BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamparcia Plama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamparcia Plama. Pokaż wszystkie posty

11 września 2016

Od Lamparciej Plamy CD Słoneczny Deszcz

Głupi kocur! Jak on mógł tak postąpić?! Ta szybka przeprowadzka była dla mnie istnym sprawdzianem moich nerwów, niewiele brakowało abym się załatwiła. Dzisiaj podczas rozmowy z którymś członkiem dyskutowałam i o mało mi nie wyleciało z pysku „ to wszystko powiedział pewien kocur ze Klanu Wilka”. AH! Jeszcze pragnął abym dołączyła do jego klanu. To było moje marzenie ale doskonale zdawałam sobie sprawę z tego jakie ryzyko to za sobą ciągnęło.
- Też o tym marzę - odsunęłam się od niego – jednak gdybym odeszła od Klanu Prawdy, Czysta Gwiazda natychmiast by się domyśliła o mojej zdradzie i mogłaby w przyszłości zaatakować Klan Wilka.
- To niech sobie przyjdą! Pogonimy ich i pokażemy swoją siłę! – jego sierść się nastroszyła.
- NIE! – krzyknęłam i przygwoździłam go do podłoża, spojrzał na mnie zaskoczony moją siłą, sama nią się zaskoczyłam – Nie mów tak! Nie chcę aby przeze mnie cierpieli inni a poza tym nie znasz ich! Ani Czystej Gwiazdy!
Moje łzy spadały na pierś kocura. Poczułam pojedyncze krople na grzbiecie. On się nie ruszał, czułam jak jego klatka piersiowa się unosi i opada.
- Nie płacz, nie z łzami mi się kojarzysz a z uśmiechem – powiedział łagodnie.
W końcu z niego zeszłam i usiadłam tyłem do niego, łatwiej mi będzie w ten sposób rozmawiać.
- Kocham cię Słoneczny Deszczu ale musisz zrozumieć, że teraz jestem w pewien sposób ograniczona. Nie wiesz jak bardzo bym chciała rzucić i wypiąć się na to wszystko.
- To czemu tak nie zrobisz? Chociaż jeśli ci Gwiezdni to zlecili, to faktycznie wybór masz nijaki.
- Tutaj nie chodzi o Gwiezdnych, od zawsze w nich wierzyłam i starałam się im nie podpadać, ale nigdy nie byłam im bezwzględnie posłuszna, tutaj jest podobnie, jeśli by chodziło tylko o nich to może bym i się wyłamała ale świadomość, że na moich barkach spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo innych klanów, to nie potrafię. Życia tylu kotów, które mogę ocalić, ta świadomość działa jak lodowata woda w rzece. Rozbudza mnie.
Nie odpowiedział, zaraz jednak poczułam jego ciepło obok siebie, a jego głowa znalazła się na mojej.
- Tak jak mówiłem, nieważne co postąpisz, zawsze będę cię kochał.
Tylko zamruczałam w odpowiedzi i wtuliłam się w niego. Jego długa sierść efektownie mnie ocieplała. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy ale nie miałam się zamiaru ruszać. Przez chwilę to wszystko, co powiedziałam straciło dla mnie sens. Liczył się tylko Słoneczny Deszcz i jego ciepło. Słyszałam jego ciche mruczenie.
Nagle usłyszałam szelest w pobliskich zaroślach. Słoneczny Deszcz także się zaniepokoił, oboje zaczęliśmy węszyć w powietrzu. Poczułam jak niepokój swoimi lodowatymi łapami łapie mnie za kręgosłup. Lis. Gdzieś w pobliżu był lis. Moja sierść się automatycznie najeżyła tak samo u kocura. Czekaliśmy. Minęło kilka uderzeń serca, nim rudzielec się wyłonił z żółtawych zarośli. Był dosyć spory i gotowy do ataku. Wiedziałam co powinnam zrobić. Odepchnęłam kocura ponownie z ogromną siłą i skoczyłam w kierunku drapieżnika. Odskoczyłam tuż przed jego pyskiem w bok i zaczęłam biec w kierunku zbliżonym do Klanu Prawdy. Nie chciałam go tam sprowadzić ale liczyłam, że zgubię go po drodze. Wiedziałam też, że Słoneczny na pewno nie posłucha mojej inicjatywy i pobiegnie za nami zamiast ostrzec klan.
<Słoneczny Deszczu? ;3;>

22 sierpnia 2016

Od Lamparciej C.D Słonecznego Deszczu

Leżałam wtulona w kocura. Jego długa sierść skutecznie ogrzewała moje ciało, cóż moje futerko nie było zbyt długie, ma to plusy i minusy. Tak mi dobrze było w jego towarzystwie, nie wiedzieć czemu ale od momentu, gdy wyznaliśmy sobie uczucie, wszystko stało się prostsze. Moje lekkomyślne odruchy się uspokoiły ale poczucie humoru i chęć figlowania wręcz sięgała zenitu. A właśnie skoro o tym mowa. Spojrzałam, że poza grubym korzeniem, ziemia jest dosyć wilgotna, a gdyby tak…
- Słoneczny Deszczu – zaczęłam łobuzersko, spojrzał na mnie – czy nie masz ostatnio suchej skóry?
- Co a niby czemu… - malutką grudką błota walnęłam go w pyszczek.
Chwilę siedział zaskoczony, ze mordką całą w błocie, na której po chwili zagościł uśmiech.
- O nie, i teraz wszystkie kotki będą ode mnie uciekać! – udawał smutny ton.
- A, co jedna ja ci nie wystarczę? Hę? – zaczęłam go uderzać ogonem udając irytację.
- Niech no pomyślę – zaczęłam go z większą energią bić ogonem – nie, ty jesteś tak zmienna jakbym spotkał się za każdym razem z inną kotką.
Posłałam mu uśmiech i przestałam bić go ogonem, on zaczął czyścić pyszczek z błota. Tak, teraz byłam szczęśliwa. Miłość była pięknym uczuciem.
- Zastanawiam się tak – spojrzał na mnie z w połowie już wyczyszczonym pyszczkiem – czy byś mnie pokochał gdybym dołączyła do Klanu Wilka.
Kocur patrzył na mnie nadal zaskoczony.
- Bo wiesz, każda czynność ma jakąś konsekwencje w przyszłości. Kto wie, może wtedy byśmy się nienawidzili?
- Nie wiem, ale ciekawie by to wyglądało – uśmiechnął się.
- Ja rozszarpująca ci brzuch, tak, to naprawdę ciekawa wizja.
- Ej! Bo zacznę się ciebie bać! – grudką błota upaprał także mój pyszczek – tobie tez zdaje się wyschła skóra!
Zaczęliśmy się śmiać. Leżeliśmy tak w siebie wtuleni jeszcze przez pewien okres czasu. Oboje mrucząc. W końcu musiałam iść aby nie nadwyrężyć swoich pokładów czasu, liderka mogła wrócić wcześniej a wtedy nie byłoby zbyt ciekawie. Nasze pożegnanie było czułe jak zawsze i pobiegłam w kierunku swoich terenów.
~~~ dwa wschody słońca później~~~
- Nic się nie dzieje, na ten moment – powiedziałam wtulona w sierść kocura – Czysta zdaje się nie odszukała Płomiennej Pieśni, to dobrze wróży, choć się częściej uśmiecha to i tak nadal pozostał ten lodowaty wzrok. Wczoraj kogoś zaczepiła za to, że późno wrócił do obozu. Brzmiała groźnie.
- Serio? Z takiego powodu się przyczepiła? – zaśmiał się lekko – jakby tak było u mnie to sporo kotów miałaby kłopoty.
Miał szczęście, Klan Wilka zdawał się być naprawdę porządnym klanem.
- Słoneczny Deszczu? – spojrzał na mnie łagodnie – opowiedziałbyś mi trochę o swoim klanie? Albo o swoim uczniu? Jak was wtedy widziałam, to zdawał się być niezwykle zdolny i sympatyczny.

Słoneczny Deszczu? <:

Od Lamparciej Plamy C.D Słonecznego Deszczu

On mnie kochał? Co, jak to, ale… Nie, nie, nie, nie tak szybko, za szybko, ja sama nie wiem co do niego czuję! A na dodatek w tym momencie, teraz, gdy muszę być czujna i hamować swoje emocje. Usłyszałam kroki za sobą, jeszcze brakowało tego aby ktoś nas zauważył! Spojrzałam na kocur, który uśmiechał w nienaturalny sposób.
- Odejdź stąd – mruknęłam, on spojrzał na mnie zaskoczony, kompletnie stracił rozum! – Odejdź! Idą tutaj!
- Ale… - wyraz jego pyszczka zmienił się momentalnie – czy ty mnie nie kochasz?
Ja sama nie wiem, czemu on nie pojmuje jak teraz strasznie zaryzykował. Odepchnęłam go tak aby wpadł we zarośla, a sama odwróciłam się, podbiegłam do dwóch kotów z klanu i ich zapewniłam, że nikt się tu nie kręci ale zostanę na chwilkę i się upewnię, odeszli. Podeszłam do krzaków, w które zepchnęłam kocura, leżał ze szokiem w oczach, gdy zobaczył mnie natychmiast się podniósł.
- Coś ty sobie myślał? Ty głupi kocurze! Mogli cię wyczuć i zaatakować! – sierść mi się najeżyła.
- Chciałem ci wyznać, co do ciebie czuję, od kilku dni tylko o tobie myślałem – mówił lekko drżącym głosem – ja po prostu kierowałem się uczuciem.
Wzięłam głęboki wdech.
- To uczucie niemal nie kosztowało cię wykrycia. Musisz się hamować!
- Ty mnie nie kochasz, nic nie czujesz?
Cały gniew mnie opuścił a na jego miejscu pojawił się smutek wymieszany ze strachem. Sama nie wiedziałam, co do niego czułam.
- To nie tak – usiadłam i spojrzałam mu prosto w oczy – po prostu mam ważne zadanie i chcę się na nim skupić a…
- Ty tylko o tym!
Wbiłam pazury w ziemię. Słowa zaczęły mi spływać na język jak ślina.
- Muszę o tym akurat, nie chcę doznawać tego uczucia póki nie wykonam zadania, nie waż mi się przerywać! Ono będzie mnie hamować, będę myśleć o tym zamiast o ochronie klanów. Będę się bała o ciebie, że zostaniesz zabity ale najbardziej boję się walki – wzięłam głęboki wdech – łatwiej mi będzie z tobą walczyć jako przyjaciółka niż jako ukochana. Miłość jest przecież tym, że martwisz się o drugą osobę bardziej niż o siebie. A wtedy wszystko by runęło z wielkim hukiem. Nie mam teraz czasu na miłość.
Wstałam i powoli zmierzałam w kierunku Czterech Drzew, spojrzałam ostatni raz na kocura, wzrok miał wbity w podłoże.
- Na jakiś czas musimy zaprzestać naszych spotkań, przykro mi ale ryzyko jest zbyt wielkie – chciałam aby mój głos brzmiał stanowczo – proszę, postaraj się przez te kilka wschodów słońca zapomnieć, sama do ciebie przyjdę.
I odskoczyłam w krzewy.
~~~ dwa wschody słońca później~~~
Siedziałam niedaleko naszego obozu, oglądałam chmury, każda mi do złudzenia przypominała Słoneczny Deszcz, niestety ale muszę się pogodzić z tą myślą, że ja także go kocham. Od tego aby do niego pobiec i mu oświadczyć o tym odpychała świadomość zawalenia tak ważnego zadania. Widok znamienia na ramieniu powstrzymywał mnie od szaleństwa z tęsknoty i poczucia winy. Zraniłam go pewnie swoimi słowami ale inaczej nie mogłam mu tego powiedzieć, nie potrafiłam. Dzisiaj do niego pójdę i sobie szczerze z nim porozmawiam, nie ważne jakby mi wmawiał jak mnie kocha, ja nie mogę mu pokazać odwzajemnienia, bo inaczej już całkowicie straci rozum.

- Jesteś tutaj? Słoneczny Deszczu? – szeptałam, kryjąc się w krzewach niedaleko Piaszczystej Rozpadliny.
Nic, cisza. Postanowiłam zaryzykować i wyjść z ukrycia. Stałam jak najbardziej na widoku, deszcz padał na mnie z całą swoją siłą. Nie mogę za długo tu być, ah, kocurze, proszę daj się teraz ponieść uczuciu i przyleź tu! Zaczekałam jeszcze chwilę i chciałam już odejść, wtedy z krzewów wyłonił się rudy kocur, ze wzrokiem wbitym w błoto. Aż tak go zraniłam? Zaraz jednak podniósł głowę i jego pyszczek wyrażał i radość i zaskoczenie i rozpacz. Podeszłam do niego nieśmiało i spojrzałam mu w oczy.
- Posłuchaj, ja, ja… to nie tak, że nic do ciebie nie czuję – miałam być twarda! – ale, proszę abyś mnie zrozumiał, jeżeli dam się ponieść uczuciu to zaryzykuję życie, moje i twoje – dobra, i tak pewnie się domyślił, ze coś do niego czuję, to po co grać pozory? – miłość ma jednak o wiele potężniejszą moc niż rozum.
Liznęłam kota w policzek i zamruczałam, wtulając się w jego gęstą, przemoczoną sierść.
- Kocham cię głupku – wymruczałam.
Słoneczny Deszczu? :3

21 sierpnia 2016

Od Lamparciej Plamy C.D Słonecznego Deszczu

Wróciłam do obozu z dwoma upolowanymi nornicami. Nikt mnie nie zaczepiał, wiec od razu jak poczułam ciepło legowiska wojowników, ułożyłam się wygodnie i poczekałam aż usnę. Obudziłam się z samego rana, najwcześniej ze wszystkich, no tak przynajmniej myślałam póki nie wyszłam i nie napotkałam Czystej Gwiazdy wpatrzoną gdzieś daleko. Zachowałam się naturalnie, bo dziwne by było jakbym się skradała. Spróbowałam nawet nawiązać z nią jako taki kontakt, chociaż to zdawało się niezwykle trudne, bo spoglądała chłodno na wszystko i wszystkich.
- Dzień dobry Czysta Gwiazdo! – przywitałam się ze naturalnym uśmiechem, usiadłam niedaleko niej – dzisiaj też się zapowiada dosyć paskudna pogoda nieprawdaż?
Ona jedynie coś tam odchrząknęła na wzór „tak”. Rany, czy ona kiedykolwiek jest uśmiechnięta, chyba tylko wtedy jak ma nowych członków ewentualnie… jak kogoś zabija. Nie! Nie wolno mi tak myśleć, nawet jeśli ma zamiar zabić wszystkich liderów, zastępców. Jej wizja zdawała się być szalona i niewykonalna ale ona zdawać się w to wierzyła całą sobą, a wiara czyni cuda. Nie! Halo! Przecież ja i jeszcze zapewne inni Strażnicy mamy ją powstrzymać ale jak my to zrobimy? I jeszcze są Wybrańcy! A ja nie znam tożsamości żadnego z nich. Bardzo chciałabym się dowiedzieć kim oni są, ale wtedy skupiłabym się na ochronie Ich a nie klanów. Cóż, teraz raczej ostrzegłam jeden klan a pozostały jeszcze trzy! Przecież oprócz mnie i Oślinionego Futra musi być ktoś jeszcze, na pewno. Świta mi coś, kto może mieć jakiś związek ze strażnikowaniem, ewentualnie ochroną klanów.
- Czy mogę się ciebie o coś spytać? – kocica spojrzała na mnie i kiwnęła – bo raz mi się obiło o uszy, coś o jakiejś zdradzie, ale nie wiem dokładnie. W sumie to jestem w twoim klanie krótko, ale czy mogłabyś mi więcej o tym powiedzieć?
Kotka intensywnie myślała, w końcu jednak wypuściła powietrze z płuc i spojrzała na mnie lodowato, ponownie.
- Płomienna Pieśń zdradził nas, aktualnie przebywa na terytorium Klanu Klifu, każdy kto go spotka może zabić ewentualnie przyprowadzić do mnie.
- Rozumiem – szczerze? Z tych dwóch opcji bym wolała być zabita przez jakiegoś innego członka, bo Czysta Gwiazda jak słychać jest bardzo surowa jeśli chodzi o Kodeks, a zdrajca to pewnie dla nic więcej jak Wronie Jedzenie – dziękuję, teraz pozwolisz, że pójdę się przejść, może coś nawet upoluję.
Odeszłam od niej i weszłam w krzewy. Jak chce to niech idzie za mną nawet, ja nie mam zamiaru już teraz iść do Słonecznego Deszczu, nie teraz.

- W szeregach klanu znalazł się zdrajca i ona ewidentnie chce się go pozbyć a w jaki sposób, to jest jej to obojętne. Z naszego punktu widzenia niekoniecznie musi być to zdrajca, może okazać się pomocny – widziałam jak rudy kocur słucha nie zważając na przemoknięte futro czy ubłocone łapy – problem w tym, że ukrył się na terytorium Klanu Klifu.
Kocur się zamyślił.
- Cóż dla mnie też to nie jest dobra wiadomość, nie mamy dobrych stosunków z tym klanem ale to z ich winy – powiedział ze lekką złością.
Westchnęłam.
- Czyli póki, co jestem w martwym punkcie. Nie chce się bardzo interesować tą sprawą, bo Czysta Gwiazda może zacząć coś podejrzewać, a ona nie wygląda na naiwną. Zaraz będę musiała iść, dlatego odsuńmy ten temat na bok – wtuliłam się mocniej w kocura – nie mogłam się doczekać naszego spotkania!
- Ja także – także się przytulił.
- Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem jak i zauważyłam mentorem – odsunęłam się od niego i spojrzałam przyjaźnie – twój uczeń ma szczęście, że trafił na takiego kota jak ty.
- Nie schlebiaj mi aż tak bardzo – powiedział lekko zawstydzony.
Zaraz jednak uśmiech mi zszedł z pyszczka. Muszę już iść, ja nie chcę! Tak bardzo chciałabym posiedzieć jeszcze ze Słonecznym Deszczem, w jego obecności czułam się bezpiecznie i smutki znikały. Wstałam.
- Muszę już iść, nie zobaczymy się przez kilka wschodów słońca a może i księżyców , postaraj się w tym czasie aby twój klan nie zapuszczał się do Czterech Drzew.
- Ale czemu miałby to robić i czemu tak długo się nie zobaczymy? – spytał zmartwiony.
- Postaraj się o to! Nie zniosłabym myśli, że miałabym walczyć z kimkolwiek z Klanu Wilka lub… tobą a wtedy wszystko by runęło! Chcę nabyć zaufanie klanu oraz nie mogę tak ryzykować, bo jeśli by się dowiedziała lub nawet zaczęła by domyślać to mój los byłby przesądzony.
Kocur wbił pazury w glebę i najeżył się. Podeszłam do niego i liznęłam w policzek, lekko mrucząc.
- Nie martw się, nie dam się od tak zabić jakiejś kotce, nawet jeśli jest liderką. A teraz muszę już iść, żegnaj!
Spojrzałam ostatni raz na siedzącego kocura i pobiegłam w kierunku swoich terenów. Czułam ciepło ale i tęsknotę za tym opuszczającym mnie uczuciem. Czyżbym coś do niego czuła? To byłby najgorszy moment!

Słoneczny Deszczu?

Od Lamparciej Plamy CD Czystej Gwiazdy

Klan Prawdy a na jego czele Czysta Gwiazda, to już źle wróżyło. Usiadłam gdzieś w mało widocznym miejscu, zaczęłam się zastanawiać. Liderka nie wyglądała na taką, którą łatwo oszukać czy zdobyć zaufanie. Niedobrze, w co ja się właściwie wmieszałam? Pozostając samotniczką mogłam chodzić gdzie chciałam, robić co chciałam. A jako członkini klanu? Musiałam się podporządkować Kodeksowi, który porzuciłam, przestrzegać prawa liderki i tak dalej. Chociaż czy Gwiezdni nie prosili mnie o to aby ostrzec pozostałe klany przed tym piątym? Czy to oznaczało, że tutaj nie muszę być lojalna i posłuszna? Spojrzałam na Czystą Gwiazdę, która prawdopodobnie zmierzała do swojego legowiska. Ona wydawała się być… straszna, gotowa przelać krew, nawet moją, samotnika, który początkowo odmówił jej, a nie należał do żadnego z klanów. Jedynym pocieszającym punktem tej sytuacji było to, że do tego samego klanu należał Oślinione Futro, będę musiała z nim porozmawiać i spytać czy w ogóle jest świadom swojej funkcji. Spojrzałam na swoje znamię, przecinała je lekko jeszcze krwawiąca szrama, bólu prawie w ogóle nie odczuwałam. Ciekawe czy nadal jest widoczne. Wracając do rozmowy ze kocurem, na razie będę musiała ją odłożyć, widziałam ukradkiem jak kocica go obserwuje, czyżby się domyśliła? Nie, gdyby dostrzegła jej znamię, zapewne by od razu stwierdziła kim jest, chociaż, to mogła być pułapka prawda? Bardzo chciałam się dzisiaj spotkać ze Słonecznym Deszczem, o wszystkim mu opowiedzieć. Podniosłam się i skierowałam się w pobliskie krzewy. Poczułam wtedy obok siebie obecność jakiegoś kota, a dokładniej Czystej Gwiazdy.
- Już gdzieś idziesz? Dopiero co dołączyłaś – stwierdziła swoim lodowatym głosem, usłyszałam w nim podejrzliwość. W ogóle mi nie ufała.
- Pomyślałam, że udam się na polowanie, tak na dobry start. W końcu swoje pierwsze wrażenie spaprałam, to może chociaż postaram się być użyteczna – uśmiechnęłam się.
Kocica jedynie zmierzyła mnie swoimi złotymi ślepiami i odeszła. Chyba mogę to uznać za tak. Spokojnie opuściłam Cztery Drzewa i chciałam się skierować na teren Klanu Wilka ale wtedy poczułam dreszcz na grzbiecie. A, co jeśli czarna kotka mnie śledzi? Obejrzałam się wkoło. Nie, nie wolno mi ryzykować. Zmieniłam kierunek i zaczęłam węszyć w poszukiwaniu zdobyczy. Przykro mi Słoneczny Deszczu, dzisiaj się nie spotkamy i przez kolejne wschody słońca. Muszę najpierw zdobyć zaufanie swojej nowej liderki.
~~~~kilka wschodów słońca później~~~~
- Wybierasz się na polowanie? W taką pogodę? – spojrzała na mnie Śnieżne Serce ze zdziwieniem – przecież deszcz pada tak intensywnie, że momentalnie będziesz wyglądać jakbyś wpadła do rzeki.
- No wiem, ale ja nie lubię siedzieć w jednym miejscu a poza tym już nie raz polowałam w gorszą pogodę, a tak naprawdę klanowi się przyda kilka zdobyczy.
Kotka zrezygnowała z dalszego przepytywania i zajęła się swoimi sprawami. Nastała Pora Opadających Liści, więc pogoda z reguły jest bardziej deszczowa i mniej sprzyjająca. Wyszłam z ciepłego legowiska wojowników, zaraz poczułam na ciele tysiące kropel uderzających ze wściekłością o moje ciało. Po wyjściu z obozu i znacznym oddaleniu się powolnym krokiem skierowałam się na tereny Klanu Wilka. Sprzyjała mi pogoda, bo deszcz zmywał zapachy, ale za to na podłożu zostawiałam odciski. Dobra, raczej nikt nie będzie za mną szedł. Nie powinnam być taka bezmyślna i nie ponosić się uczuciem ale bardzo chciałam porozmawiać ze Słonecznym Deszczem. Dosyć szybko doszłam do Piaszczystej Rozpadliny. Zeszłam we krzewy i chciałam wyjść aby powitać Słoneczny Deszcz, ale był ze swoim uczniem. Nie mogę się pokazać, poczekam aż skończą trening, bo to chyba właśnie robili, trenowali. Przyglądałam się temu z zainteresowaniem. Nie miałam wiele czasu ale wolałam poczekać na odpowiedni moment.


- Słoneczny Deszczu, tutaj! – wyszłam do niego, gdy się upewniłam, że nie ma z nim jego ucznia.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Co ty tutaj robisz? Zwłaszcza o takiej porze? – jego głos zaraz stał się jedna surowszy – I w ogóle czemu pojawiasz się tutaj jakby nigdy nic po kilkudniowej nieobecności?
Spojrzałam na niego ze nieśmiałym uśmiechem.
- Posłuchaj, mam niewiele czasu, wiesz mi ryzykuję bardziej od ciebie tym, że tu przyszłam – chciał mi przerwać ale ja chciałam jak najszybciej mu przekazać informacje - istnieje piąty klan, Klan Prawdy a jego liderką jest Czysta Gwiazda, jednak nie mów nic swojemu liderowi, Czysta Gwiazda zdaje się być naprawdę niebezpieczna, nie boi się zabijać.
Wszystko powiedziałam na jednym tchu i wzięłam głęboki wdech.
- Ale czemu… - zaczął ale gwałtownie mu przerwałam, nie czekając co ma na myśli.
- Ja należę do Klanu Prawdy, dlatego nie mogę się często spotykać i zaraz będę musiała iść, chciałam ci jednak to powiedzieć – posłałam mu uśmiech i dotknęłam nosem jego policzka – nie musisz rozumieć mojego postępowania ale możesz być pewny, że nie robię tego ze złym zamiarem.

Słoneczny Deszczu?

16 sierpnia 2016

Od Lamparciej Plamy C.D Słonecznego Deszczu

Srebrna Skóra błyszczała jak nigdy dotąd, kotka odnosiła wrażenie, że nie było ani jednej ciemnej pustki między gwiazdami. To było coś niesamowitego do tego nie widziała tego wszystkiego sama tylko w towarzystwie Słonecznego Deszczu, w głębi duszy się cieszy, że to właśnie z nim to wszystko ogląda. Spojrzała na niego. Rudy kocur zdawał się także być gdzieś daleko myślami. Delikatnie go szturchnęła, natychmiast się ocknął i spojrzał na nią.
- Pięknie tutaj – cichutko zamruczała - każda gwiazda lśni na swój sposób.
- Tak – w jego głosie także usłyszała podziw.
- Wszyscy widzimy gwiazdy w ten sam sposób, ja, ty, koty z pozostałych klanów, Pieszczochy. Mam właściwie jeszcze jeden powód dla, którego nie dołączyłam do klanu, wzorując się na Kodeksie Wojownika każdy kot powinien być bezwzględnie lojalny klanowi, w tym liderowi, a co jeśli on postępuje niezgodnie? I tak trzeba być mu oddanym, póki nie straci wszystkich 9 żyć albo nie umrze ze starości.
- Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ty potrafi tak dogłębnie analizować – stwierdził łagodnie ze nutą złośliwości.
Uśmiechnęła się.
- No widzisz, pod tą wiecznie uśmianą buźką znajduję się trochę rozumu – musnęła nosem jego policzek.
Kocur odwzajemnił ten gest. Siedzieli tak przez chwilę. Lamparcia Plama poczuła jak przyjemne ciepło napełnia ją od środka. Zrozumiała, że w ciągu dwóch wschodów słońca zyskała kogoś więcej niż nowego znajomego, zyskała przyjaciela, w końcu powiedziała mu o swoim dosyć dziwnym śnie a on się jej odwdzięczył i także opowiedział co przeżył podczas snu. Tak, ona i Słoneczny Deszcz stworzyli między sobą silną więź, pytanie tylko czy Gwiezdni nie zadecydują jej zerwać, w końcu jej głównym zadaniem jest ochraniać Wybrańców i ostrzec klany, chociaż jest jeszcze jakiś kot o imieniu Oślinione Futro, miała nadzieję, że on także uczynił jakieś kroki w celu wykonania zadań. Ona jakby nie patrzeć ostrzegła Klan Wilka, no wiem o tym tylko jeden kocur ale jak będzie potrzeba to cętkowana wierzy, że Słoneczny Deszcz odpowiednio wykorzysta tą informację.
- Znowuś się zacięła – stwierdził ze nieśmiałym uśmiechem – myślałaś o swoim śnie?
- Co? Trochę ale bardziej nad tym, że zyskałam przyjaciela.
Na pyszczku kocura malował się uśmiech, kotka go odwzajemniła.
- Ciekawe jaki on jest?
- Cóż, jest zabawny i momentami głupi i wiem, że może popaść w niezłe tarapaty jeśli nie wróci – wystawiła język.
- No tak, niestety ale twój przyjaciel musi już iść, bo czekają na niego tłumy zazdrosnych kotek – podniósł i zrobił uwodzicielską minę – twój przyjaciel żegna się z tobą i znika.
Posłała mu uśmiech, a gdy zniknął wygodniej się ułożyła ze wzrokiem zwróconym na gwiazdy.
***
Znajdowała się w okolicy Czterech Drzew. Prawdopodobnie nie minęło nawet połowa dnia. Ale chmury tak gęsto napłynęły, że Słońca widać nie było. Kotka przedzierała się przez krzewy, chciała zapolować i przynieść coś Słonecznemu Deszczowi, albo raczej Klanowi Wilka, bo nie wydaje się jej aby zjadł przy niej to, i tak chciała mu coś przynieść. Dzisiaj szczęście jednak jej nie dopisywało bo cała zwierzyna jakby się pochowała na wieść, że ma tędy przechodzić Lamparcia Plama. Ujrzała przed sobą cztery dęby i zaraz poczuła zapach wielu kotów. Coś jej tu nie pasowało, przecież to miejsce neutralne, ewentualnie samotników ale chyba aż tylu ich nie ma. Zaczęła stawiać kroki ostrożniej, rozglądając się na wszystkie możliwe strony. Czuła narastający niepokój aż do momentu, gdy się wyłoniła przed nią czarna kotka o złotych ślepiach. Wygląda tak jak ze snu Słonecznego Deszczu! Chociaż… on nic nie wspominał o bliznach. Obca przeszywała ją swoimi złotymi ślepiami, powodując u niej pewnego rodzaju lęk. Zaraz on jednak wymieszał się ze ekscytacją wywołany tym, że poznała nowego kota. Zawsze coś pozostanie z kociaka, w jej przypadku, ekscytacja.
- Witaj? – Lamparcia zaczęła niepewnie ale ze małym uśmieszkiem na pyszczku.
- Należysz do któregoś z klanów? – zapytała od razu, jej głos był niemalże pusty i zimny ale cętkowana się nie zraziła tak szybko, no zaskoczyła ją tym, że bez przywitania od razu przechodzi do konkretnych pytania.
- Nie, należę do szanownej grupy jednokociej, zwanej „Samotnicy” – odparła ze uśmiechem, ale ona miała ten sam niezmieniony wyraz pyszczka.
Sztywna taka trochę, albo połknęła sporą gałąź albo nie ma za grosz poczucia humoru, i w sumie cętkowana kotka bardziej wierzy we drugą opcję.
- A nie chciałabyś dołączyć do Klanu Prawdy? – Lamparcia się wzdrygnęła na te słowa.
Czyli to jednak prawda? Naprawdę istnieje piąty klan! Musi o tym dzisiaj powiedzieć Słonecznemu! Spojrzała radośnie na kotkę.
- Ciekawa oferta nie powiem, pewnie bym skorzystała ale życie stadne, kodeksy, nie to nie dla mnie. Wolę kroczyć własnymi ścieżkami.
Już się odwróciła by odejść ale usłyszała jeszcze chłodniejszy ton kotki:
- Błąd – wysyczała.
Beżowa się odwróciła i zobaczyła jak nieznajoma biegnie wprost na nią. Szybka jest, nawet bardzo. Lamparcia Plama natychmiast odskoczyła. To nie jest walka jak ze Słonecznym Deszczem, ona naprawdę może ją zabić. To nie zmienia i tak postanowienia samotniczki, że nie krzywdzi wojowników z klanów, nawet jeśli TEN klan ma ZNISZCZYĆ pozostałe. Nie wysuwała nawet pazurów, tylko robiła zgrabne uniki. Ta śmieszna imitacja walki trwała do momentu, póki napastniczka nie zaprzestała zirytowana, w tym czasie, raz, dosyć mocno zahaczyła pazurem o ramię, na którym miała znamię, na jego miejsce pojawiła się szrama.
- Czemu w ogóle nie atakujesz? To nie jest walka godna wojownika.
- Nie mam ochoty ciebie ranić tylko za to, że nie potrafisz przyjąć odmowy, skoro nie jest godna to czemu by jej nie zakończyć?
Kocica chciała kontynuować atak ale w pól kroku się zatrzymała. Wtedy także Lamparcia coś sobie uświadomiła. Ma ochraniać inne klany przed Klanem Prawdy. A jak może to robić nie inaczej niż przez należenie do niego i o wszystkim informować Słoneczny Deszcz! Co, prawda w ten sposób tylko będzie ochraniać Klan Wilka ale z czasem znajdzie się sposób na inne klany. Czyli teraz musi się dać jej pokonać. Czekała na ruch przeciwniczki, nim się zorientowała złotooka błyskawicznie się przy niej znalazła i przyciskała do podłoża. Dobra, teraz albo nigdy!
- Ej, ej, zmieniłam zdanie! – miauknęłam.
Kotka nieważne jak bardzo by chciała to ukryć, zauważyłam w niej nutę zaskoczenia.
- Słuchaj, to była decyzja na szybko, ale jeśli Klan Prawdy ma więcej takich świetnych wojowników, to czemu by nie spróbować nowego życia?
Czysta Gwiazdo?

13 sierpnia 2016

Od Lamparciej Plamy C.D Słonecznego Deszczu

Cętkowana kotka oddaliła się od terytorium Klanu Wilka cały czas myśląc o jutrzejszym spotkaniu z rudym kocurem. Od początku uważała go za sympatycznego i niecierpliwego osobnika ale nie podejrzewała, że będzie aż takim dowcipnisiem. Przyjemnie się czuła ze świadomością odnalezienia bratniej duszy, której nie przeszkadzają momentami absurdalne przezwiska ani niedojrzała radość w jej turkusowych ślepiach. Zamruczała cicho z zadowolenia. Taaak, Słoneczny Deszcz to ktoś kogo potrzebowała i potrzebuje, kogoś kto szanuje jej samotniczy tryb życia i akceptuje poczucie humoru. Nad nią pewnie rozpościerała się Srebrna Skóra, Księżyc także już powoli się wznosił. Musiała znaleźć jakieś odpowiednie schronienie na noc, w końcu nie wiadomo czy nie spadnie deszcz. Wiedziała, że jest niedaleko Sowiego Drzewa ale nie na terenie Klanu Nocy. Mogłaby pójść tam gdzie przespała ostatnią noc ale wolała nie ryzykować, a po za tym, szczęście mogło by się od niej odwrócić i napotkałaby patrol Klanu Nocy a znajomość ze Słonecznym Deszczem na ten moment jej starczy. Z wiru myśli wyrwała ją czarna dziura, w którą mało nie wpadła, unosił się stary zapach lisa. W tym momencie powinna uciec ale jako już miałam jako takie doświadczenie to wiedziała, że te stworzenia bardzo rzadko wracały do swoich starych nor. Mogła być już jednak na terytorium Klanu Nocy, chociaż zapach lisa doskonale maskował zapach kotów. Rozejrzała się, upewniona wcisnęła się do nory, która nie okazała się aż tak bardzo ciasna. Ułożyła się wygodnie, położyła głowę na łapach i z widokiem na Srebrną Skórę powoli zapadała w sen.
~~~~*~~~~
Siedziała na łące, wiatr targał jej krótkim futerkiem, na Srebrnej Skórze wciąż znajdował się księżyc a wokół niego, gwiazdy. Panowała grobowa ale zarazem piękna cisza. Nagle usłyszała głos, a raczej głosy, które zlewały się w jedną treść:
- Tylko wy możecie ostrzec wszystkie Klany przed Klanem Prawdy! Tylko wy możecie pomóc wybranym! Oślinione Futro i…
~~~~*~~~~
Lamparcia Plama obudziła się pod wpływem delikatnego bólu, którego centrum znajdowało się na prawym ramieniu. Dostrzegła pręgę o kształcie zbliżonym do gwiazdy, zdawało się jej, że przez chwilę błyszczało nieśmiało srebrnym światłem. Wyjrzała ze nory, dostrzegła, że na Srebrnej Skórze pojawiały się coraz intensywniejsze odcienie różu i koloru zbliżonego do barwy futra Słonecznego Deszczu. Kotka się uśmiechnęła, nawet wschód Słońca kojarzy się jej ze nowo poznanym kocurem. Nie odczuwała już zmęczenia a bardziej szok wywołany nietypowym snem. Zwykle nie śniła o niczym godnym uwagi ale to? To zdawała się być jakaś wizja od Gwiezdnego Klanu! Ekscytacja szybko została zastąpiona przez irytację a nawet lęk. Ona przecież nie chce się mieszać we sprawy między klanami! Chciała zachować względną neutralność i nie napataczać się innym pod pazury, nie chciała obierać stron konfliktów, miała swoje własne zasady, których pilnie przestrzegała! Nie polować na terenach klanów, nie atakować ich członków i tak dalej, ale teraz? Wszystkie jej zasady i postanowienia rozprysnęły się niczym krople deszczu o ziemię! Zrezygnowana wyszła ze nory, usiadła przed nią i rozpoczęła swoją poranną pielęgnację. Powinna czuć się zaszczycona, bo przecież sam Gwiezdny Klan do niej przemówił. Powoli opadały pierwsze wrażenia i na ich miejsce zaczęły się wkradać pytania. Kim jest Oślinione Futro? Czy istnieje piąty klan, Klan Prawdy, a jeśli tak to gdzie on leży i czemu jest aż tak wielkim zagrożeniem? Kim są Wybrańcy? Czemu Gwiezdni wybrali akurat ją? Zaprzestała mycia i spojrzała błagalnie na coraz mniej widoczne gwiazdy, w jej oczach odbijało się zmartwienie i kocięca bezradność.
***
Powoli wieczór opatulał całą krainę. Lamparcia Plama zmierzała na miejsce spotkania. Nie była to ta sama pora, o której spotkała się ze rudym kocurem wczoraj. Wiedziała, że ma ucznia i zapewne był zajęty jego szkoleniem, a nie chciałaby się z nim spotkać, bo rudy kocur mógłby stracić w jego oczach. Nie, lepiej nie ryzykować i przeczekać. W ciągu dnia rozmyślała nad snem i nad tym, co powinna zrobić. Zdecydowała, że podpyta troszkę swojego nowego kolegę, może on będzie jej potrafił pomóc. Ujrzała przed sobą Piaszczystą Rozpadlinę, ostrożnie i bez zbędnego hałasu zeszła do umówionego miejsca. Nie usiadła jednak na kamieniu lecz siedziała we pobliskich wyschniętych zaroślach, tutaj akurat jej futerko idealnie się sprawdzało jako kamuflaż. Siedziała i wysłuchiwała umówionego sygnału. Nie wiedziała jak długo czekała ale usłyszała coś na wzór kukułki, z zarośli przed nią wynurzył się rudy kocur. Ucieszona wybiegła ze krzaków i stanęła naprzeciwko niego. Dostrzegła na jego pyszczku uśmiech, starła się go odwzajemnić nie dając poznać po sobie, że dzisiaj jej humor średnio dopisywał.
- Cześć Słoneczny Deszczu! – miauknęła radośnie i ostrożnie podeszła aby dotknąć jego nosa swoim.
Kocur niezwykle się zdziwił jej gestem ale nie sprzeciwiał się.
- Cześć Lamparcia Plamo – odsunęła swój nos od jego – co taka czuła się zrobiłaś? Czyżbyś tęskniła za swoją Słoneczną Gwiazdą?
Kotka się uśmiechnęła i lekko zawstydziła ale zaraz na język powróciła dowcipność.
- A, co, silny i puchaty kocur nie tęsknił za swoją damą o lodowatym spojrzeniu? – zmrużyła groźnie oczy, choć w rzeczywistości wyglądała jakby się za mocno skupiła.
Kocur się zaśmiał, a cętkowana dołączyła do niego. Zaraz się jednak uspokoili i oboje teraz się delikatnie uśmiechali.
- Nie mogłam się doczekać naszego spotkania – chciała się już go zapytać ale zrezygnowała z tego, niech nie będzie taka samolubna - a jak ci minął dzień? Miałeś dużo pracy?
- Cóż, kontynuowałem naukę mojego ucznia, brałem udział we patrolach… - kotka się wyłączyła, odruchowo zaczęła rozmyślać o tym co się jej przyśniło. Kompletnie przestała słuchać kocura i skupiła się na słowach Gwiezdnych – a wtedy… emm Lamparcia Plamo?
Szturchnął ją łapą a ta natychmiast się ocknęła.
- Co? O co chodzi? – zapytała niewinnie się uśmiechając.
- Jak by to ująć, podczas moich niezwykle ciekawych wywodów o tym, co dzisiaj robiłem, siedziałaś nieruchomo wgapiona w jakiś oddalony punkt i się zacięłaś. Coś cię dręczy?
- No, bo… - poczuła, że nie chce go o to pytać, przecież powiedziała, że sprawy klanów jej nie interesują, co on sobie o niej pomyśli? – a nic ważnego.
- Powiedz, chcę wiedzieć co powoduje u tak dowcipnego kota jak ty, takie zamglone oczy i zmartwiony wyraz pyszczka – podszedł bliżej i patrzył wprost w jej oczy.
Czy aż tak dawała po sobie poznać co odczuwała? Sądziła, że delikatny uśmiech idealnie ją zamaskuje, chociaż ile można się uśmiechać jak jakiś niedorozwinięty kot. Spróbuje go spytać o rzecz najmniej podejrzaną, przynajmniej dla niej.
- Jesteś tu od dawna tak?
- Od urodzenia – odparł widocznie ucieszony tym, że kotka się zdecydowała przed nim otworzyć.
- Wiedziałam, że są cztery klany ale może ja o czymś nie wiem, czy kiedykolwiek słyszałeś o Klanie Prawdy? A jeśli tak, to gdzie mniej więcej on leży? – spojrzała na niego najpoważniej jak potrafiła.

Słoneczny Deszczu? :3

11 sierpnia 2016

Od Lamparciej Plamy

Słońce radośnie oświetlało całą polanę. Młoda kotka we prążki wyszła ze Siedliska Koni, przeciągnęła się leniwie. Swoimi turkusowymi oczami obiegła całą okolicę wdychając zapach trawy i obcego klanu. Tak przenocowała na terytorium jednego z nich, ale tylko ze względu na względne poczucie bezpieczeństwa, wolałaby aby znaleźli ją wojownicy niż inni samotnicy, bo oni nie mogli by postąpić zbyt honorowo. Nie polowała jednak na jego terenie, bo po prostu nie chciała odbierać im zwierzyny. Pobiegła w kierunku Kładki, którą tu przybyła, bacznie nasłuchując czy gdzieś nie słychać innych kotów. Bez problemu wydostała się ze wrogich terenów, skierowała się w kierunku Piaszczystej Rozpadliny, doskonale zdając sobie sprawę, że balansuje między granicy dwóch klanów, nie wiedziała czy są w sojuszu czy też nie. Jako samotniczka dbała tylko o swój interes chociaż nie potrafiła polować na ich terenach. Po co więc tam zmierzała? Sama nie wiedziała czy ze czystej ciekawości, chęci nabicia guza a może pragnienie poznania nowych kotów. Nikogo szczerze nie poznała a od samotności można popaść we szaleństwo! Czując już inny zapach stała się bardziej ostrożna i czujna. Kiedy już faktycznie znajdowała się w Piaszczystej Rozpadlinie, usiadła na jakimś kamieniu. Oczywiście na takim aby nie rzucała się zbytnio w oczy, chociaż czy z jej umaszczeniem jest to możliwe? Zlekceważyła palącą się w jej głowie lampkę ostrzegawczą i dalej leżała jakby nigdy nic. Cieszyłaby się jakby jakiś kot się tu zjawił, nieważne czy chciałby ją od razu zabić czy powalczyć chwilę i dopiero potem zabić. Jeśli przyjdzie jakiś patrol też narzekać nie będzie, im więcej tym weselej. Nie obraziłaby się jakby JUŻ teraz ktoś raczył by się zjawić. Rozciągnęła się leniwie na kamieniu i wtedy jakby na jej życzenie wyczuła woń obcego kota a zaraz go dostrzegła. Rudy, młody kocu ze białymi miejscami, spotkała jego zielone ślepia spoglądające na nią wrogo. Oho… zaraz zacznie się robić zabawnie.
Kocur najeżył się i z wysuniętymi pazurami czekał na jej ruch. Ona się leniwie zsunęła ze kamienia i gdy przyjęła bojowo podobną pozę on na nią ruszył. Kiedy był wystarczająco blisko uskoczyła w bok. On ponownie zaczął na nią biec a cętkowana kotka odskoczyła jeszcze dalej. Rudy wojownik się zirytował.
- Czemu nie atakujesz? – wysyczał ciągle gotowy do walki.
On jedynie lekko się uśmiechnęła.
- Nie mam powodu aby się z tobą bić. A bez sensu abyś ty także tępił swoje pazurki na mnie.
- Owszem ja mam powód, wtargnęłaś na terytorium mojego klanu, a nie należysz do niego! – i skoczył na mnie.
No dobra, skoro tak bardzo chce się bić to niech mu będzie. Beżowa kotka jednak nie wysunęła pazurów, bo kocurek zdawał się jej na pewien sposób uroczy. Taki niecierpliwy! Nie chciała go ranić a sama jakoś uniknie jego ciosów. Kocur był już blisko i chciał na nią skoczyć, lecz Lamparcia Plama była szybsza i wskoczyła mu na grzbiet. Oczywiście bez wbitych pazurów było niemożliwe utrzymać równowagę. Zrzucił ją i błyskawicznie do niej doskoczył i przycisnął do podłoża. Ona mimo to zachowała spokój a w jej oczach malowała się radość.
- Czemu w ogóle się nie bronisz? – syknął z wyrzutem.
- A po, co mam się bronić i ciebie ranić? Podejrzewam, że twoje umiejętności bardziej się przydadzą klanowi podczas starcia z innym lub agresywniejszymi samotnikami, wiedz ja zagrożeniem nie jestem – powiedziała pewnie i zauważywszy przez mgłę agresji w jego oczach zainteresowanie kontynuowała – słuchaj no, może nie należę do klanu ale mam swoje własne zasady a do nich zaliczają się dwie, które powinny cię interesować, czyli: nie poluj na terenach klanów i nie atakuj ich wojowników. Oczywiście możesz mi nie wierzyć i mnie poranić ale, co to za satysfakcja z walki ze pokojowym kotem nie?
Słoneczny Deszczu?