TW, śmierć
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ .
Nieboskłonna Łapa goniła za zającem, czując adrenalinę buzującą w jej żyłach. Czuła się tak, jakby ktoś wziął kocią odmianę strzykawki, pobrał trochę energii i magii ze srebrnej skórki, po czym wstrzyknął jej z błogą nieświadomością, jak bardzo może przeliczyć się co do umiejętności tak młodej uczennicy. W tym momencie pazury młodej niemal prześlizgały się w futrze z ogona uszatego, przechodząc przez nie jak nóż wchodzący w ciepłe masełko na świeżo usmażonych naleśnikach, gdy nagle wizja rozmyła się przed jej łapami. Zdezorientowana szylkretka zakręciła się w kółko, niczym szczenię goniące za swoim ogonem, nie wiedząc jakim prawem ta sielanka skończyła się tak szybko, jak się zaczęła, kiedy Malinka usłyszała za sobą pisk kocięcia. A raczej kociąt. Kiedy obróciła się za siebie, ujrzała swoje dwie bezbronne siostrzyczki, łkające z bólu i strachu, ponieważ w całe ich malutkie i w oczach owej Niebo tak kruche ciałka, wbite były drzazgi. Chodź ciężko nazwać te rzeczy drzazgami, ponieważ były grubości porządnej kory dębu starszego niż wszystkie Burzaki razem wzięte. Burka spanikowana zaczęła wyjmować te wielkie kłody z szylkretek, nie mogąc słuchać łamiących jej serduszko odgłosów, jakie wtedy z siebie wydawały. I kiedy już była pewna, że jej małe skarby jakoś się z tego wyliżą, przyszedł czas na pobycie się ostatnich, a zarazem najbardziej ryzykownych sztuk, które umiejscowiły się niebezpiecznie blisko tak ważnych narządów, jak dwa, jeszcze kształtujące się serduszka. Nieboskłon była jednak tak pochłonięta w swojej chęci uratowania sióstr i zakończenia ich cierpienia, że zanim one odezwały się, mówiąc, iż ta okolica najbardziej je boli, ona zdążyła wyrwać wszystkie na raz. Poziomka i Porzeczka zaczęły skomleć do takiego stopnia, że Malinka mogłaby zejść na zawał, będąc pewną, że uśmierciła swoje siostrzyczki. W pewnym jednak momencie ta wizja skończyła się, przenosząc uczennice do obozu Klanu Burzy, na którego samym środku stały wszystkie najważniejsze w klanie (oraz najbliższe jej) koty. Byli tam między innymi Zawodząca Gwiazda, Skrzydlata Płomykówka i Wędrujące Niebo. Wszyscy oni patrzyli się na nią tak, jakby zrobiła ABSOLUTNIE najgorszą rzecz, jaką tylko kot mógłby uczynić w swym jakże nieistotnym i nic niewartym żywocie. Chłodny głos dymnego rozniósł się po całym tunelu, wbijając się w uszy młodszej.
— Jak mogłaś zamordować swoje siostry i znieważyć zarówno Klan Burzy, jak i całą jego społeczność?... — zapytał retorycznie, kiedy zza jego pleców wyłonił się rudy uczeń, na którego pysku widniał niezrównoważony w ślepiach, jak i odczuciach burej uśmiech.
— Mówiłem ci, jak kończą zdrajcy… Pamiętasz?... — wyszeptał, nakładając nacisk na przed ostatnie i ostatnie słowo w swojej właśnie spełniającej się groźbie srebrny.
Z pyszczka szylkretki wydobył się odgłos bliżej niezidentyfikowany, który wyrażał jej żal i mimo iż chciała chociaż próbować się wytłumaczyć, nie wychodziły z niej żadne dźwięki, które można by zrozumieć i uznać za mowę kocią. Kiedy już wszyscy wysoko postawieni czy to wśród klanowiczów, czy to wśród bliskich jej sercu kotów mieli się na nią rzucić, obraz znów rozmył się przed jej oczyma.
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Nieboskłon otworzyła ślepka, czując po raz kolejny ten nieopisywalny ucisk w klatce piersiowej.
“ To był tylko zły sen… Tylko zły sen…” — powtarzała w głowie, spoglądając na swoje siostry, które smacznie spały po swoich wyczerpujących treningach, kiedy jej szkolenie dopiero miało się zacząć, ponieważ jej dzień rozpoczynał się, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi…
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Aktualnie Nieboskłonna Łapa siedziała przed wejściem do obozu, słuchając szelestu krzewów i trawy, czekając na Lotosowy Pąk. Był już późny wieczór, co oznaczało ostatni patrol graniczny tego dnia, ponieważ ona i jej mentor zostali do niego wyznaczeni. Malinka nadal nie mogła wyrzucić koszmaru z głowy, martwiąc się o szylkretki. W jej umyśle każdy jej sen musiał być jakimś omenem, próbującym ostrzec ją przed zagładą, zbliżającą się do jej rodziny. Mimo to uczennica musiała wyjść na patrol, mimo iż bardzo tego nie chciała. W końcu ona, jej mentor, Cyklonowe Oko oraz Ruda Lisówka. Bura czuła jakieś napięcie między tą trójką starszych od siebie kocurów, ale jeśli miałaby być szczera, to jej odpowiadała cisza zachowana podczas całego spaceru. Jedynie albinos raz na jakiś czas odzywał się do niej, jednak szylkretka odnosiła wrażenie, że robi to od niechcenia tylko i wyłącznie dlatego, że musi. Ale jeśli taka atmosfera oznaczała, że będzie ona miała możliwość słuchania odgłosów nocy i obserwowania tak magicznego nieboskłonu, to powiewało jej to absolutnie, co jest między wojownikami, a jej mentorem, który zasadniczo miał ją trochę gdzieś. W pewnym momencie rudy i kremowy oddalili się od niej, czując zapach królika, podczas gdy Pąk oznaczał jakieś pojedyncze drzewo, kotka ujrzała coś poruszającego się przy granicy. Na początku spięła się z myślą, że może to być jakiś intruz zagrażający Burzakom czy patrolowi, jednak kiedy ujrzała istotę zbierającą jakieś habazie czy cokolwiek tamten kot robił, jakoś bardziej się zaciekawiła, niż przyjęła tą swoją wieczną postawę obronną. Jej ślepia podążały za Wilczakiem krok w krok, dopóki owy twór nie ujrzał Malinki stojącej gdzieś trochę dalej.
< Nieznajomy? Przywitaj się ze mną, nie gryzę… Raczej:3 >
[823 słowa, trening kronikarza Nieboskłonnej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz