Zgromadzenie
Kotka siedziała obok pobratymców, nie będąc pewna, na kim należało zwiesić wzrok. Przywódcy jeszcze nie zaczęli przemów, tak jej się wydawało... a pobratymcy pochłonięci byli w żywych konwersacjach z kotami z innych klanów. Gwar był na tyle głośny, że poczuła się lekko zagubiona. Położyła po sobie uszy w celu zagłuszenia, nawet i lekkiego, wszystkich tych dźwięków. Została wojowniczką już jakiś czas temu, a jednak nadal przytłaczały ją zgromadzenia. Bo ilość Wilczaków w sercu lasu iglastego, a wszystkie społeczności na jednej wyspie jednak robiło znaczącą różnicę. Z tego wszystkiego nawet nie pomyślała, żeby samemu do kogoś zagadać, mimo że Jesionowej Szadzi się to udało, z tego, co dostrzegła. Nie miała oczywiście nic za złe swojemu słoneczku, to dobrze, że próbowała rozmawiać z nowymi kotami! Ale jak wróciła do niej, to złota poczuła ulgę. Zamruczała, otulając liliową ogonem po przywitaniu się.
— Hejo, udało ci się z kimś pogadać? — zapytała, ocierając się głową o policzek partnerki i usiadła.
— Nie... ale wystarczy mi, że jesteś obok, słoneczko — odparła szczerze. — Jak się czujesz? — zapytała, opierając głowę na jej ramieniu.
Westchnęła cicho, czując, jak ulga zalała jej ciało. Rozluźniła się po nieciekawej interakcji z nieznajomą.
— Myślałam, że z kimś uda mi się pogadać, a jeszcze niechcący nadepnęłam na czyiś ogon. Ta kotka dziwnie zareagowała, najpierw była zła, a potem dodatkowo przestraszona. Nie rozumiem, o co jej chodziło, jednak wolę być u twojego boku, niż się szwendać i szukać kogoś — opowiedziała, po czym spojrzała w niebo.
Złota zmartwiła się lekko, usłyszawszy słowa liliowej. Nie mogła za bardzo zrozumieć tej reakcji - co mogło wywołać u nieznajomej kotki tak skrajne emocje? Spróbowała dostrzec w tej sytuacji też jakieś pozytywy... — Teraz już jest wszystko dobrze. Spróbuj pomyśleć o czymś miłym, przykładowo o tym, co możemy porobić jutro wspólnie. — Zastrzygła lekko wąsami. — Bo się zarumienię... — mruknęła, usłyszawszy resztę wypowiedzi wojowniczki, po chwili chichocząc. Lubiła uczucie motylków w brzuchu, w które wprawiała ją Jesionka. Miała wrażenie wtedy, jakby nadal poznawały siebie coraz lepiej, mimo że wiedziały o sobie już tak wiele. Były siebie ciekawe, Miodek uwielbiała rozmawiać z Wilczaczką, czuła się przez nią najlepiej rozumiana. — Czy widać dzisiaj na niebie jakieś gwiazdozbiory? — zapytała, kątem oka zauważywszy, iż Jesionka wpatruje się w atramentowe sklepienie.
Kotka zaczęła mruczeć, słysząc słowa partnerki.
— Jest co nieco. Widać na przykład lwa, psy gończe... — Przyjrzała się bliżej niebu. — Też jest wolarz i rak. Takie typowe gwiazdozbiory Pory Nowych Liści — odpowiedziała. Polizała złotą po czole i westchnęła. Miodek nie była pewna, czy miała ulubiony gwiazdozbiór. Każdej historii o gwiazdach na niebie słuchała z ogromnym zaangażowaniem i zainteresowaniem, nie czując się szczególnie źle z faktem, iż nigdy wcześniej nie uczono jej o nich szczególnie wiele, o ile cokolwiek. Fakt, że mogła tak poszerzać swoją wiedzę w dodatku dzięki niezwykle bliskiej jej kotce, był bardzo miły.
Zawodząca Gwiazda podniósł się ze swojego miejsca na skale przywódców.
— Jak możecie zauważyć, w Klanie Burzy nastąpiło parę zmian — zaczął. — Przejąłem rolę mojego ojca, Króliczej Gwiazdy, a miejsce zastępczyni zajęła Skrzydlata Płomykówka.
Skinął głową w dół, po czym odchrząknął i podniósł wzrok.
— Jestem pewien, że wszyscy mogli zauważyć ogień rozprzestrzeniający się po naszym terytorium — kontynuował. — Lub chociaż wyczuć zapach dymu. Pożar strawił większą część naszego terytorium, łącznie z obozem, jednak nasi wojownicy szybko pozbierali się po stracie. Klan Burzy ponownie rośnie w siłę; w naszym żłobku pojawiły się nowe kocięta oraz mianowaliśmy nowych wojowników i uczniów, w tym kocięta z sojuszu z Owocowym Lasem – Milknącą Łapę i Łzawą Łapę, która dodatkowo obrała ścieżkę medyczki.
Zamilkł na moment.
— Śmierć Króliczej Gwiazdy nie wiązała się tyle z pożarem, co z atakiem jego własnych wojowników. Odkryliśmy grupę kotów, która odpowiedzialna była za jego morderstwo, jak i śmierć innych pięciu kotów oraz spiskowanie przede mną, oraz moim następcą. Wszystkich spotkała odpowiednia kara — miauknął, jego głos był o nutę ostrzejszy. — Jednak chciałbym was ostrzec przed jednym z nich. Dzikim Berberysem. To masywny, rudo-biały kocur, który został wygnany; proszę, nie rozważajcie nawet przyjmowania go do swojego obozu, gdyby kręcił się przy waszych granicach. Nikt nie wie, do czego tak naprawdę jest zdolny. Na naszych terenach przebywa jeszcze grupa więźniów: Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk. Są oni pod stałym nadzorem, jednak… Bądźcie ostrożni. Zastanówcie się dwa razy, nim przyjmiecie jakiegokolwiek kota w wasze szeregi.
Wsłuchała się w przemowy przywódców, najbardziej poruszyło ją to, co powiedział Zawodząca Gwiazda, głowa Klanu Burzy. Zmartwiła się, tuląc się trochę bardziej do boku partnerki. — To straszne... — szepnęła. Zginął poprzedni przywódca, niszczycielski żywioł zabrał im lwią część terenów, a gdyby tego było mało... niektórzy wojownicy ich zdradzili. Dobrze, że chociaż oprócz tak przykrych wieści, mieli również coś dobrego, w całej ścianie tych katastrof... Jej serce zabiło szybciej, a futro na karku się podniosło. Opis, który przedstawił dymny, zgadzał się z kotem, który ostatnio do nich dołączył i przebywał obecnie w dziurze więźniów. Zerknęła na Jesionową Szadź. — Słoneczko, martwię się. — Nie miała wpływu na to, kto był przyjmowany do klanu, nie wierzyła również w to, że był szczerze, tylko zły, jednak... dlaczego lider miałby kłamać? — Ten opis zgadza się z kotem, który ostatnio do nas dołą-... — przerwała, martwiąc się, że może ktoś ich podsłuchiwał i że może nie wypadało tego mówić przy takim tłumie.
Kocica przełknęła zakłopotanie po przemówieniu lidera Klanu Burzy. Splotła ogon z ogonem złotej i odwzajemniła jej zmartwione spojrzenie.
— Słuchaj, nie wiem za bardzo, jak niebezpieczny może być ten kot — zaczęła szeptem. — Ale jestem pewna, że on sam wśród reszty Wilczaków jest bezbronny. Zawsze Zalotna Gwiazda może się odezwać na ten temat... choć nie jestem pewna. Może dopiero w obozie coś z tym zrobi? — Myślała na głos, trochę zmieszana, trochę zlęknięta.
Kiwnęła głową, czując się nieco lepiej, usłyszawszy słowa partnerki. Cieszyła się i była niezwykle wdzięczna, że mogła mieć kogoś tak wspaniałego, jak Jesionka obok, że mogła jej towarzyszyć i to u jej boku. — Wierzę, że nie ma złych zamiarów i że to tylko nieporozumienie — powiedziała szczerze, też częściowo myśląc na głos. W końcu nie chciała, żeby liliowa się niepokoiła. Zależało jej na dobrym samopoczuciu kotki.
Jesionowa Szadź rozluźniła się lekko.
— Po prostu pilnujmy się przy jakichkolwiek więźniach — zakończyła ten temat i lekko się odsunęła, by zaraz otulić kotkę łapą, mrucząc głośno.
— Już po przemówieniach, pewnie zaraz będzie trzeba się zbierać — stwierdziła, po czym obie w ciszy przesiedziały końcówkę zgromadzenia, patrząc w gwiazdy.
***
Teraźniejszość
Złota leżała w swoim posłaniu ciasno zwinięta, czując obecność swojej partnerki obok. Niezwykle pocieszającym dla wojowniczki był fakt, iż miała kogoś bliskiego w Klanie Wilka. Rozmawiała na co dzień z pobratymcami, jednak tylko przy niektórych czuła się w pełni, prawdziwie, komfortowo. Do jej serduszka naleciały nieprzyjemne uczucia, a umysł wypełnił smutek. Zaczęła lekko się trząść, co zbudziło liliową. W kącikach niebieskich oczu zebrały się łzy, które następnie zaczęły skapywać na ściółkę, wchłaniając się głucho. Jesionka spojrzała na swoją ukochaną ze zmartwieniem, a Miodek miała ochotę odwrócić łeb, żeby nie musiała na to patrzeć. Nie chciała jej martwić, ale już za późno…
— Co się dzieje, Miodko? Przyśnił ci się koszmar? — zapytała, otulając ogonem długowłosą koteczkę. Miodek pokręciła główką, kładąc brodę na swoich łapach. Łaciata otarła jej łezki, próbując jakoś dodać otuchy.
— Nie… po prostu tęsknie za moim legowiskiem u Wyprostowanych… przepraszam — szepnęła, a poczucie winy rozprzestrzeniło się po jej umyśle niczym jakaś zaraza, której nie potrafiła ot tak odgonić. Wtuliła się w pierś wojowniczki. — Słoneczko, ja bardzo ciebie kocham i proszę, nie myśl sobie, że mi źle u twojego boku, bo nie mogłam prosić o lepszą partnerkę. Ale czasami mam takie chwile, że muszę sobie popłakać. Potem mi przechodzi — próbowała ją zapewnić, mając świadomość, że prawdopodobnie postawiła je w dziwnej sytuacji. Głównie ze względu na to, że nie każdy wiedział, jak należało pocieszyć drugiego kota.
Z czasem Miodek uspokoiła się, a na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. — Słoneczko, bo… jesteśmy razem już od jakiegoś czasu… mam dla ciebie pewną niespodziankę — powiedziała, rozpromieniona, ale na tyle cicho, żeby nie zbudzić reszty odpoczywających wojowników. Po legowisku niosło się echem pochrapywanie, a od czasu do czasu łapy odpoczywających podrygiwały. — Chciałabym założyć z tobą rodzinę. Wychować nasze kocięta w miłości i spokoju — przymrużyła oczy, a jej wąsy lekko zafalowały.
<Jesionko, będziemy najlepszym mamami.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz