BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżyc x Rozkwitająca Szanta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżyc x Rozkwitająca Szanta. Pokaż wszystkie posty

29 października 2025

Od Rozkwitającej Szanty CD. Księżycowej Łapy

– Jest miły, bo ma w tym interes. Myśli, że słodkimi słówkami zyska przychylność wojowników, zarówno tych co wierzą w Klan Gwiazdy oraz tych, którzy oddają cześć innym bytom. – westchnęła. – I to nie tak, że go nie lubię. Dzięki niemu, jak i paru innym kotom przynajmniej nie jest nudno w klanie, ale poza tym strasznie działa na nerwy. W szczególności działał swojej partnerce... – Posmutniała na wspomnienie zmarłej kocicy. Nic dziwnego, że mając tak natarczywego partnera zapatrzonego w siebie, kocica zachorowała i zmarła. Czy kocur faktycznie ją kochał kiedykolwiek? Wydawać by się mogło, że silniejsze uczucie było między Szantą, a Sethem, nim kocur w końcu ją wystawił, a jedynego kogo Alba darzył uczuciem był on sam. – Hej, mam pomysł. Mówiłeś, że jego obecność w legowisku stresuje twoją koleżankę, tak? – Uśmiechnęła się, obmyślając w głowie plan, aby odrobinę dokuczyć staremu kocurowi, który zwlekał ze zdaniem testu na wojownika.

~~~

Nie ważne ile razy znajdowała się przy granicy z Klanem Wilka, na jej pysku malował się grymas i niechęć. Uniosła głowę do góry, mając nadzieję że że wśród gałęzi nie dostrzeże sylwetki obcego kota. Na całe szczęście nie dostrzegła. Ponownie uczuliła swoich synów, aby uważali przy granicy z Wilczakami i trzymali się z dala od kłopotów. A gdyby jednak kłopoty stanęły na ich drodze, nakazała im się bronić; gryźć, drapać, tak, aby jedynymi poszkodowanymi nie byli tylko oni.
Miała wracać do obozu, gdy spomiędzy drzew dostrzegła biegnącą w jej kierunku pomarańczową masę. Wilczak? Nie kojarzyła, aby w ich klanie znajdował się podobnej postury kot. Kocur nim zdołał ją stratować, nie decydując się zahamować, w ostatniej chwili odbił się od podłoża i przeleciał nad kocicą, lądując lisią długość tuż za nią. Niestety, źle stanął. Skomląc, podkulił łapę. Przeniosł spojrzenie na szylkretke, która powoli zmniejszyła między nimi dystans. Kocur otworzył pysk, przestawił się i poprosił o pomoc. Niewiele myśląc, Rozkwitająca Szanta wykorzystała jego chwilowy postój, złapała zębami za jego długą sierść na boku i wyrwała kawałek futra.
– Za co to było?! – prychnął, cofając się od kocicy dysząc. Z pyska, który zdobiło świeże draśnięcie pazurów sączyła się krew. Miał naderwane ucho. – J-jesteś w zmowie z tamtymi?! – Wysunął pazury, gotów się bronić przed królową
– Szpieg. – Wypluła z odrazą kępkę rudego futra, patrząc na kocura wrogo. Dopiero po chwili dotarły do niej sens jego słów. – Chwila. Nie jesteś z Klanu Wilka?
– N-nie... – mruknął. Brzmiał przekonująco. – Jestem Gałgan. S-szukam swojej siostry, na imię ma Śmieszka. Brązowe futro, jaśniejsze na grzbiecie i głowie, oprócz pyska i uszu... Żółte oczy. Jest mała, malutka... Dwa razy mniejsza od ciebie. Chuda. – Wieczna Królowa zmarszczyła brwi, gdy wytknął jej fakt bycia grubą. – Ostatni raz widziałem ją w towarzystwie kota, który przeorał mi pysk... Kim oni są? Gonili mnie przez cały las, wykrzykując bluzgi...
– Klan Wilka, nasi sąsiedzi. – miauknęła, odwracając się w kierunku granicy. Nie spostrzegła żadnych sylwetek, być może rudy zgubił pościg, albo koty odpuściły. – Masz szczęście, Gałganie. Jednak obawiam się, że siostra, której szukasz niestety go nie miała... – mruknęła. W tym samym czasie źrenice kocura się rozszerzyły, gdy pojął co królowa próbuje mu przekazać. – Lepiej odejdź stąd, i to szybko. Niektórzy z naszych wojowników również mogą cię pokąsać... Ja również.
– A ty? Kim ty jesteś?
– Zwykłą Królową Klanu Burzy.

Koniec sesji, ale z happy endem, Szanta znalazła chłopaka i nowego tatę dla trojaczków

18 października 2025

Od Księżycowej Łapy CD. Rozkwitającej Szanty

– Ale podobno jest stara – zauważył kociak, przywołując w umyśle wszystko to, co usłyszał od przechodzących kotów. Dla młodego umysłu nie było to trudne – I Słodka Dziewanna mówiła, że długo nie pociągnie – Dodał, kiwając się przez moment w ciszy na boki  –  A co miała ciągnąć?
– Jest stara. To prawda. – zgodziła się z niebieskim – Może przyjść i pociągnąć was za uszy albo ogony, jak nie pójdziecie zaraz spać. – Mruknęła, otwierając jedno oko.
Kocurek pisnął, chowając się w ogonie matki. Wiedział, że żadna starsza pani go nie zabierze, ale zabawa w chowanie przed niewidzialnym wrogiem zdawała się być całkiem zabawna i ekscytująca.
Rozkwitająca Szanta jednak miała nieco inne zdanie na ten temat. Lekko uniosła ogon,  wystawiając syna ponownie na widok wszystkich kotów znajdujących się w kociarni. 
– Księżycu... – zwróciła się do niego, podczas gdy uparcie starał się schować pod pojedynczymi pasmami futra matczynego ogona. – Twoi bracia już zasnęli. – miauknęła dotykając nosem czoła rudego kocurka.
Poczuł się skarcony. Mama się nie chciała bawić, czemu? Przecież nie był zmęczony i może ona też nie była. Zbity nieco, położył się obok. 
–  Ale Śniątko zawsze śpi –  burknął, chowając nos w ogonie.
– To prawda. – miauknęła. – Dlatego dałam mu tak na imię.  A ty dlaczego nie chcesz spać? Czyżbyś chciał towarzyszyć swojemu imiennikowi podczas jego nocnej podróży przez Srebrzystą Skórę? – zagadnęła, decydując się użyć klanowego nazewnictwa na gwieździste niebo, podczas gdy Księżyc przewrócił się na plecy, wciąż będąc na ogonie Szanty.  
– A mogę?
– Możesz. – westchnęła. Czy to "spojrzenie" zamglonych oczu kocurka, a może poza, albo wrodzony urok osobisty, jednak udało mu się przekonać matkę, która postanowiła iść na kompromis z malcem. – Ale jutro rano będziesz zmęczony... Może posiedź jeszcze chwilę, ale jak cię zawołam, to przyjdziesz i się grzecznie położysz obok Kołysanka... Dobrze, Księżycu?
–  Nie będę jak będę długo spać. Chociaż Śniątko śpi zawsze a i tak jest zmęczony. No i... jak się dostać na księżyc?
– Chyba tylko zmarli są w stanie dosięgnąć księżyca. Jest im o wiele bliższy niż nam. Babcia opowiadała ci o Klanie Gwiazdy, prawda?
– No, coś mówiła, ale to trochę nudne – stwierdził – Po czasie już powtarzała to samo a ja nawet klanu gwiazdy nie widziałem...
– Również ich nie widziałam. Tylko liderzy, medycy, kronikarze i przewodnicy mają zapewniony z nimi kontakt, przynajmniej raz w życiu z tego co wiem. Chociaż... jeśli wierzyć niektórym wojownikom na słowo, właściwie masz tę przyjemność, ty i twoi bracia  mieszkać w kociarni razem z kociętami, które podobno mają w sobie jego cząstkę. Czy jakoś tak... – ziewnęła. – Czułeś się jakoś inaczej podczas rozmowy, bądź zabawy z nimi? 
– Raz poczułem się głodny... – przyznał, nie wiedząc do końca czy to o to chodzi, zarażając się ziewaniem przez sam dźwięk jaki wydawał. – A możemy kiedyś spytać jakiegoś medyka jak to jest z gwiezdnymi?
– Najlepiej będzie zapytać o to albo pana Skowroni Odłamek, albo panią Wdzięczną Firletkę. Wujek Zawilec mimo, że najszybciej byłoby go złapać niechętnie będzie mówił o gwiezdnych.
– A czemu wujek nie chce o nich mówić? Przykro mu, bo ktoś mu umarł?
– Wyznaje inną wiarę. Jak będziesz grzeczny to może ci o niej opowie, ale musisz być duży. Trochę bardziej duży niż teraz. – dodała pośpiesznie, uprzedzając odpowiedź kociaka. – A teraz pora spać. 
– Inną? A to są inne? A po co kilka? Czy tam też są duchy?
Nie odpowiedziała na pytanie kocurka. Dostrzegając, że syn z całych sił próbuje przeciągnąć moment pójścia spać, nieco się nagimnastykowała, ale złapała urwisa za skórę i przyciągnęła jak najbliżej siebie, upewniając się, że pozostała dwójka wciąż śpi.
– Śpij.
Mruknął coś pod nosem niezadowolony i zwinął się w kłębek, przez chwilę zabawiając się jeszcze wspomnieniem o tym, że przed chwilą został złapany, jak prawdziwy przestępca. Milczał przez chwilę jeszcze dłuższą, starając się nie otwierać pyska i zatopić w śnie, chociaż zdawało się, że energia go rozpierała o nie tej porze, o której powinna. W końcu więc, kiedy zdawać by się mogło, że w końcu zasnął, uniósł głowę gwałtownie. 
– A czemu są inne religie?

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
zaraz jakoś po mianowaniu 

Krótko po mianowaniu, bo już pięć dni później, Księżyc osiągnął swój limit. Nie trzeba było długo czekać, aż na jego pysku i w manierze pojawi się zmęczenie i zirytowanie, które można będzie odczytać tak czysto i klarownie, jakby były napisane ,,specjalną czcionką ułatwiającą czytanie". Z początku w sumie nie było tak źle jak już się przyzwyczaił, jednak po czasie zatęsknił za żłobkowymi pieleszami i zaczął być wyraźnie przebodźcowany brakiem prywatności. Nie, żeby z dwójką braci jakąkolwiek miał...  
– Mamo – zaczął, podchodząc do kotki, kiedy już ją namierzył. To była jedno pomoc. – Kiedy będę mógł wrócić do żłobka?
Zdziwiona pytaniem syna wlepiła w niego zaspane spojrzenie, przez chwilę milcząc. 
– przecież możesz do niego wracać kiedy tylko chcesz. – ziewnęła. – Lepiej jednak nie przychodź z pustymi łapami. Zwierzyna dla królowych czy świeży mech zagwarantuje ci brak doczepienia się do ciebie wścibskich kotów, które mogą uznać, że zbijasz bąki – sprzedała synowi najlepszy patent na leniuchowanie. Nie było to jednak wystarczające i miał wrażenie, że kotka minęła się z tematem i z sensem jego wypowiedzi. 
– Ale to nie to samo - zaprzeczył, marudnym i płaczliwym tonem – Dziwie jest w legowisku uczniów i w tunelach i... nie mogę wrócić do bycia kociakiem?
– Śmierdzi w nich, prawda? – spytała syna, mając nadzieję, że się z nią zgodzi. – Ciesz się, że nie zostałeś przewodnikiem, tylko kronikarzem. Inaczej większość swego życia spędziłbyś w tunelach, tworząc ich kolejne odnogi. – potarła łapą pysk. – Hmm... Jeśli chciałbyś wrócić do żłóbka to najprościej byłoby, abyś coś zmalował. Królicza Gwiazda mógłby cię tak ukarać i zdegradować... – rozejrzała się po żłobku, po czym nachyliła się do ucha syna i szepnęła – Tak podobno Płomienny Ryk, będący wówczas uczniem z powrotem zamieszkał w kociarni. Poza tym otrzymał karne imię... Czy tego właśnie byś chciał?
Na pysku kocura nie pojawiło się nic innego jak niechęć i sceptyczność. Szczerze powiedziawszy, na chwilę obecną miał gdzieś to, kim był Płomienny Ryk i jakie oraz za co miał karne imię. Może w innych okolicznościach chętniej wysłuchałby plotek, jednak nie teraz. Teraz po prostu chciał się wyżalić i znaleźć pocieszenie. 
– Nie chcę karnego imienia... nie chcę też nic zepsuć – wymamrotał nieśmiało. Karne imię oznaczało upokorzenie i cały klan by na ciebie patrzył. Zrobienie czegoś złego podobnie, tylko jeszcze moralność na tym cierpi. – A tunele są po prostu dziwne. – dodał, wyjaśniając – Zimno w nich, wilgotno, czasem śmierci króliczymi odchodami albo zawiewa ale nie wiadomo skąd.
– Możesz naskarżyć na Knieję i Słońce, że nie dbają o to, aby tunele były znośne dla takich zwykłych kotów jak my, a nie takich jak oni. Z przyjemnością cię poprę. Jeśli lubią wąchać królicze bobki, to niech robią to sami. – skrzywiła pysk. – A czy poza tymi niedogodnościami, o których mi powiedziałeś, podoba ci się bycie uczniem?
– Nie – od razu odpowiedział z ponurą miną – Ciągle muszę coś robić i wstawać za wcześnie a w legowisku uczniów zazwyczaj są rozmowy do późna i nie mogę spać. Wkurza mnie to.
– Nie cieszysz się, że znowu jesteś w legowisku z kociętami Leszczyny? – spytała. – Z Lotosem macie tego samego mentora. Chyba się lubiliście, prawda? Czy coś się zmieniło?
– Cieszę się – mruknął – Ale są też tam koty których nie znam. I Pan Alba a to dorosły kot i trochę dziwnie się z nimi siedzi w jednym legowisku. Nie podoba mi się to. Jakby przez cały czas słuchał.
– Słucha, słucha. Na pewno. Ten typ tak ma – prychnęła. – Nawet nie wiesz, jak się cieszyłam, kiedy w końcu przestał przychodzić w odwiedziny do swoich kociąt. Jego obecność w kociarni była przytłaczająca... Królik powinien go albo mianować, albo wygnać... – albo opchnąć komuś, żeby się inni z nim użerali. 
– Mhm... – mruknął, nie wiedząc co o tym na chwilę obecną sądzić. Nie wiedział, czy się ze słowami mamy zgadzał na logicznym poziomie. Mógł wyczuć, czy lubi Albę czy nie i jeśli miał się teraz jakoś skupić, to zdawało mu się, że nie jest jakimś dużym fanem, ale też nie, że go nie lubi czy coś. Był mocno neutralny. Tylko Wróżka zdawała się stresować czasem jego obecnością. – Czyli go nie lubisz? Ja chyba nie wiem. Z resztą, Pan Alba wydaje się być całkiem miły... nie, żebym go bardzo lubił, ale wiesz.

<Mamo?>
[1323 słów]

[przyznano 26%]

17 września 2025

Od Rozkwitającej Szanty CD. Księżyca

Spodziewała się takiego pytania z pyska kociąt, jednak miała nadzieję, że upłynie jeszcze trochę czasu nim zorientują się, że ich rodzina nie jest pełna, jak chociażby rodzina Wróżki, Lotosa i Białego. Ciekawskie istoty musiały drążyć temat. Westchnęła, zastanawiając się nad słowami. Na dobrą sprawę nie chciała nic mówić o czarnym bengalu. Jednak samo istnienie jej trójki synów, którzy odziedziczyli po nim błękitne oczy i nietypowe pręgi na futrze, przypominały kocicy o Secie. I o tym, że nie chciała popełniać błędów swoich rodziców. Chciała zapewnić im obecność obu rodziców w ich życiu, jednak bengal nie potrafił stanąć na wysokości zadania jako ojciec. Co prawda, podczas ciąży przez głowę przeleciała pewna myśl, aby zaproponować zostanie ojcem jej kociąt pewnemu kocurowi, lecz również i jemu już wystarczająco problemów przysporzyła. A po ich ostatniej rozmowie, zrezygnowała całkowicie z tego pomysłu, ciesząc się, że ich relacja nie została całkowicie zaprzepaszczona po tym, jak Echo nie odwzajemnił jej uczuć.
"Bo nie żyje"
– Czy tata jest ci do szczęścia potrzebny? – spytała krzyżując przednie łapy.
– Nie wiem – przyznał po chwili ciszy. – Ale chce wiedzieć czemu...
Kocica spojrzała na pozostałe kocięta, które ułożyły się przy jej brzuchu. Skupiła spojrzenie na Kołysanku, który jako jedyny posiadał ten sam koloru oczu co ona.
– Nie macie taty, bo chciałam, abyście go sobie sami wybrali – odparła. – Możecie mówić "tato" do kocura, który będzie chciał się z wami bawić.
– Naprawdę? – spytał Księżyc z błyskiem w oczach. – Czy to znaczy, że możemy mieć kilku tatów?
– Oczywiście, nie widzę przeszkód, aby każdy z was miał swojego własnego "tatę". Przynajmniej nie będziecie się o niego kłócić, z którym z was ma się w tej chwili bawić... – Uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Księżyc przejął się jej słowami. – Tylko pamiętajcie, aby wcześniej zapytać się kota, czy chce być waszym tatą...
– To ktoś może nie chcieć...?
– Niestety. Dlatego lepiej się zapytać, nawet z grzeczności. Poza tym niektóre kocury nie nadają się do bycia rodzicem, mimo, że są dorośli, to są niczym wyrośnięte kocięta – prychnęła.
– Też się bawią kulkami mchu? – spytał niebieski, nie bardzo rozumiejąc. – Ja bym był dobrym rodzicem – dodał po chwili w zastanowieniu.
– Tak... – mówiąc to przeniosła spojrzenie z kociaka na ścianę żłobka, by po chwili głośno westchnąć. Ponownie przybrała na pysk uśmiechniętą minę. – Na pewno. – zgodziła się z synem.
– A kotki też są czasem jak wyrośnięte kocięta? – spytał podłapując temat, ciekawy odpowiedzi.
– Tak. U kotek też się to zdarza. Sądzę, że sama jestem takim wyrośniętym kociakiem i na pewno wasza babcia, Brzęczkowy Trel, również tak uważa, ale zależy kogo zapytać. Kiedy byłam uczennicą, groziła mi, że zostanę wiecznym kociakiem – podzieliła się jedną z historii. – Cóż, wieczną to zostałam królową, a własnych kociaków to dostałam aż trójkę.
– Można zostać wiecznym kociakiem? To tak się da?
– Nie wiem. Nie mamy takiej roli w klanie – przyznała , zastanawiając się czy Królicza Gwiazda stworzyłby taką rangę, specjalnie dla niej, jeśli nie zaczęłaby się przykładać do treningu. – Myślę, że mnie po prostu straszyła i chciała zmotywować w taki sposób, abym wzięła się za trening, a nie zbijała bąki.
– A co to bąk... – odezwał się po chwili udawania, że wie o co chodzi.
– To takie powiedzenie  – wytłumaczyła. – Chodzi o to, że zamiast ćwiczyć polowanie czy walki, wolałam leniuchować i rozmyślać o różnych rzeczach, niekoniecznie związanych z przyziemnymi rzeczami, jak chociażby polowanie.
–A polowałaś kiedyś? Jak się poluje? – zaczął się bawić matczynym ogonem, by zająć czymś łapy.
– Kilka razy się zdarzyło... – rozpoczęła historię, na początku wtrącając wyjaśnienie dotyczące całej zabawy z polowaniem, po różnorakie techniki łowieckie. – Nie szło mi to za dobrze. Mimo, że z łatwością przychodziło mi wytropienie zwierzyny, miałam problemy, aby ją dogonić... Króliki to są doprawdy szybkie i szczwane bestyjki. A to właśnie one w naszym klanie stanowią główny pokarm.
– Lubię króliki, są puchate i miłe – mruknął. – Ale są też zające, prawda? Ich nie lubię, sierść mają taką bardziej szorstką... Chociaż najlepsze są myszy, wiesz? Bo są mniej żylaste, nie lubię struktury mięsa królików... tylko ich futerko. Raz tylko jadłem, wiesz? A myszy są z futerkiem... i nie lubię jak mam ich futerko w gardle, bo potem mi się chce wy-wymiotować. Nie lubię wymiotować.
– Nie znam nikogo kto by lubił wymiotować – parsknęła, gdy kocię dzieliło się z nią swoimi preferencjami żywieniowymi. Była to prosta wymiana zdań, między matką a synem, jednak Szanta nie pamiętała, aby ze swoją matką kiedykolwiek rozmawiała na tak prosty temat. Z babcią chyba też nie, zarówno z jedną, jak i z drugą. A z tatą, cóż, pamiętała tylko, że kiedyś byli bliżej. – Dobrze, że mi o tym powiedziałeś. Nauczę cię ściągać z nich sierść, aby nie drapała cię w gardło – zaproponowała, w końcu nie chciała, aby jej kocię wymiotowało. Nie było to nic przyjemnego. Dla wymiotującego i pozostałych kotów znajdujących się w jego pobliżu. – A właśnie. Zapomniałam wam powiedzieć. Gdy szkoliłam się na wojownika, za mój trening odpowiadała sama zastępczyni. – W jej głosie rozbrzmiała duma, chociaż nie powinna. W końcu przysporzyła mentorce nie raz kłopotu, a dodatkowo koniec końców i tak zamiast jako wojownik, skończyła jako karmicielka. Mimo tego, ilekroć wpadała na kocicę, tym bardziej przekonywała się, że Przepiórczy Puch nie ma do niej żalu o obranie innej ścieżki.
– Pani Przepiórka?
– Tak, Pani Przepiórka – wymruczała wtulając pysk w królicze futro, którym wyłożone było ich posłanie. Uśmiechnęła się, gdy jej umysł zalały czasy z bycia uczennicą. – Ciekawe czy miałaby jeszcze siłę, aby wziąć na ucznia któregoś z was... – Bo cierpliwości nie mogła odmówić szylkretowej kocicy.
<Księżycu?>

13 września 2025

Od Księżyca CD. Rozkwitającej Szanty


— Dobrze! — Zgodził się, siadając w miejscu i czekając, zostawiając resztę ziół i papek tam gdzie były, czekając aż mama wyciągnie ze swoich zapasów magiczne rzeczy. Nie miał pojęcia jak będzie wyglądał, ani jak mama wygląda z kolorowym pod oczami. Na pewno nie był to naturalny kolor, to na pewno. Chociaż chwila, naturalny? Kolor…? Zawiesił się na moment. Kolor….? I wtem, wróciła mama, rozwiewając jego wszystkie skołtunione myśli. Minęło parę uderzeń serca, które być może dla Księżyca trwały niczym wieczność, lecz w końcu, będąc w posiadaniu nie trwałego, zmywalnego, czerwonego, kwiecistego barwnika, namalowała mu “kreski” pod oczami. Księżyc starał się trzymać prosto, z płaskim wyrazem pyska, chociaż nie mógł się powstrzymać od wybuchów nagłego chichotu, gdy czuł dotyk na policzkach. Okazało się, że był dość wrażliwy na wszelki dotyk, a szczególnie na łaskotki. Poza tym, kazano mu zamknąć oczy. Ciekawe dlaczego, może łatwiej było przy zamkniętych? To wcale nie tak, że te otwarte puste ślepia mogły z łatwością pożreć czyjąś duszę. 
— I jak? — otworzył ślepia, całkiem niepotrzebnie — Jak wyglądam? — Spytał z ekscytacją w głosie, czując się jak bonita.
— Idelanie. Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś moim synkiem. — miauknęła kotka zadowolona z faktu, jak czerwień idealnie zgrywała się na futrze Księżyca. — Idź pokaż się braciom. Siedzą pięć długości ogona od ciebie na lewo... Tylko pamiętaj, ostrożnie…
— Dobsze! — Zachichotał szczęśliwy, tylko po to by po trzech krokach wyrżnąć orła. Zaraz jednak wstał, otrzepał się i popędził w stronę reszty rodzeństwa… gdzieś w połowie zawracając. Nie miał pojęcia gdzie miał prawą a gdzie lewą stronę, więc chwilę jeszcze pobłądził, zanim znalazł rodzeństwo, chwaląc się swoim nowym makijażem, który zrobiła sama mama! 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----

— Nie proszę pani, nie chcę zniszczyć życia pani syna, to pani syn zniszczył życie mnie, to wszystko jego wina, ja się tylko broniłem — Mamrotał pod nosem, wystawiając swój daydreaming nieco zbyt bardzo na światło dzienne. Nudził się, a chodzenie w kółko i mamrotanie na głos wyrywkowych części swoich odpowiedzi z fikcyjnego świata, stało się niemal jak codzienna rozrywka. Właśnie bronił się głośno i wyraźnie przed jakąś starą kotką, która miała problem o to, że Księżyc stanął we własnej obronie bo jej syn coś zrobił najpierw niemiłego. A wszystko to po to, by wyładować swoją frustrację przez sen który miał. Nie miał pojęcia czemu, ale wciąż latały mu po głowie słowa i obrazy i mógłby przysiąc, że wciąż czuje ślinę swojego prześladowcy w miejscu, którym został ugryziony. Tymczasem do żłobka wszedł znajomy mu kocur. Kroki jego dobrze zatarły się w umyśle Księżyca. Sposób poruszania tak charakterystyczny, że ciężko o nim zapomnieć. Alba, stary uczeń i były pieszczoch, właśnie zawitał w żłobku by dostarczyć codzienną dawkę kłamstw w umysły, jak się okazało, nie tylko swoich dzieci. Jego opowieści, częściowo prawdziwe, częściowo zmyślone, wpływały do umysłu Księżyca jak woda w uszy na basenie, która potem nie chce wylecieć, powodując zapalenie. Nic więc dziwnego, że chociaż Księżyc lubił starsze kociaki, tak czuł niepohamowaną zazdrość. Czemu to one miały być specjalne? Czemu? Czemu nie on? Miały wzrok, mogły widzieć i jeszcze były zesłane przez gwiezdnych? Mogły dokonywać cudów? On też chciał! A jako wisienka na torcie, mieli oboje rodziców. Prychnął, skołowany chowając głowę w łapach. On też chciał być specjalny… ale tak fajnie specjalny, a nie specjalny medycznie. Z resztą, męczyło go też inne pytanie, więc kiedy mieli wszyscy już iść spać, niepewnie podszedł do mamy, wtulając się w jej gęste futro. 
— Mamoo? 
— Tak skarbie? 
— A czemu nie mamy taty? 

<Mamo? Gdzie nasz stary>

09 września 2025

Od Rozkwitającej Szanty CD. Księżyca

– Dzień dobry – odpowiedziała ciepłym tonem synowi, którego poczynania do teraz obserwowała w ciszy, nie chcąc mu przeszkadzać, a tym bardziej nie chcąc na siebie zwracać uwagi. – Chyba... Chyba wbił mi się kolec w łapę. – Mówiąc to wyciągnęła łapę przed kociaka, decydując się wziąć udział w jego kocięcej zabawie w medyka. Cóż innego miała do roboty?
– O nie, to baldzo powaszne – mruknął zmartwionym tonem, próbując wymacać łapę, a gdy ją w końcu złapał w dwie łapki, spróbował wymacać wyimaginowany kolec – Baldzo boli?
– Tylko podczas chodzenia – odmiauknęła. W pewnym momencie, gdy syn dotykał jej łapy w miejscu, gdzie miał się znajdywać kolec, udawanie syknęła z bólu.
Niemal drgnął, gdy to pacjentka syknęła, jednak był dzielny, a przynajmniej w oczach Szanty tak jej kocię się prezentowało podczas zabawy.
– Bszmi baldzo powasznie. – Zmarszczył brwi. – Trzeba będzie wyciągnąć kolca, ale może trochę zaboleć. – Tu dotknął nosem opuszkę, że niby wyciąga obce ciało. – To telaz musisz to zjeść, a ja to dlugie nałoszę na łapę – powiedział, podstawiając kotce jakiś kawałek kory z kulkami ziemi i mchu, a drugą papkę (trochę wody w korze z podrobionym mchem) nakładać zaczął na łapę kotki.
Najchętniej w tamtej chwili odciągnęłaby łapę od kocurka, jednak chcąc uniknąć jego płaczu i nie daj Wyrocznio, Wszechmatko i Klanie Gwiazdy nie wiadomo co jeszcze, zgodziła się na zmoczenie swej łapy. W końcu była to tylko woda, a nie błotnista breja. Chyba była to w stanie znieść. A jeśli nie, może opchnie swoją trójkę kociąt chociażby Oglądającemu Rumiankowi i odczeka, aż te będą na tyle duże, aby ponownie mogły trafić pod jej opiekę przed ukończeniem przez nie sześciu księżyców.
– Gorzkie – mruknęła, gdy nachyliła się nad korą i zgarnęła drugą łapą kulka po kulce, które chwilę później pod naciskiem łapy rozwaliła. Kulki na nowo stały się częścią podłoża kociarni.
– To znaczy, sze działa! – Pokiwał głową, klepiąc mokrą opuszkę kotki. – Wszystko zlobione. Czy coś jeszcze pani dolega?
– Już nic. Dziękuję za opiekę – odparła, by już po chwili nachylić się do kociaka, spoglądając w jego błękitne, zamglone oczy. Zmrużyła swoje brązowe oczy i lekko musnęła pyskiem mordkę kociaka. – Powiedz Księżycu, chciałabyś się szkolić na medyka?
– M – mruknął tylko na muśnięcie, "sprzątając" leki, odpowiadając przy okazji. – Nie wiem. – Przyznał obojętnie. – Ale lubię kwiatki.
Zamyśliła się. Mogła co nieco szepnąć Zawilcowi, aby wziął Księżyca pod swoje skrzydła.
– Skoro tak to myślę, że odnalazłbyś się jako uczeń medyka. Albo zielarz, chociaż takie stanowisko istnieje tylko u naszych sąsiadów za Drogą Grzmotu, w Owocowym Lesie. Niektóre z kwiatów służą jako lekarstwa, na przykład rumianek czy kocimiętka... Nie tylko jako dekoracja futra czy legowiska.
– Oooh! Mógłbym zbierać kwiatki. – Jego oczy zalśniły. – A mógłbym z nich zrobić papki? A co jeszcze można zrobić z kwiatków?
– Mógłbyś... Jednak rób to poza kociarnią, dobrze? – Uprzedziła syna, aby nie robił armagedonu w żłobku. – Hmm... Kronikarze z kwiatów potrafią robić barwniki. To coś jak woda, tylko, że gęstsze i można nimi malować po ścianach.
– A po innym kocie można malować? A mamy balwniki? A pomalujesz mnie?
– Można, ale tylko wtedy, gdy drugi kot się zgodzi. Barwników takich co używają kronikarze w kociarni nie mamy, ale... mogę ci zrobić kreski pod oczkami, sama mam takie, czerwone... Tylko musisz siedzieć grzecznie, dobrze?
– Dobrze! – Zgodził się, siadając w miejscu i czekając, zostawiając resztę ziół i papek tam gdzie były.
Wygrzebała z legowiska kwiatek, z którego pomocą dekorowała sobie oczy. Użyczyła z kory syna ociupinkę wody. Minęło parę uderzeń serca, które być może dla Księżyca trwały niczym wieczność, lecz w końcu, będąc w posiadaniu nietrwałego, zmywalnego czerwonego kwiecistego barwnika namalowała mu kreski pod okiem.
– I jak? – Otworzył ślepia, całkiem niepotrzebnie. – Jak wyglądam?
– Idealnie. Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś moim synkiem – miauknęła zadowolona z faktu, że czerwień idealnie zgrywała się na futrze Księżyca. Jednak posiadanie kociąt, takich swoich, miało więcej plusów niż myślała. Bracia zawsze grymasili, gdy próbowała ich przyozdobić czy to kwiatami czy barwnikami przy oczach. A kocięta? Cóż, Księżyc wydawał się być zachwycony. Pozostałe kocięta na pewno też by były. – Idź, pokaż się braciom. Siedzą pięć długości ogona od ciebie na lewo... Tylko pamiętaj, ostrożnie...
— Dobsze! — Zachichotał szczęśliwy, tylko po to by po trzech krokach wyrżnąć orła. Zaraz jednak wstał, otrzepał się i popędził w stronę reszty rodzeństwa.
Wieczna królowa wypuściła powietrze z pyska i z niedowierzaniem pokiwała głową. Nie była stara, ale czuła, że się starzeje. A z wschodu na wschód rosnące kocięta tylko ją w tym utwierdzały. Dopiero te trzy małe pijawki były przyssane do jej sutków, nie pozwalając jej odejść na krok, a teraz niczym mrówki rozpełzły się po całej kociarni, badając ją na własną łapę. Uśmiechając się pod nosem, przeniosła spojrzenie na Leszczynową Wiązkę, której to pociechy lada moment miały opuścić kociarnie. Wymieniła z królową krótkie spojrzenie, a w jej umyśle pojawiła się myśl, która zasiała w niej falę niepewności. Bo w końcu, kiedyś już kocięta przestaną jej potrzebować. No dobra, Księżyc będzie trochę dłużej na niej polegał, chyba, że znajdzie odpowiednie zastępstwo za siebie. Kołysanek i Śniątek na pewno będą troszczyć się o brata, tak samo reszta ich rodziny, ale to wciąż było za mało. Królicza Gwiazda oraz Przepiórczy Puch żyć wiecznie nie będą, a kto wie komu po ich śmierci przypadnie władza. Może komuś, komu ślepy kot będzie przeszkadzał? Albo jakiemuś odklejeńcowi pokroju przodkini Zawodzącego Echa? Na samą myśl przeszły ją dreszcze.
– Wróżko, możesz na chwilę podejść? – zwróciła się do córki Leszczyny, która w tym samym momencie upewniała się czy jej brat śpi, czy tylko udaje. Na dźwięk swojego imienia kotka postawiła uszy do góry i zbliżyła się pomalutku do karmicielki. – Chciałam ci podziękować za błogosławieństwo... – Zaczęła spokojnie, zastawiając się czy faktycznie słowa koteczki miały w sobie moc Gwiezdnego Klanu. – A poza tym mam do ciebie prośbę...

<Księżyc? Sklejone, dopisane i posłane, aby nie trzymać w niepewności. Pisz dziecko, pisz, podbijaj świat, boś podczas pełni zrodzony i do wielkich rzeczy stworzony, twoi bracia również (kocię renesansu aka przyszły wieczny królewicz oraz architekt pomagający przy budowie tunelu do Zakopanego) no mama jest dumna>

01 września 2025

Od Księżyca do Rozkwitającej Szanty

 Nie bolało. Nie był też wcale bardzo zmieszany. Początkowa ciemność powoli zamieniła  się w ,,nic”. Przez jego umysł czasem przelatywały wspomnienia, czasem sny o czymś, czego nigdy nie doświadczył, a czasem mgliste obrazy. Wszystko wydawało się mu wtedy jakieś takie naturalne, scalało się z obecnym życiem, że nie potrafił odróżnić czy coś wydarzyło się naprawdę, czy może jednak nie. Spodziewał się zimna i przewrotów, bał się z początku, a jedyne co go otoczyło to ciepło i przyjemna mgła. Jedyną rzeczą która trzymała go przy ziemi, był dotyk. Opuszki łap, które nie miały szansy jeszcze stwardnieć od intensywnego użytku, teraz zbierały informacje o teksturach i przeróżnych powierzchniach i kształtach. Podobnie jak węch i słuch, które zastąpić mu musiały brakujący zmysł. I tak się złożyło, że pierwszą osobą którą rozpoznał, była mama. I brat. Dwóch braci. Kiedy szorstki język próbował umyć jego puchate futro, skorzystał z okazji do poznania. Wyciągnął łapki w stronę pyska, wpierw w geście obronnym, gdyż, jak się okazało, nie przepadał za dotykaniem mu brzucha, jednak gdy napotkał rodzicielski pyszczek, po kilku próbach odepchnięcia przymusowego prysznica, zaczął bardziej badać to, co miał pod łapami. Okazało się, że pyszczki dorosłych kotów były o wiele bardziej twarde od pyszczków młodziaków, jak i również od całej reszty ciała, nie licząc łap. Miały też krótką, gładką sierść przy nosie, sam nosek, pyszczek… Kocur spróbował jakoś zwizualizować sobie mamę na własne sposoby, w końcu nie musiało być to jakoś bardzo trudne, przecież wiedział, jak wygląda kot. Skąd? Nie wiadomo, nie skupiał się na tym. W końcu jednak, gdy zdążył wymacać cały, wielki pyszczek, do jego uszu doszło rozbawione prychnięcie. 
- Znalazłeś coś ciekawego? - Coś bąknął w odpowiedzi, nie wiadomo czy rzeczywiście słowa jakie naśladując, czy dla zasady dźwięk z pyszczka wydając. Wilgotny język jeszcze raz przejechał po srebrnym czole, dając mu w końcu odpocząć i pozwalając wrócić do przyjemnego snu.

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦ ---┈

Był gotowy. Szkolił się do tego w końcu całe życie, wiele księżyców chłonął naukę którą przekazali mu ci, którzy w ziołach się pałali… a teraz na jego barkach spoczywał obowiązek zadbania o swoich pacjentów. Miał niemal wszystko! Mech, lekarstwa w postaci kory, traw, jakichś liści, kulek z błota, wykopanych gałązek i korzonków oraz starych nasion… a najważniejsza była mikstura, za którą niemal oberwali po uszach, gdyż młodziak, z racji braku miski postanowił wykopać dół w kociarni, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo jakie stwarzał nie tylko innym, ale, jak się można było domyślić, głównie sobie, przez wzgląd na niezbyt sprawny wzrok. Został okrzyczany, zdążył się obrazić na psuczy zabawy, a końcowo dostał coś innego do użycia, czyli bardzo śmiesznie wygiętą część kory drzewa. Po dokładnym zbadaniu i uznaniu, że się nada, jego niezadowolenie dość szybko wyparowało, dając miejsca nowemu uczuciu ekscytacji. W ten więc sposób, z piasku, wody, liści i gwiezdni wiedzą czego jeszcze, powstała zupa lekarstwo która miała działać na wszystkie choroby. W końcu nie było tam jednego ziela, a cała dokładnie sprawdzona mieszanka! W ten sposób, bardzo przygotowany, podszedł do swojej pierwszej pacjentki. 
- Dzień dobly pani, co panią do mnie splowadza? 

<Pacjentko?>