BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Agonia x Wrzosowa Rzeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Agonia x Wrzosowa Rzeka. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2021

Od Kamiennej Agonii CD Wrzosowej Rzeki

 Być może nie takiej reakcji kocur się spodziewał, ale futro czarnej się zjeżyło. Słyszała to samo imię, gdy stała u boku Zajęczej Gwiazdy podczas jego ceremonii. Myślała, że to tylko błąd jej uszu.
Strzepnęła ogonem. Dlaczego każdy cholerny szczegół musiał jej przypominać, że pozbawiła życia niewinnego kota!
- Jasne, świetne imię. Wracaj do legowiska wojowników! - Warknęła bez wyrazu. 
Chciała go zabrać na patrol graniczny i wyznaczyć go do poprowadzenia. Ale przez to jedno cholerne zdanie nie miała już na to humoru. 

**
- Twój brat został wojownikiem - Miauknął pogodnie Słonecznikowa Łodyga. - Zresztą nie tylko on. Orlikowy Płatek i Ostrzeniowy Połysk również doczekali się mianowania. Piękne imiona.
Kamienna Agonia spojrzała się w górę. Cóż, imiona pozostawiały wiele do życzenia. Miała nadzieję, że chociaż jeden z braci dostanie końcówkę ,,pazur" na cześć swojej siły, ale najwyraźniej Zajęcza Gwiazda uważał, że w ich imionach lepiej nadać wnętrze. 
- Tak, w końcu - Warknęła. - Myślałam, że to szkolenie będzie trwało wieki.
- Jesteś dumna? - Zapytał spokojnie kremowy.
- co cię to obchodzi? - Syknęła czarna, kładąc uszy. - Jestem wystarczająco dumna. To moi bracia. Wyszli z mojej matki, jak nie mam być dumna? Żałuję tylko, że nie zrobili czegoś głupiego na zgromadzeniu za panowania Piaskowej Gwiazdy. Wiedziałaby, że nie tylko ja się nie bałam tej kremowej pizdy, która nazywała się w ogóle liderką. 
- Jej już nie ma. Możesz odpocząć od tych myśli - Miauknął Słonecznikowa Łodyga.
- Fajnie by było, gdyby każdy nie uznawał, że zostanę taką samą tyranką! - Warknęła. - To, że mam słabe nerwy nie znaczy, że nie potrafię się zaopiekować klanem!
- Mają prawo tak sądzić. A ty masz prawo być dobrą następczynią Zajęczej Gwiazdy - Miauknął kremowy i wstał, odwracając się. - Porozmawiaj ze swoimi braćmi. Skończyli szkolenie, potrzebują wsparcia. Każdy uczeń potrzebuje dumy starszego bliskiego kota, gdy nadchodzi czas ich ceremonii. A oni stracili rodziców.
Kotka prychnęła, zdając sobie sprawę, że miał rację. Tyle, że oni byli jeszcze mali. Oni nie byli tak zżyci ze Świerszczowym Skokiem i Króliczym Susem tak, jak ona i Glina.

**
- Wstawaj, ,,wojowniku"! - Syknęła Kamienna Agonia nad uchem Wrzosowej Rzeki. - Skończyłeś szkolenie, to teraz zobaczę, czy jesteś godzien wojowniczego imienia, głupi śpiący bobrze!
Nie czekała, aż się obudzi, tylko ruszyła wyznaczyć patrol. Po prostu chciała zobaczyć reakcję Wrzosowej Rzeki. Nigdy nie miał okazji prowadzić patrolu, bo był uczniem. Teraz się to zmieni. 
-  patrol graniczny poprowadzi Wrzosowa Rzeka. Pójdę z nim ja, Słonecznikowa Łodyga, Gliniane Ucho, Orlikowy Płatek, Ostrzeniowy Połysk i... Tyle. 
Chciała dodać ,,Jałowy Pył" z przyzwyczajenia. Ale on już nie był przyjacielem. On i Wilcza Zamieć - te dwa pionki, których musiała unikać jak ognia, żeby nie czepiały się jej życia. A to było ciężkie, gdy wszyscy żyli w jednym klanie. Dlatego tak bardzo chciała rozszarpać tą dwójkę na strzępy i zatopić ciała w rzece. Ale to było trudne nawet do myślenia. Nie chciała tego, a jednak wciąż o tym myślała.
Z rozmyślań wyrwało ją zaskoczone i podekscytowane spojrzenie Wrzosowej Rzeki. 
Chciała wyrazić w swoim chłodnym spojrzeniu choć trochę dumy. Ale nie potrafiła. Jego plugawe imię. Pragnęła, żeby Zając je zmienił. 
W końcu udało jej się lekko poklepać go ogonem po boku. To wszystko, czego mógł od niej oczekiwać w wyrazie dumy. 
- No, zobaczymy, czy jesteś godzien wojowniczego imienia. - Miauknęła. -  Masz szansę poczuć się jak prawdziwy wojownik. Witamy w dorosłości. 

<Wrzos?>

18 listopada 2021

Od Wrzosowej Łapy (Rzeki) CD Kamiennej Agonii

Uczeń był bardzo podekscytowany. Również starał się wyczuć coś dobrego swoim drobnym nosem, stawiał kończyny do przodu. Spojrzał się na Kamienną Agonię, lecz ona warknęła na niego z nienawiścią w oczach. Zdążył się już przyzwyczaić.
- Kamień...? - miauknął, instynktownie spuszczając głowę.
- Czego, bachorze?! - warknęła. - Zamknij się już, ciągle tylko gadasz!
Kotka była wyjątkowo rozdrażniona. Nastała chwila ciszy, jednak nie na długo. Chwilę później zaczęło grzmieć. Futro na grzbiecie Wrzosowej Łapy się zjeżyło, a źrenice zwęziły.
- To było do przewidzenia... jakbyś tyle nie gadał, może byśmy coś upolowali, ale nie! - fuknęła, po czym zwróciła się w stronę obozu. Kocur nic nie odpowiedział. Stał, z jedną łapą w powietrzu, węszył.
- Czuje coś, czuje! Chodź tu szybko! - wrzasnął, po czym wskazał siostrze kierunek za pomocą ogona.
- Idę...
Uczeń z nosem przy ziemi zaczął biec, w linii prostej podążając za zapachem. A za nim, nieco wolniejszym tempem zastępczyni lidera. Obijali się o wysokie, wilgotne kępki trawy. Zapach deszczu przenikał przez wszystko. W pewnym momencie przystanęli. Poczuli zapach krwi, czegoś świeżego i soczystego. Zaczaili się za gęstymi roślinami.
- Myślisz że to tutaj? - szepnął Wrzosowa Łapa.
- Czuć intensywnie. Bądź cicho, bo wystraszysz... - fuknęła.
Oba koty wystawiły swoje pazury, zrobiły krok do przodu, uniosły zady do góry a następnie skoczyły. Za gęstwiną pasł się młody beżowy królik, który był poraniony na łapie. Nie miał jak uciekać. Kocie pazury wbiły się w jego ładną sierść i zalały ją bordowym płynem. Wrzosowa Łapa trzymał ofiarę za brzuch, Kamienna Agonia natomiast dusiła ją. Królik był gotowy do zjedzenia. Koty zawróciły w stronę obozu.

***
*po nocnej warcie Wrzosowej Rzeki, po mianowaniu go na wojownika*
Słońce zaczęło już wschodzić. Niebo było w większości pokryte chmurami, z dnia na dzień robiło się już coraz chłodniej. Pora zielonych liści dobiegała końca. Wrzosowa Rzeka, a wcześniej Wrzosowa Łapa i tak, wciąż pełen energii zakończył swoje nocne stróżowanie. Przeciągnął się i ziewnął, ruszył w kierunku wojowniczego legowiska. Wszedł, obwąchał. Ujrzał tam jeszcze kilku wojowników którzy wybudzali się ze snu. Jak szybko wszedł, tak szybko wyszedł. Okrążył cały obóz, siedziała przy wejściu do kociarni jedząc tłustego królika. Niebieski kocur podbiegł do niej.
- Kamień! Wiesz, że teraz jestem Wrzosowa Rzeka?! - zawołał z uradowaniem.

< Kamienna Agonio? >

23 października 2021

Od Kamiennej Agonii CD Wrzosowej Łapy

 Strzepnęła ogonem, gdy podbiegł do niej jej młodszy brat.
- To jak, kiedy? - Miauknął.
- Kiedy będzie czas, a teraz zmykaj do swojego legowiska i nie zaprzątaj mi dupy - Warknęła czarna pod nosem. Wrzosowa Łapa uśmiechnął się i pobiegł chętny do uczniowskiego leża, pozostawiając wojowniczkę samą z niebieskim.
- Było fajnie, prawda? - Powiedział do niej Gliniane Ucho. - Dobrze czasem odpocząć od... tych spraw.
"Tych spraw", czyli przytłaczającej wizji Klanu Burzy. Wizji, w której Piaskowa Gwiazda była liderką, a oni rebeliantami, ryzykującymi własne życie, spiskując przeciw niej. Kamienna Agonia nie mogła się nie zgodzić. Patrole łowieckie były pożyteczne, a przy okazji mogli rozprostować nogi od politycznych intryg. 

**
jeszcze za czasów Piasek

Kotka prychnęła pod nosem, gdy zobaczyła kremową liderkę, która w towarzystwie swojej wiernej służby przemieszczała się po obozie, by zjeść łup ze zwierzyny. Jej łup. Jej królika, którego parę chwil temu upolowała własnymi łapami, tylko, żeby ta ruda idiotka mogła go sobie pożreć, nic nie robiąc!
Spojrzała się w legowisko uczniów, skąd wyszedł właśnie Wrzosowa Łapa. Długo nie poświęcała bratu zbyt dużo czasu. Była zajęta sprawami, które codziennie zaprzątały jej myśli. Obiecała mu, że pójdą jeszcze kiedyś na patrol. Rodzinny patrol. Patrol, tylko we trójkę. A wciąż się nie doczekał. Wojowniczka chciała mu to wynagrodzić, jednak w klanie wciąż działo się coś nowego. Wciąż była napięta atmosfera. Wciąż miała coś na głowie. 
Czarna położyła się w legowisku i zamknęła oczy. Nie miała tego dnia siły na cokolwiek innego, niż ponure myśli o równie ponurej przyszłości.

**
teraz

Wstała wcześnie. Niebo było jeszcze całkiem ciemne, można było jednak powiedzieć, że zaczynał się świt. Musiała przywyknąć do nowej rzeczywistości. Rano, po południu i wieczorem musiała być już w pełni gotowa, wypoczęta, przygotowana i obecna w obozie, by wyznaczyć koty na patrole graniczne. Czasem wojownicy przychodzili do niej po spełnionych obowiązkach, jeśli chcieli zrobić coś jeszcze. Kamienna Agonia wciąż miała dużo czasu przed całkowitym rozjaśnieniem się nieba, więc położyła się pod skałą i czekała, aż się rozjaśni.


Słońce świeciło już wysoko na niebie. Wojowniczka była wcześniej na krótkim, samotnym patrolu łowieckim, żeby stłumić jakoś czas spędzony na nierobieniu niczego. Teraz każdy był równy, a zastępczyni zbyt przywykła do dyskryminacji. Odkąd została uczennicą, musiała pracować dwa razy więcej. Dziwny więc teraz był fakt, że mogła w spokoju przeleżeć w obozie parę chwil, bez harowania przez cały dzień bez przerwy. Podeszła do legowiska uczniów i szturchnęła mocno Wrzosową Łapę. Brat ziewnął, a jego długi błyszczący kieł zalśnił w otoczeniu.
- Wstawaj, głupi bachorze - Warknęła zirytowana czarna zastępczyni. - Przespałbyś cały sezon!
- Co? - Zapytał z roztargnieniem uczeń.
- Zabieram cię na patrol, kretynie - Syknęła Kamienna Agonia, a wtedy kocur natychmiast poderwał się z posłania. Zignorowała spojrzenie Rozżarzonego Płomienia, gdy ten patrzył się, jak wychodzi z obozu z jego uczniem. 
Gdy wyszli z obozu, czarna natychmiast skierowała się w stronę Toma i tam prowadziła Wrzosową Łapę. Było tam sporo zwierzyny, a poza tym traktor był przyjemny i można było w dobry sposób odpoczywać sobie w jego cieniu.
- Nie idziemy z Glinianym Uchem? - Miauknął niebieski.
- Jest zajęty! - Kotka prychnęła, poddenerwowana ciągłymi pytaniami. - Zresztą, ja też mam sporo obowiązków, a zabrałam cię jednak na ten patrol. Więc nie marudź!
Glina był w legowisku Zająca. Kamienna Agonia nie chciała im przerywać tych miłosnych pogawędek, czy co oni tam robią. Wiedziała, że biały nie mówi jej tyle, co niebieskiemu. Mimo, że wybrał ją na zastępczynię, miała świadomość, że był chętniejszy do szczerych rozmów ze swoim partnerem. Akceptowała to. Posłaniec Klanu Gwiazdy i tak zrobił wiele dla Klanu Burzy, a teraz spełnił jej największe marzenie, o którym marzyła jako kociak. Byłaby głupia, gdyby na to narzekała.
Zatrzymała się, gdy dotarli do traktora i powąchała powietrze, otwierając pysk. Wiatru nie było, przez co dopóki nie zacznie grzmić, mieli dobre szanse na złapanie czegoś całkiem dobrego.

<Wrzos?>

11 października 2021

Od Wrzosowej Łapy CD Kamiennej Agonii

- Naprawdę idziemy na patrol łowiecki? Super! - miauknął ucieszony uczeń.
- Tak, serio idziemy. Lecz nie wiem, czy twoja siostra jest szczęśliwa z tego powodu... - spojrzał żartobliwie na czarną kotkę.
Ona jednak trzepnęła agresywnie ogonem i nic nie odpowiedziała. Wrzosowa Łapa był bardzo podekscytowany, zarówno tym, że idzie na patrol jak i tym, że pozna swojego starszego brata.
- Gliniane Ucho... - niebieski wydał dźwięk po chwili ciszy.
- Hm?
- Pokażę Ci coś! - wypiął klatkę piersiową do przodu – Tak nauczył mnie Rozżarzony...
- Skończ gadać o tym rudym idiocie, on też go nie lubi, pogódź się z tym. - mruknęła Kamienna Agonia.
Przez chwilę jeszcze odbywała się dyskusja na temat Rozżarzonego Płomienia. Niebieski był bardzo zmieszany, nie wiedział czy słuchać tego, co mówi jego siostra czy też podążać za przekonaniami mentora. Ciekawość wzięła górę.
- Skoro tak go nie lubicie, powiedzcie mi dlaczego. - odrzekł młody kocur.
- Rudy kretyn. Pranie mózgu. - prychnęła.
- Teraz nie czas na sprzeczki, użyjcie uszu i nosa, a nie języków. Czujecie i słyszycie to samo, co ja? - zapytał Gliniane Ucho.
Czarna kotka i jej brat gwałtownie się odwrócili. Brat zrobił pewny krok do przodu, wypatrywał. Chciał odrobić to, co zrobił na polowaniu z mentorem.
- Tam jest, zobaczcie! - wrzasnął i podskoczył jednocześnie.
Gliniane Ucho i Kamienna Agonia równie szybko dostrzegli przyszłą ofiarę. Wystawili pazury, przyczaili się. A wreszcie, skoczyli. Ostre zakończenia pazurów prędko wbiły się w puchate zwierzątko. Wydał się okropny pisk, a bordowy płyn znalazł się w górze. Kiedy złapali królika, Wrzosowa Łapa przeskoczył w ich kierunku z niedowierzaniem, co właśnie się stało.
- To było niesamowite!

***

Wchodzili już na teren obozu. Jego starsze rodzeństwo mimo tego że upolowało coś, nie wyglądało, jakby było zmęczone. Wrzos jednak ziajał, zmęczył się samymi emocjami.
- Pójdziemy jeszcze raz? Siostro, bracie? - zawołał.
- Mi pasuje. - powiedział, przeczesując futro językiem – ciekawe, co na to twoja ukochana siostra...
- To jak, kiedy? - rzekł, podbiegając do czarnej kotki.

< Kamienna Agonio? >

09 października 2021

Od Kamiennej Agonii CD Wrzosa (Wrzosowej Łapy)

 Odprowadziła brata wzrokiem, gdy ten niezadowolony napatoczył się do swojego legowiska. Nie mogła odwidzieć zachowania swojego brata tego dnia. Aż tak głupią była siostrą? Chciała dobrze! Chciała nauczyć pieprzonego Wrzosa, że Pszczeli Pyłek nie była przykładem!
Co zrobiła źle?
Kotka westchnęła, i położyła się w legowisku wojowników u boku Glinianego Ucha. Brat zapytał się, czemu jest roztargniona jak zdechły królik, ale zignorowała go. 
Dlaczego pierdolona Króliczy Sus umarła? Dlaczego Piaskowa Gwiazda musiała ją zamordować?! Kamienna Agonia nic już nie rozumiała. Była idiotyczną imitacją dobrej siostry, czy to Wrzos miał nadzwyczaj ujemny iloraz inteligencji?

**
Wstała z legowiska o dość wczesnej porze. Nie było to raczej dziwne w obecnej sytuacji. Spojrzała z pogardą w kierunku rudych, którzy smacznie odpoczywali w obozie. A ona co? Musiała polować, pomagać rudym, wykonywać rozkazy idiotycznych popleczników Piaskowej Gwiazdy. Plus z tego wszystkiego był jeden - od czasów bycia uczennicą pod okiem Zwęglonego Futra, narobiła od ciężkiej pracy sporo muskułów. Nie wiedziała, czy jakkolwiek jej się to przyda, ale wystarczała jej świadomość, że nie była miękka.
Nagle usłyszała irytujący tupot za swoimi plecami. Odwróciła się, i zobaczyła swojego brata. Wrzosowa Łapa, pełen energii. 
- Cześć, siostra! - Miauknął wesoło. 
Zażenowana Kamienna Agonia strzepnęła ogonem. Kątem oka popatrzyła się na Szczypiorkową Łodygę, która z odrazą przyglądała się im obu.
- Nie rób mi siary, naprawdę - Warknęła. - To, że na zgromadzeniu... och, nieważne. Po prostu odczep się ode mnie.
Odwróciła się, zjeżona, jednak niebieski nie odpuszczał. Kamienna Agonia musiała w końcu odpuścić. Wojowniczka nawiązała krótki kontakt wzrokowy z córką Miodowego Obłoku. Po co się w ogóle przejmowała tą głupczynią? Westchnęła i w końcu zatrzymała się, pysk w pysk z Wrzosową Łapą.
- Czego, irytujący braciszku? - Rzuciła sarkastycznie. - Chcesz się pochwalić wielkimi zdolnościami?
- Tak! - Powiedział Wrzos, wypinając pierś. - Nauczył mnie tego Rozżarzony...
Syknęła w jego kierunku, jeżąc futro.
- Ani słowa o tym rudym idiocie. - Warknęła. - Nie chcę w ogóle słyszeć, że czegokolwiek się od niego uczysz. 
- O co ci chodzi? - Uczeń zdziwił się, postawiając ogon. - Przecież to mój mentor! Od kogo innego mam się uczyć?
- Skąd ja mam wiedzieć? - Odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. - Po prostu nie chcę, żeby cię zniszczył, tak jak jego zniszczyła Piaskowa Gwiazda. Nie możesz wiecznie naśladować swojego mentora. Ucz się też... sam na sobie. Ja też nie zawsze słuchałam Zwęglonego Futra.
Nawet nie zdążyła powiedzieć nic więcej, niż wzdrygnęła się na niespodziewany dotyk. Odwróciła się gwałtownie, i dojrzała swojego brata. Tym razem Gliniane Ucho.
- Śmiesznie się przestraszyłaś - Stwierdził Glina. - Nawet na kocimiętce nie masz tak szalonych min!
Obrzuciła go piorunującym spojrzeniem.
- Ciesz się lepiej, że rozmawiam z Wrzosową Łapą. - Miauknęła. - Chyba tego chciałeś?
- Tak! I w końcu robisz postępy. - Spochmurniał trochę, a Kamienna Agonia nie musiała o nic pytać, by wiedzieć, dlaczego. Młodsi bracia potrzebowali wsparcia. Gliniane Ucho liczył na to, żeby w końcu otworzyła się na nich po tym wszystkim, co się stało z Króliczym Susem. Świerszczowym Skokiem. 
- Szkoda tylko, że nic nie da się wpoić Wrzosowi. - Warknęła. - Trafił mu się okropny mentor.
Gliniane Ucho pokiwał głową. Kamienna Agonia rzuciła wzrokiem na Wrzosową Łapę.
- Skoro już tu jesteś, to może zabierzemy cię na patrol łowiecki. - Przeniosła spojrzenie z powrotem na Gliniane Ucho. - Ciągle łazisz z Zajęczym Nosem, może spędziłbyś czas z bratem i siostrą? Przecież cię nie zabiję.
- Nie byłbym tego pewien - Zażartował. - Ale byłbym chyba głupi, odmawiając spacerku z braciszkiem i zakochaną siostrą!
- Nie jestem... - Zaczęła gniewnie, ale Gliniane Ucho i Wrzosowa Łapa już ruszyli ku wyjściu. Pokręciła głową, czując się zaskakująco dobrze. Obaj bracia byli do siebie podobni. Widać, że mają krew Króliczego Susa i Świerszczowego Skoku.

<Wrzosowa Łapo?>

22 września 2021

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

- O czym ty mówisz? Jaki znowu realizm? - mówił, przeciągając się i ziewając jednocześnie.
- To, co wmawiała Ci ta ruda...! - warknęła.
- Kto rudy? Że Pszczeli Pyłek?
- Tak, to była bujda. Zwykła, bezczelna bujda!
- Ja naprawdę nie rozumiem, możesz jaśniej?
- Chodź.
Niebieski kocurek podążył za czarną kotką. Zaspany jeszcze, nie wiedział, co za chwilę będzie się działo.
Co było nie tak, z Pszczelim Pyłkiem, kotką, która opiekowała się nim i jego rodzeństwem.
Odeszli trochę od legowisk, przysiedli na mokrej, cieknącej trawie.
- Nie wrzucisz mnie drugi raz do kałuży? - odskoczył i mruknął niepewnie.
- Nie. - odburknęła.
- Na pewno? Nie wiem co to był za pomysł...
- Mhm.
- To co teraz będziemy robić? Chcesz się bawić? - podskoczył z radością w głosie.
- Jesteś w wieku ucznia, błagam cię, zacznij wybijać sobie zabawę z głowy. To nie potrwa wiecznie.
- To dlaczego tu przyszliśmy? Bez sensu... Nie chce, żebyś znowu na mnie krzyczała i pouczała. I wrzucała do borsuczych kałuż.
- Przecież mówiłam Ci, że cię nie wrzucę! - syknęła.
W tym momencie, ze żłobka wychodzili Ostrzeń i Orliczek. Wrzos bez wahania pobiegł w ich kierunku, zostawiając po sobie błotniste stemple, na zimnym i mokrym podłożu. Zostawił Kamienną Agonię. W złych emocjach. Zdecydowanie złych.
- Wrzos! Wrzos... - zawołała zrezygnowana.
Kocurek jednak nie zareagował na wołanie. Nie słyszał. Był zajęty rozmową z braćmi.
Wstała. Czarna kotka przechodziła obok kociąt.
- Zobaczcie, jaki jestem silny! - zawołał pewny siebie Wrzos, próbując zrobić mężną pozę.
- To było świetnie, Wrzos! - stwierdził Ostrzeń.
- Możesz zrobić to jeszcze raz...? - miauknął pod nosem Orliczek.
- Wrzos?! - warknęła kotka.
Niebieski prężył i popisywał się dalej, ignorując ją. Kamienna Agonia poszła w drugą stronę, beztroskie kociaki nie zauważyły tego. Nie przywiązały wagi. Czarna przypatrywała się swoim braciom z pogardą.

***

Nastał moment przygotowywania się powoli do snu. Pora wschodu księżyca. Koty wchodziły do legowisk.
- Wrzos, idziesz? - zawołał jeden z kociaków ze żłobka.
- Zaraz przyjdę...
Kociak ujrzał wysoki cień znajomej kotki, postanowił do niej podejść, pożegnać się. Jej nastrój wydawał się nie być zbyt dobry.
- Hej, Kamienna Ago-
- Czego chcesz, bachorze? Po co tu przyszedłeś? Powinieneś już spać!
- Chciałem porozmawiać przed snem...
- Nie mamy o czym. Idź spać.
Kociak spojrzał na Kamienną Agonię z rozczarowaniem. Odwrócił się, poszedł w stronę swojego legowiska.
Poczuł na sobie wzrok innych kotów na sobie. Wrócił najpóźniej. Rozciągnął się, zrobił dwa kółka
wokół własnej osi i położył się. Ciągle myślał o czarnej wojowniczce. Nie miał ochoty zasnąć.

<Kamienna Agonio?>

19 września 2021

Od Kamiennej Agonii CD Wrzosa

 Po prostu nie mogła w to uwierzyć. Zabiła tą przeklętą królową, zabiła. Co zrobiła, na Klan Gwiazdy, źle?! Dlaczego nie potrafiła wychowywać dzieci! Dlaczego zawsze, gdy się starała, denerwowała się i zamiast nawiązać relacje, ciągle je psuła!
- Nie mów tak - Warknęła, a kocur cofnął się o krok. 
Była okropną siostrą.
Okropną!
Chciała dobrze, a wyszło na to, że tylko zraziła do siebie pieprzonego Wrzosa.
- Może powinnam cię zostawić - Syknęła. - Pozwolić, żeby Pszczeli Pyłek zrobiła z ciebie rasistę, takiego jak Rozżarzony Płomień czy Piaskowa Gwiazda!
Odwróciła się, zjeżona, pozostawiając kociaka samego. No tak, przecież kto chciałby jej słuchać. Nic przecież nie potrafiła! Kretyni.
Wtargnęła gwałtownie do legowiska wojowników, ku zdziwionym spojrzeniom Szczypiorkowej Łodygi i Byczej Szarży.
- A ty co, znowu podniosła ci się żyłka? - Syknęła Szczypiorek. - Bądź ciszej!
- Przymknij jadaczkę - Warknęła kotka i położyła się na swoim posłaniu, zamykając oczy. 
Śmierć Pszczeli Pyłek. Wiatr pory opadających liści świstał przed jej oczami. Znów cofnęła się do sceny, gdy miała zamordować niewinną karmicielkę. Podtrzymywała ją pod wodą, słysząc błagalne krzyki jej młodszego brata.

**
Obudziła się późno w nocy. Wyszła jedynie, by się przewietrzyć. Mimo snu, jej pysk dalej był gorący od gniewu, a oczy zaszklone. Na warcie stał Wiewiórczy Pazur, który tylko obmierzył ją spojrzeniem spod przymrużonych powiek, a kotka prychnęła. Wciąż pamiętała, gdy dwukrotnie jako uczennica wlazła mu pod futro. Syn liderki nie był typem, który szybko takie coś zapominał. Tym bardziej, że czarna zasłynęła już ze sprzeciwiania się Piaskowej Gwieździe. No i była córką morderczyni. Nie spodziewała się, że Wiewiór będzie traktował ją z wielkim zaufaniem, jednak nie czuła się dobrze, gdy przyszpilał ją spojrzeniem.
- Nie zamierzam nikogo zamordować, ani nic - Warknęła kotka w jego stronę sarkastycznie. - Nie musisz mordować mnie wzrokiem.
- W twoim wypadku nie byłbym pewny. - Mruknął pod nosem z warkotem, ale czarna zignorowała go, trzepiąc ogonem. 
Na zewnątrz była dobre parę godzin, zanim zaczęło robić się jaśniej, a wojowniczka musiała odespać jeszcze chwilę, by obudzić się z energią. Za każdym razem, gdy przymykała oczy, słyszała jednak słowa Wrzosa, które sprawiały, że serce jej pękało.

**
Wyszła z legowiska wojowników zaraz przed Szczypiorkową Łodygą. Szła z uniesioną brodą i groźnie postawionym ogonem, mimo iż w środku wciąż czuła pustkę. Przechodząc obok żłobka, natrafiła się na Wrzosa. Kocurek turlał się po ziemi i potoczył do jej łap. Gdy dotknął jej umięśnionych kończyn, natychmiast się wyprostował, patrząc na nią z wyrzutem.
- Też się cieszę na twój widok. - Warknęła. - Nieźle mi wczoraj dowaliłeś.
- Powiedziałem coś złego? - Miauknął kocur.
Wojowniczka strzepnęła ogonem, piorunując go wzrokiem. Przez niego kolejny raz śniły jej się koszmary, miała wyrzuty sumienia przez swój sposób wychowania, a ten miał czelność wątpić w to, że powiedział coś złego?
- Jałowa Łapa poradziłby sobie z tym lepiej. - Syknęła, bardziej do siebie, niż do kociaka, i podniosła ton głosu. - Może tym razem chciałbyś uwierzyć, że mój realizm przyda ci się w życiu bardziej, niż to, co wmawiała ci Pszczeli Pyłek. Tym razem żadnej borsuczej kałuży.

<Wrzos?>

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

Kotka szła ze zwieszonym łbem, nagle pozbawionym wszelkiego zapału. W całkowitej ciszy.
- Czemu się dąsasz? Przed chwilą się cieszyłaś, że wrzuciłaś mnie do wody!
- Zamknij się. Bądź przez chwilę cicho, umiesz?
- No tak... chyba... - miauknął niepewnie, nie wiedząc co towarzyszka ma na myśli.
Wrzos przeskoczył kilka zamrożonych kałuż, wypatrywał ptaków na nagich drzewach. To potrwało jedynie chwilę, nie wytrzymał.
- A wiesz co powiedział mi mój brat?! - wrzasnął, wybijając Kamień z rytmu intensywnego myślenia.
- Nie mówiłam Ci nic, na temat bycia cicho, smarkaczu?!
Kociak zrobił kwaśną minę, prychając pod nosem. Czemu ona nigdy nie chce rozmawiać na mój temat? Czemu myśli tylko o sobie i wpycha mnie do kałuży? No nie...
- Masz świadomość, że słyszę to, co mówisz?!
- Oh... ale-
- Cisza. Daj mi chwilę pomyśleć. - syknęła.
Niebieski starał się pojąć, co chodzi po głowie Kamiennej Agonii, lecz nie było to dla niego łatwe. Wrzos nie patrzył w tym momencie przed siebie, miał głowę w chmurach. Łapa kociaka ześlizgnęła się ze stabilnego podłoża, ze wrzaskiem wpadł do następnej kałuży.
- Kamień! Pomóż mi, ratunku!
- Błagam cię, bachorze, czy ty naprawdę nie myślisz?! Przecież przed chwilą już wpadłeś! - warknęła wybita z rytmu kotka.
- Ale pomóż mi, no! - mówił wierzgając się w kałuży.
Kamienna Agonia podeszła do Wrzosa, spojrzała na niego z pogardą, po czym sięgnęła po kocię. - Tu jest płytko, normalny kot dałby radę stąd wyjść bez pomocy, nie dasz rady jako uczeń.
- Oczywiście że dam radę... - parsknął, otrzepując się z wody.
- Jakbyś dawał radę, nie miałbyś problemu z wyjściem.
- Zimno mi strasznie, a ty mówisz z czym miałbym problem a z czym nie... - odparł zdenerwowany.
Wrzos rzucił zimne spojrzenie kotce.
W tym momencie przekroczył już granice obozu klanu.
- Nie jesteś taka, jak Pszczeli Pyłek. - wyszeptał Wrzos.
Wyraz twarzy Kamiennej Agonii momentalnie się zmienił.

<Kamienna Agonio?>

18 września 2021

Od Kamiennej Agonii CD Wrzosa

 - Umiesz polować? - Zapytał szczyl, a czarna strzepnęła ogonem.
- Nie podniecaj się tak. Zapolujesz dopiero, gdy będziesz uczniem. - Warknęła. Położyła jedno ucho, wpatrując się w wyjście z obozu. No tak. Może powinna zastosować nieco bardziej praktyczny sposób wychowania. - Ale możemy przetestować zdolności tego "świetnego, wspaniałego wojownika". 
- Tak! Tak! - Krzyknął Wrzos z podekscytowaniem, a kotka przewróciła oczami. Dzieci. Naiwne jak stado wróbli. 
Wyszła z obozu, a za nią niebieski. Ciekawiła się, ile przetrwa na mrozie. Warstwa śniegu była tak duża, że ledwo sterczała mu głowa. Widziała, że było mu ciężko, ale nie zwracała na to uwagi. Przyśpieszyła kroku, podnosząc brodę. 
- Widzę, wielki wojowniku, że dobrze sobie radzisz. - Chciała przetestować to, jak słucha. Czy Króliczy Sus tu była? Podobało jej się to wychowanie? - Przyzwyczaj się, że nie będzie mamusi, która będzie cię karmiła. - Warknęła. - W Klanie Burzy będziesz polował  i męczył się, a chociażbyś pluł krwią, i tak nie zaznasz odpoczynku.
- Tak, tak - Niebieski pokiwał głową, ziewając. Swoje racje uważał za jedyne słuszne.
Kamienna Agonia widziała w nim dawną siebie. Wciąż taka była - pyszna, samolubna, arogancka, nieprzyznająca się do winy. Jednak zrozumiała już, że nie zawsze świat jest taki, jak go sobie namaluje. Wyobrażała sobie zbyt wiele i na własnej skórze doznała nauczki. Musiała na swoim przykładzie nauczyć tego Wrzosa. Byłaby zdolna zrobić to nawet siłą.
- Prawdziwy wojownik jest bezwzględny. - Warknęła, unosząc głowę do góry. - Nigdy nikomu nie ufa. Możesz sobie wyobrażać siebie jako najlepszego wojownika świata, ale nic ci to nie da. Wyobrażasz sobie świat taki, jakim chcesz, aby był. A prawda jest taka, że jest brutalny, głupi i pełen cierpienia. I jeśli to ty z tym cierpieniem nie zawalczysz, to ono nie odejdzie.
- Co ona tam wie - Usłyszała pomruk kociaka. Pokręciła z gniewem głową, ale wiedziała, że wyjdzie to tylko na nim gorzej. Zarozumiały skurczybyk. Musiała mu jakoś przemówić do rozsądku.
- Zaufałam kiedyś komuś - Mruknęła, czując jak odrywa się od rzeczywistości. - Nie chciałam się przyznać do swojego lęku. I nie żałuję tego. Jednak w tamtej chwili mogłam postąpić inaczej. Odwrócić się, nafaszerować wroga wyzwiskami i pozwolić mu tkwić we frustracji, że nie udało mu się mnie sprowokować. Zamiast tego przyjęłam wyzwanie i do dziś mam zatargi z tym kimś. Bałam się, żałowałam, że postąpiłam tak, a nie inaczej. A jednak pozwoliłam sobie zawalczyć ze strachem i nie pozwoliłam go już sobie odczuć. Dalej czuję smutek, bo przeżyłam o wiele więcej, niż ty, gnoju, i wiem, jak łatwo jest zniszczyć moją cierpliwość. Możesz pokazać wrogu, że jesteś w stanie coś zrobić, ale nigdy nie daj mu się prowokować. Nigdy mu nie ufaj.
Wiedziała, że niebieski ma w dupie to, co do niego mówi. Prychnęła pod nosem, na chwilę zatrzymując się, by smarkacz ją dogonił. Ujrzała rów idealny do jej nikczemnych planów. Był w małej części wypełniony roztopionym śniegiem, choć wody nie było dużo. Nie był na tyle głęboki, by zranić kociaka czy wręcz go zabić, ale na tyle, aby nadawał się do zapieczętowania jej wywodów. 
- To teraz zamknij oczy. - Warknęła. Kocurek spojrzał na nią z lekkim wyrzutem.
- Po co niby?
- Zamknij je - Syknęła, a dzieciak wykonał polecenie, choć nie wyczuła w nim żadnego lęku.
Ledwo wytrzymywała smród wypływający z kałuży. Spodziewała się, że to mieszanina śniegu, deszczu i zapewne sierści jakiegoś borsuka. Wyczuwała stary zapach stwora. Śmierdziały nie do wytrzymania, a w dodatku były silne. Ale przynajmniej nie było ich tak dużo.
- Otworzysz je dopiero wtedy, gdy ci powiem. 
Po tych słowach pchnęła kociaka w dół małego rowu, a ten pisnął, zjeżdżając po krawędzi. Otworzył co prawda oczy, ale i tak musiał mieć niezłą niespodziankę.
Ona za to miała ubaw, widząc jego zaskoczone spojrzenie, gdy wpakował się do wody. 
- Zaufałeś mi - Uśmiechnęła się z dumą, ciesząc się, że miała rację. - Gdybyś uważnie mnie słuchał i nie był zapatrzony we własne racje, nie siedziałbyś teraz w kałuży jak ostatni kretyn. 
Wyciągnęła  pysk, aby sięgnąć po kocura i go wyciągnąć. Ciekawiła się, czy przyjmie pomoc. Jeśli taki sposób wychowania nie zadziała, może powinna raz a dobrze owalić go za jego irytujące zachowanie. Miał szczęście, że w tak młodym wieku wyszedł poza obóz. Miał kogoś dorosłego, kto by go wyciągnął. Czarna poznała terytorium dopiero będąc uczennicą. Uczennicą Zwęglonego Futra. Westchnęła.
Naprawdę nie chciała źle dla rodzeństwa. To przez pieprzoną Piaskową Gwiazdę stali się jej wychowankami! Gdyby tylko nie zabiła pierdolonej Króliczy Sus. Kamienna Agonia nie wiedziała już, co robić. Pieprzone rodzeństwo. Gdyby tylko potrafiła matkować. Wychowywać. Czuła, że brakuje jej pomocy ciotki albo chociażby Jałowej Łapy. Ten drugi nie miał problemów z agresją, a Niebo potrafiła wychowywać. Ona była cholernie okropna w takie rzeczy. Miała nadzieję, że czegoś to nauczy jego brata. Jeśli nie... Cóż, może powinna pozwolić, aby sam siebie wychowywał. Co wtedy z niego wyrośnie? Momentalnie straciła cały zapał, mając ochotę wrócić teraz do obozu i zapierdolić każdego, kto jest współwinien jej wszystkich smutnych myśli. 

<Wrzos? siostra chce dobrze>

17 września 2021

Od Wrzosa CD Kamiennej Agonii

Kamienna Agonia powoli szła w kierunku niebieskiego kociaka.
Zanim jednak zdążyła podejść - kocurek sam wyskoczył przed jej nos i miauknął donośnie:
- Hej!
Pomimo miłego podejścia Wrzosa, kotka nie zdobyła się na odwagę, nie odpowiedziała ani słowem. Nie wiedział w prawdzie, dlaczego. Prześledził czarną wzrokiem, jej aparycja wydawała mu się nieco dziwna. Kotka odsunęła się w drugą stronę. Wrzos stwierdził, że będzie to idealna zagrywka do zabawy. Postarał przygotować się do skoku. Skoczył. Zamiast zabawy, kocur otrzymał gwałtowne, nieprzyjemne przyciśniecie do chłodnego podłoża.
- Co ty wyrabiasz, bachorze?! - syknęła ze wściekłością.
- Jestem Wrzos, a nie bachorze... - zaprzeczył, wysuwając się spod łapy kotki.
- Nie obchodzi mnie to, dla mnie i tak będziesz tylko bachorem. - powiedziała, mając nadzieję, że kociak się już uciszy.
Jedno uderzenie serca minęło.
- A ty... będziesz medykiem?
- Nie...
- Ha! No tak! Bycie medykiem jest słabe. Na co komu jakieś chwasty!
- Nie byłeś leczony? Byłeś. Gdybyś nie był, pewnie nie przeżyłbyś.
- Ja, Wrzos, będę silnym, mądrym - najmądrzejszym... wojownikiem! Będę mieć, co tylko będę chciał! Będę walczyć, ścigać, mieć jedzenia ile tylko chcę! Będę mieć ogromne, ostre pazury, grube futro! Woda nie będzie zamarzać, grad nie będzie chłodził ziemi, legowiska nie będą przeciekać, pożywienia będzie tona! Wszyscy będą mi zazdrościć... a medyk? Takich rzeczy to mieć nie będzie!
- A jeże latają? - parsknęła ze złośliwością.
- Co?
Cisza. Czarna kotka nerwowo przeciągnęła się z chęcią pójścia w inną stronę. Nie chciała dłużej przebywać z niebieskim kociakiem. W ogóle nie chciała. Wrzos chciał dalej rozmawiać, przecież jest towarzyski. Kusiło go skoczenie jeszcze raz, lecz wiedział, co go czeka. Przyciśnięcie przez lodowatą łapę. Nikt wcześniej nie zrobił mu czegoś takiego. Każdy miał ochotę się bawić. Mimo tego, chciał spróbować jeszcze raz porozmawiać. Podbiegł więc do odchodzącej kotki.
- Znowu ty?! - jęknęła z oburzeniem, przy czym przyśpieszyła kroku.
- Umiesz polować? - zapytał z ciekawością.

<Kamienna Agonio?>

11 września 2021

Od Kamiennej Agonii

Pora nagich drzew była niesamowicie ciężka dla nierudych kotów. Ilość zwierzyny malała, gdy chowały się do swoich nór. Kotka wiedziała, że wchodzenie do tuneli jest zbyt niebezpieczne, żeby tam polować. Musiała ścierpieć podwojony głód. Miała tylko nadzieję, że dożyje następnej pory nowych liści.
Ciężko było jej się przełamać. Unikała swojego rodzeństwa jak ognia, utrzymując kontakty wyłącznie z Glinianym Uchem. Nie chciała słyszeć tego, co mogło wypłynąć z ust młodszej trójki. Co, jeśli nagle zaczną gadać, że są słabi, a rudasy to potęga tego świata? Wolała żyć w słodkiej nieświadomości.
Glina i tak przyłapał ją na tym, że wpatrywała się w Orliczka, Wrzosa i Ostrzenia.
- Dalej masz do nich uraz? - Spytał, zadziornie potrącając ją nosem. Prychnęła.
- Nie powinni w ogóle istnieć. - Mruknęła pod nosem. - Są błędem rodziców.
- Im pewnie też ciężko. - Gliniane Ucho ciągle starał się, aby w końcu przestała ich widzieć jako problem. 
- Nie podważam tego - Warknęła kotka. - Ale jak mam ich kochać, skoro przypominają mi o rodzicach? Mam tylko nadzieję, że wyrosną na silnych wojowników. A nie rasistów. - Splunęła z odrazą, wyobrażając sobie ich z charakterem Byczej Szarży, jako kolejnych przydupasów liderki.
- Na pewno będą silni - Zapewnił Gliniane Ucho. - I może mniej gburowaci niż ty.
Widząc, jak puszcza oko, ledwo powstrzymała się od śmiechu.
- Lepiej dla nich. - Stwierdziła. - Gdyby któryś mi pyskował, utopiłabym go w rzece.
- Wyłowiłbym ich szybciej, niż ty zdążyłabyś ich tam wrzucić. 
- Lepiej, żebyśmy nie musieli się o tym przekonywać. - Westchnęła.
- Może w końcu do nich zagadasz? - Zaproponował kocur. - Wrzos wygląda na chętnego do towarzystwa.
- Ma Ostrzenia i Orliczka - Warknęła Kamienna Agonia, tracąc humor. - Ode mnie niech trzyma się z daleka. 
- Rozumiem, że nie potrafisz do niego podejść? - Gliniane Ucho nie ustępował. Zawsze miał haczyk na swoją siostrę. Kotka wiedziała, że po prostu robi sobie z niej jaja, bo wie, że ma zbyt wybujałe ego, żeby się nie zgodzić. A mimo to łapy ją swędziały, by udowodnić mu, że się myli.
- Potrafię! - Syknęła. - Myślisz, że boję się byle kociaka? 
- Żara się bałaś.
- Zamknij się - Przerwała mu, teraz z prawie jawną wściekłością. - Skąd ty to w ogóle wiesz?
- Nie lubiłaś wchodzić do kociarni.
- Bo był rozwydrzonym bachorem. - To nie było kłamstwo, przynajmniej z jej punktu widzenia. - Właściwie to dalej jest. Zresztą sam patrz.
Ruszyła do przodu z wysoko uniesionym ogonem, i powoli podeszła do niebieskiego kociaka. Był podobny do Gliny, z tym, że miał białe plamy i zielone oczy. Te oczy... Tak podobne do Króliczego Susa. Kamienna Agonia nie mogła na niego patrzeć. Był pieczęcią oznajmującą, że oni wszyscy przyszli na ten świat przez morderczynię.
Uświadomiła sobie, że ona również była morderczynią. Czerpała satysfakcję z faktu, że jej rodzeństwo o tym nie wie.
- Twojemu bratu bardzo zależało, żebym w końcu spędziła czas z kimś z waszej nieszczęsnej trójki - Warknęła. Starała się ich kochać po rodzinnemu, tak, jak Glinę. Ale nie potrafiła nawet udawać. Nie potrafiła być czuła. - Więc chyba wypadałoby, żebym się przywitała.

<Wrzos?>