– Hm. Rohan ma rację. To bardzo ważne, by nauczyć się rozpoznawać ślady zwierząt… Ale… no, na razie nie musisz się o nic martwić. Dopóki nie podrośniesz, zawsze będziesz na patrolach z innymi zwiadowcami. I to oni będą pilnować bezpieczeństwa… co nie…? Odpowiedzialność spadnie na ciebie tak naprawdę, dopiero gdy zostaniesz zwiadowczynią, Psianko…
Słuchałem dalej, jak wspominała dawne czasy i moje wybitnie dopracowane wręcz teorie. Oczy mi się zaświeciły - najchętniej opowiedziałbym o nich po raz kolejny i podzieliłbym się nowymi… ale wydaje mi się, że świat jeszcze nie jest na to gotowy, ale kiedyś wszyscy się przekonają.
– Hm. Tak, tak, śmiej się – mruknąłem więc tylko. – Ja tam swoje wiem. I ja apokalipsę przeżyję. Może… może użyczę ci miejsca w mojej tajnej jaskini, gdy przyjdzie co do czego…
Rozejrzałem się odruchowo dookoła, sprawdzając, czy aby żaden z moich niewidzialnych wrogów nie czai się za którymś z pni…
Cieszyło mnie niezmiernie, że Psianka pamięta wszystkie rzeczy, które jej kiedyś powiedziałem… Nie zdarza mi się często, by ktoś wspomniał mi o czymś, co rzuciłem ot tak, w dodatku dawno temu…
Hm. Miłe uczucie.
Wyprostowałem się nieco.
– Uh… Ale co do treningu… możemy pójść razem… Pokazałbym ci fajną grę… rozwijającą kreatywność w kontekście umiejętności kamuflaż i zwinność i… i no zabawne to jest też dosyć…
***
Dzień mianowania Psianki…
– Psianko. Psianko. Uh… Chciałem ci… pogratulować. – mruknąłem nieco niewyraźnie. – Jestem dumny, że… że już zwiadowczynią jesteś. A taka malutka byłaś jeszcze niedawno… Hm. Hm. Przyniosłem ci coś. Na tę… okazję.
Poruszyłem językiem w pysku, po czym wyplułem na ziemię dość okazały kamyczek. Gładziutki, biały kamyczek z subtelnymi, szarawymi odcieniami w kształcie pasów.
– To dla ciebie. Znalazłem go. Przy rozlewisku.
Zamrugałem niepewnie. Zmarszczyłem brwi i przyjrzałem się kamyczkowi z bliska. Cały był oblepiony śliną i piaskiem, który się do niej przylepił.
– Uh. Ale on… trochę opluty jest. Oj. Hm. No dobra. Nieważne. – kopnąłem kamyczek łapą, a on odleciał gdzieś w tłum. Mam nadzieję, że nikogo nim nie trafiłem… – Dobra. Um. Chcesz iść ze mną na patrol jutro? Pierwszy patrol jako zwiadowczyni.
<Psianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz