowagę... I wystrzelił, robiąc kilka prędkich kroków w stronę mentorki, a po nich przetaczając się na swój bok. Sunął przez uderzenie serca po ziemi, aż nie znalazł się pod puszystym brzuchem Mrocznej Wizji – odwrócił się na plecy, uderzył parę razy kocicę i jak najszybciej wypełzł, uciekając z zasięgu jej łap. Łapiąc oddech, uczeń odwrócił się w stronę mistrzyni z delikatnym uśmiechem. Zrobił to, poszło mu dobrze! Mrok jednak nie wyglądała na dumną, a przynajmniej nie można było tego wyczytać z jej obojętnego pyska. A może bardziej humor nie pozwalał jej na wykrzesanie żadnego ciepłego wyrazu.
Syczkowa Łapa położył po sobie uszy.

***

Jego źrenice zamieniły się w dwie cienkie kreski. Całe ciało kocura zesztywniało, nie będąc w stanie wykonać nawet najprostszego ruchu; tak, jakby zwołujący współklanowców głos Wieczornej Gwiazdy zamienił go w solny słup.
— Polna Łapo, udowodniłaś nam wszystkim swój wyjątkowy upór, lecz niestety, nie w zdobywaniu wiedzy i umiejętności — mówiła przywódczyni, wpatrując się z niechęcią na siedzącą pośrodku obozowiska uczennicę. Syczek chciałby wierzyć, że teraz śni. Że to zebranie wcale nie miało skończyć się tak, jak podpowiadały jego myśli... — Klan Wilka to nie przytułek dla darmozjadów. Nie tolerujemy próżniactwa — oznajmiła gromkim głosem. — Patrząc z tej racji na twój wiek i brak jakichkolwiek postępów, od dziś nie jesteś już dłużej członkinią wilczaków.
Polanka odwróciła się w stronę wyjścia, próbując uniknąć wilczego wzroku pobratymców. Parę wojowniczek szło za jej śladami, by odprowadzić ją w stronę granicy. Syczkowa Łapa potrafił oderwać wzroku od swojej siostry, która stawiała niepewne kroki na drżących łapach, nie mogąc pohamować fali troski i współczucia. Bał się o nią i nawet nie chciał myśleć, co teraz mogło się z nią stać. Nie mieli nigdy bardzo silnej relacji, lecz sama myśl, że mógł swojej siostry już nigdy nie zobaczyć, przyprawiała go o dreszcze.
Las był niebezpieczny. W klanie był już świadkiem rozszarpywania kotów żywcem przez stada psów, postrzeleń przez oszalałych dwunogów czy śmierci z powodu różnych chorób. Czy Polna Łapa była na tyle silna, by w pojedynkę dać sobie z tym wszystkim radę?
— Och, na Klan Gwiazdy — wymruczał do siebie pod nosem, przybliżając się dla otuchy do stojącej przy nim Mrocznej Wizji. Zbierało mu się na płacz, który usilnie starał się zatrzymać.

<Mentorko?>

[572 słowa]

[przyznano 11%]

21 sierpnia 2024

Od Mrocznej Wizji CD. Syczkowej Łapy

Mroczna Wizja z lekkim przestrachem powąchała Polankę.
- Nic jej nie jest - powiedziała uspokajająco do Syczkowej Łapy. 
Kolejny raz zdała sobie sprawę, że z Polną Łapą coś jest nie tak. Walczyła dokładnie tak samo, kiedy była kociakiem.
- Koty nie są zbyt zadowolone, że wybrałeś Olszową Korę, tym bardziej, że zajęło ci to tyle czasu. Nie rozumieją sensu takiej decyzji. Postaram się uspokoić klan i przekonać ich do tego, że to był słuszny wybór. - powiedziała Mroczna Wizja.
- Ale ty wiesz, że to było dla dobra nas wszystkich, prawda? - zapytał ojciec zerkając na nią.
- Oczywiście. Wszystko co robisz jest dla naszego dobra. - odpowiedziała bez wahania.
- Coś jeszcze? - zapytał. Mroczna Wizja nie wiedziała, czy ma go martwić kolejnymi problemami w ich klanie.
- Polna Łapa się nie uczy. Stoi na tym samym poziomie. Nadal ma umiejętności lekko przekraczające kociaka. - powiedziała z żalem.
- Co uważasz, że należałoby z tym zrobić? - zapytał ojciec. Serce zabiło jej szybciej. Czy to był rodzaj testu? Czy Błękitna Gwiazda wreszcie przejrzał na oczy i zechciał wypędzić Wieczorną Marę i mianować ją swoją zastępczynią?
- Mogę powiedzieć coś Topielcowemu Lamentowi, a jeśli to nie zadziała, zmienić jej mentora. Możliwe, że ścieżka wojownika nie jest jej pisana i musi zostać medyczką. Poobserwuję ją, jeśli chcesz. Jest nam lojalna, ale jest jeszcze młoda i nieroztropna. - powiedziała.
- Możesz tak zrobić. - odparł tata. 
Mroczna Wizja nachyliła się. Czy naprawdę jej zaufał? Ale był zmęczony. Obowiązki pewnie go przytłaczały, tak samo jak ją. Wieczorna Mara mu nie pomaga. Ona lepiej sprawiłaby się w tej funkcji.
- Coś jeszcze? - zapytał.
- Nie, to już wszystko. Są jeszcze jakieś nieporozumienia, ale załatwię je sama lub z Wieczorną Marą, nie musisz się fatygować. - powiedziała grzecznie i ukłoniła się, a następnie wyszła. Po chwili zabrała Syczkową Łapę na trening.
***
- Nie! - krzyknęła rozwścieczona Mroczna Wizja. - Dwunożni go zabili. Tak?! - próbowała uwolnić wściekłość, ale tak naprawdę nie było jej zbyt wiele. 
Jej oaza, jej poczucie bezpieczeństwa, powód, dlaczego przez całe życie się starała... Pokręciła głową i odsunęła łzy cisnące się do oczu. To nie mogła być prawda. "Mroczna Gwiazdo, zaopiekuj się nim". Poprosiła niezdolna powiedzieć zmarłemu czegoś więcej. Zaschło jej w gardle i zdawało jej się, że zaraz się przewróci. Ktoś przycisnął jej się do boku. Pewnie to była Zaranna Zjawa albo któreś z jej dzieci. Prawdopodobnie Syczkowa Łapa. A może jakaś znajoma Mrocznej Wizji? Nie wiedziała, jej oczy były przeszklone. Zauważyła w tłumie Zaranną Zjawę uspokajającą zdenerwowane i przestraszone koty. To ona powinna być na jej miejscu. To ona powinna pocieszać koty, a nie koty ją.
- Dziękuję. - wycharczała cicho i wysunęła się spod otaczających ją kotów. Miała zagwarantowany szacunek i miejsce w klanie, w przeciwieństwie do Wieczornej Mary. Wysunęła się na przód, żeby dowiedzieć się jak najwięcej i wyprostowała się. Zaciskała i wysuwała pazury. NIGDY nie powinna się pokazywać w takim stanie. Strach jest dla słabych, była to pierwsza wpojona jej zasada. Denerwowało ją to, że Syczkowa Łapa starał się ją pocieszać. Nie potrzebowała pocieszania, potrzebowała Błękitnej Gwiazdy. Musiała iść na patrol, żeby go pomścić.
- Nie idź, Mroczna Wizjo. Narobisz więcej szkody niż pożytku. Musisz ochłonąć. - powiedziała Zaranna Zjawa. Jej była uczennica spojrzała na nią gniewnie.
- Muszę iść. - powiedziała pusto.
- Wieczorna Mara ci nie pozwoli. Spójrz na siebie. Umyj się. - powiedziała.
- Nie jesteś moją matką, żeby mówić mi co mam robić. - syknęła. - Zajmij się własnymi dziećmi, chociażby treningiem Polnej Łapy. - odwróciła się gwałtownie. Była wściekła i zrozpaczona, ale klan nie mógł zobaczyć jej takiej. Byłą przecież zawsze opanowana i idealna. Schroniła się w legowisku Zjaranej Dżdżownicy. Tu będzie na chwilę bezpieczna. Kilka łez wyciekło z jej oczu. Tata był jej sensem istnienia. Musi jeszcze sprawdzić jak jego odejście znosi matka. Pewnie niewiele lepiej od niej.
***
- Przetocz się pod moim brzuchem. - powiedziała pusto, bez jakichkolwiek emocji. Wiedziała, że przeraża swojego ucznia. Zachowywała się i wyglądała jak trup. Musiała wziąć się w garść, ale fakt, że Wieczorna Gwiazda nie wybrała jej na swoją zastępczynię nie pomagał. Teraz jedyne czego chciała, to wypełnić swoje kocięce marzenia i ambicje Mrocznej Gwiazdy. Zdała sobie sprawę, że Syczkowa Łapa coś do niej mówi.
- Przepraszam, możesz powtórzyć? Nie skupiłam się. - powiedziała, a jej klatkę piersiową przeszył ból. Jak mogła żyć jako normalna kotka? Kiedy ojciec żył często zalecał jej dodatkowe zadania i wyróżniał ją, więc czuła się potrzebna i kochana. A teraz jest nikim. Wcale nie jest niezwykła. Uświadomiła sobie, że Syczkowa Łapa znowu coś mówi.
- Przepraszam, możesz powtórzyć jeszcze raz? - zapytała, a słowa zabrzmiały dziwnie nawet w jej własnych uszach. Syczkowa Łapa spojrzał na nią zmartwiony.
- Mówię, że powinniśmy zrobić sobie przerwę. - powiedział, a Mroczna Wizja wiedziała, że chodzi mu o to, aby ona zrobiła sobie przerwę. Nie będzie opóźniała treningu Syczkowej Łapy przez dwunożnych i Wieczorną Gwiazdę. Nie.
- Jeszcze chwilę. - powiedziała i spróbowała skupić się na ćwiczeniach.

[777 słów]
[przyznano 8%]
<Syczkowa Łapo?>

05 sierpnia 2024

Od Syczkowej Łapy CD. Mrocznej Wizji

Rozluźnił spięte mięśnie. Walka nigdy nie była przyjemnym zajęciem, lecz gdy szkoliła go Mroczna Wizja, czuł się nieco bardziej pewnie. Gdy sam na sam kotka uczyła go ruchów i technik, jakich miała w zanadrzu mnóstwo, Syczek miał wrażenie, że naprawdę wiele potrafił. Kiedy tylko jednak miał zmierzyć się z kimś w boju, znów zamieniał się w bezbronną kulkę. Stres pozbawiał go skrzydeł, o ile jakiekolwiek posiadał. Pomimo ciągłych zapewnień mentorki i wielu treningów, nie czuł, jakoby stawał się lepszy. Miał wrażenie, że mówiono mu komplementy jedynie, by nie sprawić mu przykrości.
Stanął naprzeciwko siostry. Martwił się o jej postępy w treningu – chociaż Syczkowa Łapa nie uważał się za zdolnego kota, Polna Łapa radziła sobie jeszcze gorzej, choć tego nie rozumiał. Była kotem bystrym i silnym, nadto pomysłowym. Był pewien, że jego siostry staną się prędko wojowniczkami, z pewnością o wiele prędzej niż on, a jednak w trójkę nadal sypiali obok siebie w legowisku. A zmian nie widział.
— Pamiętaj, polegaj na zwinności — przypomniała kocurkowi Mroczna Wizja, wyciągając go z zamyślenia. — Masz być szybki, uderzyć, zmyć się jak mgła. Tak, jak ćwiczyliśmy.
— Oczywiście — wymruczał, patrząc w stronę zielonych ślepi Polnej Łapy. Nie lubił walczyć z rodzeństwem. Nie potrafił myśleć o niczym poza tym, że mógłby ich skrzyw...
— Do boju! — Mroczna Wizja wdrapała się na wyższy kamień, by oznajmić donośnym głosem początek kolejnej tury. Wzięła swojego ucznia z zaskoczenia – Syczek z cichym piskiem odskoczył od szarżującej na niego siostry w ostatniej chwili. Odbiegł kawałek, ponosząc się instynktom, które kazały mu uciekać, lecz w końcu stanął w miejscu jak wryty. „Twój wróg raczej się nie znudzi czekaniem, aż w końcu wpadniesz w zasięg jego łap”, przypomniał sobie słowa mentorki. Jeśli chciał się w końcu nauczyć walczyć, musiał zacząć słuchać się jej rad, chociaż wcale mu się to nie podobało.
Odwrócił się gwałtownie i uderzył Polankę w pysk, kiedy ta już przymierzała się do ciosu, gdy nareszcie go dogoniła. Złota cofnęła się w zaskoczeniu, lekko zmulona atakiem. Kazano mu korzystać z okazji...Syczkowa Łapa odepchnął kotkę, przewalając ją na bok. Uderzyła o ziemię, wzburzając w powietrze leżące na niej suche igły i ściółkę. Kątem oka zauważył, że mistrzyni bacznie go obserwuje. Nie chciał wyjść na słabego, zwłaszcza w chwili, gdy przeszywał go jej wzrok.
Polanka nie zdążyła się nawet otrząsnąć, a została przygnieciona przez swojego brata, który wbijał boleśnie łapy w jej pierś, uniemożliwiając jej oswobodzenie się.
Nie był jednak na tyle silny, by się utrzymać. Wierzgając, w końcu Polna Łapa zrzuciła z siebie Syczka, który zrobił kilka kroków w tył. Jego źrenice zamieniły się w szparki, kiedy po otrzepaniu się z kurzu, szylkretka rzuciła się w jego stronę.
Masz od niej większą wiedzę — myślał, wycofując się. — Możesz to wykorzystać. Siła Polnej Łapy była jej sporym atrybutem, lecz Syczkowa Łapa miał swoją szybkość i długie ćwiczenia z Mroczną Wizją...
Uniknął jej ciosu, kucając i gdy jeszcze złota się zamachiwała, ten już ściął jej łapy. Prędko odbiegł, patrząc, jak kotka prawie wywraca się i zalicza glebę. Tym razem, zamiast natychmiast na niego ruszyć, wstała i zaczęła czekać na jego ruch. Zrobiła kilka subtelnych kroków, w co ślady poszedł i Syczek. Uczniowie zaczęli się otaczać, niepewni, kto zaatakuje pierwszy. Sierść na karku złotego delikatnie się nastroszyła. Stresował się.
W końcu jednak zdał sobie sprawę, że było to bezcelowe. Żadne z nich nie chciało wykonać szarży, która otworzyłaby kolejną serię ataków. Skoro Polna Łapa nie zamierzała tego zrobić, musiał się tym zająć sam. Kocur wyciągnął łapę jak sprężynę, nieoczekiwanie uderzając swoją siostrę w brodę. Odchyliła łeb od siły ciosu, gdy Syczkowa Łapa cofał się na bezpieczną odległość, poza zasięg łap Polanki. Spodziewał się szybkiego kontrataku. Ta jednak zamiast mu oddać, stanęła w miejscu, mrużąc z bólu oczy. Bitwa była skończona. Tym razem ją wygrał, ale wcale nie czuł dumy.
— Polna Łapo, wszystko w porządku? — zapytał, lekko przestraszony. Ostatnią rzeczą, której chciał, było jej zranienie. — J-ja nie chciałem, naprawdę! — jąkał się, próbując wytłumaczyć. Nawet nie zauważył, że głaz, na którym siedziała jego mentorka, nagle stał się pusty, a czarna kocica stanęła tuż przy nich.

<Mroczna Wizjo?>

[666 słów; trening wojownika]
[przyznano 13%]

31 lipca 2024

Od Mrocznej Wizji CD Syczkowej Łapy

Mroczna Wizja już miała się uśmiechnąć, kiedy usłyszała straszliwy grzmot. Natychmiast ukryła pod sobą Syczkową Łapę i odsunęła się od drzewa.
- Burza. - miauknęła nie okazując ani odrobiny strachu. - Lepiej już wracajmy. - upewniła się, że Syczkowa Łapa jest bezpieczny i ruszyła w stronę obozu. Burze w Klanie Wilka były niebezpieczne. Wystarczyło, że piorun walnie w drzewo i pożar ich domu był gotowy. Poszli szybkim krokiem w stronę obozu.

***

Wierzbowa Zatoczka spłonęła. To był dla niej szok, znała to miejsce od zawsze. Przypomniało jej się, kiedy Zaranna Zjawa przechytrzyła ją pytaniem o moście, który został zburzony. No cóż. A teraz wysepka została spalona. W dodatku nie mogli stamtąd pić wody, więc Mroczna Wizja poleciła Syczkowej Łapie pić wodę z rzeki przy granicy z terenami niczyimi. Nie mogła ryzykować, że coś mu się stanie. Była dumna z tego, że przezwyciężył swoje lęki i poszedł na patrol. To on był świadkiem spłonięcia Wierzbowej Zatoczki. Mroczna Wizja odrzuciła od siebie myśl, że ojciec już jej nie ufa. Dawniej to ją wysłałby na patrol. Zawiodła go, wszystko przez Makowy Nów. Co prawda już jej przebaczył, ale wciąż… Syczkowa Łapa! Gdzie on jest? Polanka?! Rozejrzała się. Wszystkie kocięta Zarannej Zjawy były bezpieczne.
- Czego się boisz? - zapytała swoim cichym głosikiem Polanka, która magicznie wyrosła obok niej.
- Naszej przyszłości. Przyszłości całego klanu. - powiedziała. Mojej przyszłości - dodała w myślach. Czy ojciec kiedykolwiek wyznaczy ją na swoją zastępczynię, skoro jej nie ufa?
- A twój Tatuś? - zapytała uczennica.
- Polanko, idę teraz z twoim bratem na trening. Chcesz pójść z nami? - zapytała. Koteczka pokiwała głową, a następnie wróciła do wpatrywania się w dal. U córki Zarannej Zjawy zdecydowanie należało popracować nad wysławianiem się.
- Zawołaj go i chodźmy, zanim zrobi się późno. - poleciła, a złota uczennica pobiegła po brata. Mroczna Wizja odwróciła się. Mroczna Gwiazdo, co nas teraz czeka? Spodziewała się, że coś się stanie, że zerwie się wiatr lub chmury się przemieszczą, ale niebo pozostawało takie same, nieruchome. Przelatywały tylko jakieś ptaki, tak wysoko, że Mroczna Wizja widziała tylko plamy. Polanka pojawiła się przy jej boku razem z bratem.
- Idziemy. - powiedziała.

***

Na tym treningu nie mogła się skupić. Myślała o tym, jak niski poziom w nauce ma Polanka oraz o wielu innych rzeczach zaprzątających jej głowę. Nagle przypomniało jej się, że późnym wieczorem ma podszkolić w walce grupkę wojowników. Będzie musiała przełożyć szkolenie Cisowej Łapy. Znowu.
- Po co to nadal robisz? To cię wymęcza. Zabija - stwierdziła Polna Łapa. Syczkowa Łapa stał obok i gapił się na nie nic nie rozumiejąc.
- To nie tak, Polna Łapo. Sama to na siebie wzięłam. To moja powinność - powiedziała i z nową energią pokazała im kolejną technikę.
- Coś zrobiłem źle? - zapytał Syczkowa Łapa po treningu. Mroczna Wizja zamruczała.
- Uczysz się świetnie, musisz tylko przestać się bać. Pomogę ci w tym - miauknęła ciepło do kocurka.

[456 słów]
[przyznano 5%]
<Syczkowa Łapo?>

11 lipca 2024

Od Syczkowej Łapy do Mrocznej Wizji

Nie był orłem. Wiedział też, że nim nie będzie. Nauka nie tyle, co była długa i męcząca, wręcz przeciwnie, Syczkowa Łapa prędko łapał nowe, prezentowane mu przez mentorkę rzeczy, lecz... wielokrotnie się bał. Polując, zawsze odwrócił jego uwagę dziwny szelest. Kiedy szarżował na niego wróg, kulił się, zamiast kontratakować. Wspinając się, coś go zatrzymywało przed sięganiem po wyższe gałęzie. Swoje lęki jednak, chcąc nie chcąc, musiał przełamywać, jeśli chciał ukończyć kiedyś swój trening. A Syczkowa Łapa zdawał sobie sprawę, jak wyglądała alternatywa dla nieumiejętnych, niesfornych uczniów.
— To dobre miejsce, by poćwiczyć to, co jeszcze kiepsko nam wychodzi — mruknęła Mroczna Wizja, stając przed świerkiem o grubym, mocarnym pniu. Syczek spojrzał w górę, przełykając głośno ślinę, gdy wzrokiem objął czubek drzewa. Nawet jeśli nie było najwyższym w lesie, i tak na myśl o tym, że będzie musiał na nie wejść, przechodziły go ciarki. — Jest tu wilgotno, ale taka pogoda, nic nie poradzimy. Zdaje mi się, że wiesz, co masz zrobić, Syczkowa Łapo — zwróciła się do niego czarna, końcówką puszystego ogona wskazując na iglaka. Czyli się nie mylił, pomyślał, wzdychając w myślach. Czuł pewien niepokój. Ilekroć wdrapał się na jakąś wysokość, zamiast dumy, czuł tylko strach przed upadkiem. Widział w głowie, jak roztrzaskuje głowę i łamie sobie kości.
Widząc, jak jej uczeń stoi nieruchomo, wymachując jedynie na boki ogonem, Mroczna Wizja podeszła do niego bliżej.
— Musisz przełamać swoje lęki. Koty wspinanie się na drzewa mają w instynkcie, jesteśmy w tym wśród zwierząt mistrzami. A gdyby coś się stało, możesz się czuć bezpieczny. Jestem tu ja i ci pomogę — zapewniała go, co dodało kocurowi otuchy. Z uniesioną nieco wyżej brodą, Syczek podszedł do pnia i położył na nim swoje łapy, czując chropowatość kory.
— Musisz go objąć silnie swoimi pazurami — instruowała go, a uczeń, zgodnie z poleceniami Mrok złapał się drzewa mocno, wbijając szpony w wilgotny świerk. Zapach mokrego drewna wypełnił całkiem jego nozdrza, kiedy wchodził wyżej.
Drzewa iglaste miały to do siebie, że o jego skórę nieustannie ocierały się ostre igły, a on sam musiał stale omijać gałązki, które wyrastały licznie ze wszystkich stron drzewa. Te najcieńsze potrafiły złamać się, kiedy tylko się o nie otarł, a te grubsze i silniejsze służyły za podpórkę. Parł przed siebie, starając się skupić wzrok na burej korze i własnych pazurach. Im mniej było gałęzi, tym pień stawał się cieńszy, a on sam słyszał z dołu głos Mrocznej Wizji, którego jednak nie rozumiał. Syczek odwrócił łeb, by spojrzeć, jak wysoko się wspiął i prawie pisnął, zsuwając się na sam dół. Był znacznie wyżej, niż się spodziewał, i niż chciał wejść! Jeszcze kilka susów, a mógłby objąć wzrokiem las z góry. O nie, nie! To było przerażające. Chciał już na dół!
Wtedy sobie zdał sprawę, że nie wie, jak zejść! Wejście nie było ani trudne, ani tak straszne, lecz zejście? Spoglądając w dół, przez jego grzbiet przechodziły dreszcze.
— Musisz zejść w ten sam sposób, jakim wszedłeś! Głową do góry, tak, jak jesteś teraz! — krzyczała do niego z dołu Mroczna Wizja, ale kocur zamarł, wpatrując się w widoki, które, choć nieco straszne, były naprawdę piękne. Jego wzrok nawet wyłapał przelatujące pustułki, przysiadające na gałęziach iglaków... Nie, musiał stąd zejść, i to jak najszybciej! Chaotycznie wywijał ciałem, próbując skopiować swoją drogę na górę, tylko że tym razem w dół. Nieraz osunęła się mu jedna z łap, przyprawiając o następny kubeł zimnego potu, jaki spływał wzdłuż jego kręgosłupa.
Ponownie nawet nie zauważył, kiedy już zeskakiwał na ziemię, mając nadzieję, że już nigdy nie będzie musiał tego powtórzyć. Stawiając na ziemi stopy, poczuł się znów bezpiecznie i odetchnął z ulgą.
— Dobrze ci poszło. Widzisz, ile można zdziałać, kiedy pokonuje się strach? — pochwaliła go mistrzyni.
— Dziękuję — bąknął cicho, nadal czując w łapach nieprzyjemne mrowienie.

<Mroczna Wizjo?>

[610 słów, wspinaczka na drzewa]
[przyznano 12% + 5%]