— Uczysz się na przewodnika, prawda? — zaczęła mimowolnie.
Rudzielec nie sprawiał wrażenia zainteresowanego, zajmując się łapczywie skubaniem zająca, ale kotka kontynuowała:
— Jestem Nieboskłonna Łapa. Jak Cię zwą? — dodała po chwili, a jej jasne ślepia uważnie obserwowały kocura.
Czuł na sobie jej wzrok aż za dobrze. Oblizał się po raz ostatni, kończąc posiłek. Resztę zająca, której zostało sporo, łapą podsunął do przyszłego kronikarza, z którą akurat raczył siedzieć obok. Pozwolił sobie na moment ciszy, przyglądając się kotce. Urokliwy młodzieniec ze szlachetnymi rysami pyska przechylił główkę na bok. Miał piękne, zadbane, długie futro, które lśniło w blasku promieni słonecznych przedostających się przez niedoskonałości kamiennego sufitu. Długa grzywka opadała mu na prawe oko, z kolei w lewym nie można było rozróżnić koloru tęczówki od źrenic. Ślepia Kurzej Łapy sprawiały wrażenie tak głębokich, jak zimny ocean od strony Klanu Nocy. Ciekawym elementem były jego wygięte w śmieszny, słodki sposób uszy, wywinięte wręcz do tyłu w niby napięty łuk.
Przystojny uczeń nie odzywał się od paru sekund. Młoda kotka również nie raczyła wziąć ponownie głosu, zapewne zbyt uraczona jego... osobistym wdziękiem, jeśli jakikolwiek posiadał, oprócz wyglądu zewnętrznego. Emanował przytłaczającą tajemniczością, jakiej Nieboskłonna Łapa jeszcze nie zdążyła doświadczyć w tym jakże krótkim życiu.
— Moje imię brzmi Kurza Łapa — wymamrotał po tak długiej ciszy, po czym uciekł wzrokiem w bok. — Twoja jedna z sióstr szkoli się u boku Śniącego Obserwatora. Aspiruje na bycie kolejnym przewodnikiem...
Wstał bez trudu z kamiennych płyt. Wysoki srebrzysty rudzielec patrzył przed siebie, mówiąc:
— Ty szkolisz się na kronikarza... szkolisz się pod okiem Lotosowego Pąku.
Obrócił się do niej płynnie, wręcz hipnotyzująco.
— Pamiętaj, iż to jeden z dzieci Wielkiego Pawia. Darz go respektem.
Przez dłuższą chwilę obserwowała go w ciszy.
— Nie rozkazuj mi. Każdego będę szanować i dążyć respektem, jeśli będzie ku temu... Racjonalny powód.
Błękitnooka przerwała na chwilę, oglądając Kurzą Łapę od góry do dołu, podczas gdy mimika na jej pyszczku pozostawała kamienna.
— Czym jest ów Wielki Paw? — zapytała, owijając swój puchaty ogon wokół chudych łap.
Nieboskłonna Łapa nie sprawiła na nim dobrego wrażenia, mimo to jej agresja i paranoja nie miały żadnych szans w starciu z obsydianowym umysłem Kurzej Łapy. Jej słowa spełzły po nim niczym woda po kaczce; nie udało jej się uchwycić żadnej pożądanej emocji. To wciąż był smarkacz ledwie dorastający mu do pięt, w przenośni, jak i tutaj, na żywo.
— Ruszając z takim postanowieniem i humorkiem... daleko nie zajdziesz, Nieboskłonna Łapo — miauknął, kręcąc głową niczym zawiedziony rodzic. Poza tym czuł się trochę przybity faktem, iż podzielił się z nią dobrowolnie jedzeniem, którego w tych czasach brakowało, a ona... je odtrąciła. Może trzeba ją zagłodzić, pomyślał chłodno. Fluoryt najwyraźniej nie nauczyła ich żadnych manier. Będzie musiał z nią porozmawiać na temat tych trzech przybłęd, które zaczną ponownie siać tu zamęt.
A Kurza Łapa do tego nie dopuści.
Ten rudzielec, niestety ze zdrajczyni ciała stworzony, postanowił sobie jedno: w tym klanie, pod jego pieczęcią i bystrym umysłem zdolnym do wykrycia ziarn kłamstw i chaosu, nigdy więcej nie pozwoli kotom na zdradę własnych pobratymców i zamach na życie przywódcy, w dodatku swoich krewnych. Poprzysiągł sobie. Musiał mieć w takim razie obie, jeśli nie całą trójkę na oku. Kto wie, może Mroczna Puszcza powoli się odradza w żywych kotach.
Uniósł brwi, przyglądając się młodej duszy. Pytanie młodszej uczennicy nie wzbudziło w nim wielu uczuć. Wciąż na jego pysku pozostawał dziwnie odtrącający chłód. Nie chciał teraz się z nią przekomarzać czy też łapać ją za słowa. Powinna znać prawdę i wiedzieć do kogo odnosić się w końcu z szacunkiem.
Urokliwy młodzieniec usiadł przed nią i zaczął przyjemnym dla uszu głosem:
— Pewnego razu, za panowania Obserwującej Gwiazdy, na terenach Klanu Burzy pojawił się biały... paw. Stworzenie pełne wdzięku, w dodatku z unikatowym kolorem pióra od razu zwróciło na siebie uwagę patrolu, a w szczególności medyków oraz kronikarzy, w tym samą liderkę. Nie zabili pawia, lecz zaczęli się nim opiekować, próbując utrzymać przy życiu i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a nawet spróbować porozumieć, co niestety skończyło się jedynie na rozszyfrowaniu gestów i zachowania wielkiego ptaka. Klan Burzy traktował stworzenie jako dar zesłany przez Klan Gwiazdy, który potrafił leczyć choroby duszy. Czasem po poproszeniu pawia o dobre polowanie, łowy były obfite. Niestety, biały paw zakończył swój żywot już wiele księżyców temu, a w tym samym czasie narodziła się wielka trójka wyjątkowych kociąt składająca się z Lotosowego Pąku oraz Białego Strumienia, którzy teraz pełnią rolę kolejno kronikarza i przewodnika. Wśród części klanu panuje przekonanie, że rodzeństwo, odznaczające się charakterystycznym, białym umaszczeniem i niecodziennej barwy oczyma, nosi w sobie moc Klanu Gwiazdy przekazaną właśnie przez tego ptaka. Była jeszcze ich siostra, asystentka medyczki o imieniu Wełnista Mszyca. Podczas pożaru zagubiła się i najprawdopodobniej zmarła przez wycieńczenie.
Istota przymrużyła oczy.
— Hm... Dziękuję za opowiedzenie mi tej historii, Kurza Łapo. Przepraszam natomiast za odrzucenie podarowanego mi jadła, ale... Raczej nie dojadam resztek po innych, chyba że to ktoś wyjątkowo bliski.
Kurza Łapa tylko kulturalnie skinął łbem kotce, po czym wstał i wziął zająca. Bez chwili zastanowienia wręczył go swojej siostrze, Perłówkowej Łapie, która była akurat niedaleko. Wrócił do uczennicy migiem.
— Biały Strumień to mój mentor, a Lotosowy Pąk twój. Oboje mają w sobie moc Klanu Gwiazdy. Przy nich zważaj na swoje słowa — ostrzegł. — Niektórych nieszczęśników za okłamanie i próbę przekonania na złą stronę albinosów... później spotkała kara śmierci. Nie chciałabyś należeć do tego grona, czyż nie?
Sierść na karku kocicy mimowolnie lekko się podniosła, gdy kotka wbiła pazurki swoich łap w zbitą ziemię.
— Nie próbuj mi grozić, Kurza Łapo. — odparła ostrzegawczo. — Trzymaj się z dala od moich sióstr. Nie pozwolę, aby cokolwiek im się stało. — dodała po chwili, strzepując swoim puszystym, szylkretowym ogonem.
Kurza Łapa zdziwiony uniósł brwi do góry. Skąd to nagłe oburzenie? Patrzył na małą istotkę chaosu grożącą jemu, uczniowi jednego z albinosów. Westchnął ciężko.
— Oprócz swoich sióstr to nikogo nie znasz, tak? — zaczął miękko, niczym matka do dziecka. Zrobił jeden krok do przodu. — Ścisz tony, Nieboskłonna Łapo. To jest zwykłe nieporozumienie — wyjaśnił spokojnie urokliwy młodzieniec, wyraźnie znudzony czy też zmęczony tym wybuchowym, emocjonalnym charakterem młodego przyszłego kronikarza. Nie miał wprawy z takimi charakterami. Nikt z jego grona nie był aż tak niestabilny, jak ta kotka. Przy niej musieli pewnie chodzić na wąsach.
— Nieboskłonna Łapo, przepraszam, że tak to odebrałaś. Nikomu nie grożę, a ty... powinnaś zacząć myśleć nad tym, co zaraz powiesz. Twoja lekkomyślność może sprowadzić na ciebie wiele nieszczęść — mówił delikatnie, nie chcąc sprowadzić na sobie większego gniewu paranoicznego dziecka. — Poza tym...
Szybko zmienił temat i wskazał na wyjście z piwnicy.
— Jako przeprosiny... mogę cię nauczyć, jak się poluje na zające w nocy. Lub zaprosić na przechadzkę w nocy. Nie jestem przyzwyczajony do trybu takiego jak reszta. Ty też zapewne będziesz trenować w nocy na zewnątrz. To znaczy, że będziemy się szkolić o podobnych porach — zauważył i słodko się uśmiechnął, jak to na jego przystało. Chcąc nie chcąc, pomimo wieku i powagi Kurza Łapa często jest uznawany za słodziaka lub... cokolwiek można uznać za "istotę". Rzadko kiedy widziany jako coś pomiędzy.
— Proszę, nie gniewaj się — dodał ciszej, nie odrywając z niej wzroku.
<Nieboskłonna Łapo, nie wierzę, że akurat ty zostałaś wybrana na kronikarza… aż mi szkoda twojego mentora, wiesz?>
[1173 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz