Właściwie z ostrzeżeniem – Perłówkowa Łapa widziała, jak mentorka przenosi ciężar ciała na lewą łapę ułamek sekundy przed ruchem, co było wystarczająco wyraźnym sygnałem, żeby wiedzieć, z której strony przyjdzie uderzenie. Zaczęła układać w głowie odpowiedź – odskok w lewo, kontratak z zewnątrz – i w czasie, kiedy to robiła, łapa mentorki dotknęła jej szyi.
— Za wolno — powiedziała Równonoc, cofając się do pozycji wyjściowej.
Perłówkowa Łapa nie odpowiedziała i wróciła do niskiej postawy. Kolejna wymiana poszła trochę lepiej. Tym razem Równonoc nacierała z prawej, uczennica odczytała kierunek i odskoczyła, ale o jeden oddech za późno, żeby kontratakować, więc starsza kotka zdążyła się wycofać, zanim przyszła odpowiedź.
Przy trzeciej próbie Perłówka postanowiła nie czekać na ruch mentorki i zaatakowała pierwsza. Poszło nie najgorzej. Srebrzysta Równonoc uchyliła się, ale musiała to zrobić, co było pewnym postępem – do momentu, kiedy odpowiedziała kontrą i Perłówkowa Łapa znalazła się przyciśnięta do ziemi z łapą mentorki na karku, zastanawiając się, jak do tego doszło. Widziała każdy ruch i mimo to skończyło się tak samo.
Wstała i otrzepała się chwilę po tym, jak mentorka ją puściła. Sparing miał swój rytm, w który kotce było trudno wejść, bo zakładał działanie, zanim myśl zdążyła się ukształtować i ocenić czy dany ruch jest tym najlepszym.
Piąta próba. Szósta. Przy siódmej Perłówkowej Łapie udało się trafić mentorkę w bark, zanim ta się wycofała, co zaskoczyło obie, choć żadna nie skomentowała tego głośno. Młoda kotka poczuła wyraźny przypływ pewności siebie i zaczęła okrążać mentorkę półkolem, szukając kolejnego otwarcia.
Nagle poczuła ostre kłucie w prawej łapie. Syknęła i odruchowo uniosła ją lekko nad ziemię. Srebrzysta Równonoc rozluźniła swoją postawę i spojrzała się na jej skwaszoną minę z lekkim niepokojem.
Perłówkowa Łapa przez ułamek sekundy chciała spróbować wykorzystać tę chwilę nieuwagi i przeprowadzić większy atak, ale gdy tylko znowu stanęła na tej samej łapie, ból się nasilił. Podniosła ją wyżej, żeby poznać jego źródło i odkryła lekko zakrwawiony, nieduży kolec wbity w opuszkę.
Zmrużyła oczy, przyglądając się obiektowi własnego sabotażu i złapała go w zęby.
— Poczekaj — przerwała jej Równonoc. — Lepiej, żeby Wdzięczna Firletka na to spojrzała.
— To nic poważnego.
Mentorka, najwyraźniej przyzwyczajona przez księżyce treningu do podobnych zapewnień, zignorowała to i odwróciła się w stronę obozu. Perłówkowa Łapa prychnęła cicho na kompletny brak reakcji i pokuśtykała za nią.
***
Medyczka musiała usłyszeć dźwięk nierównego chodu, bo patrzyła już na Perłówkę, zanim ta zdążyła się odezwać. Diagnoza była szybka. Wdzięczna Firletka sprawnym ruchem wyciągnęła kolec, kazała jej poczekać i odeszła po potrzebne rzeczy.
Młoda kotka rozejrzała się. Nowe legowisko medyka znała z widzenia jak każdy w obozie, ale do tej pory zaglądała tylko przez wejście bez większego zainteresowania wchodzeniem do środka. Mogła przynajmniej stwierdzić, że od jego powstania przybyło trochę ziół.
Wdzięczna Firletka odwróciła się ze skrzypem w pysku, nałożyła ziele na ranę i owinęła ją pajęczyną.
Perłówkowa Łapa podziękowała i zmyła się jak najszybciej. W pierwszym momencie nie była zadowolona z wizji pominięcia najbliższego treningu lub dwóch przez błahostkę spowodowaną jej własną nieuwagą, ale po chwili namysłu wizja obijania się przez jakiś czas nie brzmiała najgorzej.
Wyleczeni: Perłówkowa Łapa
[526 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz