Przeszłość
Niebieskooka właśnie powoli kończyła porządki w składziku, notując przy tym w głowie nazwy ziół, których zaczynało powoli brakować. Kiedy tylko zakończyła, miała już pytać resztę towarzystwa, czy nie chcą czegoś ze stosu, kiedy niespodziewanie piszczki same wparowały do dziupli, a tak dokładniej to zostały przeniesione przez córkę Figi. Biała kojarzyła ją głównie z momentów, gdy Czereśnia opuszczał obóz, a tuż obok niego podążała szkoląca się młódka.
— Witajcie, Wiciokrzewie, Gołąbku i Mistral! Przyniosłam wam coś do jedzenia. – Odłożyła każdemu po zwierzynie tuż przed łapami, by na samym końcu przysiąść obok Mistral. — Słyszałam, że zostałaś zielarką. Gratuluję!
— Dzięki — mruknęła, odgryzając kawałek nornicy.
— Mama mi opowiadała, że dawno temu to stanowisko zostało obsadzone przez kogoś. Jak podoba ci się ta praca, na czym ona polega i czy wiesz, dlaczego tak długo było puste?
— Widać, że Ci nie brak ciekawości, Wrono — mruknęła pomiędzy kęsami. — Ale to dobrze.
Zielarka właśnie miała brać się do odpowiedzi na pytania uczennicy, gdy do legowiska wszedł chory Owocniak. Kotka od razu wyłapała jego obecność, czemu chyba nie podołała dwójka kocurów, która o czymś rozmawiała. Nie mając zbytnio innego wyjścia, ciche westchnęła, pozostawiając na wpół zjedzoną nornicę oraz dymną.
— Wybacz Wrono, lecz obowiązki wzywają. Jeśli nie masz nic przeciwko, to wolałabym, abyś wyszła. Nie chce ryzykować żadnej epidemii w Owocowym Lesie — wyjaśniła. Pomarańczowooka jedynie skinęła głową i opuściła dziuplę. Mistral nie była pewna, czy młodsza zrozumiała to jako prośbę, czy po prostu pozbycie się jej, lecz miała nadzieję, że ta nie obrazi się na nią ani nic podobnego.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Obecnie, przed opuszczeniem obozu przez Wiciokrzewa
W ostatnim czasie, a tak w sumie to w ostatnich dniach, w dziupli uzdrowicieli przewinęło się już sporo chorych Owocniaków, jakby ci tylko czekali do ostatniego momentu, by udać się do Purchawki, Mistral i Gołąbka, aby otrzymać zioła na swoje dolegliwości. Biała aż zbyt dobrze widziała, jak zapas medykamentów się znacznie uszczuplił, miała wręcz ochotę syczeć na coraz to kolejnych odwiedzających wnętrze drzewa. Jednak trzymała nerwy na wodzy, niemal non stop utrzymując lekki uśmiech na jasnym pysku. Choć w duchu już zdążyła parę kotów zamordować. Oczywiście nie na serio, nigdy nie dałaby rady tego zrobić, nie ze względu na brak jakiegokolwiek wyszkolenia w zakresie walki, lecz po prostu każdy w Owocowym Lesie był jak członek wielkiej rodziny.
— Witajcie. — W zaciszu dziupli rozbrzmiał głęboki, spokojny głos lidera ich społeczności.
— No niech zgadnę, wielki pan lider zachorował i dopiero na ostatnią chwilę przychodzi? — mruknęła, wychylając się ze składzika, który mieścił się głębiej w drzewie.
— Mistral! — skarciła ją Purchawka.
— No co? Ty wiesz, ile ziół nagle nam niemal brakuje? Ten ptasi móżdżek. — Wskazała łapą na burego uzdrowiciela. — Sam nie potrafił od razu zająć się zranioną łapą, czekał, aż się rozwinie infekcja, albo gorzej!
— To może ja przyjdę innym razem — zaproponował czekoladowy, przysłuchując się temu z boku.
— Nie nie, spokojnie Czereśnio — odparła szamanka, wskazując na posłanie, które po chwili zajął dawny zwiadowca.
Purchawka miała właśnie pytać kocura o dolegliwości, Gołąbek miał podejść i wyczekiwać poleceń starszej, a Mistral zniknąć w składziku, kiedy do legowiska przybyła Całunka. Zielarka już miała coś powiedzieć, lecz spojrzenie dawnej mentorki ją powstrzymało — obserwowała jedynie, jak ta z uzdrowicielem zajmują się chorymi, czekając na ich werdykt w przyniesieniu danych ziół.
— Potrzebuje aksamitki.
— A ja ogórecznika, wrotyczu lub lawendy.
Na ich słowa na pysku niebieskookiej zagościł cień uśmiechu, lecz nie żadnego przyjaznego, raczej takiego w stylu kpiny.
— Cóż… — zaczęła dość niewinnie, wykonując parę kroków w ich stronę. — Tak się składa, że akurat właśnie tego nam brakuje. Także musicie poczekać, aż je zbiorę i przyniosę.
Nie czekała na odpowiedź kogokolwiek na jej słowa, po prostu ich wyminęła, wychodząc z dziupli. Dopiero wtedy ciężko westchnęła, zdając sobie sprawę z tego, ile może to zająć oraz ile będzie dźwigania. Najłatwiej byłoby kogoś wziąć do pomocy, lecz Orchidea jakiś czas temu przeniosła się do starszyzny, a to z nią niebieskooka najczęściej wychodziła poza obóz, gdy musiała samotnie pozbierać zioła. To nie tak, że Mistral się bała samej opuszczać azyl, lecz brała pod uwagę możliwe dzikie zwierzę lub samotnika, a wtedy czekałaby ją rychła śmierć. Bo co ona mogła, mając samo szkolenie związane z chorobami i ziołami? Rzucić w napastnika nasionami maku na uspokojenie? Dobre.
Przez chwilę uważnie obserwowała koty na polanie, gdy w pewnym momencie dostrzegła niedawno mianowaną zwiadowczynię. Dumna ze swojego wyboru, ruszyła w kierunku dymnej, niemal następnie zagradzając jej drogę, gdyby ta próbowała wymigać się od pomocy zielarce.
— Hej Wrono. Mam do ciebie prośbę, potrzebuje kogoś, kto pójdzie i pomoże mi przy zbieraniu ziół. Piszesz się? — spytała i niemal po uderzeniu serca sama dała sobie odpowiedź: — Super, to idziemy.
Niebieskooka lekkim krokiem skierowała się w stronę wyjścia, a Wrona nie mając zbytnio wyboru, ruszyła za nią.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
— Wiem, że parę księżyców temu, gdy przyszłaś do nas z piszczkami, gratulacjami dla mnie oraz pytaniami, to mogłam brzmieć nie miło, gdy cię wyganiałam, lecz nie miałam nic złego na myśli. Jeśli chcesz, to mogę Ci nawet teraz odpowiedzieć na te pytania. — Ledwo wyszły z obozu, a starsza od razu podjęła rozmowę, po drodze zgarniając jakieś liście do późniejszego transportu ziół, które oczywiście musiała nieść Wrona. — Chciałaś wiedzieć, czy mi się to podoba. Owszem, znam każdą potrzebną roślinę, by kogoś wyleczyć, mogę komuś uratować życie, choć to bardziej zadanie uzdrowicieli. Ja najczęściej właśnie wychodzę i zbieram rośliny oraz towarzyszę Purchawce w ceremoniach związanych ze Wszechmatką, lecz to również robi jej syn. Na czym polega bycie zielarzem? Głównie właśnie zbieranie ziół, lecz też leczenie chorych, choć ja się zajmuję bardziej sferą psychiczną niżeli fizyczną. Można w sumie powiedzieć, że jestem nieco połączeniem stróża pod względem dbania o dobrostan Owocniaków oraz uzdrowiciela, pod względem leczenia. Niby mógłby to robić szaman lub uzdrowiciel, lecz z jakiegoś powodu jest to zadanie zielarza. A co do tego, że długo to stanowisko było puste, to nie znam do końca szczegółów.
❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜
Kiedy tylko wrócili, zwiadowczyni u boku zielarki, wkroczyła do dziupli, gdzie zaniosła uzbierane zioła aż do samego składziku. Ledwo zdążyła odłożyć pakunki, gdy starsza porwała z nich parę ziół i podała Purchawce oraz Gołąbkowi.
— No, mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na twoje dawne pytania oraz nie masz mi za złe tamtej sytuacji.
<Wrono?>
Wyleczeni: Czereśnia, Całunka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz