Dawniej
Niebieska kotka została obudzona przez łagodne szturchnięcie, chociaż ostatnią jej godzinę snu ciężko było tak nazwać. Co chwilę budziły ją spadające na różowy nosek czy główkę listki. To też, gdy Iskrzyk zaczął próby pobudzenia kotki, ta za wszelką cenę chciała zostać w legowisku. Gdy pacnął w końcu łapą w kasztanowiec, Mordor w obawie o własne życie i zaangażowanie w jej budzenie innych kotów zdecydowała się w końcu wyjść ze swojego legowiska. Gdy już była na ziemi przeciągnęła się, sprawiając przy tym, że futro na jej grzbiecie i ogonek lekko się zjeżyły. Mlasnęła kilka razy i spojrzała na grupę przed sobą.
“Śmieszna ekipa” pomyślała, drapiąc się za uchem.
— Długo jeszcze będziemy na panienkę czekać? — zapytał odrobinę zniecierpliwiony kremus.
Mordor parsknęła, a następnie pokręciła głową na nie.
Szli przez las, a ciszę zakłócały tylko pytania mentorów o wiedzę. Niebieska wiedziała, że to swego rodzaju szybka lekcja, powtórka, ale ilekroć myliła jakiegoś ptaszka czy drobne zwierzątko na ziemi myślała, że pobiegnie przed siebie i wskoczy do okolicznej rzeki. Nagle prowadzący patrol Iskrzyk zatrzymał się. Znalazł coś na ziemi. Ślad. Kremowy powąchał go. Mentor ponownie skierował swój łebek w stronę kotki, a ta już westchnęła zirytowana.
— Zwietrzały — poinformował innych członków patrolu. Po czym zwrócił się do swojej uczennicy:
— Ostatnio mówiłem ci to na treningu. Czyj to ślad?
Figa przybliżyła się do ucha Puchacza i szepnęła:
— Lisa.
Mordor jednak udzieliła innej odpowiedzi.
— …Bolsuka.
Kiedy dowiedziała się, że była to odpowiedź niepoprawna, wydała z siebie dziwny, przerażający dźwięk.
— Co… to było? — zapytał niepewnie kotki.
Mordor zauważyła, że skupiła na sobie całą uwagę czwórki. Zjeżyła lekko futerko i położyła uszy po sobie, śmiejąc się nerwowo.
— W-Wybaczcie — zająknęła się lekko.
Inni, widząc spięcie kotki, postanowili najwyraźniej nie dopytywać o więcej.
Szli więc dalej nadal z kremusem na przodzie. Mordor szła zaraz za nim ze zwieszoną głową. Tym razem, gdy Iskrzyk ustał niebieska wpadka na niego. Zjeżyła futro i spojrzała w miejsce, które wskazywały Iskrzyk.
— To lis? Pachnie tak jak tamten ślad — mruknęła kotka cicho, spodziewając się kolejnego błędu, jednak tym razem się udało.
***
Mordor zaczepiła Puchacza w drodze do wyjścia z obozu.
— Chcesz iść z nami? Poćwiczysz rozpoznawanie chorób drzew… — miauknęła, akcentując ładnie literkę r, którą nauczyła się nareszcie wymawiać.
Puchacz kiwnął lekko głową, zgadzając się.
Niebieska kotka patrzyła na zwiadowcę zaintrygowana. Wydawał się nieco inny niż kilka księżyców temu, gdy to była jeszcze świeżym uczniakiem. Wyszli z obozu wraz z Iskrzykiem, który zabrał ze sobą swoje innych zwiadowców. Gdy tylko wyszli z obozu, zaczęło się przepytywanie.
— Puchaczu mógłbyś na chwilę jej przypilnować? Muszę się za czymś rozejrzeć — mruknął Iskrzyk, idąc kawałek od nich.
<Puchaczu?>
[426 słów + rozpoznawanie tropów lisów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz