Ucieszyła się, więc gdy poprzedniego wieczora zauważyła, jak szkraby bawiły się z którymś ze starszych od niej kociąt. Co prawda było już zbyt późno, aby sama dołączyła do ich gry w berka, ale postawiła sobie za cel zaprzyjaźnić się z nimi od razu następnego dnia!
Dlatego też, gdy tylko słońce wzniosło się ku górze, a jego skąpe promienie oświetliły jej mały, słodki pyszczek, ona już wiedziała, co powinna zrobić.
Spojrzała w kierunku miejsca, w którym zazwyczaj odpoczywała Świteziankowe Jezioro. Karmicielka leżała jeszcze na swoim posłaniu, wyglądając dość smętnie, jak zresztą zawsze, gdy tylko Wełnianka ją widziała. Nie miała pojęcia, co tak dręczyło starszą kocicę, ale jej samej czasami udzielał się jej smutek. Zmarszczyła nieco brwi, troszkę rozczarowana – początkowo nie zauważyła bowiem w tamtych stronach żadnego ruchu. Miała już ogłosić kapitulację i zaakceptować swoją porażkę, uznając, że kocięta prawdopodobnie jeszcze spały, ale nagle zauważyła ruch w kąciku oka. Odwróciła się w tym kierunku prędko. Wzrok jej nie mylił!
Powolnym, nieco sennym jeszcze krokiem, poruszał się po żłobku błękitny kocurek, którego sierść upstrzona była licznymi ciapkami. Futerko to przypominało kotce nieco niebo z gwiazdami w bezchmurną noc.
Uśmiechnęła się pod nosem, po czym przykucnęła. Nowy kolega nie zdążył jej jeszcze zauważyć – był to więc idealny czas na jej niespodziewany atak! To znaczy, na zaproszenie go do wspólnych harców.
Wełnianka przygotowała się do natarcia. Naprężyła mięśnie nóg, po czym wyskoczyła, lądując praktycznie na drugim kociaku i przewracając go na ziemię.
— Cześć! Jestem Wełnianka, a ty? — zapytała radosnym głosem, zupełnie nie przejmując się faktem, że malec leżał wbity w ziemię z jej białą łapką prosto na swoim pysku.
<Drzemliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz