Przeszłość
Przez kilka uderzeń serca wpatrywałam się w kwiat, zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć. Jego delikatne płatki poruszały się lekko na wietrze, a ja powoli przeniosłam wzrok z rośliny na brata. Dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, żebym zobaczyła ją właśnie dzisiaj.
Na moim pysku pojawił się szeroki uśmiech.
— Gończyku… jest piękny.
Podeszłam ostrożnie bliżej i pochyliłam się nad kwiatem, przyglądając mu się z niemal dziecięcym zachwytem. Wiedziałam, że Purchawka nazwała mnie właśnie od takiego kwiatu. A teraz on sam odnalazł jeden dla mnie.
Nie mogłam powstrzymać ciepła rozlewającego się po moim sercu.
— Znalazłeś go specjalnie dla mnie? — zapytałam, choć odpowiedź była oczywista. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
— Dziękuję.
Przez chwilę zastanawiałam się, co właściwie powinnam z nim zrobić. Zostawić go tutaj? To byłoby rozsądniejsze. W końcu kwiat mógłby dalej rosnąć, a ja mogłabym wracać w to miejsce i oglądać go przy kolejnych spacerach.
Ale jednocześnie tak bardzo chciałam mieć go przy sobie.
Ostrożnie wyciągnęłam łapę i dotknęłam łodygi.
— Chyba… chcę go zabrać.
Zawahałam się jeszcze przez moment, po czym delikatnie zerwałam kwiat, starając się nie uszkodzić jego płatków. Następnie uniosłam go pyskiem i ostrożnie wsunęłam między futro przy kryzie, tak aby trzymał się tam podczas chodzenia.
Przekręciłam lekko głowę, próbując kątem oka zobaczyć, czy rzeczywiście się utrzyma.
— Jak wyglądam? — zaśmiałam się cicho. — Wiesz co? Podoba mi się.
Kwiat wystawał spomiędzy jasnego futra, kontrastując z ciemnymi łatami na mojej sierści. Był drobnym dodatkiem, ale dla mnie znaczył znacznie więcej niż zwykła ozdoba.
— Będę go nosić — oznajmiłam z przekonaniem. — Dzięki temu zawsze będę pamiętać, że mi go dałeś.
Spojrzałam na brata z ciepłym uśmiechem.
— I nie martw się. Nie zgubię go.
Przez chwilę jeszcze staliśmy obok siebie, a ja zerkałam na kwiat wystający z mojego futra. Wiedziałam, że pewnie długo nie przetrwa. Płatki w końcu zwiędną, a łodyga wyschnie. Mimo to chciałam go zatrzymać tak długo, jak tylko się dało. Nie chodziło przecież o sam kwiat. Chodziło o to, że mój brat pomyślał o mnie.
***
Po chwili musiałam jednak wracać do obozu. Rohan miała czekać na mnie z kolejną częścią treningu, a dobrze wiedziałam, że nie powinnam się spóźniać.
— Chodźmy — mruknęłam, ruszając obok Gończyka.
Co jakiś czas zerkałam na niego kątem oka, a potem na kwiat ukryty w moim futrze. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
Kiedy dotarliśmy do obozu, pożegnałam się z bratem i od razu pobiegłam na spotkanie z Rohan.
Reszta dnia minęła mi na treningu. Wspinaczka, wybieranie odpowiednich gałęzi, obserwowanie terenu i nauka poruszania się między drzewami pochłonęły całą moją uwagę. Mimo zmęczenia za każdym razem, gdy przypadkiem poczułam kwiat w swoim futrze, przypominałam sobie o Gończyku.
I chyba właśnie dzięki temu nawet najtrudniejsze ćwiczenia wydawały mi się trochę łatwiejsze.
Teraźniejszość
Kiedy tylko usłyszałam wieści, nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu. Modrogończyk został asystentem uzdrowiciela. Nie zamierzałam pozwolić mu długo czekać na gratulacje.
Pobiegłam w jego stronę niemal od razu, omijając po drodze kilka kotów i zatrzymując się dopiero tuż przed nim. Puszysty ogon zakołysał się za moimi plecami, a pomarańczowe oczy błyszczały z wyraźnego podekscytowania.
— Gończyku! — uśmiechnęłam się szeroko. — Gratulacje! Naprawdę, gratulacje!
Przez chwilę po prostu mu się przyglądałam. Jeszcze niedawno oboje byliśmy kociakami biegającymi po obozie, a teraz każde z nas miało już własną ścieżkę.
— Wow… — wyrwało mi się z zachwytem. — Oboje jesteśmy pełnoprawnymi członkami klanu!
Zaśmiałam się cicho i szturchnęłam go lekko barkiem.
— Ty uzdrowicielem i przyszłym szamanem, ja zwiadowczynią. Pamiętasz, jak jeszcze niedawno rozmawialiśmy o tym, kim chcemy zostać?
Na moment spojrzałam w stronę obozu.
— Myślisz, że Milknąca Łapa i Łzawa Łapa też już mieli swoje ceremonie?
Przeniosłam wzrok z powrotem na brata.
— Ciekawe, gdzie teraz są. Mam wrażenie, że wszystko dzieje się tak szybko. Ledwo co byliśmy uczniami, a już każde z nas zaczyna dorosłe życie.
Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
— Ale jestem z ciebie naprawdę dumna, Gończyku. Wiedziałam, że świetnie sobie poradzisz.
Lekko zmrużyłam oczy, po czym dodałam z rozbawieniem:
— Chociaż teraz chyba będę musiała uważać, żeby nie przychodzić do lecznicy z każdym najmniejszym zadrapaniem. Jeszcze zaczniesz mi wygłaszać wykłady o tym, jak powinnam bardziej uważać na swoje łapy.
Zaśmiałam się cicho.
— Chociaż znając ciebie… pewnie już masz przygotowaną całą listę rzeczy, które robię źle.
<Modrogończyku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz