BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranek x Skowronkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranek x Skowronkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

13 września 2024

Od Poranku CD. Skowronkowej Łapy

Jego poszukiwania ziół bardzo szybko zmieniły się w poszukiwania chwastów. Oddalił się od Murmur, zauważając w oddali bardzo ładny okaz chwastu. Szybko do niego podszedł, pozostawiając swoje dotychczasowe zajęcie. W końcu miał już parę ziół, a najwyżej zostanie nieco dłużej na terenach Owocowego Lasu, zamiast w obozie. Roślina była bardzo ładna, obrastała wszystko dookoła, a Poranek powoli za nią podążał. W końcu przekopał się przez krzaki, do drogi grzmotu, gdzie chwast rósł. Usiadł przy num, dokładnie go oglądając. Było to chyba jego ulubione zajęcie. Siedział tak jakiś czas, aż przypomniał sobie o swoim zadaniu. Wstał więc i powoli przemierzał tereny przy granicy z Klanem Burzy. Wzrok miał wlepiony w ziemię, by nie przegapić żadnego zioła. W końcu coś zauważył, a przynajmniej tak myślał. Podszedł do znaleziska, które niestety nie okazało się ziołem. Obejrzał je jeszcze dokładnie z każdej strony, lecz roślina, którą zobaczył, nie miała u nich zastosowania. Gdy się upewnił, podniósł głowę i spojrzał w stronę terenów Klanu Burzy, by po chwili odwrócić głowę znów przed siebie. Niedawno spotkał tam innego ucznia medyka, który miał mu opowiedzieć o klanach. Od tamtej pory się nie widzieli. Poranek był ciekaw, kiedy znów spotka tego czekoladowego kocura. I jak na komendę, gdy znów odwrócił głowę, jego oczom ukazał się Skowronkowa Łapa. Kocur wyglądał na nieco zdziwionego spotkaniem z rudym uczniem. Ten jednak nie przejął się tym za bardzo, widząc w tym swoją szansę na edukację. Powoli podszedł do drogi grzmotu i rozejrzał się. Nie było widać potworów, przynajmniej przez chwilę. Chwast wziął więc głębszy oddech i najszybciej jak mógł, przebiegł na drugą stronę drogi. W kąt swojego umysłu zepchnął myśl, że nie powinien tak robić, ale równie dobrze nie powinien w ogóle rozmawiać ze Skowronkową Łapą poza zgromadzeniami. Gdy tylko znalazł się obok kota z Klanu Burzy, ten zrobił wielkie oczy. Poranek tylko przechylił lekko głowę, nie rozumiejąc, o co chodzi czekoladowemu.
- Nie powinieneś tu przebywać – powiedział Skowronek – To może się źl... – zaczął, jednak przerwał mu Chwast.
- Ty też ostatnio przekroczyłeś granicę – zauważył.
- Ale to było w innej sprawie – odparł cicho uczeń Pajęczej Lilii.
- Tak... Jednak ja przyszedłem się dowiedzieć czegoś jeszcze o klanach. Pamiętasz? – zapytał rudy, siadając na ziemi.
- Tylko wiesz, nie mam wiele czasu, zbieram zioła z moją mentorką i w każdej chwili może tu przyjść – mruknął Skowronek, lecz Poranek tylko wzruszył ramionami.
- Też teraz zbieram zioła z mentorką. Ale powinieneś zdążyć.
Skowronkowa Łapa rozejrzał się szybko dookoła. Po chwili znów spojrzał na młodszego ucznia, będąc już pewnym, że nikogo nie ma w pobliżu.
- Dobrze, mogę ci coś opowiedzieć – oznajmił – Pamiętasz, na czym ostatnio skończyłem?
- Imiona – mruknął tylko Chwast i zamienił się w słuch. Skowronek kiwnął głową.
- To może teraz... System ról? Choć on nie różni się aż tak. Mamy kocięta, uczniów, wojowników, karmicielki, medyków, starszyznę, zastępcę i oczywiście lidera – zaczął czekoladowy, a jego młodszy towarzysz się nie odezwał. W głowie za to zapisywał wszystkie informacje od kocura. "Czyli nie mają zwiadowców i stróży... I mają jednego zastępcę... Ciekawe, dlaczego my mamy inaczej" – zaczął się zastanawiać, po chwili jednak wyrzucając wszystkie te myśli z głowy, by skupić się jak najbardziej na tłumaczeniu Burzaka – ...jak wszędzie chyba. To się nie zmienia – wyjaśnił i przeszedł do następnej rzeczy. Poranek dalej go słuchał, lecz w pewnej chwili zdał sobie z czegoś sprawę. Ostatnio kocur mówił o jakimś członie lidera...
- Mówiłeś, że liderzy mają inny człon – przerwał Poranek, a towarzysz pokiwał głową – Dlaczego wszyscy mają akurat taki? Tego nie powiedziałeś ostatnio – zauważył i wbił w Skowronkową Łapę swoje spojrzenie, oczekując odpowiedzi.
- To przez Klan Gwiazdy – oznajmił Skowronek z uśmiechem. Rudy przekręcił lekko głowę.
- Klan... Gwiazdy? – powtórzył, nie do końca rozumiejąc, o co chodzi starszemu – Co to? – zapytał, lekko zdezorientowany. Skowronek otworzył za to szerzej oczy, jakby Chwast powiedział coś strasznego.
- Wy nie wierzycie w Klan Gwiazdy?
- Najwidoczniej? Ja jedyną wiarą, o której wiem, jest Wszechmatka.
- Klan Gwiazdy to są nasi przodkowie! Wszystkie klany wierzą właśnie w Klan Gwiazdy. To oni są tam na niebie i nam pomagają – wyjaśnił Skowronkowa Łapa. Poranek coraz bardziej był tym wszystkim zdezorientowany. Nigdy nie słyszał o czymś takim jak "Klan Gwiazdy". Czy oni byli potężniejsi niż Wszechmatka? A może nie? A może obydwoje byli na równi? Poranek sam nie wiedział, jednak ewidentnie Skowronek wiedział dużo na temat tej wiary.
- Nigdy o tym nie słyszałem – mruknął cicho rudy.
- Nasi przodkowie obserwują nas ze Srebrnej Skóry, czasem zsyłają przepowiednie, by nam pomóc. Liderom dają nawet 9 żyć!
- Naprawdę? – dopytywał Poranek, dalej tym wszystkim zdziwiony. No bo jak to było możliwe? Jakieś gwiazdki z nieba dające życie?

<Skowronku? Kłamiesz czy mówisz prawdę?>
[745 słów]
[przyznano 15%]

27 sierpnia 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Poranku

Zaraz po usłyszeniu dziwnego szelestu, kocurek przebiegł przez Drogę Grzmotu, czym prędzej wracając na teren Klanu Burzy i kierując się w stronę obozu. Po drodze wytarzał się w pachnącej trawie, aby ukryć zapach Owocowego Lasu, który podczas rozmowy mógł na nim osiąść. Czuł się źle z tym, że przekroczył granicę, jednak wiedział, iż nie zrobił tego w złym celu. Nie miał również zamiaru ponownie spotykać się z pręgowanym kocurem, aby więcej nie łamać zasad. Musiał dobrze się sprawować jako uczeń! Mimo wszystko dalej myślami był przy spotkaniu z owocówką. Chwast zachowywał się naprawdę dziwnie! Na jego pyszczku nie było żadnych emocji, a sama rozmowa z nim była ciekawym doświadczeniem. Idąc tak i szukając swojej mentorki, od której oddalił się, aby poszukać ziół, zauważył mniszka lekarskiego. Bez większego zastanowienia zerwał żółte kwiaty, a do jego nozdrzy już po chwili dopłynął zapach Pajęczej Lilii, która wyłoniła się z zarośli.
-Mało tego pozbierałeś - stwierdziła kotka, spoglądając na mizerne rośliny, które trzymał w pysku.
-Przepraszam... już idę szukać więcej! - miauknął, kładąc po sobie uszy.
-Nie musisz, po prostu następnym razem bardziej się postaraj. Wracajmy już lepiej, pokażę ci parę rzeczy – ruda kotka machnęła ogonem, dając uczniowi znak, aby za nią poszedł, co Skowronkowa Łapa od razu uczynił, dreptając ochoczo u boku mentorki.
***
Bicolor wkroczył do legowiska medyka i rozejrzał się. Co chciała pokazać mu Pajęcza Lilia?
-Spójrz - rzuciła mentorka, wskazując ogonem dziwne zioło z niebieskimi kwiatkami – to ogórecznik. Obniża gorączki, łagodzi ból brzucha oraz ucisk w klatce piersiowej i pomaga karmicielkom w produkcji większej ilości mleka.
Czekoladowy pokiwał głową, spoglądając na roślinę uważnie. Musi zapamiętać!
-A to – ruda dotknęła łapą gałązki z malutkimi kolcami – jeżyna krzewiasta. Łagodzi obrzęk po użądleniu pszczoły. Należy przeżuć dokładnie jej liście i rozsmarować na ranę.
-Rozumiem!
***
Zielonooki przemierzał trawiasty teren Klanu Burzy, w poszukiwaniu różnych ziół. Oddalił się nieco od Pajęczej Lilii, aby szybciej pozbierać medykamenty. Niby przez przypadek, niby nie, zawędrował aż do Drogi Grzmotu, na granicę z Owocowym Lasem. Ku swojemu zdziwieniu ujrzał tam właśnie wcześniej poznanego Chwasta. Rudy odwrócił główkę w jego kierunku i z nieodgadniętym wyrazem pyska spojrzał na niego.
<Chwaście, a co ty tu robisz?>
[354 słowa]
[przyznano 7%]

04 sierpnia 2024

Od Poranku CD. Skowronkowej Łapy

Skowronkowa Łapa. Kocur był dość... Dziwny? Poranek nigdy nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Może i nie znał się na klanach, ale był pewny, że nie mogli przekraczać granic z innymi, o tym już poinformowała go Murmur. Ale dlaczego on miał takie imię? Nigdy nie słyszał o chwastach? I dlaczego mu pomógł? Spojrzał na starszego ucznia. Nie wyglądał na groźnego, wręcz przeciwnie. Jego zielone oczy były zwrócone ku rudemu, czasem jednak rozglądały się czujnie dookoła, ale nie było widać w nich zła. Może był jak wyznawcy Wszechmatki?
- Masz rację – odparł w końcu, zdając sobie sprawę, że nie odpowiedział na pytanie Skowronkowej Łapy – Dlaczego masz takie długie imię? – zapytał nagle rudy, zwracając tym samym na siebie uwagę czekoladowego.
- W sensie drugi człon? Tak ma każdy uczeń w klanach – wyjaśnił syn Szepczącej Pustki. Poranek przechylił lekko głowę, zdezorientowany. Nie znał się na klanach, nie opowiadali mu o nich za dużo. Jednak na jego pysku dalej widniał ten sam wyraz.
- Ja nie pochodzę stąd – wyjaśnił młodszy, widząc pytające spojrzenie zielonookiego – Znaczy... Mieszkam tu teraz – mruknął, jak zwykle bez emocji, przypominając sobie sytuację z borsukami. Nowo poznany wbił zaciekawiony wzrok w syna Lisa, ten lekko się odsunął.
- Mieszkałeś kiedyś gdzieś indziej? – zapytał czekoladowy, a Chwast tylko kiwnął głową, nie chcąc mówić nic więcej. Skowronek jednak pytał dalej – Co to było za miejsce?
- To było dawno – mruknął za to Poranek.
- A dobrze ci się tam żyło?
- Było ciężko – powiedział rudy – Teraz jest łatwiej.
- A dlaczego dołączyłeś do Owocowego Lasu? – dopytywał Skowronkowa Łapa. Żółtooki westchnął cicho.
- Jesteś strasznie ciekawski – odparł bez emocji – Sam nie wiem... Znaleźli mnie i moje rodzeństwo. Nie miałem na to wpływu – powiedział, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
- Byłeś kiedyś samotnikiem, zgadza się? – zapytał jeszcze czekoladowy, a Chwast pokiwał głową – Jesteś znajdką – ustalił Skowronkowa Łapa.
- To coś złego? – spytał za to rudy.
- Nie! Tylko tak się mówi na znalezione kociaki, to nic złego – podzielił się garstką wiedzy cętkowany – A tak właściwie... Dlaczego cię znaleźli?
- Nie chcę o tym mówić – odpowiedział Chwast – Ważne jest tylko to, że teraz moje rodzeństwo jest bezpieczne i mamy kochające mamy – oznajmił syn Lisa. Skowronek już nie pytał, szanując wolę młodszego ucznia, lecz dalej było widać, że jest ciekawy jego historii sprzed dołączenia do Owocowego Lasu. Poranek nie wiedział, dlaczego to tak bardzo interesuje zielonookiego. W końcu to nic ciekawego. On tylko z prawdą odparł, że nie jest stąd, z myślą, że starszy opowie mu coś o klanach. Przecież żył w jednym i miał jakieś pojęcie na ten temat, a ta wiedza mogła być przydatna. Dlatego wbił w czekoladowego spojrzenie swoich żółtych oczu, mając nadzieję, że domyśli się, o co mu chodzi.
- Powiesz mi coś o tych klanach? – zapytał w końcu rudy.
- Jasne! Co chciałbyś wiedzieć?
- Nie wiem o nich nic – przypomniał Poranek. Skowronkowa Łapa pokiwał głową.
- To zaczniemy od tych członów. Każdy kot je ma, nie licząc kociąt. Uczniowie mają "Łapa" tak jak ja, a wojownicy i medycy, różne. Na przykład moja mentorka to Pajęcza Lilia, a mama Przepiórczy Puch – wyjaśnił cętkowany z uśmiechem na pysku – Inny człon ma też przywódca, "Gwiazda". U nas jest Obserwująca Gwiazda – powiedział – To przez... – nagle urwał, słysząc szelest. Poranek od razu odwrócił się w stronę krzewów. Ktoś się zbliżał.
- Wracaj do siebie – mruknął cicho do czekoladowego – Kiedy indziej opowiesz mi o klanach, przy najbliższej okazji – oznajmił. Nie odwrócił się już do burzaka, ledwo słyszał jego kroki, ale zapach mówił, że już go nie było. Chwast szybko zebrał zioła, dalej kątem oka obserwując krzaki. Co jakiś czas słyszał ten sam szelest, co nie zwiastowało nic dobrego. Na szczęście Skowronkowa Łapa sobie poszedł, wtedy nagle zza krzaków wyskoczył... Ptak. Rudy spojrzał na zwierzątko. Czyli nic złego? Gdy już miał spowolnić ruchy, usłyszał czyiś głos:
- Poranku jesteś tam? – zapytał Bryza.
- Już idę – powiedział jak zwykle bez emocji pręgowany – Dziękuję – zwrócił się do małego ptaka, przypominając sobie wszystkie historie o Wszechmatce i ruszył do drugiego owocniaka. Gdyby nie ten ptak, pewnie miałby kłopoty.

<Skowronkowa Łapo?>

[647 słów]

[przyznano 13%]

03 sierpnia 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Poranku

Mimo szumu wiatru oraz dźwięku, co jakiś czas przejeżdżających potworów, dosłyszał słowa, niedbale rzucone przez nieznajomego. Obróciwszy głowę, zastrzygł uszami i zmarszczył nosek, spoglądając na znajdującego się przed nim rudego bicolora. Od kocurka dało się wyczuć intensywną woń owoców, świadczącą o tym, iż jest on z Owocowego Lasu.
-To twoje zioła, tak? - spytał czekoladowy uprzejmie.
-Aha...
-Jeśli chcesz, mogę ci je przynieść - przerwał nieznajomemu.
Ten nic nie odpowiedział, tylko kiwnął zmieszany główką. Czekoladowy wstał z ziemi i chwyciwszy zioła do pyska, stanął na skraju Drogi Grzmotu. Lekko się trzęsąc, rozejrzał się uważnie, czy aby na pewno żaden potwór zaraz go nie zje i popędził przed siebie, jak najszybciej umiał, w kierunku granicy Owocowego Lasu. Wiedział, że robi źle, przekraczając obcy teren, ale przecież nie miał złych zamiarów! Chciał tylko oddać na oko młodszemu uczniowi jego zbiory, wiedział w końcu, ile trzeba się napracować, żeby zebrać tyle ziół.
-Proszę - wybełkotał uczeń, schylając się i wypluwając zioła.
-Dziękuję!
Owocniak zbliżył się do ziół, wyraźnie ucieszony.
-Swoją drogą, jak masz na imię? - zapytał Skowronkowa Łapa, siadając.
-Jestem Chwast - odpowiedział po chwili namysłu rudzielec.
Bicolor przechylił lekko głowę i machnął ogonem. Co za nietypowe imię!
-Chwast? Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś miał tak na imię. Ja jestem Skowronkowa Łapa i jestem uczniem medyka. Sądząc po tych ziołach, też się na niego szkolisz, mam rację?
<Chwaście?>
[225 słów]
[przyznano 5%]

02 sierpnia 2024

Od Poranku do Skowronkowej Łapy

- Poranku podaj mi glistnik jaskółcze ziele, t-to roślina z takimi złotymi płatkami – poprosiła Murmur, a jej uczeń od razu ruszył w stronę półki z ziołami – A, ma jeszcze nieprzyjemny z-zapach – dodała niebieska. Rudy pokiwał głową i rozejrzał się. W myślach powtarzał sobie wszystkie informacje od swojej mentorki, starając się je jak najlepiej zapamiętać. W końcu zlokalizował daną roślinę. Złapał ją i zaniósł do Murmur.
- Co ono robi? – zapytał Chwast, jak tylko podał córce Łuski zioło.
- Łagodzi różne o-obrażenia oka – wyjaśniła kotka i zaczęła przeżuwać zioło – Nie ruszaj się Skałko, nałożę ci t-to na oko – oznajmiła Murmur, gdy skończyła przeżuwanie i zajęła się okiem uczennicy. Poranek w tym czasie wrócił do półki i spojrzał na zgromadzone rośliny. Póki jego mentorka była zajęta, mógł powtarzać sobie nazwy i właściwości znanych mu już ziół.
- Krwawnik na trucizny z ran, malwa na ból brzucha, olcha czarna na ból zębów, rumianek na pracę serca, wierzba na wymioty, lawenda na gorączkę i dreszcze, a... – nagle przerwał mu jakiś kolejny pacjent, wchodzący do legowiska. Był to Malinka.
- Poranku zajmujesz się do końca Skałką? – zapytała nagle Murmur i sama podeszła do liliowego.
- A co z Witką?
- Witka c-chyba nieco gorzej się czuje – mruknęła cicho niebieska i spytała Malinkę, co mu dolega. Rudy za to spojrzał na układającą zioła Witkę. Murmur miała rację, szylkretka nieco dziwnie się zachowywała i było tak już od jakiegoś czasu. Chyba od dnia po narodzinach najnowszych członków klanu. Poranek jednak nie przejął się tym za bardzo, myśląc, że kotka tylko się nie wyspała. A nawet jeśli coś było, to szylkretka w końcu była medyczką, sama wiedziała, jak sobie poradzić.
- Nie ruszaj się – rozkazał rudy i zaczął robić dokładnie to, co wcześniej Murmur.
- Czy długo to zajmie? – zapytała za to Skałka – Muszę wrócić jak najszybciej do treningu!
- Zajmie dłużej jak będziesz przeszkadzać – odparł Poranek.
- Będę musiała tu jeszcze spędzić trochę czasu?
- A widzisz coś na to oko?
- Niezbyt...
- To pewnie tak – mruknął uczeń medyka – Ale to zależy od Witki, albo Murmur – "Raczej Murmur" - dodał już w myślach i złapał kolejną porcję papki z zioła. Gdy skończył, rozkazał uczennicy siedzenie na posłaniu i sam poszedł po odrobinę wody, by umyć łapy z papki.
- Poranku, udasz się po zioła? Witka powinna odpocząć, a mamy b-braki – zapytała niebieska kotka, gdy tylko wrócił jej uczeń – Zaraz poproszę jakiegoś wojownika...
- Sam poproszę, masz dużo na głowie – przerwał jej rudy, a kotka tylko pokiwała głową, na koniec zaznaczając, by nie szedł sam, ponieważ podobno w okolicy czają się Dwunożni. Kocurek nic nie odpowiedział. Tak, czy inaczej nie miał zamiaru iść sam. Gdzieś w głębi bał się, że gdzieś tam czają się jeszcze borsuki, a on nie chciał ryzykować. Wyszedł więc z legowiska i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś dobrego towarzysza do podróży. Najchętniej poszedłby z rodzeństwem, lub którąś z mam, ale nie udało mu się znaleźć nikogo z nich. Za to zauważył Bryzę. Z tego co wiedział, czarny kocur był bratem Świergot.
- Witaj Bryzo. Pójdziesz ze mną zbierać zioła? Potrzebuje kogoś – wyjaśnił uczeń medyka, podchodząc do brata Świergot.
- Oczywiście! Ty jesteś Poranek, prawda? Świergot cały czas o was mówi – zaśmiał się kocur, ale już chwilę później obydwoje wyszli z obozu. Zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu ziół, a Bryza co jakiś czas coś mówił. W końcu zagłębili się w tereny Owocniaków.
- Mam pomysł! Może ja pójdę w tamtą stronę, a ty tam? Szybciej skończymy! – zaproponował nagle wojownik. Rudy spojrzał na niego.
- Jesteś pewien?
- Oczywiście! Wystarczy, że powiesz mi jakie zioła musimy zebrać. Będzie dobrze! Wiele razy już tak zbierałem zioła, a nieco ciemniejszy chmur zwiastuje burzę na jutro! Teraz tylko może lekko wiać, a burze i tak nie trwają długo – przekonywał Bryza. Uczeń spojrzał w niebo. Wojownik miał rację. Burze w Porze Zielonych Liści były bardzo rzadkie, ale ewidentnie kolejnego dnia miała nadejść.
- No dobrze... To ja pójdę w tamtą stronę – westchnął Poranek i wskazał ogonem granicę z Klanem Burzy. Po chwili wymienił Bryzie wszystkie zioła, które muszą zebrać, wraz z opisem ich wyglądu. Czarny kocur pokiwał głową i ruszył w przeciwną stronę. Rudy jeszcze chwilę stał na swoim miejscu. Nie był pewny tego wszystkiego, w końcu wojownik nie znał się aż tak dobrze na ziołach, lecz teraz nie mógł już nic zrobić. Westchnął jeszcze raz i ruszył w stronę drogi grzmotu. Ostrożnie przeszedł przez rzekę, znajdując jakieś przejście z kamieni. Już po chwili doszedł go ostry zapach drogi grzmotu. Kolejny potwór Dwunożnych przebiegł przez drogę, a po nim nastała cisza. Poranek rozejrzał się w poszukiwaniu Dwunożnych. Na szczęście nikogo nie zauważył, a zapach nie był aż tak świeży. Musieli już przejść. Dlatego zajął się poszukiwaniem roślin. Znalazł jednak niewiele. Gdy miał wracać, zerwał się lekki wiatr, jednak na tyle silny, by zabrać leżące na ziemi zioła. Znaleziska przefrunęły nad drogą grzmotu. Poranek od razu rzucił się za nimi biegiem. Zahamował jednak przed ulicą. Obserwował rośliny, które wylądowały w różnych miejscach. Niektóre na drodze, a niektóre na terenach sąsiedniego klanu.
- Moje zioła – powiedział tylko zrezygnowany uczeń, dalej jednak mając ten sam wyraz pyska. I wtedy nagle zauważył jakiegoś kota po drugiej stronie ulicy. Z daleka wyglądał na ucznia, albo młodego wojownika. Miał długie, czekoladowe, srebrne futro z cętkami i z bielą. Powoli i delikatnie podszedł do porozrzucanych roślin, które wręcz wyglądały na nienaturalnie rozłożone. Powąchał je i po chwili spojrzał na drugą stronę. Wtedy zauważył rudego ucznia. Owocniak nie wiedział, co zrobić. Nie odezwał się, zaczął się jedynie zastanawiać, czy kocur z Klanu Burzy słyszał jego ostatnie wypowiedziane słowa.

Wyleczeni: Skałka, Malinka
<Nieznajomy?>
[903 słów]
[przyznano 18%]