BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 sierpnia 2026

Od Fląderki CD. Wesołej Łapy

Fląderka wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w Wesołą Łapę, nieco speszona jej nagłym słowotokiem, jak i również odrobinę przytłoczona jej zaraźliwą radością. Córka Zmierzchającej Fali była pierwszym, tak, pierwszym, kotem, który jawnie cieszył się z ciąży odrzutka. Większość kotów szeptała po kątach, obrzucając nieprzychylnym spojrzeniem Fląderkę i próbowała określić tożsamość ojca kociąt, nie wiedzieć czemu zakładając z góry, że jest nim Konwaliowa Mielizna.
— P-pomału, Wesoła Łapo — miauknęła, siląc się na słaby uśmiech. — Jeszcze do mnie to nie dotarło, że zostanę mamą. To wszystko jest... dziwne...
Wesoła Łapa oparła się przednimi łapkami o posłanie Fląderki, nachylając się w jej stronę.
— To nie jest dziwne! To jest powód do radości! Kociarnię wypełni śmiech i tupot małych łapek. A ja będę się z nimi bawić! Obiecuję! Tą kulką mchu! A jak ją zepsują, to przyniosę im inną! Z kociętami Łezki również będę się bawić, żeby im smutno nie było!
Fląderka nie była pewna, czy koteczce uda się spełnić składaną obietnicę. Nie miałaby nic przeciwko temu, aby Rzekotka bawiła się z jej kociętami, ale nie była pewna, czy Zmierzchająca Fala nie będzie miał nic przeciwko temu. Nie chciała, aby relacja kotki między ojcem uległa pogorszeniu z jej powodu.
— Będziesz się mogła bawić z nimi, kiedy tylko chcesz, jak już się urodzą. Ale musisz obiecać, że nie będziesz się z ich powodu rozpraszać i zaniedbywać trening, dobrze? — Uśmiechnęła się. Wesoła Łapa była przecież uczennicą księcia, więc musiała szybko się mianować, aby nie rozczarować zarówno swego mentora, jak i lidera. Ale może właśnie tego Fląderka potrzebowała w tym momencie? Kota, który cieszył się z istnienia czwórki kociąt, których matką był odrzutek? — Dzisiaj ćwiczyłaś wspinaczkę na drzewa, tak? — spytała, na co Wesoła Łapa energicznie pokiwała głową. — Ja nigdy się nie wspinałam. Nie próbowałam, bo tego nie potrzebowałam jako odrzutek. Jakie to uczucie?

~~~

Gdyby Fląderka miała dokładniejszą wiedzę na temat przebiegu porodu, nigdy przenigdy nie pisałaby się na kocięta.
Pierwsze skurcze zaczęły się tuż po wschodzie słońca, dokładnie dzień po ślubie Urodziwego Szafirka i Przypalonego Kasztana. Odrzutek nie potrafił znaleźć sobie miejsca, kręcąc się niespokojne wokół swojego posłania. Wchodziła na nie, by po chwili ponownie stanąć na twardym podłożu. Bijący chłód od ziemi pomagał jej poradzić sobie z nasilającym się bólem, jednak koniec końców musiała użyć patyka do odwrócenia uwagi od bólu, na którym zacisnęła swoje zęby.
Gąbczasta Perła powiedziała jej, że każdy poród wygląda inaczej, a jego czas w głównej mierze będzie zależał od tego, czy jest to pierwszy, czy któryś z kolei poród kocicy, od jej wieku, jak i od ilości oraz wielkości kociąt, których się spodziewa. A czekoladowa szylkretka przecież spodziewała się czwórki kociąt, najprawdopodobniej normalnej wielkości, jednak miała wrażenie, że jej poród trwał nie dzień, nie kwadrę, a wieczność. Do jej ucha docierały z opóźnieniem głosy medyków, jak i piastuna.
Pierwsze kocię, które pojawiało się na świecie, było malutką koteczką o biało-rudawym zabarwieniu futerka. Jej końcówki rudych uszu były pokryte delikatnym meszkiem, który w przyszłości zamieni się w pełnoprawne pędzelki. Właśnie uszy, posiadała ich komplet. Z tego, co udało się Fląderce zaobserwować, nim kolejny skurcz dał o sobie znać, niczego nie brakowało jej małej córeczce. W oczach odrzutka była idealna.
Kolejna na świecie pojawiła się czarno-biała koteczka o dymnej odmianie futerka. Księżniczka, można by rzec! Fląderka była za bardzo skupiona na tej maleńkiej równie, a nawet może i trochę bardziej idealnej co wcześniejsze kocię istotce, której nie miała prawa urodzić. Była przecież kotem zrodzonym z błota, więc nie miała prawa urodzić kocięcia utkanego z gwiazd oraz z nocnego nieba. Nerwowo poruszyła pyskiem, nieco rozluźniając uścisk szczęki na patyku. Kociak marszczył nosek w ten sam charakterystyczny sposób, co Centuriowa Łapa, podczas czyszczenia jego futerka przez medyka.
Odrzutek ukradkiem przeniósł spojrzenie z córki na Gąbczastą Perłę, na której pysku była jawna konsternacja.
— Jeszcze dwa... Klekoczący Bocianie, jak skończysz wylizywać kocię, podaj mi liście maliny. Złocisty Widliku... — Tym razem medyczka zwróciła się do piastuna, który gładził językiem grzbiet biało-rudej koteczki. Fląderka nie zdołała usłyszeć słów, które opuściły pysk księżniczki; narastający ból odebrał jej chwilowo zmysł słuchu. Mocniej zacisnęła szczękę na patyku, który po pięciu uderzeniach serca pękł pod siłą nacisku szczęki odrzutka.
Przedostatnim kociakiem był tym razem kocurek, którego futerko było zabarwione na buro. Półdługie futerko jej syna były poprzecinane przez czarne pręgi, a jego maleńkie ciałko ozdobione było białymi znaczeniami. W szczególności uwagę przyciągała plama w postaci rombu znajdująca się na jego mordce. Również jak swoje dwie siostry posiadał zakończone pędzelkami małe uszka, chociaż aktualnie wyglądały po prostu jak rzadkie długie kępki śmiesznie sterczącego futerka. Być może, gdyby jego futerko w większości zajmował rdzawy kolor, zdecydowałaby się nazwać go po swoim wygnanym bracie, aby mogła go mieć przy sobie, jak swoją siostrę.
Czwarty kociak okazał się srebrzysto brązowo-biały i również był kocurkiem. Podobnie, jak i sama Fląderka pojawił się na świecie jako ostatnie kocię z miotu. Odrzutek pomimo zmęczenia, ostrożnie sięgnął po kocurka i tym razem samemu zaczął czyścić jego jasne futerko. Ostrożnie i delikatnie posuwała językiem po brązowym grzbiecie, powstrzymując napływające do oczu łzy. Tym razem nie z bólu, a z poczucia winy, że to przez nią jej mały synek posiada taki, a nie inny kolor futerka. Co prawda nie był to brąz w ciemnym odcieniu, a jaśniejszy, nawet od odcienia futerka Pyzy, wchodzący nieco w ton lilii, lecz ciemniejsze pręgi zdradzały prawdziwe umaszczenie kocurka.
Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego barwa futerek jej kociąt była aż tak różnorodna, od głębokiej czerni, przez śnieżnobiałą biel, pospolity bury, aż po srebrzysty błotnisty odcień. Kocur, który był ich ojcem, był w większości biały, co wyjaśniało wygląd w większości białej koteczki, ale jego szarawe łaty były poprzecinane przez czarne pręgi. Oprócz rudzinki żadne z kociąt go nie przypominało, przynajmniej na ten moment. Może w przyszłości, gdy już otworzą oczka i niebieski kolor zaniknie, któreś z nich będzie miało kolor oczu po nim? Kontynuując pielęgnację syna, ostrożnie okryła ogonem pozostałe kocięta, aby zapewnić im ciepło.
— C-czy Centuria będzie miała możliwość zostania wojowniczką? — spytała Klekoczącego Bociana, który spojrzenie miał utkwione w wyjściu ze żłobka. W pierwszej chwili zmarszczył pysk, obrzucając Fląderkę zirytowanym spojrzeniem. W końcu jednak nieco go rozluźnił i przeniósł spojrzenie na kocięta, a dokładniej to, którego futerko było czarne.
— Centuria? — powtórzył dla pewności. Wybór imienia dla czarno-białej córki musiał być nieco mylący, zważywszy na fakt, że Centuriowa Łapa była liliową szylkretką. — Nie wiem. Ta decyzja będzie zależeć od Mandarynkowej Gwiazdy, a nie ode mnie.
Fląderka skinęła głową i przeniosła spojrzenie na pozostałe kocięta znajdujące się u jej boku. Wiedziała, że z powodu roli, jaką pełniła w klanie, maluchy będą miały nikłą szansę na rozpoczęcie treningu. Jednak jeśli istniał cień szansy na to, aby mogły do niego przystąpić i w przyszłości zostać wojownikami, chciała, aby to właśnie Centuria oraz jej dwójka rodzeństwa mogły dostąpić zaszczytu ceremonii uczniów. Aby mogły mieć w miarę normalne życie, bo w pełni nie będą mogły się nim cieszyć z powodu, że ktoś taki jak ona jest ich mamą.
— Centuria... Wełnianka... — zamruczała, nadając imiona swoim córeczkom. Spojrzenie zatrzymała na kocurku spokojnie pijącego jej mleko. — Lipieniek.
Przeniosła spojrzenie na synka, którego nadal trzymała pomiędzy swymi przednimi łapkami. Nachyliła się do niego i delikatnie dotknęła pyskiem jego policzka. Widziała, że kocurek najpewniej nie będzie miał możliwości przystąpienia do treningu, tym bardziej po sytuacji z udziałem Mysiomózgiej Łapy i borsuków, jak i przez fakt, że jego futerko w większości było pokryte brązem oraz przez fakt bycia synem odrzutka. Zbyt dużo rzeczy były przeciwko temu, aby to maleństwo mogło samo obrać ścieżkę, którą by chciało. Było pewne, że tak jak i ona, zostanie w przyszłości odrzutkiem. Teraz tylko Fląderce pozostało przygotować synka na nadejście przyszłości i zadbać o to, aby zaakceptował swój los, który sama mu zgotowała.
— Przepraszam, Komarze. To moja wina. — Mówiąc to, złapała kociaka za fałdę skóry i ostrożnie odstawiła go bliżej swojego boku, aby mógł zacząć ssać mleko jak jego rodzeństwo. Uspokajająco polizała go po ogonku. — D-dziękuję Gąbczasta Perło za pom... — urwała, dostrzegając spojrzenie medyczki, którym była przez nią obdarowywana, czy właściwie kociak, który pojawił się na świecie jako ostatni. Po skupieniu oraz konsternacji na jej czarnej mordce nie było śladu. Została zastąpiona przez nowe oblicze, które do tej pory najczęściej widziała na pysku Różanej Woni. Odrazą, ale również coś jeszcze. Fląderka wręcz instynktownie skryła kocięta przed spojrzeniem brązowych oczu medyczki, niepewnie przenosząc spojrzenie na Złocistego Widlika i Klekoczącego Bociana. W przeciwieństwie do kocicy, wyglądali, jakby pragnęli wrócić czym prędzej do swoich zadań, które zostały przerwane przez poród odrzutka, tracąc najzwyczajniej w świecie zainteresowanie Fląderką oraz jej młodymi.

~~~

Kilka kotów ukradkiem decydowało się zajrzeć do żłobka, aby na własne oczy zobaczyć czarną-białą córkę Fląderki. Jednym z tych kotów był Siwa Czapla, który nie dowierzał temu, co usłyszał od innych wojowników. Kocur był nieco podobny do odrzutka, nie ze względu na kolor futra, a mianowicie jeśli chodzi o braki części ciała — nie posiadał jednego oka. Fląderka nie kojarzyła, czy wojownik miał tak od urodzenia, czy może stoczył z kimś potyczkę, podczas której stracił oko. Jedno było pewne, jego obecność w kociarni w najmniejszym stopniu nie odpowiadała Fląderce, a tym bardziej uszczypliwe komentarze, którymi dzielił się z Senną Łzą oraz Złocistym Widlikiem. Kocur doszukiwał się udziału Mrocznej Puszczy przez fakt, że Fląderka będąca czekoladowym szylkretem i w dodatku odrzutkiem urodziła czarną koteczkę. I o dziwo Fląderka po raz pierwszy nie chciała słyszeć takich bluźnierstw! Ją mógł obrażać, ale nie Centurię, która porównał do pomyłki!
— M-mylisz się, Siwa Czaplo — miauknęła. Wpatrywała się w wojownika pełnym żalu spojrzeniem. Takich uwag spodziewała się po medykach, którzy mogliby doszukiwać się jakiegoś znaku, ale nie po niebieskim kocurze. Tym bardziej że Siwa Czapla wydawał się blisko z księciem, jak i wierzył w nieomylność Klanu Gwiazdy. Przynajmniej tak sądziła. Doszukiwania się złych omenów powinien zostawić Gąbczastej Perle oraz Klekoczącemu Bocianowi. Bo skoro nie przejęli się jej wyglądem, wychodziło na to, że jest to coś, co może się po prostu zdarzyć. Chociaż z tego, co udało jej się zauważyć, większym zainteresowaniem medyczka darzyła jej brązowego synka niż czarną córeczkę, co, szczerze mówiąc, zaczynało ją martwić. — Nad Klanem Nocy czuwa Klan Gwiazdy oraz rodzina królewska. Wspólnie sprawują pieczę nad nami. D-dla mnie Centuria jest darem od Srebrzystej Skóry. B-być może przodkowie chcieli, abym to ja ją urodziła... nie wiem czemu, ale skoro jest tutaj, oddycha, a jej małe serduszko bije, to znaczy, że taka wola była Klanu Gwiazdy... — Spojrzała się z czułością na ślepe kocie, jednak w głębi serca czuła również gorycz. Martwiła się o przyszłość swoich kociąt. Nie mogły przecież wybrać swojej matki, a jednak Przodkowie zdecydowali, aby to ona, a nie kto inny, został ich mamą. — Inaczej nie pozwoliliby się jej narodzić.
Kocur miał coś odpowiedzieć, gdy w wejściu żłobka pojawił się bardzo dobrze znany Fląderce niebieski pysk. Wesoła Łapa trzymała średnich rozmiarów rybę i z zaciekawieniem rozglądała się po kociarni. Gdy jej spojrzenie spoczęło na Fląderce, w paru podskokach zbliżyła się do niej. Z uśmiechem na pysku odłożyła zdobycz przed posłaniem i bez większego skrępowania nachyliła się w stronę kociąt znajdujących się u boku Fląderki.
— Raz... dwa... trzy... — urwała, wpatrując się jak zaklęta w Centurię. — Cztery! Mały odrzutek i mała księżniczka! W jednym miocie! Widzisz to, Siwa Czaplo? Widzisz? Niesłychane!
— Centuria nie jest księżniczką... — szepnęła Fląderka. Może i do złudzenia koteczka wyglądała jak królewski potomek, jednak nie miała w sobie ani grama książęcej krwi. Ani tym bardziej krwi wnuka Wężynowego Kła. — Centuria jest Centurią. Moją córeczką...
— A ten kociak ma kolorowe uszy i ogonek, podobnie jak ma Klekoczący Bocian! Widzisz to, Siwa Czaplo?
— Widzę, Wesoła Łapo.
Fląderka nachyliła się do Wełnianki, zaintrygowana uwagą Wesołej Łapy. Gdyby jej futerko było czarne, a nie rude, byłaby do niego jeszcze bardziej podobna.
— A ten jest chudy jak patyk! I się dziwnie kołysze... Widzisz to...
— Widzę. Widzę to, Wesoła Łapo.
Zmarszczyła nosek, niezadowolona, że starszy kocur jej przerwał i o mało nie sprawił, że jej radość zgasła.
— To jest Centuria, tak? — wskazała na czarną kotkę — A jak reszta ma na imię?
— Wełnianka, Lipieniek oraz Komar. Lipieniek to ten kocurek o burej barwie futerka, a Komar ma jasnobrązowe futerko.
— I pięć... — mruknął Złocisty Widlik, zerkając na niebieską kotkę, podsuwając do boku Fląderki Pyzę, a już po chwili również i Bzyczek znalazł się koło czwórki jej biologicznych nowonarodzonych dzieci. — I sześć. Milczek będzie karmiony przez Senną Łzę.
Czyli jednak jej mleko nie służyło kremowemu kocurkowi. Skinęła głową, dając znać, że rozumie.
— Czy z tym kocięciem jest wszystko w porządku? — podjął Siwa Czapla, wskazując pyskiem na Wełniankę, na której od dłuższego czasu skupiał spojrzenie. Do tej pory kotka leżała spokojnie, a od dwóch uderzeń serca coś się zmieniło w jej zachowaniu. Wszystkie pary oczu spoczęły na malutkiej kotce. — Pójdę po medyka... A nie mówiłem? — zwrócił się do Sennej Łzy, siląc się na szept. — Zaraz się okaże, że wszystkie są przeklęte, chore lub jest z nimi coś jeszcze nie tak, bo są kociętami odrzutka.

<Wesoła? Kocięta urodzone, możesz się nimi zajmować>

Od Ciski do Ćmiej Łapy

Przeszłość, przed mianowaniem Ćmy na ucznia

Koteczka dowiedziała się niedawno wielu rzeczy. Wiedziała już, jak ma na imię jej matka, ojciec, i siostra. Wiedziała, że oprócz nich w żłobku urzędowały inne koty, o wiele większe od niej. Wiedziała też, że coś się stało. Koty były jakieś takie.... poruszone czymś? Wiedziała też, że jej mama musi być ważna. Gdy Lśniąca Gwiazda (poznała już imię ich lidera!) wywołał ją na środek i zaczął mówić coś o Jaśniejących Skrzydłach, reszta kotów patrzyła właśnie na Psotnego Nietoperza, więc musiała być ważna. 
Ciska wyszła ostrożnie ze żłobka. Ostatnio lubiła siedzieć przed nim i wzrokiem badać obóz Klanu Klifu. Jej spojrzenie ślizgało się od jednego krańca jaskini do drugiego. Zawiesiła wzrok na czymś, co wyglądało jak legowiska żłobka. Jej matka chyba kiedyś nazwała to ptasim gniazdem...? Kociak zamrugał. Dlaczego coś, co służy do spania leży na środku obozu, a na nim znajdują się zdobycze? Potrząsnęła głową. Później na pewno się tego dowie. Przy wyjściu z obozu była woda. Pełno wody. Jej dźwięk był huczący i głośny. Na początku, gdy Ciska pierwszy raz wyszła ze żłobka, ten dźwięk był dla niej nie do zniesienia, ale teraz powoli się do niego przyzwyczajała, i stawał się dla niej naturalnym tłem. Kociak wszedł z powrotem do żłobka. Jej wzrok padł na większe koty, które zamieszkiwały żłobek. A może tak do nich zagadać...? Jeszcze raz na nie spojrzała. W końcu zdecydowała się podejść do kremowej kotki z białymi plamkami. Wpadła Cisce w oko przez krótki ogon w śmiesznym kształcie. Wyglądała też na miłą. W końcu kociak zebrał się w sobie i ruszył w stronę starszego kota. Ciska minęła po drodze śpiącą w legowisku Dymówkę, jak zwykle powyginaną najbardziej jak się da, po czym uważając, by się nie potknąć, ruszyła dalej.
— Cześć, emm, jak się nazywasz? — miauknęła mocno skrępowana koteczka, zadzierając wysoko głowę, by spojrzeć na starszą kotkę.

<Duża kotko?>

Od Ciski

Niedługo po porodzie

Leżała w żłobku, koło swojej siostry i matki. Obydwie miały miękkie futerka, w które koteczka mogła się z łatwością wtulić. Czuła na sobie wzrok matki. Co on oznaczał? Koteczka zapragnęła się tego dowiedzieć. Otworzyła oczy. Uderzyły ją nieznane obrazy. Żłobek okazał się o wiele większy, niż się wydawało. Spojrzała na swoją siostrę. Miała niebieskie futerko. A jak ona wyglądała? Koteczka spojrzała na swoje łapki. Były czarne. Tymczasem jej matka patrzyła teraz na jej siostrę. Czy koteczka zrobiła coś nie tak? Czemu mama przestała na nią patrzeć? Koteczka uniosła główkę jak najwyżej w jej stronę. Tak powinna zrobić, prawda?
— Cisko, otworzyłaś oczy! — miauknęła jej matka i zamruczała. A więc koteczka miała na imię Ciska. Ciekawe, czy to imię podobało się jej matce? Głupie pytanie, pewnie sama jej takie nadała. Ciska zamruczała do matki w odpowiedzi. Przeniosła wzrok z powrotem na siostrę. Ale jak ona ma na imię? A jej matka? Ojciec? Czy im podobało się jej imię? Wtuliła się głębiej w matkę. Na pewno dowie się tego wszystkiego w swoim czasie. Zobaczy, jak do jej rodzeństwa i rodziców mówią inne koty. Tak, to był świetny pomysł. Koteczka przekręciła się na drugi bok i zamknęła oczka, powracając do znanego jej świata, gdzie królowały zapachy, dźwięki i drgania, a jedyne co widać to ciemność.

Od Fląderki

Fląderka przyglądała się zafascynowana trójce kociąt, które znajdowało się u jej boku. Nie były to jej dzieci, a kocięta, nad którymi dziwnym trafem Klan Gwiazdy musiał czuwać, nawet pomimo tego, że dwójkę z trójki kociąt zdobiło brązowe futerko. Były to te same kocięta, których trójka rodzeństwa poniosła śmierć z łap własnej matki. Małe znajdki sierotki.
Ostrożnie nachyliła się do szylkretowej kulki, która z tego, co się dowiedziała od Złocistego Widlika, została nazwana Pyza. Mimo że brązowe futerko zajmowało większość ciałka małej koteczki, jego odcień nie przypominał bagnistych odmętów jak w przypadku futra odrzutka, a kolor kory w piękny słoneczny dzień.
Z gardła Bzyczka i Milczka wydobył się głośny pisk. Oba małe kocurki zaczęły się na przemian uderzać łapkami, starając się uzyskać jak najlepsze miejsce u boku kocicy. I to właśnie Bzyczek wyszedł z tego starcia zwycięsko.
— Złocisty Widliku... — zwróciła się do piastuna, zmartwiona cichym popiskiwaniem Milczka, którego ponownie przysunęła do swojego boku, tym razem nieco dalej od łakomego brata, blisko sutka, z którego chwilę temu pił brązowy kocurek. — Milczek nie chce jeść... przed chwilą on i Bzyczek mieli kłótnię o lepsze miejsce przy moim brzuchu, a teraz spójrz. Grymasi i piszczy — miauknęła zmartwiona zmianą zachowania adopcyjnego synka, którego miała wykarmić. — Czy coś mu dolega? Czy Bzyczek może go zbyt mocno uderzył?
Złocisty Widlik obwąchał kocurka i delikatnie dotknął go nosem.
— Nic mu nie jest. Pachnie i wygląda normalnie jak na swój wiek... Hm, właściwie jest nieco mniejszy od swojego brata i siostry, ale to w granicach normy. Może po prostu nie chce pić twojego mleka i dlatego grymasi. A może to wina Bzyczka, który rozpycha się na wszystkie strony i uniemożliwia mu spokojne jedzenie — zamruczał kocur, po czym ostrożnie pochwycił kremowego kocurka za fałdę skóry. Wraz z nim skierował się w stronę posłania, na którym znajdowała się Senna Łza. Odstawił u boku ciężarnej kocicy kremowego kocurka, zamieniając z nią kilka słów. Czarna szylkretka spojrzała w kierunku Fląderki, po czym ponownie skupiła spojrzenie na piastunie i skinęła głową.
Piastun przez chwilę obserwował kociaka, któremu udało się doczłapać do boku czarnej królowej.
— Chyba miałem rację. — Mówiąc to, przeniósł spojrzenie na odrzutka. — Będziesz razem z Senną Łzą na zmianę go karmić, aby zobaczyć czy faktycznie chodzi o to, czyje mleko pije, czy jednak o to, że potrzebuje chwili wytchnienia od swojego rodzeństwa.
Fląderka zmartwiła się, że może jej mleko było w jakimś sposób nieodpowiednie dla kociąt o innym umaszczeniu niż brązowe. Pomyślała o swoich kociętach, których oczekiwała. Co, jeśli urodzi kociaka, któremu jej mleko nie podpasuje? Czy Senna Łza zgodzi się go wtedy wykarmić, czy jednak trzeba będzie go zmuszać, aby pił mleko swojej matki?
Ostrożnie położyła głowę na poduszce z mchu, nieco przygnębiona, że nie podołała jako zastępcza matka. Senna Łza powinna się skupić w pełni na swoich kociętach, które za około kwadrę miały się narodzić, jednak nic nie mogła poradzić na to, że Milczek nie będzie chciał pić mleka odrzutka. Może to i właściwie lepiej? Na pewno na mleku Sennej Łzy wyrośnie na zdrowego kocurka, który przerośnie Bzyczka.
— Wy nie możecie grymasić — miauknęła cicho do koteczki oraz kocurka, będąc niezbyt chętna do oddania ich pod opiekę innej królowej. — Dobrze? — Dotknęła noskiem okrągłego policzka Pyzy.
Kotka w odpowiedzi cichutko pisnęła, natomiast Bzyczek niewzruszony tym, że najprawdopodobniej z jego powodu jego brat stracił chęć do jedzenia, wtulił się w ogon Fląderki i zasnął po posiłku.