Przeszłość, końcówka Pory Nowych Liści
Wszystkie trzy sierotki były szylkretkami, a ponadto posiadały niebieski kolor oczu. Porzeczka i Poziomka były najbardziej do siebie podobne, wyglądając przy tym, jak swoje przeciwieństwa, a Malinka jako jedyna miała futerko poprzecinane pręgami. To właśnie ta mała kotka jako pierwsza zwróciła uwagę młodej wojowniczki.
Krokusowa Kruchość nie chcąc przerywać nauki o Klanie Burzy, usiadła cichutko przy wejściu do kociarni, decydując się wziąć w niej udział. Kiedyś na pewno przydałoby się jej wiedzieć na przyszłość, jak postępować z kociętami, lecz teraz mogła po prostu z czystej ciekawości poobserwować sobie, jak wieczna królowa się nimi zajmuje.
— Pani Krokus! Dzień dobry! — zawołała szylkretka, podchodząc do wojowniczki. — Przyniosła nam pani jedzenie?
— Dzień dobry — odmiauknęła, schylając się do kociaka. — Wam i waszej opiekunce. Dzień dobry, Dryfujący Fluorycie. Zmiana roli naprawdę ci służy — uśmiechnęła się do wiecznej królowej, która odwzajemniła uśmiech. Niebieska kocica nie miała własnych kociąt ani partnera, jednak z łatwością odnalazła się na nowym stanowisku. Z matczyną czułością doglądała kociąt, dbając o ich wychowanie.
— Zaczynam rozumieć, dlaczego Rozkwitająca Szanta oraz jej babcia, Brzęczkowy Trel, chodziły ciągle uśmiechnięte, nawet wtedy, gdy kocięta o mało co nie rozniosły w trakcie zabawy kociarni. Daj, pomogę ci. — Mówiąc to, sięgnęła po dużego królika, którego przytargała z grupowego polowania Krokusowa Kruchość. — Sama go upolowałaś?
— Nie. Pomógł mi Oskrzydlony Ognik i Żywiczna Łapa. Właściwie... ja nic nie zrobiłam. — Położyła po sobie uszy, wlepiając spojrzenie w kamienne podłoże. Jedyne co zrobiła, to pochwyciła trop uszaka i została w tyle, gdy rudy kocur wraz ze swoją uczennicą udał się w pogoń za zwierzyną. Nie była w stanie ich doścignąć, nie ważne, jak bardzo się starała. — To im należą się podziękowania — dodała, gdy kocięta uczepiły się jej łapy, dziękując za przyniesiony posiłek.
— Zostaniesz i zjesz z nami?
— W sumie... czemu nie.
~~~
— Krokus... Krokus...
Ze snu została wybudzona przez Cyklonowe Oko, który poinformował ją o tym, że została wybrana do patrolu na miejsce Śnieżycowej Chmury.
Krokusowa Kruchość niechętnie podniosła się z posłania. Pragnęła powrócić do krainy snów.
~~~
— Śpiewko... najmocniej przepraszam! — miauknęła Krokus, zauważając, że kocica obdarowała ją tego typu spojrzeniem, jakim obdarowuje się niesfornych uczniów. Było to nieco zabawne, zważywszy na to, że to właśnie Śpiewka, a nie Krokus, była młodsza.
— Jesteście całe? — spytał Dzwonkowy Świst, wyłaniając się spomiędzy średniej długości trawy. Po uzyskaniu zapewnienia, że żadna z jego towarzyszek nie potrzebuje opieki medycznej, zdecydowano kontynuować patrol.
Mimo to pod wieczór Krokusowa Kruchość zdecydowała się zajrzeć do legowiska medyków, w którym otrzymała potrzebne zioła mające pomóc na ból, a ponadto otrzymała okład. Nim opuściła legowisko, przeniosła spojrzenie na Jabłkową Łapę drzemiącą na jednym z posłań. Jej mentor, Gadożerowy Pysk, rozmawiał właśnie z Łzawą Łapą, najpewniej o długości rekonwalescencji terminatorki.
~~~
“Och, Dziki Berberysie”.
Młoda wojowniczka obserwowała drzewa, jak i co jakiś czas przemykające w oddali sylwetki Wilczaków, gdy wtem dostrzegając rozmazany biało-rudy punkt i odgłos krzyków podniosła się gwałtownie z siadu.
“Nie, to nie możliwe... To wzrok i podświadomość płata mi figle!”.
Nie mogła mieć pewności, że ta rozmazana rudo-biała plama była dokładnie tym kocurem, którego pragnęła ponownie ujrzeć. A jednak coś z tyłu głowy mówiło mu, że tą plamą w oddali był nie kto inny, a Dziki Berberys.
Kot był w biegu, a po lesie roznosił się hałas. Czyżby uciekał przed czymś? Patrząc na tereny, na których się znajdował, mógł uciekać przed Wilczakami?
Krokusowa Kruchość nerwowo rozejrzała się dookoła, starając się zlokalizować członków swojego patrolu. Czy gdyby powiedziała im o swoich przypuszczeniach, wspólnie udaliby się na pomoc domniemanemu wygnańcowi? A może uznaliby to za część kary kocura.
“Co robić... co robić... Skrzydlata Płomykówka na pewno by mnie wysłuchała i może zdecydowała się spełnić moją samolubną prośbę…”.
W końcu to wcale nie musiał być Dziki Berberys. Mógł być to nawet sam Wilczak lub samotnik, jednak jeśli ten kot był w niebezpieczeństwie, trzeba było mu pomóc.
Gdy Krokusowa Kruchość walczyła z myślami, rozważając przekroczenie granicy z misją ruszenia na pomoc kotu lub poinformowanie współbratymców o swoich przypuszczeniach, brązowa postać wyłoniła się spomiędzy drzew po przeciwnej stronie granicy. Podobnie jak i ona sama, nieznajoma wpatrywała się w nią wielkimi oczami i nerwowo poruszała nosem.
— D-dzień dobry... — zaczęła łagodnie Krokus, nie spodziewając się, że zostanie nakryta przez jakiegoś Wilczaka. — N-nie jestem szpiegiem — uprzedziła, kojarząc, że kiedyś było jakieś nieporozumienie między ich klanami odnośnie do domniemanego szpiegostwa. — U-usłyszałam krzyki dochodzące z waszych terenów i po prostu zmartwiłam się... Wszystko u was w porządku? Jakiś samotnik wszedł na wasze tereny czy to po prostu młodzi uczniowie wygłupiają się na treningu?
— To drugie... — odpowiedziała Cykoriowy Cykor. Kocica skuliła się, gdy tuż za nią rozległ się trzask łamanych gałęzi.
<Dziki Berberysie? Czy to ty byłeś tą plamą w oddali i straszysz koleżankę z klanu? Jeśli tak, przywitasz się z Krokus?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz